Jestem po kolejnej kłótni z mężem. Znalazłam to forum, szukając rozpaczliwie osób podobnych do mnie. "Szczęśliwa" mężatka, dzieci, dom, fajny mąż. No właśnie, fajny. Tylko ja mniej. Czuję to, słyszę to - nie jestem dość dobra tak w skrócie i wyciskając treść. 3 lata temu miałam dość. Tak serdecznie. Poprosiłam o rozwód i wtedy się zaczęło. Kulturalny mąż cierpiał. Tak bardzo i tak się z tym obnosił, że moje poczucie winy sięgnęło szczytów. Dałam spokój, bo dzieci (duże), atmosfera itd, itp. Nie bałam się samotności - mam dużo znajomych, mój mąż ma tylko moich, martwiłam się trochę o finansową stronę życia, bo sama niewiele zarabiam, mąż bardzo dużo, ale przypuszczam, że dałabym sobie radę. Musiałabym dać sobie radę. Wciąż słyszę ile mu zawdzięczam i jaki jest dobry. Zazdroszczę mu tej pozytywnej samooceny. Z drugiej strony nie rozumiem, dlaczego się ze mną męczy? Nie trzymam go kurczowo przy sobie. Nie rozumiem dlaczego nie pozwoli mi odejść?
Mąż nie pozwolił Ci odejść? Odejdź bez jego pozwolenia.
Mąż nie chce dać Ci rozwodu? To sąd udziela rozwodu, pozew rozwodowy możesz złożyć sama, bez jego zgody.
Zastanów się, czemu te kroki uzależniasz od jego zgody. Nie patrz na jego motywację, zajmij się własną.
"Czuję to, słyszę to - nie jestem dość dobra" - to dlatego chcesz odejść ?
czy mąż wie czego Tobie brakuje ?
stara się zmienić ?
Łatwo powiedzieć " znudziło mi się",
trudniej powalczyć, starać zmienić siebie, zacząć dialog w małżeństwie, zobaczyć jak zmienia się druga strona.
To trudne, ale daje dużo satysfakcji kiedy zaczyna wychodzić.
czy mąż wie czego Tobie brakuje ?
stara się zmienić ?
A myślisz, że z jakiego powodu są te kłótnie?:) Staram się rozmawiać.
starasz się go zmienić ?
Mąż nie pozwolił Ci odejść? Odejdź bez jego pozwolenia.
Mąż nie chce dać Ci rozwodu? To sąd udziela rozwodu, pozew rozwodowy możesz złożyć sama, bez jego zgody.Zastanów się, czemu te kroki uzależniasz od jego zgody. Nie patrz na jego motywację, zajmij się własną.
Uzależniam. Nie chcę rozwodu z wrzaskiem i cierpieniem dzieci. Cały czas żyłam w przekonaniu, że jesteśmy ludźmi, którzy mogą dojść do porozumienia bez zbędnych "ozdobników". Liczę na to. Poza tym, sumienie by mnie zabiło:) Należę do tego rodzaju kobiet, że na pytanie w sądzie, kto jest winny rozpadowi małżeństwa, odpowiem krótko: Ja. Byleby tylko już mieć to za sobą. Nie znoszę awantur, nie chcę kłótni. Mój mąż jest naprawdę w porządku, tylko że tak jakoś tak idiotycznie wybrał i teraz te kłótnie są coraz częstsze. Naprawdę nie życzę mu źle, chcę tylko odejść po ludzku. Mam 41 lat i jestem bardzo zmęczona tą sytuacją. Czy jako mężczyzna mnie rozumiesz? Czy to według Ciebie też takie gadanie kretynki?
starasz się go zmienić ?
Żartujesz?:)
Czy jako mężczyzna mnie rozumiesz? Czy to według Ciebie też takie gadanie kretynki?
rozumienie to nie kwestia płci.
gadanie kretynki - nie mam podstw tak sądzić.
Jednak na swoim przypadku wiem że sytuacje beznadziejne da się wyprowadzic, jezeli po obu stronach jest choc troche chęci na naprawę, zgody na kompromis, zgody na chęć zrozumienie drugiej strony.
niektorzy ludzie nigdy nie beda chcieli rozmawiac , a zmienic na pewno nie.
Drzazga napisał/a:starasz się go zmienić ?
Żartujesz?:)
mały podstęp, przepraszam.
A czy on chce się zmienić ?
moja żona długie lata mówiła :
-" ja już się dosyć napracowałam dla innych, dlaczego mam jeszcze pracować nad sobą, niech to inni pracują nad sobą" ..:)
Ty nie potrzebujesz rozwodu, potrzebujesz dystansu. Jestes przytłoczona życiem rodzinnym, chcesz od tego uciec, a zarazem masz wyrzuty sumienia, że cos takiego odczuwasz. Chcesz pokazać, że jesteś coś warta, nie przyjmujesz tego stanu rzeczy jaki teraz jest.
