Witam i dziekuje za zaproszenie. Przeanalizowalem Twoje wypowiedzi i do calosci nie moge sie odniesc poniewaz, jak ktos napisal, wiele jest powodow, typow ludzi, choc jest tez kategoria "typowych" zachowan spolecznych, ktore sa powszechne ale czesto wypierane ze swiadomosci wielu ludzi (zyja w swoim swiecie) i tylko statystyka oraz rozne badania pokazuja prawde o spoleczenstwie ludzkim, ktore nazywam "malpiarnia". Odniose sie do szczegolow.
Temat zszedl tez na teologie i PS i poniewaz sie tym interesuje oraz starozytnoscia to tylko moge powiedziec ze ST jest tekstem wtornym i bog ST nie jest Bogiem NT a prawa i nakazy dane w ST, jakkolwiek sluszne maja troche inne zrodlo niz te podane w NT. Jesli chodzi o antykoncepcje to jak najbardziej jest zakazana ale chodzi o cos innego, o realizacje tzw. planu zycia pokazanego w opowiesci o Onanie. To temat jest na dluzsza dyskusje i chyba nie tutaj. Jednak uwazam ze rozne "stereotypy", wrecz symbole naszej kultury sa w oczywisty sposob przeklamane jesli sie odniesie do bardziej pierwotnych (w znaczeniu starszych) znanych nam opowiesci strozytnosci, czyli do tego jak bylo "naprawde".
Organizacyjnie, zeby bylo jasniej post ten bede edytowal a poszczegolne zagadnienia omowie w punktach.
1. Zeby zrozumiec podstawowy problem autorki i to co on wyzwolil nalezy siegnac do informacji kim jest czlowiek i jaki jest sens jego zycia. Jednym z takich rownoleglych do innych spojrzen sa "wspomnienia dusz" uzyskane w wyniku hipnozy opisane przez Newtona w kilku ksiazkach. System zycia jest tam przedstawiony jako zbior dusz, ktore doswiadczaja zycia ale emocjonalnie i uczuciowo sa zwiazane przede wszystkim z grupa kilkunastu bliskich sobie dusz. Czesto spotykaja je w swoim zyciu jako kolejnych partnerow lub najblizszych przyjaciol, pelnia wobec siebie okreslone role, a zycie bez takich dusz wydaje sie puste i ze czegos w nim brakuje. Jednak sam plan zycia, rozne znaki sa tak skontrulowane ze wszystko ma swoj cel, nie wykluczajac mozliwosci wyboru. Nasza tesknota moze wiec byc postrzegana jako dazenie do spotkania takiej duszy ale rowniez myslenie o kims moze byc taka tesknota. Mozliwe ze zycie z kims z grupy dalszej dusz powoduje pewien dysosnans i wrazenie obcosci ale nie jestesmy tego w stanie zweryfikowac. To ma jednak swoj cel uczenie sie. Co wiecej, nie tracimy osob, ktore poznalismy, bo spotkamy je po smierci i bedziemy razem ( o ile oczywiscie "bedzie nam wybaczone" i sami sobie wybaczymy). To sa powody i skutki. Dlatego swiadomosc umocowania w wiekszej, wielowymiarowej rzeczywistosci, swiadomosc braku samotnosci przez istnienie bliskich "przyjaciol" tutaj i tam oraz nabyte doswiadczenie polegajace na daniu wolnego wyboru osobm ktore sie kocha i przeswiadczenie o niekoniecznosci musu bycia z kims kogos sie kocha lub porzada - bardzo ulatwiaja zycie. To determinuje nasze przeznaczenie, los wybieramy sami. Nawet w tekstach starozytnych te dwa terminy sa taktowane rozdzielnie. Poza tym czlowiek jest zlozeniem ciala i duszy, jego obecny charakter jest wypadkowa i rozne sa dazenia stad bierze sie czesty dualizm. Zobaczmy, samo cialo ma jednoznaczne dazenia, nie bylo by dualizmu (zjesc, spac, przyjemnosc, cieplo). Do tego dodajmy pokusy pochodzace z tego i tamtego swiata, niemoznosci ich kontroli tylko wyboru i mamy wielosc wypadkowych, z naszego punktu widzenia tworzy to skomplikowany system, ktory w rzeczywistosci jest bardzo "prosty". Mozna przewidziec zachowania i wybory, mimo to trudno "przyjac" doswiadczenie innych ludzi, jesli jest nieosobiste. Pogon za innoscia ma wiec swoje rozne i rownolegle zrodla w postaci dazenia ciala, duszy, karmiczna, charakterologiczna, podsuwanej pokusy. To w jakim stopniu czlowiek temu ulega jest pozycja miedzy swiadomym zyciem a zyciem kierowanym przez popedy i emocje.
