netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

228 odpowiedzi32 778 wyświetleńzałożony przez brunett, 26.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 229 ]

66 Ostatnio edytowany przez brunett (2015-01-27 12:52:03)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
bullet napisał/a:
brunett napisał/a:
bullet napisał/a:

Pewnie tak, ale dopóki jest kochanek nie ma szans na jakiekolwiek ratowanie małżeństwa.

Moim zdaniem jak już jest miłość do innego a nie do męża to nie ma po co ratować małżeństwa....

TO JEST PODSTAWA !! OD TEGO ZACZYNA SIĘ ROZMOWA Z PSYCHOLOGIEM, TERAPEUTĄ !!! by zerwać kontakty z kochankiem. Jeśli nie ma woli (bo chce zostać przyjacielem) tzn, że nie ma szans na ratowanie małżeństwa. Relacje muszą być ucięte jak skalpelem.
Zrozum wreszcie, ze pchasz się z buciorami w [b]RODZINĘ !![ /b], to nie jest brazylijska telenowela, tam jest dziecko i rodzina !

Pchałem się (czas przeszły) i to za pełnym przyzwoleniem żony.
Temat utrzymania związku tylko dla dziecka był nie razy już poruszany przy innych wątkach na tym forum. Chyba nie jesteś zwolennikiem by męczyć się w małżeństwie kiedy tylko dziecko jest ogniwem które je spaja ? Dziecko widzi czy rodzice się kochają i szanują czy kłócą i obrzydzają sobie nawzajem życie.

Czy dobrze rozumiem ? Na miłość proponujesz psychoterapię ?
Odizolować od kochanka, terapią i hipnozą wyleczyć z miłości ? Prosze Cię, brzmi jak średniowiecze.
Jak nie ma fundamentu to i terapia nie pomoże i hipnoza i nic innego. Jak ma się rozpaść to się rozpadnie, kwestia tylko kiedy.
Ratować jest sens jeśli są szczere chęci po obu stronach i wtedy warto skorzystać z pomocy fachowca.
Nie można zmusić nikogo do pokochania innej osoby ani też do bycia szczęśliwym.

67

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

Temat utrzymania związku tylko dla dziecka był nie razy już poruszany przy innych wątkach na tym forum.

i motylków również

brunett napisał/a:

Czy dobrze rozumiem ? Na miłość proponujesz psychoterapię ?

...rozwalasz mnie gościu. Ty nie masz zielonego pojęcia co się dzieje. Nie rozumiesz co napisałem, bujasz w obłokach. Ja pier...

..żenada

68

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
lilianna90 napisał/a:

"Moim zdaniem jak już jest miłość do innego a nie do męża to nie ma po co ratować małżeństwa."
Ale nie wiesz co ona czuje do męża... To co mówiła Tobie może się nie pokrywać z tym co mówiła do niego.

Tak, bazuję tu na rozmowach z nią. Jej odpowiedziach na moje bezpośrednie pytania.

69

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Chłopie jak by chciała odejść bo było jej źle to by to zrobiła wcześniej!!! Nie chciałam Cię osądzać i negatywnie komentować, ale widać że inaczej się nie da. Przyjmij do wiadomości- ZOSTAŁA Z MĘŻEM i nie Twój cholerny interes dlaczego! Teraz zrób z siebie cierpiącego kochanka i tylko czekać, aż zaczniesz ich nękać swoimi miłosnymi wyznaniami "bo nie dajesz rady, bo przecież mówiła że kocha Ciebie a z mężem jest nieszczęśliwa" i upewniać ją, że jej nie zostawisz i może na Ciebie liczyć i będziesz czekał i takie tam. Próbowałam zrozumieć Twój punkt widzenia, ale jednak nie potrafię. Jesteś tak ślepo wpatrzony i tak usilnie chcesz wierzyć, że jest inaczej, że zaciera to umiejętność trzeźwego myślenia. Jak dla mnie jesteś egoistą i patrzysz tylko na to jak Ci ciężko. Wszyscy tutaj obecni przechodzili przez zawód miłosny, ale każdy rozumiał, że trzeba się z tym pogodzić, Ty też powinieneś.

70 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2015-01-27 13:03:19)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

brunet zapytam z ciekawości... co postanawiasz zrobić? gdyby chciała miec z toba romans zgodziłbyś się czy jednak robiłbyś wszystko żeby się od niej odkochać i o niej zapomniec?

71

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
lilianna90 napisał/a:

Chłopie jak by chciała odejść bo było jej źle to by to zrobiła wcześniej!!.

Tak, też do takich wniosków doszedłem już zanim napisałem na forum tu.
Przyjęłem do wiadomości że została z mężem. Nie jest łatwo pogodzić się ale przyjęłem.

72 Ostatnio edytowany przez Po przejściach 48 (2015-01-27 13:13:02)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Czytam jak się stary pryk wypowiada o miłości. Skoro do tej pory nie wiedział co to jest miłość i nie założył związku, to nagle przyszło na niego olśnienie? Wielki bohater bo zniszczył czyjeś małżeństwo. Ja zgadzam się z przedmówcą i życzę mu aby również jeżeli kiedykolwiek znajdzie swoją połówkę dzielił się nią z innym. Bo dziewczyna go pocałowała, to on już się zakochał. Większych bredni nie słyszałem. Perfidnie doprowadził do zniszczenia małżeństwa. A skąd o0n wiedział że w jej małżeństwie się nie układało? Tylko i wyłącznie z jej słów, a co miała mu powiedzieć jak ją swędziała p....?
A na psychoterapię to powinieneś iść Ty, żeby Cię nauczono nie rozbijać małżeństw. Wielki bohater od mężatek.

73

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
szczęście111 napisał/a:

brunet zapytam z ciekawości... co postanawiasz zrobić? gdyby chciała miec z toba romans zgodziłbyś się czy jednak robiłbyś wszystko żeby się od niej odkochać i o niej zapomniec?

Wiedząc, że nie będzie już ze mną nie interesuje mnie już romans z nią ani żaden kontakt fizyczny czy sex. Nie chce przechodzić od nowa przez cierpienie i ból. Prawie już zapomniałem jak dobrze jest trzymać ją w swoich ramionach i nie chce przypominać sobie o tym ponownie tylko po to by znów to stracić.

74 Ostatnio edytowany przez brunett (2015-01-27 13:22:24)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Po przejściach 48 napisał/a:

Czytam jak się stary pryk wypowiada o miłości. Skoro do tej pory nie wiedział co to jest miłość i nie założył związku, to nagle przyszło na niego olśnienie? Wielki bohater bo zniszczył czyjeś małżeństwo. Ja zgadzam się z przedmówcą i życzę mu aby również jeżeli kiedykolwiek znajdzie swoją połówkę dzielił się nią z innym. Bo dziewczyna go pocałowała, to on już się zakochał. Większych bredni nie słyszałem. Perfidnie doprowadził do zniszczenia małżeństwa. A skąd o0n wiedział że w jej małżeństwie się nie układało? Tylko i wyłącznie z jej słów, a co miała mu powiedzieć jak ją swędziała p....?
A na psychoterapię to powinieneś iść Ty, żeby Cię nauczono nie rozbijać małżeństw. Wielki bohater od mężatek.

Nie napisałem tu za wiele o moim życiu poza tą sytuacją, skąd więc domysły a wręcz osądy, że nie miałem związku, małżeństwa czy nawet kilku ? Nie znasz mnie ani moich doświadczeń życiowych poza tym jednym, znasz tylko sytuację którą opisałem, natomiast oceniasz całe moje miłosne życie. Na jakiej podstawie ? Uprzedzeń ?

Dla twojej informacji psychoterpia nie uczy jak jak nie rozbijać małżeństw, widzę wiesz o psychoterapii tyle co o moim życiu, czyli bardzo mało.

Pozdrawiam kolejnego Hejtera.

75

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Oceniam Twój postępek, on mówi wszystko o Tobie.

76 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-01-27 13:26:14)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

"Moim zdaniem jak już jest miłość do innego a nie do męża to nie ma po co ratować małżeństwa."

Ona chyba miała inne zdanie na ten temat skoro nie odeszła od męża. Jesteś strasznie pewny tej jej miłości do Ciebie.
Według mnie gdyby była pewna ze to co czuje do Ciebie to jest " MIŁOŚĆ" ta prawdziwa nie wahała by sie.Tym bardziej ze miała przecież Twoje wsparcie w tej sytuacji.

Mowiła ze Cie Kocha , z mężem jest nieszczęśliwa, nie śpią ze sobą  itp. - biedna Misia. sad
( poczytaj wątki zdradzonych co opowiadają zdradzacze swoim kochankom -dokładnie te same słowa )

A gdybyś usłyszał ze jesteś tylko adrenalinką , odskocznia itp - zgodził byś sie na romans??

W tej chwili nie naciskałeś aby odeszła od męża a co zrobiłbyś za rok lub dwa jak romans dalej by trwał ??

77 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-01-27 13:28:40)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Ona nigdy z tobą nie była, tylko zdradzała męża z tobą, a ty byleś jej odskocznią. Dziwi mnie, że w takim wieku po 3 miesiącach, mailach i pocałunku włączyłeś sobie w głowie zakochanie. Przecież ty się zauroczyłeś w jej wyobrażeniu jak nastolatek. Jakie ty masz doświadczenie z kobietami? Pamiętaj, że wybrałeś kobietę zajętą i jesteś współodpowiedzialny za rozbicie rodziny. 25 latka, która się tobą zabawiła, a ty dałeś się uwieść. Wez przejrzyj na oczy i już nigdy nie popełniaj takiego błędu smarkacza.

78 Ostatnio edytowany przez brunett (2015-01-27 13:33:31)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
ryba81 napisał/a:
brunett napisał/a:

"Moim zdaniem jak już jest miłość do innego a nie do męża to nie ma po co ratować małżeństwa."

Ona chyba miała inne zdanie na ten temat skoro nie odeszła od męża. Jesteś strasznie pewny tej jej miłości do Ciebie.
Według mnie gdyby była pewna ze to co czuje do Ciebie to jest " MIŁOŚĆ" ta prawdziwa nie wahała by sie.Tym bardziej ze miała przecież Twoje wsparcie w tej sytuacji.

Mowiła ze Cie Kocha , z mężem jest nieszczęśliwa, nie śpią ze sobą  itp. - biedna Misia. sad
( poczytaj wątki zdradzonych co opowiadają zdradzacze swoim kochankom -dokładnie te same słowa )

A gdybyś usłyszał ze jesteś tylko adrenalinką , odskocznia itp - zgodził byś sie na romans??

W tej chwili nie naciskałeś aby odeszła od męża a co zrobiłbyś za rok lub dwa jak romans dalej by trwał ??

Wierzyłem jej od początku i traktowałem jako osobą wiarygodną. Można mi zarzucić naiwność ale do końca nie wiemy czy kłamała.
Czy jestem pewny jej miłości do mnie, dziwne jest to że jej czyny przeczą jej słowom i tu pojawia się we mnie zwątpienie.
Miała wsparcie, to fakt, czasami myślę że po prostu stchórzyła, przerosły ją wyrzuty sumienia i opinia oraz osądzanie rodziny i wspólnych znajomych. Trzeba dużej siły psychicznej i determinacji by stawić temu czoła.

Gdybym usłyszał, że jestem tylko adrenalinką nie pchał bym się w to wcale.
Nie pozwolił bym by romans trwał tak długo, to męczyło i mnie i ją (od początku kiedy pojawiły się uczucia) coraz bardziej. Tu było tylko jedno rozwiązanie, w prawo lub w lewo, stanie w miejscu tylko pogarszało by sytuacje coraz bardziej, każdej z zaangażowanych w to osób.

79

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
lifrinat napisał/a:

Ona nigdy z tobą nie była, tylko zdradzała męża z tobą, a ty byleś jej odskocznią. Dziwi mnie, że w takim wieku po 3 miesiącach, mailach i pocałunku włączyłeś sobie w głowie zakochanie. Przecież ty się zauroczyłeś w jej wyobrażeniu jak nastolatek. Jakie ty masz doświadczenie z kobietami? Pamiętaj, że wybrałeś kobietę zajętą i jesteś współodpowiedzialny za rozbicie rodziny. 25 latka, która się tobą zabawiła, a ty dałeś się uwieść. Wez przejrzyj na oczy i już nigdy nie popełniaj takiego błędu smarkacza.

Jestem współodpowiedzialny. To prawda. Trudno się z tym nie zgodzić.

80

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Utnij to, przestań analizować, bo to nie ma sensu, wyciągnij wnioski i już więcej nie popełniaj takiego błędu. Pracę bym też zmieniła, jeśli jest taka możliwość.

81

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
lifrinat napisał/a:

Utnij to, przestań analizować, bo to nie ma sensu, wyciągnij wnioski i już więcej nie popełniaj takiego błędu. Pracę bym też zmieniła, jeśli jest taka możliwość.

Taki jest mój zamiar i od jakiegoś czasu idę w tym kierunku. Tylko rozum nie zawsze zgadza się z sercem i jest mi po prostu trudno czasami.

82

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Takie zakochanie w wyobrażeniu łatwo jest zdusić. Wystarczy kilka tygodni. Tu nie było żadnych głębszych uczuć więc jak będziesz kierował się rozumem, to szybko wrócisz do normy.

83

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
dziewan napisał/a:

Wiesz mnie wlasnie zostawila zona mamy dziecko i jak ludzie decyduja sie na rodzicielstwo to powinni odpowiedzialnie dociagnac swoj zwiazek do czasu az dzieci dorosna.Bo milosc ma rozne oblicza nie tylko goracejak na poczatku.Trzeba wziac odpowiedzialnosc za zlozona przysiege i powolane zycie.A twoja wina jest taka ze nie powiedziales stop znajac jej sytuacje,to ty powinienes byc madrzejszy bo ty nic jeszcze wtedy nie ryzykowales.

Współczuje Ci szczerze.
Tak, zgadzam sie ze taka moja wina, ze nie powiedziałem stop.
Jak juz wczesniej wspomniałem też skoro robi sie miejsce pomiedzy mezem a zona na trzecia osobe zazwyczaj jest jakis powod ku temu.
Zwiazek trzeba pielegnować a nie tylko liczyć na przysiege małżeńska i zasłaniac sie dziećmi.
Nic Ci nie zarzucam bo nie znam sprawy tylko chodzi o to, ze kij ma dwa końce.

Rozumiem ze jak sasiad bedzie mial otwarta brame i drzwi do domu to go okradniesz i zdemolujesz dom?? czemu nie?? przeciez z jakis powodow nie zadbal aby dom zabezpieczyc to droga wolna nie?? wink a tu sejf tak jeszcze kusi i usmiecha sie do nas ;P

Tak z doswiadczenia powiem Ci ze jesli nie odeszla od razu to juz nie masz na co liczyc..Najlepiej na Twoim miejscu odciac sie calkowicie od tej sytuacji wink

84

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
wiktoRR napisał/a:
brunett napisał/a:
dziewan napisał/a:

Wiesz mnie wlasnie zostawila zona mamy dziecko i jak ludzie decyduja sie na rodzicielstwo to powinni odpowiedzialnie dociagnac swoj zwiazek do czasu az dzieci dorosna.Bo milosc ma rozne oblicza nie tylko goracejak na poczatku.Trzeba wziac odpowiedzialnosc za zlozona przysiege i powolane zycie.A twoja wina jest taka ze nie powiedziales stop znajac jej sytuacje,to ty powinienes byc madrzejszy bo ty nic jeszcze wtedy nie ryzykowales.

