Witam
Kakyuu pisz częściej, jestes w koncu założycielką wątku:) Ja chętnie przeczytam co u Ciebie.
Jak pobyt w Warszawie, turystycznie czy naukowo:)
Podobne tematy
Często odwiedzam Kraków, gdzie jeżdżę do starej znajomej....spacery wieczorkiem pod Wawelem jakoś mnie odprężają.
No nie dziwię się. Ja mam do Kraka znacznie dalej i dlatego bywam tam od wielkiego święta. Skoro Wawel Cię relaksuje to powinnaś tam jak najczęściej bywać ![]()
Sanders jak miło widzieć Cię znów w moim wątku.No cóż...pisałabym częściej gdybym nawet tutaj nie czuła się samotna.
U mnie nie dzieje się nic ciekawego czy wartego uwagi.
W Warszawie nie byłam miałam masę załatwię i spraw do załatwienia, które pokrzyżowały mi plany ale cóż sa sprawy ważne i ważniejsze.Do stolicy wybieram się jakoś w Lipcu na tydzień może dwa do znajomej.W domu jest spokojnie, żadnych ekscesów z rodzicami wszystko się uspokoiło więc dogaduję się z nimi świetnie co niezmiernie mnie cieszy i czego niektórzy mi zazdroszczą.
Co do M....totalna olewa...z tego co się orientuje mieli jakies małe sprzeczki ze swoją Luba ale wyszli na prosta..w sumie powiedziałam już...jakoś bokiem obchodzi mnie teraz to co się u niego dzieje....jeszcze 5 miesięcy temu dałabym się pokroić za to by chociaż na chwile z nim porozmawiać czy przytulić się do niego...a teraz...nawet jeśli by tego chciał to poważnie zastanowiłabym się nad tym wszystkim.
Pedros pokochałam Kraków całym serduchem i napastuje koleżankę kiedy mogę wpaść do niej znów,nawet moi rodzice na niej wiszą czy jak wróci na któryś weekend do nas do Żywca to czy oni będą mogli pomieszkać u niej na mieszkaniu dwa dni.
Nawiasem byłam z nią dzisiaj na piwku bo wróciła do domku...mam w planach grilla na sobotę dla przyjaciół i modle sie żeby pogoda mi dopisała...
I super ekstra...nie dość że zaliczenia, roboty masa, nauki jeszcze więcej to się pogoda załamała i biedna Ka,jeszcze z dzień, i będzie zwiedzała własne podwórko na pontonie -.-
zamiast siedziec w książkach biegam w kombinezonie i układam worki...a Ty jak tam Sandi? u Was nie zalewa??
Zalewa zalewa, mieszkam moze ze 20 km od Ciebie. Mieszkam w bloku, na górce wiec nic mi nie grozi, ale z tego co wiem okoliczne wioski są zalane. Centrum miasta tez kiepsko, woda prawie wylewa. Niewiele brakuje a zacznie wylewac. Podtopi wszystkie sklepy, centrum handlowe, no i pewnie niskie mieszkania.
Masakra, tylko tak umiem określic tą sytuację. Jak to sie mówi z żywiołem nie wygrasz. Nie jestesmy w stanie zatrzymac tego ... deszczu.
Współczuje. Moi znajomi tez walczą, zalewa im dom.
Trzymaj się tam Ka!
656 2010-05-19 09:51:35 Ostatnio edytowany przez Kakyuu (2010-05-20 20:04:22)
Ja nie wiem co to się robi...może powinnam wyciągnąć swój superancki odkurzacz i wciągnąć te chmurska!Mam juz dość tej ponurej pogody.Nie dosc że walcze o dom to jeszcze mnie może dopadnie jesienna depresja tej wiosny =.= mamy globalne ocieplenie- śnieg w Zakopanem, powodzie....ehhh...to pewnie przez ten wulkan..Eyacostam.
M. milczy....ja nie poszukuje nikogo i nie wiem o ze sobą zrobić...ehhhh
EDIT:
iiiiiiii...uwaga wiadomość dnia Ka się zauroczyła, chyba o.O
poznałam faceta przez przypadek pomylił numery na gg.Tłumaczenia, kupa śmiechu...cisza...po kilku dniach krótka wymiana zdań..i tak przez jakiś czas codziennie po godzinkę czy dwie.Pytania skąd jesteś, ile lat bla bla bla..zdjęcia?Czemu nie..wymiana..ii...*__* o matko co za facet.Ka przyklejona przez długie minuty do monitora z językiem na klawiaturze.No cóż...obiecała więc wysłać musiała i swoje..enter i wlazła w stresie pod biurko.O zgrozo spotkała się z akceptacja z drugiej strony monitora.Kolejne dni pisania..bla, bla,bla..spotkanie..bla, bla, bla ok.
I o matko kolacja, wino, kino długi spacer....Ka w siódmym niebie.
Sandi uszczyp mnie!Pedro oddaje Ci mój odkurzacz wydaje mi się, że na razie nie będzie mi potrzebny xD
EDIT 2 :
Hallo...wiecie że dzisiaj mija równy rok od rozstania z M.
normalnie masakra teraz sobie uzmysłowiłam przy rozmowie z Kami90.
No to tego....hmm...podsumowanie może jakieś tego roku:
maj: depresja
czerwiec: obojętność
lipiec: obojętność, zabawa, faceci
sierpień:praca
wrzesień:praca
październik:załamka
listopad: dół do potęgi entej
grudzień: dół i problemy w domu z powodu M.,przygoda
styczeń: depresja
luty: obojętność, przygoda
marzec: Ka zaczyna żyć,nauka
kwiecień:nauka
maj:nauka i dziecko w końcu sie uśmiecha xD łiiiiiiii xD
U mnie mija 7 miesiąc, i jest lepiej, nie wiele lepiej ale lepiej ![]()
wierze że może być dobrze ![]()
Tobie też życzę jak najlepiej ![]()
No Ka, życzę Ci wszystkiego najlepszego.
Ja mam podobną przygodę na swoim koncie.
Zanim zainstalowałam gg rozmawiałam z kolezanką na czacie. I...odezwał sie ktos tak jakbysmy sie znali, byli dobrymi znajomymi.
Tzn on tak pisał, ja ciągle pisałam, że sie pomylił itd. Potem pisalismy maile, pozniej na gg, po jakims czasie on wysłal mi swoje zdjęcie, dopiero ja wyslalam swoje. Spotkalismy sie miesiąc pozniej. I tak sie spotykamy do dzisiaj, tzn. On jest moim mężem ![]()
A jak powódź, jakies straty???
Na szczęście nie..u mnie tylko rozniesiony po trawniku skalniak.I umyty przez rzekę taras, troszkę podmoknięte fundamenty.Ale dzisiaj już świeci słonko xD
Oj Sandi mam nadzieje, że w moim przypadku tez to się tak skończy...
