też mam nadzieję, że mnie w końcu doceni. Ale boję się i tak. Fajnie, że u Ciebie się ułożyło, że w końcu czujesz się kochana
Nasze historie są tak podobne, że mam nadzieję, że skończą się tak samo dobrze... Niech już będzie sobota....
No kochana jeszcze pare dni i bedzie Twój , zobaczysz jak Cie bedzie błagał o wybaczenie i żebys dala mu sznase:-). Bedzie dobrze , zobaczysz , aczkolwiek do tej soboty bedziesz miala mieszane uczucia bo to normalne, bo rozmowa przez telefon nie wystarcza, w realu wszystko sie wyjasni.:-)))
w realu się wszsystko wyjaśni. ale w realu może się też wszystko zmienić. I tego się obawiam- że znowu zmieni zdanie. Oby nie...
ps. właśnie dzwonił przed chwilą...
oj tamZrobisz sie na bostwo i go oczarujesz tak ze bedzie latał za Tobą ......zobaczysz jeszcze bedziesz szczęsliwa.
Maju, dzięki za wsparcie! :* czasami mam chwile zwątpienia. ale z drugiej strony tłumaczę sobie, że w końcu to ON zadzwonił pierwszy i to ON chciał się spotkać. Ale chyba się nie dziwisz, że mam takie wahania nastroju.
Ja też bym miala normalna sprawa, ale widzisz mial duzo czasu na przemyslenia i doszlo do niego że jedna mu zalezy a to o czyms swiadczy.Nieraz potrzebna jest w zwiazku przerwa by na nowo rozbudzic w sobie milosc i widocznie on tego potrzebował .
jednak spotkamy się dopiero we wtorek... Nie da rady przyjechać w sobotę, ech... On chyba chce wrócić, takie mam wrażenie po rozmowach z Nim... Nie wiem, czemu, ale jakoś nie umiem się z tego cieszyć. Dlaczego? Przecież czekałam na to... I przecież Go kocham nadal. Więc o co chodzi? Maju, też tak miałaś? Chyba ze mną jest coś nie tak...
W tym przypadku u mnie bylo inaczej , ale wiesz u mnie powrot byl bardzo szybki -czyli tego samego dnia sie odezwal i tego dnia sie spotkalismy i wrocilismy a u Ciebie to jest tak ze on dzwoni , pisze ale troche czekasz juz na to by sie z nim spotkac bo on daleko mieszka. Wydaje mi sie dlatego masz mieszane uczucia bo ten czas waszego spotkania sie wydluza, bo raz mieliscie sie spotkac w weekend teraz okazuje sie we wtorek i tak czekasz i czekasz i moze dlatego te Twoje odczucia są ostudzone ,ale wiesz moze i lepiej , bo nie patrzysz pod pryzmatem ,,rózowych okularów,,tylko bardziej na trzezwo analizujesz sytuacje.
pewnie masz rację. On chciałby porozmawiać już teraz o "Nas", ale ja za każdym razem ucinam temat. Jak dla mnie, jest to zbyt poważna sprawa, żeby ją omawiać przez telefon czy gg. A czas ucieka... Jedno już wiem (tzn. wydaje mi się na 99%, że wiem): mianowicie, że teraz wszystko zależy ode mnie... No i od spotkania.
Bardzo dobrze że ucinasz temat , lepiej bedzie jak troche pozyje w niepewnosci .Ty sie martwilas miesiąc ,wiec niech nie mysli ze za latwo wszystko przychodzi ,(ale jak widac sama sie nie stosowalam do tej rady :-) ) ale to nie temat na telefon , wiec musi poczekac do wtorku :-)
On musi poczekać i ja też muszę... Ale lepsze to niż rozmowa telefoniczna, która w konfrontacji z rzeczywistością może okazać się zupełnie inna. A i Jemu nutka niepewności się przyda. Bo w końcu to moje ucinanie tematu On może odbierać jako wątpliwości, wahanie się itp.
Oczywiscie masz racje ....ale ciesze sie ze wszystko zaczyna sie ukladac.Trafilysmy na forum w podobnym czasie , z podobnym problemem i do mnie wrocil Tomek a do Ciebie ten Twoj (imienia nie pamietam :-( ) wroci za pare dni .Teraz wszystko sie ulozy zobaczysz...nie widze innej opcji :-) za duzo nerwow nas to kosztowalo :-)))
Droga Maju, imienia nie możesz pamiętać, bo ani razu go nie podałam. Starałam się tego unikać. Wiesz... nie wiadomo, kto wchodzi na fora, a wolałabym pozostać anonimowa. Te parę dni będą dla mnie oznaczać niepewność, mętlik, zmienność nastrojów, wahania itp. Ale mam nadzieję, że będzie warto, że On to doceni- to, że dostanie szansę, na którą tak naprawdę nie zasłużył. Chyba że się nie dogadamy- jeśli nie pójdzie na moje warunki (muszę jeszcze nad kilkoma pomyśleć, dwa są pewne i nie odpuszczę!!!), to wtedy się rozstaniemy... już tak naprawdę...
