Sadni..Pedro...gdzie jesteście..teraz kiedy Ka was potrzebuje.Znów zaczynam myśleć i rozgrzebywac przeszłość
sprawdzam jej opisy na gadu i popadam w paranoje ![]()
Podobne tematy
Sadni..Pedro...gdzie jesteście..teraz kiedy Ka was potrzebuje.Znów zaczynam myśleć i rozgrzebywac przeszłość
sprawdzam jej opisy na gadu i popadam w paranoje
Po < cenzura> to czytasz?! Weź nie denerwuj ludzi, chyba lubisz się tak katować grzebaniem w przeszłości zamiast dać całusa przyszłości...
Ale jak ta przyszłość się do mnie wypina to mam ją pocałować w dupe?? Oj Pedro sama nie wiem dlaczego to robie..katuje się ich szczęściem a dobijam się swoją samotnością...nie jestem, ani ładna ani wygadana...ani nawet zabawna =.= ludzie się ode mnie odsuwają..:( nie wiem co robić ![]()
powypier .... wszystkie numery gg telefonu wyje.... go z naszej klasy nie patrz na opisy nie czytaj nie pisz nie odbieraj nie dzwoń. spal zdjęcia walentynki listy czy to ty tam masz od niego. spal to w piz....... 2 miesiące i będzie jak ręką odjął, bo to i tak już za długo trwa za długo !!!!!! męczysz się po co. młoda i śliczniutka jesteś. tyle przed tobą no jasna cholera no !!!!! jak tak możesz sama uwielbiać się pastwić nad sobą ?? wyrzuć to wszystko za siebie. i żyj dalej na litość boską daj sobie szanse a jemu napluj w twarz za ten egoizm cynizm i głupote !!!!!
O....Szirinka wróciła xD
Kochana starałam się..wywaliłam pamiatki, prezenty, zwróciłam mu jego rzeczy..ale nadal coś znajduje..usunęłam go z nk i z gadu..ale...pamiętam numer ;/
Szirina-to co napisałaś chyba nawet ja wezmę sobie do serca, a Ty Kakyuu tym bardziej!!
Pedro to też mądry facet!!
Mają oboje rację, tylko kurde człowiek nie widzi lepszego jutra i dlatego wciąż grzebie w przeszłości......bez sensu właściwie.......
527 2010-01-25 12:48:52 Ostatnio edytowany przez sanders (2010-01-25 12:50:45)
Witam
Kakyuu, pisałam Ci jakis czas temu żebys pozbyła się wszystkiego co z nim związane. Tak jak napisał Pedro Ty sama się katujesz i niszczysz. Po co Ci to gg, po co resztki pamiątek. Miałas wszystko wyrzucic albo schowac na strych lub do piwnicy. Najlepiej niech zrobi to Twój tata. Ty spakuj to wszystko do jakiegos pudełka, zaklej, zawiąż i daj tacie. On to gdzies elegancko schowa, tak żebys nie znalazla.
Miałas zacząc wszystko od nowa, z nowym adoratorem i co...?
Taaak, trzeba autorce wątku dosłownie wybić z głowy wszelkie próby rozczulania się nad samą sobą. Ale przyznacie, że trudny z niej przeciwnik
Wywaliła wszystkie numery a... pamięta
Rany... ręce opadają ale... pierś do góry ![]()
Hehe, no dokładnie, ręce opadają. Zeby umiała tak dobrze zapominać jak pamięta to byłoby rewelacyjnie.
Ona potrzebuje kolejnego, mocnego kopniaka. Oczywiscie od kazdego z nas z osobna ![]()
530 2010-01-25 15:13:37 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2010-01-25 15:13:50)
Najgorsze że się z tych kopniaków najpierw się ucieszy a potem znowu będzie marudziła
Kakyuu - lubisz być taką męczennicą?
Uwierz, są w tym lepsi od Ciebie więc nie zabieraj im chleba. Choć z drugiej strony nie wieszam na Ciebie psiaków bo już dobre symptomy zdradzasz. Bierz tego adoratora w obroty i sprawy w swoje ręce ![]()
Kochani jakiego adoratora xD a co do kopniaków to fakt Pedro xD będą mnie cieszyły...i to nie bynajmniej jako męczennica
Przepraszam was Kochani że jestem oporna jak kwatera..zawsze tak miałam..a pamięć mam bynajmniej bardzo dobrą tylko nie do tego co trzeba, wybaczam ale nie potrafie zapomnieć.
Co do tych rzeczy Sandi to faktycznie chyba dobry pomysł..ale będe musiała pozbyć się swojego ukochanego plecaka =.= który notabene nalezał do niego
a nie chce nowego bo on jest wysłużony i nie jeden górski szlak ze mną przemierzył...
