Ja nigdy nie bije, co najwyzej worek bokserski.
Ten "worek bokserski" to takie pieszczotliwe określenie męża?
;-)
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nocne Marki - netkafejka
Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 49 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ja nigdy nie bije, co najwyzej worek bokserski.
Ten "worek bokserski" to takie pieszczotliwe określenie męża?
;-)
Podobne tematy
Hahha, nie moge jego bo on mi oddaje za kazdym razem. Z nim nie mam zadnego odpusczenia ![]()
https://www.youtube.com/watch?v=XIFtG4JIaHE
cos mnie wzielo na ta piosenke. Moj przyjaciel slucha jej.
Ja lubię bardzo tę wokalistkę, chociaż w ogóle nie pasuje mi jej image. Ma fajne, niegłupie teksty.
Kurczę, uciekł mi tytuł...
O, mam, nawet w sumie pasuje do Ciebie. ^^
http://www.tekstowo.pl/piosenka,emilie_autumn,thank_god_i_m_pretty.html
Wstaje za 3 godziny
wiec ide sie polozyc, a jutro pojde spac chyba o 19 ![]()
https://www.youtube.com/watch?v=NMqcICtij0M
jestem bardzo zakochana w nim/niej
Ohoho, to masz tę piosenkę:
Dobranoc!
Ojejku dziekuje! Jakie slodkie.
jestem bardzo zakochana w nim/niej
W pierwszej chwili pomyślałam o tym kolesiu z gumową twarzą w kapeluszu i spędziłam kilka minut na zastanawianiu się, kto to jest.
To świetny film był, muszę sobie przypomnieć. ^^
Kolorowych snów, kociaku!
To moj ulubiony film, moze dlatego, ze jestem zakochana w Daphne od lat.
Te przebranie i juz mam mokro jak to mowi moj kolega hahah ![]()
To moj ulubiony film, moze dlatego, ze jestem zakochana w Daphne od lat.
Hahaha, masz bardzo perwersyjny gust i wierz mi - kiedy ja to mówię, to o czymś świadczy. ![]()
Czesc dziewczyny.
Nie miałaś spać o 19:00..?
Padniesz na nos i "fghjk" Ci się na nim odciśnie. ![]()
Na zmianę ja dziś gówniany dzień miałam. ![]()
Mialam, ale wstalam o 14:00 nie slyszalam budzika.
A co z Twoim dniem?
A co z Twoim dniem?
Aaa... Wkurzyłam się, bo najpierw taka jedna prosi mnie o pomoc, potem w ogóle nie słucha jak jej słusznie radzę, a jak się okazuje, że coś się spieprzyło (cóż za zaskoczenie!
) to pretensje do mnie, bo przecież obiecałam pomóc. No to jej mówię - jak tak, to sobie radź sama. A ona oburzenie - no coś Ty, przecież sama sobie nie dam rady..!
No kur... tka.
Pomaganie to strata czasu.
Pomaganie NIEWŁAŚCIWYM osobom to strata czasu.
Ta jest bliska i jednocześnie niewłaściwa. Taka wredna kombinacja.
Nie cierpię koligacji rodzinnych.
Pomaganie NIEWŁAŚCIWYM osobom to strata czasu.
Ta jest bliska i jednocześnie niewłaściwa. Taka wredna kombinacja.
Nie cierpię koligacji rodzinnych.
A, to ktoś z rodziny? Ech, bezczelna ta osoba. No i zgadzam się, że pomaganie niewłaściwym osobom to strata czasu. Moim zdaniem najbezpieczniej pomagać zwierzakom, starszym ludziom w potrzebie, bo one raczej złego słowa nie powiedzą, a chociażby zwierzaki. A ludzie często płaczą z jakichś powodów, chcą pomocy, a potem się tak zachowują ![]()
Pomaganie z angazowaniem to strata czasu moze tak powiem.
Bo ja komus moge dac rade, albo praktycznie pomoc, ale i tak mnie nie obchodzi co sie stanie z ta osoba.
A co do rodziny, wyrzucilam z rodziy wszystkich, ktorzy sa niewlasciwi.
Tzn wiecie, to nie była jakaś Wielka Dramatyczna Sprawa. ;-)
Po prostu irytują mnie ludzie, którzy chcą zwalać na innych odpowiedzialność za swoje decyzje i chorobliwie nie lubię wykręcania kota ogonem. To jak płachta na byka na mnie działa. Możesz robić co chcesz, tylko bierz to na klatę, a nie - jak wyjdzie to moja zasługa, a jak nie, to Twoja wina.
Nina, ja nie umiem tak jasno podzielić ludzi na właściwych i niewłaściwych. Są właściwi i dobrzy do jednego, do czegoś innego są do bani i mam ochotę ich kapciem zatłuc, co nie znaczy, że innym razem nie mam ochoty ich ucałować. ;-)
Ja nie mam tak
Dla mnie sa albo wlasciwi z wadami, albo niewlasciwi.
Przyklad jaki przedstawilas to osoba, ktora na zbity pysk by wyleciala z mojego zycia.
W mojej rodzinie jest moja mama, tata, babcia, maz i moj najlepszy przyjaciel. To rodzina dla mnie.
