dziś popełniłam najgorszy chyba błąd , jaki mogłam popełnić. ( od ostatnich dni/ miesięcy 5).... ale myślałam ,że stać mnie było na to ( a jednak mimo moich błędnych oczuć- ODEBRAŁAM TELEFON OD NIEGO - mojego zdrajcy - normalnie nie wiem jak minie mi dzisiejsza noc. ehh . Rozmawialiśmy niby normalnie - nawet fajnie - na luzie o tym co aktualnie się dzieje -choć wyczułam, że bada teren - co u mnie
( przypomnę, że 5 miesięcy temu pozwolił wrócić ex żonie z synem do wspólnego mieszkania bo zachorowała na raka i wiecie ..... samo życie czyli L 4 czyli nie miała kasy na nadal wynajmowanie mieszkania- ona 4 lata temu odeszła od niego do innego faceta i jej się z nowym menem nie ułożyło jakiś czas temu ) Uznałam, że Mój zdrajca niby szlachetnie dla nich (ex i syna)mnie tak właściwie porzucił - i wycofałam się z relacji z nim. Leczyłam się skutecznie ( choć małymi kroczkami), ale dziś wiellllllka porażka. Mówił, że cierpi, że to w czym aktualnie jest to nicość, że nie ma dnia aby o mnie nie myślał itp a ja twardo " masz co wybrałeś" powinnam cierpieć z Twojego wyboru tylko ja , a nie Ty.. itp twarde reakcje z mojej strony. Co z tego- jak teraz nie mogę spać............. wróciło cierpienie, poczucie żalu , wiem,że nie zrobię żadnego kroku ( bo mimo wszystko dziś wiem,że muszę się szanować) i nie wyjdę z żadną propozycją - ale..................? jestem rozwalona emocjonalnie.Normalnie nie wiem jak reagować na jego ewentualne ruchy, choć wiem, że to dobry człowiek i ..........? co z tego jak mnie w swej dobroci - 5 miesięcy temu skrzywdził Co Wy na to ...? domyślam sie , ze pewnie chaotycznie pisałam, ale sory, chyba cofnęłąm sie o wieeele kroków w tył
326 2015-09-03 23:47:40 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-09-03 23:59:49)
Podobne tematy
327 2015-09-04 09:41:01 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-09-04 11:27:40)
Wszystkie co tu jesteśmy dawalysmy za dużo! A co w zamian dostalysmy?! Fige z makiem. Na dodatek zostalysmy obarczone winą, no bo jeszcze za mało dostali. Piepszoni Piotrusie Pany! Eh dziś jestem zła na ten gatunek:)
Rozumiem też Olimpia twój ból z powodu straty jego rodziny. Czuje podobnie tylko, że dla mnie niezrozumiałe jest jak kobieta, która wydawała mi się taką tajną teściową, przyjęła taką postawę. Nikt z jego rodziny nawet słowem się nie odezwał do mnie. Zero reakcji! wychodzi na to, ze on tam jest swiety. Nawet jak wyslalam kopie sms jego siostrze, co do mnie wypisuje, tez nic nie odpisala!Tego nie zrozumiem nigdy:(
Zahir ja mimo wszystko cieszę się, że kochałam... To, że on okazał się nie wart mojej miłości, no cóż...
Rodzina byłego też mnie olewa. Kurcze to ja zawsze ciągnęłam go żebyśmy tam pojechali, żeby był jakiś kontakt, żeby święta razem spędzić a teraz to ja jestem ta zła, bo rzuciłam do ich syna inwektywami po tym co mi zafundował... Dramat po prostu. Miałam mu powiedzieć - dziekuje kochanie, że mnie zdradziłeś, że od lat miałeś mnie w dupie, że okradałeś własną rodzinę z czasu i pieniędzy...Mogę tylko powiedzieć, że w kłamstwie osiągnął mistrzostwo... Najlepsze, że wcześniej widzieli jego chamskie zachowanie, odzywki. Ale co tam. On jest pokrzywdzony. I wiesz coś w tym jest. Oni go skrzywdzili, bo sam mówił że nie czuł się kochany. W ogóle ja swego czasu jeździłam do nich i jeszcze prosiłam żeby go wspierali... Taki paradoks...
Ja sobie wytłumaczyłam to w ten sposób - dobrze, że go wspierają. Dzięki temu mnie głowy nie zawraca. Niech będę tą złą... A co tam.... Czy naprawdę zależy Ci na opinii tych ludzi? Wierz mi, że nie warto się przejmować. ![]()
Maja1977 napisał/a:Kurcze chciałabym aby były zabrał wszystkie rzeczy, żebym nie musiała ich oglądać. Ale póki nie sprzedamy mieszkania to raczej marna szansa na to. Jak się wyraził nie będzie robił miejsca na rzeczy mojego kochanka... Masakra jakaś. On mógł w czasie naszego małżeństwa, może teraz ale ja nie mogę mieć nikogo... Zresztą nikogo przecież nie mam ani nie miałam... Ale dla zasady....
Guz zwłaszcza mózgu to naprawdę poważne. Ale mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. Trzymam kciuki.A spakowałaś te rzeczy? Weź jakieś obskurne pudła, worki foliowe, popakuj to i schowaj gdzieś gdzie rzadko zaglądasz. Po co mają Ci te "śmieci" miejsce zajmować i przypominać....
Problem w tym, że mieszkanie jest naszą wspólną własnością. Podczas rozwodu nie dokonaliśmy podziału majątku, bo myślałam że szybciej uporamy się ze sprzedażą.
329 2015-09-04 09:44:47 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-09-04 10:08:16)
Dziś dziewczyny byłam świadkiem sceny. Para, ona w ciąży, w busie. Dzieciątko zaczęło się ruszać ( brzuch spory:), ona się uśmiechnęła, on położył rękę na brzuchu a potem przytulil głowę:) sweet. Prawie mi łza pociekla. Pomyślałam, kurcze ja bym też tak chciała ( bo nie miałam- nie ciąży, tylko takich czułości)) a z drugiej strony właśnie dlatego, że nie miałam a przecież tak chcę to jest ok. Takiego chce faceta. Takiego chciałam zawsze, takiego muszę mieć a on to pomyłka!. Trzeba przebolec i szukać swego!!!!!!!
Kurcze ja miałam tak samo jak w zeszłym tygodniu zobaczyłam parę starszych ludzi trzymających się za rękę.... ![]()
Ale trzeba wierzyć, że może trafi nam się jeszcze jakaś fajna "żabka"... ![]()
zahir2603 napisał/a:Dziś dziewczyny byłam świadkiem sceny. Para, ona w ciąży, w busie. Dzieciątko zaczęło się ruszać ( brzuch spory:), ona się uśmiechnęła, on położył rękę na brzuchu a potem przytulil głowę:) sweet. Prawie mi łza pociekla. Pomyślałam, kurcze ja bym też tak chciała ( bo nie miałam- nie ciąży, tylko takich czułości)) a z drugiej strony właśnie dlatego, że nie miałam a przecież tak chcę to jest ok. Takiego chce faceta. Takiego chciałam zawsze, takiego muszę mieć a on to pomyłka!. Trzeba przebolec i szukać swego!!!!!!!
Scena piękna, ale ja jestem na etapie złości i jak widzę szczęśliwe pary to myślę sobie " ehhh i tak ją zdradzi". Staram się odwracać głowę w takich przypadkach bo mnie to dołuje. Jestem po prostu zazdrosna, zazdroszczę ludziom szczęścia. Ale nie życzę im źle oczywiście, po prostu muszę przeboleć swoją złość i ból. Jedynymi osobami, którym życzę źle jest mój ex i jego szmatławiec
Olimpia ja też mam czasami jeszcze takie momenty na "nie"... Nie oglądam filmów o miłości, programów związanych z rodziną.... Nie mogę po prostu... Za dużo mnie to kosztuje... Lubuję się teraz za to w wszelkiej maści kryminałach, horrorach, programach gdzie jest dużo krwi a zero miłości... ![]()
Witam, jestem dość słaba w pisaniu na forum i pewnie za chwilę dostane po głowie, ale jak to się mówi raz kozie śmierć. Pozwalam sobie napisać w wątku Olimpii bo też zostałam w jakiś sposób zdradzona i moje ogóle samopoczucie na tą chwilę jest jednak słabe. Mam 37 lat ktoś z was pomyśli o jeszcze całe życie przed nią inny że powinnam mieć już rodzinę i dzieci. Tak naprawdę raczej nie miałam nigdy szczęścia do facetów. Zawsze jakoś instynktownie wybierałam i podobali mi się ci którzy mnie nie chcieli. Tak więc raczej żadnego poważnego związku nie miałam. No i pojawił się on. Facet, który się stara, zaprasza na randki itp. Myślałam karma - za te wszystkie lata posuchy w końcu się ktoś fajny trafił. A tym bardziej jakie było moje zdziwienie gdy po 2 tygodniach znajomości oświadczył że już powiedział o mnie rodzicom i zadawał pytania w stylu czy chcesz mieć dzieci, ile, itp.. Marzenie każdej kobiety ( a może dla bardziej doświadczonych raczej "dzwonek w głowie" - no ale ja doświadczone na gierki nie byłam). Przez pierwsze 3 miesiące było w miarę ok choć czułam że nie do końca to jest to. No coż nie zawsze można mieć to co się chcę tak więc trzeba starać się jakoś zgrać i poznać. Po 3 miesiącach zaczęło się psuć. Nagle nie miał czasu, nie mógł się spotykać - jak sam stwierdził ogólnie źle się czuje i nie ma ochoty wychodzić z domu. Na moje pytanie czy ma kogoś odpowiedział skąd ci to przyszło do głowy. Po jakich 2 tygodniach wszystko się unormowało, a po kolejnych 2 spotkałam się z NIĄ - tą której niby nie miał ( nie będę się zbytnio rozpisywać jak do tego doszło). Zerwałam z nim kontakt, ale ponieważ mam taki charakter że muszę wiedzieć i zrozumieć różne rzeczy odezwałam się z pytanie jak można tak potraktować drugiego człowieka i dlaczego po prostu ze mnie nie zakończył znajomości zanim zaczął kolejną. No i tak zaczęliśmy ze sobą znowu rozmawiać. Wiem że zaraz napiszecie że nie powinnam, ze powinnam się szanować i taki związek nie ma sensu. Ale jak jest się tak długo samą to czasami nawet najgorszy związek jest lepszy od samotności. Przez kolejne 3 miesiące za mną chodził, umawiał się ( 0 sexu ). Po 3 miesiącach dałam mu szansę, myślałam że skoro tak długo się starał to może zrozumiał i mu bardziej zależy. Kolejne 4 miesiące były już zdecydowanie lepsze od tych pierwszych. Co prawda to taki ty faceta, który nie prawi komplementów ( mega słabe) i średnio też docenia to co robiłam ( wstawałam o 5 rano i robiłam mu kanapki do pracy, gotowała, zmywałam, przynosiłam zakupy - robiłam wszystko). Wiem trochę do zagłaskałam i matkowałam - ale on stwierdził że jeszcze nikt nigdy nie opiekował się nim tak jak ja i że jestem wspaniałą kobietą. Powiedział że nie chce innej bo ja jestem najlepsza a reszta to zwykłe lalunie. I co... i się zesrało. Znowu zaczął mnie unikać a ja nie chciałam być drugi raz potraktowana jak szmata więc naciskałam na rozmowę. I co słyszę od faceta który ma 32 lata - że nie może otworzyć się w tym związku!, że się starał itp.. itd.. kur.. a ja mu o 5 rano kanapki do pracy robiłam. Oczywiście zdaje sobie sprawę że pewnie kłamał, a na boku pewnie znowu ma inna. Ale to tak straszne boli
Nie wiem sama jakiej pomocy oczekuje od was, ale mam 37 lat i ciągle chciałabym założyć rodzinne i mieć fajnego faceta, który doceni to co robię i którego nie będę musiała prosić o komplementy.
Arcola jesteśmy praktycznie w tym samym wieku i na podobnym etapie życia. Z tym, że ma najwspanialszego syna pod słońcem. ![]()
Jak przeczytałam o tych kanapkach to aż mną zatrzęsło. Ja też jak kretynka wstawałam po 4, żeby książę miał świeżutkie kanapeczki, bo przecież takie z wczoraj, przeleżane w lodówce to beee są.... Ale teraz tak jak piszesz okazuje się, że nic nie robiłam.... No cóż... To już przeszłość.
Głowa do góry. Pomału wszystko się ułoży. Wiem, że ciężko teraz w to uwierzyć. ![]()
Ja na razie nie myślę o innym facecie. Trudno mi to sobie nawet wyobrazić. Zawsze był tylko on... Ale czasem wieczorem brakuje mi przytulenia, bliskości.... Ale mówię sobie - jak on był to miałaś to? No miałam - uwaga parę razy w roku... Bo on zmęczony był... Zmęczony podwójnym życiem.... A poza tym z panną pisał, więc jak biedak miał znaleźć czas dla żony... Czy warto by było dla tych paru przytuleń dalej ciągnąc tą farsę?
