netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

zdradzona, zawiedziona

2 660 odpowiedzi247 114 wyświetleńzałożony przez Olimpia234, 17.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdradzona, zawiedziona

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 41 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 2 661 ]

131

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:

Nowy dzień - hej Olimpia, Maja- fajnie, że dołączyłaś
Postanowiłam dziś przeprowadzić na sobie mały eksperyment, a mianowicie wygrzebałam celowo schowane przeze mnie zdjęcie mojego ZDRAJCY ( jedyne, które zachowałam). Byłam ciekawa jak się zachowam, jak zareaguję na jego wizerunek ( a nie oglądałam tego zdjęcia  ponad 2,prawie 3 miesiące). I co...?? poczułam się dziwnie/ nieswojo, jakby serce szybciej zaczęło mi bić, kurcze nawet łezka się zakręciła. Cholera - fajny był. Jednak ten obraz jego był jakiś zamazany w znaczeniu emocji i wspomnień, które mnie z nim łączą. Patrzyłam na to zdjęcie przez kilka minut w milczeniu jak jakaś otępiała , przez chwilę nie czując nic.
Podsumowanie eksperymentu - kiedyś bym wyła z żalu, pół dnia chodziłam jak ogłupiona, oskarżałam wszystkich świętych o niesprawiedliwość losu i oczywiście sms do ZDRAJCY- typu " jak to mi źle"
Dziś oczywiście nie ma opcji na kontakt z mojej strony - oczywiście, że nie. Bardzo cieszę się ,że już zrobiłam taki postęp. Za żadne skarby nie chciałabym wrócić do początku, do punktu wyjścia. Jak sobie przypomnę moją codzienność kiedyś, a dziś - nie ma porównania , niebo do ziemi. . Pozdrawiam . Trzymajmy się będzie. ok

U mnie przede wszystkim książki ( dedykacje) czy kartki typu walentynki rozkładaja mnie na łopatki - jak to pisał, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, że wyciągnęłam go z bagna, że dzięki mnie poczuł że żyje.... Ta.... Tyle że zapomniał o tym wszystkim i do samego końca kłamał żeby ratować własny tyłek.
Ja też nie chcę powrotu do tego co było. Wiem, że za jakiś czas ( bardziej dłuższy niż krótszy :-P)  napisze, że głupia byłam że tak długo cierpiałam. Ale to jeszcze nie dziś. Chociaż na pewno już mi bliżej  niż jakiś czas temu. :-)

132

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:

W moim przypadku było podobnie, tylko nie z obiadkami itp, ale też za dużo od siebie dawałam, zawsze o niego dbałam, zawsze był ważniejszy dla mnie niż ja sama. Oni tego nie doceniają. Mają za dobrze z takimi babeczkami jak my sad

Hehe... I znowu jak u mnie. On najważniejszy, on tylko może być zmęczony.
Teraz wiem, że trzeba było być bardziej egoistką i myśleć też o sobie. 
Pewnie, że nie doceniają, ale to już na szczęście nie nasz problem... :-P

133

Odp: zdradzona, zawiedziona

Kartki, zdjęcia, pewnie jakieś upominki?!. Ja po siedmiu latach malzenstwa spakowalam: worek ciuchow jego, schowalam album ślubny, pierścionek i obrączki. Tyle dziewczyny! Zadnych upominków od niego! Totalne dno! Tak się zastanawiam czasami jak ja zylam?! To się odbywało wszystko na zasadzie: on kasa ( na początku wspólna potem z wydzielaniem) i ja: cały ten majdan do ogarniecia, czyli dziecko na twojej głowie, mąż na twojej głowie, sprawy domowe na twojej głowie! Nie dziwię się teraz, że kiedyś ten kon, czyli ja, nie był w stanie wozu ciągnąć. Tylko, że ten wóz jaki cholernie ciężki by nie był to jednak był. No i teraz ciężko, bo tak z połowa wozu glupio, a z drugiej strony  o połowę lżej!

134

Odp: zdradzona, zawiedziona

Zahir, u mnie też tyle tego było tongue
Czyli nic...
Za to, jak pakowałam jakies jego osobiste klamoty to znalazłam... pluszowego zajączka, którego dostał od swojej pierwszej dziewczyny w liceum! big_smile
przechowywał to sobie misiu na pamiątkę ...
oddałam mu, żeby nie tęsknił...

135

Odp: zdradzona, zawiedziona

Mój mąż ma całą masę rzeczy, które chcąc wywiez musi ciężarówkę wynająć! To rzeczy związane z jego hobby. Bardzo kosztownym i to w dwojaki sposób! Bo zabrało i pieniądze i męża! Jego ukochany warsztat! Jak wchodzę tam teraz i patrzę na to wszystko to mi się chce płakać! Ale pamiętam jak mama mi mówiła: on to do warsztatu przyjeżdża nie do ciebie! I to prawda. Skończyła się kasa, żeby tam łożyc, skończyło się małżeństwo! Szkoda tylko tych lat! Ale zapewne tak miało być!

136

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Mój mąż ma całą masę rzeczy, które chcąc wywiez musi ciężarówkę wynająć! To rzeczy związane z jego hobby. Bardzo kosztownym i to w dwojaki sposób! Bo zabrało i pieniądze i męża! Jego ukochany warsztat! Jak wchodzę tam teraz i patrzę na to wszystko to mi się chce płakać! Ale pamiętam jak mama mi mówiła: on to do warsztatu przyjeżdża nie do ciebie! I to prawda. Skończyła się kasa, żeby tam łożyc, skończyło się małżeństwo! Szkoda tylko tych lat! Ale zapewne tak miało być!

U mnie były też nie zabrał rzeczy, mimo że obiecywał wiele razy... Na pewno byłoby mi łatwiej nie widząc jego rzeczy "straszących"  mnie z każdego pokoju. Przeniosłam co się dało, ale.... Jak mieszkanie się sprzeda to problem zniknie. Tyle, że wygląda na to, że to potrwa jeszcze... No i zonk...

137 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-08-20 09:01:04)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ja nie mogę czegoś w życiu pojąć - spotyka się dwoje dorosłych ludzi, wykazuje sobą zainteresowanie , pojawiają się motyle, przychylne słowa, gesty, decyzje wspólnego bycia ( w jakiejkolwiek konfiguracji), często dzieci i... coś pęka ??!!. Ja dobrze wiem ,że "życie  to nie je bajka" - już dawno skończyłam 15 lat, wiem też, że tym motylom nie zawsze chce się fruwać, bo proza życia robi swoje, rozumiem też, że jedna strona może  i ma prawo chcieć czegoś innego od życia, niż to co go spotkało- na co liczył ( często do tego dochodzi się po czasie), Jednak do diabła, gdzie jest w tym momencie SZACUNEK dla człowieka, PRZECIEŻ albo PODOBNO  do bliskiego człowieka. Ja moim małym móżdżkiem nie mogę ogarnąć FORMY/SPOSOBU, w jaki sposób  odbywają się rozstania - te perfidne posunięcia, kłamstwa i krętactwa, to odchodzenie z dnia na dzień, to odwracanie kota ogonem , milczenie...etc - no nie ogarniam tego. Wyobraźcie sobie, że w moim przypadku nie było rozstania, takiego " musimy się rozejść bo coś tam". Ja po prostu dowiedziałam, że mój zdrajca pozwala wrócić do siebie żonie, bo poważnie zachorowała, a z nami...? prosi bym poczekała , będzie dobrze., że mnie nie skrzywdzi, bo na to nie zasługuję. Przecież to chore !! " on chce kontaktu ze mną, bo mnie kocha", ale z ex żoną razem mieszka i tworzyć będzie codzienność. Wszystkiego sama musiałam się domyślać i na tych domysłach i oczywiście niuansach/ zdarzeniach/ faktach, które miały miejsce, podjąć decyzję odejścia z tej patologii. Z szacunku do niego ,siebie i tego co nas łączyło, chciałam mu to oświadczyć podczas rozmowy - jednak nie było mi to dane, bo mój TCHÓRZ-MEN domyślając się zwyczajnie nie przyszedł na spotkanie - tragedia-! zero szacunku.!

138 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-20 09:50:15)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Bo to tchórze! Takie dzieciuchy, często jeszcze pod skrzydłami mamusi ( jak mój). Oni nie mają odwagi prawdę powiedzieć. Tylko, że najgorsze jest takie dawanie im czasu! Bo on biedny nie wie co robić, czy być z tobą, czy cię kocha a ty czekasz. Oczywiście sama musisz ciągnąć takiego za jęzor, co się dzieje?, a i tak często słyszysz, że to ty robisz problem! A jak już nie masz siły na walkę z wiatrakami to on ci powie, że to twoja wina! No bo się za mało starałas i ble ble ble!
Mój mi przez miesiąc SMS-y wysyłał z prośbą o spotkanie a jak napisałam: bądź za godzinę tu ITU, to odpisał, że nie bo on nie chce wysłuchiwać moich oskarżeń!:) napisałam, że drugi raz nie zaproponuje to się przełamał ale jak zobaczył, że już nie jestem tą wyczekującą na jego powrót to tak kręcił aż wykrecil, że to on do mnie nie wróci! Śmieszne to wszystko;)
To fajnego dnia kobietki! Oby był udany!

139 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-08-20 10:09:10)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:

Jednak do diabła, gdzie jest w tym momencie SZACUNEK dla człowieka, PRZECIEŻ albo PODOBNO  do bliskiego człowieka. Ja moim małym móżdżkiem nie mogę ogarnąć FORMY/SPOSOBU, w jaki sposób  odbywają się rozstania - te perfidne posunięcia, kłamstwa i krętactwa, to odchodzenie z dnia na dzień, to odwracanie kota ogonem , milczenie...etc - no nie ogarniam tego.. Wszystkiego sama musiałam się domyślać i na tych domysłach i oczywiście niuansach/ zdarzeniach/ faktach, które miały miejsce, podjąć decyzję odejścia z tej patologii. Z szacunku do niego ,siebie i tego co nas łączyło, chciałam mu to oświadczyć podczas rozmowy - jednak nie było mi to dane, bo mój TCHÓRZ-MEN domyślając się zwyczajnie nie przyszedł na spotkanie - tragedia-! zero szacunku.!

No właśnie - PODOBNO bliskiego...
Ja też największy problem miałam ze zrozumiem tego. Przecież mówiłam - masz kogoś, odejdź. Ale nie lepiej było kłamać, mówić mi że sobie wymyślam. Lepiej po raz kolejny było zrzucić na mnie odpowiedzialność za podjęcie decyzji ( żeby dalej robić z siebie ofiarę ). Tak - to ja złożyłam pozew o rozwód. Jestem z tego dumna. To najrozsądniejsza rzecz jaką zrobiłam od momentu kiedy zaczęłam podejrzewać zdradę.

zahir2603 napisał/a:

Bo to tchórze! Takie dzieciuchy, często jeszcze pod skrzydłami mamusi ( jak mój). Oni nie mają odwagi prawdę powiedzieć. Tylko, że najgorsze jest takie dawanie im czasu! Bo on biedny nie wie co robić, czy być z tobą, czy cię kocha a ty czekasz. Oczywiście sama musisz ciągnąć takiego za jęzor, co się dzieje?, a i tak często słyszysz, że to ty robisz problem! A jak już nie masz siły na walkę z wiatrakami to on ci powie, że to twoja wina! No bo się za mało starałas i ble ble ble!

Dokładnie - tchórz...
Oczywiście, że to moja wina. "P . Dowiedziałam się od niego jak długa jest lista moich kochanków - nie uwierzycie. Nawet wrzucił tam męża mojej siostry, jego brata, oczywiście koledzy z pracy... tongue  Normalnie nie wiedziałam, że jest ich aż tylu... tongue
I ja czekałam, prosiłam, krzyczałam, oj nazbierało się tego. A potem już nie miałam siły walczyć, bo dotarło do mnie że nie ma już człowieka którego pokochałam. Że on już od dawna kocha swoją pannę...


