lena
powoli się podnosisz, powoli, ale to bardzo dobrze.
Podobne tematy
Aniu odpowiadał na pytania.
Życie to nie konkurs,ja myślę że w tym momencie mąż pokazuje wartość jaką posiada i wiesz na dłuższą metę jak będzie się kierował takimi kategoriami to straci szacunek nawet do samego siebie.
Ja wiem,że taki przeterminowany towar pokaże jej takie samo oblicze,albo jeszcze gorsze.
Widząc jak postępuje, żadna to przyjemność walczyć z kimś o człowieka pozbawionego własnej godności.
Ostatnio powiedział,że wszyscy go przekreslili i myślą, ze bawi go ta sytuacja....powiedziałam, że nie można inaczej myśleć skoro tak postępuje wina jest tylko jego.
Myślał chyba,że będę go pocieszac, a ja powiedziałam znów co o tym myślę.
Dla mnie to żadna konkurencja,skoro to ona kontaktowała się ze mną to chciała chyba zrobić konkurs,która wytrzymie dłużej. Tym sposobem to ona przegrała poniżając się do tego stopnia.
Może wygra tą swoją nagrodę, ale to ja jestem zwycięzca w tym plebiscycie,który zdobiła. Ale o czym my mówimy? Ludzi ceni się za to co sobą przedstawiają, nie liczą się puste słowa, a ona to jeden wielki pustak.
dobrze lena, pora obudzić misia z pieknego snu - nieszczęliwej ofiary niepoczytalnej miłości
Jutro znowu wyjazd nie wiadomo na jak długo. Wyjazd z dzieciakami tuż, tuż. A on niech tam sobie pokazuje te swoje ja.
Dobrze tak odsapnac i nabrać sił i pomyśleć o sobie.....wypadzik rowerem,pogaduchy.
I
lena
i znowu to samo, piszesz że mąż straci szacunek nawet do siebie, ale po co Ty się nad tym zastanawiasz, czy straci czy nie, po co mu coś tłumaczysz jak nastolatkowi, przecież to dorosły facet i na bank wie, że w życiu jest związek przyczynowo-skutkowy, a jeśli nie, to niech się sam przekona. To jego życie. Kolejny post o kochance, że to Ty wygrałaś, a czy to kurczę jaki konkurs czy jak, po co się z nią porównujesz? Twój problem polega na tym, że żyjesz życiem nie swoim, czasem się tam gdzieś przewijasz, ale głownie to krążysz co on i ona.
Po prostu odpowiedziałam na zapytanie,a tłumaczyć przestałam tydzień temu co jest miedzy nimi też mnie g....o obchodzi i nie mam zamiaru sobie nimi d...y zawracać, bo uwierz jest wiele ciekawszych rzeczy do robienia,a na brak zajęć to ja nie mogę narzekać. Próbujesz coś wymawiać mi,przypominasz mi moją teściową po komunii .
Ona też słyszała to co nikt nie mówił i widziała to czego nie było. Więc ludzie ja wiem jeszcze co widzę, słyszę, mówię, a że do pewnych wypowiedzi trzeba się cofnąć to juz trudno.
Ja w sobie czuję spokój, nie czuję się jak zagrożona,bo wszystko co robię, robię z myślą o sobie i nie licze na pomoc męża, bo jej nie potrzebuję ot po prostu.
lena
ok, nie chciałam Cię urazić, po prostu przeczytałam co sama napisałaś, nic więcej. Jeśli źle to odebrałam to przepraszam.
Przeprosiny przyjęte! Podobami się ,że dzięki waszemu wsparciu mogę nareszcie dobrze czuć się ze samą sobą. Nie czuję się ofiarą, nie rozczulam się juz nad sobą, choć nie ukrywam jest przykro,ale to naturalne
Od poczatku próbowałam zmienić na lepsze to co było we mnie złe, nie przerabiałam m.,ale tego nie docenił. Nie płacze już z tego powodu, myślę, że zasługuje jeszcze aby w życiu spotkało mnie coś dobrego. To co jest we mnie zostanie docenione.
Niedawno usłyszałam, że nikt by nie pomyslal ,że tak cierpienia.
Zawsze uśmiechnięta, potrafiła pocieszyć innych,a sama bylas klebkiem nerwów. Odpowiedzialam, że chciałam ukryć to całe zło przed światem, ale były też chwile dlaczego mam być jakimś Zgredek skoro ludzie zawsze kojarzyło mnie z uśmiechem na twarzy.
Dziś wiem,że taka lena to naprawdę ja .
Ciepła, czuła, w miarę rozsądna...każdy popełnia jakieś błędy, nieba uchyle tym ,którym kocham,zawsze znajdą oparcie w mojej osobie.
Nie chcę się zmieniać, a to,że dostałam kosza nauczyło mnie ,że nie wszyscy muszą być szczęśliwi, ale na to zasługuje każdy z nas.
Mi też kiedyś zaświęci słońce
Pisanie na tablecie sprawia,że po dodaniu niezłe cuda wychodzą, muszę trochę nad tym popracowac na ile będę potrafić.
Lena czy ty chodzisz lub będziesz chodziła do psychologa? Czy raczej sama radzisz sobie z myślami?
Chodzę,chodzę,może to rozjaśniło mi w głowie,bo co innego jak coś przeczytasz,a co innego jak ktoś powie ci prosto w oczy.
Dlatego też podjęłam decyzję, aby dzieci w szczególności syn skorzystał również z tej pomocy.
Lena a ty masz jakiś plan B? Wyznaczyłaś sobie jakieś ramy czasowe ??
Bo w takiej ciszy to można latami żyć jak lokatorzy .
Powtórzę pytanie bo chyba nie odpowiedziałas ![]()
Właśnie ja w ciszy nie potrafię za długo funkcjonować. Kolejna rocznica będzie terminem,tyle jeszcze przetrzymał.
Wtedy będzie łatwiejsza i trochę stabilniejsza sytuacja finansowa. Nie wyobrażam sobie sytuacji,że ja mieszkam pod jednym dachem z dziećmi i przyglądam się jak m...np.wyjeżdża sobie na randki .
