trudne relacje w domu - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 78 z 78 ]

66

Odp: trudne relacje w domu
pitagoras napisał/a:
chaber05 napisał/a:

O ile w mieście kasą często zarządza żona bądź wspólnie, tak na wsi kobieta raczej dostępu do konta nie ma.

Chaber, trochę Cie poniosła fantazja, albo zbyt wiele odcinków ''rancza'' na raz...
Czy wieś, czy miasto, to zazwyczaj kobieta rządzi codziennymi wydatkami typu jedzenie, rachunki.W grubszych sprawach z gatunku samochód, już rożnie bywa, przeważnie wspólnie ze wskazaniem na.....
Patologia nie posiada lokalizacji.A tu mamy czysta patologie również w temacie relacji finansowych.

Pitagorasie, 100% racji! Droga Chaber, o ile w wielu kwestiach masz racje to tutaj nie zgodze sie z Toba. Malo tego, powiem Ci ze nie znam przypadku, by kobieta na wsi nie miala prawa decydowac o sprawach finansowych. To raczej kobiety zarzadzaja. Wielu mezczyzn po prostu pije i gdyby to facet mial decydowac to puscilby rodzine z torbami. To zony trzymaja budzet dmowy. U nas jest inna sytuacja. Maz nie pije, jest pracowity (i wcale nie taki znowu zahukany facet z wypizdowa;)), a kase trzymamy na koncie w banku, do ktorego jestem upowazniona i troche w sejfie zamontowanym w szafie. Dostep mam do pieniedzy. Gdy mi na cos potrzeba to ide i po prostu biore. Gdy wezme wieksza sume to czuje sie w obowiazku poinformowac o tym meza, ale to dziala w obie strony. Maz tez mi mowi na co wzial pieniadze. Nawet mowi mi, ile wydal na poszczegolne czesci do naprawy, np. samochodu. Owszem, nie jestesmy idealnym malzenstwem, mamy swoje problemy, nawet jezeli chodzi o finanse. Zreszta, Ty, Chaber wiesz doskonale. Aha, i mam wyksztalcenie. Nie jestem dziewczynka po zawodowce, ktora wpadla i poszla na laske tesciowej. Ale zgodze sie w jednym- dopoki tesciowa zyje, dopoty bedziemy u NIEJ, nie meza, mieszkac. Chociaz mozna powiedziec, ze maz w duzej czesci finansuje tesciowa. Jak juz niektorym wiadomo, dom przepisany jest na dwoch braci, ktorzy rachunkami dziela sie po polowie. Brat nie doklada do matki (oprocz wspolnych rachunkow), bo mieszka na gorze. A moj maz bez przerwy ma jakies wydatki zwiazane z matka. Kupil do domu prawie wszystko. Mozna powiedziec, ze tesciowa postawila dom w stanie surowym, ale to bracia go wykonczyli. Maz kupil wszystkie plytki, panele, wspolnie z bratem je polozyl (chodzi o czesc domu meza). Kupil wszystkie sprzety- lodowke, kuchenke, pralke, wyremontowal lazienke, ale to juz z naszych wspolnych pieniedzy. Tesciowa dostala meble do kuchni od jakiejs kuzynki, dawno temu. Poza tym kupil jej dekoder do telewizora, a ze tesciowa nie placi rachunkow to nigdy go nie wylaczala, radio i tv graja u niej czy jest w domu, czy jej nie ma. Teraz po prostu wchodze i wylaczam. Az niedawno spalil jej sie ow dekoder. Maz nie kupil jej juz drugiego, musiala sama. Teraz gasi go za kazdym razem wink. Ale to dlatego, ze ja kosztowal troche pieniedzy (w jej mniemaniu wydanie 130 zl na dekoder to fanaberia, no ale przeciez "Trudne sprawy" musi gdzies ogladac). Zaloze sie, ze gdyby to maz kupil jej ow dekoder to dalej by go nie gasila, az by spalila i ten. No ale mniejsza z ty, odbieglam od tematu. Chcialam tylko uzmyslowic, ze jezeli mlode malzenstwo mieszka w domu tesciowej to nie od razu oznacza, ze owa tesciowa utrzymuje malzonkow. I przypuszczam, ze tak jest w sytuacji autorki. Tylko, ze jej tesciowa za wiele sobie pozwala. Zapewne zgodzila sie, by synowa zamieszkala u niej w domu. Nie ma prawa ublizac zonie swego syna. Ciagle jednak nurtuje mnie maz autorki i jego postawa. Jaki maz by pozwolil na takie traktowanie zony? Tu w duzej mierze zaistnialej sytuacji winny jest partner. Facet traktuje zone jako dodatek do swojego zycia, niekoniecznie ten dodatek moze zabierac glos w waznych kwestiach, a juz na pewno nie powinien obrazac majestatu w  postaci tesciowej... To jego nalezy wziac najpierw w obroty, bo dopoki autorka nie ma wsparcia w mezu, dopoty nic nie wskora w sprawie z tesciowa. Wiem z autopsji. Chaber, masz troche bledne pojecie o ludziach ze wsi. Owszem, sa i tacy rolnicy, jakich opisujesz, ale tyczy sie to pokolenia nieco starszego. Mlodzi rolnicy sa juz nieco inni. Chca sami decydowac o gospodarce, swoich sprawach. Moja tesciowa jest wlasnie z tego starszego pokolenia i nie do konca nadaza. O ile starszemu bratu glowy nie zawraca, o tyle na mojego meza chce miec wplyw i probuje ciagle go ychowywac. Podczas sprzeczek z moim mezem (ja sie wtedy staram nie wtracac, zazwyczaj slucham) czesto przypomina mojemu mezowi, ze go wychowala itd. O dziwo starszemu synowi nigdy nic takiego nie powie. Respektuje go. Mojemu mezoi moze powiedziec, co che, bo sobie na to pozwalam przez dlugi czas. Wczoraj slyszalam, jak mowila do niego, ze mu wpierdoli. Nie wiem, o co chodzilo, uslyszalam niewiele. Mnie to troche smieszy, bo nigdy by tego nie zrobila, ale i denerwuje, bo do 30-letniego faceta, ktory ma zone i dziecko nie powinna tak mowic. Teraz, gdy maz zaczal sie sprzeciwiac takiemu zachowaniu tesciowej (po mojej interwencji) juz nie jest taka pewna, ze moze mowic co chce. I ewidentnie jej to nie pasuje. Wiec droga Enko, najpierw przypusc szturm na meza, ale taki porzadny, by chlopowi dal do wiwatu. Zagroz nawet, ze sie wyprowadzisz, nie zniesiesz takiego traktowania. Byle tylko maz wplynal na mamusie.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: trudne relacje w domu
Ewika99 napisał/a:

