netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

zdradzona, zawiedziona

2 660 odpowiedzi247 117 wyświetleńzałożony przez Olimpia234, 17.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdradzona, zawiedziona

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 41 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 2 661 ]

261

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Dzień dobry Sabaciku smile

Wczoraj minęło 4 tygodnie, ostatnie dni były ciężkie. Wyłam, dociera do mnie, że mnie nie kocha ! Tydzień bez kontaktu zrobił swoje. Nadzieja niestety jeszcze nie umarła, ale próbuję się jej wyzbyć, bo musiałby zdarzyć się cud. Już wiem, że nigdy nie zadzwoni, nigdy się z nim nie zobaczę - być może nigdy nie przestanę go kochać, ale wiem że to uczucie schowam gdzieś głęboko, ukryję je w sobie. Nie mogę i nie chcę go kochać. Jest mi smutno i jednocześnie jest wściekła na niego. Tęsknię za nim, ale nienawidzę też za to co mi zrobił, że tak mnie potraktował - takie myśli ogarnęły mnie z samego rana.

A teraz czas na wycieczkę, cały dzień poza domem, wyłączenie myślenia (mam nadzieję) - jakoś ten weekend zleci smile

Miłego dnia

Witaj SZEFOWO

Oj - dużo smutku w tym co napisałaś. To powtarzające się słowo " nigdy" w Twojej wypowiedzi martwi mnie co do Twojego stanu emocjonalnego ( no ale to dopiero 4 tygodnie). Nic Ci na pocieszenie nie napiszę, bo Ty wszystko wiesz. Wszystkie wiemy, że przyszłość przed nami optymistyczna, jakąkolwiek przybierze formę. Co możemy, co robimy i co MUSIMY robić dziś by czas choroby skrócić, to maltretować swój rozum, by finiszował pozostawiając daaaaaaaaaaaaleko z tyłu emocje i nadzieję związane z wydarzeniami tzw ostatnich dni. U mnie 5 miesięcy mija i jak wiesz z powyższych wpisów też wracają mi te stany, jednak wtedy włączam rozum, który krzyczy " jest, jak jest, a żyć trzeba. !!!" Gdzieś tu na forum przeczytałam coś , co bardzo często sobie powtarzam w gorszych chwilach .. cyt NIE RÓB PRIORYTETU Z OSOBY, DLA KTÓREJ OKAZAŁAŚ SIĘ TYLKO OPCJĄ"

Miłego i optymistycznego dnia życzę wszystkim. Miotły w dłoń i do przodu.

262

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:
samotna2015 napisał/a:

NA miotły i mopy dziewczyny i do Kielc

mam rodzinkę niedaleko Kielc, więc miotłę czas odpalać tongue

Dziewczyny ja śląskie. Ale przecież Kielce to nie koniec świata. Odpalę miotłę i jestem.:-P

263

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Dzień dobry Sabaciku smile

Wczoraj minęło 4 tygodnie, ostatnie dni były ciężkie. Wyłam, dociera do mnie, że mnie nie kocha ! Tydzień bez kontaktu zrobił swoje. Nadzieja niestety jeszcze nie umarła, ale próbuję się jej wyzbyć, bo musiałby zdarzyć się cud. Już wiem, że nigdy nie zadzwoni, nigdy się z nim nie zobaczę - być może nigdy nie przestanę go kochać, ale wiem że to uczucie schowam gdzieś głęboko, ukryję je w sobie. Nie mogę i nie chcę go kochać. Jest mi smutno i jednocześnie jest wściekła na niego. Tęsknię za nim, ale nienawidzę też za to co mi zrobił, że tak mnie potraktował - takie myśli ogarnęły mnie z samego rana.

A teraz czas na wycieczkę, cały dzień poza domem, wyłączenie myślenia (mam nadzieję) - jakoś ten weekend zleci smile

Miłego dnia

Olimpia udanej zabawy i przede wszystkim nie myśl o przeszłości...:-)

264 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-08-29 09:26:19)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:
Olimpia234 napisał/a:

Dzień dobry Sabaciku smile

Wczoraj minęło 4 tygodnie, ostatnie dni były ciężkie. Wyłam, dociera do mnie, że mnie nie kocha ! Tydzień bez kontaktu zrobił swoje. Nadzieja niestety jeszcze nie umarła, ale próbuję się jej wyzbyć, bo musiałby zdarzyć się cud. Już wiem, że nigdy nie zadzwoni, nigdy się z nim nie zobaczę - być może nigdy nie przestanę go kochać, ale wiem że to uczucie schowam gdzieś głęboko, ukryję je w sobie. Nie mogę i nie chcę go kochać. Jest mi smutno i jednocześnie jest wściekła na niego. Tęsknię za nim, ale nienawidzę też za to co mi zrobił, że tak mnie potraktował - takie myśli ogarnęły mnie z samego rana.

A teraz czas na wycieczkę, cały dzień poza domem, wyłączenie myślenia (mam nadzieję) - jakoś ten weekend zleci smile

Miłego dnia

Witaj SZEFOWO

Oj - dużo smutku w tym co napisałaś. To powtarzające się słowo " nigdy" w Twojej wypowiedzi martwi mnie co do Twojego stanu emocjonalnego ( no ale to dopiero 4 tygodnie). Nic Ci na pocieszenie nie napiszę, bo Ty wszystko wiesz. Wszystkie wiemy, że przyszłość przed nami optymistyczna, jakąkolwiek przybierze formę. Co możemy, co robimy i co MUSIMY robić dziś by czas choroby skrócić, to maltretować swój rozum, by finiszował pozostawiając daaaaaaaaaaaaleko z tyłu emocje i nadzieję związane z wydarzeniami tzw ostatnich dni. U mnie 5 miesięcy mija i jak wiesz z powyższych wpisów też wracają mi te stany, jednak wtedy włączam rozum, który krzyczy " jest, jak jest, a żyć trzeba. !!!" Gdzieś tu na forum przeczytałam coś , co bardzo często sobie powtarzam w gorszych chwilach .. cyt NIE RÓB PRIORYTETU Z OSOBY, DLA KTÓREJ OKAZAŁAŚ SIĘ TYLKO OPCJĄ"

Miłego i optymistycznego dnia życzę wszystkim. Miotły w dłoń i do przodu.


Liza bardzo trafny cytat. Nie warto. Rozum już to dawno wie. Serce czasem się jeszcze buntuje, ale to w końcu szmat czasu. Ono też przestanie się szarpać i zaakceptuje nową sytuację.
Także dziewczyny uśmiech na twarzy, pierś do przodu, w końcu czarownice muszą się prezentować... :-P

265

Odp: zdradzona, zawiedziona

te słowa NIE RÓB PRIORYTETU Z OSOBY, DLA KTÓREJ JESTEŚ/ OKAZAŁAŚ SIĘ TYLKO OPCJĄ - naprawdę pomogły mi przetrwać wiele bardzo słabych chwil. Kiedyś mój " ideał" zrobił mi coś takiego.? On?? tak ważna osoba? ta wyjątkowa dla mnie osoba?...nie pojęte to było dla mnie. Myślałam wtedy...on się pogubił, on błądzi...etc ( zważywszy na to co równocześnie mówił), Jednak  życie pokazało, że mimo wszystko co się wydarzyło, co zastało powiedziane- fakty pokazały jasno OKAZAŁAM SIĘ TYLKO OPCJĄ i to fakt, a z faktami się nie dyskutuje Amen.

Dziś - sobota - o 10.30 porywają mnie znajomi na działeczkę ( Ci to nie pozwolą mi być samej  i dobrze !!!)  grill , piwko i te sprawy. Wrócę pod wieczór - czyli dzień zaliczony. Czasami męczy mnie to wypełnianie czasu na siłę, no ale cóż zrobić- tego wymagają realia, by nie zgłupieć . A mój GAMOŃ - oby kiedyś taplał się w g...nie, które stworzył ( wiem wiem - to wredne, ale na dzień dzisiejszy szczere z mojej strony)

M I Ł E G O ..................... MIOTŁY W DŁOŃ, A MOŻE MIĘDZY NOGI I DO PRZODU - HE HE HE

266

Odp: zdradzona, zawiedziona

Liza udanego dzionka. :-)
Oj ja swojego też tłumaczyłam, wiesz jeszcze winy w sobie szukałam. Bo on przecież taki ideał mój był... Oj młody człowiek i głupi....:-P
Ale teraz koniec - wybrał, odszedł, niech będzie szczęśliwy. Mimo wszystko.

267

Odp: zdradzona, zawiedziona

Wszystkie zrobilysmy z nich priorytet a dla nich bylysmy tylko opcją. Prawdziwe!
Ja też weekend rodzinny, piwkowanie, grillowanie:) także udanego weekendu kobietki!
Szalejmy bo kiedy jak nie teraz!? A nóż za niedługo znów zostaniemy przykladnymi zonam, narzeczonymi itp...i my będzie my dla kogoś priorytetem;)!!!!!

