odezwał się w piątek, zadzwonił wieczorem i pytał jak się czuję - oczywiście odpowiedziałam, że bardzo dobrze. Zapytałam czego chce to stwierdził że chciał usłyszeć mój głos, ehh kłamca. Domyślił się że niepotrzebnie zadzwonił bo byłam niemiła i oschła, chyba tego się nie spodziewał. Tak w ogóle to myślał, że będzie mógł przyjechać do mnie na weekend, mam wrażenie że on nie zdaje sobie sprawy z tego co się stało i co mi zrobił. Wydaje mu się chyba, że nadal jestem tą naiwną dziewczynką, która się ucieszy że znalazł dla mnie czas i chce się ze mną zobaczyć. Nie ma takiej opcji i tym razem się nie ugnę, za daleko to wszystko zaszło i nie wierzę w jego zrozumienie popełnienia błędu. Wydaje mi się, że nadal chce mieć przewagę nade mną. Wybił mnie trochę tym telefonem bo wczorajszy dzień był jakimś nieporozumieniem.
Podobne tematy
nie zrozumiał
przykre to wszystko ![]()
nie zrozumiał
przykre to wszystko
no niestety chyba nie, bo wczoraj znowu dzwonił (miałam urodziny, więc miał pretekst). Myślałam, że wyśle tylko sms i po sprawie, ale nie, zadzwonił. Rozmawialiśmy trochę, złożył mi życzenia i dopytywał czy domyśliłam się o co mu chodziło w piątek - no oczywiście wiem, że chciał przyjechać, więc zapytałam po co i jak to sobie wyobrażał. Odpowiedział, że chciał mnie zobaczyć, no ale właśnie ciężko było mu sobie to spotkanie wyobrazić bo wie co zrobił. Powiedział, że ma teraz dużo czasu na przemyślenia, na przemyślenie swojego zachowania - rychło w czas ! Nie mówi nic wprost, tak jakby chciał abym się domyślała, ale ja już nie chcę się domyślać. Sama już nie wiem czego chcę, na pewno nie chcę teraz robić nic w sprawie ewentualnej naprawy tego związku bo uważam, że jest zdecydowanie za wcześnie, on na pewno po niecałych 2 tygodniach zdał sobie sprawę z tego czego chce skoro przez rok nie potrafił się określić. Powiedziałam mu, że jeżeli liczy na jakieś koleżeństwo czy przyjaźń to nie ma opcji - nie jestem w stanie żyć z nim w takich relacjach. Powiedziałam również, że jeżeli ma dzwonić i nadal kłamać to nie życzę sobie żadnego kontaktu i nie chcę z nim rozmawiać. Wiem, że powinnam ale nie potrafię na razie powiedzieć mu "spier...". Sama się do niego absolutnie nie odzywam, więc chociaż tyle udało mi się osiągnąć, ale to dopiero kropla w morzu. Niestety czas, czas i jeszcze tylko czas mi pozostaje. Staram się zajmować sobą i nie myśleć o nim, nie zastanawiać się, ale nie zawsze mi się to jeszcze udaje...
Jedynie Ty to możesz skończyć, on będzie się tak długo odzywał dopóki sobie nie znajdzie innej ... chcesz to znów przechodzić? Czy teraz czujesz się szczęśliwa mimo, że się odezwał? ... czy nadal czujesz,że coś jest nie tak? ... ile jeszcze wytrzymasz tej niepewności? Gdyby chciał z Tobą być to nie dzwoniłby z głupimi wymówkami tylko porozmawiałby o waszej przyszłości i starał się udowodnić, że Cię kocha ... stara się?
Jedynie Ty to możesz skończyć, on będzie się tak długo odzywał dopóki sobie nie znajdzie innej ... chcesz to znów przechodzić? Czy teraz czujesz się szczęśliwa mimo, że się odezwał? ... czy nadal czujesz,że coś jest nie tak? ... ile jeszcze wytrzymasz tej niepewności? Gdyby chciał z Tobą być to nie dzwoniłby z głupimi wymówkami tylko porozmawiałby o waszej przyszłości i starał się udowodnić, że Cię kocha ... stara się?
nie czuję żeby się starał, on (na tyle co go znam/znałam) pewnie liczy na to, że to ja się będę znowu starać. Ale nic z tego-tego jestem pewna, że nie kiwnę palcem aby cokolwiek naprawiać. Masz rację, muszę powiedzieć mu wprost, że nie chcę żadnych kontaktów. Miesza mi tylko w głowie. A poza tym jakby naprawdę chciał się ze mną zobaczyć to nie pytałby tylko przyjechał...
no właśnie wystarczyłoby aby chciał ... cieszmy się życiem, oni na nas nie zasługują ![]()
Kiedyś przeczytałam, że podstawowy błąd logiczny KKZB!
Kochanie to nie Ty jemu tylko on Tobie nie dogodzi bo to nie on jest tą osobą . Pokazał się jako partner negatywnie.
Drobna korekta w myśleniu a jak inaczej wygląda świat ![]()
cześć,
przeczytałam Twój post , jest bardzo smutny, szkoda mi Ciebie, tyle ran. Zamiatanie pod dywan, duża kontrola z Twojej strony i to poczucie, że Ty nadal chciałabyś tego faceta, bo gdyby przyjechał , to by tym coś udowodnił... on w swoim mniemaniu może i coś czuje do Ciebie, na swoje małe możliwości, bo co tak naprawdę mówi Ci o nim jego zachowanie, czy on ogarnia co Ty teraz czujesz? Postaraj się zaopiekować sobą i pomyśl ile tak naprawdę możesz, świat daje wiele możliwości i jeszcze jedno, o ile chcesz być matką, pomyśl czy to jest potencjalny ojciec dla Twojego dziecka, w sytuacji, gdyby Ciebie mogło zabraknąć. Życzę Ci dużo dobrego.
73 2015-08-12 15:35:00 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-08-12 16:13:12)
no właśnie tak to wyglądało przez cały czas, że on wszystko zamiatał pod dywan. Poza tym, że go zostawiłam i tamta szm... najprawdopodobniej też, to nie poniósł żadnych konsekwencji. Wszystko mu się upiekło póki co. Myślę, że on nic do mnie nie czuje, przestał mnie kochać o ile w ogóle kochał. Na pewno nie zdaje sobie sprawy z tego co ja czuję, bo mnie by chyba zjadły wyrzuty sumienia jakbym wiedziała, że ktoś tak przeze mnie cierpi. Ale on jest egoistą pewnie, więc nie myśli o mnie tylko cały czas o sobie.
dziękuję za dobre życzenia, wierzę, że kiedyś się los do mnie uśmiechnie i będę jeszcze szczęśliwa, póki co nie pamiętam już jakie to uczucie..
Olimpio, Ty nie tęsknisz za nim, tęsknisz za byciem kochanym, potrzebnym, za związkiem i wszystkim, co się z nim wiąże. On już Ci tego wszystkiego nie da - nawet jakby obiecywał poprawę, jakby się kajał - pamiętaj, że już udowodnił, że nie jest partnerem na całe życie. Ty chcesz kochać i być kochanym, ale nie z takim człowiekiem...
Żeby się uporać z tęsknotą potrzebny jest czas, nic więcej. Musisz pozwolić mu płynąć, po prostu. Z czasem obraz jego twarzy, jego słowa w Twojej głowie, wspólne wspomnienia...zaczną się w Twojej pamięci zamazywać i wtedy też te wszystkie starszne uczucia, przez które męczysz się teraz, miną... Na razie wypełniaj ten czas wszystkim innym - troszkę się zmuszaj do tego, choć wiem, że nic w tej chwili nie przynosi ukojenia. Ale każde dodatkowe zajęcie odpiera złe myśli i przyspiesza upływ czasu. Rób to, co kiedyś sprawiało Ci przyjemność - odetnij się od niego, nie odpisuj na smsy, nie odbieraj telefonów - inaczej będziesz cierpieć tylko dłużej...
Tacy faceci są jak drugi - uzależniają, ale są szkodliwe i wyniszczające...Tylko detoks może Ciebie uwolnić - zero kontaktu, choćby nie wiem, jak trudno Tobie było...
Tacy faceci są jak drugi - uzależniają, ale są szkodliwe i wyniszczające...Tylko detoks może Ciebie uwolnić - zero kontaktu, choćby nie wiem, jak trudno Tobie było...
