chaber05 napisał/a:O ile w mieście kasą często zarządza żona bądź wspólnie, tak na wsi kobieta raczej dostępu do konta nie ma.
Chaber, trochę Cie poniosła fantazja, albo zbyt wiele odcinków ''rancza'' na raz...
Czy wieś, czy miasto, to zazwyczaj kobieta rządzi codziennymi wydatkami typu jedzenie, rachunki.W grubszych sprawach z gatunku samochód, już rożnie bywa, przeważnie wspólnie ze wskazaniem na.....
Patologia nie posiada lokalizacji.A tu mamy czysta patologie również w temacie relacji finansowych.
Pitagorasie, 100% racji! Droga Chaber, o ile w wielu kwestiach masz racje to tutaj nie zgodze sie z Toba. Malo tego, powiem Ci ze nie znam przypadku, by kobieta na wsi nie miala prawa decydowac o sprawach finansowych. To raczej kobiety zarzadzaja. Wielu mezczyzn po prostu pije i gdyby to facet mial decydowac to puscilby rodzine z torbami. To zony trzymaja budzet dmowy. U nas jest inna sytuacja. Maz nie pije, jest pracowity (i wcale nie taki znowu zahukany facet z wypizdowa;)), a kase trzymamy na koncie w banku, do ktorego jestem upowazniona i troche w sejfie zamontowanym w szafie. Dostep mam do pieniedzy. Gdy mi na cos potrzeba to ide i po prostu biore. Gdy wezme wieksza sume to czuje sie w obowiazku poinformowac o tym meza, ale to dziala w obie strony. Maz tez mi mowi na co wzial pieniadze. Nawet mowi mi, ile wydal na poszczegolne czesci do naprawy, np. samochodu. Owszem, nie jestesmy idealnym malzenstwem, mamy swoje problemy, nawet jezeli chodzi o finanse. Zreszta, Ty, Chaber wiesz doskonale. Aha, i mam wyksztalcenie. Nie jestem dziewczynka po zawodowce, ktora wpadla i poszla na laske tesciowej. Ale zgodze sie w jednym- dopoki tesciowa zyje, dopoty bedziemy u NIEJ, nie meza, mieszkac. Chociaz mozna powiedziec, ze maz w duzej czesci finansuje tesciowa. Jak juz niektorym wiadomo, dom przepisany jest na dwoch braci, ktorzy rachunkami dziela sie po polowie. Brat nie doklada do matki (oprocz wspolnych rachunkow), bo mieszka na gorze. A moj maz bez przerwy ma jakies wydatki zwiazane z matka. Kupil do domu prawie wszystko. Mozna powiedziec, ze tesciowa postawila dom w stanie surowym, ale to bracia go wykonczyli. Maz kupil wszystkie plytki, panele, wspolnie z bratem je polozyl (chodzi o czesc domu meza). Kupil wszystkie sprzety- lodowke, kuchenke, pralke, wyremontowal lazienke, ale to juz z naszych wspolnych pieniedzy. Tesciowa dostala meble do kuchni od jakiejs kuzynki, dawno temu. Poza tym kupil jej dekoder do telewizora, a ze tesciowa nie placi rachunkow to nigdy go nie wylaczala, radio i tv graja u niej czy jest w domu, czy jej nie ma. Teraz po prostu wchodze i wylaczam. Az niedawno spalil jej sie ow dekoder. Maz nie kupil jej juz drugiego, musiala sama. Teraz gasi go za kazdym razem
. Ale to dlatego, ze ja kosztowal troche pieniedzy (w jej mniemaniu wydanie 130 zl na dekoder to fanaberia, no ale przeciez "Trudne sprawy" musi gdzies ogladac). Zaloze sie, ze gdyby to maz kupil jej ow dekoder to dalej by go nie gasila, az by spalila i ten. No ale mniejsza z ty, odbieglam od tematu. Chcialam tylko uzmyslowic, ze jezeli mlode malzenstwo mieszka w domu tesciowej to nie od razu oznacza, ze owa tesciowa utrzymuje malzonkow. I przypuszczam, ze tak jest w sytuacji autorki. Tylko, ze jej tesciowa za wiele sobie pozwala. Zapewne zgodzila sie, by synowa zamieszkala u niej w domu. Nie ma prawa ublizac zonie swego syna. Ciagle jednak nurtuje mnie maz autorki i jego postawa. Jaki maz by pozwolil na takie traktowanie zony? Tu w duzej mierze zaistnialej sytuacji winny jest partner. Facet traktuje zone jako dodatek do swojego zycia, niekoniecznie ten dodatek moze zabierac glos w waznych kwestiach, a juz na pewno nie powinien obrazac majestatu w postaci tesciowej... To jego nalezy wziac najpierw w obroty, bo dopoki autorka nie ma wsparcia w mezu, dopoty nic nie wskora w sprawie z tesciowa. Wiem z autopsji. Chaber, masz troche bledne pojecie o ludziach ze wsi. Owszem, sa i tacy rolnicy, jakich opisujesz, ale tyczy sie to pokolenia nieco starszego. Mlodzi rolnicy sa juz nieco inni. Chca sami decydowac o gospodarce, swoich sprawach. Moja tesciowa jest wlasnie z tego starszego pokolenia i nie do konca nadaza. O ile starszemu bratu glowy nie zawraca, o tyle na mojego meza chce miec wplyw i probuje ciagle go ychowywac. Podczas sprzeczek z moim mezem (ja sie wtedy staram nie wtracac, zazwyczaj slucham) czesto przypomina mojemu mezowi, ze go wychowala itd. O dziwo starszemu synowi nigdy nic takiego nie powie. Respektuje go. Mojemu mezoi moze powiedziec, co che, bo sobie na to pozwalam przez dlugi czas. Wczoraj slyszalam, jak mowila do niego, ze mu wpierdoli. Nie wiem, o co chodzilo, uslyszalam niewiele. Mnie to troche smieszy, bo nigdy by tego nie zrobila, ale i denerwuje, bo do 30-letniego faceta, ktory ma zone i dziecko nie powinna tak mowic. Teraz, gdy maz zaczal sie sprzeciwiac takiemu zachowaniu tesciowej (po mojej interwencji) juz nie jest taka pewna, ze moze mowic co chce. I ewidentnie jej to nie pasuje. Wiec droga Enko, najpierw przypusc szturm na meza, ale taki porzadny, by chlopowi dal do wiwatu. Zagroz nawet, ze sie wyprowadzisz, nie zniesiesz takiego traktowania. Byle tylko maz wplynal na mamusie.