netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

czy warto walczyć?

592 odpowiedzi87 781 wyświetleńzałożony przez Enona, 10.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 593 ]

131

Odp: czy warto walczyć?

W weekend będzie pakował rzeczy. Przez dużą część czasu nie ma mnie w domu, ale muszę też popracować przy kompie. Zniknięcie na siłę to chyba ucieczka, ale boję się, że nie zdzierżę i będę się wyzłośliwiać, nawymyślam mu od najgorszych. Albo że się rozkleję, albo odkleję (jakiś stupor).

132 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-19 21:52:43)

Odp: czy warto walczyć?

I jeszcze to pytanie: "Jak widzisz możliwość pakowania się przeze mnie w ten weekend". Co ja mam niby odpowiedzieć? Może powinnam zapytać czy sam będzie? smile)

133

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

I jeszcze to pytanie: "Jak widzisz możliwość pakowania się przeze mnie w ten weekend". Co ja mam niby odpowiedzieć? Może powinnam zapytać czy sam będzie? smile)

On stawia pytanie w taki sposób, który uwalnia Cię od konieczności analizowania, dywagowania i pozostawania w niepewności co do Waszej relacji. Ponadto daje Ci wybór czy chcesz tę scenę oglądać, czy nie...

134 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-19 22:08:34)

Odp: czy warto walczyć?

Powinnam chcieć? Wybaczcie, że tak dopytuję, ale zaczynam czuć cholerną złość, a to dość nowe w ostatnim czasie uczucie. I może ktoś z Was wie, co taki widok może zrobić z człowiekiem? Z człowiekiem, który mierzy się z tęsknotą, brakiem poczucia wartości, uczuciem zranienia, wyrzutami sumienia, a teraz jeszcze totalnym wkurzeniem.

135

Odp: czy warto walczyć?

Kochać, to w sytuacji rozstania pozwolić temu drugiemu odejść...

136

Odp: czy warto walczyć?

Święte słowa !!!!

137 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-19 22:19:36)

Odp: czy warto walczyć?
aurora borealis napisał/a:

Kochać, to w sytuacji rozstania pozwolić temu drugiemu odejść...

Aurorka :  ale tu nie było KOCHAĆ, tylko strach przed samotnością i ciągłe darcie kotów, bo nie pasowali do siebie.
Nie ma mowy o Miłości kiedy partner służy nam do wypełniania sobą naszych braków.

138 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-19 23:07:20)

Odp: czy warto walczyć?

Elle,

Ja w ogóle mało wiem. Siebie samą trudno mi czasem pojąć, a co dopiero z kilku zaledwie postów odczytać nuty requiem dla miłości Enony... To, co udaje mi się widzieć jasno i to wyłącznie z powodu podbieństwa Jej przeżyć do moich, to ten fatalny stan targających człowiekiem sprzecznych emocji i wielokrotne próby czepiania się odjeżdżającego w siną dal pociągu uczuć...

Enona nie ma biletów na ten pociąg.
Jak pomóc Jej zrozumieć, że taka podróż, bynajmniej nie kształci i nie ma żadnego celu?

139 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-19 23:13:54)

Odp: czy warto walczyć?

Ale ja z nią n/t więcej nieco "rozmawiałam" w naszym poście Icemana do pogaduch wink i tam doszła do pewnych wniosków- wydawałoby się znaczących.. ale potem znów dała się wciągnąć w karuzelę emocji i historii, które serwuje jej mózg oszołomiony brakiem dopływu stałego bodźca w postaci 'bezpiecznego materaca' na który się może przewracać co i raz (jak zresztą sama określiła swój główny motyw poszukiwania miłośći hmm)

To nie była sielanka jak u Ciebie, Aurora, i ona sama to przyznała.
Jej mnóstwo rzeczy w tym facecie nie pasowało i vice versa- byli ze sobą, ale żyli obok. Trochę taka transakcja z rozsądku przeplatana od czasu do czasu negocjacjami.
A póki on jeszcze zabiegał w miarę, to było "ok" wg Autorki, bo nie musiała się konfrontować ze swoimi demonami.

A że sytuacja dojrzała do tego by dalej nie udawać, że jest ok i kurtyna iluzji opadła to nadszedł czas by się zmierzyć z tym przed czym ucieka.
Ale ona myśli, że ucieknie od tego goniąc tego faceta..Im bardziej go goni, tym bardziej on jej ucieka, a demony ją za nogi łapią, bo sie domagają konfrontacji -uwagi.

ale to wszystko z Miłością ma niewiele wspólnego i trzeba to sobie uczciwie powiedzieć.

140 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-19 23:35:34)

Odp: czy warto walczyć?

Wiesz Elle, czasem myślę, że chciałabym być bocianem. Pokochać i zostać pokochana raz na zawsze. Założyć gniazdo gdzieś wysoko, wysoko... I co roku latać na parę miesięcy do RPA w gronie kilku tysięcy przyjaciół ;-)
"Tsamina mina eh eh
Waka waka eh eh..." ;-)

141

Odp: czy warto walczyć?

Hehe jak się bardzo uprzesz i zafiksujesz na tym marzeniu to kto wie, może w kolejnej inkarnacji...
Ale wtedy nie będziesz pamiętała, że chciałaś i że oto Ci się spełnia big_smile

Nasza Autorka pewnie prędzej Shinead O`Connor słucha niż Szakiry wink

Oby się porządnie wypłakała dziś to jutro powinna byc lepsza łączność..

142

Odp: czy warto walczyć?

W takim razie zmieniam płytę na inny utwór, bardziej stosowny do powagi tej chwili...

"Kiedy ktoś odchodzi, to ten, który zostaje bardziej cierpi..." : http://youtu.be/WHQ41aQsmZ8

143

Odp: czy warto walczyć?

Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo byłaś tylko opcją... Ja bym sama już go dawno spakowała i wywaliła ze swojego życia a nie się nakręcała oglądając jego rzeczy w domu... Czas leczy rany im szybciej o Nim przestaniesz myśleć tym lepiej... Zajmij się czymś poznaj kogoś( nie do związku) do spędzania czasu wyjścia gdzieś sama zobaczysz jak szybko zapomnisz wink Trzymam mocno kciuki smile

144

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

Oby się porządnie wypłakała dziś to jutro powinna byc lepsza łączność..

Mimo że w normalnym stanie bardzo często płaczę, wzruszam i przejmuję się głupotami, teraz nie jestem w stanie. Moje ciało jest przeciwko mnie. Znów nie mogę spać. Bardzo boję się szaleństwa. Szukam towarzystwa, zmuszam się do jakiegokolwiek działania, ale jest to coraz trudniejsze. Chciałabym, żeby cały czas ktoś przy mnie był. Nie dam rady.

145 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-20 06:40:09)

Odp: czy warto walczyć?
aurora borealis napisał/a:

Wiesz Elle, czasem myślę, że chciałabym być bocianem.

Tak. Tu chodzi o to, czy potrzebujesz Miłości (przez wielkie M) czy realizacji pragnienia o przyzwoitej rodzinie. Ja odrzuciłam to drugie, mając w pamięci to pierwsze. A w tym drugim to pierwsze pojawiało się z czasem. Ja to zabiłam.

146

Odp: czy warto walczyć?
Nygus napisał/a:

Nie rób priorytetu z kogoś, dla kogo byłaś tylko opcją...

Ja go traktowałam jak opcję. I przez to już nawet opcją dla niego nie jestem. Zniknąć...

