Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STUDIA, SESJA I ŻYCIE STUDENCKIE » Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 148 ]

66

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Pytanie, czy taki wybór jest faktycznie jej decyzją i potrzebą, czy jednak formą utrzymania faceta i za jakiś czas takiego wyboru będzie żałowała... Często jesteśmy stawiani pod presją, manipulowani, a nawet sobie z tego sprawy nie zdajemy...

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
morelowa napisał/a:

Pytanie, czy taki wybór jest faktycznie jej decyzją i potrzebą, czy jednak formą utrzymania faceta i za jakiś czas takiego wyboru będzie żałowała... Często jesteśmy stawiani pod presją, manipulowani, a nawet sobie z tego sprawy nie zdajemy...

Wydaje mi się, że tym czynnikiem manipulacyjnym są m.in. stereotypy i zacofanie ludzi, zwłaszcza na wsiach. Ludzie przekonani się, że jak już para weźmie ślub, to zaraz powinna mieć dziecko - jak tego dziecka nie ma rok, to "chyba coś jest nie tak u nich". Nie mówiąc już o tym, że jak para chodzi ze sobą parę lat, to powinna wziąć ślub bo nieładnie tak. No ale tak jest na wsiach.
Jeśli chodzi ogólnie o presję, to czasami jest tak, że młodzi biorą ślub, co nie przeszkadza im w żaden sposób w studiowaniu czy pracowaniu, ale pojawiają się insynuacje ze strony rodziny, że może pomyśleli by o własnym mieszkaniu/domu no i naturalnie o dziecku. Jak dla mnie to istna głupota słuchać się takich "rad", ale fakt faktem - wielu młodych ludzi tej presji ulega i skoro jest ślub, to trzeba rzucić studia i brać się za dzieci.

68

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
marioosh666 napisał/a:
Benita72 napisał/a:

Odkladanie studiow na po wychowaniu dzieci to juz sobie wogole nie wyobrazam..

Dlaczego? Miały po trzydzieści kilka lat i: samodzielne dzieci, którymi zdążyły się nacieszyć, ustabilizowaną sytuację finansową, wspierających mężów, którzy już się wystarczająco zrealizowali itp. Do tego nie było ciśnienia, że trzeba zrobić karierę, bo studia były głównie dla nich, a reszta przy okazji.

Nemezys napisał/a:
Benita72 napisał/a:

Odkladanie studiow na po wychowaniu dzieci to juz sobie wogole nie wyobrazam..

Czemu? Na zaoczne zawsze można iść. A jak urodziło się zaraz po liceum, to ma się "w plecy" jedynie rok, dwa, góra trzy. Ja sama też nie wiem czy dałabym radę przyzwyczaić się na nowo do nauki, ale nie wydaje mi się to nic dziwnego smile

Nie powiedziałbym, że w plecy, bo dobrze ten czas wykorzystały. Ty myślisz trochę inaczej... Dla nich nauka to była przyjemność. Przy tym fajne relacje z młodymi ludźmi i chęć zaaplikowania nowo zdobytej wiedzy. Dzięki tym studiom odmłodniały. To trochę jak zostanie ojcem w wieku np.: 40 lat.

Kilkunastoletnie dzieci sa tylko po czesci samodzielne - czasem wlasnie wtedy wymagaja najwiecej uwagi. Moze tak byc jak piszecie, ale tylko w sytuacji, jesli studia traktuje sie jako forme samorealizacji lub nawet fanaberie (odmłodzenie, dobrze spedzony czas, kontakty z mlodymi - od jakiego wieku wg Ciebie zaczyna sie starosc? wink), a nie jak zdobycie wyksztalcenia czy zawodu, by dalo to w konsekwencji pieniadze. Kazdy robi jak zachce, do mnie przemawia kolejnosc odwrotna.

69

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Benita72 napisał/a:

Kilkunastoletnie dzieci sa tylko po czesci samodzielne - czasem wlasnie wtedy wymagaja najwiecej uwagi. Moze tak byc jak piszecie, ale tylko w sytuacji, jesli studia traktuje sie jako forme samorealizacji lub nawet fanaberie (odmłodzenie, dobrze spedzony czas, kontakty z mlodymi - od jakiego wieku wg Ciebie zaczyna sie starosc? wink), a nie jak zdobycie wyksztalcenia czy zawodu, by dalo to w konsekwencji pieniadze. Kazdy robi jak zachce, do mnie przemawia kolejnosc odwrotna.

Do mnie tez, zwlaszcza, ze w mlodym wieku latwiej chlonie sie (podobno) wiedze, po drugie nie ma obciazenia obowiazkami domowymi, po trzecie zawsze jest mozliwosc dokonywania zmian w wyborach, bo jest jeszcze na to czas, po czwarte, wyksztalcenie ma zagwarantowac zdobycie pracy, a te najlatwiej dostac bedac mlodszym.
Chociaz summa sumarrum lepiej pozno niz wcale.

70

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Jaguar napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Przeprowadz Catwoman taka ankiete wsrod kobiet w Europie Zachodniej - w glowe se popukaja na sama sugestie, ze bez wyksztalcenia maja leciec dzieciaki rodzic. Owszem, wpadki sa, ale jak wiadomo, wyksztalcic sie i zdobyc zawod mozna nawet przed 30-stka. Jak sie chce i ma jakies ambicje poza byciem garkotlukiem i zona przy mezu.

Hmmm....zapraszam do UK sie rozejrzec smile
Tutaj dopiero spoleczenstwo blyska wysokim wyksztalceniem, rozlegla wiedza ogolna i masowym pedem do oszalamiajacej kariery big_smile

Zacytuje swoja rozmowe z jednym typowym przedstawicielem UK...
-Where are you from?
-Poland.
-Where is it?
-Eeeee....in Europe
-Which country?
-Poland is a country
-Yes but where is it? In which country?
-Poland is a country.
-What do u mean?

....w tym momencie inny lepiej obeznany z geografia przedstawiciel UK wytlumaczyl drugiemu gamoniowi ze Polska jest jak Wielka Brytania...Odrebnym krajem.
W to ze UK jest wyspa sie juz nie wdawalismy bo istniala spora szansa ze bedziemy musieli tlumaczyc co to oznacza smile

Genera;nie niech sobie babeczki zyja jak chca ale w razie jak zostana na lodzie to niech nie wyja pod niebiosa i nie obwiniaja wszystkich poza soba. Drugi czlowiek potrafi byc tak przewidywalny jak pogoda smile

To niestety prawda hmm Większość ( w moim przypadku studentów) nie ma o Polsce bladego pojęcia(Poland=Holland, pytania, czy mamy uczelnie w kraju itp). big_smile

71

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:

Przeprowadz Catwoman taka ankiete wsrod kobiet w Europie Zachodniej - w glowe se popukaja na sama sugestie, ze bez wyksztalcenia maja leciec dzieciaki rodzic.

Napisze wprost.....
W tej kwesti sie mylisz. To chcialam ci udowodnic. smile
Tu gdzie mieszkam kobieta wyksztalcona z jako taka kariera zaliczana jest do mniejszosci. Bo po co harowac skoro mozna urodzic dzieci I miec mily ladny leniwy socjal?

72

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Jaguar nic dodać nic ująć. Tylko jak nas teraz cywilizować skoro rozwiałaś mit "białego człowieka".

73 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-01-20 10:45:07)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Jaguar napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Przeprowadz Catwoman taka ankiete wsrod kobiet w Europie Zachodniej - w glowe se popukaja na sama sugestie, ze bez wyksztalcenia maja leciec dzieciaki rodzic.

Napisze wprost.....
W tej kwesti sie mylisz. To chcialam ci udowodnic. smile
Tu gdzie mieszkam kobieta wyksztalcona z jako taka kariera zaliczana jest do mniejszosci. Bo po co harowac skoro mozna urodzic dzieci I miec mily ladny leniwy socjal?

A ja Ci Jaguar powiem, ze mieszkajac 5 lat w Londynie niewiele takich obibokow jakie tu opisujesz mialam okazje spotkac na swej drodze. Ze sa,to nie watpie, natomiast nie wierze, ze to jest myslenie co drugiej Brytyjki.

No i zobacz - socjal to jednak JEJ kasa, zona przy mezu nie ma nawet prawa do socjalu i czesto gesto prosi o zapomoge z jego konta.

A poza tym jakos strasznie duzo u was tlumokow, co to nawet mapy na oczy nie widzieli:) Biorac pod uwage, ze tyle ich historii z WWII laczy sie z Polska, ze tylu POlakow mieszka tam od lat to faktycznie UK stanowi jakas autystyczna kraine. Bo ja mam do czynienia z Finami, ktorzy o Polsce jeszcze mniej wiedza z doswiadczenia czy opowiesci ale jeszcze na takich tepakow nie trafilam, zeby Poland z Holand mieszali. Albo nie rozumieli pojecia kraj, miasto, kontynent. Naprawde zaciekawiacie mnie.

74

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Pomijając już kwestię tego, czy obcokrajowcy o Polsce słyszeli, czy nie słyszeli - myślę, że w każdym kraju znajdą się dziewczyny, które wolą urodzić dziecko i żyć z kasy męża, niż usamodzielnić się chociaż trochę. Jasne, że jak kobieta zdecyduje się na dziecko, to na męża spada trud zarobienia pieniędzy. Ale jest to rok, dwa, trzy - to jest normalne wtedy, jednak całe życie - nie wyobrażam sobie.

75

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Nemezys napisał/a:

Myślę, że w każdym kraju znajdą się dziewczyny, które wolą urodzić dziecko i żyć z kasy męża, niż usamodzielnić się chociaż trochę.

W bardziej rozwiniętych krajach zdarzają się też chłopaki, które wolą mieć sporo starszą żonę i żyć z jej kasy - przeważnie bez dzieci.

76

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

To już odstaje od normy wink

77

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Nemezys napisał/a:

To już odstaje od normy wink

Starszy facet z kasą zazwyczaj szuka młodej, a natura nie znosi próżni, więc starsza kobieta szuka młodego wink

78

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
marioosh666 napisał/a:
Nemezys napisał/a:

Myślę, że w każdym kraju znajdą się dziewczyny, które wolą urodzić dziecko i żyć z kasy męża, niż usamodzielnić się chociaż trochę.

W bardziej rozwiniętych krajach zdarzają się też chłopaki, które wolą mieć sporo starszą żonę i żyć z jej kasy - przeważnie bez dzieci.

i w jednym i w drugim przypadku jest to uklad chory - ani kobieta ani facet nie musi ani nie powinien sponsorowac drugiej osoby. A jak to inaczej nazac, jesli taki uklad trwa cale zycie, nawet po tym jak dzieci z domu wyjda?

Nemezys, tak w kazdym kraju takie osoby spotkasz ale klne sie na Swiatowida, ze nie znam ani jednej Finki ( a mieszkam tu dobrych pare lat), ktora ochoczo by na taki uklad przystala. Nawet nie chodzi o kase, bardziej o poczucie niezaleznosci finansowej od meza. Oczywiscie panie "na socjalu" tez sa, sa i samotne i bezrobotne kobiety. Ale to wyjatki i skrajnosci - my tu chyba dyskutujemy o jakims swiadomym wyborze i trendzie niz o zyciowych wpadkach.
Poznalam nawet kilka pan, ktorym dziecie trafilo sie ciut wczesniej niz moze chcialy..teraz kiedy male jest od cycka odstawione te kobiety ksztalca sie albo na uczelniach albo nawet na kursach. Po prostu typowa (nie ta wyjatkowa) Finka wstydzilaby sie wpisac w zyciorysie: wyksztalcenie - podstawowe albo zawod - pani domu. Jest nawet w finskim slowo na takie zajecie - kotirouva. Nie jest zbyt pochlebnie oceniane przez spoleczenstwo. Mozna nia byc jak male sa male albo jak ma sie klopoty ze zdrowiem badz znalezieniem pracy - na stale raczej nigdy. I nie farmazonie, to prawda.