Hmmm, a ja mysle, droga Enko, ze Ty wcale nie oczekiwalas rad w stylu: wyprowadz sie, zaloz niebieska karte, itd. Nie macie wcale takiego dlugiego stazu malzenskiego, wiec to zrozumiale, ze chcesz stworzyc z mezem rodzine. Ciagle masz nadzieje, ze maz ktoregos dnia zachowa sie jak na meza przystalo i po prostu stanie po Twojej stronie. Czytam Twoj watek od poczatku, mialam nie odpisywac, a jedynie sledzic, ale jednak napisze, co zauwazylam. A zauwazylam, ze kochasz meza, myslisz, ze bedzie lepiej. I ja Cie rozumiem. Ja mam podobna sytuacje, z ta roznica, ze moja tesciowa nie jest zla, nie poniza, nie wyzywa, nie obraza mnie. Nie wiem, czy mnie obgaduje, ale nie obchodzi mnie to. Byc moze kiedys zalila sie na mnie, bo jak to synowa- moge zwyczajnie nie spelniac jej oczekiwan. Poza tym ja sie zaczelam mojej tesciowej stawiac, gdy przesadzi. A przesadza z checia niesienia pomocy, chce za wszelka cene opiekowac sie naszym dzieckiem. Zaczelam stawiac granice. Moze nasze relacje nie sa mega przyjazne, ale jak najbardziej poprawne. Moja tesciowa jest z tych osob, do ktorych nie dotarlo ze najmlodszy syn (moj maz) sie ozenil i ma swoje sprawy i rodzine. Wczoraj kazala mu isc na rozaniec do domu zmarlego sasiada i opieprzala go za to, ze jezdzi samochodem, gdy "tak slisko na drodze". Ja zaczelam wysmiewac do mojego meza te sytuacje i poskutkowalo. Maz stawia sie swojej nadopiekunczej matce. Poza tym rowniez mamy do dyspozycji jeden pokoj (dom przepisany na meza) i 8-miesieczne dziecko. Nie rozumiem tylko, dlaczego Twoj maz nie chce sie wyprowadzic? Malzenstwo i dwoje dzieci w pokoju to bardzo niekomfortowa sytuacja. W koncu zacznie to Wam bardzo doskwierac. Moj maz juz marudzi, ze ciasno, ze slychac, jak inni domownicy chodza po domu i budza dziecko (pietro przepisane na brata meza, parter na mojego M). Tylko ze ja przekonalam swojego slubnego do budowy domu. Innego wyjscia nie ma. Pocieszeniem moze byc dla Ciebie to, ze na 100% kiedys Wasze warunki mieszkaniowe (a raczej ich brak) zaczna Twojemu mezowi przeszkadzac. Tylko po co odwlekac w czasie tak wazne decyzje? Lepiej  sie za to  wziac od razu. Problemem faktycznie jest Twoj maz. Musisz z nim porozmawiac. Czy on slyszy na wlasne uszy, jak tesciowa sie do Ciebie zwraca? Czy zna sytuacje jedynie z Twoich opowiesci? Jezeli to drugie, to moze powinnas tesciowa nagrac i puscic mezulkowi, niech poslucha mamusi? Musisz koniecznie cos zrobic. Nie powiem Ci, zebys sie wyprowadzala, bo znam realia wsi i wiem, ze z tym jest ciezko. Zwyczajnie nie ma domow do wynajecia. Przewaznie sa do kupna. W Twoim przypadku nawet przeprowadzka do miasta odpada, bo nie masz, jak pisalas, wyksztalcenia, pieniedzmi rowniez maz raczej zarzadza... Szkoda, ze nie masz przepisanego na siebie jakiegos domku po babci. To by Ci ulatwilo wiele rzeczy. Albo kawalek wlasnej ziemi. Maz wzial sobie dziewczyne z niczym, ale przeciez wiedzial, ze nie wniesiesz nic do wspolnego majatku. Tesciowa zapewne tez byla doskonale poinformowana, wiec teraz nie powinna Ci wymawiac Twojego statusu majatkowego. Zreszta ona Ciebie nie utrzymuje, bo jak rozumiem maz zarabia praca w gospodarce, w dodatku Ty mu pomagasz. Wiec niezalezni finansowo jestescie? Autorko, jedyne wyjscie to urabianie meza. Musi stanac po Twojej stronie, inaczej tesciowa zniszczy Wasz zwiazek. Przyszla mi do glowy jedna mysl: a moze maz jest religijny? Jezeli tak to moze warto poszukac wsparcia u ksiedza? Niech on wyjasni mezowi, na czym polega malzenstwo i jakie obowiazki wynikaja z bycia mezem. Moze chodziliscie na nauki przedmalzenskie? Jezeli tak, to przypomnij mezowi, o czym one byly. Pamietam, ze bylo cos o opuszczeniu matki i ojca i lojalnosci wobec wspolmalzonka... Jezeli chcesz ratowac swoja rodzine, to powinnas wstyd schowac do kieszeni i siegnac po rozne srodki, a nawet skorzystac z posrednictwa ksiedza... Zycze wytrwalosci i duzo sily...