268

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ja właśnie wróciłam i jestem zmęczona, ale to dobrze bo szybko zasnę i jestem tak otępiała, że nie mam ochoty myśleć smile Też oczywiście wychodzę na siłę, mimo iż nie mam ochoty. Ale nie mogę wiecznie siedzieć w czterech ścianach i się nad sobą użalać.

Co do Waszych wcześniejszych wypowiedzi - to chyba też schemat, bo ja też długo go tłumaczyłam, jeszcze do niedawna myślałam, że się pogubił. Ale wiem, że się nie pogubił tylko jest skończonym draniem (i tak bardzo miło go nazwałam, ale obowiązuje pewna kultura wink I strasznie wkurza mnie to, że nie poniósł żadnych, nawet najmniejszych konsekwencji !!!! Ale wierzę mocno, że i jego sprawiedliwość dopadnie.

269

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Ja właśnie wróciłam i jestem zmęczona, ale to dobrze bo szybko zasnę i jestem tak otępiała, że nie mam ochoty myśleć smile Też oczywiście wychodzę na siłę, mimo iż nie mam ochoty. Ale nie mogę wiecznie siedzieć w czterech ścianach i się nad sobą użalać.

Co do Waszych wcześniejszych wypowiedzi - to chyba też schemat, bo ja też długo go tłumaczyłam, jeszcze do niedawna myślałam, że się pogubił. Ale wiem, że się nie pogubił tylko jest skończonym draniem (i tak bardzo miło go nazwałam, ale obowiązuje pewna kultura wink I strasznie wkurza mnie to, że nie poniósł żadnych, nawet najmniejszych konsekwencji !!!! Ale wierzę mocno, że i jego sprawiedliwość dopadnie.

wiesz co Olimpio -SZEFOWO MIOTEŁ-  kiedyś gdzieś przeczytałam, że ci porzucający też cierpią na swój sposób, ale my o tym nie wiemy ( trudno mi dzis w to uwierzyć , ale podobno tak jest). My to uzewnętrzniamy , a oni ....??? nie wiem...??

270

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Wszystkie zrobilysmy z nich priorytet a dla nich bylysmy tylko opcją. Prawdziwe!
Ja też weekend rodzinny, piwkowanie, grillowanie:) także udanego weekendu kobietki!
Szalejmy bo kiedy jak nie teraz!? A nóż za niedługo znów zostaniemy przykladnymi zonam, narzeczonymi itp...i my będzie my dla kogoś priorytetem;)!!!!!



no właśnie kiedy??? ja wypełniam czas na maksa ( jak tylko mi się udaje, choć jakoś nie musze się specjalnie wysilać- bo chyba mam życzliwych ludzi wokół siebie.......hmmm - może jestem szczęściarą?)....................ale ciągle mam wrażenie, że robię coś na siłę...

271 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-08-29 23:08:19)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Oby cierpieli !!! Chociaż jak to mój ex mówił po poprzednim rozstaniu "przecież to Ty mnie zostawiłaś". Więc teraz pewnie znowu tak myśli, że to ja go rzuciłam, a w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że on to zrobił już dawno....

Nie wiem co się ze mną dzieje, ale od kilku dni czuję ogromny smutek, przygnębienie. Nie mam na nic ochoty, czuję się źle i fizycznie i psychicznie. Nie mam na nic siły...

272

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Szalejmy bo kiedy jak nie teraz!? A nóż za niedługo znów zostaniemy przykladnymi zonam, narzeczonymi itp...i my będzie my dla kogoś priorytetem;)!!!!!

Mi chyba jeszcze do takiego podejścia brakuje kilku tygodni.

A poza tym znajdzie się ktoś kto będzie zainteresowany czarownicami? big_smile:D

273

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:
zahir2603 napisał/a:

Szalejmy bo kiedy jak nie teraz!? A nóż za niedługo znów zostaniemy przykladnymi zonam, narzeczonymi itp...i my będzie my dla kogoś priorytetem;)!!!!!

Mi chyba jeszcze do takiego podejścia brakuje kilku tygodni.

A poza tym znajdzie się ktoś kto będzie zainteresowany czarownicami? big_smile:D


SZEFOWO - a kto jest bardziej intrygujący, jak nie CZAROWNICE..??? - tylko gamonie tego nie wiedzą- NA TAKICH NIESTEY TRAFIŁYŚMY - ich strata !!!!!!!!!!!!!!!!!! OBY !!!!!!!!!!!!

274

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:
zahir2603 napisał/a:

Szalejmy bo kiedy jak nie teraz!? A nóż za niedługo znów zostaniemy przykladnymi zonam, narzeczonymi itp...i my będzie my dla kogoś priorytetem;)!!!!!

Mi chyba jeszcze do takiego podejścia brakuje kilku tygodni.

A poza tym znajdzie się ktoś kto będzie zainteresowany czarownicami? big_smile:D


Pewnie, że będzie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

275 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-08-29 23:55:11)

Odp: zdradzona, zawiedziona

SZEFOWO - myślę ,że jesteśmy w etapie POZORÓW/ UDAWANIA że sobie radzimy ( nie wiem, jak Ty ,ale takie malutkie oszukiwanie się czuje w swoim życiu), no bo czy mamy inne wyjście??? NIE !!!  dałabym wiele by dziś z nim być - z tym gamoniem/ dupkiem/zdrajcą /i nie wiem co jeszcze ZŁEGO napisać..................  myślę że to moja słabość - jestem na ten stan zła/ niezadowolona i .................... nie wiem co jeszcze napisac dziś zważywszy na stan rzeczy........................ ale cholera ja mimo tego co zrobił- ja jeszcze niestety go kocham....ale za co??? chyba za to, że był.... kurna - znowu płaczę

276

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:

SZEFOWO - myślę ,że jesteśmy w etapie POZORÓW/ UDAWANIA że sobie radzimy ( nie wiem, jak Ty ,ale takie malutkie oszukiwanie się czuje w swoim życiu), no bo czy mamy inne wyjście??? NIE !!!  dałabym wiele by dziś z nim być - z tym gamoniem/ dupkiem/zdrajcą /i nie wiem co jeszcze ZŁEGO napisać..................  myślę że to moja słabość - jestem na ten stan zła/ niezadowolona i .................... nie wiem co jeszcze napisac dziś zważywszy na stan rzeczy........................ ale cholera ja mimo tego co zrobił- ja jeszcze niestety go kocham....ale za co??? chyba za to, że był.... kurna - znowu płaczę

Oj jesteśmy, ja cały czas udaję przed wszystkimi, że jest ok. Staram się rozmawiać, uśmiechać, ale strasznie mnie to męczy. Ludzie widzą, że i tak coś jest nie tak bo pytają ale czy na pewno wszystko w porządku? Oczywiście kłamię, że tak. A nie jest w porządku, bo czuję się fatalnie. Ale dokładnie tak jak napisałaś, NIE MAMY INNEGO WYJŚCIA i musimy przez to przejść. Pewnie w końcu nastaną dni, że nie będziemy musiały udawać i będzie OK smile

Liza to chyba normalne jak się kogoś kocha - mimo krzywd które nam wyrządzili to nadal chciałybyśmy z nimi być. A rozum przecież krzyczy głośno NIE. Ale wczoraj czytałam, że w końcu rozum powinien wziąć górę nad emocjami wraz z upływem czasu - polecam książkę "Toksyczni mężczyźni".

I płacz Kochana, jeśli masz ochotę i lepiej Ci się po tym robi to płacz. Dzięki temu uwalniamy trochę emocji i nie dusimy ich w sobie. Mnie w jakiś delikatny sposób płacz oczyszcza na jakiś czas.

277 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-08-30 09:29:14)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Dziewczyny na pewno teraz organizujemy sobie czas żeby zapomnieć. U mnie zmieniło się to, że byłego nie ma w domu. Bo nawet jak był to i tak siedział sam. Także teraz zaczynam spełniać swoje marzenia. Nawet te najmniejsze. Nie możemy zamknąć się w domu, bo co nam to da? Frustrację, żal, jeszcze większy ból? To po prostu kolejny etap. Na razie wychodzimy na sile ( ja już zazwyczaj dla przyjemności)  ale za chwilę to będzie wychodzenie dla przyjemności.
Dziewczyny naprawdę chciałybyście do nich wrócić? Ja pamiętam swój bilans.... Kilka pytań i odpowiedzi:
- czy czułam się kochana, kiedy mówił mi że mnie kocha, że tęskni,
-  czy spędzaliśmy razem czas,
-  czy pomagał mi w domu,
- czy zachowywał się jak mąż, partner, kochanek....
Czy naprawdę chciałabym być znowu zdradzana, oszukiwana, poniżana, niekochana....?
Myślę dziewczyny, że my tęsknimy trochę z sentymentu. Trochę tęsknimy za iluzja szczęścia, ale przecież dobrze wiemy że oni nam szczęścia nie dali.... Tęsknimy za przeszłością, za momentami kiedy było dobrze. Ale to już odległy czas który nie wróci. Oni kochają kogoś innego i tego nie zmienimy. Nie ma co się zadręczać. Ja myślę że mój były zawsze będzie miał w moim sercu swoje miejsce....
Myślę, że brakuje nam po prostu faceta obok nas który by nas przytulił, dzięki któremu poczułybyśmy się kochane. Może taki już tam gdzieś na nas czeka? A nawet jeśli na razie będziemy same to chyba lepiej tak niż tkwić w chorym układzie i być tylko OPCJĄ....