Hmmm widze ze zdeterminowana Jesteś :-) ale to dobrze.Bylas z nim 3 lata , teraz mieliscie przerwe i moglas z boku spojrzec na swoj zwiazek.W partnerstwie nieraz nie widzimy pewnych negatywow lecz jak spojrzymy na to wszystko z dystansem ,wtedy mozemy przeanalizowac wszystko i ewentualnie wyeliminowac pewne błędy.I wlasnie teraz jestes w takiej sytuacji , to jest dobry czas na wywalczenie ( czegos dla siebie, cos co Cie bolaolo lub przeszkadzalo ).To jest Twoj czas i wykorzystaj to a jak mu zalezy to pojdzie na ustepstwa.
Hmmm widze ze zdeterminowana Jesteś :-) ale to dobrze.Bylas z nim 3 lata.
nie, Maju. byłam z Nim krócej- od czerwca tego roku... Ktoś powie pewnie, że to krótko. I ma rację- niecałe pół roku... ale mimo wszystko w tak krótkim czasie MOŻNA się zaangażować, zakochać na maxa...
A zdeterminowana jestem, masz rację. Myślę o tym związku bardzo poważnie i jeśli coś ma być nie po mojej myśli, to ja nie chcę sobie zmarnować życia. Kolejnego rozczarowania nie przeżyję... Więc teraz On będzie się musiał baaaaardzo starać, jeśli naprawdę chce do mnie wrócić...
No niech sie chlopak stara , nabroił wiec musi nadrobić straty.Juz za pare dni go zobaczysz :-).Tylko szkoda że daleko mieszkacie od siebie .Niewiem dlaczego ubzduralo mi sie ze byliscie 3 lata ze soba :-)
Mniejsza z tym. Wiem, że Ty mnie zrozumiesz, bo byłaś z Tomkiem przed rozstaniem miesiąc albo dwa (też nie pamiętam). Ale nie długość związku się liczy, prawda? No szkoda, że dzieli nas tyle kilometrów. Dlatego bardzo bym chciała, żeby się w styczniu przeprowadził do mojego miasta, przynajmniej do czasu ukończenia przez Niego studiów (czyli do czerwca). Bo pamiętasz, że On kończy studia w mieście, w którym ja mieszkam. Jestem ciekawa, jak On się do tego odniesie.
Skąd ja to znam. Kiedyś również mój mężczyzna tak do mnie mówił a ja go przekonałam że jakoś sobie poradzimy z jego przeszłością i problemami. Patrząc teraz z perspektywy 2 lat bycia razem czasami się zastanawiam czy drugi raz zatrzymałabym go. Moje życie to pasmo jego problemów z przeszłości, które ciągle za nim się ciągną a ja muszę go w tym wspierać bo tego chciałam, niestety na moje problemy już w tym związku nie ma miejsca.
droga kamila.milka,
mimo problemów mojego byłego (przede wszystkim zdrowotnych), miałam w nim przez cały czas ogromne wsparcie. Mogłam liczyć na Niego zawsze, nawet, gdy nie było Go w pobliżu to czułam, że we mnie wierzy, wspiera mnie. Gdyby nie Jego wiara we mnie, nie wiem, czy dałabym radę napisać pracę magisterską (na mój temat miałam zaledwie kilka książek, więc niemal wszystko musiałam pisać sama; w Internecie nie znalazłam nawet podobnych do moich badań- zachciało mi się ambitnego tematu
- a moja promotorka ograniczała się niestety tylko do sprawdzania moich rozdziałów, nie dając mi ani jednej wskazówki). On we mnie wierzył, więc sama też zaczęłam wierzyć w to, że mi się uda... Tak naprawdę Jego problemy schodziły na dalszy plan, chociaż oczywiście nie były bagatelizowane. Też wiedział, że w miarę możliwości Mu pomogę i nie zostawię samego.
Nie boję się tego, że w tym związku moje sprawy, problemy, troski będą nieważne albo mniej ważne. Przekonałam się o tym.
ps. Teraz to nie ja chcę Go zatrzymać, ale On chce wrócić. Więc to zależy ode mnie. ![]()
Fajnie by bylo jakby sie przeprowadzil , mialabys go pod bokiem.To jest dobre wyjscie tylko zeby on tez tego chcial, ale nieodpuszczaj tego tematu bo jest dobry :-))
Tak by było lepiej dla Nas, moglibyśmy się częściej widywać... Ale nie ma co gdybać. Dzisiaj sobie uświadomiłam, że jednak za Nim tęsknię... Jeszcze kilka dni i się zobaczymy
dziękuję, że jesteś. Łatwiej mi było wytrzymać to wszystko, a teraz łatwiej mi zrozumieć własne uczucia ![]()
Milo mi czytac takie slowa :-) .Sama jestem ciekawa jak przebiegnie wasze spotkanko , ale jestem dobrej mysli czuje ze sie dogadacie :-) . Przedwczoraj na moj profil na Nk weszla tego mojego byla panna , z ktora byl prawie 13 lat i poczulam jakis dziwny nie pokoj niewiem dlaczego.A wczoraj dzwonila do niego i zaprosila go na swoj ślub ,ktory bedzie w świeta ale powiedzial jej ze nie pojdzie.I dobrze (niech spada).