Ja właśnie chyba jedną bliską osobę wywalam na zbity pysk z życia, tę przyjaciółkę o której gdzieś tam pisałam.
Ogólnie ja jestem taka, że jak widzę, że ktoś chce i się stara, to jak popieprzony by nie był, ja będę dawać kolejne szanse, ale jak widzę, że się nie stara, że narozrabia i ma to w nosie, tylko liczy, że się jakoś "samo ułoży", to mi się kończy cierpliwość.
Pomaganie z angazowaniem to strata czasu moze tak powiem.
Bo ja komus moge dac rade, albo praktycznie pomoc, ale i tak mnie nie obchodzi co sie stanie z ta osoba.
A co do rodziny, wyrzucilam z rodziy wszystkich, ktorzy sa niewlasciwi.
No tak. Ja za to angażuje się dosyć, choć i tak mniej niż kiedyś. Staram się mieć większy dystans (choć to niełatwe dla mnie) i selekcjonować, czyli pomagać odpowiednim osobom i nie dawać się też wykorzystywać. Pomoc też ma swoje granice. No więc jeśli widzę, że ktoś nie chce pomocy, a wręcz, żeby wszystko za niego zrobić, a mnie traktuje tylko jako pomagiera nic więcej, to wtedy już wysiadam. Teraz wiem, że w takiej sytuacji szkoda czasu. Jestem też człowiekiem, mam uczucia i nie chcę być tylko od pomagania - jasna sprawa. Na pewno staram się już "odsiewać" tych bezczelnych, co wydaje im się, że wszystko im się należy, co są namolni i myślą, że są pępkiem świata. Wiadomo, takim ludziom nie chcę już pomagać, szkoda wtedy czasu. No albo niewdzięcznikom, że poradzisz, pomagasz, a oni kręcą nosem. Nie muszą wypełniać moich rad, ale jeśli oni uważają, że nic nie pomagam czy ośmielą się tak powiedzieć, to wtedy "arrivederci". A są tacy niewdzięcznicy. No albo cały czas paplają o sobie, nie obchodzę ich ja, takich też już staram się olać, bo też szkoda czasu ![]()
Bardzo dobrze, ze to widzisz truskaweczko.
Bo wiele osob z dobrym sercem jest wykorzystywanych okropnie.
?Decent people are so easy to manipulate, Potter.? <- ten cytat ma w sobie duzo prawdy i czesto sie to sprawdza.
To prawda. Jak się to zauważa to jest lepiej ![]()
Moj maz ma znowu jakas paranoje z powodu mojego nowego zelu pod prysznic ![]()
Jaką można mieć paranoję z powodu żelu..? O.o
Wiecie, to wszystko, o czym piszecie, fajnie wygląda na piśmie, ja zresztą tak samo piszę różnym osobom. W praktyce po prostu jest trudniej, szczególnie jeśli w grę wchodzą uczucia i emocje.
Wiem Vian
Owszem, to nie jest proste. Przez Internet jednak tak wyrobiłam sobie w miarę dystans, kiedyś jak bym kiedyś pisała przez neta i coś by mi np napisał, to bym się przejęła, teraz nie
Taki przykład.
Czemu? Co mu nie pasuje w żelu? Chyba, że zmuszasz go do mycia się nim, a on ma intensywny taki bardziej kobiecy zapach i mu nie pasuje? Nie wiem co innego może nie pasować hehe ![]()
Zel ma zapach czekolady i czuc to na mnie jak sie umyje i on stwierdzil, ze w domu zalegna sie robaki zwabione zapachem moim - bo to to samo jak gdybym zostawila jedzenie na stole
Moj maz ma obsesje bakterii i robakow i szczurow. Jesli zjem ciastko trzymajac je w rece, to nie moge go dotknac absolutnie przed umyciem rak.
Nie pocaluje mojej reki na ulicy jak idziemy czy gdzies jestesmy bo bakterie .W miejscu publicznym nie polozy rak na stol, jesli ma krotki rekaw - kladzie na serwetki.
Ja w zyciu trzymam sie zasady takiej, ze nie wazne co czuje to decyduje tylko i wylacznie rozsadek.
Dlatego np. mimo ze kocham moja mame nad zycie to nie pozwalam sobie wejsc na glowe.
Zajelo mi to troche czasu, zeby dojsc do perfekcji w tym.
Z tym, ze ja mialam juz na czym to budowac od poczatku.
Mysle, ze milo jest cos zrobic dla kogos. Dla przykladu pozwolilam zaprosic sie na kawe bezdomnemu facetowi i spedzilam z nim dwie godziny rozmawiajac, i pocalowalam go w policzek na koniec i to wszystko jest ladne i mile, ale nie mysle o nim pozniej juz.
Moja kolezanka za to proboje mu pomoc i lata za nim po ulicy a on strzela fochy i nie wiadomo co mu jest.
Co za strata czasu.