278

Odp: zdradzona, zawiedziona

Maju oczywiście masz rację.
Ale u mnie jeszcze górę trzymają uczucia - mogłabym z nim być, ale tylko na moich warunkach. Musiałby naprawdę pokazać mi że mu zależy i postarać się aby mnie odzyskać. Musiałby pójść ze mną na terapię, aby zrozumieć sam siebie i chcieć siebie zmienić. Ale wiem, że to warunki nie do spełnienia i musiałby zdarzyć się cud. Dlatego wiem, że nie będziemy już nigdy razem mimo iż dalej gdzieś w sercu mam nadzieję. To boli i z tym bólem muszę sobie poradzić i muszę się z tym pogodzić. Na razie jeszcze tego nie akceptuję.

Najgorsze jest to, że jak przez ostatni rok widywaliśmy się to czułam się kochana, spędzaliśmy razem ten cały czas, zawsze mi we wszystkim pomagała itp. NIEZŁY KŁAMCA !!!!

Na pewno coś w tym jest, że tęsknimy za nimi takimi jacy byli przed tymi wszystkimi zdradami i oszustwami. Ja mojego ex kocham takiego jaki był przed rokiem. Ale wiem już jaki jest naprawdę, bo dopiero jak zaczęły się problemy to pokazał swoje prawdziwe oblicze.

Ja tak naprawdę nigdy nie byłam sama i to jest u mnie dodatkowym problemem - bardzo się boję samotności, brakuje mi bliskości i czułości. Ale muszę nauczyć się być sama, bo będę całe życie popełniała te same błędy i będę kurczowo trzymała się nawet toksycznego faceta tylko po to aby być z kimś. Właśnie w tym m.in. ma mi pomóc terapia. Nie poddam się !!!

279

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Ja tak naprawdę nigdy nie byłam sama i to jest u mnie dodatkowym problemem - bardzo się boję samotności, brakuje mi bliskości i czułości. Ale muszę nauczyć się być sama, bo będę całe życie popełniała te same błędy i będę kurczowo trzymała się nawet toksycznego faceta tylko po to aby być z kimś. Właśnie w tym m.in. ma mi pomóc terapia. Nie poddam się !!!

Olimpia ja na terapii właśnie uświadomiłam sobie, że nie podejmowałam decyzji m.in. ze strachu... Ja całe życie byłam z nim, odkąd byłam nastolatką. Zawsze był tylko on.... Myślę, że gdybym była w relacjach z innymi mężczyznami to byłoby mi łatwiej, a tak... Czasu nie cofnę. Właśnie w moje trudniejsze wieczory brakuje mi faceta obok. Tak jak piszesz - bliskości i czułości... Początkowo w chwilach powrotu najgorszego żalu i bólu chciałam żeby wrócił i mnie przytulił.... Ale potem uświadomiłam sobie, że on przecież nawet przytulać mnie nie chciał....
Tak jak napisałaś - musimy nauczyć się żyć i być same aby nie "rzucić się" na pierwszego lepszego faceta. Ktoś tu też mądrze napisał, że lepsza samotność wysokiej jakości niż bylejakość w związku. Muszę zapisywać sobie te wszystkie cytaty i czytać je w chwilach zwątpienia.  :-)

280

Odp: zdradzona, zawiedziona
Maja1977 napisał/a:

Tak jak napisałaś - musimy nauczyć się żyć i być same aby nie "rzucić się" na pierwszego lepszego faceta. Ktoś tu też mądrze napisał, że lepsza samotność wysokiej jakości niż bylejakość w związku. Muszę zapisywać sobie te wszystkie cytaty i czytać je w chwilach zwątpienia.  :-)

Ja akurat nie należę do kobiet, które będą szukały klina. Nawet nie potrafię pomyśleć o innym, już nie mówiąc żeby zacząć działać w tym temacie. Dopóki nie uporam się na 100% z poprzednim związkiem to na pewno nie wejdę w kolejny. Nie chcę nikogo krzywdzić, bo dopóki będę kochała tego drania to wiem, że nie zbuduję z nikim nic wartościowego.

Z tą samotnością wysokiej klasy to bardzo mądre słowa. Jest w tym prawda. Tylko ja tej samotności muszę się nauczyć, muszę się z nią pogodzić i muszę czuć się z nią dobrze. Bo wiem, że w byle jakim związku nie byłam szczęśliwa.

281 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-30 16:09:49)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ja zapisuje właśnie takie cytaty. I coś w tym temacie " z czasem poznasz kogoś wartościowego bo byłe gówno można znaleźć na poczekaniu "
Ostatnio mój ulubiony:  "...jakto z narcyzem- póki go ubustwiasz- jesteś królową, pojawia się pierwsza rysa na ubustwieniu- jesteś smieciem"... Tak u mnie było

282

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Ostatnio mój ulubiony:  "...jakto z narcyzem- póki go ubustwiasz- jesteś królową, pojawia się pierwszą rysa na ubustwieniu- jesteś smieciem"... Tak u mnie było

Kurcze coś w tym jest, Mój ex poza wieloma wadami jest również typem narcyza. Jak zaczęłam więcej czasu poświęcać pracy a nie jemu to wkręcił się w ten chory romans. I w ten oto sposób z królowej przerodziłam się w śmiecia w jego oczach...

283

Odp: zdradzona, zawiedziona

Wsparcia moje drogie.
Powiedzcie co mi jest sad Od około tygodnia mam cały czas mega doła. Chce mi się cały czas wyć, nic nie chce mi się robić, nie mam ochoty z nikim rozmawiać ani się spotykać. Wszyscy mnie drażnią - rodzina, znajomi, współpracownicy. Minął miesiąc i myślałam, że będzie łatwiej. Miewałam wcześniej oczywiście ciężkie dni, ale ten stan ciągnie się już prawie tydzień. Jestem potwornie zmęczona. Zamykam się w sobie, wiem że to nie jest dobre, ale nie mam siły nic z tym zrobić.
Przecież nie dzwoni, nie pisze - nie mamy kontaktu, a tego chciałam. Nie miesza mi w głowie.
Czy to jest etap docierania do świadomości, że to koniec? Wizytę u terapeutki mam dopiero w środę, bardzo jej potrzebuję. Czuję się fatalnie, moja psychika i emocje płatają mi figle.

284

Odp: zdradzona, zawiedziona

Wsiądź na rower, popedałuj ostro, zmęcz się, ewentualnie weź kije i pochodź intensywnie z godzinę, idź na basen, w ostateczności zrób gruntowne porządki w domu.
Może wysiłek fizyczny spowoduje, że przestaniesz o nim myśleć, choć na krótko.

285 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-08-31 08:34:45)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Wsparcia moje drogie.
Powiedzcie co mi jest sad Od około tygodnia mam cały czas mega doła. Chce mi się cały czas wyć, nic nie chce mi się robić, nie mam ochoty z nikim rozmawiać ani się spotykać. Wszyscy mnie drażnią - rodzina, znajomi, współpracownicy. Minął miesiąc i myślałam, że będzie łatwiej. Miewałam wcześniej oczywiście ciężkie dni, ale ten stan ciągnie się już prawie tydzień. Jestem potwornie zmęczona. Zamykam się w sobie, wiem że to nie jest dobre, ale nie mam siły nic z tym zrobić.
Przecież nie dzwoni, nie pisze - nie mamy kontaktu, a tego chciałam. Nie miesza mi w głowie.
Czy to jest etap docierania do świadomości, że to koniec? Wizytę u terapeutki mam dopiero w środę, bardzo jej potrzebuję. Czuję się fatalnie, moja psychika i emocje płatają mi figle.

Olimpia musisz przejść przez ten etap. Wyrzuć z siebie emocje, pozwól sobie na nie. Na rozpacz, ból i łzy. Każda z nas ma do wylania określoną ich ilość. W końcu przestaną płynąć, wierz mi.
Potraktuj byłego jak uzależnienie. Organizm się buntuje, ale przecież wiesz że tak trzeba, że innego wyjścia nie ma.
Myślę, że jeszcze nie raz będziesz myślała - to naprawdę koniec? Ja ostatnio miałam taki etap jak były się wyprowadził... Znowu zabolało...
Olimpia myślę, że mamy ogromną potrzebę poczucia się kochanymi, ważnymi dla kogoś. Wydaje mi się, że podświadomie boimy się, że nigdy nie poczujemy już tego uczucia i stąd ból.
Pisz jeśli to ma pomóc, krzycz, płacz...
I tak jak pisze josz wysiłek fizyczny pomaga. Dla mnie ratunkiem okazał się basen i rower.
Pamiętaj, że tu jesteśmy. Głowa do góry. Po każdej burzy wychodzi słońce. smile

286

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ja też Olimpia tydzień zaczynam kiepsko: ( u mnie najgorsza jest ta złość. Już nie ma łez ale jest to cholerne uczucie. Denerwują mnie czasami pierdoly. Denerwuja mnie ludzie i to ci najbliżsi. Potrafie podnieść głos na dziecko albo rodziców. Masakra.
Dziewczyny czy wy też tak macie? Melisa trochę uspokaja ale cudów nie działa:( jak sobie radzicie jak wzbiera się w was złość?!

