nieobojetny a ja sie nie zgodzę ze stwierdzeniem, że " ludzie w ktorych zwiazkach,coś nie gra nie są dla siebie". Czasem jest tak, że sa jakieś kryzysy, problemy ale da sie je przejsc i rozwiązać. A czasem moze byc przez kilka lat dobrze a nagle zaczna sie zgrzyty- co to w wtedy oznacza? Czy Ci ludzie nie pasują już do siebie?
Podobne tematy
Jakbym wiedziała jak się tutaj priva szuka o.O zacofana coś jestem o.O xDD
A gdzie nam wciągnęło Pedrosa?
Kliknij na mój login i tam bedzie mail.
Moze jakies zdjecia przeslesz ![]()
Pedrosa juz dawno nie "widziałam"
a ja Ci powiem koleżanko... że przeszłam coś podobnego 2 lata temu...z chłopakiem byłam 4 lata i sie psuło, rozstawalismy sie wiele razy, ale tak jak i Wy nie potrafilismy bez siebie wytrzymac, nie odzywac sie, caly czas jedno sie interesowało drugim, w ooncu wracalismy, nasze spotkania na "piwo" tez zwykle konczyly sie w łóżku i po takim incydentach wracalismy do siebie "30 raz". ALE....miarka sie przebrała, w konuc za ktoryms razem byly juz 3 miesiace "sepracacji" i takiego też spotykania sie, interesowania jedno drugim, ale w sumie to sie stąło taki oficjalnie bez zobowiązań, mimo, że w środku oboje jakies tam zobowiązania czuliśmy. Ja miałam powazne dylematy, ale chciałam żebysmy sie zeszli i spróbowali jeszcze raz, skoro widac było ze nie mozemy sie rozstac i ciągle łzy, uczucia itd. On jednak tak jak zawsze jednak sam chcial wrócić, tak po tym 3 miesiacach jak zoabczył, że może mnie w jakimś sensie mieć, a nie mam oficjalnych praw np zeby mu czegos zabronic, o cos sie przyczepic, to najwyrazniej mu to podpasowało...Ale ja w końcu powiedziałam NIE. Że koniec jakichkolwiek spotkań, czegokolwiek. że to po prostu koniec. Przez pierwszy tydzien chyba nie wierzył, był pewny że będzie jak zawsze....ale tym razem sie pomylił. W tym czasie poznałam drugiego chłopaka, który mi pokazał, jak związek może być cudowny, jak można sie nim cieszyć itd. Nie od razu ale zakochałam się...o tamtym za początku ciezko było zapomnieć, ale z czasem udało się, zakochałam się na nowo i kto inny zaprzątał mi głowę, do tamtego pozostał sentyment. ON natomiast...przeżywał to przez dobre 2 lata od rozstania...Nie mógł sobie z tym poradzić w ogóle. Przez pół roku wypisywał do mnie, potrafił wydzwaniać w nocy, płakać, przypominać nasze wspolne chwile...Pisać jak moge mowic komus innemu że kocham, przeciez to my się tak kochaliśmy tyle lat itd... Nie mógł tego pojąć. Mój cioteczny brat sie z nim bardzo dobrze kumpluje i nawet on mi powiedział, zebym sie zastanowila, bo tamten naprawde wie czego chce i za kazdym razem sie ciągnie mój temat mimo ze tyle lat minęło. Także widzisz...dopeiro jak odczuł ze NARAWDE dla niego przepadłam, to po prostu wpadł w panikę totalną. Obecnie i on ma dziewczyne od kilku miesięcy, chyba nie jest jeszcze zakochany, ale wiem że mu na niej zależy. Ja natomiast nie jestem z tym chłopakiem w ktorym sie tak zakochałam, a dlaczego to opisałam w innym wątku "mojoja historia - życie odwrócone z dnia na dzień o 180 stopni". Do tej pory mam kontakt z tym chlopakiem za ktorym bylam te 4 lata, dalej mamy do siebie sentyment... także moja rada- daj mu zatęsknić i pokaż że masz inne życie, nie tylko jego. Oni uwielbiaja dążyć za czymś co sie wydaje bardzo trudne do osiągnięcia, lub wręcz niemożliwe. Wtedy nagle bardzo to szanują. Także naprawdę wstrzymaj się i nie odzywaj...znajdź inne zajęcia, spotykaj sie z chłopakami i niech on nawet o tym wie. Nie od Ciebie, ale nie ukrywaj tego, moze sie od kogos dowie. Niech ON poczuje ze ma zawalczyć. Powodzenia
720 2010-10-28 16:27:26 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2010-10-28 16:29:12)
A gdzie nam wciągnęło Pedrosa?
