
Reniko, te kwiatki daję Ci za Twoje piękne wiersze, które zawsze mnie wzruszają. ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Panna Jesienna-moje wiersze
Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Reniko, te kwiatki daję Ci za Twoje piękne wiersze, które zawsze mnie wzruszają. ![]()
pożądanie
czerwcowy deszcz
ciepłymi kroplami
głaskał moje dłonie,
szyję całował
i już było po mnie...
objął mnie całą,
przeniknął do ciała,
dotknął pleców,
zadrżałam...
zatańczył ze mną
przez krótką chwilę,
pragnęłam jeszcze,
lecz już go nie było...
.........................................
Reniko, te kwiatki daję Ci za Twoje piękne wiersze, które zawsze mnie wzruszają.
Klaudynko...dziękuję!Pozdrawiam gorąco!
jeden dzień
chwile łapane w biegu,
promyk słońca odbity w szybie,
skrzydła ptaka na niebie,
w oknie kwiat kwitnie...
ktoś właśnie je śniadanie,
ktoś biegnie do pracy,
sąsiadka jedzie do szpitala,
tam mąż umiera na raka...
przedszkolaki idą na spacer,
w eter lecą dziecięce głosiki,
z okna wtóruje im muzyka,
uśmiech na twarzach mają wszyscy...
za ścianą szloch cichutki,
tęsknota spać nie może,
nocne marki budzą ulicę,
butelka z brzękiem zatoczyła koło...
jeden dzień,jak co dzień,
zamknął drzwi za sobą,
jutro wstanie nowy,
jaki będzie,nie wiadomo...
............................................................
ja
powoli odzyskuję oddech,
spokojnie rozdzielam myśli,
zaszywam dziury w sercu,
wiem,pozostaną blizny...
tapetuję ciemne strony
jasnymi barwami,
maluję świat na nowo,
może siebie w nim odnajdę...
.......................................................
deja vu
kiedyś to przecież było,
był maj i kwitły bzy,
czuła, ciepło twojej dłoni,
czas nie był na nas zły...
teraz wszystko powraca,
w snach przypływa tamten maj,
budzę się i już tylko cisza
mówi,że jest byle jak...
dzień kpi sobie ze mnie,
złośliwie szczerzy kły,
odejdź,proszę,idź sobie,
nie przeszkadzaj śnić...
...........................................
do ciebie
może pamiętasz
dziewczynę z warkoczem
w szkolnej ławce,
siedziałeś za nią,
kusił cię ten warkocz,
często go dotykałeś...
może pamiętasz,
że dla niej zrywałeś
kwiaty z czyjegoś ogródka,
pod drzwiami zostawiałeś,
pukałeś i już cię nie było,
chyba się wstydziłeś...
może pamiętasz
pożegnanie i rozstanie,
jej oczy pełne łez,
pociąg ciebie zabierał,
wtedy na peronie zostało
jej rozdarte serce...
............................................
odwiedziny
przyszedł do mnie czas,
stanął w progu
- więc mnie teraz zaproś,
nie każ czekać za długo...
rozparł się w fotelu
czas,którego ciągle brak,
- już nie musisz narzekać,
że tęsknisz za mną aż tak...
będę z tobą tak długo,
aż będziesz miała mnie dość,
- zrobiłeś się już nudny,
idź sobie,psiakość!
.....................................................
pożądanie
czerwcowy deszcz
ciepłymi kroplami
głaskał moje dłonie,
szyję całował
i już było po mnie...
objął mnie całą,
przeniknął do ciała,
dotknął pleców,
zadrżałam...
zatańczył ze mną
przez krótką chwilę,
pragnęłam jeszcze,
lecz już go nie było...
.........................................
