Poczytuję forum od jakiegos czasu, zeby sobie poradzic z rzeczywistoscia, ale mi jakos nie idzie, wiec postanowilam zalozyc watek o swoim temacie.
Historia jest banalna. Wielka milosc, wspolne mieszkanie, slub, wspolna decyzja o wyjezdzie z kraju, bo zawsze chcielismy sprobowac czegos innego, gdzies indziej, szukalismy swojego miejsca.
Po slubie 4 lata, zawsze ramie w ramie, namietnosc, wszystko tak jak powinno byc.
No i niestety okazalo sie ze jednak nie wszystko...
Pan sie zakochal. Z wzajemnoscia. Oczywiscie nie w zonie. Poznal ideal, ukrywal to przez pare miesiecy, ja zaczelam terapie bo wydawalo mi sie ze kogos ma, a on uparcie twierdzil ze to moja paranoja. Jak wiec standardowo myslaca kobieta, zaczelam szukac winy w sobie, poszlam do psychiatry i zaczelam leczyc sie z paranoi.
Po tym jak zakonczylam terapie, okazalo sie ze jednak nie mam paranoi...
Dlugie rozmowy, przeprosiny, starania - wszystko bylo. Postanowilam wybaczyc, bo wiem, ze zauroczenie to fatalna sprawa i czasem po prostu sie zdarza.
W tym samym czasie byl tez ten nasz wymarzony wyjazd. Istne szalenstwo, diabelski mlyn to przy tym niewinna karuzela dla 5latkow.
Na miejscu okazalo sie ze Pan jednak nadal mysli. Niestety nie o mnie. Wyglada jak basset, najsmutniejszy pies swiata, wzdycha do scian i nie wie co ma zrobic.
Szkoda mu malzenstwa, bo fajne.
Ale szkoda mu nowej Pani, bo to moze milosc zycia?
Kontaktu podobno nie maja, a on wzdycha juz miesiac.
A ja jak durna czekam, bo jestesmy tu sami, ciezko jest w samotnosci to wszystko ogarnac, poza tym kocham go jak sto diablow.
Probowalam wszelkich metod, nic nie przynosi rezultatu.
Spie tylko po tabletkach, jedyne co dobre, to ze figure mam swietna teraz...
Oczywiscie przytulac sie nie chce, radosci zero.
A ja durna ciagle mam nadzieje.
Durna?
1 2013-08-26 00:20:15 Ostatnio edytowany przez Angielskakobieta (2013-08-26 00:38:56)
Podobne tematy
2 2013-08-26 00:39:39 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 00:43:50)
Myślę, że pan i władca cierpi na taką popularną przypadłość, czyli chce mieć i rybki i akwarium, zjeść ciastko i mieć ciastko...
Biorąc pod uwagę, że już jedną szansę dostał i właśnie ją marnuje zastanów się nad tym, czy to niebożątko przypadkiem nie powinno odczuć na własnej skórze konsekwencji swojego czynu. Bo na chwilę obecną, to on ma raj: wypróbowaną jak para wygodnych butów żonę u boku która wybaczyła i przyjęła oraz wyidealizowaną pipę do której wzdycha. Rzecz jasna jest uczciwy - lojalnie Cię o tym poinformował, niczego nie skrywa...
Może problemem jest to, że jemu za gładko wszystko poszło... przyjęłaś, jesteś cierpliwa, cierpisz w milczeniu. A może on powinien zobaczyć, że TO może zaboleć?
Może warto spakować pana i odesłać do ukochanej? Może okazać się, że wróci szybciej niż myślisz, pytanie tylko, czy Ty będziesz go chciała wtedy przyjąć - bo może przemyślisz sobie sprawę i stwierdzisz, że Twoje uczucie nie jest warte czegoś takiego...
Probowalam dwa razy, nie chce wyjsc..
Probowalam dwa razy, nie chce wyjsc..
Ale co konkretnie? On nie chce się wyprowadzić, czy Ty nie chcesz go puścić, bo nie rozumiem...
Nie chce sie wyprowadzic. Powiedzialam, ze moze jechac gdzie chce, bo na sile to i kon sie umeczy. Powiedzial,ze to nie jest rozwiazanie.
Z drugiej strony pewnie bym umarla, gdyby zaczal sie pakowac.
Oszalalam.
6 2013-08-26 00:53:15 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 00:58:48)
Nie chce sie wyprowadzic. Powiedzialam, ze moze jechac gdzie chce, bo na sile to i kon sie umeczy. Powiedzial,ze to nie jest rozwiazanie.
Z drugiej strony pewnie bym umarla, gdyby zaczal sie pakowac.
Oszalalam.
NIE UMARŁABYŚ. OD TEGO SIĘ NIE UMIERA. UMIERA SIĘ OD INNYCH RZECZY.
"Powiedzial,ze to nie jest rozwiazanie."
Bzdura. Rozwiązanie jakiś by to było. Ale on nie chce... Wiesz dlaczego? Dlatego że jest tchórzem. Nasrać Tobie na głowę (czyli przyznać się do romansu i zwalić na Ciebie ten ciężar) potrafił, ale na poniesienie konsekwencji to gotowy już nie jest. Lepiej niech się żona martwi i z tym syfem buja - on się przyznał, z ukochaną się nie kontaktuje więc jest świętym męczennikiem.
Sądzę, że za jakiś czas sprawa przycichnie i kontakty z tamtą powrócą. Co więcej, będziesz o tym informowana - bo on Cię nie będzie zdradzał, tylko będzie się z nią "przyjaźnił" przyjaźnią czystą i wzniosłą, nieskalaną ziemskim pożądaniem... No i będzie dalej uczciwy, bo Ty
będziesz o wszystkim wiedzieć. I tak sobie będziecie wegetować i się męczyć. A potem za jakiś czas może znowu się zakocha...
Uważam, że Twój mąż jest skrajnym egoistą uważającym się za pępek świata. I myślę, że mimo iż opisujesz Wasz związek jako idealny to najprawdopodobniej spoczywał on w większym stopniu na Twoich barkach.
7 2013-08-26 00:59:34 Ostatnio edytowany przez Angielskakobieta (2013-08-26 01:02:07)
Wiem, ze nie umre. Problem jest taki ze po prostu boje sie ze on nie wroci.
Jestem tu niestety sama, dom mam wynajety na rok i jak on zniknie, to jedynie do telewizora bede sobie mogla pogadac. A tu nawet nie ma kosmica.tv ![]()
Z drugiej strony, mam juz po prostu serdecznie dosc traktowania mnie jak gowno.
Zlosc jednak przechodzi po dwoch godzinach i wtedy znowu sama chce wszystko naprawiac.
A on wtedy robi mine basseta i ja zas zaczynam ryczec.
Najgorzej ze z praca lipa tymczasowa, wiec siedzimy w domu i jest jakas tragedia. Biegam, jezdze na rowerze, pieke ciasta, chleby, nawet ucze sie grac w szachy. Ale i tak caly czas mam ochote do niego biegac i go tulic.
Wiem, ze to na dluzsza mete bez sensu. Bo pewnie on i tak ma to w dupie.
Co do egoizmu.. Jasne ze jest, teraz to widac. Oczywiscie, ze to ja jestem klasycznym przykladem kobiety chcacej wszystkigo za bardzo, ale wczesniej razem podejmowalismy kluczowe decyzje i mialam w nim ogromne wsparcie, mimo iz zawodowo bylam mocno ogarnieta osoba. W domu jednak to on mial szanse sie wykazac, co robil nawet pieknie. Do czasu kiedy nie poznal Pani Idealnej.
8 2013-08-26 01:07:23 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 01:09:44)
Złość jednak przechodzi po dwóch godzinach i wtedy znowu sama chce wszystko naprawiać.
.
Dlatego właśnie sądzę, że w tym związku to Twoje uczucie było siłą napędową. On o tym doskonale wie i dlatego wszystko zwalił na Twoje barki. Bo wie, że będziesz chciała naprawiać, że będziesz wracać, że będziesz się tulić. A on będzie odgrywał biednego skrzywdzonego chłopczyka.