Pisz, wyrzucaj z siebie te emocje. To naprawdę pomaga. ![]()
332 2015-09-04 10:07:30 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-09-04 10:07:50)
dziś popełniłam najgorszy chyba błąd , jaki mogłam popełnić. ( od ostatnich dni/ miesięcy 5).... ale myślałam ,że stać mnie było na to ( a jednak mimo moich błędnych oczuć- ODEBRAŁAM TELEFON OD NIEGO - mojego zdrajcy - normalnie nie wiem jak minie mi dzisiejsza noc. ehh . Rozmawialiśmy niby normalnie - nawet fajnie - na luzie o tym co aktualnie się dzieje -choć wyczułam, że bada teren - co u mnie
( przypomnę, że 5 miesięcy temu pozwolił wrócić ex żonie z synem do wspólnego mieszkania bo zachorowała na raka i wiecie ..... samo życie czyli L 4 czyli nie miała kasy na nadal wynajmowanie mieszkania- ona 4 lata temu odeszła od niego do innego faceta i jej się z nowym menem nie ułożyło jakiś czas temu ) Uznałam, że Mój zdrajca niby szlachetnie dla nich (ex i syna)mnie tak właściwie porzucił - i wycofałam się z relacji z nim. Leczyłam się skutecznie ( choć małymi kroczkami), ale dziś wiellllllka porażka. Mówił, że cierpi, że to w czym aktualnie jest to nicość, że nie ma dnia aby o mnie nie myślał itp a ja twardo " masz co wybrałeś" powinnam cierpieć z Twojego wyboru tylko ja , a nie Ty.. itp twarde reakcje z mojej strony. Co z tego- jak teraz nie mogę spać............. wróciło cierpienie, poczucie żalu , wiem,że nie zrobię żadnego kroku ( bo mimo wszystko dziś wiem,że muszę się szanować) i nie wyjdę z żadną propozycją - ale..................? jestem rozwalona emocjonalnie.Normalnie nie wiem jak reagować na jego ewentualne ruchy, choć wiem, że to dobry człowiek i ..........? co z tego jak mnie w swej dobroci - 5 miesięcy temu skrzywdził Co Wy na to ...? domyślam sie , ze pewnie chaotycznie pisałam, ale sory, chyba cofnęłąm sie o wieeele kroków w tył
Liza widzę, że obie wczoraj zaliczyłyśmy "glebę".... ![]()
Wczoraj przypadkiem spotkałam byłego. Ani on tego nie planował, ani ja. Stało się... On rozkleił się, że nic już dobrze nie będzie... Ja miałam łzy w oczach, które ukryłam okularami.... Pół dnia trzęsłam się jak galareta. Dobrze, że na basenie się zmęczyłam i choć na chwilę skupiłam się na czymś innym. Ale po południu też zrobiłam głupotę. Napisałam smsa - przypomniałam sobie jak źle wyglądał, ja to się kiepsko czuł... Ta.... Odpisywał po parunastu minutach.... Po trzecim smsie dałam sobie spokój. I sama siebie zganiałm - kretynko na co liczyłaś, że jemu jest źle bez ciebie, jemu jest źle bo mu standard życia spadł, naprawdę myślałaś że tęskni za tobą??? Jakby tak było to by zagadywał, walczył, chciał kontaktu z tobą. Kretynka i tyle....
Tyle, że u mnie były tylko łzy w oczach, ściskanie w żołądku i kołatanie w sercu. Nie było już łez, które płyną i nie mogę ich powstrzymać. Na ten moment wylałam już chyba wszystkie. Ból był, ale nie tak przejmujący. Jak widać człowiek może się przyzwyczaić do wszystkiego.
Minie ten etap i powiesz - ja aż tyle przez niego cierpiałam?
Jeszcze nie raz zaliczymy potknięcia. W końcu kiedyś oni byli dla nas całym światem... Teraz dla nich ktoś inny jest tym światem...
Liza2014 napisał/a:dziś popełniłam najgorszy chyba błąd , jaki mogłam popełnić. ( od ostatnich dni/ miesięcy 5).... ale myślałam ,że stać mnie było na to ( a jednak mimo moich błędnych oczuć- ODEBRAŁAM TELEFON OD NIEGO - mojego zdrajcy - normalnie nie wiem jak minie mi dzisiejsza noc. ehh . Rozmawialiśmy niby normalnie - nawet fajnie - na luzie o tym co aktualnie się dzieje -choć wyczułam, że bada teren - co u mnie
( przypomnę, że 5 miesięcy temu pozwolił wrócić ex żonie z synem do wspólnego mieszkania bo zachorowała na raka i wiecie ..... samo życie czyli L 4 czyli nie miała kasy na nadal wynajmowanie mieszkania- ona 4 lata temu odeszła od niego do innego faceta i jej się z nowym menem nie ułożyło jakiś czas temu ) Uznałam, że Mój zdrajca niby szlachetnie dla nich (ex i syna)mnie tak właściwie porzucił - i wycofałam się z relacji z nim. Leczyłam się skutecznie ( choć małymi kroczkami), ale dziś wiellllllka porażka. Mówił, że cierpi, że to w czym aktualnie jest to nicość, że nie ma dnia aby o mnie nie myślał itp a ja twardo " masz co wybrałeś" powinnam cierpieć z Twojego wyboru tylko ja , a nie Ty.. itp twarde reakcje z mojej strony. Co z tego- jak teraz nie mogę spać............. wróciło cierpienie, poczucie żalu , wiem,że nie zrobię żadnego kroku ( bo mimo wszystko dziś wiem,że muszę się szanować) i nie wyjdę z żadną propozycją - ale..................? jestem rozwalona emocjonalnie.Normalnie nie wiem jak reagować na jego ewentualne ruchy, choć wiem, że to dobry człowiek i ..........? co z tego jak mnie w swej dobroci - 5 miesięcy temu skrzywdził Co Wy na to ...? domyślam sie , ze pewnie chaotycznie pisałam, ale sory, chyba cofnęłąm sie o wieeele kroków w tyłLiza widzę, że obie wczoraj zaliczyłyśmy "glebę"....
Wczoraj przypadkiem spotkałam byłego. Ani on tego nie planował, ani ja. Stało się... On rozkleił się, że nic już dobrze nie będzie... Ja miałam łzy w oczach, które ukryłam okularami.... Pół dnia trzęsłam się jak galareta. Dobrze, że na basenie się zmęczyłam i choć na chwilę skupiłam się na czymś innym. Ale po południu też zrobiłam głupotę. Napisałam smsa - przypomniałam sobie jak źle wyglądał, ja to się kiepsko czuł... Ta.... Odpisywał po parunastu minutach.... Po trzecim smsie dałam sobie spokój. I sama siebie zganiałm - kretynko na co liczyłaś, że jemu jest źle bez ciebie, jemu jest źle bo mu standard życia spadł, naprawdę myślałaś że tęskni za tobą??? Jakby tak było to by zagadywał, walczył, chciał kontaktu z tobą. Kretynka i tyle....
Tyle, że u mnie były tylko łzy w oczach, ściskanie w żołądku i kołatanie w sercu. Nie było już łez, które płyną i nie mogę ich powstrzymać. Na ten moment wylałam już chyba wszystkie. Ból był, ale nie tak przejmujący. Jak widać człowiek może się przyzwyczaić do wszystkiego.
Minie ten etap i powiesz - ja aż tyle przez niego cierpiałam?
Jeszcze nie raz zaliczymy potknięcia. W końcu kiedyś oni byli dla nas całym światem... Teraz dla nich ktoś inny jest tym światem...
Dziewczyny nie dajcie się nabrać. Nie wierzcie im! To jest tylko udawane, chwilowe! Oni maja nas w dupie!
Ja popełniłam ten błąd, na chwilę straciłam czujność a on to wykorzystał. Najlepiej nie wdajcie się w dyskusje, w rozmowy telefoniczne a tym bardziej w spotkania na kawę itp!
Maja1977 napisał/a:Liza2014 napisał/a:dziś popełniłam najgorszy chyba błąd , jaki mogłam popełnić. ( od ostatnich dni/ miesięcy 5).... ale myślałam ,że stać mnie było na to ( a jednak mimo moich błędnych oczuć- ODEBRAŁAM TELEFON OD NIEGO - mojego zdrajcy - normalnie nie wiem jak minie mi dzisiejsza noc. ehh . Rozmawialiśmy niby normalnie - nawet fajnie - na luzie o tym co aktualnie się dzieje -choć wyczułam, że bada teren - co u mnie
( przypomnę, że 5 miesięcy temu pozwolił wrócić ex żonie z synem do wspólnego mieszkania bo zachorowała na raka i wiecie ..... samo życie czyli L 4 czyli nie miała kasy na nadal wynajmowanie mieszkania- ona 4 lata temu odeszła od niego do innego faceta i jej się z nowym menem nie ułożyło jakiś czas temu ) Uznałam, że Mój zdrajca niby szlachetnie dla nich (ex i syna)mnie tak właściwie porzucił - i wycofałam się z relacji z nim. Leczyłam się skutecznie ( choć małymi kroczkami), ale dziś wiellllllka porażka. Mówił, że cierpi, że to w czym aktualnie jest to nicość, że nie ma dnia aby o mnie nie myślał itp a ja twardo " masz co wybrałeś" powinnam cierpieć z Twojego wyboru tylko ja , a nie Ty.. itp twarde reakcje z mojej strony. Co z tego- jak teraz nie mogę spać............. wróciło cierpienie, poczucie żalu , wiem,że nie zrobię żadnego kroku ( bo mimo wszystko dziś wiem,że muszę się szanować) i nie wyjdę z żadną propozycją - ale..................? jestem rozwalona emocjonalnie.Normalnie nie wiem jak reagować na jego ewentualne ruchy, choć wiem, że to dobry człowiek i ..........? co z tego jak mnie w swej dobroci - 5 miesięcy temu skrzywdził Co Wy na to ...? domyślam sie , ze pewnie chaotycznie pisałam, ale sory, chyba cofnęłąm sie o wieeele kroków w tyłLiza widzę, że obie wczoraj zaliczyłyśmy "glebę"....
Wczoraj przypadkiem spotkałam byłego. Ani on tego nie planował, ani ja. Stało się... On rozkleił się, że nic już dobrze nie będzie... Ja miałam łzy w oczach, które ukryłam okularami.... Pół dnia trzęsłam się jak galareta. Dobrze, że na basenie się zmęczyłam i choć na chwilę skupiłam się na czymś innym. Ale po południu też zrobiłam głupotę. Napisałam smsa - przypomniałam sobie jak źle wyglądał, ja to się kiepsko czuł... Ta.... Odpisywał po parunastu minutach.... Po trzecim smsie dałam sobie spokój. I sama siebie zganiałm - kretynko na co liczyłaś, że jemu jest źle bez ciebie, jemu jest źle bo mu standard życia spadł, naprawdę myślałaś że tęskni za tobą??? Jakby tak było to by zagadywał, walczył, chciał kontaktu z tobą. Kretynka i tyle....
Tyle, że u mnie były tylko łzy w oczach, ściskanie w żołądku i kołatanie w sercu. Nie było już łez, które płyną i nie mogę ich powstrzymać. Na ten moment wylałam już chyba wszystkie. Ból był, ale nie tak przejmujący. Jak widać człowiek może się przyzwyczaić do wszystkiego.
Minie ten etap i powiesz - ja aż tyle przez niego cierpiałam?
Jeszcze nie raz zaliczymy potknięcia. W końcu kiedyś oni byli dla nas całym światem... Teraz dla nich ktoś inny jest tym światem...Dziewczyny nie dajcie się nabrać. Nie wierzcie im! To jest tylko udawane, chwilowe! Oni maja nas w dupie!
Ja popełniłam ten błąd, na chwilę straciłam czujność a on to wykorzystał. Najlepiej nie wdajcie się w dyskusje, w rozmowy telefoniczne a tym bardziej w spotkania na kawę itp!
Uwierzcie, że wyznaję zasadę " 0 kontaktów" , jako najlepszą w leczeniu się z przeszłości. Tak tez postępowałam cały czas, wręcz zabroniłam mu się kontaktować ze mną. Kiedyś w toku tego wątku dyskutowałyśmy z Olimpią na ten temat - ja jej radziłam właśnie, by odcięła kontakt telefoniczny, a terapeutka Olimpii jest zdania, by właśnie rozmawiać, jednak w sposób właściwy- tzn twardo, oschle itp. Jest to sposób na budowanie własnej wartości etc. Gdy wczoraj zobaczyłam, że ZDRAJCA dzwoni - postanowiłam spróbować, jak to się sprawdzi ( pomyślałam, że czuję się na tyle pewna siebie, że taka rozmowa nie wpłynie na mnie znacząco). Wczorajszy telefon - rozmowa z moim zdrajcą - udowodniła mi, że jednak dopóki jestem na drodze zdrowienia, jednak zasada "0 kontaków" !!! - tylko i wyłącznie
Olimpia ja też mam czasami jeszcze takie momenty na "nie"... Nie oglądam filmów o miłości, programów związanych z rodziną.... Nie mogę po prostu... Za dużo mnie to kosztuje... Lubuję się teraz za to w wszelkiej maści kryminałach, horrorach, programach gdzie jest dużo krwi a zero miłości...
Mam dokładnie tak samo. Tak naprawdę to w ogóle przestałam oglądam TV bo tam pełno tego, szczęśliwych rodzin, dzieciaków, miłości itp. Nawet w reklamach ![]()
Ale mam nadzieję, że to przeminie.
Maja1977 napisał/a:Olimpia ja też mam czasami jeszcze takie momenty na "nie"... Nie oglądam filmów o miłości, programów związanych z rodziną.... Nie mogę po prostu... Za dużo mnie to kosztuje... Lubuję się teraz za to w wszelkiej maści kryminałach, horrorach, programach gdzie jest dużo krwi a zero miłości...
Mam dokładnie tak samo. Tak naprawdę to w ogóle przestałam oglądam TV bo tam pełno tego, szczęśliwych rodzin, dzieciaków, miłości itp. Nawet w reklamach
Ale mam nadzieję, że to przeminie.
A ja mam odwrotnie:) same romansidla bym oglądała. Może dlatego, że mój mąż lubował się w kryminalach, horrorach a ja nie mogłam na to patrzeć.
337 2015-09-04 16:51:06 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-09-04 16:59:22)
.
Dziewczyny nie dajcie się nabrać. Nie wierzcie im! To jest tylko udawane, chwilowe! Oni maja nas w dupie!
Ja popełniłam ten błąd, na chwilę straciłam czujność a on to wykorzystał. Najlepiej nie wdajcie się w dyskusje, w rozmowy telefoniczne a tym bardziej w spotkania na kawę itp!