Wiecie czasem w przypływach gorszego nastroju nachodzą mnie myśli, żeby na "poprawę nastroju" ale też "jemu na złość" przespać się z kimś. Przede wszystkim brakuje mi bliskości drugiej osoby, ale wiem że taki seks tego mi nie da. Poza tym jakoś nie wyobrażam sobie seksu bez miłości ( dobra, dobra, wiem stara a głupia... tongue ). Po drugie on ma mnie w głębokim poważaniu, więc nawet pewnie się o tym nie dowie...
Dziewczyny czy to normalne - takie myśli? Takie chwianie się od jednej skrajnej myśli do drugiej? Po takim czasie? Myślałam, że najgorsze za mną...

140

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ja też sobie tego nie wyobrażam. My chyba za porządne jesteśmy:) a tak serio to ja nawet sobie nie wyobrażam teraz być z kimś innym. Ale na to też potrzeba czasu podobno.

141 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-08-20 11:49:50)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:
panibaronowa napisał/a:

Olej gościa, bo mam podejrzenia, że tę jego wielką miłość, to sobie trochę wyobraziłaś.

Może i się myliłam, nie wiem i już się raczej nie dowiem, aczkolwiek czułam przez te 4 lata, że mnie kocha, widziałam to - bardzo się starał, zabiegał itp. Czuliśmy się jakbyśmy się znali od zawsze, mieliśmy zawsze o czym rozmawiać, co robić, byliśmy szczęśliwi. Ja mu zaufałam w 100%, byłam lojalna, wierna, zawsze stałam za nim murem i nigdy przez myśl mi nie przeszło, że może mnie okłamać a co najgorsze zdradzić. Podobno do zdrady fizycznej nie doszło, ale raczej w to nie wierzę...
Najgorsze jest również to, że on nie zdawał sobie sprawy do końca, że postąpił źle. Mimo iż mnie przepraszał i błagał o wybaczenie to nigdy nie przyznał się, że popełnił błąd. Raz tylko usłyszałam z jego ust, że być może popełnił błąd swojego życia, ale właśnie "być może". Więc chyba wg niego nic złego się nie stało, a ja przesadzam - takie odniosłam wrażenie po tych wszystkich miesiącach walki...

Dziewczyny, coś wam powiem.. coś, co teraz, powolutku do mnie dociera...

Zastanawiacie się, jak to możliwe, że człowiek, który był dla Was najbliższy, dla którego tyle poświęciłyście, z którym tak świetnie się porozumiewałyście, który Was traktował bardzo dobrze, z czułością, wyznawał miłość itd. - jak mógł z dnia na dzień tak się zmienić? porzucić? zdradzić? zamienić w takiego zimnego, bezdusznego, chujowego drania?

Odpowiem Wam - bo on się zakochał! [nie powiem Wam, czy to prawdziwe zakochanie... czy na długo... czy na krótko]. Ale mówię Wam - on wyrzucił ze swojej głowy wszystko! Was... dzieci... liczy się tylko nowa miłość...
A Wy (i ja) siedzicie, płaczecie, rozpamiętujecie, czekacie, wierzycie, że coś do niego dotrze, że się ocknie...
NIE! tak nie będzie! Chyba, że gomoń zostanie porzucony i poczuje, że grunt mu się pod nogami zawala... wtedy szybciutko wróci do Was... Chcecie tak?

Ja Wam coś powiem. My jesteśmy lojalne, dbamy o rodziny, kochamy męża, ale taką miłością dojrzałą...
Ale zapomniałyśmy już, jak to było, gdy zakochiwałyśmy się mając 19-20 lat! To była magia! Nic więcej się nie liczyło... świat przestał istnieć... nie było innych ludzi... zobowiązań... ważne były tylko te olbrzymie emocje... ta siła przyciągania... Pamiętacie to?

On to teraz przechodzi. I dla niego nic innego sie nie liczy.
Nie liczycie się Wy. Ani Wasze wspólne dokonania. Ani te piękne relacje, które wspólnie wypracowaliście. Ani wspomnienia, żadne przeszłe cudowne chwile z Wami. To się nie liczy dla niego w tej chwili absolutnie. On teraz nawet o tym nie pamięta! Tak serio - wywalił to całkowicie z głowy, może na zawsze.
Dlatego przestańcie się łudzi i same siebie oszukiwać...
I róbcie dokładnie to samo!
Żyjcie... jesteście wolne! Zakochujcie się... nie chodzi o miłość do grobowej deski... już nie... ani o nowy związek... o nie... na to nie idźcie! tongue

Piszę to, bo dziewczyny - pora się otrząsnąć ze złudzeń... pora skończyć zamartwianie... Oni nie wrócą.

A dlaczego chcą utrzymywać kontakty? Odwiedzają... są mili, deklarują przyjaźń i pomoc wszelaką?
Bo w tym ich nowym szczęściu jest tylko jeden cierń - WY
I to jest sposób na "załatwienie" wyrzutów sumienia. Ale to nie jest miłość (tak, jakbyśmy chciały... żaden sentyment, tak jak myślimy... żadne przebudzenie, tak jak się łudzimy)... ZAPOMNIJCIE

Piszę to wszystko z własnych doświadczeń.
Opisałam siebie.
I nie chcę się już dłużej ani oszukiwać... ani samobiczować... ja chcę ŻYĆ smile I właśnie zaczynam tongue

ps. tak, pojawił się ktoś w moim życiu... i tak, choć to zaledwie niewinny początek, to już teraz czuję jak to potrafi przesłonić wszystko... i dodam - przez 20lat zapomniałam jak to jest... jakie to silne... Nie wiem jak to się skończy... i kiedy... może za tydzień. Ale przypomniałam sobie jak to kiedyś było! I dlatego mówię Wam - Wasi ex to przechodzą... i nigdy już do Was nie wrócą...wiem, że to straszne, okrutne, nieludzkie, nie fair, niesprawiedliwe... ale oni odkryli coś niesamowitego i niezwykłego...
I wiecie co jest najgorsze? Że ja w jakiś tam sposób dalej kocham mojego męża... mimo, że mi to wszystko zrobił... nie mniej... jestem w stanie do szaleństwa zakochać się w innym... i - mam nadzieję - że kiedyś przyjdzie taki dzień, że podziękuję mojemu jm że mnie tak wtedy porzucił - bo dzięki temu poznałam fantastycznego faceta (może facetów?). I wykiwam i jego... i te wszystkie kochanki... hehehehee

142

Odp: zdradzona, zawiedziona

Zorija mój nie zostawił mnie dla innej. Zostawił bo nie dorósl do rodziny. Nie ten moment i już! No i różnica charakterów. Już teraz wiem co to znaczy.

143

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Ja też sobie tego nie wyobrażam. My chyba za porządne jesteśmy:) a tak serio to ja nawet sobie nie wyobrażam teraz być z kimś innym. Ale na to też potrzeba czasu podobno.

Porządne tak, ale nie święte.... tongue





Zorija napisał/a:

Dziewczyny, coś wam powiem.. coś, co teraz, powolutku do mnie dociera...

Zastanawiacie się, jak to możliwe, że człowiek, który był dla Was najbliższy, dla którego tyle poświęciłyście, z którym tak świetnie się porozumiewałyście, który Was traktował bardzo dobrze, z czułością, wyznawał miłość itd. - jak mógł z dnia na dzień tak się zmienić? porzucić? zdradzić? zamienić w takiego zimnego, bezdusznego, chujowego drania?

Odpowiem Wam - bo on się zakochał! [nie powiem Wam, czy to prawdziwe zakochanie... czy na długo... czy na krótko]. Ale mówię Wam - on wyrzucił ze swojej głowy wszystko! Was... dzieci... liczy się tylko nowa miłość...
A Wy (i ja) siedzicie, płaczecie, rozpamiętujecie, czekacie, wierzycie, że coś do niego dotrze, że się ocknie...
NIE! tak nie będzie! Chyba, że gomoń zostanie porzucony i poczuje, że grunt mu się pod nogami zawala... wtedy szybciutko wróci do Was... Chcecie tak?

Ja Wam coś powiem. My jesteśmy lojalne, dbamy o rodziny, kochamy męża, ale taką miłością dojrzałą...
Ale zapomniałyśmy już, jak to było, gdy zakochiwałyśmy się mając 19-20 lat! To była magia! Nic więcej się nie liczyło... świat przestał istnieć... nie było innych ludzi... zobowiązań... ważne były tylko te olbrzymie emocje... ta siła przyciągania... Pamiętacie to?

On to teraz przechodzi. I dla niego nic innego sie nie liczy.
Nie liczycie się Wy. Ani Wasze wspólne dokonania. Ani te piękne relacje, które wspólnie wypracowaliście. Ani wspomnienia, żadne przeszłe cudowne chwile z Wami. To się nie liczy dla niego w tej chwili absolutnie. On teraz nawet o tym nie pamięta! Tak serio - wywalił to całkowicie z głowy, może na zawsze.
Dlatego przestańcie się łudzi i same siebie oszukiwać...
I róbcie dokładnie to samo!
Żyjcie... jesteście wolne! Zakochujcie się... nie chodzi o miłość do grobowej deski... już nie... ani o nowy związek... o nie... na to nie idźcie! tongue

Piszę to, bo dziewczyny - pora się otrząsnąć ze złudzeń... pora skończyć zamartwianie... Oni nie wrócą.

A dlaczego chcą utrzymywać kontakty? Odwiedzają... są mili, deklarują przyjaźń i pomoc wszelaką?
Bo w tym ich nowym szczęściu jest tylko jeden cierń - WY
I to jest sposób na "załatwienie" wyrzutów sumienia. Ale to nie jest miłość (tak, jakbyśmy chciały... żaden sentyment, tak jak myślimy... żadne przebudzenie, tak jak się łudzimy)... ZAPOMNIJCIE

Piszę to wszystko z własnych doświadczeń.
Opisałam siebie.
I nie chcę się już dłużej ani oszukiwać... ani samobiczować... ja chcę ŻYĆ smile I właśnie zaczynam tongue

ps. tak, pojawił się ktoś w moim życiu... i tak, choć to zaledwie niewinny początek, to już teraz czuję jak to potrafi przesłonić wszystko... i dodam - przez 20lat zapomniałam jak to jest... jakie to silne... Nie wiem jak to się skończy... i kiedy... może za tydzień. Ale przypomniałam sobie jak to kiedyś było! I dlatego mówię Wam - Wasi ex to przechodzą... i nigdy już do Was nie wrócą...wiem, że to straszne, okrutne, nieludzkie, nie fair, niesprawiedliwe... ale oni odkryli coś niesamowitego i niezwykłego...
I wiecie co jest najgorsze? Że ja w jakiś tam sposób dalej kocham mojego męża... mimo, że mi to wszystko zrobił... nie mniej... jestem w stanie do szaleństwa zakochać się w innym... i - mam nadzieję - że kiedyś przyjdzie taki dzień, że podziękuję mojemu jm że mnie tak wtedy porzucił - bo dzięki temu poznałam fantastycznego faceta (może facetów?). I wykiwam i jego... i te wszystkie kochanki... hehehehee

We wszystkim się zgadam. I jak rozum bierze górę, to to wszystko do mnie dociera... Tylko jak jeszcze w niektórych momentach uczucia biorą górę to najzwyczajniej w świecie trafia mnie szlag, że ja jak kretynka starałam się jeszcze, walczyłam sama ze sobą, pomiatałam sobą... Niestety.... A on już wiedział, że nic z tego nie będzie, tylko bał się podjąć decyzje, bo to że nie kochał mnie już dawno to już wiem.... Oj bolało dopuszczenie do siebie tej prawdy....

Ja też żyję, wbrew wszystkiemu. Robię rzeczy o których marzyłam. Rozpieszczam siebie, kiedyś to było nie do pomyślenia.... tongue

Tyle, że kurcze jak każdy pragnę tego kogoś obok, żeby się przytulić i .... tongue

Cieszę się, że Ktoś się pojawił. Wtedy dużo łatwiej uporać się z pewnymi wspomnieniami, emocjami, zapomnieć...