Współczuje Ci szczerze.
Tak, zgadzam sie ze taka moja wina, ze nie powiedziałem stop.
Jak juz wczesniej wspomniałem też skoro robi sie miejsce pomiedzy mezem a zona na trzecia osobe zazwyczaj jest jakis powod ku temu.
Zwiazek trzeba pielegnować a nie tylko liczyć na przysiege małżeńska i zasłaniac sie dziećmi.
Nic Ci nie zarzucam bo nie znam sprawy tylko chodzi o to, ze kij ma dwa końce.

Rozumiem ze jak sasiad bedzie mial otwarta brame i drzwi do domu to go okradniesz i zdemolujesz dom?? czemu nie?? przeciez z jakis powodow nie zadbal aby dom zabezpieczyc to droga wolna nie?? wink a tu sejf tak jeszcze kusi i usmiecha sie do nas ;P

Tak z doswiadczenia powiem Ci ze jesli nie odeszla od razu to juz nie masz na co liczyc..Najlepiej na Twoim miejscu odciac sie calkowicie od tej sytuacji wink

Dziekuję za radę, brzmi sensownie.

85 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-01-27 14:39:43)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
szczęście111 napisał/a:

moim zdaniem tu w ogóle nie ma winy autora wątku. No może nie powinien z nią iść do łóżka, ale w życiu to różnie bywa.
A linczujecie go jak zwykle na tym forum w takich sprawach.

Hmm a ja może wytłumaczę dlaczego Ja wylewam "pomyje na/linczuję" autora wink.
Po 1 - wchodząc w relacje z zajętymi osobami (szczególnie gdy dla nas nie są aseksualni) nie powinno iść się na tzw. YOLO. Co ewidentnie zrobiła Ona, a autor się pięknie dopasował wink.
Po 2 - jako osoba dorosła powinien wiedzieć (z doświadczenia), że człowieka poznaje się po czynach, a nie słowach. Po Jej opisie nie wyczytałam nieszczęśliwej kobiety, wręcz przeciwnie i to zanim weszła w głębszą relację z autorem. Powinien poczekać, aż wywiąże się ze Swojej obietnicy, czyli opuści męża. On wierzył w to co chciał, wręcz szukał Sobie powodów, aby głębiej wchodzić w tą relację. Uspokajał sumienie.
Po 3 - po zobaczeniu Jej prawdziwej JA przestać wybielać. Używać czegoś typu: wybrała Go (męża), bo musiała. Nic nie musiała, została BO CHCIAŁA (szczególnie po opisanym spotkaniu, gdzie sama powiedziała o chęci poszukania "tego czegoś" z mężem).
Po 4 - wmawianie Jej uwodzenia. Tak, bo On jak NIE CHCIAŁ BYĆ UWODZONYM. Pierwsza zasada uwodzenia: nie uwiedziesz, jeśli druga strona tego nie chce/nie podoba się.

Ona święta nie jest, ale wybielanie autora jest śmieszne. Zarówno On, jak i Ona nie powinni rozpocząć znajomości na tle intymnym. Jeśli tego nie chcieli. Moim zdaniem przez Nią już szybciej przemawiała chęć dominacji w związku, czyli poczucia decydowania za Samą Siebie, niż wyższe uczucia. Spodobało Jej się to, bo wcześniej Jej zdanie było mniej warte (musiała wziąć ślub itp.). Szczególnie wskazuje na to powiedzenie o wszystkim mężowi, gdy autor początkowo bał się tego. Ale to moje domysły.

Jak dla mnie powinieneś wyjąć DUŻO wniosków z tej sytuacji o Sobie. Miejmy nadzieję, że Ona też tongue. Najlepsze fundamenty w związku budowane są na miłości nie krzywdzącej innych oraz zaufaniu. A powiedz mi, po tym co Ona Ci obiecała, a czego nie dotrzymała ufasz Jej? Jak dla mnie gdybyście nawet zbudowali ten związek, to dość szybko zaczęłyby pojawiać się z Jej strony obawy. Co innego mieć romans, gdzie spotyka się z kimś kiedy się chce i nie widzi się wielu wad partnera. A co innego mieszkać z nim na stałe.
Nic tak nie buduje człowieka na nowo, jak krytyka. Wtedy trzeba zetknąć się ze Swoimi wadami, czego ludzie ewidentnie nie lubią tongue.

86

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

Gdybym usłyszał, że jestem tylko adrenalinką nie pchał bym się w to wcale.
Nie pozwolił bym by romans trwał tak długo

Więc masz już odpowiedź drogi Autorze na pytanie, dlaczego takiego wyznania nie usłyszałeś.
Nie jest trudno manipulować drugą osobą mówiąc jej to, co chce usłyszeć.
I nie mówiąc tego, czego słyszeć nie chce.

Po co Twoja kochanka ma mieć tylko męża, skoro może mieć też Ciebie.
I na odwrót: po co ma mieć tylko Ciebie, skoro może też mieć męża.

87

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Twoja wina polega tylko na tym że się zakochałeś. Do niczego jej nie zmuszałeś to była jej świadoma decyzja, dlatego nie bierz sobie tych ostrych słów krytyki do siebie. Przyszedłeś po wsparcie po stracie ukochanej osoby a nie po zbieranie gromów, które należą się jej.

Upadłeś - powstań. Nie pozwól na stratę kolejnych dni życia. To od Ciebie zależy jak je przeżyjesz. Zacznij walczyć o swoje szczęście. Zajmij się czymś nowym czego nie robiłeś do tej pory. Może to pomoże Ci z dnia na dzień coraz mniej myśleć o niej, o jej obietnicach, o marzeniach które wiązałeś z nią. Uświadom sobie, że to nie kobieta dla Ciebie. Dokonała wyboru. Zyj własnym życiem nie wchodząc już w takie sytuacje nigdy.

Byłam z mężczyzną, który miał dziecko z inna. NIE ZOSTAWIŁ JEJ DLA MNIE. Jak go poznałam to od roku czasu już z nią nie był, więc nie rozbijałam żadnego związku (uprzedzając hejty). I  co mam dziś??? siedzę sama, wykorzystana, upokorzona. Tak... on wrócił dla niej. Wiesz co usłyszałam po prawie dwóch latach??? Że kocha mnie zawsze będzie ale wraca do niej dla dziecka smile Nawet przy mnie powiedział jej prosto w twarz że nigdy jej nie pokocha, że zawsze będzie kochał mnie, a ona mimo to chce z nim być. Uwaga! Robią to niby dla dziecka smile smile

Wiem, że każda sytuacja jest inna, ale skoro ona od początku decydowała się na romans, a nie miała odwagi zakończyć małżeństwa zawsze już taka będzie. Nie będzie potrafiła podejmować decyzji. Przy każdej kłótni waszej wracałaby do męża. Później znowu do Ciebie. Zmarnował byś sobie przy niej życie. Ona zawsze miałaby kontakt z mężem chociażby ze względu na dziecko. Nie masz pewności czy i Ciebie by nie kłamała. Sam widzisz, że jest zdolna do zdrady.

Póki są "motylki" każda relacja jest łatwiejsza, realna, widziana pozytywnie. Dopiero życie, monotonia są próbą dla związku. Ciesz się, że zakończyło się tylko na tym, że nie brnąłeś w tą sytuacje dłuższy czas, ponieważ nie ma ona szczęśliwego zakończenia. Wiesz dlaczego??? Bo gdyby miało tak być już dawno miał być ją w swoich ramionach i byłąby ona tylko Twoja. Tak nie jest i nigdy nie będzie. Im szybciej to zrozumiesz tym prędzej zaczniesz dbać o własne szczęście.

88

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Nektarynka53 napisał/a:
szczęście111 napisał/a:

moim zdaniem tu w ogóle nie ma winy autora wątku. No może nie powinien z nią iść do łóżka, ale w życiu to różnie bywa.
A linczujecie go jak zwykle na tym forum w takich sprawach.

Moim zdaniem przez Nią już szybciej przemawiała chęć dominacji w związku, czyli poczucia decydowania za Samą Siebie, niż wyższe uczucia. Spodobało Jej się to, bo wcześniej Jej zdanie było mniej warte (musiała wziąć ślub itp.). Szczególnie wskazuje na to powiedzenie o wszystkim mężowi, gdy autor początkowo bał się tego. Ale to moje domysły..

W ten sam sposób to widziałem próbując analizować, mimo, że wyraźnie mnie tu nie oszczędzasz i nie ze wszystkim się zgadzam, bo Twoja wypowiedź i opinia jest stronnicza z tym małym kawałkiem mogłaś trafić w dziesiątkę !
Też miałem wrażenie, że ona nie podejmuje decyzji swojego życia tylko dostosowuje się do decyzji innych, mamy, rodziców, męża itd
Na przykładzie z mężem, kiedy on dowiedział się o romansie, ona czekała na informację, że on odchodzi od niej i w pewnym sensie było jej to na rękę, on odchodzi i jego decyzja, nie jej a ona może być ze mną. Mąż jednak postanowił walczyć o związek a ona... jakby nie wiedziała co z tym zrobić... mówiła, co mnie zdziwiło, że w takim przypadku musi się dostosować już do niego.
To dało mi do myślenia.

89

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
ona1990ona napisał/a:

Twoja wina polega tylko na tym że się zakochałeś. Do niczego jej nie zmuszałeś to była jej świadoma decyzja, dlatego nie bierz sobie tych ostrych słów krytyki do siebie. Przyszedłeś po wsparcie po stracie ukochanej osoby a nie po zbieranie gromów, które należą się jej.

Upadłeś - powstań. Nie pozwól na stratę kolejnych dni życia. To od Ciebie zależy jak je przeżyjesz. Zacznij walczyć o swoje szczęście. Zajmij się czymś nowym czego nie robiłeś do tej pory. Może to pomoże Ci z dnia na dzień coraz mniej myśleć o niej, o jej obietnicach, o marzeniach które wiązałeś z nią. Uświadom sobie, że to nie kobieta dla Ciebie. Dokonała wyboru. Zyj własnym życiem nie wchodząc już w takie sytuacje nigdy.

Byłam z mężczyzną, który miał dziecko z inna. NIE ZOSTAWIŁ JEJ DLA MNIE. Jak go poznałam to od roku czasu już z nią nie był, więc nie rozbijałam żadnego związku (uprzedzając hejty). I  co mam dziś??? siedzę sama, wykorzystana, upokorzona. Tak... on wrócił dla niej. Wiesz co usłyszałam po prawie dwóch latach??? Że kocha mnie zawsze będzie ale wraca do niej dla dziecka smile Nawet przy mnie powiedział jej prosto w twarz że nigdy jej nie pokocha, że zawsze będzie kochał mnie, a ona mimo to chce z nim być. Uwaga! Robią to niby dla dziecka smile smile

Wiem, że każda sytuacja jest inna, ale skoro ona od początku decydowała się na romans, a nie miała odwagi zakończyć małżeństwa zawsze już taka będzie. Nie będzie potrafiła podejmować decyzji. Przy każdej kłótni waszej wracałaby do męża. Później znowu do Ciebie. Zmarnował byś sobie przy niej życie. Ona zawsze miałaby kontakt z mężem chociażby ze względu na dziecko. Nie masz pewności czy i Ciebie by nie kłamała. Sam widzisz, że jest zdolna do zdrady.

Póki są "motylki" każda relacja jest łatwiejsza, realna, widziana pozytywnie. Dopiero życie, monotonia są próbą dla związku. Ciesz się, że zakończyło się tylko na tym, że nie brnąłeś w tą sytuacje dłuższy czas, ponieważ nie ma ona szczęśliwego zakończenia. Wiesz dlaczego??? Bo gdyby miało tak być już dawno miał być ją w swoich ramionach i byłąby ona tylko Twoja. Tak nie jest i nigdy nie będzie. Im szybciej to zrozumiesz tym prędzej zaczniesz dbać o własne szczęście.

Dziekuję za Twoją wypowiedź. Nie biorę sobie do siebie tych ostrych słów krytyki od hejterów tu. Powinien być o nich tu osobny temat i wątek :-)
Za to Twoją wypowiedź wziąłem sobie do siebie bardzo i doceniam to co usłyszałem.

90 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2015-01-27 15:02:51)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

teraz z jej strony będzie poprawa w stosunku do męża, ale gdy tylko czujność męża się zmniejszy znów będzie chciała z tobą poromansować. Tak mi się wydaje. Tym bardziej że było pięknie i się widujecie.

91

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
szczęście111 napisał/a:

teraz z jej strony będzie poprawa w stosunku do męża, ale gdy tylko czujność męża się zmniejszy znów będzie chciała z tobą poromansować. Tak mi się wydaje. Tym bardziej że było pięknie i się widujecie.

Właśnie tak jest, mąż ją kontroluje cały czas, nie wraca do domu na czas od razu sms gdzie jesteś, kontroluje jej maila i szpiega ma na jej telefonie.
Jest więc poprawa wymuszona przez męża, przez przesadną kontrolę.
Też mam wrażenie, że gdyby nie jego kontrola i wymuszanie dalej by to trwało z jej strony.

92

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Tu nie chodzi o hejtowanie czy nie hejtowanie. Po prostu musisz pewne rzeczy zrozumieć. Tak jak już wcześniej pisałam prawie każdy z tu obecnych przeżył zawód miłosny. Też kochał i nie może być z tą osobą więc doskonale wiemy co czujesz. Ale chodzi o to, że większość ludzi wie, że to koniec i chcę usłyszeć rady jak sobie poradzić jak zamknąć ten rozdział itd. Ty natomiast próbujesz za wszelką cenę wybronić Waszej miłości. Powinieneś zmienić podejście. Nie czy może jednak ona się zdecyduje od męża odejść bądź dlaczego z nim została. Taka decyzja została podjęta i musisz to uszanować. Musisz przekierować swoje myślenie na tor-"to już jest koniec".Im szybciej to pojmiesz tym szybciej z tego wyjdziesz.

93 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2015-01-27 15:21:38)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
szczęście111 napisał/a:

teraz z jej strony będzie poprawa w stosunku do męża, ale gdy tylko czujność męża się zmniejszy znów będzie chciała z tobą poromansować. Tak mi się wydaje. Tym bardziej że było pięknie i się widujecie.

Właśnie tak jest, mąż ją kontroluje cały czas, nie wraca do domu na czas od razu sms gdzie jesteś, kontroluje jej maila i szpiega ma na jej telefonie.
Jest więc poprawa wymuszona przez męża, przez przesadną kontrolę.
Też mam wrażenie, że gdyby nie jego kontrola i wymuszanie dalej by to trwało z jej strony.

dlatego zastanawia  mnie ta miłość JEJ do swojego męża. Ale to już nie twoja sprawa w sumie bo to nie twoja kobieta.
Ty z nią normalnego związku nie zbudujesz. No.. jedynie dalszy romans gdy emocje/kontrola jej męża opadną.