Ewiko, tez ponieoad masz racje, tu wielkim problemem jest moj maz, bo gdyby inaczej sie zachowal w niektorych sytuacjach, zeby to on postawil matce jakies granice byloby latwiej. wlasnie tak jak piszesz caly czas mam nnadzieje ze kiedys jej wkoncu sie postawi i powie cos do sluchu, bo on jak twierdzi tylko dyplomatycznie do niej mowi zeby czasem scichla.nawet wczoraj probowalam z nim porozmawiac, on dalej uwaza ze to nie problem a na pytanie jak ja mam tutaj zyc odpowiedzial''normalnie'' i tyle. wiem ze musze go urabiac, powoli powoli, moze nie odrazu to zrobie ale moze kiedys mi to sie uda.
niby w planach ale to najwczesniej za dwa lata mielismy powiekszenie domu, dobudowanie lazienki osobnej i rozbudowa poddasza, o budownie osobnego mieszkania nie mam mowy jedynie mozna je powiekszyc, zawsze to cos zeby nie wchodzic sobie na glowe, ale mowie to najpredzej za dwa moze trzy lata, tylko jak ja mam ten czas przetrwac?]
tak, kontem zarzadza maz, niby mam do niego dostep ale jak za duzo bym z niego brala to niebyloby to fajnie dla mnie. kiedys ja oplacalam rachunki ale tesciowa wmowila mezowi ze on zrobi to lepiej i placi teraz on, robimy przelewy przez internet. zadko jezdze na zakupy, bo zazwyczaj robi to maz, sobie tez nic nie kupuje, a i to tesciowej sie nie podoba bo niby rozpierdzielam pieniadze na lewo i prawo. zalozylam jedynie wlasne konto zeby wplywal mi na nie zasilek na dzieci. to tyle z moich osobistych pieniedzy za ktore i tak kupuje zawsze jakies ubranka dzieciom albo cos dzieciom. ot, nawet i to tesciowa wygaduje, ze ubrania dzieciom kupuje. nie kupuje nowych, tylko uzywane na allegro bo nawet do szmateksu nie mam jak pojechac. kosmos jakis. kiedys tesciowa wygarnela mi ze nie mam prawa brac samochodu bo jej syn go kupil za zarobione pieniadze za granica a ona w tym czasie pracowala za niego w gospodarstwie. no lekko jak widac z ta kobieta nie jest.
tez juz myslalam i o ksiedzu ze pojde na plebanie i o wszystkim mu opowiem, naprawde nie wiem sama co mam robic, narazie czekam czekam spokojnie az cos sie wydarzy i wtedy podjme jakis krok. jak nadarzy sie okazja nagram tesciowej i puszcze to mezowi, jej samej, nie wiem wszystkim ktorzy mysla ze to ja jestem ta zla ktora tylko miesza w ''ICH'' jak to mowi tesciowa rodzinie. samo to podkreslenie ze w ich rodzinie swiadczy ze ona nie traktuje mnie jak rodzine tylko jak zlo konieczne.

