On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 184 z 184 ]

131

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Bo moze to ze wybrał was powiedział na odczepnego? Nikt nie zna tak naprawdę ani jego mysli ani jego uczuć. Moze twój maz sam nie wie czego chce. Niech poczuje jakby było gdyby was stracił. Włącz ten tel ale nie odbieraj, wyjdz gdzieś z koleżankami, zrób trochę po dziecinnemu ale wystaw posty na fb przykładowo "wycieczka rowerowa z moim synkiem" umieść zdjęcia pokaz ze ani on ani ta baba nie doprowadzają cię do takiej rozpaczy ze nie korzystasz z życia. Podobno na faceta bardxo dziala to ze pomimo rozstania kobieta sobie radzi a hak jeszcze olewa to sukces bedzie w tym ze sie chłopak wkurzy smile ale poczuć musi jakie było by jego zycie bez ciebie i waszego synka. Jezeli prośby i groźby nic nie dają spróbuj zadziałać za pomocą olewania. A swoją droga nie ciekawi cię włączenie telefonu czy pisał i dzwonił i jak juz to co pisał? Mnie ciekawość to by chyba zjadla tongue

Zobacz podobne tematy :

132

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Mnie też ciekawi czy pisał i co pisał
Ale strach jest większy przed tym, że raczej wyzywa mnie w tych smsach
dlaczego nie odpisuje do niego

133

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
salvahe napisał/a:

Mnie też ciekawi czy pisał i co pisał
Ale strach jest większy przed tym, że raczej wyzywa mnie w tych smsach
dlaczego nie odpisuje do niego

Strach strachem ale to ci moze udowodnic czy my zalezy na kontakcie z tobą czy nie. Podejrzewam ze chamskie wiadomości bedą ale sama przyomnij sobie jak ty dzialalas tez raz wrednie czyli po groźbie a raz miło czyli po prośbie. U niego bedzie to samo.

134

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Salvahe czytam to i płacze ponieważ bardzo żal mi waszego synka. Nie unoś się honorem , nie zrywaj kontaktu. Skup sie teraz na tym aby twój kochany synek miał jak najlepsze relacje z tym ,,panem,, -bo to już jest dla ciebie pan! nikt inny tylko pan. Dzwoń do niego w sprawach tylko i wyłącznie związanych z synem, kiedy potrzebujesz pomocy przy dziecku, kiedy chcesz coś załatwić , angażuj go tylko i wyłącznie w sprawy dziecka - tylko!!!! Ciebie nie ma dla niego  spotykając sie z nim zachowuj sie jak gdyby nigdy nic , rozmawiaj , zartuj,  usmiechaj sie - pokaż mu że spływa to po tobie jak woda po kaczce. Uwierz mi że efakt bedzie piorunujący , jeśli nie dotrze to do niego to przynajmniej zachowasz twarz , bedzie cie szanował. Pamiętaj przekieruj teraz zwoją uwage na kontakty dziecko-ojciec. Przestań walczyć !

135

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Jak cie wyzywa w smsach to ignoruj je, pisz tylko w sprawch związanych z synem nie daj sie prowokować , na miłośc boską .

136

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
zakochanawiosna napisał/a:

Podobno na faceta bardxo dziala to ze pomimo rozstania kobieta sobie radzi a hak jeszcze olewa to sukces bedzie w tym ze sie chłopak wkurzy smile

Potwierdzam smile Na początku użalałam się nad sobą, gdy po ok. tygodniu się ze mną skontaktował wylewałam mu swoje żale, bo było mi strasznie źle. On na to odpisywał jakieś pierdoły, wstawiając mnóstwo uśmiechniętych emotikon. Był górą. Z jednej strony miał mnie - rozpaczającą, nieporadną - z drugiej ją: uśmiechniętą, triumfującą.
Powiedziałam sobie w końcu "Dość, do cholery, co chcesz tym osiągnąć? Nie wróci do ciebie, a jeszcze się będzie cieszył, że tak ci zależy i będą się oboje z ciebie śmiać cytując te twoje gorzkie żale".
Nie odzywałam się więc do niego pierwsza, kompletnie go olewając (wyjątek, jeśli potrzebowałam jakiejś informacji od niego na już, np. gdzie jest jakiś rachunek itp.). On odzywał się coraz częściej i częściej. Rozmawiałam z nim normalnie, ze śmiechem. Chyba go to w jakiś sposób ubodło, bo próbował mnie sprowokować do złości i płaczu, opowiadając coraz bardziej intymne sytuacje z ich życia, a ostatecznie potrafił dzwonić, by mi powiedzieć, że się wczoraj w nocy z nią przespał. Nie powiem, bolało jak diabli i miałam ochotę go rozszarpać przez ten telefon. Ale na każdą taką prowokację reagowałam - tak jak wcześniej napisałam - pogodą ducha i śmiechem, a czasami wręcz pogodnym zainteresowaniem. Mimo, że po takich rozmowach byłam początkowo roztrzęsiona.
Obecnie nauczyłam się szczerze nabijać z tych sytuacji, facet jest skołowany i sam przyznał, że dziwi się mojej pozytywnej energii. Tak jak wcześniej był pewny, że z nią chce być, tak teraz ma już wątpliwości (co nie znaczy, że chce do mnie wrócić, doskonale o tym wiem i nie to miałam na celu). Haha, żebyście widziały jego minę, gdy mu powiedziałam kilka dni temu podczas poważniejszej rozmowy, że owszem, kocham go, ale nie zamierzam o niego walczyć, bo mi zwyczajnie nie zależy i niech sobie idzie w swoją stronę smile Szok, niedowierzanie, wypytywanie, czy na pewno go kocham i w jaki sposób, hahaha.

Spróbuj może tym sposobem. Nawet, jeśli na niego aż tak nie zadziała, to nauczysz się podchodzić do tego z dystansem, a z czasem będziesz się śmiać pełną piersią smile Tylko nie dawaj sobie nadziei, że wróci, bo rzeczywiście się zakatujesz psychicznie.

137

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

No tak dziewczyny, bo faceci to myśliwi. Lubią gonić króliczka, bawić się nim w łapkach i tarmosić.
Taki króliczek płaczący, uczepiający się się jest mało atrakcyjny.

A ja tłumaczę salvahe, żeby się wzięła za siebie, ogarnęła (kurs chińskiego? no, no szacun wink ).
Myśl o sobie i swoich uczuciach, zdystansuj się.

Byla_Narzeczona ales trafiła na faceta! Teoria z króliczkiem pasuje jak ulał. Miałaś płakać, drzeć szaty i mdleć z rozpaczy,a ty taka twarda się okazałaś. A wstydź się wink .

salvahe kiedy wraca mąż?

138

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

nie wiem kiedy wraca
i czy w ogóle wróci
jak wyjeżdżał a było jeszcze dobrze między nami, to miał wrócić za miesiąc lub dwa

a teraz to nie wiem

myślałam dużo tym telefonie, nie będę go włączać
gdyby mu zależało, na kontakcie  to by zadzwonił do mnie do pracy na służbowy

dziś jest 4dzień milczenia,
może jemu pasuje to że nie ma z nami kontaktu, ma wolną rękę
bo jakoś nie widzę żeby szczególnie mu zależało,

z tym króliczkiem to u mnie się raczej nie sprawdzi, bo on i tak nie wie co ja robię

139

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Z telefonem zrobisz jak uważasz, jeżeli dla Ciebie lepiej jest nie włączać nie rób tego.
No z tym to prawda, że faceci to myśliwi, ale  chyba nie kążdy facet taki jest, ja na początku też latałam za swoim jak głupia to fakt olewał, teraz też to robi mimio, że i ja staram się nie pisać( jedynie wiadomości związane z dzieckiem) jedyny plus aki uzyskałam to taki,że poczuł zazdrośc gdy spędzilam babski weekend z koleżankami. Nic poza tym moje milczenie nie daje, może to za krótki czas?  a może poprostu całkowicie mu nie zależy

140

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

bo milczenie nie ma ZNOWU SŁUZYĆ  temu samemu
temu, czegoście się dziewczyny uczepiły jak rzep psiego ogona
że koniecznie chcecie ich zmienić, chcecie, żeby wrócili, chcecie, żeby było jak dawniej
milczenie ma pomóc WAM - i uporządkowac swój stan emocjonalni, dojście do ładu sama ze soba, oddech od toksyka i odpowiedni dystans...

141

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
End_aluzja napisał/a:

bo milczenie nie ma ZNOWU SŁUZYĆ  temu samemu
temu, czegoście się dziewczyny uczepiły jak rzep psiego ogona
że koniecznie chcecie ich zmienić, chcecie, żeby wrócili, chcecie, żeby było jak dawniej
milczenie ma pomóc WAM - i uporządkowac swój stan emocjonalni, dojście do ładu sama ze soba, oddech od toksyka i odpowiedni dystans...

Oczywiście milczenie ma pomóc w wyciszeniu emocji, ma pomóc w dojsciu do ładu. Ale ma tez pomóc w przemysleniach ile się traci, jak rozpada się rodzina. To, że uczepiłyśmy jak rzep psiego ogona- iz te milczenie pomoże w odzyskaniu jest raczej normalne, próbujemy walczyc i ratować naszą rodzine w każdy możliwy sposób, jeżeli nie milczenie to co ma im uświadomić i dać do myślenia by tak samo zaczęlo im zależeć i aby także zawalczyli o swój związek i rodzine

142

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

zakochana wiosno -kiedyś lata temu, gdy pojawiłąm się na tym forum, ktos z mądrzejszych ode mnie, bardziej doświadczonych zwrócił mi uwagę na jedno
dopóki w polu mojego zainteresowania, działania, strategii i celu będzie ON, jego uczucia, jego emocje, jego zachowania, jego reakcja, jego dupa, jego jego jego... to nie zrobię kroku do przodu

ty piszesz, że ini mają miec czas na refleksaje
oni mają zatęsknić
oni mają zawalczyć
oni mają się obudzić
oni mają się zmienić
oni mają działać
oni mają czuć..

