brunett napisał/a:Nie upycha gdzie się da, miała wolny wieczór czasami w pt lub sobote, z dzieckiem zostawał wtedy ojciec dziecka, jej mąż. W innych przypadkach odwiedzała mnie z dzieckiem. Nie zaniedbywała malucha, można jej zarzucić zdrade ale nie upychanie dziecka lub zaniedbywanie go. Mi też los malucha nie był obojętny. Dziecko niczemu nie winne i w razie potrzeby miało moją pełną akceptację.
Nie bede jak inni wymyślał Ci, bo ja już dawno zrozumiałem jak to działa, wiec by moze uspokoić emocje, troche opiszę w miarę obiektywnie, jak wyglada dramat układu: On, Ona, Kochanek i dziecko. Otóż tak ku przestrodze napiszę, ze historia Brunetta moze spotkac kazdego, a historia jego kochanki moze byc historią kazdej z Pan tutaj. Dlatego Brunett cierpisz, bo nie wiedziałes (dlatego ja nie rzucę w ciebie kamieniem), że nie kusi sie losu. Opisując, że tak późno zobaczyłeś obrączkę na jej palcu jestem w stanie uwierzyć, ale tylko przy założeniu, żeś sie od pierwszego wejrzenia zadurzyleś. Natomiast wiedzac, ze masz 36 lat, to trzeba być ślepym by tego złotego krążka nie zauważyć. Myślę, że go widziałeś i gdy juz poczułeś do niej miętę było za późno.
Faktem jest, ze podszedleś do tej całej sytuacji egoistycznie. Dlatego nikt Cie ńie żałuje, bo kazdy człowiek wie, kiedy sie wycofać. Opisując swoj przypadek miales okazje sie wycofać kilka razy. Pierwszy, gdy odkryłeś, ze to jednak mężatka. Druga okazja była wtedy, kiedy ona sie na chwile powstrzymała i wskazała granicę, pewnie by sama siebie przed jej przekroczeniem ostrzec. Trzecia okazja była wtedy, kiedy odkryłeś, ze zaczynasz być na jej temat zafiksowany. A na końcu gdy ja pierwszy raz pocalowaleś. Miales wiec pare okazji powstrzymać sie, i miales kilka powodow. Ale z tego co piszesz jestes tutaj troche by uslyszec rozgrzeszenie i znaleść pewnie spokoj wewnętrzny. By to uzyskac jak podczas spowiedzi, najpierw potrzebny jest żal, a potem szczere wyznanie win, prośba o wybaczenie oraz pokuta.
Jestem w stanie uwierzyc, ze nie zdawałeś sobie sprawy z tego, ze ładujesz az cztery osoby w sytuacje, w ktorej wszyscy beda cierpiec. Takie romanse powoduja, ze kaleczy sie wszystkich. Dlatego madrzy ludzie nie ładują sie w takie dramaty.
Ty juz cierpisz i czujesz to. Druga osoba, Ona - podejrzewam, że sama nie spodziewała sie, kiedy ją tąpnęło - bo to jest taka chwila, kiedy sie konczy zachwyt, odkrycie, ze ktos jest inny i nas pociąga, gdzies nagle konczy sie flirt całkiem niewinny, a zaczyna romans. Ale jest ta chwila, kiedy trzeba wylać sobie kubeł wody na głowę i zrozumieć, że nie ma nic za darmo. No i ona tez mogła pare razy sie powstrzymać, ale z jakiegos powodu, podejrzewam lekkiego znudzenia związkiem, jakiegos kryzysu, albo z przyzwyczajenia, albo zapomnienia, ze rodzina, zwiazek najtrudniejszy jest kiedy jest codzienny, szary i nudny. Pojawiłeś sie Ty, wniosłeś nowa jakosc, wciągnęło ja to i wpadka - zakochała sie. Ty cierpisz, ona cierpi równie mocno i bedzie zawsze cierpiec, bo jej maż nie da o ile znam facetow odpoczac od zapomnienia, ze kiedys była zdradzająca go żoną. Cierpi, bo straciła dwie milosci - najpierw do męża, a teraz do ciebie.
Trzecia osoba, to mąż. Wbrew pozorom nie bez winy. Niestety za pomyślność zwiazku odpowiadają obie strony. Czegos w ich zwiazku zabrakło. Czegos ńie rozumiał. Pozwolił zonie sie oddalić. Na koncu zonie rozumiem wybaczył i uwierzył, że uratuje zwiazek. Powiedzenie "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej wody" jest bardzo madre. Za jakis czas niestety ich zwiazek sie rozpadnie. Podejrzewam, ze ona bedzie miała dosyc bycia wieczna pokutnicą, podejrzewam, że została "dla dziecka" i wybrała "znaną już codzienność" niż ładować sie w "nieznaną przyszlosc" z Tobą. Jak kazda kobieta w pewnym momencie oceniła - co bedzie czekało ja w byciu z mezem, a z Tobą i ocenilą, że bedzie jej lepiej w układzie z mężem. Powiem szczerze, ze osobiscie nie wierze, ze tam bedzie sielanka, realistą jestem. Ale generalna zasada jest taka, że gdy kochanek/kochanka zostają mężem/żoną, to na miejscu kochanka/kochanki powstaje wakat.