"Poznal ideal, ukrywal to przez pare miesiecy," - w takim razie albo Wasze małżeństwo było fikcją i wcale w nim tak dobrze nie było, albo on jest kompletnym xujem i kretynem.
"ja zaczelam terapie bo wydawalo mi sie ze kogos ma, a on uparcie twierdzil ze to moja paranoja." Dlatego sądzę, że on Cię nie kochał i nie kocha - po prostu płynął na fali Twojego uczucia. Gdyby Cię kochał, przynajmniej zamknąłby gębę na kłódkę, zakończyłby znajomość i zabrał się za naprawę Waszego związku.
"Do czasu kiedy nie poznal Pani Idealnej."
Dlaczego zatem z nią nie jest? Czyżby ona ochłonęła w uczuciach (romans a rozwód to dwie różne rzeczy) i okazała się być mniej idealna?
Czy masz jakąś możliwość uniezależnienia się finansowo tam, gdzie jesteście?
Kurczę, jak czytam Twoją historię to jakbym czytała historię Moni z naszego forum.. jak będzie chciała, to pewnie się odezwie ![]()
Myślę, że najlepsze co doradzić, to po prostu mąż musi wybrać, być zdecydowanym. Jeśli wybierze ją, to nie ma za kim płakać, bo sam w to się wplątał. Zauroczenie zauroczeniem, ale to co z tym zrobimy to już nasza wola. Jak Ty jesteś najważniejsza, to zostanie z Tobą, a o tamtej pani zapomni, zerwie kontakty. Kwestia priorytetów czy dla zauroczenia chce rozwalać związek. Zależy od niego już. Pamiętam z historii Moni, że dawała wiele czasu dla namysłu.. to było tutaj złe, bo pan nadal był niezdecydowany.. Dlatego Ty określ może jakiś termin.. niedługi i niech wybiera. Nie ma sensu żyć w niepewności...
Przeczytalam historie Moni. Czas do namyslu mial. Wybral mnie.
I nadal wyglada jak basset.
Tak, to ja jestem ta uczuciowa strona zwiazku. On tym chlodnym racjonalista.
Jak sie okazuje, do czasu. Teraz juz nic nie potrafi wymyslic, tylko cierpi.
Finansowo moge sie zawsze odniezaleznic, po prostu bede pracowac 7 dni w tygodniu.
Tylko jak zwykle mam nadzieje, ze on sie zmieni.
A Pani Idealna czeka na niego.
11 2013-08-26 01:24:01 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 01:26:34)
Rozumiem truskaweczkę, ale chyba ten pan nie jest z tych, którzy mają jaja i sami podejmują decyzje. On woli, żeby zrobiła to za niego żona.
Do autorki wątku: przeczytaj sobie to, co Ci tutaj wkleję, pasuje jak ulał do Twojej sytuacji...
"Zdrada kończy się natychmiast albo wlecze latami. Gdy już wszystko się wydało, strona zdradzająca chciałaby - z przyzwoleniem naiwnego współmałżonka - uzyskać odroczenie, jeszcze nasycić się romansem. Ten ekstatyczny "ostatni raz", te pożegnania kochanków, których rozdziela proza życia... Zasilone dramatem uczucia rozpłomieniają się od nowa i wyrozumiały współmałżonek dowiaduje się, że jego cierpliwość nie na wiele się zdała - bo "to jednak tkwi we mnie, muszę mieć jeszcze trochę czasu". Uwaga również na deklaracje: "Potrzebuję samotności i spokoju, by wszystko przemyśleć" czy "Muszę pobyć bez niej i bez ciebie, by zrozumieć, czego chcę, i podjąć decyzję" - to zasłona dymna służąca usunięciu partnera z pola działania.
Nie słuchajmy zwierzeń o romansie. Nie wpuszczajmy wroga na nasz teren. Bo inaczej nie spostrzeżemy się, gdy subtelna psychika wybranki stanie się częścią naszego małżeńskiego życia i trzeba będzie rozumieć, że mąż musi bardzo ostrożnie przygotować kochankę do rozstania, bo: "Mówiłem ci przecież, jaka ona jest wrażliwa i ile dla mnie zrobiła, to byłoby nieuczciwe z mojej strony, mogłaby sobie coś zrobić, chyba nie chciałabyś się czuć odpowiedzialna za coś takiego?". "Nie chciałabym i na pewno nie będę, nie zamierzam o niej słyszeć ani słowa więcej, a na razie może byś się zajął moją wrażliwością" - powinna odrzec żona walcząca."
"Tylko jak zwykle mam nadzieje, ze on sie zmieni.
A Pani Idealna czeka na niego"
On się nie zmieni, po co? Przy Twoim podejściu?
Skąd wiesz, że Pani Idealna na niego czeka? Wiesz to od niej czy od niego?
Witaj...
Popierając moją przedmówczynię Batszebę - bo nie pozostaje mi nic innego jak przyznać Jej racje - muszę stwierdzić, że w tym związku spodnie nosisz Ty, ale rozporek to ma on... ciągle rozpięty.
Krawiec tak szyje na ile mu materiał staje. A Twój luby siedzi sobie wygodnie w tym Waszym "materialnym" gniazdku - które Ty mozolnie i nie oszukujmy się... na siłę cerujesz jego zdarte skarpetki - i dzierga, a raczej jeździ suwakiem błyskawicznie kierując swe myśli do kochanicy.
Zdarta płyta winylowa gra Ci w głowie w systemie HD dolby surround, bo w jego prostackie kłamstewka wierzysz już jak w prawdę.
Tylko patrzeć jak nosa Ci utrze End_aluzja ![]()
Nie bez kozery Susan Forward i Donna Frazier popełniły książkę o analogicznym tytule do Twojej sytuacji, "Gdy Twój facet łże jak pies". Poza tym książka Dobsona "miłość wymaga stanowczości" to tak na cito jest do czytania dla Ciebie.
Eugenia Herzyk, Nałóg kochania
Eugenia Herzyk, Czym jest nałogowa miłość
Eugenia Herzyk, Uzależnienie od miłości
Robin Norwood, Kobiety, które kochają za bardzo
Beattie Melody, Koniec współuzależnienia
Patricia Evans, Toksyczne słowa
Sondra Ray, Zasługuję na miłość
Susan Forward, Szantaż emocjonalny
Michał Dziurdzik, Oblicza zdrady
Alice Miller, Gdy runą mury milczenia
Cowan Connell, Kinder Melvyn, Mądre kobiety, głupie postępowanie
Greg Behrendt, Liz Tuccillo, Nie zależy mu na Tobie
Jerzy Mellibruda, W poszukiwaniu kształtu własnej osoby
Jerzy Mellibruda, Pulapka nie wybaczonej krzywdy
Doris Wolf,Rolf Merkle, zrozumiesz uczucia
Erich Fromm, Miec czy byc
Erich Fromm, O sztuce milosci
Fryderyk Nietzsche, Z genealogii moralnosci
Herta Muller, Dziś wolałabym siebie nie spotkać
Milan Kundera, Życie jest gdzie indziej
13 2013-08-26 01:27:26 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-08-26 01:29:08)
Przeczytalam historie Moni. Czas do namyslu mial. Wybral mnie.
I nadal wyglada jak basset.
Tak, to ja jestem ta uczuciowa strona zwiazku. On tym chlodnym racjonalista.
Jak sie okazuje, do czasu. Teraz juz nic nie potrafi wymyslic, tylko cierpi.
Finansowo moge sie zawsze odniezaleznic, po prostu bede pracowac 7 dni w tygodniu.
Tylko jak zwykle mam nadzieje, ze on sie zmieni.
A Pani Idealna czeka na niego.
No tak, ale mąż Moni też niby wybrał ją, ale potem byli razem i cały czas było widać, że myśli o tamtej... nic się nie zmieniało.. nawet obrączki nie chciał nosić... więc pogadaj ze swoim mężem, bo za wybraniem Ciebie powinny też iść czyny. Nie chciałabym takiego wyboru.
Batszeba, właśnie... skoro jednak facet z tych, to trzeba stanowczo powiedzieć, że nie będzie się tego tolerować tego.. a jak nie to wyrzucić z domu, szkoda nie będzie ;-) O kurczę.. nie zazdroszczę, nie chciałabym spodni w związku nosić.