Zahir masz rację. Ja wiem po 3 razach jak dostałam po dupie, że to tylko udawanie. Aż 3 razy musiał mnie zawieść, oszukać, skrzywdzić, potraktować jak śmiecia żebym to zrozumiała. Wszystko się ułoży jak zaakceptujemy w 100% tą sytuację - samotność, fakt, że ich już nigdy nie będzie w naszym życiu, że nas nie kochają
OBYŚMY DOTARŁY DO NIEGO JAK NAJSZYBCIEJ. Trzymam za nas wszystkie mocno kciuki !!!
339 2015-09-04 16:57:21 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-09-04 16:57:57)
Uwierzcie, że wyznaję zasadę " 0 kontaktów" , jako najlepszą w leczeniu się z przeszłości. Tak tez postępowałam cały czas, wręcz zabroniłam mu się kontaktować ze mną. Kiedyś w toku tego wątku dyskutowałyśmy z Olimpią na ten temat - ja jej radziłam właśnie, by odcięła kontakt telefoniczny, a terapeutka Olimpii jest zdania, by właśnie rozmawiać, jednak w sposób właściwy- tzn twardo, oschle itp. Jest to sposób na budowanie własnej wartości etc. Gdy wczoraj zobaczyłam, że ZDRAJCA dzwoni - postanowiłam spróbować, jak to się sprawdzi ( pomyślałam, że czuję się na tyle pewna siebie, że taka rozmowa nie wpłynie na mnie znacząco). Wczorajszy telefon - rozmowa z moim zdrajcą - udowodniła mi, że jednak dopóki jestem na drodze zdrowienia, jednak zasada "0 kontaków" !!! - tylko i wyłącznie
Czytałam własnie o Waszych "wpadkach". Najważniejsze, że to nie Wy zainicjowałyście ten kontakt. Ale nastąpił niestety i namieszał w głowach, spowodował niepokój.Ja faktycznie tak jak Wy po tych kontaktach czuję się gorzej jakiś czas, wpływają one na mnie, nie będę kłamać że nie. Ale przychodzi czas, że zaczynam myśleć logicznie i je analizować. Zdaję sobie sprawę, że zdrajca dzwoni bo ma w tym jakiś swój cel. Fakt, chwilowo wzbudza we mnie nadzieję, ale właśnie myśleniem głową, a nie kierowaniem się uczuciami wiem, że nadal jest tym samym gnojkiem i egoistą. Mam wrażenie, że dzięki temu moja nadzieja, która niestety jeszcze jest, zaczyna powolutku blednąć. Upadam i podnoszę się ponownie ciut silniejsza. Minęło u nas kilka tygodni, miesięcy więc to wszystko jeszcze żyje. Cały czas jesteśmy w tej cholernej "żałobie" i pewnie jeszcze nie raz nastąpi jakaś sytuacja, która zmąci nam to co do tej pory sobie wypracowałyśmy.
Ale z drugiej strony zastanawiam się, nie chcemy kontaktu, wyznajemy zasadę 0 kontaktu (chociaż ja wiem, że jak zadzwoni to odbiorę), to dlaczego nie zmieniłyśmy numeru telefonu? Przecież wtedy nie zadzwoni. Wydaje mi się, że nadal gdzieś tam głęboko tkwi w nas nadzieja, że stanie się cud i oni się zmienią i opamiętają. Tylko, że jak dochodzi do kontaktu to okazuje się, że wcale nie jest tak kolorowo. Dlatego nam to miesza w głowie.
Liza, co do wypowiedzi mojej terapeutki na temat kontaktów - ona też wyznaje zasadę 0 kontaktów, ale wszystko uzależnione jest od danej osoby, jej charakteru i osobowości. Mi konkretnie poleciła żebym odbierała skoro nie jestem jeszcze gotowa odrzucić połączenia, olać go czy zmienić numer. Ta rada nie sprawdzi się pewnie dla każdej z nas. Ja poza wyjściem z tego toksycznego związku walczę o siebie, o swoją siłę, o nieuzależnianie się od facetów. To mój drugi toksyczny związek, dlatego moja terapia ma mi pomóc w przyszłości nie trzymać się kurczowo facetów i stawiać granice. Mam nie być tą kochającą za bardzo.
Liza2014 napisał/a:Uwierzcie, że wyznaję zasadę " 0 kontaktów" , jako najlepszą w leczeniu się z przeszłości. Tak tez postępowałam cały czas, wręcz zabroniłam mu się kontaktować ze mną. Kiedyś w toku tego wątku dyskutowałyśmy z Olimpią na ten temat - ja jej radziłam właśnie, by odcięła kontakt telefoniczny, a terapeutka Olimpii jest zdania, by właśnie rozmawiać, jednak w sposób właściwy- tzn twardo, oschle itp. Jest to sposób na budowanie własnej wartości etc. Gdy wczoraj zobaczyłam, że ZDRAJCA dzwoni - postanowiłam spróbować, jak to się sprawdzi ( pomyślałam, że czuję się na tyle pewna siebie, że taka rozmowa nie wpłynie na mnie znacząco). Wczorajszy telefon - rozmowa z moim zdrajcą - udowodniła mi, że jednak dopóki jestem na drodze zdrowienia, jednak zasada "0 kontaków" !!! - tylko i wyłącznie
Czytałam własnie o Waszych "wpadkach". Najważniejsze, że to nie Wy zainicjowałyście ten kontakt. Ale nastąpił niestety i namieszał w głowach, spowodował niepokój.Ja faktycznie tak jak Wy po tych kontaktach czuję się gorzej jakiś czas, wpływają one na mnie, nie będę kłamać że nie. Ale przychodzi czas, że zaczynam myśleć logicznie i je analizować. Zdaję sobie sprawę, że zdrajca dzwoni bo ma w tym jakiś swój cel. Fakt, chwilowo wzbudza we mnie nadzieję, ale właśnie myśleniem głową, a nie kierowaniem się uczuciami wiem, że nadal jest tym samym gnojkiem i egoistą. Mam wrażenie, że dzięki temu moja nadzieja, która niestety jeszcze jest, zaczyna powolutku blednąć. Upadam i podnoszę się ponownie ciut silniejsza. Minęło u nas kilka tygodni, miesięcy więc to wszystko jeszcze żyje. Cały czas jesteśmy w tej cholernej "żałobie" i pewnie jeszcze nie raz nastąpi jakaś sytuacja, która zmąci nam to co do tej pory sobie wypracowałyśmy.
Ale z drugiej strony zastanawiam się, nie chcemy kontaktu, wyznajemy zasadę 0 kontaktu (chociaż ja wiem, że jak zadzwoni to odbiorę), to dlaczego nie zmieniłyśmy numeru telefonu? Przecież wtedy nie zadzwoni. Wydaje mi się, że nadal gdzieś tam głęboko tkwi w nas nadzieja, że stanie się cud i oni się zmienią i opamiętają. Tylko, że jak dochodzi do kontaktu to okazuje się, że wcale nie jest tak kolorowo. Dlatego nam to miesza w głowie.
Liza, co do wypowiedzi mojej terapeutki na temat kontaktów - ona też wyznaje zasadę 0 kontaktów, ale wszystko uzależnione jest od danej osoby, jej charakteru i osobowości. Mi konkretnie poleciła żebym odbierała skoro nie jestem jeszcze gotowa odrzucić połączenia, olać go czy zmienić numer. Ta rada nie sprawdzi się pewnie dla każdej z nas. Ja poza wyjściem z tego toksycznego związku walczę o siebie, o swoją siłę, o nieuzależnianie się od facetów. To mój drugi toksyczny związek, dlatego moja terapia ma mi pomóc w przyszłości nie trzymać się kurczowo facetów i stawiać granice. Mam nie być tą kochającą za bardzo.
Ja zmieniłam nr telefonu!:)
A wy jak do tej decyzji dojrzejecie, to polecam, naprawdę spokój!
Liza2014 napisał/a:Uwierzcie, że wyznaję zasadę " 0 kontaktów" , jako najlepszą w leczeniu się z przeszłości. Tak tez postępowałam cały czas, wręcz zabroniłam mu się kontaktować ze mną. Kiedyś w toku tego wątku dyskutowałyśmy z Olimpią na ten temat - ja jej radziłam właśnie, by odcięła kontakt telefoniczny, a terapeutka Olimpii jest zdania, by właśnie rozmawiać, jednak w sposób właściwy- tzn twardo, oschle itp. Jest to sposób na budowanie własnej wartości etc. Gdy wczoraj zobaczyłam, że ZDRAJCA dzwoni - postanowiłam spróbować, jak to się sprawdzi ( pomyślałam, że czuję się na tyle pewna siebie, że taka rozmowa nie wpłynie na mnie znacząco). Wczorajszy telefon - rozmowa z moim zdrajcą - udowodniła mi, że jednak dopóki jestem na drodze zdrowienia, jednak zasada "0 kontaków" !!! - tylko i wyłącznie
Czytałam własnie o Waszych "wpadkach". Najważniejsze, że to nie Wy zainicjowałyście ten kontakt. Ale nastąpił niestety i namieszał w głowach, spowodował niepokój.Ja faktycznie tak jak Wy po tych kontaktach czuję się gorzej jakiś czas, wpływają one na mnie, nie będę kłamać że nie. Ale przychodzi czas, że zaczynam myśleć logicznie i je analizować. Zdaję sobie sprawę, że zdrajca dzwoni bo ma w tym jakiś swój cel. Fakt, chwilowo wzbudza we mnie nadzieję, ale właśnie myśleniem głową, a nie kierowaniem się uczuciami wiem, że nadal jest tym samym gnojkiem i egoistą. Mam wrażenie, że dzięki temu moja nadzieja, która niestety jeszcze jest, zaczyna powolutku blednąć. Upadam i podnoszę się ponownie ciut silniejsza. Minęło u nas kilka tygodni, miesięcy więc to wszystko jeszcze żyje. Cały czas jesteśmy w tej cholernej "żałobie" i pewnie jeszcze nie raz nastąpi jakaś sytuacja, która zmąci nam to co do tej pory sobie wypracowałyśmy.
Ale z drugiej strony zastanawiam się, nie chcemy kontaktu, wyznajemy zasadę 0 kontaktu (chociaż ja wiem, że jak zadzwoni to odbiorę), to dlaczego nie zmieniłyśmy numeru telefonu? Przecież wtedy nie zadzwoni. Wydaje mi się, że nadal gdzieś tam głęboko tkwi w nas nadzieja, że stanie się cud i oni się zmienią i opamiętają. Tylko, że jak dochodzi do kontaktu to okazuje się, że wcale nie jest tak kolorowo. Dlatego nam to miesza w głowie.
Liza, co do wypowiedzi mojej terapeutki na temat kontaktów - ona też wyznaje zasadę 0 kontaktów, ale wszystko uzależnione jest od danej osoby, jej charakteru i osobowości. Mi konkretnie poleciła żebym odbierała skoro nie jestem jeszcze gotowa odrzucić połączenia, olać go czy zmienić numer. Ta rada nie sprawdzi się pewnie dla każdej z nas. Ja poza wyjściem z tego toksycznego związku walczę o siebie, o swoją siłę, o nieuzależnianie się od facetów. To mój drugi toksyczny związek, dlatego moja terapia ma mi pomóc w przyszłości nie trzymać się kurczowo facetów i stawiać granice. Mam nie być tą kochającą za bardzo.