Pedrosa juz dawno nie "widziałam"
Witajcie
Tak wiem, dawno mnie nie było. Cóż, porządkowanie swoich spraw i jeszcze większe zaangażowanie się w pracę zrobiły swoje. Ale powrót po takim czasie na forum ma też swoje dobre strony bo można na spokojnie poczytać co tam u dawno "nie czytanych" znajomych ![]()
A widzę, że jest dobrze i miło mi czytać to co się dzieje u Ciebie Kakyuu. Wystarczyło mi przeczytać Twój ostatni (ten dłuższy) post. Kraków zadziałał swoją magią. Hmm, ja nigdy nie wątpiłem, że poradzisz sobie dziewczyno, że dasz radę pozbierać swoje życie do kupy. Jesteś przykładem jak można podnieść się leżąc niemal u wrót piekielnych... Dajesz przykład innym zagubionym osobom więc teraz dbaj o to co masz i jak to mówią: nie sp....cie tego ![]()
Pozdrawiam Ciebie, Sanders i innych zaglądających na ten wątek, czytajcie i nie poddawajcie się ![]()
Cześć Pedro ![]()
Miło CIe wiedziec ![]()
Równiez pozdrawiam
troche sie pospieszylam, dopiero odczytalam aktualna wiadomosc. no to moje gratulacje. super:)
Jesteś przykładem jak można podnieść się leżąc niemal u wrót piekielnych... Dajesz przykład innym zagubionym osobom więc teraz dbaj o to co masz i jak to mówią: nie sp....cie tego
Pedros...dość mocne słowa....ale dziękuje..sprawiłeś, że mnie zatkało przed monitorem.Miło Cię "widziec" juz myślałam że Cię coś porwało jak drogiego nam "On_26" xD
Sandi pisze mail prywatny i nie moge nic kliknac ani nic nie widze ![]()
Prosze napisz do mnie żebym ja miała Twojego maila: nelvana@poczta.fm
Drogie kobietki. Ostatni raz byłam tu w lutym. Pisałam o mojej nie odwzajemnionej miłości ,przypadkowych spotkaniach ,tęsknocie,bólu. Minął już ponad rok od naszego rozstania.Dla mnie nic się nie zmieniło,tak samo boli ,inaczej niż kiedyś ale boli. Wszyscy doradzali mi abym myślała o sobie ,żyła swoim życiem.Próbowałam naprawdę ,szukałam innej miłości . Nie udało się ,wszystkie spotkania szybko sie kończyły. Nie potrafiłam sie przełamać ,nie mogłam pokochać. Przez wakację starałam sie nie spotkać mojej miłości ,ale nie udało się. POd koniec wakacji spotkaliśmy sie ,przypadkiem. Serce znów mi zaczeło walić,widziałam że jemy też ,tak na mnie patrzył. Umówiliśmy sie na spotkanie.Znów potoczyło sie wszystko tak jak wcześniej . Spędziliśmy cudonie ten czas.Było jeszcze piekniej niż kiedy byliśmy razem. PO spotkaniu cisza. PO jakimś czasie znów spotkanie ,tylko że już ja wychodziłam z inicjatywą a on sie godził . Tak odbyło sie kilka naszych spotkań. Będąć razem w tych chwilach i w tym czasie ,on zachowywał się jak by nic się nie stało . Jakbyśmy cały czas byli razem.Nawet dziwnie sie czułam ,nie było żadnego dystansu ,normalne rozmowy. Ale po którymś spotkaniu ,gdy pisaliśmy ze sobą ,napisałam do niego kilka ciepłych słów typu- masz rację kotku-dobrze słoneczko. Nagle napisał ,że on tego nie rozumie ,dla czego jak tak pisze,i wogóle nie podoba mu się to ,że spotkał sie ze mną raz a ja prowokuje następne spotkania, że chciałabym sie z nim często spotykać ,że nie wystarczą mi spotkania takie w grupie znajomych. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć ,zaskoczył mnie takim powiedzeniem. Ale w trakcie tej naszej rozmowy ,powiedziałam mu że nadal go kocham. On powiedział że tez mnie kocha ale inaczej ,że kocha mnie jako człowieka,dobrego człowieka ,że bardzo się cieszy że jestem jego przyjaciółką . Powiedział że jest nieszczęśliwy,bo jest samotny.że szuka takiej kobiety przy której nie bedzie musiał nic udowadniać i będzie się czuł przy niej szczęśliwy,A przy mnie tego nie czuje ,nie wie dla czego ale nie czuje. PO tym nie spotykaliśmy się jakiś czas i nie pisaliśmy . Cierpiałam strasznie. Znów spotkaliśmy sie i spedziliśmy ze sobą dwa cudowne dni i noce .Znów powtórka ,było pięknie romantycznie,jakby się nic nie stało. Po tym spotkaniu ,znów cisza ,czasami piszemy do siebie ale omijamy ten temat,rozmawiamy jak starzy znajomi.On u siebie ma nasze wspólne zdjęcie na centralnym miejscu ,ja również na komodzie pełno naszych wspólnych zdjęć.Tęsknie jak głópia,boję się przyszłości ,że zostane sama.Pragnę go codziennie przywołuje go w myślach .POwiedzcie kochane jak wy widzicie to wszystko z boku.
Puchatek, z boku to wygląda tak, że facet ewidentnie Cię nie kocha. I nawet bardzo wyraźnie Tobie o tym mówi. Błędnie odczytujesz sygnały, które Ci wysyła. Już sam fakt , że wszystkie spotkania odbywały się z Twojej inicjatywy. Zakochana osoba, chce jak najwięcej czasu spędzać z obiektem swojej miłości, jeśli nie czuje takiej potrzeby to na pewno nie jest miłość.
Przykro mi to pisac, ale wiem z własnego doświadczenia, że miłość naprawdę potrafi być ślepa. Banał, ale jakże prawdziwy. Twoja miłośc nie wystarczy za Was oboje.
Właśnie Puchatku.Po tym co piszesz jemu raczej nie zależy na TOBIE jako osobie.I szczerze to nie szanuje Cię nawet za bardzo. "Bo jest samotny" za przeproszeniem ale pier****nie o Chopinie.Jemu pasuje ten układ bo nie ma żadnych zobowiązań a jednak ma kogoś z kim może spędzić czas tak jak z dziewczyną.Daj temu spokój.Nagle z dnia na dzień zerwij kontakty.Przestań się odzywać, nie odpisuj na propozycje spotkania.Jesli się spotkacie i będzie namawiał powiedz że jesteś już umówiona.Wiem to bedzie cięzkie.