147

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

Im bardziej go goni, tym bardziej on jej ucieka, a demony ją za nogi łapią, bo sie domagają konfrontacji -uwagi

Masz rację. Boję się moich demonów, bo wyjątkowo krwiożercze z nich bestie. I wierniejsze niż Penelopa.

148

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Tak. Tu chodzi o to, czy potrzebujesz Miłości (przez wielkie M) czy realizacji pragnienia o przyzwoitej rodzinie. Ja odrzuciłam to drugie, mając w pamięci to pierwsze. A w tym drugim to pierwsze pojawiało się z czasem. Ja to zabiłam.

Zastanawiam się dlaczego antagonizujesz obie te miłości, Enono?

A tak przy okazji, to podsunęłaś mi ciekawą myśl... Wiele dyskusji na tym Forum mogłoby mieć zupełnie inny przebieg, gdyby ich uczestnicy najpierw zdefiniowali, opisali swój sposób rozumienia pojęcia, którego będą używać, na przykład Miłości...

Dla mnie Miłość (zapisana w ten właśnie sposób - wielką literą) jest jedna, miłości zaś jest wiele i chyba jeszcze więcej jej koncepcji. Wszystkie jednak wracają do swego Żródła. I stąd mój wniosek, że Miłości nie da się zabić.

http://youtu.be/ce1MC48T3p8?list=RDce1MC48T3p8

Biegnę dziś do Ciebie, Enono serdeczną myślą

149

Odp: czy warto walczyć?

Enona : Tak jak Ci mówiłam, żeby powstała Miłość (przez duże M wink) niezbędna jest bliskość, która z kolei nigdy nie wytworzy się i nie będzie miała szans na podtrzymywanie, kiedy partnerzy potrzebują i uznają inne sposoby jej okazywania i odbierania.

Zrozum, że mężczyzna, który nie jest wylewny emocjonalnie, który nie siądzie z Tobą i nie przytuli, a potem nie da Ci tej uważności w postaci rozmowy, a Ty właśnie w dużej mierze w ten sposób czujesz, że komuś zależy i odbierasz miłość- to z takim partnerem, żebyście oboje 'stawali na głowie' ta więziotwórcza bliskość się między wami nie wytworzy.
Owszem, on może próbować się nagiąć, ale będzie to robił wbrew sobie.
Ty możesz strzelać fochy albo udawać sama przed sobą, że wolisz kogoś konkretnego i oschłego, ale w gruncie rzeczy odwrócisz tylko uwagę na krótko od istoty problemu.

Ludzie tak żyją LATAMI, a potem staż przekładają na to duże M wink
Ale to tak nie działa..

Chciałaś rodziny i stabilizacji, powtarzam: nie ma w tym nic złego. Ale chciałaś tego nie zważając na to czy jesteś z tym człowiekiem dopasowana w wielu innych kluczowych sferach, poza tym, że ON chciał, że ON zabiegał, że starał się o Ciebie pewnie jak nikt wcześniej.

Jak Ci mówiłam, dopiero czas i możliwość spojrzenia z dystansu umożliwi Ci ocenę bez tego całego 'śluzu z emocji', który Ci widzenie teraz zakleja.


Jeśli coś jest dobre to jest też proste, a przynajmniej sprawia takie wrażenie, niezależnie od ilości 'wysiłku' jaki musimy w to włożyć, bo chcemy, bo przynosi satysfakcję i daje poczucie bycia w zgodzie ze sobą.

Ale jeśli coś WYDAJE SIĘ dobre, a przynosi tylko ból i cierpienie, rozczarowanie i życie ciągłą nadzieją, czekanie na poprawę sytuacji to warto wziąć pod uwagę skąd się biorą te wątpliwości i trochę sobie zaufać.. z reguły nie biorą się one z powietrza, a z wyparcia i zagłuszania swoich własnych potrzeb celem tkwienia w czyms bez względu na emocjonalne koszta.

150

Odp: czy warto walczyć?

To co napisała Elle w ostatnim poście jest dosyć ciekawe ...

151 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-21 23:37:44)

Odp: czy warto walczyć?

Oto, co następuje. W piątek wieczorem mieliśmy się umówić na to spotkanie. Przed 22.00 zapytał, jak się zapatruje na jego pakowanie. Odpowiedziałam, przy pakowaniu nie byłam. Dziś wieczorem SMS, czy podtrzymuję chęć spotkania. Podtrzymuję. Widzimy się, rozmowa techniczna. Pytam, czy ma mi coś jeszcze nietechnicznie do powiedzenia. Nie. Wychodzę. Po kilku minutach wracam, wciąż tam siedzi. Pytam, czego teraz chce, proszę, żeby mi szczerze odpowiedział. Mówi, że nie chce niczego. Że jest rozchwiany. Pytam, czy innym też tak mówi. Nie, rodzinie mówi, że chce być z nią. Czemu więc mnie tak mówi? Bo jest dupkiem. I długa rozmowa o tym, czy chciałabym być z kimś tak słabym? Próbuję dociec, czy to zasłona dymna czy jest tak, że trudno mu sobie samemu wybaczyć. Czy jedno i drugie, a może bez znaczenia. Mówi, że za dużo o sobie wiemy, jesteśmy słabi. Bliskość oznacza obnażenie słabości - to ja. Co on teraz robi? Buduje nowy związek. Że on jest mi wdzięczny, że daję mu taką szansę, ale on jej teraz przyjąć nie może. Może za miesiąc, dwa (!). Ciągnie mnie jeszcze do maka kontynuować rozmowę. Trochę wyrzutów o przeszłość, ale rozsądne podsumowanie, że nikt tu nie jest winny. Że moglibyśmy, ale w różnych momentach chcieliśmy/chcemy. Że o dziwo w łóżku było lepiej ze mną (!). Pytam jeszcze raz, czego chce. Chce być w nowym związku. Dlaczego, bo jest dobry. Czy jest zakochany. Chyba tak. Proszę go, żeby już poszedł. Siedzi i dręczy mnie wzrokiem.

152 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-21 23:51:47)

Odp: czy warto walczyć?

Oboje nie dojrzeliście do związku.
Ty chcesz mu matkować, on chce mieć ciastko i zjeść ciastko.

Obstawiam, że będziesz czekać na niego jak wierna penelopa wink, a on jak tamto nie wyjdzie to wróci na chwilę do ciebie i znów tym walnie o ziemie, ale wtedy to bez antydepresantów się nie obejdzie.

Powiem ci więcej: Facet jest kawałem sk.....na jeśli tobie nadaje na ta nowa (choćby ta uwaga o seksie i 2 wersje: dla rodziny i dla ciebie n/t statusu związku), a ty jak młody pelikan wniebowzięta, bo już już...ooo-ho! upatrzyła szansę, na nawiązanie rywalizacji z ta nową.

Myślałam, że masz więcej oleju w głowie i chociaż jakieś standardy JAKIEKOLWIEK, ale twoja desperacja jest porażająca..

153 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-21 23:55:18)

Odp: czy warto walczyć?

Na poprzedniego tak czekać miałam. To był taki bad boy. I co: dziś się przyjaźnimy. W aktualnej sprawie jest jednym z głównych powierników. Tu jest inaczej. Dotąd on mi ojcował. Dziś wzięłam to na siebie. Szczerze: czuję się dziwnie spokojna po tej rozmowie. Powiedziałam mu, że to jest do wzięcia teraz. Nie chcę czekać. Co nie oznacza, że będę na gwałt kogoś szukać. Ja wróżę mu raczej szybki ślub.