68

Odp: trudne relacje w domu

zagrozenie mezowi ze sie wyprowadze nic nie daje. jak ostatnio kazalam mu wybierac miedzy mna a matka powiedzial ze nic nie bedzie wybieral . a gdy powiedzialam ze sie wyprowadze to powiedzial ''znowu? nie pierwszy raz'' wiec to na niego nie skutkuje.
ehh masakra jakas, juz mi sie mozg przepala od tego wszystkiego.
na marginesie, tesciowa ma rente ktorej czesc idzie dla wnuczkow z innego miasta, bo moim dzieciom nic nie daje. nie to ze ja od niej tego wymagam. takze dla niej pieniedzy za duzo nie dostaje. tesc tez ma rente, ale to juz druga sprawa bo rowniez nigdy nue dopuszczal jej jako zony do swoich pieniedzy.
moj maz bardzo duzo finansuje swoja matke. gdzie trzeba zawiezie, oplaci lekarza, robi zakupy z ktorych tesciowa tak samo korzysta bo wyzywienie jest wspolne. maz robi zakupy gdy przyjezdza rodzina, wszystkie swieta nie swieta, dodam ze na wigilie jest u nas 15 osob, wszystko finansuje maz.  a tesciowa krzyczy ze my za duzo wydajemy na jedzenie. a sama jak maz jedzie na zakupy wypisuje dluuuga liste zakupow, bo tego nie ma tamtego nie ma. gdyby jej przyszlo robic takie zakupy ze swojej skapej rentki to nie starczyloby jej nawet na tydzien. przed moim przyjsciem byl remont kuchni, z kasy meza. potem juz wspolnie zrobilismy remont pokoju w ktorym siedzimy, z kasy meza, wczesniej byl rempnt innego pokoju, tez z kasy meza. a ona mi to wszystko wygaduje. fakt ona sobie do pokoju wziela na splaty telewizor, tapczan, nikt jej tego nie wygaduje, chciala sobie sama kupic tokupila ale gdyby byla taka potrzeba kupilby maz. kuchenka tez nam siadla wiec maz kupil druga, tesciowa mi wygaduje ze to jej. sszok.