Wczoraj po południu rozmawialiśmy na gadu, pytaliśmy się o rożne takie głupoty jak film czy muzyka.Później o ostatni związek i on czy ja jestem gotowa na jakiś nowy czy mam kogoś na oku.Powiedziałam że tak (bo w sumie na oku miałam jego xD) a co do związku to chyba najwyższy czas.Zniknął z gadu a za półtorej godziny słyszę dzwonek do drzwi.Nic szczególnego gdyby nie godzina o.O było prawie przed północą.
Otwieram a tam kto no S. Ja szok pytam czy cos się stało a on mi wyciąga róże i pyta czy dam mu szanse o.O
No nie będziemy gadac w progu zaprosiłam go do środka przegadaliśmy chyba ze 4 godziny aż w końcu powiedziałam że może warto spróbować..on także jest sam od roku.Buzi, buzi - nad ranem pojechał do siebie.Dzisiaj się docieramy i wyczuwamy- on dzwoni co jakiś czas bo już tęskni za moim głosem, za mną bla bla bla...ja się zastanawiam jak ja wytrzymam najbliższe dwa tyg jak on wyjedzie na wczasy =.=
Hm, nie źle sie zaczyna
I oby tak dalej.
A ile ma lat ten chłopak i skąd jest?
Nie zastanawiaj się zadługo, żeby Ci Go ktos spod nosa nie zgarnął.
Rodzice nie mieli nic przeciwko, że przyjechał późno w nocy, a wyszedł nad ranem?
Ma 22 lata...mieszka w Czechowicach.
Już się zastanowiłam xD bo doszłam do wniosku że on może sie rozmyślić, jak ja będe sie za długo wahała.
Nie..tata mu otworzył i mama jeszcze pytała czemu nie został na śniadanie..więc chyba raczej nie było źle xD
Ooo! Czyżby Twoi rodzice przeszli wewnętrzną metamorfozę czy chcą się Ciebie pozbyc z domu ![]()
W Czechowicach mieszka powiadasz. To ma kawałek do Ciebie. Oby nie postawił Ci warunku tak jak mi kiedyś taki jeden koles. Powiedział, że dobrze by było gdybym z nim zamieszkała, bo on nie bedzie do mnie jeździł 5 km. Nie to nie, nara!
Życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki.
Wiesz...tatinek powiedział, że jak się wyprowadzę z domu to po śmierci będzie mnie nawiedzał w nocy bo nie po to budował dom 10 lat żebym ja poszła mieszkać do bloku xD
No niestety kawałek mamy do siebie ale chyba jakoś damy rade...ma samochód powiedział, że będzie przyjeżdżał a ja 5 zł na bilet przecież zawsze gdzieś wykombinuje xD pociągiem mam 50 min.
Tylko że wlatuje we wtorek na dwa tyg ... zostanę taka słomiana wdowa xD
Co do M. widze po opisach że przechodzi kryzys..i powiem szczerze...mija mnie to bokiem.Ostatnio zasypiając przypomniało mi się pare sytuacji z naszego związku...przez chwile śmiałam się ze swojej głupoty i naiwności by później rozpłakać się i szlochać w poduszkę pół nocy.Myślałam, że wyprał się ze mnie już totalnie, ale gdzieś tam jeszcze tkwi we mnie jak drzazga której nie da sie usunąć.Szlochałam jego imię zastanawiając się jakby to było gdyby to nie skonczylo się rok temu, zazdroszcząc J. tego że może go teraz przytulić, całować, być z nim....
Ale nie zrobie już nic trzeba isc do przodu.
Myślałam, że juz całkiem dalaś sobie z nim spokój.
Nie wracaj do tego związku. Żyj nowym życiem. Może ułoży Ci się z tym nowym chłopakiem.
Jeżeli jeździ do Ciebie taki kawał to na pewno mu na Tobie zależy.
Myślę, że wytrzymasz bez niego. Na pewno bedzie sie do Ciebie odzywał. Teraz wyjechał na wczasy?
Sandi ja też myślałam, że już wszystko ze mnie wyparowało..że zdałam sobie sprawę, że nasze drogi zeszły się po to byśmy sie czegoś nauczyli i poszli każdy w swoją stronę.Jednak jakaś taka głupia jestem że to nadal we mnie siedzi i męczy od środka.Przytulam się do osoby na której zaczyna mi zależeć a rozum gdzieś tam przewija w swoich trybikach M. co czasem staje się irytujące i mam ochotę odpędzać te myśli jak natrętną muchę =.=
Mam dwa tygodnie żeby zastanowić się czego chce od życia...bo może lepsze będzie dla mnie singlowanie z wyboru..nie chce ranić nikogo swoim podejściem do wspomnień.Nie chce ranic S. tym że moge nie spełnić jego oczekiwań...
Z wlasnego doświadczenia wiem, że czasami nie należy słuchac tego co podpowiada Ci serce czy rozum. Nie możesz sie poddawac znając tego chłopaka tak krótko. Myślisz, że bycie singlem to taki dobry pomysł? Ja sobie nie wyobrażam życ samotnie.
Nie możesz rezygnowac z byc może znajomosci na całe życie przez myśli o kimś, kto o Tobie juz dawno zapomniał.
Odpowiedz sobie na pytanie, czy jakby M. poprosił żebys do niego wrócila zrobiłabys to???
Nie...pisałam to już wcześniej..gdyby poprosił mnie o powrót to nie wchodziłoby to w grę.Nie chce jednak ranić S. bo jest naprawdę fajnym chłopakiem i powiem szczerze że to nie moja liga
po prostu mam wrażenie że taki przystojny chłopak nie jest dla mnie...ja taki chodzący baleron...a tu wysportowany, miły...po prostu cudowny..wydaje mi sie zbyt idealny..
Wiesz Sandi...byłam singlem rok..nie było fajnie..ale wtedy przynajmniej raniłam tylko siebie.
S. wyjechał..a przez dwa dni przed wyjazdem się nie odzywał...boje się że to jest zbyt piękne by działo się naprawdę ![]()
Nie pisz, nie mów i nie myśl o sobie źle. Każdy człowiek ma to coś w sobie, co przyciąga drugą osobę.
Nie odzywal sie dwa dni, czy wiesz dlaczego? Mieliscie okazje w końcu porozmawiac?
On wyjechał na jakies wczasy?
Niestety Sandi...
Wyjechał nawet się nie pożegnał
nie odezwał..nie pogratulował zdanego egzaminu....cisza..
pojechał na 12 dni na wczasy..wróci...ale czy będzie chciał się zobaczyć ze mną?? Raczej wątpię ![]()
Kurcze, nie fajnie sie zachowal. Ty mogłas do niego cos napisac. Moze by chociaz odpisał...
Sandi....pisałam..myślisz że nie...ale po 3 smsach doszłam do wniosku, że robie sie nadgorliwa i przestałam ![]()
Hm...dobrze, że przestałaś pisac. Ja na Twoim miejscu nie odezwałabym się więcej.
Poczekaj na rozwój wydarzeń. Może odezwie sie jak wróci. Jak nie, daj sobie z nim spokój. ZAPOMNIJ O NIM!!!
Czasami cieszę się, że mam za sobą te młode latka i problemy z facetami.