I Zapraszam na blog jest coś dla Was XD
Ulalaaa, widziałes Pedro, że Kakyuu doceniła nas na swoim blogu?
Miło mi niezmiernie i myślę, że Pedrusiowi również
Prawda?
533 2010-01-25 17:47:04 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2010-01-25 17:49:10)
Kochani jakiego adoratora xD a co do kopniaków to fakt Pedro xD będą mnie cieszyły...i to nie bynajmniej jako męczennica
Przepraszam was Kochani że jestem oporna jak kwatera..zawsze tak miałam..
No to tu przestaniesz tak mieć
No i kurde kopów Ci się zachciewa?
No nieźle ale skoro ta terapia ma działać to ja jestem gotowy ![]()
E, no kurde dziękuję bardzo, że tak na zielono świecę ![]()
Świecimy Pedruś, świecimy ![]()
Świecimy Pedruś, świecimy
No racja sanders - przysłużyłaś się
To co nakopiemy Jej jeszcze czy na razie poczekamy aż zasłuży? ![]()
536 2010-01-25 18:17:10 Ostatnio edytowany przez sanders (2010-01-25 18:17:46)
Myslę, że tym razem Jej odpuścimy, ale kolejne rozczulanie się nad swoim życiem zostanie przypieczętowane solidnymi kopniakami. Takimi po przyjacielsku, ale oczywiscie nie będzie taryfy ulgowej. Będzie bolało tak czy siak.
Kakyuu, uważaj na to co piszesz
bo inaczej ja i Pedro weźmiemy sprawy w swoje ręce.
A i nie będzie to wirtualny kopniaczek. Ja mieszkam blisko Ciebie, a Pedro chyba w Łodzi, ale połączenie bedzie miał. Znajdziemy Cię pewnie bardzo szybko:D
Oh łaskawcy....*całuje po rączkach* niezmiernie mi miło że oszczędzicie mój marny Góralski tyłek xD Staram się nad sobą nie użalać, bo juz nic nie wskóram i nie uwalczę dla siebie od niego...ale chciałabym by moje życie w końcu wyszło na prostą...a moje domino wali się od 9 miesięcy i nie może się zatrzymać....
i wytłumaczcie mi jakiego adoratora o_O
i tak seksownie się świecicie xD
Hm, ja myślę, że chodzi o tego ostatniego adoratora, który sprawił, że zaczęłas sie uśmiechać i wracać na ziemię.
Oj tam...było minęło...a może będzie toczyło się dalej...zobaczymy jak przyjedzie.Chociaz czuje sie dziwnie spotykając z facetami..tak jakbym robiła coś złego i zdradzała samą siebie
*czeka na kopniaka*
Nie rozumiem juz nic. To jestescie razem z tym baaardzo dalekim kuzynem czy juz nic do niego nie czujesz. Nic nie pisalas, że spotykasz się z jakimiś facetami. Kobito, spotykaj się ile się da. Ja się spotykałam z kilkoma, potem nadarzył się taki co po prawie 4 latach męzem moim zostal. Czasami wydaje mi się, że chodzilismy za krótko mimo, że to było aż tyle lat. Czasami jak tu na forum czytam o jakichś związkach (nie malżeństwie), że chodzą na randki, jeżdżą tu i tam, ona śpi u niego, on u niej, robią wspolnie obiadki, kolacje ze śniadaniem itp., itd. to chcialabym cofnąć czas i poczuć się taką nastolatką, bez żadnych obowiązków. Nie żebym żałowała tego co mam, bo pewnie nie jedna mi zazdrości że mam przystojnego męża i bardzo przystojnego synka ![]()
Także Kakyuu, młoda jesteś, nie zamykaj się w 4 ścianach, bo potem będziesz tego załowała. Korzystaj z życia ile sie da. Na stały związek przyjdzie jeszcze czas ![]()
Nie uważamy się za parę z D. Lubie go, szanuje..czuje sie przy nim swobodnie...jak kiedyś kiedy byliśmy młodzi..no..może młodsi.Widzisz..ja może i chciałabym się z kimś widywac...ale uroda nie gra na moją korzyść a i charakter tez chyba cos nie hallo skoro nadal jestem sama
nie wiem co facetów ode mnie odtrąca...a kiedy byłam z M. to trzymałam się jego jak tonący brzytwy bo bałam sie że nikt więcej mnie nie zechce..nikt więcej nie powie że kocha moje ciało...mnie...to jaka jestem....
aj tam gadasz głupoty. Ładna z Ciebie dziewczyna tylko na zdjęciach widać smutek na twarzy. Musisz pokochac samą siebie i uwierzyć, że jesteś duuużo warta. Znajdzie się pewnie nie jeden którego powalisz swoimi tekstami, żartami, charakterem. I uwierz mi czasami jak ma się za dużo adoratorów jest też źle!!
