To zależy jak mąż zachowuje się tak ogólnie, bo Autorka w sumie mało tutaj napisała. Jest różnica między okazjonalnym wspominaniem żony i utrzymywaniem kontaktów z jakby nie było rodziną, a niezamknięciem pewnego rozdziału. Ja po tych postach nie umiałabym powiedzieć z którą opcją mamy do czynienia, bo to tylko jakieś fragmenty i obraz sytuacji tak naprawdę od początku się zmienia. Poza tym ja nie wierzę w to, że przez rok znajomości przed ślubem wszystko było cudownie, motyle i szał nagich ciał, a po ślubie nagle facet wrócił do wspominania zmarłej żony. Autorka dobrze wiedziała w co się pakuje. Jeśli on nie zamknął rozdziału, to przecież dla niej powinno być jasne przed ślubem i nie powinna się na niego godzić w tak błyskawicznym tempie. W każdym razie to trudna sytuacja.
Podobne tematy
Iceni, Ty chyba faktycznie dokladnie tego watku nie przeczytalas ![]()
Terma zwiazala sie z mezczyzna, ktory byl 14 lat zonaty i ma 18- nastoletniego syna z pierwszego malzenstwa, a wiec naturalnym jest, ze jest ze zmarlej rodzina zwiazany nie tyle poprzez malzenstwo ale tez przez potomka. Dla mnie byloby egoistycznym i nieodpowiedzialnym gdyby on teraz odmawial swiat razem z tesciami, bo ma nowa zone. Terma weszla w uksztaltowana rodzine i powinna sobie znalezc w niej miejsce, zamiast probowac separowac meza.
Terma weszla w uksztaltowana rodzine i powinna sobie znalezc w niej miejsce, zamiast probowac separowac meza.
Najlepiej miejsce stojące przy oknie.
Iceni, Ty chyba faktycznie dokladnie tego watku nie przeczytalas
Terma zwiazala sie z mezczyzna, ktory byl 14 lat zonaty i ma 18- nastoletniego syna z pierwszego malzenstwa, a wiec naturalnym jest, ze jest ze zmarlej rodzina zwiazany nie tyle poprzez malzenstwo ale tez przez potomka. Dla mnie byloby egoistycznym i nieodpowiedzialnym gdyby on teraz odmawial swiat razem z tesciami, bo ma nowa zone. Terma weszla w uksztaltowana rodzine i powinna sobie znalezc w niej miejsce, zamiast probowac separowac meza.
18-letni syn to nie 18-miesięczny bobas, jak teskni za dziadkami to może do nich sam pojechać, w tym wieku potrafi już doskonale zrozumieć, że ojciec ma nową zonę i że jego zycie się przez to odrobinę zmieni.
To, ze Terma weszła w ukształtowaną rodzinę nie oznacza, ze jest w niej członkiem drugiej kategorii i ma mniejsze prawa niż reszta. Nie ma obowiązku tylko się PRZYSTOSOWYWAĆ.
Oboje chyba trochę pochopnie podjęli decyzję o wspólnym życiu, nie myśląc, że trzeba tu pogodzić teraźniejszość z przeszłością bez krzywdy dla nikogo. Zresztą, mogły być deklaracje typu obietnicy dostosowania się i tolerancji zwyczajów, a w praktyce okazało się to problemem.
Niemniej na kompromis musi tu pójść autorka. On nie spotyka się z byłymi teściami jej na złość, kontakty były wcześniej i chcą te relacje i spotkania kontynuować mimo zmiany sytuacji. Jej złość wydaje się podyktowana nieracjonalnym uporem i faktycznie chęcią bycia najważniejszą, nawet kosztem obrażenia bliskich mężczyźnie i jego dziecku ludzi. To,że spotyka się z nimi, nie świadczy o jego braku uczucia i nie liczeniu się z nią. Kompromis w tym przypadku nie jest łatwy, ale tak jak cslady napisała, to tylko kilka godzin, więc nie taka trudność i warto to wytrzymać dla spokoju w związku i dobrych stosunków z rodzicami męża i bliskimi pasierba.
O ile kocha się i pragnie zgody w małżeństwie, bo nie wiem,czy nie tu problem. Kiedy się szuka byle pretekstu, złej woli i winy w małżonku, a tutaj tak jest, bo autorka akceptowała wyłącznie komentarze przyznające rację jej, a winiącego faceta ; oraz deklaracje o odejściu, to małżeństwo chyba mocno kuleje.
18-letni syn to nie 18-miesięczny bobas, jak teskni za dziadkami to może do nich sam pojechać, w tym wieku potrafi już doskonale zrozumieć, że ojciec ma nową zonę i że jego zycie się przez to odrobinę zmieni.
To, ze Terma weszła w ukształtowaną rodzinę nie oznacza, ze jest w niej członkiem drugiej kategorii i ma mniejsze prawa niż reszta. Nie ma obowiązku tylko się PRZYSTOSOWYWAĆ.
Ale kto jej odbiera jakieś prawa? Czy każą jej siedzieć u siebie w domu podczas świąt? Spotykają się gdzieś za jej plecami? Urządzają wspólne pielgrzymki na grób ex-żony, na które aktualna żona nie jest zaproszona? No co oni konkretnie takiego robią? Bo może ja czegoś nie doczytałam i nie rozumiem. Mają czelność pojawiać się na wspólnych świętach? Traktują ją po prostu jako członka rodziny, a nie pępek świata. Nie da się mieć wszystkiego w tym sensie, że być żoną tego konkretnego faceta, a jednocześnie być żoną faceta bez przeszłości. Jeśli ktoś nie jest gotowy na czyjąś przeszłość, to nie powinien się wiązać z taką osobą, zamiast próbować wprowadzać własne porządki w ukształtowaną już rodzinę. On nie jest 20latkiem bez przeszłości i nigdy już nim nie będzie, więc nie możecie oczekiwać, że będzie się tak zachowywał. Wiesz, miłość w dojrzałym wieku niekoniecznie objawia się ogłupieniem na punkcie drugiej osoby, pisaniem smsów co minutę i kręceniem się całego świata wokół drugiej osoby. Nie widzę powodów do takiej histerii (przynajmniej z tego, co do tej pory Autorka napisała). Jeśli ktoś lubi, by partner krążył wokół niego jak satelita, to wybranie wdowca raczej jest średnim pomysłem. Poza tym oni są ze sobą strasznie krótko. Sądzę, że w miarę upływu czasu wszystko się samo ułoży. Wszyscy członkowie rodziny się dotrą, 18-letni syn niedługo się wyprowadzi, a teściowie odpuszczą, bo w końcu sobie uświadomią, że ich zięć ma nową rodzinę. Nie trzeba o to toczyć wojen.
Iceni napisał/a:18-letni syn to nie 18-miesięczny bobas, jak teskni za dziadkami to może do nich sam pojechać, w tym wieku potrafi już doskonale zrozumieć, że ojciec ma nową zonę i że jego zycie się przez to odrobinę zmieni.
To, ze Terma weszła w ukształtowaną rodzinę nie oznacza, ze jest w niej członkiem drugiej kategorii i ma mniejsze prawa niż reszta. Nie ma obowiązku tylko się PRZYSTOSOWYWAĆ.Ale kto jej odbiera jakieś prawa? Czy każą jej siedzieć u siebie w domu podczas świąt? Spotykają się gdzieś za jej plecami? Urządzają wspólne pielgrzymki na grób ex-żony, na które aktualna żona nie jest zaproszona? No co oni konkretnie takiego robią? Bo może ja czegoś nie doczytałam i nie rozumiem. Mają czelność pojawiać się na wspólnych świętach? Traktują ją po prostu jako członka rodziny, a nie pępek świata. Nie da się mieć wszystkiego w tym sensie, że być żoną tego konkretnego faceta, a jednocześnie być żoną faceta bez przeszłości. Jeśli ktoś nie jest gotowy na czyjąś przeszłość, to nie powinien się wiązać z taką osobą, zamiast próbować wprowadzać własne porządki w ukształtowaną już rodzinę. On nie jest 20latkiem bez przeszłości i nigdy już nim nie będzie, więc nie możecie oczekiwać, że będzie się tak zachowywał. Wiesz, miłość w dojrzałym wieku niekoniecznie objawia się ogłupieniem na punkcie drugiej osoby, pisaniem smsów co minutę i kręceniem się całego świata wokół drugiej osoby. Nie widzę powodów do takiej histerii (przynajmniej z tego, co do tej pory Autorka napisała). Jeśli ktoś lubi, by partner krążył wokół niego jak satelita, to wybranie wdowca raczej jest średnim pomysłem. Poza tym oni są ze sobą strasznie krótko. Sądzę, że w miarę upływu czasu wszystko się samo ułoży. Wszyscy członkowie rodziny się dotrą, 18-letni syn niedługo się wyprowadzi, a teściowie odpuszczą, bo w końcu sobie uświadomią, że ich zięć ma nową rodzinę. Nie trzeba o to toczyć wojen.