Zel ma zapach czekolady i czuc to na mnie jak sie umyje i on stwierdzil, ze w domu zalegna sie robaki zwabione zapachem moim - bo to to samo jak gdybym zostawila jedzenie na stole
Ty wiesz, że coś w tym jest, bo jak moja była dziewczyna wysmarowała się kiedyś bodajże... masłem kakaowym? to chyba wszystkie muchy z okolicy się do niej zleciały. Śmiechy z niej miałam, że jak w simsach - tam jak sim się nie umyje to też tak muchy nad nim krążą. Obraziła się za to na mnie okropnie... ^^'
Ja w zyciu trzymam sie zasady takiej, ze nie wazne co czuje to decyduje tylko i wylacznie rozsadek.
Ha ha, u mnie z tym jest tak - jak chodzi o kogoś obcego - zawsze wszystko rozgryzę, rozpracuję, jestem mądra jak nie wiem co. Od razu umiem ocenić, kiedy kogoś kopnąć, kiedy dać szansę i bardzo rzadko się mylę. Jak chodzi o kogoś znajomego czy kolegę, kogoś, kogo lubię, ale wielkiej miłości między nami nie ma, tak samo. Ale jak w grę wchodzą serio bliskie osoby, to już nie jest tak łatwo, bo nie widzę tego wszystkiego ostro, a jak... przez taką grubą, mleczną szybę. Tracę rozeznanie, co jest co. Chyba większość osób tak jednak ma. Kiedyś się wstydziłam tego, myślałam, że to źle o mnie świadczy, że z innymi to jestem mądra, a z samą sobą głupia, ale to normalna piłka jest, tak samo jak to, że bez lustra nie zobaczymy swojej twarzy.
Hahaha, moze cos w tym jest, ale watpie zeby cos takiego sie stalo.
Jest to normalne o czym mowisz, ale mozna trzymac sie zasad wyznaczonych co do wszystkich i tyle. Mi to wystarczy.
Nina to nieźle. A nie pocałuje też pewnie w usta na ulicy jak bakterie?
A z tym bezdomnym to ładnie
Kto zapłacił hehe? ![]()
Nikt nie zaplacil, bo on mial te kupony na darmowa kawe.
To bylo dla niego wazne, zebym ja nie zaplacila.
Ale ustami niczego nie dotykam, wiec pocaluje. Chyba, ze wczesniej ja pocaluje kota.
Jest to normalne o czym mowisz, ale mozna trzymac sie zasad wyznaczonych co do wszystkich i tyle. Mi to wystarczy.
Dobra, niech będzie, że jestem głupia, ale ja nie lubię sztywnego trzymania się zasad. Kojarzy mi się z prawem coś takiego, a mało ze sprawiedliwością, bo tak na serio liczą się też okoliczności, intencje i sporo różnych rzeczy. To tak jak z Twoim mężem - nie możesz np. powiedzieć "jak mnie uderzy, to się z nim rozwiodę", bo Wy się młócicie dla sportu i zabawy. Z drugiej strony pewnie jakby kiedyś Cię pobił tak w stylu damskiego boksera, to sprawa by inaczej wyglądała.
A z tym bezdomnym to ładnie smile Kto zapłacił hehe? wink
No mam nadzieję, że on!
Moje zasady sa plastyczne, ale jak widze, ze ktos robi cos na moja szkode . To dla mnie to jest tyle. Nie obchodza mnie intencje. Obchodzi mnie tylko co ja z tego mam , albo co ja trace.
Jesli moja mama wymysla jakiejs fanaberie to krotko to ucinam - nie ma plakania, moze mi byc przykro ale to nie musi zostac pokazane i nie ma miejsca na zabawy ze mna.
Taki jest moj sposob na zycie, a moje otoczenie to wie i nikt nawet nie proboje juz.
Ninka, ja chyba kiedyś podobnie miałam, ale problem w tym, że ja też czasami robiłam coś na czyjąś szkodę - bo np. mnie poniosło i na kogoś nawrzeszczałam za bardzo, albo wpadłam na jakiś głupi pomysł i ktoś się wściekł, że się musiał zamartwiać o mnie i ludzie mnie tak samo wykopywali ze swojego życia. Więc część ja wykopywałam, a część mnie. No i lipa lekka jak się chce mieć kogokolwiek. ;-) Tobie chyba z grubsza wszystko jedno. Tzn ja mam wrażenie, że Ty kochasz męża, tatę, mamę, przyjaciela etc, ale jakby nagle zniknęli, to dość szybko byś się otrząsnęła i żyła dalej po prostu. A ja bym się czuła samotna. Ja chcę mieć jednak bliskich, a jak się chce ich mieć i chce się, żeby nas akceptowali z całym dobrodziejstwem inwentarza, to my ich też musimy. No więc się staram akceptować i wybaczać jak ktoś zrobi coś z głupoty np. a potem żałuje, albo chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Po prostu czasem tracę perspektywę.
Ja czaję Twoje zasady i one są dobre dla Ciebie, ale u mnie by się nie sprawdziły. Ja muszę ryzykować. ;-)
No i to jest najlepsze, ze jest wiele roznych sposobow na zycie.
Gdyby moi rodzice znikneli? Nienawidze o tym myslec. Jak tylko o tym pomysle to czuje sie jak gdybym postawila stope w przepasc.