To uzależnienie już do mnie dotarło, a raczej otworzyła mi na nie oczy moja terapeutka - skorzystałam z pomocy psychologa bo przestałam sobie radzić z tą sytuacją. Przez rok tak mnie wymęczył psychicznie i fizycznie, że jestem wrakiem człowieka. Nie potrafiłam sama siebie zrozumieć, dlaczego mimo tych wszystkich krzywd jakie mi wyrządził ja cały czas mu wybaczałam i cały czas miałam nadzieję, że on się opamięta i będziemy razem. Cały czas myślałam, że jestem jakaś psychiczna, jak można dać się tak traktować. Straciłam do siebie cały szacunek, ale teraz już wiem dlaczego tak robiłam - uzależniłam się od niego, od związku i strach przed samotnością dodatkowo pogorszył ten stan. Ale będę o siebie walczyć, przejdę te wszytskie etapy żałoby i nastanie dzień, w którym napiszę tu na forum - JESTEM SZCZĘŚLIWA !! ale minie jeszcze trochę czasu
nastanie dzień, w którym napiszę tu na forum - JESTEM SZCZĘŚLIWA !! ale minie jeszcze trochę czasu
Dzielna dziewczyna!!!! ![]()
Witaj Olimpia
kurcze...chyba się uzależniłam od Was - i dobrze !!!
Po powrocie z wakacji i rozpakowaniu walizek zaraz tu weszłam. Wróciłam opalona, spędziłam super wakacje ze znajomymi na Krecie, jednak nie było dnia, podczas którego bym o moim ZDRAJCY nie myślała ( ale tak troszeczkę). Olimpia, jak wiesz było mi czasem smutno ,że nie ma go przy mnie - bo miał być. Dałam jednak radę i co tam..?/ życie toczy się dalej.
BUGENWILLA ma rację ( też pisałam Tobie kilka postów wcześniej) ZERO KONTAKTÓW !!!!!!!! - to bardzo ciężko wykasować, jednak to baaaaarrrrrdzo pomaga. Ciesze się ,że jesteś w lepszej kondycji
wczoraj byłam na kolejnym spotkaniu z moją terapeutką i usłyszałam coś czego się nie spodziewałam, coś odwrotnego do tego co wszyscy mi radzili/radzą. Oczywiście sama nie powinnam się do niego odzywać, nie sprawdzać, nie kontrolować, ale jeśli on zadzwoni to jak najbardziej mogę, a nawet powinnam odebrać. Powinnam być oschła w tych rozmowach, mówić co myślę o nim. Dzięki temu będę trenować stawianie na swoim, swoich warunków i nie będę mu ulegać. To ma też pomóc również w przyszłości uodpornić się na podobne sytuacje. Oczywiście nie czekam na jego telefony, nie czekam na niego tylko zajmuję się sobą, jestem ważna wyłącznie JA. Te telefony będą mnie jeszcze jakiś czas wybijać, ale nauczę się z tym sobie radzić. Powoli będę zamykać wszystkie drzwi za sobą, aż w końcu wyleczę się z niego i z uzależnienia od niego.
wczoraj byłam na kolejnym spotkaniu z moją terapeutką i usłyszałam coś czego się nie spodziewałam, coś odwrotnego do tego co wszyscy mi radzili/radzą. Oczywiście sama nie powinnam się do niego odzywać, nie sprawdzać, nie kontrolować, ale jeśli on zadzwoni to jak najbardziej mogę, a nawet powinnam odebrać. Powinnam być oschła w tych rozmowach, mówić co myślę o nim. Dzięki temu będę trenować stawianie na swoim, swoich warunków i nie będę mu ulegać. To ma też pomóc również w przyszłości uodpornić się na podobne sytuacje. Oczywiście nie czekam na jego telefony, nie czekam na niego tylko zajmuję się sobą, jestem ważna wyłącznie JA. Te telefony będą mnie jeszcze jakiś czas wybijać, ale nauczę się z tym sobie radzić. Powoli będę zamykać wszystkie drzwi za sobą, aż w końcu wyleczę się z niego i z uzależnienia od niego.
z tym odbieraniem telefonów jest problem na tym etapie "leczenia się", gdyż u mnie powodowały, że nasilały sie emocje, wspomnienia, mysli etc. Choć rozmowę prowadziłam w sposób spokojny, jednak później miałam wrażenie, że cofam sie o krok do tyłu w procesie "zdrowienia"
nie jestem jeszcze gotowa żeby nie odebrać, nie potrafię i o tym jej mówiłam. Skłamałabym że te telefony w ogóle na mnie nie działają, ale nie wnoszą też jakiejś tragedii. Do tej pory dzwonił tylko 2x od prawie 2 tygodni. Czasami mam wrażenie, że cofam się o krok do tyłu, ale później staram się zrobić 2 do przodu. Zobaczymy jak to będzie wyglądało, jak będę się z tym czuła i jak to będzie na mnie działało. Dzisiaj jestem w miarę spokojna, czuję się nawet trochę lepiej ![]()
nie jestem jeszcze gotowa żeby nie odebrać, nie potrafię i o tym jej mówiłam. Skłamałabym że te telefony w ogóle na mnie nie działają, ale nie wnoszą też jakiejś tragedii. Do tej pory dzwonił tylko 2x od prawie 2 tygodni. Czasami mam wrażenie, że cofam się o krok do tyłu, ale później staram się zrobić 2 do przodu. Zobaczymy jak to będzie wyglądało, jak będę się z tym czuła i jak to będzie na mnie działało. Dzisiaj jestem w miarę spokojna, czuję się nawet trochę lepiej
jestem zdania ( z autopsji), że jednak ten czas żałoby, jest fatalnym DLA NAS !! ( bo przecież JA jestem teraz priorytetem), aby odbierać telefon/ smsy. ( jestem jeszcze za słaba, żeby otrzepać się jak kaczka z emocji po rozmowie) Praca nad sobą jest w jakimś stopniu niweczona, gdyż u mnie powracają ogólnie mówiąc " emocje", a rozum odchodzi w odstawkę. Dużo myślałam nad tym całym bagnem, w jaki się wpakowałam i doszłam do wniosku, że w momencie, gdy zamieniłam powracające pytanie ..dlaczego.. tak sie stało ...itd..??, na zdanie twierdzące - : tak się stało i musze z tym faktem żyć - JEST MI ŁATWIEJ pracować i myśleć o przyszłości. Jaka ona będzie?- nie wiem tego dziś, ale co wiem?- wydarzenia z przeszłości, zjadły mnie - moje emocje i poczucie wartości. A Gamoń?- mówił, że jestem zbyt wartościowa, że nie zasługuję, aby mnie krzywdzić..-- ble ble -pierdzielenie.No chyba,że to co zrobił - to przysługa w moja stronę. No..hmmm może przyszłość pokaże-, że jeszcze mu kiedyś podziękuję za to co zrobił.
możesz mieć rację z tymi telefonami, ale póki co zaufam mojej terapeutce. Dzisiaj jest piątek, ostatni raz dzwonił w poniedziałek, więc dużej częstotliwości nie ma a i mam wrażenie, że jednak już się nie odezwie, więc póki co nie martwię się. Nie chcę na razie myśleć o przyszłości, staram się przetrwać każdy dzień i zorganizować sobie tak czas aby nie mieć czasu na myślenie. Również zadawałam sobie pytanie "dlaczego tak się stało?", ale moja terapeutka pomogła mi to przeanalizować i najprawdopodobniej znam przyczynę, ale nie będę już się w nią zagłębiać bo czasu nie cofnę i nic mi to nie da. Póki co staram się myśleć tylko i wyłącznie o sobie i nie zastanawiać się co będzie, czas pokaże i wiem już że czas jest moim najlepszym sprzymierzeńcem, muszę się z tym pogodzić i wiem, że niczego nie przyspieszę. Mam jeszcze ciężkie chwile, dzisiaj siedząc i rozmawiając z rodziną o pierdołach po prostu w pewnym momencie pękłam i się popłakałam. Mimo że coś robię, czymś się zajmuję, spędzam z kimś czas to jednak wracają wspomnienia, tęsknota, żal i złość, ale próbuję to przeczekać. Jest wieczór a to najgorsze chwile dla mnie, obym szybko dzisiaj zasnęła i kolejny dzień będzie za mną
Minęło już i dopiero 2 tygodnie...
no waśnie - te cholerne/ uporczywie myśli, pojawiające się w najmniej oczekiwanym momencie. To one mnie wykańczają ( walczę z nimi już 4 miesiące.) . Gdyby nie one - byłoby nieźle Myje naczynia, podlewam ogródek, siedzę w samochodzie i tu nagle one. Przez nie właściwie nie mogę normalnie/ na luzie funkcjonować.
84 2015-08-14 22:06:12 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-08-14 22:22:03)
no waśnie - te cholerne/ uporczywie myśli, pojawiające się w najmniej oczekiwanym momencie. To one mnie wykańczają ( walczę z nimi już 4 miesiące.)
przeraża mnie ta perspektywa, u Ciebie już 4 miesiące i nadal wracają te myśli. Za mną ledwie 2 tygodnie
Ale nie możemy się poddać i musimy walczyć
Dzisiaj mam w miarę dobry dzień i cieszę się z tego. Aczkolwiek zaczyna mnie męczyć powoli fakt, że na siłę szukam zajęć, wychodzę z domu aby się oderwać. Oprócz zmęczenia psychicznego, odczuwam również już to fizyczne, bo nie mogę sobie pozwolić ma poleniuchowanie przed tv czy z książką bo od razu dopadają mnie myśli.