No właśnie. Ja się tu produkuję i niepotrzebnie. Pewnie po świętach wszystko wróci do normy.
Ale przecież już na pierwszej stronie autorka napisała, ze maz focha sie i robi awantury za to, ze ona nie chce spędzać swiąt razem z byłymi teściami. Dla mnie, skoro sie obraza kiedy ona nie chce, to w ten sposob ja zmusza. Mógłby pozostawić jej wybór gdzie chce spędzić święta - czy z teściami, czy ewentualnie samej w domu, a nie strzelać focha, ze nie chce do nich jezdzić. A może ONA tez ma rodzinę, do której chciałaby ze swoim mężem pojechać? Czy fakt, ze on jest wdowcem oznacza, ze to ona ma obowiązek się przystosowywać i być elastyczna? A on to jakaś święta krowa, której trzeba zawsze ustępować?
Syn ma 18 lat, a wiec przynajmniej od 18 lat maja możliwość spędzania świąt z teściami, Naprawdę NIC by się nie stało gdyby te pierwsze święta po ślubie spędzili tylko razem.
Nie musi się od nich odseparowywać, ale dać odczuć zonie, że jest dla niego ważna. A nie tylko "tą drugą żoną".
Ja uważam, że facet zachowuje się w porządku.
Ale rozumiem żal Autorki.
Tak naprawdę największymi winowajcami tej trudnej sytuacji są rodzice zmarłej żony.
Już ta historia z weselem....
Twój mąż powinien był ich zaprosić, w końcu to bliska rodzina od wielu lat...
Ale oni, nie powinni byli przyjmować zaproszenia.
Człowiek z odrobiną taktu wie, kiedy jego obecność jest krępująca.
To oni, usuwając się dyskretnie z jego życia pokazaliby klasę.
Opcje są wie: albo są bezmyślni i tego nie czują; albo chcą zademonstrować swoją 'ważność'.
Ciężka sprawa.
tu jest sedno ,mezowi WYPADAŁO zaprosić na slub rodzicow zmarłej zony,a teściom WYPADAŁO odmowic, brak im taktu ,be dwóch zdan
140 2015-04-03 19:33:30 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-04-03 19:36:00)
Doczytałam wątek i wcale się nie dziwię, po tym jak autorka opisuje byłą teściową, że nie ma ochoty utrzymywać bliższego kontaktu z tak toksyczną osobą ...
Ale przecież już na pierwszej stronie autorka napisała, ze maz focha sie i robi awantury za to, ze ona nie chce spędzać swiąt razem z byłymi teściami. Dla mnie, skoro sie obraza kiedy ona nie chce, to w ten sposob ja zmusza. Mógłby pozostawić jej wybór gdzie chce spędzić święta - czy z teściami, czy ewentualnie samej w domu, a nie strzelać focha, ze nie chce do nich jezdzić. A może ONA tez ma rodzinę, do której chciałaby ze swoim mężem pojechać? Czy fakt, ze on jest wdowcem oznacza, ze to ona ma obowiązek się przystosowywać i być elastyczna? A on to jakaś święta krowa, której trzeba zawsze ustępować?
Syn ma 18 lat, a wiec przynajmniej od 18 lat maja możliwość spędzania świąt z teściami, Naprawdę NIC by się nie stało gdyby te pierwsze święta po ślubie spędzili tylko razem.
Nie musi się od nich odseparowywać, ale dać odczuć zonie, że jest dla niego ważna. A nie tylko "tą drugą żoną".
Święta trwają 2 dni, więc spokojnie mogą w jedno jechać do jej rodziny, a w drugie do jego rodziny. To normalnie, że rodzina spotyka się w święta i jak sobie to wyobrażasz? Że on nie odwiedzi swojej, bo Autorka zachowuje się jak dziecko? To tylko kilka godzin. Resztę święta spędzą sami w domu. Jak się wchodzi do czyjejś rodziny, to obowiązkiem staje się odwiedzanie rodziny męża razem z nim. Przynajmniej podczas świąt. Nie dziwię mu się, że się obraża, bo co to w ogóle za niedojrzałe zachowanie? Gdyby on chciał tam spędzić 2 dni świąt to owszem, jest powód do niepokoju. To w ogóle jest dziwne robić problem z takiej pierdoły, bo święta to uroczystość rodzinna i tu wcale nie chodzi o zmarłą żonę. Po prostu mąż Autorki chce się spotkać w jedno święto ze swoją rodziną, czyli matką, dawnymi teściami, synem itp. To by dopiero było śmieszne, gdyby po tylu latach tradycji syn i rodzice spędzali święta bez męża Autorki, bo ona ma jakiś problem ze sobą. On ją też traktuje jako swoją rodzinę i chce, żeby w tym świątecznym dniu była razem z nimi, bo też jest rodziną. Więc zostanie samej w domu to żaden kompromis, bo albo ona chce być częścią jego rodziny albo nie chce. No jestem ciekawa jak czyjkolwiek mąż by zareagował, gdyby żona nie chciała iść na kilka godzin do jego rodziny w święta. Już widzę jak każdy by spokojnie powiedział "ok, super, siedź babo sama w domu". Autorka sama sobie stwarza te problemy. No litości, on chce jechać w poniedziałek wielkanocny do swojej matki, a nie do domu teściów. Tak się składa, że teściowie akurat u tej matki będą. Ma powiedzieć matce, żeby ich nie zapraszała, bo żona jest zbyt delikatna na to? A jeśli już zgrywać taką delikatną mimozę, to może po prostu da się pójść do matki w ten poniedziałek na nieco inną godzinę i trochę się minąć z tymi teściami.
142 2015-04-03 20:04:05 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-04-03 20:08:19)
No nie wiem. Byłam co prawda 5 lat w związku, ale nie było problemu kiedy nie chciałam spędzać świąt z całą rodziną mojego byłego, ale na przykład wolałam je spędzić w domu, w trójkę. I jakoś dla mojego byłego to tragedią nie było. Raz było tak jak on chciał, a raz tak jak ja chciałam i dla nikogo to problemem nie było i tesciowa ani reszta rodziny się z tego powodu na mnie nie obrażała, ani ex problemów nie robił.
I, o matko, cóż to by była za tragedia zerwać z tradycją! No przecież takich rzeczy się nie robi! Spędzić święta bez stada rodziny? Tragedia!
Ciekawe co by się stało, gdyby Autorce się zamarzyło jechać na święta w Alpy pojeździć sobie na nartach - absolutnie wykluczone, bo przecież tradycją jest spędzanie świąt z rodzicami byłej zony - jakież to oczywiste i normalne...
Trzeba się wykazać absolutnym brakiem delikatności, zeby nawet tuż po slubie (bo rok to jednak bardzo mało) ciągle kazać nowej zonie walczyć z duchem zmarłej.
A tu ciągle wychodzi na to, że w tej rodzinie nikt oprócz Autorki nie musi wykazywać się delikatnością i wyrozumiałością , tylko Ona. Jakby to małżeństwo było dla niej jakąś kara.
Ja jej po prostu współczuje...
Iceni, "trzeba sie wykazac absolutnym brakiem delikatnosci" by nie szanowac tradycji rodziny do ktorej sie wchodzi.
144 2015-04-03 20:50:42 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-04-03 20:51:11)
I do tego egoizmem. Plan był na wspólną wizytę, dopóki nie okazało się, że byli teściowie też tam będą. Więc strzela focha i odmawia pójścia. Sorki, niepoważne. Jako dorośli robimy czasem rzeczy, których nie chcemy, tylko dlatego, że tak wypada. Kiedy (tu chyba JEŚLI) kochamy tego, dla którego to ważne.
