netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

74 odpowiedzi11 962 wyświetleniazałożony przez natalia_, 29.10.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 75 ]

1

Temat: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Witam,
rok temu zmarła moja ukochana mama, przegrała walkę z ciężką chorobą, tato zaczął pić ... a ja.
Ja musiałam załatwić pogrzeb, utrzymywać ojca, radzić sobie w pracy i normalnie funkcjonować.
Miałam siłę...poznałam przed śmiercią mamy faceta ... cudownego, opiekuńczego, ideał.
Zanim zaczęliśmy się spotykać uprzedziłam o sytuacji, wcale się tego nie wystraszył. Kiedy ja unikałam go, on nalegał na spotkania.
Szybko,bo po 3,5 m-ca znajomości zamieszkaliśmy razem, ponieważ dzieliła nas spora odległość. Zanim jednak to nastąpiło to zaczęłam się niepokoić, coś mnie w jego zachowaniu nie umiało przekonać by zaufać. Okazało się, że mnie zdradził. Tzn. to był początek związku, może nie byliśmy tak zaangażowani, on na imprezie po alkoholu. Powiedział mi o tym po poł roku,a ja wiedziałam wcześniej. Tylko łudziłam się i wierzyłam jak mówił, że to nie prawda. Póżniej, że zrobił to bo go sytuacja przerosła.

Dobrze kazdy ma prawo popełnić bład. ALe przy każdej następnej sytuacji jak spokojnie probowalam porozmawiac po co robi to wszystko to chciał konczyc znajomosc. Kiedy zamieszkalismy razem była sielanka. Niestety odkrylam, bo już byłam niufna ze zalogowal sie na portalu z sexanonsami.
tak prawil komplementy laskom i wypytywał o różne rzeczy. Przepraszał, mówił ze to tylko ciekawość. Ze niczego mu nie brakowało. Potem flirty z kolezankami, potem z nowa kolezanką z pracy, klamstwa ze idzie z kolegami a poszedl z kolezankami i oststnio telefony zapisane na sexanonse.

Przez caly czas mowil jaka jestem cudowna, ze jestem ta jedyną i wszystko czego kobieta mogłaby zapragnac. ja dawalam wszelskie dowody milości, dbalam o niego i dom, utrzymywalam nas kiedy nie pracowal. Znajomi z boku mowili ze on nie zasluguje na mnie. A ja staralam mu wynarodzić moj smutek, który byl spowodowany rodzinnymi i zawodowymi problemami. a on mi ich dokladal.

W koncu powiedzial, że pokochał mnie uśmiechniętą, energiczną, pewną siebie, ateraz taka nie jestem. Kazal mi sie wyprowadzić, bo takiej mnie nie chce. I wiem przez rok nie doszlam do siebie i mial dosc. a ja chcialabym go odzyskać, bo mimo wszytsko go kocham i uważam, że potrafi byc cudowny.
Ale on mnie nie chce. Czuje, że to ten jedyny. Nie przemawia za mna strach przezd samotnoscia, bo na brak powodzenia nie narzekam. Podobam sie facetom i to nawet bardzo. Ale ten akurat mnie nie chce.

2

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Czyli puszczalski, zakłamany, toksyczny psychol, który bzykał wszystko, co się rusza, dawał Ci się utrzymywać, opierać i karmić, w czasie gdy Ty zmagałaś się ze śmiercią mamy i alkoholizmem taty. Aha, zapomniałam, jeszcze Ci dokładał trosk, robiąc Ci pranie mózgu i wmawiając, że jego puszczalstwo i kłamstwa to Twoja wina.

Fajny masz ten ideał, nie ma co...

3

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Pięknie babo:)

4

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Starałam się to zrozumieć, ale kiedy ktoś zapewnia mnie o swojej miłości, prawi komplementy i wszystko cudownie,a tu taka druga twarz. Czuję się winna, że może to moja wina. Ale nawet gdyby od poczatku z jego strony nie bylo to nic powaznego to po zabieral mnie do rodziny, mowil ze jestem jedyną. a teraz jak znalazlam telefony na sexanonse to mnie wyrzucil. Bo robil to bo nie mialam usmiechu dla niego, bo nie wie czy ja to ta jedyna i przy innych kobietach tego nie bylo.
Wiec skoro jestem taka wspaniala to czy nie zasluzylam zeby nawet sie ze mna nie wiazal, nie zwodzil? Bo chciałam spedzac razem za duzo czasu:(

5 Ostatnio edytowany przez Natasza84 (2013-10-29 21:30:47)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Takich ludzi nigdy nie pojmiesz bo nikt normalny szlachetny nie pojmie łajdaka, wielu mężczyzn to egoiści i cynicy którzy nadają na innych falach, trzeba to zrozumieć bo ciężko teraz o kogoś uczciwego a twojej winy w tym nie ma ja nie jestem święta ale też dostałam od życia.
Musisz teraz dać na wstrzymanie jeżeli będziesz kogoś szukała to warto poznać historię jego związków to dużo mówi o człowieku, ja ja dowiedziałam się jak zachowywał się mój były wobec poprzedniej żony i wielu innych dziewczyn którymi zręcznie manipulował doszczętnie wyniszczając ich psychikę sad
Ja już potrafię pojąć ich tok myślenia ale to z powodu zmian jakie we mnie zaszły po  izolacji od toksyka.

6

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Wszystko rozumiem, znajomi na około się dziwili, a ja wciąż szukam prawdziwej przyczyny, usprawiedliwiam to. Tyle energii, siły, pieniędzy zainwestowałam w ten związek. Nie robił tego non stop, ale te kilka razy w ciągu roku to chyba za dużo. Kiedyś słyszałam, jak brat do niego mówił, żeby tego nie spieprzył. Ale on był pewien, że go nie rzucę, Koleżanki mówią, żeby chociaż był przystojny, a one twierdzą, że nie pasuje do mnie. Ale w miłości nie o to chodzi. Prosiłam, go żeby był ze mną mimo, że to nie ja powinnam przepraszać. Chociaż sprawdziłam jego telefon, czego w żadnym związku się nie dopuszczałam sad strasznie mi wstyd, ale inaczej byłabym nieświadoma. Wiem, że tak się nie robi. Może zakazany owoc lepiej smakował.
Nie umiałam się podnieść przy nim, bo gdy troszkę mi się udawało to dostałam kolejny cios (ale on twierził ze jest fair).
Dziś rozpaczliwie chciałam zadzwonić do niego i zadzwoniłam zapytać, jak mija mu dzień. On kazał mi nie dzwonić. Z racji tego, że nie pamiętałam jego nr na pamięć usunęłam go z telefonu, żeby mnie nie kusiło. Wróciłam do Taty, bo zostałam bez pracy przez depresję i bez kasy przez niego. U ojca jak intruz...wszytstko mu przeszkadza, to zle odłożyłam to nie tak było.

Boże dopomóż, bo nie daję sobie już rady. Znów zaczęłam przyjmować antydepresanty sad znów chudnę, wymiotuję, śpię i nic nie jem, tylko płaczę. Usłyszałam, od niego, że może nam się udać jak wrócę "dawna ja - pewna siebie, uśmiechnięta.