Liza a Ty jak przetrwałaś te 4 miesiące? Mimo wszystko to już sporo czasu minęło i zero kontaktu?
Liza a Ty jak przetrwałaś te 4 miesiące? Mimo wszystko to już sporo czasu minęło i zero kontaktu?
Olimpia - nie chcę sie mądrować i polemizować z fachowcem -czytaj terapeutą, Jednak pierwsze 3 miesiące były dla mnie udręką, bo ...co z tego,że przy moim ZDRAJCY- byłam twarda rozmawiając z nim, widząc sie itd. jak to owocowało moim dołem psychicznym przez następny dzień, co powodowało, że byłam znowu na początku drogi ku zdrowieniu ( i myślę ,że przez to straciłam trochę czasu w leczeniu się z niego Dlatego właśnie radzę Tobie nie rozmawiać z nim ( nie kontaktować się w żaden sposób choć wiem z autopsji, że jest to cholernie cięzkie). Ja tak zrobiłam ( za późno) powiedziałam mu konkretnie, żeby nie kontaktował się ze mną i jakiś miesiąc jest mi lepiej ( początkowo dzwonił, ale jak kilka razy nie odebrałam telefonu - chyba zrozumiał i przestał). Dziś myślę, że gdybym zrobiła to wcześniej, nie męczyłabym się tyle czasu. Podświadomie chciałam go widzieć, rozmawiać, dotknąć... ale to tylko mnie nakręcało. Pytasz jak przetrwałam 4 miesiące..??? to czas ciągłej huśtawki emocjonalnej - czasem nie ogarniam siebie ( musisz wiedzieć, że jestem typem baby z jajami), a tu mnie tak dopadło, że aż czasem jestem na siebie zła. Jaka jest różnica między 1-szym, a 4 miesiącem..??? wtedy zdecydowanie częściej płakałam, teraz mi się to zdarza, ale te cholerne myśli.. no cóż .... muszę z nimi walczyć
no właśnie ta huśtawka emocjonalna jest najgorsza, płacz pojawia się znikąd, w najmniej oczekiwanym momencie. Mam różne myśli, różne stany - czasami go nienawidzę i czuję ogromną złość, innego dnia czuję tęsknotę za nim, bezsilność i ból, że mnie tak oszukał i mnie już nie kocha. Najbardziej bolą mnie myśli, że on może nadal mieć z nią kontakt, że może się z nią spotykać i może z nią będzie - póki co te są najgorsze i nie potrafię ich sobie wybić z głowy.
Co do tych kontaktów - podobno mają mnie wzmocnić również na przyszłość, bo jak się okazało byłam uzależniona od poprzedniego związku/faceta (mimo iż był toksyczny), ale niedługo po nim weszłam w kolejny związek, który również okazał się toksyczny i nie potrafię się od niego uwolnić. Te telefony mają być jak trening dla mnie samej, dla stawiania granic i nie poddawania się jemu - taki jest zamysł mojej terapeutki. Ale póki co tych kontaktów nie ma od prawie tygodnia więc jest cisza i spokój i wydaje mi się, że on naprawdę już się nie odezwie bo jest dumny, sposób w jaki z nim rozmawiałam nie spodobał mu się. A i druga opcja - nie kocha mnie i nie zależy mu na tych kontaktach, a wcześniej dzwonił aby tylko zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia (jeśli je ma) i sprawdzić czy czasami sobie czegoś przez niego nie zrobiłam.
no właśnie ta huśtawka emocjonalna jest najgorsza, płacz pojawia się znikąd, w najmniej oczekiwanym momencie. Mam różne myśli, różne stany - czasami go nienawidzę i czuję ogromną złość, innego dnia czuję tęsknotę za nim, bezsilność i ból, że mnie tak oszukał i mnie już nie kocha. Najbardziej bolą mnie myśli, że on może nadal mieć z nią kontakt, że może się z nią spotykać i może z nią będzie - póki co te są najgorsze i nie potrafię ich sobie wybić z głowy.
Co do tych kontaktów - podobno mają mnie wzmocnić również na przyszłość, bo jak się okazało byłam uzależniona od poprzedniego związku/faceta (mimo iż był toksyczny), ale niedługo po nim weszłam w kolejny związek, który również okazał się toksyczny i nie potrafię się od niego uwolnić. Te telefony mają być jak trening dla mnie samej, dla stawiania granic i nie poddawania się jemu - taki jest zamysł mojej terapeutki. Ale póki co tych kontaktów nie ma od prawie tygodnia więc jest cisza i spokój i wydaje mi się, że on naprawdę już się nie odezwie bo jest dumny, sposób w jaki z nim rozmawiałam nie spodobał mu się. A i druga opcja - nie kocha mnie i nie zależy mu na tych kontaktach, a wcześniej dzwonił aby tylko zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia (jeśli je ma) i sprawdzić czy czasami sobie czegoś przez niego nie zrobiłam.
wiesz co.... z tego co czytam na forum w podobnych watkach, z tego co piszesz i z własnych doznań nasuwa mi się pozytywne stwierdzenie.- JESTEŚMY NORMALNE.. normalnie cierpimy, borykamy się z dosłownie tymi samymi stanami złości/ żalu, poczucia krzywdy, utraty własnej wartości... itd, to i tak jak inni WYJDZIEMY Z TEGO Z TWARZĄ. Pocieszę Cię, że choć u mnie huśtawka emocjonalna nadal się kołysze, jednak amplituda wychyleń jest zdecydowanie mniejsza i też tego doświadczysz- zobaczysz będzie lepiej OBIECUJE
Jak na razie nie mogę wyzbyć się myśli, że chciałabym, aby ZDRAJCA kiedyś pożałował swojej decyzji - ojjjj jakbym chciała ( może to wredne z mojej strony ,ale tak na razie czuję)
ja czuję dokładnie to samo, chciałabym się od niego uwolnić i wiedzieć że już go nie chcę a wtedy żeby on przyszedł na kolanach i skomlał o możliwość powrotu a wtedy powiem mu spadaj - niech się poczuje podobnie. Ale czuję podświadomie, ze on ma to gdzieś i ulżyło mu że w końcu się mnie pozbył, a ja nadal myślę, cierpię, walczę. Znowu mam tąpnięcie i gorszy nastrój, siedzę i wyję bo jest mi źle.
89 2015-08-16 13:04:49 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-08-16 13:08:43)
no właśnie ta huśtawka emocjonalna jest najgorsza, płacz pojawia się znikąd, w najmniej oczekiwanym momencie. Mam różne myśli, różne stany - czasami go nienawidzę i czuję ogromną złość, innego dnia czuję tęsknotę za nim, bezsilność i ból, że mnie tak oszukał i mnie już nie kocha. Najbardziej bolą mnie myśli, że on może nadal mieć z nią kontakt, że może się z nią spotykać i może z nią będzie - póki co te są najgorsze i nie potrafię ich sobie wybić z głowy.
Co do tych kontaktów - podobno mają mnie wzmocnić również na przyszłość, bo jak się okazało byłam uzależniona od poprzedniego związku/faceta (mimo iż był toksyczny), ale niedługo po nim weszłam w kolejny związek, który również okazał się toksyczny i nie potrafię się od niego uwolnić. Te telefony mają być jak trening dla mnie samej, dla stawiania granic i nie poddawania się jemu - taki jest zamysł mojej terapeutki. Ale póki co tych kontaktów nie ma od prawie tygodnia więc jest cisza i spokój i wydaje mi się, że on naprawdę już się nie odezwie bo jest dumny, sposób w jaki z nim rozmawiałam nie spodobał mu się. A i druga opcja - nie kocha mnie i nie zależy mu na tych kontaktach, a wcześniej dzwonił aby tylko zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia (jeśli je ma) i sprawdzić czy czasami sobie czegoś przez niego nie zrobiłam.
cały czas zastanawiam się nad celowością terapeutyczną dla Ciebie, dla mnie , dla każdej z nas różnych form kontaktów
( telefony, rozmowy itd). Co to mi da DZIŚ !, że będę z nim rozmawiać konkretnie , oschle, mówić o swoich potrzebach etc skoro to tylko na razie będzie poza silnej baby, skoro i tak na prawdę - aktualnie ! jestem miękka.. Przecież to ma MI pomóc w odbudowywaniu swojej wartości ,a nie jedynie w tworzeniu ułudy normalności - obrazu pewnej siebie ( którą dla niego zbuduję podczas rozmowy) - czy to nie oszukiwanie samej siebie? ( bo jak pisałyśmy wcześniej - walczymy o siebie teraz - aktualnie). Zycie jest zawiłe - niestety- i wiele zdarzeń determinuje nasze postawy ( ja wyplątałam się z 2 toksycznych związków ), a teraz walczę sama ze sobą..... Gdy mnie dopada - walę się w mordę i mówię - NIE WYMIĘKAJ- CÓŻ STAŁO SIĘ -JESZCZE BĘDZIE ŻAŁOWAŁ - TAK WYBRAŁ - MUSZE TO USZANOWAĆ. Moi bliscy znajomi- baarrdzo bliscy - nie mogą pojąć, że tak wymiękłam - mówią...
