no właśnie ![]()
Podobne tematy
moje ego potrzebuje, by znów zrobić to jakiejś dziewczyniee. ahh ![]()
martaaa90 wypala wypala i bez tego cos i motylkow na poczatku , a co do drugiego zdania wcale nie oznacza ze sie maja rozgladac poem za kims innym przeciez to zalezy od czlowieka nie od tego czy byly ma poczatku motylki i wielkie ochy i achy jak sie kochamy.
Motylków być nie musi na początku (chyba ze dwa miechy upłynęły zanim mój facet zaczął mnie romantycznie interesować), no ale lubić człowieka trzeba choć trochę, bo inaczej to nie widzę sensu robienia komuś nadziei.
Byłam w takiej sytuacji kiedyś, że chłopaka było mi po prostu żal- przyzwoity gościu- ale współczucie ino na trochę wystarcza. Nie da się do kogoś zapałać uczuciem na zawołanie. Im więcej widziałam go, tym bardziej mnie odrzucało. Po jakimś czasie, pękłam i mu powiedziałam co myślę- facet był mega zaskoczony, no i mega poczuł się oszukany. Zresztą słusznie. Do dziś się wstydzę swojego zachowania ![]()
Zwodziłaś go czy co? Czy pomyliłaś współczucie z miłością, a mowilas ze cos czujesz?
71 2014-03-31 22:08:33 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2014-03-31 22:13:02)
Nie kręcił mnie, nie było chemii, charakter nie taki, ale facet był przyzwoity, inteligentny, fajny, więc wbrew sobie, chciałam dać mu szansę, bo żal mi było, że ktoś taki jest sam. Niestety, nawet po tygodniach randek i chodzenia ze sobą, nic nie ruszyło. Zaczął mnie w końcu denerwować. Nie kłamałam, że go kocham. Jednak te randki mogły mu dać do myślenia, że go naprawdę lubię.
Teraz żałuję, że od razu nie byłam szczera, bo dawałam mu złudną nadzieję i marnowałam swój czas.
Nie rób mu nadziei. Uważam, że liczy się pierwsze wrażenie i wszystko jasne:)
73 2014-04-04 22:41:17 Ostatnio edytowany przez MagdaK25 (2014-04-04 22:48:36)
a może jednak się da?
porozmawiałam z nim jeszcze raz, i tak nie chciał się poddać.. to chyba sprawiło, że zaczęłam w nim widzieć mężczyznę
przystopował trochę i... to naprawdę fajny facet, a ja zaczynam go lubić coraz bardziej
, zobaczymy co to z tego dalej wyjdzie.
martaaaaaa90 mi również bardzo rzadko zdarza się poczuć to "coś" dlatego tym razem postanowiłam pójść za radą mądrzejszych i poczekać i najpierw lepiej poznać.
Troszkę tu pewnie przerysowałam wszystko, ale jak ktoś wywiera na nas presję, osacza to irytacja też jest większa, a tu jeszcze przy okazji w firmie już plotki o nas poszły.. bo ktoś gdzieś nas zobaczył.. no wiecie jak to jest.
74 2014-04-04 22:55:11 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-04 22:56:03)
Wniosek jest taki, że da sie kolejny raz zainteresować, nawet jak juz niby wszystko skreślone i to niby "nie ten typ".
Kurcze, ale i tak sie dziwie. Bo mowisz, ze przystopował to raz (więc + za brak osaczania), a dwa że jednak dalej próbuje (i dlatego zobaczylas w nim mezczyzne? przeciez wczesniej mowil i robil tak samo z tego co czytam).
Wniosek jest taki, że da sie kolejny raz zainteresować, nawet jak juz niby wszystko skreślone i to niby "nie ten typ".
Kurcze, ale i tak sie dziwie. Bo mowisz, ze przystopował to raz (więc + za brak osaczania), a dwa że jednak dalej próbuje (i dlatego zobaczylas w nim mezczyzne? przeciez wczesniej mowil i robil tak samo z tego co czytam).