79

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Wydaje mi się, że słowo sponsoring to przesada . Lepiej nie oceniać po pozorach wink

80

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Julia UK napisał/a:

Wydaje mi się, że słowo sponsoring to przesada . Lepiej nie oceniać po pozorach wink

a dlaczego przesada? jesli mowimy o wyraznym dobieraniu sobie partnera pod katem jego zasobow czy dochodow (jak marioosh opisywal mlodych panow zyjacych na koszt swoich starszych ustawionych zon), to jak to nazwac? Kiedys bylo takie slowo "utrzymanek" badz "utrzymanka". Jaka roznica?

Zaraz poleca gromy, ze kobieta ktora urodzi dzieci i rosol nastawi to kto inny i jej dorobek jest rowny temu partnera. Dla mnie to sciema i w tym przypadku maz/zona z dochodami to taki wlasnie socjal. Tylko inaczej sie nazywa.

Osobiscie nigdy nie zgodzilabym sie ani utrzymywac swojego partnera/meza ani byc w odwrotnej roli. Wykluczajac wypadki zyciowe i chwilowe bezrobocie. Nawet zyjac z Rockefellerem chcialabym miec cos "wlasnego", zajecie i dochody, chocby na waciki.

81

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:
Julia UK napisał/a:

Wydaje mi się, że słowo sponsoring to przesada . Lepiej nie oceniać po pozorach wink

a dlaczego przesada? jesli mowimy o wyraznym dobieraniu sobie partnera pod katem jego zasobow czy dochodow (jak marioosh opisywal mlodych panow zyjacych na koszt swoich starszych ustawionych zon), to jak to nazwac? Kiedys bylo takie slowo "utrzymanek" badz "utrzymanka". Jaka roznica?

Zaraz poleca gromy, ze kobieta ktora urodzi dzieci i rosol nastawi to kto inny i jej dorobek jest rowny temu partnera. Dla mnie to sciema i w tym przypadku maz/zona z dochodami to taki wlasnie socjal. Tylko inaczej sie nazywa.

Osobiscie nigdy nie zgodzilabym sie ani utrzymywac swojego partnera/meza ani byc w odwrotnej roli. Wykluczajac wypadki zyciowe i chwilowe bezrobocie. Nawet zyjac z Rockefellerem chcialabym miec cos "wlasnego", zajecie i dochody, chocby na waciki.

Dokładnie, bardzo mądrze piszesz. Słowo "sponsoring" początkowo wydawało mi się też lekką przesadą, ale jednak coś w tym jest. I tak jak piszesz - jeśli to chwilowa sytuacja, czyli ciąża i urlop macierzyński, choroba, czy nagłe bezrobocie - to nic nie ma w tym dziwnego, jednak jeśli to trwa całe życie, to... hm...
Na wsiach jest to bardzo popularne, że chłopak zarabia (najlepiej za granicą), a żona siedzi w domu (przeważnie u rodziców) i wychowuje dziecko. W starszych pokoleniach jest to jeszcze w miarę normalne, bo "takie były czasy", ale młode dziewczyny?

82

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Nemezys napisał/a:

W starszych pokoleniach jest to jeszcze w miarę normalne, bo "takie były czasy", ale młode dziewczyny?

W starszych pokoleniach prace przypisywane zwyczajowo kobietom zajmowały dużo więcej czasu niż dzisiaj. Nie było tylu gotowych produktów na półkach i tyle sprzętu np.: zmywarka co dzisiaj. Także wtedy to miało jeszcze takie uzasadnienie.

83

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:
Julia UK napisał/a:

Wydaje mi się, że słowo sponsoring to przesada . Lepiej nie oceniać po pozorach wink

a dlaczego przesada? jesli mowimy o wyraznym dobieraniu sobie partnera pod katem jego zasobow czy dochodow (jak marioosh opisywal mlodych panow zyjacych na koszt swoich starszych ustawionych zon), to jak to nazwac? Kiedys bylo takie slowo "utrzymanek" badz "utrzymanka". Jaka roznica?

Zaraz poleca gromy, ze kobieta ktora urodzi dzieci i rosol nastawi to kto inny i jej dorobek jest rowny temu partnera. Dla mnie to sciema i w tym przypadku maz/zona z dochodami to taki wlasnie socjal. Tylko inaczej sie nazywa.

Osobiscie nigdy nie zgodzilabym sie ani utrzymywac swojego partnera/meza ani byc w odwrotnej roli. Wykluczajac wypadki zyciowe i chwilowe bezrobocie. Nawet zyjac z Rockefellerem chcialabym miec cos "wlasnego", zajecie i dochody, chocby na waciki.

Nie porównuj młodych panów żyjących z 50+kobietami dla korzyści majątkowych bo to inna bajka...
Natomiast pisanie, że każda kobieta która nigdy nie pracowała, nie pracuje i nie ma zamiaru pracować jest sponsorowana przez swojego męża big_smile Nie każda jest na tyle ambitna by studiować i/czy robić karierę więc po co ma harować za parę groszy na kasie w Tesco skoro mąż dużo zarabia?? Chyba jedynie po to by "polańscy" przestali gadać...hehehe :)W głowach się poprzewracało z tej zazdrości

84 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-01-23 11:02:57)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Julia UK napisał/a:
Mussuka napisał/a:
Julia UK napisał/a:

Wydaje mi się, że słowo sponsoring to przesada . Lepiej nie oceniać po pozorach wink

a dlaczego przesada? jesli mowimy o wyraznym dobieraniu sobie partnera pod katem jego zasobow czy dochodow (jak marioosh opisywal mlodych panow zyjacych na koszt swoich starszych ustawionych zon), to jak to nazwac? Kiedys bylo takie slowo "utrzymanek" badz "utrzymanka". Jaka roznica?

Zaraz poleca gromy, ze kobieta ktora urodzi dzieci i rosol nastawi to kto inny i jej dorobek jest rowny temu partnera. Dla mnie to sciema i w tym przypadku maz/zona z dochodami to taki wlasnie socjal. Tylko inaczej sie nazywa.

Osobiscie nigdy nie zgodzilabym sie ani utrzymywac swojego partnera/meza ani byc w odwrotnej roli. Wykluczajac wypadki zyciowe i chwilowe bezrobocie. Nawet zyjac z Rockefellerem chcialabym miec cos "wlasnego", zajecie i dochody, chocby na waciki.

Nie porównuj młodych panów żyjących z 50+kobietami dla korzyści majątkowych bo to inna bajka...
Natomiast pisanie, że każda kobieta która nigdy nie pracowała, nie pracuje i nie ma zamiaru pracować jest sponsorowana przez swojego męża big_smile Nie każda jest na tyle ambitna by studiować i/czy robić karierę więc po co ma harować za parę groszy na kasie w Tesco skoro mąż dużo zarabia?? Chyba jedynie po to by "polańscy" przestali gadać...hehehe :)W głowach się poprzewracało z tej zazdrości

poza studiowaniem na uczelniach sa jeszcze inne metody zdobycia zawodu dla siebie - sa technika i zawodowki, kursa zawodowe. Dla mnie dziewczyna konczaca swoj rozwoj na poziomie podstawowki czy liceum, ktore tez jej nic nie daje, to wlasnie osoba bez ambicji. Zyjaca na koszt meza. Inaczej - pasozyt.

Nie wiem co jest tak uwlaczajacego w pracy kasjerki, moim zdaniem lepsze to niz siedzenie odwlokiem w domu i liczenie na kase partnera. Ale jak maz taki bogaty to niech pannie zafunduje w wolnym czasie jakies ciekawe kursa czy inne szkoly, wtedy nie bedzie musiala w Tesco siedziec. No, ale ona musialaby przede wszystkim chciec poruszac swoimi szarymi komorkami. Jak gosciowi taki pusty garkotluk wystarczy, to jego biznes. Ciekawe tylko na jak dlugo wystarczy mu zainteresowania taka "madra" zona:)). Poki mloda i w lozku dobra to jest ok, ale 50 letnia kobieta bez zadnych ambicji, zawodu, wlasnych osiagniec nie jest juz tak atrakcyjna. No i ciekawe jak ja swoim znajomym przedstawia - to moja zona, siedzi w domu i gotuje?:)

85

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

A może taka zona nie siedzi bezczynnie w domu a rozwija swoje zainteresowania? Z tą różnicą , że nie przynosi "kasy" do domu wink
"Póki młoda i w łóżku dobra to jest ok..." A ile to jest na świecie porzucanych młodych, atrakcyjnych i WYKSZTAŁCONYCH kobiet?? No proszę Cię! Skoro uważasz, że znudzi mu się taka nieambitna(niepracująca)żona to po co taką sobie wybrał za żonę? A co jak zaczepi się w tym nieszczęsnym Tesco a mąż i tak wymieni ją na młodszy model? Wydaje mi się , że tutaj ogromna role odgrywa uczucie wink

86

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Julia UK napisał/a:

A może taka zona nie siedzi bezczynnie w domu a rozwija swoje zainteresowania? Z tą różnicą , że nie przynosi "kasy" do domu wink
"Póki młoda i w łóżku dobra to jest ok..." A ile to jest na świecie porzucanych młodych, atrakcyjnych i WYKSZTAŁCONYCH kobiet?? No proszę Cię! Skoro uważasz, że znudzi mu się taka nieambitna(niepracująca)żona to po co taką sobie wybrał za żonę? A co jak zaczepi się w tym nieszczęsnym Tesco a mąż i tak wymieni ją na młodszy model? Wydaje mi się , że tutaj ogromna role odgrywa uczucie wink

rozwija zainetresowania w domu:))) Jasne:) Szydelkuje czy pejzarze tworzy? No, ale widzisz, do tego tez potrzebny jest przynajmniej talent jakis no i z tego tez jest jakis dochod, wiec pewnie nie o taki rozwoj Ci chodzilo. Chyba, ze te zainteresowania to siedzenie na forachw Internecie, na Facebooku, ogladanie oper mydlanych i spedzanie czasu na kanapie. No i oczywiscie opieranie i gotowanie mezowi. Jakos nie widze tu wielkiego pola do popisu.

Tak, wyksztalcone kobiety tez sa porzucane - tylko jest malenka roznica w ich pozniejszych losach. One maja wyksztalcenie, prace i srodki do zycia. Maja tez wieksze szanse poznac kogos nowego i go soba zainteresowac (bo mlodosc mija i na co wtedy "lapac" meza?). Te bez wyksztalcenia moge jedynie w sadzie walczyc o swoja przyszlosc. I albo sie uda albo nie. I zwykle zostaja juz same, bo czym zaimponuje bezrobotna, porzucona i juz nie taka mloda rozwodka?