Ucieczka przez rozwód to złe rozwiązanie. Myśle, że w waszym domu musi dojsć do zmiany i to wszystkich osób.
Po pierwsze Ty musisz zrozumieć, że mąż i dzieci są najwazniejsze warto dla nich żyć. Mąż musi docenic swoją żonę pomagać w domowych obowiązkach, razem z zoną wyjeżdzać itd, to samo dzieci powyznaczć im obowiązki niech pomoga mamie. Mama musi znalesć czas dla siebie, na swoje przyjemności i zainteresowania. Trzeba to w domu zakomunikować nie dusić tego w sobie mama i zona ma dośc tego co jest - chce zmiany!!!!!!!!
12 2013-08-02 13:51:28 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-02 13:57:24)
[...] fajny mąż. No właśnie, fajny. Tylko ja mniej. Czuję to, słyszę to - nie jestem dość dobra tak w skrócie i wyciskając treść. 3 lata temu miałam dość. Tak serdecznie. Poprosiłam o rozwód i wtedy się zaczęło. Kulturalny mąż cierpiał. [...]
O, proszę, jaka ciekawostka. "Tak w skrócie i wyciskając treśĆ" A zostawiając co? Wszystko, prócz treści. Bo tak naprawdę czego miałaś dośĆ? Domu? Dzieci? Fajnego męża?
Zdarzają się tacy, którzy twierdzą: stwórz Kobiecie raj, a na pewno z niego zechce uciekaĆ.
A Pani Moderator Wielokropek tylko skupiona na stronie formalnej: On czegoś nie pozwala, to właśnie to zrób, bo masz do tego prawo, jak masz ochotę. A potem dopiero zaczynają się zgrzytania zębami i płacz, bo niby chciała, ale nie wiedziała, że chce tego, co dostała.
A życie jest jak Wielokropek... Takie bardziej niedomówienie... A jak się nie można dogadaĆ, to niedomówienie większe i Wielokropek też większy. Ach, te Moderatorki Forumowe ze swoimi radami.
Ty nie potrzebujesz rozwodu, potrzebujesz dystansu. Jestes przytłoczona życiem rodzinnym, chcesz od tego uciec, a zarazem masz wyrzuty sumienia, że cos takiego odczuwasz. Chcesz pokazać, że jesteś coś warta, nie przyjmujesz tego stanu rzeczy jaki teraz jest.
Ucieczka przez rozwód to złe rozwiązanie. Myśle, że w waszym domu musi dojsć do zmiany i to wszystkich osób.
Po pierwsze Ty musisz zrozumieć, że mąż i dzieci są najwazniejsze warto dla nich żyć. Mąż musi docenic swoją żonę pomagać w domowych obowiązkach, razem z zoną wyjeżdzać itd, to samo dzieci powyznaczć im obowiązki niech pomoga mamie. Mama musi znalesć czas dla siebie, na swoje przyjemności i zainteresowania. Trzeba to w domu zakomunikować nie dusić tego w sobie mama i zona ma dośc tego co jest - chce zmiany!!!!!!!!
A gdzie to KaraBoska napisała, że nie ma dla siebie czasu. To raczej problem nadmiaru wolnego czasu, więc dlaczego nie przeżyĆ czegoś tak ekscytującego jak rozwód i upewniĆ się, że się jednak jest ważną, bo Mąż cierpi. A to raczej On pewnie niedowartościowany jako Mężczyzna, więc się dowartościowuje ładem rodzinnym. Ale to wszystko tylko gdybanie, bo przecież powody wymienione
[...] tak w skrócie i wyciskając treść[...]
Za dużo Wielokropków.
Ty nie potrzebujesz rozwodu, potrzebujesz dystansu. Jestes przytłoczona życiem rodzinnym, chcesz od tego uciec, a zarazem masz wyrzuty sumienia, że cos takiego odczuwasz. Chcesz pokazać, że jesteś coś warta, nie przyjmujesz tego stanu rzeczy jaki teraz jest.
Ucieczka przez rozwód to złe rozwiązanie. Myśle, że w waszym domu musi dojsć do zmiany i to wszystkich osób.
Po pierwsze Ty musisz zrozumieć, że mąż i dzieci są najwazniejsze warto dla nich żyć. Mąż musi docenic swoją żonę pomagać w domowych obowiązkach, razem z zoną wyjeżdzać itd, to samo dzieci powyznaczć im obowiązki niech pomoga mamie. Mama musi znalesć czas dla siebie, na swoje przyjemności i zainteresowania. Trzeba to w domu zakomunikować nie dusić tego w sobie mama i zona ma dośc tego co jest - chce zmiany!!!!!!!!
