Cóż... życie...
Czuję się podobnie. Cierpię. To, że na własne życzenie wcale nie przynosi ulgi. Bardzo chciałabym móc być z tym którego tak bardzo chcę. To, że to się nigdy nie stanie jest najgorsze. Ta świadomość, że to niemożliwe. Nie ma nic gorszego w życiu niż brak nadzieji ![]()
Trzymam kciuki, żebyś się jak najszybciej pozbierał.
Podobne tematy
silnych, madrych i zdecydowanych, ktore wiedza czego chca, maja jasno sprecyzowany system oceny rzeczywistosci.
Brzmi (poza mądrością, bo to kobieca cecha) męsko...
Co kto lubi ![]()
Glosator Twoje wypowiedzi chyba wszystkich lekko ruszyły i dały do myślenia.... Szkoda, że człowiek nabiera takiej mądrości i świadomości życia dopiero po tylu przejściach. Szkoda, że nie możemy tak mądrze decydować już za młodu:)
Glosator Twoje wypowiedzi chyba wszystkich lekko ruszyły i dały do myślenia.... Szkoda, że człowiek nabiera takiej mądrości i świadomości życia dopiero po tylu przejściach. Szkoda, że nie możemy tak mądrze decydować już za młodu:)
Liliano, dziekuje, to miłe
- można myślę mądrzeć szybciej. Wciąż się uczymy. Kiedyś napisałem, że cierpimy z powodu braku przeciwności. Im mniej przeciwności, im zycie bardziej wygodne, tym trudniej sie dojrzewa. I dluzej sie jest głupim ![]()
Myślę, że podczas wojny faceci dojrzewają szybciej. W czasach pokoju, trudniej. Wychowując swojego syna czesto słyszałem, ze jestem dla syna za twardy. A w wychowaniu syna trzeba kształtować w nim mężczyznę. Wychowując córkę, kształtujemy w nich kobietę. Dzisiaj panowie mają trudniej - wydaje mi sie, ze wielu ojców wycofalo sie z wychowania dzieci, wiele matek wyoutowało ojców i na koncu panow odrobine wychiwały na córki. Przez co panie macie o wiele trudniej. Patrzę na swoich kolegów, patrzę na klientów, obserwuję świat i widzę problem. Duży kryzys męskości, kobiecości - zamazywanie sie różnic, które sprawiają, że mężczyźni sa męscy a kobiety kobiece - albo mamy wiele udawania... A wiele problemów jakie tu sa roztrząsane wynika wlasnie z tęgo, co czesto tu czytam: "Boję sie zranienia, boję się, że znowu bedzie porażka, ze ktos mnie zrani, ze bedzie bolało..!"
Ja to czytam, majac 50-tkę na karku i majac bardzo ciekawe zycie za sobą tylko dzieki temu..., ze nie bałem sie cierpień, że byłem przygotowany na porażki, przegrane i błędy były dla mnie najlepszą szkołą życia. Jak gdzieś tu napisałem - człowiek sie uodparnia, na bol, na głupotę
nawet własną.
I tak Liliano myślę, że kazdy z nas staje sie szybciej dojrzały i mądrzejszy im szybciej wychodzi z porażek, im szybciej pokonuje strach i odkrywa, że "moc w słabości sie doskonali"
Ja to odkryłem dosyć późno
Ale wiesz, jest jeden minus.... Jak sie patrzy wstecz, to strasznie boli, ze tak długo było sie skonczonym dupkiem ![]()
Normalnie wstyd ![]()
lilianna90 napisał/a:Glosator Twoje wypowiedzi chyba wszystkich lekko ruszyły i dały do myślenia.... Szkoda, że człowiek nabiera takiej mądrości i świadomości życia dopiero po tylu przejściach. Szkoda, że nie możemy tak mądrze decydować już za młodu:)
Liliano, dziekuje, to miłe
- można myślę mądrzeć szybciej. Wciąż się uczymy. Kiedyś napisałem, że cierpimy z powodu braku przeciwności. Im mniej przeciwności, im zycie bardziej wygodne, tym trudniej sie dojrzewa. I dluzej sie jest głupim
Myślę, że podczas wojny faceci dojrzewają szybciej. W czasach pokoju, trudniej. Wychowując swojego syna czesto słyszałem, ze jestem dla syna za twardy. A w wychowaniu syna trzeba kształtować w nim mężczyznę. Wychowując córkę, kształtujemy w nich kobietę. Dzisiaj panowie mają trudniej - wydaje mi sie, ze wielu ojców wycofalo sie z wychowania dzieci, wiele matek wyoutowało ojców i na koncu panow odrobine wychiwały na córki. Przez co panie macie o wiele trudniej. Patrzę na swoich kolegów, patrzę na klientów, obserwuję świat i widzę problem. Duży kryzys męskości, kobiecości - zamazywanie sie różnic, które sprawiają, że mężczyźni sa męscy a kobiety kobiece - albo mamy wiele udawania... A wiele problemów jakie tu sa roztrząsane wynika wlasnie z tęgo, co czesto tu czytam: "Boję sie zranienia, boję się, że znowu bedzie porażka, ze ktos mnie zrani, ze bedzie bolało..!"
Ja to czytam, majac 50-tkę na karku i majac bardzo ciekawe zycie za sobą tylko dzieki temu..., ze nie bałem sie cierpień, że byłem przygotowany na porażki, przegrane i błędy były dla mnie najlepszą szkołą życia. Jak gdzieś tu napisałem - człowiek sie uodparnia, na bol, na głupotęnawet własną.
I tak Liliano myślę, że kazdy z nas staje sie szybciej dojrzały i mądrzejszy im szybciej wychodzi z porażek, im szybciej pokonuje strach i odkrywa, że "moc w słabości sie doskonali"
Ja to odkryłem dosyć późnoAle wiesz, jest jeden minus.... Jak sie patrzy wstecz, to strasznie boli, ze tak długo było sie skonczonym dupkiem
Normalnie wstyd
Czytam sobie to forum, podpatruję i zgadzam się z Lilianą. Naprawdę mądre przemyslenia i nie tylko mądre ale prawdziwe. Mam już nieco ciekawego życia za sobą i prawda, przez doświadczenie coraz bardziej grutują się w człowieku wartości i zasady i fakt..z jednej strony satysfakcja, z drugiej boli jak diabli,
Hmm jesteś psychologiem? Jeśli można spytać, ale odpowiadać nie musisz.
Nie jestem psychologiem. Psycholodzy sa teoretykami, czesto sami potrzebuja terapeuty (supervisora potrzebuja na pewno). Jestem praktykiem. To czego uczą na psychologii ja odkryłem sam ucząc sie na swoich i cudzych bledach
Asnika. Po prostu jestem dojrzałym mezczyzną
zaproszonym tutaj przez jedną koleżankę.
Znajac moje poglady uważa, że wniosę tu troche świeżości ![]()
Nie jestem psychologiem. Psycholodzy sa teoretykami, czesto sami potrzebuja terapeuty (supervisora potrzebuja na pewno).
no dzięki, ci Panie,
za twoja oczywiście odpowiedź Glostor ![]()
nie muszę iść i się utopić ...
Nie jestem psychologiem. Psycholodzy sa teoretykami, czesto sami potrzebuja terapeuty (supervisora potrzebuja na pewno). Jestem praktykiem. To czego uczą na psychologii ja odkryłem sam ucząc sie na swoich i cudzych bledach
![]()
Asnika. Po prostu jestem dojrzałym mezczyznązaproszonym tutaj przez jedną koleżankę.
Znajac moje poglady uważa, że wniosę tu troche świeżości
Czekolada dla koleżanki ! Wniesiesz też wiele tak zwanego zdrowego osądu, którego ostatnio brak na tym świecie.
Rozumie, że wg Ciebie procesem zakochiwania się można kierować ? Może nawet można go włączać i wyłączać na zawołanie ? Można wybierać czy się chce zakochać głupio czy mądrze, szybko czy naiwnie ?
Ja zaczynam wątpić więc czy kiedykolwiek byłaś na prawdę zakochana, ale to już temat na nowy wątek...
Sorry ale większych bzdur nie słyszałem od początku tego wątku.
Tak,
mysle, ze mezczyzna w dojrzalym wieku,majacy przynajmniej jeden powazny zwiazek za soba potrafi rozpoznac jakie uczucia sie w nim budza i zdecydowac czy dopuscic do ich rozwoju, czy temu zapobiec.
Tak jak Ty to napisales, to rzeczywiscie bzdura, tez wiekszej nie slyszalam.
Zaczynasz byc nieprzyjemny, chcialbys aby wszyscy mysleli tak jak ty.
Na szczescie tak nie jest, ale jak Ci z tym dobrze to prosze bardzo, porazgladaj sie w firmie, moze jest jeszcze jakas ,,nieszczesliwa" mezatka, ktora bedziesz mogl uszczesliwic ![]()
Doonna, po prostu mam silne wrażenie, że nie masz zielonego pojęcia o czym mówisz.
Dodatkowo na potwierdzenie jeszcze tego, ja mówie o miłości, zakochaniu a Ty o skakaniu z kwiatka na kwiatek od jednej do drugiej mężatki.
upewnia mnie tylko to w mojej opinii.
Brunett, po pierwsze żeby zarejestrować się na tym forum, musiałeś potwierdzić fakt istnienia, przeczytania i stosowania się do regulaminu.
Jeśli to uczyniłeś, to zapoznałeś się na przykład z takim oto zapisem:
Wyciąg z Regulaminu Forum:
pkt 18. 18. Forum jest dedykowane kobietom. Mężczyźni są jedynie gośćmi naszego portalu i liczymy na to, że dostosują się do zasad i kultury tutaj panującej. Posty Panów powinny być szczególnie merytoryczne: posty zawierające wulgaryzmy; zaniżające poziom forum nieznajomością zasad ortografii; posty zbyt krótkie - aby naświetlić właściwie temat lub mało konkretne - w których panuje chaos i nie wiadomo o co chodzi, będą systematycznie usuwane bez ostrzeżenia, a jeżeli jest to działanie nagminne - osoba tak postępująca kwalifikuje się do zbanowania. Z uwagi na fakt, że Netkobiety są forum kobiecym, mężczyźni mają prawo do jednego ostrzeżenia. Jeżeli chodzi o netkafejki - Panowie mają wstęp jedynie do netkafejki męskiej. W przypadku chęci przystąpienia do kobiecych netkafejek muszą poprosić o zgodę pań tam przebywających.