Tego chcę zaoszczędzić dzieciom.
Może to trochę za długo dla niektórych, ale w 2015 r.chcę wejść z jasno obraną drogą.
Przygotowane będą dzieci i nie przeżyją takiego szoku,wizyty u psychologa też im pomogą,każdy myślę będzie miał czas aby przygotować się i dorosnąć. Ja będę musiała mieć siły za wszystkich,bo zacznę wszystko od nowa i lepsze to niż być nie szanowanym przez partnera,który sam nie wie czego chce.
Powiedziałam mu kiedyś, że to ja wszystko rozwalę,bo tak nie można żyć.
Najbliższe wyjazdy będą bez udziału tatusia. Właściwe w wakacje też będą związane ze mną, bo m...
Ucieka w pracę, która zajmuje mu głowę jak to mówi, jednak nie rozwiązuje problemu.
Więc obecnie walczę z teściową, aby mi nie weszła na głowę i żyję sobie.
On tam,ja z dziećmi tylko już tak jakoś bez tych złudnych nadzieji i tak jest o wiele lepiej niż ciągle mieć nadzieję.
Co wieczór powtarzam
Boże,daj mi siłę, bym zmieniła to co zmienić mogę......
Lena to dobrze, że korzystasz z fachowej pomocy. Masz rację: co innego przeczytać, a co innego usłyszeć to na głos od kogoś postronnego.
Czytam ciebie i mam wrażenie, że od tego momentu, w którym postanowiłaś odpuścić, pozbyłaś się jakiejś wewnętrznej presji by to wszystko ciągnąć. I od tego momentu chyba poczułaś trochę spokoju. Jakbyś zaczęła normalnie pisać jak zdrowy człowiek, a nie taki obłąkany. Kurcze nie umiem tego ubrać w słowa, nie obraź się. ![]()
Lena nauczysz się żyć ze sobą, a właściwie przypomnisz sobie sama siebie. I uwierz mi przyjdzie taki czas, że polubisz ten stan, bo będzie on miał lepszy wpływ na ciebie, niż to wieczne zamartwianie się czy oni ciągle się ze sobą kontaktują.
Mam ochotę zdzielić twojego męża po twarzy. Nie uznaję przemocy, ale mu się należy. Innym zdradzaczom zresztą też.
Jeśli prosisz aby zrobił coś dla ciebie...terapia małżeńska... I odmawia to bardziej do żadnych dowodów nie potrzebuję. Poczułam,że dostałam młotkiem po głowie ,kubeł zimnej wody i nie wiem co jeszcze.
To była moja ostatnia nadzieja i szansa,którą ponownie odrzucił. To tak zabolało,że się chyba obudziłam.
Dziś zadzwonił z życzeniami,zapytał o dzieci.
Szczerze mówiąc nie wiem czego mi życzył, bo zachowałam się tak jakbym się wyłączyła. Podziękowałam i powiedziałam, że muszę kończyć, bo mam dużo pracy ,choć miałam chwilę żeby porozmawiać.
Wygląda na to,że włączyła mi się blokada ...nie rozgaduj się ,mów krótko i konkretnie,nie rozczulaj się. Do jakiego etapu dojdziemy za te parę miesięcy?
Lena musisz sie trzymac
Nie zmieniaj swojej postawy wobec niego .
Mozesz liczyc tylko i wyłacznie na siebie wiec musisz byc silna dla siebie i dzieci .
Dziś jest podły dzień, brak słońca sprawia,że nie mam na nic ochoty.
Jest taka fajna cisza w domu więc do 13.00 leniuchuję w końcu mam dziś swoje święto. Potem kawka z dziećmi i deserki lodowe poprawia każdemu humor
Mam nadzieję, że syn po przyjściu ze szkoły nie będzie mówił tak jak wczoraj ,że chce umrzeć i po co go urodziłam, bo on nie chce żyć. Gdy powiedziałam mu wczoraj to zadzwoń do taty powiedział, że żartuje!!! Oj co ja jeszcze usłyszę! Dając mi prezent w dniu matki zapomnieli wszyscy ,aby złożyć mi życzenia. Smutne ,egoiści mi rosną pod moimi skrzydłami. Cóż jak zwykle obrucę to w żart i zapraszając ich na poczęstunek podziekuję im w sposób figlarny,bo jest ze mnie czasami taka jajcara,że nie wiem skąd mi się takie psikusy biorą.
Czekam więc na nich z niecierpliwością i szykuję słodką zemstę. Mieszkając z teściową 20 lat jeszcze nigdy nie złożyła mi życzeń,więc pewne upośledzenia mąż ma po niej.
UR ???
Wszystkiego Najlepszego ![]()
Dzięki!!!tak sobie myślę jak w życiu rodzinnym postępować będą moje dzieci,skoro widzą jak walczyła o małżeństwo,a efekt mizerny. Wszyscy chcemy być tylko szczęśliwi.
Mamy w życiu tyle zmartwień. Martwimy się o pracę ,niespłacony kredyt,dzieci,a dokładamy sobie jeszcze konflikty rodzinne.
Nie wierzę, że wszystkie poruszane sprawy muszą się kończyć negatywnie.
Wystarczy zrobić sobie rachunek sumienia i dostrzec dobro,które nas otacza,abyśmy się mogli wszyscy odnaleźć. Jakie to proste,a trudne do wykonania.
Czasami tak to mnie wkurza ,że aż.... Ludzie przez kataklizmy tracą domy ,dorobek całego życia i żyją, a tu taki facet rozczula się nad sobą ,bo nie wie czego chce i twierdzi ,że się wypalił. Tym wszystkim nie zdecydowanym potrzebny jest poligon w najbardziej skrajnych warunkach.
Może wtedy zobaczyli by ile mają szczęścia obok siebie.
Moja recepta 34 kroki daje efekty.
Cisza jaką postanowiłam wprowadzić daje zadziwiające efekty. Mąż już mówi, że nie lubi takiej sytuacji,dostrzega że jestem pewna siebie,zrobił się jakiś troskliwy.