Aha, no i biorę poprawkę na to, że to rozchwianie to za sprawą wyprowadzki, ergo sentymentów.

154

Odp: czy warto walczyć?

On ci nie 'ojcował' tylko Benny Hill, zapomniałaś już? smile

A ty mu teraz chcesz matkować: bo mu pokazujesz jak dzidziusiowi -właściwą drogę, a on mówi: "Nie wiem, mamusiu, nie wiem..jesteś dla mnie taka dobra, ale wiesz..chcę jeszcze powąchać kwiatuszki z tamtego ogródka, a ty jesteś bardzo wyrozumiała, że mi na to pozwalasz.."<smutne oczka spaniela>

spokojna jesteś boś się sztachnęła swoją kokainą wink góra kilka dni i znów będziesz kobminowała.

155

Odp: czy warto walczyć?

Racja, Benny Hill wink Chociaż był wytrwały w tym wspieraniu, to trzeba przyznać. Jakiś czas temu, mieszając z błotem cały związek, stwierdził, że jesteśmy bardziej jak rodzeństwo. Dziś seks jednak o dziwo lepszy. Zaraz i z nią się dotrze, nie mam złudzeń. Tylko dziwię się, jak można tak płytko to wszystko widzieć. Tak o tym mówić. I iść w nowe, gdzie się przedstawisz lepiej. Czy ja się mylę, że zło i słabość, które się w sobie widzi, mogą cementować?

156

Odp: czy warto walczyć?

Czy ja się mylę, że zło i słabość, które się w sobie widzi, mogą cementować?

Bardzo, ale niekoniecznie w tej konfiguracji wink Tzn. zło jest zawsze słabością, ale bywa postrzegane jako atrakcyjne przez słabe jednostki, bo daje pozory siły.
A słabość daje świetny fundament psychologiczny pod podatność na pokusy (zło) itp.

Temat rzeka.. wink

A to, że powiedział, że byliście bardziej jak rodzeństwo.. trzeba było już wtedy wiać.
Facet, który nie czuje pociągu do swojej kobiety wcześniej czy później straci motywację.

157

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

Powiem ci więcej: Facet jest kawałem sk.....na jeśli tobie nadaje na ta nowa (choćby ta uwaga o seksie i 2 wersje: dla rodziny i dla ciebie n/t statusu związku), a ty jak młody pelikan wniebowzięta, bo już już...ooo-ho! upatrzyła szansę, na nawiązanie rywalizacji z ta nową.

Też tak uważam. Zapytałam, czy mówi to po to, żeby mi ostatecznie udowodnić, że jest s... synem i mnie nienawidzi. Odpowiedział, że wręcz przeciwnie (no, może nie aż "przeciwnie", dodał zaraz).

Elle88 napisał/a:

Myślałam, że masz więcej oleju w głowie i chociaż jakieś standardy JAKIEKOLWIEK, ale twoja desperacja jest porażająca..

A skąd wiesz, co ja z tą wiedzą zrobię? Coraz dłuższe są okresy, kiedy się do niego nie odzywam bez większego uszczerbku na ciele i duchu. Fakt, teraz akurat mam dużo zajęć, ale później też sobie dorzucę. Jedyne, co niepokoi to to, że wciąż podszyte jest to myślą o tym, jak on to zobaczy, jak na niego wpłynie milczenie.

158

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

A to, że powiedział, że byliście bardziej jak rodzeństwo.. trzeba było już wtedy wiać.

Ale to było dwa tygodnie temu, już po rozstaniu. Wcześniej jak tak czasem mówiłam... Bo mi czegoś brakowało.

159

Odp: czy warto walczyć?

wciąż podszyte jest to myślą o tym, jak on to zobaczy, jak na niego wpłynie milczenie.

Ja zawsze pisząc o tym, że nie ma progresu mam na myśli właśnie TO.
A to, że zajęcia, że tańce na rurze, impressski, itp rozpraszacze to zawracanie sobie tyłka.
Nic nie zmieni..

Ale jak ktos się uprze to tak pojedzie i kilka m-cy, a potem smutna konstatacja: "ożesz k.wa.. jestem w punkcie wyjścia"

160

Odp: czy warto walczyć?

Nie tańce na rurze smile Raczej normalne działanie, włączając to, co w związku nie było mile widziane z uważnym obserwowaniem siebie. W dużej mierze na tym etapie to zmuszanie się do aktywności.

Ciekawa jestem, czy to możliwe, żeby ten temat nie istniał w jego nowej znajomości. Wyprowadza się od starej i co nowej mówi?

Dlaczego napisałaś, że nawet, gdyby wrócił, znów uderzyłby tym o ziemię?

161 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-22 00:27:37)

Odp: czy warto walczyć?

Bo jak wróci po tym jak cię potraktował to jego szacunek do ciebie jest na - (dowolna cyfra) i nawet jak uda zadowolenie po tym jak go przygarniesz to jesteś w jego podświadomości na straconej pozycji, nie ma równowagi - jesteś niżej z założenia.

162

Odp: czy warto walczyć?

To w jakiejś niskiej gamie uczuć. Bywa tak, że takie wydarzenie wszystko odwraca. Bywa, że jesteś komuś wdzięczny za wybaczenie i tylko bardziej go kochasz.

Wiem, że niezależnie od tego moim celem jest: nie odzywać się.

163

Odp: czy warto walczyć?

tak, tak to na pewno wasz przypadek. on jest ci bardzo wdzięczny ze może za twoim przyzwalającym oczekiwaniem być z inna, za wybaczenie będzie równie wdzięczny wink

odzywasz sie czy nie - sama napisałaś w jakim celu- wiec stoisz w miejscu

164 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-22 00:52:19)

Odp: czy warto walczyć?

I naprawdę na tym, że jej nie powie o swojej przeszłości ani
teraźniejszości początków ich związku (jeszcze, kiedy łóżko ciepłe od innej) da się zbudować szczęście?

165 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-22 01:44:32)

Odp: czy warto walczyć?

Enono,


Zanim postawisz pytanie ?jak?? powinnaś moim zdaniem postawić pytanie ?co?? albo ?po co?? Metodę działania dobiera się bowiem do celu, który zamierzasz osiągnąć, a nie odwrotnie?  Zadawane przez Ciebie pytania mówią o tym, że nie wiesz, czego oczekujesz i do czego zmierzasz.  Wygląda to trochę tak, jakbyś chciała dotrzeć do Wrocławia, zamiast o drogę,  pytając o godzinę, o imię chomika Twojej dobrej znajomej lub o numer telefonu  Camille Lacourt'a (choć ten ostatni wydaje się być wart zainteresowania, przynajmniej ze względów estetycznych ;-))

Nie warto permanentnie orać swojego mózgu pługiem melioracyjnym nowej relacji Twego Lubego. Niczego na takim polu byś i tak nie posiała. Takie dywagacje prowadzą tylko do wyjałowienia. Wyjałowienia Ciebie z siebie, niestety?

166

Odp: czy warto walczyć?

Zastanawiam się, z którego mojego wpisu wyciągnęłaś taki wniosek? Czytałaś opis spotkania? Faktycznie, trudno mi określić, czego chcę, bo
1. Nie wiem, jak powinnam czytać jego zachowanie (jako szczerość czy wyrachowane zostawianie basobie furtki),
2. Nie wiem, czy w ole byłabym w stanie realnie wybaczyć to wszystko, szczególnie wyrachowanie.

