nie wiem czy jestem dzielna...ja jestem załamana... poczułam nagle jak nic nie znacze dla niego...a moje uczucia? mnie tez nie jest z tym dobrze ze powiedzialam jego rodzinie o jego kłamstwach...tej kobiecie z ktora ma dziecko ale musiałam...nie moglam juz patrzec jak rani wszystkich, siebie...
Widocznie tak miało się stać. Ty chciałaś dobrze. A on... mały dzieciak, tak jak to zostało powiedziane. Nie obwiniaj się bo nie jesteś niczemu winna. On usiłuje zwalić winę na Ciebie, a to nie o to chodzi. Prawda boli i szuka u kogoś winy. Musisz sobie to uświadomić. TY NICZEMU WINNA NIE JESTEŚ! Bo to, że kochasz jest czymś złym?
prawda boli to fakt... tym bardziej jesli sie kocha... minie troche czasu zanim sobie wszystko poukładasz ale toksyczny związek to nie jest dobrzy widok na przyszłość... łatwo jest powiedzieć daj sobie z nim spokój- ale to nie takie proste bo przecież go kochasz... ale pomyśl czy chciałabyś nadal mieć partnera który cie nie docenia, nie rozumie, wymusza na tobie poczucie winy przy każdej awarii... ??? chyba nie, bo na pewno jesteś kobietą bardzo wartościową, która zasługuje na to żeby być kochaną, zrozumianą, docenianą....
zobaczymy jaki bedzie jego kolejny krok...ja milcze nadal bo nie uwazam zebym miala cos pisac czy dzwonic.. jak mu to powiedzialam to on ze wcale mi nie zabronil kontaktu...no ale nie odpowiadal...niech ma wolnosc...przeciez miało to byc lepsze ode mnie...nie umie sobie poradzic z rodzina to niech z nia bedzie...niech dalej robi tak jak karza...ja mu kazac nie bede...
70 2009-10-29 13:48:03 Ostatnio edytowany przez Marvie (2009-10-29 13:48:16)
nie wiem czy jestem dzielna...ja jestem załamana... poczułam nagle jak nic nie znacze dla niego...a moje uczucia? mnie tez nie jest z tym dobrze ze powiedzialam jego rodzinie o jego kłamstwach...tej kobiecie z ktora ma dziecko ale musiałam...nie moglam juz patrzec jak rani wszystkich, siebie...
Kumo, czy ja dobrze zrozumialam? On ma dziecko z inna kobieta, a jego rodzina o tym nie wie? Napisz cos wiecej o tej sytuacji...
tak on ma dziecko z inna kobieta...tutaj na forum juz zakładałam o tym watek...jak sie poznalismy to on mi poowiedzial ze bedzie mial dziecko z kobieta z ktora wpadł...rodzina nic nie wiedziala...az pewnego dnia ona z brzuchem przyjechala do jego rodzicow..i koszmar sie zaczał bo ona walczyla o niego razem w spisku z jego rodzicami...eh...nie chce mi sie juz nawet o tym wspominac...zaczeli go szantazowac...wbijac do głowy ze powinni byc razem dla dziecka...on wtedy sie zagubil...ta kobieta teraz juz przejzała na oczy i juz tez sie wycofuje...jednak rodzina nie poddaje sie...wyraznie powiedzieli mi: zostaw naszego syna...on ma swoje dziecko i nie bedzie wychowywal obcego...to oni sa przeszkoda...ta siła ktora go blokuje a on nie dorosl do tego wszystkiego...posuwali sie do wielu rzeczy, do szntazy, straszenia, śledzenia...powiedzieli ze zostanie sam...wbili do głowy ze jak odejdzie do mnie to oni zapomna ze go mieli a ja i tak go pewnie kiedys zostawie... przez te ostatnie miesiace byłam tajemnica dla jego rodziny bo on sie zbieral zeby uciec od nich...a chcial miec swiety spokoj..myslal jak zawsze o sobie..
masakra.... ale takie rzeczy niestety sie zdarzaja.... moja tesciowa tez jest falszywym czlowiekiem i powiedziala ze zrobi wszystko zeby nas rozdzielic... ciezki temat. teraz przynajmniej wiadomo jak sytuacja stoi. nie bedzie latwo. jesli on nie przejrzy na oczy i nie podejmnie decyzji co tak naprawde jest dla niego wazne nic sie nie rozstrzygnie. ale wydaje mi sie ze jesli do akcji wkroczyli jego rodzice to ty tez musisz zrobik krok ze swojej strony nawet jesli bedzie to ktorys z kolei.... musisz podjac walke jesli chcesz z nim byc pomimo tego c sie stalo. tej kobiecie ktora ma z nim dziecko nie ma sie co dziwic, ale skoro sie usunela czas na ciebie... jesli nie zawalczysz to pozniej mozesz zalowac ze czegos nie zrobilas.... a jego rodzice nie beda wieczni a on musi wybrac jaka droge chce wybrac bo to nie tylko jego problem.... ty masz metlik, jestes zalamana... chyba juz ktos napisal ze musicie pogadac w 4 oczy i to BARDZO szczerze.... jesli bedziecie razem to rodzice napewno cie zaakceptuja tylko czy on przestanie bys mamisynkiem bo tak go wlasnie oceniam....
nie zaakaceptuja...oni mnie znaja...wczesniej jak nie wiedzieli o dziecku to cieszyli sie z naszego zwiazku...jak mam walczyc? nie moge robic tego sama...on widac nie chce albo nie umie... zrobiłam krok własnie mowiac im cala prawde z ostatnich kilku miesiecy i on teraz ma mi to za złe...powiedzial ze chcialam sie zemscic...ta kobieta tez teraz go straszy ze straci kontakt z dzieckiem...wiem ze powinnam sie cieszyc ze ona sie usunela...ale nie wiem jak dzialac zeby rodzice pozwoili dokonywac mu samodzielnych wyborow...
to ile on ma lat ze jest zalezny od rodzicow!!! to bardzo trudny temat... bardzo ci wspolczuje. chcialas dobrze a wyszlo wogole co innego. jesli on jasno nie okaze czego chce to rodzice zawsze beda mieli wplyw na niego. niewiem jak dlugo razem jestescie lub byliscie ale ja chyba zdecydowalabym sie na szczera rozmowe z nim i zobaczyla co z niej wyniknie. masz racje ze sama nie dasz rady- to on niego zalezy. dlatego powinniscie pogadac tak naprawde szczerze bo tak sie nie da zyc... ![]()
tych rozmow bylo juz kilka...ostatnio dwa dni...bardzo bolesnie i otwarcie i wtedy wlasnie podjal decyzje ze wraca do mnie nie patrzac na nikogo...no i jak widac odwidzialo mu sie ...a raczej strach znowu zwyciezyl
ma ciut wiecej lat niz ty...jestesmy ponad 1,5 roku razem, mieszkalismy razem..eh...