Przepraszam, ale się nie zgodzę. Nie mam dość tego, co jest w domu. Rodzinnych kolacji, komicznych dialogów z dorastającymi dziećmi i domu, który sama stworzyłam. Mąż stara się pomagać, rzadko bo rzadko, ale zawsze coś. Nie jestem osobą osamotnioną, mam ciekawą pracę. Tylko widzisz, jeśli dla partnera niewiele już znaczysz, to udowadnianie mu, że jest się kimś lepszym niż sądzi, nie ma najmniejszego sensu:) Czuję się dobrze, kiedy jestem sama lub tylko z dziećmi. Kiedy wraca mąż, atmosfera od razu się zmienia, jest jakoś nerwowo, spokój pryska.
O, proszę, jaka ciekawostka. "Tak w skrócie i wyciskając treśĆ" A zostawiając co? Wszystko, prócz treści. Bo tak naprawdę czego miałaś dośĆ? Domu? Dzieci? Fajnego męża?
Zdarzają się tacy, którzy twierdzą: stwórz Kobiecie raj, a na pewno z niego zechce uciekaĆ.
No widzisz, także od Ciebie obrywam:) Tak, chcę uciekać gdzie pieprz rośnie. Jak widać, dla mojego męża też byłoby lepiej, gdybym go uwolniła od siebie, dlatego nie rozumiem, dlaczego nie chce? Mógłby znaleźć kobietę jakiej szuka. Ma pieniądze, duże, bardzo udane dzieci i może być wolny. Dlaczego nie?
Przy sądach (ale nie tylko, bo są też stowarzyszenia mediatorów) istnieje instytucja niezależnych mediatorów, korzystając z ich pomocy można porozumieć się w sprawach, w których często rozmawiając 'face to face' dokonać tego nie sposób. Jest jeden warunek, na udział w tejże mediacji oboje (czyli i Ty, i Twój mąż) musicie wyrazić zgodę, inaczej się ona nie odbędzie.
Edit:
Jestem kobietą ![]()
16 2013-08-02 14:19:46 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-02 14:27:03)
Animus napisał/a:O, proszę, jaka ciekawostka. "Tak w skrócie i wyciskając treśĆ" A zostawiając co? Wszystko, prócz treści. Bo tak naprawdę czego miałaś dośĆ? Domu? Dzieci? Fajnego męża?
Zdarzają się tacy, którzy twierdzą: stwórz Kobiecie raj, a na pewno z niego zechce uciekaĆ.
No widzisz, także od Ciebie obrywam:) Tak, chcę uciekać gdzie pieprz rośnie. Jak widać, dla mojego męża też byłoby lepiej, gdybym go uwolniła od siebie, dlatego nie rozumiem, dlaczego nie chce? Mógłby znaleźć kobietę jakiej szuka. Ma pieniądze, duże, bardzo udane dzieci i może być wolny. Dlaczego nie?
Nie obrywasz, KaroBoska. To tylko pytania (powyżej) i domniemanie (poniżej).
Najwięcej mi mówi wybór loginu, a nie treśĆ postów. KaraBoska to jednak Kara, choĆ Boska, czyli jaka... Boska jak Kobieta, czy Boska jak chimera.
Ja też już rozumiem.
Dużo u autorki przekory, nawet cynizmu, chęci odegrania się, wymierzenia sprawiedliwości poprzez ukaranie męża - nawet kosztem zobaczenia zgliszczy swojej rodziny. Zdaje się, że zbyt wiele złości i krzywd się w niej nagromadziło. Tak nie wolno żyć, to do niczego dobrego nie może prowadzić.
Najwięcej mi mówi wybór loginu, a nie treśĆ postów. KaraBoska to jednak Kara, choĆ Boska, czyli jaka... Boska jak Kobieta, czy Boska jak chimera.
E, tam:) A nie może być mieszanka włosko- polska? Kara kojarzymy z "cara", a boska z "cudowna"?:D A ciut poważniej, może dopust boski dla mojego męża? Chyba przerobiłam te wszystkie dialogi, próby ratowania związku, pokornego znoszenia, przeczekiwania i coraz mniej rozumiem, dlaczego człowiek tak uparcie wczepia się pazurami w coś, co mu przeszkadza, utrudnia codzienność, trzyma to pazurami, kosztem dobrego samopoczucia, utraty własnej subtelności. Jest jak jest. Mogę tylko w tym trwać, przekonując siebie, że mogło być gorzej. I pewnie będę w tym trwać, bo mąż nie chce, bo dzieci, bo to i tamto. Pierwsze 10 lat było fajne, drugie 10 raczej nie. Szkoda mi życia. To będzie masakra, kiedy dzieci na dobre odejdą:)
19 2013-08-02 15:07:39 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-08-02 22:29:52)
O, proszę, jaka ciekawostka. "Tak w skrócie i wyciskając treśĆ" A zostawiając co? Wszystko, prócz treści. Bo tak naprawdę czego miałaś dośĆ? Domu? Dzieci? Fajnego męża?
Zdarzają się tacy, którzy twierdzą: stwórz Kobiecie raj, a na pewno z niego zechce uciekaĆ.
