Też jestem obecnie chuda (już nie szczupła jak kiedyś, tylko chuda właśnie co bardzo mnie cieszy), a jem normalnie, nie chodzę głodna, po prostu wybieram produkty wyjątkowo niskokaloryczne, i więcej się ruszam, więc jak najbardziej można mając kości obijające się o wannę podczas kąpieli nie mieć anoreksji (anoreksja to raczej choroba psychiczna, ona polega nie tylko na chudości, bo chudości samej w sobie nie należy utożsamiać z anoreksją, ale przede wszystkim na fałszywym przekonaniu że jest się za grubym, i obsesją).
theonlyone napisał/a:Maymayka napisał/a:tak sobie czytam i żal mi tych pseudo miłości za wygląd.. straszne to jest.. kocha się człowieka za to jaki dla nas jest, za serce a nie za opakowanie!!
Miłość miłością,niestety faceta podniecają bodźce wzrokowe,brutalna rzeczywistość.
Ale może być też tak że kocha się daną osobę, i jednocześnie nie wywołuje ona już w nas podniecenia bo np. przytyła. Podniecenie jest reakcją fizjologiczną, i myślę że nie warto przypisywać mu aż tak dużej wartości (gdyby mężczyznę o wysokim libido polizał po genitaliach pies, pewnie by mu stanął). Dla ułatwienia zrozumienia tego posłużę się takim przykładem - są piosenki które pobudzają mnie, dodają mi energii, czyli mój organizm mocno na nie reaguje np. tępym pobudzeniem, ale nie jest to zbyt wyrafinowana muzyka, nie nazwałabym jej piękną. Natomiast są utwory które odbieram jako arcydzieła, i stanowią ważną część mojego życia bo jestem melomanką ale moje ciało nie reaguje na nie zbyt mocno. Jeśli miałabym mierzyć wartość muzyki stopniem podniecenia-pobudzenia organizmu przy słuchaniu, to Manieczki niestety pobiłyby Scriabina
, co wydaje mi się niedorzeczne.
Można kogoś naprawdę kochać, może to być najważniejsza osoba w naszym życiu, a jednak ta miłość raczej nie sprawi że człowiek będzie czuł podniecenie (w przypadku gdy partnerka/partner przytył, przestał się myć np. itd.). To też zalezy o jakiego rodzaju miłości mówimy, bo np. na sposób buddyjsko-chrześcijański miłość należy rozumieć jako współczucie, można kochać na sposób romantyczny lecz aseksualny, można na romantyczny i seksualny, można na platoniczny. Fajnie byłoby gdyby ludzie używali precyzyjniejszych słów, mniej abstrakcji - więcej odwoływania się do odczuć/doznań fizycznych wspólnych dla każdej istoty z tego samego gatunku (czyli np. zamiast kocham Cię powiedzieć jaśniej - Zachwycasz mnie/współczuję Ci/wzbudzasz we mnie uczucia opiekuńcze/uspokajam się gdy przebywamy razem etc.).
Co do żony autora - jeśli ma dużą nadwagę naprawdę warto zmotywować ją do schudnięcia, będzie się lepiej czuła sama ze sobą. To nie jest wcale tak że jak jakaś osoba jest gruba/nie dba o siebie, to jest to jej wyborem - zazwyczaj ludzie po prostu nie wiedzą jak się zmienić, nieświadomie wyolbrzymiają (a otoczenie im jeszcze w tym pomaga) przeszkody do osiągnięcia celu, i nie potrafią zrozumieć dlaczego posuwają się do pielęgnowania tak szkodliwych nawyków (tutaj : objadanie).
Najlepiej byłoby pozyskać od żony informacje dlaczego ona je za dużo (a może nie za dużo w sensie ilości, a kaloryczności?) i wybrać się do tego lekarza od tarczycy. Może w ten sposób radzi sobie z niepokojem, niezrozumianymi odczuciami, konfliktami wewnętrznymi, pociesza się? Warto uświadomić że pewnego rodzaju aktywności potrafią dać takie samo uczucie sytości jak zjedzenie obfitego, ulubionego posiłku. Zazwyczaj też jest tak że te zdrowe-niskokaloryczne pokarmy są pyszniutkie (owoce, warzywa), i ślicznie kolorowe. Kwestia przejścia na niskokaloryczne-zdrowsze jest tylko kwestią przyzwyczajenia. Ludzie często zatracają dziecięcą otwartość na nowe, i skłonności do poznawania-smakowania nowego, ale można ją (tj. dziecięcą otwartość, i elastyczność) uaktywnić na wiele sposobów w dowolnym wieku.
Podczas rozmów z żoną należy kłaść nacisk na jej samopoczucie (jak bardzo sie polepszy gdy schudnie), kwestie zdrowotne, a motywując do odchudzania (zwracajac uwagę na zbyt dużą tuszę) zapewnić o innych zaletach fizycznych które posiada (np. intrygujące oczy, błyszczące włosy).