brunett napisał/a:Dziękuje za ten nowy punkt widzenia. Dał mi do myślenia.
Mam pytanie. Masz kontakt z kochankiem na tyle by wiedzieć jak on sie teraz czuje i jak to znosi ?
Może nie tyle sam kontakt ale samopoczucie jego mnie interesuje, jak to znosi.
Wiesz, on mi nigdy nie powiedział że cierpi z mojego powodu, jest zbyt dojrzały by kierować w moją stronę takie informacje. Znam go i wiem, że nie chce wywierać na mnie presji. Nigdy nie powiedział: chcę żebyś ze mną była. Wie, że do tej pory zazwyczaj decyzje były podejmowane za mnie, ja się po prostu dostosowywałam, czasami podejmowałam je sama, ale były to decyzje "pod" innych. Dlatego on nie chce na mnie wpływać w najmniejszym stopniu, chce abym decyzję o nas podjęła sama. No i podjęłam. Zerwałam kontakt. Jednak ja w przeciwieństwie do Twojej kobiety w dwugodzinnej rozmowie (co prawda przez tel) wytłumaczyłam mu co mną kieruje. Uważam, że miał prawo znać powody. Czułam się wręcz zobowiązana mu to wyjaśnić. Nie protestował. Przyjął do wiadomości moje stanowisko. Nie prosił o zmianę zdania, nie męczył, nie nagabywał.. Powiedział tylko, że ma nadzieję że kiedyś jeszcze będzie nam dane prowadzić dalej tą przyjaźń. Już nie romans, ale relację opartą na przyjaźni. Tylko ja nie umiałabym prowadzić z nim tej relacji. Bo niestety przy nim czuję się zadziwiająco dobrze, a to mi uniemożliwia skupienie się na swoim małżeństwie, na mężu. Może Twoja kobieta doszła do podobnych wniosków. Choć coś mi podpowiada, że raczej u niej przejawił się strach przed oderwaniem się od bezpiecznej przystani jakim jest "stary" mąż, którego zna jak nikogo innego, stabilizacji którą przy nim ma. Ty mimo, że jesteś fascynujący, to niestety musiałaby z tego wszystkiego zrezygnować dla tej fascynacji ale i dla nieznanego, bo nie wie co ją z Tobą czeka. Boi się nieznanej przyszłości. Szkoda tylko, że stchórzyła aż do tego stopnia, że nie zdobyła się na szczerą rozmowę z Tobą. Bo to Ci się należy. Niestety potraktowała Ci nie fajnie.
Z b. kochankiem rozmawiałam tylko dwa razy od zerwania kontaktu. Zadzwonił kilka dni temu, powiedział że planuje wrócić do swojego kraju w tym roku. Był przygnębiony, znam go troszkę, umiem wyczuć jego nastrój. Powiedział, że tęskni, że często śni o mnie. Ten wyjazd to szansa na zamknięcie starego rozdziału , a rozpoczęcie nowego. Jest mi cholernie przykro jak sobie pomyśle, że nie długo będzie nas dzielić nie 200, a 8 tys km. Ale też wiem, że ma rację. Ten wyjazd to dla niego dobry start w nowy rozdział. Dlatego szczerze mu kibicuję, niech walczy o swoje szczęście.
brunett napisał/a:Jak oceniasz swoje szanse na zrodzenie od nowa miłości w Waszym związku. Mówią, że ciężko sie odkochać a już na zawołanie zakochać sie od nowa, że wręcz nie możliwe.
Myślisz, że wbrew temu co tu piszą to możliwe ? Jak do tej pory to wygląda ?
Hmmm... To co poczułam do kochanka to na pewno zauroczenie, miłość to zbyt wielkie słowo. Aby zrodziła się miłość potrzebny jest czas, musielibyśmy wejść w związek. My spotykaliśmy się tylko, co kilka tygodni na weekendy, przy tym utrzymując codzienny kontakt telefoniczny. Ok, mogę powiedzieć zakochałam się, ale zakochanie a miłość to dwie różne kwestie, tak jak ktoś mi zwrócił uwagę tu na forum. A więc myślę, że ten stan idzie zwalczyć. Muszę konsekwentnie nie odnawiać kontaktu i nie wspominać chwil z nim spędzonych. Już teraz widzę, że jest lepiej niż na początku. Jednak nadal, mimo że się staram nie ma dnia bym o nim nie pomyślała. Choć staram się.
Co do kwestii zrodzenia się miłości między mną a mężem... rozum mi mówi, że szanse przedstawiają się w skali 1:100. Ale jak nie wykorzystać choćby 1% szansy na zbudowanie pełnej miłości rodziny dla dziecka? To jak odwrócenie się do pociechy plecami mówiąc, że jego potrzeby mamy w nosie, za to nasze są dużo ważniejsze. Po prostu nie umiem tak postąpić. Dziś wiem, że zrobiłam baaaardzo nierozsądnie wchodząc w romans. Dziś przez to cierpi wiele osób. I zgodzę się, ze tą drogę wybierają osoby niedojrzałe, słabe. Dziś drugi raz nie popełniłabym tego błędu. Zaoszczędziłabym cierpienia mężowi, sobie, kochankowi i oczywiście dziecku, które jest bacznym obserwatorem tego co się dzieje.
Dam Ci radę. Skoro ta kobieta nie zdobyła się na rozmowę z Tobą, to znaczy że jest mocno zagubiona, zapewne boi się, co niestety jest mega nie w porządku w stosunku do Ciebie. Nie dociekaj przyczyn jej decyzji. Walka o poznanie prawdy zje dużo Twojej energii, a i tak nie masz gwarancji czy nie zostaniesz nakarmiony kłamstwami. My (mam na myśli siebie i tą kobietę) - osoby uległe, podporządkowujące się- nie znosimy krytyki, czyjegoś gniewu, dlatego z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa mogę przypuszczać, że sprzeda Ci taką wersję aby w Twoich oczach nadal została nieskazitelna, dobra, byś przypadkiem nie wylał na nią potok gniewu lub nie daj boże wybuchnął złością. Ona zakończy romans jako cierpiętnica, która dla rodziny się poświęca, a Ty będziesz jej żałował, bo jaka ona biedna itp itd.