No widzisz, także od Ciebie obrywam:) Tak, chcę uciekać gdzie pieprz rośnie. Jak widać, dla mojego męża też byłoby lepiej, gdybym go uwolniła od siebie, dlatego nie rozumiem, dlaczego nie chce? Mógłby znaleźć kobietę jakiej szuka. Ma pieniądze, duże, bardzo udane dzieci i może być wolny. Dlaczego nie?
Widzisz, widzę dużo analogii do mojej sytuacji.
..................
........................
Czasami chciałbym żeby sobie kogoś znalazła, kogoś kto wziąłby na siebie jej problemy, uwolnił mnie od nich.
Z drugiej strony, nie mam ochoty szukać sobie nowej towarzyszki życia.
- wiem że nic by to zmieniło, byłoby tylko inaczej, a problemy z docieraniem sie...:)
- łączy nas wiele wspólnych przeżyć,
- i chyba najważniejsze - dzieci...
Jest Tą osobą z którą chciałbym się zestarzeć.
Dlatego ciągle poszukuje sposobu na zrozumienie siebie, porozumienie.
Sprowadzam rożne ciekawe książeczki, organizuję wyjścia do kina, teatru, restauracji, wyjazdy.
łatwo komuś powiedzieć - zostaw, odejdź, masz prawo szukać szczęścia. Tylko o jakie szczęście chodzi, o czyje ?
Coś jest w tym powiedzeniu że kiedyś ludzie naprawiali to co się psuło, dzisiaj wymieniają na nowe. Co wcale nie znaczy ze nowe się nie popsuje.
Jak myślisz, dlaczego mąż, pomimo kłótni, niezrozumienia pomimo dużej kasy chce być z Tobą ?
nie szuka sobie "lepszejszego" modelu ?
Jeździe gdzieś, spędzcie "wartościowy" czas.
Zachowanie męża naprawdę nie daje szansy na zmianę na lepsze ?
Dlaczego jesteś znudzona rodziną, dziecmi, mężem.
Czy tylko mąż ma się zmienić ?
Ty jesteś OK ?
Boska Caro,
zwiedniesz przy nim jak odejda dzieci. Chyba ze nim wstrzasniesz i wymieszasz :-)
Albo sama soba. Idz na studia, jak juz masz studia to na podyplomowe. A moze zapisz sie z mezem na flamenco? Do kolka wedkarskiego? A moze do teatralnego? Motocyklowego?
Mnie sie zdaje, ze sie nudzisz i usychasz. Zrob cos ze soba zanim odstawisz meza. To zawsze zdazysz zrobic.
Przy sądach (ale nie tylko, bo są też stowarzyszenia mediatorów) istnieje instytucja niezależnych mediatorów, korzystając z ich pomocy można porozumieć się w sprawach, w których często rozmawiając 'face to face' dokonać tego nie sposób. Jest jeden warunek, na udział w tejże mediacji oboje (czyli i Ty, i Twój mąż) musicie wyrazić zgodę, inaczej się ona nie odbędzie.
Edit:
Jestem kobietą
Bradzo przpraszam, że Cię wzięłam za mężczyznę. Krótko i do rzeczy napisałaś, zwięźle jak mężczyzna:) To zaleta u kobiet. Co do mediacji, pewnie bym się wybrała, żeby uspokoić sumienie, może coś bym z tego wyniosła, ale mój mąż na pewno nie. Nie zaciągnę go tam żadną siłą.
Drzazgo,
chyba pisalismy symultanicznie ;-)
hm, i nawet podobnie ![]()
Boska Caro,
zwiedniesz przy nim jak odejda dzieci. Chyba ze nim wstrzasniesz i wymieszasz :-)
Albo sama soba. Idz na studia, jak juz masz studia to na podyplomowe. A moze zapisz sie z mezem na flamenco? Do kolka wedkarskiego? A moze do teatralnego? Motocyklowego?Mnie sie zdaje, ze sie nudzisz i usychasz. Zrob cos ze soba zanim odstawisz meza. To zawsze zdazysz zrobic.
Rozbroiłaś mnie tym flamenco z moim mężem:) Prawie się poryczałam ze śmiechu, dzięki:D Nie mam czasu ani ja, ani mąż. Mam nienormowany czas pracy, zdarza się że pracuję po nocach (okresowo), potem nadrabiam zajmowaniem się domem i życiem towarzyskim. Nie płaczę, nie gryzę paznokci, jeśli o to chodzi.
... Nie mam czasu ani ja, ani mąż. Mam nienormowany czas pracy, zdarza się że pracuję po nocach (okresowo), potem nadrabiam zajmowaniem się domem i życiem towarzyskim. Nie płaczę, nie gryzę paznokci, jeśli o to chodzi.
- no to mamy przyczynę...
jeżeli nie macie czasu dla siebie...a raczej nie chcecie go znaleźć, to jak macie sie porozumieć ?
Ciesze sie, ze sie rozesmialas ;-)
Nie mozesz niczego odstawic okresowo przynajmniej? Wrzucic na chwile na luz i posluchac samej siebie, czego Ci najbardziej brakuje? I czy ten "brak" tkwi w Tobie czy w mezu? To nie takie oczywiste!