144

Odp: zdradzona, zawiedziona

Zahir  - to jest ten "drugi przypadek"... gdy brak dojrzałości, gdy "chcę czegoś innego w życiu / od życia"... wg mnie - skutek tak sam. I to co się dzieje w jego głowie - też podobne. I dlatego w takich przypadkach też trzeba sobie odpuścić - koniec rozpamiętywania, wspominania i złudzeń! Trzeba zacząć żyć od nowa, przeszłość pogrzebać - nie ma do niej powrotu.

145

Odp: zdradzona, zawiedziona
Maja1977 napisał/a:
zahir2603 napisał/a:

Ja też sobie tego nie wyobrażam. My chyba za porządne jesteśmy:) a tak serio to ja nawet sobie nie wyobrażam teraz być z kimś innym. Ale na to też potrzeba czasu podobno.

Porządne tak, ale nie święte.... tongue





Zorija napisał/a:

Dziewczyny, coś wam powiem.. coś, co teraz, powolutku do mnie dociera...

Zastanawiacie się, jak to możliwe, że człowiek, który był dla Was najbliższy, dla którego tyle poświęciłyście, z którym tak świetnie się porozumiewałyście, który Was traktował bardzo dobrze, z czułością, wyznawał miłość itd. - jak mógł z dnia na dzień tak się zmienić? porzucić? zdradzić? zamienić w takiego zimnego, bezdusznego, chujowego drania?

Odpowiem Wam - bo on się zakochał! [nie powiem Wam, czy to prawdziwe zakochanie... czy na długo... czy na krótko]. Ale mówię Wam - on wyrzucił ze swojej głowy wszystko! Was... dzieci... liczy się tylko nowa miłość...
A Wy (i ja) siedzicie, płaczecie, rozpamiętujecie, czekacie, wierzycie, że coś do niego dotrze, że się ocknie...
NIE! tak nie będzie! Chyba, że gomoń zostanie porzucony i poczuje, że grunt mu się pod nogami zawala... wtedy szybciutko wróci do Was... Chcecie tak?

Ja Wam coś powiem. My jesteśmy lojalne, dbamy o rodziny, kochamy męża, ale taką miłością dojrzałą...
Ale zapomniałyśmy już, jak to było, gdy zakochiwałyśmy się mając 19-20 lat! To była magia! Nic więcej się nie liczyło... świat przestał istnieć... nie było innych ludzi... zobowiązań... ważne były tylko te olbrzymie emocje... ta siła przyciągania... Pamiętacie to?

On to teraz przechodzi. I dla niego nic innego sie nie liczy.
Nie liczycie się Wy. Ani Wasze wspólne dokonania. Ani te piękne relacje, które wspólnie wypracowaliście. Ani wspomnienia, żadne przeszłe cudowne chwile z Wami. To się nie liczy dla niego w tej chwili absolutnie. On teraz nawet o tym nie pamięta! Tak serio - wywalił to całkowicie z głowy, może na zawsze.
Dlatego przestańcie się łudzi i same siebie oszukiwać...
I róbcie dokładnie to samo!
Żyjcie... jesteście wolne! Zakochujcie się... nie chodzi o miłość do grobowej deski... już nie... ani o nowy związek... o nie... na to nie idźcie! tongue

Piszę to, bo dziewczyny - pora się otrząsnąć ze złudzeń... pora skończyć zamartwianie... Oni nie wrócą.

A dlaczego chcą utrzymywać kontakty? Odwiedzają... są mili, deklarują przyjaźń i pomoc wszelaką?
Bo w tym ich nowym szczęściu jest tylko jeden cierń - WY
I to jest sposób na "załatwienie" wyrzutów sumienia. Ale to nie jest miłość (tak, jakbyśmy chciały... żaden sentyment, tak jak myślimy... żadne przebudzenie, tak jak się łudzimy)... ZAPOMNIJCIE

Piszę to wszystko z własnych doświadczeń.
Opisałam siebie.
I nie chcę się już dłużej ani oszukiwać... ani samobiczować... ja chcę ŻYĆ smile I właśnie zaczynam tongue

ps. tak, pojawił się ktoś w moim życiu... i tak, choć to zaledwie niewinny początek, to już teraz czuję jak to potrafi przesłonić wszystko... i dodam - przez 20lat zapomniałam jak to jest... jakie to silne... Nie wiem jak to się skończy... i kiedy... może za tydzień. Ale przypomniałam sobie jak to kiedyś było! I dlatego mówię Wam - Wasi ex to przechodzą... i nigdy już do Was nie wrócą...wiem, że to straszne, okrutne, nieludzkie, nie fair, niesprawiedliwe... ale oni odkryli coś niesamowitego i niezwykłego...
I wiecie co jest najgorsze? Że ja w jakiś tam sposób dalej kocham mojego męża... mimo, że mi to wszystko zrobił... nie mniej... jestem w stanie do szaleństwa zakochać się w innym... i - mam nadzieję - że kiedyś przyjdzie taki dzień, że podziękuję mojemu jm że mnie tak wtedy porzucił - bo dzięki temu poznałam fantastycznego faceta (może facetów?). I wykiwam i jego... i te wszystkie kochanki... hehehehee

We wszystkim się zgadam. I jak rozum bierze górę, to to wszystko do mnie dociera... Tylko jak jeszcze w niektórych momentach uczucia biorą górę to najzwyczajniej w świecie trafia mnie szlag, że ja jak kretynka starałam się jeszcze, walczyłam sama ze sobą, pomiatałam sobą... Niestety.... A on już wiedział, że nic z tego nie będzie, tylko bał się podjąć decyzje, bo to że nie kochał mnie już dawno to już wiem.... Oj bolało dopuszczenie do siebie tej prawdy....

Ja też żyję, wbrew wszystkiemu. Robię rzeczy o których marzyłam. Rozpieszczam siebie, kiedyś to było nie do pomyślenia.... tongue

Tyle, że kurcze jak każdy pragnę tego kogoś obok, żeby się przytulić i .... tongue

Cieszę się, że Ktoś się pojawił. Wtedy dużo łatwiej uporać się z pewnymi wspomnieniami, emocjami, zapomnieć...

Maju, wszystko to znam aż za dobrze!

A żeby ktoś się pojawił, to wiesz co trzeba robić? A w zasadzie czego nie robić? NIE WOLNO się zamykać! Bo nikt nie przyjdzie pod Twój domek i nie zacznie wołac pod balkonem...
Ja nie szukałam, uwierz mi! Wręcz przeciwnie...
Ten człowiek jakieś 3-4 tygodnie temu spróbował po raz pierwszy i ja go wtedy pogoniłam gdzie pieprz rośnie...
ale on odczekał... i nie poddawał się smile Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie! Ale też nie o to chodzi! Nie nastawiam się na nic...niczego nie planuję... żyję tu i teraz... dzisiejszym dniem.

Niedługo po rozstaniu zapytałam mojego dobrego znajomego, który rozwiódł się już kilka lat temu - jak sobie poradzić z tym bólem? - on mi odpowiedział, bez chwili zastanowienia i bardzo krótko - musisz poznać kogoś nowego, innej metody nie ma! Potem to się rozleci... poznasz następnego... może kiedyś będziesz z kimś dłużej, może nie... ale to Cie uleczy...

Inny znajomy, którego porzuciła kobieta opowiedział mi, że cały czas ją bardzo kochał i był na skraju załamania nerwowego, ale właśnie w tedy zakochał się w nowej dziewczynie - i od razu mu przeszło. Ze swoją ex jest w przyjaźni. Z nową nie jest już od dawna...

146

Odp: zdradzona, zawiedziona
Zorija napisał/a:

Maju, wszystko to znam aż za dobrze!

A żeby ktoś się pojawił, to wiesz co trzeba robić? A w zasadzie czego nie robić? NIE WOLNO się zamykać! Bo nikt nie przyjdzie pod Twój domek i nie zacznie wołac pod balkonem...
Ja nie szukałam, uwierz mi! Wręcz przeciwnie...
Ten człowiek jakieś 3-4 tygodnie temu spróbował po raz pierwszy i ja go wtedy pogoniłam gdzie pieprz rośnie...
ale on odczekał... i nie poddawał się smile Nie wiem, czy coś z tego wyjdzie! Ale też nie o to chodzi! Nie nastawiam się na nic...niczego nie planuję... żyję tu i teraz... dzisiejszym dniem.

Niedługo po rozstaniu zapytałam mojego dobrego znajomego, który rozwiódł się już kilka lat temu - jak sobie poradzić z tym bólem? - on mi odpowiedział, bez chwili zastanowienia i bardzo krótko - musisz poznać kogoś nowego, innej metody nie ma! Potem to się rozleci... poznasz następnego... może kiedyś będziesz z kimś dłużej, może nie... ale to Cie uleczy...

Inny znajomy, którego porzuciła kobieta opowiedział mi, że cały czas ją bardzo kochał i był na skraju załamania nerwowego, ale właśnie w tedy zakochał się w nowej dziewczynie - i od razu mu przeszło. Ze swoją ex jest w przyjaźni. Z nową nie jest już od dawna...


Niby tak jest - klin klinem... tylko kurcze ja chyba nie jestem jeszcze gotowa. Nie chcę tak od razu skakać z jednego kwiatka na kwiatek. Muszę poukładać siebie do końca, żeby nie popełniać tych samych błędów.

Poza tym wokół same pary, znajomi znajomych też sparowani.... Lwia część tych związków też nie jest sielanką, ale nie mam zamiaru pchać się między zupę a zakąskę... Nie wyobrażam sobie siebie w roli tej trzeciej...

147

Odp: zdradzona, zawiedziona

No pewnie że nie maju. To musi przyjść samo. Ja namawiam tylko do wyjścia z domu... nie dania się! nie zamartwiania!
Nie ma tez co "szukać"... bo wtedy się na pewno nie znajdzie... trzeba po prostu pożegnać się z tym co było, i bez żadnych planów czy nastawienia - zacząć żyć - radośnie, fajnie... normalnie!
Ja po odejściu jm byłam sama jak palec - bez przyjaciół, bez rodziny, nawet bez znajomych... pokonałam się, poznałam nowych ludzi, trosze tak "na siłę", bo bez chęci i w wielkim przygnębieniu...

148

Odp: zdradzona, zawiedziona
Maja1977 napisał/a:

Ja też największy problem miałam ze zrozumiem tego. Przecież mówiłam - masz kogoś, odejdź. Ale nie lepiej było kłamać, mówić mi że sobie wymyślam. Lepiej po raz kolejny było zrzucić na mnie odpowiedzialność za podjęcie decyzji ( żeby dalej robić z siebie ofiarę ).