Trzymaj się tam ![]()
witam autorke tego posta:) przeczytałam już wszystkie strony. Słuchaj mnie facet tak samo zostawił po 4 latach fajnego związku. Oczywiscie były kłótnie, ale kochaliśmy się. Jestesmy w podobnej sytacji, odszedł dla naszego dobra, tak mocno kochał a teraz układa sobie życie z inną i jest szczęsliwy. Dla mnie ten związek był czymś pięknym a dla niego widocznie to były tylko chwile nic nie znaczace, albo kochał, albo udawał bo nie wiem jak można sie odkochać w tydzień po 4 latach związku i być z inna laka. Też mam 20 lat. Ty sobie jakoś poradziłaś z tym problemem, ja chodziałam do psychologów, brałam tabletki chciałam sie zabić... a on? wiedział o tym, moja rodzina do niego dzwoniła ze dzieje sie ze mna cos złego a on? nie odezwał sie przez miesiąc. Po miesiacu chciał wrócić, kiedy sie zdecydowałam było już za późno... Napisał ze ma kogos i ze nie chce do mnie wracać. Dał nadzieje i ja odebrał a ja cierpiałam jeszcze bardziej niż wcześniej... To nie są faceci! my włożyłyśmy w ten związek całe swoje serce, a oni to beszczelni zniszczyli i zrujnowali nam zycie. Ja tez do byłego juz sie nie odzywam, niech sobie układa zycie z inna zobaczymy na jak długo, bo zapewniam Ci ze jeszcze nie raz zapłaczą za nami. Teraz to my myślimy, co u nich, jak byłoby fajnie gdybyśmy byli razem, ale nie warto bo oni nie myślą, układają sobie zycie z innymi, ja niestety tak nie potrafie. Nadal mam iskierke nadziei ze będziemy razem, ale to zachowam tylko dla siebie, on nie musi o tym wiedzieć. Choć nadal go kocham, staram sie myśleć mniej, i uświadamiać sobie ze to nie był ten jedyny idealny skoro mnie zostawił....
Malwinko widzisz ja też miałam myśli samobójcze, garści antydepresantów, leków uspokajających...parę sesji u psychiatry, psychologa.Teraz kiedy patrze na to z perspektywy prawie roku widzę jaka byłam idiotką, jak poniżałam się przed kimś dla kogo byłam nikim.Działałam mu na nerwy, byłam nadgorliwa...gdzie ja miałam swoją godność?!
Układają sobie życie z innymi...my też sobie ułóżmy bo na to zasługujemy....ja zaczęłam się z kimś spotykać..na początku to ukrywałam nawet przed przyjaciółką bo nie chciałam zapeszać...kiedy już zatrąbiłam że Ka się zakochuje w związku M. zrobił się zamęt..kłótnie.Zdziwiłam się widząc jego wisielcze opisy na gg o.O ale co mnie to interesuje...mnie bolało bardziej kiedy on obnosił się ze swoją J.I bezczelnie zadzwonił do mnie żeby się pochwalić że już się całowali i takie tam =.=
Malwinko...mnie też M. nadal gdzieś w serduchu siedzi ale mieć go nie mogę i powiem szczerze że już chyba nie chce.W dzień matki poszłam z prezentem do mojej matki chrzestnej.Siedziałyśmy przy lampce wina(cioci ostatnio nie układa się z wujem) gadałyśmy o facetach i nagle usłyszałam.
-Masz taką osobę którą wspominasz z sentymentem..?Swoją pierwszą miłość za którą tęsknisz?
Otworzyłam tylko usta by powiedzieć "Tak, to M.", jednak zanim zdążyłam nabrać powietrza do płuc ciocia ubiegła mnie słowami:
-Tylko nie mów mi że to ten ciapowaty M. -więc zamilkłam i zastanowiłam się chwilę.I doszłam do wniosku, że nie mam jeszcze takiej osoby o której mogłabym powiedzieć bez zawahania "tak kocham go nadal i chce wrócić".Liznęłam tylko miłości...całe życie przed nami więc nie martw się...ułoży się nam...bo jesteśmy warte całego szczęścia tego świata!
Piekna wypowiedź Kakyuu mam nadzieje, że i kiedyś my wkońcu będziemy tak szcześliwe. W końcu los wynagrodzi nam to cierpienie Zasługujemy na to!!!
Takaja...będziemy..każdy kiedyś wychodzi na prosta.Nawet jeśli wydaje sie, że jest beznadziejne a nad naszym życiem zebrały się czarne chmury to przecież gdzieś nad nimi świeci słońce.Dla każdego kiedyś zaświeci..tylko trzeba iśc do przodu a nie odwracać się za siebie.Musimy maszerować dzielnie wg. muzyki która jest słyszalna tylko dla nas!Wiecie sekretem jest to by się nie poddawać w tej swojej drodze do szczęścia! Więc pierś do przodu i heja za ojczyznę! xD
Jeśli go kochasz daj mu wolnosc, dla ciebie wolnym na zawsze bedzie...
ochłon ..jak cos ma byc to bedzie i wroci..przytłaczasz go..On cie kocha ty jego ale on sie dusi...
i nie ma to nic wsopolnego z martwieniem sie...
uwierz mi przerabiałam to juz...
Idiotka już dawno dałam mu wolność...od 5 miesięcy nie mam z nim kontaktu.Jest z nową dziewczyną a ja...cóz...coś do niego czuje..ale teraz już nie mogę powiedzieć że to miłość bo rozstaliśmy się rok temu a ja patrze na wszystko z perspektywy czasu...i dochodzę do wniosku że tak miało być, mieliśmy sie spotkać, nauczyć czegoś ale to nie on jest moim księciem...dlatego każde poszło dalej swoją droga...
Chciałabym być szczęsliwa. Czesto mysle ze to życie jest niesprawiedliwe, bo oni nas zostawili, my cierpimy i do tego jesteśmy same z tym cierpieniem, a oni ciesza sie zyciem i zaliczają kolejne panienki. Ja cały czas myślę że on był tym jedynym, tym wyjątkowym, ale masz racje my liznęłyśmy miłości nie doświadczyłyśmy tego prawdziwego uczucia. Doszłam do wniosku ze mój związek trwał tak długo z mojej inicjatywy. To ja cały czas planowałam spotkania, jakieś wyjazdu, on sie poprostu dostosowywał do tego. Tak nie mogło być. Jednak to nie było to... choć w głębi serca nadal o nim mysle, ale wiem ze nie warto, bo on nie mysli, ma inną, o mnie zapewne nie chce nawet gadać. nie obchodzę go, a tyle mu poświęciłam, całe serce mu oddałam... żałuje, bo on tego nawet nie docenił tylko zabrał dup*** i poleciał za inną. Nie pomyślałabym nigdy ze tak zrobi, przecież tak kochał, tak mu zależało, tak przytulał i całował przy mojej rodzinie... chyba to wszystko było na pozór, nie wiem czy kochał mnie choć w połowie tak jak ja jego. Na przyszłość trzeba pamiętać by nie dawać całej siebie... facet musi walczyć, a ja dałam mu wszystko na tacy. Głupia byłam... najgorsze jest to ze ja tak bardzo kochałam że budząc sie rano mysłam ze dzis sie spotykamy i żyłam tym spotkaniem, ono trzymało mnie na duchu, idac do szkoły byłam wesoła, wracając robiłam zakupy by tylko miło spędzic czas:) a teraz? nie robie nic i nie jestem wesoła bo nie mam dla kogo być taką jak kiedyś...
a oni ciesza sie zyciem i zaliczają kolejne panienki.