7

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

weź się dziewczyno ogarnij nie szkoda Ci życia zdrowia na tego"poganiacza" , tyle krzywd,upokorzeń i kłamstw a ty się załamujesz jak nie ten to inny!!!!!!!!!!! Choć byś była najpiękniejsza , najwspanialsza,to on zawsze znajdzie swoje ALE żeby usprawiedliwić swoje wyskoki naprawdę chciałabyś tak żyć ?nie wiedząc co Cię czeka co wymyśli? zobacz do czego Cię doprowadził ten chory związek . Nie poddawaj się głowa do góry

8

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Dziś przyszedł do niego mój prezent, który zamówiłam już 4 miesiące temu. Zadzwonił, że odbierze sobie paczkę od kuriera w trakcie pracy.
Zdaje się być w ogóle nie zruszony tym, że moje serce pęka z bólu, żyć mi się nie chce. Powiedział, że wie, że go kocham, ale potrzebuje czasu. Ja też faktycznie dałam mu popalić, ale nie robiłam tego bez powodu. Czemu i tak mnie raniąc nie mówi, że po prostu mnie nie kocha.
Jak idiotka prosiłam go, poniżałam się, żeby mnie nie zostawiał. I dziś pojechałam do niego pod pretekstem zabrania swoich rzeczy i znów mu mówiłam jak bardzo go kocham.
Wiem,że powinnam mu pokazać, że staję bez niego na nogi i takich jak on mogę mieć na pęczki. Żeby choć trochę poczuł to co ja czuję. Ale taki to niczym się nie przejmie. Może i głupi mam ten ideał, głupio wybrała, ale go kocham

9

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Jak wracałam do domu zadzwonił z pracy i pytal gdzie jestem. Odpowiedziałam, że jade do domu. Dzwonił zeby uprzedzić mnie o korku dwukrotnie. Ja głupia pomyslałam, że może chciał mnie usłyszeć. powiedział co mam w lodówce jakbym była głodna. Ale ja nie wracałam do niego, wracałam do domu, ale rodzinnego, tam gdzie nikt mnie nie wyrzuci. Powiedział, że mogę u niego mieszkać do końca roku jak sobie czego nie znajde i nie stane na nogi. Ale zebym na nic nie liczyla, ale jak sie wyprowadze to moze sie ułoży. Czy można coś z tego zrozumieć sad

10 Ostatnio edytowany przez Limeryk85 (2013-11-01 13:14:31)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Cześć. Twój chłopak manipuluje Twoimi uczuciami, licząc , że trzymając Cię na emocjonalnej smyczy zostawi sobie otwartą furtkę, przez którą będzie mógł do Ciebie wrócić w razie ewentualnego niepowodzenia, znudzenia(?), gorszego dnia, braku innego żeńskiego celu w okolicy ( wybierze powód, który na dany moment będzie dla niego opcją deficytową). Jest zwykłym tchórzem, emocjonalną mątwą...bo jak inaczej można nazwać mężczyznę, który widząc, że ewidentnie cierpisz z powodu całej sytuacji, tęsknisz, miotasz się, okazujesz swoją słabość i kruchość, zamiast odciąć się od Ciebie definitywnie bawi się w sztuczne podtrzymywanie złudzenia troski i zainteresowania.
Przeczytaj uważnie to co napisałaś a wniosek aż sam ciśnie się pod palce :
"Powiedział, że mogę u niego mieszkać do końca roku jak sobie czego nie znajde i nie stane na nogi. Ale zebym na nic nie liczyla, ale jak sie wyprowadze to moze sie ułoży. Czy można coś z tego zrozumieć"

Można!   Masz na nic nie liczyć - bo on bardziej od Twoich uczuć ceni swoją wolność, niezależność , zabawę , hakune matate i róbta co chceta - to jego priorytety na dziś.
A jak się wyprowadzisz to może się ułoży - bo nikt mu głowy suszyć nie będzie, nikt nie będzie mu szperać, węszyć i tropić jego sekscesy a Tobie pozostanie błoga nieświadomość, czułe słówka zapisane w smsie tudzież będzie Cię nimi karmił raz! ewentualnie dwa razy w tygodniu podczas spotkań, tak dla podtrzymania romantycznej emocji i toksycznej relacji.

Pozdrawiam cieplutko i trzymam mocno kciuki, rozumiem Cię , bo przeżywałam podobne , irracjonalne rozterki :-*

11

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Dziękuję, za odpowiedzi. Ja wciąż czuję, że to moja wina. Może faktycznie ja go zamknęłam w klatce. On powtarzał, że chciał tylko normalności. Że mnie nie zdradzał, tylko raz. Ale to na początki kiedy nie wiedział co z tego będzie. A flirty i wirtualny światek to nie była zdrada.
Sama nie dowierzam. Karygodny błąd grzebać w czyimś telefonie, naruszając prywatność...prawda?

Nie wierze w to....nadal wydaje mi się cudownym, zmuszonym przeze mnie do tego facetem. W miłości potrzeba uśmiech, a ja miałam go za mało przez moje problemy sad

12

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

natalia.. żartujesz, prawda?

Prześpij się z innym, zacznij się umawiać i pisać wirtualnie z innymi - a potem wejdź tu i napisz z czystym sumieniem jeszcze raz że to nic takiego..

13

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
natalia_ napisał/a:

W miłości potrzeba uśmiech, a ja miałam go za mało przez moje problemy sad

Niewiele wiesz o miłości.

14

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Wiem chyba więcej niż mogłoby się wydawać. Dla mnie on powinien mnie wspierać choćby moja depresja trwała i dwa lata. Ja bym trwała przy kimś. Gdybym zdradziła, to błagałabym o wybaczenie, a nie narzekała, że ktoś mnie podejrzewa, że szuka zapewnień. Ja to wszystko wiem, tylko czemu tak mi serce wali ze strachu? Od razu odpowiem....samotności się nie boję. Mam znajomych, na brak powodzenia nie narzekam ...po prostu kocham bezwarunkowo.
Analizuję. Niestety moja zazdrość i zaborczość nie wzięła się z powietrza. Dawał powody, bo nigdy się tak nie zachowywałam. Zwyczajnie zanim zdążyłam odbudować zaufania wydarzyło się już coś nowego. Straciłam cel w życiu.
Ja swoją miłość do niego wyrażałam poprzez drobne codzienne gesty, pyszne obiady, dbałość o nasze życie, zapewnianie stabilnego życia kiedy on miał gorszy okres, znoszenie jego grania na playstation codziennie po kilka godzin. Wkurzałam się, że nie potrafi włączyć muzyki, albo zwyczajnie ze mną pogadać bez tv i innych rzeczy. Nawet obiad, w który wkładałam całe serce jadł z laptopem. A ja słyszałam , że nie słyszy ode mnie nic miłego. Kiedy ja dźwigalam siaty z zakupami on grał. Przygotowałam mu urodziny dla całej rodzinki .... było fajnie. Już myślałam,że coś zrozumiał. Gdy wyszli - on po paru głębszych już wymyslił , żebyśmy poszli do klubu "na spontanie". Ja nie chciałam, bo był już wstawiony i wolałam spędzić razem ten wieczór. On wyszedł i mnie zostawił. Całą noc nie odbierał, kiedy przyszedł nad ranem juz kilka metrów od domu dzwonił i płakał, przepraszał, mówił, że nie zdradził i że nie chce innej. Długo jednak to nie trwało.