Moniu mam nadzieję, że nie jesteś zła za przytoczenie fragmentu Twojej historii. Ona po prostu świetnie tu pasuje.
14 2013-08-26 01:28:57 Ostatnio edytowany przez Angielskakobieta (2013-08-26 01:33:53)
On twierdzi ze nie maja kontaktu, ale ona na pewno czeka
))
Wiem, ze mam zle podejscie.
Powinnam go kopnac mocno w tylek.
Musze jutro z nim ustalic wszystko.
Codziennie probuje to zrobic, ale nie naciskam na wyprowadzke bo sie tego po prostu boje.
Czytalam Dobsona. Zasady 180 mam w notatniku telefonu. Czytam 4 razy dziennie. Tak jak to forum. Ale nie mam odwagi, po prostu.
Wiem, ze to durne, ze roztkliwiam sie nad soba i sama jestem winna tej chorej sytuacji, bo Pan ma wygodnie a ja rycze.
Łudze sie ze jak wybral mnie to chyba cos jeszcze czuje.
Poza tym, glupie ale prawdziwe, nie chce dac Pani Idealnej satysfakcji, ze udalo sie jej rozwalic malzenstwo.
Poza tym, rozwod to dla mnie cos niewyobrazalnego, bo do jasnej cholery, cos przysiegalam.
"ale ona na pewno czeka
)" Ja myślę, że Twój mąż to spryciarz nie lada: ustawił się idealnie: idealna kochanka która na niego czeka z otwartymi ramionami i żona, która za niego wszystko zrobi włącznie z myśleniem. I ON MIAŁBY PODEJMOWAĆ JAKIEŚ DECYZJE? A po co...
Myślę, że jesteś kobietą kochającą za bardzo i tu leży pies pogrzebany.
Bags podał Ci dobre książki - Susan Forward bardzo sensownie pisze...
16 2013-08-26 01:50:00 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-26 01:51:41)
Poza tym, glupie ale prawdziwe, nie chce dac Pani Idealnej satysfakcji, ze udalo sie jej rozwalic malzenstwo.
Poza tym, rozwod to dla mnie cos niewyobrazalnego, bo do jasnej cholery, cos przysiegalam.
W W tym pierwszym górę biorą motylki w brzuchu i dojrzałość urojona pt proza życia, tak w tym drugim prawdziwość słów przysięgi weryfikuje... życie.
Wiem o czym mówisz, bo sam jestem po sakramentalnym słowie a finał mam identyczny, aczkolwiek w odwrotnym układzie. Takie qrde jest to życie.
"mieli być na zawsze lecz doczekali końca..."
...Ja myślę, że Twój mąż to spryciarz nie lada: ustawił się idealnie: ...
A ja myślę, że brakuje Ci obiektywizmu i wyciągasz zdecydowanie zbyt daleko idące wnioski ze zbyt małej ilości informacji.
Przeczyta dwa zdania i wielka specjaliska od osobowości sie znalazła.
batszeba napisał/a:...Ja myślę, że Twój mąż to spryciarz nie lada: ustawił się idealnie: ...
A ja myślę, że brakuje Ci obiektywizmu i wyciągasz zdecydowanie zbyt daleko idące wnioski ze zbyt małej ilości informacji.
Przeczyta dwa zdania i wielka specjaliska od osobowości sie znalazła.
JAK SIĘ NIE PODOBA TO NIE CZYTAJ ALBO ZACZNIJ PISAĆ SENSOWNIE I NA TEMAT.
19 2013-08-26 08:10:12 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 08:11:33)
On twierdzi ze nie maja kontaktu, ale ona na pewno czeka
))
Wiem, ze mam zle podejscie.
Powinnam go kopnac mocno w tylek.
Musze jutro z nim ustalic wszystko.
Codziennie probuje to zrobic, ale nie naciskam na wyprowadzke bo sie tego po prostu boje.Czytalam Dobsona. Zasady 180 mam w notatniku telefonu. Czytam 4 razy dziennie. Tak jak to forum. Ale nie mam odwagi, po prostu.
Wiem, ze to durne, ze roztkliwiam sie nad soba i sama jestem winna tej chorej sytuacji, bo Pan ma wygodnie a ja rycze.
Łudze sie ze jak wybral mnie to chyba cos jeszcze czuje.
Poza tym, glupie ale prawdziwe, nie chce dac Pani Idealnej satysfakcji, ze udalo sie jej rozwalic malzenstwo.
Poza tym, rozwod to dla mnie cos niewyobrazalnego, bo do jasnej cholery, cos przysiegalam.
Angielskakobieto: jak naprawdę wyglądała sytuacja z panią idealną? Jest wolna czy to mężatka? Bo ciekawi mnie to, dlaczego Twój mąż jednak nie kwapi się do związku z nią mimo jej idealności... Czyżby obydwoje stwierdzili, że poświęcą swoją miłość na ołtarzu związków małżeńskich?
Ciekawa jestem wypowiedzi End_aluzji, która wybaczyła romans, ale w jej przypadku mąż się po pierwszej kajał a po drugie nie twierdził, ze kochanka była panią idealną a wręcz przeciwnie.
Gdy zaczęłam czytać ten wątek od razu nasunęło mi się pytanie to, które zadała Batszeba. Jak to jest z tą panią idealną? Może to ona go nie chce, a może on się boi jej męża? a może idealna nie ma pracy i musiałby ja utrzymywać, a może jeszcze na dodatek ma dzieci, które go drażnią (i też musiałby je utrzymywać). I chyba ważne jest to wszystko - czy został z Tobą bo Cie kocha, jesteś lepsza, czy po prostu rzeczywistość zajrzała mu w oczy. Jeśli to pierwsze to dałabym mu szansę. Jeśli to drugie to niech spada.
On twierdzi ze nie maja kontaktu, ale ona na pewno czeka
))
Wiem, ze mam zle podejscie.
Powinnam go kopnac mocno w tylek.
Musze jutro z nim ustalic wszystko.
Codziennie probuje to zrobic, ale nie naciskam na wyprowadzke bo sie tego po prostu boje.Czytalam Dobsona. Zasady 180 mam w notatniku telefonu. Czytam 4 razy dziennie. Tak jak to forum. Ale nie mam odwagi, po prostu.
Wiem, ze to durne, ze roztkliwiam sie nad soba i sama jestem winna tej chorej sytuacji, bo Pan ma wygodnie a ja rycze.
Łudze sie ze jak wybral mnie to chyba cos jeszcze czuje.
Poza tym, glupie ale prawdziwe, nie chce dac Pani Idealnej satysfakcji, ze udalo sie jej rozwalic malzenstwo.
Poza tym, rozwod to dla mnie cos niewyobrazalnego, bo do jasnej cholery, cos przysiegalam.
Nic nie powinnaś.
Nic nie musisz.
Nic nie próbuj.
Nie tłumacz.
To tylko zasłony dymne dla Twoich prawdziwych decyzji.
Proponuję, byś zaprzestała okłamywać siebie samą. Co stanie się, gdy uczciwie powiesz, że mimo wszystko podjęłaś decyzję, by być z nim? Przecież jesteś osobą dorosłą i jest to Twoje życie i Ty ponosisz konsekwencje wynikające z tychże decyzji.
22 2013-08-26 09:28:29 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 09:30:29)
Gdy zaczęłam czytać ten wątek od razu nasunęło mi się pytanie to, które zadała Batszeba. Jak to jest z tą panią idealną? Może to ona go nie chce, a może on się boi jej męża? a może idealna nie ma pracy i musiałby ja utrzymywać, a może jeszcze na dodatek ma dzieci, które go drażnią (i też musiałby je utrzymywać).
Mnie też ta tajemnicza Pani Idealna zastanawia... bo niby taka idealna, niby czeka a małżonek jednak się nie wyprowadza... W takim razie jedno z dwojga - albo nie jest taka idealna jak się wydaje, albo rzeczywistość zaczęła skrzeczeć i pan mąż stwierdził, że motylki w brzuchu mogą za drogo kosztować...