Ja mam mieszane uczucia- raz jest dobrze, wydaje mi się, że się ułoży... A za chwilę przychodzą mi do głowy zupełnie odwrotne myśli- że nie sprosta moim warunkom
Mieliśmy się spotkać już za 2 dni, no ale co zrobić. Odliczam już każdy dzień. Chcę mieć to z głowy i wiedzieć, na czym stoję. I wreszcie zacząć żyć... z Nim lub bez Niego...
Nie przejmuj się tą byłą- w końcu bierze ślub. A może niech tam pójdzie, ale z Tobą
wtedy będzie wszystko jasne. Co o tym myślisz?
Ona wie ze ze jest ze mna , bo jak sie spotukal na poczatku ze mna to ona jeszcze chciala do niego wrocic a on powiedzial ze ma dziewczyne i nie wroci do niej , a pozatym on tam nie chce isc, zreszta nie dziwie sie mu.To normalne ze masz mieszane uczucia normalna sprawa ja tez bym miala .Najgorsza jest niepewnosc ,ale wydaje mi sie ze jak chce wrocic do Ciebie to musi sie poświecic :-) teraz wszystko zalezy od Niego.Mam nadzieje ze sprosta wymaganiom,tym bardziej ze to dla Waszego dobra:-)
ech, i znowu chwila zwątpienia... wczoraj nie odzywał się cały dzień, dzisiaj też cisza... Nie rozumiem, przecież wcześniej nie dawał mi o sobie zapomnieć...
a teraz co? tak szybko zapomniał? zmienił zdanie? i znowu już nic nie jest jasne ![]()
Droga Nitko dzis jest bjeden z najgorszych dni w moim zyciu .Tomek ze mna zerwal , powiedzial ze nie pasujemy do siebie ze bardzo mnie lubi ale nie jest wstanie mnie pokochac.Ze mial nadzieje ze jakos sie dotrzemy ale teraz widzi ze tak nie bedzie .Czuje sie jakbym dostala w twarz , wszystkie plany poszly sie j....Nic z tego nie rozumiem tak jak wtedy nagle odszedl teraz zrobil to samo tylko ze juz bezpowrotnie .Ja juz tak nie chce zyc , to mnie juz zalamalo doszczetnie i to przed świetami a myslalam ze razem spedzimy .Najgorsze sa stracone zludzenia , nie ma juz nic , jestesmy wolni ,mozemy isc.......czuje sie okropnie
Majeczko kochana, strasznie Ci współczuję. Kurcze, nie spodziewałam się tego, myślałam, że skoro wróciliście do siebie to na dobre. Ale przynajmniej wiesz, że zrobiłaś wszystko, co mogłaś, nie możesz sobie niczego zarzucać. Przykre to strasznie, zwłaszcza przed Świętami... Wiem, że żadne słowa w tym momencie nic nie znaczą, że nie ma sensu Cię pocieszać, bo po raz kolejny straciłaś ukochaną osobę. Wiem, że to zabrzmi okrutnie i banalnie, ale może lepiej, że stało się to teraz, przed realizacją planów o zamieszkaniu razem, ślubie, wspólnym życiu... Wiem, że teraz boli, ale wtedy bolałoby milion razy bardziej... Pamiętaj, że jestem z Tobą... trzymaj się, kochana. I zaglądaj tu do mnie czasem
razem raźniej :*
ps. Jak widzisz, u mnie też nie jest różowo... Nie odzywa się już drugi dzień. Więc chyba jednak nastawię się na rozstanie we wtorek... ![]()
Ja jestem w takim stanie ze pocielam sobie rece .W ten sposod odreagowuje swoje cierpienie.Siostra napisala do nie go ze jest frajerem a on na to ze czul ze z tego nic nie wyjdzie , widocznie chcial sie przekonac.Mimo ze tak bardzo chcialam zebysmy dali dobie szanse , teraz odbilo sie to na mnie tylko i wylacznie bo on nie cierpi.Nie byl wstanie mnie pokochac i jemu to na reke bylo.A ja czuje sie jak niepotrzebna rzecz.Nic z tego nie rozumiem pare dni temu rozmawialaismy o dziecku a wczoraj mi powiedzial ze nic z naszych planow nie bedzie .Chyba nalykam sie prochow bo ja tego nie wytrzymam , juz nie chce zyc.Stracilam to co kochalam juz nic sie nie liczy. A tem Twoj dziwne ze sie nieodzywa