A co my nie możemy zaliczać kolejnych facetów?Malwinka nikt Cie do niego nie przywiązał tak jak mnie nie przywiązał nikt do Matta.W końcu zaczęłam żyć!Przecież to, że on ma laskę nie wyklucza, że ty nie możesz mieć faceta, przyjaciela whatever!
...choć w głębi serca nadal o nim mysle, ale wiem ze nie warto, bo on nie mysli, ma inną, o mnie zapewne nie chce nawet gadać. nie obchodzę go, a tyle mu poświęciłam, całe serce mu oddałam...
Nie myśl...skoro on nie myśli o Tobie - Ty nie myśl o nim.Wiem że to ciężkie...ale z czasem naprawdę przejdzie.Kochana moge Ci to powiedzieć z autopsji.3 lata razem, nagle pffff i nic..ja szok milion mysli a on olewa.Więc czemu mamy sobie szarpać nerwy jak oni mają luzik i totalnie wyje***e na to?Płacz, brak chęci do stawania z łóżka a on imprezy i pełnia życia..nie daj się przytłamsić.
bo nie mam dla kogo być taką jak kiedyś...
Sorry Winnetou ale jak to nie masz dla kogo?? A dla siebie?? Nie żyje się dla kogos! Nie składa się całego swojego życia na czyjeś barki bo to przytłacza ta osobę a nam utrudnia życie kiedy jej zabraknie.Żyjesz dla siebie, dla własnej przyjemności, satysfakcji i uśmiechu! Więc uszy do góry i żyj...na nim świat sie nie kończy...kochaj go...jeśli tak Ci łatwiej..ale nie uzalezniaj swojego szczęścia tylko od niego, bo to bywa toksyczne.
Kakyuu przeczytałam jeszcze raz twój watek skerowany do mnie. Piszesz ze mozesz mi powiedziec jak to jest bo byłaś z facetem 3 lata, ja byłam 4... oj ci faceci... tak nas rania a my ich jeszcze kochamy. Ja ze swoim nie jestem prawie 3 mies. myslałam ze zyc sie bez niego nie da, ale jednak da sie ale o wiele trudniej. Starciłam swoją pewnosć siebie, i wartosć, bo juznie ma go i nikt mi nie mowi jak ładnie dzis wygladam, ze sie komus podobam, ze jest ktos kto kocha i jest zazdrosny. jestem sama całkowicie sama...nie było dnia abym o nim nie pomyślała, codziennie myśle, gdy tylko obudze sie rano i patrze w telefon czy mam od niego jakąś wiadomosc ale nic nie mam, zadnego odzewu. On ma kobiete jest szczęśliwy dlatego sie nie odzywa, a ja zostałam sama, choć tak wiele poswieciłam dla tego zwiazku, ja dałam z siebie wszystko a teraz inna korzysta z tego na co ja pracowałam...boli mnie to....nie wiem czy ja o nim zapomne, czy sie odkocham, a chciałabym, bo wiem ze ja dla niego nie jestem nikim ważnym.
682 2010-06-03 16:32:41 Ostatnio edytowany przez Kakyuu (2010-06-07 23:53:51)
Malwinka...Ja także zarzekałam sie jeszcze kilka miesięcy temu że nie "Nie odkocham się, on na zawsze" a teraz co...Kochana to powszednieje jak nie ma się kontaktu, nie spotyka sie to to po prostu umiera śmiercią naturalna..pod koniec już nawet nie jęczy...umiera godnie i po cichu...więc nie zapieraj się rękami i nogami przy takich zdaniach...bo zawsze może znaleźć się ktoś lepszy...
Edit:
Niedawno wróciłam z lecznicy i pochowałam moją wieloletnia przyjaciółkę.Zawsze wysłuchała, miałam sie do kogo przytulić....ten rok się na mnie uparł zabierając mi wszystko co kocham ![]()
Jak kochasz to warto
Witaj Kakyuu
Co slychac? Czy Twój nowy znajomy odezwał się po powrocie z wakacji? Chyba juz minęły dwa tygodnie.
Pozdrawiam
Hej Sandi..o moim znajomym to nawet szkoda wspominać, a i owszem odezwał się ale dla niego byłoby lepiej gdyby tego nie robił bo wyszło szydło z worka. Myślałam że spotkałam jednorożca a on okazał się kolejnym napalonym ogierem ;/ no nic...poszło w zapomnienie, szczera rozmowa i kontakty na poziomie - "Cześć, Co tam słychać?".Szkoda gadac po prostu...
Nie szukam nic na razie dobrze mi samej...mam dużo czasu na samorozwój, prace czy odpoczynek.Jeszcze tylko dwa egzaminy i mam wolne...
Hej
Przykro mi. Faceci w obecnych czasach są emocjonalnie nie rozwinięci. Tak jak napisałaś, nic na siłe. Miłość zapuka do twoich drzwi w najmniej oczekiwanym momencie.
Bądź cierpliwa. Masz jeszcze czas na wielką miłość.
A jak egzaminy, zdałaś juz wszystko? Jakie plany na wakacje?
He hej xD
No cóż...dobrze prawisz nic na siłę.Co do miłości to wole nie zapeszać i nie poruszam teraz tego tematu.
Co do reszty...dowiedziałam się że M nie układa się jak w niebie ale jakoś obeszło mnie to bokiem szczerze powiedziawszy.W domu jest w miare spokojnie jeśli się mijamy bo jak siedzimy ze sobą zbyt długo to zgrzyta.Dopadły nas kłopoty finansowe a ja od 3 miesiecy szukam pracy i nic ==' bo najlepiej to być zaraz po studiach ale mieć 10 lat doświadczenia w zawodzie =='
Jak tak dalej pójdzie to nawet nie będzie mnie stac na przysłowiowe waciki.
Przyszły wakacje zaczęły się problemy =='
A egzaminy juz za mną xDDD
688 2010-06-25 13:48:34 Ostatnio edytowany przez sanders (2010-06-25 13:49:08)
Pewnie chciałabys pracowac w Żywcu.
Z tego co wiem w moim miescie jest praca, jako sekretarka medyczna. Jak na początek dla Ciebie było by super, tylko pewnie wolałabys na miejscu.
