Małpa69 - ja nie umiem całkiem bez cukrów prostych funkcjonować, ale odkąd solidnie je ograniczyłam, to skóra mi się bardzo poprawiła i nie mam w ogóle napadów głodu. Jem jak jest pora na jedzenie. Wiadomo, że po treningu jak wracam, to mam ochotę opróżnić lodówkę, ale zjem to, co sobie ustaliłam i wliczyłam w bilans i jest spokój. Kiedyś mi się chciało słodyczy cały czas. To znaczy chce mi się, ale nie tak rozpaczliwie jak narkomanowi na głodzie ![]()
Podobne tematy
Ja nigdy nie byłam wielkim łasuchem na słodycze, o wiele bardziej brakuje mi ziemniaków, które uwielbiam, a niestety nie mogę ich jeść ![]()
Ale tak wcale wcale? Dlaczego? Mój ojciec ma cukrzycę od 20 lat i diabetolog zaleca ziemniaki, szczególnie młode bo te mają niski IG i są mało kaloryczne. I w związku z tym ładunek glikemiczny wcale nie jest wysoki. Samym IG nie ma co się sugerować, bo tak naprawdę on niewiele mówi.
69 2015-01-15 10:36:45 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-01-15 10:39:52)
Marcjano, młode mogę zjeść jest ok. Ale normalne, sprawdzałam, łyżka ziemniaków, mała porcja i mam cukier +200
(nawet na lekach) to samo mam z makaronem mała porcja, dobry makaron durum niby nie ma aż tak wysokiego IG, a cukier mi osobiście podnosi. Weź też pod uwagę, że każdy cukrzyk jest inny i może inaczej reagować. Ja np mogę zjeść czekoladę i nic mi nie będzie, wystarczy łyżka ziemniaków i już jest problem, źle reaguję na skrobie i produkty mączne więc po prostu ich nie jem, pozwalam sobie na jedną, dwie kromi ciemnego pieczywa co kilka dni i raz w tygodniu ciut makaronu też pełnoziarnistego i tyle jeśli chodzi o mąkę, ziemniaki tylko jak są młode. Wielu rzeczy nie mogę jeść, ale głodna nie chodzę.
Rozumiem. No niefajnie. Ja też mam całą masę ograniczeń niestety, ale żyć się da.
A da się, bardziej mnie ludzie wkurzają, ludzie którzy WIEDZĄ że jestem chora od dawna, a i tak robią zdziwioną minę kiedy poraz xxx odmawiam alkoholu (też nie mogę), albo ziemniaków, albo ciasta i te "chociaż kawałeczek?"
Ja mam tak z alkoholem. Kiedyś piłem i to nie miało, ale teraz nie mogę, bo każda ilość kończy się potężnym bólem żołądka. Też nie potrafią zrozumieć.
U mnie raz wrzody, zaleczone, ale żołądek słaby, a dwa po alkoholu nawet w małych ilościach spada mi cukier do bardzo niskich wartości. Zdziwienie a czasem wręcz oburzenie jednak nie mija ![]()
I tego raczej już nie zmienimy. Tak jest u nas kultura. "Ze mną się nie napijesz?". Standardowy tekst. Ja po prostu się tym nie przejmuję i jem to co mogę jeść. Większość na szczęście już się przyzwyczaiła i co miłe często przygotowują dodatkowo potrawy które i ja mogę jeść. Nie że całkowicie dla mnie, ale biorą wszystkich pod uwagę. Moja żona np. nie je mięsa i też biorą to pod uwagę. Nikt o nic nie pyta.
U mnie raz wrzody, zaleczone, ale żołądek słaby, a dwa po alkoholu nawet w małych ilościach spada mi cukier do bardzo niskich wartości. Zdziwienie a czasem wręcz oburzenie jednak nie mija
Ja przeciwwskazań do picia nie mam, ale nie przepadam za alkoholem, piję tylko okazyjnie i raczej małe ilości, ale ludzie też nie ogarniają. że nie chcę, bo dieta, bo sport, bo nie chcę i już. To samo ze słodyczami i jedzeniem ogólnie. Jak odmówię i powiem, że nie, bo jestem na redukcji, to zaraz traktują to jak niezdrową fanaberię: "Na CZYM jesteś?!" "A po co Ci to, przecież szczupła jesteś?" "Po co kobiecie widoczne mięśnie?" itd. Jak to wszyscy, cholera, wiedzą co jest dla mnie dobre. Tylko ja biedna i głupia nie wiem
. Jakoś osoby, które mniej żrą i więcej ćwiczą wyglądają lepiej od tych, które się sportu nie imają, a ich jedyną aktywnością ruchową są wycieczki do lodówki, ale co ja tam wiem
Oczywiście te same osoby potrafią skomplementować, że świetnie wyglądam, tylko jakoś się nigdy nie zastanowią dlaczego.