Młoda jesteś kobieto 20 lat!!!!!, jak będziesz się zbliżac ku 30-tu i będziesz dalej sama to ok, to wtedy zaczniemy się martwić.
Albo wiesz co trzeba tu jakieś ogłosszenie matrymonialne założyć ![]()
543 2010-01-26 10:55:46 Ostatnio edytowany przez sanders (2010-01-26 10:56:30)
Kakyuu, Ty masz dopiero 20 lat. Czy Ty myślisz, że wszystkie dziewczyny w Twoim wieku mają facetów? Ja w Twoim wieku też nie miałam faceta, ale mialam wielu znajomych i rzadko czułam się samotna. Sama widzisz jak skonczyl się związek z Mattem. A jeżeli faceci patrzą na to jak wyglądasz, a nie jaka jestes to odpusc sobie takich, czekaj aż znajdzie się ten wlaściwy. Przecież masz taką ladną buzię. Żyj najlepiej jak potrafisz. Baw się. Teraz jesteś na studiach a to najpiękniejszy okres. Możesz szaleć, spotykac się ze znajomymi. Ja czasami mam wrazenie, że dużo fajnych rzeczy mnie ominęło. Teraz mam dziecko, męża i nie zawsze mogę sobie pozwolić na to, na co mam ochotę. Teraz synek nie jest już calkiem maleńki i mogę Go zostawić z rodzicami, ale też nie na całą noc. Poza tym jak go zostawiam to mam wyrzuty, mimo, że wiem, że jest mu dobrze z dziadkami. Czuję, że powinnam z nim być.
Nie użalaj się nad sobą. Masz wielu znajomych, którzy akceptują Cię taką jaka jestes. A ten jedyny znajdzie się w najmniej oczekiwanym momencie. Ja też kiedys myślałam, że nie będę miała chłopaka, nie mówiąc już o mężu i dzieciach. A jednak mam moich mężczyzn ![]()
Cóż...Matt nie był ze mną tylko dla wyglądu.To akurat wiem.Tylko kiedy mnie zostawił straciłam poczucie własnej wartości i nikt nie potrafi tego odbudować a ja jak na złość sobie zapuszczam się coraz bardziej zamiast dbać o siebie.Wiem że to nie czas na użalanie się nad tym że nie mam faceta...ale wtedy jakoś łatwiej mi się żyje kiedy wiem że mam sie do kogo przytulić na takich mrozach..a teraz..sama nad książkami i notatkami nawet soboty spędzam z piwem przed telewizorem bo nie mam z kim wyjść..wszyscy znajomi w parach i zazwyczaj planują coś w dwójką a mnie tak głupio iśc na trzeciego i czuć się jak piąte koło u wozu...
Przetrwasz to, zobaczysz. Matt byl po części fajnym gościem. Rzadko się zdarza, że facet bierze pod uwagę charakter kobitki a nie wygląd. Mnie tez to wkurzało. Nigdy nie byłam piękna i ponętna i szlag mnie trafial jak koleś, który mi sie podobał podrywał laskę zrobioną od góry do dołu, która nie umiała wypowiedzieć ani poł dobrze skleconego zdania. Z czasem dotarło do mnie o co chodzi. Panowie lubią łatwe panienki, ale tylko na chwilę, do zabawy. Wyszaleją się, a jak zapragną stabilizacji szukają prawdziwej kobiety,nie koniecznie miss z wyglądu.
Kakyuu, Ty przecież jestes ladną, mądrą babeczką. Nie zarzucaj sobie, że jesteś brzydka, malo zabawna czy coś tam. Pisalam Ci, czekaj cierpliwie na swojego prawdziwego rycerza. Ja z moim mężem poznaliśmy się jak miałam 22 lata, wyszłam za mąż mając 26lat i co? I zyję. Jak juz ktos napisał, jak bedziesz miała 30-stkę i będziesz dalej sama, to zastanowimy się co z Tobą nie tak. Teraz jest szkola, imprezy ze znajomymi ze studiów i z przyjaciólmi
a kiedy byłam z M. to trzymałam się jego jak tonący brzytwy bo bałam sie że nikt więcej mnie nie zechce..nikt więcej nie powie że kocha moje ciało...mnie...to jaka jestem....