" TY..??daj spokój?, chyba żartujesz.? . Widzisz.. - taki obraz mimo woli zbudowałam nawet wśród bliskich, nie udając niczego - chyba silna jestem, a może musiałam taka być ???? ... ale jak się okazało do czasu. o kurcze chyba zakończę , bo łza się kręci. Pozdrawiam
mi to w jakiś sposób ma pomóc uodpornić się na ten przeszły związek i ewentualnie przyszłe, jeśli znów trafię na toksyka. Do tej pory, przez ostatni rok popełniałam mnóstwo błędów, byłam za miękka, od razu mu odpuszczałam, poza momentami złości kiedy się dowiadywałam że mnie znowu okłamał, wracałam do tej miłej dziewczynki, która się starała wszystko odbudować. A i tak zawsze robiłam to czego on chciał. Dlatego mam myśleć teraz o sobie, nie jestem gotowa żeby nie odebrać tego telefonu, dlatego jak już zadzwoni to mogę to zrobić, ale mam się nie płaszczyć, tłumaczyła mi że to trening dla mnie. Wiem, że to brzmi dość irracjonalnie patrząc na inne tematy i schematy, ale widzę w tym postępowaniu jakiś sens. Wierzę, że uda mi się z tego wyjść.
Póki co mam gorszy dzień. I tak w kratkę 2 - 3 dni lepiej, a później znowu dół
Ale to podobno też normalne. Dzisiaj mam ochotę przesiedzieć cały dzień sama w domu, w pokoju, nie widzieć się z nikim, z nikim nie rozmawiać. mam ochotę się wypłakać, wypłukać te wszystkie złe emocje aż się zmęczę i może spokojnie zasnę.
Dodatkowo wiem, że sama sobie robię krzywdę i chyba jestem masochistką, bo wiem że przegląda jej zdjęcia w necie raz na kilka dni, a ja potrafię to sprawdzić i z tego korzystam. Dobija mnie to, bo wiem że robi to pewnie dlatego, że za nią tęskni a ja tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że już nic do mnie nie czuje i mnie olał. Boli to cholernie, ale przynajmniej wiem, że jak zadzwoni i jeśli w ogóle, to nie dam sobie wbić kolejnej ściemy. Wiem też, że muszę przestać to robić, bo sama sprawiam sobie tym ból. Chyba lepiej nie wiedzieć?
"............ Wiem też, że muszę przestać to robić, bo sama sprawiam sobie tym ból. Chyba lepiej nie wiedzieć?........"
HA HA HA - ja też to robiłam - bo.....?? no właśnie dlaczego, bo chyba traktowałam to, jako swoistą formę wiedzy o jego poczynaniach
Natychmiast to przerwij... !!! Ja borykałam się z myślami, bo choć wiedziałam, że to złe ( tak jak Ty to dziś wiesz), to robiłam to przez jakiś czas. Chyba liczyłam, że znajde tam info typu .."' cierpię , brakuje mi jej i te inne bzdety." Kiedyś wypiłam mocnego drinka ( tak wiesz prostolinijnie dla kurażu) i pousuwałam źródła informacji o nim
P.S. dziś też jest mi gorzej, a nie płakałam już ze 3 tygodnie, ale cóż znaczy gorszy dzień w stosunku do wieczności - BĘDZIE DOBRZE, A MOŻE I LEPIEJ - TEGO SIĘ TRZYMAJMY - BO TO FAKT !!!
sama nie wiem czego tam szukam, wydaje mi się że wolę wiedzieć że nadal go coś z nią łączy i może w końcu dotrze do tej mojej pustej mózgownicy, że już do mnie nic nie czuje? Może szukam potwierdzenia swoich podejrzeń, że się w niej zakochał a mi nie chce się do tego przyznać? Mam wrażenie, że za wszelką cenę chcę poznać prawdę...
sama nie wiem czego tam szukam, wydaje mi się że wolę wiedzieć że nadal go coś z nią łączy i może w końcu dotrze do tej mojej pustej mózgownicy, że już do mnie nic nie czuje? Może szukam potwierdzenia swoich podejrzeń, że się w niej zakochał a mi nie chce się do tego przyznać? Mam wrażenie, że za wszelką cenę chcę poznać prawdę...
bardzo bym chciała, aby nasz kontakt potrwał - no powiedzmy choć ze 3 miesiące , a może i dłużej ..CIEKAWE CZY BĘDZIESZ TEŻ TAK MYŚLEĆ. Nie odbieraj tego jako atak- oj NIE. Ja po prostu też tak kiedys tłumaczyłam sama przed sobą swoje zachowanie/ kroki /poczynania. Dziś tego żałuję- ciekawa jestem zwyczajnie, czy to norma - tzn takie na siłę oszukiwanie samej siebie, by dziś - aktualnie wytłumaczyć swoją słabość
myślę, że jeszcze sporo czasu spędzę na tym forum, także kontakt powinniśmy mieć. Może to faktycznie schemat w takich sytuacjach i ja też postępuję książkowo/schematycznie. Obiecuję sobie codziennie rano, że dziś tam nie zajrzę, nie sprawdzę i wychodzi tak jak zawsze, poddaję się i później staram się to sobie wytłumaczyć. jestem jeszcze bardzo słaba i to widzę, wstydzę się tego sama przed sobą, ale czasami nie potrafię się powstrzymać żeby zrobić coś co robiłam od prawie roku - sprawdzić go. Jedyne co mi się udaje to nie kontaktować się z nim, chociaż czasami strasznie mnie skręca żeby zadzwonić, napisać, ale póki co potrafię to przeczekać i powstrzymać. Sama się już gubię w swoich myślach, zachowaniach.
Olimpia twoja historia jest bardzo podobna do mojej! Ja półtora roku byłam zwodzona przez męża. Ty masz za rywala kochankę, ją pracę, jego rodziców i być może też kochankę ( tego nie wiem i obym nie wiedziala). Emocjonalnie byłam wrakiem! Moja historia jest tu opisana!
U ciebie to dopiero dwa tygodnie, u mnie juz idzie 7 miesiąc. Jeszcze wiele przed tobą! Będziesz go kochać, nienawidzić, i tak w koło! Ale będzie lepiej z każdym dniem!
Na początku to faktycznie jest płacz non stop i myśli całymi dniami i nocami! Raz będziesz pewna, że masz go w dupie innym razem, że nie dasz rady bez niego! Ale to wszystko trzeba przejść. To podobno oczyszcza i dzięki temu kiedyś nadchodzi ten dzień wolności. Kiedy?! Tego nie wie nikt...dla jednych to miesiące dla innych lata.
Opiszę wam w skrócie jak u mnie te miesiące wyglądaly. Dwa miesiące ostrej walki z sercem! Codziennie wmawianie sobie, że On Cię Nie Kocha! Bo przecież to oczywiste, kto kocha nie traktuje tak jak zostałysmy potraktowane! Kontakt tylko w sprawie córki i to właściwie znikomy i tylko smsowy.
Trzeci, czwarty miesiąc właściwie cisza! Ja jak na ten etap w stanie rewelacyjnym! Pełna wsparcia i wiary, że dam radę! Nowe zajęcia, nowi ludzie, nowe perspektywy. Pogodzona z tym, że małżeństwo się rozpadło!. Ponieważ powiedział, że złoży papiery rozwodowe czekałam na to!
Piąty miesiąc niespodzianką: SMS-y od męża. I tu reagowałam tak jak ci poleca twoja terapeutka: oschle i z dystansem do wszystkiego! Treść smsow bardzo przewrót na! Najpierw jakieś zainteresowanie sprawami związanymi z córką, potem zrzucanie winy na mnie, później przeprosiny za jego zachowanie aż wreszcie wyznanie milosci i skruchy za popełniony błąd! Prośby o spotkania, oferowanie pomocy w różnych sprawach, mile SMS-y codziennie!
I w tym wszystkim ja- pewna, że nie wrócę do takiego życia jakie mieliśmy przez ostatnie lata! I on taki kochany, zmieniony, gotów poświęcić się dla mnie ( jego cudowne SMS-y)... Długo nie czekałam na zdjęcie maski! Opisywać dokładnie nie bede bo nadal poniekąd niedowierzam , że można być aż takim ch...m!
Oni się nie zmieniają! Jedynie udają chwilę, żeby ugrać coś dla siebie!
Ja zmieniłam nr telefonu! Ustaliłam dni i godziny, w których zabiera córkę i po sprawie!
Mam czasem ciężkie dni i chodze zdolowana od rana ale jest ich coraz mniej i już inaczej one wyglądają! Nie ma płaczu ale mam dużo negatywnych uczuć w sobie! Zwłaszcza nienawiści, z która będę walczyć, bo wiem, że to mi w niczym nie pomoże!
