Wczoraj wieczorem zadzwonił, żebym pamiętała, że nie jestem sama, że dziś myślami będzie przy mnie, że zawsze mogę do niego zadzwonić i on jest. że będę dla niego zawsze bardzo ważną osobą. Na razie chce poukładać sobie wszystko w głowie. Że nie powiedział, że mnie nie kocha, tzn. że wierzy, że może nam się udać. Że nikogo nie ma. Powiedział, że za jakiś czas jak będzie gotowy się spotkamy i wtedy zobaczymy czy coś z tego będzie. Wie, że czekam.
Dziś dostałam smsa, ze myślami jest przy mnie, że nie jestem sama i jak tylko będę mogła rozmawiać, żebym zadzwoniła. Bo dziś jest ważny dla mnie dzień.
Rozumiem, chce być sam i jest. Staram się z nim nie kontaktować, sam wczoraj zadzwonił, bo pamiętał o dzisiejszym dniu. Staram się dać mu odejść, walcząc ze sobą.
Podobne tematy
67 2013-11-14 19:59:20 Ostatnio edytowany przez prekvapenie (2013-11-14 20:46:51)
Wczoraj wieczorem zadzwonił, żebym pamiętała, że nie jestem sama, że dziś myślami będzie przy mnie, że zawsze mogę do niego zadzwonić i on jest. że będę dla niego zawsze bardzo ważną osobą. Na razie chce poukładać sobie wszystko w głowie. Że nie powiedział, że mnie nie kocha, tzn. że wierzy, że może nam się udać. Że nikogo nie ma. Powiedział, że za jakiś czas jak będzie gotowy się spotkamy i wtedy zobaczymy czy coś z tego będzie.
Nie rozumiem dlaczego jeszcze wierzysz w to co on mówi. Sama napisałaś że okłamywał Cię wielokrotnie, a teraz wierzysz w to co powie i żyjesz jakąś nadzieją... ale na co? Że będzie jak wcześniej, tzn. mieszkacie razem a on sobie na boku łatwe panny obraca? Ale grzecznie wraca do domu gdzie wszystko posprzątane i czeka ciepły obiad... Tym razem nie będziesz w to wnikać co on robi i będziesz szczęśliwa... serio?
On Cię nie kocha. Gdyby kochał, nigdy by nie zdradził, a zrobił to wielokrotnie. I nigdy byś nie cierpiała przez niego, bo miłość nie polega na cierpieniu. Nie istnieje droga do miłości która prowadzi przez zdradę, łzy i traktowanie jak wycieraczkę. Nie odmieni się to nagle w cudowne szczęście.
Szanuj siebie...
I tak oto w cudowny sposób mój ukochany sam sprawił, że już go nie chcę, chociaż kocham.
Powiedział, że da mi szansę ... może jutro, może za tydzień, może za miesiąc ... nie wie kiedy, jak będzie gotowy. Następnego dnia powiedział, że na pewno w tym miesiącu się nie spotkamy. Że musi czuć, że tego chce, że jest gotowy. A, że on czekał aż ja zacznę "żyć" to jeśli będę oczywiście chciała to poczekam.
I chociaż uczucie nie mija to nie chcę tej jego szansy. Jak powiedział mi, że miałam wszystko i nie doceniałam to ze złości myślałam, że wywalę telefon przez okno. Że gdyby był szczęśliwy, tzn. widział więcej uśmiechu i uwagi dla niego to nie robiłby tych wszystkich rzeczy.
Nic nie odpowiedziałam, bo brakło mi słów. O ile można zawsze dopatrywać się winy po obu stronach to on swojej nie widzi, ani troszkę.
Po tych słowach żal i ból przeplatały się u mnie ze złością i śmiechem.
Jest pozytywny skutek ... nie chce mi się już nawet do niego zadzwonić, nie muszę udawać super szczęśliwej kiedy wszystko się wali ...
Chciałabym utrzeć mu nosa, jednak chyba tacy jak on zapatrzeni w siebie nie zrozumieliby lekcji. Ma to co chciał ... spokój, ciszę i przestrzeń tylko dla siebie. Na pewno nie dam mu już satysfakcji i nie usłyszy mojego głosu w słuchawce.
Hej ![]()
Tylko tego się trzymaj
bo jesteś już na dobrej drodze aby całkowicie uwolnić się od tej emocjonalnej pijawki ![]()
"Powiedział, że da mi szansę ... może jutro, może za tydzień, może za miesiąc ... nie wie kiedy, jak będzie gotowy. Następnego dnia powiedział, że na pewno w tym miesiącu się nie spotkamy. Że musi czuć, że tego chce, że jest gotowy. A, że on czekał aż ja zacznę "żyć" to jeśli będę oczywiście chciała to poczekam.
I chociaż uczucie nie mija to nie chcę tej jego szansy. Jak powiedział mi, że miałam wszystko i nie doceniałam to ze złości myślałam, że wywalę telefon przez okno. Że gdyby był szczęśliwy, tzn. widział więcej uśmiechu i uwagi dla niego to nie robiłby tych wszystkich rzeczy."