Dlaczego jesteś znudzona rodziną, dziecmi, mężem.
Czy tylko mąż ma się zmienić ?
Ty jesteś OK ?
Nie jestem znudzona dziećmi. Nigdy sami nie wyjeżdżaliśmy, nigdy sami nie wychodzimy do restauracji (mąż woli jeść w domu, ma dość restauracji (biznesowe spotkania) nigdy nie tańczyliśmy, wychodzimy tylko do moich znajomych (zaprzyjaźnione rodziny) Cały czas piszę, że nie jestem ok. Napisałeś dla mnie bardzo ważną rzecz: Nie chciałoby Ci się szukać nowej partnerki i nie chciałoby Ci się "docierać". Właśnie! To jest ten powód, którego szukałam. Cholerka, smutne to.
... Nie mam czasu ani ja, ani mąż. Mam nienormowany czas pracy, zdarza się że pracuję po nocach (okresowo), potem nadrabiam zajmowaniem się domem i życiem towarzyskim. Nie płaczę, nie gryzę paznokci, jeśli o to chodzi.
- no to mamy przyczynę...
jeżeli nie macie czasu dla siebie...a raczej nie chcecie go znaleźć, to jak macie sie porozumieć ?
Nienormowany, czyli sama ustalam, kiedy pracuję. Mąż ma czas tylko w weekendy (dlatego myślałam, że po rozwodzie prawie nic by się nie zmieniło, jeśli chodzi o dzieci) Powtórzę jeszcze raz: nasza codzienność jest coraz trudniejsza, a ja mam coraz więcej wad, o których dotąd wcale nie wiedziałam. Nie chcę tego ciągnąć. Zresztą, tylko po to mam się męczyć, bo nie chce mu się szukać nowej partnerki?
Ciesze sie, ze sie rozesmialas ;-)
Nie mozesz niczego odstawic okresowo przynajmniej? Wrzucic na chwile na luz i posluchac samej siebie, czego Ci najbardziej brakuje? I czy ten "brak" tkwi w Tobie czy w mezu? To nie takie oczywiste!
Brakuje mi najbardziej spokoju i łagodności. Uśmiechu, a nie zrzędzenia od samego rana, brakuje mi serdeczności i dobrego milczenia. Kiedyś tak było. Jeszcze 10 lat temu. Minęło bezpowrotnie.
Cara mia,
byc moze to nie wady. Byc moze to Twoja odpowiedz na to, ze czegos bardzo waznego nie dostajesz?
Jako analogie podam analize krwi: jak nie dostarczasz waznych pierwiastkow, wyniki sie pogarszaja. Rozumiesz?
Pewnie, ze to wszystko "wylazi". lepiej, bo chyba nie chcesz sciagnac na siebie choroby od duszenia wszystkiego w srodku!
karaboska,może napisz coś bardziej szczegółowo czy aby to nie zakrawa o znęcanie się psychiczne.Bo wiem co to znaczy jak wszystko na twojej głowie,starasz się jak tylko możesz a mimo tego ciągle spotykasz się z wieczną krytyką i takie tam.Pozdrawiam
byc moze to nie wady. Byc moze to Twoja odpowiedz na to, ze czegos bardzo waznego nie dostajesz?
Jako analogie podam analize krwi: jak nie dostarczasz waznych pierwiastkow, wyniki sie pogarszaja. Rozumiesz?
Pewnie, ze to wszystko "wylazi". lepiej, bo chyba nie chcesz sciagnac na siebie choroby od duszenia wszystkiego w srodku!
No i wydusiłam wszystko wczoraj w nocy i dzisiaj tu na forum:) Fakt, jest dużo lepiej. Ale jak pomyślę, że niedługo wróci mój mąż i jak zwykle zada pytanie zamiast "cześć" - "I co? Już Ci przeszło? Co na kolację?" - to przechodzą mi ciary po plecach:) Może to klimakterium się zaczyna, albo co?:D No nie wiem, ale mam dość. I dzięki za wysłuchanie. Poczytam teraz innych nieszczęśników:)
... Powtórzę jeszcze raz: nasza codzienność jest coraz trudniejsza, a ja mam coraz więcej wad, o których dotąd wcale nie wiedziałam. Nie chcę tego ciągnąć. Zresztą, tylko po to mam się męczyć, bo nie chce mu się szukać nowej partnerki?
- no rozumiem.
napracowałaś się dla innych tyle, że nie masz ochoty pracować nad sobą. ( skąd ja to znam)
- nie chce mu się szukać nowej partnerki ?
a może po prostu nie chce jej szukać.
Wiesz, a idż Ty sobie szukać swojego szczęścia.
Daj spokój mężowi, dzieciom.
Zbierz ich wszystkich i powiedz szczerze, prosto w oczy ze ci obrzydli i nie masz ochoty się z nimi zadawać.
Potem zbierz wszystkie swoje rzeczy, wyjdź i nigdy nie wracaj.