12. Nie pisz swoich postów jeden pod drugim - jeśli chcesz coś dopisać edytuj swój post. Nie nabijaj "licznika postów" na przykład lecąc od góry do dołu forum i dopisując w kolejnych tematach po jednozdaniowym poście. Jeśli na jakieś pytanie lub temat nie znasz odpowiedzi lub nie wiesz co napisać, to nic nie pisz. Jak to powiadają - milczenie bywa czasem złotem... Na pewno jest mnóstwo innych dyskusji na forum, w których będziesz mieć coś do powiedzenia. Posty typu "Ja nie wiem, ale na pewno ktoś odpowie" - także są traktowane jako "pompowanie" swoich postów. Tak samo jak posty typu "Zgadzam się", lub cytujące zawartość poprzedniej wypowiedzi z dopiskiem np. "Super", "Zgadzam się" itd. lub emotikonką. Nie kopiuj swoich postów i nie przeklejaj ich w inne miejsca.
Takie działania tylko zaciemniają temat, nie wnoszą niczego sensownego do dyskusji i będą sukcesywnie wychwytywane i usuwane przez Moderatorów. Posty mające charakter reklamy - także są usuwane.
13. Aby zachować dotychczasowy bardzo dobry poziom forum - stawiamy na merytoryczne, sensowne i pomagające innym użytkowniczkom wypowiedzi i wątki. Autor/Autorka postów/wątków jednozdaniowych, nie rozwijających i niczego sensownego nie wnoszących do dyskusji lub uznanych przez Moderatorów oraz innych użytkowników za prowokację otrzyma ostrzeżenie, które przy braku reakcji może ostatecznie zakończyć się banem.
9. Korzystając z forum zobowiązujesz się do podejmowania tylko i wyłącznie działań zgodnych z obowiązującym prawem, zasadami współżycia społecznego i dobrymi obyczajami oraz wystrzegania się używania określeń wulgarnych, ubliżających innym użytkownikom. Użytkownik zobowiązuje się również do powstrzymania się od jakichkolwiek działań, które naruszałby prywatność innych użytkowników, przede wszystkim polegającym na zbieraniu, przetwarzaniu i rozpowszechnianiu informacji o innych użytkownikach.
Nie jesteś tutaj Brunett po to, żeby zatwierdzać przychylne Ci komentarze jako mądre, wartościowe itepe, a nieprzychylne jako głupie, hejtujące i pisane przez niemądrych forumowiczów.
Rozumiem, że jesteś w trudnej sytuacji życiowej. Ale naprawdę Twój brak pokory i szacunku do innych ludzi który wielokrotnie pokazałeś w swoich wypowiedziach, jest bardzo nie na miejscu.
Jeśli oczekujesz wypowiedzi TYLKO i WYŁĄCZNIE potwierdzających Twoje poglądy i opinie, to zaznacz to proszę w tytule wątku, a nie bawisz się w "odsiewanie" i ocenianie każdej wypowiedzi.
Taki sposób dyskusji uniemożliwia prowadzenie jakiegokolwiek dialogu ....
Niestety zgodzę się z IsaBella77 autor wątku nie przyjmuje żadnej krytyki i oczekuje tylko podzielania jego zdania. Dyskusja bardzo odbiegła od tematu i chyba wyczerpała wszystkie możliwe komentarze...
Przepraszam jesli kogos tu uraziłem moimi wypowiedziami.
Krytyke przyjmuje ale ta konstruktywna.
Zgodze sie tez ze kolega Glosator wyczerpał temat do końca i nie ma tu już co dodawać.
Dziekuje za porady i opinie.
144 2015-01-28 10:50:27 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2015-01-28 10:58:03)
Nie zamykaj jeszcze wątku. Jestem ciekawa jak potoczą się sprawy dalej. Daj znać.
Daj znać jak będzie wyglądało wasze pierwsze spotkanie służbowe, pewnie sam na nie czekasz, podświadomie oczywiście.
powodzenia ![]()
A to o facetach mówimy że są szowinistami, tymczasem gdy Brunett nie pozwoli się obrażać w swoim wątku, to cytujemy mu regulamin i przypominamy że jest tu gościnnie..
Żenujące moje drogie Panie, żenujące..
Nie zamykaj jeszcze wątku. Jestem ciekawa jak potoczą się sprawy dalej. Daj znać.
powodzenia
Dam znac oczywiscie, ale co moze sie zdarzyć ?
Otworzyliscie mi oczy ze nie ma na co czekac. nie ma nic gorszego dla mnie niz stac w miejscu, czekac i byc na łasce osoby nie zdecydowanej, tutaj zgadzam sie kolejny raz z kolega Glosatorem.
Świadomość, ze nie mam na co czekac jest w tym wszystkim pozytywna. mam szanse z czasem powoli zaczac układac sobie życie od nowa, lub po prostu w nowym kierunku. I to daje nadzieje na lepsze jutro i powoduje, ze moje zycie i moja przyszłość jest od nowa w moich rekach, a nie czyiś.
A to o facetach mówimy że są szowinistami, tymczasem gdy Brunett nie pozwoli się obrażać w swoim wątku, to cytujemy mu regulamin i przypominamy że jest tu gościnnie..
Żenujące moje drogie Panie, żenujące..
bo to jest takie forum moja droga, jak się ktoś zakochuje/ma romans z mężatką/żonatym to wtedy się taką osobę linczuje, obraża, traktuje jak śmiecia. Jak ktoś ponad wszystko lubi seks to też takie osoby nie mają po co zakładać wątku.
Przecież to forum to jest dla zdradzonych/ porzuconych/ skrzywdzonych ale idealnych i wiernych. hahaha
takata napisał/a:A to o facetach mówimy że są szowinistami, tymczasem gdy Brunett nie pozwoli się obrażać w swoim wątku, to cytujemy mu regulamin i przypominamy że jest tu gościnnie..
Żenujące moje drogie Panie, żenujące..bo to jest takie forum moja droga, jak się ktoś zakochuje/ma romans z mężatką/żonatym to wtedy się taką osobę linczuje, obraża, traktuje jak śmiecia. Jak ktoś ponad wszystko lubi seks to też takie osoby nie mają po co zakładać wątku.
Przecież to forum to jest dla zdradzonych/ porzuconych/ skrzywdzonych ale idealnych i wiernych. hahaha
Trudno sie nie zgodzić :-)
Glosator - jaka szkoda, ze nie przeczytałam Twojego postu jakieś 5 miesięcy temu. Wiele by to zmieniło w moim życiu.
Brunet - współczuje. Jestem w tej samej sytuacji, tylko to ja jestem ta mężatka. Wszystko sie zgadza, historia identyczna. Cierpię równie mocno jak Ty. Wytrwałości ..
150 2015-01-28 11:16:03 Ostatnio edytowany przez lilianna90 (2015-01-28 11:19:01)
Każdy ma inną hierarchie wartości. W większości są tu osoby,które niestety zostały zdradzone i wiedzą jak to boli więc piszą swoje odczucia. Chyba na tym polega dyskusja? W moim bliskim otoczeniu bliska mi osoba również zdradzała męża i mimo, że chciałam dla niej jak najlepiej i żeby była szczęśliwa nie mogłam jej powiedzieć tego co chciała usłyszeć bo uważam że to by była obłuda i hipokryzja. Zauważcie, że jak komuś z nas dzieje się krzywda- patrz cierpienie bo został zdradzony- reagujemy złością, że nie zasługiwał, że jest taki siaki i owaki. Zdrada jest zła, a jak ktoś ma inne zdanie to znaczy, że nigdy ukochana osoba go nie zdradziła i nie cierpiał z tego powodu:)
I absolutnie nie chodzi tu o lincz osób które uwikłały się w taką sytuację, jesteśmy ludźmi popełniamy błędy, nie panujemy nad emocjami czy uczuciami, ale o to chodzi żeby to zrozumieć i zadziałać jakoś żeby wyjść z tej trudnej sytuacji.
151 2015-01-28 11:46:05 Ostatnio edytowany przez Clint Jones (2015-01-28 11:47:15)
Zdrada jest zła
bzdura. większość myli przyczynę ze skutkiem. zdrada jest skutkiem, a nie przyczyną. więc jak skutek może być zły?
skoro jest zdrada, to oznacza, że wcześniej coś już było nie tak. i to można nazwać czymś "złym". coś złego w małżeństwie się zaczęło dziać, nie rozwiązałem/am tego z partnerką/em i w związku doszło do zdrady - kolejny krok, skutek czegoś "złego", który się nawarstwił na nierozwiązanym problemie.
oczywistym jest lepiej rozwiązywać problemy niż wpadać ramiona zdrady, ale jeśli się nie udaje go rozwiązać, bo partner to olewa, bo coś tam innego to należy przekalkulować, czy skok w bok może dla mnie coś pozytywnego przynieść jednocześnie starając się ranić jak najmniej osób, czy może zrzucić bombę: rozwód, odchodzę, itp.
152 2015-01-28 11:57:34 Ostatnio edytowany przez bullet (2015-01-28 12:01:15)
...skok w bok może dla mnie coś pozytywnego przynieść jednocześnie starając się ranić jak najmniej osób, czy może zrzucić bombę: rozwód, odchodzę, itp.
prawie zdrada wcześniej czy później tak się kończy tj rozwodem, odejściem
bzdura. większość myli przyczynę ze skutkiem. zdrada jest skutkiem, a nie przyczyną. więc jak skutek może być zły?
skoro jest zdrada, to oznacza, że wcześniej coś już było nie tak. i to można nazwać czymś "złym". coś złego w małżeństwie się zaczęło dziać, nie rozwiązałem/am tego z partnerką/em i w związku doszło do zdrady - kolejny krok, skutek czegoś "złego", który się nawarstwił na nierozwiązanym problemie.oczywistym jest lepiej rozwiązywać problemy niż wpadać ramiona zdrady, ale jeśli się nie udaje go rozwiązać, bo partner to olewa, bo coś tam innego ...
zdrada jest jednoosobowym wydaniem wyroku i egzekucją bez jakiegokolwiek procesu na podstawie często poszlak, a nawet "wydaje mi się" najczęściej na zasadzie pokażcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie.