niewiem co ci napisac. wiec wychodzi na to ze nie dorosl tak jak juz bylo wspomniane. poprostu jest nie odpowiedzialny. taki wiek... mam brata i szwagra w takim wieku. wiesz co moze poprostu nie pisz tak jak radzily dziewczyny. moze nie wolno na niego naciskac. napewno nie ma w tym twojej winy. on musi przejrzec na oczy a to moze troche potrwac. byc moze wyjdzie na to ze bedziesz musiala zakonczyc ten etap swojego zycia, bo nie da sie zyc nadzieja....
juz tak czekam jakis czas...staralam sie wiele razy zakonczyc...jednak jego i mnie ciagnie do siebie...ja wiem ze on by chcial...nie potrafi:(
I do mnie tez po raz kolejny docieraja ciche dni... Bo moj maz nigdy nie liczy sie z moim zdaniem, ja mu mowie o tym, co chce, on odpowiada, ze to glupie, a 2 dni pozniej juz ma genialny pomysl dla siebie - moj pomysl... Egoista... Martwi sie tylko o swoja d... i zeby tylko jemu bylo dobrze... Znow musze ryczec przez niego.... Ale co odpowiada? Cicho badz i odczep sie ode mnie... Faceci to najwieksze debile!!! Leppiej jest zyc w samotnosci!!!! Moj klejny sposob na takie dni: goraca kapiel, cieply kocyk, zamkniete oczy, sluchawki w uszy i dobry audiobook... odezwe sie pozniej.... ![]()
chodz razem sie posmucimy...mnie jest gorzej...niz było...odezwij sie...bo przy was czuje sie dobrze....:*
Musze Ci powiedziec, ze masz naprawde duuuuzzzzo sily i teraz dopiero wiem, jak ogromna musi byc Twoja milosc... Nie wiem, kto wytrzymalby tyle: inna kobieta w ciazy, cala rodzina przeciwko Wam, przeciwko Tobie... A jednak sie nie poddalas... Nie poddaj sie tez teraz! Jesli chcesz to wszystko ratowac, pomoc moze jedynie ROZMOWA... Szczera rozmowa... (Dzwoni teraz kolega K., ktorego SZCZERZE NIENAWIDZE!!!Dzwoni na wszystkie numery, ktore zna.... NIENAWIDZE GO!!!)... Umowcie sie na jutro, musisz byc tylko spokojna, i musisz rozmawiac, nie krzyczec, nie robic wyrzutow... Zastanow sie dzis najlepiej, co bys mu chciala powiedziec , jakie tematy omowic... I... Albo bedzie lepiej, albo... Nie wiem, ale wyobraz sobie, jesli Wasze zycie ma tak ciagle wygladac... Ale my jestesmy twarde.... Poradzimy sobie przeciez... ![]()
on jest teraz w innym miescie...nie wiem kiedy znowu bedzie tutaj...wiele razy z nim rozmawialam...a ostatnio sam obiecywal ze juz bedziemy razem na przekor wszystkim...i nagle sie wycofal...bo znowu zaczeli go naciskac..znowu sie wystraszył...oni sa silniejsi...ja ciagle chce ratowac ale juz nie wiem jak...i chyba tylko ja chce ratowac...a za 2 dni miał byc juz przy mnie:(....znowu bańka pękła...tak nagle...nie wiem czy tej siły jeszcze mi starczy...sama sie sobie dziwie...i naprawde tak bardzo go kocham...czemu on tego nie docenił? czemu boi sie znow byc ze mna? nie jestem widac tak wazna jak jego rodzina:( a przeciez to ja juz bylam jego rodzina...ja i moja córeczka i jego dziecko tez chcialam tak bardzo pokochac...
A nie ma szans, zebyscie zamieszkali razem? Wtedy mialby ograniczony kontakt ze swoja rodzina, ktora daje mu "dobre rady...".... Widac on jest zbyt slaby.... Zbyt slaby na to, aby walczyc, a Ty w pojedynke tez niczego nie osiagniesz... Musicie oboje nawzajem dodawac sobie sily i energii do walki przeciwko calemu swiatu, a on wszystko utrudnia... Moj K. tez wiele razy mowil mi, ze nie bedziesmy sie wiecej klocic, i tysiac innych rzeczy i tak sie wszystko co 2 miesiace wszystko powtarza... Ostatnio niestety jeszcze czesciej... Zmienil mnie, zmienil moje wnetrze... A drogi Don Pedro i Zalamanaaa (pozdrawiam
) pomogli mi zrozumiec, co jest w zyciu najwazniejsze... Juz nie latam za nim pierwsza i jest mi wszystko jedno... To forum tez pomaga nie myslec, ludzie wspieraja jak moga... Ja tez dla mojego K. poswiecilam caly swiat (w prawie doslownym znaczeni tego slowa...:() i za to mi sie tak odwdziecza. Czuje sie cholernie samotna i tak wlasciwie tylko Was mam, tylko Wam moge sie wygadac, tylko Wy mnie tak naprawde rozumiecie... I jest mi prosciej, mam wszystko gleboko!!
Kumo, prosze, wytrzymaj jeszcze do jutra wieczora... Jesli i tak mieliscie sie za 2 dni zobaczyc... Zadzwon do niego jutro po poludniu lub wieczorem i zaproponuj spotkanie... (Ciagle sie powtarzam, nie:P) ale musze to powtarzac, zebys byla twarda ![]()
tak mielismy za dwa dni sie zobaczyc bo mielismy uciec..razem zamieszkac...odciac sie od nich...ale sie wycofał z tego .... nie wiem czy zobaczymy sie za 2 dni...raczej nie przyjedzie bo przeciez postanowil sie rozstac ze mna i byc sam...wiem ze nie chce byc sam...a jest teraz samotny jak diabli...ale zrobil to bo wiedzial ze nie da rady uciec od nich... Wy tez mi duzo dajecie...mam komu sie wyzalic...spojrzec inaczej na ta sytuacje...dziekuje ze jestes....tez jstes wspaniala kobieta i wiele sie juz nauczylas...ja tez potrzebuje czasu..wiem jednak ze on jest czescia mnie...nie wiem juz sama czego on sie boi...nie wiem jak wyciagnac reke do niego aby ja przyjal aby nie pomyslal ze to na siłe...
Teraz juz mu pokazujesz, przez to, ze milczysz, ze "nic na sile"... Teraz dajesz mu czas do przemyslenia, do dzialania... Nie wiem... Jemu tez na Tobie na pewno cholernie zalezy, ale czegos sie boi, cos go hamuje... Ta cala sytuacja... Brak mu sily, aby walczyc... Ta sile powinniscie teraz dzielic wspolnie i wspolnie ladowac sobie baterie, ale faceci to tchorze z natury... Przeciez lepiej sie wycofac, niz brac odpowiedzialnosc na swoje barki...