U mnie było identycznie, oni chyba działają schematycznie w takich sytuacjach, nie potrafią podjąć decyzji. Najlepiej ciągnąć dwie sroki za ogon najdłużej jak się da, bo przecież samo się jakoś ułoży. Niedobrze mi się robi jak słyszę taki tekst, mój zawsze powtarzał, że myślał że SAMO się ułoży !!! ehh szkoda gadać

149 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-08-20 16:35:36)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:

Olimpia - daj znać, jak było u terapeutki. Ciekawa jestem jej kolejnych opinii


Witam Dziewczyny smile

Wizyta u terapeutki jak zwykle mi pomogła. Powiedziała mi, że jestem silna ale strasznie pogruchotana przez te wszystkie wydarzenia z ostatniego roku i jeszcze mam w sobie pełno różnych emocji. To rozstanie, ten żal, te kłamstwa, uczucie do niego - to wszystko jeszcze we mnie bardzo głęboko siedzi.
Powiedziała mi, że każdemu praktycznie by radziła aby w takim przypadku odciąć się zupełnie od wszystkiego, wykasować numery, poblokować co się da itp, ale nie u mnie. Ja mam to wszystko zamykać ale powoli, małymi krokami. Nie poradzę sobie aby zamknąć wszystko na raz i totalnie. Widzi, że ja mimo całej tej chorej sytuacji do jakiej on doprowadził, czekam. Że czekam aż może się opamięta i chciałabym gdzieś tam w głębi duszy żeby wrócił. To prawda, bo niestety tak na razie czuję. Ale wbiła mi do głowy, że nie mogę tak myśleć i muszę również przyjąć do wiadomości ewentualność, że on już nigdy nie zadzwoni, że nigdy się nie spotkamy i nigdy nie będziemy razem. Teraz się na to nastawiam, bo nie mogę czekać i nie powinnam czekać. Od wizyty u niej przestałam zawracać sobie głowę tą rozmową z mężem tej szm... Uświadomiła mi, że się stało i czasu nie cofnę i nie ma co o tym myśleć ani się w tym grzebać bo źle to na mnie działa - zablokowałam wczoraj tego męża więc już się nigdy ze mną nie skontaktuje. Wiedziałam to i przed wizytą, ale ona jakoś potrafi do mnie dotrzeć i spowodować, że to o czym wiem potrafię zamienić w czyny. Strasznie się u niej rozkleiłam mimo iż już jakiś czas nie płakałam. Ale czuję się oczyszczona smile

150 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-08-20 17:28:34)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Zorija nie rozpędzaj się tak smile Fajnie znaleźć sobie kogoś do zdystansowania się, ale może nie teraz.Teraz to nie działa na twoją korzyść. Oczywiście zrobisz, co chcesz, ale przemyśl to sobie.
Ja mam "szczęście" do samych żonatych, więc problem z głowy, nadal jestem sama, choć przydał by się ktoś obok,czasami wink

151

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:
Liza2014 napisał/a:

Olimpia - daj znać, jak było u terapeutki. Ciekawa jestem jej kolejnych opinii


Witam Dziewczyny smile

Wizyta u terapeutki jak zwykle mi pomogła. Powiedziała mi, że jestem silna ale strasznie pogruchotana przez te wszystkie wydarzenia z ostatniego roku i jeszcze mam w sobie pełno różnych emocji. To rozstanie, ten żal, te kłamstwa, uczucie do niego - to wszystko jeszcze we mnie bardzo głęboko siedzi.
Powiedziała mi, że każdemu praktycznie by radziła aby w takim przypadku odciąć się zupełnie od wszystkiego, wykasować numery, poblokować co się da itp, ale nie u mnie. Ja mam to wszystko zamykać ale powoli, małymi krokami. Nie poradzę sobie aby zamknąć wszystko na raz i totalnie. Widzi, że ja mimo całej tej chorej sytuacji do jakiej on doprowadził, czekam. Że czekam aż może się opamięta i chciałabym gdzieś tam w głębi duszy żeby wrócił. To prawda, bo niestety tak na razie czuję. Ale wbiła mi do głowy, że nie mogę tak myśleć i muszę również przyjąć do wiadomości ewentualność, że on już nigdy nie zadzwoni, że nigdy się nie spotkamy i nigdy nie będziemy razem. Teraz się na to nastawiam, bo nie mogę czekać i nie powinnam czekać. Od wizyty u niej przestałam zawracać sobie głowę tą rozmową z mężem tej szm... Uświadomiła mi, że się stało i czasu nie cofnę i nie ma co o tym myśleć ani się w tym grzebać bo źle to na mnie działa - zablokowałam wczoraj tego męża więc już się nigdy ze mną nie skontaktuje. Wiedziałam to i przed wizytą, ale ona jakoś potrafi do mnie dotrzeć i spowodować, że to o czym wiem potrafię zamienić w czyny. Strasznie się u niej rozkleiłam mimo iż już jakiś czas nie płakałam. Ale czuję się oczyszczona smile

Olimpia - coś w tym jest co terapeutka powiedziała. Jakiś czas temu byłam powiedzmy gotowa wykasować drogi/ źródła kontaktów oraz rzeczy przypominających mi go tylko w cześci, bo faktycznie ( zgodnie ze słowami terapeutki ) liczyłam ,że zrozumie i wróci.  Po wczorajszym eksperymencie myślę że dam radę lada dzień dokończyć sprawę i ostatecznie pokasuje wszystko.

...."..Uświadomiła mi, że się stało i czasu nie cofnę i nie ma co o tym myśleć ani się w tym grzebać bo źle to na mnie działa ."..... święte słowa - TEGO SIĘ TRZYMAJ  . Zrozumienie tej oczywistości spowodowało u mnie duży krok do przodu

152

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:

Olimpia - coś w tym jest co terapeutka powiedziała. Jakiś czas temu byłam powiedzmy gotowa wykasować drogi/ źródła kontaktów oraz rzeczy przypominających mi go tylko w części, bo faktycznie ( zgodnie ze słowami terapeutki ) liczyłam ,że zrozumie i wróci.  Po wczorajszym eksperymencie myślę że dam radę lada dzień dokończyć sprawę i ostatecznie pokasuje wszystko.

...."..Uświadomiła mi, że się stało i czasu nie cofnę i nie ma co o tym myśleć ani się w tym grzebać bo źle to na mnie działa ."..... święte słowa - TEGO SIĘ TRZYMAJ  . Zrozumienie tej oczywistości spowodowało u mnie duży krok do przodu

no własnie coś w tym jest - dopóki się czeka i nie jest się gotowym na to aby powiedzieć sobie na 100%, że to KONIEC, to nie da się usunąć wszystkiego. Ja przynajmniej tak nie potrafię. Dlatego ona "daje mi przyzwolenie" na małe pojedyncze kroki, bo tym sposobem idę do przodu.

Ale o tym nie wspomniałam wcześniej, wczoraj znowu zadzwonił wieczorem. Pytał jak się czuję, co słychać i takie tam bzdety. Mówił, że myśli o mnie. Ale ja tego nie analizuję i staram się o tym nie myśleć bo nie wiem jakie są jego intencje. Zaczął się zastanawiać nad swoim zachowaniem, dlaczego tak postąpił itp. Coś chyba zaczyna się w nim dziać, nie wiem. Ale mówił że czuje pustkę, smutek i poczucie winy. Powiedziałam, że czuję się podobnie oprócz poczucia winy i że sam sobie te emocje zafundował. Ehhh nigdy po takich rozmowach nie wiem o co mu chodzi i uczę się tego aby się nad tym nie zastanawiać smile

Zbieram się póki co na spinning - polecam Dziewczyny. Dla mnie genialna odskocznia + dbanie o kondycję i ciałko smile A i mózg na godzinę się całkiem resteuje przy fajnej muzyce i koleżankach smile

153

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ja też się poryczalam u psycholog jak poszlam pierwszy raz!:) najważniejsze dziewczyny to nasze myśli. Same się na wszystko napędzamy. Starać się zajmować czymś głowę i wychodzić do ludzi. I szukać pozytywow w tym wszystkim, nawet tych najdrobniejszych!

154

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:

Ja nie mogę czegoś w życiu pojąć - spotyka się dwoje dorosłych ludzi, wykazuje sobą zainteresowanie , pojawiają się motyle, przychylne słowa, gesty, decyzje wspólnego bycia ( w jakiejkolwiek konfiguracji), często dzieci i... coś pęka ??!!. Ja dobrze wiem ,że "życie  to nie je bajka" - już dawno skończyłam 15 lat, wiem też, że tym motylom nie zawsze chce się fruwać, bo proza życia robi swoje, rozumiem też, że jedna strona może  i ma prawo chcieć czegoś innego od życia, niż to co go spotkało- na co liczył ( często do tego dochodzi się po czasie), Jednak do diabła, gdzie jest w tym momencie SZACUNEK dla człowieka, PRZECIEŻ albo PODOBNO  do bliskiego człowieka. Ja moim małym móżdżkiem nie mogę ogarnąć FORMY/SPOSOBU, w jaki sposób  odbywają się rozstania

Przeczytałam cały wątek i to jest zdanie, które mi często chodzi po głowie.
Jak to jest, że jednego dnia ludzie są blisko, a drugiego potrafią wyrzucić kogoś do kosza?
Jakby nie zdawali sobie sprawy, że bliskie relacje wiążą się z braniem jakiejś odpowiedzialności za tą drugą stronę, za jej uczucia do nas.
Jak po takich doświadczeniach ufać innym, jak wierzyć w zapewnienia o uczuciach, skoro wszystko może zniknąć z dnia na dzień, pęknąć jak bańka mydlana?
Zawsze mi się wydawało, że ta miłość to na zawsze i mimo wszystko...
A jak patrzę na to co się teraz dzieje, jak wyglądają związki w których ludzie się ponoć 'kochają', to sama nie wiem...

155

Odp: zdradzona, zawiedziona
ad rem napisał/a:
Liza2014 napisał/a:

Ja nie mogę czegoś w życiu pojąć - spotyka się dwoje dorosłych ludzi, wykazuje sobą zainteresowanie , pojawiają się motyle, przychylne słowa, gesty, decyzje wspólnego bycia ( w jakiejkolwiek konfiguracji), często dzieci i... coś pęka ??!!. Ja dobrze wiem ,że "życie  to nie je bajka" - już dawno skończyłam 15 lat, wiem też, że tym motylom nie zawsze chce się fruwać, bo proza życia robi swoje, rozumiem też, że jedna strona może  i ma prawo chcieć czegoś innego od życia, niż to co go spotkało- na co liczył ( często do tego dochodzi się po czasie), Jednak do diabła, gdzie jest w tym momencie SZACUNEK dla człowieka, PRZECIEŻ albo PODOBNO  do bliskiego człowieka. Ja moim małym móżdżkiem nie mogę ogarnąć FORMY/SPOSOBU, w jaki sposób  odbywają się rozstania

Przeczytałam cały wątek i to jest zdanie, które mi często chodzi po głowie.
Jak to jest, że jednego dnia ludzie są blisko, a drugiego potrafią wyrzucić kogoś do kosza?
Jakby nie zdawali sobie sprawy, że bliskie relacje wiążą się z braniem jakiejś odpowiedzialności za tą drugą stronę, za jej uczucia do nas.
Jak po takich doświadczeniach ufać innym, jak wierzyć w zapewnienia o uczuciach, skoro wszystko może zniknąć z dnia na dzień, pęknąć jak bańka mydlana?
Zawsze mi się wydawało, że ta miłość to na zawsze i mimo wszystko...
A jak patrzę na to co się teraz dzieje, jak wyglądają związki w których ludzie się ponoć 'kochają', to sama nie wiem...


To ,ze można przestać kochać jestem w stanie zrozumieć (takie jest życie, ludzie się zmieniają i emocje ich łączące również) Ludzie się rozstawali i rozstawać będą. Nie ogarniam jedynie zachowań gdy się ludzie rozchodzą. Często to wygląda, jakby ktoś odkładał nie chciany towar na półkę i albo robią to w milczeniu, albo co gorsza pierdzielą głupoty - nie wiem komu bardziej w ten sposób ubliżając

156

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:
Liza2014 napisał/a:

Olimpia - coś w tym jest co terapeutka powiedziała. Jakiś czas temu byłam powiedzmy gotowa wykasować drogi/ źródła kontaktów oraz rzeczy przypominających mi go tylko w części, bo faktycznie ( zgodnie ze słowami terapeutki ) liczyłam ,że zrozumie i wróci.  Po wczorajszym eksperymencie myślę że dam radę lada dzień dokończyć sprawę i ostatecznie pokasuje wszystko.

...."..Uświadomiła mi, że się stało i czasu nie cofnę i nie ma co o tym myśleć ani się w tym grzebać bo źle to na mnie działa ."..... święte słowa - TEGO SIĘ TRZYMAJ  . Zrozumienie tej oczywistości spowodowało u mnie duży krok do przodu

no własnie coś w tym jest - dopóki się czeka i nie jest się gotowym na to aby powiedzieć sobie na 100%, że to KONIEC, to nie da się usunąć wszystkiego. Ja przynajmniej tak nie potrafię. Dlatego ona "daje mi przyzwolenie" na małe pojedyncze kroki, bo tym sposobem idę do przodu.