NA ŻADNĄ Z TYCH rzeczy zakochana wiosno nie masz ani grama, ani ciut wpływu
a sytuacja, powinna juz cienie i sol i salvahe  nauczyć, że jego relacje, zachowania, uczucia, odczucia, emocje - sda kompletnie niezależne od waszego wpływu, uczuc potrzeb i oczekiwań

milczenie, ma słuzyć wam. dac wam czas, na odbudowanie relacje samej ze sobą, wsłuchanie się w swoje potrzeby
uwolnienie od strachu przed samotnością, a poczucie, czy ta samotnośc naprawde jest gorsza niż fałszywe bycie z kimś...

nie macie wpływu na nich i na to co zrobia
możecie mieć wpływ tylko na siebie

i jeszcze jedno - już nigdy, ani przez moment, nie poczucjecie się przez nich szczęsliwe...
jesli nawet oni wróca, jesli nawet odbudujecie te związki, to kiedy pojawi się refleksja, zrozumiwecie, że poczucie szczęscia zalezy tylko i wyłącznie od was, a nie od nich
od waszych potrzeb, waszej oceny sytuacji, waszych wartości i waszych oczekiwań
i tylko ty - zakochana wiosna - będziesz mogła powiedziej - JA JESTEM SZCZĘSLIWA _ SAMA ZE SOBĄ
to nie on, fakt, czy się toba interesuje, czy głąska po pleckach - nie ma wpływu na poczucie szczęsliwości...


'

143

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
End_aluzja napisał/a:

zakochana wiosno -kiedyś lata temu, gdy pojawiłąm się na tym forum, ktos z mądrzejszych ode mnie, bardziej doświadczonych zwrócił mi uwagę na jedno
dopóki w polu mojego zainteresowania, działania, strategii i celu będzie ON, jego uczucia, jego emocje, jego zachowania, jego reakcja, jego dupa, jego jego jego... to nie zrobię kroku do przodu

ty piszesz, że ini mają miec czas na refleksaje
oni mają zatęsknić
oni mają zawalczyć
oni mają się obudzić
oni mają się zmienić
oni mają działać
oni mają czuć..

NA ŻADNĄ Z TYCH rzeczy zakochana wiosno nie masz ani grama, ani ciut wpływu
a sytuacja, powinna juz cienie i sol i salvahe  nauczyć, że jego relacje, zachowania, uczucia, odczucia, emocje - sda kompletnie niezależne od waszego wpływu, uczuc potrzeb i oczekiwań

milczenie, ma słuzyć wam. dac wam czas, na odbudowanie relacje samej ze sobą, wsłuchanie się w swoje potrzeby
uwolnienie od strachu przed samotnością, a poczucie, czy ta samotnośc naprawde jest gorsza niż fałszywe bycie z kimś...

nie macie wpływu na nich i na to co zrobia
możecie mieć wpływ tylko na siebie

i jeszcze jedno - już nigdy, ani przez moment, nie poczucjecie się przez nich szczęsliwe...
jesli nawet oni wróca, jesli nawet odbudujecie te związki, to kiedy pojawi się refleksja, zrozumiwecie, że poczucie szczęscia zalezy tylko i wyłącznie od was, a nie od nich
od waszych potrzeb, waszej oceny sytuacji, waszych wartości i waszych oczekiwań
i tylko ty - zakochana wiosna - będziesz mogła powiedziej - JA JESTEM SZCZĘSLIWA _ SAMA ZE SOBĄ
to nie on, fakt, czy się toba interesuje, czy głąska po pleckach - nie ma wpływu na poczucie szczęsliwości...


'

Mądre słowa naprawdę, na mnie jednak nie działają, jeżeli mam być szczere. Jestem jeszcze w takiej próżni uczuć,że tylko ON, ON ON, to co on czuje, to co chce, to co będze chcial i to jak będzie żył. Nie potrafię pomyśleć o sobie, nie potrafię powiedzieć sobie DOŚĆ! dąże przed siebie z klapkami na oczach i jedynym moim celem jest na nowo bycie z nim. Wiem, że nie mam na to ma na to wpływu i nikt z otoczenia nie ma także, jedyne teraz to w dużej mierze zależy wszystko od niego mojego meża, tak jak i w sytuacji salvahe również jej maż ma w jakiś większy sposób wpływ na to co będzie z  nimi.  Plus właśnie dla salvahe, że nie ma kontakltu z mężem, mi to przysło z trudem bo mimio, że się nie odzywam w mojej głwoie ciągle krążą myśli co robi i gdzie jest. Czy jest ta szansa..ta jedyna upragniona szansa.... Marudzę dużo wiem, ale jest mi bardzo cieżko z tym wszystkim bo jestem z całą sytuacją sama, moja rodzina nie akceptuje jego za te wszystkie kłamstwa, za te podejście do rodziny, za jego zachowanie i slowa. Jest ciezko, a zamiast być lepiej jest gorzej, popadam w jakaś depresje, nie chce mi się nic, nic mnie nie cieszy.

144

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

no jasne, zakochana wiosno
to oczywiste, że tak się czujesz
i potrwa to dłużej albo krócej
az dojdziesz do tego, co napisałam
może- jak będziesz to więcej czytać.. to szybciej do tego dojdziesz?

czasami pomaga takie spojrzenie z boku
gdybys była "własną córką" - to czego byś chciałą dla siebie?
gdyby to spotkało twoją córkę/mamę/siostrę - to jakiego zycia chciałabys dla niej

145

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
End_aluzja napisał/a:

milczenie, ma słuzyć wam. dac wam czas, na odbudowanie relacje samej ze sobą, wsłuchanie się w swoje potrzeby
uwolnienie od strachu przed samotnością, a poczucie, czy ta samotnośc naprawde jest gorsza niż fałszywe bycie z kimś...




'

ja staram się uspokoić, nawet w piątek idę do psychologa,
żeby móc to z siebie wyrzucić

a  odnośnie moich potrzeb, to narazie jaką czuje to jest potrzeba aby on wrócił do nas
choć naprawdę mam nadzieje, że czas pokaże i da mi siłę, że to nie będzie najważniejsza potrzeba w moim życiu

146

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

zapytaj siebie salvahe? czemu chcesz, żeby wrócił?
JAKIE PRAWDZIWE POTRZEBY ZA TYM STOJĄ...

i czy naprawdę jego powrót zaspokoi te potrzeby?

147

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Wiosna, doskonale Cie rozumiem, w moich myslach mimo wszystko jest tylko on, i chcialabym, zeby wrocil, ale z drugiej strony boje sie jakie bedzie to zycie jak wroci, czy nie gorsze niz to teraz sad

148

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
End_aluzja napisał/a:

zapytaj siebie salvahe? czemu chcesz, żeby wrócił?
JAKIE PRAWDZIWE POTRZEBY ZA TYM STOJĄ...

i czy naprawdę jego powrót zaspokoi te potrzeby?

To jest dobre pytanie

Chcę żeby wrócił, bo go kocham
bo lubię z nim przebywać,
lubię jak mnie przytula, kocha
bo mamy syna
bo lubię jak w trójkę chodzimy na spacery
bo jesteśmy rodziną

i nie mogę znieść myśli, że kochał mnie i mnie zdradził i że woli być z inną kobietą
dlaczego nie może być szczęśliwy ze mną

czy on zaspokaja wszystkie moje potrzeby - nie, 
ale to nie zmienia faktu, że ze względu na to wszystko co razem przeżyliśmy i co nas łączy powinniśmy spróbować odbudować nasz związek.
Tylko czy on też tego chce?
I tego nie rozumiem, dlaczego on nie chce spróbować
Bo gdy spróbujemy znów być razem i się nie uda to zrozumiem, że nie jest nam pisane być razem, a może on teraz po prostu się pogubił,
i warto jest dać szanse naszemu małżeństwu.

149

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Wiecie co jeszcze boli
że on tak łatwo umie z nas zrezygnować

ja zostałam skrzywdzona i muszę walczyć o coś co jest moje , o moją rodzinę
gdy ona od tak wlazła w nią  i on jeszcze się cieszy
jak normalniej kobiecie nie przeszkadza to że facet ma inna kobietę i dziecko
ja kazałam wybierać my albo ona
bo nie będę żyła w trójkącie
a jak ona może żyć

czy ja i mój syn nic dla niego nie znaczymy

150 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-03-11 16:59:18)

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
salvahe napisał/a:

Chcę żeby wrócił, bo go kocham
bo lubię z nim przebywać,
lubię jak mnie przytula, kocha
bo mamy syna
bo lubię jak w trójkę chodzimy na spacery
bo jesteśmy rodziną

Liubisz z nim przebywać? naprawdę? fajny był osttani czas, gdy on odbierał esemesy i kontaktował się z tamtą i wiedziałaś, że nie chce być z tobą. a tylko czeka, co na to kochanka czy jest już gotowa go przyjąć?
lubisz jak cie przytula i kocha? dlaczego? po co ci ktoś kto cie przytula salvahe? jaką twoją potrzebę zawspokaja?
bezpieczeństwa? poczucie bycia potrzebną, poczucia zycia w związku?
macie syna - i to się nie zmieni -zawsze będziecie go mieć, a syn ma teraz rodzeństweo przyrodnie. siostrę czy braciszka? jak ma na imię noworodek?
lubicie w trójke chodzić na spacery? a w dwójkę z synem tez lubisz? a na spacery chodzić, tak wogóle tez luibisz?
bo jesteście rodziną -to fakt, ale już nie małą. teraz on ma dwoje dzieci, jedną zonę i jedną kochankę- a jak nawet nie kochankę to matkę jego dziecka

dzwigniesz to salvahe?

wyłączyłaś telefon.. od trzech dni.., a on? nie dzwoni nawet do pracy, tak?
dlaczego salvahe?
dlaczego on nie martwi się, co u ciebie i syna, nie szaleje z niepokoju - przeciez jeste ś w kryzysie, mogłaby,s równie dobrze zrobić krzwde sobie....
jesteście rodziną salvahe?