Polecam wam dziewczyny blog uciekamy do przodu! ...damy radę! Musimy!
dziękuję Zahir za słowa otuchy. Jestem na początku tej drogi i marzę o tym żeby czas szybciej minął. Chciałabym się obudzić jutro, ale żeby to jutro było za kilka miesięcy, Chciałabym czasami przespać ten czas, żeby nie bolało i żeby nie było tych myśli. Ale muszę przez to wszystko przejść. Jestem w ciut lepszej sytuacji bo nie mam dzieci i walczę tylko o siebie, chociaż czasami wydaje mi się, że chciałabym mieć dziecko żeby skupić się tylko na nim, ale wtedy uświadamiam sobie, że i ono by cierpiało w takiej sytuacji. Z drugiej strony mieć z kimś takim dziecko jak Piotr? Ehh kiepska wizja mimo iż nadal go bardzo kocham.
Życzę Ci wszystkiego dobrego i dużo szczęścia, zasługujesz na nie.
BLOG " uciekamy do przodu" - zaglądam tam od jakiegoś czasu. Zaczęłam czytanie od historii Veny ( daje dużo do myślenia w kontekście swoich życiowych zachowań) . Polecam
Olimpia twoja historia jest bardzo podobna do mojej! Ja półtora roku byłam zwodzona przez męża. Ty masz za rywala kochankę, ją pracę, jego rodziców i być może też kochankę ( tego nie wiem i obym nie wiedziala). Emocjonalnie byłam wrakiem! Moja historia jest tu opisana!
U ciebie to dopiero dwa tygodnie, u mnie juz idzie 7 miesiąc. Jeszcze wiele przed tobą! Będziesz go kochać, nienawidzić, i tak w koło! Ale będzie lepiej z każdym dniem!
Na początku to faktycznie jest płacz non stop i myśli całymi dniami i nocami! Raz będziesz pewna, że masz go w dupie innym razem, że nie dasz rady bez niego! Ale to wszystko trzeba przejść. To podobno oczyszcza i dzięki temu kiedyś nadchodzi ten dzień wolności. Kiedy?! Tego nie wie nikt...dla jednych to miesiące dla innych lata.
Opiszę wam w skrócie jak u mnie te miesiące wyglądaly. Dwa miesiące ostrej walki z sercem! Codziennie wmawianie sobie, że On Cię Nie Kocha! Bo przecież to oczywiste, kto kocha nie traktuje tak jak zostałysmy potraktowane! Kontakt tylko w sprawie córki i to właściwie znikomy i tylko smsowy.
Trzeci, czwarty miesiąc właściwie cisza! Ja jak na ten etap w stanie rewelacyjnym! Pełna wsparcia i wiary, że dam radę! Nowe zajęcia, nowi ludzie, nowe perspektywy. Pogodzona z tym, że małżeństwo się rozpadło!. Ponieważ powiedział, że złoży papiery rozwodowe czekałam na to!
Piąty miesiąc niespodzianką: SMS-y od męża. I tu reagowałam tak jak ci poleca twoja terapeutka: oschle i z dystansem do wszystkiego! Treść smsow bardzo przewrót na! Najpierw jakieś zainteresowanie sprawami związanymi z córką, potem zrzucanie winy na mnie, później przeprosiny za jego zachowanie aż wreszcie wyznanie milosci i skruchy za popełniony błąd! Prośby o spotkania, oferowanie pomocy w różnych sprawach, mile SMS-y codziennie!
I w tym wszystkim ja- pewna, że nie wrócę do takiego życia jakie mieliśmy przez ostatnie lata! I on taki kochany, zmieniony, gotów poświęcić się dla mnie ( jego cudowne SMS-y)... Długo nie czekałam na zdjęcie maski! Opisywać dokładnie nie bede bo nadal poniekąd niedowierzam , że można być aż takim ch...m!
Oni się nie zmieniają! Jedynie udają chwilę, żeby ugrać coś dla siebie!
Ja zmieniłam nr telefonu! Ustaliłam dni i godziny, w których zabiera córkę i po sprawie!
Mam czasem ciężkie dni i chodze zdolowana od rana ale jest ich coraz mniej i już inaczej one wyglądają! Nie ma płaczu ale mam dużo negatywnych uczuć w sobie! Zwłaszcza nienawiści, z która będę walczyć, bo wiem, że to mi w niczym nie pomoże!
Polecam wam dziewczyny blog uciekamy do przodu! ...damy radę! Musimy!
Zahir, tak jakbym czytała o sobie... (tyle, że ja jestem tak jakby w Twoim czwartym miesiącu... choć u mnie to już piąty
).
Choć u mnie też są już pierwsze symptomy kolejnych - sms-y z propozycjami pomocy... baaardzo milutkie maile (niby o pracy, o dzieciach)...
Ja na razie obserwuję... i robię swoje (rozwód). I jestem bardzo ciekawa...
Wiem jedno, że powrotu już nie ma...
Olimpia, pozdrawiam. Będzie dobrze ![]()
....Zahir, tak jakbym czytała o sobie... (tyle, że ja jestem tak jakby w Twoim czwartym miesiącu... choć u mnie to już piąty
)...
Dziewczyny, bo to wszystko odbywa prawie zawsze tak samo, wg schematu, różni się wyłącznie niuansami.
Dokładnie. W pewnym momencie Panom otwierają się oczy no bo jak to, zostawiła mnie!? Już nie lata, nie skomle, nie chce żebym wrócił!??? I wtedy atak. A my głupie czasem dajemy się nabrać na te piękne słowa! No ale ilez to można! Ja i tak dość długo dalam sobą manipulować!
Dlatego uważam, że jak któras ma możliwość to całkowicie zerwać kontakt.
Miłego tygodnia! To będzie nasz kolejny do przodu!
U mnie póki co cisza, zero kontaktu od tygodnia - to mało, ale jestem na początku drogi, więc traktuję ten tydzień jako duży plus, że go przetrwałam. Raczej nie martwię się o kontakt z jego strony, bo on nie nastąpi. Troszkę go znam i wydaje mi się, że zabolało go to co mu powiedziałam ostatnio, czyli prawdę co myślę na jego temat. A on nie lubi krytyki, a ja mam to gdzieś. Prze rok mnie oszukiwał, więc niech nie liczy na to, że kolejny raz będę skomleć, o NIE !!!
On "bidulka" jest w patowej sytuacji bo zostawiłam go ja i jego romansica, podwójny nokaut. Ale znając tę szm... to pewnie jedno czułe słówko z jego strony i będzie dalej mu nadskakiwać, a że mu w to graj... Mam tylko nadzieję, że jej mąż też się o wszystkim dowie, a niech koza ma trochę pod górę, chociaż z drugiej strony czy taka osoba się przejmie? Wątpię. Niestety dzisiaj mam właśnie takie głupie myśli, ale czas się czymś zająć i je odciągnąć ![]()
Miłego popołudnia, tygodnia ![]()
Olimpia- poczytaj w wolnej chwili blog UCIEKAMY DO PRZODU" - zacznij od historii VENY - wątek "DROGA DO SIEBIE". Warto poczytać
Olimpia- poczytaj w wolnej chwili blog UCIEKAMY DO PRZODU" - zacznij od historii VENY - wątek "DROGA DO SIEBIE". Warto poczytać
przeczytałam już połowę i mam wrażenie, że to o mnie, jestem w szoku - poza 1 rzeczą, nie szukam klina
masz wrażenie, że to o Tobie? jesteś w szoku? he he he - ja czytając .............miałam wrażenie, że to o mnie i też byłam w szoku - niepojęte, że mimo tylu różnic, jednak konstrukcja człowieka jest taka podobna
105 2015-08-17 20:27:24 Ostatnio edytowany przez Olimpia234 (2015-08-17 20:30:12)
wychodzi na to, że my wszystkie kobiety uzależnione postępujemy w podobny sposób, kolejny schemat
Liza zazdroszcze ci tych wakacji! Ja mam taki niedosyt ''rozrywek'' że chyba w parę lat tego nie nadrobie.