Dobrze, że w końcu racjonalnie spojrzałaś na sytuację, w której on wyraźnie Tobą manipuluje, gra na skrawkach uczuć, jakie jeszcze do niego żywiłaś.
I wyszło szydło z wora...bo na samym końcu aby dodatkowo utwierdzić Ciebie w przekonaniu, że to Ty na niego nie zasłużyłaś, zrzuca całą winę na Twoją osobę, a siebie niemal na piedestale stawia i wieniec laurowy do skroni przypina, bo przecież dzięki niemy MIAŁAŚ WSZYSTKO....WSZYSTKO...i tego nie doceniłaś.
Mało tego...nie widział uśmiechu na Twych licach, uwagi więcej powinnaś mu poświęcać, uuuu, no Natalia czemu się nie starałaś?... przecież co dzień kwiecie pod nogi sypać mu powinnaś i wzdychać, wzdychać od rana do nocy i piać peany na cześć tego herosa ![]()
Pozdrawiam ![]()
Budowałam sobie po tej naszej ostatniej rozmowie swój mały spokój. I dostałam sms'a jak się czuję, czy byłam u lekarza i pamiętałam o wizycie, czy wszystko w porządku. Napisał, że wszystko będzie dobrze. I runął mój spokój przez tego przyjacielskiego sms'a. Nagle weekend się kończy a on się mną zainteresował. Miałam odpisać, że przez niego nic nie będzie w porządku ani dobrze. Ale odpisałam, że jest ok i życzyłam miłego dnia jak gdyby nigdy nic.
A teraz wyć mi się chce sama nie wiem czemu ![]()
Cztery miesiące od ostatatniego postu, czas wyjety z zycia ... szaleńcze tempo i brak zastanawiania sie nad tym co było.
Powinno pomóc, a tymczasem ... stałam się kobietą nie potrafiącą odwzajemniac uczuc, bezwzględną, twardą, ale wystarczy jeden sms od niego. Trzymalam sie tak dzielnie, ale juz dluzej nie umiem. On sprawia ze sie rozklejam jak stary kapec.
Slysze tylko od niego zebym sie nie martwila, ze bedzie dobrze , a ja czekam kiedy on znow mnie zechce. No totalny absuld z ktorego sobie zdaje sprawe, bo nie mozna milosci odlozyc na potem, wiem ze n ie zapala do mnie juz szalencza miloscia, a jednak wole zmarnowac zycie zeby czekac na ten jeden moment, ktorego moze juz nie byc.
Natalio, po co Ci ten patos ?
Zmarnować życie, żeby czekać na ten jeden moment, którego może już nie być ?
A co to niby ma znaczyć ?
Po co wymyślac takie niedorzeczności ?
Facetowi, który zrobił Ci pranie mózgu, poniżał Cię, notorycznie zdradzał, oszukiwał przez cały czas trwania Waszej relacji a później po prostu wywalił Cię z domu - chcesz zrobić prezent w postaci swojego dalszego życia ?
To może mnie zrobisz taki prezent, poświęć mi swoje dalsze życie, hę ?
Tak w imię momentu, którego nigdy nie będzie.
To co Tobie nie pozwalało pójść do przodu to jest nieustanny kontakt z jego strony, którego Ty potrzebujesz jak narkotyku. Jednak jak to z narkotykami bywa działają tylko przez chwilę a potem potrzebujesz kolejnej dawki i albo jej nie ma albo jest niewystarczająca. Tylko detoks pomaga.
Ty tego detoksu jeszcze nie miałaś, bo przecież on ciągle Ci wypisuje jakim to jest oddanym przyjacielem, jak to myśli o Tobie i inne podobne pierdoły.
I tak będzie aż do momentu, w którym się od niego nie odetniesz.
Przyjaciel tak nie postępuje Natalio.
Przyjaciel nie ogranicza się do wysłania raz na jakiś czas głupawego smsa.
Przyjaciel jest przy Tobie zawsze, a w trudnych chwilach zwłaszcza - a kiedy nie może ofiarować Ci swojej fizycznej obecności, to daje Ci odczuć, jak bardzo chce Cię wspierać, towarzyszyć Ci, jak bardzo jest Ci oddany.
Jeden sms raz na jakiś czas NIE jest wyrazem przyjaźni.
Prawda jest z pewnością trywialna ...
On pisze do Ciebie aby utrzymać Cię w gotowości.
Żebyś mu całkiem nie ostygła.
Tak, żeby w razie potrzeby mógł po Ciebie sięgnąć.
Prawdopodobnie spośród wszystkich kobiet jakie przewijają się przez jego życie, Ty w jego mniemaniu wygrywasz konkurs na najlepszą kucharkę.
Albo sprzątaczkę, albo praczkę.
Być może jesteś też najbardziej naiwna i udawało mu się oszukiwać Cię zdecydowanie dłużej niż inne kobiety ...
Natalio, jak możesz w ogóle myśleć o zrezygnowaniu ze swojego życia dla kogoś takiego ?
Przecież ten facet bzyka wszystko co przed nim nie ucieka.