94

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Prze Tobą wiele smutnych dni, ponieważ uczuć nie da się wymazać. I mimo Twojego wieku ( co inni dość dobitnie podkreślają) nie oznacza, że łątwiej zapomnieć, przestać kochać czy kocha się mniej. Przecież to niedorzeczne. Wiem co czujesz i jedyne co mogę Ci pomóc, doradzić to CZAS... niestety tego nie przeskoczysz... ale nie możesz siedzieć w fotelu z założonymi rękami, myśleć o niej i odliczać CZAS... samo nie minie bo przecież darzyłeś (darzysz) ją szczerym uczuciem... musisz zacząć robić coś w tym kierunku. Przestań analizować, myśleć o niej, zadawać sobie pytania DLACZEGO, myśleć jak mogło być fajnie, wspominać wspólne chwile itd. Tego już nie ma i nie będzie. Zacznij myśleć o sobie, co możesz zrobić dla siebie. Nie zamykaj się na innych ludzi. Ja przeszłam bardzo trudną drogę. Wiem coś o tym i wiem ile złych i smutnych chwil przede mną, ale walczę. Sama ze sobą. O własne szczęście.

95

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
ona1990ona napisał/a:

Prze Tobą wiele smutnych dni, ponieważ uczuć nie da się wymazać. I mimo Twojego wieku ( co inni dość dobitnie podkreślają) nie oznacza, że łątwiej zapomnieć, przestać kochać czy kocha się mniej. Przecież to niedorzeczne.

BINGO !!! i szacun dla Ciebie.

96

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Dlatego nie analizuj już tylko zrób dziś coś dla siebie. smile umów się ze znajomymi idź do kina siłownię cokolwiek smile smile ja po zerwaniu byłam więcej razy w kinie niż przez cały związek z nim heheh (od rozstania minął niecały miesiąc) robię wszystko aby jak najmniej mysleć. Staram się zapomnieć, bo przecież już nigdy z nim nie będę, zostawił mnie, upokorzył. Stracił swoją szansę a ja zyskałam kolejną smile jaką? na życie w prawdzie smile może już zawsze będę sama może już nigdy nie poczuję tych motylków ale cieszę się z tego co mam.

*** minuta smutku to stracone 60sekund szczęścia ***

Dlatego nie trać już żadnej minuty swojego życia smile smile

97

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

brunett nie wiem, jak wyglądały Twoje związki, ALE naprawdę pasuje Ci tego typu układ? O ile tego typu sprawy idą dobrze Ci idą to pomiędzy romansem, a związkiem gdzie górę biorą inne wartości (na pewno budują inne fundamenty) jest ogromna różnica. Romans to podejście obu stron typu: biorę to co chcę z takiego układu (czas, emocje, doświadczenia, seks itp.). Układ przestaje być korzystny: odchodzę. Dlaczego wybrała Męża, a nie Ciebie JAK W KOŃCU MOGŁA UCIEC, ŻYĆ TAK JAK CHCIAŁA to będzie zagadką zarówno dla Ciebie, jak i dla Nas tongue.

A co do hejterów. Gdyby ich nie było zdrada byłaby normą tongue. Bo osoby zdradzające oraz "towarzyszące" nie czuli by już przynajmniej hamulców moralnych, nawet nie wynikających z ich samych.

98

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Zdrada byla, jest i bedzie wiec jest norma tongue
Po prostu wiekszosc siedzi w podziemiu big_smile

Brunecie a co z Toba?
Czego teraz chcesz?
Macie ze soba kontakt?


Ona jezeli dojrzaly mezczyzna pisze jak Brunet, to albo kreci albo przespal ostatnie 20 lat.
Ja obstawiam to pierwsze smile i nie chodzi tutaj o sile uczucia czy cierpienia.

99

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Rany, cieszę się, że wśród tej plującej jadem zgrai znalazł się choć jeden głos rozsądku, ona1990ona. Trudno uwierzyć, że przez 3 strony postów niemal nikt nie miał Ci, brunett, nic pocieszającego do powiedzenia. Podzielam tę opinie, życie jest takie proste do czasu aż się nie skomplikuje, wtedy za to łatwo jest dawać innym rady, jak to oni inaczej powinni postąić i jakimi są idiotami. Ja serdecznie Ci współczuję zawodu miłosnego, pewnie, że mogłeś postąpić inaczej, wycofać się o czasie, ale kto z nas nie ma nadziei, choćby naiwnej, że się uda?
Ja sama jestem po rozwodzie, moje małżeństwo zakończyło  się z różnych powodów, ale jednym z nich był On, w którym zakochałam się do szpiku kości. Byliśmy przyjaciółmi, ale w momencie, gdy sobie uświadomiłam, że to miłość, oświadczyłam mężowi, że się rozstajemy. Nie było to łatwe, mieliśmy mieszkanie na kredyt i uwite gniazdko, oczekiwania i presja rodziny itd. "Jemu" powiedziałam o tym po jakimś czasie, bardzo mnie wspierał, w końcu byliśmy przyjaciółmi. Jeszcze później, nie oczekując niczego, wyznałam mu miłość, okazało się, że on też jest we mnie zakochany. Zaczęliśmy więc być razem. Gdy to wyszło na jaw, zostałam przez większość rodziny i wspólnych znajomych osądzona jako niewierna żona, która dla "nowego gacha" opuszcza męża i rujnuje mu życie. Moje życie i szczęście nie było ważne . Do dziś jestem w przyjaźni tylko z tymi, którzy zostali przy mnie. Z "Nim" stworzyliśmy kilkuletni,  piękny związek, który zakończył się przyjaźnią z zupełnie innych przyczyn.
Jednak niestety, w dobrym, solidnym związku nie ma miejsca na trzecią osobę. Słusznie powiedziałeś, że jeśli to miejsce się pojawia, to nie bez przyczyny. Nikt nikogo nie wykorzystał, przynajmniej z tego, co opisujesz, a nie mam podstaw Ci nie wierzyć. Ona podjęła decyzję, mądrą czy głupią, wygodną czy rozsądną, można się spierać, ale na pewno na Twoją niekorzyść i tego Ci współczuję. Pamiętaj jednak, że tego doświadczenia życiowego nikt Ci nie odbierze, choć to niewielka pociecha. Bądź dla siebie dobry, postaraj się o niej zapomnieć i daj sobie czas na powrót do normalnego życia. Jesteś jeszcze młody, nie trać nadziei na miłość smile Pozdrawiam ciepło i życzę szczęścia.

100

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Fledermaus napisał/a:

Rany, cieszę się, że wśród tej plującej jadem zgrai znalazł się choć jeden głos rozsądku, ona1990ona. Trudno uwierzyć, że przez 3 strony postów niemal nikt nie miał Ci, brunett, nic pocieszającego do powiedzenia. Podzielam tę opinie, życie jest takie proste do czasu aż się nie skomplikuje, wtedy za to łatwo jest dawać innym rady, jak to oni inaczej powinni postąić i jakimi są idiotami. Ja serdecznie Ci współczuję zawodu miłosnego, pewnie, że mogłeś postąpić inaczej, wycofać się o czasie, ale kto z nas nie ma nadziei, choćby naiwnej, że się uda?
Ja sama jestem po rozwodzie, moje małżeństwo zakończyło  się z różnych powodów, ale jednym z nich był On, w którym zakochałam się do szpiku kości. Byliśmy przyjaciółmi, ale w momencie, gdy sobie uświadomiłam, że to miłość, oświadczyłam mężowi, że się rozstajemy. Nie było to łatwe, mieliśmy mieszkanie na kredyt i uwite gniazdko, oczekiwania i presja rodziny itd. "Jemu" powiedziałam o tym po jakimś czasie, bardzo mnie wspierał, w końcu byliśmy przyjaciółmi. Jeszcze później, nie oczekując niczego, wyznałam mu miłość, okazało się, że on też jest we mnie zakochany. Zaczęliśmy więc być razem. Gdy to wyszło na jaw, zostałam przez większość rodziny i wspólnych znajomych osądzona jako niewierna żona, która dla "nowego gacha" opuszcza męża i rujnuje mu życie. Moje życie i szczęście nie było ważne . Do dziś jestem w przyjaźni tylko z tymi, którzy zostali przy mnie. Z "Nim" stworzyliśmy kilkuletni,  piękny związek, który zakończył się przyjaźnią z zupełnie innych przyczyn.
Jednak niestety, w dobrym, solidnym związku nie ma miejsca na trzecią osobę. Słusznie powiedziałeś, że jeśli to miejsce się pojawia, to nie bez przyczyny. Nikt nikogo nie wykorzystał, przynajmniej z tego, co opisujesz, a nie mam podstaw Ci nie wierzyć. Ona podjęła decyzję, mądrą czy głupią, wygodną czy rozsądną, można się spierać, ale na pewno na Twoją niekorzyść i tego Ci współczuję. Pamiętaj jednak, że tego doświadczenia życiowego nikt Ci nie odbierze, choć to niewielka pociecha. Bądź dla siebie dobry, postaraj się o niej zapomnieć i daj sobie czas na powrót do normalnego życia. Jesteś jeszcze młody, nie trać nadziei na miłość smile Pozdrawiam ciepło i życzę szczęścia.

Dziękuję. Za wsparcie, zrozumienie i za głos rozsądku.
Nawet nie wiesz jak mi lżej na duszy po Twoim poście.

101

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Katharsis69 napisał/a:

Zdrada byla, jest i bedzie wiec jest norma tongue
Po prostu wiekszosc siedzi w podziemiu big_smile

Brunecie a co z Toba?
Czego teraz chcesz?
Macie ze soba kontakt?

Podświadomie i naiwnie ciągnie mnie do niej, walczę z tym i mam lepsze i gorsze dni z tym związane. Czasami ryczę jak dziecko tak z nienacka, np jadąc autem.
Świadomie chce wrócić do równowagi, innymi słowy odkochać się bo na dzisiejszą chwilę nie potrafię spojrzeć z zainteresowaniem na inną kobietę i nie ma mowy na otwarcie się na kogoś, na nowy związek póki jestem tak... zblokowany. Jestem w czarnej dupie. Hejterzy powiedzą, że na własne życzenie a ja nie będę się z nimi kłócić, po trochu mają rację tu.
Ona siedzi w domu z mężem, żartują, śmieją się i oglądają filmy, spędzają czas z dzieckiem, ja sam w pustym domu staram się otworzyć na ludzi i normalne choćby koleżeńskie relacje, wychodzić z domu, uprawiać sport, znaleźć sobie zajęcie. Jeden świat mi się załamał, Staram się stworzyć drugi.

Kontakt będzie niedługo początkiem miesiąca jak bede u niej z dokumentami.

102

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Tak hipotetycznie. Odchodzi od męża do kochanka. Mąż jest załamany piszę na forum. "Żona zostawiła mnie dla kochanka po 4latach małżeństwa, mamy małą córeczkę". Wszyscy chyba mają te same odczucia. Więc nie można się też dziwić, że jest taka reakcja. Autor wątku według mnie źle przedstawił swój problem. Nie chodzi o to, żeby go pogrążyć tylko uświadomić, że ta relacja była niewłaściwa, szczęścia na nieszczęściu się nie buduje i teraz pora zacząć żyć swoim życiem bez niej. Wiem jest to cholernie ciężkie, wszystko wydaje się bez sensu, ale po okresie żałoby trzeba wstać i być silnym. A jeżeli w związku coś nie gra to nie ucieka się w zdradę bo to najłatwiejsze tylko próbuje się naprawić, komunikuje jasno, że źle się dzieje i jeżeli próba naprawienia nie przynosi skutków odchodzi się z czystym sumieniem. Wtedy dwie strony są czyste nie zarzucają sobie niczego i każdy z nich może budować nowe życie z nowym partnerem. Tylko do tego trzeba mieć odrobinę odwagi. Dla mnie najpierw budowanie sobie gniazdka a boku a potem zwalanie, że w związku się nie układało jest podłe. Bo zdradzający wchodzi sobie szczęśliwie w nowy związek zostawiając partnera samemu sobie. Czemu nagle jak odchodzi się do kogoś innego da się mówić, że coś się nie układało, wypaliło itd. a jakoś zanim ta osoba się nie pojawiła to tego nigdy się nie mówiło? Kłamstwo i obłuda. Przepraszam za mój długi i nudny post ale musiałam z siebie to wyrzucić.

103

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Myslę, że niepotrzebnie zastanawiasz się, czy kochała, czego chciała...
Może kochała, może zawsze bedziesz w jej sercu, może byłeś odskocznią, może stchórzyła, może nie miała wyjscia,
może tęskni, może żałuje, albo będzie żałowała swojego wyboru do końca życia ....tego mozesz nigdy sie nie dowiedzieć.
Choć trochę wiesz, powiedziała, że kocha. Cokolwiek to dla niej znaczy tez trudno zakładać, że kłamie.
Ważne, że stara się ułożyć sobie życie na nowo, poukładać to wszystko bez Ciebie i  Ty takze powinieneś się  skupić na przyszłości.
Wyścia nie masz.

104

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
milka9 napisał/a:

Myslę, że niepotrzebnie zastanawiasz się, czy kochała, czego chciała...
Może kochała, może zawsze bedziesz w jej sercu, może byłeś odskocznią, może stchórzyła, może nie miała wyjscia,
może tęskni, może żałuje, albo będzie żałowała swojego wyboru do końca życia ....tego mozesz nigdy sie nie dowiedzieć.
Choć trochę wiesz, powiedziała, że kocha. Cokolwiek to dla niej znaczy tez trudno zakładać, że kłamie.
Ważne, że stara się ułożyć sobie życie na nowo, poukładać to wszystko bez Ciebie i  Ty takze powinieneś się  skupić na przyszłości.
Wyścia nie masz.

Wszystko to prawda...

105

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

Ona siedzi w domu z mężem, żartują, śmieją się i oglądają filmy, spędzają czas z dzieckiem, ja sam w pustym domu staram się otworzyć na ludzi i normalne choćby koleżeńskie relacje, wychodzić z domu, uprawiać sport, znaleźć sobie zajęcie. Jeden świat mi się załamał, Staram się stworzyć drugi.

No ale co się dziwisz. Pisałeś w którymś z wątków, że byłeś w małżeństwie. Tym bardziej dziwię się, że nawiązałeś romans z zamężną kobietą.

106 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2015-01-27 17:40:33)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
milka9 napisał/a:

Ważne, że stara się ułożyć sobie życie na nowo, poukładać to wszystko bez Ciebie i  Ty takze powinieneś się  skupić na przyszłości.
Wyścia nie masz.

hola hola, nie znamy jej zamiarów, tak jak pisałam wcześniej -może jeszcze będzie chciała z nim kręcić. Ty jednak autorze jak powiedziała milka9 skup się na swojej przyszłości. Powodzenia smile

107

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
lilianna90 napisał/a:

A jeżeli w związku coś nie gra to nie ucieka się w zdradę bo to najłatwiejsze tylko próbuje się naprawić, komunikuje jasno, że źle się dzieje i jeżeli próba naprawienia nie przynosi skutków odchodzi się z czystym sumieniem. Wtedy dwie strony są czyste nie zarzucają sobie niczego i każdy z nich może budować nowe życie z nowym partnerem. Tylko do tego trzeba mieć odrobinę odwagi. Dla mnie najpierw budowanie sobie gniazdka a boku a potem zwalanie, że w związku się nie układało jest podłe. Bo zdradzający wchodzi sobie szczęśliwie w nowy związek zostawiając partnera samemu sobie. Czemu nagle jak odchodzi się do kogoś innego da się mówić, że coś się nie układało, wypaliło itd. a jakoś zanim ta osoba się nie pojawiła to tego nigdy się nie mówiło? Kłamstwo i obłuda.