Zniknij z ich życia. Na zawsze.
Szukaj szczęścia własnego, pław się wolnością, szczęściem a ich zostaw w spokoju.
Będą w szoku ale mąż sobie poradzi i zaopiekuje się dziećmi.
Wmawiaj sobie że jesteś przyzwoitym człowiekiem i uśmiechaj się do siebie patrząc w lustro.
Bron Boże nie próbuj uprawiać jakiejś plomby ze to niby w weekendy się nimi opiekujesz i wychowujesz.
Daj im spokój od siebie na ZAWSZE.
Po po im jakaś iluzja normalności ???
Nie potrafisz poradzić sobie ze sobą oa próbujesz zwalać wine na wszystkich innych.
Cecha dziecka emocjonalnego.
Jesteś DDD labo DDA ?
Jestem po kolejnej kłótni z mężem. Znalazłam to forum, szukając rozpaczliwie osób podobnych do mnie. "Szczęśliwa" mężatka, dzieci, dom, fajny mąż. No właśnie, fajny. Tylko ja mniej. Czuję to, słyszę to - nie jestem dość dobra tak w skrócie i wyciskając treść. 3 lata temu miałam dość. Tak serdecznie. Poprosiłam o rozwód i wtedy się zaczęło. Kulturalny mąż cierpiał. Tak bardzo i tak się z tym obnosił, że moje poczucie winy sięgnęło szczytów. Dałam spokój, bo dzieci (duże), atmosfera itd, itp. Nie bałam się samotności - mam dużo znajomych, mój mąż ma tylko moich, martwiłam się trochę o finansową stronę życia, bo sama niewiele zarabiam, mąż bardzo dużo, ale przypuszczam, że dałabym sobie radę. Musiałabym dać sobie radę. Wciąż słyszę ile mu zawdzięczam i jaki jest dobry. Zazdroszczę mu tej pozytywnej samooceny. Z drugiej strony nie rozumiem, dlaczego się ze mną męczy? Nie trzymam go kurczowo przy sobie. Nie rozumiem dlaczego nie pozwoli mi odejść?
Jak to ktoś tu ma adekwatnie do tego tematu napisane motto w sygnaturce "miałaś babo dom, rodzinę; ostał Ci się worek spinek".
Teraz szukasz - w czasie już zaprzeszłym - sposobu, jak ten małżeński grajdołek pospinać do qpy, by wsio grało jak w szwajcarskim roleksie ![]()
Kara Boska... Boże widzisz i nie grzmisz!!!;)
A czego tak na prawdę Wam - w Twoim mniemaniu rzecz jasna - zabrakło, że chciałaś się wypisać z tej zespołowej umowy złotego pierścienia?
Tego, że mąż na swój sposób po latach stał się winny zarzucanego mu czynu? Twój mąż nie jest niczemu winny, On jest zwyczajnie w świecie INNY i zgoła inaczej od Ciebie postrzega i podchodzi do wielu spraw, które Ciebie jak widać w Nim irytują.
Seksu??? Seks na boku w małżeństwie nie ma tylu "wyśmienitych" walorów ile mu się przypisuje, jest mocno przereklamowany. Czyżby to chodziło Ci po głowie, by spotkać "go" kiedyś przelotem w łazience... przelotem... przemiło... przelecieć?
Dysproporcja Twojej siły równa się Twojemu zniewoleniu poprzez veto męża.
Czyżbyś - w ferworze po przebytej kłótni -tak bardzo nie znosiła aktywnych słuchaczy - jak nie porównując Twój ślubny - co to tak usilnie udają, że słuchają, że aż pewnie nie słyszą, co mówisz, że uciekasz się do rozwodu? Mylisz się, On jednocześnie słyszy i aktywnie słucha, to z Twoim odbiorem Jego osoby jest coś ""nie halo". Jest mi i Nam tu obecnym niezmiernie przykro, bardziej niż myślisz ![]()
Prawdy nie ma, są tylko punkty odniesienia, które po latach jakoś nie idą Wam w parze...
Może najwyższa jest teraz pora poszukać innego sposobu scalenia Was niż rozwód, by się na nowo zestroić? Terapia małżeńska na przykład, co?
Nie zaszkodzi, a może diametralnie pomóc!
,może napisz coś bardziej szczegółowo czy aby to nie zakrawa o znęcanie się psychiczne.Bo wiem co to znaczy jak wszystko na twojej głowie,starasz się jak tylko możesz a mimo tego ciągle spotykasz się z wieczną krytyką i takie tam.Pozdrawiam
Bo to jest znęcanie się psychiczne, tylko że obustronne. Po co się tak ranić? Nie rozumiem tego. Wszystko jest ok, kiedy nie protestuję. A zaczynam protestować, jak wciąż widzę męża naburmuszonego, zniechęconego, zimno odnoszącego się nas, pogardliwego (moja praca, moje studia (artystyczne) moje lęki o przyszłość dzieci - no takie zwyczajne pierdoły, ale jestem odsuwana i uciszana jak natrętna mucha. Taka głupiutka, natrętna mucha. Nie można nikogo zmusić, żeby nas polubił. Albo to jest albo nie. Zresztą, nic na siłę:) I najgorsze jest to, że mąż ma rację i ję
KaraBoska napisał/a:... Powtórzę jeszcze raz: nasza codzienność jest coraz trudniejsza, a ja mam coraz więcej wad, o których dotąd wcale nie wiedziałam. Nie chcę tego ciągnąć. Zresztą, tylko po to mam się męczyć, bo nie chce mu się szukać nowej partnerki?