Ale Puchatku uwierz mi że jest to możliwe.Troche samozaparcia i egoizmu.Ty się tak wykańczasz...i do niczego Cię to nie zaprowadzi.Olej go bo nie jest wart nawet odrobiny Twojej uwagi.
Kakyuu- ten moment kiedy scisnal Twoja dlon w kosciele- piekny i wymowny gest. Zycze powodzenia!
Puchatku- z boku widac to co on sam Ci powiedzial- nie jestes kobieta dla niego. Zacznij sie z niego leczyc.
Moge Ci poslac ksiazke z ktorej dowiesz sie kiedy facet potrafi pokazac ze jestes w centrum jego zainteresowania i dążeń.
Zgadam sie z alaclaudie...czas się wyleczyć bo nie zaprowadzi Cię to nigdzie...a takie męczenie się jest bezcelowe.
podziwiam taką miłość aż po kres...ile wy macie w sobie siły..
Oj kobietki kochane.Dziękuje wam za swoje spostrzeżenia.Męcze się z tym sama a to bardzo ciężkie ,bo samemu nie widzi sie tyle. żebym jeszcze wiedziała jak to zmienić .Alaclaudie proponujesz mi książkę ,bardzo chętnie ją przeczytam. Jeżeli możesz to prosze o przesłanie. Lela ,piszesz że mamy tyle siły ,sama nie wiem z kąd .Miałam już tyle przejsc w życiu,może to one mnie tak wzmocniły . Mąż odszedł po 16 latach małżeństwa,zostałam sama z trójką dzieci , jestem samotna w swym kochaniu i nie wiem jak sobie poradzić ,jak znów być szcześliwą.
Puchatku z racji tego ze nie masz dostepnego adresu e-mail - kliknij w moja ikonke e-mail ( pod il. postow) i napisz badz co- zebym wiedziala na jaki adres ja poslac.
hej dziewczyny, jestem tutaj nowa, pierwszy raz bede wypowiadac sie na takim forum,ale mam nadzieje ze wygadanie sie bedzie tez dla mnie czyms dobrym. Otóz przeczytałam wszystkie wasze opowiesci na owym forum i mam dla was rade, nie badzcie takie zazdrosne o kolezanki i o kolegów, przestancie osaczac swoich mezczyzn, nie robcie awantur o byle co, bo sama wiem z własnego doswiadczenia ze takie zachowanie tylko oddali waszego partnera od was niz zblizy. Jezeli jest z wami tzn,ze chce z wami być, a to ze nie mówi wam po kilkanascie razy dziennie,ze kocha, tesni ze jestes jego jedyna to nic, mezczyzni nie sa az tacy wylewni jak my kobiety. Mam 23lata, 3 miesiace temu rozpadł sie moj 2 letni zwiazek:( i to własnie przez takie zachowanie jakie wy opisujecie w swoich wypowiedziach, byłam zaborcza,zazdrosna,robiłam awantury o byle co, az wkoncu stało sie to czego nigdy bym sie nie spodziewała...zostawił mnie:( mimo ze mówił czesto ze kocha, ze jestem jego jedyna,ze gdyby nie był ze mna szczesliwy to juz dawno kopnal by mnie w du**. Mielismy w tym miesiacu brac kredyt na mieszkanie,bo oboje pracujemy i to jeszcze w tej samej firmie takze do tej pory widzimy sie prawie codziennie, były plany slubu ktore on omawiał nawet ze swoja mama...i co? 2 dni po moich urodzinach(w sierpniu) po pewnej kłótni z zazdrosci o pewna dziewczyne, dostałam od niego sms-a ze cos w nim pekło, na poczatku napisał mi ze musimy zrobic sobie przerwe...płakałam, prosiłam, pisałam ze sie zmienie, zeby dał mi szanse bo ja bym mu ja dała....po 2 tygodniach napisał mi sms-a ze ta sytuacja nas tylko wzmocni i ze mnie kocha. Chciałam z nim porozmawiac, nie chciał, wkurzyłam sie ze mnie tak zwodzi, zadzwoniłam do niego z pretensjami ze tak dluzej byc nie moze, to tylko pogorszyło moja sytuacje, na drugi dzien po pracy spotkalismy sie i uslyszałam to czego nie chciałam, tak bardzo tego nie chciałam,ale powiedział mi ze najlepszym rozwiazaniem bedzie jak sie rozstaniemy, probowalam go przekonywac,ale to nic nie dało:( powiedzial mi,ze cyt:"moje serce sie do ciebie rwie,ale rozum mówi co innego"...powiedzial tez ze on wie,ze jakbysmy do siebie wrocili to zyli bysmy jak gołabeczki,ale boi sie tego ze po pewnym czasie znowu by sie cos popsuło, wiec lepiej bedzie jak rozstaniemy sie teraz i oboje to jakos przezyjemy, niz miałoby sie to stac pozniej i byłoby jeszcze gorzej nam sie z tym pogodzic:( mam wielki żal do siebie ze taka byłam, chciała bym to naprawic,ale on nie daje mi nawet zadnych szans, wiem ze zaczeła bym postepowac zupelnie inaczej, nie popełniala bym juz tych samych błedów...ale co z tego jak on sie boi zaryzykowac. Wiem ze do tej pory interesuje sie co sie dzieje w moim zyciu, dopytuje sie mojego kolegi jak mi idzie w szkole itd...widze ze w pracy jak ma tylko okazje to patrzy sie ciagle na mnie,ale to nie zmienia tego ze nie chce do mnie wrocic:( nie chce byc nachalna, nie pisze do niego, nie dzwonie....w pracy tylko "czesc czesc"....czasami podejdzie pogadac,ale sa to rozmowy normalne,bez zadnych emocji, poprostu jak kolezanka z kolega:(...staram sie jakos z tym zyc,ale tak bardzo go kocham ze momentami łapie mnie taki dołek:( po zerwaniu napisał mi tez takiego sms-a ze nie chce mi robic zadnych złudzen ani nadzieji,zebysmy zyli, a czas pokaze czy sie zejdziemy czy nie:(
Czasami w pewnym momencie zaczynamy kogos tak Bardzo mocno Kochać,ze nie zdajemy sobie sprawy ze zaczynamy sie w tym wszystkim zatracac i robimy zle...zostałam za to ukarana...