Pewnie, że zdrada nie jest rozwiązaniem, ale w szczęśliwych, spełnionych związkach się po prostu nie zdarza!  Jest natomiast krzywdząca dla obydwu zaangażowanych stron, bo rani zdradzanego i daje nadzieję "temu drugiemu/ tej drugiej", a jak się okazjuje ciężko jest zdobyć się na odwagę i zakończyć tak po prostu wieloletni związek. Zdrada, albo jej chęć jest za to sygnałem, że związek się sypie, można jej uniknąć i iść na terapię par. Można zdradzić i znaleźć szczęście z nowym partnerem (na co miał nadzieję Brunett, co naturalne). Można też zdradzić i dojść do wniosku, że małżeństwo nie daje szczęścia, może i ona się w końcu nawet z tym mężem i tak rozstanie!  Albo zdradzić i stwierdzić, że to był błąd, wrócić do męża z wygody lub miłości. Nie nam to oceniać, szkoda, że w tym wypadku Brunett musiał cierpieć, na pewno też cierpi zdradzony mąż, jej też z pewnością jest niełatwo. Ale wkurza mnie takie bezduszne "miałeś co chciałeś" jako odpowiedź na taką szczerą i smutną historię.

A poza tym lilianna90:  może się i mówiło, może może się próbowało naprawiać, może się nie układało od zawsze, tylko nie było odwagi ani impulsu, zeby to zmienić, bo się już człowiek przyzwyczaił i nie miał nadzei na prawdziwe szczęście. A może da się mówić, że sie nie układało dopiero wtedy, gdy się to ujrzy w innej perspektywie. Ja bym wolała, zostać opszczona, niż żyć z kimś kto zostaje dla mnie z litości, skrupułów, lub "dla dziecka". TO jest dopiero kłamstwo niż obłuda.

108 Ostatnio edytowany przez milka9 (2015-01-27 18:15:47)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Bez względu na naszą ocenę tej sytuacji
jedyne, co wiadomo,to to, że On kocha Ją, Ona kocha Jego, a jednak postanowiła ułożyć sobie życie z mężem.
To jej wybór i autor moim zdaniem powinien go uszanować. Ona poniesie konsekwencje swojego wyboru.
Nie jest pozbawiona woli.

On także postanowił nie utrudniać jej tego wszystkiego i nie walczyć o nią.

Co będzie nikt nie wie.

Szczęście,
być może Ona stwierdzi, że jednak chce odejśc od męża. Tylko, że to takie gdybanie.
Ale jeśli tak się stanie to juz sam autor będzie musiał ocenić na ile to dojrzała decyzja,
na ile dojrzała osoba, czy jeszcze Ją chce. Osobiście uważam, że małżeństwu zawsze trzeba dać szansę,
przynajmniej spróbować, w szczególności, kiedy są jeszcze dzieci.To chociażby kwestia uczciwości.
Tylko to są gdybania nie na teraz i chyba autor nie powinien się nad tym skupiać tylko powinien układać swoje życie
na nowo.

109 Ostatnio edytowany przez Katharsis69 (2015-01-27 18:20:09)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Rozumiem ze ta wiadomosc w ktorej informowala Cie, ze zostaje z mezem byla Waszym ostatnim kontaktem? Jednoczesnie wyjasnieniem i zamknieciem Waszej znajomosci?

Zastanawiales sie jak bedzie wygladalo Wasze nastepne spotkanie w pracy, bo zakladam ze bedziecie sie widywali.

Jestes w stanie przyjac ewentualnosc, ze nie bedziecie sie juz wiecje spotykali?


Jezeli faktycznie wyszla za maz pod naciskiem rodziny, to musi byc pod jej silnym wplywem.
Bedzie jej sie ciezko przeciwstawic i walczyc o swoje zycie, juz abstrahujac od Waszego romansu.

110

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
ona1990ona napisał/a:

Prze Tobą wiele smutnych dni, ponieważ uczuć nie da się wymazać. I mimo Twojego wieku ( co inni dość dobitnie podkreślają) nie oznacza, że łątwiej zapomnieć, przestać kochać czy kocha się mniej. Przecież to niedorzeczne.

BINGO !!! i szacun dla Ciebie.

Ona 1990 ale nikt tu nie napisal, ze w tym wieku nie mozna kochac.
Mozna, nawet do szalenstwa kiedy ma sie 30, 40... 70 lat.

Niedorzeczne jest, zakochiwac sie slepo, glupio, bez przyszlosciowo, na szybko i naiwnie.
O to tu chodzi.
A ty ona1990 slodzisz Brunettowi i on to lyka, jak teksty swojej kochanicy. Historia sie powtarza, ten typ tak ma, a Ty mowisz to co on chce uslyszec big_smile

111 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-01-27 19:53:26)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Brunett,
Przeczytałam Twój post z duża ciekawością. Niesamowite jak wiele kwestii mogłabym odnieść do siebie, opisać tymi samymi słowami. Byłam w podobnej sytuacji co Ty tylko to on miał żonę, dziecko a ja byłam wolna. Też jest ode mnie sporo starszy. Jednak tak jak Ty szukał ze mną kontaktu, pretekstu by się spotkać, też od początkowych zachowawczych maili przeszliśmy na tel. Niekończące się rozmowy...nakręcanie... w końcu spotkanie poza pracą i pierwszy pocałunek. Podobnie tak jak u Ciebie na początku po prostu cieszyliśmy się chwilami które mieliśmy dla siebie... nie mogąc się doczekać kolejnego spotkania. Też mi powiedział, że mnie kocha jakoś wiosną ub roku, choć znaliśmy się wcześniej jakoś chyba z rok. Po miesiącu czy dwóch ja to samo mu wyznałam. No ale tak jak sam też napisałeś taka sielanka musiała się skończyć - zaczęłam mieć rozterki, dylematy - w końcu on jest żonaty! Po wakacjach coraz bardziej zaczęło mi to ciążyć na sumieniu, zaczęłam się powoli wycofywać, mniej z tego cieszyć, ale jednak uczucie wciąż było silniejsze... On wręcz "szalał" jak mu mówiłam, że nie powinniśmy się już spotykać, że to bez sensu, ale nie dawał za wygraną. Zaczął mówić o rozwodzie, ale bardziej pytająco - czy ja tego chcę? Oczywiście przytaczał różne problemy jakie z tego mogą wyniknąć, też te o których Ty wspominałeś. Ja jednoznacznie nie potrafiłam odpowiedzieć, nie chciałam decydować o tym. Nie chciałam brać udziału w ew szarpaninie, w obieraniu ojca dziecku, choć poniekąd i tak w tym już tkwiłam. Wolałam aby tą decyzję podają sam. W końcu zebrałam w sobie wystarczająco siły by urwać kontakt, choć się męczyłam strasznie...

I się rozwiódł bez mojej wiedzy, ale jego ex nie wiedziała i wciąż nie wie o mnie. Ale mieliśmy pewne okoliczności 'sprzyjające'. On mieszkał kilkaset km ode mnie, ale często przebywał w moim mieście ze względu na pracę. Teraz się tu przeprowadził... Myślę, że gdybyśmy wszyscy tu mieszkali nie byłoby to możliwe, albo dużo cięższe.

Inna sprawa o której może teraz nie myślisz - dziecko. Ono wiele zmienia - ono jest i byłoby w Waszym ew wspólnym życiu. Łatwo powiedzieć zawsze chciałem mieć, lubię dzieci, ale to jest po 1. nie Twoje dziecko i po 2. zawsze będzie łącznikiem pomiędzy Wami a ex. nawet po rozwodzie. To jest ciężkie naprawdę. Szczególnie jak się poważnie traktuje znajomość i chce by było dobrze, by ono najmniej ucierpiało... choć w okolicznościach rozbicia rodziny to samo już brzmi jak brzmi... Wiem że teraz o nim nie myślisz, albo nie o końca zdajesz sobie sprawę, ale ja teraz (już) jestem na tym etapie... Możliwe, że w odwrotną stronę jest trochę łatwiej bo to jednak kobieta (matka) przejmuje zwykle większość obowiązków przy dziecku... ale dla mnie to wyzwanie...

A już jak się rozpisałam to jeszcze jedna uwaga co do pojawiających się komentarzy czy zarzutów ad Twojego wieku, że jak to możliwe, że tak się "ślepo" zakochałeś - otóż my jesteśmy od Was o ok. 5 lat starsi z podobną różnicą wieku między sobą. Można? Można... i wcale się nie czuję (nie czujemy się) za starzy na takie uczucie...

112

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

Deklarowałem, że nie chce być kłopotem ani przyczyną rozpadu jej związku z mężem i jak tylko będzie chciała odejdę z dnia na dzień.(...)od początku obiecałem jego żonie, że nie bede jej utrudniał, gdyby chciała abym zniknął z jej życia... (...)
Po miesiącu dostałem maila w którym ona pisze, że nie da jednak rady odejść od męża(...)
Nie chciałem tak tego zostawić, jakkolwiek szanowałem jej decyzje i tak jak obiecałem usunąć się w kąt w razie takiej sytuacji, co zamierzałem zrobić, poprosiłem ją o spotkanie na żywo(...)Odpowiedziała bym nie czekał bo nie wie ile to potrwa i czy w ogóle kiedykolwiek odejdzie od męża...

Pieprzysz i kręcisz. Jak ona zechce, to odejdę, jasne.
Bzdury.

Jesteś niekonsekwentny totalnie.
Ona, pisząc, żebyś nie czekał, dokonała wyboru. Zaakceptuj i spełnij obietnicę.

113 Ostatnio edytowany przez YourShadow (2015-01-27 19:41:02)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

brunett

Czy wiesz czego chcesz?

Czy chciałbyś z nią być na poważnie?

Co oznacza wzięcie na siebie dużego kalibru problemów?

Czy chciałbyś wychowywać jej dziecko?
Czy potrafiłbyś mu zapewnić możliwość dobrych relacji z prawdziwym ojcem (przeprowadzić całą sprawę tak, by dziewczyna i jej mąż nie była totalnie skłócona)?
Czy potrafiłbyś do siebie przekonać rodziców tej dziewczyny? Oni pewnie są jak owce, liczy się, żeby wszystko było cacy, nie było stresów, żadnych trudnych spraw, święty spokój, droga bez wybojów do piachu i do nieba. Potrafisz tak zaczarować rzeczywistość?
Czy byłbyś pewny uczuć i wierności tej dziewczyny, biorąc pod uwagę, że prawdopodobnie byłeś jej skokiem w bok, a ona jest dosyć kochliwa... by nie powiedzieć - łatwa...
Jak widziałbyś spotkania rodzinne?
Potrafiłbyś tak ogarnąć te wszystkie problemy, by wszystkie obawy tej dziewczyny zostały rozwiane? By pomimo historii powstania waszego związku, zdrady, czuła się szczęśliwa, nieskrępowana? By związek z tobą nie oznaczał wyrwania jej z korzeniami, rezygnacji ze szczęścia?

Od tych wszystkich problemów nie uciekniesz.

Może to o czym fantazjujesz, w rzeczywistości nie dałoby ci szczęścia...

Może lepiej byś zrobił, ciesząc się tylko seksem z nią, tak jak to ona planowała. Chemia między wami jest, to po co ją tłamsić...

114

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:

Nie upycha gdzie się da, miała wolny wieczór czasami w pt lub sobote, z dzieckiem zostawał wtedy ojciec dziecka, jej mąż. W innych przypadkach odwiedzała mnie z dzieckiem. Nie zaniedbywała malucha, można jej zarzucić zdrade ale nie upychanie dziecka lub zaniedbywanie go. Mi też los malucha nie był obojętny. Dziecko niczemu nie winne i w razie potrzeby miało moją pełną akceptację.