Ale o tym nie wspomniałam wcześniej, wczoraj znowu zadzwonił wieczorem. Pytał jak się czuję, co słychać i takie tam bzdety. Mówił, że myśli o mnie. Ale ja tego nie analizuję i staram się o tym nie myśleć bo nie wiem jakie są jego intencje. Zaczął się zastanawiać nad swoim zachowaniem, dlaczego tak postąpił itp. Coś chyba zaczyna się w nim dziać, nie wiem. Ale mówił że czuje pustkę, smutek i poczucie winy. Powiedziałam, że czuję się podobnie oprócz poczucia winy i że sam sobie te emocje zafundował. Ehhh nigdy po takich rozmowach nie wiem o co mu chodzi i uczę się tego aby się nad tym nie zastanawiać smile

Zbieram się póki co na spinning - polecam Dziewczyny. Dla mnie genialna odskocznia + dbanie o kondycję i ciałko smile A i mózg na godzinę się całkiem resteuje przy fajnej muzyce i koleżankach smile

Ciekawa jestem jak waszą rozmowę skomentuje terapeutka ( bo jak domyślam sie miała ona miejsce po spotkaniu terapeutycznym.) A jak na Ciebie ta rozmowa wpłynęła?

157

Odp: zdradzona, zawiedziona

To ,ze można przestać kochać jestem w stanie zrozumieć (takie jest życie, ludzie się zmieniają i emocje ich łączące również) Ludzie się rozstawali i rozstawać będą. Nie ogarniam jedynie zachowań gdy się ludzie rozchodzą. Często to wygląda, jakby ktoś odkładał nie chciany towar na półkę i albo robią to w milczeniu, albo co gorsza pierdzielą głupoty - nie wiem komu bardziej w ten sposób ubliżając

Bo to trochę tak- jak mi zależało, to się starałem.
A jak mi nie zależy- to trzymanie klasy nie ma sensu, szkoda energii.
Mało komu starcza klasy by skończyć jak zaczął.

158 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-20 20:33:56)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ad rem ty się zastanawiasz jak to jest? ...hm powiem tak- u mnie ostatnie dwa lata to był koszmar emocjonalny. Wartości, tj. rodzina, małżeństwo, które były dla mnie najważniejsze staly sie nic nie warte dlatego, że byłam z człowiekiem dla którego te wartości są maleńkie. Co z tego, że dla mnie rodzina była, jest i będzie najważniejszą!? Co z tego, że małżeństwo to dla mnie świętość!? On nie chce rodziny, żony, odpowiedzialności za mnie brać. Dla niego małżeństwo to tylko papierek, dziś jest, jutro nie ma ( nie wiedziałam tego te parę lat do tyłu)
Ja też nie rozumialam, jak można komuś przed Bogiem mówić " że cię nie opuszcze aż do śmierci" a potem zostawić jak pojawiają się problemy. Bo co?! Bo nie dojrzał, bo nie chce walczyć, bo ...tego nie zrozumiemy. Dużo pytań pozostanie bez odpowiedzi. Realja sa takie, że zostałyśmy same i musimy dać sobie radę z tymi uczuciami, które mamy teraz.
Czy komuś zaufamy? No właśnie, tego się obawiam ale mam nadzieję, że tak:)

159

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:

Ciekawa jestem jak waszą rozmowę skomentuje terapeutka ( bo jak domyślam sie miała ona miejsce po spotkaniu terapeutycznym.) A jak na Ciebie ta rozmowa wpłynęła?

Dokładnie, zadzwonił godzinę po spotkaniu. Póki co nie ma na mnie raczej wpływu ta rozmowa, staram się o tym nie myśleć i nie domyślać się o co mu może chodzić. Na pewno w jakimś stopniu ucieszyło mnie to, że zadzwonił, ale patrzę na to z dużym przymrużeniem oka. Po prostu mu nie wierzę i nie dam się łatwo w coś ponownie wmanewrować. Minęło za mało czasu od naszego rozstania, ja sobie jeszcze wszystkiego nie poukładałam i myślę, że on tym bardziej.

160

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Ad rem ty się zastanawiasz jak to jest? ...hm powiem tak- u mnie ostatnie dwa lata to był koszmar emocjonalny. Wartości, tj. rodzina, małżeństwo, które były dla mnie najważniejsze staly sie nic nie warte dlatego, że byłam z człowiekiem dla którego te wartości są maleńkie. Co z tego, że dla mnie rodzina była, jest i będzie najważniejszą!? Co z tego, że małżeństwo to dla mnie świętość!? On nie chce rodziny, żony, odpowiedzialności za mnie brać. Dla niego małżeństwo to tylko papierek, dziś jest, jutro nie ma ( nie wiedziałam tego te parę lat do tyłu)
Ja też nie rozumialam, jak można komuś przed Bogiem mówić " że cię nie opuszcze aż do śmierci" a potem zostawić jak pojawiają się problemy. Bo co?! Bo nie dojrzał, bo nie chce walczyć, bo ...tego nie zrozumiemy. Dużo pytań pozostanie bez odpowiedzi. Realja sa takie, że zostałyśmy same i musimy dać sobie radę z tymi uczuciami, które mamy teraz.
Czy komuś zaufamy? No właśnie, tego się obawiam ale mam nadzieję, że tak:)


A wcześniej to dla niego było wartością i zmienił zdanie? Czy nigdy nie rozmawialiście o tym?

161

Odp: zdradzona, zawiedziona
ad rem napisał/a:

Przeczytałam cały wątek i to jest zdanie, które mi często chodzi po głowie.
Jak to jest, że jednego dnia ludzie są blisko, a drugiego potrafią wyrzucić kogoś do kosza?
Jakby nie zdawali sobie sprawy, że bliskie relacje wiążą się z braniem jakiejś odpowiedzialności za tą drugą stronę, za jej uczucia do nas.
Jak po takich doświadczeniach ufać innym, jak wierzyć w zapewnienia o uczuciach, skoro wszystko może zniknąć z dnia na dzień, pęknąć jak bańka mydlana?
Zawsze mi się wydawało, że ta miłość to na zawsze i mimo wszystko...
A jak patrzę na to co się teraz dzieje, jak wyglądają związki w których ludzie się ponoć 'kochają', to sama nie wiem...

ja też jestem tym przerażona i tego nie rozumiem. Obawiam się, że tak mnie zrujnował że nikomu już nie zaufam. Ja też chyba żyłam w świecie jakiejś fikcji, iluzji, myślałam, że miłość jest potężna, najważniejsza, że kocham i jestem kochana. A tu co? Dupa - oszukiwana, zdradzana, zwodzona, upokarzana -> to w tym momencie moje pojęcie miłości.

162

Odp: zdradzona, zawiedziona

Zbytdelikatna, spokojnie smile wiem to...
tak jak napisałam, to tylko baaardzo niewinne początki...
wiem, cały czas jestem jeszcze mężatką... i w przeciwieństwie do niego - ja najpierw się rozwiodę, zanim zrobię coś więcej... w innym kierunku.
Tyle tylko, że coś zrozumiałam... bo samej udało mi się (bez specjalnego zabiegania) na chwilę zapomnieć o wszystkim... więc wiem teraz, że oni też potrafią zapomnieć... wyrzucić to z głowy.
I tylko źle jest, że my czekamy i na coś liczymy. Na powrót, opamiętanie. Teraz już wiem, że to nie było "pogubienie się" - tak jak wczesniej go tłumaczyłam. Wiem, że zrobił to celowo, z premedytacją... dokonał wyboru.
I wiem, że nigdy już nie będziemy razem, nawet gdyby chciał... bo ja już nie chcę takich ochłapów... gdyby przypadkiem "tam" coś nie wyszło...

163

Odp: zdradzona, zawiedziona

Ja nie wiem co jest dla niego wartością i jakie ma plany i priorytety życiowe ale wiem, że ja inaczej pojmuję rolę żony i męża a on inaczej.

164

Odp: zdradzona, zawiedziona

Wspolczuje....wiem co czujesz.... zbieralam sie po podobnej syt z rok,on nie podejmie zadnej decyzji a jego rodzina go kryje sa delikatni ale pamietaj ze nie powiedza prawdy TO JEGO RODZINA moj mi wstawial podobne gadki plakal obiecywal prosil i nic stale to samo im szybciej to zakonczysz tym lepiej on wie ze go kochasz wykorzystuje to  a Ty wiesz ze zle robisz ale wymiekasz gdy jest obok znam to ale badz pewna ze poki ona go nie oleje bedzie wodzil Cie za nos jestes jego furtką bo tamta nie zabiega tamta ma kogos i to dla niego wyzwanie a Ty jestes na tacy marnujesz swoj czas wiem co pisze wiem ze to boli az do krwi ale MUSISZ to przetrwac i dasz rade a gdy przyjdzie powiesz mu nie za x czas a mowiac to  poczujesz ze tak faktycznie jest ze Ci przeszlo i bedziesz wielka. Otwarta na cos nowego ze strachem i porownywaniem do ex ale takie zycie 3eba isc na przod zacisnij zabki SZANUJ sie nie pozwol by ktokolwiek Cie tak traktowal on Cie nie szanuje pzdr.

165 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-08-20 21:49:26)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:
ad rem napisał/a:

Przeczytałam cały wątek i to jest zdanie, które mi często chodzi po głowie.
Jak to jest, że jednego dnia ludzie są blisko, a drugiego potrafią wyrzucić kogoś do kosza?
Jakby nie zdawali sobie sprawy, że bliskie relacje wiążą się z braniem jakiejś odpowiedzialności za tą drugą stronę, za jej uczucia do nas.
Jak po takich doświadczeniach ufać innym, jak wierzyć w zapewnienia o uczuciach, skoro wszystko może zniknąć z dnia na dzień, pęknąć jak bańka mydlana?
Zawsze mi się wydawało, że ta miłość to na zawsze i mimo wszystko...
A jak patrzę na to co się teraz dzieje, jak wyglądają związki w których ludzie się ponoć 'kochają', to sama nie wiem...

ja też jestem tym przerażona i tego nie rozumiem. Obawiam się, że tak mnie zrujnował że nikomu już nie zaufam. Ja też chyba żyłam w świecie jakiejś fikcji, iluzji, myślałam, że miłość jest potężna, najważniejsza, że kocham i jestem kochana. A tu co? Dupa - oszukiwana, zdradzana, zwodzona, upokarzana -> to w tym momencie moje pojęcie miłości.

nie wiem, nie wiem jak to jest - może mimo ciążącego mi już peselu mało jednak wiem.
Mentalnie zakończyłam już swój związek.Być może moja wizja przyszłości, była tylko moja wizją ( jeśli tak, to już mój problem).  Uznaje, jako fakt, że zakończył się związek, który dał mi tyle szczęśliwych chwil i mimo wyboru mojego ZDRAJCY i mojego cierpienia,które mi przyniosła jego decyzja, nadal uważam go za dobrego i ciepłego człowieka ( jestem prawie pewna, że ta decyzja nie była dla niego łatwa, też było mu trudno.) . Tak właściwie nie gniewam się za jego wybór, mam tylko ogromny żal za formę , jaką przyjął na końcu.

166 Ostatnio edytowany przez Maja1977 (2015-08-21 09:45:35)

Odp: zdradzona, zawiedziona
Zorija napisał/a:

No pewnie że nie maju. To musi przyjść samo. Ja namawiam tylko do wyjścia z domu... nie dania się! nie zamartwiania!
Nie ma tez co "szukać"... bo wtedy się na pewno nie znajdzie... trzeba po prostu pożegnać się z tym co było, i bez żadnych planów czy nastawienia - zacząć żyć - radośnie, fajnie... normalnie!
Ja po odejściu jm byłam sama jak palec - bez przyjaciół, bez rodziny, nawet bez znajomych... pokonałam się, poznałam nowych ludzi, trosze tak "na siłę", bo bez chęci i w wielkim przygnębieniu...