Jako dorośli robimy czasem rzeczy, których nie chcemy, tylko dlatego, że tak wypada. Kiedy (tu chyba JEŚLI) kochamy tego, dla którego to ważne.
O właśnie to! Świetnie ujęte! jeśli kochamy- bo inaczej to jest teatrzyk a nie małżeństwo i mąż autorki powinien zdawać sobie z tego sprawę. A on burak taki swoisty teatrzyk uprawia wespół z teściami, którym kompletnie brak taktu!
Markizo, odwracasz kota ogonem
To miało być w obronie męża, nie autorki. Jego wiąże szacunek do nich i własnych rodziców, więc ją mogłaby lojalność wobec niego. Choć może faktycznie dobrej woli nie ma w sumie żadne z nich, a szkoda.
147 2015-04-03 21:08:25 Ostatnio edytowany przez horses (2015-04-03 21:14:26)
Nie rozumiem problemu, jeśli chodzi zaledwie o parę dni w roku, a ponadto jest dobrze.
Szukanie kłopotów na siłę, nic poza tym.
Ponadto to jego rodzice zaprosili tesciów, a nie on.
Taka postawa spowoduje kłótnie w całej rodzinie .
148 2015-04-03 21:36:08 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-04-03 21:41:28)
Iceni, "trzeba sie wykazac absolutnym brakiem delikatnosci" by nie szanowac tradycji rodziny do ktorej sie wchodzi.
Kiedy się poślubia kobietę tworzy się nowa rodzinę i zaczyna się tworzyć nowe tradycje. To nie XIX wiek, ze zona wchodzi do rodziny męża i ma się podporządkować zastanym tradycjom.
I do tego egoizmem. Plan był na wspólną wizytę, dopóki nie okazało się, że byli teściowie też tam będą. Więc strzela focha i odmawia pójścia. Sorki, niepoważne. Jako dorośli robimy czasem rzeczy, których nie chcemy, tylko dlatego, że tak wypada. Kiedy (tu chyba JEŚLI) kochamy tego, dla którego to ważne.
A czy osobe, którą się kocha zmusza się do kontaktów z ludźmi, których obecność wprawia tę osobę w zakłopotanie?
Nadal nie rozumiem dlaczego TYLKO OD ŻONY oczekuje się ustępstw!
Temu mężowi korona z głowy nie spadnie jak RAZ spełni wolę swojej nowej żony i zostanie w domu. W końcu do tej pory autorka ustępowała, to może dla równowagi RAZ może ustąpić maż?
Ona MA PRAWO nie chcieć spotykać się z tymi ludźmi przy każdej okazji i raz MA PRAWO chcieć sobie odpuścić.
149 2015-04-03 21:38:26 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-03 21:39:34)
On idzie zobaczyć matkę. To takie nienormalne, że chce zobaczyć matkę w święta zamiast drugi dzień z rzędu siedzieć z żoną, bo ona ma kaprys? Sorry, ale to nie świadczyłoby o miłości do żony, tylko o idiotyzmie. Może i ta kobieta jest toksyczna, ale co z tego? To 2-3 h wizyty. Wiele kobiet ma toksyczne teściowe, a jakoś zaciskają zęby i spędzają z nimi święta, żeby mężowi nie było przykro. To, że żona nie lubi rodziny męża nie oznacza, że on pod pretekstem miłości ma zrywać z rodziną kontakty. A co do samych teściów i pomysłów ich wycofania, to nie wiecie jakie oni mają relacje z mężem Autorki. Np. moja znajomość z mamą mojego partnera wykroczyła już poza nasz związek. Spotykam się z nią czasem sama na kawę, bo się po prostu lubimy, a nie dlatego, że mój partner jest moim partnerem. Gdyby on umarł, to dalej czasem bym się z nią spotykała i to nie po to, żeby go wspominać, tylko dlatego, że zawsze będę ciekawa co u niej i w jakiś tam sposób będę się o nią troszczyć. Nie zerwałabym z nią kontaktu dla faceta, który ledwie by mnie poznał i już właził mi w życie z buciorami i oczekiwał, że wszystko pod niego będę robić. Jaki jest w ogóle problem w takiej relacji męża Autorki z eks teściami? Konkretnie. Poza tym, że teściowa jest średnio miłą osobą, to co oni takiego jej robią? Narzekają, że jest dla niego słabą partią i ich córeczka była lepsza? Porównują przy każdej okazji? No bez przesady. To nie jest żadna konkurencja przecież, więc o co tu być zazdrosną?
Iceni, dla Twojego partnera może to nie było tragedią, ale niektórzy mają silniejsze tradycje i więzi rodzinne i chcą być w święta razem. Ja nie jeżdżę do moich rodziców, bo tak wypada, tylko po prostu lubię spędzać z nimi święta dlatego, że zjeżdża się cała rodzina. W Alpy mogę sobie jechać w każdy weekend, nie muszę w świąteczny. A rodzinę ciężko w całości zebrać razem i takich okazji jest mniej. Nie zrezygnowałabym z tego tylko przez to, że facet zachowuje się jak 3latek i tupie nóżkami, bo świat w święta nie kręci się wokół niego. A jak kobieta jest egoistyczna i silnie terytorialna, to niech szuka sobie faceta bez przeszłości, zamiast zawracać komuś głowę.
Łoo matko. Sprawa jest prosta. Kobita wyszła za mąż. Założyła NOWĄ rodzinę z mężem, jest też chłopak z poprzedniego małżeństwa, a tu jeszcze ex teściowie występują i to jeszcze mąż zamiast stawać murem za swoją kobietą, to opowiada się za teściami. To jest typowa, klasyczna sytuacja, że ktoś nie zakończył przeszłości i nie potrafi skupić się na budowaniu związku w TERAŹNIEJSZOŚCI, a tym samym krzywdzi obecnego partnera. Co jak co, ale to jest niepisana zasada, że dla męża żona jest najważniejsza, nie mamusia, tatuś czy teściowie. Oni mogą się od czasu do czasu towarzysko spotkać, czy przy okazji urodzi/imienin chłopaka, ale święta...- nie czarujmy się. Na kawę w odwiedziny, ale to nie jest para, która wspólnie kocha tych teściów. Bynajmniej nie autorka.
A autorka, z tego co pisze, to super kumata babka, po prostu czara goryczy się już przelała, mąż odstawia z tymi teściami cyrki i lawiruje jakby nie wiedział, co powinno być dla niego najważniejsze.
Ciekawe jakby się czuł jej mąż, gdyby ona na święta zaprosiła do domu rodziców swojego ex chłopaka lub ex narzeczonego. Na pewno byłoby to super takt z jej strony. I co więcej - ona mogłaby ich kochać i traktować jak swoich rodziców. I co? co wtedy jakby mężowi się to nie podobało. Miałaby iść w zaparte? Lekceważyć męża i jego prośby? Bo oni niby jak rodzina?
Myślę, że ogólnie chodzi tutaj o niedokończoną przeszłość męża autorki i nietakt z jego strony jak i ze strony ex teściów.
151 2015-04-03 21:46:43 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-04-03 21:49:10)
Dla niej ten kaprys może być tak samo ważny jak jego spotkanie z matką.
Skoro matka i teściowa są dla niego tak ważne, że RAZ nie może ustąpić zonie, to PO CO się żenił? Skarpetek prać się mógł sam nauczyć do tej pory...
Dobra... odpadam z tego tematu, bo dla mnie ta sytuacja jest chora i jak napisałam, współczuję autorce. |Co innego akceptować, że facet ma przeszłość, co innego nie mieć prawa oczekiwać, że własne oczekiwania wobec męża będą na równi respektowane, co oczekiwania byłej teściowej i rodziców.
Edit:
Dziękuję osobie powyżej za napisanie tego postu, bo już myślałam, że ja jestem jakaś dziwna i ze tylko dla mnie jest to oczywiste, że żona ma również prawa, a nie tylko obowiązki i facet ewidentnie nie jest gotowy na zakładanie nowego związku.