Osoba zdradzona często nawet NIE MA POJĘCIA, że coś jest "nie tak". I nie ma mowy o wcześniejszych rozmowach tylko duszeniu w sobie "problemu", którego nikt poza zdradzającym nie widział, a sam zdradzający go dostrzegł w momencie poznania kochanka najczęściej przy jego czynnym udziale.
lilianna90 napisał/a:Zdrada jest zła
bzdura. większość myli przyczynę ze skutkiem. zdrada jest skutkiem, a nie przyczyną. więc jak skutek może być zły?
skoro jest zdrada, to oznacza, że wcześniej coś już było nie tak. i to można nazwać czymś "złym". coś złego w małżeństwie się zaczęło dziać, nie rozwiązałem/am tego z partnerką/em i w związku doszło do zdrady - kolejny krok, skutek czegoś "złego", który się nawarstwił na nierozwiązanym problemie.oczywistym jest lepiej rozwiązywać problemy niż wpadać ramiona zdrady, ale jeśli się nie udaje go rozwiązać, bo partner to olewa, bo coś tam innego to należy przekalkulować, czy skok w bok może dla mnie coś pozytywnego przynieść jednocześnie starając się ranić jak najmniej osób, czy może zrzucić bombę: rozwód, odchodzę, itp.
Hahahaha największa bzdura jaką słyszałam "czy skok w bok może dla mnie coś pozytywnego przynieść jednocześnie starając się ranić jak najmniej osób, czy może zrzucić bombę: rozwód, odchodzę, itp". Tak owszem skok w bok przyniesie na pewno coś pozytywnego, doznania, fajne numerki, podbudowanie ego. A przy okazji jakie to mało inwazyjne! Jesteś dla mnie oświeceniem! Ludzie zdradzajmy się bo tyleeeee możemy zyskać a tak mało stracić. Żenada.
prawie zdrada wcześniej czy później tak się kończy tj rozwodem, odejściem
albo śmiercią w sędziwym wieku.
jeśli zdradzający traktuje kochanka jako partnera to jasne, że prędzej czy później dojdzie do rozwodu.
ale jeśli zdradzający traktuje kochanka jak kochanka z omówionymi jasno zasadami, a nie jako tego lepszego partnera, to nie widzę powodu zakończenia sytuacji rozwodem. chyba tylko z powodu nieumiejętnych schadzek. wtedy tak, za głupotę się płaci i rozwód jest (powinien być) z winy małżonka-schadzkowicza.
zdrada jest jednoosobowym wydaniem wyroku i egzekucją bez jakiegokolwiek procesu na podstawie często poszlak, a nawet "wydaje mi się" najczęściej na zasadzie pokażcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie.
znów pomylenie pojęć. zdrada, skok w bok, itp. tego nie powodują. często powoduje to co wyżej wymieniłeś ujawnienie zdrady, skoku w bok, etc. współmałżonkowi, partnerowi lub gdy sam się dowie, czyli ogólnie podniesienie i znalezienie pod płaszczykiem tajemnicy kochanka.
Osoba zdradzona często nawet NIE MA POJĘCIA, że coś jest "nie tak". I nie ma mowy o wcześniejszych rozmowach tylko duszeniu w sobie "problemu", którego nikt poza zdradzającym nie widział, a sam zdradzający go dostrzegł w momencie poznania kochanka najczęściej przy jego czynnym udziale.
jak pisałem wcześniej, osoba zdradzona powinna być wcześniej informowana, że coś jest nie tak. wszak łatwiej jest być zaspokajanym przez partnera niż ukrywać się z kochankiem.
skoro zdradzający ma problem i go w sobie z jakiś powodów dusi no to jest coś złego w takim związku, że w sobie ten problem dusi, a nie próbuje rozwiązać z partnerem. nie rozumiem więc argumentu.
Tak owszem skok w bok przyniesie na pewno coś pozytywnego, doznania, fajne numerki, podbudowanie ego. A przy okazji jakie to mało inwazyjne!
mocno inwazyjne. trzeba wtedy mocno uważać aby nie zranić partnera swoim postępowaniem.
Jesteś dla mnie oświeceniem! Ludzie zdradzajmy się bo tyleeeee możemy zyskać a tak mało stracić. Żenada.
przeciwnie. można dużo stracić.
widać, że nie zrozumiałaś.
Clint Jones napisał/a:lilianna90 napisał/a:Zdrada jest zła
bzdura. większość myli przyczynę ze skutkiem. zdrada jest skutkiem, a nie przyczyną. więc jak skutek może być zły?
skoro jest zdrada, to oznacza, że wcześniej coś już było nie tak. i to można nazwać czymś "złym". coś złego w małżeństwie się zaczęło dziać, nie rozwiązałem/am tego z partnerką/em i w związku doszło do zdrady - kolejny krok, skutek czegoś "złego", który się nawarstwił na nierozwiązanym problemie.oczywistym jest lepiej rozwiązywać problemy niż wpadać ramiona zdrady, ale jeśli się nie udaje go rozwiązać, bo partner to olewa, bo coś tam innego to należy przekalkulować, czy skok w bok może dla mnie coś pozytywnego przynieść jednocześnie starając się ranić jak najmniej osób, czy może zrzucić bombę: rozwód, odchodzę, itp.
Hahahaha największa bzdura jaką słyszałam "czy skok w bok może dla mnie coś pozytywnego przynieść jednocześnie starając się ranić jak najmniej osób, czy może zrzucić bombę: rozwód, odchodzę, itp". Tak owszem skok w bok przyniesie na pewno coś pozytywnego, doznania, fajne numerki, podbudowanie ego. A przy okazji jakie to mało inwazyjne! Jesteś dla mnie oświeceniem! Ludzie zdradzajmy się bo tyleeeee możemy zyskać a tak mało stracić. Żenada.
Popieram. Aż mnie zamdliło od głupot napisanych przez CJ, no ale każdy może wyrazić swoje zdanie.
Zdecydowanie to taki przykre próby usprawiedliwienia zdrady.
Może i ktoś sie nabiera na to ![]()
157 2015-01-28 12:25:27 Ostatnio edytowany przez Glosator (2015-01-28 12:25:44)
Zdrada jest zawsze skutkiem a nie przyczyną. Sama zdrada ? tak pokazuje życie jest wyłącznie znakiem końca czegoś, co dwoje ludzi wcześniej łączyło. Sama w sobie jest bolesna dla zdradzanego, ale najgorzej kończy się dla tej osoby, która jest przyczyną całej sytuacji.
Zdradę - jako zjawisko trudno zaakceptować. Ale najważniejsze jest ją zrozumieć.
Gdyby wszyscy ludzie byli aniołami, wszyscy wiedzieliby, że o związek należy dbać. Troszczyć się. Samo budowanie relacji, trwa całe małżeństwo. Tak jak ktoś buduje dom, należy go konserwować, pielęgnować, dbać o niego, bo niszczeje i w końcu się rozpada, staje się ruiną, z której wszyscy uciekają tak szybko jak tylko mogą.
Jeśli przed ołtarzem albo urzędnikiem stanu cywilnego - para by o tym wiedziała i sobie mocno przysięgała, że będa razem o ten związek dbać - tak naprawdę, szansa na zdradę byłaby niewielka. Miłość i pożądanie sprawiają, że osoba kochająca nie myśli nawet o zdradzie. Gdy ktoś kocha, nawet gdyby w łóżku kobiety wylądował odchudzony obecnie Leonardo di Caprio, a w łóżku męża ponętna jak Adriana Lima kobieta - naga i chętna, co najwyżej by sie uśmiechnęli i się mocno uszczypnęli by przerwać ten sen.
Ale jeśli w związku się źle dzieje, erozja uczuć trwa, nie dba się, by uczucia były żywe, na tyle by nie wkradła się rutyna i szarość, by jedna strona zbyt pewna siebie, nie przegięła raniąc inną, a druga strona nagle nie czuła, że jest poniżana, ignorowana, albo co gorsza odrzucana, nie słuchana i wzgardzana ze swoimi prośbami, czasami lamentami, czy na końcu żądaniami - to jak się zdarzy okazja, pojawi się motyw oraz dojdzie do procesu zracjonalizowania (czyli tzw. samolikwidacji poczucia winy i wyrzutów sumienia) - zdrada jest tylko kwestią czasu.
Jeśli facet ma gdzieś żonę, jej prośby, groźby ostrzeżenia - wystarczy okazja, przypadek, czasami zmęczenie osłabiające wyrzuty sumienia, oraz atrakcyjny facet, gdzie jego atrakcyjność wcale nie musi dotyczyć fizyczności, ale np. samej zdolności słuchania kobiety - by ta zdradziła. Wtedy zdrada u kobiety jest zawsze znakiem - poddania się przeciwnościom, rezygnacji, chęci ucieczki, i tym podobnych.
Jeśli mężczyzna idzie do łóżka z kobietą, to też jest znak pewnych głębszych problemów. Oczywiście, niestety - większość Panów okłamuje się, bo tak jest dla nich wygodne. Zwalają na swoją biologiczność, instynkty, rozsiewanie genów, etc. by nie przyznać się, że albo nie kochają swoich żon, albo nie dorośli do roli partnera w związku, albo wstydzą się przyznać, że nie dają sobie z kobietą rady. Nie rozumieją ich i zdrada jest znakiem ich ucieczki. Nie potrafią odejsć, boją się albo są wygodni, wiec zaczynają grać macho i z własnej
żałości robią wyraz swojej męskości.
