Pokochaj siebie. Dyer
Polecam
Ja też czytam same psychologiczne ostatnio ale głównie majace na celu podnieść moja samoocenę i pozytywne myślenie!
A jak ktoras chce o miłości to polecam : W samo południe. Rewelacyjna. Film jest tandetny w porównaniu do ksiazki
391 2015-09-06 17:53:00 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-09-06 17:54:55)
Podobne tematy
Trzeba zrobić mielone z mętliku w głowie i starać się formować nowy klopsik wyrzucając w miarę możliwości te dokuczliwe skwary poczucia winy.
głodna się robię ![]()
a tak na poważnie to święta prawda. Cały ten mętlik trzeba przerobić, pozadawać sobie odpowiednie pytania i odpowiedzieć na nie zgodnie z rozsądkiem, a nie sercem.
Pokochaj siebie. Dyer
Polecam
Ja też czytam same psychologiczne ostatnio ale głównie majace na celu podnieść moja samoocenę i pozytywne myślenie!
Muszę w takim razie zmienić tematykę książek psychologicznych. Już szukam i zamawiam.
A czytałyście "Mężczyźni pochodzą z marsa a kobiety z Venus"? - podobno warta przeczytania.
zanim doszłam do słowa lody myślałam ze pół litra wódki
U mnie też mieszkanko wysprzątane, kot wyczesany - w końcu skoro czarownice to i kot musi się znaleźć. A wy jakie macie plany na jutrzejszy dzień po pracy? coś żeby nie myśleć i zając czymś głowę. Może macie jakąś fajna książkę do polecenia albo jakiś film?
ojejjjj - po takiej ilości wódzi byłabym teraz w stanie przed-agonalnym. nie wspomnę o trafianiu w klawisze podczas klikania- he he he .Sprzątanie- ta przyjemność sprzątania ominęła mnie w ten weekend - dyżur ma młoda. Kiedyś się kłóciłyśmy z córką o sprzątanie, więc wyznaczyłam dyżury ( a co ?) i teraz sprzątamy naprzemiennie Po pracy - ksiązka/ film - marzenie. Niestety teraz (od krótkiego czasu) powierzono mi stanowisko kierownicze/dyr i teraz po pracy czytam rozporządzenia- he he he chcesz namiary na kilka dzienników ustaw?- he he he
Naleweczka wskazana. Idzie jesień to już trzeba się przed deprechą bronić:)
A propo Podkarpackiej to jest babeczka ekstra! A tak sobie pomyślałem, że my tu dla siebie to takie Arnoldowe;)
ARNOLDOWE - he he he- DOBRE, no ale nie mieszkamy tak blisko- niestety. Normalnie jak sobie przypomnę akcję z tym piekarnikiem z podkarpackiej to śmieje się w głos
Liza gdzieś wyczytalam, że jak masz dola albo nerwy to sobie właśnie taki wyłącznik znajdź np jakąś śmieszna scenę albo coś w tym stylu. To ty już masz teraz swój wyłącznik:)
Liza - sadzę że po pierwszych dwóch zdaniach bym usnęła
. Zaczynam pomału myśleć żeby jakoś osłodzić sobie te nasze troski. Postanowiłam, że od dzisiaj będę sobie robić jakieś małe przyjemności albo po prostu małe kroczki żeby dojść do siebie. Co Wy na to? Nasi byli w większości pewnie korzystają z życia a my tu smutki wylewamy. Moje małe przyjemności to np. to że zaczęłam normalnie jeść co u mnie jest wyczynem bo jak się denerwuje to nie jem. Kolejna przyjemność to dzisiejsza naleweczka, odstawienie póki co ziołowych leków uspakajających, to że udało mi się dzisiaj nie płakać
. Jutro umówiłam się z koleżanką na miasto, we wtorek i środę mam zamiar w końcu po prawie 2 tygodniach wrócić na fitness.
A co u was - może to co pisze jest płytkie, ale może wy tez macie coś takiego co możecie zrobić co utrwali was w przekonaniu że wracacie do równowagi ?
Olimpia - jak się zdecydujesz wpaść do Warszawy to daj znać
możemy się umówić na winko. Iza
A i czas rozliczyć się z poprzednich obietnic - AZYL WYSPRZĄTANY
:)
NO - widzę, że można na Twoim słowie polegać. Choć szczerze mówiąc myśliłam, że odpuścisz sobie i będę mogła Tobie werbalnie dokopać
Liza - sadzę że po pierwszych dwóch zdaniach bym usnęła
. Zaczynam pomału myśleć żeby jakoś osłodzić sobie te nasze troski. Postanowiłam, że od dzisiaj będę sobie robić jakieś małe przyjemności albo po prostu małe kroczki żeby dojść do siebie. Co Wy na to? Nasi byli w większości pewnie korzystają z życia a my tu smutki wylewamy. Moje małe przyjemności to np. to że zaczęłam normalnie jeść co u mnie jest wyczynem bo jak się denerwuje to nie jem. Kolejna przyjemność to dzisiejsza naleweczka, odstawienie póki co ziołowych leków uspakajających, to że udało mi się dzisiaj nie płakać
. Jutro umówiłam się z koleżanką na miasto, we wtorek i środę mam zamiar w końcu po prawie 2 tygodniach wrócić na fitness.
A co u was - może to co pisze jest płytkie, ale może wy tez macie coś takiego co możecie zrobić co utrwali was w przekonaniu że wracacie do równowagi ?Olimpia - jak się zdecydujesz wpaść do Warszawy to daj znać
możemy się umówić na winko. Iza
Ja sobie co miesiąc kupuje coś fajnego: ciuch, książka, na co mam ochotę akurat a co wcześniej bym przemyslal że sto razy, bo inne wydatki ble ble ble.
A propo ziołowych to biorę praktycznie codziennie rano. No i meliska po południu. I w moim przypadku to czytanie bardzo mi pomaga: książki, ebooki psychologiczne.
Olimpia234 napisał/a:A i czas rozliczyć się z poprzednich obietnic - AZYL WYSPRZĄTANY
:)
NO - widzę, że można na Twoim słowie polegać. Choć szczerze mówiąc myśliłam, że odpuścisz sobie i będę mogła Tobie werbalnie dokopać
Oj ja nie rzucam słów na wiatr
wczoraj strasznie mi się nie chciało, a dzisiaj już musiałam
A i pomogło mi to trochę, od razu lepiej się poczułam jak na jakiś czas się wyłączyłam i a czyściutko - oko cieszy ![]()
Liza gdzieś wyczytalam, że jak masz dola albo nerwy to sobie właśnie taki wyłącznik znajdź np jakąś śmieszna scenę albo coś w tym stylu. To ty już masz teraz swój wyłącznik:)
OJ- mam i będę korzystać ( juz stronę bloga dodałam do ulubionym). Musze pilnować moich stanów emocjonalnych, by nie dopuścic myśli samobójczych , bo cholera ja mam piekarnik gazowy - he he he he
402 2015-09-06 18:27:54 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-09-06 18:34:26)
Liza - sadzę że po pierwszych dwóch zdaniach bym usnęła
. Zaczynam pomału myśleć żeby jakoś osłodzić sobie te nasze troski. Postanowiłam, że od dzisiaj będę sobie robić jakieś małe przyjemności albo po prostu małe kroczki żeby dojść do siebie. Co Wy na to? Nasi byli w większości pewnie korzystają z życia a my tu smutki wylewamy. Moje małe przyjemności to np. to że zaczęłam normalnie jeść co u mnie jest wyczynem bo jak się denerwuje to nie jem. Kolejna przyjemność to dzisiejsza naleweczka, odstawienie póki co ziołowych leków uspakajających, to że udało mi się dzisiaj nie płakać
. Jutro umówiłam się z koleżanką na miasto, we wtorek i środę mam zamiar w końcu po prawie 2 tygodniach wrócić na fitness.