Pomozcie, poradzcje cos...
"kiedy ktoś Cie opuści, poza tym,że tesknisz, poza tym ze rozpada sie cały ten mały świat, ktory razem stworzyliscie, i ze wszystko co widzisz albo robisz przypomina Ci o tej osobie, najgorsza jest myśl, ze byla to próba jakosci i teraz wszystkie czesci, z ktorych sie skłaasz nosza stempel ODRZUT przystawiony przez kogos, kogo kochasz."
Hej, Karolla3, pisze do Ciebie, poniewaz od jakies godziny siedze na tym forum, a znalazlam je przez wpisanie w google "kobiety kochajace za mocno", cel mojej wizyty tutaj jest juz chyba jasny. Twoj wpis mnie wzruszyl, utozsamialam sie z Twoimi uczuciami, bo moja sytuacja jest troszke inna, a jednak taka sama. Z gory napisze, ze bylo by b milo, gdybys mi odpisala. Mam 21 lat, studiuje i chyba wlasnie kocham zabyt mocno. Mialam 2 chlopakow, jeden: 2 letni zwiazek bylam w liceum, pierwszy chlopak, pierwsze mysli:"to na powaznie", bylam b zakochana, ale nasz zwiazek polegal na tym, ze moj byly chlopak byl b ulegly, a ja jestem zupelnym przeciwienstwem, silna, uparta(tak zreszta myslalam, az do listopada 2009roku), rozstalismy sie, b cierpialam, 6 miesiecy bylo mi zle, teraz jak o tym mysle, to to uczucie przy tym, ktore teraz we mnie tkwi, to pikus. Po tym zwiazku, przez chwile spotykalam sie z mezczyzna, starszym ode mnie, trwalo to 3 miesiace, do niczego nie doszlo miedzy nami, chyba wiesz o czym mowie, zreszta we wczesniejszym zwiazku tez nie. Koles traktowal mnie b, b zle, nawet nie zaliczam tego spotykania sie jako zwiazku, to byla jakas tragedia, o ktorej na szczescie zapomnialam, skonczylam ta znajomosc przed poczatkiem roku akademickiego, rozpoczynalam 1 rok studiow, czulam sie silna, wartosciowa, pelna zapalu do nauki, znajomosci, ale zdecydowanie nie do tego, aby z kims sie spotykac. Jednak nic nie wyszlo tak jak myslalam. Wtedy pojawil sie, nazwijmy go K.. piekne uczucie, do ktorego dlugo dojrzewalam, bylam przeciwna, nie chcialam, on wrecz blagal mnie abym z nim byla, staral sie, jak jeszcze nikt inny, jego starania byly jak sceny z filmow romatycznych, kwiaty na klatce schodowej, sniadania pod drzwiami, lisciki, za wycieraczkami samochodow, kwiaty, ciagle roze, czy poslancem, czy za oknem, b sie staral, w koncu powiedzialam sobie i pamietam to jak dzis, w myslach"dam mu szanse, nie skrzywdzi mnie, wiara w ludzi jest najwazniejsza". Kochana, b duzo przeszlam, moglabym wiele napisac, dac wiele rad, ale nie wiem czy mam sie rozpisywac, bo moze, moja wiadomosc, zostanie wysmiana. W kazdym badz razie to byl i jest b burzliwy zwiazek. Bylam z K 8 miesiecy, rozstalam sie na 5 i teraz jestem prawie 2, ciagle zyje strachem, mam bol w sercu, popadam od euforii do skrajnego przygnebienia, raz jest tak dobrze, a raz mysle, ze wszystko wisi na wlosku. Kochana, licze na Twoja odpowiedz, mam nadzieje, ze u Ciebie jest lepiej niz pisalas wczesniej, trzymam za Ciebie kciuki i mysle, ze moglybysmy sie jakos 'wspierac' nazwijmy to tak. Pozdrawiam Cie serdecznie!
Hej Ninqsia:) jest mi bardzo miło!! ciesze sie że znalazł sie ktoś kogo zainteresowała moja historia. Cóż Ja moge więcej napisać... jest mi cięzko do tej pory, sytuacja sie nie poprawiła...nie odzywamy sie do siebie,brak jakiegokolwiek kontaktu:(, czasami sa takie dni,ze wstaje rano z usmiechem na twarzy i mysle sobie..."bedzie dobrze, przeciez tak sie kochalismy, wroci"...ale smutna rzeczywistosc ze tak nie bedzie wraca jak ide do pracy i widze go całego rozesmianego, tak jakby juz dawno zapomniał o tym co nas łaczyło i planował sobie zycie od poczatku...eh
Czytałam co napisałas, Ty rowniez widze ze w tych sprawach sercowych nie miałam zbyt łatwo. Moze nie bede sie tu rozpisywac, moze warto byłoby gdybysmy sobie pogadały np. na gg?