167

Odp: czy warto walczyć?

Aurora wyciągnęła bardzo trafne wnioski, a ponieważ nie masz bladego pojęcia czego w ogóle MOGŁABYŚ chcieć poza trzymaniem się kurczowo jego nogawki nie widzisz nic przed sobą, żadnej alternatywy poza: czekać aż mu się posypie i szykowanie scenariusza w głowie jak już wróci - co, jak mu wtedy powiesz, jak to będzie sielanka itd.
Choć oczywiście nie piszesz tego wprost, to wstawki o wybaczeniu i próby zrozumienia go na wszelkie sposoby są jednoznaczne..

Nie wiem, jak powinnam czytać jego zachowanie (jako szczerość czy wyrachowane zostawianie basobie furtki),

Jakbym mogła to zrobić to bym Cię wzięła za ramiona i kilka razy potrząsnęła smile
Co ty chcesz CZYTAĆ, jak my Ci tłumaczymy wszystkie pozory na 'polski', a ty udajesz, że nie rozumiesz.
Ile razy jeszcze trzeba ci powtórzyć, że facet wie, że będziesz czekać do us...nej, a jego pełne litości spojrzenie (które oczywiście weźmiesz jako telepatyczne wyznanie miłości ucieśnionego z kochanką, która przystawiła mu pistolet do skroni wink) nie wyraża nic ponadto, że schlebia mu, że tak zaciekle walczy o niego kobieta, której on nie chce już od ponad roku i nie potrafi się z tym pogodzić.
Aranżuje jakieś 'nietechniczne' rozmowy..obraża się, próbuje na niego wpłynąć logicznymi argumentami, zadaje pytania ocierające sie o jego moralność..
No jak tu nie lubić takiej pociesznej kobiety smile Tak więc on cię na pewno bardzo lubi i jest mu ciebie żal, tylko ty każdy gest, spojrzenie i poprawienie ręka włosów bierzesz za objawy jakiegoś głęboko skrywanego uczucia.
Analizujesz potem każdo słowo na Forum. Co byś poradziła takiej kobiecie stojąc z boku? Co byś o niej pomyślała?

Nie wiem, czy w ole byłabym w stanie realnie wybaczyć to wszystko, szczególnie wyrachowanie.

Ale jasne, że byś 'wybaczyła' - byleby mieć z powrotem faceta. Byle jaki, byle był smile
Bo co ludzie powiedzą..stara panna, tak? itp. wink Przecież cały czas swoja postawą ten typ myślenia pokazujesz.
Poza tym "wybaczyć"..to duże słowo i napisałam z przekorą, że byłabyś w stanie, ale tak po swojemu - w senie "zamieść pod dywan" , przymknąć oczko wink


Bo prawdziwie wybaczyć to mogłabyś po to żeby sobie nim i tym co było więcej głowy nie zawracać, ale przecież tu chodzi o coś zupełnie odwrotnego..

168 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-22 23:09:49)

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Zastanawiam się, z którego mojego wpisu wyciągnęłaś taki wniosek? Czytałaś opis spotkania? Faktycznie, trudno mi określić, czego chcę, bo
1. Nie wiem, jak powinnam czytać jego zachowanie (jako szczerość czy wyrachowane zostawianie basobie furtki),
2. Nie wiem, czy w ole byłabym w stanie realnie wybaczyć to wszystko, szczególnie wyrachowanie.

Enono,


Przepraszam Cię, ale dokonałam jakiegoś skrótu, a to, o czym napisałam nie dotyczyło jednego konkretnego wpisu, stąd me słowa mogły się Tobie wydać niejasne, a może nawet napastliwe, co nie było mą intencją. Przeczytałam wszystkie posty, które zamieściłaś tym Forum i odniosłam wrażenie, że szukasz sposobu rozwiązania dla zaistniałej sytuacji i najchętniej "przywróciłabyś system" do stanu sprzed "awarii"...
Teraz zaś, potwierdzasz, że nie wiesz czego chcesz, i że to czego pragniesz jest uwarunkowane dwiema wypunktowanymi przez Ciebie okolicznościami.

Może Cię to urazi, ale opisywane przez Ciebie zachowanie Osoby, z którą się rozstałaś dla mnie jest bardzo czytelne. Mimo różnych życiowych perypetii mogę podzielić się z Tobą moimi przemyśleniami, które oczywiście nie muszą pokrywać się z Twoimi i z Twoim widzeniem spraw. Nie zdarzyło mi się w życiu, abym musiała stosować jakieś specjalne techniki, by "czytać" intencje chłopca czy mężczyzny i nie chodzi mi tu wyłącznie o bliskie relacje. Piszę o znanych mi przedstawicielach Płci Męskiej w ogóle. Dla mnie nie ma nic bardziej klarownego niż wyrażane w bezpośrednim kontakcie męskie komunikaty. Tysiąc razy trudniej jest mi czasem odgadnąć czego chce kobieta i na czym jej zależy, bo istota tego, do czego ona zmierza znajduje się w siedemnastej warstwie licząc od góry i trzeba to wyciągać szczypczykami modelarskimi  ;-) Kiedy zaś mężczyźnie zależy na kobiecie, na nawiązaniu relacji, na podtrzymaniu rozmowy, znajomości, na byciu razem to tym bardziej nie ogranicza się on jedynie  do wysyłania sygnałów dymnych...

Co się zaś tyczy drugiego podanego przez Ciebie punktu, to wracamy właściwie do naszej niedawnej wymiany na temat tego, co to znaczy kochać i kiedy to "coś" między dwojgiem ludzi można już nazwać miłością, a kiedy jeszcze nie. I dopiero w takim kontekście wydaje się sensowne rozważać to, czym jest wybaczenie.

Identyfikuję się jakoś z Twą sytuacją i najpewniej przenoszę automatycznie moje doświadczenie rozstania z tym, co przydarza się Tobie i w tym popełniam błąd, próbując nieudolnie ustrzec Cię od wielomiesięcznej porozstaniowej męki. Może więc lepiej będzie, jeśli wirtualnie Cię przytulę wyrażając w ten sposób moje o Ciebie zatroskanie. Jest rzeczą jasną i zgodną z naturą, iż najpiękniejszym lustrem dla kobiety są oczy kochającego ją mężczyzny, bo dopiero wówczas dostrzega jakim jest skarbem i jak jest piękna, wartościowa  i dobra. Zechciej jednak uwierzyć, że w byciu wartościową, dobrą i piękną można się poćwiczyć także w okresowej samotności, tak, aby któregoś dnia zabłysnąć w duecie w życiowym finale grande...

169

Odp: czy warto walczyć?
aurora borealis napisał/a:

Enono,

Zanim postawisz pytanie ?jak?? powinnaś moim zdaniem postawić pytanie ?co?? albo ?po co?? Metodę działania dobiera się bowiem do celu, który zamierzasz osiągnąć, a nie odwrotnie?  Zadawane przez Ciebie pytania mówią o tym, że nie wiesz, czego oczekujesz i do czego zmierzasz.