I tu jest pies pogrzebany. Na Twoją niekorzyść gra nie brak urody oraz "dziwny" charakter tylko Twoja niska samoocena. I żeby zmienić relację z chłopakami powinnaś raczej zacząć od zmiany nastawienia do samej siebie. Uwierz mi: jeśli nie zaakcpetujesz siebie to podświadomie będziesz spięta i skryta w kontaktach z innymi. A fececi to wyczuwają, zresztą kobiety też i o ile można być na stopie znajomy/znajoma to raczej na związek jest trudniej bo ludzie oceniają się pod kątem atrakcyjności bardziej wewnętrznej niż zewnętrznej (w dłuższej perspektywie czasu of kors
)
Z tego co widzę w Twoich postach to masz duży potencjał by nad sobą popracować. Tak dużo wcale nie brakuje: masz pasje, zainteresowania, poczucie humoru, do tego góralka więc nie widzę problemu ![]()
I jak już podbudujesz swoją pewność siebie zobaczysz, że będzie git. Słuchaj starego dobrego Pedro - wie co mówi, choć może nie zawsze na to wygląda ![]()
Pedro mądrze prawi, oczywiście nie ujmując sobie ![]()
A czy Ty szanowny kolego jakąś psychologię kończyłeś czy życie nauczyło CIę tak mądrze doradzać w sprawach sercowych itd...?
No i jak stary jesteś skoro już o tym wspomniałes?
A czy Ty szanowny kolego jakąś psychologię kończyłeś czy życie nauczyło CIę tak mądrze doradzać w sprawach sercowych itd...?
No i jak stary jesteś skoro już o tym wspomniałes?
Żadna psychologia wystudiowana. Po prostu jestem dobrym obserwatorem oraz słuchaczem a także trochę mam za sobą doświadczeń. Sprawy sercowe to element naszego życia więc nie jest to jakaś specjalna dziedzina. Poza tym żadnym "ekspertem" się nie czuję. Piszę o tym co mi pomogło. Wiem po sobie, że to co nas spotyka w dużej mierze rozgrywa się w naszych głowach. Zatem nie trzeba być filozofem ani psychologiem by pewne sprawy wcielić w życie. Potrzebna jest odwaga i chęci dokonywania zmian, choć czasem one bolą.
A taki mądry jestem bo kilka lat temu wczytałem się w rekolekcje pewnego zakonnika i zgłębiłem jego mądrości. Okazało się, że idąc jego tropem można zupełnie inaczej przedstawić sobie rzeczywistość.
A co do wieku, cóż, trzecia dekada już nadgryziona ![]()
Ale dośc o mnie bo tu Kakyuu trzeba pilnować ![]()
Tak czy siak z psychologa coś masz ![]()
Ta..więc teraz psychologu wytłumacz mi to że moja matka przychodzi do domu, nagle przestaje się odzywać a jak o coś zapytam to słysze tylko "Odechciewa mi się żyć jak na Ciebie patrze..." jest kurna super az mnie rozpiera chęc do życia...super kurna...super..=.=
I jeszcze M. ma dzisiaj urodziny...=.=
ech rozumiem ze Ci ciezko tez jestem w podobnym wieku, tez przezywam to nikomu juz sie nie spodobam, ze juz sie nei zakocham, bo jak czlowiek kocha to przeciez nie chce nikogo innego po tym jak sie rozstanie bo co tak nagle ma przestac kochac myslec ?niestety trzeba czasu ;/ na mnei tez sie wsciekaja ze chodze smutna....ale to nie ja to wymyslilam ten zal i tesknote ! moja mama na poczatku to sluchala itp , teraz tez sie nieco wscieka ze moglabym sie juz nie uzalac....ale jak ktos nie jest w danej sytuacji to nie zrozumie ![]()
Wiem...każdy na początku wspiera a później się tylko odsuwa...ma dość naszego pitolenia o byłym i o tym co minęło.Ja nawet jesli nie chce to i tak rozgrzebuje starocie bo nie chce zapominać minionych dni...nawet jeśli nie było kolorowe to wszystko co mi zostało.Trzymam to przy sobie kurczowo chociaż dobrze wiem że powinnam tym wszystkim pieprznąć daleko od siebie i zacząć żyć.Zmieniłam się...za bardzo się zmieniłam od rozstania by teraz się pozbierać i żyć normalnie...
masz racje z 1 str czlowiek chcialby zapomniec bo jak zapomni to wtedy nei boli....ale z 2 str jak mozna chciec i moc zapomniec jedne z najwspanialszych chwil w naszym zyciu....ech ja tylko sluchaj wynajduje komu to ja jeszcze sie nei rozczulilam i nadaje poki ten ktos wytrzymuje jeszcze
ech no ale Ty 3 lata bylas chyba tak ? to strasznie dlugo, ja tam po 9 mies zerwalam.
to kurcze 3 razy wiecej wspomnien......
