Iceni - ja po węglowodanach złożonych nie czuję potrzeby jedzenia przez 4h przynajmniej, jak porcja solidna to i dłużej. Po prostu jak się dużo zje na raz, to organizm potrzebuje więcej czasu żeby to wszystko ogarnąć. Ja bym nie mogła być na diecie Low Carb. Nie przy moim stylu życia i aktywności. Nigdy nie czułam potrzeby jedzenia 6 razy na dzień. Dla mnie to jest pierniczenie się przez cały dzień z noszeniem ze sobą jedzenia, staniem w kuchni, pakowaniem w pudełeczka.
Z Brytolami to jest moim zdaniem bardzo źle, bo oni nie mają pojęcia o żywieniu w większości. Jest taki program "Superfat vs Superskinny" Na You Tube sobie wrzućcie, chyba też TLC to po polsku nadaje jak ktoś ma telewizję. Tam są takie przypadki, że włos się jeży na głowie i to w obie strony.
Był przypadek faceta, który miał skrajną niedowagę. Przyswajał 2000kcal na dzień, niby nie tak źle, tyle że 100% tych kalorii pochodziło z cukru, którym słodził herbatę. Nie spożywał jedzenia. Żadnego.
Angielskie śniadanie może nas tak samo odchudzić jak i zalać tłuszczem. Można zjeść jajko, trochę, fasolki, kiełbaskę i tosta i wyjść do pracy, a można zjeść 4 jaja 2 tosty, 3 kiełbaski i michę fasoli, a w robocie wciągnąć z nudów paczkę ciastek i zapić słodzoną kawą z mlekiem albo colą, potem tu coś skubnąć, tam coś skubnąć, zjeść obiad, po obiedzie deser i nagle robi nam się znikąd 3500kcal albo wiecej. Można nażreć się jak świnia, ale jak jesteśmy w stanie to przepalić, bo mamy ciężką fizycznie pracę, uprawiamy dużo sportu, albo po prostu jesteśmy 2 metrowym chłopem i spalamy jak piec w kotłowni, to nic nam nie będzie.
Tradycyjna polska kuchnia stoi wieprzowiną, smalcem, kartoflami, kluskami, pierogami, zasmażkami, ale jakoś dwa pokolenia wstecz nie mieliśmy tyle zapasionych ludzi, bo też tryb życia był inny. Człowiek więcej miał do zrobienia, więcej się ruszał, mniej się skupiał na tym co by tu jeszcze zjeść, nie żarł z nerwów, bo nie miał stresującej roboty w korporacji itd. Człowiek jadł żeby zaspokoić głód, a nie żeby się pocieszać, mniej się skupiał na tym co jest w tej misce i czy to jest słuszne. Z drugiej strony nie było takiego ciśnienia na super chudą sylwetkę, kobieta miała mieć czym oddychać i na czym siedzieć, a nie mieć przerwę między udami jak złączy nogi 
Można chudnąć na diecie Low Carb, można chudnąć na diecie High Carb, na wysokim białku, na niskim białku, nie ma jednego, uniwersalnego i słusznego sposobu odżywiania, ludzie są różni, różnie ich narządy reagują na pewnego rodzaju zmiany w diecie. Jednemu nawet ten nieszczęsny Dukan załatwi nerki w tydzień, a znam ludzi co się skutecznie odchudzili Dukanem i żyją w dobrym zdrowiu, bo widocznie ich organizm dobrze zareagował na tego typu dietę, albo po prostu zrobili to z głową i nie trzymali się na I fazie przez miesiąc.
Poza tym jak jest deficyt kaloryczny, to człowiek magicznie nie przytyje, bo nie ma z czego. Z pustego i Salomon nie naleje. Ja już przestałam wierzyć w całkowitą eliminację cukrów prostych po tym jak pojechałam w poprzednie wakacje autostopem na Łotwę - tam człowiek wpieprzał ciastka, bułeczki słodkie, kebaby, zapijał to wszystko piwem albo long drinkami z puszki, zero diety, zero przejmowania się, brak jakiejkolwiek regularności posiłków, na żywioł wszystko. Myślałam, że jak wrócę to z 3-4kg będę cięższa jak nic. Wróciłam po 2 tygodniach i okazało się, że waga z lekka spadła - ponad 10kg plecak targany wszędzie ze sobą, cały dzień na nogach, cały czas w drodze, całe noce przerąbane na imprezach i wracaniem o 4 nad ranem na pieszo przez całą Rygę. Bilans, który w normalnych warunkach byłby dodatni wychodził na 0 albo na lekki minus. Dlatego jak mam ochotę na budyń czekoladowy, to sobie zrobię porcję i normalnie wliczę do bilansu - nie żywię się tym na co dzień, jem dużo warzyw, ryby, mięso, to nic mi się nie stanie jak wciągnę budyń, banana, albo kawałek czekolady. Dalej jest deficyt, makroskładniki się zgadzają. Są ludzie, co święcie wierzą, że jedzenie dzieli się na tzw. "brudne" i "czyste", ale dla mnie to zachodzi na lekką paranoję. Ja nie jem owsianki tylko dlatego, że jest zdrowa i uważana za "czyste" żarcie. Jem owsiankę, bo lubię, a że jest zdrowa, to mogę to robić nawet codziennie bez obaw, że załatwię sobie zdrowie. Są fanatycy, co owsianka na wodzie, bo mleko fuj, twaróg zły, bo wodę ciągnie i im życie upływa na jedzeniu suchej kury z brązowym ryżem i brokułem, owsianki na wodzie, a i tak wszystko to wyląduje finalnie w kiblu
Dla mnie życie na tym nie polega. Poza tym ja będę mieć moją wymarzoną rzeźbę jedząc bez głupiej ideologii i fanatyzmu, bo nie mam ochoty potem tracić pieniędzy na psychoterapeutę z powodu zaburzeń odżywiania. I jak pójdę latem na plażę, to laski będą zielenieć z zazdrości, faceci wykręcać sobie karki oglądając się za mną, a ja się będę mogła tym cieszyć i zjeść sobie jakieś dobre lody bez poczucia paniki, że właśnie robię coś strasznego.
Pewnie, że cukry proste napędzają apetyt i nie są specjalnie zdrowe, ale w rozsądnych ilościach też nie narobią większej szkody. Odkąd przeszłam na dietę prawie codziennie jem banana do śniadania albo po treningu. Banan to jest sam cukier, skrobia z fruktozą, koszmar cukrofobów i diabetyków. I chudnę sobie dalej.
Seymour - to z tymi weekendami jest nie tak, że dieta nie taka jak trzeba, mało jedzenia i potem człowiekowi wystarczy jeden bodziec i następuje całkowite rozluźnienie obyczajów. Raz na jakiś czas dobrze jest sobie zrobić dzień luzu, ale to trzeba robić z głową, mieć dobrze ułożony jadłospis i właśnie po tym jednym dniu trzymać się planu. Ja miałam ochotę zrobić dzisiaj konkretny cheat day - nawpierniczać się jak dzik, ale stwierdziłam, że pewnie jakaś okazja sama się nadarzy w tygodniu, więc nie ma co z nudów atakować lodówki. Ale jak będzie jakieś wyjście ze znajomymi, mojej mamy przyjaciółka znowu wpadnie z wizytą i paczką kremówek, to nie będę miała potem psychicznego rozpizgania, bo trzymam się planu bez żadnych odstępstw od ponad 2 tygodni i wiem, że nic mi nie będzie. Nie przytyję, bo nie mam z czego.