2. Autorka wyszla za maz dosc mlodo (czy zaczela zwiazek) majac jednoczesnie zle wzorce z domu. Oznacza to nie tylko pewne umocowanie lub brak zasad ale rowniez nieumiejetnosc wyboru parnera zyciowego poprzez kryteria i stalosc celow (tutaj reprezentowanych przez sposob zycia obojga). Mialem to sami w pierwszym malzentwie (zbyt mlodo, zwiazek z przyjaciolka ale nie miloscia). Nie majac przykladow brnie sie w cos co sie zna ale nie wie sie ze powinno byc inaczej. Cechy charakterologiczne parnera ulatwiaja lub utrudniaja zycie ale nie sa w ogolnosci czyms co jest podstawowym kryterium wyboru, czyli spokoj, dobroc nie sa podstawowym (zwykle) ale posiadanie dzieci, cele materialne, milosc takimi sa. Poza tym dojrzalosci spoleczna pojawia sie dosc pozno, zmieniaja sie dazeniam spojrzenie na zycie, ludzie sie rozmijaja. Nie do pominiecia jest tez typowy okres kryzysow w zwiazku po 7-10 latach i dol emocjonalno uczuciowy, co jest typowe ale nigdzie nie ucza jak sobie z tym radzic. Ta "pustka" wyniszcza i postepowanie aurki idzie w kierunku niezgody na wyniszczenie w siebie sil do dzialania, jest przeciw stagnacji. Ale to samo mozna robic w domu tylko trzeba zmienic przyzwyczajenia, narzucic sobie nowe sposoby postepowania, pozwolic na realizacje "dozwolonych fantazji" zarowno w czasie spedzanym razem w domu i poza domem, jak w i seksie. W seksie trzeba wydzielic wlasna sypialnie (co jest warunkiem koniecznym dla udanego porzycia intymnego). Nie ma innej drogi a dodatkowo, co sugeruje autorka polaczenie tego z wiara i odnowieniem wiary da dobry efekt tylko ze musi sie to dziac przy wspoludziale meza. Poza tym samej wiary nie mozna odnowic od tak sobie. Trzeba sie udac na pilegrzymke, zaczac zywa modlitwe (nie klepanie), rozmowy z Ojcem w pokorze, wtedy jest szansa na zmiane. Takze samo zachowanie i dazenia sa jaknajbardziej zrozumiale, kwestia jest w ich ukierunkowaniu. Jest tez kwestia prawidlowego doboru parnera, ale wobec obecnosci dziecka, wieloletniego zwiazku i istnienia "sprzyjajacych" cech u meza, nie chce sie wypowiadac. Kwestia ukierunkowania jest istotna. To jak z poruszanym piciem. Pic mozna w domu (samotnie), z kolezankami na niezobowiazujacej imprezie, na lawce w parku i na dyskotece nie kotrolujac sie z kim i jak. Chce jakby pozostaje ale sposob realizacji jest rozny. Oczywiscie, z mezem, zona trudno jest wykrzesac entuzjazm i dobrze to rozumieja mezczyzni gdzie w mozgu maja polaczone pewne rzeczy oraz stosujacy zasade "wspomagania sie" czym, czy kims innym. Ale takie rzeczy powoduje skutki moralne. Nie jest wiec latwo.
3. Posiadanie tzw. Casus Beli (obojetnie jak uzasadnionego ale istotne ze istniejacego w swiadomosci), czyli tzw. usprawiedliwionego powodu do zdrad nie zmusza nas do dzialania ale stawia nas w pozycji wolnego wyboru, nie powinno nas zmuszac do czegos ale dawac nam pozycje swiadomego wyboru. Skoro moge to tym bardziej powinien to byc swiadomy a nie przymuszony wybor co zrobimy. Tylko zlo zmusza nas do zla, dla nas istotne powinno byc to ze to co robimy jest wyborem nas jako calosci. Np. wiele razy zalowalem nie skorzystania z roznych "okazji". Z drugiej strony wiele razy przypominalem sobie moja druga nature z mlodosci gdzie przejmowalem sie bardziej uczuciami i relacjami a nei seksem a seks bez milosci uwazalem za cos zlego. Ta walka (juz ze wspomnianiami) byla obecna silnie w mojej glowie i dojrzewanie polegalo na wyborze, wytlumaczeniu sobie (po fakcie) intencji mojego wlasnego postepowania. To zbliza a nie oddala do wlasnego ja, natomiast uleganie popedom pozwala jedynie zrozumiec miejsce umocowania na linii swiadome zycie, zycie pod wplywem popedow a nie siebie bo popedy dla wiekszosci ludzi sa dokladnie te same. W ten sposob rowniez zatraca sie indywidualizm a nie poszukuje siebie. Jedynie mozna doswiadczac i niektorzy tak to tlumacza. Wrocmy jednak to skutku w postaci kosztu moralnego, a przeciez relatywizacja postepowania jest splaszczeniem i ogolnie kazdy widzi ze to droga zla.
4. Pytanie co robic dalej i jak jest jak najbardziej na miejscu. Co wiecej, jest to pytanie podstawowe. Przesuniecie dzialania u autorki z kierunku swiadomego wyboru (odmawiala sobie realizacji pokus) do dzialania w kierunku ich realizacji jest moim zdaniem kwestia poszukiwania odpowiedzi na wiele pytan i niejasnosci, kosztem oczywiscie moralnosci, ktora w jej zyciu byla bardzo wazna (wziela sie z przykladu pelnego poswiecenia zycia matki). Pytanie zasadnicze, ktore ja sobie zadaje, czy mozna cos zrozumiec bez wczejszego "upadku" czy "doświadczenia" pozostaje dla mnie bez odpowiedzi i dla autorki pewnie rowniez takim pozostaje. Nie jest to usprawiedliwieniem nieczego a tylko proba zrozumienia ulomnosci czlowieka, jednakze i ta ulomnosc nie jest usprawiedliwieniem. Sa rozne drogi, ktorych rezultatem jest zrozumienie (zawsze pamietajmy o koszcie bo koszt wynika z tego co robimy) przez ewolucyjne zastanawianie sie czyli przyjmowanie doswiadczen innych albo przez autodoswiadczanie (czesto desktrukcyjne).
Kwestia jest wiec zrozumienia "siebie", znalezienia zrodel impulsow naszego dzialania, ukierunkowania tego dzialania najlepiej w celu swiadomego zrealizowania okreslonych oczekiwanych skutkow, rezultatow.