Bo to zagmatwane, brakowało mojej stanowczosci w tym co mówiłam, bo właśnie w tych chwilach, stawał się facetem, na pewno widział tez te moje zawahania i dlatego trzymał się swego. Irytacja wychodziła z ogólnej sytuacji bardziej, poczucia pułapki hehe nie że sama chce, ale że ktoś mnie zmusza ja to w ogóle pogmatwana jestem, jakaś panika może się wkradła.. I no niby robił tak samo ale chyba zaintrygowało mnie to, że 90% minimum Panów na jego miejscu powiedziałoby już "a ić żesz kobieto w cholere" a on nie
znaczy zawzięty typ, jeśli coś sobie postanowi, to dobrze wróży, w takim przypadku jak mój
.
76 2014-04-05 00:04:03 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-05 00:04:31)
A ja sądziłem właśnie, że nie chcesz byc przyparta do muru tymi jego staraniami i pokazywaniem, że dacie rade gdy czujesz że nie dacie. No ale fajnie, cieszy mnie to, że coś ruszyło in plus.
PS Ja też bym odpuścił widząc takie zachowanie.
77 2014-04-05 00:24:06 Ostatnio edytowany przez MagdaK25 (2014-04-05 00:30:53)
to bardziej na zasadzie takiej:
On sobie szedł w tej znajomości szybszym tempem, a ja ostrożnie za nim stąpałam, pozostając w tyle, w którymś momencie on wszedł na kolejny etap, a ja stanęłam w miejscu i spanikowałam, że nigdy go nie dogonie ponieważ ta różnica wydawała mi się przepaścią nie do przeskoczenia, więc o tym wspomniałam, dodając że może wcale nie chce jej przeskakiwać (a jak nie chce to jestem mistrzynią w wynajdowaniu ku temu powodów
, poza tym oczekiwania obu stron wtedy się zupełnie rozmijają i łatwo dojść do wniosków, że najzwyczajniej to nie ten typ) on jednakże powiedział, że zwolni czy zostanie na chwile tam gdzie jest a jak będę chciała to pomoże mi ją pokonać, i teraz się ona zmniejszyła i nie wydaje się już być tak straszną, mogę się poślimaczyć bez dudniącego w głowie głosu "pośpiesz się".
przy okazji takiego uporu, masa wypowiadanych niepotrzebnych słów wcześniej nabrała jakiegoś znaczenia.. jakoś zaczęło mieć sens to wszystko
Kobiety
nie no, po prostu zle komunikowalas swoje potrzeby. on nie wiedzial, ze jestes tak przyparta do muru, ze po prostu czujesz, ze cos musi byc tu i teraz, a on jest hen do przodu. A juz zrozumial i moze to teraz przechodzic kolejne etapy ; )
no to się wpakowałam...
potrzeby komunikowałam dobrze, tylko ktoś uznał, że zna je lepiej niż ja sama, facet wyluzował, ale na krótko... chwile po moim ostatnim poście zaczęło się wszystko na nowo, wszystkie ochy i achy nade mną, i presja, presja, presja... powiedziałam dość. Długa rozmowa, stanowcze nie (tym razem naprawdę stanowcze
) i myślałam, że zrozumiał, prawie tydzień spokoju i nagle wychodzi z propozycją nie do odrzucenia, a mianowicie że powinniśmy razem zamieszkać..
Nie rozumiem, no nie potrafię zrozumieć... w dodatku okazało się, że to co mówiłam, to ja wcale tak nie myślałam i on nie może tylko zrozumieć dlaczego ja to powiedziałam.. to że powtarzam w kółko to samo to jakbym nic nie mówiła, bo on widział że ja cos czuje do niego, ale z niewiadomych przyczyn wciąż temu zaprzeczam.. dlatego dobrym pomysłem jest byśmy razem zamieszkali, nie wiem już jak mam się zachować, tydzień olewania nie zadziałał.
Widocznie lubisz takie gierki ![]()
Jakie gierki?