Wczoraj pokazał jaja i sam przed sobą przyznał się ,że wie dlaczego dzieci nie kontaktują się z nim. Zaoferował swoją pomoc ,abyśmy razem walczyli o syna,bo on beze mnie nie da rady.
Mówi mi ,że dam radę ze wszystkim,bo zawsze sobie świetnie radziłam.
Cóż za przemyślenia naszły tego mojego meżusia.
Zawsze miałam w nim wsparcie i wiarę ,że mi się wszystko uda.
Sytuacja jaka się wydarzyła sprawiła, że uwierzyłam jeszcze bardziej,bo mogę istnieć bez niego.
On to chyba zaczął dostrzegać. Widzi moją pewność i to,że odstawilam go na bok.
Czyżby czuł się zagrożony. Mimo tego nie wymiękam ,postaram się być konsekwentna.
Dziwne jak byłam taka dobra i wspierająca to nie poświęcał mi tyle uwagi teraz zauważa najdrobniejszą.
Nie kumam tego.
Może znowu ktoś będzie na mnie zły za te słowa, ale bardzo, bardzo mi go brakuje.
Jednak ostatni kubeł jaki mi wylał na głowę sprawia,że nie patrzę przez różowe okulary.
Jest to tak trzeźwe myślenie jak nigdy dotąd i tego się będę trzymać.
Przepraszam,nie moja recepta tylko wasza,którą mi przekazaliście na leczenie duszy.
Lena bo to chyba jest tak jak z tym króliczkiem: cała frajda to go gonić, ale jak się już go złapie to po jakimś czasie zaczyna się nim nudzić. Mąż miał tak samo: po co miał się starać skoro to ty goniłaś. Przestałaś latać, kombinować jak to skleić i nagle role się odwróciły. Faceci to zdobywcy, lubią polowania. Może dlatego ta kochanka, która jest tak niedostępna jest tak atrakcyjna? Bo ten króliczek nie dość, że nie złapany to wlazł na drzewo i nie da się po niego sięgnąć. Więc oni tak siedzą pod tym drzewem i tęsknią za tym ulotnym marzeniem, a z oddali wydaje się on atrakcyjny i idealny.
Lena trzymaj się. Cokolwiek zdecydujesz zrób tak, by było dobrze tobie i dzieciom. A to, że tęsknisz za nim to chyba normalne. Nie da się uczuć wyłączyć w dwa dni.
A jakieś koleżanki masz? Zawsze kawa na mieście i plotki to sposób na oderwanie się od złych myśli. Nie siedź w domu. Idź do ludzi jeśli jest tak, że zamknęłaś się w sobie. A jak mieszkasz na Górnym Śląsku to sama się z tobą umówię.
Ryba też przyjdzie. Co nie Ryba?
Lena bo to chyba jest tak jak z tym króliczkiem: cała frajda to go gonić, ale jak się już go złapie to po jakimś czasie zaczyna się nim nudzić. Mąż miał tak samo: po co miał się starać skoro to ty goniłaś. Przestałaś latać, kombinować jak to skleić i nagle role się odwróciły. Faceci to zdobywcy, lubią polowania. Może dlatego ta kochanka, która jest tak niedostępna jest tak atrakcyjna? Bo ten króliczek nie dość, że nie złapany to wlazł na drzewo i nie da się po niego sięgnąć. Więc oni tak siedzą pod tym drzewem i tęsknią za tym ulotnym marzeniem, a z oddali wydaje się on atrakcyjny i idealny.
Lena trzymaj się. Cokolwiek zdecydujesz zrób tak, by było dobrze tobie i dzieciom. A to, że tęsknisz za nim to chyba normalne. Nie da się uczuć wyłączyć w dwa dni.
A jakieś koleżanki masz? Zawsze kawa na mieście i plotki to sposób na oderwanie się od złych myśli. Nie siedź w domu. Idź do ludzi jeśli jest tak, że zamknęłaś się w sobie. A jak mieszkasz na Górnym Śląsku to sama się z tobą umówię.
Ryba też przyjdzie. Co nie Ryba?
Jasne
Ania do Ciebie ma 2 godz
a Lena ty skąd ?
Aniu a wiesz co u Belli ?
Ryba nie wiem. Nie da rady do niej napisać maila, bo go ukryła w profilu. Sama jestem ciekawa czy jej mąż w końcu zdecydował: żona czy kochanka.
Wielkopolska moje kochane ,a na brak rozrywek nie narzekam. Gdy nie ma samochodu biorę mojego dwukołowca śmigam,ach ten wiatr we włosach. Właśnie ta moja torpeda uratowała mi skórkę. Przyroda działa kojąco,a na kawkę też jest gdzie wlecieć.
Wielkopolska moje kochane ,a na brak rozrywek nie narzekam. Gdy nie ma samochodu biorę mojego dwukołowca śmigam,ach ten wiatr we włosach. Właśnie ta moja torpeda uratowała mi skórkę. Przyroda działa kojąco,a na kawkę też jest gdzie wlecieć.
Wpadnij na swoim dwukołowcy do Ani a ja dojadę autkiem
i pojedziemy w sina dal ..... A moze do Belli ![]()
ryba, Bella chyba mieszka w Małopolsce. A nie wiedziałam gdzie na wczasy jechać. Zrobię sobie rundkę po Polsce. Ale rower odpada: nie dojadę. ![]()
I jak wesoło się zrobiło ! Tylko powtarzać sobie życie jest piękne i od nas wszystko zależy. Jadę w plener na trzy dni ,czego jeszcze chcieć!
I jak wesoło się zrobiło ! Tylko powtarzać sobie życie jest piękne i od nas wszystko zależy. Jadę w plener na trzy dni ,czego jeszcze chcieć!
I jak udała sie wycieczka ?
Ryba nie wiem. Nie da rady do niej napisać maila, bo go ukryła w profilu. Sama jestem ciekawa czy jej mąż w końcu zdecydował: żona czy kochanka.
