Ale ile ich było? Tych kobiet z dziećmi, które się do Ciebie kleiły? 50? Chyba nie... Kilka? Uważasz, że to wystarczy, by wystawić świadectwo wszystkim samotnym matkom? Biorąc pod uwagę, że sam jesteś młody, więc i one pewnie też. Z tego przedziału wiekowego rzeczywiście duże prawdopodobieństwo, że to dziewczyny, które wpadły, często bez ślubu. Możliwe, choć też wcale niekonieczne że ciąża właśnie była wynikiem tego, jakie były. Czyli nie tylko na Ciebie były takie otwarte. To kolejny czynnik fałszujący. Kobiety starsze, które zostają same są na ogół już po ślubie, dziecko często jest planowane, a powody rozstania z mężem bardzo różne. Kolejny czynnik fałszujący.
Widzisz, ja nie uważam, że fakt, że nie chcesz takiego związku świadczy o Twojej niedojrzałości. Twoje prawo. Tyle że mi się wydaje, że po pierwsze człowiek dojrzały szuka kogoś wyjątkowego. Nie zakłada z góry, kto to może być. A co jeśli za parę lat spotkasz na swojej drodze swój ideał. Ty, który myślisz, że nie nadajesz się do związku, i ona cudowna, wyśniona... ale z dzieckiem. Dojrzały człowiek powie "zobaczę, kim ona jest". Niedojrzały uruchomi zestaw stereotypów "puszczała się i teraz ma problem, niech spada".
Niedojrzałością dla mnie jest wysnuwanie wniosków na podstawie tak mizernego doświadczenia.
Dość długo starałam się nie wypowiadać w tym wątku. Jako że nijak się nie wpisuję w problem niemożności znalezienia partnera. Jasne, nie od razu spotka się kogoś kogo się szuka, kto by nam odpowiadał i komu ja bym odpowiadała, ale z tego co pamiętam, jak miałam 18 lat też nie było łatwo.
Tylko że jednak trudno stać bezczynnie, jak widzi się, jak ktoś sypie takimi niesprawiedliwymi osądami.
No i jestem samotną kobietą z dzieckiem. Tfu, już nie samotną, ale byłam w każdym razie.
Ale
Ani nie wpadłam w wieku nastu lat. Przeciwnie urodziłam już po skończeniu studiów.
Ani nie wpadłam z pierwszym lepszy. Po pierwsze nie wpadłam w ogóle. Dziecko było planowane i chciane, a jego ojca znałam 7 lat, w tym rok byliśmy po ślubie. Ani się nigdy nie puszczałam. Mąż był moim pierwszym mężczyzną i to dopiero po 1,5 roku chodzenia. Ani nigdy nie byłam lekkomyślna pod względem zabezpieczania. O nie. Ja miałam paranoję na tym punkcie. Mało że brałam tabletki, to jeszcze kazałam mężowi, wtedy jeszcze chłopakowi używać prezerwatywy. A i jeszcze mąż był dla mnie naprawdę przez te siedem lat dobry. Nie był bad boyem. A mimo to zostałam sama. Ale... Jestem samowystarczalna, całkowicie niezależna. Nie szukam sponsora, ani też ojca dla mojego dziecka (były mąż jako ojciec się sprawdza, nie mam zastrzeżeń).
I doprawdy przykro mi czytać, ze i owszem wrzuca się mnie do jednego worka i wypisuje tak obraźliwe słowa.
I nie jestem odosobniona. W moim gronie jest kilka takich kobiet. W pracy jedną zostawił mąż, jak była w ciąży. Później chciał wrócić, ale go pogoniła. Pewnie łatwiej byłoby jej go przyjąć, ale ma dziewczyna honor (i dobrze że go ma), drugą też mąż zostawił z niepełnosprawnym dzieckiem... Naprawdę wiele kobiet, każda ma swoją historię. To często historie o walce o siebie, o swoją godność, o niepozwalanie na deptanie po sobie. Może i w tym gdzieś są te panny z dzieckiem, które jednak dostały szkołę... i zmądrzały. Są fajnymi matkami. Gdzieś tam i oczywiście na marginesie są takie, które się rzeczywiście puszczały, zaszły, mają dziecko, ale nadal lubią chłopów, jak to się mówi. Tak, i takie znam.
Ważne, by nie krzywdzić wszystkich, skoro poznało się kilka.
Ja poznałam kilku facetów, którzy zdradzają. A jednak nadal nie twierdzę, że wszyscy faceci to padalce. Wiem, że tym obraziłabym całą rzeszę tych dobrych i wiernych.
Nie chcesz, nie wchodź w takie związki.
Ale nie rozpowszechniaj kłamliwych stereotypów.
Nie obrażaj mężczyzn, którzy wchodzą w takie związki. Bo to naprawdę często fajni, ciepli faceci. I nie kieruje nimi desperacja. Po prostu nie wierzą w stereotypy. Ale może niejeden uwierzy... Szkoda...