Czytam tutaj płacze i lamenty nad zdradą. Ze zdziwieniem obserwuję, że niewiele jest wypowiedzi, w których osoba zdradzana powie szczerze: kurcze, zdradzono mnie, bo byłem/am ślepy/a, nie dostrzegałem sygnałów, że coś się psuło, nie słuchałem/am, obiecywałem/am bez działania, wszystko co robiliśmy, to była lipa, było na siłę, byliśmy znudzeni sobą, to co nas łączyło się wypaliło, etc.
Nie - z jednej strony atakuje się zdradzanych, albo potępia zdradzających. Oczywiście są jednostkowe sytuacje, różnią się scenariusze zdrad - ale jedno jest wspólne - nikt nie zdradza osoby, którą kocha i jest z nią szczęśliwy.
Zdradza się wyłącznie te osoby, których się nie kocha. Bo nikt, kto kocha, nie chce unieszczęśliwiać osoby kochanej.
Jeśli więc mamy do czynienia ze zdradą, to pytając: dlaczego ktoś zdradza, nie należy szukać winy, ale przyczyny zdrady.
Ja ze swojego doświadczenia mógłbym podać całą paletę przyczyn, które można pogrupować i posystematyzować - od niedojrzałości, niedopasowania, związku opartego na przejściowych emocjach, czy na wpadce, przypadku i czystej fizjlogii niesłusznie zwanej miłością po np. efekt dominacji, poniżanie w związku, nie słuchanie się, narzucanie swojej woli, zazdrość od lekkiej objawiającej się potrzebą kontroli i nadzoru, oraz ustawiania życia drugiej osobie, po zazdrość chorobliwą. Można tu wymienić i zmęczenie, nudę, a nawet zwykły brak higieny albo brak troski o siebie. Często powodem zdrady jest uczynienie z niej wyłącznie furtką, wyjścia ze związku. Często kobiety zdradzają, bo chcą by partner mniej cierpiał.
Ale są też przypadki, kiedy ludzie zdradzają, bo już nic nie czują i chcą sobie dać powód by zakończyć związek - nawet jeśli jest to nieuświadomione i niezrozumiałe.
Jak widać - zdrada nigdy nie jest przyczyną, ale zawsze skutkiem a na pewno jest znakiem, że coś się skończyło.
158 2015-01-28 12:28:51 Ostatnio edytowany przez Clint Jones (2015-01-28 12:29:32)
Leila01, bynajmniej. moje posty nie usprawiedliwiają zdrady. z jednego powodu - zdrada nie jest przyczyną zepsutego związku, a jej skutkiem. i nie ma powodów jej jako takiej w samej sobie oceniać, usprawiedliwiać czy pogardzać.
Dla mnie Twój przekaz jest jasny- zdrada nie jest zła wręcz owocna. Tak samo narkotyki nie są złe, zabójstwo, kradzież. Przecież to wszystko wychodzi z innych nierozwiązanych problemów. To jest tylko skutek. Mam nadzieje, że nie trafię w swoim życiu na kogoś z takim podejściem jak Ty.
160 2015-01-28 12:40:30 Ostatnio edytowany przez Clint Jones (2015-01-28 12:42:43)
Dla mnie Twój przekaz jest jasny- zdrada nie jest zła wręcz owocna. Tak samo narkotyki nie są złe, zabójstwo, kradzież. Przecież to wszystko wychodzi z innych nierozwiązanych problemów. To jest tylko skutek. Mam nadzieje, że nie trafię w swoim życiu na kogoś z takim podejściem jak Ty.
zabicie kogoś nie będzie złe tylko wtedy jeśli jest w obronie przed utratą życia, kradzież nie wiem, może wtedy gdy padam z głodu i ukradnę coś do jedzenia, bo nikt mi nie dał. narkotyki same w sobie nie mogą być złe, czy dobre, bo są rzeczą.
w każdym bądź razie widzę, że mieszasz pojęcia, czynności z rzeczami, przyczyny ze skutkami.
powinnaś usiąść i przeanalizować wcześniejsze posty.
Leila01, bynajmniej. moje posty nie usprawiedliwiają zdrady. z jednego powodu - zdrada nie jest przyczyną zepsutego związku, a jej skutkiem. i nie ma powodów jej jako takiej w samej sobie oceniać, usprawiedliwiać czy pogardzać.
Dlatego aby do zdrady nie doszło należy ROZMAWIAĆ a nie iść na łatwiznę.
Glosar nie masz racji.Jak mezczyzna kocha to rowniez ufa bezgranicznie wiec nawet jak widzi sygnaly to zdaje sobie z tego sprawe dopiero jak ukochana odejdzie z kochankiem.
Dla mnie Twój przekaz jest jasny- zdrada nie jest zła wręcz owocna. Tak samo narkotyki nie są złe, zabójstwo, kradzież. Przecież to wszystko wychodzi z innych nierozwiązanych problemów. To jest tylko skutek. Mam nadzieje, że nie trafię w swoim życiu na kogoś z takim podejściem jak Ty.
Liliana - w niektórych przypadkach tak jest. Mogę to wykazać na swoim przykładzie. Ja dzisiaj jestem szczęśliwy, bo zdrada mojej byłej żony, uwolniła mnie z chorego związku. Cierpiałem, bo byłem głupi, nie rozumiałem wielu spraw. Ale z czasem dziękuję Bogu, że moja stara mnie zdradzała i gorąco współczuje jej teraz, oraz jej ówczesnemu kochankowi, gdyż on ma teraz przesrane, bo musi być z tą heterą, a ja jestem szczęśliwy w nowym związku, z wspaniałą kobietą, która mnie nie zdradza, bo szalejemy od wielu lat za sobą ![]()
Ja mam szczęśliwe życie - uwolniony od babsztyla, który teraz zdradza swojego męża (byłego kochanka - zgodnie z zasadą: jak z kochanka robisz wpsółmałżonka, to na etacie kochanka robi sie wakat) i jemu teraz robi jazdy :-)
A ja jestem od tego wolny. I wiesz - bardzo mnie cieszyło, jak spotkałem kiedyś kochanka mojej byłej i powiedziałem mu na jego pytanie, czy nie mam do niego urazy. Otóż powiedziałem mu: "Chłopie, Bóg mi Ciebie zesłał. Nie bój się, nie będę się mścił, bierz ją sobie - największą zemstę sprowadziłeś sam na siebie - teraz Ty się będziesz z nią użerać". I jak pokazało życie, on ma teraz przerąbane. :-)
Tak Liliano - osoby, które cierpią z powodu zdrady - to ludzie, którzy nie zrozumieli, że zdrada jest skutkiem a nie przyczyną. Ci co cierpią z powodu odrzucenia, zdrady, to Ci co nie rozumieją, że kończy sie coś, co jest skazane na śmierć. Że zdrada jest jak amputacja, proces leczniczy, który kończy chorobę i daje szansę na wyzdrowienie. Jest wiele chorób, które uśmiercają związki tylko dlatego, że ktoś ni8e potrafi się zdecydować na amputację. Oczywiście, można się rozstać po przyjacielsku, w spokojnej rozmowie - i tak się też udaje, ale na to stać tylko dorosłych, świadomych i dojrzałych ludzi. Ale jak się nie da? To pozostaje zdrada. To jedna z metod na rozejście się.
I zobacz - ilu ludzi chce walczyć o związek po zdradzie? I jaki jest tego skutek - zaleczenie trwa krótko - a potem szybko pod inną postacią chorobową wraca ta sama gangrena.
Wiesz co jest najtrudniejsze w przypadku zdrady - by zdradzająca strona uwierzyła zdradzanej na słowo - że już wszystko zrozumiała, że widzi przyczyny, które pchnęły zdradzającą stronę do zdrady. A jeszcze trudniejsze jest, by ofiara zdrady nigdy do zdrady nie wracała, a zawsze pamiętała, że jest współsprawca zdrady. Tak, bo osoba zdradzana jest współsprawcą zdrady. Chociażby jest winna tego, iż była ślepa, że druga strona go nie kochała, albo, że był "za dobry" - albo głupi! - to też jest wina, bo w związku obie strony powinny mądrze kochać. Głupia miłość potrafi pchnąć do zdrady głupio kochanego partnera.
Nie oburzaj się na przedmówcę - ale postaraj się zrozumieć - zdrada, to nie jest coś dobrego, ale jako znak, jest dobry. Wiesz, gwóźdź wystający w desce może ranić, można taką deską z gwoździem zabić. Mocno się pokaleczyć - w tym znaczeniu jest to źródło bólu, coś niedobrego, złego. Warto to naprawić, usunąć gwóźdź, ale można też na nim coś zawiesić, można wyjąć gwoźdź i deskę i na tym coś zacząć budować. Życie nie jest czarno-białe...
Glosar nie masz racji.Jak mezczyzna kocha to rowniez ufa bezgranicznie wiec nawet jak widzi sygnaly to zdaje sobie z tego sprawe dopiero jak ukochana odejdzie z kochankiem.
Ale w czym nie mam racji? Ja ufam swojej żonie granicznie. Mam do niej zaufanie. Ona o tym wie. Ale ja jej kiedyś powiedziałem, ze jak zacznę mieć wątpliwości, to ja nie będę się męczył, wyjaśniał badał ale zakończymy nasz związek. Proste i oczywiste - moja żona wie jak to jest, wyjaśniłem jej i dlatego możemy sobie ufać.
Ale miłość, nadzieja, wiara bywa mądra i głupia. Ludzie potrafią ufać głupio - tak jak napisałeś - bezgranicznie. Wszyscy już wiedzą, że ona go zdradza, a on nie wierzy. Ile jest takich przypadków? Cała masa.
Zaufanie, wolność, miłość, wiara - ma swoje granice. Granicą, jest zaufanie, wolność, miłość, wiara drugiej osoby. Jeśli naruszasz te granice, wykorzystujesz je - bez zgody, bez akceptacji, wbrew drugiej osobie - tracisz to co nazywa się intymną bliskością.
Jeśli np. ja - ignoruję moją żonę, nie słucham jej, sprawiam, że płacze, zaczyna mnie nienawidzić - czym to wytłumaczę jak tylko tym, ze przestaję ją kochać? No czym? Czy wtedy nie daję jej przyzwolenia, by ona robiła to samo? Co ja? No daję!