A jak kobieta jest egoistyczna i silnie terytorialna, to niech szuka sobie faceta bez przeszłości, zamiast zawracać komuś głowę.
A może on zostanie w tej przeszłości? Po jaką cholerę mu wtedy nowa żona, jak nie potrafi zadbać o swoją rodzinę i wiedzieć, co po winien dla niej robić i dla swojej partnerki i kto jest najważniejszy. Myślę, że niektórzy, na własne życzenie tworzą sobie dość skomplikowane relacje i problemy na przyszłość.
Dziękuję osobie powyżej za napisanie tego postu, bo już myślałam, że ja jestem jakaś dziwna i ze tylko dla mnie jest to oczywiste, że żona ma również prawa, a nie tylko obowiązki i facet ewidentnie nie jest gotowy na zakładanie nowego związku.
Przecież ta sprawa z teściami śmierdzi z daleka. Tutaj nikt nie utrudniałby jakichkolwiek kontaktów z tamtymi teściami, tyle tylko, że mąż przegina i kieruje swoją energię nie tam gdzie powinien. On ma nową rodzinę i to żona powinna być dla niego najważniejsza. Jeśli nie, to potem takie cyrki wychodzą. Współczuję z całego serca autorce.
Śmieszne jest to, że tak się bulwersujecie, ale czy ten facet ją oszukał w czymś? Czy przez krótki rok znajomości faktycznie nie miał kontaktów z tymi teściami i nawiązał je dopiero po ślubie, gdy stwierdził, że już może, bo żona mu nie ucieknie? Widziały gały co brały. Przez rok Autorka powinna zauważyć skomplikowanie tej sytuacji i jeśli jej nie odpowiadało, to mogła: 1) zerwać (w radykalnej wersji), 2) porozmawiać z nim o tym i wyjaśnić te kwestie przed ślubem, 3) nie brać tak szybko ślubu, tylko dać im czas na wspólne dotarcie się i lepsze poznanie. Tak, nowy związek i rodzina powinni być najważniejsze, ale działa to w dwie strony. Nie oznacza to też, że żona może od teraz postawić listę swoich wymagań i oczekiwać, że facet się podporządkuje. W jaki niby sposób wspólne święta godzą w tę nową rodzinę? Bo może z perspektywy męża one właśnie mają ją umocnić poprzez to, że Autorka spędzi trochę czasu z jego rodziną i może się z nią bardziej zżyje.
1. Ona się nie zżyje, ponieważ musiałaby by być ponad nimi wszystkimi (buddyjsko)
.
2. Widziały gały co brały - ale każdy myśli, że po ślubie się zmieni
.
3. Współczuję autorce
.
Myślę, autorko, że trzeba by zrobić głęboki oddech, spędzić razem te święta, a potem obserwować przez kolejne miesiące (informować jednak, jak patrzysz na tę sprawę) poczynania męża i teściów. Być może to się uspokoi, a być może on nigdy tego nie zrozumie i trzeba będzie coś z tym zrobić.
Powodzenia!
1. Ona się nie zżyje, ponieważ musiałaby by być ponad nimi wszystkimi (buddyjsko)
.
2. Widziały gały co brały - ale każdy myśli, że po ślubie się zmieni.
3. Współczuję autorce.
Myślę, autorko, że trzeba by zrobić głęboki oddech, spędzić razem te święta, a potem obserwować przez kolejne miesiące (informować jednak, jak patrzysz na tę sprawę) poczynania męża i teściów. Być może to się uspokoi, a być może on nigdy tego nie zrozumie i trzeba będzie coś z tym zrobić.
Powodzenia!
A ja myślę, że jesli sprawa dotyczy tylko tych swiąt to trzeba pójść, byc miłą dla rodziny..... a po powrocie do domu pokazac, jaka ma fajna żonę i resztę roku budowac swoje szczęscie z tym człowiekiem. A w następne świeta tak samo..............
A ja myślę, że jesli sprawa dotyczy tylko tych swiąt to trzeba pójść, byc miłą dla rodziny..... a po powrocie do domu pokazac, jaka ma fajna żonę i resztę roku budowac swoje szczęscie z tym człowiekiem. A w następne świeta tak samo..............
Tak, masz rację.
Ale tu rodzinni wszyscy...
Teściowie nie są rodziną tej rangi co rodzice czy rodzeństwo.
Są 'dodatkiem' do żony.A skoro żona od kilku lat nie żyje, to naprawdę rozluźnienie kontaktu z teściami byłoby całkiem zrozumiałe i wręcz naturalne.
Nie twierdzę że facet powinien ich totalnie olać, ale kurtuazyjna wizyta raz na kilka miesięcy (i to bez nowej żony) była by dostatecznym dowodem pamięci i szacunku.
Tu w ogóle w tej rodzinie coś śmierdzi.Jakieś dziwne udowadnianie kto jest dla kogo ważny i w jakim stopniu.
Uważam podobnie. A co jeśli ta jego była żona nie umarła tylko był rozwód? Czy tak samo wyglądałyby kontakty tego faceta z byłymi teściami? Wątpię. To chyba naturalne, że kiedy kończy się związek kończy się też pewien etap, zostawiasz go za sobą i żyjesz dalej. Mi to wygląda tak, że mąż autorki nie pogodził się jeszcze ze startą żony. Po prostu wciąż ją kocha i w swojej głowie traktuje ją na równi ze swoją aktualną żoną. Stąd też kurczowe trzymanie się wszystkiego co tą zmarłą żonę mu przypomina, tylko po to, żeby "nie pozwolić jej odejść".
Uważam podobnie. A co jeśli ta jego była żona nie umarła tylko był rozwód? Czy tak samo wyglądałyby kontakty tego faceta z byłymi teściami? Wątpię. To chyba naturalne, że kiedy kończy się związek kończy się też pewien etap, zostawiasz go za sobą i żyjesz dalej. Mi to wygląda tak, że mąż autorki nie pogodził się jeszcze ze startą żony. Po prostu wciąż ją kocha i w swojej głowie traktuje ją na równi ze swoją aktualną żoną. Stąd też kurczowe trzymanie się wszystkiego co tą zmarłą żonę mu przypomina, tylko po to, żeby "nie pozwolić jej odejść".
Nie, tutaj raczej za daleko poszłaś w interpretacji (uczucia do byłej żony). Sytuację toksycznej relacji męża ex teściami autorka wyjaśniła kilka postów powyżej. To o to chodzi.
Ale tu rodzinni wszyscy...
Teściowie nie są rodziną tej rangi co rodzice czy rodzeństwo.
Są 'dodatkiem' do żony.A skoro żona od kilku lat nie żyje, to naprawdę rozluźnienie kontaktu z teściami byłoby całkiem zrozumiałe i wręcz naturalne.
Nie twierdzę że facet powinien ich totalnie olać, ale kurtuazyjna wizyta raz na kilka miesięcy (i to bez nowej żony) była by dostatecznym dowodem pamięci i szacunku.
Tu w ogóle w tej rodzinie coś śmierdzi.Jakieś dziwne udowadnianie kto jest dla kogo ważny i w jakim stopniu.
Moim zdaniem nikt tutaj niczego nie udowadnia, oprócz autorki, która chce mieć poczucie, że jest jedyna.
Mąz najprawdopodobniej nie widzi problemu, jego rodzice takze, tesciowie także ( bo przyjeli zaproszenie na slub a nie pokazowo odmówili, więc się cieszyli, że ułozył sobie życie na nowo). A święta pewnie w ten sam sposób rodzina spędzała od 18 lat.
Ona jest jedyna , ale tego nie czuje, bo rodzina zmarłej sporadycznie jest w jej zyciu.
Ale na logikę: młody ma juz swoje zycie, do dziadków ciągnąc nie bedzie, bo to nie ten wiek....
więc odbębnić swięta i skupić się nad zwiazkiem. Lepsze i realne zastepuje to co było.
Była zona bedzie wspomnieniem, a zyciem realna, czyli obecna.
Ale tu rodzinni wszyscy...
Teściowie nie są rodziną tej rangi co rodzice czy rodzeństwo.
Są 'dodatkiem' do żony.A skoro żona od kilku lat nie żyje, to naprawdę rozluźnienie kontaktu z teściami byłoby całkiem zrozumiałe i wręcz naturalne.