Nie bede jak inni wymyślał Ci, bo ja już dawno zrozumiałem jak to działa, wiec by moze uspokoić emocje, troche opiszę w miarę obiektywnie, jak wyglada dramat układu: On, Ona, Kochanek i dziecko. Otóż tak ku przestrodze napiszę, ze historia Brunetta moze spotkac kazdego, a historia jego kochanki moze byc historią kazdej z Pan tutaj. Dlatego Brunett cierpisz, bo nie wiedziałes (dlatego ja nie rzucę w ciebie kamieniem), że nie kusi sie losu. Opisując, że tak późno zobaczyłeś obrączkę na jej palcu jestem w stanie uwierzyć, ale tylko przy założeniu, żeś sie od pierwszego wejrzenia zadurzyleś. Natomiast wiedzac, ze masz 36 lat, to trzeba być ślepym by tego złotego krążka nie zauważyć. Myślę, że go widziałeś i gdy juz poczułeś do niej miętę było za późno.
Faktem jest, ze podszedleś do tej całej sytuacji egoistycznie. Dlatego nikt Cie ńie żałuje, bo kazdy człowiek wie, kiedy sie wycofać. Opisując swoj przypadek miales okazje sie wycofać kilka razy. Pierwszy, gdy odkryłeś, ze to jednak mężatka. Druga okazja była wtedy, kiedy ona sie na chwile powstrzymała i wskazała granicę, pewnie by sama siebie przed jej przekroczeniem ostrzec. Trzecia okazja była wtedy, kiedy odkryłeś, ze zaczynasz być na jej temat zafiksowany. A na końcu gdy ja pierwszy raz pocalowaleś. Miales wiec pare okazji powstrzymać sie, i miales kilka powodow. Ale z tego co piszesz jestes tutaj troche by uslyszec rozgrzeszenie i znaleść pewnie spokoj wewnętrzny. By to uzyskac jak podczas spowiedzi, najpierw potrzebny jest żal, a potem szczere wyznanie win, prośba o wybaczenie oraz pokuta.
Jestem w stanie uwierzyc, ze nie zdawałeś sobie sprawy z tego, ze ładujesz az cztery osoby w sytuacje, w ktorej wszyscy beda cierpiec. Takie romanse powoduja, ze kaleczy sie wszystkich. Dlatego madrzy ludzie nie ładują sie w takie dramaty.
Ty juz cierpisz i czujesz to. Druga osoba, Ona - podejrzewam, że sama nie spodziewała sie, kiedy ją tąpnęło - bo to jest taka chwila, kiedy sie konczy zachwyt, odkrycie, ze ktos jest inny i nas pociąga, gdzies nagle konczy sie flirt całkiem niewinny, a zaczyna romans. Ale jest ta chwila, kiedy trzeba wylać sobie kubeł wody na głowę i zrozumieć, że nie ma nic za darmo. No i ona tez mogła pare razy sie powstrzymać, ale z jakiegos powodu, podejrzewam lekkiego znudzenia związkiem, jakiegos kryzysu, albo z przyzwyczajenia, albo zapomnienia, ze rodzina, zwiazek najtrudniejszy jest kiedy jest codzienny, szary i nudny. Pojawiłeś sie Ty, wniosłeś nowa jakosc, wciągnęło ja to i wpadka - zakochała sie. Ty cierpisz, ona cierpi równie mocno i bedzie zawsze cierpiec, bo jej maż nie da o ile znam facetow odpoczac od zapomnienia, ze kiedys była zdradzająca go żoną. Cierpi, bo straciła dwie milosci - najpierw do męża, a teraz do ciebie.
Trzecia osoba, to mąż. Wbrew pozorom nie bez winy. Niestety za pomyślność zwiazku odpowiadają obie strony. Czegos w ich zwiazku zabrakło. Czegos ńie rozumiał. Pozwolił zonie sie oddalić. Na koncu zonie rozumiem wybaczył i uwierzył, że uratuje zwiazek. Powiedzenie "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej wody" jest bardzo madre. Za jakis czas niestety ich zwiazek sie rozpadnie. Podejrzewam, ze ona bedzie miała dosyc bycia wieczna pokutnicą, podejrzewam, że została "dla dziecka" i wybrała "znaną już codzienność" niż ładować sie w "nieznaną przyszlosc" z Tobą. Jak kazda kobieta w pewnym momencie oceniła - co bedzie czekało ja w byciu z mezem, a z Tobą i ocenilą, że bedzie jej lepiej w układzie z mężem. Powiem szczerze, ze osobiscie nie wierze, ze tam bedzie sielanka, realistą jestem. Ale generalna zasada jest taka, że gdy kochanek/kochanka zostają mężem/żoną, to na miejscu kochanka/kochanki powstaje wakat.
Tak wiec w kobiecie prawdopodobnie zaistniał mechanizm - cierpiałabym niezaleznie od układu, to bedie chociaz cierpiała tak, by dziecko nie cierpiało. W sumie ubiczowala sie, przyjęła skutki zdrady na cycki i teraz cierpi, chociaz moze mniej. Ale z czasem bedzie tylko gorzej. Ofiary zdrady nie sa w stanie zapomnieć i przy okazji klotni, i na codzien niestety nie sa w stanie opanowac zazdrości, jaka ich drąży od środka. Poniewaz jak sie kobieta odkocha, to juz na siłę zakochac sie spowrotem zakochac (No nie da sie) - bedzie cierpiec, bedzie w łożku z niekochanym mezczyzną (nie mozna kochac własnej ofiary, bo to co łączy kata i ofiare nie jest nigdy miłością) - dochodzimy do cierpienia 4 aktora dramatu - najbardziej niewinnej: dziecka. Rodzice beda odgrywać role zakochanych rodzicow. Ona bedzie sie starać, on na poczatku rowniez, ale dziecko przywyknie do tego i nawet uwierzy, ze rodzice sie kochaja. Ale podświadomie bedzie czerpał wzorce z ich sztucznej milosci, takiej nieprawdziwej. Dziecko i tak bedzie cierpiec, z czasem uzmysłowi sobie, ze ci rodzice to jakos dziwnie sie kochaja. I tak wyrośnie kolejny inwalida, ktory bedzie skutkiem zycia w rodzinie, ktora jest razem "dla dobra dziecka" nie widzac, ze i matka i ojciec nie daja wzorca milosci swojemu dziecku. Ona bedzie udawac, że kocha ojca, on bedzie walczył w sobie z żalem, zazdrością, czasami nienawiscia do zony, ktora mu dorobiła rogów a dziecko bedzie tym fałszem nasiąkać. Jesli wytrzymają tak na dluzej, dziecko bedzie zwichrowane. Potem moze trafi tutaj piszac, ze nie wie czemu nie moze sie zakochac, albo czemu kolejne zwiazki mu sie rozpadają. Nie bedzie nawet wiedziało, czemu ma przesrane zycie,

Oczywiscie, moze byc inaczej - ona za jakis czas odejdzie z dzieckiem, moze on znajdzie sobie kochankę. Moze on odejdzie i ja zostawi, a moze bedzie jeszcźe inaczej. Jedno jest pewne Brunett - dlatego, ze Ty lub ona na majac pare okazji by ńie przekroczyć granicy, za ktora zaczyna sie dramat - spieprzyliscie sobie zycie.
Madrzy ludzie czytajac takie wyznania wyciagaja madre wnioski - te pare orgazmów, motylkow w brzuchu, tych chwil ekscytacji, zaurocźenia, nie jest warte dramatu, oraz kaca jaki meczyc bedzie wszystkich.
Powiem ci, ze gdyby żona odeszła od męża z dzieckiem lub bez - tez nie był bys szczesliwy. Widzisz, kobiety potrafia miec wyrzuty sumienia. Z czasem niewierna żona potrafi sobie uzasadnic, ze przeciez "maż złym mezczyzną był, ograniczał, zdradżal, albo mogl ja zdradzić, krzywdził i egoista był" i traci wyrzuty sumienia, ale z czasem, szczegolnie gdy konczy sie fascynacja nowym, w niej moze sie pojawic jednak żal za tym co straciła.
Dlatego kazda opcja nie jest dla kobiety dobra. Dla kochanka? ty masz przynajmniej miłe wspomnienia. Mozesz sobie powspominać dyndające jędrne piersi, praz chwile uniesień - ale najwazniejsze, bys z tej sytuacji wyciągnął dobre wnioski i jakas mądrość dla siebie.

Juz wyciągnąłeś wnioski dla siebie? Napisz jakie...
Ja Ci gorąco współczuję. Tak jak wspolczuje twojej byłej kochance, jej głupiemu mezowi i ich nieszczęśliwemu dziecku.
Zawsze w takich sytuacjach znajomi mnie pytali, czy w tej sytuacji jest jakies dobre wyjście. Ja zawsze odpowiem tak samo: tak, jest - kiedy widze, ze jest mi źle w zwiazku, jesli sobie nie radzę, trzeba od razu sie rozstać, kiedy jeszcze nie ma nienawisci, nie ma wrogości - po ludzku, madrze, po przyjacielsku, potem zasmakować w samotności, a na koncu szukac nowej, drugiej połowy, gdy wszystkie rany sa wyleczone.
W kazdym innym przypadku, zwykle (poza nielicznymi wyjątkami) romans konczy sie dramatem, kacem i ludzkim nieszczęściem. Oraz bólem.

Masz 36 lat - masz nauczkę. Mozesz z tej lekcji wyciagnac dobre wnioski. Juz sie nie katuj. Zmądrzyj. Omijaj mężatki. Sa seksowne, bywają napalone, ale... Ale za nimi moze ciagnac sie dramat. Jest tyle samotnych kobiet!...
Wyciągnij z tej lekcji dobre wnioski...
I wybacz juz sobie. I nie czekaj, nie ma na kogo i na co.


PS: nie oszukuj siebie - nigdy dla jej dziecka nie bylbys ojcem. Nigdy. Bo on ma ojca. I nawet rozwód matki, ojca by dziecku nie odebrał.Co najwyzej byłbyś dobra opiekunka dla jej dziecka. A gdybyscie mieli własne, nie wiem czy jej dziecko nie stałoby sie twoim wrogiem. Im byłoby starsze, tym ty mialbys bardziej przerabane...

115

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Fledermaus napisał/a:
lilianna90 napisał/a:

A jeżeli w związku coś nie gra to nie ucieka się w zdradę bo to najłatwiejsze tylko próbuje się naprawić, komunikuje jasno, że źle się dzieje i jeżeli próba naprawienia nie przynosi skutków odchodzi się z czystym sumieniem. Wtedy dwie strony są czyste nie zarzucają sobie niczego i każdy z nich może budować nowe życie z nowym partnerem. Tylko do tego trzeba mieć odrobinę odwagi. Dla mnie najpierw budowanie sobie gniazdka a boku a potem zwalanie, że w związku się nie układało jest podłe. Bo zdradzający wchodzi sobie szczęśliwie w nowy związek zostawiając partnera samemu sobie. Czemu nagle jak odchodzi się do kogoś innego da się mówić, że coś się nie układało, wypaliło itd. a jakoś zanim ta osoba się nie pojawiła to tego nigdy się nie mówiło? Kłamstwo i obłuda.

Pewnie, że zdrada nie jest rozwiązaniem, ale w szczęśliwych, spełnionych związkach się po prostu nie zdarza!  Jest natomiast krzywdząca dla obydwu zaangażowanych stron, bo rani zdradzanego i daje nadzieję "temu drugiemu/ tej drugiej", a jak się okazjuje ciężko jest zdobyć się na odwagę i zakończyć tak po prostu wieloletni związek. Zdrada, albo jej chęć jest za to sygnałem, że związek się sypie, można jej uniknąć i iść na terapię par. Można zdradzić i znaleźć szczęście z nowym partnerem (na co miał nadzieję Brunett, co naturalne). Można też zdradzić i dojść do wniosku, że małżeństwo nie daje szczęścia, może i ona się w końcu nawet z tym mężem i tak rozstanie!  Albo zdradzić i stwierdzić, że to był błąd, wrócić do męża z wygody lub miłości. Nie nam to oceniać, szkoda, że w tym wypadku Brunett musiał cierpieć, na pewno też cierpi zdradzony mąż, jej też z pewnością jest niełatwo. Ale wkurza mnie takie bezduszne "miałeś co chciałeś" jako odpowiedź na taką szczerą i smutną historię.

A poza tym lilianna90:  może się i mówiło, może może się próbowało naprawiać, może się nie układało od zawsze, tylko nie było odwagi ani impulsu, zeby to zmienić, bo się już człowiek przyzwyczaił i nie miał nadzei na prawdziwe szczęście. A może da się mówić, że sie nie układało dopiero wtedy, gdy się to ujrzy w innej perspektywie. Ja bym wolała, zostać opszczona, niż żyć z kimś kto zostaje dla mnie z litości, skrupułów, lub "dla dziecka". TO jest dopiero kłamstwo niż obłuda.

I to jest wypowiedź na temat. Widać że Fledermaus doświadczyła podobne rzeczy co ja, umie się wcielić w moją rolę, znaleźć w tej całej sytuacji bezradność, miłość oraz dobre chęci.
Nikt nie zauważył też, że jest osoba która we własnym życiu miała wielką siłę, przeciwstawić się okolicznością, opinii oraz wrogiemu nastawieniu rodziny i znajomych aby spróbować sięgnąć po swoje szczęście. Szacun.

116

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Glosator napisał/a:
brunett napisał/a:

Nie upycha gdzie się da, miała wolny wieczór czasami w pt lub sobote, z dzieckiem zostawał wtedy ojciec dziecka, jej mąż. W innych przypadkach odwiedzała mnie z dzieckiem. Nie zaniedbywała malucha, można jej zarzucić zdrade ale nie upychanie dziecka lub zaniedbywanie go. Mi też los malucha nie był obojętny. Dziecko niczemu nie winne i w razie potrzeby miało moją pełną akceptację.

Nie bede jak inni wymyślał Ci, bo ja już dawno zrozumiałem jak to działa, wiec by moze uspokoić emocje, troche opiszę w miarę obiektywnie, jak wyglada dramat układu: On, Ona, Kochanek i dziecko. Otóż tak ku przestrodze napiszę, ze historia Brunetta moze spotkac kazdego, a historia jego kochanki moze byc historią kazdej z Pan tutaj. Dlatego Brunett cierpisz, bo nie wiedziałes (dlatego ja nie rzucę w ciebie kamieniem), że nie kusi sie losu. Opisując, że tak późno zobaczyłeś obrączkę na jej palcu jestem w stanie uwierzyć, ale tylko przy założeniu, żeś sie od pierwszego wejrzenia zadurzyleś. Natomiast wiedzac, ze masz 36 lat, to trzeba być ślepym by tego złotego krążka nie zauważyć. Myślę, że go widziałeś i gdy juz poczułeś do niej miętę było za późno.
Faktem jest, ze podszedleś do tej całej sytuacji egoistycznie. Dlatego nikt Cie ńie żałuje, bo kazdy człowiek wie, kiedy sie wycofać. Opisując swoj przypadek miales okazje sie wycofać kilka razy. Pierwszy, gdy odkryłeś, ze to jednak mężatka. Druga okazja była wtedy, kiedy ona sie na chwile powstrzymała i wskazała granicę, pewnie by sama siebie przed jej przekroczeniem ostrzec. Trzecia okazja była wtedy, kiedy odkryłeś, ze zaczynasz być na jej temat zafiksowany. A na końcu gdy ja pierwszy raz pocalowaleś. Miales wiec pare okazji powstrzymać sie, i miales kilka powodow. Ale z tego co piszesz jestes tutaj troche by uslyszec rozgrzeszenie i znaleść pewnie spokoj wewnętrzny. By to uzyskac jak podczas spowiedzi, najpierw potrzebny jest żal, a potem szczere wyznanie win, prośba o wybaczenie oraz pokuta.
Jestem w stanie uwierzyc, ze nie zdawałeś sobie sprawy z tego, ze ładujesz az cztery osoby w sytuacje, w ktorej wszyscy beda cierpiec. Takie romanse powoduja, ze kaleczy sie wszystkich. Dlatego madrzy ludzie nie ładują sie w takie dramaty.
Ty juz cierpisz i czujesz to. Druga osoba, Ona - podejrzewam, że sama nie spodziewała sie, kiedy ją tąpnęło - bo to jest taka chwila, kiedy sie konczy zachwyt, odkrycie, ze ktos jest inny i nas pociąga, gdzies nagle konczy sie flirt całkiem niewinny, a zaczyna romans. Ale jest ta chwila, kiedy trzeba wylać sobie kubeł wody na głowę i zrozumieć, że nie ma nic za darmo. No i ona tez mogła pare razy sie powstrzymać, ale z jakiegos powodu, podejrzewam lekkiego znudzenia związkiem, jakiegos kryzysu, albo z przyzwyczajenia, albo zapomnienia, ze rodzina, zwiazek najtrudniejszy jest kiedy jest codzienny, szary i nudny. Pojawiłeś sie Ty, wniosłeś nowa jakosc, wciągnęło ja to i wpadka - zakochała sie. Ty cierpisz, ona cierpi równie mocno i bedzie zawsze cierpiec, bo jej maż nie da o ile znam facetow odpoczac od zapomnienia, ze kiedys była zdradzająca go żoną. Cierpi, bo straciła dwie milosci - najpierw do męża, a teraz do ciebie.
Trzecia osoba, to mąż. Wbrew pozorom nie bez winy. Niestety za pomyślność zwiazku odpowiadają obie strony. Czegos w ich zwiazku zabrakło. Czegos ńie rozumiał. Pozwolił zonie sie oddalić. Na koncu zonie rozumiem wybaczył i uwierzył, że uratuje zwiazek. Powiedzenie "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej wody" jest bardzo madre. Za jakis czas niestety ich zwiazek sie rozpadnie. Podejrzewam, ze ona bedzie miała dosyc bycia wieczna pokutnicą, podejrzewam, że została "dla dziecka" i wybrała "znaną już codzienność" niż ładować sie w "nieznaną przyszlosc" z Tobą. Jak kazda kobieta w pewnym momencie oceniła - co bedzie czekało ja w byciu z mezem, a z Tobą i ocenilą, że bedzie jej lepiej w układzie z mężem. Powiem szczerze, ze osobiscie nie wierze, ze tam bedzie sielanka, realistą jestem. Ale generalna zasada jest taka, że gdy kochanek/kochanka zostają mężem/żoną, to na miejscu kochanka/kochanki powstaje wakat.
Tak wiec w kobiecie prawdopodobnie zaistniał mechanizm - cierpiałabym niezaleznie od układu, to bedie chociaz cierpiała tak, by dziecko nie cierpiało. W sumie ubiczowala sie, przyjęła skutki zdrady na cycki i teraz cierpi, chociaz moze mniej. Ale z czasem bedzie tylko gorzej. Ofiary zdrady nie sa w stanie zapomnieć i przy okazji klotni, i na codzien niestety nie sa w stanie opanowac zazdrości, jaka ich drąży od środka. Poniewaz jak sie kobieta odkocha, to juz na siłę zakochac sie spowrotem zakochac (No nie da sie) - bedzie cierpiec, bedzie w łożku z niekochanym mezczyzną (nie mozna kochac własnej ofiary, bo to co łączy kata i ofiare nie jest nigdy miłością) - dochodzimy do cierpienia 4 aktora dramatu - najbardziej niewinnej: dziecka. Rodzice beda odgrywać role zakochanych rodzicow. Ona bedzie sie starać, on na poczatku rowniez, ale dziecko przywyknie do tego i nawet uwierzy, ze rodzice sie kochaja. Ale podświadomie bedzie czerpał wzorce z ich sztucznej milosci, takiej nieprawdziwej. Dziecko i tak bedzie cierpiec, z czasem uzmysłowi sobie, ze ci rodzice to jakos dziwnie sie kochaja. I tak wyrośnie kolejny inwalida, ktory bedzie skutkiem zycia w rodzinie, ktora jest razem "dla dobra dziecka" nie widzac, ze i matka i ojciec nie daja wzorca milosci swojemu dziecku. Ona bedzie udawac, że kocha ojca, on bedzie walczył w sobie z żalem, zazdrością, czasami nienawiscia do zony, ktora mu dorobiła rogów a dziecko bedzie tym fałszem nasiąkać. Jesli wytrzymają tak na dluzej, dziecko bedzie zwichrowane. Potem moze trafi tutaj piszac, ze nie wie czemu nie moze sie zakochac, albo czemu kolejne zwiazki mu sie rozpadają. Nie bedzie nawet wiedziało, czemu ma przesrane zycie,