Ciągle mu sie "dajesz", zamiast 100% zrezygnować.
no kurde chciałam kulturalnie, grzecznie powiedziałam więc, ze nic do niego nie czuje, że nie widzę sensu tej znajomości itp, ale że grzecznie nie rozumiał to powiedziałam ostrzej i bardziej przykre słowa, gdzie tu jest miejsce na "dajesz" nie rozmawiałam z nim tydzień czasu, nie odpisywałam na sms nie odbierałam tel. od niego, złapał mnie w pracy, twierdząc, że przecież możemy być znajomymi i bez sensu byśmy się unikali no więc chyba wydawało się wszystko w miare ok, a potem wyskoczył z czymś takim.
To teraz temat powinien się nazywać "jak spławić nękającego faceta" ?
nooo chyba tak, ale tematy z związane z jedną i tą samą relacją mają być chyba razem..
Ale przeciez mozesz za kazdym razem byc niemila i stanowcza. Mieszkanie? Nie badz smieszny. Poza tym powinnas zasugerowac, ze nawet znajomymi nie bedziecie,bo po prostu nękasz ją i oczekujesz czegos innego od znajomego, a juz na wyzszy poziom dopiero nie wejdzie. A jak nie, to moze napisz mu na duzej kartce by dotarło i przekaż w pracy. NIC Z TEGO, ODCZEP SIĘ
w ostatecznosci powiedz, by jakis kolega mu wytłumaczył takie rzeczy, oczywiscie nie mowie zeby pięściami.
Thepass ja mu to prawie tak właśnie powiedziałam, i taka była moja reakcja na propozycje mieszkania, bo wcześniej była jeszcze wyjazdu, a obie propozycje po kolejnym stwierdzeniu "zadręczasz mnie i obecnie nie czuje potrzeby widywać się z Tobą"
po takich słowach padły propozycje, a na koniec, że nie mam odpowiadać od razu tylko mam to sobie przemyśleć. Jak można samemu ustawiać sie w takiej roli? Gdyby trafił na kogoś z innym sumieniem lub bez to właściwie złożył by oferte w stylu "wykorzystaj mnie". Ja tu tak sobie raczej myślę, czy mogłabym mu jakoś pomóc? Jak wytłumaczyć mu, że popełnia straszliwe błędy?
Nie lubie być niemiła, mam wyrzuty sumienia gdy ludzie mnie do tego zmuszają
choć no potrafię i i tak uważam że jak na jedną osobę to już wystarczająco niemiła byłam. Dowiedziałam się ostatnio, że wcześniej chodził za inną dziewczyna, która była zaręczona i wcale mu to nie przeszkadzało, ciągle ją próbował gdzieś zaprosić, wierząc że kiedyś zmieni zdanie.
no i ogólnie trudno się rozmawia i nawet trudno być niemiłym jeśli mówisz i nawet już krzyczysz by dotarło a ktoś stwierdza "faktycznie dziś masz zły dzień nie powinniśmy dziś rozmawiać, pogadamy jeszcze za kilka dni jak będziesz lepiej nastawiona do życia, bo widze, ze dziś wszystko na nie", mówisz "to Ty mnie w tej chwili denerwujesz" a słyszysz w odpowiedzi "mi kiedyś też czesto się wydawało, że różne rzeczy mnie denerwują, a przyczyna leżała zupełnie gdzie indziej, byłem przemęczony pracą, Ty też jesteś przemęczona" i ogólnie wmawia , że wszystko Ci się wydaje.. człowiek sam się zaczyna zastanawiać czy aby na pewno to on myśli racjonalnie, czy może sam zwariował? Obawiam się że napisanie kartki nie pomoże, bo zostanie uznane za "chwilową złość", nie chciałabym jednak póki co prosić kolegów o pomoc.