RODZINĄ?
czy on was teraz tak traktuje, jak rodzinę?

boisz sie włączyć telefon, bo spodziewasz się WYZWISK? tak napisałaś prawda?

salvahe - ty ratuj tę twoją rodzinę, ty wierz w ten związek

ALE TY CHOCIAŻ SPÓJRZ NA NIEGO REALNIE

ocen realnie swoje szanse i cud, który musi się popełnić, żeby on nagle się opamiętał (dobrze pamiętam, półtoraroczny romans?) zmienił zyciowe plany i zainteresowanie? po takim czasie oszukiwania cię, lekcewazenia twoich potrzeb nagle uznał, że robi źle i musi się zmienić?
salvahe - ty ufaj, że bedziecie razem

ale ty pamiętaj, że to nie jest twój mążp-0 nie ten człowiek, którego znałaś i kochałaś
to obcy facet, z kompletnie innymi potrzebami niz myslałas, systemem wartości, niż myslałaś, uczuciach, niż myslałaś
jesli chcesz z nim byc i chcesz być szczęsliwa -MUSISZ zaakceptować to, jaki jest teraz
a nie wierzyc, że będziecie razem chodzić na spacerki, on cię będzie przytulał i kochał.. i będzie jak dawniej

wszystko, co napisałaś, jako swoje potrzeby - to znowu jego zachowania wobec ciebie i was
wszystko co napisałaś - to gesty... przebywanie razem, przytulanie, kochanie, wspólne spacery...

chcesz od niego gestów?
to po co stawiałaś warunek albo ty albo kochanka?
przecież gestów ci dostarczał prawda??

więc JAKIE sa twoje potrzeby salvahe? czego oczekujesz?

151

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
salvahe napisał/a:

ale to nie zmienia faktu, że ze względu na to wszystko co razem przeżyliśmy i co nas łączy powinniśmy spróbować odbudować nasz związek.
Tylko czy on też tego chce?
I tego nie rozumiem, dlaczego on nie chce spróbować
Bo gdy spróbujemy znów być razem i się nie uda to zrozumiem, że nie jest nam pisane być razem, a może on teraz po prostu się pogubił,
i warto jest dać szanse naszemu małżeństwu.

a może on ten etap ma już za sobą?
może był taki moment, że próbował się znowu w tobie zakochać? odrzucić kochankę?
może on próbował? i mu się nie udało?


myslisz, że się pogubił? POGUBIĆ MOZNA SIĘ RAZ.. A NIE PRZEZ PÓLTORA ROKU ROBIĄC KOCHANCE DZIECKO - TO BYŁA decyzja, A NIE POGUBIENIE

]JESLI TO zaakceptujesz - to wtedy możesz dac wam szansę

152

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
End_aluzja napisał/a:

a może on ten etap ma już za sobą?
może był taki moment, że próbował się znowu w tobie zakochać? odrzucić kochankę?
może on próbował? i mu się nie udało?

Nie broń go. Nie broń żadnego zdradzacza.
Jaki moment,żeby się znowu zakochać? Jak się odkochał mógł powiedzieć i odejść a nie się zastanawiać i okłamywać. To jest to próbowanie ? Okłamywanie i granie na dwa fronty?
To się nie ma nad czym zastanawiać ,co próbować? Jak się ma żonę to jest się wiernym jak pies. Po to w końcu się ma żonę na dobre i na złe a nie jak jemu się źle zrobiło to test innej czy fajniejsza. I takie testowanie jest ok?
Ja nie zamierzam jego rozumieć i jeszcze mu współczuć jaki to on miał ciężki orzech do zgryzienie, biedaczyna.
Nie udało się bo nie chciał,żeby się udało. Jakby chciał to po jednym bzykaniu zapomniałby o tamtej i dalej był z żoną.

153

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Salvahe ja ciebie doskonale rozumiem. Sama bym chciała by mój maz wrócił bo wiele rzeczy było jednak miłych zarówno w nim samym jsk i naszym związku. Dużo osób zarówno na twoim jak i moim wątku stara sie nam wytłumaczyć ze nie warto żyć z kimś kto nie kocha z kimś kto nas tak potraktował i nasze dzieci. My opisujeny nasze sytuacje ale wydaje ni sie ze postronne osoby widza to zupełnie inaczej niż mu są bardziej obiektywne. Bo nam cała ta krzywdę przyslaniaja wspomnienia w których było nam tak dobrze, z drugiej strony tSk mysle ze my wlasnie patrzymy jeszcze przez pryzmat tego ze kochamy swoich mężów i ze to ta miłość powoduje ze mimio to stajemy sie naiwne wierząc w nich i ich zmiany, ja wierze dalej, dalej jestem w stanie wybaczyć wszystko. Po twoich słowach droga salvahe sadze ze ty rowniez masz podobne zdanie. Tylko ze jsk patrzę na twoja sytuacje ze maz zdradzal cię tyle czasu i ma jeszcze dziecko z ta kobieta to nie wiem czy byłabym w stanie walczyć, podejrzewam ze tak, ale tez chciałabym aby to on udowodnił ze popełnił błąd.
Co do psychologa to bardzo dobra sprawa. Sama byłam na dwóch wizytach, poki co poprawy nie ma w moim myśleniu ale sam fakt ze moge sie komuś wyglądać, ze ktoś spojrzy na ta sytuacje innym okiem, bo rodzice hal to rodzice chcą szczescia mojego i są przekonani ze da mi to szczescie uwolnienie sie od niego. Tylko ze ja czyje co innego sad

154

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Zastanów się zakochanawiosno CZY nie ranisz czasem autorki wątku, porównując NIEPORÓWNYWALNE.
Zdrada skutkiem której jest narodzenie dziecka (które do końca życia "będzie między nimi stało"), to nie to samo co przedstawianie towarzystwa kolegów nad przebywaniem z jazgoczącą i wiecznie niezadowolona żoną. JEDNAK

155

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Włączyłam telefon

i był sms od niego "zadzwoń do mnie proszę"
i nie wiem czy dzwonić czy nie

jak zadzwonię to znów się zacznie wylewanie pretensji
chyba nie jestem gotowa, żeby z nim rozmawiać i się nie rozkleić

156

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
Anhedonia napisał/a:

Zastanów się zakochanawiosno CZY nie ranisz czasem autorki wątku, porównując NIEPORÓWNYWALNE.
Zdrada skutkiem której jest narodzenie dziecka (które do końca życia "będzie między nimi stało"), to nie to samo co przedstawianie towarzystwa kolegów nad przebywaniem z jazgoczącą i wiecznie niezadowolona żoną. JEDNAK

Nie wiem po czym osadzasz ze jestem wiecznie nie zadowolona zona? Dla mnie to normalne ze gdy maz stawia kumpli ponad rodzine to mam prawo do tego by mu zwracać uwagę. Pojechał tam za chlebem a nie dla rozrywki.
W porównaniu chodziło o to ze obie kochamy ze obie walczymy ale nic z tego nie mamy poza tum ze tracimy własna godność

157

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
salvahe napisał/a:

Włączyłam telefon

i był sms od niego "zadzwoń do mnie proszę"
i nie wiem czy dzwonić czy nie

jak zadzwonię to znów się zacznie wylewanie pretensji
chyba nie jestem gotowa, żeby z nim rozmawiać i się nie rozkleić

Zrób tak byś ty czuła sie dibrze, nie czujesz sie na siłach nie dzwon byś nie pogorszyła swojego stanu emocjonalnego

158

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

salvahe a ja już nic nie napiszę. Posiedzę sobie tutaj i po cichu będę patrzeć.
Powiedziałam ci wszystko co miałam do powiedzenia. Mam nadzieje, że ci się ułoży. Bardzo bym tego chciała. Dla ciebie i synka.

159

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
zakochanawiosna napisał/a:

Nie wiem po czym osadzasz ze jestem wiecznie nie zadowolona zona? Dla mnie to normalne ze gdy maz stawia kumpli ponad rodzine to mam prawo do tego by mu zwracać uwagę.

Z twojego wątku wysnułam taki wniosek... pogrubiłam fragmenty gdzie to SAMA opisałaś.
W tym też wątku twierdzisz, że dla miłości zrobi się wszystko. Jak wszystko, to i kolegów łyknąć się da wink
Dziecko z kochanką to jakby INNY KALIBER spraw. Kolegów idzie zapomnieć - tej drugiej sytuacji "zamieść pod dywan" NIE DA RADY sad
Ale wspierajcie się razem - tak będzie lżej... byle tylko nie zakłamywać rzeczywistości. smile powodzenia życzę Wam obu...

160

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
Anhedonia napisał/a:
zakochanawiosna napisał/a:

Nie wiem po czym osadzasz ze jestem wiecznie nie zadowolona zona? Dla mnie to normalne ze gdy maz stawia kumpli ponad rodzine to mam prawo do tego by mu zwracać uwagę.

Z twojego wątku wysnułam taki wniosek... pogrubiłam fragmenty gdzie to SAMA opisałaś.
W tym też wątku twierdzisz, że dla miłości zrobi się wszystko. Jak wszystko, to i kolegów łyknąć się da wink
Dziecko z kochanką to jakby INNY KALIBER spraw. Kolegów idzie zapomnieć - tej drugiej sytuacji "zamieść pod dywan" NIE DA RADY sad
Ale wspierajcie się razem - tak będzie lżej... byle tylko nie zakłamywać rzeczywistości. smile powodzenia życzę Wam obu...

Gdyby to byli normalni koledzy to ja nie mialabym nic przeciwko, a to jednak osoby które mogą narobić mu problemów, on tego nie rozumie. Dziecko z kochanką oczywiście to dużo gorsza,że takbrzydko napiszę "rzecz" niż kumple z problemami, ale zarówno jak i romans z inna kobietą tak i koledzy przekreślili rodziny w  zyciu naszych jeszcze mężów.
Liczę tylko, ze z czasem pozbieramy się i znowu z uśmiechem na twarzy będziemy kroczyć przed siebie

161

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Dziś wieczorem rozmawiałam z moim m
rozmawiał ze mną jak gdyby nigdy nic się nie stało
co u nas
jak mały

i jaka jest pogoda

spytałam go czy naprawdę chce rozmawiać ze mną o pogodzie
cisza
prosiłam aby się zastanowił nad tym wszystkim
i powiedział mi jakie ma plany wobec kochanki
i jakie ona ma oczekiwania w stosunku do niego
i że jestem gotowa na to że zostanę sama z dzieckiem

na tym nasza rozmowa się zakończyła

i teraz jak głupia będę czekała na to kiedy się odezwie i co powie

ja już dłużej nie wytrzymam
sama nie wiem czego chce
codziennie mam inne odczucia
jestem zła albo obojętna
ciągle czekam tylko na co
kiedy to się skończy
czy ja jestem już sama
czy mam męża

kim ja jestem

162

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

a pomyślałaś kiedyś o sobie tak...
jak to będzie gdy będę miała 40, 50 lat...
czego będę żałować -  czy warto?
wiem, wiem wszystkie terapie są tu i teraz - a to tak szybko mija...mig i nie ma nas

a ty możesz wszystko - możesz popatrzeć w lustro i ...powiedzieć jak mam żyć,żeby nie żałować...
pomyśl o tym, nawet jak nie chcesz - pomyśl...