jejku, Majeczko... Dopiero się zalogowałam dzisiaj. Wybrałaś kochana najgorszy z możliwych sposób odreagowania... Nie zlikwidujesz w ten sposób cierpienia, tylko je na chwilę uśpisz, skupiając się na bólu fizycznym... A później ono powróci... Rada na teraz? Płacz, płacz, wypłacz z siebie Twój smutek, żal, rozczarowanie... Gdy poczujesz, że brakuje Ci łez, chwyć jakąś książkę (ja por rozstaniu czytałam książkę historyczną współlokatorki, bo nic innego nie było pod ręką) albo spotkaj się z kimś, komu ufasz, komu możesz się wygadać, kto nie będzie Cię oceniał ani krytykował, kto nie powie: "a nie mówiłem/-am" albo "Nie przejmuj się, to minie". Oczywiście, że to minie... kiedyś. Ale w momencie rozstania, kiedy wali Ci się cały świat, perspektywa zapomnienia wydaję się tak odległa, że niemal nieosiągalna. Dlatego nie będę pisać banałów typu czas leczy rany, bo sama wiem, że takie argumenty nie przemawiają do zranionej osoby. Gdy serce krwawi, każda sekunda zdaje się być dla niego śmiertelna, każde uderzenie- tym ostatnim...
Maju kochana, wytrzymasz to... My kobietki jesteśmy tylko z nazwy tą słabą płcią, tak naprawdę potrafimy przeżyć bardzo dużo, wiele przecierpieć, upaść tylko po to, by wkrótce się podnieść i iść przez życie z uniesioną głową. Wiem, że z Twoim bagażem doświadczeń ponowne zaufanie wydaje się nierealne. Ale kiedy już opadną emocje, kiedy powolutku zaczniesz patrzeć łagodniej na ten okrutny świat, gdy przestaniesz czuć ból, gdy serduszko się zagoi, z pewnością dostrzeżesz wtedy samotną duszyczkę, która tylko czeka na Twój przyjazny uśmiech, Twoje miłe słowo, Twoją obecność...
a teraz z drugiej strony: nie jesteś winna temu, że Tomek Cię nie pokochał; Tomek nie jest winien temu, że nie był w stanie Cię pokochać. Z jednej strony czujesz do niego ogromny żal o to, że niepotrzebnie dał Ci nadzieję. Ale sam Ci powiedział, że chciał spróbować, że miał nadzieję, że się dotrzecie... Gdyby tego nie zrobił, miałabyś żal o to, że nie chciał nawet dać Wam szansy, że zadecydował za Ciebie. Spróbowaliście... nie wyszło... Niestety, nie zawsze dostajemy to, co chcemy. Na tym polega niesprawiedliwość tego świata...
Co zrobić teraz? Nie myśleć za często. Co zrobić, żeby nie myśleć? Zająć sobie czas, zagospodarować każdą minutę, każdą wolną sekundę, żeby nie zostało za dużo czasu na rozmyślanie, rozpamiętywanie... Postaram się zaglądać na forum tak często, jak się da. Jeśli pisanie pomaga Ci choć trochę oderwać się od tego, pisz śmiało. Czekam na Twoje posty...
Dziekuje Ci Nitko że Jestes, teraz to Ty mnie wspierasz :-) .W weekend pojechalam do mojej kolezanki zeby sie upić , wyplakac , ponarzekac , troszeczke mi lepiej aczkolwiek serce rwie sie z bolu.Problem jest w tym ze jak sprobowalismy drugi raz to powiinam sie zdystansowac do tego , i wziac poprawke ze to moze nie wypalic , a ja zaangazowalam sie jak za pierwszym razem tylko zaczelam sie starac 2 razy wiecej.Im bardziej sie staralam tym on i tak widzial we mnie wady.Ja nigdy nie bede jak jego bylla panna.Mimo ze nigdy nas nie porownywal (przynajmniej glosno)ale podswiadomie to czulam.On lubi dziewczyny przebojowe, pewne siebie a ja bylam ta slaba.Zawsze tak jest ze jak kocham to robie sie slabiutka.Ja rozumiem ze nie moge miec do niego pretensji ze mnie nie kocha , ale zrobil nadzieje .Skoro 4 dni wczesniej rozmawia ze mna i żartowalismy sobie jak nazwiemy nasze dziecko, albo siostra sie go pytala kiedy mnie zabiera do siebie a on ze jak tylko sie lepiej poczuje .To po co tak gadac?.Dzien przed zerwaniem zaczelismy sobie powaznie rozmawiac na temat co nam przeszkadza , co mozemy zmienic i Tomek powiedzial ze postara sie popracowac nad pewnymi sprawami ja rowniez [pwiedzialam to samo .Potem sie przytulalismi , calowalismy a on dzien pozniej zmienil sie o 380 stopni i zerwal.To jak mam sie czuc skoro on ma takie zachwiania emocjonalne bo inaczej tego nazwac nie mozna.Zrobil ze mnie debila czy on sam nim jest .Tak sie nie robi wiedzac co do niego czuje . A jak z tym twoim odezwal sie?