To zupełnie jakby kochać zatęchłą szmatę, która wytarła już tyle smrodliwych kątów, że teraz nadaje się tylko do powycierania psich szczyn.
Boze moj, jakbym czytala o moim exie. On sie martwi, ze jestem samotna, ze jest mi zle, czy mam ochote do niego wpasc obejrzec film.On chce byc moim przyjacielem, co za zalosny palant. tylko, ze nie bylo mu mnie zal jak podnosil na mnie reke, wyzywal i gnoil, tak jak twojemu, kiedy cie oszukiwal i traktowal jak smiecia. Nie wiem co jest nie halo z tymi ludzmi. Wiem tylko jedno, trzymac ich na km od siebie. Bylas w toksycznym zwiazku, tak samo jak ja i najlepszym rozwiazaniem jest zerwanie kontaktu z kims takim. Tez skonczylam na antydepresantach przez tego cwoka. Wypisz sobie na kartce co ci zrobil i za kazdym razem jak ci sie za nim zateskni przeczytaj to. To raczej normalne, ze zrobilas sie zimna i niedostepna ale to minie. Sama nie mam nawet ochoty spojrzec na zadnego faceta. Jest mi dobrze samej i jak dostaje od niego wiadomosc to czuje sie z deka poirytowana ze ten doopek smie jeszcze do mnie pisac!
74 2014-03-27 01:27:22 Ostatnio edytowany przez natalia_ (2014-03-27 01:37:51)
Boże drogi, pewnie wszyscy maja racje, a co gorsza ja wiem o tym o czym piszecie. Ale jestem, a może che być tak ślepa. Wierzę we własne pobożne zyczenia. Czasem czuję jakby miał rozdwojenie jaźni, mówi, że będziemy razem potem żebym żyła i nie czekała na niego. Dziś głupia kretynka poszłam z nim do kina i na kolację, ale im bliżej końca spotkania tym bardziej chciała mi się płakać, że znów go nie będzie. Płaczę z tęsknoty, ze strachu, z miłości (absurdalnej ale jednak). On oczywiście nie chce tak spędzać czasu, mówi,że wie, że potrafię cieszyć się życiem i owszem ma rację. Ale kiedy w grę wchodzi moje życie nie potrafię śmiać się i żyć teraz ... kiedy wiem, że coś tracę. Tak jak wiem, że płaczek nie jest atrakcyjny, ale czy ktoś kto kocha nie bierze za reke i nie pomaga wyjść z bagna emocjonalnego? Owszem pomaga, a zatem sama sobie odpowiedziałam.
TAK NATALIA ON CIE NIE KOCHA. I SAM NIE WIE CZEGO CHCE.
Powiedział, żebym żyła po prostu. A ja zapytałam, czy jest mu to objętne ze po prostu ułoze sobie zycie z kims innym? i bach ... jesli tak czujesz, nie czekaj na mnie i spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba ... wiec to jest ten moment kiedy musze ja zakonczyc ten koncert slowiczego spiewu przeplatanego kopniakami. Np. w tym momencie wysłał mi sms ze dziekuje za cudowny wieczor. Slepota moja jest wrecz irytująca, ale nie umiem przestac kochac. Zyję owszem bez niego i jest ok, ale zamiast serca mam dziurę po sercu. Żyję pełnią życia, ale z takim bólem którego nikt nie widzi pod maską roześmianej kobiety.
Teraz zalewam się łzami, ale muszę to uciąć, bo nie zmusze nikogo do miłości. I analizując przeszłość to prawda tylko szalał za mną jak byłam szczęśliwym skowroneczkiem, beztroską lalką. Tak, ja wiem, że wieczne łzy odpychają. Ale jest ktoś kto chce mnie taką ... co wiecej swoim zachowaniem sprawia, że nie widzę wszystkiego w zlych barwach i sie smieje po prostu, nie czuje strachu. Jest tylko jedno ale, nie potrafię wykrzesać z siebie nic, najmniejszego uczucia.
Dlaczego boje się żyć? Bo jak zacznę to co zrobię jeśli on zechce wrócić? Przecież może już nie być odwrotu. Ale to jeśli może właśnie nigdy nie nadejsc. Nie chce go oceniac, moze sama popchnelam go do takich zachowan. Znam wszystkie sluszne racje jak postapic, ale wdrozenie ich w zycie nie jest wykonalne.
Może i piękne jest kochać i być wiernym swojemu uczuciu, ale czy rozsadne jest usiasc i czekać i "umrzec" czekajac. a na starość obudzic się bez dzieci, ktore chciałabym miec i nic po sobie nie zostawić.
IsaBella77 piszesz wszystko o czym ja wiem i jest mi wstyd za siebie sama, ze wszystko mogę, a nie robie tego co powinnam, co jest dla mnie dobre. Po prostu odcielambym sie od kogos calkowicie i nie zawracala mu glowy jesli nie mialabym zamiaru kogos kochac. Bo nie sztuka jest rozkochac i zostawic. A on ... wie, ze to uczucie az boli. Ciesze sie ze go widze a z drugie strony zawalu dostaje ja mamy sie rozstac. nie dociera do mnie ze z tego nic nie bedzie