A co u was - może to co pisze jest płytkie, ale może wy tez macie coś takiego co możecie zrobić co utrwali was w przekonaniu że wracacie do równowagi ?Olimpia - jak się zdecydujesz wpaść do Warszawy to daj znać
możemy się umówić na winko. Iza
Ja kupuję sobie to na co mam ochotę (oczywiście w ramach rozsądku), jem to na co mam ochotę i nie martwię się, że przytyję (i tak na siłowni spalę). I nic co piszesz nie jest płytkie, bo od takich małych rzeczy się zaczyna
Wymyśliłam sobie dzisiaj nową odskocznię - raz w tygodniu będę jeździła z koleżanką (reszty nie znam, więc poznam) pograć w siatkówkę na halę. Kiedyś dużo grałam i to uwielbiałam, więc czemu nie wrócić do tej przyjemności? Ja to raczej w sport i wysiłek fizyczny uciekam, to sprawia mi przyjemność, utrzymuję kondycję no i figurka się utrzymuje ![]()
Także na 4 wieczory w tygodniu mam plan, na pozostałe 2 coś wymyślę, a 1 pozostawiam na słodkie lenistwo ![]()
a z tym spotkaniem w wawie to bardzo dobry pomysł !!!
Liza2014 napisał/a:Olimpia234 napisał/a:A i czas rozliczyć się z poprzednich obietnic - AZYL WYSPRZĄTANY
:)
NO - widzę, że można na Twoim słowie polegać. Choć szczerze mówiąc myśliłam, że odpuścisz sobie i będę mogła Tobie werbalnie dokopać
Oj ja nie rzucam słów na wiatr
wczoraj strasznie mi się nie chciało, a dzisiaj już musiałam
A i pomogło mi to trochę, od razu lepiej się poczułam jak na jakiś czas się wyłączyłam i a czyściutko - oko cieszy
MOJA KREW !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! CMOK
OJ- mam i będę korzystać ( juz stronę bloga dodałam do ulubionym). Musze pilnować moich stanów emocjonalnych, by nie dopuścic myśli samobójczych , bo cholera ja mam piekarnik gazowy - he he he he
hahaha, ale Liza gaz drogi, szkoda zachodu ![]()
rozbawiłaś mnie tym piekarnikiem, sama z ciekawości poczytam ten blog
OLIMPIA - wielki szacun za ten sport. No ja raczej do leni należę i nie chce mi się . Trochę rowerek, ale nic poza tym Tak więc by nosić przyzwoity rozmiar dbam o to co i jak jem. W ogóle podziwiam wszystkich aktywnych. Ja chyba z tym rozstaniem łatwiej sobie poradzę niz bym miała sie przeistoczyć w typ osoby aktywnej . Właśnie się zarumieniłam ze wstydu, ale to prawda
Liza2014 napisał/a:OJ- mam i będę korzystać ( juz stronę bloga dodałam do ulubionym). Musze pilnować moich stanów emocjonalnych, by nie dopuścic myśli samobójczych , bo cholera ja mam piekarnik gazowy - he he he he
hahaha, ale Liza gaz drogi, szkoda zachodu
rozbawiłaś mnie tym piekarnikiem, sama z ciekawości poczytam ten blog
- wpis z piekarnikiem z dnia 23 lub 25 sierpnia 2013 - miłej lektury . Inne wpisy tez super - POLECAM
Liza2014 napisał/a:OJ- mam i będę korzystać ( juz stronę bloga dodałam do ulubionym). Musze pilnować moich stanów emocjonalnych, by nie dopuścic myśli samobójczych , bo cholera ja mam piekarnik gazowy - he he he he
hahaha, ale Liza gaz drogi, szkoda zachodu
rozbawiłaś mnie tym piekarnikiem, sama z ciekawości poczytam ten blog
To uśmiech na ustach gwarantowany:)
OLIMPIA - wielki szacun za ten sport. No ja raczej do leni należę i nie chce mi się . Trochę rowerek, ale nic poza tym Tak więc by nosić przyzwoity rozmiar dbam o to co i jak jem. W ogóle podziwiam wszystkich aktywnych. Ja chyba z tym rozstaniem łatwiej sobie poradzę niz bym miała sie przeistoczyć w typ osoby aktywnej . Właśnie się zarumieniłam ze wstydu, ale to prawda
Z tym sportem to jest tak, że dopiero teraz dostałam kopniaka aby do niego wrócić. Kiedyś w czasach szkolnych byłam bardzo aktywna, grałam w piłkę ręczną, siatkówkę. Ogólnie wf był moim ulubionym przedmiotem. Później studia, praca i osiadłam. Trochę przytyłam i obiecywałam sobie często, że coś z tym w końcu zrobię. Na obietnicach się kończyło. Dopiero 1,5 roku temu w końcu zaczęłam coś robić, chodziłam na siłownię, różne zajęcia aż w końcu znalazłam takie które sprawiają mi przyjemność. A ten kopniak, którego dostałam od ex dodał mi jeszcze więcej sił aby robić więcej. Mam motywację - zrobię to dla samej siebie.
z tym sportem jest trochę tak, że jak się nie zacznie to faktycznie się wydaje że się nie chce. Ale jakby nie było endorfiny zaczynają działać i po jakimś czasie po prostu chce się chodzić. Poza tym umówmy się na siłowni też są faceci ( raz lepsi raz gorsi ale moje koleżanka po 2 rozwodach właśnie na siłowni ostatnio poznała miłość)Poza tym jak tak porządnie się zmęczysz to masz ochotę tylko na jedzenie, prysznic i spanie
.
Olimpia - liczę że się odezwiesz jak będziesz miała przyjechać.
Olimpia234 napisał/a:Liza2014 napisał/a:OJ- mam i będę korzystać ( juz stronę bloga dodałam do ulubionym). Musze pilnować moich stanów emocjonalnych, by nie dopuścic myśli samobójczych , bo cholera ja mam piekarnik gazowy - he he he he
hahaha, ale Liza gaz drogi, szkoda zachodu
rozbawiłaś mnie tym piekarnikiem, sama z ciekawości poczytam ten blogTo uśmiech na ustach gwarantowany:)
Oj - tak tak. Ale tak POWAŻNIE - kobieta przeszła i przechodzi swoje. A ten jej EKSIK- skur..el na maksa. Że tacy chodzą po tym ziemskim padole?! Jak czytałam wpisy o nawale zajęć i problemów, okraszonych wstawkami Eksika - - normalnie miałam " kociokwik" w głowie. Choć jak sobie przypomnę bagno, które zafundował mi kilka lat temu mój ex mąż i że ja wszytko ogarniałam- dziś sama sobie się dziwię. Człowiek funkcjonował jak w jakimś amoku. Działał- bo musiał i nie było czasu na analizę wszystkiego. Dzis mam więcej czasu, to być może dlatego gorzej przechodzę aktualne rozstanie? a może już nie pamiętam jak kiedyś cierpiałam? ehh -ehh - zresztą co się będę cofać myślami.
z tym sportem jest trochę tak, że jak się nie zacznie to faktycznie się wydaje że się nie chce. Ale jakby nie było endorfiny zaczynają działać i po jakimś czasie po prostu chce się chodzić. Poza tym umówmy się na siłowni też są faceci ( raz lepsi raz gorsi ale moje koleżanka po 2 rozwodach właśnie na siłowni ostatnio poznała miłość)Poza tym jak tak porządnie się zmęczysz to masz ochotę tylko na jedzenie, prysznic i spanie
.
Olimpia - liczę że się odezwiesz jak będziesz miała przyjechać.