Po co sobie taka nieambitna zone panowie biora? Bo moze  poki co taka wystarczy. Tylko czy wystarczy jak postarzeje sie i nie bedzie z nia o czym porozmawiac? Na mlodszy model to maz moze sobie kazda zone wymienic, ale predzej te niepracujaca i siedzaca jak kura w domu niz te, co do ludzi wychodzi i nie wisi na nim jak huba na brzozie.

Jesli Ty jeszcze opierasz swoja przyszlosc na sile uczucia, to musisz byc bardzo mloda i naiwna:) Kazdy jest kowalem wlasnego losu, te panie przy mezach tez. Ale ja takiego losu bym za nic nie wybrala, zbyt niepewny grunt.

87

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Też nie rozumiem co jest złego w pracy kasjerki w Tesco? Zapomniałyśmy o jednym. Piszemy tu o tym, że taka żona siedząca w domu nie ma kasy dla siebie tylko żyje z wypłaty męża, że w razie czego zostanie na lodzie, bo nie będzie mieć zawodu ani doświadczenia w pracy itd. Ale problem jest jeszcze w tym, że taka kobieta chcąc wyjść na imprezę z koleżankami nie ma za co... i tak się oddala od życia towarzyskiego aż w końcu nie wychodzi nigdzie, siedzi w domu, robi się złośliwa, nadwrażliwa, smutna... od siedzenia w domu można przecież zwariować...

88

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Rozmowa idzie w jakimś złym kierunku. Osobiście znam kobiety, którym nie można odmówić ani ambicji, ani tego, że są interesujące, a jednak doskonale czują się i spełniają w domu. Jeśli dom jest zadbany, pachnący ciastem i samodzielnie pieczonym chlebem, kobieta z radością zajmuje się wychowywaniem dzieci, dbaniem o męża, równocześnie jest ciekawa świata, a przy i jej, i jemu takie rozwiązanie odpowiada - to co w tym złego? Czy tylko praca zadowowa rozwija człowieka? Ja twierdzę, że nie.

Czasem trzeba po prostu skalkulować - siedzenie za parę stówek na kasie w Tesco (raczej trudno się w tym spełniać) i codzienny brak w domu kogoś, kto o wszystko zadba czy zadowolona, uśmiechnięta kobieta, a przy tym świetnie funkcjonujący dom. Nie tylko to, co przynosi kasę ma sens, pewnych wartości nie da się przełożyć na pieniądze.

I nie musi być tak, że kobieta, która nie pracuje zawodowo nie ma pieniędzy na wyjście z koleżankami czy jakieś inne, własne przyjemności, bo w normalnym, zdrowym związku to jest oczywiste, że jej praca traktowana jest na równi z pracą mężczyzny. Oczywiście warto mieć jakieś zabezpieczenie i zdobyty zawód, bo w życiu nigdy nie można niczego założyć na 100%, ale nie nazywajmy pasożytami osób, które jednak coś do społeczeństwa wnoszą. Pasożytnictwem jest sytuacja, kiedy kobieta nic nie daje od siebie, za to jej oczekiwania tylko rosną, bo uważa, że ,,jej się po prostu należy".

89

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Nemezys napisał/a:

Ale problem jest jeszcze w tym, że taka kobieta chcąc wyjść na imprezę z koleżankami nie ma za co... i tak się oddala od życia towarzyskiego aż w końcu nie wychodzi nigdzie, siedzi w domu, robi się złośliwa, nadwrażliwa, smutna... od siedzenia w domu można przecież zwariować...

Już nie generalizujmy smile
Nie każda kobieta tzw. przy mężu ma od razu takie życie. Nie każda nie ma za co wyjść, nie każda staje się zgryźliwa.
Znam takie, które znakomicie się w tym odnajdują. Jeżeli jeszcze mężowi taki układ odpowiada, to dlaczego mieliby żyć inaczej?
Nie każdą też mąż porzuci smile
A jak porzuci i zostanie z niczym (bo nie musi tak być) to sama jest sobie winna.

Jeżeli natomiast robi to wyłącznie z wygodnictwa, lenistwa etc. to już inna sprawa.

90 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-01-23 14:48:31)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Olinka napisał/a:

Rozmowa idzie w jakimś złym kierunku. Osobiście znam kobiety, którym nie można odmówić ani ambicji, ani tego, że są interesujące, a jednak doskonale czują się i spełniają w domu. Jeśli dom jest zadbany, pachnący ciastem i samodzielnie pieczonym chlebem, kobieta z radością zajmuje się wychowywaniem dzieci, dbaniem o męża, równocześnie jest ciekawa świata, a przy i jej, i jemu takie rozwiązanie odpowiada - to co w tym złego? Czy tylko praca zadowowa rozwija człowieka? Ja twierdzę, że nie.
Czasem trzeba po prostu skalkulować - siedzenie za parę stówek na kasie w Tesco (raczej trudno się w tym spełniać) i codzienny brak w domu kogoś, kto o wszystko zadba czy zadowolona, uśmiechnięta kobieta, a przy tym świetnie funkcjonujący dom. Nie tylko to, co przynosi kasę ma sens, pewnych wartości nie da się przełożyć na pieniądze.

Olinka, bez zartow - jesli kobieta siedzi przy mezu i obojgu to finansowo nie szkodzi, to znaczy, ze nie musi na te nieszczesna kase w Tesko leciec i dorabiac. Moze sobie na studia czy kursa jakies isc, troche tez swoja glowa popracowac.

A w ogole to coscie sie tych kas tak czepnely, jakas alergia?

A nie wierze, ze piekac ciasta, polerujac witryny i chowajac dzieci..np. w wieku szkolnym, taka kobieta rozwija sie i spelnia. Nie uwierze i juz. Co najwyzej coraz szybciej i lepiej jej to idzie.
Jak ma czas (bo dzieci odchowane i w szkole) i kase malzonka, to przeciez moze sie samej jakos rozwijac, poszerzac wiedze, horyzonty, poznawac nowe hobby - ja to tez wkladam pod "edukacje". Jak chce to i do studiow moze wrocic. Ale wymyslanie kolejnego sernika albo jazda na mopie nie jest dla mnie zadnym spelnieniem czy rozwojem. Raczej czynnoscia oglupiajaca.

Jakaz to prace wnosi z siebie pani siedzaca w domu? Jaki ma wklad w dobro spoleczenstwa? Przeciez dzieci rodza i obiady gotuja takze kobiety pracujace zawodowo.

Nie rozumiem pojecia "bo mezowi taki uklad pasuje".  To ja mialabym sie kierowac tym , co pasuje mojemu mezowi i siedziec przynim cale zycie obracajac sie miedzy kuchnia, lazienka i salonami, ew. wyskakujac na kawke z kolezankami..oczywiscie za jego pieniadze? W zyciu.

91

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:

Olinka, bez zartow - jesli kobieta siedzi przy mezu i obojgu to finansowo nie szkodzi, to znaczy, ze nie musi na te nieszczesna kase w Tesko leciec i dorabiac. Moze sobie na studia czy kursa jakies isc, troche tez swoja glowa popracowac.

Oczywiście, że człowiek powinien przez całe swoje życie się rozwijać, nieważne w jaki sposób, grunt, żeby iść do przodu. Zauważ, że wyraźnie zaznaczyłam, że nie tylko praca zawodowa rozwija, co jest równoznaczne z tym, że sposobów jest naprawdę mnóstwo.

Mussuka napisał/a:

A w ogole to coscie sie tych kas tak czepnely, jakas alergia?

Bo to dobry przykład. Ktoś podał, a potem został tylko powielony smile.

Mussuka napisał/a:

A nie wierze, ze piekac ciasta, polerujac witryny i chowajac dzieci..np. w wieku szkolnym, taka kobieta rozwija sie i spelnia. Nie uwierze i juz.

To uwierz smile. Moja przyjaciółka, pani magister, siedzi w domu i naprawdę jest z tym szczęśliwa. Tworzą modelowy przykład rodziny - on zarabia, ona pilnuje domowego ogniska, przy czym zajmuje się dokładnie wszystkim, co jest z tym związane. Urządza dom, zajmuje się dziećmi, szyje, piecze, gotuje, urządza przyjęcia, latem przesiaduje na działce, wkładając do słoi wytwory pracy własnych rąk. To mądra życiowo i inteligentna kobieta, znam ją bardzo dobrze, bo przyjaźnimy się od dziecka, więc widziałabym, gdyby udawała.
To, co utkwiło mi w głowie, to jej słowa, że kiedy w towarzystwie temat schodzi na pracę, ona od razu musi być nastawiona na ataki, jakie przypuszczalnie będzie musiała odpierać.

Mussuka napisał/a:

Jakaz to prace wnosi z siebie pani siedzaca w domu? Jaki ma wklad w dobro spoleczenstwa? Przeciez dzieci rodza i obiady gotuja takze kobiety pracujace zawodowo.

Ano taki, że przynajmniej czworo ludzi ma w domu prawdziwy azyl i stworzone ciepełko. Dzieci są szczęśliwsze, kiedy wracając do domu zastają w nim uśmiechniętą mamę niż gdyby ta mama wracała zmęczona i sfrustrowana. Ja taki ciepły dom pamiętam z dzieciństwa i nikt mi nie powie, że jest w tym coś złego.

Nieważne, że sama jestem inna, potrafię zrozumieć, że można się w tym doskonale odnajdywać.

92 Ostatnio edytowany przez luc (2014-01-23 15:14:15)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:

Nie rozumiem pojecia "bo mezowi taki uklad pasuje".  To ja mialabym sie kierowac tym , co pasuje mojemu mezowi i siedziec przynim cale zycie obracajac sie miedzy kuchnia, lazienka i salonami, ew. wyskakujac na kawke z kolezankami..oczywiscie za jego pieniadze? W zyciu.

Wyrwałaś to zdanie z kontekstu.
Pisałam, że są kobiety, którym wybór takiego życia odpowiada i "jeżeli mężowi też taki układ pasuje" - to dlaczego mieliby żyć inaczej.
Nie chodziło mi o dopasowywanie się do tego co pasuje mężowi. Wręcz przeciwnie, to mąż dopasowuje się do wyboru żony.
Widzę, że i Olinka zna takie kobiety.

Ty nie chciałabyś tak żyć, ja też, ale niektórym to odpowiada. Skoro tak, to trudno to krytykować.
Jeżeli natomiast, na skutek takiego właśnie wyboru, zostaną z niczym (a nie musi tak być) to same są sobie winne.
Każdy ponosi konsekwencje własnych wyborów i braku przewidywania.

93

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Olinka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

A nie wierze, ze piekac ciasta, polerujac witryny i chowajac dzieci..np. w wieku szkolnym, taka kobieta rozwija sie i spelnia. Nie uwierze i juz.

To uwierz smile. Moja przyjaciółka, pani magister, siedzi w domu i naprawdę jest z tym szczęśliwa. Tworzą modelowy przykład rodziny - on zarabia, ona pilnuje domowego ogniska, przy czym zajmuje się dokładnie wszystkim, co jest z tym związane. Urządza dom, zajmuje się dziećmi, szyje, piecze, gotuje, urządza przyjęcia, latem przesiaduje na działce, wkładając do słoi wytwory pracy własnych rąk. To mądra życiowo i inteligentna kobieta, znam ją bardzo dobrze, bo przyjaźnimy się od dziecka, więc widziałabym, gdyby udawała.
To, co utkwiło mi w głowie, to jej słowa, że kiedy w towarzystwie temat schodzi na pracę, ona od razu musi być nastawiona na ataki, jakie przypuszczalnie będzie musiała odpierać.