Idealna jest w Polsce, prawda? Więc pewnie mężowi nie uśmiecha się powrót do Polski z wymarzonej zagranicy...
Z drugiej strony miłość do żony - jakaś ta jego miłość dziwna i wymęczona. Niby dobre małżeństwo, namiętność itp. a tutaj takie bum. I pan nawet nie przeprasza, nie kaja się, nie serwuje typowego tekstu że "tamta to był błąd i nigdy jej nie kochałem"... tylko cierpiętniczo siedzi z żoną i wzdycha do kochanicy....
23 2013-08-26 10:21:19 Ostatnio edytowany przez Angielskakobieta (2013-08-26 10:25:42)
Pani Idealna jest wolna, siedzi w kraju i czeka na znak zeby utulic malzonka.
Bardzo bym chciala walczyc, tylko juz nie mam o co.
Spie juz osobno, a Pan ma to gdzies.
Oczywiscie Pan ma swiadomosc ,ze mu motylki moga przejsc i okaze sie ze juz nie ma idealu.
Jednoczesnie twierdzi ze na zone ochoty juz nie ma i czeka czy mu wroci...
Pani Idealna jest wolna, siedzi w kraju i czeka na znak zeby utulic malzonka.
Bardzo bym chciala walczyc, tylko juz nie mam o co.
Spie juz osobno, a Pan ma to gdzies.
Oczywiscie Pan ma swiadomosc ,ze mu motylki moga przejsc i okaze sie ze juz nie ma idealu.
Jednoczesnie twierdzi ze na zone ochoty juz nie ma i czeka czy mu wroci...
Angielskakobieto, ja naprawdę nie uważam, że rozwód zawsze jest najlepszym wyjściem, bo tak nie jest. Czasami warto ratować, warto walczyć itp. ale do tego trzeba partnera. Osoby, która będzie tak samo chciała walczyć i odbudowywać. Która zrozumie błąd i będzie chciała naprawić krzywdę. A w Twoim wypadku coraz bardziej widać, że na partnerskie traktowanie ze strony męża liczyć nie możesz. Twój mąż kompletnie nie liczy się z Twoimi uczuciami, jedyne co go interesuje to on sam - bo w wielką miłość do kochanki też nie wierzę...
Może i dobrze, że zaczynasz widzieć jego prawdziwe oblicze teraz, a nie po 15 latach i z dwójką dzieci. Odpowiedz sobie na pytanie, czy chcesz żeby tak wyglądały dalsze dni Twojego małżeństwa: on nieobecny emocjonalnie, unikający bliskości, marzący w duchu o bliżej niesprecyzowanych ideałach, do których Ty nie dorastasz...
"Jednoczesnie twierdzi ze na zone ochoty juz nie ma" - zdajesz sobie sprawę, że on Cię przez cały czas zdradza w głowie z tamtą? Nawet, jeśli się nie kontaktują to ten romans nadal trwa i to u Twego boku...
Wiem, ze trwa, bo inaczej on by probowal, sam powiedzial ze nie chce przekreslac swietnego zwiazku. Tymczasem mowi cos innego, a mysli tylko o niej.
A ja sie wkurzam, bo zawsze chce dzialac, robic, zmieniac, walczyc. Tylko nie mam z kim.
Fakkk, zaraz oszaleje.
Zapytalam go po raz tysieczny, jaki ma plan.
Nie odpowiedzial nic.
Jednakze, poniewaz wyszedl, okazalo sie ze zaczal juz szukac domu.
W tej samej miejscowosci, co ja.
Nie wyobrazam sobie, ze bedzie mieszkac 100m ode mnie ze swoja nowa Pania.
Fakkk, zaraz oszaleje.
Zapytalam go po raz tysieczny, jaki ma plan.
Nie odpowiedzial nic.
Jednakze, poniewaz wyszedl, okazalo sie ze zaczal juz szukac domu.
Angielskakobieto, przestań skupiać się na nim, tylko zacznij myśleć o sobie. Na chwilę obecną Ty nic nie robisz, tylko latasz wokół niego i martwisz się o Wasze małżeństwo. Po co on ma się czymkolwiek przejmować? Nie stawiasz mu żadnych granic facet robi totalnie co mu się podoba...
BTW: po tym, co napisałaś zwyczajnie nie wierzę w brak kontaktu z Idealną. Facet kręci i kłamie, gra na zwłokę i tyle...
Spokojnie...nie pytaj tylko poczekaj jeszcze. Jeśli faktycznie wytnie Ci taki paskudny numer, że ją tu ściągnie i zamieszka nieopodal, to znaczy, ze jest całkowicie bez zasad, honoru, serca. Jeżeli masz do niego jakiekolwiek resztki uczuć zostaną zniszczone natychmiast. A Tobie nie pozostanie nic innego jak wyciągnąć z tego pozytywne wnioski - uwolnisz sie od bęcwała, a jestes na tyle młoda, ze znajdziesz prawdziwą miłość.
Spokojnie...nie pytaj tylko poczekaj jeszcze. Jeśli faktycznie wytnie Ci taki paskudny numer, że ją tu ściągnie i zamieszka nieopodal, to znaczy, ze jest całkowicie bez zasad, honoru, serca. Jeżeli masz do niego jakiekolwiek resztki uczuć zostaną zniszczone natychmiast. A Tobie nie pozostanie nic innego jak wyciągnąć z tego pozytywne wnioski - uwolnisz sie od bęcwała, a jestes na tyle młoda, ze znajdziesz prawdziwą miłość.
Wiesz, z tym ściąganiem Idealnej to różnie może być, ale autorka ma wyraźne sygnały, że pan jednak o rozstaniu przemyśliwać zaczyna...
Nie zaczyna batszeba tylko ewidentnie podjal decyzje, o ktorej nie poinformowal mnie jeszcze. Tez uwazam, ze kontakt z Idealna jest, nie wiem tylko w jaki sposob, moze sobie golebie pocztowe wysylaja...
Do tego wszystkiego spoznia mi sie okres, co on skwitowal: mam jechac po test? End of story.
A nie jest po prostu tak, że pan mąż podjął decyzję już dawno, ale chce ją w życie wprowadzić płynnie i tak by nic nie stracić. Został z Tobą jakiś czas, wciskając kłamstwa o swym niezdecydowaniu albo zdecydowaniu w stosunku do Ciebie, po to, by nie musieć się wyprowadzać zanim czegoś dla siebie i Idealnej nie znajdzie?
Nie wiem jak wygląda Wasz sytuacja mieszkaniowa i pracowa, ale może po prostu chodzi mu o to, by zaaranżowac tam gdzie jesteście nowe gniazdko i wtedy Idealną ściągnąć?
To wyjaśnia jego idiotyczną i sadystyczną postawę wobec Ciebie, że niby zostaje z Tobą, ale naprawdę myśli o niej. On jest w jego głowie jej wierny po prostu, a z Tobą mieszka tymczasowo.
To moja hipoteza. Jeśli prawdziwa, to powinnaś go zwyczajnie wyrzucić i niech się biedak tuła i radzi sobie sam.
Bo ja też nie wierzę, ż eto taka miłość, Idealna jest samotna, a on zostaje w domu i decyduje się cierpieć. Swoją drogą: straszny dupek.
Nie zaczyna batszeba tylko ewidentnie podjal decyzje, o ktorej nie poinformowal mnie jeszcze. Tez uwazam, ze kontakt z Idealna jest, nie wiem tylko w jaki sposob, moze sobie golebie pocztowe wysylaja...
Do tego wszystkiego spoznia mi sie okres, co on skwitowal: mam jechac po test? End of story.
Myślę że okres spóznia się z powodu stresu - zwłaszcza, jeśli masz problemy ze snem.
Co do kontaktu z PI: Internet to potęga, wystarczy FB, Twitter cokolwiek... może mieć drugą komórkę którą chowa gdzieś przed Tobą. Może kontaktują się przez znajomych - jesteście w UK więc Polaków spotkać można...
33 2013-08-26 14:26:58 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 14:28:41)
A nie jest po prostu tak, że pan mąż podjął decyzję już dawno, ale chce ją w życie wprowadzić płynnie i tak by nic nie stracić. Został z Tobą jakiś czas, wciskając kłamstwa o swym niezdecydowaniu albo zdecydowaniu w stosunku do Ciebie, po to, by nie musieć się wyprowadzać zanim czegoś dla siebie i Idealnej nie znajdzie?
