Witaj Mikołaju :-) Przeczytałam Twój post i postanowiłam coś napisać od siebie. Ja z kolei jestem tą "niedobrą" żoną, która zdradziła swojego męża, dlatego rozumiem w jakiś sposób, to co czujesz. Napisałeś, co o sobie myślisz, wiesz, z jednej strony nie ma żadnego wytłumaczenia na zdradę, ale z drugiej strony zdrada wynika zazwyczaj, z jakiś niezaspokojonych potrzeb, trudno oceniać jednoznacznie kogoś, nie wiedząc, co doprowadziło go do tego. Moja sytuacja jest może nieco inna, gdyż mężczyzna, w którym się zakochałam mieszka w innym mieście, jest żonaty (poznaliśmy się przez czat) i nasze spotkania są bardzo rzadkie. Wiem jedno, kiedy już zdradzisz, i to nie tylko fizycznie, ale może własne bardziej emocjonalnie, zakochasz się w kimś innym, już nic nigdy nie będzie takie samo, nie ma już odwrotu, na zawsze Cię to zmieni jako człowieka, bo wiesz już, że to co do tej pory uważałeś za największe świństwo, jakie można zrobić mężowi/ żonie stało się Twoim udziałem i że co gorsza nie umiesz tego przerwać. Pragniesz tych chwil jak narkotyku, kiedy raz zasmakowałeś owocu zakazanego to wciąga Cie do coraz bardziej w spiralę kłamstwa i oszustw. I wiesz co jest największą karą, sumienie właśnie, to że nie możesz na siebie spojrzeć w lustro, to że patrząc na swojego mężą/ żonę widzisz tamtego mężczyznę/kobietę, czujesz jego dotyk, smak jego ust, ciągle o nim myślisz, staje się to Twoja obsesją, sprawdzasz nieustannie, czy napisał, jesteś uzależniony od kontaktu z nim/nią. żyjesz w świecie ułudy, wiesz w głębi duszy, że to się musi kiedyś skończyć, oddalasz się jeszcze bardziej od swojego męża/żony, zamykasz w sobie, niby wszystko jest jak dawniej, ale już nic nie jest takie samo, znasz to prawda? Tak to cena, jaką płacimy za chwile namiętności, adrenalinę i szaleństwo. Czy warto.... nie wiem.... wiem tylko, że kiedy się już tego zaznało, trudno bez tego żyć. Też czuję się paskudnie, jestem rozbita emocjonalnie, żyję z ciągłymi wyrzutami sumienia, a jednocześnie tęsknota za tamtym mężczyzną jest na co dzień nie do zniesienia. Ten związek z jednej strony zaspokoił moją potrzebę czułości i bliskości, której od dawna brakuje w moim małżeństwie, pozwolił mi poczuć się znowu kobietą, ale za jaką cenę....? Myślę Mikołaju, że sam już wiesz, że nikt nie da Ci odpowiedzi, jak poradzić sobie z tą sytuacją, na pewno nie ułatwia tego fakt, że pracujesz z tą kobietą i widzisz ja na co dzień. Myślę też, że nie powinieneś akurat się obwiniać, o to że skrzywdziłeś swoja kochankę, skoro zdecydowała się na romans z żonatym mężczyzną, a Ty jej niczego nie obiecywaleś, to jej żądanie porzucenia dla niej rodziny tez nie jest całkiem w porządku wobec ciebie. W każdym razie Mikołaju jestem daleka od potępiania Cie, za to co zrobileś, jesteśmy tylko ludźmi, życie jak widzisz uczy nas nigdy nie mówić nigdy, bo może z nas zakpić w najmniej oczekiwanym momencie. A cena, jaka płacisz za tę miłość, jest to co przezywasz teraz każdego dnia patrząc na swoją zonę, a jednocześnie tęskniąc do bólu za tamta kobietą. Pozdrawiam cię serdecznie, zaglądam tu często, więc zawsze możesz coś jeszcze napisać. Na tym forum przeczytalam naprawdę wiele historii, które też mnie czegoś nauczyły, dały do myślenia i trochę otrzeźwiły.