Moj K. wlasnie poszedl do sypialni i zamknal za soba drzwi... Ja sie slicznie wykapalam, zalozylam mini i moze pojade sobie do miasta... On ma mnie gdzies - ja jego tez bede miala... On o 21.30 jedzie na nocke - nie bede na niego czekac z kolacja przy stole... Za co??? Boli... Cholernie boli, to ze oddajesz wszystko, cale zycie, wyrzekasz sie rodziny, przyjaciol... A na koniec nie zaslugujesz chociazby na chwile zrozumienia... Zaslugujemy na to??? NIE, dlatego musimy walczyc i czegos ich nauczyc!!!
Dziekuje Kumo za mile slowa... Wiele sie nauczylam, masz racje... Wiele nauczyl mnie on, moj maz.... Znieczulil wiele moich uczuc, ktorych nie da sie juz odbudowac....
Marvie...jestes cholernie dzielna...
ja własnie napisalam mu na gg kilka zdan...ze poddaje sie ze nie umiem juz walczyc...ze nie zmusze go do miłosci...bo taka jest prawda...poprosilam tylko o szczera rozmowe i pozegnanie...napisalam ze juz nic na siłe nie zrobie...i do tego jeszcze śniły mi sie zęby i dzisiaj mojej przyjaciolki Tato nagle umarł...co za dzien!
wiem wiem...mialam sie nie odzywac ale musialam to napisac....musialam...zeby wiedzial ze go nie zmuszam juz do niczego...ze sama nic nie zrobie
86 2009-10-29 18:54:10 Ostatnio edytowany przez Marvie (2009-10-29 18:56:38)
Wlasnie chcialam mu cos nagadac... Zaczal mna szarpac i wyrzucil mnie za drzwi... Powtorzylo sie... Juz mnie raz uderzyl... Wybaczylam...
Co teraz robic? Dokad isc? Widzisz... Wcale nie jestem taka dzielna...
Kumo... Dlaczego my sobie na to wszystko pozwalamy... Na te upokorzenia... Naprawde na to zasluzylysmy?
Dobrze, ze mu napisalas....
Kochana idz na spacer...nie zasłuzyłysmy...nikt nie zasługuje...musisz sie trzymac...nie daj sie sprowokowac...badz silna...czemu ludzie ktorzy kochaja sprawiaja tyle bólu?
Marvie...mam nadzieje ze u Ciebie wszystko w porzadku...ja polezalam w wannie...teraz posłucham muzyki...tesknie za nim;(
Nic nie odpisal? Cholera, jak moze byc u mnie w porzadku, jesli moj maz traktuje mnie jak zabawke... Jak ja moge go jeszcze kochac i mu ufac, gdy ja nic dla niego nie znacze??? Mowi mi, ze mnie kocha, a za pol godziny szarpie mna, prawie znow by mnie uderzyl!!! Jak ja mam sie czuc dobrze? Jak ja mam go kochac, za co?? Juz nie wierze w to, ze bedzie dobrze!! Tacy ludzie sie nie zmieniaja... Juz tysiac razy obiecywal mi poprawe... Ale ciagle jest to samo... Poczekalam, az on pojedzie do pracy, teraz jestem w domu... Nie wiem... Czy mam pakowac rzeczy... Nie wiem, co mam robic... Jestem na 200% pewna, ze na jutro umowil sie ze swoim najukochanszym na swiecie przyjacielem, beda pic cala noc, jezdzic po dyskotekach i uganiac sie za laskami... Co mam zrobic?? Spakowac sie po raz kolejny i uciekac? Ale dokad?? Jestem tu kompletnie sama.... Jak palec... Jutro z samego rana, zanim on wroci, pojade na calutki dzien do pracy.... Piatek zleci, ale co potem?? Dokad isc?? Znow do tesciow? Juz mi wstyd... Ciagle przychodzic do nich z moimi problemami... Najgorsze jest to, ze sie nigdy nic juz nie zmieni.... ![]()
eh....az mnie cos zakuło jak przeczytalam co napisalas...ja tez mam czasem ochote uciekac ale najgorsze jak sie nie ma gdzie:( nie wiem co Ci poradzic....nie wiem jak mozesz to znosic...moze powinnas odpoczac...wyrwac sie na jakis czas...to bardzo trudne...a co tesciowie na to?
moj nie odpisal bo jeszcze nie bylo go w domu przy kompie...nie odczytal...jest w trasie...zreszta i tak nie odpisze...jak zawsze...znowu pewnie przemilczy...naprawde tez nie wiem co teraz robic...bo on niby tak gdzies podswiadomie dzisiaj czekal ze to ja wyciagne reke..mowil ze nie wie co bedzie...a mialy byc to moje najpiekniejsze dni, dni radosci w ten weekend...wyczekane...i znowu ktos odebral mi nadzieje...
najgorsze jest to, ze jestesmy razem 3 lata, a ja ciagle wszystko znosze, ciagle wybaczam, ciagle wracam i ciagle oddaje z siebie wszystko, zeby bylo dobrze... a on mnie ciagle rani... nie liczy sie w ogole z moim zdaniem i jeszcze podnosi na mnie reke!! nie ma do tego zadnego prawa!! kto jak kto, ale on na ostatnim miejscu!! dlaczego ja musze to wszystko przechodzic?? dlaczego ja jestem zawsze najgorsza i zawsze wszystko jest moja wina? dlaczego ja zawsze musze walczyc i przeplakiwac cale noce?? czym sobie na to zasluzylam?? co ja takiego zrobilam?? jest mi juz wstyd komukolwiek opowiadac o moich problemach, bo zawsze mi wszyscy powtarzali: zostaw go!! ale ja go ciagle kochalam... i wybaczalam kolejne incydenty....
tesciowie zawsze stali po mojej stronie i zawsze mnie wspierali... ale ilez mozna do nich jezdzic i sie skarzyc?? przyjaciol tu zadnych nie mam... tylko to forum jeszcze mi pozostalo... jak dlugo ma to wszystko jeszcze trwac??
ja mysle, ze Twoj odpisze... jak tylko przeczyta Twoja wiadomosc, to sie odezwie... mam taka nadzieje i trzymam za tomocno kciuki... zeby Tobie sie udalo, zeby Wasze uczucie zwyciezylo naprzekor wszystkiemu!!
az łzy mi sie pojawiły...
wiem jak ci trudno...bo ja tez jak widzisz kocham tak bardzo...wiem ze tobie jeszcze trudniej...ale nie pozwalaj sobie na to zeby podnosil na ciebie reke...eh pisze tak a sama swojemu wiele wybaczylam...moi znajomi tez powiedzieli ze nie powinnam sie tak meczyc...ze on mnie niszczy...a ja walcze...serce nie sługa...chyba to moja misja...moja karma...