Remiko witaj... ![]()
Przepiękny wiersz, pięknie opisana pieszczota i pożądanie ciała... choć metaforycznie tylko w odniesieniu do doznań podczas deszczu. ![]()
Chyba pytałam cię kiedyś o to, czy próbowałaś/chcesz wydać swoje wiersze do druku, ale nie pamiętam twojej odpowiedzi, więc jeśli możesz, to poproszę o przypomnienie. ![]()
Renika napisał/a:pożądanie
czerwcowy deszcz
ciepłymi kroplami
głaskał moje dłonie,
szyję całował
i już było po mnie...
objął mnie całą,
przeniknął do ciała,
dotknął pleców,
zadrżałam...
zatańczył ze mną
przez krótką chwilę,
pragnęłam jeszcze,
lecz już go nie było...
.........................................Remiko witaj...
Przepiękny wiersz, pięknie opisana pieszczota i pożądanie ciała... choć metaforycznie tylko w odniesieniu do doznań podczas deszczu.Chyba pytałam cię kiedyś o to, czy próbowałaś/chcesz wydać swoje wiersze do druku, ale nie pamiętam twojej odpowiedzi, więc jeśli możesz, to poproszę o przypomnienie.
Żyworódko,dziękuję za odwiedziny i miłe słowa.Nie próbowałam wydawać swoich wierszy,trzeba by było koło tego pochodzić,a moja choroba nie pozwoliła się tym zająć...i tak zostało.Ale cieszę się,że mam Czytelników w necie...i dziękuję Im za zaglądanie do mojego kącika.
Pozdrawiam serdecznie!
ciacho
pojawił się na przystanku,
spojrzałam ...i oniemiałam,
na jego widok
dziewczyny zapiszczały...
spojrzeniem powłóczystym
obrzucił damską publikę,
zębem białym błysnął,
jakąś laskę do siebie przycisnął...
dumny jak paw,
pewien swojego uroku,
torsem po siłowni
gawiedzi stanął w oku...
kolczykiem w uchu zaświecił
i posuwistym krokiem
oddalił się do swej bryki,
wszyscy byli w szoku...
.....................................................
koszmar z ulicy Wiązowej
wchodzi nocą do moich snów
nieproszony,
wkrada się do nich jak złodziej,
zamaskowany,
przerysowuje mi mózg
na czworo,
zapadam się w otchłań
głęboką,
czepiam się krawędzi snu
kurczowo,
Freddy gniecie mi palce
buciorem,
krzyk zalega w krtani
ołowiem,
wyskakuję z czeluści nocy
z impetem,
słońce na horyzoncie biegnie
z odsieczą,
Freddy nie zdążył ściąć mi głowy
maczetą...
:):)
...............................................
Żyworódka napisał/a:(...)
Remiko witaj...
Przepiękny wiersz, pięknie opisana pieszczota i pożądanie ciała... choć metaforycznie tylko w odniesieniu do doznań podczas deszczu.Chyba pytałam cię kiedyś o to, czy próbowałaś/chcesz wydać swoje wiersze do druku, ale nie pamiętam twojej odpowiedzi, więc jeśli możesz, to poproszę o przypomnienie.
Żyworódko,dziękuję za odwiedziny i miłe słowa.Nie próbowałam wydawać swoich wierszy,trzeba by było koło tego pochodzić,a moja choroba nie pozwoliła się tym zająć...i tak zostało.Ale cieszę się,że mam Czytelników w necie...i dziękuję Im za zaglądanie do mojego kącika.
Pozdrawiam serdecznie!
Reniko, dziękuję za wyjaśnienie, życzę zdrówka, a przynajmniej jego stabilizacji.
Jednocześnie przepraszam, bo w poprzednim poście niewłaściwie wpisałam twój nick. ![]()
I jeszcze przesyłam ci ten serco-kwiatuszek,... pisz, pisz, bo dla mnie każdy twój wiersz jest dobrą poezją. ![]()
Tak to jest, że aby zaistnieć w świecie sztuki, potrzeba wsparcia i działania osób trzecich, jeśli samemu nie podejmie się takowych kroków z różnych przyczyn.

zgaga
na jego widok
uśmiech siadł na ustach,
nos wciągnął zapach
- czyżby to kapusta?