Nie twierdzę że facet powinien ich totalnie olać, ale kurtuazyjna wizyta raz na kilka miesięcy (i to bez nowej żony) była by dostatecznym dowodem pamięci i szacunku.
Tu w ogóle w tej rodzinie coś śmierdzi.Jakieś dziwne udowadnianie kto jest dla kogo ważny i w jakim stopniu.
Śmierdzi, śmierdzi
.
163 2015-04-03 22:33:03 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-04-03 22:44:47)
no, no, no - jakie zamieszanie ![]()
każdy wie lepiej - wie swoje, a jak ...
a co Ty wiesz autorko?
bo jakoś Ciebie najmniej we własnym wątku
żałujesz - tak napisałaś
a czego żałujesz najbardziej ?
i na ile czujesz się ... niekochana, bo chyba o to chodzi?
Edit:
Dziękuję osobie powyżej za napisanie tego postu, bo już myślałam, że ja jestem jakaś dziwna
Iceni, bo jesteś - nie zauważyłaś ![]()
ale jak Tobie z tym dobrze, to w czym miałby być problem ![]()
Ale tu rodzinni wszyscy...
Jedni są mniej rodzinni, inni bardziej... co nie zmienia faktu, że on chyba nie oszukiwał Autorki i wiedziała jak wyglądają te relacje. Jeśli to tylko święta, to korona jej z głowy nie spadnie. Zawsze może też porozmawiać spokojnie z mężem i spróbować go przekonać. Bo takie problemy rozwiązuje się spokojną rozmową, a nie kłótniami i fochami.
DoReMi napisał/a:Uważam podobnie. A co jeśli ta jego była żona nie umarła tylko był rozwód? Czy tak samo wyglądałyby kontakty tego faceta z byłymi teściami? Wątpię. To chyba naturalne, że kiedy kończy się związek kończy się też pewien etap, zostawiasz go za sobą i żyjesz dalej. Mi to wygląda tak, że mąż autorki nie pogodził się jeszcze ze startą żony. Po prostu wciąż ją kocha i w swojej głowie traktuje ją na równi ze swoją aktualną żoną. Stąd też kurczowe trzymanie się wszystkiego co tą zmarłą żonę mu przypomina, tylko po to, żeby "nie pozwolić jej odejść".
Nie, tutaj raczej za daleko poszłaś w interpretacji (uczucia do byłej żony). Sytuację toksycznej relacji męża ex teściami autorka wyjaśniła kilka postów powyżej. To o to chodzi.
Ale ja odniosłam takie wrażenie... A autorce się nie dziwię, że jest zazdrosna. To zdjęcie w portfelu też by mnie wkurzało ![]()
166 2015-04-03 22:39:10 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-04-03 22:40:37)
pitagoras napisał/a:Ale tu rodzinni wszyscy...
Jedni są mniej rodzinni, inni bardziej...
no...
ja na ten przykład bardzo, bardzo czuje się rodzinna i dalej, uważam to za wielkie dobro i przywilej ta rodzinność ma się rozumieć ![]()
zapitalam teraz z tymi jajami na ten przykład bo bardzo fajnie jest czuć się RODZINNIE ![]()
ale oki, nie każdy tak chce mieć - jego wybór ...
jego - strata
no...
ja na ten przykład bardzo, bardzo czuje się rodzinna i dalej, uważam to za wielkie dobro i przywilej ta rodzinność ma się rozumieć
zapitalam teraz z tymi jajami na ten przykład bo bardzo fajnie jest czuć się RODZINNIE
ale oki, nie każdy tak chce mieć - jego wybór ...
jego - strata
Jak Komorowski...
.
Wszystko jest dobrze, nic nie trzeba zmieniać. Zgoda buduje.
Tylko jest wiele osób, które chcą budować w inny sposób.
Nie tylko taki Inko jak Twój
.
Dobrze by Ci było w tym układzie?
168 2015-04-03 22:54:09 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-04-03 23:02:15)
Tylko jest wiele osób, które chcą budować w inny sposób.
Nie tylko taki Inko jak Twój.
i niech budują, a jakże niech ![]()
w każdy sposób jaki im pasi,
mnie pasi w taki, jak napisałam i tego mam zamiar sie trzymać - aż do śmierci ![]()
a dlaczego porównujesz mnie do Komorowskiego?
masz z tym jakiś problem?
i sorry ale to nie jest mój idol, chcesz wiedzieć kto nim jest
i ![]()
p. s.
a uważasz, że niezgoda buduje ?
bo to ciekawe nawet może być ![]()
już kumam poczytałam Twoja historię, szukasz siły na zmiany - rozumiem ...
Tak się zastanawiam w ilu rodzinach swatowie spędzają święta razem...
Przeważnie to młodzi najpierw jadą do jednych rodziców, potem do drugich.
Bo swatowie to już wzajemnie żadna sobie rodzina.Ot, ze względów oczywistych winni utrzymywać stosunki poprawne.I tyle.
Ja wciąż uważam, że tu ktoś coś komuś chce pokazać.A nie że się tak wszyscy kochają wielce.
170 2015-04-03 23:00:35 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-03 23:02:07)
Możemy sobie tutaj gadać, co kto woli i akceptuje, ale to tak naprawdę nie ma znaczenia. Z tymi teściami to jest bardzo mały problem w tym sensie, że można łatwo się co do nich dogadać, jeśli obie strony będą chciały. Dla świeżego związku to świetna nauka komunikacji i kompromisów. I tak prędzej czy później pojawiłby się problem, który by ich do tego zmusił. Niezależnie od naszych opinii na temat samej sytuacji, to fakt jest taki, że fochami niczego się nie załatwi i nie poprawi. Trzeba porozmawiać z mężem i wyjaśnić sobie wszystko, a na pewno wyjście z tej sytuacji się znajdzie. Mąż też człowiek i sądzę, że jeśli żona w odpowiedni sposób przedstawi swój punkt widzenia, to powinien zrozumieć.
Pitagorasie, u mojego brata ciotecznego jest tak, że rodzice jego i jego żony wzajemnie bardzo się lubią i chętnie spotykają. Może tam jest podobnie. Nie ma co generalizować, bo mamy za mało informacji.
Tak się zastanawiam w ilu rodzinach swatowie spędzają święta razem...
Przeważnie to młodzi
jacy młodzi, jacy młodzi pitagoras ?
tutaj to stanowi clou ...
mąż - pan po kilkunastu latach małżeństwa z żoną, która nagle odeszła ... do lepszego świata
żona - pani wolnego stanu (kiedyś bezczelnie wręcz mówiło się - stara panna
)
i ... cała reszta, tzn teściowie, rodzina, przyzwyczajenia, tradycja
a i jeszcze 18 letni młodzieniec
tutaj nie ma pitagoras - młodych
tutaj są dojrzali ludzie obciążeni wręcz historią
a to cholernie dużo zmienia ...
tutaj są dojrzali ludzie...
zajebiście dojrzali...
in_ka napisał/a:tutaj są dojrzali ludzie...
zajebiście dojrzali...
no masz racje pitek , raczej po tym co czytam - nie ![]()
Pitagorasie, u mojego brata ciotecznego jest tak, że rodzice jego i jego żony wzajemnie bardzo się lubią i chętnie spotykają. Może tam jest podobnie. Nie ma co generalizować, bo mamy za mało informacji.
Ależ dokładnie. Mój tata z moim teściem też bardzo się lubili, więc kiedy tylko była okazja, to wzajemnie się zapraszali, czy to na imieniny, czy na święta. Nawet w Wigilię zdarzało nam się zasiadać do wspólnego stołu. Dla nas było to zresztą bardzo wygodne, bo mieliśmy wszystkich w jednym miejscu i już nikt nikogo nigdzie nie ciągał.