Tak trzy lata....które musiałąm wyrzucic w błoto.Bo on już nie umiał..ale czego nie dowiedziałam się do teraz o_O
no własnie to jest dziwne. bo jakby powiedzial ze ma inna, ze sie wypalil a on tak od czapy chyba ,dobrze mowie? u mnie bylo ze niby nie pasujemy do siebie ....pierdu pierdu ..raz nie pasujemy a raz ze za mna teskni i ma depresje ....czy te durnowate chlopy to maja w ogole mozgi !? ::P
No jacyś tam mają...ale wiesz jak jeden dostanie to niestety drugiemu zabraknie...[wybacz mi Pedros xD] Mój zerwał bo denerowało go to że nie umiem się zmienić o_O eee....pogubiłam się troche xD
no ale co dokładnie go wkurzalo jesli moge pytac?
ze co bylas nieodpowiedzialna, rozpuszczona, leniwa? czy jakies pierdu pierdu nieistotne ?
pierdu pierdu nieistotne xD jestem dość upartą osoba i zazwyczaj stawiam na swoim..i przez ostatni miesiąc dochodziło do kłótni...może to o to mu chodziło?
ech ale co w tym momencie chcialabys wrocic czy jednak koniec na zawsze? bo u mnei nei ma nadzieji i nawet nie chce. bardziej mi brakuje własnie faceta meskiego, dobrego i czulego a nie łaski mojego byłego ktpry jest skonczonym bucem!!!:P.
Wiesz...nie wiem jakbym zareagowała gdyby chciał wrócic..ale po 9 miesiącach znalazł sobie dziewczynę wiec nie chce się wtrącać i się odsunęłam.Dzisiaj tylko wysłałam mu życzenia urodzinowe bo wypadało by...
aha bo ja czytalam jakies wczesniejszy posty i wydawalo mi sie ze to 4 miechy temu sie rozstaliscie....
ech czyli juz 9 mie minelo i wciaz Cie trzyma
? ech dziadostwo!
a nie ma kogos fajnego w poblizu....co by pocieszyc mogl? bo sa rozne teorie ale dobrze sobie czasem jednak nowa milosc poszukac niz ciagle rozdrapywac stare rany .....( ja tam bym chetnie jakiegos fajnego przygarnela
)
Ta..więc teraz psychologu wytłumacz mi to że moja matka przychodzi do domu, nagle przestaje się odzywać a jak o coś zapytam to słysze tylko "Odechciewa mi się żyć jak na Ciebie patrze..." jest kurna super az mnie rozpiera chęc do życia...super kurna...super..=.=
I jeszcze M. ma dzisiaj urodziny...=.=
Człowiek czasami mając zły dzień mówi za dużo, sprawiając drugiej osobie wiele przykrości. Myślę, że Twoja mama też jest zmęczona, może ma jakieś problemy i jeszcze martwi sie o Ciebie. Czasami dziwna mina jakiejs osoby sprawia, że patrząc na nią mając kiepski nastrój masz ochotę ją obrzucic najgorszymi słowami jakie znasz. Wtedy jest Ci troche lżej, ale zapewne na chwilę, bo potem zdajesz sobie sprawę jaką przykrość sprawilaś tej osobie.
Wiem, że jest Ci bardzo przykro, może powinnaś porozmawiac o tym z mamą? Z tego co pamiętam jestes jedynaczką. Powiedz mamie, że bardzo Cię zranila tym co powiedziala, zapytaj czy ma jakies problemy. Zdobądź się na odwagę, to w końcu Twoja mama.
Widzisz chciałam...ale...spełzło na niczym.Wzięła kluczyki i wszyła z domu.Zostałam sama bo tata poszedł do pracy.Cóz...może mi się należało.Za żywota czy coś... =.=
aha bo ja czytalam jakies wczesniejszy posty i wydawalo mi sie ze to 4 miechy temu sie rozstaliscie....
ech czyli juz 9 mie minelo i wciaz Cie trzyma? ech dziadostwo!
a nie ma kogos fajnego w poblizu....co by pocieszyc mogl? bo sa rozne teorie ale dobrze sobie czasem jednak nowa milosc poszukac niz ciagle rozdrapywac stare rany .....( ja tam bym chetnie jakiegos fajnego przygarnela)
Widzisz..nie rozglądam się za nikim na siłe...i tak..temat był załozony jakiś czas temu i aktualnie nie jesteśmy już ze sobą ponad 9 miechów.
Widzisz chciałam...ale...spełzło na niczym.Wzięła kluczyki i wszyła z domu.Zostałam sama bo tata poszedł do pracy.Cóz...może mi się należało.Za żywota czy coś... =.=
Nie wiem co poradzic, ja spróbowałabym jeszcze raz. Ewentualnie pojechałabym monologiem, skoro druga strona nie chce mowic.
no ja niby tez sie nei ogladam ale no chcialabym
chyba trzeba zaczac wierzyc w lepsze jutro moze ten cholerny los cos przyniesie lepszego. podobno Bog zabiera nam jedno, bo szykuje nam cos lepszego !:)
No teraz to juz chyba tylko do psa albo świnki morskiej...
jeszcze dzien taki powalony bo to urodziny Mateusza
cały dzionek chodze jakas struta ;/ nie mogę się do niczego zmobilizować...zdania sklecić poprawnie nie potrafię...i nawet mi nie podziękował za życzenia burak =.=
o no to nieładnie jak nie podziekowal!! a odzywa sie jakos odkad ma ta dziewczyne ? sory ze tak pytam ale nie przeczytalam wczesniejszych watkow wszystkich a moze juz pisalas...