Wielkie dzięki za to spostrzeżenie. Niby oczywiste, ale w takiej sytuacji jak moja: jednak nie do końca, bo to tak, jakbym ciągle jechała po tych samych torach, chociaż część pociągu już odłączono i puszczono w innym kierunku. A ja jadę taką siłą inercji i lęku, nie zastanawiając się, dokąd tak naprawdę chcę dojechać. Tym bardziej, że ten cel siedzi gdzieś głęboko, niełatwo się do niego dokopać. Tymczasem jakiekolwiek działania podejmować łatwiej. Przynajmniej coś się dzieje, ale ani to mądre, ani skuteczne (bo i nie wiadomo, co by tym skutkiem miało być). Dzięki.

Co do tego, że jego intencje są dla Ciebie w pełni czytelne. Dla mnie ogólnie rzecz biorąc też, bo co tu interpretować, kiedy facet się wyprowadza. Niejasne jest dla mnie tylko to, dlaczego mówi mi o swojej chwiejności i porównuje z nową. Po prostu nie rozumiem tego. Wydaje mi się, że gdybym odeszła do innego mężczyzny, to nie mówiłabym staremu takich rzeczy.

170

Odp: czy warto walczyć?
aurora borealis napisał/a:

Kiedy zaś mężczyźnie zależy na kobiecie, na nawiązaniu relacji, na podtrzymaniu rozmowy, znajomości, na byciu razem to tym bardziej nie ogranicza się on jedynie  do wysyłania sygnałów dymnych...

A, i jeszcze jedno: ja wiem, że jemu w tym momencie nie zależy. Nie mam złudzeń. Tu chodzi bardziej o jakieś pole do działania, nadzieję, z której będę mogła skorzystać, gdybym jaśniej zobaczyła ten cel.

171

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

Aranżuje jakieś 'nietechniczne' rozmowy..obraża się, próbuje na niego wpłynąć logicznymi argumentami, zadaje pytania ocierające sie o jego moralność..
No jak tu nie lubić takiej pociesznej kobiety smile

Czy ja wiem, czy pytania ocierające się o moralność są takie dziwne? W sytuacji niemałżeńskiej czy w ogóle? Jeśli w niemałżeńskiej, to ok - wiem, że nie mam takich prerogatyw, choć czuję się jak żona. Ale tak w ogóle, naprawdę moralność nie jest tym, co także chroni małżeństwo? Kompletnie się z tym nie zgadzam. Nawet jeśli związek jest oparty na tej Miłości przez wielkie "M", czasem wierność nie rodzi się po prostu z modlitwy żądz do tego jednego ciała. Czasem się hamujesz, bo tak. Bo tak Ci każą zasady.

172 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-23 22:27:40)

Odp: czy warto walczyć?

Jasne, że się hamujesz, byle z WŁASNEJ nieprzymuszonej woli, a nie w wyniku umoralniających wykładów 2 połowy, która tłumaczy jak dziecku oczywiste oczywistości i nie umie przyjąć do wiadomości, że druga strona te zasady doskonale zna, tyle że po prostu nie uszanowała ich w tym konkretnym przypadku.
PRzy czym z konsekwencjami tez nie ma żadnego problemu. Co tu jest do tłumaczenia?

173

Odp: czy warto walczyć?
Elle88 napisał/a:

PRzy czym z konsekwencjami tez nie ma żadnego problemu.

Nie rozumiem. Możesz wytłumaczyć, co masz na myśli?

174

Odp: czy warto walczyć?

Że pomimo świadomości, że zawiodła nie robi to na niej żadnego wrażenia. (nie licząc oczek spaniela dla picu)

175

Odp: czy warto walczyć?

Kurczę, to nie jest wcale takie jasne. Nocne zawodzenia i mówienie, co ktoś dla Ciebie znaczy + to, że ten ktoś nie daje Ci tych wyrzutów sumienia w pełni odczuć, bo bardzo szybko deklaruje wybaczenie + urzeczenie nową osobą -> to wszystko bardzo mąci w głowie. Trudno mi sobie wyobrazić, że całkiem zimny drań, tak ochoczo i bez problemu wchodzi sobie w nowy związek. Choć oczywiście dopuszczam taką możliwość.

A jeśli po miesiącu słyszę, że jego rozczarowanie sobą jest większe niż moje, to zastanawiam się nad przyczynami. Tu chodzi o sześć lat, o to, co się w tym czasie stworzyło. I zastanawiam się, czy pytanie: "Czy Ty byś w ogóle mogła być z kimś tak słabym?" jest retorycznym pytaniem dla picu właśnie, czy jest pytaniem prawdziwym.

176

Odp: czy warto walczyć?

Nocne zawodzenia i mówienie, co ktoś dla Ciebie znaczy

Gierki. Perfidne i wyrachowane manipulacje na emocjach.
Nie ty jedna te słowa słyszałaś.

177

Odp: czy warto walczyć?

Nie, to nie były gierki. Naprawdę był wtedy przerażony i dlatego chciał wrócić. Sam to niedługo potem zrozumiał. Gierki zaczynają się teraz, kiedy pyta, czy mogłabym być z kimś tak słabym, mówi, że jest chwiejny, że czuje w mieszkaniu mój zapach i że byłam lepsza w łóżku. To jest perfidne (a może po prostu szczere). I miałaś rację: mój spokój trwał krótko. Wczoraj odczułam reperkusje tej rozmowy. Zamierzam się trzymać z daleka od wszelkiego kontaktu. Ja później muszę zarywać noce i chodzić do psychologa, którego mi zawsze odradzał, a on sobie spokojnie śpi (sam i wespół z).

178

Odp: czy warto walczyć?

Dokładnie.
Analizujesz każde jego słowo, a on po prostu klepie bez większego zastanowienia co mu ślina na język przyniesie i zapomina w chwilę po.

Póki ciągle wierzysz, że on coś po tym romansie zrozumie i chcesz go z powrotem, póty jesteś w jego rękach kukiełką.
Niestety patrząc na twój tok rozumowania i oporność na czyny i fakty ten stan zawieszenia może potrwać u ciebie długie miesiące (w najlepszym wypadku).

179

Odp: czy warto walczyć?

Niech sobie trwa. Co mam lepszego do roboty? Ważne, żeby on tego nie widział.

Nie wiem, jak to aktywnie jeszcze przyspieszyć. Staram się gadać z ludźmi. Moi bliscy mówią tak jak Wy, tylko jeszcze ostrzej. Terapeutka niewiele mówi, bo taka metoda. Że raczej do wszystkiego masz dojść sam (czyli raczej trochę tam pochodzę, sądząc po moim tempie wink ) No właśnie, gadanie, przegadywanie, ale i to się wszystko kręci wokół jednego. I rzeczywiście: nie bardzo pogłębia niechęć do jego czynów i słów. To jest wyjaławiające, bo mój umysł nie bardzo kieruje się w inne strony. Nie wiem, jak to przyspieszyć.

180

Odp: czy warto walczyć?

Enona,
jestem całą sobą z Tobą w tym nie-wiedzeniu
śledzę ten wątek z nadzieją, że również się dowiem.

A Elle i aurora - chylę czoła!
Od dawna po cichu, dzisiaj już otwarcie, ot tak przy tym zimnym wieczorze smile

181

Odp: czy warto walczyć?

Enono,

Jesteś cała jednym czułym nerwem. Takim aksonem bez swej mielinowej osłonki... Niby przewodzisz impulsy, niby wszystko działa, a jednak trudno Ci jest różnicować bodźce i gdzieś w tej drodze przewodzenia pojawia się nieprawidłowość. Ale nie będzie się tak działo zawsze. Tak jest teraz, dziś, jutro i pojutrze, ale nie za pewien czas, gdy już  się "zmielinizujesz". Bo to nastąpi!