Nie wiem jak wygląda Wasz sytuacja mieszkaniowa i pracowa, ale może po prostu chodzi mu o to, by zaaranżować tam gdzie jesteście nowe gniazdko i wtedy Idealną ściągnąć?
POPIERAM W 100 %, sama miałam to napisać.
powinnaś go zwyczajnie wyrzucić i niech się biedak tuła i radzi sobie sam.
A to autorka powinna była już zrobić wcześniej....
Krynolina, powoli zaczynam myslec, ze on sobie to tak wlasnie zaaranzowal. Ze przyjedzie, zalatwimy wszystko, on zobaczy co i gdzie sie robi, bo to ja jestem bardziej ogarnieta w takich sprawach i potem sobie uwije gniazdko dla siebie i Pani Idealnej. Jesli to prawda, a nie moja paranoja, to jest takim debilem, ze ciezko o wiekszego. W chwili obecnej zdobywa Zloty Medal Dupka Roku.
Batszeba, moze internetowo, musi to jednak robic w nocy.
Krynolina, powoli zaczynam myslec, ze on sobie to tak wlasnie zaaranzowal. Ze przyjedzie, zalatwimy wszystko, on zobaczy co i gdzie sie robi, bo to ja jestem bardziej ogarnieta w takich sprawach i potem sobie uwije gniazdko dla siebie i Pani Idealnej. Jesli to prawda, a nie moja paranoja, to jest takim debilem, ze ciezko o wiekszego. W chwili obecnej zdobywa Zloty Medal Dupka Roku.
Batszeba, moze internetowo, musi to jednak robic w nocy.
1. Żadna paranoja - jedną "paranoję" już podobno miałaś, przypomnij sobie ... pamiętaj, że osoby zdradzające z reguły oskarżają partnerów o manię prześladowczą, urojenia itp.
2. Co za problem robić to w nocy? Żaden. A skoro romans zaczął się PRZED Waszym wyjazdem, to jaka pewność, że wszystko nie zostało ukartowane wcześniej?
Batszeba, wlasnie tak moglo byc. Podobno juz wczesniej rozmawiali, ze ona moglaby sie tutaj przeprowadzic, ze to nie problem.
37 2013-08-26 14:38:08 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 14:39:48)
Batszeba, wlasnie tak moglo byc. Podobno juz wczesniej rozmawiali, ze ona moglaby sie tutaj przeprowadzic, ze to nie problem.
Angielskakobieto: Ty go nie kochasz. Kochasz wspomnienie o nim, kiedy wszystko było między Wami ok. Nie inwestuj uczuć w kogoś takiego, bo skończysz z ręką w nocniku ...
jeszcze jedno: pilnuj pieniędzy, bo za jakiś czas okaże się, że Idealna zamieszka niedaleko Ciebie a on wyczyści Wasze wspólne konto...
Batszeba, no wlasnie to chce dzisiaj ustalic. Zrobic podzial, wywalic go z sypialni i niech szuka sobie gniazdka, byle szybko.
39 2013-08-26 14:42:26 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 14:44:11)
Batszeba, no wlasnie to chce dzisiaj ustalic. Zrobic podzial, wywalic go z sypialni i niech szuka sobie gniazdka, byle szybko.
KWestii kasy bym nie ustalała, tylko zaczęłabym działać sama: on robi różne rzeczy za Twoimi plecami od pewnego czasu, więc nie licz na taryfę ulgową.
Jesteś pewna, że nie zaciągnął w Waszym imieniu żadnych pożyczek, kredytów itp?
Jeszcze jedno: licz się z tym, że za jakiś czas usłyszysz, że od dawna między Wami było żle, że przestał Cię kochać tuż po ślubie a tak w ogóle to go do tego ślubu zmusiłaś bo on nigdy nie chciał...
Też się zgadzam, że powinnaś jak najszybciej zabezpieczyć się finansowo.
On Cię nie wtajemnicza w swoje plany, skoro szuka domu, Ty go nie wtajemniczaj i - jeśli macie jakieś pieniądze - po prostu je przelej na wyłącznie swoje konto. Jeśli on szuka mieszkania za Twoimi plecami, to znaczy, że może planowac też sporo innych rzeczy, na przykład zabranie sobie sporej części mebli, sprzętów itd.
I nie zdziw się, jeśli będzie się wyprowadzał, ale wciskał Ci, że nie do Idealnej, ale on potrzebuje oddechu, zastanowić się i wybrać i chce pobyć sam. Ani się obejrzysz, będzie mieszkał z Idealną.
Zadbaj o siebie!
Nie mamy zadnych zobowiazan. Wszystko jest na wspolnym koncie do ktorego oboje mamy dostep. Pozostaje temat podzialu tego co mamy tutaj i tyle. No i zrobienie rozdzielnosci, ustalenie szczegolow rozwodu. Mam to wszystko wypunktowane, jestem bardzo zadaniowa.
Tylko emocje sa juz powyzej poziomu wrzenia.
Nie mamy zadnych zobowiazan. Wszystko jest na wspolnym koncie do ktorego oboje mamy dostep. Pozostaje temat podzialu tego co mamy tutaj i tyle. No i zrobienie rozdzielnosci, ustalenie szczegolow rozwodu. Mam to wszystko wypunktowane, jestem bardzo zadaniowa.
Tylko emocje sa juz powyzej poziomu wrzenia.
On nie jest uczciwy. Ty też nie bądź. Na Twoim miejscu opróżniłabym wspólne konto zanim on to zrobi.
A jeśli chodzi o kontakt z nią, to popieram poprzednie wypowiedzi. Na pewno jest z nią w kontakcie, choćby - jak piszesz - po nocach. Nie szukałby domu, gdyby nie byl z nią dogadany.
43 2013-08-26 14:52:24 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-08-26 14:54:10)
Nie mamy zadnych zobowiazan. Wszystko jest na wspolnym koncie do ktorego oboje mamy dostep. Pozostaje temat podzialu tego co mamy tutaj i tyle. No i zrobienie rozdzielnosci, ustalenie szczegolow rozwodu. Mam to wszystko wypunktowane, jestem bardzo zadaniowa.
Tylko emocje sa juz powyzej poziomu wrzenia.
Tzn. jeśli chodzi o rozwód, to małżonek może okazać się niechętny (NA RAZIE) - tak jak pisze Krynolina, pewnie zacznie bredzić o konieczności odpoczęcia od siebie, nabrania dystansu...
"On nie jest uczciwy. Ty też nie bądź. Na Twoim miejscu opróżniłabym wspólne konto zanim on to zrobi."
DOKŁADNIE. Względnie, jeśli masz opory, to zabierz jakąś część dla siebie - nie znam Waszych układów finansowych. Nie licz na to, że ktoś kto tyle czasu oszukuje CIę za plecami z inną kobietą będzie dla Ciebie litościwy w sprawach pieniężnych.