Przestał...znaczy na początku jeszcze jęczał cos do telefonu że jestem wazna czy cos..a później...pufff...i nagle zero nic..zadzwonił i powiedział że to koniec znajomości ![]()
jej bidula z Ciebie no
ja serio nei kumam tych chlopow, tez jakos duzo nie mam doswiadczenia, ale wydaje mi sie momentami ze to nieczule bestie ....a tylko my babeczki chcemy tak abrdzo tej milosci i czulosci
choc zdarzaja sie i paskudne dziewczyny ale to chyba jakis 0,0001 %
Jak tam Kakyuu, pewnie się uczysz do sesji, bo z tego co wiem już się chyba zaczęla.
Z mamą próbowałas jeszcze rozmawiać o co jej chodzi? DLaczego tak Ci powiedziała?
Kurcze jestes jedynaczką więc powinnaś miec świetny kontakt z rodzicami.
Wiesz Sandi, kontakt był dobry....a nawet powiem Ci że chyba jej przeszło....już się odzywała do mnie normalnie wczoraj.Może faktycznie miała zły dzień.Nie wiem...ja jakoś przebrnęłam przez paskudny dzień 27 stycznia nie myśląc za wiele o M. odezwał się przyjaciel który milczał przez 3 miesiące bo wojsko go piłowało jak nigdy (jest zawodowym żołnierzem).Wpadnie do mnie na jakiś weekend wiec nie ma źle..zerwał z dziewczyną a ja jako Telefon zaufania i Matka Polka musze pocieszyć "Brata" xD M. nadal milczy, baluje i okazuje uczucie swojej Justynce...a ja prawie rzygam tymi ich "Kochaniami" i "Misiami" ehhh....
To dobrze, że z mamą się wyjaśniło.
Jeżeli chodzi o M. to w koncu zbrzydnie Ci on sam, nie tylko to co ma w opisach.
Szalej kobito póki możesz, przyjedzie do Ciebie ten kolega to idźcie gdzies. jeszcze troszkę i znajdziesz tego wymarzonego. Ja Ci powiem, że zawsze marzyłam o przystojnym, wysokim, facecie brunecie. Spotykałam się z wieloma takimi, wcale nie było źle, ale jakoś tak dziwnie wychodziło, że z dnia na dzień mialam coraz mniejszą ochotę na spotkania z nimi. Poznalam w końcu mojego męża, nie zauroczył mnie swoim wyglądem, tzn jest wysoki, srednio ciemny blondyn, zadbany, ale był za chudy. Nie podobal mi się, ale bardzo chciałam się z nim spotykac. Nie mam pojęcia co mnie do niego ciągnęło, chyba to "coś". No i w koncu, po jakims czasie naszego związku przytył, wygląda jak ciacho
Czasami, kiedys tam wydawało mi się, że on jest brzydki i pewnie nie podoba się kobietom, ale myliłam się ![]()
Cóż...zobaczymy czy M. kiedyś mi zbrzydnie xD nie marze o przystojnym facecie bo takiemu się nigdy nie spodobam...a wole się nie rozczarowywać.Zacznijmy tez od tego że ja jakos nie patrze na wygląd u facetów.Ważne czy jest czuły, z poczuciem humoru...chociaż nie...nie tak..czy potrafi wyczuć moje bo mam specyficzne...jesli nie to przykro mi ale się nie dogadamy i sayonara xD mam wiele kumpli z którymi naprawde cudownie się dogaduje, rozumiemy się bez słów i uwielbiamy swoje towarzystwo...za przeproszeniem ale to sa takie dupy że na ich widok ślini się pół miasta...jednak traktują mnie wszyscy jak kumpele..a mnie wkurza jak idziemy po mieście i wszystko płci żeńskiej się do nich wdzięczy a jak ja zaczne to się pytaja czy się dobrze czuje...chociaż mnie równiez się podobają...ale ja im nie wiec kop w tyłek jak chce przekroczyć jakąś linie poza przyjaźnią...
Ja chcialam mieć przystojnego bruneta u swojego boku, ale z czasem dotarło, że to nie o to chodzi i niekoniecznie wlaśnie ten wymarzony brunet będzie odpowiednim kandydatem. Każda kobieta marzy o facecie, który będzie taki przystojny itp, że wszystkie kolezanki będą zazdrościc.