ARCOLA - dobrze kombinujesz z ta siłownią- he he ( w moim wydaniu na razie stac mnie tylko, aby postać przed siłownią i pilnować jak goście wychodzą)
Z tym ruchem u mnie jest tak - teoretycznie to ja wszystko wiem- endorfiny ,zdrowie etc. Jednak leń- leń- leń. Wiem też , że najgorzej zacząć- hmmm może kiedyś
arcola napisał/a:z tym sportem jest trochę tak, że jak się nie zacznie to faktycznie się wydaje że się nie chce. Ale jakby nie było endorfiny zaczynają działać i po jakimś czasie po prostu chce się chodzić. Poza tym umówmy się na siłowni też są faceci ( raz lepsi raz gorsi ale moje koleżanka po 2 rozwodach właśnie na siłowni ostatnio poznała miłość)Poza tym jak tak porządnie się zmęczysz to masz ochotę tylko na jedzenie, prysznic i spanie
.
Olimpia - liczę że się odezwiesz jak będziesz miała przyjechać.
ARCOLA - dobrze kombinujesz z ta siłownią- he he ( w moim wydaniu na razie stac mnie tylko, aby postać przed siłownią i pilnować jak goście wychodzą)
Z tym ruchem u mnie jest tak - teoretycznie to ja wszystko wiem- endorfiny ,zdrowie etc. Jednak leń- leń- leń. Wiem też , że najgorzej zacząć- hmmm może kiedyś
akurat na moje zajęcia chodzą same kobiety, więc "księcia z bajki tam nie spotkam" ![]()
ale własnie, aby zacząć. Na początku ciężko, a później same nogo niosą. To nie musi być siłownia, co kto lubi. Ważne aby się ruszać, troszkę zmęczyć
rowery zaraz odpadną bo pogoda nie pozwoli. Ale spacery, bieganie, zumba - jest tyle zajęć. Każda znajdzie coś dla siebie.
Olimpia - liczę że się odezwiesz jak będziesz miała przyjechać.
odezwę się na bank !
Moje Drogie, kolejny dzień za nami. Mimo iż niedziela zapowiadała się u mnie tragicznie, to nie była taka zła.
Poczytałam trochę blog, który polecałyście. Odcięłam się od swoich problemów.
Zamówiłam 2 książki.
Relaks dla ciała - ciepła kąpiel i balsamik ![]()
A teraz pora iść spać
Dzień skracam jak mogę, ale przynajmniej czas szybciej leci. Jak śpię to też nie myślę, a całe szczęście ostatnio po prostu śpię.
Miłego wieczoru, spokojnej nocy i do usłyszenia jutro.
Cześć dziewczyny.
Wczoraj było tragicznie.. Padłam na pysk, padłam na kolana, a myślałam że już nieźle trzymam równowagę....
Dopełnieniem była wizyta byłego z kwiatami i jego dozgonne zapewnienie o wiecznej miłości....
Nie byłam w stanie wczoraj pisać, bo znowu jakiś kurek w moim ciele zatrybił i ryczałam jak bóbr... Wczoraj tylko bym pisała jak mi to źle, że przecież powiedział że mnie kocha... Ta... tyle że on dużo rzeczy mówił z których lwia część okazała się kłamstwem. To tak jak obiecał mi po rozwodzie, że mam mu dać trzy miesiące i on zacznie o nas walczyć, bo teraz wyczerpany jest... Mija pół roku i błagam nie mówcie, że wizyta dwa razy z kwiatami równa się rozpoczęciem walki... ![]()
Kurcze nie jestem dwunastolatką dla której kwiaty i słowo kocham cię jest dowodem miłości. Jestem normalną kobietą dla której miłość jest związana również z bliskością, czułością i seksem....
Wiecie do czego doszłam wczoraj bijąc się z myślami - że ja tak naprawdę cholernie się boję.... Nie tego, że nie dam rady. Na boga ostatnie lata byłam sama i dawałam radę wszystko ogarnąć więc czemu teraz ma być inaczej? Strona praktyczna życia jest poukłada, ogarnięta... Tyle, że zawsze napędzała mnie miłość, najpierw nasza, potem moja miłość i nadzieja, że on się opamięta, że to przelotne. Teraz nie mam już nic... I cholernie boję się, że już nigdy nie usłyszę od faceta - kocham cię, że już nigdy nie uwierzę w to wyznanie po tym co zafundował mi były... Że już nigdy nie pozwolę aby ktoś się do mnie zbliżył na tyle aby mnie skrzywdzić. Że odgrodzę się murem...
I dlatego jeszcze łykam jak pelikan te jego wizyty, kwiaty i wyznania... Ale to kłamstwa są. Zresztą na koniec jak znowu powtórzył - kocham cie, to powiedziałam - gdyby tak było to byłbyś ze mną a nie tam.... Zero odpowiedzi... Poszedł....
Dziś jest nowy dzień. Co prawda nie ma słońca za oknem, ale jakieś promyki jednak przedostały się do mojego umysłu. ![]()
Podniosłam się. "Pozbierałam zęby, otrzepałam kolana", przykleiłam uśmiech na twarz i poszłam do pracy. I od razu na dzień dobry usłyszałam - ślicznie wyglądasz.... Dziewczyny już nie muszę przyklejać uśmiechu. Znowu uśmiecham się.
Także CZAROWNICE, ARNOLDOWE łączmy się w dobrym nastroju. Każda z Nas jest wyjątkowa. ![]()
A jak już nam będzie źle to pozwólmy sobie na smutek. W końcu świadczy on tylko o tym, że nasze uczucie było szczere i prawdziwe...
Maju bardzo dobrze cię rozumiem! I powiem ci, że jesteś mądrą kobietą!
Ty chociaż kwiaty dostałas:) he he. Mnie jak mąż zaprosił na spotkanie to nawet coli mi nie postawił. Co prawda dostałam łańcuszek raz ale to już za tym cos się kryło.
Jest tak jak piszesz, jakby chciał wrócić to był wrócił. Brrr jak ja sobie wspomne te obiecanki: wrócę napewno ale jeszcze to, jeszcze tamto, jeszcze sramto...brzydzi mnie on teraz.
Najważniejsze, że uśmiech jest, także udanego tygodnia nam życzę!
Maju rozumiem doskonale Twój strach, boję się dokładnie tych samych rzeczy. Ale wydaje mi się, że możliwe będzie pokochanie kogoś i zaufanie mu (pewnie nie w 100%, bo będziemy ostrożniejsze) po całkowitym wyleczeniu z ex.
"Zresztą na koniec jak znowu powtórzył - kocham cie, to powiedziałam - gdyby tak było to byłbyś ze mną a nie tam.... Zero odpowiedzi... Poszedł...." - rozumiem, że on nadal jest z kochanicą? Jeśli tak, a pewnie o tym wiesz, to bada teren, sprawdza czy jeszcze ma u Ciebie szanse bo pewnie nie ułożyło się z tamtą tak jakby tego chciał. Pewnie robi wszystko aby nie zostać na lodzie.
Nóż mi się w kieszeni otwiera jak czytam takie historie, bo te barany potrafią jedną wizytą zepsuć wszystko to o co walczyłyśmy przez te wszystkie tygodnie i miesiące. Być może to prawda, że do faceta dociera to co stracił dopiero po kilku tygodniach czy miesiącach. Tylko czy my po takim czasie chcemy do nich nadal wrócić? Czy ta ich przemiana i zrozumienie może być prawdziwe? Chyba przestaję w to wierzyć.
Ale najważniejsze, że "Podniosłam się. "Pozbierałam zęby, otrzepałam kolana", przykleiłam uśmiech na twarz i poszłam do pracy. I od razu na dzień dobry usłyszałam - ślicznie wyglądasz.... Dziewczyny już nie muszę przyklejać uśmiechu. Znowu uśmiecham się. smile " - nie złamał Cię. Zuch Dziewczyna!!!
To określenie Arnoldowej zaczyna mi się coraz bardziej podobać ![]()
Miłego i "słonecznego" dnia (mimo tego zachmurzenia) Arnoldowe !! Nie damy się !!