0
161 2009-12-07 11:26:03 Ostatnio edytowany przez nitka 24 (2009-12-07 11:27:03)
uff, jak dobrze, że znów tu jesteś, Maju. Zaczynałam się martwić... Baaaardzo dobrze zrobiłaś, że spędziłaś weekend z koleżanką, sama widzisz, że to choć troszeczkę pomaga. Kochana, w miłości nie da się wyłączyć emocji, zdystansować się, podchodzić do drugiej szansy chłodno. Nic dziwnego, że chciałaś dać Tomkowi jak najwięcej siebie, wszystko, a nawet więcej niż mogłabyś mu dać. Oczywiście że nigdy nie staniesz się jego "eks", bo jesteś inną osobą, bardzo wrażliwą i bardzo wartościową...
Masz rację, nie powinien rzucać słów na wiatr, deklarować się, skoro nie był do końca pewny swoich uczuć. Być może nie zdawał sobie sprawy z tego, że Ty tak bardzo się zaangażowałaś, że rozstanie tak bardzo Cię dotknie. Oczywiście to go wcale nie tłumaczy, próbuję go tylko zrozumieć.
Mój były odezwał się dzisiaj- po 4 dniach milczenia... Jutro będzie w moim mieście i się chyba spotkamy... nie wiem sama, co mam myśleć. Prawdopodobnie jutro dołączę do Ciebie... Ech.... 3maj się, Majeczko :*
Chociaz sie odezwal ten Twoj ale dziwne ze sie nieodzywal przez 4 dni .Nierozumiem tych facetow chyba za glupia jestem na to wszystko albo za malo wyrachowane.Niestety mezczyzni kochaja zołzy.Tak zawsze bylo , jest , i bedzie .Wrazliwych dziewczyn sie nieszanuje i nie docenia |-( a taka ,,zolza,, nic nie zrobi a facet i tak bedzie za taka latał.Nie ma sprwiedliwosci na świecie ....ech nie ma.....
dokładnie... mam niesamowity mętlik w głowie, nie wiem, co myśleć.... Nie wiem, o co Mu chodzi, czego On tak naprawdę chce...
Ciekawe czy on sam wie czego chce.Bo nie ma nic gorszego niz facet nie zdecydowany, bo to nie prowadzi to niczego dobrego sama jestem tego przykladem :-(
wiem o tym... tak jak pisałam niedawno, że nie nastawiam się na powrót, bo On może zmienić zdanie jeszcze z milion razy, dopóki się nie spotkamy i nie porozmawiamy. Na szczęście to już jutro... boję się tego spotkania...
wiem że boisz sie tego spotkania, ja czulam to samo.Ale najgorsze sa stracone zludzenia bo ja juz ich nie mam .Nia radze sobie z tym ,placze , przezywam a on pewnie dobrze sie bawi :-((
właśnie się "kłócimy" przez smsy... Świetnie... Jestem na Niego tak wściekła... I to ma być niby odbudowywanie zaufania, staranie się??? Jutro pewnie się rozstaniemy na dobre
smutno mi...
Maju, poradzisz sobie, zobaczysz, że jeszcze przyjdą te dni, w których będziesz się uśmiechać. Na razie jest ciężko, ale będzie lepiej. Uwierz w to... I staraj się o nim nie myśleć, a przynajmniej nie cały czas.
ps. jak się wali to wszystko. dzisiaj się dowiedziałam, że staż, który miałam dostać w grudniu, dostanę dopiero w styczniu- o ile właściciel mieszkania przedłuży mi meldunek. jeśli nie, czeka mnie powrót do rodziców... ![]()
Faktycznie jak sie wali to sie wali.Ja chyba jakas pechowa jestem i urodzilam sie nie pod tą gwiazdą co trzeba.Wszystkich facetow ktorych kochalam to tracilam .Jutro kupie jakis lek na depresje bo chyba bez tego nie dam sobie rady.Przynajmniej poprawiaja nastrój .....