Zauwaz jedno slowo, wazne - magister. Czyli nie pustak po 8 miu klasach tylko kobieta, ktora juz sie wyksztalcila i ktora zawsze z tej wiedzy moze skorzystac. Piszemy tu o wyborze studia albo zamazpojscie, jakby to sie mialo wykluczac.

Przepraszam, jakie ognisko domowe? W jaskini mieszkaja?? Jakie urzadzanie domu - chyba nie robi tego codziennie, jakie znow letnie twory przez caly sezon - chyba, ze i dla sasiadow.To co opisiujesz robi 90% kobiet na etatach i wielkiego halo z tego nie robia. Dom sie sam utrzymuje jesli nie robi sie w nim codziennej rewolucji a inni pomagaja, obiad tez nie zajmuje calego dnia, reszta czasu nie wiem na co jest potrzebna.

Olinka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Jakaz to prace wnosi z siebie pani siedzaca w domu? Jaki ma wklad w dobro spoleczenstwa? Przeciez dzieci rodza i obiady gotuja takze kobiety pracujace zawodowo.

Ano taki, że przynajmniej czworo ludzi ma w domu prawdziwy azyl i stworzone ciepełko. Dzieci są szczęśliwsze, kiedy wracajac do domu zastają w nim uśmiechnięta mamą niż, gdyby ta mama wracała zmęczona i sfrustrowana. Ja taki dom pamiętam z dzieciństwa i nikt mi nie powie, że jest w tym coś złego.
Nieważne, że sama jestem inna, potrafię zrozumieć, że można się w tym doskonale odnajdywać.

Olinka, sugerujesz, ze dzieci matek pracujacych sa zaniedbane i nieszczesliwe, zwlaszcza, jak bez may sa po szkole moze ze 2 godziny??? Sfrustrowana i zmeczona to ja wlasnie czulam sie siedzac prawie 7 lat w domu bez pracy. Dopiero teraz, odkad pracuje po 8h dziennie i oddzielajac te prace od pracy w domu czuje jak mi energii przybylo. W domu cholery i marazmu bym dostala. I o zadnym spelnieaniu sie nie ma mowy.
Ciasta tez pieke, obiady ciepole gotuje, nie szyje, bo nie umiem, chodze z corka na jej zajecia albo na wspolne jakies sporty, dom czysty, ognisko nie wygaslo..i czuje, ze jednak sie rozwijam. Choc nie przy kasie.

94 Ostatnio edytowany przez Julia UK (2014-01-23 15:41:08)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:
Julia UK napisał/a:

A może taka zona nie siedzi bezczynnie w domu a rozwija swoje zainteresowania? Z tą różnicą , że nie przynosi "kasy" do domu wink
"Póki młoda i w łóżku dobra to jest ok..." A ile to jest na świecie porzucanych młodych, atrakcyjnych i WYKSZTAŁCONYCH kobiet?? No proszę Cię! Skoro uważasz, że znudzi mu się taka nieambitna(niepracująca)żona to po co taką sobie wybrał za żonę? A co jak zaczepi się w tym nieszczęsnym Tesco a mąż i tak wymieni ją na młodszy model? Wydaje mi się , że tutaj ogromna role odgrywa uczucie wink

rozwija zainetresowania w domu:))) Jasne:) Szydelkuje czy pejzarze tworzy? No, ale widzisz, do tego tez potrzebny jest przynajmniej talent jakis no i z tego tez jest jakis dochod, wiec pewnie nie o taki rozwoj Ci chodzilo. Chyba, ze te zainteresowania to siedzenie na forachw Internecie, na Facebooku, ogladanie oper mydlanych i spedzanie czasu na kanapie. No i oczywiscie opieranie i gotowanie mezowi. Jakos nie widze tu wielkiego pola do popisu.

Tak, wyksztalcone kobiety tez sa porzucane - tylko jest malenka roznica w ich pozniejszych losach. One maja wyksztalcenie, prace i srodki do zycia. Maja tez wieksze szanse poznac kogos nowego i go soba zainteresowac (bo mlodosc mija i na co wtedy "lapac" meza?). Te bez wyksztalcenia moge jedynie w sadzie walczyc o swoja przyszlosc. I albo sie uda albo nie. I zwykle zostaja juz same, bo czym zaimponuje bezrobotna, porzucona i juz nie taka mloda rozwodka?

Po co sobie taka nieambitna zone panowie biora? Bo moze  poki co taka wystarczy. Tylko czy wystarczy jak postarzeje sie i nie bedzie z nia o czym porozmawiac? Na mlodszy model to maz moze sobie kazda zone wymienic, ale predzej te niepracujaca i siedzaca jak kura w domu niz te, co do ludzi wychodzi i nie wisi na nim jak huba na brzozie.

Jesli Ty jeszcze opierasz swoja przyszlosc na sile uczucia, to musisz byc bardzo mloda i naiwna:) Kazdy jest kowalem wlasnego losu, te panie przy mezach tez. Ale ja takiego losu bym za nic nie wybrala, zbyt niepewny grunt.

Skoro wybiera sobie za żonę niewykształconą kobietę to uważasz, ze uczucie tu nie gra roli ? Wziął ją tylko dlatego bo młoda, ładna i dobra w łóżku ? wink Przecież równie dobrze może mieć i ładną i młodą i wykształconą wink Nie sądzisz? Wielu z was niesprawiedliwie ocenia te kobiety które mają bogatych mężów i z góry zakłada że pokochała pieniądze a nie jego tongue big_smile
Jestem młoda-nawet bardzo :)W tym roku kończę dopiero 22 lata.I wiesz co? Mimo, ze nie porzuciłam studiów to i tak "życzliwe" koleżanki(o dziwo z Polski) obgadują mnie za plecami i nie wierzą, że jestem z nim z miłości . Mówimy o 29 latku a nie o starym pryku.

edit.
A nie pomyślałaś, że może taki mąż nie chce by jego ukochana żona pracowała na kasie w sklepie i szarpała się z wszystkimi za głodową pensję? Ale nie! Lepiej robić z męża sponsora wink A z niej kogo? Może prostytutkę ?:/

95

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Julia UK napisał/a:

W tym roku kończę dopiero 22 lata.I wiesz co? Mimo, ze nie porzuciłam studiów to i tak "życzliwe" koleżanki(o dziwo z Polski) obgadują mnie za plecami i nie wierzą, że jestem z nim z miłości . Mówimy o 29 latku a nie o starym pryku.

W takim razie w tej dyskusji powinno pasc pytanie: po co konczysz studia? Przeciez o tym caly czas jest mowa. O rzucaniu studiow, bo trafil sie bogaty maz. Co nadal uwazam za totalna glupote.

96

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Myślę, że kluczem w takim układzie może być postawa samego mężczyzny - jeśli zachowuje się tak, jakby mu się po prostu należało, przychodzi do domu i czeka, aby podstawić mu wszystko pod nos, to po pewnym czasie to może frustrować, mało tego, jest to chyba nieuniknione. Jeśli jednak daje kobiecie do zrozumienia, że docenia, szanuje i podziwia, a praca, jaką ona wykonuje traktowana jest na równi z jego pracą - o zadowolenie jest na pewno znacznie łatwiej.

Mussuko, obojętnie jak będziemy podchodzić do tematu, starać się zrozumieć to kobiece podejście lub będziemy je z góry skreślać, nie zmieni to faktu, że są kobiety, które dobrze czują się w swojej roli i naprawdę nie są pasożytami.

Mussuka napisał/a:

Zauwaz jedno slowo, wazne - magister. Czyli nie pustak po 8 miu klasach tylko kobieta, ktora juz sie wyksztalcila i ktora zawsze z tej wiedzy moze skorzystac. Piszemy tu o wyborze studia albo zamazpojscie, jakby to sie mialo wykluczac.

Istotnie odbiegłam nieco od tematu, zależało mi jednak na tym, aby pokazać, że takie spełnione kobiety po prostu są i nie ma w tym nic złego ani tym bardziej pasożytnictwa wink.

Mussuka napisał/a:

Olinka, sugerujesz, ze dzieci matek pracujacych sa zaniedbane i nieszczesliwe, zwlaszcza, jak bez may sa po szkole moze ze 2 godziny??? Sfrustrowana i zmeczona to ja wlasnie czulam sie siedzac prawie 7 lat w domu bez pracy. Dopiero teraz, odkad pracuje po 8h dziennie i oddzielajac te prace od pracy w domu czuje jak mi energii przybylo. W domu cholery i marazmu bym dostala. I o zadnym spelnieaniu sie nie ma mowy.

Nie, nie sugeruję, że nie można być pracującą, dobrą matką, a dziecko mamy spełnionej zawodowo jest mniej szczęśliwe tylko dlatego, że może ona poświęcić mu mniej swojego czasu, sugeruję natomiast, że sytuacje są różne i warto rozpatrywać je indywidualnie. Jedna kobieta, nawet jeśli będzie całkiem nieźle zarabiać, nie poczuje się z tym dobrze, bo praca może ją po prostu frustrować i męczyć, co zwykle przekłada się na atmosferę w domu, inna z kolei męczy się właśnie w domu.

97

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Olinka napisał/a:

Rozmowa idzie w jakimś złym kierunku. Osobiście znam kobiety, którym nie można odmówić ani ambicji, ani tego, że są interesujące, a jednak doskonale czują się i spełniają w domu. Jeśli dom jest zadbany, pachnący ciastem i samodzielnie pieczonym chlebem, kobieta z radością zajmuje się wychowywaniem dzieci, dbaniem o męża, równocześnie jest ciekawa świata, a przy i jej, i jemu takie rozwiązanie odpowiada - to co w tym złego? Czy tylko praca zadowowa rozwija człowieka? Ja twierdzę, że nie.

Czasem trzeba po prostu skalkulować - siedzenie za parę stówek na kasie w Tesco (raczej trudno się w tym spełniać) i codzienny brak w domu kogoś, kto o wszystko zadba czy zadowolona, uśmiechnięta kobieta, a przy tym świetnie funkcjonujący dom. Nie tylko to, co przynosi kasę ma sens, pewnych wartości nie da się przełożyć na pieniądze.

I nie musi być tak, że kobieta, która nie pracuje zawodowo nie ma pieniędzy na wyjście z koleżankami czy jakieś inne, własne przyjemności, bo w normalnym, zdrowym związku to jest oczywiste, że jej praca traktowana jest na równi z pracą mężczyzny. Oczywiście warto mieć jakieś zabezpieczenie i zdobyty zawód, bo w życiu nigdy nie można niczego założyć na 100%, ale nie nazywajmy pasożytami osób, które jednak coś do społeczeństwa wnoszą. Pasożytnictwem jest sytuacja, kiedy kobieta nic nie daje od siebie, za to jej oczekiwania tylko rosną, bo uważa, że ,,jej się po prostu należy".

Mądrze napisane! Amen

98 Ostatnio edytowany przez Nemezys (2014-01-23 16:46:59)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Jasne, że są żony, o których pisze Olinka - czyli takie, które spełniają się w domowych obowiązkach, a dzięki temu cała rodzina jest szczęśliwa. Ja nie znam chyba takiego przypadku, ewentualnie taki, gdzie kobieta siedzi w domu z dziećmi, a mąż jest za granicą. W takim przypadkach - kiedy dziadkowie nie mogą pomóc - trudno jest kobiecie zajmować się domem, małymi dziećmi i jeszcze pracować na cały etat. Ale nie o takich przypadkach mówimy.