Nie chodzi o samtonosc tutaj raczej, nie obawiam sie samotnosci.
Dla Ciebie to oczywiscie nie dziala, bo jestes bardziej szalona ode mnie.
Ja jestem ulozona pod linijke, mam charakter ze stali i najwieksze szalenstwo na jakie mnie stac to pojscie po nocy na plac zabaw z kolega.
Wrzeszczenie na kogos to nie moj styl - ja nic nie mowie. Jak moja mama wyskoczyla z fanaberiami to mowilam 'nie bede o tym wiecej dyskutowac' i tyle.
Jestem zdolna do roznych wyczynow z ryzykiem mojego zycia wlacznie - ale to wszystko jest przeze mnie wyliczone dokladnie ![]()
Moj egoizm jest zdrowy bo nie reaguje na fanaberie, ale oferuje konkretna pomoc.
Gdybym mogla miec jedno zyczenie, to chcialabym zeby moi rodzice zmarli przede mna i najlepiej oboje na raz.
Moja smierc zniszczylaby moja rodzine kompletnie, moja mama by sie zabila - jestem tego na 100% pewna, a moj ojciec bylby w stanie beznadziejnym bez mojej matki i beze mnie. Pewnie stalby sie alkoholikiem ale za to nie daje glowy - jedynie prawa reke.
Eh, lepiej pomowic o czyms wesolym ![]()
No tak, też myślę jak Vian, że Ty Nino jesteś mocno samowystarczalna
Podoba mi się to, masz naprawdę twardy charakter, ale fakt, i mnie też by to nie służyło jak i Vian lubię mieć wokół siebie bliskie osoby. Oczywiście, jakaś selekcja jest, nie byle kto, ale są dla mnie bardzo ważni, zwłaszcza przyjaciółka, chłopak, rodzice. Kolejność przypadkowa, po prostu wszyscy są dla mnie ważni i każdy z osobna zajmuje ważne miejsce w moim życiu
Lubię się z nimi dzielić tym co mnie spotkało lub po prostu pobyć w ich towarzystwie. Lubię się wygadać. Tak mam. Przy czym nie lubię np spotkań w dużych grupach, ale raczej z jedną osobą, dwoma, wtedy najlepiej mi się gada i nie czuję się przytłoczona
Co o mnie? Wiecie, nie lubię jeszcze głośnych bardzo miejsc, kluby średnio. Wolę spacer, kolację w fajnym gronie, może być i wniko, ale nie musi, bo nie muszę bawić się z alkoholem, a i rzadko piję, często jest tak, że może klika razy w roku i to symbolicznie i tyle. Nic nie muszę tutaj. Różnie jest. No, ale tak, jak nie mogę długo "gęby" otworzyć to mi źle
A szczęście przyjaciół często cieszy mnie bardziej niż moje wręcz
No, ale to właśnie są te ważne osoby, dla których i ja wiem, że jestem ważna.
Edit: Szaleństwo? No na pewno nie jestem taka bardzo spokojna, lubię czasem poszaleć. Tzn nie jakieś wielkie szaleństwo, ale coś jak się dzieje, to jest fajnie. Na pewno nie lubię ciągle być w 4 ścianach, więc jak tylko jest okazja wyjść, zwłaszcza z bliską osobą, to chętnie!
Ja nie mam wszystkiego zaplanowane, wręcz przeciwnie, wielu rzeczy mam nie zaplanowanych. Lepiej na tym wychodzę jak sporo rzeczy robię spontanicznie, bo wtedy wychodzi mi to bardziej na luzie
A ktoś inny za to może mieć inaczej i dopiero jak ma zaplanowane, to czuje się spokojny. Ja niekoniecznie, choć tak, niektóre rzeczy wolę mieć zaplanowane, to zależy. Jak na egzamin się nie przygotowałam, to już ciężko mi improwizować spontanicznie, taki przykład
Dlatego taka ogólnie poukładana to nie jestem, bardziej pani chaos
Lubię też niespodzianki, w wielu sytuacjach, jak coś chłopak spontanicznie zaproponuje lub ktoś inny, to taka mała dawka szaleństwa, mała, ale jakże fajna dla mnie
Pewnych szalonych rzeczy bym nie zrobiła, niektóre to za wiele dla mnie, ale niektóre pewnie tak. Aż będę musiała o tym pomyśleć
Tańczym na dachu samochodzie jak w jednym filmie byłoby zabawnie, ale nie jest to fair wobec posiadacza auta, więc to np muszę odpuścić
Hehe, odbija mi ![]()
Będę powoli szła spać, dobranoc ![]()
Dla Ciebie to oczywiscie nie dziala, bo jestes bardziej szalona ode mnie.