Zapytałam dziś mojego męża czy gdybym zmarła, a on miał nową żonę, to urwałby z moją mamą kontakt? Popatrzył na mnie jak na kosmitkę i stwierdził, że - pomijając fakt, że jest babcią dla naszego syna - skoro znają się od lat, wzajemie bardzo lubią i szanują, chętnie sobie pomagają, to nie widzi żadnego powodu, aby miał z tego rezygnować. I ja się z nim zgadzam, bo to trochę tak, jakby z życia wyrzucać wszystkie wartościowe osoby w jakiś sposób związane z nieżyjącą żoną tylko dlatego, że jej już nie ma. Dodam, że mój syn ma tyle lat co syn męża Autorki, zatem jest to podobny okres znajomości, uczestnictwa we wspólnym życiu i różnego rodzaju ważnych wydarzeniach. 20 lat to jest szmat czasu, a na pewno na tyle długo, żeby zdążyć się z kimś mocno zżyć. Mąż Termy dla teściów, nawet jeśli byłych, już zawsze będzie zięciem (innego przecież nie mieli) oraz ojcem ich wnuka - czy to tak trudno zrozumieć, że coś ważnego ich jednak łączy?
Nie wiem, może problem jest ze mną, może jestem zbyt wymagająca i egocentryczna ale pewnych rzeczy pojąc nie potrafię i bardzo żałuję, że wyszłam za mąż za wdowca. Tak, żałuję.
Mój mąż mimo tego ze małżeństwem jesteśmy od roku, a jego pierwsza żona zmarła 5 lat temu do dziś nosi w portfelu jej zdjęcie. Nie mam nic przeciwko, tylko wydawało mi się, że skoro zaczął nowe życie to moje zdjęcie powinno być właśnie w tym miejscu. Czasem mam wrażenie, że ożenił się tylko po to żeby było mu łatwiej w życiu codziennym- teraz już nie musi prać, gotować i sprzątać bo wszystko to robię ja.
Wczoraj dzwoniła do niego matka zmarłej żony życzeniami. Planowaliśmy wizytę w poniedziałek wielkanocny u matki mojego męża. Zapowiedzieli się również jego byli teściowie. Nie mam z nimi problemu, nie ma tu mowy o wrogości. Mimo wszystko nie mam ochoty jechać i spędzać z nimi świąt. To nie jest moja rodzina- oni owszem są rodziną- tylko w tej układance i w tym miejscu nie do końca będę pasowała ja. Wiem, że będę się źle czuła. Powiedziałam o tym mężowi. strzelił focha po czym uskutecznil awanturę, że ja ich nie akceptuję i nie chcę spędzic wspólnie świąt.
To nie jest pierwszy raz kiedy stanął wyraźnie po ich stronie. podobnie było przed ślubem, uparł się żeby zaprosić ich na wesele. ustąpiłam, poszłam zaprosiliśmy, przyszli. ale mam już dosyć, naprawde dosyć.Dziewczyny, czy wy uwazacie to za normalne? Może ze mną jest coś nie tak?
Te sprawy powinniscie już dawno uregulowac. Moim zdaniem nie chcesz jechać to nie jedz. Dobrze jest mieć argument np. swoja rodzine bo jak jest postawienie sprawy moja rodzina, twoja rodzina to może być problem ale jak moja rodzina a rodzina bylej zony to raczej wybor jest oczywisty. Trzeba być i wyrozumiałym jednocześnie i stanowczym. Skoro masz wątpliwości stawiaj na swoim i ew. prowadz nietypowe działania. Przestan wykonywać obowiązki, zobaczysz efekt. Tutaj akurat sytuacja jest jasna. To jest rodzina Twojego meza (tego nie trzeba negować) ale z puntku widzenia waszego malzenstwa ani Twoja ani jego.
jeśli chodzi o to jak dalej potoczyła się sytuacja to...pojechałam, odbyłam ...i zaliczyłam rozmowę z mężem. Oświadczył, że on chce zapraszać członków tej rodziny do nas do domu gdzie obecnie mieszkamy czyli naszego wspólnego. nie mieszkamy tam gdzie on mieszkał z żoną swoją. stwierdził, że do tych kontaktów nie będzie mnie zmuszał i kiedy oni przyjdą ja mogę sobie wyjechać do swoich rodziców. Tak, mogę sobie zostawić swój dom bo mój mąż wtedy ma spotkanie rodzinne a ja jeśli nie chcę nie muszę tam być.
Tak, żałuję mojego małżeństwa. żałuję że wyszłam za mąż. zawsze będę tylko tą drugą. Wiem mogłam pomyśleć o tym wcześniej. teraz już za późno choć nigdy nie jest za późno na odejście od niego.
Jeśli, ktoś posądza mnie o egoizm i silny terytorializm to tak naprawę albo nie przeczytał moich postów o końca, albo nie ma pojęcia o czym pisze.
Niech te posty będą również ostrzeżeniem dla tych kobiet, które obecnie są w trudnych związkach np z wdowcami. Nie myście, że będzie łatwo i nie wierzcie w to. Jestem doskonałym przykładem jak można zrobić sobie krzywdę swoim malżeństwem. Ja przestrzegam.
178 2015-04-07 14:29:47 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2015-04-07 14:31:29)
Terma, ja wyczuwam w Tobie brak pewnosci siebie i duzo zazdrosci w zwiazku z tym o rodzine meza, jako ta, ktora byla pierwszej zony. Twoj maz wcale nie wymaga od Ciebie cudow na kiju, normalnie chce utrzymywac stosunki, ba nawet Cie wcale nie zmusza do wspoluczestnictwa, a Ty sie jezysz.
I nie, nie kazda kobieta odczuwalaby taki stan rzeczy jako zagrozenie.
Terma, ja wyczuwam w Tobie brak pewnosci siebie i duzo zazdrosci w zwiazku z tym o rodzine meza, jako ta, ktora byla pierwszej zony. Twoj maz wcale nie wymaga od Ciebie cudow na kiju, normalnie chce utrzymywac stosunki, ba nawet Cie wcale nie zmusza do wspoluczestnictwa, a Ty sie jezysz.
Powtarzam nie można być zazdrosną o osobę zmarłą. Dla mnie to nie jest logiczne. Mój mąż mimo tego, że powtórnie się ożenił nie uporał się ze stratą i chyba nigdy tego nie zrobi. Takie osoby nie powinny wstępować w powtórny związek. wiem, wina jest także moja bo przecież wiedziałam. Nie, nie wiedziałam.Niestety.
Powtarzam nie można być zazdrosną o osobę zmarłą. Dla mnie to nie jest logiczne. Mój mąż mimo tego, że powtórnie się ożenił nie uporał się ze stratą i chyba nigdy tego nie zrobi. Takie osoby nie powinny wstępować w powtórny związek. wiem, wina jest także moja bo przecież wiedziałam. Nie, nie wiedziałam.Niestety.
A co konkretnie świadczy o tym, że nie uporał się ze stratą? Bo na razie uczepiłaś się tylko i wyłącznie teściów.
terma napisał/a:Powtarzam nie można być zazdrosną o osobę zmarłą. Dla mnie to nie jest logiczne. Mój mąż mimo tego, że powtórnie się ożenił nie uporał się ze stratą i chyba nigdy tego nie zrobi. Takie osoby nie powinny wstępować w powtórny związek. wiem, wina jest także moja bo przecież wiedziałam. Nie, nie wiedziałam.Niestety.
A co konkretnie świadczy o tym, że nie uporał się ze stratą? Bo na razie uczepiłaś się tylko i wyłącznie teściów.
to może odwróćmy pytanie i odpowiedz mi skąd Ty wiesz, że Twój partner uporał się z utartą swojej miłości???
182 2015-04-07 15:05:50 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-07 15:07:42)
My wiemy tylko tyle, ile Ty tu piszesz. A na razie piszesz tylko i wyłącznie o tym, że ma kontakt z teściami. Co w takim razie Twoim zdaniem świadczy o tym, że żyje przeszłością? Uważasz, że małżeństwo to pomyłka. Dlaczego konkretnie? Co on takiego robi, że tak sądzisz?
A co do mojego partnera, to on nie robi kompletnie niczego, co świadczyłoby o tym, że żyje przeszłością. Ma kontakt z jej rodzicami, jakieś zdjęcia, czasami o niej rozmawiamy i to tyle. Ja nie mam żadnych wątpliwości, bo czuję się kochana.
Dziwie się wpisom kobiet , które nie rozumieją że żona chce czuć się najważniejsza dla męża , że on i ona stanowią jedność .. również w podejmowaniu decyzji .