69

Odp: trudne relacje w domu

Wiesz co? A wez ty pieprznij ta swoja tesciowa i meza po lbach. To, co przeczytalam to ludzkie pojecie przechodzi. Jak mozna tak wszystko wygadywac. Nastepnym razem, gdy tesciowa Ci cos bedzie wygadywac, to powiedz, ze mozecie pojechac do sadu i on rozporzadzi, co jest tesciowej a co Wasze. Okaze sie, ze tesciowa ma malo do gadania jezeli chodzi o gospodarke, bo jest przepisana juz. Musisz sie zaczac odcinac i to ostro. Po prostu powiedz jej: odpieprz sie wreszcie ode mnie. I nie wchodz w dyskusje. Niech chociaz ma za co obgadywac Cie to znajomych i rodziny skoro i tak to robi. Mozna byc milym, dyplomatycznym, ale do czasu. Skoro tak wszystko nalezy do tesciowej, a Ty nic nie robisz to po prostu zacznij sie zachowywac tak, jak mowi Twoja tesciowa... Nie gotuj mezowi obiadu, niech mama to zrobi, bo przeciez kuchenka jest jej. Nie pracuj w gospodarce, bo i tak przeciez nie potrafisz. A jezeli wygada Ci jedzenie, to powiedz ze kupisz za swoje (zasilki), a dzieciom niech maz kupi, bo to jego obowiazek. Nie wyobrazam sobie zyc w takich warunkach. Musisz zaczac twardo postepowac. Mezusiowi tez nalezy sie porzadny opiernicz. On nie zachowuje sie jak maz, to Ty tez zrezygnuj z obowiazkow zony. Wszystkich. Albo Cie szanuje i respektuje TWOJE zdanie albo zyjecie obok siebie i koniec. Nie widze koniecznosci dyplomacji, tlumaczenia, prosb, blagania o zmiane zachowania. Ile jeszcze daszsie ponizac? A moze trzeba zagrac tymi samymi kartami, co Twoja tesciowa?

70

Odp: trudne relacje w domu
Ewika99 napisał/a:

Wiesz co? A wez ty pieprznij ta swoja tesciowa i meza po lbach. To, co przeczytalam to ludzkie pojecie przechodzi. Jak mozna tak wszystko wygadywac. Nastepnym razem, gdy tesciowa Ci cos bedzie wygadywac, to powiedz, ze mozecie pojechac do sadu i on rozporzadzi, co jest tesciowej a co Wasze. Okaze sie, ze tesciowa ma malo do gadania jezeli chodzi o gospodarke, bo jest przepisana juz. Musisz sie zaczac odcinac i to ostro. Po prostu powiedz jej: odpieprz sie wreszcie ode mnie. I nie wchodz w dyskusje. Niech chociaz ma za co obgadywac Cie to znajomych i rodziny skoro i tak to robi. Mozna byc milym, dyplomatycznym, ale do czasu. Skoro tak wszystko nalezy do tesciowej, a Ty nic nie robisz to po prostu zacznij sie zachowywac tak, jak mowi Twoja tesciowa... Nie gotuj mezowi obiadu, niech mama to zrobi, bo przeciez kuchenka jest jej. Nie pracuj w gospodarce, bo i tak przeciez nie potrafisz. A jezeli wygada Ci jedzenie, to powiedz ze kupisz za swoje (zasilki), a dzieciom niech maz kupi, bo to jego obowiazek. Nie wyobrazam sobie zyc w takich warunkach. Musisz zaczac twardo postepowac. Mezusiowi tez nalezy sie porzadny opiernicz. On nie zachowuje sie jak maz, to Ty tez zrezygnuj z obowiazkow zony. Wszystkich. Albo Cie szanuje i respektuje TWOJE zdanie albo zyjecie obok siebie i koniec. Nie widze koniecznosci dyplomacji, tlumaczenia, prosb, blagania o zmiane zachowania. Ile jeszcze daszsie ponizac? A moze trzeba zagrac tymi samymi kartami, co Twoja tesciowa?