pamietaj ze masz nas...zawsze mozesz do mnie napisac jak bedzie ci zle...zawsze!...ale jak juz poczujesz ze nie dajesz rady to uciekaj!...przed siebie...jestes wspaniala kobieta...pamietaj o tym...
ale jak juz poczujesz ze nie dajesz rady to uciekaj!
nie daje rady, ale nie potrafie tez ucieknac... czuje sie tutaj, jakby mi ktos nogi ucial i nikt nie udzielil Ci pomocy... nie moge sie nigdzie ruszyc od nikogo oczekiwac pomocy... tylko on jest jedyna osoba, ktora tu mam, ale na nim nie moge polegac....
zbieram przez te 3 lata kamienie do worka... ale ten worek jest juz tak ciezki, ze nie potrafie go udzwignac... na to jedyna rada: zostawic worek i isc dalej samotnie swoja droga....
po ostatniej klotni powidzialam mu, ze boje sie, ze nastepnym razem cos w nas peknie, cos sie zmieni, ze nie bedziemy juz mogli byc razem... ale on jak widac ma to gdzies...
boli to, ze on zawsze po klotni jest taki spokojny, w ogole o tym nie mysli, nie przejmuje sie, spi spokojnie... bo nauczyla go tego jego kochana ex... dla niej mial uczucia... ze mna jest pewnie tylko dlatego, zeby nie byc samotnym.... nie potrafie uwirzyc juz w to, ze on mnie kocha... tak nie zachowuje sie ktos, kto kocha... boli to, ze zawsze gdy jest mi zle lub gdy sie poklocimy, on zaraz do tego swojego A. wydzwania i sie umawiaja...
strasznie sie mecze, a wiem, ze tym razem moze to potrwac dluzej... a tego moge juz nie udzwignac...:(
oni tak maja...nie przezywaja tego jak my...on tez wie ze go tak strasznie kochasz i wykorzystuje to...jest pewien ze nie odejdziesz, ze nie masz siły, ze masz tylko jego...powiem Ci ze bardzo długo wytrzymałas...3 lata...Ty to dopiero masz siłe...ale moze juz dosc? skoro sie nic nie zmienia...moze powinnas dac szanse sobie...a czy on walczyl o Ciebie? odchodzilas juz od niego? ile masz lat?
mnie podcieto skrzydła...zabrano milosc...walcze z soba....ze swoimi myslami...ten weekend spedze sama...moja mała jedzie w odwiedziny do mojej mamy...nic mi sie juz nie chce...nic!
nigdy jeszcze nie przyszedl do mnie pierwszy... ostatnio juz nawet nie przepraszal - przeciez wszystko moja wina... po ktorejs klotni (prawie w nasza pierwsza rocznice slubu) pojechalam do kolezanki, nie bylo mnie 3 dni... nawet sie nie zainteresowal, gdzie jestem "bo byl zly na cala sytuacje"... wrocilam chyba tylko dlatego, zeby "milo wspominac nasza pierwsza rocznice slubu"... Pierwsze pol roku naszego zwiazku bylo wspaniale, potem zaczely sie problemy...a ja sobie wmawialam, ze wszedzie sa problemy, ze poradzimy sobie z tym... a potem znow pakowalam rzeczy i znikalam... pozniej nie potrafilam bez niego wytrzymac i wracalam i znow plaszczylam sie przed nim zebrajac o milosc... nie tak sobie wyobrazalam moje zycie... mam dopiero 25 lat, a juz taki garb doswiadczen... Czy w ogole jeszzce warto?? Obraczke juz zdjelam z palca, za bardzo przeszkadza...
Ciesze sie, ze mamy tu siebie.... Zalozylam ten watek z nadzieja, ze bede mogla pomagac innym, a nie znow innych zadreczac moimi problemami... Mialam nadzieje, ze ich juz wiecej nie bede miala...
Kumo, jesli bedziesz sama... To moze urzadzimy sobie wieczorek dla samotnych?
Oczywiscie, jesli u Ciebie nic sie nie zmieni.... A wierze, ze tak....
96 2009-10-29 23:43:48 Ostatnio edytowany przez kumo (2009-10-29 23:46:29)
Kochana koniecznie...i bardzo mi pomagasz...jeszcze wiele przed Toba...ja mam dziecko...wiele juz przeszlam...ten rok to moja najwieksza walka...ze wszystkim...musisz sie pozbierac...musisz...musisz dojrzec do tego aby uporzadkowac swoje zycie...nie jest to łatwe ale moze jak bedziesz tutaj duzo pisac to nabierzesz siły...
tak bardzo chcialabym wszystkim pomoc...nie lubie jak ludzie cierpia...moze zacznijmy pozytywnie myslec? odgońmy te negatywy...ja przez 5 miesiecy schudlam 25kg...z nerw...z bólu...jak znowu zaczne chudnac to nic ze mnie nie zostanie...chcialabym wszystkim wykrzyczec ... jego rozdzinie.... czasem mam ochote pojechac do nich, spojrzec prosto w oczy i zapytac czemu nam to zrobili...zniszczyli go...
jutro jego mały skończy rok...a najgorsze ze ida swieta powoli...w tym roku spedze je sama z mała...w czterech scianach....bo tez nie mam nikogo....najwazniejsze osoby juz odeszly z tego swiata...wlasnie w tym roku...
jestem przerazona...brakuje mi go...chcialabym mu dac siły...tej siły ktora mam
brakuje mi tego słowa jak zawsze przed snem: dobranoc...
Kobieto, walcz!!! Walcz o Wasze dobro!! Nie daj ucieknac Waszemu szczesciu! Nie pozwol, aby osoby trzecie, ktore nie maja zielonego pojecia o uczuciach, zniszczyly to, co Was laczy!!!! Napisalas mu dzis, teraz czekaj na odpowiedz... Tak dlugo, jak trzeba bedzie... Wierze, ze sie wszystko ulozy... Teraz nadeszly chmury, ale on zrozumie... Bo on ma jeszcze serce w srodku... I mysli o Was... Nie to, co moj K... U niego wszystko wygaslo z chwila, gdy odeszla od niego jego ex... Jedyna rada, jaka moglabym dac wszytskim kobietom - wiazcie swoja przyszlosc tylko z tymi facetami, ktorzy jeszcze nigdy nie kochali... Bo tylko oni potrafia obdarzyc was prawdziwym i szczerym uczuciem...
Ciezki czas przed nami, ale poradzimy sobie... Tylko jaka decyzje teraz podjac... Pewnie za pare dni znow przyjde i mu wybacze i znow wszystko bedzie sie krecic...