Nie chce tu pisac ale jakbys chciała wiecej info napisze na priva.Tylko mi go podaj ![]()
Sandi mam maila xD w profilu..na niego mi wyslij xD
nigdy nikogo nie mozna zmuszac do rzeczy, których nie chce. ja zmusiłam mojego męza by mnie kochał, zabiegalam o niego... wkońcu sie zakochał praktycznie na śmierć", teraz ja nie moge się od niego uwolnić. nie popełniaj tego błędu, znajdx kogoś kto bedzie robił wszystko by z Toba być, a nie odwrotnie. Ja teraz to wiem, bo mialam też sytuacje odwrotna - ktoś chciał dla mnie przemalować szare niebo na błękit, zrobiłby wszystko, ale ja go nie chciałam. Rozumiem sama jak to jest i dlatego nigdy więcej nikogo nie zmusze do czegos czego nie chce. Ta teoria sie sprawdza. Jestes strasznie młodziutka i wierz mi to tragedia , ale tylko teraz. Nie warto po kilku latach przyznac sie do takiego błędu. Jeżeli coś ma z tego byc to będzie, tyle bym dała by miec Twoje lata i Twoje problemy- tylko rozum ten co mam. On potrzebuje czasu i Ty też. powinniście wprowadzic sobie 3 miesiące ciszy(zero telefonówi rozmów), a jeżeli dalej będzieci po tym czasie czuć do siebie to samo, to Wam wyjdzie, los zdecyduje. Może stac się tak, że be=edziesz patrzec na niego już innymi oczyma...
Kakyuu napisał/a:Często odwiedzam Kraków, gdzie jeżdżę do starej znajomej....spacery wieczorkiem pod Wawelem jakoś mnie odprężają.
No nie dziwię się. Ja mam do Kraka znacznie dalej i dlatego bywam tam od wielkiego święta. Skoro Wawel Cię relaksuje to powinnaś tam jak najczęściej bywać
Hej hej...
Posłuchałam rady Pedrosa..bywam w Krakowie praktycznie co tydzień na dwa dni.Udzielam się w internetowym radiu, poznałam dzięki niemu paru wartościowych ludzi w moim wieku i starszych.To do nich co tydzien gnam do Kraka jakby mnie ktos gonił.Tęsknie za nimi cholernie kiedy siedzę w domu.
M.....cóż...żyje, ma się dobrze, chociaż w związku nie układa się mu kolorowo to i tak się cieszy.Mnie to obchodziło szerokim łukiem póki nie dowiedziałam się, że zaczynają się im jakieś poważniejsze plany ==' ale, że kontaktu brak a ja bynajmniej go nie szukam gryzę się z tym sama, chociaż powinno mi to być obojętne.
Staram się podchodzić do życia optymistycznie, ale nie jest łatwo gdy znów dostrzegasz mężczyzn a oni widzą w Tobie tylko przyjaciółkę ==' ehh...takie to moje życie jest powalone...
bluepink zmuszanie....cóż...co do M. już nie znajdzie odniesienia ale muszę to zastosować do innych osób bo zauważam, że robię się strasznie nadgorliwa =='
czy warto walczyć ?kakyuu?
Oczywiście, że warto tylko z głową...byłam w podobnej sytuacji co ty tylko, że ja nie słyszałam od niego, że mnie kocha ani ja mu tego nie mówiłam. pięć miesiecy nie byliśmy razem pierwszy miesiac zero kontaktu zero dopiero po miesiacu dostałam eska nie wiem po co dzwoniłem- dzwonił a nie odebrałam bo na serio nie słyszałam telefonu może i dobrze...może po prostu chcialem usłyszeć twój głos przepraszam i od tego eska sie zaczeło co tydzień albo pisał albo dzwonił i tak na przemian. gdy przyjechał po swoją rzecz odbyła się między nami rozmowa chciałam wytłumaczyć mu dlaczego odeszlam od niego nie chciał rozmawiac na ten temat ja nie nalegałam. nawet nie wiem jak sie stało trafiliśmy do łózka gdy już było po wszystkim powiedział mi, że nie wróci do mnie i nie będzie tak jak dawniej oczywiście powiedziałam mu, że nawet tego nie chce a prawda była zupelnie inna. gdy siedział u mnie zadzwoniła do mnie koleżanka i umówiłyśmy się na dyskotekę co się później okazało, że ona tam przyszedł. podszedł do mnie i powedział mi, że nie jest sam oczywiscie zauwazyłam, że był z kumplami a on mi na to, że jest z koleżanką jak to usłyszałam myślałam ze go uduszę napięcie odwrocilam się i chcialam odejść on złapał mnie za reke a ja grzecznie powiedziałam odpier.... się kumpela znała cała moją historię i stwierdziała, że mam go olać i bawić sie nie patrzeć na niego i tak zrobilam. z czasem doszłam do wniosku, ze zawalcze o niego, ze odzyskam go co tydzień był u mnie nawet raz został na noc ale nadal nie chcial być ze mną gdy wróciłam z pracy rozplakalam się i postanowiłam raz a porządnie o nim zapomniec wyrzucić go z serca wiedziałam, że bedzie to trudne ale musiałam bo nie chcialam być tylko do łózka bo tak się czułam... nie odpisywałam na telefon nie oddzwaniałam mimo, że serce pękało a jak odezwałam się to po tygodniu piszac co chciałeś... pewnego dnia poznalam fajnego faceta zaczeliśmy sie spotykac i pomyślałam sobie, że ten facet pozwoli mi zapomnieć o moim byłym tak mi się tylko wydawało... układało nam się zajebiście aż do momentu aż były mnie nie odwiedził i nie zobaczył szczęśliwej po prostu olewałam go gdy podchodził kazałam mu odejść ode mnie po prostu totalna olewka no to usłyszałam, że go olewam że nie mam już czasu dla niego i zaznaczył, że nie chodzi mu o łóżko bo na tym mu nie zalezy co ja na to sory, ale mam faceta i jest mi z nim dobrze i w związku z tym nie możemy sie spotykać. z dnia na dzien moja tęsknota do niego wracała ale wiedziałam, że nigdy nie bedzie chciał być ze mną i że to koniec. po jakimś tygodniu tak zaczął jeździć dzwonić pisać że aż byłam w szoku a ja nadal twarda aż do momentu gdy siedziałam z moim wtedy facetem i nagle robiąc nie świadomy ruch wyciągłam telefon i napisałam esa do byłego.... może nie powinnam ci tego powiedzieć ale tęsknie za tobą tak jak dawniej , wiem ze to jest złe i wysłałąm po 15 sek dostałm esko.... cicho nie mów nikomu ale to nie jest złe ...bo ja też za toba tęsknie od tego momentu po dwóch tygodniach byliśmy razem i nadal jesteśmy...... Dlatego pamiętaj, jeśli kochasz i jesteś pewna na bank, że to ten facet walcz o niego tylko z głową. ja twraz wiem, że gdy byłam jak ciepła klucha to on nie chciał byc a w momencie gdy poczuł, że na prawdę mnie traci to on zaczął myśleć i walczyć.. a bym zapomniała wytłumaczył mi, że mówiąc, że jest z koleżanką była to dziewczyna jego kumpla osobiście ją poznałam jak już zeszliśmy się a dlaczego tak powiedział bo chciał sprawdzić czy coś do niego czuje, a do tego wsystkiego powiedział, że dobrze mimo, że go boli, że miałam kogoś ponieważ wtedy dopiero poczuł i zauwazył jak to jest kiedy mnie nie ma i jak jego życie by wyglądało. sądzę, że czasem warto być zimnym i wytrwałym. zyczę powodzenia i wierzę, że uda ci się tak jak mnie się udło.pozdrawiam
Hej Net Kobietki...
