Olimpia234 napisał/a:panibaronowa napisał/a:Olej gościa, bo mam podejrzenia, że tę jego wielką miłość, to sobie trochę wyobraziłaś.
Może i się myliłam, nie wiem i już się raczej nie dowiem, aczkolwiek czułam przez te 4 lata, że mnie kocha, widziałam to - bardzo się starał, zabiegał itp. Czuliśmy się jakbyśmy się znali od zawsze, mieliśmy zawsze o czym rozmawiać, co robić, byliśmy szczęśliwi. Ja mu zaufałam w 100%, byłam lojalna, wierna, zawsze stałam za nim murem i nigdy przez myśl mi nie przeszło, że może mnie okłamać a co najgorsze zdradzić. Podobno do zdrady fizycznej nie doszło, ale raczej w to nie wierzę...
Najgorsze jest również to, że on nie zdawał sobie sprawy do końca, że postąpił źle. Mimo iż mnie przepraszał i błagał o wybaczenie to nigdy nie przyznał się, że popełnił błąd. Raz tylko usłyszałam z jego ust, że być może popełnił błąd swojego życia, ale właśnie "być może". Więc chyba wg niego nic złego się nie stało, a ja przesadzam - takie odniosłam wrażenie po tych wszystkich miesiącach walki...
Dziewczyny, coś wam powiem.. coś, co teraz, powolutku do mnie dociera...
Zastanawiacie się, jak to możliwe, że człowiek, który był dla Was najbliższy, dla którego tyle poświęciłyście, z którym tak świetnie się porozumiewałyście, który Was traktował bardzo dobrze, z czułością, wyznawał miłość itd. - jak mógł z dnia na dzień tak się zmienić? porzucić? zdradzić? zamienić w takiego zimnego, bezdusznego, chujowego drania?
Odpowiem Wam - bo on się zakochał! [nie powiem Wam, czy to prawdziwe zakochanie... czy na długo... czy na krótko]. Ale mówię Wam - on wyrzucił ze swojej głowy wszystko! Was... dzieci... liczy się tylko nowa miłość...
A Wy (i ja) siedzicie, płaczecie, rozpamiętujecie, czekacie, wierzycie, że coś do niego dotrze, że się ocknie...
NIE! tak nie będzie! Chyba, że gomoń zostanie porzucony i poczuje, że grunt mu się pod nogami zawala... wtedy szybciutko wróci do Was... Chcecie tak?
Ja Wam coś powiem. My jesteśmy lojalne, dbamy o rodziny, kochamy męża, ale taką miłością dojrzałą...
Ale zapomniałyśmy już, jak to było, gdy zakochiwałyśmy się mając 19-20 lat! To była magia! Nic więcej się nie liczyło... świat przestał istnieć... nie było innych ludzi... zobowiązań... ważne były tylko te olbrzymie emocje... ta siła przyciągania... Pamiętacie to?
On to teraz przechodzi. I dla niego nic innego sie nie liczy.
Nie liczycie się Wy. Ani Wasze wspólne dokonania. Ani te piękne relacje, które wspólnie wypracowaliście. Ani wspomnienia, żadne przeszłe cudowne chwile z Wami. To się nie liczy dla niego w tej chwili absolutnie. On teraz nawet o tym nie pamięta! Tak serio - wywalił to całkowicie z głowy, może na zawsze.
Dlatego przestańcie się łudzi i same siebie oszukiwać...
I róbcie dokładnie to samo!
Żyjcie... jesteście wolne! Zakochujcie się... nie chodzi o miłość do grobowej deski... już nie... ani o nowy związek... o nie... na to nie idźcie! 
Piszę to, bo dziewczyny - pora się otrząsnąć ze złudzeń... pora skończyć zamartwianie... Oni nie wrócą.
A dlaczego chcą utrzymywać kontakty? Odwiedzają... są mili, deklarują przyjaźń i pomoc wszelaką?
Bo w tym ich nowym szczęściu jest tylko jeden cierń - WY
I to jest sposób na "załatwienie" wyrzutów sumienia. Ale to nie jest miłość (tak, jakbyśmy chciały... żaden sentyment, tak jak myślimy... żadne przebudzenie, tak jak się łudzimy)... ZAPOMNIJCIE
Piszę to wszystko z własnych doświadczeń.
Opisałam siebie.
I nie chcę się już dłużej ani oszukiwać... ani samobiczować... ja chcę ŻYĆ
I właśnie zaczynam 
ps. tak, pojawił się ktoś w moim życiu... i tak, choć to zaledwie niewinny początek, to już teraz czuję jak to potrafi przesłonić wszystko... i dodam - przez 20lat zapomniałam jak to jest... jakie to silne... Nie wiem jak to się skończy... i kiedy... może za tydzień. Ale przypomniałam sobie jak to kiedyś było! I dlatego mówię Wam - Wasi ex to przechodzą... i nigdy już do Was nie wrócą...wiem, że to straszne, okrutne, nieludzkie, nie fair, niesprawiedliwe... ale oni odkryli coś niesamowitego i niezwykłego...
I wiecie co jest najgorsze? Że ja w jakiś tam sposób dalej kocham mojego męża... mimo, że mi to wszystko zrobił... nie mniej... jestem w stanie do szaleństwa zakochać się w innym... i - mam nadzieję - że kiedyś przyjdzie taki dzień, że podziękuję mojemu jm że mnie tak wtedy porzucił - bo dzięki temu poznałam fantastycznego faceta (może facetów?). I wykiwam i jego... i te wszystkie kochanki... hehehehee