Na razie nie szukam, bo inny facet to dla mnie kosmos... tongue
Ja wokół siebie mam rodzinę, przyjaciół, znajomych, wychodzę, nie siedzę w domu. Organizuję sobie czas jak mogę, żeby odpędzić te myśli...
Tylko po prostu myślę, że pomimo całej tej krzywdy jaką mi były wyrządził, tęsknię czasem do tego, żeby był ktoś obok. Oj, dużo sprzecznych emocji teraz we mnie jest. tongue
Zawsze była romantyczna marzycielka ze mnie, pierwszy facet, ślub i do grobowej deski razem.... Tak naiwnie myślałam. Wczoraj zobaczyłam parę starszych ludzi trzymających się za rękę... Dobrze, że było czerwone, bo jakbym obuchem dostała.... Cholera, to ja tak miałam chodzić, to my mieliśmy obchodzić nadchodzące rocznice, to my mieliśmy za kilkanaście lat siedzieć na kanapie i z czułością patrzeć na nasze wnuki... ta... tylko nas już nie ma.... Oj trudny wieczór był wczoraj..... Ale dziś znów świeci słońce... Pewnie jeszcze wiele dołów zaliczę, ale wiem też, że się podniosę. smile
Żeby nie było, że tak pesymistycznie z rańca i to jeszcze przy piątku. smile

167

Odp: zdradzona, zawiedziona
Olimpia234 napisał/a:
Liza2014 napisał/a:

Olimpia - coś w tym jest co terapeutka powiedziała. Jakiś czas temu byłam powiedzmy gotowa wykasować drogi/ źródła kontaktów oraz rzeczy przypominających mi go tylko w części, bo faktycznie ( zgodnie ze słowami terapeutki ) liczyłam ,że zrozumie i wróci.  Po wczorajszym eksperymencie myślę że dam radę lada dzień dokończyć sprawę i ostatecznie pokasuje wszystko.

...."..Uświadomiła mi, że się stało i czasu nie cofnę i nie ma co o tym myśleć ani się w tym grzebać bo źle to na mnie działa ."..... święte słowa - TEGO SIĘ TRZYMAJ  . Zrozumienie tej oczywistości spowodowało u mnie duży krok do przodu

no własnie coś w tym jest - dopóki się czeka i nie jest się gotowym na to aby powiedzieć sobie na 100%, że to KONIEC, to nie da się usunąć wszystkiego. Ja przynajmniej tak nie potrafię. Dlatego ona "daje mi przyzwolenie" na małe pojedyncze kroki, bo tym sposobem idę do przodu.

Ale o tym nie wspomniałam wcześniej, wczoraj znowu zadzwonił wieczorem. Pytał jak się czuję, co słychać i takie tam bzdety. Mówił, że myśli o mnie. Ale ja tego nie analizuję i staram się o tym nie myśleć bo nie wiem jakie są jego intencje. Zaczął się zastanawiać nad swoim zachowaniem, dlaczego tak postąpił itp. Coś chyba zaczyna się w nim dziać, nie wiem. Ale mówił że czuje pustkę, smutek i poczucie winy. Powiedziałam, że czuję się podobnie oprócz poczucia winy i że sam sobie te emocje zafundował. Ehhh nigdy po takich rozmowach nie wiem o co mu chodzi i uczę się tego aby się nad tym nie zastanawiać smile

Zbieram się póki co na spinning - polecam Dziewczyny. Dla mnie genialna odskocznia + dbanie o kondycję i ciałko smile A i mózg na godzinę się całkiem resteuje przy fajnej muzyce i koleżankach smile


Moja powiedziała to samo.... tongue Czasu się nie cofnie, przeszłości nie zmieni. Proste, prawda. smile  Tyle, że realizacja tego czasem mi szwankuje. tongue
Ale zasugerowano mi tutaj odprawienie " symbolicznego" pogrzebu. Jako, że w weekend świętuje swoje urodziny to myślę, o tym żeby połączyć przyjemne z pożytecznym.... tongue
Wiecie, najgorsze że teraz on nawet może coś szczerze mówić, czy robić, a ja już i tak mu nie wierzę....

Oj tak - rower jest genialny. Ale ja mniej wyczynowo - po prostu wsiadam i wiatr we włosach... tongue
Poza tym basen, straszna kaczka ze mnie i wodę zawsze uwielbiałam. smile

168

Odp: zdradzona, zawiedziona
Liza2014 napisał/a:
Olimpia234 napisał/a:
ad rem napisał/a:

Przeczytałam cały wątek i to jest zdanie, które mi często chodzi po głowie.
Jak to jest, że jednego dnia ludzie są blisko, a drugiego potrafią wyrzucić kogoś do kosza?
Jakby nie zdawali sobie sprawy, że bliskie relacje wiążą się z braniem jakiejś odpowiedzialności za tą drugą stronę, za jej uczucia do nas.
Jak po takich doświadczeniach ufać innym, jak wierzyć w zapewnienia o uczuciach, skoro wszystko może zniknąć z dnia na dzień, pęknąć jak bańka mydlana?
Zawsze mi się wydawało, że ta miłość to na zawsze i mimo wszystko...
A jak patrzę na to co się teraz dzieje, jak wyglądają związki w których ludzie się ponoć 'kochają', to sama nie wiem...

ja też jestem tym przerażona i tego nie rozumiem. Obawiam się, że tak mnie zrujnował że nikomu już nie zaufam. Ja też chyba żyłam w świecie jakiejś fikcji, iluzji, myślałam, że miłość jest potężna, najważniejsza, że kocham i jestem kochana. A tu co? Dupa - oszukiwana, zdradzana, zwodzona, upokarzana -> to w tym momencie moje pojęcie miłości.

nie wiem, nie wiem jak to jest - może mimo ciążącego mi już peselu mało jednak wiem.
Mentalnie zakończyłam już swój związek.Być może moja wizja przyszłości, była tylko moja wizją ( jeśli tak, to już mój problem).  Uznaje, jako fakt, że zakończył się związek, który dał mi tyle szczęśliwych chwil i mimo wyboru mojego ZDRAJCY i mojego cierpienia,które mi przyniosła jego decyzja, nadal uważam go za dobrego i ciepłego człowieka ( jestem prawie pewna, że ta decyzja nie była dla niego łatwa, też było mu trudno.) . Tak właściwie nie gniewam się za jego wybór, mam tylko ogromny żal za formę , jaką przyjął na końcu.

Wiecie ja też myślałam, że ta miłość to na zawsze i mimo wszystko. I to mimo wszystko mnie chyba zgubiło - bo MIMO WSZYSTKO trwałam przy nim, pozwalałam się ranić bo myślałam, miałam nadzieję, że on w końcu dorośnie, przejrzy na oczy i się przede wszystkim zdecyduje. Ale cóż jeśli chodzi o decyzje to to nigdy nie była jego mocna strona...
Jednak MIMO WSZYSTKO wierzę, że będę szczęśliwa. Sama lub z kimś. Że ten tam na górze dawał mi znaki i że w końcu naprawdę musiał kopnąć mnie w tyłek żebym zrozumiała i zrzuciła różowe okulary.... Więc teraz może gdzieś tam jest moja "żabką" ....:P  Księciunia już nie chcę... tongue Oczywiście nie zdaję się tylko na niebiosa. Ale co ma być to będzie. smile
Na razie muszę jeszcze siebie poukładać, bo niestety zdrada, rozstanie są traumatycznymi przeżyciami i odciskają swoje piętno w psychice.

Liza2014 ja na razie w swoim byłym widzę tylko złe cechy. Oczywiście pamiętam jaki był wcześniej. Ale te ostatnie lata, ostanie miesiące, jego obłuda, fałsz, wyrachowanie i podłość przesłoniły mi wszystko. Gdyby powiedział kiedy pytałam, gdyby odszedł kiedy mówiłam, to szanowałabym go jako człowieka. Teraz przez swoje postępowanie jest dla mnie ZEREM. Przykre, bo był najważniejszą osobą w moim życiu. Ale sam sumiennie na to zapracował....

169

Odp: zdradzona, zawiedziona

Teraz przez swoje postępowanie jest dla mnie ZEREM. Przykre, bo był najważniejszą osobą w moim życiu. Ale sam sumiennie na to zapracował....Właśnie!

170

Odp: zdradzona, zawiedziona

Witam, mamy początek weekendu smile

najgorszy dla mnie okres. Nienawidzę teraz weekendów. Ostatni tydzień to dla mnie jakiś koszmar, cały czas coś się dzieje, coś wypływa. Dzisiaj już pękłam, znowu nie mam siły, mam ochotę leżeć i wyć. Cały czas ja ponoszę konsekwencje jego czynów. Do czego zmierzam? W najbliższą sobotę jest wesele u jego bliskiej kuzynki, na które zostaliśmy razem zaproszeni.
Oczywiście odkąd się rozstaliśmy to wiedzieliśmy oboje, że nie pójdę. Ale jak się okazało jego najbliższa rodzina (rodzice, z którymi mam bardzo dobre kontakty i bardzo się z nimi lubię) nic nie wiedzieli do wczoraj, że nie przyjeżdżam. Jak rozmawiałam z nim w środę to mówił, że w czwartek po pracy im powie, że nie przyjeżdżam i dlaczego. Okazało się, że powiedział ale tylko tyle że mnie nie będzie. Skąd wiem? Zadzwoniła do mnie wczoraj jego mama i pytała dlaczego nie przyjeżdżam, eeee? Pomyślałam sobie, że to dobry moment żeby powiedzieć jej prawdę. Ale szybkie przemyślenie - dlaczego ja mam cały czas za niego wszystko wyjaśniać i wszystko mu ułatwiać? Powiedziałam jej tylko tyle, że nie jesteśmy razem i nie mogę przyjechać. Prosiła żebym się jeszcze zastanowiła, że może się dogadamy itd. Ale oczywiście ja uparcie, że mi przykro, ale nie. Przed samym pójściem spać dostałam sms od jego mamy, znowu prośby żebym to przemyślała, mam całą noc, że jestem u nich mile widziana. Wkurzyłam się, nie na nią bo wiem, że to dobra kobieta i nie ma nic złego na myśli, ale widocznie nie rozumie (chyba nadal nie wie?) powagi sytuacji. Zadzwoniłam do niego z pytaniem co to ma znaczyć czy ma coś wspólnego z tymi telefonami i smsami od jego mamy. Był zaskoczony i twierdził, że nic nie wie i na pewno by się nią nie wysługiwał. No ok, myślę sobie w sumie na tyle ile go znam to by się do czegoś takiego nie zniżył. Zresztą sam nie pytał o to czy przyjadę i nie prosił bo wiedział, że to niemożliwe. Ale zapytał czy te telefony od jego mamy pomagają? W czym sobie myślę, powiedziałam, że ani nie pomagają ani nie przeszkadzają oraz że jesteśmy dorośli i sami to między sobą załatwimy bez pomocy osób trzecich. Nie wytrzymałam też w końcu i powiedziałam, żeby w końcu wziął odpowiedzialność za swoje życie i zaczął coś z nim robić, bo póki co to tylko się miota biedactwo i nic nie wie - nie wie czego chce, nie wie co czuje, ble ble ble.