o Boze
wspolczucia:P ale no coz sa takie typki, ktorzy nie przyjmuja do wiadomosci odmowy, tylko na wszelka ccene chca wierzyc ze sie uda. i ich nie ma co brac na powaznie gdy przez chwile zachowuje sie normalnie, albo mowia ze juz jest ok. jesli siebie nie potrafi kontrolowac i lata za Toba "jak pies" przepraszam za okreslnie to niestety sam musi nad soba popracowac by sie zmienic , do tego czasu, za kazda kolejna dziewczyna bedzie jak z Toba. Tobie polecam po prostu nie brac jego slow na 100% bo sam pewnie sie ich nie trzyma. sama mialam do czynienia z takimi typkami. jeden chlopak zobaczyl mnie raz w zyciu, zdobyl numer(nie ode mnie) i przez rok czasu dzwonil udajac ze z jakas sprawa dzwoni, wymyslal przerozne rzeczy, dzwoniac nie moglam sie niczego przyczepic bo przeciez mial jakas sprawe, nie chcial wyjsc na desperata , a jego czyny mowily cos innego niz slowa. i tacy nie rozumieja ze nie wzbudzaja zainteresowania, ze ktos nawet ich nie zauwazyl, ludza sie i wierza ze moga zmienic czyjes odczucia. dlatego powodzenia i naprawde dla jego dobra odetnij sie sama od niego nie wazne co naobiecuje bo dla niego kazda Twoja najmniejsza przychylnosc oznacza spelnienei jego wizji . moj kumpel kiedys mi powiedzial jak trzeba dzialac z takimi facetami i jak oni mysla, wiec poniekad moja rada to tez rada mojego kumpla. takze powodzenia
Trudny przypadek. Po prostu przestan w ogole sie odzywać, bo każdą dyskusje obraca na swoją stronę. To takie gadanie, że "zakochasz się we mnie, tylko potrzebujesz czasu, rozumiem". Troche jak psychopata, albo zaślepiony człowiek. Za kazdym razem niestety albo bedziesz mu odpowiadac jakos, albo musisz byc niemiła. I nie że "obecnie" nie masz ochoty, tylko juz nigdy i za każdym razem tylko Cie denerwuje, więc ma sie nie zbliżać. Wiem, ze to trudne mając taki charakter, ale trzeba sobie radzic...
mówię już obecnie, bo kiedy mówiłam "nigdy" to słyszałam "skąd wiesz, ze nigdy, znasz przyszłość? Ja nie"
odciąć całkiem się nie da bo w końcu razem pracujemy i czasem choć rzadko mamy styczność ze sobą, przy czym on jest w hierarchii wyżej niż ja. Ehhh
znasz przyszłość? ja nie. a JA TAK i Ciebie w niej nie będzie chłopie! ![]()
To przypomina taką karuzelę emocjonalną. najpierw jest dobrze, później gorzej przerwa i znowu. Od tego można się uzależnić w pewien sposób. Nie mogłabyś zrobić dymu w pracy? Nagrać go na dyktafon czy coś to jest nękanie jak dla mnie. Ewentualnie zmień pracę.
93 2014-04-15 19:20:22 Ostatnio edytowany przez MagdaK25 (2014-04-15 19:23:24)
znasz przyszłość? ja nie. a JA TAK i Ciebie w niej nie będzie chłopie!
coś w ten deseń powiedziałam ![]()
tylko chyba że będę sama w tej przyszłości..
owszem szukam innej pracy od dawna ale to nie takie proste, nie mam jeszcze doświadczenia zawodowego, a bez niego lipa, no i trzeba jeszcze studia pouzupełniać jakimiś szkoleniami czy tp.
ale sam pomysł z nagraniem może nie jest gupi, jakby tak sam siebie później posłuchał to może by to lepiej do niego trafiło?
Prawda jest taka, że jeśli facet nie interesuje kobietę, nie podoba jej się, to może on stanąć na głowie a i tak nie zmieni tego.
A czemu nie interesuje? W pierwszym poście autorki to jest napisane - dobry, kulturalny, mógłby zrobić dla mnie wszystko..
Jedyną opcja to taka, że mógłby być kolegą albo zniknąć na zawsze. Facet wybrał pogrążanie się oparte na błędnym myśleniu - jeśli będę bliżej, jeśli częściej to ona w końcu się przekona i będzie super.
I założę się, że facet długo będzie rozmyślał co zrobił nie tak, skoro był miły, super dobry i nieba by uchylił...