Ale że w takim... psychiatrycznym sensie..? ^^'
Nie no, ja teraz też jestem spokojna dość, nawet ostatnio mi o to docinali, że jak to - kiedyś potrafiłam brać udział w barowych bójkach takich na krzesła i ławy, a teraz to książeczka i szklaneczka bourbona. No tak, tamto życie mnie kosztowało 3/4 zdrowia, resztę muszę oszczędzać. ![]()
Wiesz, ja potrafię powiedzieć, że jak kogoś kocham, to się nie odkochuję i nie odchodzę od ludzi i to w sumie prawda jest. Ale to "nie odchodzę" nie znaczy, że można ze mną robić co się chce, traktować jak sukę burą, a ja na to pozwolę, tylko właśnie, że daję kolejne szanse jak uwierzę, że ktoś je chce. A moja kochana przyjaciółka chciała chyba zrobić coś dobrego dla mnie, ale "niechcący (czyt. z bezmyślności tak po mojemu
) zrobiła coś mocno złego, po czym stwierdziła radośnie, że powinnam się cieszyć, że w ogóle cokolwiek zrobiła, bo nic nie musiała robić - i tak bym przecież jej nie zostawiła, bo nie zostawiam ludzi.
A teraz stwierdziła, że "emocje ją poniosły". ![]()
No i dlatego chyba pora coś zmienić. ![]()
Dobranoc, Truskaweczko!
nie w psychiatrycznym kochana
Ach, no mysle ze u mnie problem lezy w tym, ze ja nie kocham.
Znam moja babke od urodzenia i nie kocham jej bo nie powodow zeby jej kochac.
A babcie od strony ojca, kocham bo mam za co kochac.
Dla mnie kogos pokochac jest bardzo trudne.
Ja mam szalona prace, i robie duzo szalonych rzeczy tam.
Mysle, ze nie jest ze mna tak zle. Bo mam przed soba taka kartke z zajec grupowych w pracy.
Gdzie pisali ludzie o sobie wzajemnie anonimowo.
I u mnie najwiecej jest 'opanowana' i zaraz po tym 'spostrzegawcza' , pozniej jest kilka 'bardzo uprzejma' i jedno 'zimna' i jedno 'urocza' hahaha.
Moja przelozona w moich referencjach napisala, ze jestem odswiezajaco w tym zawodzie delikatna i taktowna w sugerowaniu swoich pomyslow.
Akurat z tego jakim jestem wspolpracownikiem i pracownikiem i szefem jestem bardzo dumna.
Szczegolnie z tego jakim jestem rezyserem na planie.
Wszyscy lubia ze mna pracowac i dlatego wlasnie coraz wiecej osob chce ze mna pracowac.
Ty uwazaj z tymi kolejnymi szansami. A bezmyslnosc jest tak samo zla jak naumyslne zle postepowanie i jeszcze bardziej niebezpieczna.
Dla mnie kogos pokochac jest bardzo trudne.
No właśnie dla mnie też!
Stąd, jak już kogoś pokocham, wszystko jedno czy tak kobietę/mężczyznę, czy jak brata/siostrę, to właśnie nie rezygnuję łatwo i daję te kolejne szanse, bo ja kolejną osobę MOŻE pokocham w porywach za 2 lata. A może za 5, a może za 10, a może już nigdy nikogo. No ale szanse trzeba chcieć... ![]()
Poza tym mnie to prawie nikt szans nie dawał. Kiedys rzuciła mnie kochanka, bo na nią nawrzeszczałam i cisnęłam talerzem o ziemię. Nie zrobiła nic złego w sumie, czymś mnie tam wkurzyła, po prostu miałam zły okres. I chociaż ją przeprosiłam, wyjasniłam to wszystko, to już mnie znać nie chciała, bo dla niej to straszne przegięcie było. A rok trwała relacja, aż dziw, że tak długo, bo ja jestem dość wybuchowa.
Teraz to mi się śmieszne wydaje, ale jak masz takie sytuacje raz za razem, to przestaje być śmiesznie.
Mysle, ze Tobie jednak latwiej kogos pokochac.
Bo ja umiem kochac prawdziwie tylko ludzi, ktorych znam od urodzenia (albo zwierzeta)
A meza i przyjaciela i kochanka 'na swoj sposob' i juz dla nich sa inne granice postepowania.
Nie jestem pewna czy rozumiem co masz na mysli poprzez druga szanse ?
Ja moge dac szanse jesli ktos cos odwali co mnie bardzo wkurzy i jest mu przykro.
Ale nie jesli ktos przekroczy granice.
Wybaczylam bardzo duzo mojemu mezowi, ale to zmienilo juz nasza relacje. Nie obchodzi mnie juz wiele rzeczy jego jak mogloby mnie obchodzic.
Chyba musze naniesc poprawke... ode mnie dostaje sie druga szanse, ale to juz nie to samo.
Bo ja po prostu jestem niebezpieczna- jestem niebezpieczna z natury.
Bo mam nature, osoby ktora jak widzi zalosna slabosc to chce ja zdeptac.
W naprawdej powaznej sytuacji jestem zawsze szlachetna, ale w codziennym zyciu to co stalo sie przed druga szansa sprawia, ze jestem kogos w stanie zepchnac sobie z drogi albo przejsc po tym kims zeby cos osiagnac.
Dlatego tez mowie, ze kocham prawdziwie tylko ludzi ktorzy sa wokolo mnie od urodzenia i sie mna opiekowali i udowodnili swoja milosc do mnie.
Dla nich nie jestem zagrozeniem zadnym i nie chowam urazy.