287

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Ja też Olimpia tydzień zaczynam kiepsko: ( u mnie najgorsza jest ta złość. Już nie ma łez ale jest to cholerne uczucie. Denerwują mnie czasami pierdoly. Denerwuja mnie ludzie i to ci najbliżsi. Potrafie podnieść głos na dziecko albo rodziców. Masakra.
Dziewczyny czy wy też tak macie? Melisa trochę uspokaja ale cudów nie działa:( jak sobie radzicie jak wzbiera się w was złość?!

To chyba normalne bo też tak mam. Warczę na wszystkich bez powodu, rodzinie najbardziej się obrywa. Ale nic nie mówią, bo widzą w jakim jestem stanie. To chyba też tylko przejściowe, miejmy nadzieję. Jak sobie z tym radzę? Staram się to powstrzymywać po prostu, nie zawsze mi się uda. Zazwyczaj w ogóle się nie odzywam, żeby nie palnąć czegoś złośliwego.

288 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-08-31 17:08:09)

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Ja też Olimpia tydzień zaczynam kiepsko: ( u mnie najgorsza jest ta złość. Już nie ma łez ale jest to cholerne uczucie. Denerwują mnie czasami pierdoly. Denerwuja mnie ludzie i to ci najbliżsi. Potrafie podnieść głos na dziecko albo rodziców. Masakra.
Dziewczyny czy wy też tak macie? Melisa trochę uspokaja ale cudów nie działa:( jak sobie radzicie jak wzbiera się w was złość?!


te wszystkie stany wzniesień i upadków podczas leczenia się z przeszłości,  o których tu piszemy - normalnie, jakbym czytała o swoich doświadczeniach. Zawsze miałam świadomość, że psychika ludzka może funkcjonować w podobny sposób, ale , że IDENTYCZNIE ?!. Normalnie nie mogę się nadziwić. Te spostrzeżenia, w chwili słabości dają mi  nadzieje, że innym się udało, więc ja też z tego cholernego stanu wygrzebię się w końcu, nie martwiąc się o to ,jaki jurto będzie dzień.
Ja często przepraszałam bliskich za niewłaściwy ton, czy też brak chęci rozmów, bo mnie zwyczajnie męczyły ( choć nie drążyły tematu). Podczas złych dni ( gdy nie mogłam sobie pozwolić na " prywatne słabości") łykałam zwyczajnie tabletki - nie miałam innej opcji, bo na początku nie ogarniałam się w pracy ( oczywiście nie systematycznie- tylko,jak sytuacja tego wymagała. Teraz zdarza mi sie też łykać, jednak zdecydowanie rzadko

289

Odp: zdradzona, zawiedziona

Przechodzimy w takim razie żałobę książkowo. Ale dokładnie o tym samym myślę ostatnio, że skoro inne kobiety mają to za sobą, to i mi/nam się uda. Potrzeba tylko czasu.
Strasznie bolesne będzie to doświadczenie dla nas, ale nie miałyśmy wyboru. Trafiłyśmy na dupków i się w nich zakochałyśmy. To nie nasza wina.
Ja cały czas sobie powtarzam, że to nie moja winna, że nic złego nie zrobiłam. Ale cholercia czym sobie na to zasłużyłam?

Ile czasu u Was zajęło wejście w takie miarę normalne funkcjonowanie? Wiem, że każda z nas jest inna, ale chcę wiedzieć mniej więcej ile czasu mi jeszcze zajmie ta ciężka walka. Jestem już tak tym zmęczona. Ale nie poddam się !!! Nie mogę...

290

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Przechodzimy w takim razie żałobę książkowo. Ale dokładnie o tym samym myślę ostatnio, że skoro inne kobiety mają to za sobą, to i mi/nam się uda. Potrzeba tylko czasu.
Strasznie bolesne będzie to doświadczenie dla nas, ale nie miałyśmy wyboru. Trafiłyśmy na dupków i się w nich zakochałyśmy. To nie nasza wina.
Ja cały czas sobie powtarzam, że to nie moja winna, że nic złego nie zrobiłam. Ale cholercia czym sobie na to zasłużyłam?

Ile czasu u Was zajęło wejście w takie miarę normalne funkcjonowanie? Wiem, że każda z nas jest inna, ale chcę wiedzieć mniej więcej ile czasu mi jeszcze zajmie ta ciężka walka. Jestem już tak tym zmęczona. Ale nie poddam się !!! Nie mogę...

odpowiadając na Twoje pytanie - myślę, że taka powiedzmy głęboka żałoba trwała 2- 2,5 miesiąca. Dziś mija 5 miesięcy i jak wiesz nadal zmiany nastrojów i myślenie o minionym zdarzają się , nadal kopnęłabym go czasem w krocze ze złości, nadal łza się zakręci, ALE - dziś wychodzę do ludzi ( kiedyś spotkanie się z kimś było dla mnie katorgą, wolałam być sama- w czterech ścianach ze swoim bólem i żalem), dziś chce mi się coś robić, a co ważniejsze-  potrafię odnaleźć w tym przyjemność ( kiedyś nie rozumiałam rad typu - idź na basen, na rower - wolałam nic nie robić i myśleć, bo na tyle mnie było tylko stać). Postęp myśle nastapił, gdy udawało mi się  ( stopniowo oczywiście, ale trzeba to robić systematycznie )męczyć swój umysł ( ja prowadziłam swoistą walkę / rozmowę sama z sobą ; normalnie " opierdzielałam się " w głos, gdy moczyły mi się nagle oczy. Właśnie dlatego jestem zdania, że na droge zdrowienia sie wchodzi, gdy przerobisz drażliwy temat sama ze sobą!  rozum- logika - fakty

291

Odp: zdradzona, zawiedziona

U mnie to już dziewięć miesięcy... Oczywiście najgorszy początek. Gdyby nie praca to bym w ogóle z domu nie wychodziła. A i tak czasem ryczałam po kątach.
Teraz wychodzę, funkcjonuje, uczę się żyć bez niego.
Mnie bardzo pomaga codzienne powtarzanie sobie o jednej porze zdań, które sobie zapisałam. M.in. jestem silna, poradzę sobie, zamykam przeszłość, wiem że czeka mnie coś dobrego w przyszłości. Oczywiście na początku to było takie klepanie tekstu. Ale teraz wierzę w to. Zdarzają się gorsze dni. "Pozwoliłam" sobie na nie. Nie jestem robotem i to są moje uczucia. Na szczęście bliscy i ludzie wokół mnie rozumieli na początku moje humory... Teraz sama stawiam siebie do pionu. Rozum doszedł już do głosu. smile
Tylko przed tym okresem jestem jeszcze rozbita. Zobaczę jak będzie tym razem. Może w końcu moje hormony też " nauczyły się żyć bez niego". tongue

292

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ja zrobiłam kolejny malutki krok ku uwolnieniu od tego drania - usunęłam kolejną rzecz, która pozwalała mi go nadal sprawdzać i kontrolować. Zrobiłam to pod wpływem impulsu i dobrze, bo tak normalnie bym się zbierała kilka tygodni. Nie ma odwrotu, ale dzięki temu nie będę się dalej sama pogrążać i wymyślać historii związanych z tą szm..tą i ich ewentualnymi relacjami.

Kolejny krok - zapakowałam jego książki, jutro przejdę się na pocztę i je wyślę. Zero jakiegokolwiek liściku, same książki bez żadnego kontaktu.

293

Odp: zdradzona, zawiedziona
Maja1977 napisał/a:

U mnie to już dziewięć miesięcy... Oczywiście najgorszy początek. Gdyby nie praca to bym w ogóle z domu nie wychodziła. A i tak czasem ryczałam po kątach.
Teraz wychodzę, funkcjonuje, uczę się żyć bez niego.
Mnie bardzo pomaga codzienne powtarzanie sobie o jednej porze zdań, które sobie zapisałam. M.in. jestem silna, poradzę sobie, zamykam przeszłość, wiem że czeka mnie coś dobrego w przyszłości. Oczywiście na początku to było takie klepanie tekstu. Ale teraz wierzę w to. Zdarzają się gorsze dni. "Pozwoliłam" sobie na nie. Nie jestem robotem i to są moje uczucia. Na szczęście bliscy i ludzie wokół mnie rozumieli na początku moje humory... Teraz sama stawiam siebie do pionu. Rozum doszedł już do głosu. smile
Tylko przed tym okresem jestem jeszcze rozbita. Zobaczę jak będzie tym razem. Może w końcu moje hormony też " nauczyły się żyć bez niego". tongue


Maja - no właśnie robiłam to samo - MÓWIŁAM SAMA DO SIEBIE różne mądrości, które tu wyczytałam, a które do mnie przemawiały. Chwilami czułam się jak głupek gdy "  pierwsza JA  mówiła w głos  drugiej JA" = stawiałam się do pionu  gorszych w chwilach. Choć dziwnie się czułam z tym na początku- jednak zauważyłam, że to działa.