ślina napłynęła,
język mlasnął z zachwytem,
szczęki się rozluźniły,
zęby zadzwoniły z apetytem,
żuły kęs po kęsie,
ziarno pieprzu zmieliły,
przełyk nagle zaprotestował,
bo jadło zgagą się odbiło...
................................................
nostalgia
snuje się za mną
jak dym z papierosa,
zamyka mnie w objęciach,
zanurzam się w niej bezwolnie,
przez przymknięte powieki
sięgam w głąb czasu,
czy to się zdarzyło,
czy były to dary losu...
jakby snem przemknęły
dni niezliczone,
jakby z wiatrem uleciały
marzenia niespełnione,
niby liść jesienny,
w powietrzu się unosi
tęsknota za tym,
co odeszło bezpowrotnie...
...............................................
zrozumieć
to sztuka i kawałek
zrozumieć drugiego,
wyjrzeć poza czubek nosa,
dojrzeć coś innego...
zobaczyć czyjś smutek,
radością się wymienić,
pobyć z nim przez chwilę,
nadzieją się podzielić...
najłatwiej się zamknąć
w klatce swego życia,
odgrodzić się ścianami,
nie słyszeć,nie widzieć...
bo o to chodzi w tym wszystkim,
by być dla innych człowiekiem...
............................................................
nad życie
kocham cię życie,
chyba za bardzo,
bo ponad życie,
choć pędzisz już z górki
i ciągniesz mnie za sobą,
staram się bardzo,lecz
nie zawsze nadążyć mogę...
zatrzymaj się życie
choć na moment,
niech sobie makijaż poprawię
i podrapię się w nogę,
niech chwilkę odpocznę
i znów mogę ruszać w drogę...
tylko weź mnie za rękę,
moje kochane życie,
pójdźmy powoli razem tam,
gdzie tak gwiazdy świecą...
.....................................................
tęsknota
cisza zapełniła dom,
rozpełzła się po kątach,
szczelna niby kit
zalepiła szpary w oknach...
cisza dzwoni w uszach,
puste echo biega po mieszkaniu,
tylko wiatr swawolnie
bawi się firaną...
koci ogon mignął w śnie,
tylko się uśmiechnął,
zajęty swoimi sprawami
pobiegł gdzieś daleko...
tuż za grubością powiek,
tuż za biciem serca,
wyciągnięta dłoń
natrafia na puste miejsce...
.................................................
jesiennie...
jesień tuż,tuż,
zaparkowała pod domem,
jeszcze nie ma odwagi
pokazać się nikomu,
skrada się na palcach,
słońcem się zasłania,
lecz deszczem coraz częściej
wszystko wokół zrasza,
wiatr spuszcza ze smyczy,
buszuje w gałęziach,
boćki z łąk zielonych
za morza wypędza...
jeszcze słońce grzeje,
jeszcze kwiaty pachną,
poczekaj,jesieni,
zostaw trochę lata...
...............................................
uśmiechy lata
sen przychodzi o świcie,
pachnie miętą i rumiankiem,
gorzko-słodkim zapachem
nasyca się poranek…
poduszka powieki przymyka,
chłonie ulotny zapach,
chciałaby tak trwać w zachwycie
i pamiętać barwy lata…
słońce całuje powieki
ciepłymi promykami,
rozmarzoną poduszkę
obsypuje uśmiechami…
.............................................
donikąd
wspólne życie
podzielone na pół,
zapakowane do pudeł
odeszło donikąd,
w sypialni pozostał
smutny materac
i skręcone z bólu
drzewko bonzai,
z kuchni wyszły
kubki z serduszkami,
też nie wiadomo dokąd,
kartkę z kalendarza
zabrał wiatr...
żadne z pudeł
nie obejrzało się
za siebie...