Aniu znalazłam meila do Belli
skrobnełam jej pare słów - miejmy nadzieje ze sie odezwie ![]()
No właśnie Lena jak tam wyprawa? A może ty do mnie jedziesz? Nic nie gadałaś, no chyba, że niespodziankę mi zrobisz? ![]()
Ryba to super. Mam nadzieję, że się odezwie. Jestem ciekawa, czy mężowi dała coś ta wyprowadzka. No i czy koleżanka dalej w jego sercu gości.
lena
co u Ciebie? Fajnie, że masz w sobie tyle optymizmu, tak trzymaj. A jak tam relacje z mężem?
Pozdrawiam
Dni spędzone bez telewizji ,internetu. Czas poświęcony dziecku bezcenny.
Nogi obolałe od wędrówek.
Samopoczucie wspaniałe, ale jak sobie pomyśle o dzisiejszej szarej rzeczywistości to skrzydełka opadają. Doprowadzić to wszystko do ładu to jest dopiero wyzwanie.
Kontakt z mężem znikomy.
Szara rzeczywistość może sprawić, że skrzydełka opadają. Nadeszły jakieś czarne chmury,nadal twardziel,ale tak bardzo brakuje mi rodzinnego ciepełka. Motam się z myślami,brakuje mi wsparcia w postępowaniu z dziećmi. Czy to co zrobił mąż ma tak wielki wpływ na dzieci,że po roku są gorsze w swym zachowaniu ? Czy to po prostu okres buntu ? Ciężko mi samej się zmagać z tym. Zdaje sobie sprawę,że gdyby był może byłoby inaczej. Jednak i jego potrafią nieźle w konia zrobić. Gdy mam taki dzień, że mały jest uparty jak osioł ,pyskuje i odgrarza się, to myślę sobie jakie piekło im sprawiliśmy na ziemi.
To bardzo przykro usłyszeć w dwóch szkołach,że musiało się coś wydarzyć w domu ,bo dzieci się zmieniły.
Nie było co ukrywać,powiedziałam prawdę .
Nauczyciele dają szansę na poprawę ocen ,ale czy skorzystają ? Czuję, żeby mimo mojej postawy nawaliłam na całej linii.
Nie chodziłam na zebrania,bo nie chciałam być między ludźmi, a teraz za późno .
Czemu nie przebudziłam się wcześniej,nie byłoby może takiej sytuacji.
Jestem tym przybita !!!!
Lena przykro mi, że tak się sprawy mają. To co zostało zamiecione pod dywan zaczęło po prostu śmierdzieć i się wylewa.
Może gdybyś ucięła to wszystko te 16miesięcy temu, dziś bylibyście w innym miejscu.
Dzieci patrzą i wyczuwają to co jest między rodzicami. Widzą, że mąż nie szanuje żony, to dlaczego one mają cię szanować. Ojca mają za nic, bo zamiast być dla nich wzorem jest zerem.
Czy rozmowa z dziećmi coś by dała? Tylko jak masz im cokolwiek wytłumaczyć, skoro sama jesteś uwieszona w próżni i nie wiesz jaka drogę obrać?
Nie było co ukrywać,powiedziałam prawdę .
Nauczyciele dają szansę na poprawę ocen ,ale czy skorzystają ? Czuję, żeby mimo mojej postawy nawaliłam na całej linii.
Nie chodziłam na zebrania,bo nie chciałam ...
lena w szkole są ludzie...ludzie którzy rozumieją i nigdy nie jest za późno
wystarczy powiedzieć potrzebuje pomocy... i ją dostaniesz
nie warto ukrywać prawdy właśnie dla dzieci
a przede wszystkim dla ciebie
ułoży się jest mnóstwo opcji
tylko ty wierz że się ułoży i nie odpuszczaj...
Nie odpuszczam ,szczególnie młodszemu,bo starszy ma swój plan.
Dziś przekonałam się ,że znakomitym sposobem na zrobienie zaległych prac jest zakluczenie kuchni.
Było to i dla mnie śmieszne,ale mały lubi jeść ,więc warunkiem na zjedzenie kolacji było napisanie zadań domowych z trzech przedmiotów.
O dziwo pełen sukces ,bez próśb i gróźb wykonał wszystko i dostał klucz do kuchni.
Miły wieczór nadal trwra,dobra mama pozwoliła zobaczyć jeszcze ciekawy film.
Jak fajnie nie słyszeć tego ciągłego narzekania jaki to on nieszczęśliwy. Jutro kolejne starcie.
Mąż zadzwonił i mały odebrał telefon,nie zamienił z nim nawet kilku słów. Gdy oddzwoniłam tłumaczył się,że jest zmęczony.
Przykre,że nie potrafi się trochę wysilić i powiedzieć chłopcu coś miłego.
Jak widzicie mój kręgosłup musi znosić wszystko za dwóch ,i jak on chce wychować dzieci jeśli wszystko ma się kręcić w okół niego,a to one potrzebują ojca i już o nic nie proszą.
Lena jestem z Tobą.
Niektórych sytuacji nie przeskoczysz i nawet nie warto pewnie.
Myślenie, że powinno być inaczej też nie przynosi konkretnych efektów poza jednym ważnym aspektem jakim jest wyciąganie wniosków. Resztę dobrze jest sobie odpuścić... Pozostaje się nie poddawać i myśleć pozytywnie
Miłego weekendu.
Właśnie pozytywne myślenie,tego mi potrzeba.ldę trzy kroki do przodu,a za chwilę dwa do tyłu.
Nikt nie obiecywał jednak,że będzie łatwo.
To właściwie jest tak jak bym była już sama z tym całym bałaganem.
Ale jak to mówią ,ktoś musi zarabiać,a ktoś musi panować,aby wszystko miało ręce i nogi ,i aby było do czego wracać.
Czas wolny jak to ostatnimi czasy bywa tradycyjnie z dziećmi.
Przyznam się, że tydzień był tak intensywny od rana do wieczora,że jutro jedyne marzenie to łóżko i truskawki.
To jest plan ,który może się spełnić.
lena
i co dalej...jak to widzisz?
Co widzę?
Dla dzieci tata to określenie daj kasę.
On nie zrozumie,że gdy go nie ma to on powinien kontaktować się z dziećmi i pokazać, że mu na nich zależy.