Witam. Ninqsia i karolla3 zapraszam do przeczytania mojej historii http://www.netkobiety.pl/t18022.html. A później do rozmowy Bo mamy podobny problem.. Pozdrawiam
hej ralliart napisz swoje gg to sobie porozmawiamy:)
Kakyuu przeczytałam jeszcze raz twój watek skerowany do mnie. Piszesz ze mozesz mi powiedziec jak to jest bo byłaś z facetem 3 lata, ja byłam 4... oj ci faceci... tak nas rania a my ich jeszcze kochamy. Ja ze swoim nie jestem prawie 3 mies. myslałam ze zyc sie bez niego nie da, ale jednak da sie ale o wiele trudniej. Starciłam swoją pewnosć siebie, i wartosć, bo juznie ma go i nikt mi nie mowi jak ładnie dzis wygladam, ze sie komus podobam, ze jest ktos kto kocha i jest zazdrosny. jestem sama całkowicie sama...nie było dnia abym o nim nie pomyślała, codziennie myśle, gdy tylko obudze sie rano i patrze w telefon czy mam od niego jakąś wiadomosc ale nic nie mam, zadnego odzewu. On ma kobiete jest szczęśliwy dlatego sie nie odzywa, a ja zostałam sama, choć tak wiele poswieciłam dla tego zwiazku, ja dałam z siebie wszystko a teraz inna korzysta z tego na co ja pracowałam...boli mnie to....nie wiem czy ja o nim zapomne, czy sie odkocham, a chciałabym, bo wiem ze ja dla niego nie jestem nikim ważnym.
Maliwnka ja mam ten sam problem, moze sobie pogadamy i opowiemy o swoich doswiadczeniach itp?
karolla3 proszę moje gg 22108810.
739 2010-12-21 18:43:54 Ostatnio edytowany przez Kakyuu (2010-12-21 21:22:14)
Witajcie Drogie NetKobietki.
I jak tam dziewczyny rozwinęły się Wasze sprawy?Wybaczcie, że nie śledzę na bieżąco Waszych wątków, niestety nie mam zbyt wiele czasu na buszowanie po forach.Chociaż doskwiera mi brak pracy, to czasu dla siebie mam jak na lekarstwo.Razem z moim Adamem podjęliśmy się reaktywacji konwentu fantastycznego Krakon i on pochłania lwią cześć naszego życia w tym momencie.Ale bardzo chętnie dowiem się co słychać u Was i co dzieje sie w Waszym życiu.
U mnie chciałby się powiedzieć monotonia.Jednak masa zwalających sie na mnie służbowych spraw i problemy z wiązaniem finansowych końców nie pozwala na wygodne siedzenie w fotelu i narzekanie że mi to wszystko powszednieje, że sex nudny, że on nie patrzy juz tak jak wcześniej xDDD
Sex wyśmienity, Adam gdyby mógł nosiłby mnie na rekach w każdy kąt świata a nasze dni są jedyne i niepowtarzalne, każdy jest inny i w żadnym smutek nie zasiada dłużej niż na kilka minut poważnej rozmowy w sprawie pracy.
Ka wykryła konspiracje swojego "narzeczonego" i mamci.Udało mi sie przypadkiem usłyszeć coś o wigilii i oświadczynach przy całej rodzinie z wielka pompą. Wyniuchałam też, że gdzieś w mieszkaniu czai się pierścionek, jednak moje radary go jeszcze nie namierzyły xD
Nie wiem co z tym wszystkim zrobić, jest mi dobrze, jestem szczęśliwa jak nigdy wcześniej, jednak boje się że zrobię cos nie tak i skrzywdzę Adama.Jest to strach irracjonalny i nie podparty żadnym przykładem czy skonkretyzowaną obawą.Czai się gdzieś we mnie.
Wczoraj Adam mówił przez sen.Cały czas powtarzał moje imię.Po chwili przysłuchiwania się jego majaczeniu doszłam do wniosku że z kimś rozmawia, we śnie bo we śnie, ale konwersacja była rozbudowana i konkretna.
Siedziałam patrząc na niego z czułością i nie wiedziałam co zrobić z tym co słyszę.Mówił o tym jak bardzo mnie kocha, że nigdy nikt nie napawał go takim ciepłem i szczęściem, że stał się dzięki mnie kimś lepszym, że nie da mnie nikomu skrzywdzić i nie opuści mnie nigdy chociażbym go odtrącała.Zaległa cisza, Adon pokręcił sie pomruczał cos po czym sie usmiechnął i zapytał "Myslisz że Kaku się spodoba, chciałbym dać jej całe szczęście świata". Tu sie mojemu chłopowi ciężko usnęło po czym po godzinie zobaczyłam, że po policzku spływają mu łzy a on uśmiecha się i ściska moja rękę jak nigdy przedtem (przed sen oczywiście). Zmieszana próbowałam się wyswobodzić by zejsc z antresoli na dół i przetrawić co właśnie "podsłuchałam".Przy przegramalaniu się przez swojego mężczyznę byłam na tyle niezdarna, że go obudziłam.Trochę mineło nim był w pełni świadomy ale jego spojrzenie wbiło się we mnie, rozejrzał sie dookoła spojrzał sobie na dłonie po czym upadł na poduchy.