...................................
pożegnanie lata
ostatni dzień lata,
słońce śle gorące promienie,
jakby chciało na zawsze
utrwalić wakacyjne wspomnienia...
kołyszą się żagle na jeziorze,
wiatr łagodnie popycha je do przodu,
słoneczne zajączki biegają po wodzie,
a niebo nad głową śmieje się radośnie...
piasek na brzegu słońcem nagrzany
barwą się mieni tęczową,
przesypuje się ciepłem między palcami,
w stopy łaskocze przekornie...
ostatni spacer po deskach molo,
wzrok biegnie za rybitwy tańcem,
jeszcze zachwyt kolorami nieba
i cicha tęsknota za odchodzącym latem...
......................................................
sielsko
sierpniowe,ciepłe popołudnie
przymyka sennie powieki,
gdzieś w pobliżu słychać
świerszcza ciche dzwonienie...
przez uchylone okno
wiatr wnosi oddech łąki,
zapach mięty i macierzanki,
głosy odlatujących gęsi...
motyl przysiadł na parapecie
ucieszony słonecznym ciepłem,
cisza zawisła w powietrzu,
czas zatrzymał się w miejscu...
.....................................................
bez
dzień bez wyrazu
wstał dziś lewą nogą,
ziewnął płaczliwie,
leniwie otworzył oko...
dzień bez uśmiechu
ma kwaśną minę,
jakby przed chwilą
zjadł całą cytrynę...
dzień bez wigoru
od samego rana,
piękny sen prysnął
jak bańka mydlana...
.........................................
jak dawniej
tak,jak dawniej,
pójdziemy parkową alejką,
będziemy się cieszyć tym,
co daje nam jesień...
będziemy szukać w trawie
brązowookich kasztanów,
z dojrzałej jarzębiny
zrobimy czerwone korale...
potem,nieco zmęczeni,
odwiedzimy naszą przystań,
zamówimy sobie kawę
i po lampce ulubionego wina...
porozmawiamy sobie,
jak kiedyś,serdecznie,
tylko teraz już
z twoim,dalekim cieniem...
...............................................
pączek
on i ja,
naprzeciw siebie,
on,okrągły i pachnący,
ja,jak w siódmym niebie,
on,piękny i gładki,
w słodkim lukrze skąpany,
ja,zniewolona jego urokiem,
pożeram go okiem zachłannym,
on,smakowity i kuszący,
wabi swą krągłością,
ja,z oddechem gorącym,
wyciągam dłoń z chciwością,
on,z konfiturą różaną w brzuszku,
podpiera się pod boczki,
-obejdź się smakiem łakomczuszku,
bo waga ci podskoczy!
łykam więc ślinę i ostrożnie
zatapiam zęby w jego boku,
on zaś nadął się i konfiturą
wycelował prosto...w oko!
................................................
wrzesień
zawieszony
między niebem a ziemią,
na nici pajęczej
huśta się wrzesień,
spojrzy w jedną stronę,
tam błyśnie słońcem,
a drugą,
szczodrze obdarzy deszczem,
zakręci liśćmi
bez żadnej przyczyny,
potarga włosy
jakiejś dziewczynie,
w piękne kolory
ubierze niebo,
zachodem słońca
pożegna się z ziemią...
............................................
może gdzieś to wydaj ![]()
siedem + zero
siedemdziesiątka
odwiedza cię raz w życiu,
więc przyjmij ją godnie
i nie roń łez w ukryciu,
siedem + zero
to dobry duet,
zapewni ci empekiem
darmowy przejazd,
może też da ci ulgę
na niektóre leki,
trzeba by o to zapytać
miłą panią z apteki,
a gdy zechcesz wybrać się
z wnukiem do kina,
może dostaniesz zniżkę
na bajkowy seans,
miej więc nadzieję,
że te cyferki
przysporzą ci wkrótce
radości wiele!