Mi nawet nie chodzi o wygląd, gdybym mogła być gruba i zdrowa, mogłabym być gruba, jeśli chodzi o wygląd czułam się równie dobrze jako grubsza osoba, niestety otyłość to choroba, która niesie za sobą masę innych chorób więc mimo sterydów, mimo zaburzeń hormonalnych walczyłam i właściwie chodziło mi tylko o zdrowie, nie jest jednak dla mnie problemem trzymanie się diety, czasami brakuje mi tych ziemniaczków, ale zdobyczy świata w postaci żywności pełnej dziwnych składników nie żałuję, pamiętam jak raz mnie naszło na ptasie mleczko, przeczytałam skład i bez żalu odłożyłam ![]()
Nie wierzę w żadne diety cud, ani w diety ekspresowe, czy magiczne pigułki. Wierzę że ruch (oczywiście rozsądny i dobrze dobrze dobrany) oraz dbałość o to co jemy to najlepsza recepta na dobry wygląd i zdrowie.
Oczywiście względy zdrowotne też mam na uwadze, dlatego między innymi trzymam się z daleka od jakichś "cudownych" wynalazków żywieniowych i diet z serii 15kg w dwa tygodnie. Najlepiej się czuję ze sobą jak moje ciało wygląda zgrabnie, ale nie za chudo. Nigdy nie byłam typem modelki, ani nie miałam nigdy chęci wyglądać jak dziewczyny z wybiegów. Nie moja estetyka kompletnie. Teraz dla mnie najważniejsze jest być silną i sprawną, bo ze zdrowiem na szczęście większych problemów nie mam. Jeżeli za poprawą wydolności i siły może pójść wygląd ciała, to nic, tylko korzystać z dobrodziejstw sportu. Ja się uwielbiam konkretnie zmęczyć - tak, że mięśnie palą i ledwo nogi niosą z sali do szatni, albo wręcz trzeba chwilę usiąść albo poleżeć żeby się pozbierać. Dlatego nigdy mnie nie pociągały te wszystkie pilatesy, aerobiki itd. Ja poczułam, że żyję jak odkryłam trening interwałowy i na sportach walki. Jak zobaczyłam, że moje ciało może być nie do zajechania, tylko trzeba nad tym popracować, to już było tylko lepiej. Po prostu zmiana na lepsze musi się najpierw dokonać w głowie.
Mnie trochę słodyczy brakuje, ale na szczęście są zdrowe alternatywy i tego się póki co trzymam. Teraz mam etap miksowania twarogu, kefiru i jakiegoś owocu (zwykle banan albo truskawki), do tego dodaję prawdziwą, normalną suszoną wanilię, czasem cynamon albo kardamon. Jak trzeba dosładzam sobie stewią i jest super. Bywa, że dołożę do tego łyżkę otrąb, to już w ogóle mogę zapchać mój bezdenny żołądek na jakiś czas ![]()
Ja sobie też miksuję dosładzam fruktozą, ma ona i minusy i plusy, ale używam jej bardzo mało, zwykle do kawy, a mi słoik kawy starcza na pół roku ![]()
Owoców raczej nie dosładzam, odzwyczaiłam się już od cukru, jak wzięłam łyka słodzonej coli, bo mi cukier spadł i chciałam go szybko podnieść to myślałam że będę haftować. Chociaż czasami i ja bym coś zjadła, czasami i zjem tylko potem robię sobie wycisk, żeby ten cukier spalić ![]()
Ja wczoraj zjadłam przy robieniu sałatki kawałek surowego ogórka i z zaskoczeniem stwierdziłam, że jest słodki. Kiedyś tego nie czułam. Podobnie pomidory, też mi się wydają słodkawe, a banan to już jest jak cukierek ![]()
Ja używałam fruktozy, ale jakoś mi nie podchodziła - więcej musiałam nasypać niż normalnego cukru żeby coś poczuć. Stewia jest fajna, bo nie trzeba jej sobie odmawiać, liczyć itd. a słodka jest konkretnie ![]()
Moze kogos to zaciekawi .
Ze względu ze jestem przeciwniczka diet głodowych a stosuje ZDROWE ODŻYWIANIE
podrzucam ciekawy artykuł.
Cała prawda o kaloriach.
Kalorie - nikt ich nigdy nie widział, każdy o nich wielokrotnie słyszał, wielu z ich powodu ma nadwagę, a niektórzy przez nie wciąż są głodni. Skąd się biorą, co to dokładnie jest i jak nimi zarządzać, aby utrzymać szczupłą sylwetkę? Ekspert MH wyjaśnia to krok po kroku.
Informacje o nich dopadają Cię wszędzie. W restauracyjnym menu obok ceny coraz częściej drukują informację o ilości kalorii na każdy posiłek. Idziesz do supermarketu i etykiety z kaloriami atakują zewsząd: począwszy od torebek z chipsami, poprzez sery, napoje, mięso, nawet po sałatę.