Chyba się dzisiaj we mnie to wszystko skumulowało i czuję ogromny żal, smutek ale i wściekłość.
Musiałam się wygadać sad

171 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-21 18:23:45)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Olimpia nie wiem czy cię to pocieszy czy dobije ale nie raz jeszcze się znajdziesz w takich sytuacjach. Nie przejmuj się, tzn. nie napędzaj się tak bardzo! I tak cię podziwiam, że nic kobiecie nie powiedziałas. Ja miesiąc temu nie wytrzymałam i zadzwoniłam do teściowej powiedzieć jej jak sprawa stoi. Aczkolwiek u mnie jest odwrotnie: oni, czyli teściowie się nie wtrącają, zaś  On robi co chce, bo jest świadom, że nikt mu słowa złego nie powie. Tylko, że wtedy przesadzil...także głowa do góry, jutro będzie lepszy dzień. Ale z drugiej strony weekend- ja też wtedy mam najwięcej dołów: ( ...tyle, ze już są one lżejsze

172

Odp: zdradzona, zawiedziona

przez ostatni rok wszystkim i wszystko tłumaczyłam, wyjaśniałam. Mam już tego naprawdę dość, nie powiedziałam jej bo wiem, że to by mu dużo ułatwiło, nie musiałby sam przechodzić tej rozmowy tylko znając jego rodziców by się tylko nasłuchał jaki jest głupi itp. Dopiero teraz dociera do mnie, że tak naprawdę jego mama próbuje wszystko za niego załatwić, do wszystkiego się wtrąca (rozumiem, że to troska o własne dziecko), on niby cały czas robi na odwrót, niby się wkurza o to, że go tak katuje i się z nią kłoci. Ale czy czasami to nie jest dalej nieodcięta pępowina? Kurcze on ma 33 lata, a nie potrafi podjąć żadnej decyzji, wszystkiego się boi, nie potrafi rozwiązywać problemów ani o nich rozmawiać. To nasz pierwszy kryzys w związku (byłym związku), który ciągnie się już ponad rok, a on nie potrafi stawić temu czoła.
Wczoraj nawet zapytał, dlaczego tak daleko od siebie mieszkamy? Zapytałam "a to od początku nie wiedziałeś gdzie mieszkam?" - wyszło na jaw, że tak naprawdę cały czas i od zawsze bał się przeprowadzki, dlatego tak to odkładał i oczywiście nic nie powiedział....

173 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-21 19:28:57)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Nieodcięta pępowina. Hm skąd ja to znam! Tyle, że w twoim przypadku obca kobieta zadzwoniła i zapytała?! A ja mam ogromny żal do teściów. Po 7 latach malzenstwa nawet nie zapytali jak to wygląda z mojej strony? Jak miesiąc temu zadzwoniłam powiedzieć co ich syn wyprawia, to uslyszalam: co ty nie powiesz, pierwsze słyszę! Ok Porozmawiam z nim bo to jest twoja wersja...żeby nie pomyślała, że zmysłam to wysłałam kopie smsow od niego!...
A najgorsze jest to, że ja myślałam, ze mam takich fajnych teściów a zwłaszcza teściową. Ciężkie to dla mnie i niezrozumiałe

174

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Nieodcięta pępowina. Hm skąd ja to znam! Tyle, że w twoim przypadku obca kobieta zadzwoniła i zapytała?! A ja mam ogromny żal do teściów. Po 7 latach malzenstwa nawet nie zapytali jak to wygląda z mojej strony? Jak miesiąc temu zadzwoniłam powiedzieć co ich syn wyprawia, to uslyszalam: co ty nie powiesz, pierwsze słyszę! Ok Porozmawiam z nim bo to jest twoja wersja...żeby nie pomyślała, że zmysłam to wysłałam kopie smsow od niego!...
A najgorsze jest to, że ja myślałam, ze mam takich fajnych teściów a zwłaszcza teściową. Ciężkie to dla mnie i niezrozumiałe

Tak naprawdę ludzie pokazują swoje prawdziwe oblicze w momencie gdy zaczynają się problemy. W Twoim przypadku teściowie są po jego stronie mimo iż to on nie jest w porządku, ehh ślepa miłość rodziców. W moim przypadku jest odwrotnie, bo oni są po mojej stronie. To prawda, że to praktycznie obcy ludzie dla mnie, bo nie byliśmy małżeństwem, ale ja tak naprawde od dawna traktowałam ich jak rodzinę a oni mnie - od dawna mówili, że " jesteś już nasza".

175

Odp: zdradzona, zawiedziona

U mnie się okazało, że synowa to nie rodzina. Ale tak szczerze powiem że boli to ale ich rozumiem. Po postu ja i on i nasze rodziny i to co z tego wynika: tradycje, zachowania międzyludzkie, to są tak różne jak niebo i ziemia. Jak to się miało ułożyć?!
Także teraz sobie znajdę faceta podobnego do mnie i będzie cud miód;)

176

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Także teraz sobie znajdę faceta podobnego do mnie i będzie cud miód;)

Życzę Ci tego z całego serca, poszarpanego strasznie ale nadal bije smile
Obyśmy znalazły kiedyś kogoś wartościowego i kogoś kto naprawdę będzie na nas zasługiwał smile

177

Odp: zdradzona, zawiedziona

Oby kazda z nas znalazla tego kogos:) Musimy w to wierzyć! Wiara to połowa sukcesu:)

178

Odp: zdradzona, zawiedziona

dziewczyny weekendowo na rozluźnienie i nie tylko wink  " 500 dni miłości" z 2009 , znajdziecie na necie.

179

Odp: zdradzona, zawiedziona

Dzień dobry, nie wiem jak u Was ale u mnie od rana świeci słoneczko, zapowiada się cieplutki i ładny dzień smile

A moja relacja z nim chyba ponownie wraca na niewłaściwe tory i muszę to koniecznie przerwać. Wczoraj znowu zadzwonił (to już 3 kontakt w tym tygodniu). Dzwonił żeby zapytać czy jego mama znowu do mnie dzwoniła i co chciała, bo jemu powiedziała że nie przyjadę bo mnie o to nie poprosił. Pretekst? Dzwoniła i pytała ponownie czy na pewno nie przyjadę - nie, nie przyjadę. Nie było mowy o tym czy mnie prosił czy nie. Więc kobieta próbuje coś ugrać smile
On się przyznał, że jednak jedzie na wesele, więc od razu pomyślałam i zapytałam czy boi się konfrontacji z rodziną i nie chce się przyznać że nie chce jechać i że ja nie przyjadę bo zawalił. Przyznał, że tak że rodzina się obrazi jak nie pojedzie i nie chce mu się z nimi kłócić. Kolejny raz chowa głowę w piasek. Powiedziałam rób jak chcesz i że jest dzieciakiem. Powiedziałam, że myślałam że faceci po 30 tce są dojrzali i odpowiedzialni ale to tylko pesel i nie ma nic wspólnego z dojrzałością. Podziękował za krytykę, a wiem, że bardzo jej nie lubi i prawa do w oczy kole. No ale nie będę się z nim cackać. I od słowa do słowa zaczęła się normalna rozmowa co i niego co u mnie, jak nam dzień zleciał. Zaczęliśmy nawet wspominać początki naszego związku. Ale zero tematów o uczuciach, o tym co się wydarzyło - pierwszy raz o tym nie rozmawialiśmy. A jemu pewnie to odpowiada.

No właśnie włączyło mi się dzisiaj rano myślenie, że wszystko przecież wraca do punktu wyjścia, zaczynają się kontakty ze mną, rozmowy, a pewnie niedługo wróci mu kontakt z tamtą (o ile już go nie ma, bo przecież mu nie wierzę) i wszystko będzie jak dawniej. Zaczną się znowu kłamstwa, ja zacznę czekać itd. Muszę to koniecznie przerwać, bo widzę, że mu na to pozwalam.

180 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-22 09:58:06)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Jeżeli nie zerwiesz kontaktu to tak będzie.
Pytanie czy jesteś już gotowa na to? U mnie to trwało jakieś 2 miesiące. Ale powolutku, z każdym jego kolejnym ciosem, dotarło do mnie, że jeżeli tego nie zrobię to będziemy dalej bawić się jak przez ostatnie dwa lata. Ja bym nadal czekała, on by nadal był ze mną, oczywiście na swoich warunkach...tyle,że mi się już te gierki znudzily.
Powiem więcej, nie chcę już słyszeć jego głosu w telefonie, nie wyczekuję na SMS-y, nawet nie wyglądam jak córkę zabiera.

181

Odp: zdradzona, zawiedziona

na całkowite zerwanie kontaktu nie jestem gotowa, ale nie chcę też żeby to było na jego warunkach. On dalej nie wie czego chce, chce na pewno ze mną rozmawiać, tylko ja nie mogę zgodzić się na jego podwójne kontakty. Bo wracam do tego co było kilka tygodni i miesięcy temu. W ten sposób ja będę stała cały czas w miejscu a u niego nic się nie zmieni. Dzisiaj widzę ile błędów popełniłam w przeszłości i nie chcę ich powielać. Myślę, że jeżeli będzie mu zależało to się postara, ale musi być pewien że tego chce i że z tamtą to koniec. Tylko ja też muszę sobie uświadomić czy chciałabym z nim być. Na razie targają mną jeszcze emocje i wydaje mi się, że chciałabym żeby wrócił. Ale potrzebuję sama czasu żeby przemyśleć i dojść do wniosków czy ja też bym chciała z nim być. Obawiam się, że on się nie zmieni i że jemu nie zaufam. Czas, czas i czas - dla mnie i dla niego. Na wszystko jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.

182

Odp: zdradzona, zawiedziona

Olimpia, weź Ty się kobieto ogarnij...
zacznij postępować racjonalnie... i konsekwentnie...
Na całkowite zerwanie kontaktu nigdy nie będziesz gotowa!
Tak jak na wyrwanie zęba bez znieczulenia - na to się nigdy nie jest gotowym! Ale czasem trzeba to zrobić, nie ważne, że boli, bo potem jest już lepiej... a przeciąganie to tylko ciągły ból... i  nic nie da!

Zrób to raz, a porządnie. Przecierp te pierwsze 4-5 miesięcy... wytrzymasz!... a potem już będzie lepiej.

Mój też zdradził i odszedł, a dalej chciał dyktować swoje warunki (wpadać do domu, rozmawiać ze mną - bo przecież mamy dzieci, szkoda tylko że do tej pory dziećmi się średnio interesował, chciał decydować o wielu innych rzeczach, nie będę o tym pisała na forum). Jak go pogoniłam, to się.... obraził tongue On na mnie! niesamowite... maks hipokryzji...

Z takimi trzeba stanowczo
i konsekwentnie
Ciebie będzie bolało, ale Ty sobie poradzisz
a jego won

183 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-08-22 12:08:10)

Odp: zdradzona, zawiedziona

Olimpia na co jest za wcześnie ? Kobito na wszystko jest już za późno w sensie z tym człowiekiem za pozno. Chcesz  mu dac czas.... Serio ? Zerwanie kontaktów z tamtą zalatwiloby praktycznie sprawę? Bo co bo on powie że zerwał? A skąd pewność że powie prawdę tym razem? Tyle razy kłamał. No i czy Ty będziesz umiała mu zaufać? Ja po tylu akcjach już bym nie umiała i wkońcu mogłoby być nawet i tak że on byłby względem mnie ok a ja bym podejrzliwością wykończyła siebie i jego i ten reaktywowany związek.
W sumie nie dziwię się że tak Tobą manipulował tyle czasu. Bo Ty się dajesz manipulować i wygodnie mieć taką kobietę ktorej się zawsze jakoś nawinie makaron na uszy i ona to kupi. Przez lata rozpracował Cię elegancko i znowu zaczyna swoje gry a Ty po chwilowym otrzezwieniu znowu zaczynasz zachowywać się jak ćma która leci do lampy. Niby masz rozterki niby jesteś zdystansowana ale w głębi duszy już masz nadzieję na happy end z nim w roli głównej.

184

Odp: zdradzona, zawiedziona

Dziewczyny mają rację!!!!!!!!!! Dopuki nie zerwiesz kontaktu będzie tobą manipulował. Wiem to! Przeszlam to miesiąc temu. Na chwilę uwierzyłam, bo o zaufaniu nie ma mowy, i tak mnie menda podeszla swoimi pięknymi słowami, że szkoda gadać. Zapomnij o zaufaniu. Nie zaufasz już. Ostatni rok próbowałam, nie dalam rady. Kończyłam się psychicznie aż wreszcie powiedziałam  stop.

185

Odp: zdradzona, zawiedziona
Zorija napisał/a:

Olimpia, weź Ty się kobieto ogarnij...
zacznij postępować racjonalnie... i konsekwentnie...
Na całkowite zerwanie kontaktu nigdy nie będziesz gotowa!
Tak jak na wyrwanie zęba bez znieczulenia - na to się nigdy nie jest gotowym! Ale czasem trzeba to zrobić, nie ważne, że boli, bo potem jest już lepiej... a przeciąganie to tylko ciągły ból... i  nic nie da!