Teraz też, gdybym miała wybierać, wygląd nie byłby najważniejszy. Nie mow, że jestes brzydka, bo każda z nas jest piękna ![]()
Cóż....musze się pożegnac na jakiś czas.Wyprowadzam się z domu.Nie będe z nimi mieszkała..nie potrafie z nimi żyć....odezwe się jak dam rade od kogoś.Pa
No to widzę Kakyuu, że znowu coś naskrobałaś w domu, że poraz kolejny go opuszczasz
Naskrobałam?? Nie umyłam 4 kubków i od tego się zaczęło...a później wywlekanie starych spraw aż w końcu wojna z rzucaniem talerzy...mam dość!!
O mamo! Ale miałaś jazdę. No ale tak to jest, trzeba pomagać mamie w domu. Takie nasze życie. Ty rzucałaś tymi talerzami czy mama?
A gdzie teraz jestes?
kakyuu a nie uważasz że czas juz najwyższy wziąć się w garść?
ale tak pożadnie stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie że oto od dzis zaczynasz nowy etap w swoim życiu, nowy bez M.
że juz mie bedziesz o nim myślała, że już zniknął z Twojego życia. czy nie lepiej zapomnieć???
To jest racja. Wszystkie kłótnie w Twoim domu są spowodowane tym, że Ty ciągle żyjesz wspomnieniami o M., który juz dawno o Tobie zapomnial. Bez przerwy o nim myślisz, marzysz, a najlepszym miejscem jest zapewne Twój pokój. Dlatego jak się domyślam, przesiadujesz tam ile mozesz. Rodzice zaczęli od Ciebie wymagć pomocy, chociażby pozmywania 4 kubków, bo nie jestes juz dzieckiem. Jestes dorosła i powinnaś sama poczuwac się do obowiązków. Powiem Ci że ja też wściekałabym się gdyby moje dziecko nic mi nie pomagało w domu (moj synek ma dopiero 19 miesięcy, nie zmywa ale potrafi odkurzac i myć okna
). Jak będziesz na swoim i bedziesz miala męza, dziecko, każde z nich będzie uzywało za kazdym razem nowego kubka, żeby napic się kilka łyków coli, a potem wstawią je do zlewu to po pewnym czasie dostaniesz szału. Będziesz miala dosyc, zlew zostawiłaś pusty, a nagle jest w nim pełno kubków. No i nikt z pozostałych domowników nie garnie się, żeby je umyć. Wszystko bedzie czekalo na Ciebie.
Przemyśl kobitko czy warto zawracac sobie głowe kims, kto ma Cię ewidentnie gdzieś i kłocić się między innymi z tego powodu z rodzicami?
Ja uważam, że powinnas zapomnieć o nim i zacząc życ dniem dzisiejszym
Szanuj rodziców, bo masz Ich tylko jednych. I jak zapewne zauważyłaś są coraz starsi a nie coraz młodsi.
A ja dodam, że z tym szacunkiem dla rodziców to różnie bywa i nie zawsze on się im niestety należy. Bardzo często rodzice wyobrażają sobie za dużo a już najbardziej nie chcą pozwolić aby dziecko nawet gdy osiąga dorosłość żyło według własnego uznania. Uwążają, że mają prawo wtrącać się w każdą sprawę swojej pociechy i w ten sposób wychowują dziecko społecznie "ułomne" niezdolne do samodzielnych decyzji - to tak na marginesie. Nie znamy w pełni sytuacji Kakyuu więc nie wiadomo jakie relacje w jej domu panują.
Natomiast co do brania się w garść to mówimy Kakyuu o tym na każdym kroku (czytaj: w każdym poście) i chyba wreszcie czas by coś z tym zrobiła choć przyznajcie, że stara się
Ale to za mało jeszcze aby mogła choćby bez emocji wytrzymać presję rodziców. Tak więc nadal Kakyuu pracuj głównie nad sobą, nie daj się sprowokować i nie pozwól nerwom decydować za Ciebie. Długa droga przed Tobą ale zobaczysz, że warto ![]()
Może i masz rację z tym szacunkiem dla rodziców, ale nie sądzę żeby robili z niej zyciową kalekę (świadczą o tym niektóre z jej postów). Kakyuu nie dala odczuc, że ma jakies większe problemy z rodzicami. Nawet pokazała się na jednym zdjęciu z tatą. Poza tym wydaje mi się, że rodzice mają do niej zal za ukrywanie pewnych faktów, stąd te ciągłe kłótnie.
