jestem meżatka od 5 lat, od pewnego czasu nie pociaga mnie fizycznie mąz w ogóle nie mam ochoty z nim przebywać na mysl ze mogłby byc z inna kobietą nawet mnie zazdrość nie ogarnia , chyba go nie kocham. mam 25 lat od jakiegos czasu zmuszam sie do rzeczy których nie chce raczej udaje ze jest fajnie niz tego chce. on jest dobrym człowiekiem pracowity chyba wszytko by dla mnie zrobił i oddał co mam robic ze swoim zyciem nie wiem mam mega metlkik w głowie. nie chce tez czuc zalu do siebie ze nic z tym nie robie ale ja nie wiem co moge
Podobne tematy
No wogóle go kochałaś kiedykolwiek?
Może to zwykła monotonia w waszym małżeństwie wszystko psuje...
Chcieliście tego poważnego związku czy skłonił Was fakt np że spodziewaliście się dziecka?
tak jest dobry to się znudziłaś rozwiedź się a trafisz na takiego co Ci dopiero pokaże gdzie raki zimują i będzie , ale ja głupia byłam.rozumiem, jak facet zdradza,ćpa pije, bije ,gra ,ale tak....kosmos za dobrze w pupci to w głowie się przewraca z nudów jak na moje
Autorka narazie nie odp ale tak też to jest jak się młodziutko wychodzi za mąż.
I zgadzam się,że może autorka trafić z deszczu pod rynne.Teraz ma wszystko-mąż pracowity,kochający ale chyba za dużo tego-to może jakoś by tak porozmawiać i zmienić to.ruszyć się gdzieś razem.poszaleć i robić coś w kierunku by było lepiej a nie myśleć od razu o rozwodzie czy czy zdradzie jeszcze. Masakra jak dla mnie.Brać ślub i zaraz rozchodzić się bo jest zbyt nudno.
Tulawiedźmula spokojnie, po co najeżdżasz na dziewczynę od razu. W takich pozornie dobrych związkach czasem też są problemy i to nie z takiego powodu, że się komuś w dupci poprzewraca.
Autorko, po pierwsze, czemu tak wcześnie wyszłaś za mąż?
Jak długo trwa ta sytuacja?
Czy coś się zmieniło wraz ze spadkiem uczuć do męża?
no raczej sytuacja dzidzia na początku było ok myslałam ze tak musi być ze to ja cos wymyslam w dniu slubu byłam wystraszona i miałam wrazenie ze moje zycie sie skończyło.uwazam ten dzien za tragiczny czułam sie jak lala, potem mi przeszło bo pojawiła sie córa ona zajeła mi 3 lata zycia by jakos o tym nie myslec myslałam nie było czasu szkoła dzidzia,on nie wie co czyje i mysle. boje sie linczu ludzi bliskich. w dupie mi sie nie poprzewracało nie jestem głupia!!! zycie mam jedno i jesli mam przezyć je z kis kogo nie kcham to wole być sama i nie mam parcia na to by miec kogos jestem zaradna kobieta i nie potrzeuje kasy faceta.
Czyli od dnia ślubu coś w Tobie pękło i przestałas kochać? Nie rozumie dlaczego tak raptem.
Rozumiem.
Wyszłaś za mąż dlatego, że byłaś w ciąży. Zrobiłabyś to samo gdybyś nie spodziewała się dziecka? Czy ktoś z rodziny nakłaniał Cie do małżeństwa ze względu na ciążę?
Czy wówczas kochałaś swojego przyszłego męża a pojawienie się brzuszka przyśpieszyło tylko bieg wydarzeń?
trwa to od 3 lat ale on nic nie wie, nie chce go obarczac "problemem-nieproblemem " sama nie wiem to moj pierwszy facet innego nigdy nie miałam nie wiem moze to tak juz jest, jakos raz z mama rozmawiałam i powiedziałam ze go chyba nie kocham to mi odpowiedziała ze w małzenstwie sa leprze i gorsze dni a zyc trzeba i ze tez rónie było. ale mi to wcale nie pomogło co mam czekac jeszcze 5 jak cos sie zmieni mało SZCZERZE rozmawiam z mezem bo prawie z kazdej szczerej rozmowy jest spiecie on nawet nie wie co ja lubie. banalne
raczej bym nie wyszła, hm... pochodze z bardzo konserwatywnej rodziny i wstyd mi sie przyznac ale mama...mama miała duzy wpływ na ta decyzje teraz wiem niedojżała byłam do związku
byłam z nim rok przed slubem nie napisałam ze przestałam go kochac w dniu slubu mysle ze nie byłam pewna swoich uczuc przed slubem a ze nastąpił taki moment ze pojawił sie brzuszek to jakos tak poszło kurcze, to nie było tak ze to była mega miłość bylismy razem trwało to jakos . nie mieszkalismy razem przed slubem nawet po slubie dopiero po 2 miesiącach bylismy razem. było miedzy nami jakies tam uczucie ale ja chyba nie byłam do końca przekonana czego chce od życia.
Prawdopodobnie byłaś niedojrzała być może z nieodpowiednim dla Ciebie mężczyzną. To, że nie pije, nie bije i ćpa to jedno. Ale jest jeszcze szereg innych rzeczy, które potrzeba kobiecie do szczęścia.
Dla mnie największą głupotą jest to, że biegnie się do ołtarza z powodu dziecka. Koronnym argumentem wtedy staje się to, że dziecko musi mieć oboje rodziców, ale dziecko od samego początku ma oboje rodziców inaczej by go na tym świecie nie było. Największą głupotą dla mnie jest podejmowanie decyzji o ślubie tylko i wyłącznie na podstawie ciąży. Potem często niby wszystko jest okej, a oboje rodziców nie jest ze sobą do końca szczęśliwa. Oczywiście każde małżeństwo ma swoje kryzysy, wzloty i upadki ale czasem jest to coś więcej niż kryzys.
Czego Ci brakuję w Twoim małżeństwie?
agnik moge na GG sie odezwaC??
16 2013-08-26 20:43:12 Ostatnio edytowany przez agnik (2013-08-26 20:50:51)
Pewnie, po to ono tam jest ![]()
Tylko uważaj mam blokadę obcych numerów, jak Ci wyskoczy taka długa wiadomość to postępuj zgodnie z instrukcją, jak coś nie wyjdzie to po prostu napisz maila.
moja mama też czekała, zwlekała, no bo dziecko, bo musi mieć ojca itd. aż zrobił to sam, odszedł, zostawił nas i nie patrzył na nic
25 lat, dziecko, małżeństwo.. trzeba trochę wcześniej pomyśleć o życiu a nie w momencie gdy pojawia się "brzuszek"...
ja tez nie rozumiem tego parcia na ślub w momencie "wpadki"... teraz w tym związku męczysz się Ty, mąż.. i dziecko na pewno też wyczuwa,że coś jest nie tak..
to, że ze szczerej rozmowy wykluwają się kłótnie to nie żaden powód do tego aby tych rozmów zaprzestać.. może gdyby mąż wiedział, co czujesz, jaki masz stosunek do tego małżeństwa..może wtedy udało by się Wam wszystko ułożyć.. ułozyć tak aby cała Wasza trójka była szczęśliwa.. i nie mam na myśli tkwienia w tym wszystkim bez miłości..