Jak wiekszośc z was mam jakies tam problemy z facetem..mam 20 lat.Byłam w związku 3 lata.Przez ostatnie miesiące sie psuło...walczyliśmy ale mój M. nie wytrzymał.Powiedział że nie ma już siły...rozstaliśmy sie w przyjaznej atmosferze.Dzwonił pytał czy u mnie wszystko ok..po miesiacu się spotkaliśmy...prosiłam by wrócił..powiedział że nie chce...wiec powiedziałam że musze zniknąć z jego życia...powiedział że mu zalezy i że nie chce...spotykaliśmy sie pare razy na piwo...po kolezensku.Jednak zawsze lądowaliśmy u niego.Wtedy były pocałunki przytulanie..pare razy się kochaliśmy.Znów poprosiłam by wrócił..rozpłakałam się.Powiedział że nie ma sił na powrót ale zalezy mu na mnie..kocha mnie-może nie tak jak wcześniej ale kocha.moge mu nie wierzyć.Wyjechałam na dwa miesiące ale dzwonił, ja dzwoniłam.tydzien temu znów do niego poszłam by to wszystko zakończyć, że się męcze i nie potrafię tak dłużej bo kocham go zbyt mocno.Rozpłakał się, mówił że mu zależy ale boi się powrotu, że chce powiedzieć tak, że każda odmowa boli.Przestałam prosić.Kochalismy się-po raz ostatni.Było inaczej niz zawsze...to był akt pełen tęsknoty uczucia,ciepłych słów.Odprowadzał mnie do domu, szliśmy za reke.Po raz ostatni zapytałam czy nie chce ze mną byc usłyszałam..."Zostaw na razie ta sprawe, odłuż ją na półkę.Boje się, nie radze sobie ze soba.Prosze.".Pocałował mnie na do widzenia.Zadzwoniłam na nastepny dzien zapytać jak się czuje.On zadzwonił w niedziele.Milczałam później.Wczoraj znów zadzwonił bo dowiedział się że jestem chora.Mówil że się martwi.chce walczyć.Kocham go nad życie.Czuje że może się nam udać.Chce czekac na niego choćby latami.Ale nie wiem czy warto..czy z tego coś jeszcze może wyjść.W czasie 3 letniego związku rozstawaliśmy sie kilka razy ale po 2,3 tyg wracaliśmy a uczucie wybuchało ze zdwojoną siła.jestem w rozsypce..nie wiem co robic...pomocy...
Kolejny dzien babrania sie w swoich myślach.Siedzę sącząc wino i czytam fora o rozstaniach i powrotach a w moim serduchu zakorzenia się coraz większa nadzieja.Znów dzwonił.Pytał jak się czuje.Mam 20 lat a zachowuje się jak rozkapryszona zraniona księżniczka.Płacze całymi dniami i z godziny na godzine uświadamiam sobie że coraz bardziej go kocham...nie wiem co mam robić...
Walcz!! Najważniejsza jest spokojna rozmowa!! Musicie wyjaśnić sobie wszystkie nieporozumienia i ustalić co do siebie czujecie i powolutku zbliżajcie się do siebie. Trzymam kciuki
masz rację, ze należy rozmawiac i wyjaśnić co się czuję, tylko czasem tak nie idzie. Faceci są dość skomplikowani i ciężko im się zdecydować. dopiero gdy tracą grunt pod nogami zaczynają myslec i działać
Cztery miesiące to dośc krótki okres czasu..Wiadomo że po trzy letnim związku uczucie nie przechodzi tak:Just like that.
Ja pamietam w swoim przypadku odciałem sie całkowicie,bo spotkania a tym bardziej seks po zwiazku powoduja ze uczucie znou wrac ale w wiekszosci wypadkow tylko jednej z osob,i to tejktóra po prostu bardziej kochała...
Jesteś kobietą,a kobieta jak to mawiają zmienna jest?Czy nie lepiej zacząć coś nowego?Wykorzystać czas maksymalnie dla siebie?Poczarować mężczyzny,pospotykać się?A jestem pewny ze wszystko znowu przyjdzie i cała historia zacznie się od nowa,ale byc może i lepsza:)
Główka do góry!
Cztery miesiące to dośc krótki okres czasu..Wiadomo że po trzy letnim związku uczucie nie przechodzi tak:Just like that.
Ja pamietam w swoim przypadku odciałem sie całkowicie,bo spotkania a tym bardziej seks po zwiazku powoduja ze uczucie znou wrac ale w wiekszosci wypadkow tylko jednej z osob,i to tejktóra po prostu bardziej kochała...
Jesteś kobietą,a kobieta jak to mawiają zmienna jest?Czy nie lepiej zacząć coś nowego?Wykorzystać czas maksymalnie dla siebie?Poczarować mężczyzny,pospotykać się?A jestem pewny ze wszystko znowu przyjdzie i cała historia zacznie się od nowa,ale byc może i lepsza:)
Główka do góry!
Może masz racje... mówią, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. nie wiem jak by się moje zycie potoczy moze poznałabym kogoś wyjątkowego a może do dziś byłabym sama. nie wiem co by było bo nie dałam mozliwości tzn nie chciałam się przekonać jak by moje zycie wyglądało gdybym zapomniala kompletnie o moim byłym, bylismy ze soba 1.3 miesiące więc na pewno można w moim przypadku mówić o uczuciach.
Może już po wszystkim, ale wiesz...
Powiem Ci coś. Kocham mojego męża. I dlatego że go kocham, chcę aby był szczęśliwy. Jeżeli nie może być szczęśliwy ze mną, jakim prawem mam go unieszczęśliwiać? Kocham go, więc gdyby kiedyś chciał odejść, modlę się o siłę, by pozwolić mu odejść i żeby nie widział moich łez. By życzyć mu szczęścia z głębi serca. Bo kocham. Więc jego dobro jest najważniejsze.
Czy Ty też kochasz? Jeżeli kochasz - pozwól mu odejść.
To co piszesz jest bardzo racjonalne.Pragniesz aby był szczęśliwy,ale dałabyś mu tak po prostu odejść,kiedy go kochasz?
Można tak mowić ale mózg i serce to dwie różne rzeczy i czasem ich opinie są sprzeczne..
zgadzam się z nieobojetnym... serce i rozum to dwie zupełnie inne sprawy. gdy się kogoś kocha to się walczy a nie poddaje oczywiście chce się dla tej osoby jak najlepiej ale nie wiem czy miło jest patrzeć na partnera w objęciach drugiej osoby nie wyobrażam sobie tego....