Dziś pogadałam troszkę z Tatą i powiedział, że już wystarczająco pokozałam jak mi zależy. Teraz pora pokazać, że w pięć minut może mnie już nie być i mi też może już nie zależeć.

15 Ostatnio edytowany przez natalia_ (2013-11-01 23:19:09)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Aha...jednym z usprawiedliwień na jego wyskoki było to, że szukał towarzystwa i uśmiechu, bo ja go odcięłam od wszystkich znajomych. Nigdy nie słyszłam, żeby jakikolwiek kolega do niego zadzwonił, żeby szli na piwo. Owszem jak jechał do rodzinnego miasta szedł z kolegami a kończył z koleżankami. Fakt wściakłam się o koleżanki, ale nie te normalne. Te z którymi flirtował. Od tego go odciełam od imprezowych lasek.

I chyba jednak nie jest taki wampirem emocjonalnym, bo telefon milczy, on chce spokoju. To ja chcę dzwonić. Może jednak we mnie tkwi problem...

16

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

I nadal w każdej sekundzie mojego dnia, w każdej komórce mojego ciała jest tylko on.
W jednej chwili jestem na niego zła, w innej chciałabym do niego pojechać. A on mnie od siebie odcina przecież.

Dostrzegam jednak pewne rzeczy. Ostatnio było u nas troszkę krucho finansowo. JA nie mam pracy, a mimo to musiałam kombinować, żeby było na podstawowe rzeczy. On zapłacił mieszkanie i swój kredyt i powiedział, że już nie ma z czego. Ja to rozumiem, ale ja też nie mam. Nie zapłaciłam swojego kredytu tylko przeznaczyłam to na życie. Musiał zatankować auto zastępcze, pożyczył. Musiał kupić materiały potrzebne do pracy, dałam mu. Za wszystko dostał zwrot z firmy, ale wiedząc, że się wyprowadzam nie dał mi ich. Nie przelał na konto, bo przecież do tego nie musimy się widzieć, prawda?
Jakiś tak grosz z wypłaty mu został to kupił karnet na siłownię. Wiem, że za 150 zł nie przeżyje się miesiąca, ale zawsze to na coś by wystarczyło. On jednak chciał mieć coś z życia, gdzieś wyjść. Gdybym chciała zabrać wszystko w co zainwestowałam łącznie z jego ubiorem to byłby to bardzo nieciekawy gość. Z jednym ręcznikiem, bez pościeli, bez swoich gier i gadzetów, nawet nie mógłby już grac z kolegami bo by nie miał rotera. Wiem, głupie wymienianie tych materialnych rzeczy to wszystko było po by czuł, że ma dom. Z drugiej strony nie dałby rady kupić tego o czym mówi, że tego w ogóle nie potrzebuje. Owszem jeśli chodzi o ładny wygląd mieszkanie może i nie, ale rzeczy użytkowych potrzebuje każdy. A ja nawet telewizor kupiłam pod niego, żeby mu się wygodnie grało sad i wszystko zostawiam.

17

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
natalia_ napisał/a:

Czuje, że to ten jedyny.

Rzeczywiście, rodzynek k...a. sad

Natalio, masz wyprany mózg. To co opisałaś, wnioski jakie wysnuwasz z tych okropnych zdarzeń, które cię spotkały, to jest straszne. Wyprowadź się od niego koniecznie.

18 Ostatnio edytowany przez natalia_ (2013-11-02 13:00:34)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Wyprowadziłam się. Jeszcze tylko muszę zabrać resztę swoich rzeczy.

Trochę jestem sobie jednak winna, bo to ja cały czas szukałam zapewnień, i go podejrzewałam. I szperałam mu w telefonie. Naruszałam prywatność. Może nie powinnam się wypowiadać na temat koleżanek czy być zazdrosna. Bo on chciał pewnej siebie kobiety, bo takie mu się podobają.

Ja taka byłam. W opinii innych jestem piękną kobietą, a taką się nie czuję. Wiem, że facet jest facetem i czasem spojrzy na inne. OK. Ale ja czułam, że on ciągle zerka. Może i moja chora wyobraźnia za daleko poszła. Ale w takich ciężkich dla mnie chwilach zafundował mi zdradę, bo to początek dopiero był? Bo moich łez było za dużo? Każdy mój płacz go odrzucał coraz bardziej. Powiedział, że on potrzebuje kobiety energicznej i usmiechnietej.

Tydzień temu na urodziny mamy pojechał sam, bo trudno, aby było inaczej. Wziął prezent, który kupiłam. Niby nie chciał, bo w takiej sytuacji nie wypada, ale zabrał. Nie powiedział, że się ze mną rozstaje. Powiedział, że miałam coś służbowo do załatwienia. Jego rodzina potraktowała mnie od początku jak swojego członka, tym bardziej było mi źle. Prezent i tak bym wysłała.

Tak mi źle. Nawet jeśli mnie nie kochał to mógł mnie zostawić już na samym początku. Nie zamieszkiwać razem. Kiedyś był taki fajny dzień, śmialiśmy się. Powiedział, że gdybym zawsze taka była zrobiłby dla mnie wszystko. Bo on jest pogodnym człowiekiem, młodym i chce po prostu żyć. A ja swoim smutkiem zabiłam w nim wszystko.

Ale nie mam prawa mieć pretensji,że nie chce ze mną być. Nawet nie potrafi mi powiedzieć, że mnie nie kocha.

19

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Niektórzy z nas nie odnajdują miłości, ponieważ ulegają złudzeniu, że miłość jest automatem wyrzucającym szczęście jak lody. Inni nie potrafią przejść smugi cienia pomiędzy oczarowaniem a życiem, w którym już wszystko się stało, i pozornie "nic się nie dzieje".
Ci, którzy uwierzyli, że miłość jest oczarowaniem, mogą przez całe życie szukać coraz to nowej Królewny lub Królewicza, rezygnując za każdym razem, gdy oczarowanie mija, iż to nie ta lub nie ten.
Czy miłość wszystko leczy, uzdrawia i napędza wyłącznie w kierunku piękna, dobra i szczęścia? Nie. To również odpowiedzialność, troska o drugiego, miłosierdzie, przebaczanie, wyzbycie się pychy i egoizmu, więc wszystkie te rzeczy, wobec których się buntujemy, których nie lubimy, które bolą, a które z drugiej strony prowadzą nas do przemiany, by w królestwie było dobrze.
Jeśli więc potrafimy żyć dzieląc codzienne trudy, walcząc kiedy mamy dość i kiedy nie dzieje się dobrze, przyjmując to za trud miłości ? to właśnie miłość. A kiedy przezwyciężymy i to ? miłość będzie tylko szczęściem.

Powyższe słowa mu wysłałam, nic nie zrozumiał.