wiesz, czasem mam taka chec tak jak napisalas pieprznac ich wszystkich po lbach i powiedziec zeby sie ode mnie raz na zawsze odpierniczyli. naprawde juz nieraz malo do tego brakowalo. bo tak jest, kiedys nie skarzylam sie nikomu, nawt swojej matce a bylam obgadana ze sie zale, ze moja rodzina niech sie nie wtraca. czy sie zalilam czy nie dostawalam za to i tak. meza tez nigdy nie nastawialam przeciwko matce, a i tak jest tak, ze ja go caly czas buntuje. potrafila mi nawet dociac ze moj maz ze mna nie spi bo nie chce wysluchiwac litanii na jej temat. strasznie bolalo bo to nie prawda. ona potrafi z tej strony mi dociac z ktorej wie ze mi najbardziej boli, bo zeby chociaz gadala prawde to bym to miala w d... reasumujac, czy jestem mila, czy niemila i tak wg niej jestem niemila i jestem obgadywana, czasem tlumaczylam swoje zachowanie wobec niej wlasnie tym ze bedzie chociaz miala za co mnie obgadywac. probowalam siedziec cicho, sie nie odzywac, nie zwracac uwagi na jej gadanie, glupio sie usmiechnac wyjsc i nie sluchac tego no ale  wlasnie do czasu bo ile kurde mozna na to pozwalac.
a co do tych obiadow to jest u nas tak. jak ja tu przyszlam podzielilysmy sie wlasnie obowiazkami tak ze z regoly tesciowa gotuje obiady bo wie co lepiej komu smakuje itd. zgodzilam sie na to. ja sprzatam i ogarniam dom i inne sprawy. ale jak tesciowej nie ma gotuje ja. wiec mezowi nie dogroze ze nie zrobie obiadu bo tesciowa mu zrobi. . ale co do innych spraw, nie raz probowalam juz tekstow do keza ze skoro nie liczy sie z moim zdaniem to niech idzie robi sam w gospodarstwie, do tesciowej zas ze skoro jej kuchnia to niech i sama w niej posprzata bo caly balagan i cale syfy musze sprzatac ja. tyle ze nie moge nigdy patrzec jak jest brudno i zawswze sprzatam. choc wg tesciowej i tak wszedzie jest brudno i nie ma porzadku. a z drugiej strony kurde, to czy ja mam calymi dniami tylko wszedzie ze scierka latac....
a jeszce co do gotowania, tez mi z tym zle bo czasem jak tesciowa ugotuje to sie boje nawet do garnka zagladac a jak nagotuje sobie sama to ona krzyczy ze po co, ze tylko wszystko marnuje , ze we dwie nie bedziemy gotowac w tej samej kuchni. czasem to nawet z lodowki strach cos wziasc bo ona patrzy i potem wygaduje ze tylko smakolyczki bysmy zajadali bo ona to musi zjadac resztki zeby nic sie nie zmarnowalo.
juz sama nie wiem jak z nia pogrywac, dobrem nie skutkuje, zlem jest jeszcze gorzej, sie nie odzywac nie potrafie bo mnie od srodka zezre.

71

Odp: trudne relacje w domu

Czyli tak całkiem źle nie ma. Jakiś dostęp do pieniędzy jest. Swobody jednak nie ma.

Nie wiem czy tylko kobiety tak dają sobie wejsc na głowę, czy facet pozwoliłby na coś takiego?
Przykładowo niech taki mąż pracuje w firmie żony. Obyłoby się bez wynagrodzenia? Zgodziłby się na takie warunki jak wy kobiety? Nie bardzo. Byłby raban i pierdyknięcie drzwiami. Tesc od gołodupców, biedaków, zer wyzywa, żona nie reaguje - co zrobi facet?
Możecie sobie wyobrazic taki scenariusz?

Widzę, że idziecie na wojnę.

72

Odp: trudne relacje w domu
chaber05 napisał/a:

Czyli tak całkiem źle nie ma. Jakiś dostęp do pieniędzy jest. Swobody jednak nie ma.

Nie wiem czy tylko kobiety tak dają sobie wejsc na głowę, czy facet pozwoliłby na coś takiego?
Przykładowo niech taki mąż pracuje w firmie żony. Obyłoby się bez wynagrodzenia? Zgodziłby się na takie warunki jak wy kobiety? Nie bardzo. Byłby raban i pierdyknięcie drzwiami. Tesc od gołodupców, biedaków, zer wyzywa, żona nie reaguje - co zrobi facet?
Możecie sobie wyobrazic taki scenariusz?

Widzę, że idziecie na wojnę.

no rzeczywiscie, zle nie mam. JAKIS dostep do pieniedzy mam... ehh tylko mi pogratulowac. uwazasz ze dalam sobie wejsc na glowe? moze niektorym sie tak wydaje, zreszta co ja bede mowic. wojna, to u mnie jest juz od 6 lat tak na marginesie...