Tabletki na pewno troszkę pomogą (oczywiście ziołowe!!!). Ja przez pierwsze dni po rozstaniu nie mogłam bez nich funkcjonować, nie byłabym w stanie wstać z łóżka... Teraz jakoś się trzymam, ale jutro nie wiem, jak to będzie...
ps. (Zmieniając temat na bardziej pozytywny) ach, ten mój młody wygląd- w czwartek na imprezie w klubie próbował mnie poderwać 19-latek
![]()
No no wiesz takiego 19 -latka moglabys sobie wychować :-) chodzilby jak w zegarku heee, no wiesz zrob sie dzś na bustwo i oczaruj tego swojego aż mu kopara opadnie :-)) Trzymam kciuki i oczywiscie czekam na recenzje wydarzeń :-))).
171 2009-12-08 14:04:18 Ostatnio edytowany przez nitka 24 (2009-12-08 14:10:44)
i co... zrobiłam się na bóstwo, wyglądam jak milion dolarów i nie wiem, czy się w ogóle spotkamy... On się na mnie ZAWIÓDŁ, bo nie udało mi się znaleźć Mu noclegu... A ja nie mieszkam sama!!! współlokatorka by mnie zabiła!!! Czy On nic nie rozumie??? Czuję się jak szmata...
![]()
dzwonię a On nie odbiera... Co to był ku**a jakiś test????????????
Jaki palant je....ny ,egoista widzisz jak to nie warto plakac za tymi chamami , my sie przejmujemy, placzemy , przezywamy a taki mysli tylko o sobie i ma czelnosc tlefonu nieodbierac.Widzisz to nie jest milosc z jego strony na to wychodzi bo jak facetowi zalezy to lata jak pies a jak nie zalezy to sie zachowuje jak palant.
Nitko znowu sobie nie radze ,znow sie zalamalam .Wiesz co jest najgorsze? - stracone zludzenia , naiwnosc ze sie ulozy , ze tym razem bedzie lepiej, ze jak sie postaram to on sie zakocha.Jaka ja bylam naiwna i glupia, ja placze a on sie pewnie dobrze bawi.To jest nie fair.Znow zycie zadrwilo ze mnie.Czuje sie jak przedmiot, jak zabawka ktora jak sie znudzi to mozna odstawic ja na półke.Mam tego dość juz mam dosyc wszystkiego !!!!!!!!!!!
rozumiem Cię bardzo dobrze, kochana. Oni nie są tego warci, my się staramy jak tylko możemy, a oni tego nie doceniają... 3maj się, każdego dnia będzie coraz lżej, chociaż będzie Ci się wydawało inaczej... Pamiętaj, że tu jestem
ps. wróciliśmy do siebie.... nieporozumienie poranne, smsowe sprzeczki, nieodbieranie telefonu- wszystko sobie wyjaśniliśmy (opiszę Ci to dokładniej w mailu). Nie wiem, jak to będzie, strasznie się boję, że On mnie zawiedzie kolejny raz, że znowu będę cierpieć... ale postanowiłam dać Mu i Nam szansę... tę ostatnią...
ps2. w końcu poznam Jego rodziców- obiecał mi to ![]()
Super ciesze sie mam nadzieje ze teraz juz bedzie tylko lepiej , to czekam na maila :-)
176 2009-12-09 10:53:34 Ostatnio edytowany przez nitka 24 (2009-12-09 10:54:47)
Maju, poszedł mail, sprawdź proszę, czy doszedł. Jak się czujesz? Ja niewyspana jak cholera, ale... cholernie szczęśliwa
ale jednocześnie pełna obaw, co z tego będzie...
ps. powiedział, że jest ode mnie uzależniony... ![]()
sprawdzilam poczte ale nie doszlo do mnie :-( wyslij jeszzce raz
ech, nie wiem, czemu nie doszło. wyślę Ci później jeszcze raz, bo zaraz mój kochany wraca- odwołali mu zajęcia ![]()
Dzieki za maila no to gratulacje wkoncu sie doczekalas , mam nadzieje ze bedziesz szczesliwa , ze nie okaze sie takim palantem jak ten ,,mój,, .Jak ja sie czuje? - tragicznie , jestem na lekach przeciwdepresyjnych ale jeszzce nie dzialja , powinnam miec takie otumaniajace , zeby nic nie czuc , zeby bylo mi wszystko jedno.Widzisz do jakiego stanu mnie doprowadzil ( jeb....ny cham).Nie mam juz sil żaluje ze zgodzilam sie na drugin raz bo tak to juz bym sie wyleczyla a tak przezywam to wszystko drugi....ale tak bardzo chcialam wierzyc ,,,,a on mnie tak skrzywdzil.Niteczko trzymam kciuki za Was i odzywaj sie do mnie bo brakuje mi już sil i nadziei......:-(
jestem, Majeczko, jestem. Mój kochany jest ze mną, wieczorem idziemy na imprezę, a jutro rano wraca do siebie... Chciałabym, żeby tak już było zawsze, żeby nic się nie zmieniało, chyba że na lepsze. Tamten rozdział zamknęliśmy, nie będziemy wracać do przeszłości, bo po co?
