Dziewczyny, to i ja się wypowiem, jako że (a niektóre dziewczyny o tym juz wiedzą
) kwestia żywienia niemowląt jest dla mnie mega istotna...
I tak - ja uważam, że trzeba trochę sytuację wypośrodkować. Jajecznica? Ok, ale najpierw dajmy dziecku jedną łyżeczkę i jeśli będzie OK to drugiego dnia niech wcina na zdrowie.
Cała jazda z jajkami wynika z tego, że wcale nie są one tak znowu lekkostrawne jak by nam się wydawało, a ponieważ jednocześnie są super zdrowe (zwłaszcza żółtko), to mamy to nieszczęsne ugotowane żółtko które się podaje ćwiartkami czy połówkami
Inne "zakazane" produkty - zależy o czym rozmawiamy. Ja np. mojemu półroczniakowi daje pomidory - dlaczego? Bo nie ma żadnych absoutnie konkretnych badań, które by mi tłumaczyły dlaczego nie powinnam tego robić
Pomidory to alergen taki sam jak chociażby seler, który jest dodawany do lwiej części słoiczków dla dzieci. Więc działa się tu wedle tej samej zasady tzn. dajemy trochę, patrzymy czy coś się dzieje, a jeśli nie to spokojnie dołączamy produkt do diety dziecka.
Możemy dalej wymieniać. Przyprawy? Jeśli mówimy o ziołach, pieprzu itd. - śmiało! No, może niekoniecznie robimy super pikantny posiłek 4 miesięcznemu dziecku ale od pół roku w górę jak najbardziej. Ja mojemu dosypuję bazylii czy oregano do niektórych słoików bo przecież toto pozbawione smaku kompletnie.
Są jednak potrawy zakazane i dla mnie nie ma nic niepoprawnie nadgorliwego w przestrzeganiu tego, aby dzieci nie jadły takich produktów... A wśród nich znajdują się:
1. Sól - sól koszmarnie obciąża nerki dziecka. Dodawanie jej do produktów świadczy o ignoracji tematu i prostym działaniu na niekorzyść swojego dziecka - niestety u większości mam wynika to z niewiedzy
2. Miód - podawanie go dziecku przed ukończonym pierwszym rokiem życia grozi zachorowaniem na chorobę zwaną botulizmem (wywołuje ją ta sama bakteria co zatrucie jadem kiełbasianym - http://pl.wikipedia.org/wiki/Zatrucie_jadem_kie%C5%82basianym )
3. Produkty niedostosowane do wieku - przez producentów - jeśli decydujemy się na słoiczki a mamy dziecko 5 miesięczne to naprawdę nie widzę powodu dawania mu słoików np. po 8 czy 9 miesiącu. Podobnie ma się sprawa z różnymi soczkami czy przecierami. Wybierajmy te, które są dostosowane do wieku naszego niemowlaka. Oczywiście nie mówię o różnicy typu tydzień czy kilka dni
4. Słodycze - tutaj być może wiele z was się ze mną nie zgodzi ale szczerze, dla mnie dawanie słodyczy (nie mówię o słodyczach produkowanych samemu, o ciastach itd.) niemowlakowi to co najmniej, najłagodniej mówiąc, ignoracja. Przyzwyczajamy malucha do cukru, do słodkiego - to raz. A dwa - polecam poczytanie badań dotyczących wpływu cukru na nasz mózg, układ neurologiczny, serce (w dużym skrócie potwierdzono, że cukier wpływa na nas podobnie do kokainy czy amfetaminy...). Gwarantuję, że każdemu z was samemu odechce się pochłaniania tabliczek czekolady czy landrynek - nie mówiąc już o serwowaniu takich smakołyków dzieciom.
Jeśli jednak bardzo chcemy, żeby nasz maluch miał coś super wyjątkowego, słodziutkiego, do jedzenia - polecam np. bloga smakoterapia (proszę sobie poszukać w googlu) a tam znaleźć można maaaaasę przepisów na naprawdę zdrowe słodycze. Przy okazji samo ich przygotowywanie może być rewelacyjną zabawą dla mamy i dziecka (no, wiadomo, trochę starszego niż roczniak
)
No i mamy jeszcze jedną mocno kontrowersyjną grupę tzn. gluten...