163

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
salvahe napisał/a:

Dziś wieczorem rozmawiałam z moim m
rozmawiał ze mną jak gdyby nigdy nic się nie stało
co u nas
jak mały

i jaka jest pogoda

spytałam go czy naprawdę chce rozmawiać ze mną o pogodzie
cisza
prosiłam aby się zastanowił nad tym wszystkim
i powiedział mi jakie ma plany wobec kochanki
i jakie ona ma oczekiwania w stosunku do niego
i że jestem gotowa na to że zostanę sama z dzieckiem

na tym nasza rozmowa się zakończyła

i teraz jak głupia będę czekała na to kiedy się odezwie i co powie

ja już dłużej nie wytrzymam
sama nie wiem czego chce
codziennie mam inne odczucia
jestem zła albo obojętna
ciągle czekam tylko na co
kiedy to się skończy
czy ja jestem już sama
czy mam męża

kim ja jestem

To normalne ze masz mieszane uczucia i ze nie wiesz czego chcesz, to wszystko jedt świeże ma prawo boleć,dobrze ze kazesz mu sie określić względem kochanki, względem ciebie, waszego dziecka i ich dziecka.to ze zadzwonił nie oznacza od razu ze tamta olal a wraca do was, ale jednak to plus dla niego ze zadzwonił ze pamięta:) a temat o pogodzie ni cóż zawsze trzeba od czegoś zacząć smile bo byc moze on nie chce sam poruszać tego tematu czeka na twój ruch a mize poprostu nie chce rozmawiać o tym przez telefon gdzie jesteście na odległość, podejrzewam ze on sam nie wie czego chce, nie zdecydował sie, jezeli z czasem będziesz mieć w sobie na tyle siły sama postaraj sie zdecydować, ja np nie potrafię i tak sobie mysle ze chyba mogłabym czekac bardzo długo na jego powrót:(

164 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-03-13 09:55:11)

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
zakochanawiosna napisał/a:
Anhedonia napisał/a:
zakochanawiosna napisał/a:

Nie wiem po czym osadzasz ze jestem wiecznie nie zadowolona zona? Dla mnie to normalne ze gdy maz stawia kumpli ponad rodzine to mam prawo do tego by mu zwracać uwagę.

Z twojego wątku wysnułam taki wniosek... pogrubiłam fragmenty gdzie to SAMA opisałaś.
W tym też wątku twierdzisz, że dla miłości zrobi się wszystko. Jak wszystko, to i kolegów łyknąć się da wink
Dziecko z kochanką to jakby INNY KALIBER spraw. Kolegów idzie zapomnieć - tej drugiej sytuacji "zamieść pod dywan" NIE DA RADY sad
Ale wspierajcie się razem - tak będzie lżej... byle tylko nie zakłamywać rzeczywistości. smile powodzenia życzę Wam obu...

Gdyby to byli normalni koledzy to ja nie mialabym nic przeciwko, a to jednak osoby które mogą narobić mu problemów, on tego nie rozumie. Dziecko z kochanką oczywiście to dużo gorsza,że takbrzydko napiszę "rzecz" niż kumple z problemami, ale zarówno jak i romans z inna kobietą tak i koledzy przekreślili rodziny w  zyciu naszych jeszcze mężów.
Liczę tylko, ze z czasem pozbieramy się i znowu z uśmiechem na twarzy będziemy kroczyć przed siebie

Wlasnie: przeczytaj to jeszcze raz i na glos i z tysiac razy: "zarówno jak i romans z inna kobietą tak i koledzy przekreślili rodziny w  zyciu naszych jeszcze mężów. "

Czy to sa mezczyzni zatem,  czy zwykle chlystki, ktorym byle co zastepuje rodzine i wymazuje wszelkie przysiegi i obietnice z pamieci? Ja wiem, co Anhedonia ma na mysli - kaliber przewinien jest inny - ale zarowno z jednym jak i z drugim tego typu "mezczyzna" nie chcialabym roku wspolnie przezyc. To tak pewne i spokojne zycie jak przechadzka po syberyjskim bagnie albo polu minowym w Afganistanie. Jak nie dzis to jutro ale na 100% pierdyknie w gore badz w dol. Bo ten typ (typ waszych jeszcze mezow, acz oby juz niedlugo) tak wlasnie ma - ciagnie sk..la wilka do lasu i natury mu nie zmienicie. Tak jak z wilka jamnika tez nikt nie wyhoduje.

Czas oczy kochaniutkie panie otworzyc - kogo sobie na partnera zyciowego wybralyscie. To, ze ma fajna klate, mily usmiech i czarujace spojrzenie, czule slowka czasem wplatal do konwersacji, dobry ogier w lozku byl itp. - to to jest fundament dla normalnego, dojrzalego, zdrowego, odpowiedzialnego, pelnego zaufania i wzajemnego szacunku zwiazku? Bardziej wystarczy na ognisty romans brazylijski albo scenariusz do "Trudnych spraw". Z tymi typami rodziny niegdy nie zbudujecie, a czy ich kolejnym kobietom sie uda - o to to juz sie nie martwcie, ich cyrk, ich malpy, one plakac kiedys beda.


Pusccie wolno tych niedoroslych gowniarzy i zacznijcie swoje zycie budowac poki co swoimi rekoma, z czasem (i jest to bardzo bardzo realne) inna para rak was wesprze. Meskich rak, nie lepkich lapek smarkaczy.

165

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Mussuka to nie tak, ze patrzymy jedynie na nich tak jak opisalas. To byli mężczyźni(bynajmniej w moim przypadku)na których wcześniej mogłam liczyć,on był facetem z którym chciałam budować rodzine, mimio jego wad kochałam i kocham nadal, mimio tych wAd zarówno moich jak i meza staraliśmy sie żyć ze sobą i zwalczać problemy. Wszystko zaczęło sie gdy on poczuł wolnosc, poczuł sie jak kawaler, nie od dzis wiadomo ze odległość bardzo dużo wpływa na związek, w naszym przypadku niestety ta odległość zniszczyła rodziny, ale czy ludzie nie zasługują na druga szanse?
Owszem musimy wziąć swoje zycie w nasze ręce tym bardziej ze to dzieci zostają przy nas i to dla nich musimy mieć ta sile do walki, ale na dzień dziejach wiemy to w teorii gorzej jest z praktyka bo na dzień dzisiejszy nasze emocje to wielka mieszanina:( czy to kiedyś mija

166

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
zakochanawiosna napisał/a:

Mussuka to nie tak, ze patrzymy jedynie na nich tak jak opisalas. To byli mężczyźni(bynajmniej w moim przypadku)na których wcześniej mogłam liczyć,on był facetem z którym chciałam budować rodzine, mimio jego wad kochałam i kocham nadal, mimio tych wAd zarówno moich jak i meza staraliśmy sie żyć ze sobą i zwalczać problemy. Wszystko zaczęło sie gdy on poczuł wolnosc, poczuł sie jak kawaler, nie od dzis wiadomo ze odległość bardzo dużo wpływa na związek, w naszym przypadku niestety ta odległość zniszczyła rodziny, ale czy ludzie nie zasługują na druga szanse?
Owszem musimy wziąć swoje zycie w nasze ręce tym bardziej ze to dzieci zostają przy nas i to dla nich musimy mieć ta sile do walki, ale na dzień dziejach wiemy to w teorii gorzej jest z praktyka bo na dzień dzisiejszy nasze emocje to wielka mieszanina:( czy to kiedyś mija

Cos Ci powiem, dorabiasz jakies piekne teorie do nieladnej prawdy i rzeczywistosci. Gdyby ten Twoj maz naprawde byl taki odpowiedzialny, to nie wierze, ze przy okazji wyjazdu w sekunde tak by sie zmienil, zlapal wiatr w zagle i wpadl w nieciekawe towarzystwo. Ludzie AZ tak szybko sie nie zmieniaja, nawet jak na drugi kontynent pojada. Dlugie rozstania sa zgubne, takie na jakis czas raczej wzmacniaja udane zwiazki. Ten ciag do wolnosci u Twojego meza pewnie od dawna w nim byl, tylko skutecznie to tlumilas awanturami. A on dla swietego spokoju udawal domatora.
Jak ja czytam, ze dla Ciebie tylko rodzina, domek i dziecko licza sie w zyciu, to poniekad zaczynam rozumiec Twojego meza. Napisze Ci wprost i obraz sie jak chcesz, ale nie bede owijac tego co mysle - znudzilas mu sie i juz. Moze dla niego kura domowa, wiecznie kwekajaca i trzymajaca go na sznurku to nie jest ten ideal kobiety, jaki sobie wymarzyl. Sama pisalas, ze chcial abys pracowala, rozwijala sie, zarabiala - a Ty co? Zupkami i wierszykami synka chcesz go zauroczyc? Moze to nie ten typ. Na poczatku moze wytrzymywal, liczyl, ze to sie zmieni, dzialo sie coraz gorzej (w jego mniemaniu) i jak wreszcie spod klucza uciekl to poczul wolnosc, swobode, luz.
Ja go troche rozumiem, bo sama tez lubie wiecej ludzi czynu niz takich siedzacych w domu. Jesli on taki jest, to zadne cieple obiadki i opowiesci o sukcesach synka nie zrobia na nim wrazenia.