20

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Od tygodnia biorę antydepresanty...dziś jestem spokojniejsza, ale serce mi pęka. Zerkam co chwilę na telefon czy nie ma tam wiadomości. Ale nie ma ...
Obiecałam sobie, że wytrwam jeszcze ten tydzień i pojadę zabrać resztę swoich rzeczy. Dlaczego tydzień? Bo chcę jeszcze się wyciszyć, tak żeby się nie popłakać przed nim, żeby nie widział jak bardzo cierpię, chociaż ból będzie pewnie ściskający.
Porozmawiałam wczoraj z ciocią jak kobieta z kobietą. Żeby nie oczerniać tylko jego najpierw przedstawiłam swoje grzeszki, a petem jego. Opowiedziałam jej wszystko. Powiedziała żebym to jakoś wytrzymała, ale nie odezwała się do dupka pierwsza. Bo mimo, iż on milczy, wie, że ma mnie w garści. Że już nie mogę pokazać, że mi zależy. Dla własnej satysfakcji wytrzymam ten tydzień bez telefonów do niego, bo wiem, że on się ich spodziewa.

21

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Cały dzień płaczę, nie wytrzymuję tęsknoty ... sięgnęłam po telefon... zadzwoniłam ...
Powiedział, że nie tęskni, że może zatęskni za miesiąc, dwa. Potrafi beze mnie żyć. On musi być pewien, że musi czuć, że chce z kimś być do końca życia, że to właśnie ta. A ja byłam ślepa... nie zauważałam tego wszystkiego, że tego nie czuł. Myliły mnie te chwile kiedy mówił, że nie nigdy nie zostawi, że nie chce stracić, że kocha najbardziej na świecie. Gdyby mnie kochał, nie robiłby tego wszystkiego. Dlaczego byłam jedyną kobietą, którą oszukiwał? Dawałam siebie do ostatniego tchu, stawałam na głowie. Nie chciałam dopuszczać do siebie tej myśli.

Nie chcę żyć, naprawdę nie chcę. Chcę zasnąć i się nie obudzić. Marzyłam o rodzinie, o kimś komu przychyliłabym nieba ... mam 28 lat, jestem bardzo atrakcyjną kobietą, inteligentną (tak mówią), zakochaną ... czuję, że nic mnie nie czeka, tonę, tracę grunt, nie chcę kolejny raz zaczynać na nowo.

W piątek muszę zabrać rzeczy ...  jak ja to wytrzymam, chciałabym mu pokazać, dać nauczkę ... ale nie dość, że nie potrafię to i tak by go to nie obeszło. Pokochałam bezwarunkowo, nie dostając ni w zamian. Nawet nie mam do niego żalu, bo nie zmuszę do miłości. Mam go do siebie, że nie zauważyłam sad

22

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Dziewczyno masz 28 lat!!!!! Jestem starsza od Ciebie o 10 i uważam że wszystko dopiero przede mną!!!!! Też przeżywam chwile gorszę i lepszę też próbowałam ratować swój związek ale jeżeli ktoś Ci mówi NIE tęsknię,NIE brakuję mi Ciebie to nie poniżaj się nigdy wiecej plisss.
Mój z premedytacja wmawiał,że tęskni,że mu mnie brak i myśli wiesz czemu??? Żeby sam on poczuł sie lepiej bo ja głupia go przecież żałowalam i o to mu tylko chodziło żeby przed samym sobą poczuć sie lepiej... Komediant pier....ny!!!
Zrozum dziewczyno nie warto!!!!

23

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Wiem, że się poniżam i muszę wyglądać bardzo żałośnie sad Nic nie zostało z dawnej mnie. Myślę tak o tym wszystkim i on chyba nigdy mnie nie kochał. A gdybym była uśmiechnięta i nie marudziła, może bym go nie straciła (ale patrzenie na śmierć, alkoholizm, pieniądze, praca, zdrada) kogo by to nie wzruszyło, kto chodziłby tryskający energią. Długo się trzymałam i dawałam radę, ale jak dowiedziałam się, że zdradził pękło moje koło ratunkowe. Straciłam podporę, osobę, która obiecała, że mnie nie skrzywdzi.
Nie wiem czy mi się uda, bo jestem już tak słaba psychicznie ... ale chciałabym mieć w sobie siłę, by jeszcze żyć i widzieć w życiu sens.

Jak przeżyć to pakowanie? Co mu powiedzieć na odchodne? Jak zachować się, żeby nie widział już tej załamanej kobiety, żeby nie widział, że mnie to tak boli?
Jak oszukać jego oczy?

24

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Najgorsze co możesz zrobić to płakać,brać go na litość itd..musisz pokazać że sobie dajesz radę bez niego.. Jak wrócisz to sie wyryczeć możesz tutaj na forum i w poduszkę ale przy nim NIE!!!

25

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Naprawdę szukam swojej winy ... spójrzmy z jego strony
Byłam zazdrosna i bardzo podejrzliwa (ale dawał powody). Naruszałam prywatność zaglądając w telefon (zawsze coś w nim znalazłam). Powiedział, że odcięłam go od znajomych (a chciałam żeby nie imprezował z laską, z którą mnie zdradził, nie flirtował telefonicznie, internetowo), resztę już opisałam.To moje grzechy w tym związku. Brakowało mi jeszcze uśmiechu i energii (ale czy ktoś by był szczęśliwy). Zarzucał mi, że wszystko chciałam robić razem, a ja chciałam rozmowy od czasu do czasu. Rozumiem, że lubi gry, ok. Zarzucał mi, że nie mam pasji, nie umiem się niczym zając. Fakt moja pasja jest inna niż jego więc wg niego jej nie mam. Mówił, że jest człowiekiem wesołym a przy mnie nic mu się nie chce, na nic nie ma energii. Bo to ja powinnam mu powiedzieć idziemy tu czy tam, robimy to lub tamto. On potrzebuje takiej pewnej siebie. Chyba takiej, która wyda rozkaz. Starałam się stworzyć nam wygodne życie, ale po tych wszystkich czynnościach po prostu już nie miałam na nic siły. Od jakiegoś czasu nawet sprawy intymne nam się nie układały, bo jak twierdził nic nie zrobiłam, żeby mu się chciało.  I co czy wyglądam tu na kobietę, z którą chciałoby się być? Powiedział, że tylko w tym związku tak było dziwnie, tylko mnie oszukiwał. Nie wie czemu. Może dlatego, że ze mną mieszkał jako pierwszą kobietą. Na pewno nie jestem bez winy, ale to on nakręcił tą spiralę kiedy mnie zdradził, później w tak trudnym okresie dla mnie już tylko się pogrążałam. Moim zdaniem on od początku nie czuł nic do mnie, ale po co chciał razem zamieszkać. Po co pozwalał o siebie dbać. Może był ze mną z litości, bo nie potrafił mnie zranić? Może to nie ja jestem pokrzywdzona, tylko on?

Przyjaciółka powiedziała mi, że mam zabrać wszystko i jechać tam z podniesionym czołem, kazała mi się zrobić na bóstwo i udawać jakby nigdy nic. Po co? On i tak wie, że mi zależy.