Maju bardzo dobrze cię rozumiem! I powiem ci, że jesteś mądrą kobietą!
Ty chociaż kwiaty dostałas:) he he. Mnie jak mąż zaprosił na spotkanie to nawet coli mi nie postawił. Co prawda dostałam łańcuszek raz ale to już za tym cos się kryło.
Jest tak jak piszesz, jakby chciał wrócić to był wrócił. Brrr jak ja sobie wspomne te obiecanki: wrócę napewno ale jeszcze to, jeszcze tamto, jeszcze sramto...brzydzi mnie on teraz.
Najważniejsze, że uśmiech jest, także udanego tygodnia nam życzę!
Zahir chyba lepiej jakby tych kwiatów nie było... No ale czasu nie cofnę. Mogę lepiej się przygotować na następną wizytę. Mam obiecane kwiaty "prawie" co miesiąc.
Także obiecanki to chyba ich utarty schemat.
419 2015-09-07 09:25:22 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-09-07 09:26:44)
Maju rozumiem doskonale Twój strach, boję się dokładnie tych samych rzeczy. Ale wydaje mi się, że możliwe będzie pokochanie kogoś i zaufanie mu (pewnie nie w 100%, bo będziemy ostrożniejsze) po całkowitym wyleczeniu z ex.
"Zresztą na koniec jak znowu powtórzył - kocham cie, to powiedziałam - gdyby tak było to byłbyś ze mną a nie tam.... Zero odpowiedzi... Poszedł...." - rozumiem, że on nadal jest z kochanicą? Jeśli tak, a pewnie o tym wiesz, to bada teren, sprawdza czy jeszcze ma u Ciebie szanse bo pewnie nie ułożyło się z tamtą tak jakby tego chciał. Pewnie robi wszystko aby nie zostać na lodzie.
Nóż mi się w kieszeni otwiera jak czytam takie historie, bo te barany potrafią jedną wizytą zepsuć wszystko to o co walczyłyśmy przez te wszystkie tygodnie i miesiące. Być może to prawda, że do faceta dociera to co stracił dopiero po kilku tygodniach czy miesiącach. Tylko czy my po takim czasie chcemy do nich nadal wrócić? Czy ta ich przemiana i zrozumienie może być prawdziwe? Chyba przestaję w to wierzyć.Ale najważniejsze, że "Podniosłam się. "Pozbierałam zęby, otrzepałam kolana", przykleiłam uśmiech na twarz i poszłam do pracy. I od razu na dzień dobry usłyszałam - ślicznie wyglądasz.... Dziewczyny już nie muszę przyklejać uśmiechu. Znowu uśmiecham się. smile " - nie złamał Cię. Zuch Dziewczyna!!!
To określenie Arnoldowej zaczyna mi się coraz bardziej podobać
Miłego i "słonecznego" dnia (mimo tego zachmurzenia) Arnoldowe !! Nie damy się !!
Olimpia dokładnie tak myślę - bada teren. Teraz nie wiem czy mieszka z panną bo nie sprawdzałam. Natomiast jak przed rozwodem wyprowadził się "do kolegi" to sprawdziłam. I jak myślicie - gdzie go zastałam...
Teraz jesteśmy po rozwodzie więc może robić co chce, a ja już nie mam zamiaru sprawdzać gdzie mieszka i z kim. Wiecie na pewno by znalazł świetną wymówkę... Po co mi to? Ze mną go nie ma i to się liczy a nie jego obiecanki bez pokrycia...
Nie wierzę w przemianę. Miał trzy lata. Okłamywał mnie. W ostatnim czasie postawiłam na jego czyny a nie słowa. I co? Dostałam dwa razy kwiaty. WOW.... To ma mnie przekonać o jego miłości? A gdzie zaufanie? Czy robił coś w tym kierunku? Czyny typu - zabiorę cię, pokażę gdzie mieszkam, że mieszkam sam... Ta.... Przecież nie może tego zrobić. Poprzednia meta się posypała więc teraz chociaż myśli że ma święty spokój. Także ja od dawna nie czułam jego miłości. Prosiłam na początku, rozmawiałam, potem krzyczałam, poniżałam się, żebrałam o jego miłość a on czuł się panem sytuacji. Koniec z tym.
Ktoś powiedział: Kto kocha nie zostawia! Takie proste a prawdziwe.
Tak jest oni sprawdzają nas. Badają teren, czy jest w razie czego opcja powrotu. A w cholerę takiego pogonic bo by to żyć nie dało człowiekowi. Także Maju następnym razem kwiaty w pyszczek, kop w zadek i won psie ogrodnika;)
Ktoś powiedział: Kto kocha nie zostawia! Takie proste a prawdziwe.
Ale wiesz najlepsze, że on uważa że to ja go zostawiłam... Przecież to ja ta zła, niedobra wniosłam o rozwód. No jak to? Przecież miałam "wszystko"... A on tak walczył - mówił wycofaj pozew. No matko to się chłopak namęczył... ![]()
A jak w końcu zapytałam - co się zmieni? A on - no może być już tylko gorzej, bo ja coraz starszy jestem.... Dosłownie dziewczyny. No zajebista perspektywa mnie czekała. Książę nawet naczyń do zmywarki nie wkładał bo kręgosłup... Co mu trzeba oddać - gotował ziemniaki... Nie czułam, że mam męża, partnera, przyjaciela, kochanka obok siebie... I co mogło być gorzej? No matko, to ja bym chyba musiała mu te smsy do panny pisać i chodzić za niego.... ![]()
Także można powiedzieć, że to ja go zostawiłam. Tak jak pisałam, po trzech latach próśb, tłumaczeń, kłótni, poniżania, walki o nas. Ja go zostawiłam... Nie sposób z tym polemizować.... ![]()
Tak jest oni sprawdzają nas. Badają teren, czy jest w razie czego opcja powrotu. A w cholerę takiego pogonic bo by to żyć nie dało człowiekowi. Także Maju następnym razem kwiaty w pyszczek, kop w zadek i won psie ogrodnika;)
No i Zahir tu pojawia się problem. Bo ja kurcze całe życie taka grzeczna, poukłada byłam. Potrafiłam się postawić tylko jak ktoś mi krzywdę robił....
A tu były przychodzi, kulturalnie z kwiatami, a ja mam być "niegrzeczna".... ![]()
Dziewczyny mi mówią - co ci przyszło z twojego dobrego serca? Kopnął cię w dupę i nawet łgał do samego końca.... Czy będziesz "grzeczna" czy "niegrzeczna" ludzie i tak będą cię postrzegać jak będą chcieli.... Więc pozwól sobie na trochę luzu wobec siebie....
No pytanie tylko czy świat jest na mnie taką "wyluzowaną" gotowy....
Baaaaa.... czy ja sama jestem gotowa na taką siebie.... ![]()
Jak tam dziewczęta dzisiejsze samopoczucie ? U mnie wczoraj było super chociaż siedziałam w domu. Dzisiaj chociaż jestem w pracy i mam co robić - jakoś tak mi humor opadł i zaczynam za dużo myśleć.
Maja - no ja też z tych grzeczniejszych jestem - nie wiem dlaczego. W pracy potrafię dość szybko się odszczekać jak czuje że coś jest nie tak. W życiu prywatnym za cholerę mi to nie wychodzi. Od razu zaczynam ryczeć jak przychodzi do jakieś poważnej rozmowy. Ale to chyba jest tak jak ze wszystkim - trzeba się nauczyć innego podejścia i pracować nad sobą. Nawet jak nie jest łatwo.
Jak tam dziewczęta dzisiejsze samopoczucie ? U mnie wczoraj było super chociaż siedziałam w domu. Dzisiaj chociaż jestem w pracy i mam co robić - jakoś tak mi humor opadł i zaczynam za dużo myśleć.