Wiec teraz jeczac, jojczac i placzac robisz sobie najwieksza niedzwiedzia przysluge jaka mozesz - do takiej Ciebie to on na pewno nie wroci, bo od takiej wlasnie uciekl. Troche to sobie przemysl i stan wreszcie na nogi jak dorosla kobieta, swiadoma swojej wartosci a nie rozmazana dziewczynka oplatajaca sie wokol znudzonego meza jak bluszcz. Chcesz zeby wrocil, to pokaz, ze ma do kogo. Zaczelabym od poszukania tej pracy, bo zdaje mi sie, ze o to tez mieliscie powazne spory. Gosposia i matka nie dla kazdego mezczyzny czynia kobiete ciekawa i pociagajaca.
Znajdz prace, zajecia jakies dla siebie, hobby, spotkania ze znajomymi, dom, dziecko tez sie zmieszcza, choc moze niue tak idealnie dopieszczone (i co z tego?) - i koniec z beczeniem i narzekaniem - to moze dac jakas szanse, ze Twoj maz dostrzeze inna kobiete w Tobie. Szanse - nie gwarancje.
On i tak jak ma pojsc to pojdzie, ale tym co robisz teraz mozesz jedynie to przyspieszyc.

Jeszcze jedno - ja go nie bronie, nie twierdze, ze dobrze sie zachowal, nadal uwazam takie ucieczki za gowniarskie postepowanie ALE probuje zrozumiec, co go do tej ucieczki sklonilo. Albo ma to we krwi (zabawy, kolezkow, popijawy itp. ) i wyjazd to byl tylko pretekst do ucieczki albo uciekl z domu, w ktorym nie do konca byl szczesliwy z Toba.

Sytuacja salvahe jest totalnie inna - tam praktycznie nie ma juz szans na wspolne szczescie.

167

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
Mussuka napisał/a:
zakochanawiosna napisał/a:

Mussuka to nie tak, ze patrzymy jedynie na nich tak jak opisalas. To byli mężczyźni(bynajmniej w moim przypadku)na których wcześniej mogłam liczyć,on był facetem z którym chciałam budować rodzine, mimio jego wad kochałam i kocham nadal, mimio tych wAd zarówno moich jak i meza staraliśmy sie żyć ze sobą i zwalczać problemy. Wszystko zaczęło sie gdy on poczuł wolnosc, poczuł sie jak kawaler, nie od dzis wiadomo ze odległość bardzo dużo wpływa na związek, w naszym przypadku niestety ta odległość zniszczyła rodziny, ale czy ludzie nie zasługują na druga szanse?
Owszem musimy wziąć swoje zycie w nasze ręce tym bardziej ze to dzieci zostają przy nas i to dla nich musimy mieć ta sile do walki, ale na dzień dziejach wiemy to w teorii gorzej jest z praktyka bo na dzień dzisiejszy nasze emocje to wielka mieszanina:( czy to kiedyś mija

Cos Ci powiem, dorabiasz jakies piekne teorie do nieladnej prawdy i rzeczywistosci. Gdyby ten Twoj maz naprawde byl taki odpowiedzialny, to nie wierze, ze przy okazji wyjazdu w sekunde tak by sie zmienil, zlapal wiatr w zagle i wpadl w nieciekawe towarzystwo. Ludzie AZ tak szybko sie nie zmieniaja, nawet jak na drugi kontynent pojada. Dlugie rozstania sa zgubne, takie na jakis czas raczej wzmacniaja udane zwiazki. Ten ciag do wolnosci u Twojego meza pewnie od dawna w nim byl, tylko skutecznie to tlumilas awanturami. A on dla swietego spokoju udawal domatora.
Jak ja czytam, ze dla Ciebie tylko rodzina, domek i dziecko licza sie w zyciu, to poniekad zaczynam rozumiec Twojego meza. Napisze Ci wprost i obraz sie jak chcesz, ale nie bede owijac tego co mysle - znudzilas mu sie i juz. Moze dla niego kura domowa, wiecznie kwekajaca i trzymajaca go na sznurku to nie jest ten ideal kobiety, jaki sobie wymarzyl. Sama pisalas, ze chcial abys pracowala, rozwijala sie, zarabiala - a Ty co? Zupkami i wierszykami synka chcesz go zauroczyc? Moze to nie ten typ. Na poczatku moze wytrzymywal, liczyl, ze to sie zmieni, dzialo sie coraz gorzej (w jego mniemaniu) i jak wreszcie spod klucza uciekl to poczul wolnosc, swobode, luz.
Ja go troche rozumiem, bo sama tez lubie wiecej ludzi czynu niz takich siedzacych w domu. Jesli on taki jest, to zadne cieple obiadki i opowiesci o sukcesach synka nie zrobia na nim wrazenia.

Wiec teraz jeczac, jojczac i placzac robisz sobie najwieksza niedzwiedzia przysluge jaka mozesz - do takiej Ciebie to on na pewno nie wroci, bo od takiej wlasnie uciekl. Troche to sobie przemysl i stan wreszcie na nogi jak dorosla kobieta, swiadoma swojej wartosci a nie rozmazana dziewczynka oplatajaca sie wokol znudzonego meza jak bluszcz. Chcesz zeby wrocil, to pokaz, ze ma do kogo. Zaczelabym od poszukania tej pracy, bo zdaje mi sie, ze o to tez mieliscie powazne spory. Gosposia i matka nie dla kazdego mezczyzny czynia kobiete ciekawa i pociagajaca.
Znajdz prace, zajecia jakies dla siebie, hobby, spotkania ze znajomymi, dom, dziecko tez sie zmieszcza, choc moze niue tak idealnie dopieszczone (i co z tego?) - i koniec z beczeniem i narzekaniem - to moze dac jakas szanse, ze Twoj maz dostrzeze inna kobiete w Tobie. Szanse - nie gwarancje.
On i tak jak ma pojsc to pojdzie, ale tym co robisz teraz mozesz jedynie to przyspieszyc.

Jeszcze jedno - ja go nie bronie, nie twierdze, ze dobrze sie zachowal, nadal uwazam takie ucieczki za gowniarskie postepowanie ALE probuje zrozumiec, co go do tej ucieczki sklonilo. Albo ma to we krwi (zabawy, kolezkow, popijawy itp. ) i wyjazd to byl tylko pretekst do ucieczki albo uciekl z domu, w ktorym nie do konca byl szczesliwy z Toba.

Sytuacja salvahe jest totalnie inna - tam praktycznie nie ma juz szans na wspolne szczescie.

Oceniasz kogoś po postach! On sam chciał prowadzić model rodziny, że on praucje ja z mala w domu, przez ten czas skończyłam studia, więc nie siedziałam wiecznie w domu. I nie wiem czy ty bys jako zona spokojna patrzyła i siedziała cicho jakby Twój maz obracał się w towarzystwie osob które jarają i piją. Skoro tak to gratuluję podejścia do zycia, bardzo odpowiedzialne. On chciał abym ja pracowała a nie studiowała.ale na jego zasadzie :  Twoja wypłata- idzie na utrzymanie domu i dziecka a moja na spelnianie marzen czyli auto I IMPREZY, NO SORY ON NIE MA 19 LAT by takie podejście dozycia mieć, zakladając rodzinę tzreba zacząć byc odpowiedzialnym. To nie było tak, że z dnai na dzień stał sie taki, w Polsce również zdarzało mu się poczuc jak kawaler, sytuacja nasiliła sie gdy poznał tam swoje nowe towarzystwo, początkowo po wyjeżdzie przymykałam oko na wszystko, ale ile można życ na zasadzie,że ja nie moge spotkać sie z koleżankami bo jest dziecko a on może balować co weekend. Myślisz,że siedzenie w domu sprawia mi taką przyjemnośc? Grubo sie mylisz, pracy szukałam wszedzie, nie tylko w swoim zawodzie, jednak żyje w takiej cześci kraju, że niestety o pracę bardzo trudno.
Po drugie to nie mu marudze i placze w sluchawke,poczatkowo bylo z e chcialam by wrocil bysmy probowali, ale mialam dosyc jego chamstwa, teraz staram sie zyc wlasnym zyciem, jezdze na rowerze, wyjechalam na weekend z kolezankami, a to ze wylewam swoje zale na forum nie oznacza ze wylewam je do niego. czasami naprawde warto spojrzec na sprawe z obu str a nie ocenic kobiete ktora siedzi w domu jako placzaca kure domowa.

168 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-03-14 11:21:20)

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
zakochanawiosna napisał/a:

Oceniasz kogoś po postach! On sam chciał prowadzić model rodziny, że on praucje ja z mala w domu, przez ten czas skończyłam studia, więc nie siedziałam wiecznie w domu. I nie wiem czy ty bys jako zona spokojna patrzyła i siedziała cicho jakby Twój maz obracał się w towarzystwie osob które jarają i piją. Skoro tak to gratuluję podejścia do zycia, bardzo odpowiedzialne. On chciał abym ja pracowała a nie studiowała.ale na jego zasadzie :  Twoja wypłata- idzie na utrzymanie domu i dziecka a moja na spelnianie marzen czyli auto I IMPREZY, NO SORY ON NIE MA 19 LAT by takie podejście dozycia mieć, zakladając rodzinę tzreba zacząć byc odpowiedzialnym. To nie było tak, że z dnai na dzień stał sie taki, w Polsce również zdarzało mu się poczuc jak kawaler, sytuacja nasiliła sie gdy poznał tam swoje nowe towarzystwo, początkowo po wyjeżdzie przymykałam oko na wszystko, ale ile można życ na zasadzie,że ja nie moge spotkać sie z koleżankami bo jest dziecko a on może balować co weekend. Myślisz,że siedzenie w domu sprawia mi taką przyjemnośc? Grubo sie mylisz, pracy szukałam wszedzie, nie tylko w swoim zawodzie, jednak żyje w takiej cześci kraju, że niestety o pracę bardzo trudno.
Po drugie to nie mu marudze i placze w sluchawke,poczatkowo bylo z e chcialam by wrocil bysmy probowali, ale mialam dosyc jego chamstwa, teraz staram sie zyc wlasnym zyciem, jezdze na rowerze, wyjechalam na weekend z kolezankami, a to ze wylewam swoje zale na forum nie oznacza ze wylewam je do niego. czasami naprawde warto spojrzec na sprawe z obu str a nie ocenic kobiete ktora siedzi w domu jako placzaca kure domowa.

