Bardzo często kobiety żyją albo wyobrażeniami albo wspomnieniami o mężczyźnie. Zazwyczaj większość partnerów na początku znajomości czy związku bywa przemiła, uczynna, odpowiedzialna, zgodna i kochająca. Do pewnego momentu jest wspaniale - czujemy się dla nich najważniejsze, czujemy się doceniane, szanowane i kochane. W nas kobietach pozostaje ten schemat, utrwalamy go i w wyobrażeniu pielęgnujemy jak cudowną roślinę. My kobiety nie wyobrażamy sobie życia bez nich, bo są dla nas tacy cudowni. Nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki coś się w naszych panach zmienia. Zaczynają się od nas oddalać - najpierw powoli, później z prędkością światła. Przestają z nami rozmawiać, przestają potrzebować naszej obecności, przestają nami się interesować, unikają nas. Uciekają do kolegów, do alkoholu, do gier, do innych kobiet Kończą się komplementy, kończą się uniesienia, z ich strony kończy się wielka miłość, a nawet miłość. Problem polega na tym, że my nadal żyjemy jakby w niebie, tymczasem oni dawno są na ziemi. My nadal kochamy, my tęsknimy, my rwiemy włosy z głowy - co się stało pytamy, dlaczego taka zmiana, dlaczego kochanie uciekasz ode mnie - w najlepszym wypadku odpowiada nam cisza, w najgorszym kilka niewybrednych epitetów. Jest nam tak bardzo przykro, tym bardziej, że nie zrobiłyśmy nic, co dałoby powody do takiego zachowania naszego partnera. Płaczemy, histeryzujemy, zaczynamy zachowywać się nieobliczalnie - tymczasem nasze łzy dla niego to jak płachta na byka, nasza histeria, to dla niego lepszy pretekst do niewracania do domu, nasza nieobliczalność, to dla niego dobry powód do zrzucenia całej winy na nas.
Czy zauważyłyście miłe kobiety, że oni zazwyczaj są tysiąc razy bardziej odporni psychicznie niż my. Oni nie płaczą, oni nie upominają sie o przytulenie lub miły gest. Oni nie potrzebują naszej obecności jak powietrza. Oni są zamknięci, zimni i niedostępni. Nie działają na nich ani prośby, ani groźby, ani błagania. A najgorsze jest to, że do perfekcji opanowali robienie nam wody z mózgu. Z jednej strony ucieczka przed naszą miłością, z drugiej strony zapewnienia, że nadal nas kochają i nie wyobrażają sobie bez nas życia. Tymczasem my kobiety bierzemy ich słowa za najcenniejszą monetę, tylko po to, aby za chwilę przekonać się, że nasz pan wychodzi do kolegów, aby odreagować i raczej nie wróci na noc. Widzimy ten totalny absurd, widzimy tę hipokryzję, słyszymy kłamstwa, lecz nadal nie chcemy w to wszystko uwierzyć. Moja jedna rada - kobiety szanujcie się, doceniajcie się, chwalcie się - nie oczekujcie ochłapów chorego uczucia od partnera. Jeśli zdradził to znaczy, że nie kocha. Jeśli kłamie to znaczy, że nie kocha, jeżeli manipuluje naszymi uczuciami to tym bardziej nie kocha. Jeśli szuka wrażeń poza domem, jeżeli ucieka bez przyczyny, to znaczy, że przestał kochać. Nie poniżajcie się błagając, aby wrócił, aby chciał porozmawiać, nie poniżajcie się płacząc i błagając go o rozsądek. W takim chorym związku jesteśmy i same i samotne. No ale jeśli taki partner potrzebny wam jest tylko po to, aby uprać mu skarpetki, ugotować obiad, czy być dla niego darmową dziwką, to już drogie panie wasz problem.
Tak, ja nadal pamiętam jaki był kiedyś i nie mogę uwierzyć, że mógł mi to zrobić