Elle wyraziła to wprost. On musi coś mówić, a nie chcąc zapewne jeszcze bardziej rozdrapywać Twoich ran, mówi Ci o swojej słabości, wahaniu, chce Ci poprawić rozmazany makijaż Twego ego opowiadając Ci o Waszej bliskości, porównując ją z inną, którą buduje. Gdybyś była "zdrowa", w pełni sił, taki rodzaj "komplementu" najprawdopodobniej odebrałabyś jako policzek, bo jego wydźwięk dla mnie, postronnej osoby jest uwłaczaniem Twej Kobiecości i mnie oburzył. Ty zaś rozpatrujesz go zupełnie inaczej.

Ja nie założyłam swojego wątku, ale Elle świadkiem, (i można to przeczytać), że z detalami opisywałam moje rozstanie w bardzo podobny sposób, jak Ty. O tej "niedomkniętej furtce" też było. I o łzach mojego Ukochanego i zapewnieniach, że nikt nigdy nie kochał go tak jak ja i  że wie ile traci, i że może za jakiś czas... i że "never say never", i że lepiej mi będzie z kim innym, bo on nie zasługuje na mnie, pogubił się w życiu etc... Wtedy było to dla mnie nie do pojęcia i stale pytałam go - dlaczego? a on wymyślał coraz to nowe i nowe riposty, które ja wkładałam pod elektronowy mikroskop mojej rozpaczy i ni cholery nie widziałam w tym wszystkim logiki.

Pozwól podać sobie rękę i przejdź przez ten życiowy uskok. Po jego drugiej stronie też jest świat. Na początku trochę mokry od łez i potu z bezsilności, strachu i niepewności, ale potem dostrzega się już horyzont i ku niemu zmierza...

Skocz, Enono!
Odważ się i skocz!

Czekamy na Ciebie po tej stronie, Elle, A_noli i ja, a może i wiele innych osób;-)))

182

Odp: czy warto walczyć?
a_noli napisał/a:

jestem całą sobą z Tobą w tym nie-wiedzeniu

Witaj, a_noli! Jak rozumieć te słowa? Jesteś w podobnym stanie, na podobnym etapie?

183 Ostatnio edytowany przez Enona (2014-09-24 16:59:43)

Odp: czy warto walczyć?

Auroro,

dzięki wielkie za ten opis. Akson bez osłonki mielinowej - bardzo trafna metafora. I skok, którego się boję, też. Jest jeszcze przede mną. Nie wiem, co jest za tą przepaścią. Jeśli możesz, napisz, jak długo trwało u Ciebie dochodzenie do tego stanu?

aurora borealis napisał/a:

nie chcąc zapewne jeszcze bardziej rozdrapywać Twoich ran, mówi Ci o swojej słabości, wahaniu

Widzisz, moim zdaniem dzielenie się słabością to jest właśnie rozdrapywanie ran. Więc albo po coś się te rany rozdrapuje, albo świadomie się rani. Dla mnie nierozdrapytwanie to cisza. Teraz na tej ciszy, ale DLA MNIE, zależy mi najbardziej. Ta nijaka chwiejność mi szkodzi. Tak bardzo, że choć zawsze pcham się w to, co najbardziej boli, teraz nie chcę, ale muszę uciekać. Zresztą - to muszę mu przyznać - powiedział mi w tej rozmowie jedną ważną rzecz o mnie: że zawsze mówię ze straszną pewnością, nawet gdy w rzeczywistości jestem chwiejna. A sama jestem też, bo - jak mi uświadomiłyście (a raczej - uświadamiacie, bo oporna ze mnie uczennica) - dobieram sposoby, nie znając celu, nie wiedząc, czego chcę albo chcąc czegoś, nie wiedząc, dlaczego i z czym to się wiąże. Rzecz w tym, że gdzieś tam, jest taka możliwość, że naprawdę chcę z nim być. A jeśli tak, na pewne działania jest coraz bardziej za późno.

184

Odp: czy warto walczyć?
aurora borealis napisał/a:

Gdybyś była "zdrowa", w pełni sił, taki rodzaj "komplementu" najprawdopodobniej odebrałabyś jako policzek, bo jego wydźwięk dla mnie, postronnej osoby jest uwłaczaniem Twej Kobiecości i mnie oburzył.

Ja też odbieram te słowa jako policzek. Tylko czasem wydaje mi się, że powinnam wziąć go na twarz, bo czuję, że jest zasłużony. Że nagrabiłam sobie i dałam mu prawo ranienia mnie. Wiem, że tak nie jest.

aurora borealis napisał/a:

I o łzach mojego Ukochanego i zapewnieniach, że nikt nigdy nie kochał go tak jak ja i  że wie ile traci, i że może za jakiś czas... i że "never say never", i że lepiej mi będzie z kim innym, bo on nie zasługuje na mnie, pogubił się w życiu etc...

Dokładnie wszystko to usłyszałam. Czy jest niebezpieczeństwo, że jeszcze usłyszę, nawet, gdy będę unikać rozmowy? Jak długo to u Ciebie trwało? Jak się skończyło? On jednak znalazł siebie, ale nie z Tobą czy Ty to wytłumiłaś, twardo unikając takich sytuacji (a tym bardziej, nie prosząc się o nie, jak ja)? Będę bardzo wdzięczna, jeśli odpowiesz na moje pytania.

185 Ostatnio edytowany przez a_noli (2014-09-24 18:39:35)

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Jesteś w podobnym stanie?

Enona,

jestem, a może byłam - sama nie wiem, czytając Ciebie jednak udało mi się już uśmiechnąć, więc może jednak ten mały kroczek z przodu..
Nie jesteś oporną uczennicą!
Jeszcze tego nie widzisz tak namacalnie, bo nie jest Ci najlepiej (i pewnie jeszcze chwilę nie będzie..), ale już zaczynasz ciekawić się co możesz zrobić, żeby było lepiej (Tobie), jak możesz to przyspieszyć - widzisz tę różnicę powoli?

Mnie uderzyło jak obuchem, jestem w Twoim wieku i do tej pory, aby ująć to delikatnie, żyłam niefrasobliwie - mając "szczęście" ranić innych i nie być ranioną. Pierwszy raz w życiu poczułam się odrzucona jak na złość wtedy, kiedy to ja oddawałam co mogłam i jak umiałam najlepiej - i pewnie, że na własne życzenie.
Ale nie - nie jest tak, że zasłużyłaś, nie jest, że należy Ci się - a jest jedynie ciąg przyczynowo skutkowy w Tobie samej, który do tego doprowadził. A to bardzo ważna lekcja i odrób ją z uwagą, nawet nie zauważysz, kiedy oderwiesz całą swoją uwagę od tego jednego klocka układanki, którym jest bolesne rozstanie, a zobaczysz całokształt

Ja sama nie wiem co zrobić, jak zrobić to lepiej, jak odrobić tę lekcję szybciej - bo aż nogami przebieram do nowej rzeczywistości i możliwości - a całą sobą jestem z Tobą w nie-wiedzeniu bo mimo tych chęci tam nie jestem.
Dlatego z taką uwagą czytam Elle, i czytam aurorę (ten brak wielkiej litery aby zachować oryginał) - i szukam konkretnych wskazówek, instrukcji co, jak i kiedy zrobić - ale powoli zaczynam rozumieć, że ich nie ma.
I jestem między nie-wiedzeniem a akceptacją, być może wystarczy pewność, że kiedyś tam będę. I może Ty też tego potrzebujesz?