Maja - no ja też z tych grzeczniejszych jestem - nie wiem dlaczego. W pracy potrafię dość szybko się odszczekać jak czuje że coś jest nie tak. W życiu prywatnym za cholerę mi to nie wychodzi. Od razu zaczynam ryczeć jak przychodzi do jakieś poważnej rozmowy. Ale to chyba jest tak jak ze wszystkim - trzeba się nauczyć innego podejścia i pracować nad sobą. Nawet jak nie jest łatwo.
A ja odwrotnie mam:)
424 2015-09-07 18:19:15 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-09-07 18:28:11)
Witajcie CZAROWNICE
Witaj MAJU
Ja może odniosę się tego fragmentu Twojej wypowiedzi:
....." Strona praktyczna życia jest poukłada, ogarnięta... Tyle, że zawsze napędzała mnie miłość, najpierw nasza, potem moja miłość i nadzieja, że on się opamięta, że to przelotne. Teraz nie mam już nic... I cholernie boję się, że już nigdy nie usłyszę od faceta - kocham cię, że już nigdy nie uwierzę w to wyznanie po tym co zafundował mi były... Że już nigdy nie pozwolę aby ktoś się do mnie zbliżył na tyle aby mnie skrzywdzić. Że odgrodzę się murem..."
nie będę Twoich dylematów/ rozterek komentować. W zamian za to, opisze w telegraficznym skrócie fakty z mojego życia + towarzyszące mi rozterki ( identyczne, do tych które właśnie Ty teraz masz)
Dobre - kilka lat temu wyszłam za mąż - love na maksa-pierwsza miłość- rodzina- dziecko. Facet zafundował nam "maleńki armagedon" na Ziemi nawet córka pytała - mamo a szybko tatuś odejdzie ??- bez komentarza). Ja- złożyłam o rozwód. No i stało się P.S. - oczywiście ja winna za rozwód byłam - he he komentarz zbędny. Skupiłam się na funkcjonowaniu - czytaj radzeniu sobie z rzeczywistością ( dziecko z zachwianym poczuciem bezpieczeństwa, ja- studia zaoczne, praca na 1,5 etatu) .Jakoś pojawił się w moim życiu inny gamoń - pomagał ,wspierał ( pragmatycznie, a nie finansowo- bo nie chciałam i nie potrzebowałam tego).....love..??? zero- zero- zero ( z mojej strony), Myślę sobie..- o rety zero uczucia?? ja chyba po tych przejściach, to jakaś patologia jestem, nie potrafię kochać/ boję się. Gamoń też nie okazał się tym , na kogo czekałam i odeszłam od niego ( po kilku latach). Postanowiłam być sama, bo po cóż mam skazywać potencjalnych panów na pustynie emocjonalną z mojej strony ? - to przecież niemoralne/ nieetyczne/ to nie fair etc- ja już nie umiem kochać.........! - trudno - już nie powiem kocham i nie usłyszę tego ....... cóż...?! A tu nagle pojawił się MEN - początkowo skorupa emocjonalna z mojej strony ( no bo przecież jakby inaczej) po ok 2 miesiącach poczułam gili gili... - byłam w szoku, dlaczego..?? że potrafię ,że czuję- byłam naprawdę szczęśliwa z powodu wspólnych chwil/ miesięcy wspólnych , ale także, że ja jeszcze jestem zdolna, aby być wrażliwą/ kochającą i kochaną. Dziś przez tą miłość cierpię ,bo musieliśmy sie rozstać ( tym razem nie moja decyzja), ale cieszę się, że mogłam doświadczyć tego i dowiedziałam się sama o sobie, że jestem zdolna do uczucia głębszego niż instynkt samozachowawczy wynikający z codzienności , choć kiedyś myślałam ,nie już nigdy nie będzie mi dane kochać i czuć się kochaną..
Jeśli najwyższy ma zaplanowane dla nas szczęście w tym wcieleniu - to ono nas spotka, nawet nie spostrzeżemy się kiedy. Twój mur się rozpadnie, tak jak kiedyś spadła moja skorupa. Oby finał był inny niż w moim przypadku, ale mimo dzisiejszego bólu, jest pozytyw z tego co się stało - dowiedziałam się, okazało się, że mimo dawnych obaw, - ja jestem wrażliwa i umiem obdarzyć uczuciem kogoś, kto będzie tego godny. AMEN
Witajcie "ARNOLDOWE"
Ja myślę, nawiązując do Waszych wypowiedzi, że każda z nas skrzywdzonych, zdradzonych boi się. Ja boję się tego, że nikogo nie poznam, że się nie zakocham, że nie założę rodziny. A jeśli dane byłoby mi poznać kogoś to boję się, że nie zaangażuję się, nie zaufam, nie uwierzę jak powie, że kocha. Tak jest dzisiaj i pewnie jeszcze ładnych parę miesięcy nic się nie zmieni.
Ale CZAS pokaże. To moje znienawidzone słowo, ale mam świadomość że nieuniknione. Historia Lizy pokazuje, że jest możliwe pokochać kogoś. TYLKO CHOLERCIA TRAFMY W KOŃCU NA KOGOŚ KTO NA TO ZASŁUGUJE !!!!!
dzisiejsza spowiedź:
Do godzin popołudniowych było super - tryskałam energią, humorem, dobrze się czułam. Ale czar prysł, zaczęła się ta cholerna tęsknota i ten cholerny żal. Siedziałam w pracy i dyskretnie wycierałam łzy. Miałam ochotę się rozbeczeć. Ale myślę sobie, nie no znowu? Próbowałam odciągać myśli, odciąć się od nich i chyba delikatnie mi się udało. Bo teraz jest w miarę ok. Ale już naprawdę mam dość tych huśtawek - z skrajności w skrajność, skąd to się bierze dziadostwo?
NO ALE KONIEC Z UŻALANIEM SIĘ NAD SOBĄ - czas zakasać rękawy, głowa i czyczki do góry
Kolejny dzień prawie zaliczony ![]()
dobre pytanie zadałaś Olimpio - "SKĄD TO SIĘ BIERZE?" - jest dobrze i nagle spadek nastroju. Faktycznie - nigdy się na nad tym od tej strony nie zastanawiałam. Wiemy, że huśtawka emocji - schemat. No właśnie ..hmmm ja funkcjonuję w czasie dnia, nie myślę o nim ( tu by było uzasadnienie tego spadku nastroju), a nagle robi mi się smutno i źle, czasem szklane oczy ( tak na chwilę) i zaraz wracam do swych obowiązków w pracy.. normalnie jakaś schiza. Skąd ten nagły ( niby niczym nie uzasadniony w danym momencie spadek nastroju?). Cholera włącza mi się myślenie........ jak coś wymyśle, podzielę się z wami moją radosną twórczością
dobre pytanie zadałaś Olimpio - "SKĄD TO SIĘ BIERZE?" - jest dobrze i nagle spadek nastroju. Faktycznie - nigdy się na nad tym od tej strony nie zastanawiałam. Wiemy, że huśtawka emocji - schemat. No właśnie ..hmmm ja funkcjonuję w czasie dnia, nie myślę o nim ( tu by było uzasadnienie tego spadku nastroju), a nagle robi mi się smutno i źle, czasem szklane oczy ( tak na chwilę) i zaraz wracam do swych obowiązków w pracy.. normalnie jakaś schiza. Skąd ten nagły ( niby niczym nie uzasadniony w danym momencie spadek nastroju?). Cholera włącza mi się myślenie........ jak coś wymyśle, podzielę się z wami moją radosną twórczością
Wierzę w Ciebie, że coś wymyślisz
Bo sama zaczęłam się nad tym zastanawiać i póki co nic mądrego nie przychodzi mi do głowy.
Cześć dziewczyny. ![]()
Wczorajszy dzień można zaliczyć na plus. Generalnie ten tydzień mam wypełniony także powinno być dobrze. Muszę sobie zaplanować sobie coś na weekend żeby go jakoś przetrwać bez smutasów….