294

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Ja zrobiłam kolejny malutki krok ku uwolnieniu od tego drania - usunęłam kolejną rzecz, która pozwalała mi go nadal sprawdzać i kontrolować. Zrobiłam to pod wpływem impulsu i dobrze, bo tak normalnie bym się zbierała kilka tygodni. Nie ma odwrotu, ale dzięki temu nie będę się dalej sama pogrążać i wymyślać historii związanych z tą szm..tą i ich ewentualnymi relacjami.

Kolejny krok - zapakowałam jego książki, jutro przejdę się na pocztę i je wyślę. Zero jakiegokolwiek liściku, same książki bez żadnego kontaktu.

Olimpia - KOCHAM CIĘ - tak trzeba. Impuls - to jest to ....na pewnym etapie. Ja żeby to kiedyś zrobić - za impouls posłużył mi mocny drink. Gdyby co............ uspokoję się, ja po tym impulsie i likwidacji tzw przypominaczy załapałam doła jednodniowego. Gdyby sie jutro pojawił... nie przyjmuj się , bo na drugi dzień przejdzie- będziesz dumna z siebie- pamiętaj -SCHEMAT ZACHOWAŃ

295

Odp: zdradzona, zawiedziona

dziękuję za słowa otuchy. Pewnie dziwnie mi jutro będzie bo go nie sprawdzę, ale z każdym kolejnym dniem i do tego się przyzwyczaję. Muszę tak, muszę bo będę stała w miejscu. A z drinkami to się wstrzymuję póki co bo straszne emocje we mnie wywołuje alkohol i jest wtedy źle. Także abstynencja na razie wink Na zdrowie mi to wyjdzie smile Tylko jeszcze te fajki rzucić !!!! To będzie mój kolejny cel - zrobię to dla siebie.

296

Odp: zdradzona, zawiedziona

Dobrze myslisz. Małe cele, żeby się podbudować i nabrać wiary w siebie. No i przyjemności:) ja sobie co miesiąc kupuje coś fajnego. A co?! Nikt mi teraz nie broni i co najwazniejsze- teraz ja jestem dla siebie najwazniejsza. Bo u mnie zawsze było tak- dziecku, mężowi, sobie. A teraz zmiana- ja, córka! Mała narazie nie narzeka a mamusia się cieszy;)
Zdrowy egoizm wskazany w naszym przypadku!

297

Odp: zdradzona, zawiedziona

Olimpia234,

przeczytałam twój post. Moja historia jest dosyć podobna, także nie przejmuj się, że zostałaś sama, okłamana, zdradzona. Ja mam 30 lat, i byłam w 7 letnim związku, co prawda mieszkałam, ze swoim mężem, wszystko zapowiadało się cudownie, fajnie. I też mnie zdradzał, a ja ze zwykłej miłości ze swojej strony dawałam mu wielokrotnie szanse. I za każdym razem, jak wychodził i zdradzał, mówiłam mu na czym polega moja miłość, i prosiłam go, żeby został ze mną. Ale od jakiegoś miesiąca, już stwierdziłam, że nie można tak żyć. Nie można dawać komuś cały czas szansę, mimo wielkiej miłośći w stosunku do tej osoby. Bo rani się siebie. I chociaż tez jest mi bardzo cięzko samej, płaczę często, motywacja do życia drastycznie mi spadła, nie mam wiary w przyszłość, i na prawdę czasami myślę, że nic mnie w życiu nie spotka, to jakoś przecież żyję, nie mogę umrzeć. I tak z dnia na dzień jest coraz lepiej. Trudno to wszystko przetrwać, ciężkie są momenty, i na prawdę doskonale rozumiem co przeżywasz, ale on już nie wróci. A nawet jak będzie pisał do ciebie,  że chce wrócić, to nie będzie to prawdą, tylko będziesz dla niego "zapchajdziurą" po zerwaniu. On wie, że ty go kochasz, i jesteś w stanie zrobić wszystko, i dlatego  to wykorzystuje. Nie będę ci pisac, ze spotkasz kogoś, być może tak, być może nie. Tego nikt nie wie, ale pomyśl sobie, czy chcesz jeszcze raz przeżywac moment, w którym dowiadujesz się, że on ma kogoś, że cię okłamywał. Ja wiem, ze nie chcę tego szoku, tego bólu.

298

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Dobrze myslisz. Małe cele, żeby się podbudować i nabrać wiary w siebie. No i przyjemności:) ja sobie co miesiąc kupuje coś fajnego. A co?! Nikt mi teraz nie broni i co najwazniejsze- teraz ja jestem dla siebie najwazniejsza. Bo u mnie zawsze było tak- dziecku, mężowi, sobie. A teraz zmiana- ja, córka! Mała narazie nie narzeka a mamusia się cieszy;)
Zdrowy egoizm wskazany w naszym przypadku!

Egoizmu się właśnie uczę, bo tej pory wszyscy i wszystko było ważniejsze. Czas na mnie smile Robię wszystko małymi kroczkami tak jak radziła mi terapeutka i to mi chyba pomaga. Dzisiaj od ponad tygodnia jest pierwszy ciut lepszy dzień. Mam nadzieję, że nastały lepsze chwile. Zaczyna mnie ogarniać złość na niego, a to podobno lepsze uczucie niż smutek.

299

Odp: zdradzona, zawiedziona
mysticgirl napisał/a:

Olimpia234,

przeczytałam twój post. Moja historia jest dosyć podobna, także nie przejmuj się, że zostałaś sama, okłamana, zdradzona. Ja mam 30 lat, i byłam w 7 letnim związku, co prawda mieszkałam, ze swoim mężem, wszystko zapowiadało się cudownie, fajnie. I też mnie zdradzał, a ja ze zwykłej miłości ze swojej strony dawałam mu wielokrotnie szanse. I za każdym razem, jak wychodził i zdradzał, mówiłam mu na czym polega moja miłość, i prosiłam go, żeby został ze mną. Ale od jakiegoś miesiąca, już stwierdziłam, że nie można tak żyć. Nie można dawać komuś cały czas szansę, mimo wielkiej miłośći w stosunku do tej osoby. Bo rani się siebie. I chociaż tez jest mi bardzo cięzko samej, płaczę często, motywacja do życia drastycznie mi spadła, nie mam wiary w przyszłość, i na prawdę czasami myślę, że nic mnie w życiu nie spotka, to jakoś przecież żyję, nie mogę umrzeć. I tak z dnia na dzień jest coraz lepiej. Trudno to wszystko przetrwać, ciężkie są momenty, i na prawdę doskonale rozumiem co przeżywasz, ale on już nie wróci. A nawet jak będzie pisał do ciebie,  że chce wrócić, to nie będzie to prawdą, tylko będziesz dla niego "zapchajdziurą" po zerwaniu. On wie, że ty go kochasz, i jesteś w stanie zrobić wszystko, i dlatego  to wykorzystuje. Nie będę ci pisac, ze spotkasz kogoś, być może tak, być może nie. Tego nikt nie wie, ale pomyśl sobie, czy chcesz jeszcze raz przeżywac moment, w którym dowiadujesz się, że on ma kogoś, że cię okłamywał. Ja wiem, ze nie chcę tego szoku, tego bólu.

dziękuję mysticgirl, że napisałaś. To prawda, że go bardzo kocham i dużo dla niego robiłam, wybaczałam mu, wracałam i tak w kółko. Jeszcze do niedawna miałam nadzieję, że może i on mnie jednak kocha. Ale zaczyna do mnie docierać, że to nieprawda. Z tą zapchajdziurą masz rację - byłam nią przez ostatni rok i to nie jest fajne uczucie. Nigdy więcej nie chcę przeżywać tego co teraz, dlatego wierzę, że wyciągnę z tej lekcji dużo doświadczenia i nauczę się nie popełniać więcej tych samych błędów. Nie dam się już nigdy nikomu tak skrzywdzić.

300

Odp: zdradzona, zawiedziona

Wysiłek fizyczny to jest to!! Godzinka na siłowni, endorfiny, głowa nie ma siły myśleć,
Chyba zacznę chodzić 7x w tygodniu smile

301

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Wysiłek fizyczny to jest to!! Godzinka na siłowni, endorfiny, głowa nie ma siły myśleć,
Chyba zacznę chodzić 7x w tygodniu smile

Hehe... No ja sobie to "szczęście" dawkuje tylko 3 razy w tygodniu.... tongue
Basen wpływa na mnie bardzo pozytywnie. Siłownia niestety u mnie odpada...
Dziewczyny jak samopoczucie? Olimpia napisz co u lekarza.