.................................
poprzerabiam poezja jest wieczna masz talent :
siedem + zero
siedemdziesiątka
raz w życiu,cię odwiedza
gdy siwizna przybywa a nie znika wiedza
przyjmij ją godnie więc
nie ulagaj paleniu ani piciu
łez nie roń w ukryciu
siedem + zero
duet dobry
empekiem ci zapewni
przejazd, darmowy
i szczęsciem obsypie
by krzyczeć głośno chórem
da ci ulgę może też
na leki, niektóre
lecz by nie bładzić
by mieć dobre leki
uśmiechnąć trzeba mile
zapytać
miłą panią z apteki,
zaś
gdy z wnukiem zechcesz
wybrać się do kina,
zniżkę dostaniesz może
na seans, bajkowy
nadzieję, miej więc
że cyferki te
wkrótce przysporzą ci
radości wiele!
i każdy serce podarował ci i był najlepszym przyjacielem
poprzerabiam poezja jest wieczna masz talent :
siedem + zerosiedemdziesiątka
raz w życiu,cię odwiedza
gdy siwizna przybywa a nie znika wiedza
przyjmij ją godnie więc
nie ulagaj paleniu ani piciu
łez nie roń w ukryciu
siedem + zero
duet dobry
empekiem ci zapewni
przejazd, darmowy
i szczęsciem obsypie
by krzyczeć głośno chórem
da ci ulgę może też
na leki, niektóre
lecz by nie bładzić
by mieć dobre leki
uśmiechnąć trzeba mile
zapytać
miłą panią z apteki,
zaś
gdy z wnukiem zechcesz
wybrać się do kina,
zniżkę dostaniesz może
na seans, bajkowy
nadzieję, miej więc
że cyferki te
wkrótce przysporzą ci
radości wiele!
i każdy serce podarował ci i był najlepszym przyjacielem
polowanie
anioł sfrunął nad ranem,
zawiesił skrzydła na poręczy,
na poduszce szpitalnej
zaniebieszczyły się oczęta...
cierpienie zawisło nisko,
na nici,niczym pająk
kołysze się nad bezwłosą główką,
czając się na swą ofiarę...
skrzydła zsunęły się z poręczy,
poduszka zamknęła oczy,
niebieskość cicho odpłynęła,
polowanie dobiegło końca...
...............................................
Przepiękny wiersz. Pozdrawiam.
jesienny motyl
zabłąkał się w czasie
skrzydlaty gość,
zgubił gdzieś lato,
szuka go dziś,
z jesiennym słońcem flirtuje,
pawimi oczkami
świat czaruje,
rozkłada skrzydełka,
łapie okruchy ciepła,
upija się słońcem,
tańczy w powietrzu,
aż do zawrotu głowy
obija się o ściany,
zmęczony,oszołomiony,
trwa w oczekiwaniu...
......................................
zapłakany dzień
dzień zaplątał się w chmury,
brzuchate od wody,
zgubił gdzieś parasol,
a przecież nie kocha takiej pogody,
zmoknięty i zziębnięty
skrył się pod drzewem klonu,
czekając na autobus
ocierał łzy po kryjomu,
patrzył na fontanny
tryskające spod kół samochodów,
i tak bardzo zapragnął
znaleźć się już w domu...
............................................
listopad
listopadowo w listopadzie,
szyby deszczem spływają,,
wiatr obija się o okna,
mgła welonem się kładzie...
pod drzewem sroka
rozgrzebuje stertę liści,
szuka czegoś zawzięcie
- coś chyba tam błyszczy...
pies truchcikiem biegnie,
zmoknięte uszy drżą,
nici dziś ze spaceru,
słońce na dobre pogniewało się...
listopadzie listopadowy,
miesiącu nielubiany,
dobrze,że już odejdziesz,
tęsknić za tobą nie będziemy...
.................................................
czas świerszczy
za oknem jesień
zmrokiem okrywa świat,
wiatr liśćmi się bawi,
podrzuca je do gwiazd...
szyby skrzą srebrzyście
koralikami deszczu,
nucąc cichutko
jesienną piosenkę odwieczną...
czas świerszczy nastał,
ich grania za kominem
i czas słuchania pieśni,
która stamtąd płynie...
słodkie nutki na skrzypkach
wygrywają świerszcze,
przymknij oczy i słuchaj,
z wiosną tego nie będzie...