A gdyby był niedobry i by mało od siebie dawał, a i tak by go nie chciała? Jest wytłumaczenie, ale wniosków znowu żadnych.
96 2014-04-16 18:24:48 Ostatnio edytowany przez Remi (2014-04-16 18:25:06)
A gdyby był niedobry i by mało od siebie dawał, a i tak by go nie chciała? Jest wytłumaczenie, ale wniosków znowu żadnych.
To by miał na nią zlewkę i nie przejmował się, więc propozycje spotkań częstych, zamieszkania nie padłyby, a co za tym idzie nie był by podejrzewany o nękanie, że jest niemęski i nie obśmiewano by go na forum.
Poza tym skoro ktoś jest dobry, miły, do rany przyłóż i odpada to kto pasuje?
97 2014-04-16 18:40:30 Ostatnio edytowany przez MagdaK25 (2014-04-16 18:44:43)
thepass napisał/a:A gdyby był niedobry i by mało od siebie dawał, a i tak by go nie chciała? Jest wytłumaczenie, ale wniosków znowu żadnych.
To by miał na nią zlewkę i nie przejmował się, więc propozycje spotkań częstych, zamieszkania nie padłyby, a co za tym idzie nie był by podejrzewany o nękanie, że jest niemęski i nie obśmiewano by go na forum.
Poza tym skoro ktoś jest dobry, miły, do rany przyłóż i odpada to kto pasuje?
owszem jest, i te cechy powodowały, że chciałam dać mu szanse, jednakże z czasem wyszło, że oprócz tych ma inne poprzez które ja staje się w tej relacji całkiem ubezwłasnowolnioną osobą nie mającą prawa do własnego zdania jeśli nie bedzie ono zgodne z jego zdaniem. Oczywiście zawsze twierdzi, ze dana propozycja jest tylko propozycją, ale czy propozycja powtórzona 10 razy w ciągu godzinnego spotkania (bo została odrzucona od razu) nadal nią jest? Dla mnie to juz presja i nacisk, podobnie ktoś twierdzi, że po prostu wyraża swoje zdanie przykłady podałam wyżej czyli ja mówię, że "czuję się źle" a ktoś mi powie "czujesz się dobrze, tylko .. " cos tam.. Czy w takiej sytuacji to ze ktoś jest dobry, miły i niby zawsze będzie pewny i chętny do pomocy może zatrzeć wszystkie negatywy w których człowiek się dusi? Przy okazji, facet zna przyczyne, bo powiedziałam mu ją niejednokrotnie prosto w twarz i nawet nie jedną, jednakże on uważa, że to co ja mówię nie jest prawdą, to co ja czuje nie jest prawda, więc wybaczcie panowie ale w tym momencie nie interesuje mnie jak długo będzie się głowił nad tym co zrobił źle.
nie wiem dlaczego to ma być dziwna sytuacja, wyobraźcie sobie że ktoś proponuje Wam czekoladę, mówicie, tak, lubię i mam ochote zjesć, ale nie daje wam tabliczki, a zalewa od razu kilkoma wiadrami tak że nie możecie zniej się wydostać i złapać oddechu, czy nadal będziecie twierdzić że ją lubicie i macie na nią ochote?
ależ ja nie mowie, ze to dziwna sytuacja. nie masz w tej relacji siebie, ba! nawet on Ciebie nie dostrzega w niej, tylko swoj obraz. nie ma akceptacji tak naprawde tego jaka jestes i czego chcesz.
no to bardziej w odpowiedzi do Remi było ![]()
Magdo,
Ja byłam w bardzo podobnej sytuacji, facet niby fajny, ale mi coś nie pasowało brakowało mi czegoś, a on się starał, przychodził, dzwonił, pisał. Wpędził mnie do klatki do tego stopnia, że pewnego dnia, dosłownie zamknęłam się w domu, wyłączyłam telefon, nie korzystałam z fb żeby chociaż jeden dzień od niego odpocząć.