Znam natomiast kilka par, o których rozmawialiśmy wcześniej. Maż pracuje - wcale kokosów nie zarabia, a kobieta siedzi w domu z dziećmi. I wcale nie rozwija się, nie wychodzi nigdzie, siedzi w dresach w domu, przeważnie zaniedbana, bo "kto ją widzi". Może jest to obraz typowej rodziny ze wsi, no ale przecież i takie się zdarzają. Nie rozumiem tylko tego podejścia, czyli co taka kobieta sobie myśli. Że do końca życia będzie siedzieć w domu, bo potem na pracę już za późno, a skoro przez dłuższy czas żyli z pensji męża, to i potem dadzą radę? Czy że rola kobiety jest w domu?

Ja jeszcze takich dylematów i doświadczeń nie mam, ale już teraz sobie tego nie wyobrażam. Mój chłopak pracuje, ja studiuję i szukam pracy (mam jakąś tam dorywczą), zmuszona byłam pożyczyć trochę kasy i obecnie spłacam długi. Wolałam pożyczyć od znajomych niż od chłopaka, bo strasznie źle się z tym czułam, wolałam mu od razu oddać, jednocześnie pożyczając od koleżanki. Dlatego będąc na utrzymaniu męża czułabym się z tym okropnie źle.

99

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Ja sie tylko zastanawiam....co taka kobieta ktora dla malzenstwa rzucila edukacje/kariere (jakakolwiek) zrobi jak poczciwego pana meza szlag trafi?

100

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Jaguar napisał/a:

Ja sie tylko zastanawiam....co taka kobieta ktora dla malzenstwa rzucila edukacje/kariere (jakakolwiek) zrobi jak poczciwego pana meza szlag trafi?

I to akurat jest bardzo dobre pytanie smile. Lepiej zresztą myśleć zawczasu niż stanąć przed tak patową sytuacją.

101

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Olinka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Zauwaz jedno slowo, wazne - magister. Czyli nie pustak po 8 miu klasach tylko kobieta, ktora juz sie wyksztalcila i ktora zawsze z tej wiedzy moze skorzystac. Piszemy tu o wyborze studia albo zamazpojscie, jakby to sie mialo wykluczac.

Istotnie odbiegłam nieco od tematu, zależało mi jednak na tym, aby pokazać, że takie spełnione kobiety po prostu są i nie ma w tym nic złego ani tym bardziej pasożytnictwa wink.

wtym wypadku nie, poniewaz, jak sama zauwazylas, ta pani juz sie umyslowo w pewiemn sposob spelnila konczac studia czy zdobywajac jakies tam wyksztalcenie. Nie machnela reka na wlasne ambicje i poleciala jak cma za facetem, bo ten jej kokosy na nastepne 50 lat obiecal. Teraz ma i jedno i drugie - dyplom i to domowe ciepelko. To jest ta podstawowa roznica miedzy kobieta, swiadomie decydujaca sie na bycie pania domu a mloda naiwna dziewczyna, ktora bez ZADNEGO wlasnego zaplecza, chocby w postaci skonczonego kursu krawcowej czy kwiaciarki, liczy na wieczny odpoczynek i dostatek u boku meza. Sama w taki zwiazek nie wnosi NIC poza mlodoscia i uroda (ktore, jak wiemy przemijaja) i liczy tylko i wylacznie na dudki swojego partnera - dla mnie nadal jest to wykorzystywanie drugiej strony, inaczej pasozytnictwo. Krotkowzroczne ale to juz nie moj cyrk i nie moje malpy.
Malo to takich historii jest, ze pan zakochany w mlodziutkiej i pusciutkiej pannie, po jakims czasie, kiedy ta przestaje go juz necic swa uroda i swiezoscia, zaczyna szukac dojrzalszej - emocjonalnie i umyslowo - partnerki.

Ta przykladowa pani magister jednak ma o czym porozmawiac ze swoim mezem, oprocz tego ile kostek Knorra wrzucila dzis do rosolu albo co nowego w M jak Milosc sie wydarzylo. Bo edukacja, jaka by nie byla, rozwija umysl i czyni z czlowieka osobe inetresujaca dla swiata i interesujaca sie swiatem. A jak dziewczyna nagle rzuca studia, bo jej sie bogaty kawaler trafil i juz nie widzi SENSU dalszej nauki..to o jakim typie to swiadczy? Dla mnie totalnie pustym i nastawionym konsumpcyjnie do zycia. Ciekawe tylko jak takie osobniki dostaja sie na studia, nie ma juz zadnych egzaminow na uczelnie?

102 Ostatnio edytowany przez Benita72 (2014-01-24 11:41:42)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Olinka napisał/a:
Jaguar napisał/a:

Ja sie tylko zastanawiam....co taka kobieta ktora dla malzenstwa rzucila edukacje/kariere (jakakolwiek) zrobi jak poczciwego pana meza szlag trafi?

I to akurat jest bardzo dobre pytanie smile. Lepiej zresztą myśleć zawczasu niż stanąć przed tak patową sytuacją.

Ja to rozumiem tak, ze (taka kobieta) musi to mieć wcześniej jakos wliczone w koszty - wspólnie z mezem zabezpieczają jej przyszlosc, na wypadek wypadku wink. Dla mnie samej byłoby to ryzykowane, ale rozumiem, ze pewnie się da, skoro jakiś tam procent kobiet się na to decyduje.

Gorzej, jak nic nie jest przemyślane, a potem nagle rozpacz..

103

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

bo studiuja z braku laku, z braku pomyslu na życie, z braku innego celu.
nie wiem czemu dziewczyny nie maja celowosci,pomyslu.
jezeli nie studia, to moze jakies zycie zawodowe a nie od razu dzieci i obowiazki

104

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

natknelam sie na ten temat chodzac po forum i mnie zaciekawil. Boze dziewczyny, takowe ktore mysla tak jak brzmi temat. bede ostrzegala kazdego i kazdemu mowila nie robcie tego, nie rezygnujcie z wlasnych planow, ambicji na rzecz malzenstwa. jedno nie wyklucza drugiego ale nigdy przenigdy nie rezygnujcie z nauki tylko dlatego ze wychodzicie za maz. ja tak zrobilam, plany mialam dalekosiezne, chcialam wyjechac na studia, wyjechac za granice to byly moje marzenia. poznalam mojego m. i z wszystkiego zrezygnowalam w imie ''milosci'' a teraz bardzo tego zaluje i wiem ze drugi raz nie popelnilabym tego bledu co 6lat temu.

105

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Benita72 napisał/a:

Ja to rozumiem tak, ze (taka kobieta) musi to mieć wcześniej jakos wliczone w koszty - wspólnie z mezem zabezpieczają jej przyszlosc, na wypadek wypadku wink. Dla mnie samej byłoby to ryzykowane, ale rozumiem, ze pewnie się da, skoro jakiś tam procent kobiet się na to decyduje.

Gorzej, jak nic nie jest przemyślane, a potem nagle rozpacz..

Ano.
Tylko ze jak sie przyszlosc takiej kobiety zabezpiecza?
Nalezaloby albo oplacac jej ZUS albo wykupic jakies solidne ubezpieczenie na wypadek smierci meza. Znowu....za pieniazki pana meza smile
I wracamy do punktu wyjscia....

106

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:

Ta przykladowa pani magister jednak ma o czym porozmawiac ze swoim mezem, oprocz tego ile kostek Knorra wrzucila dzis do rosolu albo co nowego w M jak Milosc sie wydarzylo. Bo edukacja, jaka by nie byla, rozwija umysl i czyni z czlowieka osobe inetresujaca dla swiata i interesujaca sie swiatem. A jak dziewczyna nagle rzuca studia, bo jej sie bogaty kawaler trafil i juz nie widzi SENSU dalszej nauki..to o jakim typie to swiadczy? Dla mnie totalnie pustym i nastawionym konsumpcyjnie do zycia. Ciekawe tylko jak takie osobniki dostaja sie na studia, nie ma juz zadnych egzaminow na uczelnie?

Studia, przynajmniej w Polsce, można sobie kupić tj. student udaje, że się uczy, wykładowca udaje, że egzaminuje, a w tym wszystkim prawdziwe są tylko pieniądze płacone przez studenta (czesne) lub przez państwo (dotacja). Nie zauważam większej różnicy między ludźmi po studiach i po maturze pod względem intelektualnym. Takie zjawisko miało miejsce w pokoleniu moich rodziców i wcześniej. Twoja wypowiedź jest przepełniona stereotypami i... kompleksami. Sam studia skończyłem, ambitny kierunek na prestiżowej uczelni, ale nie uważam tego za wielkie osiągnięcie, a moja uczelnia ma te wszystkie tytuły przede wszystkim za to co robią pozostałe...

107 Ostatnio edytowany przez Julia UK (2014-01-25 11:49:32)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:
Olinka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Zauwaz jedno slowo, wazne - magister. Czyli nie pustak po 8 miu klasach tylko kobieta, ktora juz sie wyksztalcila i ktora zawsze z tej wiedzy moze skorzystac. Piszemy tu o wyborze studia albo zamazpojscie, jakby to sie mialo wykluczac.

Istotnie odbiegłam nieco od tematu, zależało mi jednak na tym, aby pokazać, że takie spełnione kobiety po prostu są i nie ma w tym nic złego ani tym bardziej pasożytnictwa wink.

wtym wypadku nie, poniewaz, jak sama zauwazylas, ta pani juz sie umyslowo w pewiemn sposob spelnila konczac studia czy zdobywajac jakies tam wyksztalcenie. Nie machnela reka na wlasne ambicje i poleciala jak cma za facetem, bo ten jej kokosy na nastepne 50 lat obiecal. Teraz ma i jedno i drugie - dyplom i to domowe ciepelko. To jest ta podstawowa roznica miedzy kobieta, swiadomie decydujaca sie na bycie pania domu a mloda naiwna dziewczyna, ktora bez ZADNEGO wlasnego zaplecza, chocby w postaci skonczonego kursu krawcowej czy kwiaciarki, liczy na wieczny odpoczynek i dostatek u boku meza. Sama w taki zwiazek nie wnosi NIC poza mlodoscia i uroda (ktore, jak wiemy przemijaja) i liczy tylko i wylacznie na dudki swojego partnera - dla mnie nadal jest to wykorzystywanie drugiej strony, inaczej pasozytnictwo. Krotkowzroczne ale to juz nie moj cyrk i nie moje malpy.
Malo to takich historii jest, ze pan zakochany w mlodziutkiej i pusciutkiej pannie, po jakims czasie, kiedy ta przestaje go juz necic swa uroda i swiezoscia, zaczyna szukac dojrzalszej - emocjonalnie i umyslowo - partnerki.

Ta przykladowa pani magister jednak ma o czym porozmawiac ze swoim mezem, oprocz tego ile kostek Knorra wrzucila dzis do rosolu albo co nowego w M jak Milosc sie wydarzylo. Bo edukacja, jaka by nie byla, rozwija umysl i czyni z czlowieka osobe inetresujaca dla swiata i interesujaca sie swiatem. A jak dziewczyna nagle rzuca studia, bo jej sie bogaty kawaler trafil i juz nie widzi SENSU dalszej nauki..to o jakim typie to swiadczy? Dla mnie totalnie pustym i nastawionym konsumpcyjnie do zycia. Ciekawe tylko jak takie osobniki dostaja sie na studia, nie ma juz zadnych egzaminow na uczelnie?