73

Odp: trudne relacje w domu

Pisałam ogólnie, bo wzięłam pod uwagę Ewikę. Ty Enka masz o wiele gorzej, niestety.
Tak Enka, mąż wchodzi ci na głowę, bo może. Weszłaś w kanał.

W innym wątku Pitagoras zauważa, że powinien byc przedmiot w szkole "niezatruwanie sobie życia poprzez mieszkanie z teściową". U mnie to nie był przedmiot, ale ogólne dyskusje o życiu, prowadzone w domu dziadków. Ja też takowe prowadzę ze synami. Powiem Ci, że męczące są te zajęcia, ale jakiś skutek jest. Oby tak dalej, tfu, tfu..

74

Odp: trudne relacje w domu
chaber05 napisał/a:

Pisałam ogólnie, bo wzięłam pod uwagę Ewikę. Ty Enka masz o wiele gorzej, niestety.
Tak Enka, mąż wchodzi ci na głowę, bo może. Weszłaś w kanał.

W innym wątku Pitagoras zauważa, że powinien byc przedmiot w szkole "niezatruwanie sobie życia poprzez mieszkanie z teściową". U mnie to nie był przedmiot, ale ogólne dyskusje o życiu, prowadzone w domu dziadków. Ja też takowe prowadzę ze synami. Powiem Ci, że męczące są te zajęcia, ale jakiś skutek jest. Oby tak dalej, tfu, tfu..

Taką lekcję jak mieszkać( ale lepiej nie ) z teściową to ja dostałam od babci. I  dobrze na tym wyszłam . Moja mama zawsze mowiła, że zrobiliśmy już jedną kuchnię u teściowej nową taka duża po co Wam druga, dogadacie sie zawsze jakoś. A babcia z kolei opowiedziała jak to ona miała ze swoją teściową. Jak rodziła wujka latem a dwa tyg poźniej zapieprzała na żniwach i nie miała nic do powiedzenia. Jak prała na tarze wszystkie ciuchy, latała od obory do kurnika. W jednym pokoju teściowa w drugim babcia dziadek i czwórka dzieci. I zawsze była tą gorszą synową, bo pozostałe dwie przyjeżdały na odwiedziny, przywoziły prezenty, takie miłe ułożone. I ciagle każdej wnuczce przypomina tylko Ty sobie tak nie układaj życia.

75

Odp: trudne relacje w domu

witam jestem mezatka od 4 lat mam syna i mieszkamy z moimi rodzicami maz jest zagranica moja matka wypomina mi ze wpadlam  wszystko co zrobie w domu krytykuje co bym nie zrobila zawsze musi byc os nie tak juz nie mam do niej sil nie stac nas jeszcze na wyprowadzke ojciec tez jest ojcem od wielkiego swieta bo juz 24 lata zagranica pracuje i jak przyjezdza to mysli ze nedzie mnie przestawial juz nie mam pomyslu jak mozemy sie dogadac pomocy

76 Ostatnio edytowany przez vicz26 (2014-05-27 22:21:08)

Odp: trudne relacje w domu

Enka   Bardzo chętnie bym się z Toba wymieniła swoimi przeżyciami ponieważ mamy podobne  chistorie z tesciowymi  teraz mam znowu teścia na glowie  od kad tesciowa  się poprawila    ja mam jeszcze problem z tym ze mój maz  się dosłownie wkur... jak powiem cos na temat jego rodzicow  nie wyzywam nie przeklinam na nich  po prostu daje jasno do zrozumienia ze  żaden z nich nie będzie mi mowil co mam robic i nie będą mi podwazac mojego autorytetu  a  On  się unosi zloscia  i wychodzi ..  masakra  mam pchote to zostawić  i wyjechać  gdzies i zyc własnym zżyciem spelniac swoje marzenia  które  odeszly w raz  z poznaniem mojego meza musze zyc tak jak oni chcą  to co ja chce już nie ma znaczenia  ... to straszne


Mowia ze Turasi sa  straszni dla swoich kobiet a Polscy mezczyzni  wiele się od nich nie roznia  ( naszczescie nie wszyscy)