Liza zazdroszcze ci tych wakacji! Ja mam taki niedosyt ''rozrywek'' że chyba w parę lat tego nie nadrobie.
oj - przyjdzie jeszcze czas na Ciebie. Zobaczysz. Kiedyś swoje życie organizowałam wyłącznie wokół faceta/męża/ alkoholika. Po rozwodzie -stanęłam na nogi i zaczęłam korzystać z życia ( w ramach przyzwoitości oczywiście) znajomi, towarzystwo, wakacje w tzw ciepłych krajach i byłam taaaakkkka mądra - doświadczona ...he he g..no prawda. Wpakowałam się w kolejną patologię, z której właśnie się leczę ( czasami jak małolata się zachowuję) , aż mi wstyd przed sobą. I choć byłam taka pewna swojej siły, że się nie wpakuje w żadne bagno, a tu ciach..... miotam się aktualnie z emocjami, tłumacze sobie jak gamoniowi - tłumaczę to o czym zawsze wiedziałam, hehe, ale wtedy gdy to wiedziałam - nie kochałam..... aktualnie zdrowieje powolutku, ale chyba zdrowieje
aktualnie zdrowieje powolutku, ale chyba zdrowieje
,
jak ja bym chciała być już na tym etapie, mam wrażenie, że czas stoi w miejscu. Ja stoję w miejscu, mam ogromną huśtawkę, nie wiem czego chce, nie wiem co czuję.
dzień po tym jak się dowiedziałam, że mnie nadal okłamywał napisałam wiadomość do jej męża na portalu społ., żeby sprawdził bilingi żony bo go nadal okłamuje. Zrobiłam to pod wpływem emocji. Dziś bym tego nie zrobiła. Przez ponad 2 tygodnie nic nie odpisywał, nawet o tym zapomniałam, a tu przed chwilą wiadomość od niego, co wiem i skąd wiem. Napisałam, że nie zamierzam się mieszać i niech robi z tą wiadomością co chce. Chwilę popisaliśmy ale ja żadnych konkretów nie podałam, a wiem dużo. Okazało się, że jej mąż myślał, że ten romans zakończył się prawie rok temu. Powiedział, że sprawdzi te bilingi ale mi chyba nie wierzył. Nie zależało mi na przekonaniu go, że mam rację, po prostu zrobiło mi się go żal, że jest tak paskudnie okłamywany jak ja.
I co teraz? mam wyrzuty sumienia i czuję się z tym źle, bo nie chciałam się mścić. Boję się, że to źle się skończy, aczkolwiek tak czy siak ma prawo znać prawdę. Tylko lepiej żeby dowiedział się od niej a nie od osoby trzeciej. Obawiam się, że popełniłam błąd, a czasu ani tamtej wiadomości nie cofnę.
dzień po tym jak się dowiedziałam, że mnie nadal okłamywał napisałam wiadomość do jej męża na portalu społ., żeby sprawdził bilingi żony bo go nadal okłamuje. Zrobiłam to pod wpływem emocji. Dziś bym tego nie zrobiła. Przez ponad 2 tygodnie nic nie odpisywał, nawet o tym zapomniałam, a tu przed chwilą wiadomość od niego, co wiem i skąd wiem. Napisałam, że nie zamierzam się mieszać i niech robi z tą wiadomością co chce. Chwilę popisaliśmy ale ja żadnych konkretów nie podałam, a wiem dużo. Okazało się, że jej mąż myślał, że ten romans zakończył się prawie rok temu. Powiedział, że sprawdzi te bilingi ale mi chyba nie wierzył. Nie zależało mi na przekonaniu go, że mam rację, po prostu zrobiło mi się go żal, że jest tak paskudnie okłamywany jak ja.
I co teraz? mam wyrzuty sumienia i czuję się z tym źle, bo nie chciałam się mścić. Boję się, że to źle się skończy, aczkolwiek tak czy siak ma prawo znać prawdę. Tylko lepiej żeby dowiedział się od niej a nie od osoby trzeciej. Obawiam się, że popełniłam błąd, a czasu ani tamtej wiadomości nie cofnę.
Skoro czytam, to wtrącę swoje co nieco
Też miałam taką myśl, żeby zadzwonić do męża tamtej i powiedzieć mu, żeby sprawdził, z kim żona umawia się pomiędzy odstawieniem syna do kolegi a zakupami w osiedlowej biedronce.. ale na szczęście szybko to ogarnęłam w sobie.
Jak sama piszesz - czasu i wiadomości nie cofniesz, a czasem mam wrażenie że pewne rzeczy nie dzieją się bez przyczyny. Skoro nie odpisywał 2 tygodnie i nagle odpisał to może coś dało mu do myślenia, może sam coś zauważył i poszukał u Ciebie odwagi do dalszego grzebania. Wiesz, to nie Ty niszczysz to małżeństwo - ono jest zniszczone. Jedyne co niszczysz to złudzenia gościa, ale może to dobrze. Może po prostu tak miało być..
wiem, że to nie ja to zniszczę. Wiadomość przeczytał 2 dni temu, więc rzadko się logował, dopiero po 2 dniach odpisał więc musiał o tym myśleć. Boję się tylko tego, że będzie próbował załatwić to siłą. Z jego wypowiedzi wynika, że myślał, że temat został zamknięty dawno, kilka miesięcy temu. To się chłopak zdziwił. Najbardziej szkoda mi tego dziecka, które nie jest niczemu winne, a które może ucierpieć najbardziej, przez dwoje nieodpowiedzialnych "dorosłych" ludzi....
Liza2014 napisał/a:aktualnie zdrowieje powolutku, ale chyba zdrowieje
,
jak ja bym chciała być już na tym etapie, mam wrażenie, że czas stoi w miejscu. Ja stoję w miejscu, mam ogromną huśtawkę, nie wiem czego chce, nie wiem co czuję.
Olimpia - cierpliwości - dotrzesz do tego etapu - nie zapominaj, że ja zdrowieje już prawie 5 miesięcy. Tak sobie myślę, jak to aktualnie ze mną jest. Często nadal myślę, wspominam, miewam poczucie beznadziei, straconego czasu, w mordę bym chętnie dała ZDRAJCY itd. Pozornie towarzyszą mojej codzienności podobne uczucia jak kilka tygodni temu. Co jest jednak istotne- cierpienie jest mniejsze, płytsze, wszystko mnie boli, ale jakoś inaczej - nie zżera mnie tak na maxa. Nie wiem czy to kwestia przepracowania swojej głowy samej ze sobą , czy faktycznie czas zrobił też swoje.
Pracuj nad złymi myślami - wypieraj je za każdym razem !!!
Co do Twojego incydentu z tą wiadomością dla męża kochanki - hmmmmmmmmmmmmmm no faktycznie niepotrzebne to było. Mam na myśli tylko Ciebie. Oni mnie nie obchodzą. Jak kiedyś wyzdrowiejesz, sama dojdziesz do tego wniosku ( bo jak sama dziś piszesz- masz wątpliwości co do słuszności tego co zrobiłaś). Jednak nie rozgrzebuj tego / olej to i tyle. Nawet jak nie było to fajne- to co..?? nie musisz być przecież idealna.
wiem, że to nie ja to zniszczę. Wiadomość przeczytał 2 dni temu, więc rzadko się logował, dopiero po 2 dniach odpisał więc musiał o tym myśleć. Boję się tylko tego, że będzie próbował załatwić to siłą. Z jego wypowiedzi wynika, że myślał, że temat został zamknięty dawno, kilka miesięcy temu. To się chłopak zdziwił. Najbardziej szkoda mi tego dziecka, które nie jest niczemu winne, a które może ucierpieć najbardziej, przez dwoje nieodpowiedzialnych "dorosłych" ludzi....
nie masz czym się martwić..? Jak ktoś komuś obije mordę , to co...?za Twoje krzywdy !! ( sory - taki mały żarcik sytuacyjny)
Co do dziecka? - pewnie, że szkoda. Jednak skoro oni sobie nadal romansują (( być może) to prawdopodobnie kiedyś to by wyszło. Tak więc nie czuj się winna - spoko - o Ciebie tez nikt się nie martwił. TRZYMAJ FASON I MYŚL TERAZ O SOBIE
Olimpia - cierpliwości - dotrzesz do tego etapu - nie zapominaj, że ja zdrowieje już prawie 5 miesięcy. Tak sobie myślę, jak to aktualnie ze mną jest. Często nadal myślę, wspominam, miewam poczucie beznadziei, straconego czasu, w mordę bym chętnie dała ZDRAJCY itd. Pozornie towarzyszą mojej codzienności podobne uczucia jak kilka tygodni temu. Co jest jednak istotne- cierpienie jest mniejsze, płytsze, wszystko mnie boli, ale jakoś inaczej - nie zżera mnie tak na maxa. Nie wiem czy to kwestia przepracowania swojej głowy samej ze sobą , czy faktycznie czas zrobił też swoje.
Pracuj nad złymi myślami - wypieraj je za każdym razem !!!Co do Twojego incydentu z tą wiadomością dla męża kochanki - hmmmmmmmmmmmmmm no faktycznie niepotrzebne to było. Mam na myśli tylko Ciebie. Oni mnie nie obchodzą. Jak kiedyś wyzdrowiejesz, sama dojdziesz do tego wniosku ( bo jak sama dziś piszesz- masz wątpliwości co do słuszności tego co zrobiłaś). Jednak nie rozgrzebuj tego / olej to i tyle. Nawet jak nie było to fajne- to co..?? nie musisz być przecież idealna.
staram się z całych sił wypierać te myśli, w pracy na szczęście się tego nauczyłam i na 8h mam spokój, powolutku zaczynam w domu nad tym pracować. Ale dzisiaj to jakieś apogeum, przez te durne wiadomości, nie potrafię przestać myśleć "co teraz się wydarzy?" co z tym zrobi? czy mój ex będzie miał do mnie pretensje? - muszę przestać o tym myśleć !!! NATYCHMIAST !!!!