Gdy doszło do mnie,że oni nie szukają z nim kontaktu tu mnie aż zmroziło.
On nie może sobie tłumaczyć, że pracuje,jest zmęczony i nikt nie powinien się go czepiać.
To są dzieci,które potrzebują zainteresowania ze strony ojca tym bardziej po tym co zrobił powinien pokazać, ze co by się nie stało one zawsze będą ważne. Tego nie ma ,a on za parę lat zorietuje się, że nikt z nim nie rozmawia,bo sam ich do tego przyzwyczaił.
Ja wiem jedno takie życie jak teraz będzie prowadzić do totalnej katastrofy.
Co z tego,że może osiągnie to,że będzie miał więcej pieniędzy. Praca,którą wykonuje nie zawsze przynosi korzyści.
Jak na razie są nerwy i długi .
Wierzę w niego ,że z nie jedną sprawą sobie poradzi,ale na wiele rzeczy nie ma wpływu. Dla mnie jest warzniejsze to do czego się wraca.
Pieniądze są potrzebne,ale ja wolę jeść mniejszą łyżką i mieć przy sobie szczęśliwą rodzinę .
On ucieka w pracę i myśli, że za to go trzeba szanować. Owszem pełen szacunek,ale chyba wszyscy zaczynamy kojarzyć to z ucieczką z domu.
Nie było i chyba nie będzie utrzymywania wspólnych relacji ..chodzi mi o bycie razem,robienie wielu rzeczy wspólnie ,bo toscala rodzinę.
Jest tylko cieszenie się chwilą, a to widzę, że im nie wystarcza.
Oni potrzebują go ,rozmów ,bycia razem,a to teraz się urywa.
Go nie ma coraz częściej w domu ,wpada jak gość, wszyscy chcą ,żeby w tym czasie,aby jakoś normalnie spędzić czas.
Choć zwykle kończy się tym ,że śpi, bo jest zmęczony i zapytania się co słychać, a dzieci odpowiadają dobrze ,choć dobrze wcale nie jest i to mu wystarcza.
Co człowiek ma z tego życia ,nam życia zabraknie ,aby nauczyć się być razem ,a winni będziemy my ,bo co od niego chcemy przeciez robi to dla nas.
Dzieci chcą ojca,ja męża i to ,że będzie parę złotych więcej nie sprawi,że będziemy szczęśliwsi.
Przez 20 lat nigdzie nie wyjechaliśmy wspólnie, zawsze praca,praca,praca.
Starsze dzieci wypominają,a młodsze mają nadzieję, a ja co mam im mówić !!! Że ojciec nie wie czego chce,nie wie na czym mu zależy, bo się wypalił. Jeśli on nie widzi swojej winy w tym ,że chłopcy zawalają szkołę i stali się innymi osobami.
Nauczyciele zauważyli, a on mówi, że nic im nie zrobił ,bo nic do roboty nie mają to powinni się uczyć.
Mało tego ,ma pretensje do mnie,że im powiedziałam i to jest moja wina.
Może rozmawia się nam teraz lepiej,ale to myślenie jego nie pokrywa się z moim.
U mnie brak tej konkretnej deklaracji powoduje,że się widzę lepiej,jaśniej. Jeśli nie dociera do niego to co się dzieje z dziećmi, to o mnie nie myśli wcale.
Zaspokajanie potrzeb było dla niego brakującym ogniwem,a teraz nie ma takiej masy ,która to połączy.
Wiem jedno ja tak nie chcę i musi zrozumieć, że nie da się narzucić komuś co ma myśleć, nawet dzieci są bardziej konkretne w rozmowie niż on.
Rozmawiasz z człowiekiem,a czujesz,że to tylko rozmowa,rozmowa o pracy,dzieciach.
Ja chcę czegoś dla mnie i tego nie zmienię.
I jeśli ktoś mi mówi, że do psychologa mam sobie chodzić za własne pieniądze ,a nie widzi,że taki wizyty pomagają to nad czym tu płakać. A jednak płaczę !!!!
Rodzina rozwalona,kłopoty z dziećmi, a on powie nic złego nie robi.
Do cholery czy można, być tak głupim ,do czego doprowadzi to
On naprawdę nie wierzy ,że może stracić nie tylko mnie ,ale całą rodzinę.
Dobrze,że uświadomiłam sobie,że nie jestem od niego uzależniona.
Pieniądze nie są powodem,aby trzeba było się dusić ze sobą.
Tak wiele nas łączy,a coraz więcej zaczyna nas dzielić.
Może dziś przyjedzie to będzie okazja pogadać w cztery oczy i wysłuchać co ma do powiedzenia.
Lena
Ja jestem przykładem na to, że nie warto walczyć.
Mój mąż również ma do mnie pretensje, że powiedziałam dzieciom. Swego czasu on się zakochał, ja z dziewczynami wyprowadziłam, ale miałam dalej udawać
, że jest ok. U młodszej pojawiły się problemy w szkole, pani zwróciła głównie uwagę na jej stan emocjonalny; z radosnego trzpiota zrobiła się zamknięta w sobie itd.; miał iść do nauczycielki... nie poszedł... to było rok temu... w międzyczasie wzloty i upadki jak u wielu tu piszących walczących kobiet. Upokorzenia nie mające granic, zachowania typowe dla psychofaga.
I teraz, gdy postawiłam sprawę na ostrzu noża, powiedział, że on ze mną nie umie rozmawiać (nigdy nie chciał, a jak już coś mówił to tylko epitety raniące mnie), chce porozmawiać w towarzystwie osoby trzeciej.
On uważa, że wszystko to moja wina... przy czym ta panna sprzed dwóch lat ciągnąca się dalej to jego druga kochanka, a pomiędzy był również flirt z trzecią. O tych wiem, udowodnione... a ile było jeszcze, kto wie czy on sam potrafi zliczyć ![]()
Zapraszam do obejrzenia tego kabaretu; żeby było weselej, to właśnie mąż przysłał mi swego czasu tego linka
http://www.youtube.com/watch?v=slTu_AG0m00&feature=youtu.be
Twój mąż to dopiero jest dowcipniś,takie życie to nie jednemu by pasowało.
