maniek_z_maniek napisał/a:Mysle ze czas jest pojeciem stucznym i nie potrzeba do tego mechaniki kwantowej. Otoz bowiem podstawa wszelkich zjawisk fizycznych jest ich natura, ktora objawia sie tym ze skutek wywoluje przyczyna. Nie ma od tego wyjatkow. Po co wiec czas skoro nic nie dzieje sie samoistnie?
Widze tu logiczny blad w toku rozumowania.
Skutek i przyczyna sa w zaleznosci czasowej. Najpierw przyczyna, potem skutek. Do tego trzeba czasu, czyli nie tedy droga do dowodu, iz czas jest pojeciem sztucznym. 
Istnieja inne modele, ktore stosuja lepsze tricki.
Jedna z mozliwosci jest wielowymiarowosc. Jak na przyklad w krainie plaszczakow Edwina Abbott, gdzie obserwator kuli przechodzacej przez plaszczyzne, dysponujacy tylko dwuwymiarowymi zmyslami, potrzebuje uplywu czasu, zeby zobaczyc jej poczatek, a potem koniec (ktora zreszta tam wyglada jak kolo, gdy patrzy sie z trzech wymiarow, a z punktu widzenia plaszczaka jest kreska - najpierw krotka, potem coraz dlusza, a potem znow sie skracajaca az do punktu, gdy przeszla przez plaszczyzne, czyli znikla ze swiata dwuwymiarowego, co nie znaczy, ze przestala istniec).
Ta sama kula jednak w przestrzeni trojwymiarowej istnieje i jest widoczna na raz w calosci, bez potrzeby uplywu czasu.
W tym sensie czas w dwuwymiarowej przestrzeni jest trzecim wymiarem, ktorego jednak mieszkaniec plaszczyzny nie ma mozliwosci doznac na raz.
Analogicznie mozna skonstruowac czas jako czwarty wymiar trojwymiarowej przestrzeni, w ktorej my zyjemy. I tak dalej. Ta teorie mozemy co prawda teoretycznie zrozumiec, jednak nikt nie potrafi wyobrazic sobie plastycznie na przyklad 5-cio wymiarowej przestrzeni, bo po prostu nasze zmysly nie posiadaja takiej mozliwosci.
Polecam do przeczytania, bo to ukazuje czytelnikowi ograniczone mozliwosci doswiadczenia, a tym samym wlasnego umyslu.
Mozemy co prawda tworzyc dalej idace teorie, ale zawsze tylko na podstawie analogii, ktore znamy z wlasnego swiata. Umysl nie ma zadnej mozliwosci zrozumiec czegos, co jest poza jego polem doswiadczalnym.
Wschodnie systemy jak np. Adwaita twierdza, ze wszystko jest jednoscia, w sensie, ze nasze przekonanie, iz jestesmy odrebnymi istotami z odrebna swiadomoscia jest bledne. Tak na prawde istnieje tylko jedna swiadomosc i nie istnieje nic innego niz ona. Wszystko co jest, jest jej przejawem. Tak jak fala na oceanie nie ma wlasnej odrebnej osobowosci, tylko jest przejsciowym ksztaltem na powierzchni tegoz oceanu.
Tak rozumiem nowoczesne odkrycia fizyki kwantowej, one zdaja sie wlasnie to potwierdzac. Tyle, ze fizycy nadal uwazaja sie sie za odrebne jednostki z wlasna egzystencja, pelniaca role obserwatora.
Ale jesli sami sa tylko fala na powierzchni oceanu swiadomosci, to obserwuja sami siebie - fale obserwuje swoje zrodlo - ocean, czyli swiadomosc obsereuje siebie sama.
Tak samo, jak kazdy inny czlowiek, tyle, ze inni obserwuja cos innego, niz czastki kwantowe. Na przyklad ladne krajobrazy. Wybor objektu obserwacji nie ma znaczenia.
Czasem zdarza sie, ze ktoras z takich obserwujacych fal nagle realizuje, ze nie jest niczym innym, niz tym oceanem. To nazywa sie w spirytualnej literaturze przebudzeniem. 