- no rozumiem.
napracowałaś się dla innych tyle, że nie masz ochoty pracować nad sobą. ( skąd ja to znam)
- nie chce mu się szukać nowej partnerki ?
a może po prostu nie chce jej szukać.Wiesz, a idż Ty sobie szukać swojego szczęścia.
Daj spokój mężowi, dzieciom.
Zbierz ich wszystkich i powiedz szczerze, prosto w oczy ze ci obrzydli i nie masz ochoty się z nimi zadawać.
Potem zbierz wszystkie swoje rzeczy, wyjdź i nigdy nie wracaj.
Zniknij z ich życia. Na zawsze.
Szukaj szczęścia własnego, pław się wolnością, szczęściem a ich zostaw w spokoju.Będą w szoku ale mąż sobie poradzi i zaopiekuje się dziećmi.
Wmawiaj sobie że jesteś przyzwoitym człowiekiem i uśmiechaj się do siebie patrząc w lustro.
Bron Boże nie próbuj uprawiać jakiejś plomby ze to niby w weekendy się nimi opiekujesz i wychowujesz.
Daj im spokój od siebie na ZAWSZE.
Po po im jakaś iluzja normalności ???
Nie potrafisz poradzić sobie ze sobą oa próbujesz zwalać wine na wszystkich innych.
Cecha dziecka emocjonalnego.
Jesteś DDD labo DDA ?
Nie wiem, który raz, ale Ci napiszę: wcale nie mam dość swoich dzieci. Skąd ten wniosek? Mam dość swojego męża.
37 2013-08-02 16:16:59 Ostatnio edytowany przez Drzazga (2013-08-02 23:21:13)
Nie wiem, który raz, ale Ci napiszę: wcale nie mam dość swoich dzieci. Skąd ten wniosek? Mam dość swojego męża.
sorki, fakt pisałaś, najpierw źle zrozumiałem , potem przeoczyłem.
.......................................
Teatr ?
Nie planujecie wyjazdów do SPA ?
Jest teraz tego od czorta.
Są nawet warsztaty wyciszające w klasztorach ( Tyniec). Takie SPA duchowe. Ludzie przyjeżdżają , zamykają limuzyny na podwórku, komórka do kosza, zegarek do kosza, laptop do kosza i zamykają się na weekend w odcięciu od świata, żyjąc rytmem klasztoru ![]()
Piszesz ze mąż jest naburmuszony, zniechęcony - pewnie żyje w ciągłym stresie.
W pracy musi grać twardego, po przyjściu do domu nachodzą go słabości.
To cena która się płaci za kasę.
A Ty odbierasz to jako atak na Ciebie.
Czujesz to jako poniżanie, niedocenienie, niedowartościowanie itd.
Zupełnie siebie nie rozumiecie, nie rozumiecie co czuje druga strona.
38 2013-08-02 16:24:41 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-02 16:27:11)
N
E, tam:) A nie może być mieszanka włosko- polska? Kara kojarzymy z "cara", a boska z "cudowna"?:D A ciut poważniej, może dopust boski dla mojego męża? Chyba przerobiłam te wszystkie dialogi, próby ratowania związku, pokornego znoszenia, przeczekiwania i coraz mniej rozumiem, dlaczego człowiek tak uparcie wczepia się pazurami w coś, co mu przeszkadza, utrudnia codzienność, trzyma to pazurami, kosztem dobrego samopoczucia, utraty własnej subtelności. Jest jak jest. Mogę tylko w tym trwać, przekonując siebie, że mogło być gorzej. I pewnie będę w tym trwać, bo mąż nie chce, bo dzieci, bo to i tamto. Pierwsze 10 lat było fajne, drugie 10 raczej nie. Szkoda mi życia. To będzie masakra, kiedy dzieci na dobre odejdą:)
Oj, KaraBoska z Tobą, ale wreszcie coś można więcej po tych wpisach wywnioskowaĆ. To jednak Chimera.
Zadbaj o swoje potrzeby. Wcale nie musisz się rozwodziĆ. Zacznij niektóre swoje chimerki oswajaĆ, bo możesz odejśĆ, jak Ci tu niektórzy radzą, ale nie ma gwarancji, że nie zatęsknisz za tym, co może teraz Cię znużyło.