26

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Zadzwonił ... powiedzieć, że chce żebym zabrała swoje rzeczy sad muszę tam zaraz jechać i je zabrać. Może dobrze, że tak z marszu. Serce mi wali ze strachu, a z drugiej strony czuję taki dziwny spokój. Może dlatego, że go zobaczę. Nie ma w jego głosie ani krzty uczucia, ani resztki. W głowie kołata mi tylko jedna myśl "żeby się nie rozkleić, żeby się nie popłakać, żeby znów nie prosić". Zachowuje się jakbym była obcą osobą. Nie mogę uwierzyć, że facet, który rzekomo kochał mnie najbardziej na swiecie i nie chciał innej - wyrzuca mnie ze swojego życia. A ja innego nie chcę sad

27

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Ostatni post to jakbym moje rozstanie widziała...3 lata razem a on sie zachował jak obcy niemiły "ktoś"...
Przyjaciółka dobrze Ci radzi idź i bądź jak najpiękniejsza kobieta świata,nieważne że Ci zależy i on to wie niech zapamięta Cię uśmiechniętą.
Daj znać jak Ci poszło,trzymam kciuki.

28

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Cholera ... tak go kocham, chcę to ratować. Wiem, nie mam godności sad
Wiem,że nie mogę się złamać, ale wrósł w moje serce razem z korzeniami.
Wciąż mam nadzieję. Pozwolił się kochać, wiedząc, że umrę jak mnie zostawi.

29

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Wiem co czujesz zaufaj mi, skoro jest tak zdecydowany to nawet nie będzie chciał teraz z Tobą rozmawiać sad wiem to z autopsji..też mam dziś kiepski dzień cały czas o nim myśle ale wiem,że on nie chce kontaktu ze mną... Zabierz rzeczy bez łez,pożegnają się jak ze zwykłym kolegą i wyjdź.

30

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

To nie miłość a zauroczenie zrób jak ci radzą bo nikt ci źle nie radzi.

31

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

I stało się, spakowałam rzeczy, część wzięłam dziś a resztę zabiorę jutro.
Spokojna, uśmiechnięta "paradoksalnie", spakowałam się, a on patrzał na mnie jak nigdy przedtem. Porozmawialiśmy, miał łzy w oczach i patrzył z taką miłością, ale odeszłam. Dałam mu wolność, czas ... . Kiedy już byłam bliska poniżania się ... przerwał mi telefon. Dostałam maila z zapytaniem czy nie chciałabym, aby to o mnie ktoś się starał? I przestałam, wróciłam do pakowania. Tak chciałabym żeby pokazał, że mnie kocha i żeby to on stawał teraz na głowie i tupał uszami. Kocham, ale na siłę nie chcę.

32

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Powiedział mi, że potrzebuje czasu. Patrzył ze łzami w oczach, wie, że go kocham. Powiedział, żebym dzwoniła. Zapytałam po co, bo kocham? Odpowiedział, tak. Co robić, co on ma w tej głowie, Powiedział, że musi uporządkować myśli.
Byłam o mały włos, by się z kimś umówić...na kawę po prostu. Nie dam rady, nie potrafię. Kocham go ponad wszystko. Wczoraj miałam inne nastawienie, dziś płaczę.
Większość powie, by wyjść do ludzi i się czymś zająć, nie potrafię. Kocham, nie wiem czemu, kocham.
Może miał za dobrze, nie wymagałam, kochałam, wybaczałam, a może powinnam być bardziej stanowcza. Wtedy by wiedział, że może mnie stracić, a tak wie, że jestem. Nie musi walczyć.
Co robić, jak to naprawić????

33

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
natalia_ napisał/a:

Powiedział mi, że potrzebuje czasu. Patrzył ze łzami w oczach, wie, że go kocham. Powiedział, żebym dzwoniła. Zapytałam po co, bo kocham? Odpowiedział, tak. Co robić, co on ma w tej głowie, Powiedział, że musi uporządkować myśli.

Chlip, chlip... Wzruszyłem się. Egoistyczny z niego skurw...

34

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Powiedział, żebym sobie poszła do kina albo się czymś zajęła. Dobrze, wie co czuję. Powiedział, że jest mnostow powodów by się cieszyć, np. że słońce świeci. On jest taki pozytywny po prostu.
Ja też jestem, ale w takich sytuacjach nie potrafię. Czy to nienormalne?

35

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Ja płaczę, usiłuję zrozumieć, chciałam błagać o miłość ... a on, zaraz po tym jak się wyprowadziłam założył konto na facebook'u, które usunął. Wiem, to nie tragedia, kidey taki portal wykorzystujemy w normalnym celu. Jemu służył tylko kontaktów z kobietami i do flirtowania. Ja siedzę załamana, a on dobrze się bawi. Zniszczył mnie ... naprawdę nie chce mi się żyć. Zostawił mnie bez pieniędzy, pracy, załamaną, ale on w całej sytuacji odżył jak się wyprowadziłam. Jak powiedział ma więcej energii i chęci na cokolwiek. Bo przy mnie był jak w klatce i nie miał na nic energii.

36

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Wszyscy mi tłuką do głowy, że nie warto, że on mnie nie kocha, a ja mam taką nadzieję. Jak głupia wypłakuję oczy. Gdyby mi chociaż powiedział, że nie kocha, nie pociągam go, cokolwiek na co nie mam wpływu wiedziałabym, że nie mogę nic zrobić. A tak karmię się nadzieją. Zaliczyłam totalne dno. Nie pamiętam mu żadnej krzywdy. Co robić?
Żeby on choć w połowie wiedział jaki ból. Nie życzę mu źle, ale chciałabym odwrócić tą sytuację i dać mu nauczkę.
Jedyną rzeczą z mojej strony, która może go zaskoczyć to cisza, brak kontaktu. Ja codziennie dzwonie, bo nie mogę wytrzymać. Kiedy się wzruszam on kończy rozmowę, bo jak mówi ma dość łez i mojego płaczu.

37

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Powiedział , że za jakiś czas się spotkamy i wtedy wszystko mi powie. Nie powiedział, że nie będziemy razem. ale co innego mi wtedy powie, że nagle chce spróbować. Boję się, że może uda mi się dojść jakoś do normalnego funkcjonowania, a on powie, że ten czas utwierdził go w przekonaniu ze nie chce mnie. Tym zniszczy mnie całkowicie, znów zburzy świat. A mi ledwo starcza sił do życia:(

38 Ostatnio edytowany przez Kowalew (2013-11-09 19:42:05)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Nati powiem Ci jak szczerze weź i odpuść tego gościa.
Wiem,że jest Ci ciężko bo go kochasz,ale znam ten typ człowieka,bo mam taką znajomą,która z takim facetem była.On tyle razy zapewniał,że to ta jedyna,że ją kocha,że jest cudowna...Ona za nim nadal szaleje,choć wie że ją zdradzał a on ją traktuje tylko i wyłącznie jako obiekt seksualny.Kłamał,,że siedzi z kumplami a jeździł na dupy,po prostu jest chory na tym punkcie i żadnej nie przepuści.Najlepiej bo ona dalej jest na jego każde zawołanie i nie potrafi z nim skończyć.Przykre,ale prawdziwe.