....................................................
aż mi się przypomina piosenka Kaliny Jędrusik - "Jesienna dziewczyna"
pięknie piszecie
w szklance
dała się mucha uwięzić
w szklance,
tłucze się w niej i brzęczy
nieustannie,
musze nie wolno spacerować
po stole,
nie wolno także maczać nóg
w rosole,
zabronione ma latanie
po sejmie,
niewskazana obserwacja kto tam
drzemie,
nie może zapuścić oka
w kamerę,
bo zaraz pięścią w łeb
ją zdzielą,
brzęczy więc mucha w szklance
nieboga,
i czeka okazji,aż szklanka spadnie
na podłogę...
......................................
nierozłączni
przez żaluzje w oknach
wciska się do środka cień,
zmęczony,sfrustrowany,
bo włóczył się byle gdzie,
zagląda we wszystkie kąty,
wcale mu nie do śmiechu,
bo zgubił właściciela,
i gdzie go szukać?a niech to!
jego własny pan,
bezradny jak dziecię,
gdzieś został sam
i nie ruszy bez cienia...
cień i jego pan
nierozłączna para,
jeden bez drugiego
nie istnieją wcale...
.............................................
Reniko, zaglądam tutaj z przyjemnością. Szkoda, że zamilkłaś. Pozdrawiam Cię serdecznie:)
Piękne
ławka
wędrówka przez życie
wciąż trwa,
dźwigam plecak ciężki od zdarzeń
zbieranych przez tyle lat...
po kolei zamykam rozdziały,
jak w książce,po przeczytaniu,
jedne bogate,drugie za małe,
niektóre niezbyt ciekawe...
ostatni rozdział jeszcze w pisaniu,
coś dobrego może się zdarzy,
a gdy odnajdę swoją ławeczkę,
wówczas kropkę postawię...
......................................................
Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

smak lata
słodkie jesteś lato,
kolorowe,owocowe,czekoladowe,
masz tyle darów w zapasie,
że wszystkich wyliczyć nie sposób...
sokiem z arbuzów ociekasz,
smak w ustach się rozpływa,
rozkosz przynosi podniebieniu,
rozum na dobre się rozmywa...
malinami kusisz z daleka,
oczy chciwie wędrują po krzaczku,
maliny same wskakują do dłoni,
o,idź sobie stąd,robaczku!
lodami zdobywasz wszystkich,
na ich widok jaśnieją buzie,
zachwyt pojawia się na twarzach
tych małych i nawet tych dużych...
deszcz
przychodzi z letnim świtem,
chłodzi rozgrzane zmysły,
delikatnym szmerem wśród liści
wlewa do duszy ciszę...
kropelki zsuwają się po szybie
tworząc małe strużki,
zwisają na sznurze od bielizny,
drżą,gdy wiatr nim poruszy...
zbieram w dłoń kropelki,
one napływają znowu,
niby żywe istoty
skaczą po poręczy balkonu...
poranna kawa z obłoczkiem
kusi swym aromatem,
wdycham go z zachwytem
i uśmiecham się do lata...
wieczór
dzień mija bezpowrotnie,
niebo żegna się z ziemią
zachodzącym słońcem,
szybującą mewą,
w otwarte okno
zagląda lipcowy wieczór,
ciepłym oddechem
porusza listki mięty,
jej zapach kołysze się w powietrzu,
huśta się na firance,
pobudza wszystkie zmysły,
uśmiecha się do marzeń...
letni,ciepły wieczór
zasiadł przed telewizorem,
zapragnął także
obejrzeć coś w kolorze...
pada
szemrze i szumi,
spływa po liściach,
spragniony gołąb
rozłożył skrzydła,
chłonie te krople
całym swoim ciałem,
cieszy się nimi
i wciąż mu za mało...
kropi i pada,
podlewa róże,
rozgadane wróble
chlapią w kałużach,
krzyczą z radością
na wszystkie strony,
niech pada,niech pada,
niech obmyje wszystkie kąty..