Ja mu powiedziałam jak wyglądają moje uczucia względem niego podobnie jak Twój stwierdził, że potrzeba czasu, niestety zgodziłam się na to. Dziś bardzo tego żałuje bo im więcej tego czasu upływało ja byłam pewna, że to nie to, ale nie wiedziałam jak mam mu to powiedzieć widziałam jak on się zaangażował. W końcu zrobiłam ostre cięcie, ale myślę, że o wiele za późno. On oczywiście nie odpuścił, starał się zaaranżować spotkanie, pisał do mnie, a ja byłam konsekwentna albo nie odpisywałam mu wcale, albo konkretnie odpowiadałam na zadane pytanie nie wdając się w dodatkową dyskusję. Oczywiście kategorycznie odmawiałam na propozycję spotkania. W końcu odpuścił, jednak trochę to trwało. Nie mogłam pokazać nawet najmniejszego zwątpienia musiałam być konsekwentna i nieprzejednana myślę, że gdyby wyczuł chociaż minimalną dozę zwątpienia to by nie dał mi spokoju. Tobie radze to samo konsekwencja i nieprzejednanie.
no to się wpakowałam...
potrzeby komunikowałam dobrze, tylko ktoś uznał, że zna je lepiej niż ja sama, facet wyluzował, ale na krótko... chwile po moim ostatnim poście zaczęło się wszystko na nowo, wszystkie ochy i achy nade mną, i presja, presja, presja... powiedziałam dość. Długa rozmowa, stanowcze nie (tym razem naprawdę stanowcze) i myślałam, że zrozumiał, prawie tydzień spokoju i nagle wychodzi z propozycją nie do odrzucenia, a mianowicie że powinniśmy razem zamieszkać..
Nie rozumiem, no nie potrafię zrozumieć... w dodatku okazało się, że to co mówiłam, to ja wcale tak nie myślałam i on nie może tylko zrozumieć dlaczego ja to powiedziałam.. to że powtarzam w kółko to samo to jakbym nic nie mówiła, bo on widział że ja cos czuje do niego, ale z niewiadomych przyczyn wciąż temu zaprzeczam.. dlatego dobrym pomysłem jest byśmy razem zamieszkali, nie wiem już jak mam się zachować, tydzień olewania nie zadziałał.
Przeczytałam cały wątek i coraz bardziej upewniam się w przekonaniu, że powinnaś być stanowcza i uciekać. Na początku wydawało mi się, że ok, facet walczy o Ciebie, rozumiem, ale teraz uważam, że albo jakiś kompletny desperat, tym bardziej, że tak naciska, proponuje mieszkanie razem, a tak krótko się znacie albo psychopata np dobry materiał na stalkera, wydaje się przesadzać z tym wszystkim i przez to osaczać
A to moim zdaniem nie jest normalne już. Ja bym się wręcz kogoś takiego bała, kto nie potrafi tak naprawdę uszanować mnie, kto chce wszystko na już, naciska, osacza mnie. Ja bym uciekała. Nie chcę od razu nic straszyć, ale właśnie taki psychopata czy nawet nie psychopata ale mega desperat może narzucać właśnie takie wielkie tempo, nie rozumieć odmowy, myśli, że tak ma być, że będziesz jego i tyle. Brrr, naprawdę bym się jego bała. No i patrz jak Ci cały czas mówi, że na pewno do siebie pasujecie, że Cię musi do tego przekonać, że na pewno przekonana. Naprawdę, niepokojący typ.