Można się z tego pośmiać i coś w tym jest,ale nie takich rozwiązań szuka się w małżeństwie.
Czy to ,że ojciec,który nie wie o czym rozmawiać z dzieckiem przez telefon nie jest przerażające?
To już działa na dwie strony,a najbardziej przygnębiające jest to ,że dziecko mówi ,że tata woli rozmawiać i być z obcymi.
Co ja mam im mówić?, że są dla niego ważne, przecież powinny to słyszeć od niego!!!! Czy faceci naprawdę nie rozumieją, że muszą dać coś od siebie,że dzieci potrzebują rozmów, bycia razem robienia różnych rzeczy wspólnie?? Nie chodzi tu o mnie,ale to co mamy wspólne, najcenniejsze.
My może nie będziemy razem,ale to co on zrobi w ich kierunku myślę, że będzie owocować w dalszym życiu.
Czy facet myśli,że wszystko sprowadza się do pieniędzy ,a nigdy nie ma ich tyle,żeby się nie martwić.
Czy one docenią to jego poświęcenie myśę,że nie.
Zawsze będą kojarzyć sobie,że go nie było i nigdzie nie byli razem,a gdy jest jakaś rozmowa to tylko kończy się karą, bo na takie sytuacje teraz trafia. Nauczyciele widzą, że coś jest nie tak,a mu nie można przepowiedzieć i słyszy się wciąż.. W głowach im się przewraca ,za dobrze mają.
Jak mu uzmysłowić, że jest im potrzebny ????
Byłoby miło, gdyby to był dowcip, ale on jest święcie przekonany, że to norma i jest ok.
Był okres, gdy ponoć z nią skończył, kiedy pretendowałam do miana jego kochanki (to jego określenie); z perspektywy czasu widzę, że było to żałosne, bo jakoś jak kochanki mnie nie traktował
.
Najśmieszniejsze jest to, że to facet po 40, a zachowuje się jak gówniarz; zdrada za zdradą, a właśnie ode mnie żądał żebym się starała, do siebie żadnego ale nie miał i nie ma.
I niech mi nikt nie mówi, że wina leży po obu stronach, bo ja na pytanie co było nie tak usłyszałam, że wszystko było ok tylko mu się znudziło. Jestem atrakcyjną, drobną brunetką. On to typowy facet, któremu "strzeliło"
Rozmawiałam ze stokrotką, z nową znajomą z Lublina itd, czytałam posty bet i innych. Schemat zachowań facetów praktycznie taki sam
. Ileż razy słyszałam: "czy my przypadkiem nie mamy wspólnego męża?"
Może i śmieszne, ale niestety prawdziwe ![]()
Mój mąż twierdzi ,ze nie jest tak łatwo znaleźć sobie kogoś. Jak to powiedział przez tyle lat nie zaliczył żadnej prostytutki ,a gdy nie wyrobił już i spotkał kogoś to dała mu to co najlepsze i to co najgorsze. Niestety dupa nie traktor,a ciągnie. Skoro rozmawiał z nią trzy tygodnie temu,tydzień temu dostał od niej SMS ,ze nie ma się wtrącać w jej życie! Sam mi to powiedział i dodał,ale ja nic złego nie zrobiłem.
To jak słyszę to aż mnie skręca !!!!!!!!! Może on nie należy do takich bawidamków,ale w tym co robi jest mistrzem od 6 miesięcy.
Sprawia to ,że jak pomyślę o tym to mam odruch wymiotny.
Czy on liczy na jakieś wyciszenie się? Dla mnie to normalne nie jest i powiedziałam mu,że mnie nie szanuje kontaktując się z nią, ale on uważa to za normalne,bo cały czas ma przed oczami te 18 lat.
Gówno prawda !!!!!
Ładnie gada ,a robi to co dla niego wygodne!!! Ja swojego poglądu nie zmienię! Brak szacunku dla mnie i brak zaangażowania w związek to wszystko mówi samo za siebie. On jednak uważa ,ze wszystko jest normalne jak w tym kabarecie. Potem się dziwi,że się nie odzywam jak on nie zrywa tej pępowiny i to jest tylko jego wina w na jakim etapie teraz jesteśmy,ale do niego to nie dociera !!!!!
Mój mąż twierdzi ,ze nie jest tak łatwo znaleźć sobie kogoś. Jak to powiedział przez tyle lat nie zaliczył żadnej prostytutki ,a gdy nie wyrobił już i spotkał kogoś to dała mu to co najlepsze i to co najgorsze. Niestety dupa nie traktor,a ciągnie. Skoro rozmawiał z nią trzy tygodnie temu,tydzień temu dostał od niej SMS ,ze nie ma się wtrącać w jej życie! Sam mi to powiedział i dodał,ale ja nic złego nie zrobiłem.
To jak słyszę to aż mnie skręca !!!!!!!!! Może on nie należy do takich bawidamków,ale w tym co robi jest mistrzem od 6 miesięcy.
Sprawia to ,że jak pomyślę o tym to mam odruch wymiotny.
lena
Cały czas piszesz o nim, że on to tamto, owamto i tak jest cały czas. Nie zastanawia Cię to? Naprawdę nie ma Cię w tym związku, liczy się tylko on. Może w rzeczywistości jest inaczej, ale ja wysnuwam wnioski na podstawie tego co piszesz
Roztrząsasz jego relacje z dziećmi, po co? To dorosły facet. Dzieci go traktują jak tatomat, widocznie nie zasłużył sobie na lepsze traktowanie. Po co bierzesz odpowiedzialność za niego, także względem dzieci?
Wiesz, dla mnie to niepojęte, że on się z nią nadal kontaktuje i tak spokojnie to wygląda, a Ty nic. Ok, nie odzywasz się, udajesz obrażoną, ale tak naprawdę nie ma żadnej decyzji, to stan zawieszania. Gwarantuję Ci, że za parę lat będzie tak samo, nic się nie zmieni, on sobie będzie robił co będzie chciał, a Ty będziesz prowadziła swoją gierkę, która i tak do niczego nie prowadzi. Twój wybór, oczywiście, tylko nie możesz mieć potem do nikogo pretensji.