Zapomnij o nim,bo tacy ludzie się nie zmieniają.

39

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Jesteś niestety w bardzo toksycznym związku. Wygoogluj moje dwie głowy złota przemocowa dwudziestka.

40

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Tylko dlaczego to ja mam wrażenie, że jestem toksyczna? Bo naruszałam prywatność, bo wariowałam ze strachu, bo przepraszałam za nie swoje winy?

41 Ostatnio edytowany przez nightwatcher (2013-11-09 23:25:42)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
natalia_ napisał/a:

Tylko dlaczego to ja mam wrażenie, że jestem toksyczna? Bo naruszałam prywatność, bo wariowałam ze strachu, bo przepraszałam za nie swoje winy?

Oczywiście, że tak się czujesz, taki był cel jego "gierek". Zastosował na Tobie typowe "psychozabawy". Witaj w klubie partnerek narcyzów socjopatów...
Miałam taki "klejnot" w swoim życiu 4 lata. Znamienne i typowe jest, że w kłopotach zostawił Cię samą, że nie można na nim polegać, że liczą się tylko i wyłącznie jego potrzeby i że akceptuje Cię tylko bezproblemową i niewymagającą - jest to schemat boleśnie mi znany.
Moja rada: natychmiastowa ewakuacja.

42

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Wygooglowałam, poczytałam, wiele schematów się zgadza, coraz jaśniej widzę. I gdyby to nie on zaczął tą spiralę to byłabym pewna, że to ze mną coś nie tak. Boli mnie bardzo, iż powiedział, że tylko przy mnie tak się zachowywał i tylko mnie "zdradzał", że robię mu wodę z mózgu ciągłym płaczem i podejrzeniami.
Ja chciałam i nadal chcę się zmieniać. Pewnie dojdę do wniosków słusznych dopiero za jakiś czas, bo na razie cierpienie jest zbyt silne. Na samiusieńkim początku, kiedy potrafiłam oceniać sprawy obiektywnie miałam wrażenie, że coś z nim jest nie tak. Skrzywdzony po rozstaniu tak sobie tłumaczyłam. Teraz mam wrażenie, że będzie chciał do niej wrócić, bo po dwóch latach ona się do niego odezwała nagle. Ja zachowywałam się naprawdę irracjonalnie, nikt by tego nie wytrzymał, ale to był pierwszy facet wobec, którego tak się zachowywałam. Bolało kiedy mówił, że to koniec, po czym wstawał rano i pogwizywał jakby nic go to nie obchodziło.
Najgorsze jest to, że ja nadal czekam, a on się zastanawia i za jakiś czas spotka się ze mną i się określi w 100%. Ale skąd jego łzy w oczach? Co podziała na takiego człowieka? Może coś czego się nie spodziewa z mojej strony - ciszy, braku telefonów i całkowitego odcięcia.
Czy gdyby był takim człowiekiem, martwił by się czy mam za co żyć i chcieć mi pomagać? Podobno przelał mi pieniądze żebym coś miała. Były też chwwile kiedy mówił, że damy sobie radę razem, co wyklucza go jako tego złego.

43 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-11-10 11:27:43)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

To wychodzi na to, że większość mężczyzn to toksyczne, socjopatyczne istoty (wnioski po wpisach na forach)

Cóż za obraz Mężczyźni prezentują Wam Kobiety...
Jak dla mnie szok...

A Kobiety swoje zachowanie prezentują jak cud, miód i orzeszki big_smile
Nie dostrzegając istotnych problemów.

44

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
smallangel napisał/a:

Cóż za obraz Mężczyźni prezentują Wam Kobiety...

A tak po polsku? Bez naleciałości gwary niewykształciuchowej...

45

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
wont napisał/a:
smallangel napisał/a:

Cóż za obraz Mężczyźni prezentują Wam Kobiety...

A tak po polsku? Bez naleciałości gwary niewykształciuchowej...

Obraz toksycznych, socjopatycznych istot.

46

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
smallangel napisał/a:
wont napisał/a:
smallangel napisał/a:

Cóż za obraz Mężczyźni prezentują Wam Kobiety...

A tak po polsku? Bez naleciałości gwary niewykształciuchowej...

Obraz toksycznych, socjopatycznych istot.

Aaaa, obraz. Dzięki.

47

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Gdyby to on napisał na forum to pewnie ja wyszłabym na chorą psychicznie. Sprawdzałam, węszyłam, robiłam sceny ....Faktem jest, że chciałam zasłużyć na jego miłość.  Chciałam walczyć o ten związek, naprawić. Może on chciał się wyplątać, a ja mu na to nie pozwalałam. Może zmęczył go mój smutek. Widzę jedynie swoją winę. Wiem też, że jego poczynania były iskrą do mojego zachowania.
A wystarczyło mi wytrącić to samonapędzające się narzędzie z ręki ... kilkoma słowami "nie kocham Cię". Owszem chciał się rozstawać, ale tylko w momentach kiedy go na czymś przyłapałam, albo zaczęłam zadawać za dużo pytań.

48

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Jest w moim życiu ktoś kto chciałby mnie lepiej poznać, pisze do mnie. Moją odpowiedzią na to jest szczera prawda, że nie w głowie mi teraz randki ani inne tego typu spotkania. On nie odpuszcza, mówiąc mi, że im dłużej będę rozpamiętywać tym gorzej. Ale ja nawet nie mam siły wyjść do sklepu zrobić zakupy. Nie chcę innego faceta, chcę tego, który mnie nie kocha. Znajomi chcą mnie zapoznawać z kimś. Ja nie chcę, nie chcę robić nic na siłę. Nie czuję tego ani trochę. Najlepiej jest mi w domu, może niekoniecznie z własnymi myślami, ale w domu. Nie chcę kogoś zwodzić, nie zmuszę się do niczego.
Pokochałam tak mocno, że jedynie czas może mi pomóc. Koleżanka mówi mi, że mam już 28 lat, więc powinnam. Ale ja kocham i jeszcze długo będę. Po raz kolejny postanowiłam, że już nie będę dzwonić do niego, ani pisać, bo kiedyś będę musiała przestać. Może teraz mi się uda.
Dziś chciałam iść do mamy na cmentarz, ale nie jestem się w stanie zmusić do czegokolwiek, wiedzę pary, rodziny, a ja ... sama ze swoimi uczuciami, modląc się, żeby się ocknął, żeby kochał.

49

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Najgorsze, że dopóki nie usłyszę, że mnie nie chce, ja będę czekać, aż będzie gotowy się ze mną spotkać, aż mi powie.
Bo nie powiedział, że nie będziemy razem, nie powiedział, że nie kocha ... a ja mam taką nadzieję. Dopóki żyję będę miała nadzieję.