A po czym mam oceniac jak nie po postach? Co, znamy sie osobiscie? Co napiszesz, to to jest interpretowane, bo to jest tylko forum.

Poza tym to nie wiem czego sie na mnie tu wsciekasz - jak napisalam, ze Twoj maz i salvahe  to nieodpowiedzialni gowniarze, to go bronisz, ze taki nie byl, ze moglas na niego liczyc, rodzine zalozyc, przyszlosc planowac itp. a potem nagle zmienil sie po wyjezdzie. Teraz cala litania grzechow sprzed tego wyjazdu przytaczasz. To Ty w koncu wiesz za kogo wyszlas? Za odpowiedzialnego mezczyzne czy za egoiste i dzieciaka niedoroslego? Sama zdecyduj. Byl na miejscu i uganial sie z kolesiami - zle, nie ma go i nie ma kolesiow - tez zle. Ty chcesz zeby on byl taki jak Ty chcesz (odpowiedzialny, pracowity, rodzinny, kochajacy ojciec i maz, wiecej moze domator niz imprezowicz) ale on taki nie jest i nie bedzie. Ale chyba widzialy galy co braly? Sama napisalas, ze jak sie zaklada rodzine to trzeba byc odpowiedzialnym - to po co wlasnie Z NIM te rodzine zalozylas? Przeciez masz to co wiedzialas od poczatku - imprezy, koledzy, picie, olewanie rodziny - jak napisalas - to sie w jeden dzien nie stalo.

Fajnie, ze cos dla siebie robisz ale w takim razie nie pisz na kazdym kroku, ze bez niego zyc nie potrafisz, nie mozesz sobie wyobrazic przyszlosci bez niego, wszystko bys mu wybaczyla, bo milosc i take tam. Bo wlasnie sprawiasz wrazenie i to dosc jaskrawe takiej uzaleznionej od mezczyzny kobiety bluszcza. Jesli taka nie jestes to takiej nie graj.

A z ta praca to Ci napisze, ze jak ktos naprawde chce to znajdzie. Nie dzis to jutro, nie jutro to pojutrze ale znajdzie. Zreszta chyba w koncu bedziesz musiala. Nie u siebie to moze gdzie indziej.

W zasadzie to lepiej jak sie wywsciekasz niz mialabys tu ciagle plakac, lepsze emocje taka zlosc wywoluje:) Mnie to nie szkodzi.

169

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
Mussuka napisał/a:

ż.

Sytuacja salvahe jest totalnie inna - tam praktycznie nie ma juz szans na wspolne szczescie.

Ja tak nie myślę, każdy zasługuje na drugą szanse
moje małżeństwo też

Gdybym nie wierzyła w to że możemy być razem jeszcze szczęśliwi to bym odeszła.

170

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
Mussuka napisał/a:
zakochanawiosna napisał/a:

Oceniasz kogoś po postach! On sam chciał prowadzić model rodziny, że on praucje ja z mala w domu, przez ten czas skończyłam studia, więc nie siedziałam wiecznie w domu. I nie wiem czy ty bys jako zona spokojna patrzyła i siedziała cicho jakby Twój maz obracał się w towarzystwie osob które jarają i piją. Skoro tak to gratuluję podejścia do zycia, bardzo odpowiedzialne. On chciał abym ja pracowała a nie studiowała.ale na jego zasadzie :  Twoja wypłata- idzie na utrzymanie domu i dziecka a moja na spelnianie marzen czyli auto I IMPREZY, NO SORY ON NIE MA 19 LAT by takie podejście dozycia mieć, zakladając rodzinę tzreba zacząć byc odpowiedzialnym. To nie było tak, że z dnai na dzień stał sie taki, w Polsce również zdarzało mu się poczuc jak kawaler, sytuacja nasiliła sie gdy poznał tam swoje nowe towarzystwo, początkowo po wyjeżdzie przymykałam oko na wszystko, ale ile można życ na zasadzie,że ja nie moge spotkać sie z koleżankami bo jest dziecko a on może balować co weekend. Myślisz,że siedzenie w domu sprawia mi taką przyjemnośc? Grubo sie mylisz, pracy szukałam wszedzie, nie tylko w swoim zawodzie, jednak żyje w takiej cześci kraju, że niestety o pracę bardzo trudno.
Po drugie to nie mu marudze i placze w sluchawke,poczatkowo bylo z e chcialam by wrocil bysmy probowali, ale mialam dosyc jego chamstwa, teraz staram sie zyc wlasnym zyciem, jezdze na rowerze, wyjechalam na weekend z kolezankami, a to ze wylewam swoje zale na forum nie oznacza ze wylewam je do niego. czasami naprawde warto spojrzec na sprawe z obu str a nie ocenic kobiete ktora siedzi w domu jako placzaca kure domowa.

A po czym mam oceniac jak nie po postach? Co, znamy sie osobiscie? Co napiszesz, to to jest interpretowane, bo to jest tylko forum.

Poza tym to nie wiem czego sie na mnie tu wsciekasz - jak napisalam, ze Twoj maz i salvahe  to nieodpowiedzialni gowniarze, to go bronisz, ze taki nie byl, ze moglas na niego liczyc, rodzine zalozyc, przyszlosc planowac itp. a potem nagle zmienil sie po wyjezdzie. Teraz cala litania grzechow sprzed tego wyjazdu przytaczasz. To Ty w koncu wiesz za kogo wyszlas? Za odpowiedzialnego mezczyzne czy za egoiste i dzieciaka niedoroslego? Sama zdecyduj. Byl na miejscu i uganial sie z kolesiami - zle, nie ma go i nie ma kolesiow - tez zle. Ty chcesz zeby on byl taki jak Ty chcesz (odpowiedzialny, pracowity, rodzinny, kochajacy ojciec i maz, wiecej moze domator niz imprezowicz) ale on taki nie jest i nie bedzie. Ale chyba widzialy galy co braly? Sama napisalas, ze jak sie zaklada rodzine to trzeba byc odpowiedzialnym - to po co wlasnie Z NIM te rodzine zalozylas? Przeciez masz to co wiedzialas od poczatku - imprezy, koledzy, picie, olewanie rodziny - jak napisalas - to sie w jeden dzien nie stalo.

Fajnie, ze cos dla siebie robisz ale w takim razie nie pisz na kazdym kroku, ze bez niego zyc nie potrafisz, nie mozesz sobie wyobrazic przyszlosci bez niego, wszystko bys mu wybaczyla, bo milosc i take tam. Bo wlasnie sprawiasz wrazenie i to dosc jaskrawe takiej uzaleznionej od mezczyzny kobiety bluszcza. Jesli taka nie jestes to takiej nie graj.

A z ta praca to Ci napisze, ze jak ktos naprawde chce to znajdzie. Nie dzis to jutro, nie jutro to pojutrze ale znajdzie. Zreszta chyba w koncu bedziesz musiala. Nie u siebie to moze gdzie indziej.

W zasadzie to lepiej jak sie wywsciekasz niz mialabys tu ciagle plakac, lepsze emocje taka zlosc wywoluje:) Mnie to nie szkodzi.

Nie wsciekam sie za to ze ocenilas ich jako nieodpowiedzialnych gowniarzy, bo tacy są niestety. Masz racje mój maz nie zmienił sue z dnia na dzień, ale nie było tez tak ze nie mogłam na niego liczyć, bo przejawial w swoim zachowaniu cechy odpowiedzialnego ojca i meza. To odległość pokazała ze cechy faceta-wiecznego kawalera stały sie silniejsze. Jest ni zle z tym ze wybrał kolegów z takim a nie innym podejściem di życia, tylko z boku jak sie czyta czy obserwuje dana sytuacje to wyglada zupełnie inaczej. Koledzy jsk byli tak są do tej pory.
Moze w pewien sposób jestem od niego uzależniona bo byliśmy ze sobą tyle lat, dlatego zycie bez niego na dzień dzisiejszy jedt mi jakos ciezko sobie wyobrazić. Ale nie oznacza to ze jestem jak kobieta bluszcz bo dla mnie taki typ kobiety kojarzy sue rowniez z wiecznym sledzeniem tego co facet robi,ja go nie pilnuje, a to ze chciałam ratować za wszelka cenę mój związek i rodzine to normalne, przecież nikt nie chce stracić kogoś kogo kocha.
Co do emocji rowniez przyznam racje bo czasem lepiej sie powsciekac niż wylewać żale.
Jednak co do szans na jaki kolwiek powrót mysle ze salvahe i jej maz maja wieksze(oczywiście życzę by im sie ułożyło), w moim przypadku te szanse są bliskie zera, więc moze to powoduje u mnie taki żal.

171

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
zakochanawiosna napisał/a:

...
Jednak co do szans na jaki kolwiek powrót mysle ze salvahe i jej maz maja wieksze(oczywiście życzę by im sie ułożyło), w moim przypadku te szanse są bliskie zera, więc moze to powoduje u mnie taki żal.

Daj Wam Boże obu...
Niemniej może któraś ruszy głową i powie: JAK po urodzeniu dziecka - owoca zdrady, które przypomina samym swoim istnieniem o ZAWIEDZENIU ZAUFANIA - można powrócić do normy?
To będzie jak siedzenie na bombie zegarowej i czekanie na wybuch... Jak długo TAK się da?
Ogólnie myślę jak Mussuka.
WARTO przeanalizować - czy przypadkiem zamiast człowieka z krwi i kości NIE CHCE się odzyskać WYMYŚLONEGO (onegdaj) własnego a fałszywego obrazu quasiIDEAŁU. Co o tyle jest NIEREALNE, że taki nie istnieje naprawdę a tylko w skołowanej głowie...