Nie jestem pewna czy rozumiem co masz na mysli poprzez druga szanse ?
Ja moge dac szanse jesli ktos cos odwali co mnie bardzo wkurzy i jest mu przykro.
Ale nie jesli ktos przekroczy granice.
U mnie te granice są mega daleko posunięte chyba po prostu.
Na przykład miałam dziewczynę z zaburzeniem borderline, wiesz, na czym to polega? Takie mniej więcej przeciwieństwo Ciebie, wcale a wcale nie kontrolowała emocji i były bardzo silne. Kiedyś się na mnie wściekła i rzuciła z nożem, gdyby nie to, że jestem od niej sporo wyższa, cięższa i silniejsza, to nieśmiesznie by było, bo celowała w brzuch. I wybaczyłam, bo taka choroba - potem przepraszała i płakała, że nie chciała. Chciała, ale tylko w tamtym, krótkim momencie. Albo potrafiła mnie między "kocham cię" a "zaufaj mi" mnie okłamać. Tu się musiała już ostro nastarać, naznosić dowodów, że się leczy, że robi postępy etc, z rok jej nie chciałam widzieć. Ale też dałam kolejną szansę. Ale kiedy odkryłam, że jak się poczuła pewnie, to zaczęła okłamywać i terapeutę i mnie, ponownie, to już odeszłam na dobre.
Bo ja umiem kochac prawdziwie tylko ludzi, ktorych znam od urodzenia (albo zwierzeta)
A dla mnie to bez znaczenia jest. Tzn czas się liczy, nie pokocham kogoś, kogo znam tydzień.
Ale do pewnej granicy tylko powiedzmy tych 2 lat.
Ja, Ninka, mam dwa prawdziwe talenty - do rozumienia ludzi i do obrywania. Ja nie jestem szczególnie twarda ani silna, ale ja się zawsze podnoszę. Zawsze. I tu bez znaczenia, czy mówimy o jakichś fizycznych obrażeniach czy psychicznych. Dlatego stać mnie na te szanse, mogę ryzykować, że oberwę, bo chociaż zaboli, to i tak się podniosę.
Mysle, ze to rozsadne podejscie z Twojej strony.
U mnie jakiekolwiek zaburzenie , ktore sprawia, ze ktos jest az tak rozchwiany, ze rzuci nozem jest przekroczeniem granicy.
Zreszta to by sie skonczylo zle dla takiej osoby, a ja bym i tak sie otrzepala i poszla sobie.
No, ale ja nie moglabym kogos takiego kochac.
Podoba mi sie Twoje podejscie, bo nie jest glupie. Jest po prostu inne.
Ja tego nie robie dlatego, ze dla mnie to strata czasu.
Ale ja z kolei uzeram sie z postaciami jakie gram ![]()
Ja po prostu uważam, że ludzie się nie różnią tak bardzo od zwierząt w takich podstawowych kwestiach. Jak pies miał okrutnego właściciela, to będzie agresywny, ale to nie znaczy, że w środku jest zły i może się zmienić, może być kochany, tylko nie każdy powinien takiego psa brać, bo trzeba się liczyć z ryzykiem, trzeba się orientować, jak postępować, trzeba być cierpliwym i konsekwentnym, etc etc.
Część ludzi ma podobnie, taki border nie bierze się z niczego, można powiedzieć, że tacy ludzie mieli "okrutnego właściciela".
Mi niestety nie uda sie nigdy spojrzec na czlowieka jak na psa. Inne wymagania.
Zwykle nie obchodzi mnie skad to sie bierze u czlowieka.
Zreszta nie wiadomo co choroba przykrywa, bo moze wcale nie kochana osobe.
Najbardziej nie lubie ludzi slabych i zlych. Tacy ludzie to dla mnie kandydaci do zdeptania obcasem.
https://www.youtube.com/watch?v=uqv5b0UjR4g
Cos mnie wzielo na ta piosenke.
Zreszta nie wiadomo co choroba przykrywa, bo moze wcale nie kochana osobe.
To i ten Presley poniżej aż się domaga piosenkowego komentarza. ![]()
Przypomniało mi się, co mi się zapomniało.
najwieksze szalenstwo na jakie mnie stac to pojscie po nocy na plac zabaw z kolega.
Dużo zależy od tego, co tam robiliście, może to było całkiem spore szaleństwo. ![]()
Mi niestety nie uda sie nigdy spojrzec na czlowieka jak na psa.
Ja jestem dominującą sadystką, więc u mnie nie ma problemu. ![]()
Swojemu byłemu kazałam kiedyś iść, kupić smycz i przynieść ją ze sklepu w zębach. Jakie cyrki wyprawiał po drodze. ![]()
Hahaha
Dzieki!
Ja mysle, ze u mnie jest tak, ze ludzie mnie szybko mecza.
Mecza mnie moi rodzice, moj najlepszy kumpel.
Lubie ich kochac, ale nie codziennie.
Maz mnie nie meczy dlatego moge z nim byc codziennie.
Mnie mecza nawet moje postacie. Meczyla mnie ostatnia, a teraz mam ja grac w filmie jeszcze.