Olimpia - ja tez jestem z tych kochających z bardzo ( poczytałam wiele + analiza swojego życia od najmłodszych lat + fakt pakowania się w toksyczne relacje + to co pisałaś po wizytach terapeutki). Zaczęłam myśleć nad sobą - już kiedyś i też podczas naszego pisania. Pomyślałam " może coś w tym jest", może " jednak problem jest we mnie, że pakuje się w te patologie" i wczoraj postanowiłam odebrać ten cholerny telefon - chciałam sie zwyczajnie sprawdzić. I tak właściwie, choc rozmowę prowadziłam jak trzeba tzn zero szlochów i tych innych , klimat konkretnej rozmowy nawet żarciki. I byłam nawet z siebie zadowolona. Jednak to co mnie potem dopadło - to wielka porażka, czułam sie jak przeczochrana glacą po trawie. Dziś jest znowu zdecydowanie lepiej ( czyli jak wdać te pojawiające się doły na moim etapie szybko się cofają), jednak nie zmienia to faktu, że rano obudziłam się z oczami jak angora - he he he. Dziś rano kilkuminutowe okłady na spuchnięte oczy i do pracy. CO NAS NIE ZABIJE- TO NAS WZMOCNI - !! - CAŁA NA PRZÓD - PODOBNO ZYCIE JEST PIĘKNE - he he he TRZYMAJMY SIĘ CZAROWNICE I MIOTŁY MIĘDZY NOGI, a oni niech zdychają z żalu nad tym co stracili
Olimpia - ja tez jestem z tych kochających z bardzo ( poczytałam wiele + analiza swojego życia od najmłodszych lat + fakt pakowania się w toksyczne relacje + to co pisałaś po wizytach terapeutki). Zaczęłam myśleć nad sobą - już kiedyś i też podczas naszego pisania. Pomyślałam " może coś w tym jest", może " jednak problem jest we mnie, że pakuje się w te patologie" i wczoraj postanowiłam odebrać ten cholerny telefon - chciałam sie zwyczajnie sprawdzić. I tak właściwie, choc rozmowę prowadziłam jak trzeba tzn zero szlochów i tych innych , klimat konkretnej rozmowy nawet żarciki. I byłam nawet z siebie zadowolona. Jednak to co mnie potem dopadło - to wielka porażka, czułam sie jak przeczochrana glacą po trawie. Dziś jest znowu zdecydowanie lepiej ( czyli jak wdać te pojawiające się doły na moim etapie szybko się cofają), jednak nie zmienia to faktu, że rano obudziłam się z oczami jak angora - he he he. Dziś rano kilkuminutowe okłady na spuchnięte oczy i do pracy. CO NAS NIE ZABIJE- TO NAS WZMOCNI - !! - CAŁA NA PRZÓD - PODOBNO ZYCIE JEST PIĘKNE - he he he TRZYMAJMY SIĘ CZAROWNICE I MIOTŁY MIĘDZY NOGI, a oni niech zdychają z żalu nad tym co stracili
Zuch Dziewczyna ![]()
Było źle wczoraj, a dziś jest lepiej. Różnica między tym co przeżywałaś kilka miesięcy temu a tym jak jest dzisiaj, jest taka, że szybciej się podnosisz. Ja po tych jego telefonach 2 tygodnie temu, dochodziłam do siebie tydzień. Więc widać na jak różnych poziomach jesteśmy. Ale póki co ufam mojej terapeutce, co tydzień omawiamy ten poprzedni i ustalamy plan na kolejne dni. Jeśli okaże się, ze kontakt będzie na mnie nadal bardzo źle wpływał to na pewno będzie doradzała jego zaprzestanie. Póki co się tym nie martwię bo go nie ma - pan egoista, zdrajca pewnie rozmawia milusio z kochanicą, a w dupie ich mam i tak ich sprawiedliwość dopadnie prędzej czy później !!!! Zaraz trochę czarów rzucę, miotła między nogi zgodnie z Twoją sugestią i lecę na spacerek z psiną ![]()
pewnie Olimpia- idż idź, nabieraj kondycji - niech gamoń widzi, jaką szprychę stracił. Niech się buja w swych flircikach, a TY- za byle kim się nie obejrzysz- nie ma szans !! Pamietaj - gili gili dla psinki od cioci Lizy
pewnie Olimpia- idż idź, nabieraj kondycji - niech gamoń widzi, jaką szprychę stracił. Niech się buja w swych flircikach, a TY- za byle kim się nie obejrzysz- nie ma szans !! Pamietaj - gili gili dla psinki od cioci Lizy
Psinka zadowolona z gili gili od cioci. Powiem Wam (tfu tfu żeby nie zapeszać) póki co jest w miarę ok. Nie siedzę i nie użalam się nad sobą, nie płaczę od kilku dni, nie mam tak dużego doła. Cieszę się z tego i korzystam, bo wiem, że przyjdą i te gorsze dni. Nie sprawdzam go i nie kontroluję - odcięłam sobie wszystkie możliwe sposoby, siłą, impulsem ale to było dobre posunięcie. Znowu ogarnia mnie wściekłość na niego, ale to lepsze uczucie niż smutek i żal. Mam przynajmniej powera do działania, do robienia czegokolwiek. Przed nami weekend - to pierwszy weekend od kilku tygodni którego się nie boję. Mam plan wysprzątać na picuś glancuś mój azyl i ![]()
No i super! Tak trzymaj!
Liza2014 napisał/a:pewnie Olimpia- idż idź, nabieraj kondycji - niech gamoń widzi, jaką szprychę stracił. Niech się buja w swych flircikach, a TY- za byle kim się nie obejrzysz- nie ma szans !! Pamietaj - gili gili dla psinki od cioci Lizy
Psinka zadowolona z gili gili od cioci. Powiem Wam (tfu tfu żeby nie zapeszać) póki co jest w miarę ok. Nie siedzę i nie użalam się nad sobą, nie płaczę od kilku dni, nie mam tak dużego doła. Cieszę się z tego i korzystam, bo wiem, że przyjdą i te gorsze dni. Nie sprawdzam go i nie kontroluję - odcięłam sobie wszystkie możliwe sposoby, siłą, impulsem ale to było dobre posunięcie. Znowu ogarnia mnie wściekłość na niego, ale to lepsze uczucie niż smutek i żal. Mam przynajmniej powera do działania, do robienia czegokolwiek. Przed nami weekend - to pierwszy weekend od kilku tygodni którego się nie boję. Mam plan wysprzątać na picuś glancuś mój azyl i
Olimpia - bravo !! i jak Ci ę tu nie kochać- porządek ??? - sanepid może Ci pofikać, a i pozytyw znajdziesz w tym wszystkim...... hmmm .. ok - dobra - jakiś tam znajdziesz. Dobra argumentacja - to połowa sukcesu - he he he
Olimpia - bravo !! i jak Ci ę tu nie kochać- porządek ??? - sanepid może Ci pofikać, a i pozytyw znajdziesz w tym wszystkim...... hmmm .. ok - dobra - jakiś tam znajdziesz. Dobra argumentacja - to połowa sukcesu - he he he
Oby to nie był słomiany zapał, ale słowo się rzekło i nawet napisało, więc trzeba będzie się z tego rozliczyć. No to mam MOTYWACJĘ ![]()
UWAGA WSZYSTKIE CZAROWNICE Z TEGO WĄTKU - szarpnęłam się dziś na wysiłek ( doceńcie - bo nie lubię się przemęczać , gdy nie muszę) - he he - taki żarcik, ale podobno w każdym żarcie jest odrobina prawdy . Jednak pewnie chciałam skoro- to zrobiłam ....tzn przeczytałam wszystkie wpisy w wątku Olimpii i wiecie co ...?? ( czasem bywam refleksyjna) płynie z nich mimo wszystko taka wielka mądrość życiowa ( oczywiście na bazie naszych negatywnych doświadczeń) , mimo wszystko wiemy tak wiele o sobie, zdajemy sobie sprawę z wielu prawidłowości życiowych, mimo wszystko rozsądnie myślimy ( choć z uwagi na okoliczności nie musimy tego robić), wyciągnęłyśmy wiele wniosków ( choć na bazie swoich złych doświadczeń - o zgrozo!) i ??? wymysliłam sobie hipotetycznie, że dołącza do nas świeżynka- zdradzona................. i co? choć poczyta wiele, choć jej wiele będziemy radzić. to co ona zrobi...??? i tak powieli nasze błędy z początku naszej żałoby- dlaczego? bo chociaż prawda jest brutalna, że schemat zdrad/ rozstań/ etc jest taki sam.............. jednak każda z nas myśli, że nasz przypadek jest wyjątkowy ..........he he , że ON -Zdrajca - jest wyjątkowy - nie jest typem beznadziejnym , a tak naprawdę choć doświadczyłyśmy podobnych zdarzeń życiowych- jednak schemat jest IDENTYCZN- aż trudno w to uwierzyć. I gdybyśmy tylko były gotowe uwierzyc tym na tym tzw dalszym etapie zdrowienia, ile mogłybysmy zaoszczędzć sobie bólu. Jednak cóż...........ułomność ludzka - cierp ciało........ - pisac i czytać można wile, jednak każda musi przez to cholerstwo przejść od początku do końca ................MIOTŁY MIĘDZY NOGI -he he- miłego weekendu
Liza2014 napisał/a:pewnie Olimpia- idż idź, nabieraj kondycji - niech gamoń widzi, jaką szprychę stracił. Niech się buja w swych flircikach, a TY- za byle kim się nie obejrzysz- nie ma szans !! Pamietaj - gili gili dla psinki od cioci Lizy
Psinka zadowolona z gili gili od cioci. Powiem Wam (tfu tfu żeby nie zapeszać) póki co jest w miarę ok. Nie siedzę i nie użalam się nad sobą, nie płaczę od kilku dni, nie mam tak dużego doła. Cieszę się z tego i korzystam, bo wiem, że przyjdą i te gorsze dni. Nie sprawdzam go i nie kontroluję - odcięłam sobie wszystkie możliwe sposoby, siłą, impulsem ale to było dobre posunięcie. Znowu ogarnia mnie wściekłość na niego, ale to lepsze uczucie niż smutek i żal. Mam przynajmniej powera do działania, do robienia czegokolwiek. Przed nami weekend - to pierwszy weekend od kilku tygodni którego się nie boję. Mam plan wysprzątać na picuś glancuś mój azyl i
Olimpia - ciesz się każdym dobrym dniem, bo on prognozuje,że idziesz w dobrym kierunku- a to znaczy, że będzie dobrze- BO I INNEJ OPCJI NIE MA - a te małe doły po drodze, to "kuchy" , które tak w sumie niewiele znaczą w tak trudnej drodze wychodzenia z zawodu miłosnego / z zawodu z osoby, z która wiązałaś tyle nadziei ( he he- w gębie to ja byłam zawsze dobra, ale życie.............??/) ja wiem ,że będzie nam tu wszystkim dobrze- kiedyś- nadzieja umiera ostatnia - BĘDZIE OK- MUSI !!!!
Liza świetnie to podsumowalas. Dokladnie- trzeba to wszystko przeżyć. Ale przecież nie my pierwsze przez to przechodzimy ( stąd wzorce) i nie my ostatnie.
Druga spraw to kwestia cierpienia. Cierpimy, zadajjemy pytanie: dlaczego ja? dlaczego mnie to spotkało?... A dlaczego nie? Przecież cierpienie jest częścią życia! Jesteśmy tylko ludźmi, musimy to zrozumieć. A życie to nie tylko piękne chwilę. Ważne jednak aby tych pięknych było więcej! Tego sobie i wam życzę:) a narazie weekend!!!
Liza świetnie to podsumowalas. Dokladnie- trzeba to wszystko przeżyć. Ale przecież nie my pierwsze przez to przechodzimy ( stąd wzorce) i nie my ostatnie.
Druga spraw to kwestia cierpienia. Cierpimy, zadajjemy pytanie: dlaczego ja? dlaczego mnie to spotkało?... A dlaczego nie? Przecież cierpienie jest częścią życia! Jesteśmy tylko ludźmi, musimy to zrozumieć. A życie to nie tylko piękne chwilę. Ważne jednak aby tych pięknych było więcej! Tego sobie i wam życzę:) a narazie weekend!!!
ZAHIR- choc mi i pewnie Wam tez dziś jest cholernie ciężko- jednak do cholery jasnej gdzieś sprawiedliwość na tym świecie jest !!!!!!!!!!!!!! - po tym wszystkich wyobraź sobie ten EDEN, w którym dozywasz swoich ostatnich chwil - he he h e- chyba troche poszalałam, ale co tam.. az się sama uśmiałam z tego co napisałam, jednak grunt to MIMO WSZYSTKO POZYTYWNE MYSLENIE
352 2015-09-04 21:52:16 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-09-04 21:55:11)
Liza bije od Ciebie taki optymizm, buzia mi się uśmiecha jak czytam Twoje wypowiedzi
:)
Ahh Wiedźmy Wy moje ![]()
Zastanowiłam się chwilę nad swoim postępowaniem po tym co napisałaś. Masz zupełną rację. Pamiętam mój pierwszy wpis i rady osób, które się wypowiedziały w moim wątku. Wiedziałam, że mogą mieć rację, no ale gdzież !!!! musiałam zaryzykować, bo chyba tak jak piszesz wierzyłam, że mój zdrajca nie jest taki jak inni ...
I chyba tak jesteśmy skonstruowane/i, że musimy uczyć się na swoich błędach, musimy przejść pewne schematy, doświadczyć pewnych złych sytuacji żeby coś do nas dotarło.
Ale to co napisałaś jest pocieszające, bo czasami zastanawiałam się czy jestem aż tak GŁUPIA, że brnę w to gó..no mimo, że wszyscy dookoła próbują mi przetłumaczyć zostaw to, odetnij się itd.
sama bym na to nie wpadła - Twoja teoria ma sens (są na pewno kobiety które potrafią od razu rzucić to w piz...u i z podniesioną głową pójść dalej. Ale takie raczej na to forum nie trafiają)
LIZA UWIELBIAM CIĘ
:)
Liza świetnie to podsumowalas. Dokladnie- trzeba to wszystko przeżyć. Ale przecież nie my pierwsze przez to przechodzimy ( stąd wzorce) i nie my ostatnie.
Druga spraw to kwestia cierpienia. Cierpimy, zadajjemy pytanie: dlaczego ja? dlaczego mnie to spotkało?... A dlaczego nie? Przecież cierpienie jest częścią życia! Jesteśmy tylko ludźmi, musimy to zrozumieć. A życie to nie tylko piękne chwilę. Ważne jednak aby tych pięknych było więcej! Tego sobie i wam życzę:) a narazie weekend!!!
,
Tylko ja naiwna wierzyłam, że mnie nie spotka to cierpienie. Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem tylko trzeba iść dalej. A piękne chwile na pewno na nas czekają - jeszcze chwilka i zaświeci słońce - także na miotły i LECIMY ku lepszemu jutru ![]()
MIŁEGO WEEKENDU CZARODZIEJKI !!!!!!!!!!!!!!!!!
Liza bije od Ciebie taki optymizm, buzia mi się uśmiecha jak czytam Twoje wypowiedzi
:)
Ahh Wiedźmy Wy mojeZastanowiłam się chwilę nad swoim postępowaniem po tym co napisałaś. Masz zupełną rację. Pamiętam mój pierwszy wpis i rady osób, które się wypowiedziały w moim wątku. Wiedziałam, że mogą mieć rację, no ale gdzież !!!! musiałam zaryzykować, bo chyba tak jak piszesz wierzyłam, że mój zdrajca nie jest taki jak inni ...
I chyba tak jesteśmy skonstruowane/i, że musimy uczyć się na swoich błędach, musimy przejść pewne schematy, doświadczyć pewnych złych sytuacji żeby coś do nas dotarło.