50

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Wczoraj udało mi się nie zadzwonić, ani nie napisać - chociaż milion razy sięgałam po telefon. Jestem tak wewnętrznie rozdarta. Ale chyba są we mnie jeszcze resztki godności. Starałam się, przepraszałam, prosiłam, a wręcz błagałam, płakałam ... bardziej chyba nie mogłam się poniżyć i pewnie gdzieś w środku nadal bym to robiła. Wczoraj, żeby zająć myśli czytałam różne wątki na forum.
Jedno zrozumiałam, że nie musiał się starać, widział, że jestem na każde skinięcie palce, nic nie musiał robić, to i biedny stracił energię. Za dobrze było, a ja się nie szanowałam, więc i on przestał. Koleżanka, która zna mnie dłużej niż on powiedziała mi, że on mnie zniszczył, bo ona pamięta mnie energiczną , dowcipną i uśmiechniętą.
I może za późno na odwrócenie tej sytuacji, może raz straconego szacunku nie da się odbudować. Ale postanowiłam pokazać mu, że tak jak miał mnie na wyciągnięcie ręki zawsze tak nagle mnie nie będzie. Zrobię to czego tak chciał, odejdę. Jestem dumna z mojego wczorajszego małego osiągnięcia, dlaczego?
Bo on wie, że będę dzwonić, bo wie, że tęsknie. Sam powiedział, żebym dzwoniła. Bo nie chce tego, ale się tego spodziewa. Niech nasyci się tą wolnością. Ja postanowiłam milczeć i zniknąć. On wie, że czekam na obiecane spotkanie z nadzieją, że będzie chciał wrócić. Spróbuję nie czekać, bo swoim postępowaniem wyraźnie dał mi do zrozumienia jaki ma do mnie stosunek. Nawet gdybym chciała spróbować, to wiem, że codzienny strach o to co robi, gdzie jest by mnie zabił. Tak jak robi to teraz ten stres związany z tą sytuacją i walka ze słabością do niego.
Kocham i jeszcze długo będę, ale nie okażę już tego.
Może ktoś podpowie czym jeszcze mogę go zaskoczyć, jak ogłupić, tak dla własnej satysfakcji. Bo mścić się nie zamierzam.

51

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

To proste. Takiego ogłupi tylko i wyłącznie ignor z Twojej strony, zero kontaktu.
Tylko czy odpowiedziałaś sobie na pytanie czego Ty chcesz?
Czy naprawdę chciałabyś wrócić do zdradzającego Cię narcyza, czy też decydujesz się na zakończenie tego związku?
A to, że on będzie do Ciebie dzwonił, to pewne. Narcyz niechętnie rozstaje się ze starym zapleczem, a nuż będziesz mu do czegoś potrzebna w przyszłości.

52

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Nie chce się odcinać, bo kocham bardzo, ale też nie potrafiłabym już spokojnie żyć przy boku takiego człowieka. Ciągle zastanawiałabym się co dziś mnie czeka. Potrafił patrzeć prosto w oczy, przysięgać na wszelkie świętości, że mnie nie kłamie, a kłamał (miałam dowód czarno na białym). A teraz chciałabym udowodnić jemu, co stracił, a sobie, że na mnie nie zasługiwał. Tak, żeby go zatkało. Wiem, że będzie mi ciężko, ale spróbuję.

53 Ostatnio edytowany przez nightwatcher (2013-11-11 13:28:35)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Dla takich ludzi nie liczą się uczucia, bo ich po prostu nie mają. Dla nich liczy się wyłącznie zysk lub strata. Na pewno "zrozumie", co stracił... w momencie, w którym będziesz mu do czegoś potrzebna.

54

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Chciałabym bardzo, żeby już nie było tego bólu, bo czuję, że nie żyję. Jakbym była w jakimś amoku. Coś nie do opisania, nie umiem się niczym zająć. Chcę do niego. Walczę ze sobą, żeby nie napisać, ani nie zadzwonić.
Chciałabym móc mu pokazać, że mi też może już nie zależeć, że mogę bez niego żyć.
Teraz to kłamstwo, ale chciałabym to osiągnąć.
Usprawiedliwiam go nadal, myślę o nim, a on .... po prostu sobie żyje jakby nigdy nic.

55 Ostatnio edytowany przez natalia_ (2013-11-11 23:38:47)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Napisałam już chyba wszystko co mogłam, a nadal płaczę i serce rozdziera mi ból. Postanowiłam podsumować tu na forum wszystkie nieracjonalne powody, dla których nie powinnam kochać. Otóż pokochałam faceta, który:
- na samym początku naszej znajomości mnie zdradził (tłumaczył alkoholem, przez pół roku to ukrywał, ja wiedziałam od początku),
- przed wspólnym zamieszkaniem flirtował i spotykał się z tymi koleżankami okłamując mnie perfidnie,
- gdy zamieszkaliśmy flirtował dalej na FB,
- flirtował w pracy przez SMS-y z owymi koleżankami,
- zalogował się na portalu erotycznym i flirtował, szukał kobiet z okolicy (tłumaczył ciekawością), pytał o spotkania,
- po zmianie pracy zaczął flirty i próbował umówić się z koleżanką z pracy, prawił jej komplementy,
- jadąc do rodzinnego miasta po spotkaniu z kolegami lądował na imprezie z dawnymi "koleżankami",
- który żywo zainteresowany był imprezą z otwartym sexem - bo jak w mailu do jednej z Pań napisał, że trzeba wszystkiego w życiu spróbować przed ślubem,
- który ogłądał ogłoszenia Pań płacących za sex,
- w telefonie komórkowym zapisał telefony z sexanonsy w rejonie gdzie pracuje,
- zostawił mnie samą po rodzinnych urodzinach i poszedł balować,
- na jednym ze ślubów u swojej rodziny zostawił mnie samą, a bawił się z innymi i tańczył z innymi by mi zrobić na złość,
- zerkał w mojej obecności na inne kobiety (ok, to tylko facet, ale są jakieś granice),
- który nigdy nie miał oporów przed tym bym go utrzymywała (pozwalał mi ta to mimo powyższego),
- który nigdy nie wyjaśnił mi po co to robił, zawsze reagował gniewem i chciał kończyć związek,
- który miał dość mojej depresji (bo miałam jak twierdził za dużo problemów),
- który prawił mi komplementy o jakich każda kobieta mogłaby marzyć (o dziwo!)
- który po wspólnym zamieszkaniu prawie nigdy w niczym mi nie pomagał (kilka razy umył naczynia i pojechał ze mną na zakupy),
- który nigdy nie wyręczył mnie w niczym,
- który powiedział, że mnie nie zostawi, a zostawił bo znalazłam te telefony, kazał się wyprowadzić,
- którego rzekomo odcięłam od znajomych (koleżanek),
- który obwinił mnie za wszystko,
- któremu chciałam i oddałam całą siebie,
- który chciał rzekomo polepszyć sytuację w pewnym momencie zapraszając mnie na wycieczkę, którą dostał od rodziców bo akurat nie mogli jechać (zaprosił, żeby nie przepadła),
- który nigdy nie kupił mi nawet małego drobiazgu,
- którego spełniałam każdą zachciankę,
- o którego dbałam czasem odmawiając sobie
- który nie chciał mi poświęcać czasu,
- którego za to wszystko przepraszałam i błagałam o szansę.

Co było dobrego? Komplementy i pochwały w moją stronę, czułe słówka.