Ps. Gdy zaczęły się moje rozstania - powroty byłam wielką fanką tego zdania, które masz w sygnaturze. Ale już nie jestem - nie bądź czekaniem!

I jeszcze jedno - warto walczyć! O siebie smile

186

Odp: czy warto walczyć?

a_noli, ja też wierzę Elle i aurorze, że były kiedyś tu, gdzie ja. Biorę jednak poprawkę na to, że jesteśmy różnymi kobietami, które były w różnych związkach.

Nie czuję niestety jeszcze tej zmiany, o której piszesz. Czuję się inaczej niż miesiąc temu, ale nie potrafię jeszcze wyjaśnić, na czym ta zmiana polega. Poza tym, że nie da się permanentnie przeżywać trwogi. Więc teraz przeżywam ją falami. Ale w ogóle nie przebieram nóżkami do nowego życia. Wręcz przeciwnie: do starego przebieram.

187 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-09-25 20:36:35)

Odp: czy warto walczyć?

Enono,


Nie przychodzę, by pouczać i dawać rady. Przychodzę jako przyjaciel i dzielę się tym, co mam, co czuję, a to co piszę wcale nie musi być słuszne, bo przecież patrzę na Twoją historię przez pryzmat własnej, a światło Twojego życia  rozszczepia się w nim w zupełnie inny sposób i załamuje w zupełnie innym miejscu niż u mnie.  Wspólne dla nas obu jest  jedynie to, że i w Twoim życiu i w moim dochodzi do ?dyfrakcji ? ;-) dlatego tak ważne jest to, co napisałaś i to o czym wspomniała A_noli:

Enona napisał/a:

a_noli, ja też wierzę Elle i aurorze, że były kiedyś tu, gdzie ja. Biorę jednak poprawkę na to, że jesteśmy różnymi kobietami, które były w różnych związkach.

a_noli napisał/a:

szukam konkretnych wskazówek, instrukcji co, jak i kiedy zrobić - ale powoli zaczynam rozumieć, że ich nie ma.

Przypuszczam, że tych wskazówek i instrukcji nie ma nie z tego powodu, że każda historia jest inna, ale dlatego, że Twoja historia Enono i Twoja A_noli dopiero się rodzi, że dopiero się ją odkrywa każdego dnia i że nikt jeszcze ścieżką Waszego życia nie podążał, więc i szlaków nie wyznaczył...


Pytasz Enono, jak to ze mną było?
Dziękuję Ci za te pytania, bo sprowokowały mnie do jakiegoś podsumowania tego, co wydarzyło się w mym życiu od czasu pożegnania mojej miłości. To, co dziś już wiem o sobie, to to, że w moim przypadku ?wyleczenie się? po rozstaniu nie było funkcją czasu ani sposobu wypełniania tego czasu, bo im bardziej próbowałam ten czas ?zabić? tym było gorzej. Zatem nie jestem dobrym zabójcą czasu albo niewłaściwie dobierałam ?narzędzia zbrodni? ;-) Im częściej próbowałam ów czas zabijać, uciekać od miejsc pełnych pamiątek i pamięci o naszym ?razem?? tym większa rozpościerała się przestrzeń uczuciowej pustki i tym trudniej było mi się zdyscyplinować.

Kiedy już zakończyłam prace w ?biurze śledczym? mojego oszalałego z rozpaczy umysłu i przestałam szukać odpowiedzi na pytania o przyczyny, okoliczności, zwiastuny rozstania objęłam stanowisko ?ratownika? tej nadszarpniętej relacji, tłumacząc sobie i jemu, że to kłopoty w jego pracy, że skomplikowana sytuacja, w której się znalazł, że obniżenie nastroju, że okresowe problemy  ze zdrowiem, że ?  że zwiększona liczba plam na Słońcu, że podwyżka cen franka szwajcarskiego, że epidemia szrotówka kasztanowcowiaczka, etc? są tymi czynnikami, które powinnam dziarsko pokonać, zwalczyć , i że on wtedy przemyśli, wróci, utuli i ? ?będą  żyli długo i szczęśliwie??

Kiedy już przestałam łudzić się, że te pojedyncze nutki  porozstaniowych uprzejmości, które sobie świadczyliśmy  rozpoczną  nowy takt naszej relacji, i że doczekam się jakiegoś vivace, przyszedł najtrudniejszy moment ? zobaczyłam siebie. Taką jaką byłam. Z pustymi rękami, pustą głową, w której wyczerpały się już złoża iluzji , a łzy wypłukały tę ?wielką miłość? razem ze złością, gniewem, świętym oburzeniem, zacietrzewieniem, huraganem wszystkich niechlubnych uczuć. Wtedy się ukazało to wygłodzone brakiem uczuć , cudownej męskiej Obecności -bez której wszystko w moim życiu poszarzało - moje liche ?ja? razem z tuzinem największych moich wad. I wówczas było najciężej.
Sama się upodliłam i doprowadziłam do stanu, w którym tkwiłam miesiącami?
Nazywają to depresją. Jakoś muszą nazwać? (Przepisali mi na to swoje śmieszne lekarstwa...) Dla mnie to była całkowita i wyniszczająca dezintegracja osobowości, którą sama sobie zafundowałam. Tego się nie leczy pastylkami ani kozetką psychoanalityka. To albo człowiek wyleczy sobie sam, albo leczy się innymi siłami (jeśli się w nie wierzy)?

Proponowaną przez niego wielokrotnie przyjaźń odrzuciłam, bo nie sprostałam temu zadaniu.  Mój egoizm prowokował do "szukania swego" za wszelką cenę i wyszarpywania ochłapów jego zainteresowania i czułości, którymi nie umiałam się nakarmić. Zerwałam całkowicie kontakt, gdyż bolała mnie stosowana przez niego forma komunikowania się i słaba jestem w "uczuciowej  dyplomacji".


A potem odkryłam to Forum. ?Poznałam? Elle, Miriamm i Animusa i zaprzyjaźniłam się z ich słowami. Pozwalałam tym słowom zabrzmieć we mnie i zdołałam usłyszeć nowe dźwięki. Bardzo je polubiłam, choć często ich nie rozumiałam i często wypełniały mnie płaczem, bo stale, wciąż na nowo wskazywały na coraz to inne, chore miejsca w mej duszy.


Proces ? leczenia? trwa nadal, a ja cieszę się, że w cybernetycznej przestrzeni znalazło się miejsce i czas na spotkanie tylu Osób i tylu historii?

Enono, A_noli, gdziekolwiek jesteście, w którymkolwiek miejscu Waszej wędrówki ku czemuś nowemu ? mocno Was ściskam!

188

Odp: czy warto walczyć?

Auroro,

dziękuję Ci za odpowiedzi. Chyba kończy się u mnie coś na kształt etapu ratownika. Kończy, albo przechodzi przemianę. Przypominam sobie z kursu pierwszej pomocy hasło: "Dobry ratownik to żywy ratownik". W sytuacji zagrożenia w pierwszej kolejności rozglądasz się, czy Ty jesteś bezpieczny. A ze mnie w tej chwili taki ratownik w pożarze, który sam już traci przytomność. I choć wierzy, że może jeszcze kogoś wyciągnąć, to stracił orientację, gdzie jest wyjście z płonącego budynku.