77

Odp: trudne relacje w domu

Kiedyś w dawnych czasach, gdy mój ojciec sie dużo awanturował, miałam taką prostą metodę na jego "tyrady". Słuchwaki na uszach z głośną muzyką, albo korki do uszu (tych nawet nie widać, można uszy zasłonić włosami, a ten ktoś se "gada jak dziad do obrazu", a na koniec głupieje i odpuszcza, bo jka nawija, nawija, a tu zero reakcji, to mało kto jest w stanie tak dłuższy czas;-). Takie korki chodzi mi co wygladaja jak plastelinka, w apatece po 1,50zł ;-) Przecina sie ta plastelinke na pół nożem i po poł do każdego ucha jest w sam raz, nawet tego nie widac, ze cos jest, a dobrze dźwiek izoluje (no coś tam słychać, ale jakby mucha gdzieś daleko bzyczała;-) Metoda co prawda doraźna, ale jakbyś już nie miała nic innego na jazgot teściowej, to może chociaż to...
Ale ja na Twoim miejscu to bym chyba zrobiła tak. Sprzedałabym co tylko mam, uciułała ile tylko sie da, zaciągneła kredyty wszelkie możliwe, zapożyczyła sie od znajomych, rodziny i w ogóle wybrała z każdego możliwego źródła pieniądze, a następnie wyjechała gdzieś daleko, najlepiej do Anglii (oczywiście z dziećmi). Tam przy dużej determinacji jakakolwiek praca sie znajdzie. Dzieci do przedszkola w tym czasie (dobrze, ze małe, to sie mogą szybciej zaaklimatyzować i nauczyc jezyka). Oczywiście musiałabyś sama w miare znać język. A mówie o Anglii temu, bo właśnie tam jest podobno b. dobry socjal, matka samotna może liczyć na pomoc finansową, ale co więcej, nawet mieszkania przyznają socjalne samotnym matkom (chociaz jak to sie konkretnie odbywa i na jakich warunkach, to nie wiem, na pewno na internecie jednak sa informacje jak to wygląda, można sie dowiedzieć). Tyle wiem, że podobno dużo łatwiej tam się żyje i w szczególności to dużo łatwiej dzieci samotnie tam chować, niż w Polsce. Opcja w cholere trudna, wiem, bo to obcy kraj i łatwe to nie jest, ale pozostanie w takim domu, z taka teściową, to chyba dla mnie jeszcze trudniejsze by było... Dzieci bardzo utrudniają, to fakt, ale to znaczy po prostu tyle, że musiałabyś harować, zapieprzać nieźle (co i tak już robisz, i jesteś przyzwyczajona, wiec dalabys rade:-) Sa kobiety samotne z dziećmi i jakoś radę daja, a Ty jesteś w cholere silna kobieta, wiec po prostu szkoda, że ze swojej siły bedziesz g*** miała, bo tracisz ją na użeranie sie z heterą, kiedy mogłabys ja tracić na coś konstruktywnego i prowadzacego w dobra strone, np. na budowanie własnego życia i spokojnego dzieciństwa dzieciom. Ja nie wyobrażam sobie mieszkac z kimś, kto sie awanturuje tak często, jak Twoja teściowa. Rozumiem awanture raz na jakiś czas, no nawet raz na miesiąc - jakoś tam ujdzie, człowiek wytrzyma. Ale co 2 dni takie pyszczenie, to ja osobiście bardzo podziwiam jak Ty w ogóle to znosisz... Dla mnie to co opisałaś to piekło na ziemii... :-| Niemal wszedzie już Ci bedzie chyba lepiej, niż tam.
Chcesz oczywiście dobrze dla dzieci. Ale sama wiesz, że środki materialne to nie wszystko. A mąż z teściowa potrafia tylko tyle Ci zapewnić, że masz dach nad głową i co do gęby włożyć, a człowiek to przecież nie jest jakaś roślinka, co tylko takim czymś żyje... Potrzeba nam też troche szacunku, spokoju, odpoczynku psychicznego we własnym domu i żeby też widzieć, że nasze życie zmierza w jakimś sensownym kierunku... Tam nie znajdziesz tego raczej... Może więc warto użyć wyobraźni i wykreować jakiś inny możliwy scenariusz życia, po czym wcielić go w życie? Bo za 20 lat możesz pożałować, że podjęłaś decyzję o zostaniu w tym domu ("brak decyzji" też jest decyzją, taką, że chcemy kontynuowac to co sie dzieje...)

Posty [ 66 do 78 z 78 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024