Teraz ide sie polozyc, jutro chce szybko zniknac, zanim on wroci... Zycze dobranoc i jutro sie odezwe jak najszybciej!! Buziaki!! Jestesmy twarde, nie damy tak latwo za wygrana!! Pamietaj o tym!! ![]()
98 2009-10-30 00:31:42 Ostatnio edytowany przez Karina (2009-10-30 00:32:45)
Kobieto, walcz!!! Walcz o Wasze dobro!! Nie daj ucieknac Waszemu szczesciu! Nie pozwol, aby osoby trzecie, ktore nie maja zielonego pojecia o uczuciach, zniszczyly to, co Was laczy!!!! Napisalas mu dzis, teraz czekaj na odpowiedz... Tak dlugo, jak trzeba bedzie... Wierze, ze sie wszystko ulozy... Teraz nadeszly chmury, ale on zrozumie... Bo on ma jeszcze serce w srodku... I mysli o Was... Nie to, co moj K... U niego wszystko wygaslo z chwila, gdy odeszla od niego jego ex... Jedyna rada, jaka moglabym dac wszytskim kobietom - wiazcie swoja przyszlosc tylko z tymi facetami, ktorzy jeszcze nigdy nie kochali... Bo tylko oni potrafia obdarzyc was prawdziwym i szczerym uczuciem...
Ciezki czas przed nami, ale poradzimy sobie... Tylko jaka decyzje teraz podjac... Pewnie za pare dni znow przyjde i mu wybacze i znow wszystko bedzie sie krecic...
Teraz ide sie polozyc, jutro chce szybko zniknac, zanim on wroci... Zycze dobranoc i jutro sie odezwe jak najszybciej!! Buziaki!! Jestesmy twarde, nie damy tak latwo za wygrana!! Pamietaj o tym!!
Poznalam faceta, wspaniala milosc, okazalo sie ze tez z przszloscia jak ja, ale oboje to zaakceptowalismy. Jak urodzilo mu sie dziecko bo wpadl z inna kobieta wszystko nagle zaczelo sie zmieniac. Ona zaczela wymuszac wraz z jego rodzicami zeby z nia i synkiem byl, ode mnie sie wyprowadzil ale powiedzial ze musi to poukladac. Po 3 mieiscach wrocil ale znowu na krotko, młody i tchorz, uzalezniony od rodzicow.
I tak czekalam az do dzisiaj.... miesiac temu powiedzial ze wyjezdza na miesiac zagranice zeby oderwac sie od wszystkiego... codziennie pisal, dzwonil, mowil ze kocha... az dzisiaj sprawdzilam po mailach po ip ze wcfale nie pisal z zagranicy tylko z Polski od tej kobiety z ktota ma dziecko....
O co ma walczyć skoro z powyższego jej postu wywnioskować można , że on Kumy nie kocha, bo gdy się kocha, to się nie oszukuje i chce się spędzać z daną osoba każda chwilę, a on jak widać nie chce.Dał ci już wiele sygnałów, że nie darzy cie takim uczuciem jakim darzysz go ty.
Droga kumo ja wiem ,że bardzo cierpisz gdyż jesteś zakochana, a serce nie sługa. Niestety sądzę,że swoje uczucia ulokowałaś w niewłaściwym mężczyźnie.Musisz także spojrzeć na całą sytuację z jego perspektywy, odłożyć na bok swój egoizm i pomyśl o nim.To młody mężczyzna, młodszy od ciebie aż o 10 lat. W dodatku jesteś kobietą po przejściach, masz córkę. Nie jest więc dziwne, że jego rodzice chcą aby syn poślubił matkę swego dziecka ( równolatkę ?) i ułożył sobie normalne życie.Być może on oczyma wyobraźni widzi swój związek z tobą za 10 - 15 lat. On będzie miał 38 ty 48 lat. Czy to miałoby szansę ? Być może, wszak miłość przenosi góry. Może jednak powinnaś pozwolić mu spokojnie odejść i ułożyć sobie życie? Dał ci już wystarczająco dużo sygnałów że nie jesteś dla niego najważniejszą osobą w życiu, gdyż w przeciwnym razie byłby teraz z tobą. Inna sprawa,że to kolejny typek który bawi się uczuciami kobiet i jest powodem ich łez, a one z uporem maniaczek walczą o niego jak o największy skarb.
99 2009-10-30 08:50:11 Ostatnio edytowany przez Marvie (2009-10-30 09:59:18)
Karina, nie wiem, czy on jej nie kocha... Nie mozna przestac kochac z dnia na dzien... A skoro do tej pory razem walczyli i dodawali sobie sil... Czasem jedna klotnia - z reguly o blahostke potrafi tyle zepsuc!! Kumo, odpisal cos??
Mi jest tak potwornie ciezko... Jestem juz w pracy, probowalam dzwonic - nie odbiera. Moze juz spi po nocce, ale najprawdopodobniej nie ma ochoty ze mna rozmawiac... Napisze mu list i wysle emailem... Albo lepiej sie nie odzywac... Nie poradze sobie... Jestem silna, gdy daje rady innym, sama nie potrafie sobie pomoc... Boje sie, ze teraz bedzie juz naprawde koniec...
Kumo, sprawdz prosze poczte... I przychodz juz, bo nie daje rady sama!!
Ciesze sie, ze mamy tu siebie.... Zalozylam ten watek z nadzieja, ze bede mogla pomagac innym, a nie znow innych zadreczac moimi problemami... Mialam nadzieje, ze ich juz wiecej nie bede miala...
To forum w końcu jest od tego aby wspierać się na wzajem. W końcu tego wątku bez celu nie utworzyłaś. To miejsce jest dla każdej i każdego która, który ma największy problem, choć by się z pozoru inaczej wydawało. Pisz Kocha i wylewaj tu łzy jeśli nie masz komu.
O co ma walczyć skoro z powyższego jej postu wywnioskować można , że on Kumy nie kocha, bo gdy się kocha, to się nie oszukuje i chce się spędzać z daną osoba każda chwilę, a on jak widać nie chce.Dał ci już wiele sygnałów, że nie darzy cie takim uczuciem jakim darzysz go ty.
Droga kumo ja wiem ,że bardzo cierpisz gdyż jesteś zakochana, a serce nie sługa. Niestety sądzę,że swoje uczucia ulokowałaś w niewłaściwym mężczyźnie.Musisz także spojrzeć na całą sytuację z jego perspektywy, odłożyć na bok swój egoizm i pomyśl o nim.To młody mężczyzna, młodszy od ciebie aż o 10 lat. W dodatku jesteś kobietą po przejściach, masz córkę. Nie jest więc dziwne, że jego rodzice chcą aby syn poślubił matkę swego dziecka ( równolatkę ?) i ułożył sobie normalne życie.Być może on oczyma wyobraźni widzi swój związek z tobą za 10 - 15 lat. On będzie miał 38 ty 48 lat. Czy to miałoby szansę ? Być może, wszak miłość przenosi góry. Może jednak powinnaś pozwolić mu spokojnie odejść i ułożyć sobie życie? Dał ci już wystarczająco dużo sygnałów że nie jesteś dla niego najważniejszą osobą w życiu, gdyż w przeciwnym razie byłby teraz z tobą. Inna sprawa,że to kolejny typek który bawi się uczuciami kobiet i jest powodem ich łez, a one z uporem maniaczek walczą o niego jak o największy skarb.