Więc napisz w czym nie mam racji ![]()
Większość ludzi nie dostrzega wcześniejszych ostrzeżeń - i jednym co do nich zaczyna docierać, to właśnie to, jak ona/on jego/ją zdradzi.
Wtedy sobie wszystko przypominają, bo chcą wiedzieć co takiego było nie kaman
Często słowa do tępaka nie docieraja, słowa, łzy, czynny lżejszego kalibru - nic. Ale jak nagle tępak odkrywa, że już współmałżonek nie w jednym łożu sypia - o to wtedy taka osoba zaczyna myśleć.
Zadawane na tym Forum pytania zdradzanych - są tego najlepszym przykładem: "Dlaczego ona/on mnie zdradził/a!", "Czym sobie zasłużyłem/am?!" - to dowody na wcześniejszą bezmyślność i zdrada stała się poruszycielem umysłu!
O to chodzi!
Zgadzam się w 100% ze stwierdzeniem, że jak się kocha to się nie zdradza bo nie ma takiej potrzeby i że zdrada pojawia się jak w związku dzieje się źle. Ale chodzi o sam szacunek dla drugiej osoby, której się poświęciło i która nam poświęciła swój czas, uczucia życie. Nie kochasz mnie? OK. Jest mi ciężko to przyjąć, boli mnie to, jestem załamana płacze. Ale mijając Cię na ulicy mogę spojrzeć Ci w oczy, mogę o takiej osobie powiedzieć, że był dobrym człowiekiem bo mnie szanował i z klasą zakończył związek. Natomiast jak ktoś ucieka w zdradę to nie jest skutek to jest ucieczka, tchórzostwo. Byłam w dwóch poważnych związkach. Z pierwszym partnerem doszliśmy do wniosku, że coś się skończyło, wypaliło to już nie to samo. Ja to dostrzegłam dopiero jak on mi to powiedział-wyjaśnił. Wcześniej tego nie widziałam. Do teraz mogę z nim porozmawiać, pożartować nawet iść na piwo bez żadnego żalu. Wiem, że mnie nie zdradzał i po jakimś czasie od naszego rozstania poznał nową dziewczynę. Natomiast mój były narzeczony zdradzał mnie wielokrotnie. Oszukiwał, że jest w porządku, na moje pytania co się dzieje zwalał na pracę, przemęczenie itd. Czy jest cokolwiek co go sprawiedliwa? Nie. Oczywiście każdy kij ma dwa końce i sama popełniałam wiele błędów w tym związku tylko to mu nie dało prawa do poniżenia mnie, braku szacunku i kłamstw. On też nie był idealny, ale miałam odwagę inaczej podchodzić do problemu. Mało tego jest wiele osób, które zdradzają wielu różnych partnerów, a nie tylko jednego. Taka osoba też jest usprawiedliwiona tym, że w związku dzieje się źle? Skoro za każdym razem związek kończy tak samo to znaczy, że ta osoba ma problem ze sobą, a nie ze związkiem.
166 2015-01-28 13:11:08 Ostatnio edytowany przez Po przejściach 48 (2015-01-28 13:11:46)
lilianna90 napisał/a:Zdrada jest zła
bzdura. większość myli przyczynę ze skutkiem. zdrada jest skutkiem, a nie przyczyną. więc jak skutek może być zły?
skoro jest zdrada, to oznacza, że wcześniej coś już było nie tak. i to można nazwać czymś "złym". coś złego w małżeństwie się zaczęło dziać, nie rozwiązałem/am tego z partnerką/em i w związku doszło do zdrady - kolejny krok, skutek czegoś "złego", który się nawarstwił na nierozwiązanym problemie.oczywistym jest lepiej rozwiązywać problemy niż wpadać ramiona zdrady, ale jeśli się nie udaje go rozwiązać, bo partner to olewa, bo coś tam innego to należy przekalkulować, czy skok w bok może dla mnie coś pozytywnego przynieść jednocześnie starając się ranić jak najmniej osób, czy może zrzucić bombę: rozwód, odchodzę, itp.
Nie w pełni Clint masz rację. Niejednokrotnie w związku się układa bardzo dobrze, a są inne osoby potrafiące nakłonić innych do takiego a nie innego postępowania. Są też ludzie, którym w związku jest idealnie a szukają odskoczni (rozrywki) i są to zarówno mężczyźni jak i kobiety. W większości związków być może jest tak jak piszesz, ale tak jak od wszystkiego są wyjątki.
Natomiast jak ktoś ucieka w zdradę to nie jest skutek to jest ucieczka, tchórzostwo.
przecież o tym ja i kolega powyżej piszemy, że zdrada = ucieczka, tchórzostwo. słowo zdrada możesz też zastąpić jakimśkolwiek innym wyrazem, ale nie zmieni to tego, że jest skutkiem.
168 2015-01-28 13:15:10 Ostatnio edytowany przez Clint Jones (2015-01-28 13:17:25)
Niejednokrotnie w związku się układa bardzo dobrze, a są inne osoby potrafiące nakłonić innych do takiego a nie innego postępowania. Są też ludzie, którym w związku jest idealnie a szukają odskoczni (rozrywki) i są to zarówno mężczyźni jak i kobiety. W większości związków być może jest tak jak piszesz, ale tak jak od wszystkiego są wyjątki.
nie zgodzę się. jeśli potrafi ktoś z zewnątrz nakłonić do skoku w bok, partner szuka odskoczni to nie jest dobrze i nie jest idealnie, choćby wszyscy wokół wraz z zainteresowanymi tak twierdzili.
oczywiście piszę o zdradzie, a nie przypadkach swingu, czy innym poliamoryzmie, bo tam dzieje się to za przyzwoleniem partnera.
Po przejściach 48 napisał/a:Niejednokrotnie w związku się układa bardzo dobrze, a są inne osoby potrafiące nakłonić innych do takiego a nie innego postępowania. Są też ludzie, którym w związku jest idealnie a szukają odskoczni (rozrywki) i są to zarówno mężczyźni jak i kobiety. W większości związków być może jest tak jak piszesz, ale tak jak od wszystkiego są wyjątki.
nie zgodzę się. jeśli potrafi ktoś z zewnątrz nakłonić do skoku w bok, partner szuka odskoczni to nie jest dobrze i nie jest idealnie, choćby wszyscy wokół wraz z zainteresowanymi tak twierdzili.
Charakteru człowieka nie zmienisz,choćbyś nie wiem jak się starał i związek może być idealny, a tacy i tak pójdą na zdradę, może to ich bawi albo bardziej podnieca?
Nie mam tylu lat doświadczenia, nie przeżyłam jeszcze prawdziwych dramatów jak np. choroba dziecka i dlatego tak wysoką rangę przypisuje zdradzie. Nie mogę w 100% powiedzieć, że mi się to nigdy nie zdarzy bo tego nie wiem. Nie chcę oceniać ludzi którzy tak postąpili bo każda sytuacja jest inna, do każdej należy podejść indywidualnie. Wiem natomiast, że w moim systemie wartości jest czymś złym, brakiem szacunku do drugiego człowieka. I jestem pewna, że też podziękuję za to, że mój ex narzeczony mnie zdradzał i nie zmarnował całego życia, ale wiem też, że zupełnie inaczej można się rozstać. Na poziomie, bez żalu. Nikt by nie chciał zostać zdradzony, a jak mówi złota reguła etyczna "nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe".
Clint Jones napisał/a:Po przejściach 48 napisał/a:Niejednokrotnie w związku się układa bardzo dobrze, a są inne osoby potrafiące nakłonić innych do takiego a nie innego postępowania. Są też ludzie, którym w związku jest idealnie a szukają odskoczni (rozrywki) i są to zarówno mężczyźni jak i kobiety. W większości związków być może jest tak jak piszesz, ale tak jak od wszystkiego są wyjątki.
nie zgodzę się. jeśli potrafi ktoś z zewnątrz nakłonić do skoku w bok, partner szuka odskoczni to nie jest dobrze i nie jest idealnie, choćby wszyscy wokół wraz z zainteresowanymi tak twierdzili.
Charakteru człowieka nie zmienisz,choćbyś nie wiem jak się starał i związek może być idealny, a tacy i tak pójdą na zdradę, może to ich bawi albo bardziej podnieca?
a to wtedy oznacza, że jeśli starasz się z takim człowiekiem ułożyć związek to powinnaś jasno wcześniej przedłożyć zasady związku. i wtedy albo uwierzysz, że się zmieni skoro go zaakceptował, albo odrzuci te zasady. albo Ci skłamie, choćby nieświadomie a Ty mu i tak uwierzysz.
nie zmienia to faktu, że w ostatnim przypadku taki związek nie jest OK. i może dojść do zdrady. więc nie jest idealny.
Po przejściach 48 napisał/a:Clint Jones napisał/a:nie zgodzę się. jeśli potrafi ktoś z zewnątrz nakłonić do skoku w bok, partner szuka odskoczni to nie jest dobrze i nie jest idealnie, choćby wszyscy wokół wraz z zainteresowanymi tak twierdzili.
Charakteru człowieka nie zmienisz,choćbyś nie wiem jak się starał i związek może być idealny, a tacy i tak pójdą na zdradę, może to ich bawi albo bardziej podnieca?
a to wtedy oznacza, że jeśli starasz się z takim człowiekiem ułożyć związek to powinnaś jasno wcześniej przedłożyć zasady związku. i wtedy albo uwierzysz, że się zmieni skoro go zaakceptował, albo odrzuci te zasady. albo Ci skłamie, choćby nieświadomie a Ty mu i tak uwierzysz.
nie zmienia to faktu, że w ostatnim przypadku taki związek nie jest OK. i może dojść do zdrady. więc nie jest idealny.
I co? Napisać regulamin małżeński? Człowieku, jak w kimś tkwi chęć zdrady to choćbyś nie wiem co zrobił, to i tak pójdzie w bok.