Jak zapytałam go co sie mu sniło bo cos tam majaczył ale nie zrozumiałam (kłamczucha >.< no ale chciałam się dowiedziec) powiedział tylko tyle że miał dziwny sen, rozmawiał ze swoim przyjacielem, później się to urwało i ja tuliłam się do niego i płakałam, chociaż byłam szczęśliwa.Się mi chłopina zmieszała i uciekła mi z łózka pod pretekstem "Pić". Zostałam tam wpatrzona w ściane wyglądając jak karykaturalna postać z bajki zagryzająca wargi by nie eksplodować ze szczęścia.Umościłam się jak kwoka w piernatach i czekałam aż Adam wpełznie z powrotem na górę.Tu wrzucimy cenzure bo nie wolno takich zbereźnictw na publiczne fora wrzucać xD
Obiecał mi później że mnie dzisiaj wieczorem gdzieś zabierze jak wróci z pracy, ja tu siedze jak na szpilkach i nadal nie wiem co zrobić z tym co wczoraj słyszałam, czy powiedzieć że udało mi sie zrozumiec co tam bełkotał czy udawac greka i niech sobie mój mężczyzna żyje w błogiej nieświadomości że widzę w nim wielkiego macho jakiego czasem stara sie zgrywać niepotrafiącego rozmawiać z taką czułością o uczuciach.
i zepsuł mi całą wenę bo zadzwonił właśnie że będzie za 3 min ...a ja tu w powijokach ze wszystkim xD
Napisze co i jak w najbliższym czasie.
Buziole po czole Kochani.
Kakyuu, moja kochana!
Pięknie to wszystko opisujesz.
Czekam na c.d.......
Buziaki dla Ciebie. Jak sie troche ogarne napisze na priva.
741 2010-12-29 04:00:44 Ostatnio edytowany przez Kakyuu (2010-12-29 04:01:18)
Witaj moja Sanders i Wy NetKobietki.
W dniach najbliższych postaram sie na bieżąco informować Was o tym co się u mnie kluje xD
Na razie przemeblowanie, przygotowanie do sylwestra i powolne wychowywanie mojego futrzanego prezentu z wprowadzin z września.Google ma 5 miesięcy i jest nieznośnym kotem...ale o tym jutro bądź w czasie bliżej określonym xD
Nie widziałam, ze dostałam odpowiedzi na moj post! Jestm mi bardzo milo, przepraszam, ze tak dlugo, ale wlasnie teraz zobaczylam, ze ktos jednak mi odpisal. Chetnie porozmawiam z Wami o problemach, ktore nas trapia, bo sa bardzo podobne. Niestety na moim komputerze, nie mam mozliwosci zainstalowania gg
Jakies propozycje gdzie bedziemy mogly porozmawiac? Czekam na odpowiedz, POZDRAWIAM!!
Witam moje NetKobietki.
Kaku siedzi przed komputerem patrząc przez biurko na pracującego na przeciw Adama. Mogę to robić godzinami szczególnie, że pracujemy w domu i mogę się na niego rzucić przez biurko jak znudzi mi się pisanie i odczytywanie maili czy dzwonienie po sponsorach lub patronach medialnych.Na zegarze prawie druga ale jakoś nie czujemy zmęczenia bo "Krakon 2011" jest teraz naszym małym dzieckiem, któremu poświęcamy masę czasu. Na moim palcu lśni w końcu pierścionek zaręczynowy z prawdziwego zdarzenia. Oświadczyny były nietypowe bo wybiegliśmy z mieszkania by zdążyć na Krakowski rynek na fajerwerki o północy w sylwestra. Biegliśmy całą bandą wszyscy trzymając się za ręce.Kiedy dobiegliśmy na Floriańską i zatrzymaliśmy się by odliczać i wypić szampana, Adam cały zaaferowany grzebał po kieszeniach po czym szepnął coś do przyjaciela który stał obok. Obojgu mina zrzedła ale Wojtek popchnął Adama w moim kierunku.Ten zerwał z szampana sreberko zwinął go w kształt pierścionka i ukląkł. Powiedział, że tak się śpieszyliśmy, że zapomniał zabrać pierścionka, czy mu wybaczę tą sklerozę i czy oficjalnie zgodzę się zostać jego żoną. Kiedy powiedziałam tak i rzuciłam się mu na szyję ludzie którzy stali obok nas zaczęli nam bić brawo. Adam się popłakał ja zresztą też. Staliśmy tak masę czasu tuląc się i całując w otoczeniu przyjaciół a nad głowami strzelały nam sztuczne ognie. Nie mogłam sobie wymarzyć nic cudowniejszego.
Pierścionek ze sreberka jest schowany w szkatułce i to nim pierwszym chwalę się przed znajomymi gdy przychodzą z gratulacjami xDD
Mogę powiedzieć że mimo tych wszystkich turbulencji wyszłam na prostą i jestem szczęśliwa. Zobaczycie dziewczyny - Wam tez się uda!!!
mój walczył o mnie przez prawie pół roku. Sądze że nie ma znaczenia jak długo się walczy ważne by dążyć do celu nie zważając na zdanie innych. Jeśli się kocha to się walczy!
Wytrwałości oraz powodzenia!