Ale właściwie co to znaczy: spalić kalorię, dostarczyć ją? A w końcu: czym jest kaloria? Czy to prawda, że im więcej kalorii, tym więcej tłuszczu zaczyna nam się zbierać pod skórą, a im mniej ich dostarczamy, tym bliżej nam do wyglądu atlety? Gdyby to było takie proste, to nie miałoby znaczenia, czy dostarczasz 500 kcal w warzywach, czy też w podwójnym opakowaniu maślanych ciasteczek.
A jednak znaczenie ma. I to zasadnicze.
Kalorie są paliwem dla ciała
Niezupełnie. Kaloria narodziła się na początku XIX wieku, by wyjaśnić teorię zachowania ciepła w silnikach parowych. Dziś jest to już historyczna, niestosowana powszechnie w technice miara ciepła, choć pewnie zdarzyło Ci się słyszeć np. o kaloryczności węgla, czyli ilości ciepła, które można wyprodukować z danej ilości tego materiału opałowego. Pierwotnie była definiowana jako ilość ciepła potrzebna do podgrzania, pod ciśnieniem 1 atmosfery, 1 grama czystej chemicznie wody o 1 stopień Celsjusza od temperatury 14,5 stopni do 15,5 stopni Celsjusza.
Kaloria szybko ze świata techniki wkroczyła do świata żywności. Pierwszy raz pojawiła się w raporcie nt. żywienia około 1890 roku. Aby zastosować tę koncepcję, ot choćby do codziennych kanapek, naukowcy postanowili je podpalić. Serio! Włożyli różne produkty do odpowiednich probówek i poddali je spalaniu, a probówki - kąpieli wodnej. Potem sprawdzili, o ile podniosła się temperatura wody. Im woda była cieplejsza, tym żywność musiała być bardziej kaloryczna.
Dziś, choć na co dzień mówimy o kaloriach, to w istocie chodzi o kilokalorie (kcal), czyli tysiąc kalorii. A ta jednostka fizyczna oznacza ilość ciepła potrzebną, by podnieść temperaturę 1 kilograma wody o 1 stopień Celsjusza. Jak więc widzisz, to nie kalorie same w sobie są paliwem dla organizmu, tylko produkty, które zjadasz - jedne są bogatsze w energię, bo dostarczają nam więcej energii, a inne - te o niższej kaloryczności - uboższe.
Ty jednak nie jesteś maszyną parową, lecz chemiczną! To ona daje Ci życiową energię poprzez utlenianie węglowodanów, tłuszczów i białek, które występuje w czasie procesu oddychania komórkowego w mitochondriach. "Można więc powiedzieć, że mitochondria to takie małe elektrownie" - mówi Maciej Buchowski, prof. Vanderbilt University w Nashville.
Twoje zadanie: patrz na żywność nie tylko pod względem ilości kalorii, ale tego wszystkiego, co poza nimi dostarczają.
Wszystkie kalorie są sobie równe
Właśnie, że nie. Nasze paliwo pochodzi z trzech źródeł: białka, węglowodanów i tłuszczu, czyli podstawowych składników naszego pożywienia. Każde z nich jest traktowane przez organizm w inny sposób. Na każde 100 kilokalorii węglowodanów, które sobie dostarczasz z jedzeniem, Twój organizm w czasie trawienia spala maksymalnie 10 kcal. Jeśli chodzi o tłuszcze, na ich strawienie ludzkie ciało potrzebuje jeszcze mniej energii.
"Mistrzem spalania kalorii jest białko: aby strawić 100 kilokalorii białka, będziesz musiał zuzyć od 20 do nawet 30 kcal" - wyjaśnia prof. Buchowski.
Twoje zadanie: jeśli chcesz schudnąć, białko w Twojej diecie powinno być priorytetem.
Co zjesz, to wchłoniesz
To nie takie proste. Z żołądka pożywienie dociera do jelita cienkiego, które poprzez swoje gąbczaste ściany wchłania składniki odżywcze. Tłuszcz szybko dostaje się do ścianki jelit, ale od 5 do 10% z nich tylko prześlizguje się przez nie i nie zostaje wchłonięte. Jeśli chodzi o białka, to te pochodzenia zwierzęcego są bardziej strawne niż roślinne. Zatem składniki odżywcze, ale również kalorie z polędwicy, lepiej się wchłoną niż z tofu.
Błonnik, który występuje w niektórych złożonych węglowodanach (warzywa i produkty pełnoziarniste), ma wręcz tendencję do blokowania wchłaniania kalorii. Załóżmy, że brokuł ma tyle samo kalorii, co słodki cukierek. Błonnik w brokułach sprawi jednak, że warzywa dostarczą mniej energii, a więcej witamin i minerałów.