upał
słońce gorącymi palcami
głaszcze po karku,
roztapia wszelkie myśli,
pogrąża w letargu,
upał...
zdejmuję z siebie siódmą skórę
i wciąż za gorąco,
z nieba leje się afrykański upał,
nie ma to jak kochane słońce,
upał...
hamak między drzewami
przysnął wielce znużony,
pod jabłonką kawa paruje,
zaprasza na odpoczynek zasłużony,
upał...
dzień gorącego lata
pachnący lipami
od rana do wieczora
słońcem szczodrze obdarza,
upał...
dzika plaża
fala łagodnie dotyka brzegu
nucąc swoją melodię,
podpływa i odpływa,cofa i nawraca,
codziennie,niezmiennie,niezawodnie...
tak tu cicho i spokojnie
z dala od miejskiego zgiełku,
tylko mewy krzyżują swe ścieżki w locie,
tylko czas stanął tu w miejscu...
stopy grzęzną w ciepłym piasku,
jaszczurka przysnęła pod kamieniem,
mały kamyczek toczy się wolno
niczym senne marzenie...
zamieram w bezruchu,
świat napełnia się ciszą,
niech jaszczurka śpi spokojnie,
niech czas nie rusza z miejsca...
do lustra
lustro,czegóż
wykrzywiasz się z niesmakiem,
chyba ci się nie spodobało
to,co jest faktem,
że lewy profil
różni się od prawego,
że prawe oko
ma zeza dużego,
liczysz moje zmarszczki
które narysował czas,
ale mi nie mówisz,
że one zdobią twarz,
zauważasz,że włosy
spopielały jak
sierść kota,
gdy mu przybędzie lat...
lustro,no cóż,
jeśli masz moc
przywróć dawne lata
i nie wykrzywiaj się już...
łąka
stąpam po łące
pełnej żółtych plam,
jakby niebo rozrzuciło
setki wesołych słońc...
złoto miesza się z zielenią
aż po zawrót głowy,
na łodyżce szmaragdowej
zawisł mały konik...
zerka z góry
na kwiaty pod nim,
nie wie,co ma robić,
skoczyć,czy huśtać się dalej...
rozmarzona biedronka
przysiadła na listku,
grzeje kropki w słońcu
i nie myśli o niczym...
łąka pełna życia,
w zielonej gęstwinie
splatają się dróżki
wielu maleńkich istnień...
galopem
przebiegłam obok Życia
za prędko,galopem,
nie zdążyłam nabrać
rozumu i oddechu,
nie zdążyłam rozejrzeć się wokół,
nie umiałam dostrzec
jak świat pięknieje obok,
ominęłam swoje Życie
z klapkami na oczach,
popędziłam naprzód
jak w sto koni,
pomyślałby kto,
że Życie chcę przegonić...
przyszedł czas refleksji,
Życie jest tylko jedno,
trzeba je zauważyć
i nie mijać w biegu...
łowca
w klatce misternie splecionej
z nitki cieńszej od włosa,
zasiadł pająk na tronie,
by czuwać dniem i nocą...
uplótł swoje życie
nie całkiem doskonałe,
klatka huśta się na wietrze
razem z gospodarzem...
okna klatki są niewielkie
ale widać przez nie wszystko,
z cierpliwością obserwuje,
czy nie wpadnie coś w łowisko...
szyszką wiatr rozerwał siatkę,
nici się porwały,
pająk zaczął od początku
budować swój azyl...
ranek
zatrzymuję myśli
rozsypane po bezsennej nocy,
jak krople deszczu
rozbiegane po asfalcie,boso...
nad kubkiem kawy obłoczek pary
kreśli esy floresy,
aromat porannej kawy
snuje się w powietrzu...
za oknem świt,
niebo płonie purpurą,
słonce wita dzień,
w serce wlewa się nadzieja...
rozsuwam firanki,
promyk tańczy na ścianie
jak motyl, zachwycony
słońca porannym całowaniem...
paranoja
pewnego razu
przyszła do mnie Myśl
-a co byś powiedziała,
gdyby twój język znikł?
no nie wiem-odpowiedziałam,
na pewno bym przestała
mielić ozorem głodne kawały...