Pozdrawiam:)
mój walczył o mnie przez prawie pół roku. Sądze że nie ma znaczenia jak długo się walczy ważne by dążyć do celu nie zważając na zdanie innych. Jeśli się kocha to się walczy!
Wytrwałości oraz powodzenia!
Pozdrawiam:)
Jezeli mozna wiedziec, co takiego nawywijal, ze kazalas mu czekac prawie pol roku?
Z postow tutaj zamieszczonych wychodza same sprzeczne rzeczy - jedni pisza - daj odpoczac i nie wtracaj sie - sama przyjdzie.
Drudzy zas - walcz do samego konca - tylko po co walczyc skoro deklaruje sie, ze tej drugiej osoby juz sie nie kocha i nic sie do niej nie czuje?
Witam wszystkich ![]()
Pisałam bardzo dawno temu (około roku) więc na pewno mnie nie pamietacie moj post znajduje sie na 26 stronie gdyby ktos mial ochotę zerknac na poczatek zapraszam:).
Więc chciałam znowu poprosić was o radę. We wczesniejszym poscie opisalam cala moja historie. Moze wiec tylko przypomne tak pokrótce ponad rok temu bylam szczesliwie zakochana w chlopaku z mojej rodzinnej wsi bylismy naprawde bardzo szczesliwi na okres wakacji zamieszkalismy razem bo mielismy okazje troche popracowac zarobic i posmakowac wspolnego życia wszystko bylo cudownie a potem rok szkolny klasa maturalna on znowu wyjechał do internatu i spotykalismy sie tylko w weekendy. To wszystko trwało jeszcze od wrzesnia do marca (2010r.) oczywiscie stopniowo psując sie do konsekwentnego rozstania ktore bylo spowodowane tym ze w internacie poznal inna dziewczyna podobała sie jego kolegom ale uwage zwróciła wlasnie na niego. Byl daleko ode mnie z nia spedzał duzo wiecej czasu wiec zaczelo cos tam iskrzyc. Mieszkajac w internacie miał swoje zycie kolegów nasz zwiazek mogl przetrwac ale dal sie poniesc towarzystwu bo oni tez nie byli swieci. Dlugo zachodziłam w glowe dla czego tak sie stało bo mielismy wiele planów dzis mieszkalibysmy razem studiowali i pracowali. Doszłam do wniosku ze to jeszcze szczeniak i tak tez bezmyslnie postapił. Ale niedawno prawie w rocznice naszego rozstania napisal bylo to wielkim szokiem dla mnie przeprosił powiedział ze nie dziwi sie ze nie mam ochoty z nim rozmawiac ze w swoim zyciu to byla najglupsza decyzja jaka podja rozstajac sie ze mna. Mozna to zrozumiec na 2 sposoby ze mu nie wypaliło z tamta laska to przyszedł w łaske albo rzeczywiscie sie sparzył i jak to powiedział chyba potrzebowal na wlasnej skórze sie przekonac jak mnie stracil ile dla niego znaczyłam ze nie docenial tego co ma ze tak to zmarnowal. Wszystko bylo by swietnie gdyby nie to ze moje zycie dzisiaj tez sie zmieniło poznalam chlopaka starszego ktory tez ma pewne przejscia za soba szuka powaznego zwiazku jest wspaniały stara traktuje mnie jak prawdziwa ksiezniczke tu poprostu nie da sie chciec wiecej jest cieply uczynny zawsze moge na niego liczyc nie bylo takiej sytuacji w ktorej mnie zawiódł od 2 mies zamieszkalismy razem i przy okazji doszlismy do wniosku ze tak bedzie tez oszczedniej nasi rodzice również traktuja nas juz bardzo powaznie. I tu nagle wiadomosc od mojego bylego chwile popisalismy i umowilismy sie na spodkanie poszłam na nie tak z ciekawosci zeby porozmawiac wymienilismy sie filmami studniówkowymi na których bylismy razem. Myslałam ze po tym spodkaniu mi sie rozjasni w głowie ze on mnie juz nie rusza ale myliłam sie nigdy o nim nie zapomniałam do konca a teraz tylko rozgrzebałam wspomnienia. Naprawde kochałam go do szalenstwa i jest tylko gorzej bo wiem ze to teraz odemnie zalezy ze znowu moglibysmy byc razem ale jest ten drogi ktory nie zasluguje zeby go tak potraktowac wspierał mnie byl przy mnie i wiem ze na prawde bardzo mnie kocha bo widac to każdego dnia. A ja teraz nie wiem co mam robic wiecie ile byl dala za jego wczesniejsze cudowne olsnienie. Jaka decyzje podejme skad bede wiedziała ze jest sluszna jezeli zostawie tego jaka mam pewnosc ze tamten mnie znowu nie zostawi skad moge wiedziec ze naprawde zmadrzał ze tamto to byla szczeniacka zagrywka i rzeczywiscie wpływ otoczenia i jak on to powiedział "miałem przed toba rowniez dziewczyny ale do mnich nie chciałem wracac dopiero jak straciłem ciebie zrozumiałem ze straciłem prawdziwy skarb moze poznalismy sie za wczesnie moze wtedy nie dorosłem do ciebie i zrujnowałem cos co moglo byc naprawde wyjatkowe" moze te slowa sa prawdziwe ale jest teraz obecny chlopak przeciesz nie moge go skrzywdzic pozatym na partnera zyciowego nadaje sie idealnie moze nie mam przyslowiowych motylków w brzuchu ale rozumiemy sie lubimy razem spedzac czas. Do tamtego czulam cos naprawde cos wyjatkowego cos czego nie potrafie nawet opisac i to nie bylo jakies tam zauroczenie bo bylismy dlugo razem i ciagle czulam to samo naprawde bardzo go kochalam. I co ja mam teraz zrobic nie chce krzywdzic obecnego i nie wiem co mnie czeka z tamtym chociaz nadal jest kims bardzo waznym dla mnie i ciagle cos czuje do nie go to jesli czeka mnie znowu cos podobnego wtedy skrzywdze i strace osobe ktora na prawde mnie pokochała i na ktorej mnie tez przeciesz zaczelo juz zalezec ale miłosc jest naprawde baaaaardzo ślepa doradzcie mi cos dziewczyny
((((((((((
Witaj Malwinko.
