Ma licencję ? Potrzebne uprawnienia ? Samochód ? Kasę fiskalną ?
Poza tym ... w takim fatalnym stanie, taki schorowany jak to opowiada - jak on będzie dawał radę cały dzień za kółkiem ??
Jeśli za tym, co on gada nie idą żadne konkretne przygotowania, to można sobie to wszystko o kant doopy roztrzasnąć.Poza tym Ewa ... zlituj się wałkujesz to już tyle czasu ... widzisz w ogóle w jego podejściu do życia i do Ciebie jakąkolwiek zmianę na lepsze ?
Nie ma licencji ani kasy, auto ma stare gówno, rozmawiałam z nim, ze nie da rady za kółkiem cały dzień wiec powiedział, ze chyba pojdzie do ochrony chociaż twierdzi, ze ochrona to syf i nuda trzeba tam siedzieć 12 h. Do stycznia ma L4 (jest na bezrobociu) ale kasy nie dostaje tylko ma ubezpieczenie. Dzis specjalnie mu napisałam, ze chyba pojde na invitro bo dla mnie to ostatni dzwonek wiec stwierdził, ze skoro tak mi zle i nie chce czekac to mam isc . Myslalam ze powie, ze mam jeszcze poczekać trochę, az dojdzie do siebie a on mi powiedział ''ja tez bym chciał mieć prace, zdrowie i rodzine'' a wcześniej jakos nie robił nic w kierunku żeby mieć te prace i rodzine. Mowi, ze mnie kocha ze nie wyobraza sobie zycia beze mnie...ale jak mam z nim zyc skoro nie można się układac, ile mam czekac jak i tak żadna robota mu nie przypasuje. Ale mimo to jak się widzimy dobrze mi z nim w jego towarzystwie...kocham kogo i nie umiem się odkochać. Byłam u psychologa to mi powiedziała ''skoro nie może być inaczej niech będzie jak jest, może warto się pogodzić z ta sytuacja'' Kurde jak mam się pogodzić jak to nie takie proste wręcz czasem meczace...może niepotrzebnie się odezwał, pewnie już by mi przeszło...