Strasznie mi smutno, że tak wyszło u Ciebie. Nie żałuj tej drugiej szansy, bo wtedy nie wiedziałabyś, co by było i byś miała do siebie o to pretensje... Rozumiem, że jest Ci ciężko... Proszę Cię, uważaj na te tabletki, nie chciałabym, żeby coś Ci się stało. Jestem przy Tobie.
Wiem, że to brzmi banalnie, ale zobaczysz, że jeszcze kiedyś będziesz szczęśliwa... że znajdzie się ktoś, komu uda się przebić do Twojego serduszka, bo wiem, że po ostatnich wydarzeniach nie będzie Ci łatwo zaufać komukolwiek...
Maju, zajmuj każdą swoją wolną chwilkę, choćby na bzdury. Byle tylko nie myśleć zbyt często, by nie mieć czasu na myślenie... Pozdrawiam Cię gorąco. Jesteś bardzo wartościową, wrażliwą dziewczyną, tylko jeszcze nie trafił się ten, który byłby godny Twojej miłości, oddania, zaufania... Jeszcze się trafi, za fajna babka z Ciebie, żebyś miała być długo sama. Pamiętaj o tym :*
Ciesze sie ze jestes szczesliwa nie zmarnujcie tej szansy :-) .Ja jestem na prochach, dzieki nim jakos funkcjonuje z dnia na dzien brakuje mi lez.Mam w sobie tyle zlosci a zarazem potwornego smutku.I co to za zycie ech..........
majeczko, wybacz moją wczorajszą nieobecność. Mój chłopak rano wracał do siebie, a potem ja jechałam do rodziców i nie miałam kiedy wbić się na neta. Zresztą musiałam odespać te 2 dni pełne wrażeń. Jak Go nie ma przy mnie, boję się, że zadzwoni i powie, że zmienił zdanie... Chciałabym się uwolnić od takich myśli, ale nie potrafię na razie...
Wiesz, tak sobie myślę, że to mimo wszystko dobrze, że czujesz złość. Najgorsze to tłumić w sobie emocje, nie uzewnętrzniać ich, ale chować głęboko. Uwolnij wszystkie emocje, negatywne myśli- to Cię oczyści i pozwoli powolutku wrócić do dawnego życia...
3maj się :* i pisz, kiedy tylko chcesz...
tez mialam takie mysli jak Ty wiem cos o tym , tylko ze ja podswiadomie czulam ze mnie zostawi.ale mimo to boli jak choleran .Mam nadzieje ze szybko nie pozna nowej dziewczyny bo mi serce pęknie :-((((((((((
Maju, gdyby nie bolało, znaczyłoby to, że nie masz serca, nie masz uczuć, nic nie czujesz. Kochałaś/ kochasz Tomka, więc to normalne, że cierpisz... Z każdym dniem będzie bolało coraz mniej- czas leczy rany (albo przyzwyczaja do bólu jak kto woli).
Tęsknię za moim kochanym... Ciekawe, kiedy się teraz zobaczymy...
tylko cierpienie...po co o tym gadać....z choinki się urwaliści..?? Jak jest już były to były i basta!!!
186 2009-12-12 17:01:50 Ostatnio edytowany przez nitka 24 (2009-12-12 17:05:56)
Oto efekt czytania ze zrozumieniem, a raczej jego brak...
NikodemDyz, ja się zeszłam z moim byłym- więc On już nie jest (!!!) były, tylko obecny
I nie ma cierpienia, jest co najwyżej lekki niepokój związany z tym, czy nie zmieni zdania za jakiś czas. Ale z każdym dniem ten niepokój maleje aż w końcu zniknie.
Mai się nie udało, niestety. Przykro mi i to strasznie, bo wiem, jak się zaangażowała. Ale to nie musi od razu oznaczać tego, że mi też nie wyjdzie (czyt. że każdy powrót skazany jest od razu na porażkę).
NikodemDyz, poczytaj wcześniejsze posty (najlepiej wszystkie) a potem pisz komentarze adekwatne do sytuacji (obecnej, a nie dawnej)- wybacz, ale pisząc swojego posta, sam zachowałeś się, jak byś urwał się z choinki.
Pozdrawiam ![]()
ps. a czy to źle mówić o cierpieniu? Lepiej wszystko w sobie dusić? Ja wychodzę z założenia, że lepiej jest wszystko z siebie wyrzucić. No ale to jest moje zdanie, każdy ma prawo do własnego. A jeśli tak bardzo razi Cię pisanie o cierpieniu na forum, to po co czytasz takie posty?
Ok, zgoda to ja urwałam się z choinki, bujam w obłokach, myślę o niebieskich migdałach itp. itd. może dlatego że nie mam takich problemów jak Wy.... zostaje mi życzyć powodzenia:-)))
według Ciebie bujanie w obłokach to odbieranie kilku telefonów dziennie, mnóstwa smsów od ukochanego chłopaka to bujanie w obłokach??? Czy jak to nazwiesz? Niestety, nie mamy tego komfortu i nie mieszkamy kilka przecznic od siebie, ale dzieli nas prawie 200 km.