Ankaline
cieszę się, że zaczynasz się podnosisz. Super, naprawdę brzmisz dobrze, jak kobieta, która wie czego chce i nie da sobą pomiatać. Pamiętaj tylko, że jak się zawahasz to przegrasz. Jak się weszło na tą drogę, to już nie ma miejsca na wątpliwości.
Masz rację, że to dorosły facet tylko dzieci żal.
Ja widzę, że on myśli tylko o sobie, i to on nie zasługuje na podanie ręki, ale dzieci do cholery są wspólne to czemu ja muszę sama nosić ten trud? A ja naprawdę nie dam sobą pomiatać! I tu ukłon w waszą stronę ! Nie można być ofiarą losu,trzeba go wziąść w swoje ręce .
Robię te moje kroczki ,ale nigdy nie zarzuca sobie,że byłam nieuczciwa. Ja gram fer!!!! Trzeba ponosić konsekwencje tylko na to potrzebuję jeszcze czasu,aby poukładać to wszystko. Chciałoby się mieć wszystko za sobą, ale niestety trzeba pocierpieć,żyć własnym życiem i brać garściami to co inni nam dają .
Wiem,że dobra mama to szczęśliwa mama .
Nie mam takiego męża jak dobra23 ,ale cóż żyć trzeba , i tu słowa córci,,mamuś pomyśl o czymś przyjemnym!!!
Mam nadzieję, że spotka mnie coś dobrego!
Mam wiarę, że zasługuję na to !
Miłość to cała ja !! Mam jej tyle..... Wśród ludzi banan na twarzy choć serce złamane,ale cóż życie jest piękne!!!!! Jak dzisiejsze leniuchowanie i oczywiście truskawki!!!! Spełniło się!!!!
Ech Lena,
Jakoś mi smutno, gdy Ciebie czytam.
Utknęłaś.
Co Ciebie powstrzymuje, żeby zrobić duży, wyraźny krok w kierunku, który Ty obierzesz?
O co chodzi?
Czego się obawiasz?
Twój gniew i złość na męża, na los przeszkadza Tobie w jasnym myśleniu, w sprawnym działaniu.
Dlaczego nie powiesz wóz albo przewóz?
Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie sytuacja, w której Ty teraz jesteś to jakaś porażka.
Trudno mi to nawet nazwać.
Co Ciebie bardziej przeraźa?
To, że on zupełnie zniknie z życia Twojego i dzieci?
Czy to, że będziesz dla niego alternatywą o niezbyt wysokim priorytecie?
Przyszłość nie smuć się! Czasami jak się drepci przez chwilę więcej widać!
Na pytanie dostałam odpowiedź,nie ma się co czarować ! Gdy pytałam czy mogę ci zaufać odpowiada tak. Sytuacja zgadzam się nie do pozazdroszczenia. On nigdy nie zniknie z życia dzieci,to wiem.
A ja wiem czego chcę i będę do tego dążyć .
Ja nisko się nie cenię...przez ten czas moja samoocena wzrosła i to sprawia,że jestem pewniejsza siebie.
Teraz najważniejsze są dzieci,a na resztę przyjdzie czas.
To nie jest takie proste nie podoba mi się to biorę zabawki,trochę trzeba przeżyć
Sprawne działanie też jest choć połączone z moją osobą i sprawami związanymi z domem i dziećmi.
Tak jak radziłyście myślę o sobie,tylko piszę o nim. Gdzieś to trzeba wyrzucić, a i usunąć takiego z głowy to
trochę chyba potrzeba czasu.
Myśląc o dzieciach,chyba faktycznie za bardzo martwię się o niego.
Czas wydorośleć i zbierać swoje żniwo! Ja już dorosłam teraz kolej na niego.
Wóz, albo przewóz
Czas,czas to trudne ,ale potrzebne w mojej sytuacji.
Zabawa w kotka i myszkę nie wchodzi w grę, drugiej szansy nie ma,on sam nie dałby mi jednej! Więc cieszę się, że mam was,że leczę się, bo to mi pomaga.
Trochę się miesza ,ale mam cel.
Chcę być znowu uśmiechnięta ,być dobrą mamą.... Obiecuję,że w kolejnym roku szkolnym będę obecna na każdym zebraniu i nie będę ukrywać się przed światem !!!!! A teraz postaram się ratować te moje pisklątka.
Gdyby nie było dzieci byłoby chyba ze mną krucho,
Nawet obecność wrednej teściowej uchroniła mnie przed depresją, bo trzeba było ruszyć się z tego łóżka,bo będzie nadawać jak Katarzyna,a.to byłoby gorsze niż depresja.
W tym stanie wszystko jest obojętne ,a tego zrzędzenia nie da się spokojnie słuchać!!
lena
ratuj przede wszystkim siebie, a potem dzieci. Dzieci musza mieć silną matkę, która wie czego chce. Przyszłosc ma rację, stoisz w miejscu, to widać. Ja wiem jak się czujesz, wierz mi, miałam to samo, u mnie na całe dla mnie i dzieci szczęście, to on podjął decyzję, ale wiem że gdyby nie podjął musiałaby ja ją podjąć bo bym się wykończyła. Teraz dopiero wiem, że należało go od razu wyrzucić, a nie czekać na nie wiadomo co. Ja wiem, że Ty czekasz, aż on się ocknie i może wpadniecie sobie w ramiona, ale na 99% tak się nie stanie i im szybciej to zrozumiesz tym lepiej bo masz wtedy szanse na normalne życie.
A jego ojcowską rolę, zostaw, olej, będzie zbierał żniwo, ale to nie powinna być już Twoja historia. A jeśli ma taki kontakt z dziećmi, to ręczę Ci, ze jak się rozejdziecie, jego kontakt z nimi będzie zerowy.
Stan deprechy groził mi po wykryciu zdrady,dzieci były tym motorkiem,żeby się pozbierać trochę to trwało.
Nie jest tak tragicznie jak to czytanie między wierszami.
Odbieram telefon ,gdy chcę rozmawiam,gdy chcę, robię co
Ja! chcę, myślę i mówię co chcę .