Oczywiscie, moze byc inaczej - ona za jakis czas odejdzie z dzieckiem, moze on znajdzie sobie kochankę. Moze on odejdzie i ja zostawi, a moze bedzie jeszcźe inaczej. Jedno jest pewne Brunett - dlatego, ze Ty lub ona na majac pare okazji by ńie przekroczyć granicy, za ktora zaczyna sie dramat - spieprzyliscie sobie zycie.
Madrzy ludzie czytajac takie wyznania wyciagaja madre wnioski - te pare orgazmów, motylkow w brzuchu, tych chwil ekscytacji, zaurocźenia, nie jest warte dramatu, oraz kaca jaki meczyc bedzie wszystkich.
Powiem ci, ze gdyby żona odeszła od męża z dzieckiem lub bez - tez nie był bys szczesliwy. Widzisz, kobiety potrafia miec wyrzuty sumienia. Z czasem niewierna żona potrafi sobie uzasadnic, ze przeciez "maż złym mezczyzną był, ograniczał, zdradżal, albo mogl ja zdradzić, krzywdził i egoista był" i traci wyrzuty sumienia, ale z czasem, szczegolnie gdy konczy sie fascynacja nowym, w niej moze sie pojawic jednak żal za tym co straciła.
Dlatego kazda opcja nie jest dla kobiety dobra. Dla kochanka? ty masz przynajmniej miłe wspomnienia. Mozesz sobie powspominać dyndające jędrne piersi, praz chwile uniesień - ale najwazniejsze, bys z tej sytuacji wyciągnął dobre wnioski i jakas mądrość dla siebie.

Juz wyciągnąłeś wnioski dla siebie? Napisz jakie...
Ja Ci gorąco współczuję. Tak jak wspolczuje twojej byłej kochance, jej głupiemu mezowi i ich nieszczęśliwemu dziecku.
Zawsze w takich sytuacjach znajomi mnie pytali, czy w tej sytuacji jest jakies dobre wyjście. Ja zawsze odpowiem tak samo: tak, jest - kiedy widze, ze jest mi źle w zwiazku, jesli sobie nie radzę, trzeba od razu sie rozstać, kiedy jeszcze nie ma nienawisci, nie ma wrogości - po ludzku, madrze, po przyjacielsku, potem zasmakować w samotności, a na koncu szukac nowej, drugiej połowy, gdy wszystkie rany sa wyleczone.
W kazdym innym przypadku, zwykle (poza nielicznymi wyjątkami) romans konczy sie dramatem, kacem i ludzkim nieszczęściem. Oraz bólem.

Masz 36 lat - masz nauczkę. Mozesz z tej lekcji wyciagnac dobre wnioski. Juz sie nie katuj. Zmądrzyj. Omijaj mężatki. Sa seksowne, bywają napalone, ale... Ale za nimi moze ciagnac sie dramat. Jest tyle samotnych kobiet!...
Wyciągnij z tej lekcji dobre wnioski...
I wybacz juz sobie. I nie czekaj, nie ma na kogo i na co.


PS: nie oszukuj siebie - nigdy dla jej dziecka nie bylbys ojcem. Nigdy. Bo on ma ojca. I nawet rozwód matki, ojca by dziecku nie odebrał.Co najwyzej byłbyś dobra opiekunka dla jej dziecka. A gdybyscie mieli własne, nie wiem czy jej dziecko nie stałoby sie twoim wrogiem. Im byłoby starsze, tym ty mialbys bardziej przerabane...

Bardzo mądre słowa. Weź je sobie Brunett do serca i zastosuj się do nich. Nie rozjątrzaj już ran tylko zacznij żyć sam, bez niej.

117

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Doonna napisał/a:
brunett napisał/a:
ona1990ona napisał/a:

Prze Tobą wiele smutnych dni, ponieważ uczuć nie da się wymazać. I mimo Twojego wieku ( co inni dość dobitnie podkreślają) nie oznacza, że łątwiej zapomnieć, przestać kochać czy kocha się mniej. Przecież to niedorzeczne.

BINGO !!! i szacun dla Ciebie.

Ona 1990 ale nikt tu nie napisal, ze w tym wieku nie mozna kochac.
Mozna, nawet do szalenstwa kiedy ma sie 30, 40... 70 lat.

Niedorzeczne jest, zakochiwac sie slepo, glupio, bez przyszlosciowo, na szybko i naiwnie.

Rozumie, że wg Ciebie procesem zakochiwania się można kierować ? Może nawet można go włączać i wyłączać na zawołanie ? Można wybierać czy się chce zakochać głupio czy mądrze, szybko czy naiwnie ?
Ja zaczynam wątpić więc czy kiedykolwiek byłaś na prawdę zakochana, ale to już temat na nowy wątek...
Sorry ale większych bzdur nie słyszałem od początku tego wątku.

118

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Cynicznahipo napisał/a:
brunett napisał/a:

Deklarowałem, że nie chce być kłopotem ani przyczyną rozpadu jej związku z mężem i jak tylko będzie chciała odejdę z dnia na dzień.(...)od początku obiecałem jego żonie, że nie bede jej utrudniał, gdyby chciała abym zniknął z jej życia... (...)
Po miesiącu dostałem maila w którym ona pisze, że nie da jednak rady odejść od męża(...)
Nie chciałem tak tego zostawić, jakkolwiek szanowałem jej decyzje i tak jak obiecałem usunąć się w kąt w razie takiej sytuacji, co zamierzałem zrobić, poprosiłem ją o spotkanie na żywo(...)Odpowiedziała bym nie czekał bo nie wie ile to potrwa i czy w ogóle kiedykolwiek odejdzie od męża...

Pieprzysz i kręcisz. Jak ona zechce, to odejdę, jasne.
Bzdury.

Jesteś niekonsekwentny totalnie.
Ona, pisząc, żebyś nie czekał, dokonała wyboru. Zaakceptuj i spełnij obietnicę.

Pisząc, że nie chciałem tego tak zostawić, miałem na myśli brak zrozumienia z mojej strony, brak informacji dlaczego co i jak. Rozstanie przez krótki e-mail na dodatek kontrolowany przez jej męża.
Ciekawiło mnie co ona ma do powiedzenia, nie chciałem walczyć o nią, chciałem się usunąć tak jak obiecałem ale bez wątpliwości i z odpowiedziami na nurtujące mnie pytania.
CO jak co ale rozmowa wyjaśniająca moje wątpliwości należała mi się.

Wycinasz kawałki z całego wątku, więc nie dziwie się że przeoczyłaś sens wypowiedzi.

Prostując więc Twoje pochopne oceny mnie: nie pieprzę, nie kręcę, odszedłem... totalnie nie trafiona uwaga Cynicznahipo.

119 Ostatnio edytowany przez Anastacjaa (2015-01-27 20:28:48)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Glosator napisał/a:
brunett napisał/a:

Nie upycha gdzie się da, miała wolny wieczór czasami w pt lub sobote, z dzieckiem zostawał wtedy ojciec dziecka, jej mąż. W innych przypadkach odwiedzała mnie z dzieckiem. Nie zaniedbywała malucha, można jej zarzucić zdrade ale nie upychanie dziecka lub zaniedbywanie go. Mi też los malucha nie był obojętny. Dziecko niczemu nie winne i w razie potrzeby miało moją pełną akceptację.

Nie bede jak inni wymyślał Ci, bo ja już dawno zrozumiałem jak to działa, wiec by moze uspokoić emocje, troche opiszę w miarę obiektywnie, jak wyglada dramat układu: On, Ona, Kochanek i dziecko. Otóż tak ku przestrodze napiszę, ze historia Brunetta moze spotkac kazdego, a historia jego kochanki moze byc historią kazdej z Pan tutaj. Dlatego Brunett cierpisz, bo nie wiedziałes (dlatego ja nie rzucę w ciebie kamieniem), że nie kusi sie losu. Opisując, że tak późno zobaczyłeś obrączkę na jej palcu jestem w stanie uwierzyć, ale tylko przy założeniu, żeś sie od pierwszego wejrzenia zadurzyleś. Natomiast wiedzac, ze masz 36 lat, to trzeba być ślepym by tego złotego krążka nie zauważyć. Myślę, że go widziałeś i gdy juz poczułeś do niej miętę było za późno.
Faktem jest, ze podszedleś do tej całej sytuacji egoistycznie. Dlatego nikt Cie ńie żałuje, bo kazdy człowiek wie, kiedy sie wycofać. Opisując swoj przypadek miales okazje sie wycofać kilka razy. Pierwszy, gdy odkryłeś, ze to jednak mężatka. Druga okazja była wtedy, kiedy ona sie na chwile powstrzymała i wskazała granicę, pewnie by sama siebie przed jej przekroczeniem ostrzec. Trzecia okazja była wtedy, kiedy odkryłeś, ze zaczynasz być na jej temat zafiksowany. A na końcu gdy ja pierwszy raz pocalowaleś. Miales wiec pare okazji powstrzymać sie, i miales kilka powodow. Ale z tego co piszesz jestes tutaj troche by uslyszec rozgrzeszenie i znaleść pewnie spokoj wewnętrzny. By to uzyskac jak podczas spowiedzi, najpierw potrzebny jest żal, a potem szczere wyznanie win, prośba o wybaczenie oraz pokuta.
Jestem w stanie uwierzyc, ze nie zdawałeś sobie sprawy z tego, ze ładujesz az cztery osoby w sytuacje, w ktorej wszyscy beda cierpiec. Takie romanse powoduja, ze kaleczy sie wszystkich. Dlatego madrzy ludzie nie ładują sie w takie dramaty.
Ty juz cierpisz i czujesz to. Druga osoba, Ona - podejrzewam, że sama nie spodziewała sie, kiedy ją tąpnęło - bo to jest taka chwila, kiedy sie konczy zachwyt, odkrycie, ze ktos jest inny i nas pociąga, gdzies nagle konczy sie flirt całkiem niewinny, a zaczyna romans. Ale jest ta chwila, kiedy trzeba wylać sobie kubeł wody na głowę i zrozumieć, że nie ma nic za darmo. No i ona tez mogła pare razy sie powstrzymać, ale z jakiegos powodu, podejrzewam lekkiego znudzenia związkiem, jakiegos kryzysu, albo z przyzwyczajenia, albo zapomnienia, ze rodzina, zwiazek najtrudniejszy jest kiedy jest codzienny, szary i nudny. Pojawiłeś sie Ty, wniosłeś nowa jakosc, wciągnęło ja to i wpadka - zakochała sie. Ty cierpisz, ona cierpi równie mocno i bedzie zawsze cierpiec, bo jej maż nie da o ile znam facetow odpoczac od zapomnienia, ze kiedys była zdradzająca go żoną. Cierpi, bo straciła dwie milosci - najpierw do męża, a teraz do ciebie.
Trzecia osoba, to mąż. Wbrew pozorom nie bez winy. Niestety za pomyślność zwiazku odpowiadają obie strony. Czegos w ich zwiazku zabrakło. Czegos ńie rozumiał. Pozwolił zonie sie oddalić. Na koncu zonie rozumiem wybaczył i uwierzył, że uratuje zwiazek. Powiedzenie "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej wody" jest bardzo madre. Za jakis czas niestety ich zwiazek sie rozpadnie. Podejrzewam, ze ona bedzie miała dosyc bycia wieczna pokutnicą, podejrzewam, że została "dla dziecka" i wybrała "znaną już codzienność" niż ładować sie w "nieznaną przyszlosc" z Tobą. Jak kazda kobieta w pewnym momencie oceniła - co bedzie czekało ja w byciu z mezem, a z Tobą i ocenilą, że bedzie jej lepiej w układzie z mężem. Powiem szczerze, ze osobiscie nie wierze, ze tam bedzie sielanka, realistą jestem. Ale generalna zasada jest taka, że gdy kochanek/kochanka zostają mężem/żoną, to na miejscu kochanka/kochanki powstaje wakat.
Tak wiec w kobiecie prawdopodobnie zaistniał mechanizm - cierpiałabym niezaleznie od układu, to bedie chociaz cierpiała tak, by dziecko nie cierpiało. W sumie ubiczowala sie, przyjęła skutki zdrady na cycki i teraz cierpi, chociaz moze mniej. Ale z czasem bedzie tylko gorzej. Ofiary zdrady nie sa w stanie zapomnieć i przy okazji klotni, i na codzien niestety nie sa w stanie opanowac zazdrości, jaka ich drąży od środka. Poniewaz jak sie kobieta odkocha, to juz na siłę zakochac sie spowrotem zakochac (No nie da sie) - bedzie cierpiec, bedzie w łożku z niekochanym mezczyzną (nie mozna kochac własnej ofiary, bo to co łączy kata i ofiare nie jest nigdy miłością) - dochodzimy do cierpienia 4 aktora dramatu - najbardziej niewinnej: dziecka. Rodzice beda odgrywać role zakochanych rodzicow. Ona bedzie sie starać, on na poczatku rowniez, ale dziecko przywyknie do tego i nawet uwierzy, ze rodzice sie kochaja. Ale podświadomie bedzie czerpał wzorce z ich sztucznej milosci, takiej nieprawdziwej. Dziecko i tak bedzie cierpiec, z czasem uzmysłowi sobie, ze ci rodzice to jakos dziwnie sie kochaja. I tak wyrośnie kolejny inwalida, ktory bedzie skutkiem zycia w rodzinie, ktora jest razem "dla dobra dziecka" nie widzac, ze i matka i ojciec nie daja wzorca milosci swojemu dziecku. Ona bedzie udawac, że kocha ojca, on bedzie walczył w sobie z żalem, zazdrością, czasami nienawiscia do zony, ktora mu dorobiła rogów a dziecko bedzie tym fałszem nasiąkać. Jesli wytrzymają tak na dluzej, dziecko bedzie zwichrowane. Potem moze trafi tutaj piszac, ze nie wie czemu nie moze sie zakochac, albo czemu kolejne zwiazki mu sie rozpadają. Nie bedzie nawet wiedziało, czemu ma przesrane zycie,