Oj tak faceci jeśli poczują się niepewnie to wariują..przeczytajcie książke dlaczego faceci kochają zołzy,jak ktoś chce moge podesłać,mam na kompie tylko podać maila:)
Hej! Ja zrobiłam właśnie niedługo po zerwaniu to co Ty i ŻAŁUJE!!! Mogłam poczekac dac mu odetchnac, zatesknic za soba a zrobilam zupelnie odwrotnie, to go jeszcze bardziej ode mnie odpychalo! Dzis on ma sie swietnie ma nowa panne a jak gdzies jeszcze ciagle sie w sercu mecze mimo ze moze nie byl mnie wart ale wiedzialabym kto mial nad kim przewage, ze jednak jestem wiecej warta niz mu sie wydawalo i ze chcialby to naprawic. Najlepiej nie robić NIC!!! Bedzie chcial to wroci, najlepiej sam na swoje zyczenie! Jesli jest miedzy Wami to cos to bedzie dobrze a jak nie to ZOSTAW GO i ZAPOMNIJ! Zycie nie konczy sie ani nie zaczyna na facecie! Jak kocha to wroci jak nie to nie. Moja znajoma wyznaje zasade 2 razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi i wychodzi na tym zawsze dobrze. Jest konkretna i to ja broni od wiekszych cierpien. Nie to nie - spadaj! Nie jestem smieciem by blagac o milosc! To dobra dewiza na zycie
Pozdrawiam!
wiesz co ci powiem, że masz mądrą koleżankę podziwiam ją i zazdroszczę takiego podejścia. Każdy człowiek zasługuje na szacunek . Nie można ponizać się prosząc o miłość o ciepło
Nigdy sie nie wchodzi drugi raz w to samo.Owszem może być tak że przez pierwsze miesiące będzie pięknie,ale jest to złudne,bo znowu wszystko wróci do tego co było.Jeśli ktoś jest zazdrosny to będzie,nie da się tego zmienić.Można to w sobie dusić ale i tak człowiek w końcu wybuchnie.Lepiej poszukac szczescia gdze indziej,bądz poczekac na nowa miłosci.I tak musi być.Po prostu ludzie w ktorych zwiazkach,coś nie gra nie są dla siebie.Moga sie kochac,ale szczescia pelnego nigdy z tego nie bedzie,bo kazdy musi trafic na kogos kto mu w koncu podpasuje i odwrotnie.A jesli cos sie psuje,to z tej mąki chleba nie bedzie.
Ale zazwyczaj tak jest w zyciu.Milosc jest slepa i uklad wyglada czesto tak:Dobry chlopak z naprawde zła kobietą i odwrotnie.
Dołącze do waszego grona. Tez własciwie rozpadł mi po ponad 4 latach związek..Troszke pisałam o moich problemach z chłopakiem..w koncu chyba nie udało sie tego uratowac
Niby takie ostatanie słowa "to koniec" nie padły ale tkwimy w takim bez sensownym zawieszeniu, ponad miesiąc własciwie sie nie odzywamy, nie widujemy.. Od dłuzszego czasu juz sie nie układało, on robił sie coraz bardziej chamski, arogancki - nie mowie, ze ja byłam swieta - ale są pewnie slowa i zachowania, które hmn nie przystoją facetowi w odniesieniu do dziewczyny a tymbardziej swojej
Wiem, ze ten związek raczej nie ma sensu ale jakos tak ciezko mi sie z tym pogodzic.. 4 lata to kawał czasu jak dla mnie ![]()
ech....zycie naprawde skomplikowane jest..a z moze raczej sami je sobie komplikujemy. Nigdy nie moze byc idealnie, jak cos sie zaczyna układac to cos innego sie wali i tak wkółko
Pozdrawiam wszystkich :* i mam nadzieje, ze przez najblizsze dni nie zwaruje ...
Hej Hej Net kobietki i mężczyźni...
w sumie mój watek został założony w październiku tamtego roku.Strona po stronie możecie prześledzić co się działo.Już dawno wymazałam M. ze swojego życia.On zaręczył się ze swoją nową dziewczyną.Planują wspólna przyszłość,a ja zaczynam życie od nowa już od czerwca.Parę zmian, selekcja przyjaźni i znajomych.
Powiem wam, że pierwsze miesiące były naprawdę ciężkie i jak ktoś z was napisał wcześniej "dałam mu odejść", ale nie wrócił..a jeśli nie wrócił nigdy do mnie nie należał.Sam w styczniu zerwał kontakty na zero..ja walczyłam, walczyłam, ale w końcu usunęłam się w cień i zaczęłam żyć własnym życiem.Pielęgnowałam tylko piękne wspomnienia i chwile których nie żałuję.Aktualnie jestem w trakcie przeprowadzki.Wyprowadzam się do Krakowa.Poznałam tam kogoś, znalazłam ciekawą i satysfakcjonująca pracę.Mieszkam z przyjacielem który przez ostatnie miesiące był dla mnie ogromnym wsparciem.
Co do poznanej osoby mam nadzieje że się nam ułoży chociaż zaczęło się dość burzliwie.Jest naprawde cudowną osobą, został niedawno zraniony, zostawiła go dziewczyna po efektownej zdradzie.Ja stałam się powiernikiem tajemnic i smutków.Zakochałam się..stety lub niestety...poczekam i zobaczę jak potoczy się nadal moja historia.
A Wam życzę powodzenia i nie łamcie się..bo mimo wszystko, nie pokazujmy że jesteśmy słabi.
A czas który podobno goi rany pokazuje nam tez że w życiu mozna pokochać więcej niz jedna osobe.
up up ...
Sandi, Pedro..gdzie się podziewacie??
Ufff... w końcu dobrnęłam do końca :-) Sporo tego, kilka godz zajęło mi czytanie. Sporo przeżyłaś w swoim życiu, ale jak widać wszystko zmierza ku lepszemu. Co u Ciebie? Jak nowa znajomość? Ja po części też mam podobny problem, tyle tylko że nigdy nie byliśmy razem, ja kocham i się staram a on każe dać mu czas i tak czekam, ale boję się że będę przez to przechodzić co ty kakyuu, boję się bólu. Wiem co czułaś, kiedyś też cierpiałam mocno, nie chce tego przeżywać znowu. Pozdrawiam
Cóż...co do nowo poznanego osobnika, okazał się totalnym dupkiem o.O byłam chwilowym pocieszeniem.Zagrał sobie na moich uczuciach i zniknął...kiedy był zraniony był całkiem inny, kiedy zauważył że się staram, pomagam, pielęgnuję- to zmienił się o 180 stopni i wtedy wyszło szydło z worka.Dopiero wtedy przejrzałam na oczy i doszłam do wniosku że spadając z poziomu swojego ego na poziom IQ się chłopak zabije.Mimo tego nadal coś do niego czuję.
Zaczynam żyć od nowa w Krakowie, bez wspomnien i miejsc z którymi takowe mogłby się wiązać, przynajmniej te mało przyjkemne bo narazie do swojego koszyczka wrzucam tylko przyjemne przeżycia.
A Ty women...zawalcz i postaw wszystko na jedna kartę bo może warto??
Cały czas walczę ale czasem mnie to przerasta i chce olać, poczekam co on zrobi. Widzę że ciągle masz pod górkę, ehh Ci faceci....