Poza tym stało się coś dziwnego, nie tylko nie potrzebuję kontaktu z nim, ale boję się spotkania. Jest potrzebne jeszcze przynajmniej jedno - na oddanie kluczy. Zabrał wszystkie rzeczy, całe wielkie, kochane regały z książkami. Swoje sprzęty, nazywane przez ostatnie lata naszymi. Niektórych nie lubiłam, zarzucając mu, że za dużo kupuje. Rozmontował nasz dom. Płaczę za domem. Płaczę do środka, bo po raz pierwszy w życiu nie mam łez.

Ale staram się to oddzielić od osoby. Staram się obserwować przesuwaną w palcach kliszę, na której wyświetlają się emocje. Nie ma w nich teraz żalu do niego. Nie ma wściekłości za zdradę, za to wszystko, o czym pisano tu, że powinno mi kazać go skreślić. To, co boli najbardziej, to żal do siebie, ogromne wyrzuty sumienia. Przeplatają się ze spokojem. A raczej pustką, bezczuciem. Pewnie dlatego, że nie można przez cały czas odczuwać trwogi. A ja przez kilka tygodni intensywnie przeżywałam trwogę. 

Boję się tego, co będzie dalej. Bo tak naprawdę dopiero teraz wszystko się zacznie. Czyli nowe życie. Wprawdzie nie mieszka tu od miesiąca, ale ostateczne rozwarstwienie dokonuje się teraz. Nadal bardzo boję się szaleństwa. Życie jest niepoukładane na poziomie przedmiotów. Sama nie mam motywacji, by o nie dbać, odkładam je, gdzie popadnie, nie sprzątam. Sił wystarcza, by chodzić do pracy. Nie przygotowując się tak, jak bym chciała, bez entuzjazmu. Ale staram się dać sobie do tego prawo, żeby nie zadręczać się jeszcze tym. Byle nie za długo. Po powrocie, rozmyślanie, czytanie Was, rozmowy i dużo snu.

Mnie też zabijanie czasu nie pomaga. Natomiast nie robi mi źle oglądanie wspólnych zdjęć i czytanie wiadomości. Tylko nie rzucajcie się na mnie, żeby mnie rozszarpać. Patrzę na nie i staram się prześwietlać. Pojawia się czuła pamięć i tęsknota, pojawia się dopatrywanie smutku. Nie wiem nic.

189

Odp: czy warto walczyć?

Elle88, swoją stopką zafundowałaś mi energetyzujący wieczór z Justinem Timberlakem wink

190

Odp: czy warto walczyć?

Cieszę się. Mam nadzieję, że ten kawałek trochę Ci pomoże uwierzyć w to, że nic nie dzieje się przypadkowo.
Oraz: nic co uczynione świadomie z nieczystej intencji nie przejdzie bez "powtarzania klasy".
Ale o tym, kto i dlaczego ją powtarza na szczęście my sami nie decydujemy smile

191

Odp: czy warto walczyć?

W pewnym sensie decydujemy, podejmując działania z nieczystej intencji... Czyli sami skazujemy się na repetę. Przynajmniej ja się  tak czuję. Jak głuptaska spod laska, krótko mówiąc. Rozkminiam teraz, na ile moje działanie było świadome.

Wiem, jest to trochę obok piosenki, w której uwaga skupiona jest na porzucającym (-ej) i jego (jej) repecie.

W każdym razie kawałek jest zapętlony od czwartku i po prostu ładnie mi gra w środku. Dzięki. A teraz zrobiłam sobie małą retrospektywę Justina (jeśli można to nazwać retrospektywą, zważając, że dotąd nie traktowałam go jako poważnego kandydata do słuchania. Czemu?)

192

Odp: czy warto walczyć?

W pewnym sensie decydujemy, podejmując działania z nieczystej intencji... Czyli sami skazujemy się na repetę.

To na pewno, ale mi chodziło bardziej o to, że nie zawsze ta "lekcja do powtórki" odbywa się w identyczny sposób jak by sugerował temat, którego dotyczy. Nie musi to być sytuacja- lustrzane odbicie, ale wiadomo kawałek Justina ma nieść jasny przekaz, więc odrobinę sprawy upraszcza wink

193

Odp: czy warto walczyć?

Jasne. Upraszczając: fajnie by mi było czuć się Justinem z piosenki i klipu. I śpiewać mojemu upozowanemu na Scarlett (:D) byłemu, że on jeszcze zobaczy. Ale to nie tak. Bardziej widzę, że to do mnie wraca bumerang, którym wywijałam przez sześć lat. Wraca w postaci tego, co on mi zafundował. Więc nie wiem, kto bardziej ZOBACZY. Niestety jest we mnie pragnienie, żeby to on zobaczył, żeby popamiętał. Takie to niskie.

W każdym razie o całej sytuacji dotąd śpiewało mi się tak:

https://www.youtube.com/watch?v=fYZiakSB7PQ

https://www.youtube.com/watch?v=mn59cSb0Q08

https://www.youtube.com/watch?v=DTLfx_FWTOY

Nigdy nie sądziłam, że Papa Dance przyprawi mnie o łzy (do wewnątrz oczywiście).

194

Odp: czy warto walczyć?

Jeszcze jedną myśl mi nasunął ten wieczór z Justinem. W rozmowach z byłym od czasu, gdy wybrał, pojawia się w oczywisty sposób w formie podtekstu takie oto napięcie: "Porzucona została pozbawiona magicznego męskiego spojrzenia, ustanawiającego jej kobiecość. Porzucający zyskał damskie spojrzenie, w którym przegląda się na nowo, ponadto wciąż widzi, że jest atrakcyjny dla byłej (może nawet... o zgrozo... zyskał w jej oczach!)". Moje wybujałe libido osiągnęło poziom 0 i utrzymuje się na nim od miesiąca. Inni mężczyźni są przezroczyści, mimo że w naszych sypialnianych relacjach widziałam wiele wad. Opadła ze mnie cała zmysłowość, jeśli kiedykolwiek gdzieś była. Jest jakaś martyrologia moralna. Ta piosenka rezonując we mnie przez tę swoją zmysłową nutę nasunęła mi pytanie: jak nie stracić kobiecości, tracąc męskie spojrzenie?

195

Odp: czy warto walczyć?
Enona napisał/a:

Jeszcze jedną myśl mi nasunął ten wieczór z Justinem. W rozmowach z byłym od czasu, gdy wybrał, pojawia się w oczywisty sposób w formie podtekstu takie oto napięcie: "Porzucona została pozbawiona magicznego męskiego spojrzenia, ustanawiającego jej kobiecość. Porzucający zyskał damskie spojrzenie, w którym przegląda się na nowo, ponadto wciąż widzi, że jest atrakcyjny dla byłej (może nawet... o zgrozo... zyskał w jej oczach!)". Moje wybujałe libido osiągnęło poziom 0 i utrzymuje się na nim od miesiąca. Inni mężczyźni są przezroczyści, mimo że w naszych sypialnianych relacjach widziałam wiele wad. Opadła ze mnie cała zmysłowość, jeśli kiedykolwiek gdzieś była. Jest jakaś martyrologia moralna. Ta piosenka rezonując we mnie przez tę swoją zmysłową nutę nasunęła mi pytanie: jak nie stracić kobiecości, tracąc męskie spojrzenie?

A może to jest reakcja obronna Twojego organizmu, bo on broni się najskuteczniej jak potrafi w takiej sytuacji? Najzwyklejsza fizjologia... ;-)

Posty [ 131 do 195 z 593 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 … 10 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » czy warto walczyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026