Liza2014 napisał/a:Olimpia - cierpliwości - dotrzesz do tego etapu - nie zapominaj, że ja zdrowieje już prawie 5 miesięcy. Tak sobie myślę, jak to aktualnie ze mną jest. Często nadal myślę, wspominam, miewam poczucie beznadziei, straconego czasu, w mordę bym chętnie dała ZDRAJCY itd. Pozornie towarzyszą mojej codzienności podobne uczucia jak kilka tygodni temu. Co jest jednak istotne- cierpienie jest mniejsze, płytsze, wszystko mnie boli, ale jakoś inaczej - nie zżera mnie tak na maxa. Nie wiem czy to kwestia przepracowania swojej głowy samej ze sobą , czy faktycznie czas zrobił też swoje.
Pracuj nad złymi myślami - wypieraj je za każdym razem !!!Co do Twojego incydentu z tą wiadomością dla męża kochanki - hmmmmmmmmmmmmmm no faktycznie niepotrzebne to było. Mam na myśli tylko Ciebie. Oni mnie nie obchodzą. Jak kiedyś wyzdrowiejesz, sama dojdziesz do tego wniosku ( bo jak sama dziś piszesz- masz wątpliwości co do słuszności tego co zrobiłaś). Jednak nie rozgrzebuj tego / olej to i tyle. Nawet jak nie było to fajne- to co..?? nie musisz być przecież idealna.
staram się z całych sił wypierać te myśli, w pracy na szczęście się tego nauczyłam i na 8h mam spokój, powolutku zaczynam w domu nad tym pracować. Ale dzisiaj to jakieś apogeum, przez te durne wiadomości, nie potrafię przestać myśleć "co teraz się wydarzy?" co z tym zrobi? czy mój ex będzie miał do mnie pretensje? - muszę przestać o tym myśleć !!! NATYCHMIAST !!!!
OJ GŁUPIA OLIWIO - a niech sobie te pretensje ma !!!!! Zrobiłaś to i tyle - finał ( jak będzie sie Ciebie czepiał skieruj go do mnie- ja mu wytłumaczę) - ha ha ha . Pobuszuj na forum i przejdzie Ci
OJ GŁUPIA JA GŁUPIA ![]()
nie boję się jego pretensji, bo byłyby nieuzasadnione. SAM do tego doprowadził i to JEGO i JEJ wina a nie moja. A JA zastanawiam się tylko czy jest na tyle głupi żeby z nimi wyskoczyć w moim kierunku.
OJ GŁUPIA JA GŁUPIA
nie boję się jego pretensji, bo byłyby nieuzasadnione. SAM do tego doprowadził i to JEGO i JEJ wina a nie moja. A JA zastanawiam się tylko czy jest na tyle głupi żeby z nimi wyskoczyć w moim kierunku.
Nie wiem - bo nie znam go. PAMIĘTAJ ( to ja starsza koleżanka radzi) . Gdyby coś się zadziało- nie wymiękaj, nie przepraszaj, nie tłumacz. Zrobiłaś to i tyle . Tak chciałaś i tak zrobiłaś ( choc w ciszy wiesz, że to górnolotne nie było)
oj wiem i obiecuję sobie, że już nigdy nie zrobię nic pod wpływem emocji. To było bardzo głupie, aczkolwiek z drugiej strony ma prawo wiedzieć. Cholercia wszyscy wokół niego wiedzą, a oczywiście on najbardziej zainteresowany nie. Tylko nie musiał się tego dowiadywać ode mnie... No ale mleko się rozlało i czas pokaże jak bardzo.
119 2015-08-18 21:07:36 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-08-18 21:25:21)
oj wiem i obiecuję sobie, że już nigdy nie zrobię nic pod wpływem emocji. To było bardzo głupie, aczkolwiek z drugiej strony ma prawo wiedzieć. Cholercia wszyscy wokół niego wiedzą, a oczywiście on najbardziej zainteresowany nie. Tylko nie musiał się tego dowiadywać ode mnie... No ale mleko się rozlało i czas pokaże jak bardzo.
Ja jestem taka mądra- teraz. W czasie żalu zrobiłam tez kilka rzeczy ,za które dziś jestem zła na siebie. Tak więc PAMIETAJ - NASZE ZACHOWANIA SA SCHEMATYCZNE i pewnie wszystkie osoby tu na forum podobne- mało-honorowe rzeczy zrobiły . Spoko.
Inna rzecz mnie martwi u Ciebie- a mianowicie po co ty Kobieto rozbierasz na czynniki pierwsze co - kto o czym wie, a kto powinien wiedzieć itp. Oczywistym jest, że nie zrobiłaś tego dla niego, tylko chciałaś sobie ulżyć Po co gromadzisz swoje myśli wokół czegoś co powinnaś mieć ( choćby starać się mieć ) GDZIEŚ W POWAŻANIU. Myslę ,że to jednak znak, że jesteś niedaleko od startu w cierpieniu po rozstaniu ( niepotrzebnie się nakręcasz robiąc sobie przy okazji krzywdę). Oj Olimpia Olimpia - zmień się
niestety to jest 1 z moich problemów, że próbuję wszystko przeanalizować, zrozumieć. Powinnam się od tego raz na zawsze odciąć.
Dlaczego się zastanawiam co kto wie i o czym? Bo przez jakiś czas też wszyscy dookoła mnie wiedzieli, że chyba z kimś romansuje. Ale oczywiście zero tematu, nawet jak pytałam wprost czy coś zauważyli to oczywiście odpowiedź była przecząca. Mam niewielki żal do tych osób, że nic nie powiedziały. Rozumiem, że nie chciały się wtrącać, ale najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa. Dlatego pewnie napisałam do tego męża, nie myślałam o tym w kategoriach zemsty, bo myślę, że jestem ponad to. Chciałam chyba żeby przejrzał w końcu na oczy i zauważył z czym żyje pod jednym dachem. Mam mętlik w głowie już dzisiaj, jedno jest pewne - ŻAŁUJĘ, że napisałam....
121 2015-08-18 21:45:40 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-08-18 22:55:13)
niestety to jest 1 z moich problemów, że próbuję wszystko przeanalizować, zrozumieć. Powinnam się od tego raz na zawsze odciąć.
Dlaczego się zastanawiam co kto wie i o czym? Bo przez jakiś czas też wszyscy dookoła mnie wiedzieli, że chyba z kimś romansuje. Ale oczywiście zero tematu, nawet jak pytałam wprost czy coś zauważyli to oczywiście odpowiedź była przecząca. Mam niewielki żal do tych osób, że nic nie powiedziały. Rozumiem, że nie chciały się wtrącać, ale najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa. Dlatego pewnie napisałam do tego męża, nie myślałam o tym w kategoriach zemsty, bo myślę, że jestem ponad to. Chciałam chyba żeby przejrzał w końcu na oczy i zauważył z czym żyje pod jednym dachem. Mam mętlik w głowie już dzisiaj, jedno jest pewne - ŻAŁUJĘ, że napisałam....
Olimpia - ja Cie chyba kopnę w ..... poważnie....Wyglądasz mi na sensowna osobę więc posłuchaj. ŚWIATA NIE UZDROWISZ I ZACHOWAŃ INNYCH LUDZI TEŻ NIE ZMIENISZ. Znalazłaś się w trudnej dla siebie sytuacji życiowej - więcej - bardzo trudnej ( obie o tym wiemy, że świat się nie kończy , choć dziś myślimy, że jest inaczej). Musisz dziś skupić się na sobie, a nie na innych, dlaczego...... żebys nie miała poczucia stania w miejscu. Inaczej nie dasz rady !!!!!!!!!!!!!. Zapamiętaj- nie dasz rady !! a w najlepszym przypadku, będzie Ci dłużej źle. Zamknij / zakończ analizę wydarzeń z przeszłości ( choć na jakiś czas), bo jak sama widzisz, dziś się gorzej czujesz, po co Ci to ?.
przydałby mi się taki kopniak ![]()
Ale masz rację, muszę zrestartować mózg i przestać o tym wszystkim myśleć bo mnie to wykańcza. KONIEC tych bzdur i przejmowania się innymi !!! Było minęło, nie mam na nic wpływu.
niestety to jest 1 z moich problemów, że próbuję wszystko przeanalizować, zrozumieć. Powinnam się od tego raz na zawsze odciąć.
Jakbym siebie słyszała.
Wszystko trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze, potem każdy z osobna "obejrzeć pod lupą" no i zrozumieć.
Tylko, że pewnych spraw czy postępowań nie da się zrozumieć. Z tego co zdążyłam tu już poczytać to osoby, które zdradzają czasem nawet same nie rozumieją do końca czemu to zaczynają....
No cóż musimy się nauczyć przestać wszystko analizować. Takie proste a takie trudne zarazem. Przynajmniej dla mnie. ![]()
przydałby mi się taki kopniak smile
Ale masz rację, muszę zrestartować mózg i przestać o tym wszystkim myśleć bo mnie to wykańcza. KONIEC tych bzdur i przejmowania się innymi !!! Było minęło, nie mam na nic wpływu.