Ale to co napisałaś jest pocieszające, bo czasami zastanawiałam się czy jestem aż tak GŁUPIA, że brnę w to gó..no mimo, że wszyscy dookoła próbują mi przetłumaczyć zostaw to, odetnij się itd.sama bym na to nie wpadła - Twoja teoria ma sens (pewnie i od niej są reguły, są pewnie kobiety które potrafią od razu rzucić to w piz...u i z podniesioną głową pójść dalej. Ale takie raczej na to forum nie trafiają)
LIZA UWIELBIAM CIĘ
:)
Olimpia- nie bądź naiwna - te które rzucą problem w piz....u nie bedą na tym forum - ..szczęściary nie naklikają się tyle jak my. Ale czy będa wiodły szczęśliwsze życie? ... tu wkraczamy w klimat filozofii z kontekście bycia- dobra nie wnikajmy. Ja kiedyś byłąm takim twardzielem życiowym i było mi ok - ale cholera nagle się zakochałam - byłąm szczęśliwa - dziś pytam PO CO? mogłam byc cyborgiem jak kiedyś i dziś nie miałabym problemu. Przezyłam z moim gamoniem tylko 10 miesięcy szczęścia/ wrazliwości emocjonalnej i choć dziś z Wami klikam- nie żałuję tego czasu !!!!!- wtedy było wyjątkowo hmmmm no włąśnie BYŁO -ale co przezyłam to moje. A dziś - poznałam Was !!!
355 2015-09-04 22:20:02 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-09-04 22:31:53)
Dziś nas a kiedyś tego właściwego:) a tak serio to fajnie poznawać nowych ludzi i powiem wam, że w naszym przypadku to warto otaczać się pozytywnymi osobami. Wkurzają mnie teraz tacy co ciągle narzekają albo wiecznie są niezadowoleni. Zaś inaczej spoglądam na osoby wesole, nawet te obce! Otaczajmy się takimi osobami bo one dodają nam energii.
Mój mąż jest typem smutasa i jest anty rozrywkowy. Taki odlutek. A ja tyle lat dusilam w sobie tą energię. Takie zwykle sytuację: a to kogoś o coś zapytasz, a to w sklepie z kasjerka zamienisz słowo albo na imprezie zagadasz do starych znajomych. Mi cholernie tego brakowało. Tydzień temu pobalowalam z ludźmi 5-10 lat młodszymi i było ekstra. Nikt mnie nie pożarł za to, nie wyśmiał. A z nim to by było nie do pomyślenia. Brrrr jak sobie wspomne to życie jak zakonnica:)
W ogóle jak patrzę na te kilka miesięcy wstecz a teraz to się bardzo zmienilam. Zmądrzalam?;)
Liza świetnie to podsumowalas. Dokladnie- trzeba to wszystko przeżyć. Ale przecież nie my pierwsze przez to przechodzimy ( stąd wzorce) i nie my ostatnie.
Druga spraw to kwestia cierpienia. Cierpimy, zadajjemy pytanie: dlaczego ja? dlaczego mnie to spotkało?... A dlaczego nie? Przecież
cierpienie jest częścią życia! Jesteśmy tylko ludźmi, musimy to zrozumieć. A życie to nie tylko piękne chwilę. Ważne jednak aby tych pięknych było więcej! Tego sobie i wam życzę:) a narazie weekend!!!
ZAHIR- . i tu się do końca nie mogę zgodzić- oczywiście pytanie DLACZEGO COS TAM ??/ - to problem wiellllllllllki. doświadczyłam wielu takich w różnych opcjach. Tylko do jasnej........ JA -taka ponoć inteligencja, wykształcona, życiowa, dzieci na mój widok nie płaczą. każdy zdrajca na drodze mojego życia, mówił ochy-achy , a jednak znalazłam sie w grupie tych nieuszczęśliwionych życiowo ( tu tez pojęcie szczęścia względne) JA - zawsze zaradna życiowo, kasiasto spoko- na wszystko sama umiałam zapracować, brakowało mi tej kropki nad "i" dotyk ( wiesz z pewnością co masz na myśli) tak malutko, a jednak to życiowy problem. Widzę brzydsze, głupsze i w sumie nie ważne jakie ( bo też geniuszem życiowym nie jestem - po prostu zaradna i tyle) jednak szlag mnie trafia i refleksja - co rządzi naszym życiem..?? przypadek? cholera sama nie wiem, więc wymyśliłam sobie dla swoich potrzeb, że jestem pechowa. Jednak ....................tu pozytyw SĄ TEŻ WYJĄTKI OD REGUŁY -czyli mnie tez dobro spotka, bo nic aż tak złego w życiu nie zrobiłam
zahir2603 napisał/a:Liza świetnie to podsumowalas. Dokladnie- trzeba to wszystko przeżyć. Ale przecież nie my pierwsze przez to przechodzimy ( stąd wzorce) i nie my ostatnie.
Druga spraw to kwestia cierpienia. Cierpimy, zadajjemy pytanie: dlaczego ja? dlaczego mnie to spotkało?... A dlaczego nie? Przecież
cierpienie jest częścią życia! Jesteśmy tylko ludźmi, musimy to zrozumieć. A życie to nie tylko piękne chwilę. Ważne jednak aby tych pięknych było więcej! Tego sobie i wam życzę:) a narazie weekend!!!ZAHIR- . i tu się do końca nie mogę zgodzić- oczywiście pytanie DLACZEGO COS TAM ??/ - to problem wiellllllllllki. doświadczyłam wielu takich w różnych opcjach. Tylko do jasnej........ JA -taka ponoć inteligencja, wykształcona, życiowa, dzieci na mój widok nie płaczą. każdy zdrajca na drodze mojego życia, mówił ochy-achy , a jednak znalazłam sie w grupie tych nieuszczęśliwionych życiowo ( tu tez pojęcie szczęścia względne) JA - zawsze zaradna życiowo, kasiasto spoko- na wszystko sama umiałam zapracować, brakowało mi tej kropki nad "i" dotyk ( wiesz z pewnością co masz na myśli) tak malutko, a jednak to życiowy problem. Widzę brzydsze, głupsze i w sumie nie ważne jakie ( bo też geniuszem życiowym nie jestem - po prostu zaradna i tyle) jednak szlag mnie trafia i refleksja - co rządzi naszym życiem..?? przypadek? cholera sama nie wiem, więc wymyśliłam sobie dla swoich potrzeb, że jestem pechowa. Jednak ....................tu pozytyw SĄ TEŻ WYJĄTKI OD REGUŁY -czyli mnie tez dobro spotka, bo nic aż tak złego w życiu nie zrobiłam
Oj tam pechowa:)!...spotka, musisz w to wierzyć! A mówią: wiara czyni cuda a dla mniej optymistycznych: wiara to połowa sukcesu.
Liza2014 napisał/a:zahir2603 napisał/a:Liza świetnie to podsumowalas. Dokladnie- trzeba to wszystko przeżyć. Ale przecież nie my pierwsze przez to przechodzimy ( stąd wzorce) i nie my ostatnie.
Druga spraw to kwestia cierpienia. Cierpimy, zadajjemy pytanie: dlaczego ja? dlaczego mnie to spotkało?... A dlaczego nie? Przecież
cierpienie jest częścią życia! Jesteśmy tylko ludźmi, musimy to zrozumieć. A życie to nie tylko piękne chwilę. Ważne jednak aby tych pięknych było więcej! Tego sobie i wam życzę:) a narazie weekend!!!ZAHIR- . i tu się do końca nie mogę zgodzić- oczywiście pytanie DLACZEGO COS TAM ??/ - to problem wiellllllllllki. doświadczyłam wielu takich w różnych opcjach. Tylko do jasnej........ JA -taka ponoć inteligencja, wykształcona, życiowa, dzieci na mój widok nie płaczą. każdy zdrajca na drodze mojego życia, mówił ochy-achy , a jednak znalazłam sie w grupie tych nieuszczęśliwionych życiowo ( tu tez pojęcie szczęścia względne) JA - zawsze zaradna życiowo, kasiasto spoko- na wszystko sama umiałam zapracować, brakowało mi tej kropki nad "i" dotyk ( wiesz z pewnością co masz na myśli) tak malutko, a jednak to życiowy problem. Widzę brzydsze, głupsze i w sumie nie ważne jakie ( bo też geniuszem życiowym nie jestem - po prostu zaradna i tyle) jednak szlag mnie trafia i refleksja - co rządzi naszym życiem..?? przypadek? cholera sama nie wiem, więc wymyśliłam sobie dla swoich potrzeb, że jestem pechowa. Jednak ....................tu pozytyw SĄ TEŻ WYJĄTKI OD REGUŁY -czyli mnie tez dobro spotka, bo nic aż tak złego w życiu nie zrobiłam
Oj tam pechowa:)!...spotka, musisz w to wierzyć! A mówią: wiara czyni cuda a dla mniej optymistycznych: wiara to połowa sukcesu.
Ok -zahir - jak nie spotkam, to przyjade do Ciebię z reklamacją ............ tylko dokąd? - oby nie do Chin? - he he he
Dzień dobry ![]()
Widzę, że wczoraj wieczorem zebrało się Wam na refleksje. Mi też kilka nasunęło - to że trafiłyśmy na forum to dla nas "zbawienie". Nie ma nic gorszego jak tłumienie w sobie emocji, ja jestem zdania, że trzeba rozmawiać, wywalać to z siebie. Nie należę do osób, które cokolwiek w sobie tłumią. Muszę się wygadać, wyżalić - to mi pomaga. Rozmowy z rodziną czy koleżankami były ok, ale już nie mam ochoty z nimi o tym rozmawiać. Wspierają mnie, próbują powiedzieć coś co mnie podniesie na duchu, tylko że oni tego do końca nie rozumieją. Bo nie byli w takiej sytuacji, nie zostali w tak chamski sposób porzuceni. Więc do końca nie wiedzą i nie rozumieją przez co przechodzę. A tu na forum trafiamy na osoby, które doświadczyły tego samego cierpienia, które doskonale znają nasz stan.
Liza podobnie jak Ty często się zastanawiałam nad tym dlaczego ja? Nie uważam się za ideał, ale znam/znałam swoją wartość. Do najbrzydszych nie należę, mam głowę na karku, fajną i odpowiedzialną pracę, sama również sobie na wszystko zapracowałam i do pełni szczęścia brakuje mi tylko jednego - fajnego faceta, miłości mojego życia, osoby na której mogę polegać, z którą założę rodzinę i będę miała dzieci. Jeszcze rok temu miałam to wszystko -> plany założenia rodziny, imiona dla dzieci i takie tam, byłam naprawdę szczęśliwa. Dzisiaj nie pamiętam tych miłych chwil, wydarzenia ostatniego roku tak bardzo mi je przysłoniły, że nie potrafię nawet pomyśleć że było fajnie. Mam tylko ogólny zarys szczęścia, ale nie pamiętam chwil. I póki co je wypieram żeby nie dać się zwieść moim emocjom, że on był fajny. Nie był bo teraz jest skończonym dupkiem i tego się trzymam.
To tyle z tych refleksji a tak bardziej pozytywnie - Zahir ma rację żeby otaczać się pozytywnymi osobami, poznawać nowych ludzi.
To, że trafiłyśmy na takich dupków to nie żaden pech, po prostu tak miało być !!! Może właśnie taką lekcję miałyśmy dostać, aby wynieść z niej inne spojrzenie na siebie, poznać siebie, zmienić coś w sobie. A dopiero później, jak się skończy ta cała żałoba i przemiana, nauczymy się żyć w samotności to SZCZĘŚĆIE SAMO DO NAS PRZYJDZIE !!!!
Dzień dobry
To, że trafiłyśmy na takich dupków to nie żaden pech, po prostu tak miało być !!! Może właśnie taką lekcję miałyśmy dostać, aby wynieść z niej inne spojrzenie na siebie, poznać siebie, zmienić coś w sobie. A dopiero później, jak się skończy ta cała żałoba i przemiana, nauczymy się żyć w samotności to SZCZĘŚĆIE SAMO DO NAS PRZYJDZIE !!!!
No właśnie:)
Witaj Olimpio!
Nie czytałem wszystkich stron tego wątku, ale chciałbym dodać coś od siebie. Założyłem tutaj konto, ponieważ chciałem opisać swój "związek" (bo tak naprawdę to nie był nawet związek na odległość) i dać rady, jak przetrwać porzucenie, zdradę seksualną (chociaż co do zdrady, to może mniej, bo mnie to nie spotkało. No... chyba, że nic o tym nie wiem).
Nie będę opisywał swojej "przygody", bo myślę, że za dużo jest zranionych na tym forum. W swoim przypadku też myślałem, że pośród tej całej demoralizacji trafiłem na tę jedną jedyną, jedną na milion itd. Miałem z nią zamieszkać, wspominała o dzieciach, powiedziała swojej krewnej, że mam dużo zalet itd. Byłem dla niej najważniejszy, nikomu mnie miała nie oddawać, byłem jej skarbem najdroższym, miśkiem, byłem tylko jej i tym podobne bzdury. Mówiła, że ona nie lubi zabawy uczuciami, że jest dojrzała. Sama zaproponowała, czy spróbujemy być razem. Ja mówiłem, że jeśli mamy coś budować, to na uczciwości, zaufaniu i szczerości, ona przytakiwała. Wniosła nowe życie w moje życie, a potem je zabiła.
Myślę, że gdybym miał opisać swoją sytuację, to byłaby ona inna niż te na forum. Kilka miesięcy temu zrozumiałem, że zostałem wykorzystany. Zostałem porzucony bez żadnego wyjaśnienia. Ot, po prostu urwała kontakt. W trakcie tego "związku" byłem bliski depresji. Martwiłem się o nią, jak nigdy o nikogo. Zaufałem jej całym sobą. Kilkanaście razy dziennie wybierałem jej numery, mniej więcej co 30 minut sprawdzałem skrzynkę pocztową. I tak przez kilka miesięcy. Raz nawet prawie zemdlałem przez to wszystko.
Wiem, jak to jest, bo wtedy cały świat ci się wali. Nie pytajcie, proszę, o więcej, co do mojego "związku", bo nie dlatego zamieszczam ten wpis.
Moim błędem było to, że przywiązałem się do niej całym sobą. Uzależniłem swoje szczęście od niej.
Pewien kolega, widząc mnie zmartwionego, powiedział: "Daj spokój, Marcin! Nie warto tracić czasu na dziewczynę, której nie ma!". Innym razem zapytałem go w rozmowie telefonicznej: "Jak można potraktować tak drugą osobę?" On odpowiedział: "No to teraz już wiesz, że można!".