Mój były prawie 4 lata po rozstaniu też do mnie się odzywał i wmawiał mi, że na pewno coś do niego czuję, a nie do mojego obecnego chłopaka, że na pewno mnie zdobędzie, że on wie czego ja chcę! A cały czas byłam stanowcza, a i tak tak. No, ale w końcu mówił, że pójdę na policję (niby często się nie odzywał, ale dlatego, że go blokowałam na portalu, a pod dom zdarzyło mu się przyjść do mnie raz na parę miesięcy, to jeszcze trochę ignorowałam to, myśląc znudzi mu się), ale w końcu powiedział, że jak sobie nie uświadomi nic, to pójdę na policję. Może nie do końca miałam podstawy, bo jednak jak nachodził to raz na parę miesięcy, nie groził mi niby, ale chyba udało się i z rok go nie widziałam i dobrze. Tylko raz parę miesięcy na facebooku próbował kolejny raz zaprosić, widać założył nowe konto i wiem, że to on, charakterystyczne konto dla niego, że tak powiem, ale wiadomo, z tym na policję bym nie mogła iść. No, ale jakby jeszcze raz przyszedł pod mój dom mówiąc, że chce ze mną być, nie rozumiejąc, że mam faceta, to na policję pójdę
Minęło od naszego rozstania już 6 lat, więc powinien się ogarnąć. Jak mówię tak do 4 lat przyszedł czasem i wmawiał, że chcę z nim być. Od 2 lat prawie cisza, oprócz facebooka i dobrze. Coś może dotarło
No, ale długo o rozstaniu pamiętał, że te 4 lata sobie przypominał haha. Raz też z moim chłopakiem spotkaliśmy się z nim, żeby pokazać mu dobitnie, że jesteśmy razem i nic nie wskóra, ale to dawno
Z takimi trzeba krótko i nie dać się. Mam nadzieję oczywiście, że u Ciebie on szybciej da spokój
A widzisz, mój były sam mnie zostawił dla innej, widocznie zrozumiał co stracił, ale za późno
Ja takiego nie chciałam, tym bardziej., że zrozumiałam jak wiele w związku nas dzieliło, np on mamisynek i inne. No i jestem zadowolona z obecnego związku
Jestem z nim już prawie 5 i pół roku
Były w końcu musiał sobie uświadomić, że to coś poważnego, my tak długo razem
A z byłym byłam 2 lata i dobrze, że ani dnia dłużej.
Znajdziesz fajnego faceta i nie gadaj bzdur, że powinnaś brać go itp, bo masz 27 lat. To żaden stary wiek, a przecież już widac, że nie jest Wam po drodze. Widocznie miałaś ku niemu dobrą intuicję, że to nieciekawy typ. Moim zdaniem teraz to okazał. Nie warto moim zdaniem.
Remi napisał/a:thepass napisał/a:A gdyby był niedobry i by mało od siebie dawał, a i tak by go nie chciała? Jest wytłumaczenie, ale wniosków znowu żadnych.
To by miał na nią zlewkę i nie przejmował się, więc propozycje spotkań częstych, zamieszkania nie padłyby, a co za tym idzie nie był by podejrzewany o nękanie, że jest niemęski i nie obśmiewano by go na forum.
Poza tym skoro ktoś jest dobry, miły, do rany przyłóż i odpada to kto pasuje?
owszem jest, i te cechy powodowały, że chciałam dać mu szanse, jednakże z czasem wyszło, że oprócz tych ma inne poprzez które ja staje się w tej relacji całkiem ubezwłasnowolnioną osobą nie mającą prawa do własnego zdania jeśli nie bedzie ono zgodne z jego zdaniem. Oczywiście zawsze twierdzi, ze dana propozycja jest tylko propozycją, ale czy propozycja powtórzona 10 razy w ciągu godzinnego spotkania (bo została odrzucona od razu) nadal nią jest? Dla mnie to juz presja i nacisk, podobnie ktoś twierdzi, że po prostu wyraża swoje zdanie przykłady podałam wyżej czyli ja mówię, że "czuję się źle" a ktoś mi powie "czujesz się dobrze, tylko .. " cos tam.. Czy w takiej sytuacji to ze ktoś jest dobry, miły i niby zawsze będzie pewny i chętny do pomocy może zatrzeć wszystkie negatywy w których człowiek się dusi? Przy okazji, facet zna przyczyne, bo powiedziałam mu ją niejednokrotnie prosto w twarz i nawet nie jedną, jednakże on uważa, że to co ja mówię nie jest prawdą, to co ja czuje nie jest prawda, więc wybaczcie panowie ale w tym momencie nie interesuje mnie jak długo będzie się głowił nad tym co zrobił źle.
nie wiem dlaczego to ma być dziwna sytuacja, wyobraźcie sobie że ktoś proponuje Wam czekoladę, mówicie, tak, lubię i mam ochote zjesć, ale nie daje wam tabliczki, a zalewa od razu kilkoma wiadrami tak że nie możecie zniej się wydostać i złapać oddechu, czy nadal będziecie twierdzić że ją lubicie i macie na nią ochote?