172

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

a mnie bardzo pomogło, że oceniano to co pisze w postach a nie przez pryzmat tego, że zna się moje życie...
i wiesz - zmusiło to mnie do myślenia, innego myślenia...
wszystko co jest na forum tak właśnie potraktuj, a głaski też przecież dostajesz, bo każdy tutaj  po nie przychodzi

173

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
in_ka napisał/a:

a mnie bardzo pomogło, że oceniano to co pisze w postach a nie przez pryzmat tego, że zna się moje życie...
i wiesz - zmusiło to mnie do myślenia, innego myślenia...
wszystko co jest na forum tak właśnie potraktuj, a głaski też przecież dostajesz, bo każdy tutaj  po nie przychodzi

Mnie to tez pomagali nie chodzi o glaski, dobre czy zle słowo ale o to by dostać chociaż ta mala krople nadziei ze szansa jest na powrót na to by żyć razem. Bo to ze moim priorytetem jest rodzina nie czyni ze mnie znudzonej kury domowej, poprostu nie chce by w nasze zycie dalej wkladal sie alkohol koledzy i trawka, na tym forum jak każdy oczekiwałam wsparcia bo moja rodzina twardo sadzi ze to człowiek ktory sie juz nie zmieni, ze rozwód to dobry krok w sumie znajomi to samo twierdza, tu napisałam bo moze gdzieś w mysli oczekiwałam se ktoś mi powie DZIAŁAJ KOBIETO WALCZ O MEZA I SWOJA RODZINE, większość uważa ze zarówno mój maz jak i maz salvahe to gnojki.tylko te gnojki maja od nas miłość i to poczucie ze jesteśmy w stanie wybaczyć, byc moze to nasz błąd ze dajemy im ta pewnosc ze zawsze bedzie dla nich miejsce, moze to my powinnismy odpuścić i czekac na ich krok ale czy gdy my przestaniemy zabiegać oni nie pomyślą ze odpuscilysmy,
Salvahe ma ciężka sytuacje bo zawsze nawet po zgodzie bedzie to dziecko ktore bedzie przypominało ten kryzys, ale czy warto przekreslac wszystko tylko po to bo gdzieś w umyśle jedt myśl ze bede żyć jsk na minie która z czasem moze wybuchnąć?

174

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

salvahe
odpowiedź jest bardzo prosta, on myśli o sobie, TY się nie liczysz.

Pamiętaj jak się kogoś kocha to się nie zdradza, nie okłamuje i nie oszukuje.

175 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-03-15 10:40:09)

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
zakochanawiosna napisał/a:

... by dostać chociaż ta mala krople nadziei ze szansa jest na powrót na to by żyć razem.(...)poprostu nie chce by w nasze zycie dalej wkladal sie alkohol koledzy i trawka, na tym forum jak każdy oczekiwałam wsparcia bo rodzina twardo sadzi ze to człowiek ktory sie juz nie zmieni, ze rozwód to dobry krok w sumie znajomi to samo twierdza, tu napisałam bo moze gdzieś w mysli oczekiwałam se ktoś mi powie DZIAŁAJ KOBIETO WALCZ O MEZA I SWOJA RODZINE, większość uważa ze zarówno mój maz jak i maz salvahe to gnojki

ZNACZY osoby znające "pacjenta" mają 1wyrobione o nim zdanie...
ZNACZY z opisu, większość na forum wysnuła podobny wniosek co osoby znające "sprawcę"...
ZNACZY przyszłaś tu po KŁAMSTWO. Sorry, że się nie poznaliśmy na Twych intencjach...

zakochanawiosna napisał/a:

...tylko te gnojki maja od nas miłość i to poczucie ze jesteśmy w stanie wybaczyć, byc moze to nasz błąd ze dajemy im ta pewnosc ze zawsze bedzie dla nich miejsce,

ŚWIETNA sprawa - chciałabym być na ich miejscu big_smile
ŻADNYCH granic - na wszystko można sobie pozwolić a I TAK żona z kapciami w zębach, jak wierny psiak CZEKA na powrót "marnotrawnego"...
Ale wiecie, że człowiek różni się od psiaka poziomem intelektu? Jest w stanie wysnuć wniosek, że jeżeli same się nie szanujemy, to i z zewnątrz (od tych opisanych) SZACUNKU się nie doczeka?

zakochanawiosna napisał/a:

moze to my powinnismy odpuścić i czekac na ich krok ale czy gdy my przestaniemy zabiegać oni nie pomyślą ze odpuscilysmy,

ONI i tak rządzą w tym układzie. Niby CO i jak masz zamiar "odpuszczać"?

zakochanawiosna napisał/a:

... ale czy warto przekreslac wszystko tylko po to bo gdzieś w umyśle jedt myśl ze bede żyć jsk na minie która z czasem moze wybuchnąć?

ALEŻ to twoje życie...
TYLKO Ty osobiście możesz go sobie zmarnować... my tylko - podobnie jak znajomi i rodzina możemy POWIEDZIEĆ co widzimy. TY musisz podjąć decyzje (I ponieść ich konsekwencje). ALE pamiętaj, że wybierając g... zwinięte w złoty papierek, słodyczy nie zaznasz. A jednocześnie odbierasz sobie prawo do narzekania na los. SAMA chcesz TAKI a nie inny "cukierek"... BEZ woli tego drugiego człowieka, żaden związek SIĘ NIE NAPRAWI smile niestety - taka brutalna prawda

Poczytaj podobną sytuację: http://www.netkobiety.pl/post.php?tid=66778&qid=1909809

176

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
salvahe napisał/a:
Mussuka napisał/a:

ż.

Sytuacja salvahe jest totalnie inna - tam praktycznie nie ma juz szans na wspolne szczescie.

Ja tak nie myślę, każdy zasługuje na drugą szanse
moje małżeństwo też

Gdybym nie wierzyła w to że możemy być razem jeszcze szczęśliwi to bym odeszła.

Czytam ten wątek od dawna, kilka razy się delikatnie odezwałem bo mi niezręcznie jako mężczyźnie, ale ciężko nie napisać jak to wygląda.
Salvahe- Ty sobie kreujesz rzeczywistość alternatywną nie mającą pokrycia w realiach.Wmawiasz sobie nieudolnie różne iluzje.
-iluzja nr 1:kontrola sytuacji.Każesz mu wybierać, stawiasz ultimatum.I jarasz się ,że postawiłaś go pod ścianą, że teraz on coś ''musi''.A szanowny mężulo ma w dupie Twoje ultimata.Ignoruje Cię pogardliwie jak żula proszącego o fajkę, ostatecznie zbywa potrzebą czasu itp. bzdurami.
-iluzja nr 2:''odeszłabym'': sranie w banie- Ty jesteś tak uzależniona od bycia z nim, że nawet jakby sprowadził kochankę do domu i lał Cię trzy razy na dzień kijem bejsboowym, to byś nie odeszła, tylko siedziała i ''miała nadzieję''.Taka prawda.
-iluzja nr 3:''dam mu szansę'': znów odwrócenie ról; wmawianie sobie, że on gdzieś w głębi czuje żal i będzie prosił o wybaczenie.A on nie czuje skruchy i nigdy nie poczuje.Dla niego obecna sytuacja jest jedynie problemem logistycznym i nie jest ''zagubiony'' ani nic z tych głupawych określeń z babskiego słownika.

177

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
Anhedonia napisał/a:
zakochanawiosna napisał/a:

... by dostać chociaż ta mala krople nadziei ze szansa jest na powrót na to by żyć razem.(...)poprostu nie chce by w nasze zycie dalej wkladal sie alkohol koledzy i trawka, na tym forum jak każdy oczekiwałam wsparcia bo rodzina twardo sadzi ze to człowiek ktory sie juz nie zmieni, ze rozwód to dobry krok w sumie znajomi to samo twierdza, tu napisałam bo moze gdzieś w mysli oczekiwałam se ktoś mi powie DZIAŁAJ KOBIETO WALCZ O MEZA I SWOJA RODZINE, większość uważa ze zarówno mój maz jak i maz salvahe to gnojki

ZNACZY osoby znające "pacjenta" mają 1wyrobione o nim zdanie...
ZNACZY z opisu, większość na forum wysnuła podobny wniosek co osoby znające "sprawcę"...
ZNACZY przyszłaś tu po KŁAMSTWO. Sorry, że się nie poznaliśmy na Twych intencjach...

zakochanawiosna napisał/a:

...tylko te gnojki maja od nas miłość i to poczucie ze jesteśmy w stanie wybaczyć, byc moze to nasz błąd ze dajemy im ta pewnosc ze zawsze bedzie dla nich miejsce,

ŚWIETNA sprawa - chciałabym być na ich miejscu big_smile
ŻADNYCH granic - na wszystko można sobie pozwolić a I TAK żona z kapciami w zębach, jak wierny psiak CZEKA na powrót "marnotrawnego"...
Ale wiecie, że człowiek różni się od psiaka poziomem intelektu? Jest w stanie wysnuć wniosek, że jeżeli same się nie szanujemy, to i z zewnątrz (od tych opisanych) SZACUNKU się nie doczeka?

zakochanawiosna napisał/a:

moze to my powinnismy odpuścić i czekac na ich krok ale czy gdy my przestaniemy zabiegać oni nie pomyślą ze odpuscilysmy,

ONI i tak rządzą w tym układzie. Niby CO i jak masz zamiar "odpuszczać"?

zakochanawiosna napisał/a:

... ale czy warto przekreslac wszystko tylko po to bo gdzieś w umyśle jedt myśl ze bede żyć jsk na minie która z czasem moze wybuchnąć?