Czy to mało jak na taki okres czasu ? Jestem sobą .
Macie już doświadczenie, rozumiem,że wiecie o czym piszecie.
Ale czy jest normalne mówić o zaufaniu,gdy ma się kontakt z kochanką. Jeszcze mi mózgu nie wypaliło !!!
O tym to można pomyśleć jak się ma faceta takiego jak dobra23 .
Szanuje wasze wypowiedzi,ale naprawdę wierzę w siebie ,choć ze mnie trochę taka dreptucha mam oczy,które widzą ,uszy ,które słyszą i serce,które czuje,że tak nie powinno być. Nie ważne ile trudu się włożyło,to da się odczuć, same o tym wiecie.
lena
ale nie masz męża jak dobra i to jest właśnie ta różnica.
To dobrze, ze wiesz w jakim kierunku idziesz, idź takim tempem jakim uważasz, byleś tylko się nie patrzyła za siebie.
Lena,
Masz dobre nastawienie - wierzysz, że będzie dobrze. To fajne.
Ale ja potrzebuję trochę konkretów, żeby w to uwierzyć.
Czy Twój mąż wie, jakiego chcesz związku, co dla Ciebie jest ważne - powiedziałaś mu to?
A czy Ty wiesz w jakim związku on chciałby być?
Dla mnie z Twoich opisów wyłania się obraz, w którym Twój mąż nie wierzy w to, że między Wami może być dobrze, ekscytująco, namiętnie, czule, z wzajemnym wsparciem, troską i opieką.
Wygląda jakby ucieka od Waszego domu, który jest po prostu zobowiązaniem.
A Ty czekasz aż on się ocknie i tu zgadzam się ze Stokrotką, że takie czekanie może wykończyć na dłuższą metę.
Piszesz, że potrzebujesz czasu. Ile jeszcze czasu potrzebujesz? Określiiłaś sobie termin zakończenia życia w zawieszeniu?
Nie odpowiedziałaś mi na pytanie czego się obawiasz?
Lena
przekleiłam własne słowa z innego tematu, bo tu również pasują jak ulał ![]()
Każdy musi sam przeżyć swoje życie.
Rad warto słuchać, ale trzeba pokierować się swoimi emocjami, rozumem. Nie ma reguły. U jednych górę biorą na "dzień dobry" emocje, u innych rozum od razu wkracza do akcji.
Ja dałam drugą szansę 7 lat temu. Czy słusznie postąpiłam? Patrząc z perspektywy czasu... nie. Teraz musiałabym dać trzecią
.
Czy żałuję? Może byłabym teraz w zupełnie innym miejscu w życiu, może w lepszym, nie wiem. Może żałowałabym, gdybym wtedy te 7 lat temu tej szansy nie dała. Może żyłabym z odczuciem, że byłoby fajnie. Dałam szansę i okazało się, że fajnie było do... następnego razu ![]()
To bardzo skomplikowane tematy. Z boku wszyscy jesteśmy bardzo mądrzy, ale kiedy znajdujemy się w centrum wydarzeń naprawdę ciężko na obiektywne spojrzenie.
Masz rację, każdy musi to przeżyć. Ja chcę to zrobić godnie,bo już miałam moment ,aby dostać medal wredna s...a.
Muszę się poczuć dobrze,a tak się nie czuję. Nie czuję jakiegoś zagrożenia, bo wszystko co on robi świadczy o nim.
Puste słowa nie wystarczą, potrzeba czynów.
Wierzę w siebie,wiem czego potrzebuję, żeby być szczęśliwą.
Gdy nie znajdujemy tego tam gdzie powinno być,zaczynamy od nowa i szukamy dalej.
Czy będzie lepiej tego też się nie dowiemy teraz.
Pielęgnacja związku należy do obu partnerów ,każdy musi coś dać ,aby dostać coś bez tego się nie da.
Ja zrobiłam wszystko co mogłam ,dałam, wsparcie,poczucie wartości przed dziećmi,dałam czas.
Może byłam w tym czasie zrzedliwa, ale nikt nie zniesie tego bez słowa krytyki.
Co dostałam .....ja zyskałam.
Potrafię bez niego żyć ,podejmuje decyzje sama nie proszę o pomoc.
I tak małymi kroczkami,choć strasznie mi go brak,nie można wziąść gumkę i wymazać. To jak mówi psycholog pozostaje w nas,choć będziemy osobno będziemy myśleć. Więc nie widzę tu nic groźnego jeśli to normalne.
Ja zmieniamy to co mogę zmienić :-)
Wierzę w siebie,wiem czego potrzebuję, żeby być szczęśliwą.
i w każdej minucie, sekundzie o tym pamiętaj...
Ja w piątek zrobiłam wielki krok do przodu
... tak pół żartem pół serio, choć właściwie to bardzo serio.
Kupiłam psa, konkretnie suczkę
. Mała sunia, yorczek. Jeszcze nie ma jej z nami, bo ssie matkę, ale zaliczka wpłacona. Sunia z rodowodem, może w niedługim czasie hodowlą się zajmiemy ![]()
Jako nastolatka wychowywałam się z psem, moja starsza jako dziecko bawiona przez babcię, również. Zawsze gdzieś tam był docelowo piesek, ale... mąż.
Mąż nigdy nie chciał, już nie mówiąc o tym, że yorki nazywa pogardliwie szczurami. Moja siostra ma od 4 lat yorka. Swoją dezaprobatę wyrażał nie raz, w przykry sposób.
Takie właśnie małe wielkie kroki cholernie mnie teraz cieszą. Po 1,5 roku nierównej "walki", gdzie z góry byłam skazana na przegraną, czuję, że zaczynam żyć, choć wiem, że jeszcze długa droga przede mną ![]()
Lena, miło było czytać i nadal jest posty kobiet po rozstaniach; paradoksalnie, nie dlatego, że im nie wyszło, tylko właśnie dlatego, że się udało stanąć na nogi po upadku, de facto spowodowanym podłożeniem nogi przez męża ![]()
Ja mam psa i jest jak właściciel trudno go wyczuć ,hi ,hi ha,ha