Moim zdaniem zbyt mocno powiedziane. Ten kto nigdy nie był w takiej sytuacji nigdy nie zrozumie co to znaczy kochać. Może i ulokowała nie właściwie, ale wiek tu nie ma nic do gadania. Czy to kobieta starsza od faceta czy na odwrót - liczą się uczucia. Facet ma narąbane w głowie przez rodzine i po prostu boi się przeciw stawić komu kolwiek. Raz chce być z Kumo a raz nie. Ludzie potrafią miec na siebie wpływ a zwłaszcza bliscy.
Kochane, macie obie bardzo podobny problem do siebie. Kumo, Ty bądź nadal silna i nie przełam się a Ty Marvie, nie odzywaj się pierwsza, poczekaj, bądź wytrwała. Przeczytaj wszystkie swoje wypowiedzi kierowane do Kumo. Obie jesteście bardzo silnymi kobietami. Komuś łatwo jest doradzić fakt, ale kiedy jest się samemu w takiej sytuacji to sobie jest pomóc gorzej. Wytrzymacie te ciche dni. Takie szopki są potrzebne bo potem jest lepiej. Po jakimś czasie znów przychodzą te gorsze dni aby znów było dobrze. To jest całe życie ludzkie. Nie możecie wiecznie wyciągać ręki jako pierwsze. Przyzwyczaili się do tego dlatego teraz ten okres jest tak ciężki. Ale myślę, że to będzie tylko ten jeden raz. Przekonacie się, jak bardzo im zależy. A myślę, że zależy najbardziej na świecie, tylko to jest duma faceta. Niestety.
A teraz proszę otrzeć mokre poliki, wydmuchać wszystkie gile, włączyć jakąś muzykę poprawiającą nastrój i cieszyć się tym iż dziś jest piątek. Na wieczór rozkazuję umówić się ze starymi znajomymi, chociaż by jedną osobą z którą dawno się nie widziało (to rozkaz!
) i poszaleć trochę. Telefony w kąt i niech ten wieczór będzie Wasz moje Drogie Panie ![]()
A teraz proszę otrzeć mokre poliki, wydmuchać wszystkie gile, włączyć jakąś muzykę poprawiającą nastrój i cieszyć się tym iż dziś jest piątek. Na wieczór rozkazuję umówić się ze starymi znajomymi, chociaż by jedną osobą z którą dawno się nie widziało (to rozkaz!
) i poszaleć trochę. Telefony w kąt i niech ten wieczór będzie Wasz moje Drogie Panie
zeby to wszystko bylo takie proste... z piatku sie nie ciesze w ogole... znajomych tu nie mam... a wszystkich ktorych mam, wola spedzac czas ze swoimi rodzinami, szczegolnie w weekend... za to zadreczaja mnie mysli, ze K. bedzie sie dzis swietnie bawil ze swoim przyjacielem...:( nie dam chyba rady...
PS. co z tym listem zrobic???
witajcie...
moja mała chora:(...nie odzywam sie nadal...on nie odpisal ale nie miał dostepu do neta bo jest w trasie...odezwe sie z pracy...ale jeszcze zyje...bede jak najszybciej...
Hm... No masz Marvie racje, łatwo się mówi. Mój błąd, ale chce jakoś Was podnieść na duszku. To wieczór dla siebie samej, dobra relaksująca muzyka, kąpiel z pianą i dobrym zapachem, świeczki dookoła, i do tego jakiś koktajl z owoców. Myślę, że taki sposób też jest dobry ![]()
Co do listu Marvie, nie pisz. Bo to też odzywanie się. Co z tego, że mu napiszesz jak on i tak nie zareaguje. Nie płaszcz się przed nim. Niech on się wykaże. Bądź dzielna.
Kumo, jestem z Ciebie dumna, że jesteś wytrwała. Zobaczysz, jeszcze wszystko zostanie wynagrodzone.
A co z małą? Wiesz, kiedyś koleżanka mi podała przepis na syrop wzmacniający. Pije się go wtedy, kiedy człowiek jest zdrów (sok z cytryny, czosnek i cukier). Ja piłam go przez tydzień co dziennie wieczorem (gdzieś koło lutego) i tylko raz mnie choróbsko wzięło ale to przez moją głupotę
Także naprawdę polecam dla małej jak wyzdrowieje
Czekamy
chodź ja nie obiecuję, że będę, ale postaram się.
104 2009-10-30 10:32:23 Ostatnio edytowany przez Marvie (2009-10-30 10:40:26)
Hm... No masz Marvie racje, łatwo się mówi. Mój błąd, ale chce jakoś Was podnieść na duszku.
No wiem, wiem... I dziekuje Ci za to... Tylko, ze to baaaaaaardzo trudne zadanie przed Toba...
Myslisz, ze w ogole mamy jeszcze szanse, zeby byc razem?... Daczego teraz mam znow tydzien spac na kanapie i czekac na niego??? Dlaczego on taki jest i ciagle mnie rani?? Bo on ma taki charakter, ze potrzebuje czasu... A co mnie to w ogole obchodzi?? Czemu ja musze czekac, bo on tego chce, a znow nieliczy sie w ogole to, co ja czuje?? jestem strasznie wsciekla!! I nie wiem, jak mam sobie poradzic!!
Chyba pojade do domu... Przynajmniej bede miala wszystko pod kontrola.... Tutaj wcale nie jest lepiej...
A on i tak mysli, ze nie bylo mnie na noc w domu... Nie zostawilam po sobie zadnych sladow...
105 2009-10-30 10:47:49 Ostatnio edytowany przez zui (2009-10-30 10:48:45)
Będę się starać i zrobię co tylko w mojej mocy ![]()
Szanse to ma każdy, jeden większe- drugi mniejsze.
Marvie, on wie, że Ty byś chciała to wszystko wyjaśnić. Tylko to jest właśnie duma faceta. W tym czasie co on się buntuje i nie odzywa - zostaw go w spokoju. Żyj swoim życiem. Jedź do domu tak jak mówisz. On niech myśli sobie co chce. Niech on zacznie błagać Cie na kolanach abyś do niego wróciła. Rób cos dla siebie. Świat nie może się kręcić w okół niego. A czemu Ty masz spać na kanapie? Jego tam wygoń. Powiedz mu tak: to Ty nie chcesz ze mną spać i to Ty ze mną nie rozmawiasz, wiec to Ty tam śpij. I kropka.