302

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ja z racji tego, że mi dysk wypadł 3 miesiące temu cwiczę codziennie, przymusowo po 30minut. I kręgosłup ma się lepiej i moje samopoczucie:)

303

Odp: zdradzona, zawiedziona

Moje samopoczucie od wczoraj troszkę lepiej. Zaczynam myśleć bardziej o sobie. Właśnie wróciłam z poczty i wysłałam mu paczkę - jego książki. Łezka mi się w oku zakręciła jak je oddawałam, ale zaraz zadzwoniłam do koleżanki żeby się nie rozkleić i nie wyć całą drogę do domu. Mam niestety nowe zmartwienie i ono też mi trochę głowę zajmuje - mój kolega niedawno dowiedział się, że ma guza w mózgu. Dzisiaj odebrał wyniki po biopsji i już wiemy mniej więcej z czym mamy do czynienia. Także walczę ze sobą, żeby zapomnieć, otrząsnąć się i dodatkowo martwię się teraz o niego. Ehhh popieprzone to życie....

Po wizycie u terapeutki oczywiście się odezwę.

304

Odp: zdradzona, zawiedziona

u mnie jakoś ostatnio nienajgorzej . Chyba dlatego, że mam nawał zajęć w pracy i wracam po wielu godzinach wykończona. Choć jestem na ten stan rzeczy zła, jednak może i lepiej - mam przynajmniej zajętą głowę.

305

Odp: zdradzona, zawiedziona

Wróciłam niedawno od terapeutki. Dopiero dzisiaj wypłynęło, że moja "żałoba" nie dotyczy tylko jego, ale również jego rodziny. I to prawda, przez te kilka lat bardzo się z nimi zżyłam, zaangażowaliśmy się wzajemnie w nasze życia. Więc okazuje się, że tracąc jego straciłam również ich.

Zaczęła się analiza mojej osobowości, zachowań, charakteru, mojego zaangażowania w związek, postępowania itp. Dawałam za dużo, a bardzo mało oczekiwałam w zamian. Sporo w sumie dzisiaj tego było i widzę, że nie lubię o sobie rozmawiać, siebie analizować. Wolałam jego. Ale muszę przez to przejść, żeby coś zmienić w swoim życiu. Żeby w przyszłości nie powielać tych samych błędów.

Już chyba 4 raz mi powtórzyła, że jestem strasznie krytyczna wobec siebie. Zapytała mnie wprost "czy ja siebie lubię" - niestety nie. I dopiero teraz widzę ile na tym tracę, dlatego zrobię wszystko żeby siebie polubić.... eee w sumie mało powiedziane - POKOCHAĆ smile

Oczywiście kroki, które poczyniłam są dobre. Zamykam powoli za sobą drzwi, ale jeszcze trochę to potrwa.... Zmęczona jestem i trochę sprany mam mózg smile

306

Odp: zdradzona, zawiedziona

Cześć Olimpia,

wiedzę, że lepiej się czujesz i coraz bardziej myślisz o sobie smile wizyta u terapeutki w dychę "dawałam więcej niż dostawałam", znam to dobrze i też uczę się, by zmienic ten stan rzeczy, warto zacząć mówić,  "potrzebuję" i pokazywać swoje słabości, to tak ode mnie, co przychodzi mi do głowy.

Przykro mi z powodu Twojego kolegi, mam nadzieję, że mimo, iż choroba brzmi groźnie, rokowania okażą się być dobre i trzymam za to kciuki.

307

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Ja z racji tego, że mi dysk wypadł 3 miesiące temu cwiczę codziennie, przymusowo po 30minut. I kręgosłup ma się lepiej i moje samopoczucie:)

Uuu...wypadającego dysku nie zazdroszczę...
Ale, że samopoczucie lepsze to dobrze. smile

308

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Moje samopoczucie od wczoraj troszkę lepiej. Zaczynam myśleć bardziej o sobie. Właśnie wróciłam z poczty i wysłałam mu paczkę - jego książki. Łezka mi się w oku zakręciła jak je oddawałam, ale zaraz zadzwoniłam do koleżanki żeby się nie rozkleić i nie wyć całą drogę do domu. Mam niestety nowe zmartwienie i ono też mi trochę głowę zajmuje - mój kolega niedawno dowiedział się, że ma guza w mózgu. Dzisiaj odebrał wyniki po biopsji i już wiemy mniej więcej z czym mamy do czynienia. Także walczę ze sobą, żeby zapomnieć, otrząsnąć się i dodatkowo martwię się teraz o niego. Ehhh popieprzone to życie....

Po wizycie u terapeutki oczywiście się odezwę.

Kurcze chciałabym aby były zabrał wszystkie rzeczy, żebym nie musiała ich oglądać. Ale póki nie sprzedamy mieszkania to raczej marna szansa na to. Jak się wyraził nie będzie robił miejsca na rzeczy mojego kochanka... Masakra jakaś. On mógł w czasie naszego małżeństwa, może teraz ale ja nie mogę mieć nikogo... Zresztą nikogo przecież nie mam ani nie miałam... Ale dla zasady....
Guz zwłaszcza mózgu to naprawdę poważne. Ale mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. Trzymam kciuki. smile

309

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:

u mnie jakoś ostatnio nienajgorzej . Chyba dlatego, że mam nawał zajęć w pracy i wracam po wielu godzinach wykończona. Choć jestem na ten stan rzeczy zła, jednak może i lepiej - mam przynajmniej zajętą głowę.

I tak trzymać. Zajęta głowa to mniej bólu. smile
W końcu uwolnimy się od niego na dobre.

310

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

Wróciłam niedawno od terapeutki. Dopiero dzisiaj wypłynęło, że moja "żałoba" nie dotyczy tylko jego, ale również jego rodziny. I to prawda, przez te kilka lat bardzo się z nimi zżyłam, zaangażowaliśmy się wzajemnie w nasze życia. Więc okazuje się, że tracąc jego straciłam również ich.

Zaczęła się analiza mojej osobowości, zachowań, charakteru, mojego zaangażowania w związek, postępowania itp. Dawałam za dużo, a bardzo mało oczekiwałam w zamian. Sporo w sumie dzisiaj tego było i widzę, że nie lubię o sobie rozmawiać, siebie analizować. Wolałam jego. Ale muszę przez to przejść, żeby coś zmienić w swoim życiu. Żeby w przyszłości nie powielać tych samych błędów.

Już chyba 4 raz mi powtórzyła, że jestem strasznie krytyczna wobec siebie. Zapytała mnie wprost "czy ja siebie lubię" - niestety nie. I dopiero teraz widzę ile na tym tracę, dlatego zrobię wszystko żeby siebie polubić.... eee w sumie mało powiedziane - POKOCHAĆ smile

Oczywiście kroki, które poczyniłam są dobre. Zamykam powoli za sobą drzwi, ale jeszcze trochę to potrwa.... Zmęczona jestem i trochę sprany mam mózg smile

Olimpia to bardzo duży krok na przód. Super. smile
Ja tam lubię analizować, siebie też. Kochałam za bardzo, a i tak więcej szukałam winy w sobie niż w nim. A on to wykorzystał, niestety przeciwko mnie... Ja muszę popracować właśnie nad tym aby wszystkich i wszystkiego nie rozkładać na czynniki pierwsze. Pewnych ludzi, sytuacji czy spraw nie sposób analizować. Postępują tak a nie inaczej, sami czasem nie wiedząc dlaczego.
Krytyczna wobec siebie.... No co Ty mówisz.... To ktoś jeszcze tak ma.... tongue tongue tongue

311 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-09-03 11:08:14)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Wszystkie co tu jesteśmy dawalysmy za dużo! A co w zamian dostalysmy?! Fige z makiem. Na dodatek zostalysmy obarczone winą, no bo jeszcze za mało dostali. Piepszoni Piotrusie Pany! Eh dziś jestem zła na ten gatunek:)
Rozumiem też Olimpia twój ból z powodu straty jego rodziny. Czuje podobnie tylko, że dla mnie niezrozumiałe jest jak kobieta, która wydawała mi się taką tajną teściową, przyjęła taką postawę. Nikt z jego rodziny nawet słowem się nie odezwał do mnie. Zero reakcji! wychodzi na to, ze on tam jest swiety. Nawet jak wyslalam kopie sms jego siostrze, co do mnie wypisuje, tez nic nie odpisala!Tego nie zrozumiem nigdy:(

312

Odp: zdradzona, zawiedziona
iskra1234 napisał/a:

Cześć Olimpia,

wiedzę, że lepiej się czujesz i coraz bardziej myślisz o sobie smile wizyta u terapeutki w dychę "dawałam więcej niż dostawałam", znam to dobrze i też uczę się, by zmienic ten stan rzeczy, warto zacząć mówić,  "potrzebuję" i pokazywać swoje słabości, to tak ode mnie, co przychodzi mi do głowy.

