No cóż, mąż mojej koleżanki też podejmował decyzję, sam się spakował, sam wyprowadził. A te twoje parę dni może się przeciągać, i przeciągać, i przeciągać... Bo nie ma mieszkania, bo za drogie, bo może... bla, bla, bla...
Nawiasem mówiąc, to ów mąż czasem nawet proponuje seks, ot tak, po koleżeńsku. Na razie niby bez odzewu, ale cóż, krew nie woda, a tobie mogłaby na przykład wpaść do głowy straceńcza myśl, że może w ten sposób coś się da naprawić.
Podobne tematy
Taka stracencza mysl klebi mi sie w glowie przez caly czas. Jednakze mimo,iz naprawde wygladam teraz najlepiej z calego naszego zwiazku, wiem, iz go nie pociagam. Bo pociaga go inna.
Oj tam, oj tam. Pamiętaj, że dla faceta zawsze lepsze to, co w naturze, niż to, co na odległość. Nie przekłada się to jednak w najmniejszym stopniu na miłość.
Chcę ci tylko zasugerować, byś raczej nie dała się wciągnąć w takie gierki. Po każdej łóżkowej zabawie twoja nadzieja będzie rosła w tempie geometrycznym. Niestety nie będzie to proporcjonalne do jego uczucia do ciebie.
No i ustalone. Maz sie wyprowadza, bo mimo iz chcial walczyc o nas to niestety mysli tylko o niej.
Bullshit, bullshit i jeszcze raz bullshit. Pieprzenie w bambus. Twój mąż nigdy nie chciał walczyć o Was i nigdy nie walczył. Walczący o związek facet nie siedzi rozmemłany i zapłakany na tyłku dręcząc (ponoć) ukochaną żonę.
"Nie ma z nia podobno kontaktu,"
Kolejny bullshit. Nie wierzę. Sądzę, że pewne ustalenia oni poczynili jeszcze przed jego wyjazdem. On miał konkretny plan i całe jego zachowanie (ZWŁASZCZA BRAK WALKI O WAS) jest dowodem na to, że go konsekwentnie realizuje.
"za bardzo mnie skrzywdzil i jak na mnie patrzy to ma ogromne wyrzuty sumienia"
Gdyby rzeczywiście żałował, to starałby się naprawić zło, które ci wyrządził, a nie knułby za Twoimi plecami przez długi czas.
Ale serce mowi kocham i jedyne czego pragnie to, zeby przytulil i powiedzial ze wszystko bedzie dobrze.
To może pomyśl sobie o tym, że Twój ponoć idealny mąż spiskował od dłuższego czasu za Twoimi plecami i układał sobie życie od nowa, podczas gdy Ty o niczym nie wiedziałaś.
To znowu ja. Pisanie ma wartość terapeutyczna, wiec pozwólcie że wyleje to co we mnie siedzi...
Po siedemsetnej rozmowie na temat związku, pogodziłam się juz z rozstaniem, nie płacząc jak histeryczka non stop przez 12 godzin mu w ramie, aby jednak nie odchodził. Ustaliliśmy wszystkie szczegóły rozwodu. Wyprowadzał się.
po tej szczególnie ciężkiej, ale jednak oczyszczającej rozmowie, przyszedł do mnie do sypialni i poprosił, żebyśmy dali sobie szanse. Żebyśmy spróbowali jeszcze przez pare miesięcy, on postara się zapomnieć o idealnej i przypomnieć sobie jak się we mnie zakochał
oczywiście, zakochana po uszu, zgodziłam się. Przez pare dni faktycznie się bardzo starał, entuzjazmu jednak starczyło na tydzień, oczywiście mówi cały czas ze jestem dla niego wazna, nie chce ode mnie odchodzić ani mnie stracić, ale widać ze cały czas myśli o innej...
Przecież tak się nie da żyć. Widzę, ze on próbuje, ale jest takim typem, ze dopóki się nie oparzy, to nie uwierzy... Czy on się jeszcze we mnie zakocha? Nie chce na nim wisieć, ale jak na razie jestem tak spragniona czułości, ze jak tylko go widzę to biegne się przytulać ale on nie ma z tego radości...
Wiem, powinnam go wyrzucić, ale czy to na pewno jedyne wyjście?
Angielskakobieta mąż pewnie "stara się", żeby potem móc powiedzieć, że zrobił wszystko, żeby Wasz związek ocalić.
A jak Ty się czujesz wiedząc, że on zamiast o tobie myśli o innej? Czy jedyne co jesteś w stanie zrobić to żebrać o jego uczucia?
Przepraszam, że tak dosadnie, ale nie rozumiem dlaczego kobiety tak się upadlają starając się ratować coś czego praktycznie nie ma. A on widząc twoją uległość, biedny miota się nie wiedząc, którą wybrać. Ktoś w tym związku musi mieć "jaja", żeby to przeciąć i tym kimś chyba nie będzie twój mąż, póki pozwalasz mu na takie zachowanie.