Na miejscu tych kobiet siedzących w domu poczuła bym się urażona hmm Jak możesz uważać, że pani magister jest mądra a pani wrzucająca kostki do rosołu to tępak ?! Oceniasz po pozorach a to żałosne !! Osobiście mam w rodzinie ciocię która jest inteligentna ale niestety zła sytuacja w domu rodzinnym zmusiły ją do podjęcia pracy i nie mogła się dalej kształcić.Skończyła tylko szkołę zawodową.Dziewczyna ma talent !! Pięknie maluje, sama nauczyła się języka angielskiego w stopniu Perfect, nie jedna fryzjerka pozazdrościłaby jej tego jakie cuda potrafi stworzyć na głowie np. ślubne fryzury  i wiele by wymieniać..Jest samoukiem! Ale  siedzi w domu z 4 dzieci(4,5,8,12lat).Bo tak chcą(ona i jej mąż)
I ma o czym rozmawiać ze swoim mężem bo jest inteligentna mimo tego, że nie ma magistra

edit.
marioosh ma tutaj rację!!

108 Ostatnio edytowany przez Adam12 (2014-01-25 14:23:25)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Mussuka to mi powiedz o czym mogę porozmawiać z przeciętna studentką/absolwentką psychologii, socjologii czy bezpieczeństwa wewnętrznego. O czarnej, zielonej, czerwonej czy niebieskiej taktyce, podkuwaniu koni itd. Z nimi nawet często o schizofrenii nie porozmawiasz bo okazuje się, że mają tak szeroki nieporządek w głowie.

No wybacz ale ludzie po zawodówkach mają nieraz szerszy horyzont.

109

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Julia UK napisał/a:

edit.
marioosh ma tutaj rację!!

Nie pierwszy raz wink

Adam12 napisał/a:

No wybacz ale ludzie po zawodówkach mają nieraz szerszy horyzont.

Dyplom uczelni wyższej daje przeważnie samo przekonanie o własnej kompetencji bez... tej kompetencji sad Jak się nie robi tego czego się uczyło na studiach to wiedza w większości bardzo szybko się ulatnia, umiejętności nie ma, a człowiek przestaje się rozwijać, bo przecież jest wykształcony. Zdecydowanie szersze horyzonty spotkałem u ludzi bez tytułu magistra niż u tych oblepionych tytułami i papierkami.

110

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
marioosh666 napisał/a:

...

Adam12 napisał/a:

No wybacz ale ludzie po zawodówkach mają nieraz szerszy horyzont.

Dyplom uczelni wyższej daje przeważnie samo przekonanie o własnej kompetencji bez... tej kompetencji sad Jak się nie robi tego czego się uczyło na studiach to wiedza w większości bardzo szybko się ulatnia, umiejętności nie ma, a człowiek przestaje się rozwijać, bo przecież jest wykształcony. Zdecydowanie szersze horyzonty spotkałem u ludzi bez tytułu magistra niż u tych oblepionych tytułami i papierkami.

Zgadzam się z powyższym po części, niemniej PYTAM: jak się ma ów wpis do tytułu wątku?
Czy zamążpójście jest powodem do rezygnacji ze studiów jeśli potraktować je jako drogę do samodzielności?

111

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Anhedonia napisał/a:

Zgadzam się z powyższym po części, niemniej PYTAM: jak się ma ów wpis do tytułu wątku?
Czy zamążpójście jest powodem do rezygnacji ze studiów jeśli potraktować je jako drogę do samodzielności?

W moim przekonaniu trzeba rozdzielić dwie kwestie:
- rezygnacja z celów, planów i marzeń, których niezbędnym elementem są studia,
- rezygnacja ze zdobycia dyplomu.

Przy pierwszym warto się mocno zastanowić, a przy drugim już mniej. Skoro kobieta planuje przez najbliższe lata skupić się na wychowaniu dzieci to może lepiej, żeby odłożyła zdobywanie dyplomu na później. Jak chce być np.: prawnikiem, a w tym celu musi skończyć studia to zamążpójście nie powinno tego przekreślać.

Przekonanie o magicznej mocy różnych dyplomów i papierków jest w Polsce tam silne i szkodliwe, że warto je obalać na każdym kroku nawet kosztem zbaczania z tematu wątku wink

112

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Zgoda. Dyplomy są przereklamowane... smile
Ale patrząc z mojego punktu siedzenia, tej która właśnie zrobiła tak jak sugerujesz (czyli odłożyła zdobycie dyplomu "na później")... to nokautem jest tekst: "PO CO mi studia... (skoro wychodzę za mąż)?
Tak może mówić jakaś "modliszka" bądź inny "bluszcz", którego jedynym celem życiowym jest zawiśnięcie na szczęśliwcu, który będzie ją dźwigał przez resztę życia... Chyba, że coś w tym uroczym planie "pierdyknie" wink
Mój punkt siedzenia wynika z faktu, że dopiero co (w wieku starczym) ukończyłam byłam owe "przereklamowane" studia... siłą rzeczy moimi koleżankami były młode i hoże dziewoje, w wieku moich córek. Połowa z nich w trakcie tych studiów wydała się za mąż. Większość z nich przed obroną "zaciążyła" - ŻADNA nie miała dylematu, że JEDNO (zamążpójście) WYKLUCZA DRUGIE (studia) smile
A tak sformułowano tytuł wątku...
Osobiście, poza sympatią, taka swoją postawą wzbudziły mój szacunek...
Coś mi to przypomina przypowieść: "O 7 pannach roztropnych i 7 pannach nieroztropnych" wink

Napisz ze swego punktu widzenia: czy W OGÓLE byś rozważał rezygnację (że nie wspomnę, że całkiem to zrealizował) ze studiów TYLKO dlatego, że się żenisz (nawet EWENTUALNIE mając na widoku fakt wychowywanie dzieci)?

113

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Anhedonia napisał/a:

Napisz ze swego punktu widzenia: czy W OGÓLE byś rozważał rezygnację (że nie wspomnę, że całkiem to zrealizował) ze studiów TYLKO dlatego, że się żenisz (nawet EWENTUALNIE mając na widoku fakt wychowywanie dzieci)?

Nie, ale gdyby było dziecko w drodze albo już na świecie, ale małe to pewnie rozważyłbym rezygnację ze studiów, żeby spędzać z nim więcej czasu. W dzisiejszych czasach skończyć studia to żaden problem, a ten etap w życiu dziecka straciłbym bezpowrotnie. Sam ślub to raczej nie argument chyba, że miałbym trudną sytuację finansową to może wtedy odłożyłbym studia. Nie wiem. Tego się nie da określić na sztywno.

114

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

JW.
Wniosek: sam ślub to za mało...
Czy płeć ma tu większe znaczenie? Chyba jedynie w kwestii tego, że facet rzadko zamyśla żyć "przy żonie" (czyli na jej koszt).

115

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Anhedonia napisał/a:

Wniosek: sam ślub to za mało...

Gdyby było tak, że mi kasy nie starcza, bo dużo idzie na szkołę, a mam żonę to pewnie bym zrezygnował albo chociaż zawiesił te studia. Ja sobie nie wyobrażam życia przy żonie, bo się do tego nie nadaje. Mogę pomóc przy pracach domowych, ale nie wezmę wszystkiego na siebie.

116

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Adam12 napisał/a:

Mussuka to mi powiedz o czym mogę porozmawiać z przeciętna studentką/absolwentką psychologii, socjologii czy bezpieczeństwa wewnętrznego. O czarnej, zielonej, czerwonej czy niebieskiej taktyce, podkuwaniu koni itd. Z nimi nawet często o schizofrenii nie porozmawiasz bo okazuje się, że mają tak szeroki nieporządek w głowie.

No wybacz ale ludzie po zawodówkach mają nieraz szerszy horyzont.

A o czym możesz porozmawiać ze studentką pedagogiki, ochrony środowiska, położnictwa, stosunków międzynarodowych, kosmetologi, filologii? A ze studentką przedmiotów ścisłych? O czym? Albo odwrotnie - o czym dziewczyna może porozmawiać z chłopakiem studiującym budowę maszyn? To jest głupie, co napisałeś. Są ludzie po zawodówkach mądrzejsi od tych z dyplomem, jasne. Ale kierunek studiów nie ma tu nic do tego. Liczy się zainteresowanie światem, inteligencja i jeszcze raz zainteresowanie światem.
Znam wiele dziewczyn, które siedzą w domu, wychowują dzieci i gotują obiady, i nie mają nawet pojęcia jak zrobić przelew internetowy albo jak dzieli się władza w Polsce. Może nie ma to konkretnie znaczenia z tym, że wolały wyjść za mąż niż pójść na studia, ale jednak takie przypadki są.

117

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Nemezys napisał/a:

Znam wiele dziewczyn, które siedzą w domu, wychowują dzieci i gotują obiady, i nie mają nawet pojęcia jak zrobić przelew internetowy albo jak dzieli się władza w Polsce. Może nie ma to konkretnie znaczenia z tym, że wolały wyjść za mąż niż pójść na studia, ale jednak takie przypadki są.

Oczywiście, że nie ma znaczenia. Ludzie po studiach też sobie z takimi sprawami nie radzą. A inni bez studiów uczą się tego np.: po 50., bo im to nagle potrzebne.

P. S. Swoją drogą ciekawe sformułowanie to po studiach. Ponoć ludzie za granicą, a przynajmniej na Zachodzie, przedstawiają się zawodem i opowiadają gdzie studiowali jeżeli ktoś jest ciekawy. A w Polsce ktoś mówi np.: Jestem magazynierem, ale po studiach!

118

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

No bo to już chyba każdy doskonale wie, że magister nic nie znaczy.
Nie liczy się tytuł, w dzisiejszych czasach liczy się wiedza....

119

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

W jakich czasach my żyjemy, zastanawiam się czytając twój post Nemezys smile. Rzeczywiście niektóre kobiety lubią iśc na łatwiznę i polegac na mężu. Nie mówię tu o studiach, bo często one nie dają gwarancji dobrej pracy i zarobków wystarczających na godne życie, jednak dobrze jeśli kobieta ma pomysł na siebie i samorealizacje. Chociaż uważam też, że jeśli są malutkie dzieci to dobrze jeśli mama jest przy nich, a nie tylko tułają się po opiekunkach, ale to nie znaczy, że kobieta ma zrezygnować ze swojego życia, przecież dzieci wyfruną, mąż może kiedyś odejść i co?? Dlatego kochane kobiety realizujmy się i wykorzystujmy na to każdą wolną chwilę smile Większy szacunek uzyskamy jeśli będziemy zajmować w godpodarstwie domowym wyższe stanowisko niż "kura domowa"

120 Ostatnio edytowany przez FionkaS (2014-01-30 10:52:12)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

no dobrze mgr nic nie znaczy ale takie są czasy że bez tego też ciężko. A co to znaczy że po co studia jak jest mąż:D? to co mąż Cię wszystkiego nauczy? No chyba że zarabia tyle że Ty naprawde nic juz nie musisz robić. Ale to nie chcesz w zyciu nic robić? Troche kiepsa przyszłość, nawet dla samej Ciebie.