Nie umiem tak postapic jak on i zrobic wszystkiego za jego plecami. Chce byc uczciwa, mimo iz on nie jest. Musi byc ludzkie, racjonalne rozwiazanie tej sytuacji. Nic nie pomaga, wiec jesli chce sie wyniesc, to ok. Ale nie tutaj, tylko daleko. Nie wiem jednak jak to z nim ustalic, bo on nie ma ochoty ma rozmowe.
angielskakobieto - zostałam wywołana do odpowiedzi
chociaż - ani nie jestem radykalną radykalistką w kwestii zdrady
ani moja hostoria nie przypominqa twojej
ja ndowiedziałam się, że mój mąż znalazł sobie dupkę do rżnięcia - albo ona go - wsio rawno - efekt ten sam
w każdym razie znalazłam jednego esemesa
poinformowałam go, że mam przesłanki aby uznać, że właśnie niszczy nasze wspólne życie. i jesli faktycznie dzieją się rzeczy ryzykowne, to ma coś z tym zrobić. ma zdecydować.
nastepnego dnia zerwał z nią kontakt. definitywnie, nie znalazłam żadnych dowodów na to, że słowa nie dotrzymał (a szukałam, uwierz mi...)nie zaangażował się emocjonalnie
ja natomiast tak... w te relację, w te kontakty, w złość, w nienawiść i tak dalej
dużo by opowiadać, ale chcę ci powiedzieć jedno - przeszłam przez "budowanie związku na nowo" z człowiekiem, który zdradził i powiem ci jedno...
dzisiaj masz włączony tryb WALKI - walczę o, walczę dla, zaprzeczam, nie dam się, dam radę....
on może trwać długo - u moni trwał rok... (aż pan zagubiony, zakochany w koleżance z pracy odszedł)
dopóki jesteś w trybie walki - nie widzisz swoich uczuć
nie dbasz o siebie
nie szanujesz siebie
nie stawiasz siebie na pierwszym miejscu...
i powiem ci tak
niezależnie od tego, że tryb walki nastawiony jest na zaprzeczanie - dam radę, kocham mimo wszystko, będę walczyć o te miłość, poradzę sobie z emocjami, poradzę sobie z odtrąceniem, poradzę sobie z tym, że nie byłam, nie jestem dla niego ważna, poradzę sobie z tym, że mnie zranił i na mnie przerzucił odpowiedzialność za ratowanie naszego związku...
to jak emocje opadną
to przejdziesz przez to wszystko
żal, złośc, nienawiśc, ból...
niewiele zostaje z miłości, gdy uświadamiasz sobie, że człowiek, któremu zaufałaś, któremu powierzyłaś swoje uczucia, szczęscie, wspólne życie -nie tylko to zlekcewazył.. ale nawet w fundamentalny sposób - nie uszanował ciebie, nie zadbał o ciebie nie ochronił cię przed złem
a przeciez to ci się należało, prawda?/
należało ci się, aby twój wybranek okazał się człowiekiem odpowiedzialnym i wział na siebie konsekwencje swoich uczuć, działań i emocji
wielokropek ma rację
w tej sytuacji TO NIE ON decyduje o tym, co wami będzie i jak będzie wyglądał wasz związek
ALE TY:
bo to ty przyjmujesz to, co się dzieje i zgadzasz się na to
to ty uczestniczysz w tej grze, to ty przyjmujesz to co się dzieje i ponowisz konsekwencje
zdrada nauczyła mnie jednego - to , na co mam wpływ to moje uczucia, moje decyzje i moje działania
człowiek, z którym żyję - jest obcy, jest inny, jest niezależny, nie jest ze mną związany INACZEj - niż własnymi uczuciami, decyzjami i działaniami
dlatego dziś wiem jedno - i mó mąż sądzę, też to wie
że każdego dnia podejmujemy od nowa decyzje- czy bedziemy razem
i JA JA PODEJMUJE angieelskakobioeto
tak jak ty
chociaż wydaje ci się, że tylko czekasz, że nie wiesz co masz zrobić, że on decyzduje
to decydujesz i ponosisz tego konsekwencje
każdego dnia
bo CZEKASZ
BO NIE WIESZ
BO DAJESZ MU CZAS....
angirlska kobieto-a co ty czujesz? jak się z tym czujesz? jak dbasz o siebie ?/
angielskakobieto - najwazniejsze to okreslić swoje granice
bo może z mężem się rozstaniesz, może będziesz go nienawidzić za to, że cię skrzywdził
ale nie będziesz potrafiła wybaczyć sobie, że skrzywdziłaś samą siebie, że naruszyłaś własne granice
monia - o której już tu pisano - napisała kiedyś - leżałam na podłodze i wyłam, żeby nie odchodził
a on przekroczył moje ciało i wyszedł
i teraz, nawet jesli chciałby wrócic, to ja upokorzyłam się tak bardzo - A ON TO PRZYJAŁ I NA TO POZWOLIŁ - że juz nie umiałabym z nim być - z odrazy do siebie i do niego...
rozumiesz angielskakobieto?
gdzie jesteś ty?
Nie umiem tak postapic jak on i zrobic wszystkiego za jego plecami. Chce byc uczciwa, mimo iz on nie jest. Musi byc ludzkie, racjonalne rozwiazanie tej sytuacji. Nic nie pomaga, wiec jesli chce sie wyniesc, to ok. Ale nie tutaj, tylko daleko. Nie wiem jednak jak to z nim ustalic, bo on nie ma ochoty ma rozmowe.
Nikt Ci nie każe go okradać. Napisałam CI: możesz wziąć jakąś część proporcjonalną do Twojego wkładu finansowego.
Całą resztę napisała Ci End_aluzja... musisz postawić granice, tylko się tego boisz...
Jasne, ze sie boje. To 6 lat wspolnego zycia, nigdy ale to nigdy nie bylam sama, naprawde duzo zrobilam aby byc szczesliwa. Nie mamy dzieci, nie znamy powodu, zle mi z tym jak cholera, jednakze nigdy sie nie poddalam. Tymczasem teraz najlepiej zaczyna mi wychodzic patrzenie tepo w sciane. Szukam rozwiazania, mimo ze podswiadomie albo juz swiadomie wiem jakie ono jest.
Koniecznie musze zakonczyc to malzenstwo, bo ono nie ma dla mnie sensu w jego obecnym ksztalcie, a jakos dziwnie innego nie chce przyjac, cokolwiek bym nie zrobila.
Wiem, ze jak sie wyprowadzi, to nigdy nie wroci. To taki typ, uparty jak cholera jak juz cos postanowi. Gdybym miala nadzieje, ze wyrzucenie z domu cos da, dawno bym to zrobila.
To na pewno definitywnie zakonczy nasz zwiazek, a ja wtedy bede czula sie tak jak napisala kolezanka End_Aluzja i tego sie boje najbardziej na swiecie.
Bo dopoki istnieje cien nadziei, to wisze na nim jak na linie.
Nie mam szansy zwalic na dysfunkcyjna rodzine, bo pochodze z bardzo szczesliwej, moj Pan tez do tej pory nie wykazywal toksycznych cech.
A mimo to kocham za bardzo.
Przeczytalam w nocy pol tej ksiazki i nadal nie potrafie zrobic zdecydowanego ruchu.
Przeczytalam w nocy pol tej ksiazki i nadal nie potrafie zrobic zdecydowanego ruchu.
Im dłużej Ty nie robisz żadnego ruchu tym dłużej ON ORAZ PANI IDEALNA mają kontrolę. Bo Ty dostosowujesz się do nich (nie do niego, ale do nich).
Angielskakobieto,
jak to sie stalo, ze w szczesliwym malzentwie, dzie niczego nie brakuje pojawila sie "ta trzecia"?
Moze juz pozno na takie dywagacje, ale moze warto by bylo, zebys to wiedziala!
Miriamm uwierz ze pytalam i mocno sie nad tym zastanawialam. Powiedzial ze nasze malzenstwo bylo swietne i sam nie wie czemu to zrobil. Odpowiedz znalazlam w jednej z korespondencji. Ona jest ladniejsza i lepiej sie dupi. Bolesne ale prawdziwe.
To na pewno definitywnie zakonczy nasz zwiazek, a ja wtedy bede czula sie tak jak napisala kolezanka End_Aluzja i tego sie boje najbardziej na swiecie.
Bo dopoki istnieje cien nadziei, to wisze na nim jak na linie.