No i ten nieszczęsny M. Przecież Kakyuu ciągle jest tu na forum załamana, w dalszym ciągu kocha tego faceta. Dlatego tez nie sądzę, że w domu jest pełna energii, uśmiechnięta i chetna do pomocy.
Pedro, założe się, że Ty też kiedys kochaleś i wiesz jak boli rozstanie. Nie masz ochoty na rozmowy z rodzicami, rodzenstwem, znajomymi. Nie masz ochoty wynurzac się ze swojego pokoju, a co za tym idzie pomagac w domowych obowiązkach. My kobiety tak właśnie mamy. Ja też mialam kiedys kryzys w związku, mieszkalam z rodzicami, zamykałam się w pokoju, włączalam muzykę, kładłam sie na łózku i myślałam. Nie chciało mi się nic w domu robic, a moja mama bardzo często miała do mnie o to pretensje. Mimo upływu lat Rodziców szanuję i rozumiem ich doskonale. Wg mnie u Kakyuu sytuacja jest podobna, tylko że ja aż tak długo sie nie katowałam
584 2010-02-01 21:09:13 Ostatnio edytowany przez Kakyuu (2010-02-02 17:14:51)
Dziękuje za wasze słowa.Kochani to nie jest tak że zamykałam się w pokoju i olewałam cały świat bo kiedy byłam w swoich czterech ścianach samotnośc atakowała mnie jak wściekły pies gryząc w nogę bez opamiętania.Nie mogłam usiedzieć na miejscu musiałam coś robić.Wtedy kiedy zaczęła się kłótnia nie było mamy w domu.Ja miałam długo zajęcia w zimnych salach rano prawie godzinę odśnieżałam samochód z tego białego gówna a on i tak nie odpalił =.= zabrałam się z kumplem utknęliśmy samochodem w połowie górki, spaliliśmy gume, pchałam go byśmy mogli dotrzeć na zajęcia.Później w ramach zajęć fizycznych odśnieżaliśmy park przy budynku przez dwie godziny.Wróciłam do domu zobaczyłam nową kupę białego gówna na moim podjeździe i samochodzie wzięłam łopatę ale po 20 minutach dosłownie nią pieprzłam do śniegu i poszłam do domu.Weszłam a tam co?? Syf jakby tajfun przeszedł....odkurzyłam posprzątałam ale kubki darowałam sobie na chwile bo chciałam coś zjeśc i nieszczęśliwie wtedy tatuś zjawił się w domu i zaczeła się wojna.Usłyszałam jaką jestem złą córką, że nic w tym domu nie robię i nic nie jest tutaj moje bo to on na to wszystko pracuje..że może mi wszystko zabrać a ja się wtedy przekonam co to jest życie...nie wytrzymałam nerwowo.
Co do M. tak nadal go kocham mimo tego jak mnie traktował i jak mnie teraz olewa.Jest mi przykro po tym co nas łączyło ale nie chce by wspomnienia zatarły się z powodu gniwu.Nie czuje do niego żalu..jestem zła na siebie.Zła o to że nie potrafie żyć bez niego normalnie.
585 2010-02-01 21:29:26 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2010-02-02 11:47:29)
Pedro, założe się, że Ty też kiedys kochaleś i wiesz jak boli rozstanie. Nie masz ochoty na rozmowy z rodzicami, rodzenstwem, znajomymi. Nie masz ochoty wynurzac się ze swojego pokoju, a co za tym idzie pomagac w domowych obowiązkach.
Oj Sanders. Widzisz jestem dojrzałym facetem od dawna nie mieszkającym z rodzicami. Gdy pisałem o swoim wieku parę postów temu machnąłem się. Mam już po 30 i swoją drogę po której kroczę. Co mi chcesz teraz przekazać? Że z powodu jakiegoś tam zawodu miłosnego nie miałem ochoty pomagać rodzicom? Tak było może kilka lat świetlnych temu. Teraz obserwuję sobie to i owo i nadal zdania nie zmieniam. Właśnie w tym wieku dzieci (ok. 18-22) rodzice mogą nawet nieświadomie zrobić wiele złego swoim pociechom. Ja akurat zawsze popieram poszukiwanie swojej drogi życiowej o ile nie prowadzi ona na manowce. To trzeba bowiem rozróżnić. Jeśli Kakyuu będzie niebezpiecznie ocierać się o samounicestwienie rodzice powinni zadziałać ale jeśli wcześniej popełnili błędy to będzie ciężko.
Sorki Kakyuu że tak drążę ten temat, może nawet niepotrzebnie ale nie twierdzę, że u Ciebie tak było. Po prostu widziałem różne przypadki i może być róznie. I żeby nie było: jestem za budowaniem pozytywnych relacji z rodzicami ale nie za wszelka cenę - jeśli nie szanują dobrych wyborów i słusznych decyzji swoich dzieci to mają problem.