Zrób to raz, a porządnie. Przecierp te pierwsze 4-5 miesięcy... wytrzymasz!... a potem już będzie lepiej.

Mój też zdradził i odszedł, a dalej chciał dyktować swoje warunki (wpadać do domu, rozmawiać ze mną - bo przecież mamy dzieci, szkoda tylko że do tej pory dziećmi się średnio interesował, chciał decydować o wielu innych rzeczach, nie będę o tym pisała na forum). Jak go pogoniłam, to się.... obraził tongue On na mnie! niesamowite... maks hipokryzji...

Z takimi trzeba stanowczo
i konsekwentnie
Ciebie będzie bolało, ale Ty sobie poradzi
a jego won

Tak tak nagle oni się zmieniają, na dzieciach im zależy, na tobie:) szkoda, że dopiero teraz, jak widzą, że im uciekamy. Dlatego porządne buty i noga;)

186

Odp: zdradzona, zawiedziona

chcesz mieć kontrole nad nim, a to nie możliwe , nie męczy Cie to , wygląda to tak jakbyś zastawiała się co zrobić ,żeby on to lub tamto. Żadnych błędów nie popełniłaś, poza jednym, że wróciłaś do niego, ignorując fakty. To, że teraz masz być stanowcza i konsekwentna , to nie po to by wpłynąć na niego, by się zmienił, tu chodzi o Ciebie, o to byś się z tego uwikłania uwolniła. On 2 razy Cię zdradził, nie licz na jego empatię , bo on jej nie ma,  co Ci pokazał i pokazuje, to tak jakbyś chciała by ślepy zobaczył kolory. Zamiast tyle energii tracić na niego, postaraj się więcej uwagi poświecić sobie, temu dlaczego ignorujesz ból , który jest w Tobie, temu dlaczego siebie sama oszukujesz - a to zobaczysz czytając swoje wypowiedzi, starasz się przekonać,  "nie chcę już go" , a między słowami aż woła jakbyś chciała żeby zdarzył się cud, a  masz przed sobą faceta , który Cie oszukał, zdradził, teraz sobie jak gdyby nigdy nic dzwoni pogadać co słychać , no kurde , żeby nie napisac ostrzej, czy Ciebie to nie obrzydza, przecież on dotykał inną kobietę, potem Ciebie,okłamywał Cię, nie masz pewności , że on byłby Ci wierny i rozważasz, czy z kimś takim chciałabyś być? 
Twój partner to  zdrada, kłamstwo, niedojrzałość, brak empatii i te fajne też chwile , które były. To jest pakiet , albo go takiego bierzesz  albo go zostawisz (wewnętrznie) i dajesz sobie miejsce dla siebie, najpierw by czas wolny samej ze sobą był przyjemnością , a nie jak piszesz udręką , a gdy to osiągniesz będzie miejsce by podzielić się z kimś tym co masz.
Co do mamy partnera, jaki on ma w tym interes by mówić , ze jest menda (przepraszam za słowo) konsekwencje poniesie wtedy, gdy powiesz , że Cię skrzywdził, w szczegóły wchodzić nie musisz. Pytanie tylko co Ciebie powstrzymuje , czy aby nie chcesz chronić jego , albo jakiegoś wyobrażenia

187

Odp: zdradzona, zawiedziona

Oczywiście macie rację. Ale ja mu nie wierzę. To nie jest tak, że on mi nawinie makaron na uszy a ja chodzę cała w skowronkach. Nie wierzę nawet w to, że on się zmieni. To prawda, że mimo tych wszystkich krzywd jakie mi wyrządził, to ja go nadal kocham. I nie jestem w stanie zmienić tego uczucia ot tak. Dużo trzeźwiej teraz myślę i nie dam sobą manipulować. Po rozmowie z nim zaczyna mi się lekki mętlik w głowie, ale uczę się powoli sprowadzać siebie na ziemię i zaświeca mi się czerwone światełko "hello on dalej gra". Zmieniło się we mnie sporo, bo 2 tygodnie temu chciał przyjechać ale się nie zgodziłam. Chciał abym pojechała z nim na wesele, ale się nie zgodziłam. Pewnie jeszcze kilka miesięcy temu powiedziałabym 2x tak. Ale nie dzisiaj. Wiem, że najłatwiej byłoby całkiem zerwać kontakt, ale ja tak nie potrafię.
To prawda również, że mam gdzieś głęboko ukrytą nadzieję i jej też nie wyzbędę się z dnia na dzień. Każdego dnia walczę, każdego dnia uczę się nowych zachowań wobec niego i wobec siebie. Taką obrałam drogę i póki co będę nią kroczyć.

Co do jego mamy, czego nic jej nie powiedziałam? - bo nie będę po raz n-ty tłumaczyć jego i ułatwiać mu tego. Nie chcę z nią o tym rozmawiać bo to mnie nadal boli, sama myśl boli a jeszcze jakbym miała jej powiedzieć co mi zrobił to jeszcze bardziej bym to rozgrzebała.  Jego mama jest bardzo uparta i będzie go tym gnębić, będzie ciągle pytać aż on w końcu pęknie. Zawsze po jakimś czasie pod naciskiem pęka.

188

Odp: zdradzona, zawiedziona

Trochę potrwa zanim całkowicie zerwiesz kontakt. Ja cie rozumiem, bo mi też było ciężko. Ale dojdziesz i ty do tego!
A my tu jesteśmy po to, żeby cię sprowadzić na ziemie:). Pewnie nie raz popełnisz błąd. Napiszesz, zadzwonisz, spotkasz się z nim! Ale chodzi o to, żebyś była ostrożna w tym wszystkim co robisz! No i żebyś wiedziala, że cokolwiek on robi bądź mówi to jest kit!

189

Odp: zdradzona, zawiedziona
zahir2603 napisał/a:

Trochę potrwa zanim całkowicie zerwiesz kontakt. Ja cie rozumiem, bo mi też było ciężko. Ale dojdziesz i ty do tego!
A my tu jesteśmy po to, żeby cię sprowadzić na ziemie:). Pewnie nie raz popełnisz błąd. Napiszesz, zadzwonisz, spotkasz się z nim! Ale chodzi o to, żebyś była ostrożna w tym wszystkim co robisz! No i żebyś wiedziala, że cokolwiek on robi bądź mówi to jest kit!

jestem Wam wdzięczna za Wasze opinie i sprowadzanie na ziemię. Naprawdę mi pomagacie.
Ale wierzę, że nie złamię się tym razem i nie zadzwonię do niego, ani się z nim nie spotkam. Miałam gorsze momenty, że chciałam, już miałam napisany sms albo wybrany numer, ale tego nie zrobiłam. Chyba się nauczyłam nad tym panować. Oby !!!!
Staram się być bardzo ostrożna w swoim zachowaniu, w rozmowach z nim - 5x pomyślę zanim coś zrobię albo powiem. Naprawdę mu nie wierzę, w to co robi czy mówi, bo cały czas pokazuje, że nie potrafi wziąć za to wszystko odpowiedzialności, cały czas się ukrywa i gra na zwłokę, aby się tylko nikt nie dowiedział.

Rozmawiałam z terapeutką na temat tego, że myślę czasami o możliwości powrotu do niego. Ale powiedziałam jej o swoich obawach - uważam że on się nie zmieni oraz że ja mu nie zaufam. Wtedy powiedziała mi, że miała na kanapie gorsze przypadki i ludzie naprawdę się zmieniają i potrafią zaufać, Ale do tego potrzeba oczywiście chęci z obu stron oraz terapii. Dlatego wiem, że gdybym kiedykolwiek podjęła taką decyzję to tylko pod warunkiem wspólnej terapii - mojej w sprawie zaufania, jego w sprawie zrozumienia siebie, swojego postępowania, braku dojrzałości itp. Ale to bardzo odległy temat i zgodnie z jej zaleceniami mam o tym nie myśleć i skupiać się na tym co dzisiaj/teraz. Mam walczyć z uzależnieniem od niego.

190

Odp: zdradzona, zawiedziona

Olimpia to dopiero początek twojej drogi. Ale wiesz jaki to spokój jak wiesz, że nie napisze, nie zadzwoni. U mnie był taki moment, że on pisał dzień w dzień po kilkanaście smsow ze swoimi wyznaniami. Zauważyłam, że budziłam się rano w nerwach, bo zaraz dostanę sms od niego. Albo jak nie pisał przez pół dnia to ja już się zastanawialam, czemu nie pisze. Rozumiesz? Jemu o to chodzi, żebyś ty nie zapomniała. Tak jak z nałogiem. Powoli ale musisz całkowicie z nim zerwać

191

Odp: zdradzona, zawiedziona

Tak wiem o tym. Ja na szczęście nie jestem w takiej sytuacji, że wypisuje czy wydzwania. Staram się nie myśleć o tym czy zadzwoni. Wiem, że nie mogę czekać i nie będę czekać. Muszę być silniejsza !

192

Odp: zdradzona, zawiedziona

Co to za psychololog co Ci jakieś tam przypadki roztrząsa.. Liczysz sie Ty, co Cię obchodzą jakieś gorsze itd jestes teraz w takim momencie jakim jesteś, ciezko  jest Ci sie pogodzić z tym z jakim facetem się  związałeś, ale czas i twoje chęci duzo moga zmienić. Trzymaj sie faktow ten facet Cię  zdradził i oszukiwal, ten facet nawet tego nie czuje.. Dlaczego tak kurczowo go się trzymasz

193

Odp: zdradzona, zawiedziona
iskra1234 napisał/a:

Co to za psychololog co Ci jakieś tam przypadki roztrząsa.. Liczysz sie Ty, co Cię obchodzą jakieś gorsze itd jestes teraz w takim momencie jakim jesteś, ciezko  jest Ci sie pogodzić z tym z jakim facetem się  związałeś, ale czas i twoje chęci duzo moga zmienić. Trzymaj sie faktow ten facet Cię  zdradził i oszukiwal, ten facet nawet tego nie czuje.. Dlaczego tak kurczowo go się trzymasz

Jeśli chodzi o roztrząsanie przypadków to nawiązała do tego tylko w kontekście mojej wypowiedzi, "że ludzie nigdy się nie zmieniają i że ja nigdy nikomu już nie zaufam". Pani psycholog jest bardzo kompetentna i wie co robi, a ja jej ufam. Moją koleżankę wyciągnęła z większego bagna.

Dlaczego go się tak kurczowo trzymam? - no właśnie z tym walczę. Bo niestety jest nadal miłość (nienawiść też już zaczyna się pojawiać), jest uzależnienie i strach przed samotnością.

194

Odp: zdradzona, zawiedziona

Olimpia, odnośnie wypowiedzi psychologa zwróciłam uwagę na to na czym się skupiasz - na zmianie, czy ludzie się zmieniają? To coś na co Ty nie masz wpływu  " nie zaufam już nikomu" - ludzie na szczęście są różni,  nie każdy zdradzi czy zrani w inny sposób. Dobrze,  że pracujesz nad sobą i masz świadomość tego co może sprawiać, że gdzieś chcesz nadal być z partnerem.

195

Odp: zdradzona, zawiedziona

Świadomość mam na szczęście bardzo dużą, dużo wiem co powinnam i jak powinnam. Pracuję teraz nad wcielaniem tego w życie, w swoje zachowanie. To prawda, że nie mam wpływu na to czy ktoś się zmieni, to tylko ta osoba musiałaby chcieć zmiany u siebie, ja tego na nikim nie wymuszę. Jedynie mogę zmienić siebie,a raczej swoje nastawienie do tej sytuacji, do swoich relacji z facetami, zachowań itp. Dużo pracy mnie czeka właśnie w kwestii zaufania, zostało tak nadszarpnięte, że dzisiaj myślę iz nikomu już nie zaufam. Ale podobno to kwestia czasu i pracy nad sobą.

Posty [ 131 do 195 z 2 661 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 41 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdradzona, zawiedziona

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026