Przykro mi z powodu Twojego kolegi, mam nadzieję, że mimo, iż choroba brzmi groźnie, rokowania okażą się być dobre i trzymam za to kciuki.

Witaj Iskra,

Faktycznie te wizyty u terapeutki pomagają mi, aczkolwiek też trochę dołują bo dużo rzeczy sobie uświadamiam, dużo błędów. Ale wiem, że to konstrukcyjna krytyka i potrafię ją przyjąć na klatę. Mam sporo słabości i jestem bardzo bardzo wrażliwa, ale nad tym będziemy pracować - nad słabością, bo podobno wrażliwość to duża zaleta w tych czasach a ja myślałam inaczej smile

Kolega, nie jest dobrze, ale nie ma też tragedii i tego się trzymamy. Będziemy walczyć i się nie poddamy. Ma dużo pomocy ze strony swoich koleżanek a my nie pozwolimy mu się złamać smile

313 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-09-03 17:07:50)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Maja1977 napisał/a:
zahir2603 napisał/a:

Ja z racji tego, że mi dysk wypadł 3 miesiące temu cwiczę codziennie, przymusowo po 30minut. I kręgosłup ma się lepiej i moje samopoczucie:)

Uuu...wypadającego dysku nie zazdroszczę...
Ale, że samopoczucie lepsze to dobrze. smile

Zahir wynik masz dodatni - 1 minus i 2 plusy smile

314

Odp: zdradzona, zawiedziona
Maja1977 napisał/a:

Kurcze chciałabym aby były zabrał wszystkie rzeczy, żebym nie musiała ich oglądać. Ale póki nie sprzedamy mieszkania to raczej marna szansa na to. Jak się wyraził nie będzie robił miejsca na rzeczy mojego kochanka... Masakra jakaś. On mógł w czasie naszego małżeństwa, może teraz ale ja nie mogę mieć nikogo... Zresztą nikogo przecież nie mam ani nie miałam... Ale dla zasady....
Guz zwłaszcza mózgu to naprawdę poważne. Ale mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. Trzymam kciuki. smile

A spakowałaś te rzeczy? Weź jakieś obskurne pudła, worki foliowe, popakuj to i schowaj gdzieś gdzie rzadko zaglądasz. Po co mają Ci te "śmieci" miejsce zajmować i przypominać....

315

Odp: zdradzona, zawiedziona
Maja1977 napisał/a:

Olimpia to bardzo duży krok na przód. Super. smile
Ja tam lubię analizować, siebie też. Kochałam za bardzo, a i tak więcej szukałam winy w sobie niż w nim. A on to wykorzystał, niestety przeciwko mnie... Ja muszę popracować właśnie nad tym aby wszystkich i wszystkiego nie rozkładać na czynniki pierwsze. Pewnych ludzi, sytuacji czy spraw nie sposób analizować. Postępują tak a nie inaczej, sami czasem nie wiedząc dlaczego.
Krytyczna wobec siebie.... No co Ty mówisz.... To ktoś jeszcze tak ma.... tongue tongue tongue

Dzisiaj przez ten krok mam lekkiego doła, ale lekkiego, nie rozklejam się smile Boję się tylko, że jak dostanie paczkę to skontaktuje się ze mną. Ale w sumie skoro milczy od prawie 2 tygodni to znaczy, że ma mnie gdzieś, dobrze się bawi z kochanicą szmatnicą, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednak ten kontakt nie nastąpi. OBY !!! Bo mnie wybije, a wiem że nie będę potrafiła nie odebrać. Ale spróbuję wink

Oj my chyba wszystkie kochałyśmy za bardzo. I jak to określiła moja terapeutka "poznał wszystkie moje słabości i je po prostu wykorzystał". Ale nie ma co gdybać i nie robię tego, dostałam kopniaka w tyłek i jak wyjdę z tego bagna to z podniesioną głową, silniejsza i mądrzejsza smile
Z tą analizą to masz rację, też niestety wszystko rozkładam na czynniki pierwsze, próbuję za wszelką cenę zrozumieć i poznać prawdę. A to mnie wykańcza, sama siebie tym krzywdzę, więc staram się nad tym panować. Ile ja się teraz rzeczy nauczę smile:):) Rychło w czas po 30 stce big_smile:D Ale lepiej późno niż wcale.

Krytyczna jak krytyczna, ale okazuje się, że mam mnóstwo kompleksów tongue

316

Odp: zdradzona, zawiedziona

OLIMPIA super że spakowałaś rzeczy i się ich pozbyłaś trzymam za Ciebie kciuki jesteś dzielna buziaki

317

Odp: zdradzona, zawiedziona

Dziś dziewczyny byłam świadkiem sceny. Para, ona w ciąży, w busie. Dzieciątko zaczęło się ruszać ( brzuch spory:), ona się uśmiechnęła, on położył rękę na brzuchu a potem przytulil głowę:) sweet. Prawie mi łza pociekla. Pomyślałam, kurcze ja bym też tak chciała ( bo nie miałam- nie ciąży, tylko takich czułości)) a z drugiej strony właśnie dlatego, że nie miałam a przecież tak chcę to jest ok. Takiego chce faceta. Takiego chciałam zawsze, takiego muszę mieć a on to pomyłka!. Trzeba przebolec i szukać swego!!!!!!!

318

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Dziś dziewczyny byłam świadkiem sceny. Para, ona w ciąży, w busie. Dzieciątko zaczęło się ruszać ( brzuch spory:), ona się uśmiechnęła, on położył rękę na brzuchu a potem przytulil głowę:) sweet. Prawie mi łza pociekla. Pomyślałam, kurcze ja bym też tak chciała ( bo nie miałam- nie ciąży, tylko takich czułości)) a z drugiej strony właśnie dlatego, że nie miałam a przecież tak chcę to jest ok. Takiego chce faceta. Takiego chciałam zawsze, takiego muszę mieć a on to pomyłka!. Trzeba przebolec i szukać swego!!!!!!!

Scena piękna, ale ja jestem na etapie złości i jak widzę szczęśliwe pary to myślę sobie " ehhh i tak ją zdradzi". Staram się odwracać głowę w takich przypadkach bo mnie to dołuje. Jestem po prostu zazdrosna, zazdroszczę ludziom szczęścia. Ale nie życzę im źle oczywiście, po prostu muszę przeboleć swoją złość i ból. Jedynymi osobami, którym życzę źle jest mój ex i jego szmatławiec smile

319

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ubawilas mnie tym eh i tak ją zdradzi;) ją też miałam ten etap zazdrości. Ale już minął. Na wszystko potrzeba czasu- na wszystko!

320

Odp: zdradzona, zawiedziona

Witam, jestem dość słaba w pisaniu na forum i pewnie za chwilę dostane po głowie, ale jak to się mówi raz kozie śmierć. Pozwalam sobie napisać w wątku Olimpii bo też zostałam w jakiś sposób zdradzona i moje ogóle samopoczucie na tą chwilę jest jednak słabe. Mam 37 lat ktoś z was pomyśli o jeszcze całe życie przed nią inny że powinnam mieć już rodzinę i dzieci. Tak naprawdę raczej nie miałam nigdy szczęścia do facetów. Zawsze jakoś instynktownie wybierałam i podobali mi się ci którzy mnie nie chcieli. Tak więc raczej żadnego poważnego związku nie miałam. No i pojawił się on. Facet, który się stara, zaprasza na randki itp. Myślałam karma - za te wszystkie lata posuchy w końcu się ktoś fajny trafił. A tym bardziej jakie było moje zdziwienie gdy po 2 tygodniach znajomości oświadczył że już powiedział o mnie rodzicom i zadawał pytania w stylu czy chcesz mieć dzieci, ile, itp.. Marzenie każdej kobiety ( a może dla bardziej doświadczonych raczej "dzwonek w głowie" - no ale ja doświadczone na gierki nie byłam). Przez pierwsze 3 miesiące było w miarę ok choć czułam że nie do końca to jest to. No coż nie zawsze można mieć to co się chcę tak więc trzeba starać się jakoś zgrać i poznać. Po 3 miesiącach zaczęło się psuć. Nagle nie miał czasu, nie mógł się spotykać - jak sam stwierdził ogólnie źle się czuje i nie ma ochoty wychodzić z domu. Na moje pytanie czy ma kogoś odpowiedział skąd ci to przyszło do głowy. Po jakich 2 tygodniach wszystko się unormowało, a po kolejnych 2 spotkałam się z NIĄ - tą której niby nie miał ( nie będę się zbytnio rozpisywać jak do tego doszło). Zerwałam z nim kontakt, ale ponieważ mam taki charakter że muszę wiedzieć i zrozumieć różne rzeczy odezwałam się z pytanie jak można tak potraktować drugiego człowieka i dlaczego po prostu ze mnie nie zakończył znajomości zanim zaczął kolejną. No i tak zaczęliśmy ze sobą znowu rozmawiać. Wiem że zaraz napiszecie że nie powinnam, ze powinnam się szanować i taki związek nie ma sensu. Ale jak jest się tak długo samą to czasami nawet najgorszy związek jest lepszy od samotności. Przez kolejne 3 miesiące za mną chodził, umawiał się ( 0 sexu ). Po 3 miesiącach dałam mu szansę, myślałam że skoro tak długo się starał to może zrozumiał i mu bardziej zależy. Kolejne 4 miesiące były już zdecydowanie lepsze od tych pierwszych. Co prawda to taki ty faceta, który nie prawi komplementów ( mega słabe) i średnio też docenia to co robiłam ( wstawałam o 5 rano i robiłam mu kanapki do pracy, gotowała, zmywałam, przynosiłam zakupy - robiłam wszystko). Wiem trochę do zagłaskałam i matkowałam - ale on stwierdził że jeszcze nikt nigdy nie opiekował się nim tak jak ja i że jestem wspaniałą kobietą. Powiedział że nie chce innej bo ja jestem najlepsza a reszta to zwykłe lalunie. I co... i się zesrało. Znowu zaczął mnie unikać a ja nie chciałam być drugi raz potraktowana jak szmata więc naciskałam na rozmowę. I co słyszę od faceta który ma 32 lata - że nie może otworzyć się w tym związku!, że się starał itp.. itd.. kur.. a ja mu o 5 rano kanapki do pracy robiłam. Oczywiście zdaje sobie sprawę że pewnie kłamał, a na boku pewnie znowu ma inna. Ale to tak straszne boli sad
Nie wiem sama jakiej pomocy oczekuje od was, ale mam 37 lat i ciągle chciałabym założyć rodzinne i mieć fajnego faceta, który doceni to co robię i którego nie będę musiała prosić o komplementy.