121

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:
Julia UK napisał/a:

Wydaje mi się, że słowo sponsoring to przesada . Lepiej nie oceniać po pozorach wink

a dlaczego przesada? jesli mowimy o wyraznym dobieraniu sobie partnera pod katem jego zasobow czy dochodow (jak marioosh opisywal mlodych panow zyjacych na koszt swoich starszych ustawionych zon), to jak to nazwac? Kiedys bylo takie slowo "utrzymanek" badz "utrzymanka". Jaka roznica?

Zaraz poleca gromy, ze kobieta ktora urodzi dzieci i rosol nastawi to kto inny i jej dorobek jest rowny temu partnera. Dla mnie to sciema i w tym przypadku maz/zona z dochodami to taki wlasnie socjal. Tylko inaczej sie nazywa.

Osobiscie nigdy nie zgodzilabym sie ani utrzymywac swojego partnera/meza ani byc w odwrotnej roli. Wykluczajac wypadki zyciowe i chwilowe bezrobocie. Nawet zyjac z Rockefellerem chcialabym miec cos "wlasnego", zajecie i dochody, chocby na waciki.

Czemu to Cie martwi? Dlaczego oceniasz czyjes prywatne życie?
Po co dywagować nad tym "co powinna kobieta " "co powinein cudzy/cudza maz/zona"? W końcu jesteśmy za wolnością i możliwością samodecydowania o sobie czyz nie? Jeżeli kobieta pragnie być na utrzymaniu meza, czuje się szczęśliwa i spełniona w takiej roli to nikt nie powinien jej tego zabraniać. Tak samo jeżeli inna kobieta pragnie być businesswoman lub zajmować się czymś innym w życiu, również nie powinno się jej ograniczać.
Najwięcej zła na świecie wyrządzają ludzie którzy chcą innym narzucić swoją wolę.

122

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

A tak na marginesie: to ja zaluje za poszedlem na studia, i gdybym mogl cofnac czas na prewno nie robilbym magistra (ktory noa bene jest zbyt gloryfikowany).
To wszystko na co poswiecilem 6lat nauki, moglbym zrobic prywatnie w trzy lata. Mi zostalo do zakonczenia nauki zrobienie ATPL(A) frozen- do  licencji pilota  z uprawnieniami do wykonywania lotów IFR samolotach wielosilnikowych. Po Politechnice Rzeszowskiej nie bardzo chca brac do linii lotniczych (generalnie licza sie licencje i kursy, a nie tytul magistra), poza tym ta uczelnia nie wszystkim umozliwia wykonanie pelnych uprawnien (ME i IFR)
Ludzie ktorzy marzą o lataniu samolotami pasażerskimi lepiej zrobią, jeśli odpuszcza sobie Wyzsze Studia a po liceum odbeda odpowiednie prywatne kursy, umozliwiajace im wykonywanie wymarzonego zawodu. Linie lotnicze raczej nie patrzą kto jaką szkołę skończył i jaki ma tytuł, tylko co sobą prezentuje.

123

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Fahkir napisał/a:
Mussuka napisał/a:
Julia UK napisał/a:

Wydaje mi się, że słowo sponsoring to przesada . Lepiej nie oceniać po pozorach wink

a dlaczego przesada? jesli mowimy o wyraznym dobieraniu sobie partnera pod katem jego zasobow czy dochodow (jak marioosh opisywal mlodych panow zyjacych na koszt swoich starszych ustawionych zon), to jak to nazwac? Kiedys bylo takie slowo "utrzymanek" badz "utrzymanka". Jaka roznica?

Zaraz poleca gromy, ze kobieta ktora urodzi dzieci i rosol nastawi to kto inny i jej dorobek jest rowny temu partnera. Dla mnie to sciema i w tym przypadku maz/zona z dochodami to taki wlasnie socjal. Tylko inaczej sie nazywa.

Osobiscie nigdy nie zgodzilabym sie ani utrzymywac swojego partnera/meza ani byc w odwrotnej roli. Wykluczajac wypadki zyciowe i chwilowe bezrobocie. Nawet zyjac z Rockefellerem chcialabym miec cos "wlasnego", zajecie i dochody, chocby na waciki.

Czemu to Cie martwi? Dlaczego oceniasz czyjes prywatne życie?
Po co dywagować nad tym "co powinna kobieta " "co powinein cudzy/cudza maz/zona"? W końcu jesteśmy za wolnością i możliwością samodecydowania o sobie czyz nie? Jeżeli kobieta pragnie być na utrzymaniu meza, czuje się szczęśliwa i spełniona w takiej roli to nikt nie powinien jej tego zabraniać. Tak samo jeżeli inna kobieta pragnie być businesswoman lub zajmować się czymś innym w życiu, również nie powinno się jej ograniczać.
Najwięcej zła na świecie wyrządzają ludzie którzy chcą innym narzucić swoją wolę.

Wolnosc, swiatly Panie, polega rowniez na tym, ze wolno mi sie z takim modelem zycia, jak kura przy kogucie, nie zgadzac. I majac rowniez prawo do glosu, moge sobie swoja opinia podzielic sie na forum publicznym. Co pewnie 100 lat temu byloby nie do pomyslenia, zeby kobieta mogla miec inne zdanie. W niektorych kregach i kulturach nadal tak jest, na szczescie ten model to powoli przezytek. Chyba nawet zonom szejkow powoli nudzi sie bezmyslne wydawanie petrodolarow, skoro coraz wiecej kobiet idzie tam na studia, a nie ogranicza sie do rodzenia kolejnego pokolenia nafciarzy.

124 Ostatnio edytowany przez Fahkir (2014-02-06 09:23:24)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:
Fahkir napisał/a:
Mussuka napisał/a:

a dlaczego przesada? jesli mowimy o wyraznym dobieraniu sobie partnera pod katem jego zasobow czy dochodow (jak marioosh opisywal mlodych panow zyjacych na koszt swoich starszych ustawionych zon), to jak to nazwac? Kiedys bylo takie slowo "utrzymanek" badz "utrzymanka". Jaka roznica?

Zaraz poleca gromy, ze kobieta ktora urodzi dzieci i rosol nastawi to kto inny i jej dorobek jest rowny temu partnera. Dla mnie to sciema i w tym przypadku maz/zona z dochodami to taki wlasnie socjal. Tylko inaczej sie nazywa.

Osobiscie nigdy nie zgodzilabym sie ani utrzymywac swojego partnera/meza ani byc w odwrotnej roli. Wykluczajac wypadki zyciowe i chwilowe bezrobocie. Nawet zyjac z Rockefellerem chcialabym miec cos "wlasnego", zajecie i dochody, chocby na waciki.

Czemu to Cie martwi? Dlaczego oceniasz czyjes prywatne życie?
Po co dywagować nad tym "co powinna kobieta " "co powinein cudzy/cudza maz/zona"? W końcu jesteśmy za wolnością i możliwością samodecydowania o sobie czyz nie? Jeżeli kobieta pragnie być na utrzymaniu meza, czuje się szczęśliwa i spełniona w takiej roli to nikt nie powinien jej tego zabraniać. Tak samo jeżeli inna kobieta pragnie być businesswoman lub zajmować się czymś innym w życiu, również nie powinno się jej ograniczać.
Najwięcej zła na świecie wyrządzają ludzie którzy chcą innym narzucić swoją wolę.

Wolnosc, swiatly Panie, polega rowniez na tym, ze wolno mi sie z takim modelem zycia, jak kura przy kogucie, nie zgadzac. I majac rowniez prawo do glosu, moge sobie swoja opinia podzielic sie na forum publicznym. Co pewnie 100 lat temu byloby nie do pomyslenia, zeby kobieta mogla miec inne zdanie. W niektorych kregach i kulturach nadal tak jest, na szczescie ten model to powoli przezytek. Chyba nawet zonom szejkow powoli nudzi sie bezmyslne wydawanie petrodolarow, skoro coraz wiecej kobiet idzie tam na studia, a nie ogranicza sie do rodzenia kolejnego pokolenia nafciarzy.

Wolnosc jest to mozliwosc zycia wedlug wlasnych okreslonych zasad. Wolnosc konczy sie wtedy, gdy chcesz innym jednostkom ta wolnosc zabrac i narzucac im jak maja zyc (dokladnie tak jak Ty robisz).
Jestes kolejnym przykladem na to, ze osoby, ktore mowia o braku tolerancji, tak naprawde same nie sa tolerancyjne. Przykre

125 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-02-06 09:25:33)

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Fahkir napisał/a:

Wolnosc jest to mozliwosc zycia wedlug wlasnych okreslonych zasad. Wolnosc konczy sie wtedy, gdy chcesz innym jednostkom ta wolnosc zabrac i narzucac im jak maja zyc, gdy wkraczasz w strefe drugiego człowieka
Jestes kolejnym przykladem na to, ze osoby, ktore mowia o braku tolerancji, tak naprawde same nie sa tolerancyjne. Przykre. Niczym nie różnisz sie od tych ludzi, którzy chcieliby zamknąć kobiety w domach i kuchni.

Najbardziej przykre jest jak slepy o kolorach zaczyna hymny plodzic. Wczuwac sie w role kobiety.
Czy ja komus czegos bronie? Nie raz pisalam - nie moj cyrk, nie moje malpy. Zyja sobie te panie czy panny jak chca, co nie znaczy, ze mnie sie to podobac musi. W koncu to jest forum a nie kapliczka modlow do Matki Polki czy Kury Domowej. Mozna miec i odmienne zdanie, co nie, kolego tolerancyjny?
I niezmiennie powtarzam - kobieta rzucajaca wlasny rozwoj intelektualny, jakikolwiek mialby on byc (niekoniecznie doktorat i stanowisko Prezesa RM), wlasne szanse na robienie kiedykolwiek w zyciu czegokolwiek innego poza tluczeniem kotletow i tylkow dzieciakom i wiazaca swoje zycie na amen przy jednym zrodle dochodow jest dla mnie osoba krotkowzroczna i naiwna. Nie mowiac o tym, ze nie wiem o czym moglabym na dluzsza mete z taka osoba rozmawiac. O pieleniu grzadek, o kolejym serialu w TV, o romansidle, jaki ostatnio przeczytala, o kremach na zmarszczki? Moze i jestem malo kobieca, ale dla mnie wieje to desperacja i nuuuda na kilometr. Ale kazdemu wedle jego potrzeb, jak taka egzystencja wystarcza to voila.
Na szczescie w moim obecnym srodowisku zjawisko pozostawania na caly zywot w kuchni i sypialni jest tak czeste jak spadajace na Warszawe meteoryty. Nawet bezrobotne kobiety znajduja czas i chec zeby jakikolwiek kurs skonczyc i troche glowa popracowac. Moze dlatego nie jest tak latwo nimi manipulowac? A czy to nie o to w tym wszystkim troszke chodzi? Kobieta niedouczona, finansowo uzalezniona - jakie ma prawo glosu nawet we wlasnym domu?

126

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:
Fahkir napisał/a:

Wolnosc jest to mozliwosc zycia wedlug wlasnych okreslonych zasad. Wolnosc konczy sie wtedy, gdy chcesz innym jednostkom ta wolnosc zabrac i narzucac im jak maja zyc, gdy wkraczasz w strefe drugiego człowieka
Jestes kolejnym przykladem na to, ze osoby, ktore mowia o braku tolerancji, tak naprawde same nie sa tolerancyjne. Przykre. Niczym nie różnisz sie od tych ludzi, którzy chcieliby zamknąć kobiety w domach i kuchni.