Zgadzam sie ze zdrada moze byc ucieczka przed rutyna moze byc ucieczka przed odpowiedzialnoscia nawet moze byc dla czystej przyjemnosci hedonistyczna ale konczenie w ten sposob zwiazku to czyste okrucienstwo ktore nieraz nie dwa powoduje u zdradzonego bol do konca zycia oraz ograniczone zaufanie na przyszlosc.Wiec GLOSATOR co to za milosc bez pelnego zaufania pelnego oddania drugiej osobie?W milosci niema zostawiania sobie furtek "bo ja ci tak mowie ze odejde jak zrobisz to ito"
brunett napisał/a:ona1990ona napisał/a:Prze Tobą wiele smutnych dni, ponieważ uczuć nie da się wymazać. I mimo Twojego wieku ( co inni dość dobitnie podkreślają) nie oznacza, że łątwiej zapomnieć, przestać kochać czy kocha się mniej. Przecież to niedorzeczne.
BINGO !!! i szacun dla Ciebie.
Ona 1990 ale nikt tu nie napisal, ze w tym wieku nie mozna kochac.
Mozna, nawet do szalenstwa kiedy ma sie 30, 40... 70 lat.Niedorzeczne jest, zakochiwac sie slepo, glupio, bez przyszlosciowo, na szybko i naiwnie.
O to tu chodzi.
A ty ona1990 slodzisz Brunettowi i on to lyka, jak teksty swojej kochanicy. Historia sie powtarza, ten typ tak ma, a Ty mowisz to co on chce uslyszec
A czy Ty popierając którąś osobę z forum słodzisz jej? Jeśli tak, to wybacz ale to tylko Twoje podejście. Ja swoją wypowiedzią prezentuje swoje zdanie w tej kwestii, nikomu nie słodząc. Aż takie to dziwne, że mam zdanie inne niż większość ? może patrze na ten problem z innej strony??
Co do wieku... parę postów przed moim (nie będę teraz czytać kolejny raz wszystkiego, żeby powiedzieć dokłądnie który) była wzmianka, że Brunett ma tyle lat a zakochuje się jak nastolatek. I tyczyło sie to właśnie tego wpisu. Ze nie zgadzam się z tym. Bo właśnie, moim zdaniem, nawet w wieku 50 lat można zakochać się jak nastolatek i dlatego uważam, że wiek nie ma tu nic do rzeczy.
I co? Napisać regulamin małżeński? Człowieku, jak w kimś tkwi chęć zdrady to choćbyś nie wiem co zrobił, to i tak pójdzie w bok.
jeśli lubisz spisywać takie umowy to OK. dla mnie wystarczy umowa ustna. aby obie strony miały jasność i świadomość związku.
a jeśli
w kimś tkwi chęć zdrady to choćbyś nie wiem co zrobił
a jesteś z kimś takim w związku i o tym nie wiesz, to znaczy, że nie jest to idealny związek, bo oparty na kłamstwie.
jeśli z kolei wiesz i mimo to jesteś w związku, to oparty jest tylko na Twojej nadziei, wierze, że koleś nie skoczy, że się zmieni. w tym wypadku roi się od tematów zdradzonych, którzy też wierzyli.
176 2015-01-28 13:46:57 Ostatnio edytowany przez miracleman33 (2015-01-28 13:47:37)
ja tez byłem kochankiem mężatki przez ponad 2 lata
od poczatku wiedziałem ze ma męża i wszedłem w ten układ tylko przez jej deklaracje ze od niego odchodzi po komuni starszego dziecka, ze decyzje podjeła juz wczesniej i ze nie ma ona wspolnego nic ze mną ( tak wiem, wielka naiwnosc z mojej strony ).
potem były kolejne jej wyznania ze sie zakochała, ze jestem jej pisany....ale były to tylko słowa a po komunii dziecka nic sie nie zmieniło. owszem kilka razy gadalismy co dalej ale nigdy nie postawiłem sprawy na ostrzu noza.
nie wiem, pewnie bałem sie samotnosci...
w sumie to teoretycznie nadal jestem kochankiem, bo nie usłyszałem, ze to koniec.
po prostu w pewnym momencie przez kilka tygodni sie nie odzywała, potem pisała ze ma duzo problemów az wreszcie przyznała sie ze ma depresje i nie moze dojsc do siebie...
sytuacja z depresja trwa juz blisko półtora roku. Ona nie potrafi sie ze mna spotkac ani nawet zadzwonic ale za to pisze raz na czas smsy, ze ma ciagle problemy ze zdrowiem, ze ma duzo problemów i ze sie odezwie jak bedzie jej lepiej. co wazne pisze je z własnej inicjatywy.
a ja nawet nie wiem czy ta depresja to prawda..
tez załuje najbardziej tego, ze nigdy nie postawiłem sprawy na ostrzu noza i nie powiedziałem, ze albo w prawo albo w lewo.
wiem , ze juz nic z tego nie bedzie ale chciałbym koniecznie powiedziec jej to wszystko, co powinienem wtedy, stawiajac sprawe na ostrzu noza
tylko jak mam to zrobic gry ona tylko mowi ze przyjdzie/zadzwoni a nie robi tego ?
co myślcie o tej sytuacji ?
Doonna napisał/a:brunett napisał/a:BINGO !!! i szacun dla Ciebie.
Ona 1990 ale nikt tu nie napisal, ze w tym wieku nie mozna kochac.
Mozna, nawet do szalenstwa kiedy ma sie 30, 40... 70 lat.Niedorzeczne jest, zakochiwac sie slepo, glupio, bez przyszlosciowo, na szybko i naiwnie.
Rozumie, że wg Ciebie procesem zakochiwania się można kierować ? Może nawet można go włączać i wyłączać na zawołanie ? Można wybierać czy się chce zakochać głupio czy mądrze, szybko czy naiwnie ?
Ja zaczynam wątpić więc czy kiedykolwiek byłaś na prawdę zakochana, ale to już temat na nowy wątek...
Sorry ale większych bzdur nie słyszałem od początku tego wątku.
Zgadzam się w 100%. niektórzy chyba nie myślą nad tym co piszą ![]()
.....
co myślcie o tej sytuacji ?
...że jesteś frajerem, bo to od początku miało tak wyglądać jak wygląda, a poza tym chciałbyś w ogóle TAKĄ/TĄ "damę"...??? Myślenie podobno nie boli.
Zgadzam sie ze zdrada moze byc ucieczka przed rutyna moze byc ucieczka przed odpowiedzialnoscia nawet moze byc dla czystej przyjemnosci hedonistyczna ale konczenie w ten sposob zwiazku to czyste okrucienstwo ktore nieraz nie dwa powoduje u zdradzonego bol do konca zycia oraz ograniczone zaufanie na przyszlosc.Wiec GLOSATOR co to za milosc bez pelnego zaufania pelnego oddania drugiej osobie?W milosci niema zostawiania sobie furtek "bo ja ci tak mowie ze odejde jak zrobisz to ito"
Jak słusznie zauważył Clint Jones - zdrada jest najgorszą, tchórzliwą, ostateczną metodą kończenia jakiegoś rozdziału w życiu. Lepiej bym tego nie ujął! Ale nie jest jedynym. Dlatego zdrady sie nie wybacza - bo to nie tylko seks, ale i nielojalność, tchórzostwo, brak możliwości rozwiązania mniej bolesnego i pójście na skróty. Dlatego zdradę jako koniec związku wybiera tylko cześć rozstających się ludzi - i to ta, najmniej dojrzała i doświadczona. Znam bardziej okrutne formy kończenia związku niż zdrada. Zapewniam Cię, tu ludzkie możliwości nie mają granic.
Dziewan, odróżniaj proszę zaufanie od zadufania. Od nieuzasadnionej, nierozsądnej pewności wobec drugiej osoby.
Miłość Dziewan, to nie ślepe uczucie, zadufanie, pewność siebie. Wiesz, jacy ludzie są najbardziej zakochani? Ci, co nie są pewni do końca, którzy ciągle znajdują powody, by zabiegać o ukochaną osobę. Jak popytasz tutaj na Forum ludzi, którzy stracili drugą parę - odkryjesz, że w pewnym momencie, przestali się starać, przestało im zależeć - bo byli pewni swego. Ja kiedyś powiedziałem, że moim odkryciem było to, że najtrwalsze związki były takie, w których obie strony nie były do końca pewne drugiej strony. Nawet ciągle powtarzam, że kobieta zawsze musi być zdobywana ale nigdy nie może być trofeum. Mężczyzna, jeśli chce utrzymać kobietę, nie może spocząć na laurach, pokazując kobietę swojego życia innym i mówiąc im" "O, patrzcie, jest już moja". Kobieta jak coś takiego usłyszy ma psi obowiązek udowodnić, że tak nie jest, że można ją stracić. Jest na to wiele bezinwazyjnych sposobów. Musi nieustannie podtrzymywać te napięcie, które sprawia, że ona wpada w jego ramiona i jest wciąż nieosiągalna i trzeba się o nią starać, a nie zanudzić. Facet też musi gonić króliczka, musi się starać. Bo inaczej skiśnie i stanie się nudny.
Atrakcyjność właśnie na tym polega - wciąż pociągać, zainteresować, by tęsknił, by się starał. A mężczyzna ma nie dawać kobiecie poczuć, że już jest jej i ona nie musi się starać. Jak coś łatwo przychodzi, to przestaje być atrakcyjne. Ze też muszę to wyjaśniać ![]()
Związek musi żyć, oddychać, w nim cały czas musi się burzyć, coś musi kipieć - jedna strona musi podrywać partnera, kobieta mężczyznę, mężczyzna kobietę musi utrzymywać w niepewności. Gonić króliczka i nie dać się złapać - rada dla Pań. A Panom - traktuj kobietę jak gołębia, siedzącego Ci na ramieniu - niech lata, ale niech zawsze do Ciebie wraca. Dbaj o to.
Miłość Dziewan, to trudna sztuka, trzeba wiele razy się potknąć, wiele razy się nie uda, aż nie zrozumie się, że Miłość to nie pewność, ale właśnie niepewność, która powoduje, że kobieta rano się budzi i zastanawia się co jeszcze on wymyśli. Miłość Dziewan, to cały czas zaskakiwanie. A poczucie bezpieczeństwa, nie rodzi się z zaufania, ale z przewidywalności. Bo co Ci po zaufaniu, jeśli osoba jest nieprzewidywalna? Zaufanie ma swoje granice - jest tym mocniejsze, im druga strona ufa nam. Co mi po zaufaniu do osoby, która mi nie ufa, albo ufa mniej? A jak mam ufać komuś, kogo o coś podejrzewam? To co napisałem, to żadna furtka - to wskazanie pewnej możliwości, która jak zaistnieje, to się ziści. Tak się buduje pewność.