Nie mogę w to uwierzyć. Jeszcze trzy dni temu dzwoniłam błagając by mnie kochał sad Zniszczył mnie facet, któremu oddałam co miałam, dobił mnie kiedy leżałam. Utwierdzałam go jaki jest dla mnie atrakcyjny, jak mi z nim dobrze, jakim jest cudownym facetem. Pytałam czego mu brakowało? Niczego - odpowiadał. Jak żyć?

56

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Pytasz jak żyć? Życie nie kończy się na nim... Na pewno poznasz mężczyznę który Cię doceni bo jesteś wyjątkowa...

57

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Ale mi się nie chce żyć, z trudem przychodzi mi zrobić cokolwiek. Mam stwierdzoną depresję, straciłam pracę, mam długi, podupadam na zdrowiu, a jedyne o czym potrafię myśleć to on. Jedyne osiągnięcie, że udaje mi się do niego nie dzwonić i nie pisać. Nie jem, żeby zasnąć biorę tabletki. Moje życie to koszmar. Mogłam nie węszyć, byłabym szczęśliwa, niczego nie świadoma ale szczęśliwa.

58

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
natalia_ napisał/a:

Ale mi się nie chce żyć, z trudem przychodzi mi zrobić cokolwiek. Mam stwierdzoną depresję, straciłam pracę, mam długi, podupadam na zdrowiu, a jedyne o czym potrafię myśleć to on. Jedyne osiągnięcie, że udaje mi się do niego nie dzwonić i nie pisać. Nie jem, żeby zasnąć biorę tabletki. Moje życie to koszmar. Mogłam nie węszyć, byłabym szczęśliwa, niczego nie świadoma ale szczęśliwa.

Ja przechodziłam przez to samo, nie spałam, nie jadłam.. depresja, apatia.. itd
Zajęłam się czymś, odsunęłam myśli związane z nim.
Czasami są dni , sekundy że po prostu tęsknie za nim, za jego osobą i za tym co było kiedyś.
Czas .. Tobie jest potrzebny czas..
Wiem jak bardzo to jest trudne..Ale nadziei też sobie nie rób bo będziesz umierała razem z tą nadzieją.

Mój były partner ma kogoś innego < już opisałam to w innym wątku > ma kogoś innego.. ale nie jest z nią szczęśliwy, bo to nie jest nawet związek.. woli się ze mną spotkać, woli mnie zobaczyć. Nie wiem czy to są jakieś sygnały od niego.. pocałunki w usta itd..
Ja powoli po 3 miesiącach czasu, stanęłam na nogi,zmieniłam się dla samej siebie, zmieniłam swój wizerunek, to dało na prawdę dużo energii i ochoty do życia.

3maj się, będzie dobrze, tylko musisz sama w to uwierzyć smile

59

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Natalia wejdź na swoją pocztę.Wysłałem Ci maila.Pozdrawiam.

60

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

I wielkim trudem nie odzywałam się cztery dni, była to wieczność dla mnie i zadzwonił. Wie, że jutro jest dla mnie ważny dzień, więc zadzwonił powiedzieć, że trzyma kciuki i jego rodzina też. Nie powiedział im, bo nie chce wysłuchiwać jakim jest idiotą. Rozmawiał ze mną bardzo chłodno. Ja oczywiście nie wytrzymałam i się popłakałam. Pytałam czy nie chce nam dać szansy i całą swoją litanię upokorzeń ... jedyna odpowiedź to "nie wiem, nie przewiduje przyszłości, na razie chcę być sam". A ja po raz kolejny pokazałam, że nie potrafię bez niego żyć. A on się rozłączył.
Wiem, że on ma mnie w d... . A ja analizuję każde słowo, które powiedział. Bo na razie, a może to, a może tamto. Nie umiem się uspokoić, nie umiem zacząć żyć. Każdego dnia czekam, aż zatęskni. A nie zatęskni, bo za czym , ma mnie na tacy, nie musi zdobywać, więc nie jestem atrakcyjna już. A tu nic nie trzeba tłumaczyć, to jasno widać, a ja nie potrafię tego pojąć.

61 Ostatnio edytowany przez nightwatcher (2013-11-13 21:57:00)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
natalia_ napisał/a:

Mogłam nie węszyć, byłabym szczęśliwa, niczego nie świadoma ale szczęśliwa.

Natalio, widzę, że ten toksyczny związek rozłożył Cię na łopatki (na polecanym przeze mnie blogu jest też punkt pierwszej pomocy).
Padłaś ofiarą klasycznego narcyza, logistyka haremowego.
Z pewnością ma aktualnie na tapecie kogoś innego, ale chciałby trzymać Cię w zanadrzu na wszelki wypadek.

Pomijając to jak bardzo wyżywał się na Tobie psychicznie, będąc z nim byłaś narażona na o wiele większe niebezpieczeństwo: chorobę weneryczną, nawet śmiertelną, pomyślałaś o tym?

Dlatego uważam, że Twoja świadomość to Twój skarb, możesz teraz podjąć decyzje dobre dla Ciebie.
Na Twoim miejscu spróbowałabym w ogóle odpuścić w myślach ten temat i pomyśleć, co byś Ty chciała i co potrzebujesz zrobisz, aby zadbać O SIEBIE.

Na Twoim miejscu przebadałabym się w ogóle: HIV, HPV, HCV, chlamydia, rzeżączka - może to doświadczenie pozwoli Ci dopuścić do działania głos rozsądku.

62

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Nightwatcher,
nie znalazłam tego na tym blogu, wkleisz linka?

Nie śpię, nie jem, czekam nie wiem na co, nie żyję sad Po śmierci mamy i innych chwilach czułam, że mam dla kogo żyć,a on miał mnie za nic. Nadał sens mojemu życiu mówiąc, że kocha najbardziej na świecie, a odbiera go teraz.
Nikt już nie może mnie słuchać, bo dla każdego jest oczywiste, że on ma to gdzieś i zostawia sobie furtkę. Ja wierzyłam do teraz i miałam nadzieję, ale teraz chciałabym tylko żeby nie bolało.

63

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Niestety nie można wklejać linków. Na blogu znajduje się on po lewej stronie, piąty od góry smile
Trzymaj się. Zawsze możesz się tu wygadać.

64 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-11-14 10:50:16)

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...
nightwatcher napisał/a:

(...)Z pewnością ma aktualnie na tapecie kogoś innego, ale chciałby trzymać Cię w zanadrzu na wszelki wypadek.(...)

Ale On wcale w zanadrzu nie chcę trzymać. Przekaz do Natalii był i jest, jasny, prosty- Jego słowa  "nie wiem, nie przewiduje przyszłości, na razie chcę być sam".  CHCE być sam. Nie czytajcie pomiędzy wierszami tego czego nie ma.

65

Odp: a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Przecież to patologiczny kłamca, co udowodnił wielokrotnie. Zatem nie ma znaczenia co bredzi.
Narcyz rzadko ewakuuje się z jednego związku nie mając "bazy" gdzie indziej.
W tym przypadku, gdy bredzi, że chce zostać sam - najbardziej prawdopodobne jest, że chce poobracać więcej panienek jako singiel.

Posty [ 1 do 65 z 75 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » a mówią, że kobiet nie można zrozumieć...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026