Mniej więcej dwa tygodnie temu pomyślałem o niej po dwóch miesiącach. Wczoraj zniszczyłem płytę, na której były jej zdjęcia. Mam nadzieję, że już się wyleczyłem. ![]()
Poniżej zamieszczam wpis jakiegoś mężczyzny z tego forum. Niestety, nie pamiętam, kto to był i w jakim to było wątku. Od siebie dodam, że mnie pomogły również filmiki motywacyjne różnego rodzaju na YouTube. Pomyśl także, Olimpio, że nie ucierpiałaś fizycznie przez to, że jesteś zdrowa. Napisałaś, że musimy się uczyć na swoich błędach. Tak to chyba działa.
Przez ostatnie 15 lat w moim mieście i okolicach, z powodu kobiety odebrało sobie życie około 10 mężczyzn. Niektórzy z nich nie dożyli 25 roku...
Chyba za długi tekst napisałem, bo nie chciało się wszystko zmieścić.
Oto rady tego mężczyzny dla obu płci:
„Sam byłem w podobnej sytuacji, zdążyłem się zakochać tak mocno jak nigdy wcześniej i ocierałem się o depresję. Bo ona odeszła. A było tak super, idealnie. Ale to minęło z biegiem czasu i wiem jak to przerwać.
1. potrzeba czasu- mniej lub więcej ale zawsze
2. wyrzuć wszystko co możliwe z nim związane, usuń kontakty tel, zdjęcia, zablokuj na fb, lub ustaw nie widoczne jego posty jeśli tego jeszcze nie zrobiłaś.
3. przebywaj z przyjaciółmi to pomaga
4. jeśli o nim pomyślisz, skupiaj się na jego wadach, dobrze poszukaj a znajdziesz
5. nie słuchaj wolnych piosenek o miłości, włącz coś pobudzającego, tanecznego. Tak samo z filmami, oglądaj komedie- to pomaga
6. ćwiczenia fizyczne. ruch da Ci się wyżyć i poczujesz się lepiej
7. zastanów się nad tym jak funkcjonowałaś zanim go poznałaś?
8. poszukaj czegoś co sprawia Ci przyjemność, jakąś pasję może o której zapomniałaś lub którą zwyczajnie odkładałaś na później. To jest odpowiedni moment.
9. zastanów się ile na świecie jest wolnych fajnych, przystojnych chłopaków
10. Pamiętaj, że to było i już To jest przeszłość,doświadczenie. Możesz myśleć myśleć o byłym i to nic nie da albo...Wyobrażaj sobie że zaczynasz od początku i wszystko przed Tobą,. miłość przed Tobą tylko bądź cierpliwa, ona na pewno nadejdzie
to moje rady jak sobie z tym radzić, ja dokładam jeszcze pracę nad sobą i pomoc innym. Wierzę że szybko wyjdziesz z tego i zaczniesz cieszyć się życiem:)”.
Pomyśl także, Olimpio, że nie ucierpiałaś fizycznie przez to, że jesteś zdrowa. Napisałaś, że musimy się uczyć na swoich błędach. Tak to chyba działa.
Przez ostatnie 15 lat w moim mieście i okolicach, z powodu kobiety odebrało sobie życie około 10 mężczyzn. Niektórzy z nich nie dożyli 25 roku...
Dziękuję Maarten za Twój wpis.
Oczywiście nie będę pytać o Twój "związek". Ale trzymam za Ciebie kciuki i życzę pełnego uzdrowienia oraz dużo szczęścia.
Co do Twoich wypowiedzi, to fakt, że raczej fizycznie nie ucierpiałam, ale to też czas pokaże. Schudłam dużo przez tego barana (to niby plus), mało jadłam, pełno nieprzespanych nocy, dużo stresu, dużo fajek, więc modlę się teraz żeby to w przyszłości nie odbiło się na moim zdrowiu.
Na szczęście od odebrania sobie życia jestem daleka. Na to on na pewno nie zasługuje. Mimo iż popełniłam wiele gaf, psychicznie nie czuję się jeszcze najlepiej, ale o takim kroku to nawet bym nie pomyślała.
1. potrzeba czasu- mniej lub więcej ale zawsze
TAK WIEM O TYM, ŻYJĘ Z DNIA NA DZIEŃ I CZEKAM NA TEN WŁAŚCIWY KIEDY POWIEM SOBIE JESTEM SZCZĘŚLIWA I JUŻ GO NIE KOCHAM2. wyrzuć wszystko co możliwe z nim związane, usuń kontakty tel, zdjęcia, zablokuj na fb, lub ustaw nie widoczne jego posty jeśli tego jeszcze nie zrobiłaś.
SCHOWAŁAM WSZYSTKO CO Z NIM ZWIĄZANE, ODESŁAŁAM CO BYŁO POŻYCZONE, ZDJĘCIA USUNIĘTE, FB TEŻ - JESZCZE TYLKO NUMER ZOSTAŁ W KOMÓRCE, ALE I NA TO PRZYJDZIE CZAS3. przebywaj z przyjaciółmi to pomaga
Z TYM RÓŻNIE BYWA, ALE STARAM SIĘ4. jeśli o nim pomyślisz, skupiaj się na jego wadach, dobrze poszukaj a znajdziesz
W TYM MOMENCIE NIE WIDZĘ ŻADNYCH JEGO ZALET5. nie słuchaj wolnych piosenek o miłości, włącz coś pobudzającego, tanecznego. Tak samo z filmami, oglądaj komedie- to pomaga
TYLKO TAK ROBIĘ, NIE DOBIJAM SIĘ6. ćwiczenia fizyczne. ruch da Ci się wyżyć i poczujesz się lepiej
ĆWICZĘ OD PÓŁTORA ROKU I NIE ZAMIERZAM PRZESTAĆ - ALE Z TYM WYSIŁKIEM FIZYCZNYM TO PRAWDA, POZYTYWNE ENDORFINY SIĘ WYTWARZAJĄ A I CZŁOWIEK NIE MA SIŁY MYŚLEĆ7. zastanów się nad tym jak funkcjonowałaś zanim go poznałaś?
NIE PAMIĘTAM NIESTETY JAK TO JEST BYĆ SAMEJ, WIĘC Z TYM JEST GORZEJ8. poszukaj czegoś co sprawia Ci przyjemność, jakąś pasję może o której zapomniałaś lub którą zwyczajnie odkładałaś na później. To jest odpowiedni moment.
SZUKAM, CAŁY CZAS SZUKAM9. zastanów się ile na świecie jest wolnych fajnych, przystojnych chłopaków
DZISIAJ NIESTETY ICH NIE WIDZĘ I NIE MAM OCHOTY ICH POZNAWAĆ, MOŻE KIEDYŚ10. Pamiętaj, że to było i już To jest przeszłość,doświadczenie. Możesz myśleć myśleć o byłym i to nic nie da albo...Wyobrażaj sobie że zaczynasz od początku i wszystko przed Tobą,. miłość przed Tobą tylko bądź cierpliwa, ona na pewno nadejdzie
WIEM, ŻE TO PRZESZŁOŚĆ, ALE MUSZĘ WYZBYĆ SIĘ JESZCZE NADZIEI, BO PRZECIEŻ CUDA SIĘ NIE ZDARZAJĄ. ZACZYNAM OD POCZĄTKU I TEN START MNIE PRZERAŻA, ALE NIE MAM WYJŚCIA !!to moje rady jak sobie z tym radzić, ja dokładam jeszcze pracę nad sobą i pomoc innym. Wierzę że szybko wyjdziesz z tego i zaczniesz cieszyć się życiem:)”.
PODPISUJĘ SIĘ POD TYMI RADAMI, BO SĄ ADEKWATNE DO SYTUACJI W JAKIEJ SIĘ ZNALEŹLIŚMY.
ROZLICZYŁAM SIĘ Z KAŻDEJ Z NICH. WIĘC POZOSTAJE DALSZA PRACA NAD SOBĄ KU DĄŻENIU DO "DOSKONAŁOŚCI I WYLECZENIU" ![]()
W porządku, Olimpio! ![]()
Myślę, że w tym wszystkim najważniejszy jest ten czas, który musi upłynąć. Na początku zawsze jest trudno. On po prostu musi upłynąć.
Niejaki F. Nietzsche powiedział: "Co nas nie zabije, to nas wzmocni". Ja już chyba wyszedłem z tego silniejszy.
Z tym odbieraniem sobie życia jest problem. Jeszcze nigdy nie słyszałem, żeby kobieta odebrała sobie życie z powodu mężczyzny. Można więc zapytać, kto tu jest rzeczywiście silniejszy? Co z tego, że mężczyźni są silniejsi fizycznie?
Co do numerów tel., to ja znam je na pamięć, ale one nie działają. Mam nadzieję, że umrą śmiercią naturalną w mojej głowie. He he, pomyśl, ile jeszcze pięknych zachodów słońca do podziwiania? Może już nie w tym roku, ale w następnych latach. ![]()
Czarownica się dzisiaj troszkę ululała, a co
:D musiałam odreagować
Dzwoniłam dzisiaj do jego mamy, od kilku dni myślałam o niej i nie dawało mi to spokoju. Mimo iż na początku rozmowy uprzedziłam ją, że nie dzwonię w jego sprawie i nie chcę o nim rozmawiać to i tak zeszłyśmy na ten temat. Powiedziała mi tylko tyle, że nadal ma nadzieję, że się zejdziemy. Powiedziałam jej, że ja już nadziei nie mam (skłamałam) i za dużo się wydarzyło. Ucieszyła się, że zadzwoniłam i powiedziała żebym się odzywała. Ale wiem, że nie mogę tego robić. Mimo, że bardzo się związałam z jego rodziną to wiem, że musze się od nich odciąć. Trochę mnie rozwalił ten telefon. Nic konkretnego się nie dowiedziałam, w sumie też o nic za bardzo nie pytałam, ale mimo wszystko jakiś żal pozostał.
Kurde tęsknię za nim, ale jednocześnie go nienawidzę. Tak bardzo chcę zapomnieć że on istnieje, że z nim byłam.... Jednak nienawidzę weekendów
Czarownica się dzisiaj troszkę ululała, a co
:D musiałam odreagować
Dzwoniłam dzisiaj do jego mamy, od kilku dni myślałam o niej i nie dawało mi to spokoju. Mimo iż na początku rozmowy uprzedziłam ją, że nie dzwonię w jego sprawie i nie chcę o nim rozmawiać to i tak zeszłyśmy na ten temat. Powiedziała mi tylko tyle, że nadal ma nadzieję, że się zejdziemy. Powiedziałam jej, że ja już nadziei nie mam (skłamałam) i za dużo się wydarzyło. Ucieszyła się, że zadzwoniłam i powiedziała żebym się odzywała. Ale wiem, że nie mogę tego robić. Mimo, że bardzo się związałam z jego rodziną to wiem, że musze się od nich odciąć. Trochę mnie rozwalił ten telefon. Nic konkretnego się nie dowiedziałam, w sumie też o nic za bardzo nie pytałam, ale mimo wszystko jakiś żal pozostał.
Kurde tęsknię za nim, ale jednocześnie go nienawidzę. Tak bardzo chcę zapomnieć że on istnieje, że z nim byłam.... Jednak nienawidzę weekendów
ojej Olimpia - chyba Cię zjem za szczerość... no ale ululana kobieta i to CZAROWNICA- czegóż się można spodziewać - no chyba jakieś klątwy, ale tu nic................w tym klimacie - zawiodłaś mnie - he he. Jutro przy porannej kawie i oczywiście papierosie ( i tu witam w klubie !!!!) przeczytaj swoje jedno zdanie......." nic konkretnego się nie dowiedziałam.............." - i to zdanie pozostawię bez komentarza - i tu chciałabym Cię zbluzgać, ale rozumiem te podchody, które robisz - Ty - Ja -My się oszukujemy czasem na co dzień . Nie pij za dużo - bo wtedy szukasz dziś- niepotrzebnej Ci wiedzy, ale i tak Cię kocham- he he he
368 2015-09-06 08:02:07 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-09-06 08:02:54)
Kurde tęsknię za nim, ale jednocześnie go nienawidzę. Tak bardzo chcę zapomnieć że on istnieje, że z nim byłam.... Jednak nienawidzę weekendów
Mam tak samo. Zaliczam mega glebę w ten weekend. Hormony pewnie też znowu robią swoje, ale nasza już " nie nasza" rocznica ślubu bardziej.... Nie mam siły już tylko płakać, za to żołądek wykrycia mi na maksa... Siedzę apatyczna i nie jestem w stanie wskrzesać z siebie energii żeby coś więcej pisać ani zrobić. Niech ten weekend się skończy.... Chcę tabletkę zapomnienia... ![]()
369 2015-09-06 09:31:19 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-09-06 09:37:01)
Hej dziewczyny. Te weekendy sa zawsze najgorsze ale i one z czasem będą mniej bolec. A dla poprawy nastroju polecam wam blog rozwodki. Humorystycznie napisany. Post : szklane oczy mi osobiście otwarł oczy! Na początku mojej żałoby w złych chwilach czytałam go wielokrotnie i stawiał mnie do pionu zawsze. Podkarpacka.blog zajrzyjcie
Witajcie,
no właśnie co z tymi weekendami? Za dużo wolnego czasu, za dużo myśli się włącza. Ale jeszcze tylko dzisiaj przetrwać, od jutra powinno być lepiej ![]()
Mi praca bardzo pomaga, odcinam się w niej, nie myślę tak dużo i czas szybciej leci w tygodniu. Potrzebuję weekendów żeby odpocząć fizycznie po całym tygodniu, ale psychika płata mi figle.