Tzn. ja myslalam, ze pojade z pracy do domu... On sie nigdy nie znizy, zeby mnie blagac... O nie... Cvzytalas moze wytek trzydziestolatka "Moja spowiedz....."? Takiego faceta sobie zyczylam na cale zycie....
A, ja zrozumiałam ciut inaczej z tą jazdą do domu.
A skąd wiesz że nie będzie błagać? Sprawdzałaś? Przetrzymałaś go kiedyś nie odzywając się do niego?
Czytałam. Powiem Ci tak, jeśli człowiek czegoś bardzo pragnie, to podświadomie dąży do tego. Całe życie przed Tobą, nie wiesz tak naprawdę kogo jeszcze po drodze spotkasz. A może stanie sie coś takiego, że Twój mąż zmieni postępowanie wobec Ciebie? i wobec całego świata? Nie wiesz tak naprawdę co Cię czeka.
Nie, nigdy go do konca nie przetrzymalam... Jestem na to zbyt slaba... Taka d...a ze mnie...:/
W lecie wyjechalam do kolezanki, nie bylo mnie 3 dni (a raczej 3 noce) w domu. I to nawet stamtad pierwsza sie do niego odezwalam.... Ale jak wiedzialam, ze on tez zaluje, nagle zamilklam i zostalam u niej jeszcze jedna noc (on nie wiedzial gdzie jestem)... To wtedy wypisywal smsy, gdzie jestem i kiedy nareszcie wroce... A ja milczalam...
Wkurza mnie to wszystko, wkurzaja mnie te ogromne klotnie tak naprawde o pierdoly!! I wkurza mnie, ze zamiast cieszyc sie soba, zachowujemy sie jak dzieci!!
Ahh, jade na jakies zakupy i do domu... Co pod kontrola, to pod kontrola... Odzywac sie nie bede... Do pozniej moje Drogie Panie ![]()
jestem juz w pracy...mała zabiera moja mama do siebie na weekend bo ja długo pracuje i jutro jeszcze mam pogrzeb...pół nocy nie spałam...zreszta tez dzisiaj jakas taka jestem poddenerwowana...tak jak pisalam jego mały dzisiaj ma pierwsze urodziny...zadzwonic albo napisac zeby go ucalowal ode mnie? z jednej strony nie powinnam sie odzywac ale moze tak dyplomatycznie...sama nie wiem...nie wiem jakie ma plany na weekend...gdzies w srodku mam nadzieje ze moze na weekend przyjedzie tutaj bo w tym samym miescie sa jego rodzice...moze przyjedzie na groby....kurcze zawsze sie martwił jak mała była chora, zawsze pocieszał a teraz nawet nie moge mu powiedziec jak to wszystko przezywam...okropny weekend, nie nawidze...w samotnosci i znowu mysli...tak staram sie zeby myslec pozytywnie...czekam chyba na cud...tylko czy one sie zdarzaja?
Marvie...jestem z Toba myslami...pamietaj..martwie sie o Ciebie...odezwij sie z domku...trzymaj sie...
Zui nasz dobry aniołku.dziekuje że jestes teraz przy nas i wspierasz...i radzisz...wiesz te czekanie mnie przerasta...chcialabym teraz go zobaczyc i wszystko powiedziec...własnie w 4 oczy..na zywo...
Marvie, żadna d... z Ciebie! Jesteś świetną kobietą, która po prostu chce aby było dobrze. Zawsze ten kto chce dobrze, najgorzej obrywa. Niestety, taki już jest los.
To kieruje już do Was obu:
Kiedyś odzywałyście się pierwsze- zawsze. Teraz musicie pokazać, że to o WAS powinno sie walczyć. To facet o kobietę powinien zabiegać, a nie ona o niego. Jak to się mówi: "pierwszy raz zawsze boli". Stara prawda. I teraz jest WASZ pierwszy raz. To teraz po raz pierwszy pokażecie pazur, że tak być nie może, że wiecznie Wy przepraszać za ich błędy nie będziecie i to teraz właśnie po raz pierwszy macie i Wy szkołę milczenia. Oni tak chcą? To tak mają! Wy nie jesteście niczemu winne. Bo co, to że oni maja taki charakter, to jest Waszą winą? NIE! To rodzice tak wychowali, i to z domu wynosi się takie rzeczy.
Kumo, powiem Ci, że z tymi urodzinami jego synka to nie wiem. Zależy jak blisko z nim jesteś, czy znasz go dobrze (w sensie jak często widzisz się z nim), co jego matka powiedziała by na to? Chłopczyk tak na prawdę nic nie rozumie. Tu bardziej chodzi o dorosłych. Ja w tej sytuacji bym chyba napisała tylko smsa w stylu: ucałuj ode mnie synka. I nic więcej.
Nie powiem Wam, że rozumiem Was dziewczyny. Bo nigdy nie miałam takiej sytuacji. Może podobne, ale nie takie same. Jednak wiele się nauczyłam. Byłam kiedyś z chłopakiem, który postępował identycznie jak Wasi mężczyźni. Tylko że ten mój były, zamykał się w sobie, obrażał za głupoty i na drugi dzień postępował tak, jak by nic nie stało się. A ja w tym czasie przepraszałam, płakałam etc... I ja nic złego nie robiłam, to on z reguły powiedział coś nie miłego, po czym ja coś odpowiadałam i to ZAWSZE on był bardziej poszkodowany chociaż w rzeczywistości było inaczej. Aż w końcu miarka się przebrała. Pewnego dnia przesadził, myślał że znów wszystko na drugi dzień wróci do normy, a tu zonk. Zadzwoniłam i powiedziałam: dla mnie nie ma sensu tego ciągnąć, przyjedź po rzeczy. Byliśmy dwa i pół roku razem, i powiem Wam, nie żałuję ani tego, że z nim byłam ani tego że odeszłam. (kiedyś to opiszę w historii mojego życia...) Wiele się nauczyłam a teraz jestem naprawdę szczęśliwa
Chyba zostało wynagrodzone.
I Kobietki: "kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa po tajemnie aby udało Ci się to osiągnąć" Te słowa idą za mną już przez ładnych kilka lat. Ja wiem, że jesteście silne, i dacie radę. A kiedy jest chwila zwątpienia, po to jest to forum kiedy nie ma się nikogo aby móc porozmawiać ![]()
ale się rozpisałam... przepraszam.
ale mnie korci zeby zadzwonic...on przeciez zrobil wczoraj pierwszy krok...moze teraz czeka na moj...o matko znowu zaczyna sie myślenie i gdybanie...miałam walczyc...
Kumo, a czemu niby czeka na Twój krok? On chce to na Tobie wymusić. Zależy, jak wczorajsza rozmowa się zakończyła? Ja myślę, żebyś napisała mu tylko aby ucałował synka, nic więcej. Niech on się wykaże. To teraz ON musi się wykazać, jeśli tego nie zrobi, to wszystko jasne.
zakonczyła sie ze zyczył mi miłego dnia...ja podziekowalam ze sie odezwał a on odpowiedział: prosze ale widze ze to jednostronne bo ty nie masz ochoty do mnie dzwonic wiec nie wiem czy jest sens....