Wiele osób myśli, że jakoś im się uda, prześlizną się, jakoś wyjdą cało, jak popełnią przestępstwo w związku. I to powoduje, że mogą poczuć się bezkarne, że za pewne rzeczy nie spotka ich konsekwencja. Ja uważam, że warto jasno pewne rzeczy sformować. Jeśli więc ja mam się zadręczać bo mam wątpliwości (a wątpliwości, są zwykle sygnałem, że dzieje się coś złego) - to po co mamy się męczyć? Nie lepiej się rozstać? Lepiej - zapewniam. Jasne postawienie sprawy wiele ułatwia.
180 2015-01-28 14:04:55 Ostatnio edytowany przez miracleman33 (2015-01-28 14:05:45)
pytam konkretnie o sytuacje z depresją, jeśli jest ona prawdziwa i o to pisanie smsów z jej inicjatywy ?
nie lepiej spuscic kogos w kiblu mowiąc / pisząc mu to albo po prostu całkowicie zerwac kontakt ?
a nie pisac smsy co kilka tygodni/miesięcy, z ktorych nic nie wynika ?
Glosator co myślisz o mojej sytuacji, bo widzę, że masz bardzo dużą wiedzę zyciową ![]()
miracleman33 napisał/a:.....
co myślcie o tej sytuacji ?...że jesteś frajerem, bo to od początku miało tak wyglądać jak wygląda, a poza tym chciałbyś w ogóle TAKĄ/TĄ "damę"...??? Myślenie podobno nie boli.
Zgadzam się.
pytam konkretnie o sytuacje z depresją, jeśli jest ona prawdziwa i o to pisanie smsów z jej inicjatywy ?
nie lepiej spuscic kogos w kiblu mowiąc / pisząc mu to albo po prostu całkowicie zerwac kontakt ?
a nie pisac smsy co kilka tygodni/miesięcy, z ktorych nic nie wynika ?
Glosator co myślisz o mojej sytuacji, bo widzę, że masz bardzo dużą wiedzę zyciową
Ad1. JA mogę Ci napisać, że jestem np. papieżem...uwierzysz?? A nawet jeśli, to czy warto na TAKĄ czekać??
Ad2 i 3. Pewnie że lepiej ale można też od czasu do czasu się odezwać i zapchajdziura znaczy Ty nadal jest na podorędziu.
Tracisz tylko czas na rozmyślania o kimś o kim NIE WARTO, póki jej od siebie nie odetniesz nie pójdziesz dalej...proste.
A ja wiem o czym piszesz .....
byłam , jestem w bardzo podobnej sytuacji z tym że nie zdradziłam męża (fizycznie)
bo każdy zdradę interpretuje inaczej
Z opisu twojego przypadku widzę więcej jak może wyglądać to z drogiej strony ... mój kolega opierał się mojemu urokowi i pozytywnemu nastawieniu do życia nie rozumiał że życie może być piękne , był negatywnie nastawiony do życia i ludzi .
Dużo z nim rozmawiałam i próbowała przekonać że , świat jest piękny i w pewnym momencie nasze relacje uczuciowe zabrnęły za daleko , wiem że to moja wina , pozwoliłam sobie na zbyt dużo a potem było już za późno , on widział moja obrączkę od pierwszego dnia spotkania .
Cóż mogę ci poradzić musisz być twardy i przetrwać , uczucia nie wymażesz gumką myszką , ślad na zawsze pozostanie .
Zacznij robić coś w życiu innego oprócz pracy i daj jej czas , może zbierze siłę aby odejść od męża skoro i tak go nie kocha .
A pewności co do deklaracji uczuć ludzi nigdy nie bądźmy pewni , życie jest skomplikowane i nigdy nie wiadomo co przyniesie los
pozdrawiam..
Assassin
nie czekam juz na nic, jestem w nowej relacji, nie o to chodzi
chciałbym wiedziec po prostu czy to prawda z ta depresją i wyrzucic z siebie to, co powinienem juz dawno temu
zapchajdziura to by miało sens, gdyby chciała jakiś spotkan raz na czas, itp ale 1 sms na kilka tygodni o tym, ze ma duzo problemów ? po co ? wiem, że kobiet nie zrozumiesz ale mimo wszystko ![]()
185 2015-01-28 14:24:39 Ostatnio edytowany przez znikam (2015-01-28 14:26:09)
A ja wiem o czym piszesz .....
byłam , jestem w bardzo podobnej sytuacji z tym że nie zdradziłam męża (fizycznie)
bo każdy zdradę interpretuje inaczejZ opisu twojego przypadku widzę więcej jak może wyglądać to z drogiej strony ... mój kolega opierał się mojemu urokowi i pozytywnemu nastawieniu do życia nie rozumiał że życie może być piękne , był negatywnie nastawiony do życia i ludzi .
Dużo z nim rozmawiałam i próbowała przekonać że , świat jest piękny i w pewnym momencie nasze relacje uczuciowe zabrnęły za daleko , wiem że to moja wina , pozwoliłam sobie na zbyt dużo a potem było już za późno , on widział moja obrączkę od pierwszego dnia spotkania .Cóż mogę ci poradzić musisz być twardy i przetrwać , uczucia nie wymażesz gumką myszką , ślad na zawsze pozostanie .
Zacznij robić coś w życiu innego oprócz pracy i daj jej czas , może zbierze siłę aby odejść od męża skoro i tak go nie kocha .
A pewności co do deklaracji uczuć ludzi nigdy nie bądźmy pewni , życie jest skomplikowane i nigdy nie wiadomo co przyniesie lospozdrawiam..
czyli jestes mężtką myślącą/zauroczoną/ zakochaną w innym, tak?
nie lepiej mieć romans i być szczęśliwym? Ma to dużo plusów. Nawet mąż na tym skorzysta bo nie chodzisz sfrustrowana i jesteś pełna pozytywnej energii. O ile seks z kochankiem będzie udany.
Assassin
nie czekam juz na nic, jestem w nowej relacji, nie o to chodzi
chciałbym wiedziec po prostu czy to prawda z ta depresją i wyrzucic z siebie to, co powinienem juz dawno temu
zapchajdziura to by miało sens, gdyby chciała jakiś spotkan raz na czas, itp ale 1 sms na kilka tygodni o tym, ze ma duzo problemów ? po co ? wiem, że kobiet nie zrozumiesz ale mimo wszystko
sms hmm...na logikę chyba tylko po to, żeby mieć iluzoryczne poczucie, że gdzieś tam ktoś jest komu może się wyżalić i wybielić zarazem (o ile to prawda(?)). Poza tym sms to 30 sekund i gotowe, zero zaangażowania itd itp
czasem może warto byłoby przeczytać na trzeźwo (wsadzić głowę do wanny z zimną wodą, trzasnąć się z plaskacza) co samemu się napisało i ocenić czysto logicznie swoje doświadczenie. ale ok:
ja tez byłem kochankiem mężatki przez ponad 2 lata
od poczatku wiedziałem ze ma męża i wszedłem w ten układ tylko przez jej deklaracje ze od niego odchodzi po komuni starszego dziecka, ze decyzje podjeła juz wczesniej i ze nie ma ona wspolnego nic ze mną ( tak wiem, wielka naiwnosc z mojej strony ).
decyzję podjęła już wcześniej, a mimo to znalazła sobie jednak argument by nadal z nim być - komunia starszego dziecka. no tak, jakże ważny powód. szkoda, że potem nie powiedziała, że będzie czekać na komunię młodszego. taki sam przecież powód. tak samo durny w który uwierzyłeś.
potem były kolejne jej wyznania ze sie zakochała, ze jestem jej pisany....ale były to tylko słowa a po komunii dziecka nic sie nie zmieniło. owszem kilka razy gadalismy co dalej ale nigdy nie postawiłem sprawy na ostrzu noza.
nie wiem, pewnie bałem sie samotnosci...
widać lubisz być zapewniany o jej uczuciach, może nawet i ona tak to czuła, ale równocześnie przecież byłeś wygodną odskocznią, tylko kochankiem, a jak już wyżej ustaliliśmy, ona NIE CHCIAŁA odejść od męża, bo byłoby to niekomfortowe dla niej samej. i nie chciała awantur, wypominania przez rodzinę. słowem, nie chciała ponosić odpowiedzialności za związek. częste i wygodne. nic nadzwyczajnego.
w sumie to teoretycznie nadal jestem kochankiem, bo nie usłyszałem, ze to koniec.
po prostu w pewnym momencie przez kilka tygodni sie nie odzywała, potem pisała ze ma duzo problemów az wreszcie przyznała sie ze ma depresje i nie moze dojsc do siebie...
sytuacja z depresja trwa juz blisko półtora roku. Ona nie potrafi sie ze mna spotkac ani nawet zadzwonic ale za to pisze raz na czas smsy, ze ma ciagle problemy ze zdrowiem, ze ma duzo problemów i ze sie odezwie jak bedzie jej lepiej. co wazne pisze je z własnej inicjatywy.
a ja nawet nie wiem czy ta depresja to prawda..
albo mąż się dowiedział i czeka aż sytuacja się uspokoi, albo mąż się jakimś cudem poprawił i trzyma Cię na dystans, w niepewności abyś nie przyszedł przypadkiem do domu wyznać wielką miłość przy mężu, albo odstawiła Cię na rolę kochanka "na wypadek" w zastępstwo nowego.
tez załuje najbardziej tego, ze nigdy nie postawiłem sprawy na ostrzu noza i nie powiedziałem, ze albo w prawo albo w lewo.
wiem , ze juz nic z tego nie bedzie ale chciałbym koniecznie powiedziec jej to wszystko, co powinienem wtedy, stawiajac sprawe na ostrzu nozatylko jak mam to zrobic gry ona tylko mowi ze przyjdzie/zadzwoni a nie robi tego ?
normalnie. przestań być ofiarą, bądź mężczyzną i sam to skończ. jak Cię dręczy smsami to zmień nr.
