No bo jak czytam slowa takie:
"Nawet w sumie ciężko mi sobie to wyobrazić teraz jest, żeby taki trójkąt prowadzić. I też nie chciałabym, żeby facet chciał się mną dzielić. Gdyby chciał, to myślę, że by mnie prawdziwie nie kochał."
" No nie wiem, jakoś dla mnie to abstrakcja trochę. Jak może mój facet chcieć tego, żeby inny mnie dotykał, całował, czy uprawiał ze mną seks? I jeszcze przy tym być na to zupełnie obojętnym, żadnej zazdrości, żadnego ukłucia w sercu? To nie ma miłości wtedy."
"
To może i nawet jakies tam nowoczesne jest, że jak nie ma wystarczająco seksu w związku, to się idzie do innego, załatwia potrzebę i wraca 'do domu', ale dla mnie to już nie jest ani miłość, ani związek, ani nic, czego ja bym potrzebowała. Dla mnie 'my', to jesteśmy ja + on i koniec, musi wystarczyć, a jak nie wystarcza, przy kolejnych próbach ratowania, to widocznie trzeba się rozejść."
"I jesli nie mówimy o seksie to o czym? Po co ci potrzebny tamten facet?"
To ja nie wiem co mowic haha, szczerze. Wiedzialam, ze to to dobrze podsumujesz, podepre sie tym. Bo ja mam pustke we lbie na takie slowa. Bo dla mnie to normalne jest tak, ze nawet nie wiem jak to tlumaczyc, komus kto jest tak bardzo z innego swiata niz moj.