Tak wiec w kobiecie prawdopodobnie zaistniał mechanizm - cierpiałabym niezaleznie od układu, to bedie chociaz cierpiała tak, by dziecko nie cierpiało. W sumie ubiczowala sie, przyjęła skutki zdrady na cycki i teraz cierpi, chociaz moze mniej. Ale z czasem bedzie tylko gorzej. Ofiary zdrady nie sa w stanie zapomnieć i przy okazji klotni, i na codzien niestety nie sa w stanie opanowac zazdrości, jaka ich drąży od środka. Poniewaz jak sie kobieta odkocha, to juz na siłę zakochac sie spowrotem zakochac (No nie da sie) - bedzie cierpiec, bedzie w łożku z niekochanym mezczyzną (nie mozna kochac własnej ofiary, bo to co łączy kata i ofiare nie jest nigdy miłością) - dochodzimy do cierpienia 4 aktora dramatu - najbardziej niewinnej: dziecka. Rodzice beda odgrywać role zakochanych rodzicow. Ona bedzie sie starać, on na poczatku rowniez, ale dziecko przywyknie do tego i nawet uwierzy, ze rodzice sie kochaja. Ale podświadomie bedzie czerpał wzorce z ich sztucznej milosci, takiej nieprawdziwej. Dziecko i tak bedzie cierpiec, z czasem uzmysłowi sobie, ze ci rodzice to jakos dziwnie sie kochaja. I tak wyrośnie kolejny inwalida, ktory bedzie skutkiem zycia w rodzinie, ktora jest razem "dla dobra dziecka" nie widzac, ze i matka i ojciec nie daja wzorca milosci swojemu dziecku. Ona bedzie udawac, że kocha ojca, on bedzie walczył w sobie z żalem, zazdrością, czasami nienawiscia do zony, ktora mu dorobiła rogów a dziecko bedzie tym fałszem nasiąkać. Jesli wytrzymają tak na dluzej, dziecko bedzie zwichrowane. Potem moze trafi tutaj piszac, ze nie wie czemu nie moze sie zakochac, albo czemu kolejne zwiazki mu sie rozpadają. Nie bedzie nawet wiedziało, czemu ma przesrane zycie,
Oczywiscie, moze byc inaczej - ona za jakis czas odejdzie z dzieckiem, moze on znajdzie sobie kochankę. Moze on odejdzie i ja zostawi, a moze bedzie jeszcźe inaczej. Jedno jest pewne Brunett - dlatego, ze Ty lub ona na majac pare okazji by ńie przekroczyć granicy, za ktora zaczyna sie dramat - spieprzyliscie sobie zycie.
Madrzy ludzie czytajac takie wyznania wyciagaja madre wnioski - te pare orgazmów, motylkow w brzuchu, tych chwil ekscytacji, zaurocźenia, nie jest warte dramatu, oraz kaca jaki meczyc bedzie wszystkich.
Powiem ci, ze gdyby żona odeszła od męża z dzieckiem lub bez - tez nie był bys szczesliwy. Widzisz, kobiety potrafia miec wyrzuty sumienia. Z czasem niewierna żona potrafi sobie uzasadnic, ze przeciez "maż złym mezczyzną był, ograniczał, zdradżal, albo mogl ja zdradzić, krzywdził i egoista był" i traci wyrzuty sumienia, ale z czasem, szczegolnie gdy konczy sie fascynacja nowym, w niej moze sie pojawic jednak żal za tym co straciła.
Dlatego kazda opcja nie jest dla kobiety dobra. Dla kochanka? ty masz przynajmniej miłe wspomnienia. Mozesz sobie powspominać dyndające jędrne piersi, praz chwile uniesień - ale najwazniejsze, bys z tej sytuacji wyciągnął dobre wnioski i jakas mądrość dla siebie.
Juz wyciągnąłeś wnioski dla siebie? Napisz jakie...
Ja Ci gorąco współczuję. Tak jak wspolczuje twojej byłej kochance, jej głupiemu mezowi i ich nieszczęśliwemu dziecku.
Zawsze w takich sytuacjach znajomi mnie pytali, czy w tej sytuacji jest jakies dobre wyjście. Ja zawsze odpowiem tak samo: tak, jest - kiedy widze, ze jest mi źle w zwiazku, jesli sobie nie radzę, trzeba od razu sie rozstać, kiedy jeszcze nie ma nienawisci, nie ma wrogości - po ludzku, madrze, po przyjacielsku, potem zasmakować w samotności, a na koncu szukac nowej, drugiej połowy, gdy wszystkie rany sa wyleczone.
W kazdym innym przypadku, zwykle (poza nielicznymi wyjątkami) romans konczy sie dramatem, kacem i ludzkim nieszczęściem. Oraz bólem.
Masz 36 lat - masz nauczkę. Mozesz z tej lekcji wyciagnac dobre wnioski. Juz sie nie katuj. Zmądrzyj. Omijaj mężatki. Sa seksowne, bywają napalone, ale... Ale za nimi moze ciagnac sie dramat. Jest tyle samotnych kobiet!...
Wyciągnij z tej lekcji dobre wnioski...
I wybacz juz sobie. I nie czekaj, nie ma na kogo i na co.
PS: nie oszukuj siebie - nigdy dla jej dziecka nie bylbys ojcem. Nigdy. Bo on ma ojca. I nawet rozwód matki, ojca by dziecku nie odebrał.Co najwyzej byłbyś dobra opiekunka dla jej dziecka. A gdybyscie mieli własne, nie wiem czy jej dziecko nie stałoby sie twoim wrogiem. Im byłoby starsze, tym ty mialbys bardziej przerabane...