Oczywiscie, moze byc inaczej - ona za jakis czas odejdzie z dzieckiem, moze on znajdzie sobie kochankę. Moze on odejdzie i ja zostawi, a moze bedzie jeszcźe inaczej. Jedno jest pewne Brunett - dlatego, ze Ty lub ona na majac pare okazji by ńie przekroczyć granicy, za ktora zaczyna sie dramat - spieprzyliscie sobie zycie.
Madrzy ludzie czytajac takie wyznania wyciagaja madre wnioski - te pare orgazmów, motylkow w brzuchu, tych chwil ekscytacji, zaurocźenia, nie jest warte dramatu, oraz kaca jaki meczyc bedzie wszystkich.
Powiem ci, ze gdyby żona odeszła od męża z dzieckiem lub bez - tez nie był bys szczesliwy. Widzisz, kobiety potrafia miec wyrzuty sumienia. Z czasem niewierna żona potrafi sobie uzasadnic, ze przeciez "maż złym mezczyzną był, ograniczał, zdradżal, albo mogl ja zdradzić, krzywdził i egoista był" i traci wyrzuty sumienia, ale z czasem, szczegolnie gdy konczy sie fascynacja nowym, w niej moze sie pojawic jednak żal za tym co straciła.
Dlatego kazda opcja nie jest dla kobiety dobra. Dla kochanka? ty masz przynajmniej miłe wspomnienia. Mozesz sobie powspominać dyndające jędrne piersi, praz chwile uniesień - ale najwazniejsze, bys z tej sytuacji wyciągnął dobre wnioski i jakas mądrość dla siebie.

Juz wyciągnąłeś wnioski dla siebie? Napisz jakie...
Ja Ci gorąco współczuję. Tak jak wspolczuje twojej byłej kochance, jej głupiemu mezowi i ich nieszczęśliwemu dziecku.
Zawsze w takich sytuacjach znajomi mnie pytali, czy w tej sytuacji jest jakies dobre wyjście. Ja zawsze odpowiem tak samo: tak, jest - kiedy widze, ze jest mi źle w zwiazku, jesli sobie nie radzę, trzeba od razu sie rozstać, kiedy jeszcze nie ma nienawisci, nie ma wrogości - po ludzku, madrze, po przyjacielsku, potem zasmakować w samotności, a na koncu szukac nowej, drugiej połowy, gdy wszystkie rany sa wyleczone.
W kazdym innym przypadku, zwykle (poza nielicznymi wyjątkami) romans konczy sie dramatem, kacem i ludzkim nieszczęściem. Oraz bólem.

Masz 36 lat - masz nauczkę. Mozesz z tej lekcji wyciagnac dobre wnioski. Juz sie nie katuj. Zmądrzyj. Omijaj mężatki. Sa seksowne, bywają napalone, ale... Ale za nimi moze ciagnac sie dramat. Jest tyle samotnych kobiet!...
Wyciągnij z tej lekcji dobre wnioski...
I wybacz juz sobie. I nie czekaj, nie ma na kogo i na co.


PS: nie oszukuj siebie - nigdy dla jej dziecka nie bylbys ojcem. Nigdy. Bo on ma ojca. I nawet rozwód matki, ojca by dziecku nie odebrał.Co najwyzej byłbyś dobra opiekunka dla jej dziecka. A gdybyscie mieli własne, nie wiem czy jej dziecko nie stałoby sie twoim wrogiem. Im byłoby starsze, tym ty mialbys bardziej przerabane...

Aż mnie ciarki przeszły... chyba najlepszy, najmądrzejszy komentarz jaki przeczytałam czy to w sowim czy innych podobnych wątkach...

120

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Glosator napisał/a:
brunett napisał/a:

Nie upycha gdzie się da, miała wolny wieczór czasami w pt lub sobote, z dzieckiem zostawał wtedy ojciec dziecka, jej mąż. W innych przypadkach odwiedzała mnie z dzieckiem. Nie zaniedbywała malucha, można jej zarzucić zdrade ale nie upychanie dziecka lub zaniedbywanie go. Mi też los malucha nie był obojętny. Dziecko niczemu nie winne i w razie potrzeby miało moją pełną akceptację.

Nie bede jak inni wymyślał Ci, bo ja już dawno zrozumiałem jak to działa, wiec by moze uspokoić emocje, troche opiszę w miarę obiektywnie, jak wyglada dramat układu: On, Ona, Kochanek i dziecko. Otóż tak ku przestrodze napiszę, ze historia Brunetta moze spotkac kazdego, a historia jego kochanki moze byc historią kazdej z Pan tutaj. Dlatego Brunett cierpisz, bo nie wiedziałes (dlatego ja nie rzucę w ciebie kamieniem), że nie kusi sie losu. Opisując, że tak późno zobaczyłeś obrączkę na jej palcu jestem w stanie uwierzyć, ale tylko przy założeniu, żeś sie od pierwszego wejrzenia zadurzyleś. Natomiast wiedzac, ze masz 36 lat, to trzeba być ślepym by tego złotego krążka nie zauważyć. Myślę, że go widziałeś i gdy juz poczułeś do niej miętę było za późno.
Faktem jest, ze podszedleś do tej całej sytuacji egoistycznie. Dlatego nikt Cie ńie żałuje, bo kazdy człowiek wie, kiedy sie wycofać. Opisując swoj przypadek miales okazje sie wycofać kilka razy. Pierwszy, gdy odkryłeś, ze to jednak mężatka. Druga okazja była wtedy, kiedy ona sie na chwile powstrzymała i wskazała granicę, pewnie by sama siebie przed jej przekroczeniem ostrzec. Trzecia okazja była wtedy, kiedy odkryłeś, ze zaczynasz być na jej temat zafiksowany. A na końcu gdy ja pierwszy raz pocalowaleś. Miales wiec pare okazji powstrzymać sie, i miales kilka powodow. Ale z tego co piszesz jestes tutaj troche by uslyszec rozgrzeszenie i znaleść pewnie spokoj wewnętrzny. By to uzyskac jak podczas spowiedzi, najpierw potrzebny jest żal, a potem szczere wyznanie win, prośba o wybaczenie oraz pokuta.
Jestem w stanie uwierzyc, ze nie zdawałeś sobie sprawy z tego, ze ładujesz az cztery osoby w sytuacje, w ktorej wszyscy beda cierpiec. Takie romanse powoduja, ze kaleczy sie wszystkich. Dlatego madrzy ludzie nie ładują sie w takie dramaty.
Ty juz cierpisz i czujesz to. Druga osoba, Ona - podejrzewam, że sama nie spodziewała sie, kiedy ją tąpnęło - bo to jest taka chwila, kiedy sie konczy zachwyt, odkrycie, ze ktos jest inny i nas pociąga, gdzies nagle konczy sie flirt całkiem niewinny, a zaczyna romans. Ale jest ta chwila, kiedy trzeba wylać sobie kubeł wody na głowę i zrozumieć, że nie ma nic za darmo. No i ona tez mogła pare razy sie powstrzymać, ale z jakiegos powodu, podejrzewam lekkiego znudzenia związkiem, jakiegos kryzysu, albo z przyzwyczajenia, albo zapomnienia, ze rodzina, zwiazek najtrudniejszy jest kiedy jest codzienny, szary i nudny. Pojawiłeś sie Ty, wniosłeś nowa jakosc, wciągnęło ja to i wpadka - zakochała sie. Ty cierpisz, ona cierpi równie mocno i bedzie zawsze cierpiec, bo jej maż nie da o ile znam facetow odpoczac od zapomnienia, ze kiedys była zdradzająca go żoną. Cierpi, bo straciła dwie milosci - najpierw do męża, a teraz do ciebie.
Trzecia osoba, to mąż. Wbrew pozorom nie bez winy. Niestety za pomyślność zwiazku odpowiadają obie strony. Czegos w ich zwiazku zabrakło. Czegos ńie rozumiał. Pozwolił zonie sie oddalić. Na koncu zonie rozumiem wybaczył i uwierzył, że uratuje zwiazek. Powiedzenie "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej wody" jest bardzo madre. Za jakis czas niestety ich zwiazek sie rozpadnie. Podejrzewam, ze ona bedzie miała dosyc bycia wieczna pokutnicą, podejrzewam, że została "dla dziecka" i wybrała "znaną już codzienność" niż ładować sie w "nieznaną przyszlosc" z Tobą. Jak kazda kobieta w pewnym momencie oceniła - co bedzie czekało ja w byciu z mezem, a z Tobą i ocenilą, że bedzie jej lepiej w układzie z mężem. Powiem szczerze, ze osobiscie nie wierze, ze tam bedzie sielanka, realistą jestem. Ale generalna zasada jest taka, że gdy kochanek/kochanka zostają mężem/żoną, to na miejscu kochanka/kochanki powstaje wakat.
Tak wiec w kobiecie prawdopodobnie zaistniał mechanizm - cierpiałabym niezaleznie od układu, to bedie chociaz cierpiała tak, by dziecko nie cierpiało. W sumie ubiczowala sie, przyjęła skutki zdrady na cycki i teraz cierpi, chociaz moze mniej. Ale z czasem bedzie tylko gorzej. Ofiary zdrady nie sa w stanie zapomnieć i przy okazji klotni, i na codzien niestety nie sa w stanie opanowac zazdrości, jaka ich drąży od środka. Poniewaz jak sie kobieta odkocha, to juz na siłę zakochac sie spowrotem zakochac (No nie da sie) - bedzie cierpiec, bedzie w łożku z niekochanym mezczyzną (nie mozna kochac własnej ofiary, bo to co łączy kata i ofiare nie jest nigdy miłością) - dochodzimy do cierpienia 4 aktora dramatu - najbardziej niewinnej: dziecka. Rodzice beda odgrywać role zakochanych rodzicow. Ona bedzie sie starać, on na poczatku rowniez, ale dziecko przywyknie do tego i nawet uwierzy, ze rodzice sie kochaja. Ale podświadomie bedzie czerpał wzorce z ich sztucznej milosci, takiej nieprawdziwej. Dziecko i tak bedzie cierpiec, z czasem uzmysłowi sobie, ze ci rodzice to jakos dziwnie sie kochaja. I tak wyrośnie kolejny inwalida, ktory bedzie skutkiem zycia w rodzinie, ktora jest razem "dla dobra dziecka" nie widzac, ze i matka i ojciec nie daja wzorca milosci swojemu dziecku. Ona bedzie udawac, że kocha ojca, on bedzie walczył w sobie z żalem, zazdrością, czasami nienawiscia do zony, ktora mu dorobiła rogów a dziecko bedzie tym fałszem nasiąkać. Jesli wytrzymają tak na dluzej, dziecko bedzie zwichrowane. Potem moze trafi tutaj piszac, ze nie wie czemu nie moze sie zakochac, albo czemu kolejne zwiazki mu sie rozpadają. Nie bedzie nawet wiedziało, czemu ma przesrane zycie,

Oczywiscie, moze byc inaczej - ona za jakis czas odejdzie z dzieckiem, moze on znajdzie sobie kochankę. Moze on odejdzie i ja zostawi, a moze bedzie jeszcźe inaczej. Jedno jest pewne Brunett - dlatego, ze Ty lub ona na majac pare okazji by ńie przekroczyć granicy, za ktora zaczyna sie dramat - spieprzyliscie sobie zycie.
Madrzy ludzie czytajac takie wyznania wyciagaja madre wnioski - te pare orgazmów, motylkow w brzuchu, tych chwil ekscytacji, zaurocźenia, nie jest warte dramatu, oraz kaca jaki meczyc bedzie wszystkich.
Powiem ci, ze gdyby żona odeszła od męża z dzieckiem lub bez - tez nie był bys szczesliwy. Widzisz, kobiety potrafia miec wyrzuty sumienia. Z czasem niewierna żona potrafi sobie uzasadnic, ze przeciez "maż złym mezczyzną był, ograniczał, zdradżal, albo mogl ja zdradzić, krzywdził i egoista był" i traci wyrzuty sumienia, ale z czasem, szczegolnie gdy konczy sie fascynacja nowym, w niej moze sie pojawic jednak żal za tym co straciła.
Dlatego kazda opcja nie jest dla kobiety dobra. Dla kochanka? ty masz przynajmniej miłe wspomnienia. Mozesz sobie powspominać dyndające jędrne piersi, praz chwile uniesień - ale najwazniejsze, bys z tej sytuacji wyciągnął dobre wnioski i jakas mądrość dla siebie.

Juz wyciągnąłeś wnioski dla siebie? Napisz jakie...
Ja Ci gorąco współczuję. Tak jak wspolczuje twojej byłej kochance, jej głupiemu mezowi i ich nieszczęśliwemu dziecku.
Zawsze w takich sytuacjach znajomi mnie pytali, czy w tej sytuacji jest jakies dobre wyjście. Ja zawsze odpowiem tak samo: tak, jest - kiedy widze, ze jest mi źle w zwiazku, jesli sobie nie radzę, trzeba od razu sie rozstać, kiedy jeszcze nie ma nienawisci, nie ma wrogości - po ludzku, madrze, po przyjacielsku, potem zasmakować w samotności, a na koncu szukac nowej, drugiej połowy, gdy wszystkie rany sa wyleczone.
W kazdym innym przypadku, zwykle (poza nielicznymi wyjątkami) romans konczy sie dramatem, kacem i ludzkim nieszczęściem. Oraz bólem.

Masz 36 lat - masz nauczkę. Mozesz z tej lekcji wyciagnac dobre wnioski. Juz sie nie katuj. Zmądrzyj. Omijaj mężatki. Sa seksowne, bywają napalone, ale... Ale za nimi moze ciagnac sie dramat. Jest tyle samotnych kobiet!...
Wyciągnij z tej lekcji dobre wnioski...
I wybacz juz sobie. I nie czekaj, nie ma na kogo i na co.


PS: nie oszukuj siebie - nigdy dla jej dziecka nie bylbys ojcem. Nigdy. Bo on ma ojca. I nawet rozwód matki, ojca by dziecku nie odebrał.Co najwyzej byłbyś dobra opiekunka dla jej dziecka. A gdybyscie mieli własne, nie wiem czy jej dziecko nie stałoby sie twoim wrogiem. Im byłoby starsze, tym ty mialbys bardziej przerabane...