Najbardziej przykre jest jak slepy o kolorach zaczyna hymny plodzic. Tolerancja w swiecie muzulmanow, no to jest dowcip dnia:)
Czy ja komus czegos bronie? Nie raz pisalam - nie moj cyrk, nie moje malpy. Zyja sobie te panie czy panny jak chca, co nie znaczy, ze mnie sie to podobac musi. W koncu to jest forum a nie kapliczka modlow do Matki Polki czy Kury Domowej. Mozna miec i odmienne zdanie, co nie kolego tolerancyjny?
I niezmiennie powtarzam - kobieta rzucajaca wlasny rozwoj intelektualny, jakikolwiek mialby on byc (niekoniecznie doktorat i stanowisko Prezesa RM), wlasne szanse na robienie kiedykolwiek w zyciu czegokolwiek innego poza tluczeniem kotletow i tylkow dzieciakom i wiazaca swoje zycie na amen przy jednym zrodle dochodow jest dla mnie osoba krotkowzroczna i naiwna. Nie mowiac o tym, ze nie wiem o czym moglabym na dluzsza mete z taka osoba rozmawiac. O pieleniu grzadek, o kolejym serialu w TV, o romansidle, jaki ostatnio przeczytala, o kremach na zmarszczki? Moze i jestem malo kobieca, ale dla mnie wieje to desperacja i nuuuda na kilometr.
Na szczescie w moim obecnym srodowisku zjawisko pozostawania na caly zywot w kuchni i sypialni jest tak czeste jak spadajace meteoryty. Nawet bezrobotne kobiety znajduja czas i chec zeby jakikolwiek kurs skonczyc i troche glowa popracowac. Moze dlatego nie jest tak latwo nimi manipulowac?

W zaden sposob nie odnioslem sie do systemu wartosci ludzi jakiegokolwiek wyznania, wiec ogranicz swoje wycieczki osobiste.
Wracajc do tematu:
Człowiek poprzez samoposiadanie jest jedynym właścicielem swojej osoby. Jako jedyny właściciel może dysponować swoją własnością (swoją osobą, samym sobą) wedle woli, jesli Ty negujesz wolna wole/wybor jednostki, to wkraczasz w strefe tego czlowieka i tym samym naruszasz jego wolnosc.
Jestes po prostu wscibska i nietolerancyjna tongue

127

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:

Nawet bezrobotne kobiety znajduja czas i chec zeby jakikolwiek kurs skonczyc i troche glowa popracowac. Moze dlatego nie jest tak latwo nimi manipulowac? A czy to nie o to w tym wszystkim troszke chodzi? Kobieta niedouczona, finansowo uzalezniona - jakie ma prawo glosu nawet we wlasnym domu?

Ale co Ciebie obchodzi czyjes prywatne życie? Jasli kobiecie i mezczyznie taki model rodziny odpowiada,a kobieta czuje sie spelniona w tej roli to wszystko jest w porzadku. Dlaczego wciskasz nos w nieswoje sprawy? To bardzo niekulturalne.

128

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Fahkir napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Nawet bezrobotne kobiety znajduja czas i chec zeby jakikolwiek kurs skonczyc i troche glowa popracowac. Moze dlatego nie jest tak latwo nimi manipulowac? A czy to nie o to w tym wszystkim troszke chodzi? Kobieta niedouczona, finansowo uzalezniona - jakie ma prawo glosu nawet we wlasnym domu?

Ale co Ciebie obchodzi czyjes prywatne życie? Jasli kobiecie i mezczyznie taki model rodziny odpowiada,a kobieta czuje sie spelniona w tej roli to wszystko jest w porzadku. Dlaczego wciskasz nos w nieswoje sprawy? To bardzo niekulturalne.

Czyje PRYWATNE?
Kaski A czy Goski B?

Wyrazamy tu swoje OPINIE - ty to pojmujesz? OPINIE maja to do siebie, ze sie moga roznic nawet o 180 stopni i tyle Ci do moich co mnie do Twoich. Nikogo tu prywatnie nie obgadujemy, a jedynie wypowiadamy sie na temat zadany w tytule watku - capisci?
I tak jak Ty sie w sprawy aborcji mieszasz i swoje 3 grosze wtracasz, tak ja mam prawo wyrazic swoje zdanie tutaj.

129

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?
Mussuka napisał/a:
Fahkir napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Nawet bezrobotne kobiety znajduja czas i chec zeby jakikolwiek kurs skonczyc i troche glowa popracowac. Moze dlatego nie jest tak latwo nimi manipulowac? A czy to nie o to w tym wszystkim troszke chodzi? Kobieta niedouczona, finansowo uzalezniona - jakie ma prawo glosu nawet we wlasnym domu?

Ale co Ciebie obchodzi czyjes prywatne życie? Jasli kobiecie i mezczyznie taki model rodziny odpowiada,a kobieta czuje sie spelniona w tej roli to wszystko jest w porzadku. Dlaczego wciskasz nos w nieswoje sprawy? To bardzo niekulturalne.

Czyje PRYWATNE?
Kaski A czy Goski B?

Wyrazamy tu swoje OPINIE - ty to pojmujesz? OPINIE maja to do siebie, ze sie moga roznic nawet o 180 stopni i tyle Ci do moich co mnie do Twoich. Nikogo tu prywatnie nie obgadujemy, a jedynie wypowiadamy sie na temat zadany w tytule watku - capisci?
I tak jak Ty sie w sprawy aborcji mieszasz i swoje 3 grosze wtracasz, tak ja mam prawo wyrazic swoje zdanie tutaj.

Widzisz, z tym że "aborcja na życzenie" jest właśnie pozbawieniem wolnosci i życia drugiego człowieka.

Mussuka napisał/a:

Wyrazamy tu swoje OPINIE - ty to pojmujesz? OPINIE maja to do siebie, ze sie moga roznic nawet o 180 stopni i tyle Ci do moich co mnie do Twoich. Nikogo tu prywatnie nie obgadujemy, a jedynie wypowiadamy sie na temat zadany w tytule watku - capisci?

Sama napisalas, ze: kobieta na utrzymaniu meza, ktora sie nie edukuje sie jest pasozytem i tlukiem. Jest to wciskanie nosa w prywatne zycie wszystkich kobiet, ktore sa na utrzymaniu bogatego meza.
Wolność to, jak sama nazwa wskazuje, możliwość używania woli.
Ten, kto ma możliwość realizowania swojej woli jest wolny, ten kto neguje czyis wolny wybor - narusza jego wolnosc i prywatnosc.
Nie bez powodu Bóg stworzył człowieka wolnym.
Wolność jest podstawowym, pierwotnym prawem każdego człowieka.Jest to zasada człowieczeństwa.Człowieczeństwo to wolność.
Twoje poglady nie roznia sie niczym od podejscia niektorych mizgoniow, ktorzy najchetniej pozamykaliby wszystkie kobiety w domu i kuchni, natomiast te ktore sie realizuja nazywaja pogardliwie : "tlukami/idiotkami". Dla Ciebie natomiast "tłuki" to kobiety spedzajace zycie w domu i kuchni. Zarowno oni jak i Ty maja stuprocentowe przekonanie o słuszności własnych poglądów, poczucie wyższości i utwierdzanie się w niej poprzez agresję w stosunku do wszystkich, którzy myślą inaczej.

130

Odp: Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Nie tluk, a garkotluk dla scislosci. I co z tego, ze tak widze role kobiety uwiazanej do patelni, garow i pralki - z jej wlasnego wyboru (nie z koniecznosci czy tymczasowosci)? Mam ponoc wolnosc do wyrazania swoich pogladow, u nas za to glow nie scinaja:)

Kobiecie to pasuje? Bzdura drogi panie. Taki jaskiniowy podzial rol (ja lowca znoszacy zwierzyne do domu - ty kobieta do oprawienia tej zwierzyny i rodzenia dzieci oraz bezwzglednego sluchania mnie) pasuje glownie mezczyznom. On bedzie sie rozwijal, bedzie awansowal, bedzie bywal, podrozowal, poznawal nowe osoby i nowe rozwiazania, a ona pozostanie mniej wiecej na poziomie robota kuchennego. Do podania obiadu, wyprasowanej koszuli i czegos jeszcze - na zadanie. W koncu juz nic innego nie bedzie potrafila i w ten sposob wlasnie zostanie ubezwlasnowolniona, zeby nie napisac wprost - oglupionma.
Bo chyba nie zaczniesz mi tu klarowac, ze co druga gospodyni domowa u nas czy tam u was uniwersytet dla doroslych w TV codziennie oglada:)) I to nazywasz spelnionym zyciem? Mnie to przypomina chodzenie konia w kieracie, tez codziennie ta sama trasa. I naglowkowac sie przy tym nie trzeba za bardzo, bo kto inny to zrobi. 

Ktos tu o kasjerkach w TESCO pisal, ze takie to byle co. Tylko, ze ta kasjerka, przy odrobinie dobrej woli, checi kierownictwa, oraz jakims wysilku moze predzej czy pozniej albo te prace zamienic na lepsza albo sie podedukowac i awansowac. Pani domu zostanie pania domu dozywotnio. Thanks but no thanks. W koncu kasjerka bedzie swoj grosz miala, gospodyni domowa ma tyle ile maz wyliczy albo na konto przeleje. Gorzej, jak sie nagle kurek w rurociagu zatka albo Pan Maz zakreci. Mozesz sobie swobodnie, miedzy lekcjami pilotazu, poczytac takie historie tutaj - na peczki ich znajdziesz. On odchodzi, ona w lament. Bo tyle lat zmarnowanych na niego. Wiec mi tu ideologi do szarej polskiej rzeczywistosci nie dorabiaj.

A jesli jakiejs pannie taki uklad pasuje, to glownie dlatego, ze albo nie chcialo sie uczyc (z powodow roznych, lenistwo i antytalent wlaczajac) albo uwaza, ze jak babka i matka tak to i ona musi (zwlaszcza jak jej 18-tka stuknie albo srodowisko tego wymaga) albo nie ma szans na cokolwiek lepszego w Pipidowie Gornej niz zamazpojscie i obsluga domu wraz z inwentarzem. Albo musi, bo dzieciak w drodze. Zaden z tych powodow dla mnie samej nie bylby wystarczajacy dla wybrania kariery gospodyni. I nie sadze, ze wielu kobietom pasuje, ale jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma. I odpowiednio to potem motywuje.

W zadnym wypadku nie zgodze sie tez, ze wyksztalcenie czy praca zawodowa wykluczaja macierzynstwo i szczesliwe ognisko domowe. Pod warunkiem, ze tworza je wszyscy domownicy a nie jedna osoba. Ale jak ta osoba pozbawiona zostaje wolnosci slowa i wyboru juz na starcie - to niech potem lata po chrust na to ognisko sama.

Naucz sie jednego madrego przyslowia Polakow - umiesz liczyc - licz na siebie. Brutalne zycie udowodnilo to tysiacom tysiecy szczesliwych mezatek.

Posty [ 66 do 130 z 148 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STUDIA, SESJA I ŻYCIE STUDENCKIE » Po co mi studia, skoro wychodzę za mąż?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024