Skoro nie masz takich problemów, to czego właściwie szukasz na tym forum, a zwłaszcza na tym wątku? Rozrywki?
Dobra nitka, już się przecież zaznaczone zostało wyrażnie że "urwałam się z choinki". Ja jestem szcześliwym człowiekiem i nie mam takich problemów, a jestem tu bo temat mnie trochę zaintrygował ale tylko troche....powodzenia życzę...jeśli myślisz że niepokoje znikną to znikną....
190 2009-12-13 19:34:10 Ostatnio edytowany przez nitka 24 (2009-12-13 19:36:28)
ja też jestem szczęśliwa
dzisiaj nie mogłam spokojnie zjeść obiadu, bo mój chłopak co chwilę dzwonił albo sms-ował. Teraz jesteśmy na etapie planowania Sylwestra- oczywiście spędzimy go wspólnie
Moje problemy to już przeszłość, ale jak człowiek zostanie raz zraniony, to potem jest ostrożny. Jeśli jesteś szczęśliwym człowiekiem, to tylko pogratulować. Doceniaj to, co masz, bo możesz to łatwo i szybko stracić... Pozdrawiam ![]()
ps. Majeczko, co tam u Ciebie? Dawno nic nie pisałaś... Mam nadzieję, że chociaż odrobinkę lepiej się czujesz. Pamiętaj, że tu jestem...
ps2. NikodemDyz, wyczuwam w Twoich postach ironię... Czy jestem przewrażliwiona?
Droga Nitko jestem ,nic nie pisalam bo powiem szczeze nie mialam sil i natchnienia ,ten palant sie nieodzywa dla mnie to lepiej bo nadal cierpie.Wiem ze sie odezwie mam jeszcze jego plyty ,ale nie moge sie z nim jeszcze spotkac , jeszcze nie teraz ,dopiero kiedy stane na nogi .Inaczej nie podniose sie wogle....
Tez te slowa uslyszalam.....dokladnie to samo, ale po rozstaniu chce do mnie przyjezdzac, sapc ze mna interesowac sie moim zyciem, ale mowi ze sie tylko przyjaznimy. i tez nie wiem juz co robic, co myslec
Majeczko, nie spotykaj się z nim na razie, ochłoń i oddaj mu te płyty dopiero wtedy, gdy stwierdzisz, że jego widok nie będzie Cię już tak strasznie bolał. A może lepiej będzie oddać te płyty przez kogoś albo mu je wysłać? Oszczędzisz sobie bólu...
Droga koka20009,
ja zeszłam się z moim chłopakiem, pokonaliśmy kryzys. Okazało się, że nie potrafimy bez siebie żyć. Ale u nas nie było etapu "przyjaźni", tylko rozstanie, przerwa, potem spotkanie i powrót. Jest super, jestem bardzo szczęśliwa, chociaż i tak mam chwile wahania. Ale już coraz rzadsze...
Jedyne, co mogę Ci poradzić, to konsekwencja. Na pewno nie powinnaś pozwalać na takie traktowanie, na "przyjaźń". Wiesz, to bardzo wygodne z jego strony- spotykacie się, sypiacie ze sobą, ale nie jesteście razem. Czyli zero zasad, zero zobowiązań. Nie decyduj się na taki układ, jeśli nie chcesz cierpieć. Najlepiej urwij całkowicie kontakt na jakiś czas. Ja tak zrobiłam, mój kochany miał się do mnie nie odzywać od listopada do końca roku, a wymiękł już pod koniec listopada. Teraz jest cudowny i stara się zrekompensować tą rozłąkę.
Pozdrawiam serdecznie i będę 3mać kciuki!!! ![]()
Czesc wczoraj odezwal sie na naszej klasie prosil by oddac mu plyty .Napisal ze przeprasza ze sie odzywa i tylko w tej sprawie.Napisalam mu ze chcialam mu wczesniej je oddac ale nie bylam gotowa zeby sie z nim spotkac i ze dla niego to tylko formalnosc a dla mnie nie.On napisal ze czy to dla niego formalnosc czy nie to nie bedziemy tego roztrzygac.Dzis ma sie odezwac zeby po nie podejsc.Strasznie sie boje nie jestem gotowa ale musze stawic temu czolo :-(
Wcinam się w wątek, ale dasz radę majeczko. Walnij makijaż, fryzurkę, załóż sweterek uwypuklający co nieco i przywdziej uśmiech na twarz.
Wiem, że to trudne, ale uwierz mi, że dasz radę. Niech zobaczy co stracił. A jak już zamkniesz za nim drzwi, to możesz ryczeć do woli.
3mam kciuki