Mówienie, że możesz sobie wyjechać z domu bo ja kogoś zapraszam z Twoją zgodą lub nie- jest objawem braku szacunku i podeptaniem podstaw związku.
Terma, a czy mąż szukał innego rozwiązania ? czy po prostu egzekwował swoje zdanie po tzw. trupach ?
Tak jak autorce nakazujecie zrozumienie sytuacji męża .. tak samo ona ma prawo oczekiwać że mąż zrozumie jej sytuację .
Tu nie chodzi o teściów , ale o jego egzekwowanie swoich rozwiązań bez uwzględnienia żony .
Ja po takim tekście że mogę sobie pojechać do swoich rodziców ..nie czekałabym do wizyty gości .
Od razu bym to zrobiła .
To tez Twój dom, masz prawo decydować z kim chcesz się spotykać . A mąż jak chce nie ograniczonych kontaktów z pierwszymi teściami to niech jedzie do nich.
Nie wiem w jaki sposob maz Termy przekazuje swoje zdanie, ale wzgledem tego w jaki przewrazliwiony sposob Ona traktuje kontakty z tesciami, wydaje mi sie, ze w koncu na odczepnego powiedzial: "nie chcesz z nimi kontaktu, to nie miej", bo juz sam chyba nie wie jak to ugryzc ![]()
W ogole nie rozumiem DLACZEGO Ona wymaga by maz zamrozil doslownie stosunki z rodzina, ktorej jest czescia od prawie 20 lat. Oczywiscie, poza takim wyjasnieniem jakie juz powyzej zapodalam.
Właśnie ta gadka, że on i tak będzie zapraszał do naszego domu teściów, jej siostrę i innych członków tej rodziny bez mojej zgody rozwaliła mnie kompletnie. "Ja w tym czasie mogę wyjechać sobie do rodziców, jeśli nie chce w tym uczestniczyć..." mówi samo za siebie cslady, niestety.
Nie wiem w jaki sposob maz Termy przekazuje swoje zdanie, ale wzgledem tego w jaki przewrazliwiony sposob Ona traktuje kontakty z tesciami, wydaje mi sie, ze w koncu na odczepnego powiedzial: "nie chcesz z nimi kontaktu, to nie miej", bo juz sam chyba nie wie jak to ugryzc
W ogole nie rozumiem DLACZEGO Ona wymaga by maz zamrozil doslownie stosunki z rodzina, ktorej jest czescia od prawie 20 lat. Oczywiscie, poza takim wyjasnieniem jakie juz powyzej zapodalam.
Zamrozić stosunki???Dobre sobie, chyba niekoniecznie czytałaś moje wcześniejsze posty jeśli piszesz o zamrożeniu stosunków.
187 2015-04-07 15:44:18 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-04-07 15:45:52)
Właśnie ta gadka, że on i tak będzie zapraszał do naszego domu teściów, jej siostrę i innych członków tej rodziny bez mojej zgody rozwaliła mnie kompletnie. "Ja w tym czasie mogę wyjechać sobie do rodziców, jeśli nie chce w tym uczestniczyć..." mówi samo za siebie cslady, niestety.
Szczerze mówiąc to ja już nie wiem o co Ci chodzi. Jakie konkretnie rozwiązanie by Cię satysfakcjonowało? Że będzie się spotykał z jej rodziną tylko u nich w domu? Zaproponowałaś mu to chociaż? Co on na to powiedział?
A Wasz dom nie jest tylko Twój. On ma prawo zapraszać kogo chce, tak samo jak Ty. Ja i tak sądzę, że gdybyś mu spokojnie wytłumaczyła, to on by się nie upierał co do spotkań u Was, tylko jeździłby do nich. A co do tego, że możesz w czasie wizyt jeździć do swoich rodziców, to mógł tak powiedzieć dlatego, że przed Wielkanocą przecież dramatyzowałaś. Sama pisałaś, że on wymaga, żebyś jechała z nim zamiast powiedzieć Ci, że możesz zostać w domu. No to teraz Ci powiedział, że nie musisz z nimi siedzieć i możesz wyjechać. Też źle i dramat.
No niestety, sprawiasz tu wrażenie histeryczki. Możesz mieć rację, ale to dobrze byłoby sobie ułożyć logiczne argumenty, bo Ty nam nawet rozsądnie nie umiesz odpowiedzieć. Padały pytania, co on Ci właściwie takiego robi, a Ty powtarzasz w kółko, że teście bla bla bla. To jest jego rodzina, czego Ty nie rozumiesz. Z Twoich słów wynika, że on Cię w żaden sposób nie uraża poza tym, że chce się spotykać z ludźmi, na których mu zależy.
Terma, tu wszyscy się wypowiadaja na podstawie tego co i jak Ty piszesz, a piszesz niewiele i złość przez to przebija.
Piszesz, że nie można być zazdrosną o osobę zmarłą, bo to nielogiczne. Nie masz racji, większość drugich żon jest zazdrosna i o te zmarłe i o te żyjące ex, tylko nie chcą się do zazdrości przyznać.
Bardzo często wynika to z niemożliwego do spełnienia marzenia bycia tą pierwszą. Ty tez jesteś tą drugą, ale to przecież wiedziałaś jeszcze przed ślubem.
NIe odpowiadasz obszernie na zadawane Ci pytania (jeśli wogóle odpowiadasz), a my nie chcemy Cię atakować, a chcemy to przedyskutować i doradzić jeśli to możliwe.
Ja bym chciała od Ciebie usłyszeć, jaki Ty masz pomysł na wasze wspólne życie, jak Ty to widzisz uwzględniając, że jesteś macochą 18-latka, że Twój mąż ma liczną rodzinę (syna, rodziców, teściów, szwagierkę itd) i że macie już swoje przyzwyczajenia życiowe, także dotyczące Świąt, uroczystości itp.
Jak na przykład chciałabyś zorganizować urodziny Twojego męża, czy pasierba?
Termo, nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim - jest to sprzeczne z Regulaminem Forum, a Ty robisz to nagminnie. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji "edytuj".
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka
Terma, czego Ty wlasciwie chcesz od meza? Zeby nigdy tesciow i rodziny do SWOJEGO domu nie zapraszal? Ma tak ni stad powiedziec im, ze nie sa mile widziani bo jego zona ma na ich punkcie jakas paranoje?
Widzisz jak to brzmi jak ktos takie pytanie z boku zada...
tak się zastanawiam termo przed czym ty przestrzegasz ... może zwyczajnie
przed małżeństwem ![]()
w każdym związku jest jakieś ale ...
w twoim uwypukliło to się tak bardzo (dla ciebie) w temacie - rodzina byłej (zmarłej) żony
z jednej strony mówisz - nie jestem zazdrosna,
a z drugiej - no jesteś i to bardzo, tylko czy sobie to w ogóle uświadamiasz ?
żeby dalej to małżeństwo mogło trwać macie problem do rozwiązania, pomyśl o tym
192 2015-04-09 13:33:38 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-04-09 13:47:22)
Syn ma 18 lat, a wiec przynajmniej od 18 lat maja możliwość spędzania świąt z teściami, Naprawdę NIC by się nie stało gdyby te pierwsze święta po ślubie spędzili tylko razem.
Pewnie. Dla tego syna nowa żona też ma być ważniejsza niż dziadkowie?
A jeśli powiesz, że może jechać sam, a autorka z partnerem osobno, to hm... dochodzimy właściwie do ultimatum "albo święta z dzieckiem, albo ze mną". I właśnie takie sytuacje trzeba było przemyśleć PRZED pakowaniem się w związek z wdowcem, bo ja nie zauważyłam, że te wspólne święta są jakąś fanaberią męża, tylko po prostu zebraniem wszystkich bliskich razem - czymś naturalnym. A to, że jeden bliski drugiego sobie nie życzy, to trzeba do niego dostosowywać? Jedyny problem, jaki bym zrozumiała, gdyby wybór był konkretnie taki "święta z rodzicami autorki vs święta z teściami" - i tam można szukać kompromisu, ale tutaj autorce przeszkadza sam fakt spędzenia świąt z teściami, a nie brak rodziców itd.