Najbardziej meczaca postac jaka zagralam , byla na poczatku tego roku. Slaba i zlosliwa. Cos strasznego, ta cipka mnie tak wkurzala, ze nie chce jej wiecej juz widziec na oczy.
Na placu zabaw bawilismy sie jak dzieci
wiec nic takiego.
Ja nie lubie seksu w miejscu w ktorym ktos moze mnie zlapac.
Lubie ich kochac, ale nie codziennie.
![]()
To śmiesznie brzmi, ale w sumie chyba każdy tak ma. Tzn ja np. kocham ludzi non stop, ale nie chciałabym z większością z nich non stop przebywać.
Nawet z moimi kobietami i mężczyznami często nie chciałam mieszkać. ![]()
Meczyla mnie ostatnia, a teraz mam ja grac w filmie jeszcze.
Najbardziej meczaca postac jaka zagralam , byla na poczatku tego roku. Slaba i zlosliwa. Cos strasznego, ta cipka mnie tak wkurzala, ze nie chce jej wiecej juz widziec na oczy.
Jakaś ogólnoznana..?
To kolejny powód, dla którego nie powinnam być aktorką - z moją fizis dawaliby mi pewnie jakieś same nijakie parówy do zagrania. ![]()
Na placy zabaw bawilismy sie jak dzieci big_smile wiec nic takiego.
Ja nie lubie seksu w miejscu w ktorym ktos moze mnie zlapac.
Och, od razu seksu! ![]()
Np jakbyście poszli tam pogadać i się pohuśtać na huśtawkach, to malutkie szaleństwo, ale jakbyście się... hm... przebrali w stroje haloweenowe, ucharakteryzowali i schowali gdzieś nastraszyć dzieciaki, co tam przyjdą rano, to już całkiem spore. ![]()
Rola nie byla jakas znana, to bylo napisane u nas.
Uzalezniona od hazardu, z dlugami u gangsterow lasia, ktora postanawia za namowa siostry zabic dziadka swojego dla kasy.
Na szczescie doczekala sie marnego konca.
Jedyna rzecz jakiej nie moge jej odmowic, to dobry styl.
Po latach wlasnie slucham Courtney Love - Mono.
Ta piosenka mi na mysl przynosi tylko seks.
Troche szkoda mi teraz jak tego slucham, ze nie przespalam sie z kochankiem tym moim.
Czyżby Ci wywalało przerwę techniczną? ^^
Albo jednak usnęłaś z nosem na klawiaturze...
Przerwa, ale juz poprawilam ![]()
Troche szkoda mi teraz jak tego slucham, ze nie przespalam sie z kochankiem tym moim.
Ok, confused...
Nie przespałaś się z ... kochankiem..?
To byl romans w starym stylu i urwal sie zanim doszlo do seksu.
Nina, no teraz mnie zszokowałaś, a rzadko się to komukolwiek udaje!
Uprawiasz seks od 14 roku życia.
Seks to świętość dla Ciebie.
Miałaś w życiu cały zastęp kochanków i kochanek.
Ale tak naprawdę liczy się dla Ciebie tylko dwóch facetów.
I z jednym z nich nie spałaś..?
Ty go koniecznie musisz znaleźć!
Haha, nie mialam znow tak wielu ludzi. To sie tak wydaje jak ja o tym mowie.
Moze on mnie tak wciaz kocha, bo ze mna nie spal hm?
Moze on mnie tak wciaz kocha, bo ze mna nie spal hm?
Nie mam pojęcia, jaka jesteś w łóżku, ale nie wierzę, żeby było aż tak źle. ;-)
Hahaha, no ale wiesz niespelnione jakies marzenia i ambicje... ![]()
Ee, eeee... ![]()
Tzn... Ty go znasz lepiej, ale ja NIGDY nie słyszałam o facecie, co by był miesiącami i latami zakochany w jednej kobiecie, wszystkim o niej nawijał, że ona jego jedyna i w ogóle, bo miał niespełnioną ambicję ją bzyknąć... ![]()
Coś mnie to nie przekonuje za bardzo.
Hahaha
Niespelniona milosc jest najbardziej romantyczna.
Nie jestem pewna co by sie stalo gdyby on mnie spotkal teraz.
Czy on wokolo mnie zbudowal w glowie mit jakis i by sie wszystko rozpadlo gdyby zobaczyl w rzeczywistosci.
Czy raczej bym go zciela z nog.
On nigdy nie widzial mnie takiej jak teraz. Teraz jestem w swojej 'chwale' z wygladu i samopoczucia. W porownaniu do tego co on zna, to dosc piorunujaca granica.
Wtedy sie wspinalam i bylam zmeczona.
Myslisz ,ze powinnam sie byla przespac? To napewno sprawiloby, ze ta historia nie zostawilaby niedosytu.
Myslisz ,ze powinnam sie byla przespac? To napewno sprawiloby, ze ta historia nie zostawilaby niedosytu.
Tak, myślę, że niedosyt jest przereklamowany. Masz jedno życie i nie warto z niego wypuszczać ani odrobiny tylko je wycisnąć, ile się da, szczególnie jeśli coś jest ważne.