I tu chce wzbudzić poczucie winy w Tobie. Tak więc w tej sytuacji, ja bym chyba zadzwoniła, ale głównie po to aby przekazał całusy synkowi.
to sprobuje...zapytam jak mu mija dzien i zeby małego ucałował...uwaga ide probowac...zobaczymy czy odbierze....
trzymam kciuki :*
ja też trzymam
<wkradłam się do Was na chwilę> ![]()
A miło
im więcej wspierających tym lepiej ![]()
żeby tylko ta rozmowa spokojna była...
119 2009-10-30 12:59:38 Ostatnio edytowany przez Ansja (2009-10-30 13:12:32)
Kurczę, co to się wyrabia na tym świecie.. Zamiast żyć spokojnie,to ludzie sami sobie krzywdę robią ![]()
EDIT: Coś cicho ....
120 2009-10-30 13:14:44 Ostatnio edytowany przez zui (2009-10-30 13:15:33)
Czasem chyba po prostu wrażeń brak. A później narzekają, że tragedie się dzieją itd.
Cichutko, bo może rozmawiają dłużej... Oby tylko na spokojnie.
Ehh.. Fakt, czasem i z nudów przyplącze się jakaś kłótnia..
Ale w sumie, no to urozmaicają kłótnie życie, gdyby wiecznie pięknie było, to znudziło by się. Może źle to brzmi, ale chyba taka jest prawda ![]()
zadzwonilam...odebral...rozmowa sucha...kolezenska...zapytalam kiedy bedzie u mnie w miescie....powiedzial ze nie predko, ze nie ma kasy zeby nawet do rodzicow przyjechac...kazalam zeby ma lego ucalowal...i tyle...i teraz wyje...jest mi zle:(
Wrocilam do domu, chyba sie wlasnie obudzil... I bez slowa... Po drodze jakis taki gniew i wscieklosc we mnie wstapily... I masz racje Zui - nie odezwe sie!! Choc boli jak cholera, to on rani mnie!! Ide sie zaraz polozyc, jeszcze z 2 tabletki uspokajajace lykne i pospie troszeczke... Moze w miedzyczasie wymysle jeszcze cos lepszego... NIE DAM SIE PONIZYC!! A ten list mu i tak wyslalam... Moze za tydzien go przeczyta, jak bedzie mial ochote... On nic nie mowi, bo to ja mam leciec do niego na kolanach, w koncu to ja sie czepiam...
Moze i cos w tym jest, ze z nudow, do tego mamy malo czasu dla siebie... On rozdrazniony, bo nocki ma i wiadomo zle sypia... Ale to nie sa powody, zeby na mnie reke podnosil!!!
Kumo, dobrze, ze dzwonisz, on tez musi wiedziec, ze traktujesz serio jego synka, ze nie jest Ci on obojetny... Gdybys sie teraz nie odezwala (oczywiscie tylko z powodu urodzinek
), moglby wtedy jeszcze bardziej sie od Ciebie odwrocic, a tego przeciez nie chcemy, nie kobitki?? ![]()
Ansja, witamy, zawsze to jedna sila wiecej z nami ![]()
Cholera... Trzeba bylo moze zaproponowac, ze Ty przyjedziesz... Jeju, nie wiem, co robic, zeby to wszystko ratowac!!!!
Kumo, może jemu jest po prostu głupio że nie ma tej kasy? Widzę, że postępuje jak mój były. Identycznie, wszystko jest pieknie jak kasa jest, a jak jej nie ma to cały świat jest zły i na Tobie wyładowuje sie. Płacz Kochana, po to sa łzy żeby płakać. Potem lżej człowiekowi. Lepiej wylac niż trzymać w sobie. Jestem i tak z Ciebie dumna!
Ansja, bądź dzielna! Niech to on się płaszczy przed Tobą! I czy ja dobrze zrozumiałam? On Cie uderzył? Czy rękę podniósł?
chyba sobie cos zrobie...wlasnie byl moj byly maz u mnie w pracy...mamy wspolny kredyt i mial przywiesc pieniadze bo juz bank sciga...nie przywiozl...ten kredyt wzielismy jeszcze jak bylam jego zona....chcialam ratowac to wszystko bo on dlugow narobil...teraz on ma to w dupie...zaraz komornik bedzie mnie scigal...wszystko sie zawaliło!!!!powiedzialam mu czyli bylemu mezowi zeby zniknal z mojego zycia...nie mam kasy..mieszkam z dzidkiem ktory robi nam pieklo w domu...no i facet ktory ma wszystko w nosie bo ma swoje problemy ze soba....nie chce zyc!
128 2009-10-30 13:51:36 Ostatnio edytowany przez zui (2009-10-30 13:55:47)
Kumo, w takich sytuacjach, pomyśl sobie, że zawsze ktoś ma jeszcze gorzej. Pomyśl sobie, jaką masz kochaną córeczkę. O jej uśmiechu, o tym że to wszystko może się ułożyć. Co do kredytu, możesz wystąpić do banku o zawieszenie go, jeśli jest ubezpieczony, możesz wystąpić do śadu, chcoiaż nie wiem cyz to coś da. Nie możesz się poddać. Teraz najważniejsza jest córcia, aby wyzdrowiała.
Ja muszę uciekać
JESTEŚCIE DZIELNE DZIEWCZYNY! Ja za Was kciuki trzymam i wiem, ze w końcu wszystko się ułoży. Buźka
Ansja, bądź dzielna! Niech to on się płaszczy przed Tobą! I czy ja dobrze zrozumiałam? On Cie uderzył? Czy rękę podniósł?
Na mnie? Mój W. nigdy by mi krzywdy nie zrobił, ale faktycznie kiedyś dostałam po twarzy od mojego byłego. Potem popchnął mnie na ścianę, ale to już za mną, tylko nie wiem, czy dobrze zrozumiałam to co napisałaś.. Bo nic nie wspominałam tu o tej historii..
kumo- przykro mi, że tak Ci się wszystko wali... ![]()
byłam juz w banku i nikogo nic nie intersuje...u prawnika tez byłam...bedzie komornik i juz...zostane z niczym...a coreczka? jakie ja jej zycie daje? ona przezywa koszmar w domu...nie chce mieszkac z dziadkiem, płacze codziennie, przezywa to ze moj D. odszedl i nie wraca...naprawde mam złe mysli...nie chce zyc...ona by miala lepsze zycie moze z kims innym...ja nie potrafie jej zapewnic bytu...teraz nawet nie mam do kogo sie przytulic...jedyna osoba jest tak daleko...nawet nie wie co przezywamm teraz...