Maja - no ja też z tych grzeczniejszych jestem - nie wiem dlaczego. W pracy potrafię dość szybko się odszczekać jak czuje że coś jest nie tak. W życiu prywatnym za cholerę mi to nie wychodzi. Od razu zaczynam ryczeć jak przychodzi do jakieś poważnej rozmowy. Ale to chyba jest tak jak ze wszystkim - trzeba się nauczyć innego podejścia i pracować nad sobą. Nawet jak nie jest łatwo.
Ja cały czas próbuje. Próbowałam „ćwiczyć” przed lustrem. To nie jest tak, że mam problem żeby komuś odmówić jak mam coś do załatwienia. Tylko jak np. zwyczajnie mi się nie chce. Włącza mi się poczucie winy i takie tam. Ale staram się to zwalczyć. I to np., że nie przyjmę kwiatów od byłego to nie będzie koniec świata. I jakaś szczególna „arogancja” z mojej strony.
Liza z Twojej odpowiedzi wyciągnę tylko pozytywy. Że można komuś po zdradzie zaufać, że można mimo wszystko się otworzyć. Na pewno nie będzie to łatwe. Ale napawa optymizmem. ![]()
Dziewczyny – skąd się bierze spadek nastroju?
Ja myślę, że w moim przypadku na pewno jakieś daty, miejsca na pewno wywołują wspomnienia. Do wszystkich moich cech dochodzi jeszcze sentymentalizm. Czasem pierdoła potrafić przywołać wspomnienia. A poza tym myślę, że przez zachowanie byłego na dnie mojego serca, w ciemnym zakamarku tli się malutki, maluteńki promyczek… No właśnie to nadzieja…
Wiem, wiem…. Rozum, przeszłość, to co mi zrobił… To wszystko wiem. Tylko jak on mi mówi, że kocha, przychodzi to „karmi” jeszcze ten malutki skrawek w moim sercu. Tak jak pisałam żyłam naszą miłością, potem moją miłością i nadzieją a teraz myślę, że żyję dzięki temu skrawkowi…
Myślę, że tak długo byłam z nim, że po prostu teraz mój organizm musi nauczyć się żyć sam. Wiecie to naprawdę dziwne. Bo ostatni czas on i tak był tylko fizycznie w domu. Rzadko coś robiliśmy razem. On po prostu siedział w pokoju cały czas na lapku. Tylko to go relaksowało po ciężkiej pracy. Więc właściwie nic prawie się nie zmieniło. Nie ma go fizycznie. Niby nic się nie zmieniło… Guzik prawda… Ja się zmieniłam. Nie żyję już miłością i super nadzieją jak wtedy. I myślę, że to jest na pewno jeden z kluczy. Jest we mnie tyle sprzecznych uczuć czasami… Pojawiają się sceny w mojej głowie – on mówiący ostatnio ze łzami w oczach, że kocha, ja stojąca za zamkniętymi drzwiami jej mieszkania a oni tam w środku… Cholera… Zaś się poryczałam… To najgorsze wspomnienie… Że on został tam z nią, że ją wtedy wybrał…. Dobra dziewczyny rozkleiłam się. Idę se poryczeć do łazienki….
Mam nadzieję, że Wasze samopoczucie to kciuk w górę…
429 2015-09-08 09:04:05 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-09-08 09:04:32)
Ja myślę, że w moim przypadku na pewno jakieś daty, miejsca na pewno wywołują wspomnienia. Do wszystkich moich cech dochodzi jeszcze sentymentalizm. Czasem pierdoła potrafić przywołać wspomnienia. A poza tym myślę, że przez zachowanie byłego na dnie mojego serca, w ciemnym zakamarku tli się malutki, maluteńki promyczek… No właśnie to nadzieja…
Wiem, wiem…. Rozum, przeszłość, to co mi zrobił… To wszystko wiem. Tylko jak on mi mówi, że kocha, przychodzi to „karmi” jeszcze ten malutki skrawek w moim sercu. Tak jak pisałam żyłam naszą miłością, potem moją miłością i nadzieją a teraz myślę, że żyję dzięki temu skrawkowi…
Im bardziej piszemy o sobie, tym bardziej mam przeświadczenie, że jesteśmy też do siebie podobne w sferze emocjonalnej uczuciowej. Taki typ kobiety, której ciężej zapomnieć? Ciężej wyrwać się z takiego związku?
Jesteśmy "grzeczne", poukładane, wrażliwe, uczuciowe, sentymentalne? To na 100% moje cechy i podejrzewam, że u Was podobnie. W pracy jestem bardzo pewna siebie, potrafię stuknąć nogą, tak jak pisała arcola "odszczeknąć się" - totalne przeciwieństwo siebie w życiu prywatnym, w związku. Z związku to raczej ciepłe kluchy, co pokazałam przez ostatni rok.
Myślę, że do tego jesteśmy marzycielkami, pewnie gdzieś tam w środku też romantyczkami - łatwiej chyba facetom zawładnąć kobietami o tych wszystkich cechach. A nam trudniej później to zrozumieć i się z tym pogodzić, bo przecież kochałyśmy na zabój.
Pewnie wszystkie mamy ten mały skrawek nadziei, który nas jeszcze przy nich trzyma.
Nie odkryłam nic nowego, ale jakaś analogia mi się ukazuje w tym wszystkim.
Ciężką pracą nad sobą osiągnę sukces i wyliżę się z tego bagna silniejsza, pewniejsza siebie i nie taka "dupowata" ![]()
A wracając do samopoczucia - u mnie dni są trochę spokojniejsze, jakoś sobie radzę i nie ma tragedii. Dopóki mam co robić to nie jest źle. Martwią mnie najbardziej wieczory, jak kładę się spać, wtedy wracają wspomnienia, myślę o tym, że pewnie nadal z nią ma kontakt, że ją kocha, że ją wybrał, że ma mnie daleko w du..ie mimo iż był najbliższym mi człowiekiem. To cały czas boli, nie mogę zasnąć spokojnie. Minęło u mnie już ponad 5 tygodni, ostatnim razem nie mieliśmy kontaktu i rozstaliśmy się na 2 mce - po 2 miesiącach się złamałam. Ale teraz wierzę, że jestem jednak silniejsza i nie pozwolę sobie 2gi raz na to !!!! Przetrwam 2, 3, później 4 i 5 itd miesięcy !!!
Olimpia przetrwasz! Masz moje słowo. I z każdym tygodniem będzie łatwiej.
Mi pomagało takie odliczanie tygodniowe. Zaczynal się pierwszy tydzień np 3 miesiąca, ja już liczyłam prawie 4:) wybiegalam w przyszłość, z nadzieją, że im szybciej tym więcej zapominam, znoszę, tym mniej boli. Takie założenie, że np za pół roku to już będę czuć się dobrze a za rok to już super!
Olimpia przetrwasz! Masz moje słowo. I z każdym tygodniem będzie łatwiej.
Mi pomagało takie odliczanie tygodniowe. Zaczynal się pierwszy tydzień np 3 miesiąca, ja już liczyłam prawie 4:) wybiegalam w przyszłość, z nadzieją, że im szybciej tym więcej zapominam, znoszę, tym mniej boli. Takie założenie, że np za pół roku to już będę czuć się dobrze a za rok to już super!
Oj ja też odliczam i to faktycznie pomaga. Na początku były dni, teraz tygodnie, za chwilę będą miesiące, a lat już mam nadzieję liczyć nie będę bo już będzie po wszystkim ![]()
Cześć Kobitki,
Jak wam mija dzień ?- u mnie jakiś dramat. Oczy na zapałki
jakbym mogła to bym się położyła pod biurkiem albo nawet na biurku i poszła spać. I bynajmniej nie było wczoraj żadnej imprezy. No ale w pracy trzeba swoje przesiedzieć. Co do tej naszej wrażliwość, mam wrażenie że oprócz tego co wymieniła Olimpia dochodzi też kwestia hormonów i pewnie też to, że w jakiś sposób pomaga nam dzielenie się problemami z innymi. Mi jest jakoś łatwiej jak mogę się wygadać.