Mówisz mądrze i na temat, widać tu doświadczenie życiowe i sporą wiedzę. Jesteś psychologiem ?
Dziękuję za Twoją wypowiedź, bardzo sensowna i wyczerpująca i na pewno na temat !

121 Ostatnio edytowany przez YourShadow (2015-01-27 21:14:27)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Czego chcesz brunet, czego chcesz...

Szukasz zrozumienia? Empatii? Wyłapujesz z tego wątku posty które wyrażają zrozumienie, wszystko to, co nie jest potępiające. Szacun. Bingo.

Co dalej?

122 Ostatnio edytowany przez Gary (2015-01-27 21:27:06)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Przeczytałem to co pisałeś.

Po pierwsze jej małżeństwo... Ona ma męża i dziecko. Dopóki męża i żonę cokolwiek łączy, to powinni żyć razem. Jeśli ich małżeńśtwo powinno było się rozpaść, to na pewno nie wtedy, kiedy pojawiłeś się Ty. Wygląda na to, że jej mąż wciąż chce z nią żyć, pewnie ją kocha. Ona zrobiła duży błąd, bo powiedziała, że kocha innego -- a trzeba było odejść wczesniej twierdząc "Nie kocham Cię". Niepotrzebnie zostałeś wmieszany w to małżeństwo.

Druga sprawa to Wy -- Ty i ona. Zakochaliście się w sobie, to nie zbrodnia, wręcz przeciwnie -- szczęśliwe uczucie. Najważniejsze jest to co z tym zrobiliście. Po pierwsze nie potrafiliście zachować tego uczucia w tajemnicy. Po drugie ona wylała kwas do swojego małżeństwa, sprowadziła kłopoty, powiedziała, że odchodzi i nie kocha, postanowiła odejść, ale nie odeszła. Po trzecie wycofaliście ze wzajemnej relacji, Ty widzisz w jej oczach zakochanie a zdystansowaliście się do siebie.

Jaki mamy bilans? Taki, że wszyscy są pokrzywdzeni. To jak dzieciom dać granat.

A jak należało zrobić? Trzeba było to zakochanie w tajemnicy utrzymać ze dwa lata... pewnie po paru miesiącach by wyparowało. A może by z tego coś trwałego zostało? Przyjaźń? Sympatia? Seks? Przyjaźń + seks? Może tylko miłe wspomnienia. Nikt nie zostałby pokrzywdzony. Jest małe prawdopodobieństwo, że z tego powstałaby miłośc, bo prawdziwą milość rzadko można wyhodować, a jeśli już to trwa to baaardzo długo.

Jak to odkręcić? Ona powinna naprawić swoje małżeńśtwo. Otwórzcie się na siebie i wyjaśnijcie sobie jaka jest wasza relacja. Na mojego nosa: ona powinna żyć z mężem, prowadzić życie rodzinne, a Ty też będziesz częścią jego świata, ale nie będziesz miał jej tylko dla siebie... Niech czas biegnie...


Omijaj mężatki. Sa seksowne, bywają napalone, ale... Ale za nimi moze ciagnac sie dramat.

Uwielbiam mężatki, które mają dzieci. Są wspaniałymi kobietami. Cóż może być dramatycznego w poznawaniu wspaniałego człowieka?

123

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Brunett - nie jestem psychologiem. Nawet nie chcę go udawać. Wielu psychologów sami wymagają terapii. Nie, jestem dojrzałym mezczyzną, takim stary Wilkiem, samcem Alfa, który wreszcie dojrzał smile Dojrzały mezczyzna smile

Przez swoje lata zdążyłem przejśč bardzo wiele, byłem i zdradzanym mężem, i kochankiem mężatki i dokładnie wiem, jak to wyglada. (Zdrada żony to wyzwolenie - bycie kochankiem, to doswiadczenie). Dlatego jestem w stanie Ci współczuć. Bycie kochankiem jest bardzo wygodne i przyjemne, nawet potrafi dobrze podnieść samoocenę. Na koncu konczy sie bólem. Bycie zdradzonym mężem jest bardzo bolesne ale tylko do czasu, kiedy zdradzany mąż odkrywa prawdę: o sobie, o swoim zdychającym zwiazku, kiedy opadają klapki z oczu, pękają różowe okulary i zaczynamy widzieč własne winy, głupotę, niedojrzałość smile Na koncu jest radość i przyjemnośc z odkrycia prawdy. To wyzwolenie.

Tak wiec jestem doświadczonym, dojrzałym mężczyzną - który spróbował Tobie pomóc.
Ucz sie na własnych błędach. I dodam to co zapomniałem napisać. Być może ona do ciebie sie jeszcze odezwie. Moze z czasem zrozumiec, swoj błąd. Jej mąż też mogl odkryc, ze był idiotą przyjmując do domu niewierną. Bo to jest blad, zapewniam. Jesli sie rozstaną a ona zapuka do ciebie - ty nie bąć głąbem i nie wchodz jeszcze raz do tej samej wody. Nic z tego nie bedzie. Nie ma gorszej istoty jak niezdecydowana i chwiejna  kobieta.

124

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
YourShadow napisał/a:

Czego chcesz brunet, czego chcesz...

Szukasz zrozumienia? Empatii? Wyłapujesz z tego wątku posty które wyrażają zrozumienie, wszystko to, co nie jest potępiające. Szacun. Bingo.

Co dalej?

Pewności, że dobrze robię odchodząc.
Dotychczas moja żonata miłość mówiła jedno a robiła drugie dając mi sprzeczne sygnały na temat naszego rozstania.
Ona nie miała pewności więc i ja poza zakochaniem wiele rozterek.

125 Ostatnio edytowany przez YourShadow (2015-01-27 21:33:21)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Glosator napisał/a:

Nie ma gorszej istoty jak niezdecydowana i chwiejna  kobieta.

Może to zmienisz na: "Nie ma gorszej istoty jak kobieca kobieta."

Albo wręcz skrócisz do... "Nie ma gorszej istoty jak kobieta."

126

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
Glosator napisał/a:

Brunett - nie jestem psychologiem. Nawet nie chcę go udawać. Wielu psychologów sami wymagają terapii. Nie, jestem dojrzałym mezczyzną, takim stary Wilkiem, samcem Alfa, który wreszcie dojrzał smile Dojrzały mezczyzna smile

Przez swoje lata zdążyłem przejśč bardzo wiele, byłem i zdradzanym mężem, i kochankiem mężatki i dokładnie wiem, jak to wyglada. (Zdrada żony to wyzwolenie - bycie kochankiem, to doswiadczenie). Dlatego jestem w stanie Ci współczuć. Bycie kochankiem jest bardzo wygodne i przyjemne, nawet potrafi dobrze podnieść samoocenę. Na koncu konczy sie bólem. Bycie zdradzonym mężem jest bardzo bolesne ale tylko do czasu, kiedy zdradzany mąż odkrywa prawdę: o sobie, o swoim zdychającym zwiazku, kiedy opadają klapki z oczu, pękają różowe okulary i zaczynamy widzieč własne winy, głupotę, niedojrzałość smile Na koncu jest radość i przyjemnośc z odkrycia prawdy. To wyzwolenie.

Tak wiec jestem doświadczonym, dojrzałym mężczyzną - który spróbował Tobie pomóc.

Pomogłeś mi, rozjaśniłeś w głowie. Wykończyłeś temat tak, że nie ma tu już co dodawać ani co komentować.
Twój post przerósł nawet moje oczekiwania, w tym sensie, że nie spodziewałem się tu usłyszeć tak wiele,tak solidnie i za razem tak obiektywnie.

127

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
YourShadow napisał/a:

Czego chcesz brunet, czego chcesz...

Szukasz zrozumienia? Empatii? Wyłapujesz z tego wątku posty które wyrażają zrozumienie, wszystko to, co nie jest potępiające. Szacun. Bingo.

Co dalej?

Pewności, że dobrze robię odchodząc.
Dotychczas moja żonata miłość mówiła jedno a robiła drugie dając mi sprzeczne sygnały na temat naszego rozstania.
Ona nie miała pewności więc i ja poza zakochaniem wiele rozterek.

Wiesz kiedyś w jakiejś kłótni.. kiedy już zaczęły się pojawiać frustracje.. mój zaczął coś mówił o fundamentach związku - no tak tam miał dom, rodzinę, dziecko.. a ja o jakich fundamentach mówisz? Przecież szczerość, lojalność, wierność to podstawa.. Trzeba przewartościować wszytko na zimno..

128 Ostatnio edytowany przez YourShadow (2015-01-27 21:51:57)

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
brunett napisał/a:
YourShadow napisał/a:

Czego chcesz brunet, czego chcesz...

Pewności, że dobrze robię odchodząc.

Zerwaliście zakazany owoc, narozrabialiście i ponieśliście konsekwencje, ale go do końca nie zjedliście...

Twoim odejście sprawia, że ta młoda dostała wszystko co najgorsze, nie mogąc chociaż w pełni skonsumować romansu.

Trzeba było zrobić tak jak kenobi radzi...

brunett napisał/a:

Dotychczas moja żonata miłość mówiła jedno a robiła drugie dając mi sprzeczne sygnały na temat naszego rozstania.
Ona nie miała pewności więc i ja poza zakochaniem wiele rozterek.

Bo rozmawiasz z nią logicznie, a ona jest emocjonalną kobietą. Robisz ten podstawowy błąd.

Wydało się. Ona teraz ma w domu kwas, nawet jeżeli się łudzą, że wszystko będzie dobrze, ma małe, subtelne piekiełko.
Musi zajmować się dzieckiem pracując.
Czuje się pod obserwacją, więc nie może sobie pozwolić na zabawę, a jest młoda, co z tego, że ma dziecko, dalej by się chciała bawić.
Rozmawiając z mężem, treść może być normalna, ale emocje stojące za tym co mówi pewnie wyrażają rozczarowanie, zazdrość. Młoda czuje w jego obecności winę.
Seks z nim...
Musi pewnie czasem pójść na obiadek do jego rodziców i poudawać, że wszystko gra... Może jego rodzice wiedzą, może nie...
Ciężko jej.

Wystarczy, że zdecydujesz się być w pełni kochankiem, zaakceptujesz to czym wasz związek może być i nie mógłby się nigdy stać...
Będziesz kochankiem pełną gębą, wypełnisz tę rolę na maksa. Dasz zakazany owoc w całości.
Wystarczy, że w twojej obecności będzie czuła same pozytywne emocje, zdrowe wibracje, seks z tobą będzie naturalny, oczywisty. Wystarczy, że nie będzie czuła z twojej strony jakiejkolwiek presji.
Wystarczy, że w twojej obecności nie będzie czuła się winną, nie będzie czuła się oceniana...
Nie będzie stawiana pod ścianą "decyduj!", będzie swobodnie mogła poddać się emocjom...

Kontrast między emocjami które ma z tobą a tym co ma w domu...

129

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
YourShadow napisał/a:
brunett napisał/a:
YourShadow napisał/a:

Czego chcesz brunet, czego chcesz...

Pewności, że dobrze robię odchodząc.

Zerwaliście zakazany owoc, narozrabialiście i ponieśliście konsekwencje, ale go do końca nie zjedliście...

Twoim odejście sprawia, że ta młoda dostała wszystko co najgorsze, nie mogąc chociaż w pełni skonsumować romansu.

Trzeba było zrobić tak jak kenobi radzi...

brunett napisał/a:

Dotychczas moja żonata miłość mówiła jedno a robiła drugie dając mi sprzeczne sygnały na temat naszego rozstania.
Ona nie miała pewności więc i ja poza zakochaniem wiele rozterek.

Bo rozmawiasz z nią logicznie, a ona jest emocjonalną kobietą. Robisz ten podstawowy błąd.

Wydało się. Ona teraz ma w domu kwas, nawet jeżeli się łudzą, że wszystko będzie dobrze, ma małe, subtelne piekiełko.
Musi zajmować się dzieckiem pracując.
Czuje się pod obserwacją, więc nie może sobie pozwolić na zabawę, a jest młoda, co z tego, że ma dziecko, dalej by się chciała bawić.
Rozmawiając z mężem, treść może być normalna, ale emocje stojące za tym co mówi pewnie wyrażają rozczarowanie, zazdrość. Młoda czuje w jego obecności winę.
Seks z nim...
Musi pewnie czasem pójść na obiadek do jego rodziców i poudawać, że wszystko gra... Może jego rodzice wiedzą, może nie...
Ciężko jej.

Wystarczy, że zdecydujesz się być w pełni kochankiem, zaakceptujesz to czym wasz związek może być i nie mógłby się nigdy stać...
Będziesz kochankiem pełną gębą, wypełnisz tę rolę na maksa. Dasz zakazany owoc w całości.
Wystarczy, że w twojej obecności będzie czuła same pozytywne emocje, zdrowe wibracje, seks z tobą będzie naturalny, oczywisty. Wystarczy, że nie będzie czuła z twojej strony jakiejkolwiek presji.
Wystarczy, że w twojej obecności nie będzie czuła się winną, nie będzie czuła się oceniana...
Nie będzie stawiana pod ścianą "decyduj!", będzie swobodnie mogła poddać się emocjom...

Kontrast między emocjami które ma z tobą a tym co ma w domu...

Nie miała ode mnie presji ani oceniania. Miała wsparcie, moją przyjaźń i moje oddanie. Byłem też lojalny. Nawet jak szedłem na spotkanie z jej mężem, pytałem ją czy ona nie ma nic przeciwko temu i czy jej czasem tym nie zaszkodzę i czy jest coś o czym nie powinienem wspominać.
Jej mąż się dowiedział o wszystkim z maili, to był punkt zwrotny.
Nie ja wymusiłem od niej decyzję tylko sytuacja.

130

Odp: Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka
YourShadow napisał/a:
Glosator napisał/a:

Nie ma gorszej istoty jak niezdecydowana i chwiejna  kobieta.

Może to zmienisz na: "Nie ma gorszej istoty jak kobieca kobieta."

Albo wręcz skrócisz do... "Nie ma gorszej istoty jak kobieta."

Nic nie bede zmieniał. Taka jest życiowa prawda. Nie ma gorszej istoty, niż chwiejna osoba - tym akurat przypadku, chwiejna, niezdecydowana kobieta. Nie ma tez gorszych facetow, niz faceci niezdecydowani, "miękcy", nie wiedzący czego chcą, nie potrafiący zdobyc sie na bycie konsekwentnym w działaniu i dokonywanych wyborach.

Nie bede tu pisał peanów na temat kobiet kobiecych, silnych, madrych i zdecydowanych, ktore wiedza czego chca, maja jasno sprecyzowany system oceny rzeczywistosci. Nie chce byc off topic.
Nie jestem uprzedzony do kobiet. Jesli to chcesz sugerowac.
W tym przypadku opisywanym przez Brunetta, z jego historii, kobieta po prostu okazała sie kobieta niezdecydowaną. O tego sie prosze trzymaj smile

Posty [ 66 do 130 z 229 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kocham mężatkę, tymrazem od strony nieszczęśliwie zakochanego kochanka

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026