Glosator zgadzam sie z wiekszoscia tego co napisales ale milosc potrafi byc rozna,dla kazdego moze sie liczyc co innego w tej milosci.Ja potrzebowalem pewnosci w zyciu z roznych wzgledow i ta pewnosc wydawalo mi sie daje mi zona.Ta bezgraniczne zaufanie dawalo mi poczucie ze sa dobrzy ludzie na swiecie ze mam do czego rownac by byc lepszym.Pamietam jak pierwszy raz mnie powaznie zawiodla gdy umarl moj dziadek a ona nie udzielila mi wsparcia w opiece nad babcia i ogarnieciu tego wszystkiego.Ale moze ja jestem idealista co do milosci wkoncu sama mi powiedziala ze jestem romantyczny jak melodramat.Faktycznie dzisiaj kobiety sa twardsze jak mezczyzni ale tez bardziej niestety bezwzedne wide moja zona.
189 2015-01-28 14:39:17 Ostatnio edytowany przez Clint Jones (2015-01-28 14:40:06)
dziewan, kobieta (jakakolwiek) to nie bogini, by ją ubóstwiać. im prędzej zdasz sobie z tego sprawę, tym lepiej dla Ciebie.
Glosator sprawdz maila proszę:)
czegoś mi brak napisał/a:A ja wiem o czym piszesz .....
byłam , jestem w bardzo podobnej sytuacji z tym że nie zdradziłam męża (fizycznie)
bo każdy zdradę interpretuje inaczejZ opisu twojego przypadku widzę więcej jak może wyglądać to z drogiej strony ... mój kolega opierał się mojemu urokowi i pozytywnemu nastawieniu do życia nie rozumiał że życie może być piękne , był negatywnie nastawiony do życia i ludzi .
Dużo z nim rozmawiałam i próbowała przekonać że , świat jest piękny i w pewnym momencie nasze relacje uczuciowe zabrnęły za daleko , wiem że to moja wina , pozwoliłam sobie na zbyt dużo a potem było już za późno , on widział moja obrączkę od pierwszego dnia spotkania .Cóż mogę ci poradzić musisz być twardy i przetrwać , uczucia nie wymażesz gumką myszką , ślad na zawsze pozostanie .
Zacznij robić coś w życiu innego oprócz pracy i daj jej czas , może zbierze siłę aby odejść od męża skoro i tak go nie kocha .
A pewności co do deklaracji uczuć ludzi nigdy nie bądźmy pewni , życie jest skomplikowane i nigdy nie wiadomo co przyniesie lospozdrawiam..
czyli jestes mężtką myślącą/zauroczoną/ zakochaną w innym, tak?
nie lepiej mieć romans i być szczęśliwym? Ma to dużo plusów. Nawet mąż na tym skorzysta bo nie chodzisz sfrustrowana i jesteś pełna pozytywnej energii. O ile seks z kochankiem będzie udany.
mężatką tak , staram się myśleć
i tylko to mnie powstrzymuje /zauroczoną tak / czy zakochaną ? nie wiem ?
wiem że , romans z tym drugim nic by nie wniósł dobrego w moje życie , cierpiałabym ja i wiem że ON też, bo coś czujemy do siebie
być szczęśliwym ? a co to znaczy ?
czy romans sprawiłby że byłabym szczęśliwa ?
jestem uśmiechnięta , mam dobry kontakt z ludźmi ,mam dobrą choć stresująca pracę , szef mnie lubi i docenia premią ,
mieszkanie w kredycie ale nie we Frankach ![]()
więc czego chcieć więcej , chyba jestem szczęśliwa
pytam konkretnie o sytuacje z depresją, jeśli jest ona prawdziwa i o to pisanie smsów z jej inicjatywy ?
nie lepiej spuscic kogos w kiblu mowiąc / pisząc mu to albo po prostu całkowicie zerwac kontakt ?
a nie pisac smsy co kilka tygodni/miesięcy, z ktorych nic nie wynika ?
Glosator co myślisz o mojej sytuacji, bo widzę, że masz bardzo dużą wiedzę zyciową
Już Ci w sumie odpowiedzieli. Powiem tak - moja intuicja, wiedza oraz doświadczenie mówią, że ona żadnej depresji nie ma. Nagle się wzięła, tak z rękawa? a czym spowodowana?
Ja usłyszałem, że ma raka piersi i musi się zająć leczeniem, że umrze, etc. Bzdety jakich mało.
Więc wyjaśnię- układ - mąż, dziecko, kochanek, kochanka - jest dramatem w kilku aktach, w którym
Mąż często nawet nie wie, że małżeństwo mu się skończyło, więc nawet jak sie dowie, że się skończyło, to niczego nie odbuduje, ale będzie żył w iluzji, albo wygoni niewierną i w końcu zrozumie, że to była najlepsza decyzja.
Żona/Kochanka - zdradza, bo tak jej wygodnie więc wszystko co wygodne, szybko się kończy w momencie, kiedy widzi, że kochanek się angażuje i zaczyna wywierać naciski, aby się zdecydowała. Wtedy sie wycofuje pod byle pozorem. Kobieta, która chce odejść od męża, po prostu odchodzi a nie wyznacza termin odejścia i go ciagle z byle powodu przesuwa. Jak gdzieś napisałem, nie ma gorszej rzeczy jak niezdecydowana i niesłowna osoba. W tym przypadku baba
Powód, dla którego kobieta wraca do męża nie ma znaczenia - choroba jest najlepszą wymówką, chyba, że facet jest psychiatrą, wtedy wymyśli coś innego. Czemu wracają? To proste - albo wyrzuty sumienia a częściej zwykłe wyrachowanie. Swojski i bardziej przewidywalny jest mąż, którego się już ma (a jak jeszcze kocha i chce cierpieć, to jest to nawet wygodne) niż facet, z którym wszystko trzeba zaczynać od nowa. Stary może być bogaty, zaradny a kochanek to nowa niewiadoma. Nawet jak dobrze puka...
Kochanek - może pozostaną mu wspomnienia, trochę pocierpi, ale w sumie wie w co sie ładował. Jak się zafiksował, to po nim. Będzie cierpiał. Jak zrozumie, to może zmądrzeje i juz nie będzie kochankiem. Głupi, polubią układ i przystartują do nowej kochanki-mężatki i nawet nauczą się z tego czerpać przyjemność oraz profity. Dzisiaj bycie utrzymankiem to nawet dochodowy biznes - za kochanka zwykle płaci mąż. Płacą też samotne, bogate albo samodzielne kobiety. Ale wtedy stawiają układ jasno.
Dziecko - cierpi w każdym układzie i cierpi najmocniej. Ale kiedy kobieta myśli o dziecku idąc na randkę z kochankiem? Dziecko jest doskonałym motywem by wrócić do męża, ale tego nie powie kochankowi.
Co do Ciebie - powiem tak, jesteś naiwny, jesteś wykorzystywany i liczysz na cuda. Pamiętaj, jak kobieta jest zakochana, zostawi wszystko by być z ukochanym mężczyzną. Jeśli kombinuje, to znaczy, że wyceniła Cię poniżej męża. Jak chcesz w tym tkwić, to proszę uprzejmie. Ale nie ma to żadnych perspektyw. Na końcu Cię i tak pokaleczy. Bo one na końcu wgniatają kochanka jak peta w ziemię ![]()
Nie licz na środki przeciwbólowe. Pamietaj, że rola kochanka mężatki to rola dla facetów bez charakteru i jaj.
Kobiety w takich układach zgodnie z wyrównaniem szans - traktują kochanków tak samo, jak faceci traktują swoje kochanki. Bezwzględnie.
Czytam tutaj płacze i lamenty nad zdradą. Ze zdziwieniem obserwuję, że niewiele jest wypowiedzi, w których osoba zdradzana powie szczerze: kurcze, zdradzono mnie, bo byłem/am ślepy/a, nie dostrzegałem sygnałów, że coś się psuło, nie słuchałem/am, obiecywałem/am bez działania, wszystko co robiliśmy, to była lipa, było na siłę, byliśmy znudzeni sobą, to co nas łączyło się wypaliło, etc..
Jezeli by tak bylo jak piszesz to mysle ze wiekszosc zdradzanych nie plakala by i nie lamentowala bo nie bylo by po czym i za czym !
Assassin
"sms hmm...na logikę chyba tylko po to, żeby mieć iluzoryczne poczucie, że gdzieś tam ktoś jest komu może się wyżalić i wybielić zarazem (o ile to prawda(?)). Poza tym sms to 30 sekund i gotowe, zero zaangażowania itd itp"
tym bardziej tego nie rozumiem. a moze pisze tak bo chce by było mi jej żal i bym nie wpadł na pomysł, by się "ujawnić" ?
Clint Jones
otrzeżwilem sie juz jakis czas temu ![]()
jestem z natury dociekliwym człowiekiem i chciałbym wiedzieć, czy rzeczywiście jest chora. jeśli tak, to po ludzku mi jej zal, bo to okrutna choroba. i jesli rzeczywiscie jest tka jak mowi, ze juz nie raz miała derpesje, to tym bardziej jej wspołczuje
uwazasz, ze depresja jest prawdziwa ? ze tego nie wymyśliła ?
miracleman33, jej depresje są dokładnie tak samo prawdziwe jak jej zapewnienia, że odejdzie od męża.
otrzeżwilem sie juz jakis czas temu
nie, nie otrzeźwiałeś, bo drążysz temat żony, która odstawiła Cię na boczny tor, która Cię wykorzystała i dała Ci kosza.
a jak się okaże, gdy sprawdzisz, że depresji nie ma, to będziesz potem pytał, dociekał, dlaczego Cię okłamała...
naprawdę nie szkoda Ci czasu i życia. jest z każdą sekundę o sekundę krótsze.
znajdź hobby, inną kobietę, kota, psa, coś innego nad czym skupisz uwagę. i zmień nr.