Każda z nas wie teraz co trapi inną: widzimy podobieństwa między sobą. Łatwiej jest nam się wspierać w trudnych chwilach.
Ja dzisiaj po pracy biegnę wyładować się na siłownie (w końcu po 2 tygodniach siedzenia w domu). A po siłowni wpadam w mały alkoholizm, a mianowicie znowu nalewka będzie grana. Kuźwa narobiłam tych nalewek dla tego gamonia ( malina i porzeczka już gotowe, śliwka i wiśnia się robią) i teraz ja będę musiała je pić. No ale widać los tak chciał ![]()
Oj gdybym miała do ciebie blisko arcola to sama byś ich nie piła;)
Zahir - jak nie dam rady przez kolejne 3 miesiące ich wypić to wpadam do Ciebie po pomoc
.
No dobra, a teraz potrzebuje rady. Ten gamoń ma ciągle kilka moich rzeczy i oczywiście sam z siebie się nie odezwie bo mu zabroniłam (na razie się stosuje). I ja bym chciała te rzeczy odzyskać. Nie bardzo wiem jak. Czy jeszcze poczekać z tydzień lub dwa? czy nie czekać i pisać już teraz. Generalnie nie chce się z nim spotykać - chce żeby moje rzeczy powiesił mi na klamce od drzwi wejściowych w mieszkaniu, albo przekazał gdzieś przez znajomych. Nie ma tego dużo - więc luz. Co o tym sądzicie ? jaka jest wasza rada?
Przez znajomych. Po co masz się natknąć na niego-przypadkiem.
o żesz ale nastresowałam żeby mu wysłać wiadomość, aż mi się ręce trzęsą.
Cześć ARNOLDOWE
wróciłam dziś niedawno wykończona z pracy, mózg mam tak pozagniatany, jak ludzik z origami. Czytam powyższe Wasze wpisy i kurcze choć tego nie klikałam ja- cholera jakby o mnie. Ta wrażliwość/ przemyślenia/ te odczucia/ te dylematy emocjonalne i po drugiej stronie pragmatyzm w życiu/ zaradność itd. Tak myślę, może te podobieństwa spowodowały, że podświadomie tu razem klikamy
No i ten maleńki, głęboko schowany, ale jednak dający co jakiś czas znak o swojej bytności PŁOMYCZEK... choć powodujący rozkoszny dreszczyk po plecach, jednak może to on dziś zatruwa nam życie- ech
Koniec tego roztkliwiania się ARNOLDOWE wstawać z kolan - Opowiem wam coś. Wracam wykończona po pracy z parkingu, liczę juz kroki w 10 cm szpilach az dojdę do domu, patrzę pod nogi, by czasami jakiegoś yorka nie nadepnąć i nagle podnoszę wzrok- tak mimo woli i widzę............. idzie naprzeciw mnie przedstawiciel brzydszej części tego świata no i ...jakoś dziwnie/ przenikliwie na mnie patrzy. Myśle sobie..." ciekawa jestem co gamoniu wymyślisz"- a on dochodząc do mnie zaczyna cmokać - taki wiecie górnolotny podryw. O-żesz- nagle ożyłam !!!( nie znoszę tego, po prostu nie trawię). Przeszyłam go wzrokiem ( podobno wychodzi mi to na cacy) i z uśmiechem ( maleńki podryw- he he)mówię " na te dolegliwości - wykałaczki polecam). Gamoń zdębiał - ten wyraz twarzy- he he he
Liza po twoich słowach/myślach " co gamoniu wymyślisz " wiedziałam, że gość ma przerypane;)
439 2015-09-08 20:05:15 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-09-08 20:26:38)
Liza po twoich słowach/myślach " co gamoniu wymyślisz " wiedziałam, że gość ma przerypane;)
Przerypane ?????? on to miał szczęście, że byłam zmęczona i mi się nic nie chciało !!! - he he he .Miał szczęście, bo pewnie bym zareagowała jak w kawiarni 40-stka z podkarpackiego na zaczepki podpitych mord i nawet Arnoldowa byłaby zdziwiona ( gdybym tylko była wypoczęta) - he he
Oj gdybym miała do ciebie blisko arcola to sama byś ich nie piła;)
Arcola zostaw chodź trochę - może jakiś Sabacik Arnoldowych Czarownic zorganizujemy ![]()
Witam miłe Panie,
no i ja się doczołgałam po ciężkim dniu do domu ![]()
Był długi, intensywny, brak czasu na myślenie - TO JEST TO
Do ok 20 w pracy, do 21 na siłowni, szybki prysznic, przegląd forum i spać ![]()
Muszę Wam się pochwalić, że dzisiaj moja koleżanka z pracy pytała o mojego ex, ile razem jesteśmy itp. Powiedziałam tylko tyle, że już nie jesteśmy i jestem sama i o dziwo nie rozbeczałam się
Posmutniałam troszkę, ale żeby zwaliło mnie to z nóg? O NIE !!! Czy ja zdrowieję ?? ![]()
A jutro wizyta u mojej ulubionej Pani psycholog - znowu będzie grzebać mi w mózgownicy
Ale musi wygrzebać te wszystkie złe emocje i postępki i pomóc mi stworzyć nową SIEBIE ![]()
ahh jakoś tak dzisiaj pozytywnie, oby więcej takich dni dla NAS WSZYSTKICH !!!
o żesz ale nastresowałam żeby mu wysłać wiadomość, aż mi się ręce trzęsą.
Napisz tylko krótko czego chcesz, żeby wysłał pocztą, oddał przez znajomych, broń boże żeby dostarczył Ci do rąk własnych. I nie wdawaj się w nim w żadne dyskusje jak cokolwiek odpisze.
Wracam wykończona po pracy z parkingu, liczę juz kroki w 10 cm szpilach az dojdę do domu, patrzę pod nogi, by czasami jakiegoś yorka nie nadepnąć i nagle podnoszę wzrok- tak mimo woli i widzę............. idzie naprzeciw mnie przedstawiciel brzydszej części tego świata no i ...jakoś dziwnie/ przenikliwie na mnie patrzy. Myśle sobie..." ciekawa jestem co gamoniu wymyślisz"- a on dochodząc do mnie zaczyna cmokać - taki wiecie górnolotny podryw. O-żesz- nagle ożyłam !!!( nie znoszę tego, po prostu nie trawię). Przeszyłam go wzrokiem ( podobno wychodzi mi to na cacy) i z uśmiechem ( maleńki podryw- he he)mówię " na te dolegliwości - wykałaczki polecam). Gamoń zdębiał - ten wyraz twarzy- he he he
Przerąbane będą miały teraz chłopy z nami ![]()
Ale przynajmniej ubaw będzie po pachy !!
zahir2603 napisał/a:Oj gdybym miała do ciebie blisko arcola to sama byś ich nie piła;)
Arcola zostaw chodź trochę - może jakiś Sabacik Arnoldowych Czarownic zorganizujemy
Heheh nie ma problemu - sama raczej nie dam rady tego wypić
arcola napisał/a:o żesz ale nastresowałam żeby mu wysłać wiadomość, aż mi się ręce trzęsą.
Napisz tylko krótko czego chcesz, żeby wysłał pocztą, oddał przez znajomych, broń boże żeby dostarczył Ci do rąk własnych. I nie wdawaj się w nim w żadne dyskusje jak cokolwiek odpisze.
Tak też zrobiłam ale wkurza mnie to że książę nie raczył sam się odezwać i oddać rzeczy albo jakoś inaczej to zaaranżować. Jak nie dostanie instrukcji co ma zrobić to sam z siebie nic nie pomyśli.
arcola napisał/a:o żesz ale nastresowałam żeby mu wysłać wiadomość, aż mi się ręce trzęsą.