Z jednej strony tak, a z drugiej nie. Nawet jakby nie miał za sobą przeszłości z pierwszą żoną, to i tak by była rodzina najpierw, a potem dopiero terma. To sprawa psychiki, może przyzwyczajeń i nie wiem czego jeszcze. Może się to zmienić po latach, a nie od razu.
Ja na takie rzeczy patrzę inaczej. Np. facet jest ważniejszy niż przyjaciel, ale dla faceta nie zrezygnuję z przyjaciela, bo od faceta ważniejsza jestem JA SAMA. Tak samo tutaj.
Uważam podobnie. A co jeśli ta jego była żona nie umarła tylko był rozwód? Czy tak samo wyglądałyby kontakty tego faceta z byłymi teściami? Wątpię. To chyba naturalne, że kiedy kończy się związek kończy się też pewien etap, zostawiasz go za sobą i żyjesz dalej. Mi to wygląda tak, że mąż autorki nie pogodził się jeszcze ze startą żony. Po prostu wciąż ją kocha i w swojej głowie traktuje ją na równi ze swoją aktualną żoną. Stąd też kurczowe trzymanie się wszystkiego co tą zmarłą żonę mu przypomina, tylko po to, żeby "nie pozwolić jej odejść".
Moi rodzice się rozwiedli. Babcia ze strony ojca uwielbiała moją mamę i często zapraszała ją do siebie. Siostra ojca zaprosiła matkę na wesele swojego syna. Ojciec podrzuca czasem coś w prezencie moim dziadkom ze strony mamy, jak np. wraca z podróży (koszmarnym ex-teściom, jak śmie!), siostra ojca odwiedza tychże dziadków i przynosi im np. owoce, warzywa z działki albo przekazuje od swoich rodziców z ogrodu/sadu. Muszę im chyba przekazać, że kontakty rodzin po rozwodzie są zabronione. Co tam 20 parę lat znajomości, co tam, że ze 13/14 lat bardzo bliskiej, bo ślub... Ma być koniec i basta! ![]()
Właśnie ta gadka, że on i tak będzie zapraszał do naszego domu teściów, jej siostrę i innych członków tej rodziny bez mojej zgody rozwaliła mnie kompletnie. "Ja w tym czasie mogę wyjechać sobie do rodziców, jeśli nie chce w tym uczestniczyć..." mówi samo za siebie cslady, niestety.
A jeśli byś ich nie traktowała jako członków jego rodziny, ale jego znajomych?
Czemu nie może się przyjaźnić z siostrą czy innymi kuzynami pierwszej żony? może mają wspólne zainteresowania, filmy, książki, wędkowanie?
My jako forumowicze nie wiemy jak wyglądają takie ich spotkania a czy Ty wiesz?
Może to zwykly obiad czy kawa z ciastkiem gdzie rozmawia się o pierdołach a nie wspominanie zmarłej.
Nie miałam takiej sytuacji jak Ty, ale ja przynajmniej na kilku takich spotkaniach bym była. Nawet, żeby pokazać że on ma normalną żonę, która nie ucieka jak oni przyjeżdżają. Może to nie jest nic strasznego jak sobie wyobrażasz, ale normalne spotkanie.
Pokaż się od dobrej strony, bądź uśmiechnięta, miła, a nie obrażona na cały świat. Dla nich to też może być krępująca sytuacja, a nie chcą zrywać kontaktu z Twoim mężem.
Zdjęcie swoje możesz dołożyć do jego portfela, obok zmarłej żony. Dzięki niej on jest jaki jest, przez tyle lat wspólnego życia ukształtowała go, a kochasz go za to jakim jest, czyli możesz jej podziękować za takiego męża ![]()
A co miał Ci innego powiedzieć mąż odnośnie bycia w domu, przy świętach zmusił Cię do bycia tam z nimi, a teraz masz wybór czy chcesz czy nie.
Jemu też jest ciężko, przez tyle lat byli rodziną i on też jakoś musi się znaleźć w tej całej sytuacji.
Żona jest najważniejsza i powinna być najważniejsza dla męża, ale czy ulegać każdej zachciance?
Wg mnie powinna być u Was przeprowadzona szczera rozmowa bez krzyków, pretensji itp. spokojnie i rzeczowo. Czemu on chce z nimi utrzymywać kontakt- niech Ci wytłumaczy, a Ty zastanów się czemu nie chcesz się spotykać z nimi i mu to powiedz. Może in Ci wyjaśni, że jesteś dla niego najważniejsza, ale jest z nimi związany. Dla Ciebie to są obcy ludzie, ale mogą stać się znajomymi, czy za jakiś czas przyjaciółmi.
Jakbyś kiedyś zaproponowała wspolne kino, kręgle, bilard, pub z mężem, siostrą zmarłej i jej ewentualnym partnerem, albo innymi jej krewnymi w podobnym wieku to moglibyście się poznać na neutralnym gruncie w przyjaznej atmosferze.
pannapanna: a Ty jestes z wdowcem ?
Ja jestem w zwiazku z wdową, jestem szcześliwy, ale czasami czuje się jak doklejka szczególnie kiedy są poruszane tematy przeszlosci na ktore ja nie mam ochoty rozmawiac....w takim momencie jestem jak obserwator. Powiem jedno takie życie z wdowcem czy wdowa jest meeeeggggaaaaa trudne ..a szczegolnie jesli jest sie czlowiekiem z oddanym sercem i ze slaba ocena na swoj temat, jesli się jest niedowartosciowanym. W takim zwiazku trzeba postawic sprawe jasno na samym początku. Może to zabrzmi brutalnie ale przeszlosc trzeba zostawic za soba i koniec ....trzeba to zamknac w 100 % da sie. Uczucie trzeba wygasic co nie zmienia faktu ze sie kogos w sercu nosi do konca zycia. W takim zwiazku za zadne skarby nie moze nic ludzi dzielic. Jak najwiecej musi laczyc.
Niestety czy to 10, 15 czy 5 lat, wchodzac w nowy zwiazek tesciowie tu przestaja byc tesciami zostaja tylko dziadkami, nie moze byc inaczej. I jedynie relacje do ktorych dla zdrowia psychicznego i serca powinny byc ograniczone do minimum...jesli nie sa nie mozna lub sie nie jest na to gotowym lepiej dac sobie spokoj ze zwiazkami. Nie mozna zjesc ciatko i miec ciatko. nowy zwiazek to CARTE BLANCHE i nic na rogu....Wiem bardzo dobrze jak to zycie wyglada...u mnie sprawa byla ustalona na poczatku i tyle.Oczywiscie ja nie mam problemu z rodzicami zmarlego meza. Wiedza co i jak zreszta szczerze z nimi rozmawialem i wiedza co i jak ....i na pewne sprawy sobie nie pozwolą. Zreszta sa taktowni, i potrafili sie bardzo dobrze odnalesc w tej sytuacji. Cała sprawa lezy w glowie wdowej lub wdowca. Nie do konca jeszcze wszystko trybi bo mam problemy z przyszlymi tesciami....ale dotrze sie tez i to.
a propo swiat... my mamy rozwiazanie skuteczne ... wnuka na swieta sie zawozi ..na dzien dwa...pijemy kawe chwile siedzimy i wracamy do swojej rodziny...pozniej ktos z nas albo razem dziecko odbierami i tyle...to przesiadywanie w swieta autorka ma racje to chore ..!! a tak wszyscy sa zadowoleni.. a jesli wdowiec nie umie sie odciac od pempowiny ....powinien jeszcze troche pobyc sam albo miec raczej przyjaciolke ...na kawke do kina ..na spacery i tyle. Sprawa jest jasna i niech to wdowy i wdowcy zrozumieja....zakladajac rodzine zakochujac sie ...i decydujac sie na CARTE BLANCHE...rozliczamy przeslosc..zamykamy gleboko w sercu....gasimy...nawet niech to bedzie trwalo 10 lat ....to nie ma nic wspolnego z szacunkiem z pamiecia....ale zycie jest dalej...i dalej....
i kto wie ...moze za rogiem Aniol milosci na was bedzie czekal...milosc waszego zycia...nigdy nic nie wiadomo......zycie to droga....a co jest za zakretem..nie wiadomo...pogoda sie zmienia...raz jest burza a raz tęcza ....