Angielskakobieto - BEDZIESZ SIĘ TAK CZUŁA TAK CZY SIAK
za każdym razem, gdy pozwalasz mu na ciebie splunąć, napierdzieć, nasrać, zlekcewazyć, zapomnieć o tobie, nie szanować swoich uczuć i potrzeb - taka sytuacja zapisuje się w twojej pamięci podwójnie
jako ta - w której on dał ciała
i jako taka, w której ty dałaś ciała - bo na to pozwoliłaś.
czy on z tobą zostanie, czy odejdzie.. to będziesz musiała spojrzec na siebie w lustrze i pojawi sie refleksja - JAK JA MOGŁAM NA COŚ TAKIEGO POZWOLIĆ?
kim jestes dla siebie? dlaczego sama się uszanowałam siebie?
jesli nie potrafię być najwazniejsza dla siebie.. to jak mogłam oczekiwać, że ktos uzna mnie za wazną
wiesz co sobie myslę? że gdyby mój mąz tak postąpił, gdyby się wahał, gdyby powiedział mi, że kocha tamtą - rozstalibyśmy się
wiem, że nie potrafiłabym sama sobie darować upokorzenia zycia z kimś, kto mnie nie kocha,m przestał kochać, kto się KURNA... zastanawia(???), czy che ze mna być.
mojego męża "uratowało tylko to", że nie miał żadnych wątpliwości i ich nigdy nie okazał
oczywiście mówię tak teraz, po przejściach - ale takie przekonanie miałam
tak samo byłam przekonana, że gdyby on sie z nią kontaktował - odeszłabym
ja jasno postawiłąm granice -
łączyło nas wiele, mamy wspólną dobrą przeszłość- to jest kapitał
pozwolę ci zostać, jeśli tego chcesz - możesz o nas walczyć, ale:
jesloi skontaktujesz się z nią - to koniec naszej rodziny
jesli zachowasz się nielojalnie wobec mnie - to koniec naszej rodziny
jesli wydarzy się coś, co powinnam wiedzieć, a ty mi nie pwoiesz- to koniec naszej rodziny
i jeszcze jedna zasada - jesli robisz cokolwiek, zachowujesz się w opkreslony sposób - zastanów się, czy odpowiada tobie, że ja zachowywałabym się w ten sposób - (np. dyskoteka i flirtowanie, wymianki miłych esemesików z kimkolwiek i tak dalej....)
jeśli jakiekolwiek zachowanie byłóoby nieackeptowalne dla mmnie - jest niekacpetowalne dla ciebie
jesli nie potrafiłeś okreslić włąsnych graqnic, jeśli tój system wartości poszedł się za przeproszeniem pieprzyć z koleżanką z pracy - to wzoruj się na tej prostej zasadzie - nie czyń drugiemu co tobie niemiłe....
angielskakobieto - podejmujesz decyzje - i za nie zapłącisz
każdego dnia podejmujesz decyzje, które mają okreslone konsekwencje
to , że jestes z nim- to nie strach, to nie obawa - TO DECYZJA, która przyniesie konsekwencje
bądź na nie gotowa
bo zapłącisz
tak czy siak
,może nigdy nie byłaś sama - ale 6 lat to nie tak wiele moja droga
ja po 17b latach związku, i trzech latach radzenia sobie ze zdradą wiem jedno - to była najtrudniejsza sprawa w moich zyciu. to było największe wyzwanie
to był emocjonalny maraton....
czy zdecydowałabym się na to jeszcze raz??
szczerze mówiąc nie wiem
może jeszcze raz tak...
ale drugi raz - na pewno juz nie
po trzech latach jestem z nim
ale od nowa
rozumiesz?
nowy związek, nowe relacje, inny układ
NIE BĘDZIE JAK BYŁO AngKob...
Angielskakobieto,
jak to sie stalo, ze w szczesliwym malzentwie, dzie niczego nie brakuje pojawila sie "ta trzecia"?
Moze juz pozno na takie dywagacje, ale moze warto by bylo, zebys to wiedziala!
miriam..
u mnie się pojawiła
a jak wiesz, mój mąż poświęcił trzy lata - choć mógł zwinąc dupę w troki i zacząć zycie beze mnie - żeby udowodnić mi, że mnie kocha, że chce ze mną byc, że jest gotów dla mnie na wszystko... a duzo musiał znieść - chociażby mojego bółu i żalu.. to ciężkie brzemie
czasami łatwiej jest stchórzyć i uciec - a nie widzieć, jak "ukochana" się trzęsie, wpada w nerwice, emocjonalnie jest na skraju bankructwa.. w każdej takiej sytuacji stał przy mnie, był i czekał..... gotów na przyjęcie tego, co ja czuję, co się ze ,mną dzieje...
jesli u nas pojawiła się zdrada - to ja się juz nie dziwię miriam..
bo czas po zdradzie pokazał - że on tej zdrqady nie potrzebował - ale był gotów zapłącić za nią każdą cenę
uważam jedno - to jest jedyna sytuacja, jedyna opcja, w której wspólne zycie po zdradzie jest mozliwe:
zdradzany musi zaakceptować swoje uczucia i pozwolić zdradzającemu towarzyszyc sobie
zdradzający musi być gotowy zaakceptowac proces "radzenia sobie ze zdradą" - i zgodzić się na trudny proces towarzyszenia cięzkim emocjom....
jak ludzie udają, że nic się nie stało... to nic z tego nie wyjdzie
jak obarczają druga stronę staraniem sie o związek - i pozostają bierni - jak maz angielskiejkobiety - to nic z tego nie wyjdzie...
End_Aluzja wiem, ze nie bedzie jak bylo. Wiem, ze moze po takim czyms juz byc tylko inaczej i zwiazek musi zaczac sie od nowa. Trudno jednak nazywac zwiazkiem to w czym obecnie tkwie. To kiepska parodia najgorszego filmu wszechczasow a ja gram w niej niestety glowna role, sama sie na to godzac. Musze to zakonczyc, poniewaz wiem, ze jestem tak skonstruowana, ze nawet jak po mnie czolg przejedzie, to ja mu bede zyczyc, zeby sobie gasienic nie ubrudzil.
angielska... dla mnie informacja, że mój maż wynajmuje sobie mieszkanie w pobliżu, byłaby sygnałem kluczowym -
KONIEC
i wolałabym pewnie - ja to zakończyć, a nie czekać, aż wrócę z pracy, a w mieszkaniu nie będzie jego rzeczy i zostawi karteczkę.. kochanie, próbowałem, będe ci pomagał....
uniosłabym się pewnie honorem, dumą i poczuciem własnej wartości i powiedziałabym - żegnaj, nie zasługujesz, żeby ze mną być
oczekiwałam chociaż szczerości
WON
55 2013-08-26 18:38:44 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-08-26 20:27:57)
Angielskakobieta napisał/a:Przeczytalam historie Moni. Czas do namyslu mial. Wybral mnie.
I nadal wyglada jak basset.
Tak, to ja jestem ta uczuciowa strona zwiazku. On tym chlodnym racjonalista.
Jak sie okazuje, do czasu. Teraz juz nic nie potrafi wymyslic, tylko cierpi.
Finansowo moge sie zawsze odniezaleznic, po prostu bede pracowac 7 dni w tygodniu.
Tylko jak zwykle mam nadzieje, ze on sie zmieni.
A Pani Idealna czeka na niego.No tak, ale mąż Moni też niby wybrał ją, ale potem byli razem i cały czas było widać, że myśli o tamtej... nic się nie zmieniało.. nawet obrączki nie chciał nosić... więc pogadaj ze swoim mężem, bo za wybraniem Ciebie powinny też iść czyny. Nie chciałabym takiego wyboru.
Batszeba, właśnie... skoro jednak facet z tych, to trzeba stanowczo powiedzieć, że nie będzie się tego tolerować tego.. a jak nie to wyrzucić z domu, szkoda nie będzie ;-) O kurczę.. nie zazdroszczę, nie chciałabym spodni w związku nosić.Moniu mam nadzieję, że nie jesteś zła za przytoczenie fragmentu Twojej historii. Ona po prostu świetnie tu pasuje.
Witajcie ![]()
Pewnie o mnie mowa ![]()
Nie jestem zła, bo moja historia jest idealna do tego, aby przestrzeć kobiety. Byłam zdecydowanie kobietą kochającą za bardzo. Wydawało mi się, ze bez niego umrę, zginę. Szanowny małżonek rok się zastanawiał, co on biedny ma zrobić. Ja próbowałam wszystkiego, aby tylko chciał ze mną być. Tylko ja wiem, jak bardzo to było upadlające. Odarł mnie z pewności siebie, czułam się jak nikomu niepotrzebny stary mebel. Jego słowa....być może to ona miała być moją wielką miłością??
A kim ja byłam przez te kilkanaście lat małżeństwa? Poczekalnią do tej wielkiej miłości?