Pamiętam Twoje problemy które przedstawiałaś nam pare stron wcześniej.
Przeczytałam Twój obecny problem i wbiłaś mi niezłą zagwozdkę.Zaczynam jednak podtrzymywać swoje wcześniejsze słowa. Olać, olać i jeszcze raz olać...jak się raz sparzyłaś, nie weszłabym dwa razy do tej samej rzeki.No bo spójrz...nagle sobie po roku przypomniał, jak gdyby nigdy nic i nagle wielkie wywody o miłości Ci prawi.Gdzie był jak cierpiałaś? Zabawiał się w towarzystwie swojej nowej zdobyczy.
Jesteś w związku, cóż może nie iskrzy, nie ma fajerwerk, motylków,żabek czy innych żyjątek, ale nie zawsze miłość to wielki młotek obklejony serduszkami którym naparza Cię po głowie wielki bobas w pieluszce ze skrzydełkami.Czasem trzeba czasu żeby zdążyła się narodzić i dojrzeć.
Ja też kochałam M. wielką szaleńczą miłością, która góry przenosiła.I co? I zgasło bo nie był wart nawet strzępku tego uczucia.
Adam..cóż...może miłość nie była szaleńcza i gwałtowna. Rodziła się jakiś czas (pomijając fakt, że na początku znajomości się nie znosiliśmy) i dopiero po jakimś czasie ten latający bobas dźgnął mnie w oko mówiąc "No patrz jaki fajny chłopak".
Nie skreślaj nowego faceta bo stary przyczołgał się z podkulonym ogonem i skomli.Zatrzaskuje się takiemu drzwi przed nosem. Zostawił Cię dla innej!! Dojrzyj ten fakt, bo chyba to gdzieś pominęłaś.
I może porozmawiaj ze swoim obecnym facetem o tej sytuacji. Jeśli Cię kocha to Ci pomoże rozwiac wątpliwości, ew. będzie zazdrosny i pójdzie porozmawiać z Twoim byłym.
Wybór należy do Ciebie.
up,up....
Gdzie sie podziewasz droga Kolezanko
Nie piszesz na priv (napisałam do Ciebie i cisza), ani na forum.
Co slychac?
Wybacz San nie mam zbyt czasu, jutro postaram się coś naskrobać i naklikać w mailu. Mam nadzieje, że nie jesteś zła?
No co Ty, sama mam niewiele czasu dla siebie.
Tak czy siak czekam na wiesci.
Pozdrawiam
Witajcie NetKobietki.
Nie wiem czy nadal ktoś tutaj jest i pamięta rozsypaną Ka. Która układała życie na nowo 10 lat temu i poznała kogoś kto ją pokochał.
10 lat potrafi wiele zweryfikować i kiedy myślimy, że dopadają nas motylki, że idealizujemy wszystko co ktoś dla nas robi, za dwa, trzy lata potrafi zamienić życie w koszmar.
Adam był po przejściach, ja również. Układaliśmy, życie powoli. Codzienność jednak dopadła nas zatrważająco szybko. Zaręczyny w 2010 były jedynym krokiem na który się wtedy powziął. Nie planował nic przez kolejne lata a ja czekałam. Robiłam wiele, walczyłam za dwie osoby. Ratowałam nasz związek z kilku zakrętów, wyciągałam go z długów. W końcu 6 lat temu, zaczęło się niszczenie mnie psychiczne, ponieważ chciałam odejść. Manipulowanie mną, uzależnianie od siebie i swojej woli. Zostałam zmuszona do ślubu w roku 2018. 4 osoby, urzędnik, jeden podpis i myślał, że już na zawsze jestem jego.
Kiedyś myślałam, że złapałam bogów za nogi, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, że moje życie się ułożyło, że przekazuje Wam cudowne wieści o miłości, o nadziei, o szczęściu. Wstęp był cudowny, jednak główna akcja była pasmem nieszczęść, upadków z których tak bardzo chciałam się podnieść, tak bardzo chciałam walczyć, bo znów bałam zostać się sama, bałam się wyjść z bańki którą się otoczyłam - przyzwyczajeniem i bardzo nikłym poczuciem stabilizacji i bezpieczeństwa.
Od 11 miesięcy walczę o rozwód. Jednak po 10 latach znalazłam kogoś kto czekał na mnie samotnie przez cały ten czas. Kto zapowiedział, że nie wpuści nikogo do swojego życia, a wpuścił mnie. Odżyłam. Złapałam wiatr w żagle. Rozkwitłam po 6 latach usychania. Odbiłam się od dna. Walczyłam z depresją, przemocą. Dziewczyny, nigdy się nie bójcie odejść. Zawsze walczcie o siebie.
Pozdrawiam Was,
Kaku