No nie, jak pisałam to nie jest normalne i to jest dla mnie po prostu niepokojące. To o wiele większy problem niż brak motylków i bardzo dobrze, że do niego nic nie poczułaś. Widocznie wewnętrznie czułaś, że coś z nim nie tak i miałaś rację. Sama widzisz. Dlatego w takiej sytuacji lepiej uciekać, nie wchodzić już z nim w żadne relacje. Wiem, pracujecie razem, to jest ciężka sprawa, ale lepiej byś go unikała jak tylko możesz. Uważaj na siebie, bo dziwny jest naprawdę...W takiej sytuacji przezorności nigdy za wiele moim zdaniem.
Pozdrawiam ![]()
Moje zmagania z opisanym osobnikiem wciaż trwaja, choć są już coraz bardziej sporadyczne. Zastosowałam Wasze rady i działało, zdarzało się co prawda, że gdzieś tam na mnie czekał, zadowolony że mi pomoże i podwiezie po pracy np wrrrrr, ale ignorowałam) tylko ja wciąż popełniam głupie błędy, np idę zamyślona w pracy i ktoś mówi mi cześć odruchowo się uśmiecham i odpowiadam i się okazuje, że to właśnie jemu... No i się zaczyna na nowo, bo raz się przypadkiem uśmiechnęłam do niego, i do obrzydzenia, że musimy porozmawiać, bo on ma nowe przemyślenia i te pytania dlaczego i jego teorie na ten temat dlaczego, potem ja zaczynam krzyczeć, na koniec on o dziwo! przyznaje mi racje idzie sobie a po chwili pisze sms że musimy pogadać, ale po pracy... Wszystko opada, tyle czasu minęło już.. o ile wcześniej był mi już po prostu obojętny o tyle teraz na sam jego widok już mam nerwy,
Panowie taki mały apel do Was, jeśli kobieta mówi Wam "nic z tego nie będzie" to weźcie sobie to do serca
Nie Madzia. 'Nic z tego nie będzie' oznacza, że kobieta nas testuje czy jesteśmy wytrwali ![]()
I wtedy musimy zabiegać więcej, zadręczać, zmuszać, tłumaczyć ,prosić. Tak to już jest. Dlatego lepiej powiedzieć "Tak, chce mieć z tobą dwójke dzieci, ale muszą się urodzić w przeciągu tego miesiąca. Dłużej nie poczekam".
no popatrz takie proste i trudne jednocześnie.. gorzej jak on powie "ok to musimy natychmiast zacząć działać" potem mnie zamknie w piwnicy i będzie wmawiał do chwili porodu, że jeszcze miesiąc nie minął ![]()
Jeśli on na moje "Nic z tego" zaczyna zabiegać jeszcze bardziej, to w moich oczach traci jeszcze więcej. Jeśli prosty komunikat nie dotarł, to znaczy, że naprawdę tępy osobnik...
Żadne testy, Panie ThePass, nie wiem skąd Ty tą teorię wziąłeś, ale uwierz mi, są kobiety, które konkretnie mówią, co mają na myśli. Z resztą sama ostatnio miałam ten problem, kolega mnie na kawę zaprosił. Zgodziłam się, ale na wstępie zaznaczyłam, że spotkanie to będzie czysto koleżeńskie i nic więcej. Potem się zaczęły smsy, wydzwanianie, wypytywanie kiedy znowu. Jak mu powiedziałam, że nic z tego, to usłyszałam "ja będę walczył". Ręce opadły, brak słów. Z czym chcesz walczyć? Z tym, że mnie nie kręcisz? Błagam, litości...
Współczuję Ci droga Magdo, czeka Cię ciężka walka o spokój.
Żartowałem. Wiem, ciężko wyczuć.