Twoje zadanie: staraj się spożywać od 35 do 60 gramów błonnika dziennie.
Niskokaloryczne jedzenie pomaga spalić więcej
Nie zawsze. Przetworzone, niskokaloryczne produkty spożywcze mogą być słabymi sojusznikami w odchudzaniu. Wiadomo, że pominięcie cukru jest chyba najprostszym sposobem zmniejszenia ilości kalorii. Jednak producenci żywności na ogół zastępują cukier słodzikami, np. aspartamem. Tymczasem badania na szczurach przeprowadzone w 2008 r. pokazały rzecz zaskakującą. Te, które jadły sztucznie słodzone jogurty, w kolejnych posiłkach dostarczały więcej kalorii, wskutek czego przybierały na wadze.
Twoje zadanie: bardziej skup się na zdrowym jedzeniu niż przeliczaniu kalorii. Nie rezygnuj z cukru - ten ze zdrowego źródła jest całkiem przydatny. Postaw na warzywa i owoce!
Ćwicząc, spalam najwięcej kalorii
Niekoniecznie.Większość kalorii spala się w stałym tempie, jakby na wolnym ogniu, przez całą dobę napędzając życiowe procesy. Do tego potrzebujesz ok. 60% dostarczanej z pożywienia energii. Te funkcje to regeneracja, czyli wymiana starych komórek na nowe, transport tlenu jak i gojenie się ran, oddychanie i tak dalej.
Jest taki wzór, który mówi, że podstawowy metabolizm, czyli wszystkie procesy, które utrzymują Cię przy życiu, wymagają ok. 22 kilokalorii na każdy 1 kilogram masy ciała dziennie. To oznacza, że 85-kilogramowy człowiek będzie spalał 1900 kalorii dziennie, tylko leżąc na kanapie przed TV, oddychając i mrugając powiekami.
Ale Ty wykonujesz przecież mnóstwo innych czynności: spacerujesz, czasami prasujesz i robisz zakupy, prowadzisz samochód, uprawiasz seks, przyrządzasz jedzenie... To wszystko również wymaga energii!
Twoje zadanie: wstawaj z sofy, idź do sklepu, rezygnując z samochodu, wchodź po schodach, zapominając o windzie. Rusz swoje cztery litery, a kalorie spalisz bonusowo.
źrodło : MH 07/2012
Ten artykuł niestety też prawdy objawionej w 100% nie przedstawia. Nie mówi na przykład nic o masie i składzie ciała - można ważyć 60 kg nie uprawiając sportu i mieć dość spory procent tkanki tłuszczowej, a osoba o takim samym wzroście ważąca na przykład 65kg może mieć procent tłuszczu mniejszy, a więc wyglądać zdecydowanie lepiej i szczuplej.
Poza tym samo spalanie w na spacerkach i zakupach to za mało. Żeby skłonić organizm do solidnego popuszczenia z rezerw w postaci znienawidzonej dętki na brzuchu dobrze jest go trochę zmęczyć. Dlatego trening interwałowy jest taki skuteczny - nie jest umiarkowany, ani długi, tętno blisko wartości maksymalnych, doprowadza człowieka na skraj wytrzymałości, a tkanka tłuszczowa leci aż miło. Poza tym organizm musi się po czymś takim zregenerować, więc zapotrzebowanie energetyczne mamy zwiększone jeszcze dobre kilka, a czasami kilkanaście godzin po treningu.
Pewnie, białko nakręca metabolizm, pomaga schudnąć, ale w nadmiarze prowadzi do ketozy, a to się może skończyć uszkodzeniem nerek i stawów. Trzeba wiedzieć co się robi żeby sobie nie zaszkodzić. Dlatego uważam, że dieta powinna być kalorycznie i składowo wyliczona i dopasowana do zapotrzebowania i celu. Tyle się trąbi, że zdrowa i zbilansowana dieta i po sobie stwierdzam, że w tym jest naprawdę sporo prawdy.
Z owocami jest problem tego rodzaju, że potrafią zawierać sporo cukrów prostych. O ile nie jestem zwolenniczką całkowitego rezygnowania z owoców, to jednak umiar trzeba mieć jak się odchudzamy. Winogrona na przykład są solidnie kaloryczne. Mnie ciężko w bilans wliczyć więcej niż jednego banana dziennie, bo węglowodanów dziad jeden zawiera dużo. Wolę się zapchać brązowym ryżem albo kaszą gryczaną.
Ale nadal panuje mit, że trzeba jeść dużo owoców, bo to zdrowo. W rozsądnych ilościach owszem, zdrowo. Jak jemy ich dużo to tak samo możemy przytyć jak od każdego innego cukru.
I znowu kłania się liczenie kalorii i wartości odżywczych.