Ja również pytałam dlaczego? Czego ci brakowało w małżeństwie? Czy brakowało Ci seksu? Czy byłam zołzą, robiącą awantury o pierdoly?
Wciąż słyszałam, że byłam super żoną, że niczego mu nie brakowalo. On zapragnąl odmiany....spróbować czegoś innego, bo stanął biedaczek w miejscu, gdzie stwierdził, ze już nic go w życiu nie spotka, że już niczego fascynującego nie przeżyje.
Nie wiem jak ja wytrzymałam rok nerwów, histerii, huśtawek emocjonalnych. Ciągle myślalam, czy jest z tamtą, czy się spotykają, choć twierdził, ze nie. Ale pracowali razem...to wystarczyło!
W końcu odszedł pewnej nocy...zerwał się nagle, chwycił torbę, zaczął wrzucać rzeczy.....płakał, że już dłuzej tak nie może. Zostawił mnie w rozpaczy....pamiętam jak leżałam na podłodze, wiłam się z bólu...on na to patrzył, pakował się i w końcu zatrzasnął za sobą drzwi.
Miałam ochotę się zabić....dzięki Bogu miałam na tyle zdrowego rozsądku, ze tego nie zrobiłam. Mam córkę, która trzymała mnie przy życiu. Musiałam jej wszystko wyjaśnić, bo tatuś tchórz nie miał odwagi.
Ech...wiele łez popłynęlo....ale w końcu wstałam z kolan, otrzepałam je i zaczęłam powolutku iść do przodu...
Sama wystąpiłam o rozwód, bo on nie umiał się za to zabrac...zresztą do teraz nie potrafi podejmować męskich decyzji.
Taki erzac....nie mężczyzna. To ci zdobyła faceta, ta jego lalunia...
I nigdy nie będzie miała pewności, czy będzie jej wierny, nigdy nie będzie mogła spać spokojnie...w końcu kolejny raz będzie już łatwiejszy prawda?
56 2013-08-26 19:26:09 Ostatnio edytowany przez Sylia (2013-08-26 19:26:46)
Ja mam podobne zdanie sama przeżywam katuszę niestety mój mąż prócz zdradzacza okazał się zwykłym draniem(prawdopodobnie złodziejem).
Musze sie powaznie przygotowac do rozmowy o koncu. Zastanowic sie czego chce, jak myslicie, pytac go o jego plany czy po prostu olac temat? Jeszcze nie wrocil z pracy, caly dzien nie odezwal sie slowem.
Angielka kobieto. Bardzo Ci współczuję sytuacji w jakiej się znalazłaś. Twoja historia bardzo podobna jest do mojej. Ja właśnie jestem na etapie pisania pozwu rozwodowego...jestem naprawdę w szoku ile jest takich smutnych historii wśród Nas. U mnie związek również rozpadł się 4 lata po ślubie (razem w sumie 7,5 roku). W moim małżeństwie również pojawiła się ta trzecia, i to w dodatku znajoma (żona wspólnego kolegi) bardzo nieszczęśliwa, którą trzeba było wspierać...cały czas słyszałam, że to tylko przyjaciółka, ale my kobiety mamy intuicję i dobrze wiemy, co jest na rzeczy. U nas również było cudowne małżeństwo...wszyscy są w szoku rodzina, znajomi bo każdy Nas uważał za wzór..a tu taki numer. U mnie mąż również nie mógł się zdecydować a ja przechodziłam katusze, cały czas miał z nią kontakt mimo tego, że twierdził, że nie. Następnie ja zdecydowałam, że mam dość tego bagna i powiedziałam, że to koniec a on jakby się ocknął i przez 3 miesiące starał się by to wszystko naprawić...latał, skakał...ja mu dałam szansę i mu się znudziło. Bądź stanowcza i nie schodź z raz obranej drogi. My kobiety mamy czasami za miękkie serducha:) Zycze Ci jak najmniej nerwów i myśl o sobie jak najwięcej, wyjdź do ludzi- to bardzo pomaga, mimo iż na początku tylko na chwilę. Mnie bardzo pomogli przyjaciele, nie zamykaj się na świat i nie pogrążaj się z myślach o Nim. Trzymaj się dzielnie kobitko:) Pozdrawiam!:)
Cameron31 to ze nie jestem jedyna, to zadne pocieszenie, bo swiadczy wylacznie o tym, ze komus innemu tez jest tak fatalnie, a tego nikomu nie zycze. Jedyny problem jest taki, ze jestem tu calkowicie sama, tylko z nim. Kraj obcy, sympatyczny, ale na poziomie podstawowego sasiedztwa, zadnych glebszych tematow. Cale szczescie jest skype... Dlugo zajelo Ci dojscie do siebie?
Musze sie powaznie przygotowac do rozmowy o koncu. Zastanowic sie czego chce, jak myslicie, pytac go o jego plany czy po prostu olac temat? Jeszcze nie wrocil z pracy, caly dzien nie odezwal sie slowem.
Przestań pytać go o jego plany. Skoro przez tyle czasu nie powiedział Ci prawdy i nie potrafił zająć stanowiska otwarcie, to nie zrobi tego teraz. Zajmij się sobą i tym co dla Ciebie ważne.
Batszeba dziekuje za stawianie do pionu. Powiedzialam, ze do jutra chce informacji ile mu zajmie wyprowadzka i wszystkie tematy z nia zwiazane i wygonilam go na kanape.
No i ustalone. Maz sie wyprowadza, bo mimo iz chcial walczyc o nas to niestety mysli tylko o niej. Nie ma z nia podobno kontaktu, ale nie jest ze mna szczesliwy, za bardzo mnie skrzywdzil i jak na mnie patrzy to ma ogromne wyrzuty sumienia lecz niestety zwariowal na punkcie innej, sam nie wie dlaczego. Jedyne co potrafi powiedziec, to to, ze ona jest inna. Nie lepsza, ale inna.
Myslalam, ze jestem w stanie to zniesc, ale niestety nie jestem. Wyje jak szalona w swojej sypialni. Bardzo nie chce, zeby odchodzil, ale nic juz nie moge zrobic, by zostal, bo on tego nie chce.
Wiem, ze zycie z kims, kto caly czas mysli o innej to udreka. Wszystko wiem. Ale serce mowi kocham i jedyne czego pragnie to, zeby przytulil i powiedzial ze wszystko bedzie dobrze.
Nawet sie trzymalam, jak postanawialismy jak zorganizowac przyszle osobne zycie.
Ale teraz juz sie nie trzymam.
KLochana, tez jestem w Anglii, na obczyznie... i nawet te nasze historie dosc podobne - jak chcesz to poczytaj moj watek. u mnie juz meza wyporwadzka na finiszu, jutro zabiera ostatnie rzeczy, ostatni raz bedzie w 'naszym' mieszkaniu. tez sie trzymalam, potem byla rozpacz i tak w kolko. teraz chyba troche lepiej juz, ale u mnie minie niedlugo 5 miesiecy od rozstania, z tym ze mieszkalismy jeszze razem do lipca, oficjalnie nadal ma jeszcze klucze. niewazne. uwierz, ze bedzie kiedys lepiej.
Wiesz, ja mam w Niemczech koleżankę z dokładnie taką samą historią jak twoja. Przyznam, że gdybyś nie napisała o Anglii, byłabym pewna, że to ona pisze.
Dlatego postanowiłam nieco ciebie ostrzec.
Mąż tejże koleżanki wyprowadził się, ale wrócił po trzech dniach, stwierdzając, iż nie ma za bardzo gdzie iść. No i tak siedzi dwa miesiące. Niby szuka dobrego mieszkania. Tajemnicą Poliszynela jest fakt, iż razem po prostu mu taniej. Teksty o dawaniu czasu, decyzjach, braku kontaku, znam z jej opowieści na pamięć. A ona niby ma dość, a do dziś w tym siedzi.
Toteż mimo wielkiej miłości nie pozwól przynieść tychże spakowanych uprzednio walizek z powrotem.
Annasweet, tak, tylko u niego juz decyzja podjeta i wyprowadzka jest kwestia paru dni, moze parunastu, jak tylko znajdzie cos. On juz nie chce ze mna byc. I to jest dla mnie straszne.