Ja staram się resetować każdego dnia w którym wspomnienia powracają. Są dni kiedy jest dobrze, a są gorsze. Ale tak musi być. Musimy przez to przejść i pewnie damy radę. Tak jak wszyscy mówią - czas jest najlepszym lekarstwem. Tylko, że w pewnych momentach to poczucie krzywdy jeszcze jest silniejsze...
Nowy dzień - hej Olimpia, Maja- fajnie, że dołączyłaś
Postanowiłam dziś przeprowadzić na sobie mały eksperyment, a mianowicie wygrzebałam celowo schowane przeze mnie zdjęcie mojego ZDRAJCY ( jedyne, które zachowałam). Byłam ciekawa jak się zachowam, jak zareaguję na jego wizerunek ( a nie oglądałam tego zdjęcia ponad 2,prawie 3 miesiące). I co...?? poczułam się dziwnie/ nieswojo, jakby serce szybciej zaczęło mi bić, kurcze nawet łezka się zakręciła. Cholera - fajny był. Jednak ten obraz jego był jakiś zamazany w znaczeniu emocji i wspomnień, które mnie z nim łączą. Patrzyłam na to zdjęcie przez kilka minut w milczeniu jak jakaś otępiała , przez chwilę nie czując nic.
Podsumowanie eksperymentu - kiedyś bym wyła z żalu, pół dnia chodziłam jak ogłupiona, oskarżałam wszystkich świętych o niesprawiedliwość losu i oczywiście sms do ZDRAJCY- typu " jak to mi źle"
Dziś oczywiście nie ma opcji na kontakt z mojej strony - oczywiście, że nie. Bardzo cieszę się ,że już zrobiłam taki postęp. Za żadne skarby nie chciałabym wrócić do początku, do punktu wyjścia. Jak sobie przypomnę moją codzienność kiedyś, a dziś - nie ma porównania , niebo do ziemi. . Pozdrawiam . Trzymajmy się będzie. ok
125 2015-08-19 14:25:23 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-08-19 14:26:07)
Hehe... Ja mam troszkę odwrotnie! Tzn. Pochowałam wszystkie jego rzeczy, nasze zdjęcia ślubne itp. Mam tylko jedno zdjęcie w telefonie. On z telefonem na klacie, wyłożony przed tv i spojrzenie w moją stronę takie nieciekawe:) taki obraz zapamiętam z ostatniego roku. PAN na lozeczku ze swoją zabawką a służąca latała z objadkami, słodyczami...brrr. I jak tak popatrze na tą jego minę, takiego pewnego siebie, to mi od razu sentyment mija:) jak sobie przypomnę, jaka ja głupia bylam...i chyba to najbardziej boli, że byłam na każde zawołanie a tu taka odplata. I najlepsze: jak się z nim spotkałam miesiąc temu, to uslyszalam, że ja o niego nie dbalam!he he:)...i jeszcze jedno, co zauważyłam w moich relacjach z nim w czasie tych 7 miesiecy: odwracanie kota ogonem! Ale juz/znowu miesiąc ciszy;) byłe do przodu!
Ja staram się resetować każdego dnia w którym wspomnienia powracają. Są dni kiedy jest dobrze, a są gorsze. Ale tak musi być. Musimy przez to przejść i pewnie damy radę. Tak jak wszyscy mówią - czas jest najlepszym lekarstwem. Tylko, że w pewnych momentach to poczucie krzywdy jeszcze jest silniejsze...
Witaj Maja,
Ja zresetowałam go na 8h w pracy, wróciłam i już tąpnięcie. Siedzi we mnie cały czas ta sprawa z tą durną wiadomością do jej męża. Jestem okropnie zestresowana, ale zaraz jadę do terapeutki, może mi nastuka do tej głupiej łepetyny.
Przejdziemy przez to
Czas zdziała cuda, tylko przede mną jeszcze długa droga do przejścia, a dziś czuję się jakbym była zaraz na początku. Ale dam radę !!!
Nowy dzień - hej Olimpia, Maja- fajnie, że dołączyłaś
Postanowiłam dziś przeprowadzić na sobie mały eksperyment, a mianowicie wygrzebałam celowo schowane przeze mnie zdjęcie mojego ZDRAJCY ( jedyne, które zachowałam). Byłam ciekawa jak się zachowam, jak zareaguję na jego wizerunek ( a nie oglądałam tego zdjęcia ponad 2,prawie 3 miesiące). I co...?? poczułam się dziwnie/ nieswojo, jakby serce szybciej zaczęło mi bić, kurcze nawet łezka się zakręciła. Cholera - fajny był. Jednak ten obraz jego był jakiś zamazany w znaczeniu emocji i wspomnień, które mnie z nim łączą. Patrzyłam na to zdjęcie przez kilka minut w milczeniu jak jakaś otępiała , przez chwilę nie czując nic.
Podsumowanie eksperymentu - kiedyś bym wyła z żalu, pół dnia chodziłam jak ogłupiona, oskarżałam wszystkich świętych o niesprawiedliwość losu i oczywiście sms do ZDRAJCY- typu " jak to mi źle"
Dziś oczywiście nie ma opcji na kontakt z mojej strony - oczywiście, że nie. Bardzo cieszę się ,że już zrobiłam taki postęp. Za żadne skarby nie chciałabym wrócić do początku, do punktu wyjścia. Jak sobie przypomnę moją codzienność kiedyś, a dziś - nie ma porównania , niebo do ziemi. . Pozdrawiam . Trzymajmy się będzie. ok
zazdroszczę, że już doszłaś tak daleko. Ale wiem, że i ja do tego etapu dojdę, tylko jeszcze chwilka. Chciałabym zasnąć dzisiaj i obudzić się jutro, ale żeby to już było za kilka miesięcy. Niestety tak się nie da więc pozostaje mi życie z dnia na dzień.
Bardzo dobry eksperyment
Podziwiam Cie Liza, że już tak daleko zaszłaś, jesteś dzielną Kobietą ![]()
Hehe... Ja mam troszkę odwrotnie! Tzn. Pochowałam wszystkie jego rzeczy, nasze zdjęcia ślubne itp. Mam tylko jedno zdjęcie w telefonie. On z telefonem na klacie, wyłożony przed tv i spojrzenie w moją stronę takie nieciekawe:) taki obraz zapamiętam z ostatniego roku. PAN na lozeczku ze swoją zabawką a służąca latała z objadkami, słodyczami...brrr. I jak tak popatrze na tą jego minę, takiego pewnego siebie, to mi od razu sentyment mija:) jak sobie przypomnę, jaka ja głupia bylam...i chyba to najbardziej boli, że byłam na każde zawołanie a tu taka odplata. I najlepsze: jak się z nim spotkałam miesiąc temu, to uslyszalam, że ja o niego nie dbalam!he he:)...i jeszcze jedno, co zauważyłam w moich relacjach z nim w czasie tych 7 miesiecy: odwracanie kota ogonem! Ale juz/znowu miesiąc ciszy;) byłe do przodu!
ja pochowałam wszystkie zdjęcia, z telefonu skasowałam. Nie mogę na nie patrzeć, jeszcze za dużo emocji.
W moim przypadku było podobnie, tylko nie z obiadkami itp, ale też za dużo od siebie dawałam, zawsze o niego dbałam, zawsze był ważniejszy dla mnie niż ja sama. Oni tego nie doceniają. Mają za dobrze z takimi babeczkami jak my ![]()
129 2015-08-19 16:34:43 Ostatnio edytowany przez Liza2014 (2015-08-19 16:45:34)
Hehe... Ja mam troszkę odwrotnie! Tzn. Pochowałam wszystkie jego rzeczy, nasze zdjęcia ślubne itp. Mam tylko jedno zdjęcie w telefonie. On z telefonem na klacie, wyłożony przed tv i spojrzenie w moją stronę takie nieciekawe:) taki obraz zapamiętam z ostatniego roku. PAN na lozeczku ze swoją zabawką a służąca latała z objadkami, słodyczami...brrr. I jak tak popatrze na tą jego minę, takiego pewnego siebie, to mi od razu sentyment mija:) jak sobie przypomnę, jaka ja głupia bylam...i chyba to najbardziej boli, że byłam na każde zawołanie a tu taka odplata. I najlepsze: jak się z nim spotkałam miesiąc temu, to uslyszalam, że ja o niego nie dbalam!he he:)...i jeszcze jedno, co zauważyłam w moich relacjach z nim w czasie tych 7 miesiecy: odwracanie kota ogonem! Ale juz/znowu miesiąc ciszy;) byłe do przodu!
he he - ciekawego " obrzydzacza" sobie wybrałaś. Spodobało mi się. Powodzenia i jak to piszesz" byle do przodu"
Olimpia - daj znać, jak było u terapeutki. Ciekawa jestem jej kolejnych opinii