Napisz tylko krótko czego chcesz, żeby wysłał pocztą, oddał przez znajomych, broń boże żeby dostarczył Ci do rąk własnych. I nie wdawaj się w nim w żadne dyskusje jak cokolwiek odpisze.
dołączam się do oczekiwań Olimpii - udam,aż gryzę pazury (aby dodać dramaturgii -he he) mam gele- he he- ale ciekawa jestem , jaką opcje wybrałaś ( choć trochę się domyślam)
Olimpia234 napisał/a:arcola napisał/a:o żesz ale nastresowałam żeby mu wysłać wiadomość, aż mi się ręce trzęsą.
Napisz tylko krótko czego chcesz, żeby wysłał pocztą, oddał przez znajomych, broń boże żeby dostarczył Ci do rąk własnych. I nie wdawaj się w nim w żadne dyskusje jak cokolwiek odpisze.
Tak też zrobiłam ale wkurza mnie to że książę nie raczył sam się odezwać i oddać rzeczy albo jakoś inaczej to zaaranżować. Jak nie dostanie instrukcji co ma zrobić to sam z siebie nic nie pomyśli.
ARCOLA- jesteś nierozgarniętą kobietą - KSIĄŻE- TO KSIĄŻĘ - a ty puchu marny - MILCZ I NIE KOMENTUJ
zahir2603 napisał/a:Oj gdybym miała do ciebie blisko arcola to sama byś ich nie piła;)
Arcola zostaw chodź trochę - może jakiś Sabacik Arnoldowych Czarownic zorganizujemy
OJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ wiem, że to fizycznie trudno zorganizować. Ale co- tam znow fantazja mnie ponosi - MY -CZAROWNICE- ARNOLDOWE I on gamoń między nami - ojjjjjjjjj piszczałby flażoletem -he he he he he
Witam miłe Panie,
no i ja się doczołgałam po ciężkim dniu do domu
Był długi, intensywny, brak czasu na myślenie - TO JEST TODo ok 20 w pracy, do 21 na siłowni, szybki prysznic, przegląd forum i spać
Muszę Wam się pochwalić, że dzisiaj moja koleżanka z pracy pytała o mojego ex, ile razem jesteśmy itp. Powiedziałam tylko tyle, że już nie jesteśmy i jestem sama i o dziwo nie rozbeczałam sięPosmutniałam troszkę, ale żeby zwaliło mnie to z nóg? O NIE !!! Czy ja zdrowieję ??
A jutro wizyta u mojej ulubionej Pani psycholog - znowu będzie grzebać mi w mózgownicy
Ale musi wygrzebać te wszystkie złe emocje i postępki i pomóc mi stworzyć nową SIEBIE
ahh jakoś tak dzisiaj pozytywnie, oby więcej takich dni dla NAS WSZYSTKICH !!!
OLIMPIA - to są te małe kroczki, niby nic, a baaardzo wiele - NAPRAWDĘ - to te sygnały, że...........................będziesz znała swoją wartość tak w 100% - przyj do przodu w tym co robisz , a wiesz Arnoldowe z boku zawsze są ..
Chyba sobie żartujesz z niej ![]()
Chyba sobie żartujesz z niej
nie wiem, o która pytasz???- ale z żadnej bym nie śmiała !!!!!! nie ma opcji !!!
Cześć dziewczyny .:)
Wczorajszy dzień z małą poranną wpadką na plus. Zaliczyłam wczoraj kręgle. I uwaga aż RAZ pokonałam wszystkie...
Taaa..... Jak to mówią trening czyni mistrza.... ![]()
Widzę, że będę musiała pojawiać się wieczorem, bo działo się, oj działo się....
Tylko podszkolę się w pisaniu z komórki, bo mi przekręca to co piszę, a nie jestem przyzwyczajona do sprawdzania.
Olimpia234 napisał/a:zahir2603 napisał/a:Oj gdybym miała do ciebie blisko arcola to sama byś ich nie piła;)
Arcola zostaw chodź trochę - może jakiś Sabacik Arnoldowych Czarownic zorganizujemy
OJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ wiem, że to fizycznie trudno zorganizować. Ale co- tam znow fantazja mnie ponosi - MY -CZAROWNICE- ARNOLDOWE I on gamoń między nami - ojjjjjjjjj piszczałby flażoletem -he he he he he
Moja łapka też w górze. I na sabacik i na nalewkę. ![]()
A tak serio dziewczyny. Nie mieszkamy na końcu świata przecież. Jakiś weekend można zaplanować. Ja do Kielc nie mam daleko. Można dogadać się co do jakiegoś noclegu. Albo inaczej. Póki co. Mam jeszcze duże mieszkanie. Bez problemu pomieścimy się. Także zapraszam Was serdecznie do siebie. Jak coś mogę Was odebrać z Katowic lub z Pyrzowic, gdyby któraś czarownica pokusiła się o przylot miotłą....
![]()
Słuchajcie a pro po jeszcze naszych małych spadków formy. Tak sobie wczoraj pomyślałam, że właśnie ze względu na to, że jesteśmy jakie jesteśmy, czujemy to co czujemy to.... Czy nie jest tak, że czasem same od siebie "wymagamy" tego, że właściwie nie ma przecież za kim płakać, że rozum przecież "wie" jak było i jaką krzywdę Nam wyrządzono... I w związku z tym "powinnyśmy" już nie cierpieć, bo przecież jak ktoś cię niszczy to uciekasz a nie kochasz... Może po prostu pozwolić sobie na kilka minut ( na początku np. dziennie ) na to, że to serce mówi a nie rozum. Pozwolić sobie pobyć w naszych dolinach rozpaczy.... Ale ze znakiem STOP w ciągu dnia kiedy to czujemy, że nadchodzi ból. Wtedy - serduszko moje kochane teraz rządzi rozum, ty dojedziesz do głosu dopiero wieczorem.... Może świadomość, że "możemy", że "pozwolimy" sobie pocierpieć pomoże przetrwać te "ataki" serducha.... I za jakiś czas będziemy w naszych dolinach rozpaczy coraz rzadziej, aż w końcu zapadną się i przestaną istnieć...
Co o tym myślicie?
Także CZAROWNICE proszę się zastanawiać, planować, pytać i szykować.
![]()
Tak też zrobiłam ale wkurza mnie to że książę nie raczył sam się odezwać i oddać rzeczy albo jakoś inaczej to zaaranżować. Jak nie dostanie instrukcji co ma zrobić to sam z siebie nic nie pomyśli.
Wkurzanie nic nie da - ten "gatunek" nie myśli
PS oczywiście mówię o naszych eksach zdradzających, żeby nie było, że zgorzkniałam i każdego faceta nienawidzę ![]()
Chyba sobie żartujesz z niej
rozwiń myśl "kolego"
Maju z tym sabacikiem to bardzo dobry pomysł ![]()
A z tym sercem i rozumem to jest w tym dużo prawdy. Ja jestem bardzo wymagająca wobec siebie, karcę się sama za te chwile płaczu, żalu i tęsknoty. Cały czas sobie powtarzam, że przecież nie ma za kim płakać, że nie jest mnie wart, że po tym co mi zrobił to powinna być tylko nienawiść. Sam zresztą podczas jednej z ostatnich rozmów powiedział, że "nie zasługuje na mnie", a podobno jak sam facet tak mówi to TAK JEST. Dodatkowo jestem też strasznie niecierpliwa i chciałabym mieć to wszystko już za sobą, chciałabym to przyspieszyć. Chociaż teraz też po tym co napisałaś zaczęłam się zastanawiać czy takim oszukiwaniem siebie, że już nic nie czuję i tłumieniem emocji nie zapędzam się w jakąś ślepą uliczkę.