-a co byś powiedziała,
gdybyś nos zgubiła?
to już wiem-mówię,
przestałabym węszyć za wszystkim,
choć to bardzo lubiłam...
-a co byś powiedziała,
gdyby na oko naptakał ptak?
przestałabym podglądać
kto z kim,gdzie i jak...
ale wiesz co-mówię do Myśli,
lepiej nie przepowiadaj,
bo jeszcze mi się to wszystko
przyśni...
w oczach
masz takie oczy niebieskie
jak niebo w słoneczny dzień,
a w nich złote iskierki
gdy uśmiechasz się...
oczy miewasz zapatrzone,
jakbyś w głąb siebie zaglądał,
jakbyś wiedział,że te marzenia
to cały twój majątek...
czasem twe oczy ciemnieją
gdy myśl ukłuje jak osa,
gdyby tak można tę chwilę
odsunąć gdzieś...i o niej zapomnieć...
uśmiechnij się
pyszni się buła
piegami nakrapiana
wielka jak góra
czymś w środku napchana
otwarta paszcza
język pokazuje
to hamburger tłusty
bardzo dokazuje
pod nim zielenią
sałata kokietuje
na czubku zaś
keczup króluje
pomidor z boku
wstydzi się czerwienią
cebula i kapusta
dobrze się rozumieją...
na widok fast fooda
czy chcesz czy też nie
oko błyska łakomstwem
fast food podnieca cię...:)
motyl
obudził się
w za ciasnej głowie
chciał rozpostrzeć skrzydła
lecz nie był gotowy
chciał wyjść ze środka
zachłysnąć się wiosną
chciał poczuć powiew wiatru
i wznieść się wysoko
lecz zapomniał kim jest
i jak się nazywa
zapomniał gdzie jest wyjście
i jak się stąd wyrwać
zamknął więc skrzydełka
pawie oczka znikły
umilkły marzenia
nastąpiła ciemność...
wszak motyle podobno
żyją tylko miesiąc...
czekanie
myśli jak mrówki
biegają w głowie
plądrują duszę
i sączą w nią niepokój
czekanie...
krzesło zrasta się z plecami
ból gdzieś uciekł
zegar walczy z minutami
drzwi milczą
czekanie...
biały fartuch ze słuchawkami
niesie uśmiech i radość
wreszcie skończyło się
to nie kończące się
czekanie...
refleksje
lata mijają,czas leci,
nawet się człowiek nie obejrzy
a już przychodzi czas na refleksję,
czy coś z poprzedniego wieku się pamięta...
lata dziewięćdziesiąte
czas bananówek i mody na dzwony,
czas prywatek i studiowania
i zespołów beatowych...
przemknęli przez te lata
chłopcy długowłosi,
a wideo i kasety
już chyba tylko w wyobraźni...
między pracę a rodzenie dzieci
wciskały się troski dnia powszedniego,
ale był czas dla przyjaciół
i na skok na małą czarną do Staromiejskiej...
czy było lepiej,
trudno ocenić z perspektywy czasu,
może nie lepiej,
ale za to inaczej...
kołysanka
wieczór rozpostarł na niebie
paletę barw przeuroczą,
anioły tańczą ze szczęścia,
że znów nadchodzą cuda nocy...
roznoszą na swoich skrzydłach
kolorów moc bogatych,
tu fiolet,a tam czerwień,
i złotem trzeba coś poprawić...
anioły tańczą na paluszkach,
sypią srebrem na powieki,
życzą wszystkim dobrych snów,
niech noc będzie lekka...
anioły grają na skrzypeczkach
cicho,cichuteńko,
niech wam noc przyniesie
sny piękne jak marzenie...
Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek » Panna Jesienna-moje wiersze
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024