Nie wiem dlaczego z uporem maniaka próbuję dowiedzieć się prawdy. Liza chyba trafnie to określiłaś, że robię jakieś podchody. Mam wrażenie, że do końca sobie wszystkiego nie wyjaśniliśmy z moim ex, ja potrzebuję chyba usłyszeć "nie kocham Cię/on Cię nie kocha" żeby wyzbyć się tej durnej nadziei. Ale wiem, że prawdy raczej nie usłyszę bo on jest tchórzem. Jedna osoba nawet poradziła mi żebym zadzwoniła do niego i zapytała wprost, ale nie zrobię tego bo to bez sensu. Wdam się z nim w niepotrzebne dyskusje a on mi i tak nie powie prawdy, bo sam nie wie czego chce i nie będzie chciał odciąć "smyczy" i pozbyć się koła ratunkowego. Dlatego to ja muszę cały czas podejmować decyzje i się odcinać, PO PROSTU TO ZAKOŃCZYĆ.
Maju, przetrwasz ten weekend, jeśli Ci źle z powodu rocznicy ślubu to pozwól sobie dzisiaj na tego doła. Ale pomyśl sobie, że przynajmniej nie spędzasz jej w kłamstwie i udawanej miłości, powinnaś ją traktować jako swoją pierwszą rocznicę bez niego. Uwolniłaś się od tego drania bo on na Ciebie nie zasługuje.
Niestety takie "uroczystości" będą jeszcze w pierwszym roku wywoływały u nas gorsze stany i to pewnie nieuniknione. Ale wierzę, że już kolejna taka rocznica nie zrobi na Tobie takiego wrażenia.
Hej dziewczyny. Te weekendy sa zawsze najgorsze ale i one z czasem będą mniej bolec. A dla poprawy nastroju polecam wam blog rozwodki. Humorystycznie napisany. Post : szklane oczy mi osobiście otwarł oczy! Na początku mojej żałoby w złych chwilach czytałam go wielokrotnie i stawiał mnie do pionu zawsze. Podkarpacka.blog zajrzyjcie
po jakim czasie mniej więcej weekendy nie będą takie tragiczne? U mnie jeszcze sobota jakoś leci, ale niedziela to masakra. Znowu wyję, znowu jestem wściekła i znowu tęsknię. Zaglądam w ten durny telefon mimo iż wiem, że nie będzie połączenia od niego. Bo i po co miałby dzwonić? Przecież nie powie mi "Olimpia nie kocham Cię, zapomnij o mnie, nie chcę z Tobą być".
Przeczytałam ten wątek na blogu, jest prawdziwy. Ale ja jeszcze się z tym nie pogodziłam. Myślę o tym, ale nie potrafię sobie na głos powiedzieć "TAK TO KONIEC i DOBRZE SIĘ STAŁO DLA MNIE".
Hej BABKI
No, faktycznie weekend trwa. Ja wczorajszy dzień spędziłam u znajomych na działce. Było słonko, choć temperatura nie pozwoliła mi sie spocić - he he. Dziś pada deszcz więc siedzę w domu i wypełniam czas głupotami
Wiecie jak tak czytam Wasze wpisy, w których piszecie, że Wam źle ( "dół" "gleba"......) robi mi się smutno, bo wiem jak to jest i mam świadomość ( Wy z pewnością też), że jeszcze nie jeden raz to poczujemy, no ale cóż, tak nam przypadło i musimy się z tym pogodzić i tyle ( ale łaska- he he he - a mamy inne wyjście?).
MAJA - nasza szefowa Olimpia chyba wytrzeźwiała, bo mądrze Ci napisała. Rocznica związku w pojedynkę..? no nie fajne to z pewnością. Szlochaj, wyj jak masz taką potrzebę ( to swoiste katharsis dla naszej zranionej duszy) - tylko nie zapomnij w międzyczasie bluzgać na gamonia, a w moim imieniu wykrzycz, że jest menem z pustym workiem między nogami skoro zranił tak wrażliwą osobę jak TY
ZAHIR - dzięki za wskazówkę/ propozycję wypełnienia dzisiejszego czasu . Z pewnością dziś poczytam ten blog. Wielkie dzięki
OLIMPIA- jeśli mogę się wypowiedzieć- to, że marnuj czasu na jakieś telefony, bo i tak nie usłyszysz tego co chcesz. ( wiem to, bo w pewnym momencie tez tego chciałam, zaprzątałam sobie myśli, a w finale otrzymałam kolejny - nic nie wnoszący potok słów. Więc choć raz posłuchaj rady i nie doświadczaj niepotrzebnie kolejnego zawodu/ rozczarowania. Jak będzie miał Tobie do przekazania coś, co konstruktywnie wniesie do tego co się zadziało, to sam powinien zabiegać.
A tak w ogóle ( nie zapomniałam- oj nie) - rozlicz się tu z tego sprzątania. !
Życzę Wam w miarę pogodnej niedzieli. Ja chyba chwycę parasol i na złość pogodzie pobiegnę po lody ( jakoś mnie wkręciło) i siadam do lektury podkarpacka.blog. Pozdrawiam Was wszystkie
Hej dziewczęta i nieliczni panowie na wątku. Co prawda pisałam może ze 3 razy, więc mało mnie znacie, ale dorzucę swoje 3 grosze do poprzednich wątków. Ja żeby nie oszaleć wyjechałam na weekend do znajomych- pomogło. Nie miałam czasu na myślenie i płakanie i w ogóle starałam się wyluzować. Na kolejny weekend też planuje wyjechać - odnoszę wrażenie jakby cały wszechświat chciał mi ulżyć w bólu, bo do tej pory nie miałam tylu okazji żeby weekendy spędzać poza domem.
Co do wpisu Liz - dlaczego ja - hahah jakbym czytała o sobie to wszytko co napisałaś. Niby nie jestem koślawa ani nic, a jednak w sprawach sercowych mam ciągle pod górę. Co prawda u mnie to chyba jest spowodowane faktem że instynktownie (chociaż bardzo nie chce) wybieram sobie panów typu "bad boys". Nie wiem co jest ze mną w tej sprawie nie tak. Za każdym razem myślę nie no ten powinien być już ok - i co ??!! powtórka z rozrywki. Tylko tak jak napisała Olimpia ten ostatni mój to taki cwaniaczek w mordę innemu facetowi mógłby dać bez problemu, ale jak trzeba porozmawiać to wychodzi z niego TCHÓRZ. Najlepiej żebym to ja wszystko za niego odwaliła ( domyśliła ze coś jest nie tak, zainicjowała rozmowę itp).
Olimpia - ściskam na odległość, głowa do góry. Jesteś twardsza niż myślisz, dzisiaj masz słabszy dzień, każdemu się zdarza. Zadaj sobie tylko pytanie czy faktycznie płaczesz za zanim? Ja w pewnym momencie zauważyłam że zaczynam płakać nad sobą (już nie za nim ) tylko nad tym dlaczego mnie to spotkało.
A teraz żeby poprawić sobie humor idę się napić herbaty w prądem ( własnoręcznie robiona nalewka malinowa lub porzeczkowa) - a co mam sobie żałować ![]()
374 2015-09-06 14:05:36 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-09-06 14:06:47)
OLIMPIA- jeśli mogę się wypowiedzieć- to, że marnuj czasu na jakieś telefony, bo i tak nie usłyszysz tego co chcesz. ( wiem to, bo w pewnym momencie tez tego chciałam, zaprzątałam sobie myśli, a w finale otrzymałam kolejny - nic nie wnoszący potok słów. Więc choć raz posłuchaj rady i nie doświadczaj niepotrzebnie kolejnego zawodu/ rozczarowania. Jak będzie miał Tobie do przekazania coś, co konstruktywnie wniesie do tego co się zadziało, to sam powinien zabiegać.
A tak w ogóle ( nie zapomniałam- oj nie) - rozlicz się tu z tego sprzątania. !Życzę Wam w miarę pogodnej niedzieli. Ja chyba chwycę parasol i na złość pogodzie pobiegnę po lody ( jakoś mnie wkręciło) i siadam do lektury podkarpacka.blog. Pozdrawiam Was wszystkie
Nie będę marnować czasu na telefony, na szczęście to jest jedyna rzecz, którą w sobie wypracowałam i udaje mi się to realizować. NIE ZADZWONIĘ do niego choćbym nie wiem w jak dramatycznym stanie była. Nie zrobię tego i już !!!
Ajć ze sprzątaniem się wczoraj nie udało, ale dzisiaj pranie zrobiłam i mam jeszcze kilka godzin aby spełnić plan. Wypiję kawkę i się biorę za porządek - doprowadziłaś mnie do pionu.
A ja życzę nam przede wszystkim spokoju
Głowy wolnej od tych wszystkich natrętnych myśli.
zahir2603 napisał/a:Hej dziewczyny. Te weekendy sa zawsze najgorsze ale i one z czasem będą mniej bolec. A dla poprawy nastroju polecam wam blog rozwodki. Humorystycznie napisany. Post : szklane oczy mi osobiście otwarł oczy! Na początku mojej żałoby w złych chwilach czytałam go wielokrotnie i stawiał mnie do pionu zawsze. Podkarpacka.blog zajrzyjcie
po jakim czasie mniej więcej weekendy nie będą takie tragiczne? U mnie jeszcze sobota jakoś leci, ale niedziela to masakra. Znowu wyję, znowu jestem wściekła i znowu tęsknię. Zaglądam w ten durny telefon mimo iż wiem, że nie będzie połączenia od niego. Bo i po co miałby dzwonić? Przecież nie powie mi "Olimpia nie kocham Cię, zapomnij o mnie, nie chcę z Tobą być".
Przeczytałam ten wątek na blogu, jest prawdziwy. Ale ja jeszcze się z tym nie pogodziłam. Myślę o tym, ale nie potrafię sobie na głos powiedzieć "TAK TO KONIEC i DOBRZE SIĘ STAŁO DLA MNIE".
Tak szczerze to do dzis weekendy są dziwne dla mnie. O nim nie myślę ( jeżeli wspomne to w tym samym stopniu co na tygodniu) ale mam zawsze inny nastrój. Jakas melancholijna jestem w niedzielę! Soboty już pod kontrolą: sprzątanie, piwko, chipsy i jest luz;). Niedziele staram sobie zajmować spotkaniami z rodziną. Był czas, że nawet tam myślałam o nim, teraz już nie myślę!
Tydzień temu jak wspominałam byłam na imprezie. Był taki moment, że już miałam odpuścić, puścić córkę z babcią a ja w książkę albo net ale sobie przypomniałam, że już nie jestem z Panem, ktory się boi ludzi i nie zamierzam tak spędzać niedziel jak z nim. Czasem wystarczy ruszyć dupe i problem z głowy:)
Olimpia ja też tak patrzyłam na telefon i wypatrzylam. Napisał, zadzwonił, powiedział Kocham cię ale to były kolejne kłamstwa. A być może i nie kłamstwa? Ale szczerze wam powiem, że od dwóch miesięcyjuz !nie to nie obchodzi i jestem pewna swojej decyzji. Pewna, że nie wrócę do niego nigdy, że jemu nie pozwole wrócić!. Pewna, że chce rozwodu jak nigdy dotąd.
Do tej pory dręczyły mnie sprawy typu: podział majątku, formalny rozwód itp. A teraz po prostu nie jest to ważne dla mnie. Teraz jestem tylko ja idziecko. Sobie muszę ułożyć życie i na tym się teraz skupiam. Mam cel do którego małymi kroczkami dążę.
Oczywiście nadal mam smutne dni ale już w tych dniach nie ma chęci, żeby mnie przytulil albo był ze mną! Jest ok oby tak dalej:)
Hej dziewczęta i nieliczni panowie na wątku. Co prawda pisałam może ze 3 razy, więc mało mnie znacie, ale dorzucę swoje 3 grosze do poprzednich wątków. Ja żeby nie oszaleć wyjechałam na weekend do znajomych- pomogło. Nie miałam czasu na myślenie i płakanie i w ogóle starałam się wyluzować. Na kolejny weekend też planuje wyjechać - odnoszę wrażenie jakby cały wszechświat chciał mi ulżyć w bólu, bo do tej pory nie miałam tylu okazji żeby weekendy spędzać poza domem.
Co do wpisu Liz - dlaczego ja - hahah jakbym czytała o sobie to wszytko co napisałaś. Niby nie jestem koślawa ani nic, a jednak w sprawach sercowych mam ciągle pod górę. Co prawda u mnie to chyba jest spowodowane faktem że instynktownie (chociaż bardzo nie chce) wybieram sobie panów typu "bad boys". Nie wiem co jest ze mną w tej sprawie nie tak. Za każdym razem myślę nie no ten powinien być już ok - i co ??!! powtórka z rozrywki. Tylko tak jak napisała Olimpia ten ostatni mój to taki cwaniaczek w mordę innemu facetowi mógłby dać bez problemu, ale jak trzeba porozmawiać to wychodzi z niego TCHÓRZ. Najlepiej żebym to ja wszystko za niego odwaliła ( domyśliła ze coś jest nie tak, zainicjowała rozmowę itp).
Olimpia - ściskam na odległość, głowa do góry. Jesteś twardsza niż myślisz, dzisiaj masz słabszy dzień, każdemu się zdarza. Zadaj sobie tylko pytanie czy faktycznie płaczesz za zanim? Ja w pewnym momencie zauważyłam że zaczynam płakać nad sobą (już nie za nim ) tylko nad tym dlaczego mnie to spotkało.
A teraz żeby poprawić sobie humor idę się napić herbaty w prądem ( własnoręcznie robiona nalewka malinowa lub porzeczkowa) - a co mam sobie żałować
Arcola mamy podobne upodobania. Ja mam naleweczke z jagód. I teraz dzięki tobie też sobie poleje. Wasze zdrowie dziewczyny!;)
377 2015-09-06 14:18:48 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-09-06 14:31:16)
Hej dziewczęta i nieliczni panowie na wątku. Co prawda pisałam może ze 3 razy, więc mało mnie znacie, ale dorzucę swoje 3 grosze do poprzednich wątków. Ja żeby nie oszaleć wyjechałam na weekend do znajomych- pomogło. Nie miałam czasu na myślenie i płakanie i w ogóle starałam się wyluzować. Na kolejny weekend też planuje wyjechać - odnoszę wrażenie jakby cały wszechświat chciał mi ulżyć w bólu, bo do tej pory nie miałam tylu okazji żeby weekendy spędzać poza domem.