Myślę, że powinnaś go znaleźć, a jak już znajdziesz, to zabrać w jakieś spokojne miejsce do seksu i przespać się z nim tyle razy, ile zechcecie.
On wcale nie naciskal na seks wtedy, chociaz mowil o tym i to bylo oczywiste ze bardzo mnie pozada.
Ale jak wczesniej mowilam, nie mialam wtedy czasu ani checi przygladac sie jemu.
Byla raz taka sytuacja, ktorej nigdy nie wyjasnilam, a po tej sytuacji on wycofal sie troche i zaczal sie zachowywac ostroznie.
Bylismy w mojescu publicznym w obecnosci osob kilku i ja nie chcialam z powodow pewnych, zeby te osoby wiedzialy ze miedzy nami cos jest.
I zartowalismy wszyscy i ja cos powiedzialam, i on tez 'zartem' powiedzial, ze za to musze go ucalowac w policzek i mnie to juz zestresowalo bo te osoby zaczely dziwnie patrzec jak 'wtf?'
I wstalam i odsunelam sie pod sciane prawie, i on zagrodzil mi droge co mnie jeszcze bardziej zdenerwowalo bo jego postac jest dosc oniesmielajaca.
I zeby skrocic przedstawienie chcialam pocalowac go w policzek, ale prawie trafilam w usta bo on specjalnie sie odwrocil. Po tym powiedzialam , ze musze isc gdzies tam i rzeczywiscie musialam i zaczelam sobie isc, bo nie chcialam zeby ktos zobaczyl moje zmieszanie.
I on poszedl za mna i objal mnie ramieniem i zapytal 'wszystko ok?' ja powiedzialam 'tak' wyrwalam sie i sobie poszlam. A pozniej nie chcialo mi sie go ogladac przez kilka dni.
Teraz jak o tym mysle, to tamta sytuacja zostawila jego bardziej zestresownym niz mnie.
Mysle, ze on pomyslal ze sie go przestraszylam i mysle, ze to wlasciwie zranilo jego uczucia.
I juz nigdy wiecej z niczym sam nie wyskoczyl.
On bardzo lubil mnie gryzc , ale ja na to sama pozwolilam bardzo jasno.
Zwykl mowic, ze mam najlepsze cialo do gryzienia na Swiecie.
To gryzienie to fetysz byl chyba dla niego, bo on naprawde tak bardzo chcial mnie gryzc jak nikt inny - mimo, ze wiele osob lubilo nawet moj przyjaciel gej.
Mysle, ze on pomyslal ze sie go przestraszylam i mysle, ze to wlasciwie zranilo jego uczucia.
A że się go wstydzisz nie mógł pomyśleć? W każdym razie moje uczucia pewnie też byś zraniła, więc rozumiem chłopaka. ![]()
Zwykl mowic, ze mam najlepsze cialo do gryzienia na Swiecie.
Korci mnie żeby napisać, że jakby był tak bardzo solidnie głodny, to mogłabyś przegrać w rankingu z szynką, ale to by chyba popsuło nastrój... ;-)
Nie wiem czy to przyszlo mu do glowy, bo zachowywalam sie jak przerazona nim.
Pozniej przeprosil mnie za to, ze wogole probowal mnie pocalowac, powiedzial 'myslalem , ze tez tego chcesz'.
Hahah nie pamietam czy on jadl szynke wogole. Ale przegralabym z tunczykiem pewnie.
Chociaz obawiam sie ze on by mnie zjadl, gdyby byl ze mna na bezludnej wyspie
On cos mial z tymi wampirami, nie pamietam dokladnie, ale wiem ze zawsze chcial mnie ugryzc naprawde mocno, ale na to nie pozwalalam bo nie chcialam sladow i mysle, ze chcial mnie gryzc do krwi i pic ta krew.
Nie wiem czy wogole powinnam z nim uprawiac seks, jesli go spotkam. Moze lepiej tego nie ruszac.
Chociaz obawiam sie ze on by mnie zjadl, gdyby byl ze mna na bezludnej wyspie
Ja bym się tam nauczyła łapać ryby... ;-)
On cos mial z tymi wampirami, nie pamietam dokladnie, ale wiem ze zawsze chcial mnie ugryzc naprawde mocno, ale na to nie pozwalalam bo nie chcialam sladow i mysle, ze chcial mnie gryzc do krwi i pic ta krew.
Ja tak mam, to wampiryzm seksualny się nazywa. Fetyszem jest krew.
Tzn ja mam trochę inaczej, bo niekoniecznie muszę dziabać zębami własnymi, po prostu kręci mnie krew w kontekście łóżka, smak, zapach, widok na nagiej skórze. I to nie są wielkie ilości krwi, więc to straszniej brzmi niż jest w rzeczywistości. ![]()
Ja nigdy nie probowalam.
Jak on mnie tak gryzl bez sytuacji seksualnej to sobie nie wyobrazam jak by mnie ugryzl w sytuacji seksualnej ![]()
Poza tym byl bardzo delikatna osoba, wrecz zaskakujaco delikatna w porownaniu do mnie naprzyklad.
Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 49 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Nocne Marki - netkafejka
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026