ALEŻ to twoje życie...
TYLKO Ty osobiście możesz go sobie zmarnować... my tylko - podobnie jak znajomi i rodzina możemy POWIEDZIEĆ co widzimy. TY musisz podjąć decyzje (I ponieść ich konsekwencje). ALE pamiętaj, że wybierając g... zwinięte w złoty papierek, słodyczy nie zaznasz. A jednocześnie odbierasz sobie prawo do narzekania na los. SAMA chcesz TAKI a nie inny "cukierek"... BEZ woli tego drugiego człowieka, żaden związek SIĘ NIE NAPRAWI smile niestety - taka brutalna prawda

Pisz tak dalej,bo w nerwach jsk czytam twoje posty bardziej dochodzi do mnie prawda, powsciekam sie ostro w trakcie czytania, ale jak robię to po raz kolejny to małymi kroczkami dochodzi do mnie ze to wszystko to jak walka z wiatrakami. Tak chce byc szczęśliwa, chce czuć to szczescie i wsparcie, nie chce byc ta ci wiecznie wybacza. Moze cis w tym jest ze idealizuje to bo patrzę przez zakochana naiwna babę. Zamiast patrzeć obiektywnie. Niestety hal to mówią miłość jest slepa. Mam nadzieje ze to dotrze do mnie całkowicie ze zarówno osoby na forum jak i rodzina i znajomi maja racje. Ze trzeba wziąć sie w garść pokazać sibie i wszystkim ile jestem warta i ze nie bede płakać przez gownarza.
Ostro piszesz ale cis zaczyna docierac

178

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Staram się OTWIERAĆ oczy, nie ranić...
Głaskanie po główce powoduje lanie ślozów - "otwieranie oczu" SPOJRZENIE z innej perspektywy... przynajmniej taką mam nadzieję. TEŻ byłam "ślepa" z miłości... ale jeśli można TEN etap skrócić to czemu ktoś ma z tego nie skorzystać.

CO do rozwodu - PAMIĘTAJ, że TU dużo od Ciebie zależy.
MOŻESZ nie wyrazić zgody, bo męża wciąż kochasz - "zablokować" proces PROSZĄC O CZAS, czyli zawieszenie sprawy np. na rok.
PRZEZ ten czas podejmiesz wiążące decyzje BO ZOBACZYSZ czy sprawa dała coś mężowi do myślenia. Czy ZROZUMIAŁ CO MOŻE STRACIĆ. Czy ON się stara... i jak Ty znosisz samotność oraz co dla Ciebie cenniejsze: iluzja związku z w/w czy może spokój i możliwość innego rozdysponowania reszta twego życia smile
Przeważnie opowiadam się PRZECIW rozwodom z byle powodu (w sytuacji gdy są dzieci) - ale nie za wszelką cenę, nie: "niechby pił, niechby bił - byle był"...
Teraz TY trzymasz karty - TY zadecydujesz co się stanie w sądzie... wreszcie decyzja NIE BĘDZIE JEGO, a Ty jak bezwolna ofiara prowadzona na rzeź.
Życzę owocnych przemyśleń smile powodzenia

179

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.
Anhedonia napisał/a:

Staram się OTWIERAĆ oczy, nie ranić...
Głaskanie po główce powoduje lanie ślozów - "otwieranie oczu" SPOJRZENIE z innej perspektywy... przynajmniej taką mam nadzieję. TEŻ byłam "ślepa" z miłości... ale jeśli można TEN etap skrócić to czemu ktoś ma z tego nie skorzystać.

CO do rozwodu - PAMIĘTAJ, że TU dużo od Ciebie zależy.
MOŻESZ nie wyrazić zgody, bo męża wciąż kochasz - "zablokować" proces PROSZĄC O CZAS, czyli zawieszenie sprawy np. na rok.
PRZEZ ten czas podejmiesz wiążące decyzje BO ZOBACZYSZ czy sprawa dała coś mężowi do myślenia. Czy ZROZUMIAŁ CO MOŻE STRACIĆ. Czy ON się stara... i jak Ty znosisz samotność oraz co dla Ciebie cenniejsze: iluzja związku z w/w czy może spokój i możliwość innego rozdysponowania reszta twego życia smile
Przeważnie opowiadam się PRZECIW rozwodom z byle powodu (w sytuacji gdy są dzieci) - ale nie za wszelką cenę, nie: "niechby pił, niechby bił - byle był"...
Teraz TY trzymasz karty - TY zadecydujesz co się stanie w sądzie... wreszcie decyzja NIE BĘDZIE JEGO, a Ty jak bezwolna ofiara prowadzona na rzeź.
Życzę owocnych przemyśleń smile powodzenia

No przyznam,że słowa trochę raniące, ale czasami takie chyba najbardziej otwierają oczy na sytuację w jakiej człowiek się znajduje i z jaką nie potrafi sobie poradzić.
Do sprawy jest trochę czasu, Ja w tym momencie jestem bardzo rozchwiana z jednej strony chcialabym zawiesić rozwód, z drugiej strony myślę, że i po rozwodzie może zmądrzeć i sie starać. No nic do sprawy trochę czasu zostało. Mam nadzieję, że jakoś sie ogarnę i przemyślę. Dzięki za słownego "kopniaka w dupę". Przydał się.

180

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Czy dla Ciebie rozwod to kolejna manipulacja, jakis straszak na meza? I jesli on pod wplywem tego ultimatum czy postraszenie "zmadrzeje", to uwazasz, ze stanie sie lepszym mezem? Nie, nie stanie sie. Zmarnujesz tylko pare lat zanim naprawde sie obudzisz. Bez meza.

Jak chcesz rozwodu, to go wez - dla siebie, dla swojego dobra i po przemysleniu a nie w afekcie.

Jak zaczniesz grac tym rozwodem jak przyslowiowym kijkiem, to sie nie zdziw, ze on sam kiedys sie z Toba rozwiedzie - bez zawieszania, odwolywania i liczenia na Twoj powrot.

To, co pitagoras napisal do salvahe to ostre ale bardzo prawdziwe slowa. Niechby bil byle byl. I tym sie roznimy w pojmowaniu milosci. Jedno madre przykazanie mowi nam "kochaj blizniego swego jak siebie samego". Ale nie wiecej!

Anhedonia juz jasno napisala to co wszyscy dookola widza, nawet wirtualnie - wasi mezowie kreca wami jak chca, trzymaja was pod kapciem, nawet palcem w tym kapciu nie ruszajac. Szanowalabys i cenila taka osobe? To dlaczego oni maja to robic? Bo Wy ich kochacie? To duzo za malo zeby zdobyc szacunek, powazanie, godnosc, wartosc w oczach drugiej osoby.

181

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Salvahe przede wszystkim chcę napisać, że rozumiem wszystkie Twoje emocje oraz Twoją wiarę w słowa przysięgi małżeńskiej. Najtrudniejsze jest uświadomienie sobie, że przysięga dla Ciebie znaczyła wszystko, a dla niego nic. Równie trudne jest przyswojenie informacji, że Twój mąż Cię nie kocha, mimo ze Tobie wydaje się, że tak naprawde kocha, tylko się pogubił. Nie wiem, co dla Ciebie oznacza miłość, ale dla mnie to szacunek, troska, zaufanie i pewność, że druga osoba nie zrobi nic wbrew Tobie. To wszystko podeptał Twój mąż i mój także. Nie mieszkam z mężem od 8 miesięcy, pod koniec lutego złożyłam pozew rozwodowy.
Jestem parę kroków przed Tobą, bo największe emocje już za mną. Nie oznacza to, że ogarnęłam się w 100%, ale ostudziłam zapędy męża co do szybkiego rozwodu - on chciał składac pozew już we wrzesniu, po 2 miesiącach niemieszkania razem. Powiedziałam mu, że pozew złożę sama wtedy, gdy będe psychicznie na to gotowa (decyzję o rozwodzie podjął on). To ważna decyzja i należy uspokoić na tyle emocje, żeby umieć trzeźwo myśleć. Te kilka miesięcy pozwoliły mi na złapanie równowagi na tyle, że zdołałam przeprowadzić rozdzielność majątkową, podział majątku i w końcu złożyć pozew, mimo bólu i chorej nadziei, że on się opamięta. Tych miesięcy mój m bynajmniej nie spędził samotnie, już we wrześniu własnie zaczął spotykać się z inną kobietą i trwa to do dziś. Również mamy syna i dbam głównie o to, by jego ojciec regularnie się nim zajmował. Muszę powiedzieć, że wywiązuje się z tego bardzo dobrze. Jedyne, czego nie umiem jeszcze przeskoczyć, to pozwolić mojemu dziecku na poznanie tamtej kobiety. Dla syna ja i jego ojciec stanowimy nadal parę, mimo ze nie mieszkamy razem (mały to zaaakceptował i nigdy nie prosił, żeby tata wrócił). U Ciebie jest o tyle "prościej", że Twój syn jest 3 lata młodszy od mojego, jeszcze nie do końca wie, co się dzieje. Moje dziecko jest wyczulone na sposób, w jaki ze sobą rozmawiamy (ja i m). Jeśli jestem niemiła dla jego ojca, to mój syn mnie strofuje. Staram się więc hamować, bo wiem ze mały kocha zarówno mnie jak i jego tak samo mocno i muszę to miec na względzie. Wszystko co napisały tutaj dziewczyny i nawet 1 chłopak to prawdy niepodważalne. Potrzeba czasu, żeby je zrozumieć i przyswoić. To, że nie mieszkacie razem jest dla Ciebie korzystne, bo samotność zmusza do przemyśleń i przewartościowań. Odrzuć złudzenia, iluzje i nadzieję. Żyjesz w nowej rzeczywistości i choć wolałabyś żeby Twoje życie nie przypominało krajobrazu po wybuchu bomby, z czasem zacznie być normalnie. Normalnie po nowemu. Głowa do góry.

182

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

U mnie sytuacja wygląda następująco
W  piątek będzie 2tygodnie jak wyjechał m.
Mam dużo czasu na rozmyślanie ale nic mądrego nie wymyśliłam

Rozmawiamy z m dużo, nie ma już rozmów o rozwodzie
Stanęło na tym , że zostaje z nami
Mam nadzieje , że nam się uda

183

Odp: On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Oczywiscie życzę Wam wszystkiego najlepszego, ale miej świadomość, że on zostaje z Wami wyłącznie z wygody. Będziesz w stanie żyć ze świadomością, że w każdej chwili Twój świat może runąć ponownie? Znajdziesz siłę, zeby przeżywać to kolejny raz? Pamiętaj, że tamta kobieta już nigdy nie zniknie z jego życia za sprawą ich wspólnego dziecka. Na dodatek będziesz tamto dziecko utrzymywać, bo z tego, co czytałam, Twój m nie pracuje, a alimenty będzie musiał płacić. Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję daj sobie czas.

Posty [ 131 do 184 z 184 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » On chce rozwodu, a ja go Kocham. Jestem zagubiona.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024