Co do wpisu Liz - dlaczego ja - hahah jakbym czytała o sobie to wszytko co napisałaś. Niby nie jestem koślawa ani nic, a jednak w sprawach sercowych mam ciągle pod górę. Co prawda u mnie to chyba jest spowodowane faktem że instynktownie (chociaż bardzo nie chce) wybieram sobie panów typu "bad boys". Nie wiem co jest ze mną w tej sprawie nie tak. Za każdym razem myślę nie no ten powinien być już ok - i co ??!! powtórka z rozrywki. Tylko tak jak napisała Olimpia ten ostatni mój to taki cwaniaczek w mordę innemu facetowi mógłby dać bez problemu, ale jak trzeba porozmawiać to wychodzi z niego TCHÓRZ. Najlepiej żebym to ja wszystko za niego odwaliła ( domyśliła ze coś jest nie tak, zainicjowała rozmowę itp).
Olimpia - ściskam na odległość, głowa do góry. Jesteś twardsza niż myślisz, dzisiaj masz słabszy dzień, każdemu się zdarza. Zadaj sobie tylko pytanie czy faktycznie płaczesz za zanim? Ja w pewnym momencie zauważyłam że zaczynam płakać nad sobą (już nie za nim ) tylko nad tym dlaczego mnie to spotkało.
A teraz żeby poprawić sobie humor idę się napić herbaty w prądem ( własnoręcznie robiona nalewka malinowa lub porzeczkowa) - a co mam sobie żałować
Arcola bardzo dobry pomysł z tymi wyjazdami. Cieszę się, że Tobie to pomaga. Ja miałam plan też w ten weekend pojechać do koleżanki do wawy, ale wycofałam się i może to był błąd. Znowu uciekam od ludzi i zamykam się sama w moim azylu. A wtedy niestety głupie myśli i pomysły przychodzą mi do głowy, choćby ten wczorajszy telefon do jego mamy. No ale już o tym nie myślę, wyparłam i nie żałuję. Było minęło.
Co do wyboru facetów, to ja też niestety przyciągam toksyków - ostatni to Narcyzowaty Piotruś Pan. Wczoraj sporo o tym czytałam i chyba diagnozę postawiłam trafną. Ale to chyba nie jest kwestia przyciągania takich typków, tylko nasz brak oceny realnie sytuacji. Wydaje mi się, że potrzeba poczucia bliskości, bycia w związku przesłania nam ich prawdziwy obraz. Nie słuchamy intuicji i olewamy sygnały ostrzegawcze wierząc, że to ten "ideał", jedyny. Wierzę, że te ostatnie doświadczenia nie tylko nas wzmocnią, ale również dzięki nim poznamy siebie, swoje słabości i nauczymy się w przyszłości wybierać mądrze. Ja to tej pory kierowałam się tylko emocjami i uczuciami, rozsądku nie słuchałam, a i masz babo placek.
I pamiętaj to nie z nami jest coś nie tak, tylko z nimi. To nie nasza wina, że tak zostałyśmy potraktowane !!!My oddajemy im całą siebie, kochamy ponad wszystko, wiele wybaczamy. A oni to w perfidny sposób wykorzystują.
Dlatego drogie Kobietki teraz i zawsze najważniejsze będziemy MY !! - ot taka puenta ![]()
Tak szczerze to do dzis weekendy są dziwne dla mnie. O nim nie myślę ( jeżeli wspomne to w tym samym stopniu co na tygodniu) ale mam zawsze inny nastrój. Jakas melancholijna jestem w niedzielę! Soboty już pod kontrolą: sprzątanie, piwko, chipsy i jest luz;). Niedziele staram sobie zajmować spotkaniami z rodziną. Był czas, że nawet tam myślałam o nim, teraz już nie myślę!
Tydzień temu jak wspominałam byłam na imprezie. Był taki moment, że już miałam odpuścić, puścić córkę z babcią a ja w książkę albo net ale sobie przypomniałam, że już nie jestem z Panem, ktory się boi ludzi i nie zamierzam tak spędzać niedziel jak z nim. Czasem wystarczy ruszyć dupe i problem z głowy:)
Olimpia ja też tak patrzyłam na telefon i wypatrzylam. Napisał, zadzwonił, powiedział Kocham cię ale to były kolejne kłamstwa. A być może i nie kłamstwa? Ale szczerze wam powiem, że od dwóch miesięcyjuz !nie to nie obchodzi i jestem pewna swojej decyzji. Pewna, że nie wrócę do niego nigdy, że jemu nie pozwole wrócić!. Pewna, że chce rozwodu jak nigdy dotąd.
Do tej pory dręczyły mnie sprawy typu: podział majątku, formalny rozwód itp. A teraz po prostu nie jest to ważne dla mnie. Teraz jestem tylko ja idziecko. Sobie muszę ułożyć życie i na tym się teraz skupiam. Mam cel do którego małymi kroczkami dążę.
Oczywiście nadal mam smutne dni ale już w tych dniach nie ma chęci, żeby mnie przytulil albo był ze mną! Jest ok oby tak dalej:)
Mam podobnie - soboty są w miarę ok, ale ta niedziela. Nie wiem czy czasami sama się nie nakręcam że ta niedziela to ten zły dzień, że to dzień totalnej żałoby dla mnie. Muszę nad tym pomyśleć i zacząć ruszać tą dupę z domu !!
Zahir jesteś bardzo mądrą i silną Kobietą - podjęłaś słuszną decyzję, a podejrzewam że nie było łatwo. Mi pewnie jeszcze troszkę brakuje do bycia pewną, że nie chcę go już nigdy. Ale w końcu będę pewna tego i właśnie do tego teraz dążę. Jak już się uporam z przeszłością to zacznę myśleć o przyszłości. Póki co potrafię zaplanować sobie tylko kilka dni do przodu. Nie myślę jeszcze o tym co za miesiąc czy za pól roku będę robić. Ale to też pewnie kwestia czasu.
DAMY RADĘ !!! BO KTO JAK NIE MY ![]()
Czy mądra i silna to czas pokarze. Mam spadek poczucia własnej wartości choć zawsze uważałam się za wartościową. Ale myślę że to przechodzi kazda, ktorej małżeństwo się rozpadło.
Czy mądra i silna to czas pokarze. Mam spadek poczucia własnej wartości choć zawsze uważałam się za wartościową. Ale myślę że to przechodzi kazda, ktorej małżeństwo się rozpadło.
to jest prawda, każdej z nas spada poczucie własnej wartości.
Ja wróciłam po 2-ch miesiącach wakacji do mieszkania które przypomina mi te wszystkie przykre chwile które zdarzyły się w marcu. Myślałam że jestem wyleczona a tu dół jak cholera łzy znów się pojawiły i to niskie poczucie własnej wartości. Pytanie dlaczego? I w czym ja jestem gorsza? CO zrobiłam źle? Chyba naprawdę za bardzo się starałam, problemy ze szkołą , z córkami opłaty i wszystko zawsze sama żeby nie obciążać PANA. Ja miałam same obowiązki a ON zbyt dużo wolnego czasu i nudę więc szukał i znalazł BRRRRRRRRRR Niech ten czas płynie szybciej
No właśnie pisalysmyo tym poczuciu wartości! Nie ty jedna tak masz. Ja też czuje się gorsza czasami. I ta cholerna niesprawiedliwośc. Ty masz wszystko na głowie a on nic. A w kwestii finansowej np u mnie to on jest teraz krolem a ja taki bidulek, co liczy każdy grosz:(. Ale z drugiej strony mamy Samotna coś co zaprocentuje w przyszłości i wierze, że to jest nasza najlepsza lokata:) nasze dzieci. Myślę, że kiedyś docenią nasz trud. Myślę, że kiedyś córka spojrzy na te drogie zabawki od taty i zapyta gdzie byłeś?
A teraz musimy to przetrwać.
No tak życie dało nam kopniaka jest ciężko ale cóż głowa do góry jutro będzie poniedziałek więcej obowiązków itd
Dziewczyny przetrwacie, trzymam mocno za Was kciuki.
Samotna w niczym nie jesteś gorsza i nie zrobiłaś nic złego. Pamiętaj to on jest draniem i to on jest zły. Nie potrafił docenić tego co miał to niech spada. Wiem, że łatwo się pisze bo sama czasami czuję się okropnie, ale akurat wiem że to prawda. Powoli sobie to przetłumaczyłam.
Tak jak pisze zahir, macie dzieci i to one są najważniejsze. Jak dorosną to będę z Was dumne, że byłyście takie dzielne i dałyście radę. Wiem co mówię, bo ja jestem dumna z mojej mamy, a przeszła bardzo dużo złego. Wychowała sama 3 dzieci i nie była rozpieszcza przez mężczyzn. To właśnie dzieci są tym motorem napędowym.
Ja sama co prawda ich nie mam i z jednej strony bardzo żałuję bo marzę o tym najbardziej na świecie, ale z drugiej cieszę się, że nie musi patrzeć na moje cierpienie i nic mnie z tym draniem tak naprawdę nie łączy poza wspomnieniami, dla mnie tylko tymi przykrymi.
A i czas rozliczyć się z poprzednich obietnic - AZYL WYSPRZĄTANY
:)
NO I BLOG ROZWÓDKI Z PODKARPACIA ZALICZONY W CAŁOŚCI ( na razie bez komentarzy czytających, ale jeszcze tam wrócę i poczytam). Uwielbiam taki sposób pisania, wyrażania swoich myśli ( ten dowcip). Uśmiałam się w głos czytając wpis bodajże z
20- któregoś sierpnia 2013 - dotyczących myśli samobójczych i samobójstwa przez włożenie głowy do piekarnika, a tu piekarnik elektryczny - he he he
Widzę kobietki, że niektóre z Was wzięło dziś na rozgrzewanie od wewnątrz naleweczkami - smacznego. Mnie jakoś dziś na zimne wzięło - już podczas czytania bloga zaliczyłam pół litra lodów ( o cholera- teraz za karę muszę na mix- sałat przejść), a teraz kawunia- na zimo frapee - ( będąc na wakacjach na Krecie kupiłam cały wymagany sprzęt no i zapas kawy). Może to jakiś znak z tym zimnym, może serce wchodzi w stan epoki lodowcowej- juhhhhhhhhhhhhuu byłoby super, przestałabym w końcu czuć ( tak na kilka miesięcy bym chciała) do czasu aż zacznę logicznie i tylko logicznie myśleć
A co weekendów wyjazdowych - bardzo dobry pomysł. Pisałam wcześniej, że mam takich bliskich znajomych i dbają o to bym nie była sama w weekendy. Na początku musieli wyciągać mnie na siłę za kłaje, przyjeżdżali i koniec. Teraz chętnie sama jeżdżę. Jedyny warunek - pogoda. Dziś pada więc d..pa
zanim doszłam do słowa lody myślałam ze pół litra wódki ![]()
U mnie też mieszkanko wysprzątane, kot wyczesany - w końcu skoro czarownice to i kot musi się znaleźć. A wy jakie macie plany na jutrzejszy dzień po pracy? coś żeby nie myśleć i zając czymś głowę. Może macie jakąś fajna książkę do polecenia albo jakiś film?
Naleweczka wskazana. Idzie jesień to już trzeba się przed deprechą bronić:)
A propo Podkarpackiej to jest babeczka ekstra! A tak sobie pomyślałem, że my tu dla siebie to takie Arnoldowe;)
ja na szczęście w pracy do 20 więc cały dzień, tydzień z głowy ![]()
hmm co do książek, filmów -ciężko mi doradzić, bo na razie nic nie oglądam. Ostatnimi czasy czytałam same książki powiedzmy "psychologiczne" typu "Toksyczni mężczyźni", "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" i takie tam. Ale to było jeszcze na etapie próby zrozumienia i ratowania związku. Teraz bym tego nie czytała bo rozgrzebują rany.
Nie czytaj i nie oglądaj na pewno nic o miłości - w naszym stanie to tylko komedie, horrory, kryminały ![]()
Naleweczka wskazana. Idzie jesień to już trzeba się przed deprechą bronić:)
A propo Podkarpackiej to jest babeczka ekstra! A tak sobie pomyślałem, że my tu dla siebie to takie Arnoldowe;)
ja chyba sobie muszę jakieś naleweczki przygotować na długie i mroźne wieczory nadchodzącej jesieni i zimy. Póki co winkiem się ratuję ![]()
NA ZDROWIE CZAROWNICE ![]()
Ja wróciłam po 2-ch miesiącach wakacji do mieszkania które przypomina mi te wszystkie przykre chwile które zdarzyły się w marcu. Myślałam że jestem wyleczona a tu dół jak cholera łzy znów się pojawiły i to niskie poczucie własnej wartości. Pytanie dlaczego? I w czym ja jestem gorsza? CO zrobiłam źle? Chyba naprawdę za bardzo się starałam, problemy ze szkołą , z córkami opłaty i wszystko zawsze sama żeby nie obciążać PANA. Ja miałam same obowiązki a ON zbyt dużo wolnego czasu i nudę więc szukał i znalazł BRRRRRRRRRR Niech ten czas płynie szybciej
smutne co piszesz, ale jak sama wiesz łatwo nie będzie. LEKARZ - CZAS zrobi swoje. Mimo wszytko, choć nie wiadomo jak absurdalnie to zabrzmi - POZYTYWNE MYŚLENIE. Wszystkie wiemy jak przebiega ta nasza żałoba i na bazie wiedzy trzeba to przetrwać/ przerobić w sposób najbardziej odpowiedni dla siebie. Trzeba zrobić mielone z mętliku w głowie i starać się formować nowy klopsik wyrzucając w miarę możliwości te dokuczliwe skwary poczucia winy. Trzymaj się