Ryan, mam wrażenie, że Ty przede wszystkim zastanawiasz się nad dobrem dziecka, pojawiła się też wątpliwość jak wytlumaczysz tę sytuację w pracy, a to trochę pachnie pozorami rodziny, a nie prawdziwą szczęśliwą rodziną. Dobro dzieci jest najważniejsze, ale nie za wszelką cenę. Bardzo polskie jest przekonanie, by trwać ze sobą ze względu na dzieci, byle tylko mama i tata mieszkali razem. Ale mieszkanie razem nie wystarczy, trzeba być razem.
To, ze nie było u Was zdrad, kłótni i innych patologii jeszcze nie wystarczy, by stworzyc dziecku szczęśliwy dom. Życie obok siebie może powodować również ogromne poczucie nieszczęścia. Nie wiemy do końca jak Wy zyliscie, bo tak naprawdę malo piszesz o konkretach, natomiast dla mnie brak kłótni nie jest wcale atutem, bo oznacza trochę wianie emocjonalnym chłodem.
Ja odeszlam z dwuletnią córką. Również nie było zdrad i patologii. Mieliśmy inne problemy, cos tam probowalismy z terapią. Mam czasami napady paniki czy była to dobra decyzja, ale bardziej ze względu na moją nieuregulowany sytuację mieszkaniową i zapewnienie dziecku wszystkich niezbędnych rzeczy. Na ten moment jednak nie wyobrazam sobie siebie szczęśliwej z tym człowiekiem. Osobno jesteśmy lepszymi rodzicami, choć oczywiście jest moją osobistą porażką, ze nie stworzyłam córeczce pełnej rodziny.
Reasumując: posiadanie dzieci nie może być jedynym powodem trwania związku.