321

Odp: zdradzona, zawiedziona

Arcola witaj,

od nikogo nie dostaniesz po głowie. Zachowujesz się zupełnie normalnie w sytuacji gdy ktoś Cię zdradza, oszukuje, gdy kogoś kochasz i chcesz być kochana. Nie wszystkie kobiety potrafią od razu po dowiedzeniu się o zdradzie rzucić to wszystko, zapomnieć, zerwać kontakty, pozamykać wszystkie drzwi. Nasz strach przed samotnością, upływający czas (PESEL) pewnie też nie pomaga. Podobnie jak ja trafiłaś na dorosłego, ale niedojrzałego faceta. Wiem przez co przechodzisz i co czujesz. Wiek nie ma żadnego znaczenia, ja jestem troszkę młodsza bo mam 31 lat i też nie mam męża, dzieci, mimo iż moje wszystkie koleżanki je mają. Po prostu nie trafiłyśmy na tego odpowiedniego. Ja też panicznie boję się samotności, boję się tego, że nie założę rodziny, nie będę miała dzieci, w nikim się nie zakocham ani nikt mnie nie pokocha. Ale na siłę nie da się i nie można z kimś być. Dajemy się oszukiwać, krzywdzić bo bardzo kochamy i chcemy być szczęśliwe. Ale czy jak ktoś tak nas traktuje to jesteśmy szczęśliwe? NIE. Pewna mądra kobietka wkleiła w moim poście fajny cytat " lepsza samotność wysokiej jakości niż bylejakość w związku." - mi dał dużo do myślenia.
Sobie niczego nie wyrzucaj bo to nie jest Twoja wina, on jest zwykłym draniem. Musisz przez to przejść, musisz myśleć teraz wyłącznie o sobie - ten tekst jest powtarzany na forum jak mantra, ale to prawda. Zajmuj czas, dbaj o siebie, nie kontaktuj się z nim. Z czasem będzie lepiej i wierzę że z czasem trafimy na porządnego i wartego naszej uwagi faceta.
Pisz jak będzie Ci źle. Pisz aby wyrzucić z siebie te emocje, posłuchać rad.

322

Odp: zdradzona, zawiedziona

Olimpia miło mi, że odpisałaś. Najgorsze jest to że ja to wszystko wiem. Wiem że byłam dla niego za dobra, wiem że powinnam zakończyć związek wcześniej, wiem że jest nie zasługuje na mnie i że nie powinnam się zbytnio przejmować. Bardzo bym chciała czasami być jak facet iść dalej i nie oglądać się za siebie. No i co z tego że to wszystko wiem jak siedzę i ryczę do monitora o zastawiam się dlaczego mnie to zawsze spotyka! Nigdy nikomu nie zrobiłam krzywdy, mnie non stop ktoś krzywdzi. Wiem minie - muszę się wygadać, przepłakać itp... Chciałabym się obudzić i żeby było już po wszystkim.

323 Ostatnio edytowany przez iskra1234 (2015-09-03 22:02:37)

Odp: zdradzona, zawiedziona

"słabość" może być największą siłą jak się okazuje wink dla mnie to właśnie sięganie po coś i mówienie potrzebuję, choć już coraz lepiej mi to wychodzi:) Takie lekcje uczą to prawda, ta lekcja mi dała poczucie twardego stąpania po ziemi. Wrażliwość też mam na wysokim poziomie, ale coraz bardziej ją lubię. Każda z nas tu piszących miała dużo sygnałów i informacji o tym, że w jakiś sposób się oszukujemy, czy naprawdę kochamy zdradzacza ? Myślę, że nie do końca prawdziwie widzimy naszych partnerów, dużo w tym wszystkim projekcji, wyobrażeń i pragnień, a realia są inne.
Arcola to może dobry moment by właśnie pomyśleć dlaczego więcej dajesz niż otrzymujesz związek powinien być 1 do 1 , ale nie w słowach a czynach.
Masz w sobie bardzo dużo do zaaferowania i jest ktoś, kto nie tyle jak dzieciak to weźmie , ale przyjmie z radością i odwzajemni.

324

Odp: zdradzona, zawiedziona
arcola napisał/a:

Olimpia miło mi, że odpisałaś. Najgorsze jest to że ja to wszystko wiem. Wiem że byłam dla niego za dobra, wiem że powinnam zakończyć związek wcześniej, wiem że jest nie zasługuje na mnie i że nie powinnam się zbytnio przejmować. Bardzo bym chciała czasami być jak facet iść dalej i nie oglądać się za siebie. No i co z tego że to wszystko wiem jak siedzę i ryczę do monitora o zastawiam się dlaczego mnie to zawsze spotyka! Nigdy nikomu nie zrobiłam krzywdy, mnie non stop ktoś krzywdzi. Wiem minie - muszę się wygadać, przepłakać itp... Chciałabym się obudzić i żeby było już po wszystkim.

Arcola ja też to wszystko wiedziałam, tylko na tym pierwszym etapie bólu sama świadomość nie wystarcza. Cały czas wygrywają uczucia, uczucia nami targają, władają, cały czas górują. Płacz jeśli to Ci pomaga, wściekaj się, wyzywaj go w duszy, myślach, cokolwiek co tylko przynosi chociaż delikatną ulgę. Zadawałam sobie dokładnie te same pytania co Ty. Nie wiem czy czytałaś mój wątek, ale opisywałam dokładnie swoje uczucia, swoje stany. Przechodzisz to samo. U mnie minął miesiąc i powoli rozum bierze górę nad emocjami i uczuciami. Potrzeba czasu, to wszystko co wiesz zacznie w końcu przekładać się na czyny.
Różnica między nami a nimi jest taka, że my się przejmujemy od razu. Oni uświadamiają sobie zazwyczaj co zrobili, co stracili po kilku tygodniach czy miesiącach. Ale wtedy już my mamy ich gdzieś. Wiem, że to pewnie nie reguła i jeśli ta druga osoba nie kochała tak naprawdę to nawet czas nie zdziała cudów i on nie zatęskni. Ale nie ma sobie czym głowy zaprzątać. Czas pokaże, a póki co musimy myśleć tylko i wyłącznie o sobie. To czas na egoizm dla nas. Dawałyśmy z siebie wszystko zapominając, że to my jesteśmy najważniejsze. Czas na zmiany.
Dasz radę i trzymam kciuki.

325

Odp: zdradzona, zawiedziona

Dziękuje Iskro, Olimpio - trochę pomaga to co piszecie. Czasami mam tyle siły, że mam wrażenie, że to minęło i nic nie czuje. Czasami rozsypuje się jak domek z kart. Ledwo mam silę żeby dojść z pracy do domu i się nie popłakać gdzieś na ulicy. Na razie staram sobie stawiać proste cele  - idź na siłownie, idź coś zjeść na miasto, wyjedź na weekend do znajomych. Czasami bym chciała żeby ludzie którzy tak strasznie ranią czuli nasz ból.

Posty [ 261 do 325 z 2 661 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 … 41 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdradzona, zawiedziona

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026