Walczysz? możesz mi streścić jak to wygląda?I nakreślić troche sytuacje?
Walczysz? możesz mi streścić jak to wygląda?I nakreślić troche sytuacje?
Wszystko co tego dotyczy mam opisane w wątku STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ< jeśli masz ochotę poczytać to zapraszam.
Czesc Kakyuu!
Nie było mnie tu długo...
no tak to bywa jak sie ma dziecko i męża. Mój synek jest coraz starszy, zaczął mówic wiec mówi duzo ![]()
Co u Ciebie, mieszkasz w Krakowie? Studiujesz tam? Widze, że znowu przeżylas zawód miłosny. Wspólczuje
Pozdrawiam
S.
Hej Net Kobietki,Hej Sanders :*
Cóz, ciąg dalszy moich Krakowskich perypetii.
Przeprowadziłam się tutaj na stałe z powodu lepszych możliwości zawodowych.Co do Studiów, Sandi, to studiuje w Suchej Beskidzkiej zaocznie.Wracam na weekendy co dwa tygodnie do domu, bo od siebie mam bliżej na uczelnie.
Sprawa Mateusza...moja przeprowadzka była po części spowodowana tym, że miałam dość wpadania na niego i odwiedzania miejsc z którymi wiązała się masa wspomnień.Tutaj, w Krakowie, mam wielu życzliwych ludzi którzy są przy mnie zawsze.Poznałam ich na początku roku i bardzo się zżyliśmy.Z dwójka takich właśnie osobników dziele mieszkanie.Z jednym z nich pokój, łózko i życie.
Na palcu lśni "błyskotka z GPSem" (
), na razie przed-zaręczynowa, ponieważ trzyma nas kasa i nie możemy sobie pozwolić na szaleństwa, ale plany powoli się klują.Czy jestem szczęśliwa?Hmmmm...teraz już tak.Od kiedy wymazałam M. ze swojego życia już na dobre wszystko zaczęło się zmieniać.Gdy przestałam się doszukiwać w facetach jakiejś części przeszłości, znalazłam kogoś kto całkowicie odbiega od mojego wymarzonego "ideału".Adam po pierwsze nie jest blondynem o niebieskich oczach, nie jest "ciapowaty" (do czego miałam skłonności w facetach bo jakoś lubiłam sie opiekować takimi mamlasami), jest starszy o 5 lat a ja zazwyczaj szukałam facetów w swoim wieku.Jednak jest osobą z która rozmawiam tyle co z nikim wcześniej, mieszkamy razem juz od dłuższego czasu, chociaż wyznanie uczuć nastąpiło dwa miesiące temu.Znamy sie o wiele dłużej, a co najdziwniejsze na początku naszej znajomości nie przepadaliśmy za sobą i gdybyśmy mogli zadźgalibyśmy się tępymi narzędziami.Z czasem zaczęliśmy się często kontaktować w sprawach radia i konwentów którymi się oboje zajmujemy.Zaczęłam u niego pomieszkiwać jak bywałam w Krakowie bo zawsze to tańsze niż wynajmowanie pokoju w hotelu.On miał dziewczynę ja ciężko zarzekałam się że nie chce się wiązać z nikim a juz na pewno nie z nim, a gdzież nie mój typ, zajęty, po swoich małych przygodach nie podchodziłam do facetów poważnie,jednak towarzystwo zaczęło patrzeć na nas jak na parę.Wspólne wypady, wspólne hobby, prowadzenie wspólnych "interesów", wspólna organizacja konwentów, z czasem stałam się jego sekretarka i przenośna pamięcią.Jego dziewczyna zaczęła wbijać się między Nas i nasza przyjaźń, zabraniała sie mi z nim kontaktować, zbaraniała przyjeżdżać do Krakowa ( o.O że co).W Lipcu kiedy to poznałam Kube (chłopak który okazał się dupkiem) już coś czułam do Adama ale skutecznie to w sobie zabijałam bo wiedziałam, że to może zniszczyć przyjaźń.Sierpniowy weekend.Miałam ogarnąć dwa wydarzenia w ciągu tych dwóch dni.Konwent i wesele przyjaciół.Na ślub Adam poszedł ze mną bo w sumie to dzięki niemu poznałam Ize i Szymona.Ale szła z nami jeszcze jego dziewczyna która nadgorliwie "wprosiła" się na uroczystość.Wsiadamy pod blokiem do taksówki.Ja wystrojona w kremowa sukienkę za kolano,pełen make up,dwugodzinna wizyta u fryzjera, Adam w garniturze, Jego dziewczyna w jeansach i różowej bluzeczce.Kierowca wyszczerzył się do nas.
-Słoneczko gdzie był ten Urząd Stanu Cywilnego? - Adam odwrócił się do mnie totalnie ignorując fakt że jego dziewczyna zabija mnie wzrokiem.
- Os. Zgody 2, Nowa Huta.... -taksówkarz uścisnął Adamowi rękę, gratulując ożenku i pięknej przyszłej żony.Nim zdążyłam zaprzeczyć, on podziękował i jak gdyby nigdy nic zapiął pas.Gdyby wzrok naprawde zabijał leżałabym na tylnym siedzeniu zaszlachtowana spojrzeniami Karoliny.Na ślubie siedzieliśmy obok siebie.Ścisnął moja dłoń kiedy Iza i Szymon powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem mówili sobie to zobowiązujące "tak".Pojechaliśmy na sale gdzie odbywało sie wesele, jednak Adam musiał jechać na konwent po 3 godzinach bo współtworzył parę atrakcji. Ok. północy dostałam sms "I już po wszystkim.Jestem wolny.".Okazało sie na następny dzien kiedy to z Iza i Szymonem również zawitaliśmy na konwencie chociaż trochę skacowani i zmęczeni, że Karolina zrobiła mu wojnę i postawiła ultimatum.On powiedział, że nie będzie wybierał między przyjaźnią ze mną a związkiem z nią bo wybór jest oczywisty.Później widziałam zmiany jakie w nim zachodziły, kiedy spędza się ze sobą 24/7 i pracuje się razem to widzi się nawet te najdrobniejsze.Impreza urodzinowa jednego z naszych radiowych prezenterów- dwa miesiące temu.Kiedy to wracając w środku nocy na mieszkanie spletliśmy nasze palce a on wykrzyczał na Krakowskim rynku że kocha mnie nad życie.
Nie ma chmary motylków, nie ma różowych okularów i wiecznej wiosny.Jest miłość o która niektórzy się zabijają.Miłość oparta na przyjaźni i partnerstwie.Miłość której nie znałam.Miłość pełna czułości i drobnych gestów które chwytają mnie za serce i doprowadzają do łez płynących ze skroplonego szczęścia.
W Krakowie znalazłam swoje miejsce na Ziemi.
Pozdrawiam.
Ka.
No nareszcie jakies wieści, dobre wieści ![]()
Cieszę się, ze jestes szczesliwa. Długo nie pisalas, zastanawialam sie jak Ci sie układa.
Napisz na priva w wolnej chwili.
Pozdrawiam
S.