Kilka mądrych głów zbadało temat i stwierdzono istnienie czegoś takiego jak "okno alergiczne" lub też "okno ekspozycyjne" - jest to okres między 5 a 7 miesiącem życia dziecka. Jeśli podamy dziecku w tym okresie odpowiednio dostosowane ilości glutenu (przy okazji dodam, że najlepiej na orkiszu a nie pszenicy - i jakby co jest też kaszka manna orkiszowa
) - tzn. 2-3 g kaszki glutenowej co równa się mniej więcej jednej łyżce stołowej, zmniejszymy prawdopodobieństwo wystąpienia nietolerancji lub celiakii.
Jednak istotne są tutaj te odpowiednie ilości... Jeśli damy 6 miesięcznemu dziecku pajdę chleba (na dodatek sklepowego więc oprócz glutenu mamy cały wachlarz pyszności w postaci konserwantów, drożdży i cholera sama wie czego jeszcze) to nie zdziwmy się jak za 20 czy 30 lat będzie miał problem z jelitami...
A teraz co do grzeszków młodej mamy bo też mam kilka na koncie 
Moim głównym grzeszkiem jest to, że przestałam słuchać co się "powinno". Jak mi ktoś mówi, że nie powinnam lulać mojego dziecka do snu bo, cytuję, "już zawsze będziesz musiała to robić" (chcę zobaczyć jak lulam do snu 10 latka
), tudzież żebym mojego syna nie nosiła bo "się przyzwyczai" (i rozumiem, że ominie etap rozwojowy jakim jest nauka chodzenia - już całe życie będzie przyczepiony do moich pleców
) - to tylko się uśmiecham i kiwam głową
Ale moim największym grzeszkiem jest to, że... od jakiegoś miesiąca absolutnie nie chce mi się chodzić na spacery, zmuszam się siłą a i tak zdarzają się dni kiedy po prostu szukam wymówki żeby się nie ruszać
Swoją drogą to jest główny powód, dla którego nigdy nie miałam psa... spacery
Jakbym miała ogródek to chyba bym praktykowała metodę Iceni 
edit:
poczytałam posty, których nie zauważyłam, więc jeszcze dodam tutaj kilka rzeczy
1. Spanie z dzieckiem - Cyniczna, Zielony Domek - jak wiecie, ja nie śpię z Teo ale w pełni rozumiem rodziny, którym taki układ odpowiada. Mam wśród znajomych mamy, które śpią z dziećmi, tata w łózku też jest i wszyscy są szczęśliwi. Czasem trzeba zaakceptować, że to co dla nas jest dziwaczne innym całkowicie odpowiada. Na szczęście nikt nikogo nie zmusza do spania z dzieckiem
2. Uważam za spore nadużycie porównywanie kobiet, które interesują się kwestiami żywienia, ograniczają spożycie rzeczy wysoko przetworzonych, dosładzanych, pełnych konserwantów - do matek, które nie pozwalają się dziecku ubrudzić na placu zabaw...
3. Nataluszek - jeśli chodzi o popularną w Polsce tzw. "dietę eliminacyjną" przy karmieniu piersią - jest to największa bzdura wszechczasów
I o dziwo, istnieje tylko w naszym pięknym kraju. W całym cywilizowanym świecie mówi się kobietom by jadły to, na co mają ochotę - a dopiero przy ewentualnych problemach u dziecka obserwowały i dochodziły do tego co zaszkodziło, następnie zaś eliminowały produkt - i to też na jakiś czas a nie na zawsze (to co szkodzi 2 tygodniowemu dziecku nie koniecznie będzie szkodzić pół rocznemu
)
4. Oczywiście wyniki morfologii i badania moczu są niezwykle istotne ale pamiętajmy, że często karmiąc dzieci w sposób nie do końca przemyślany fundujemy im rewelacje zdrowotne, które objawią się za dobrych kilkadziesiąt lat. Chodzi tu głównie o żywność przetworzoną, konserwowaną (izomery trans, oleje palmowe, glutaminiany sodu, azotyny itd. itd. itd.) - to wszystko stopniowo acz skutecznie osłabia florę bakteryjną jelit i powoduje coraz większe problemy w ich funkcjonowaniu. Potem dzieciak ma lat 13 czy 14 a cała rodzina zastanawia się dlaczego w kółko choruję na anginę.
Tak tylko wam mówię - to nie jest zawsze tak, ze damy dziecku rogalika seven days czy inny szit nie mający nic absolutnie wspólnego z faktycznym jedzeniem - i stwierdzamy, że skoro następnego dnia dziecko nie ma biegunki to znaczy, że jest super i możemy na stałe włączyć rogaliki do diety malucha... Nic bardziej mylnego.