A może to faktycznie zbliżające się klimakterium. W tym cytacie z Męża "Co? Już Ci przeszło? Co na kolację?" jest przecież tyle ciepła i sympatii do Ciebie.
Na pewno Ci to przeszkadza?
A może to faktycznie zbliżające się klimakterium. W tym cytacie z Męża "Co? Już Ci przeszło? Co na kolację?" jest przecież tyle ciepła i sympatii do Ciebie.
Na pewno Ci to przeszkadza?
Na pewno. Trzeba to najpierw usłyszeć. Mieszanka pogardy ze zniecierpliwieniem. Widzisz, "Ty wredna małpo" można powiedzieć serdecznie, z szerokim kpiącym uśmiechem - mieszanka żartu i ciepłych uczuć, można też powiedzieć "Moja Najdroższa" cedząc słowa, tonem zimnym i nieprzyjaznym.
Nie wiem, który raz, ale Ci napiszę: wcale nie mam dość swoich dzieci. Skąd ten wniosek? Mam dość swojego męża.
sorki, fakt pisałaś, najpierw źle zrozumiałem , potem przeoczyłem.
Ja też mam dosyć kolacji biznesowych ale z zoną wybieram się na kolacje nie-biznesową.
Teatr ?
Nie planujecie wyjazdów do SPA ?
Jest teraz tego od czorta.
Są nawet warsztaty wyciszające w klasztorach ( Tyniec). Takie SPA duchowe. Ludzie przyjeżdżają , zamykają limuzyny na podwórku, komórka do kosza, zegarek do kosza, laptop do kosza i zamykają się na weekend w odcięciu od świata, żyjąc rytmem klasztoru ![]()
Piszesz ze mąż jest naburmuszony, zniechęcony - pewnie żyje w ciągłym stresie.
W pracy musi grać twardego, po przyjściu do domu nachodzą go słabości.
To cena która się płaci za kasę.
A Ty odbierasz to jako atak na Ciebie.
Czujesz to jako poniżanie, niedocenienie, niedowartościowanie itd.
Zupełnie siebie nie rozumiecie, nie rozumiecie co czuje druga strona.
Jest dużo racji w tym co piszesz, nie rozumiem tylko dlaczego widzisz analogię do swojego związku? Tobie zależy na żonie, mojemu mężowi ani trochę, to jest po prostu nieprzyjemne i odbiera taką zwykłą radość życia, a nie chcę się z nią rozstać. I nie wyobrażam sobie (pomijając fakt, że mąż nie lubi) spa czy jakiejkolwiek wycieczki z naburmuszonym, zniechęconym facetem u boku. Wolę z koleżanką:D
analogia - Twoje zachowanie, sposób postrzegania tego co się dzieje w domu. ![]()
Ja do pewnego momentu też nie widziałem potrzeby SPA, i innych tego typu pierdool ale ...w końcu dotarło.
Trzeba zmeinic prawo rozwód powinien być dawany od ręki
Trzeba zmeinic prawo rozwód powinien być dawany od ręki
To nie lepiej podpisywać kontrakt na rok z możliwością prolongaty na następny rok?
Niech by to była forma umowy najmu ciała (czyli za określoną sumę), albo umowa użyczenia ciała (czyli bez opłat).
I po problemie.
Nie rozumiem najazdu panów.
Po co tkwić w czymś, w czym się już tkwić nie chce? Nie ma nic gorszego od wypalonej miłości, odgrzewanej co i rusz, jak kotlet.
Autorka ma cały czas patrzeć na dobro rodziny, męża, dzieci?
Może dzieci też mają dość takiej sytuacji?
Korzystaj z życia, ale nie marnuj go.
45 2013-08-03 09:49:11 Ostatnio edytowany przez bullet (2013-08-03 09:55:05)
Dlaczego nie pozwoli Ci odejść ? Bo doszliście do etapu gdy miłość to nie motylki, bo mąż Cię kocha. Problem, ze okazuje to niewłaściwie. Ty jak mu to okazujesz ?
Ja odnoszę wrażenie, że autorka chce się rozejść, nie interesuje ją naprawa związku.
Może nie czytałem uważnie i nie wiem czy to pytanie padło. KaraBoska: czy masz jakiegoś kolegę, przyjaciela, który Cie doskonale rozumie, z którym dobrze Ci się rozmawia, któremu możesz wszystko powiedzieć, on zawsze Ci doradzi ?
46 2013-08-03 10:49:35 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-03 10:50:16)
Nie rozumiem najazdu panów.
Po co tkwić w czymś, w czym się już tkwić nie chce? Nie ma nic gorszego od wypalonej miłości, odgrzewanej co i rusz, jak kotlet.
Autorka ma cały czas patrzeć na dobro rodziny, męża, dzieci?
Może dzieci też mają dość takiej sytuacji?Korzystaj z życia, ale nie marnuj go.
Oto podejście: wypalona miłość. Jakby miłość była świeczką albo knotem (nomen omen).
Miłość to wola bycia razem. Wola, a nie motylki w brzuchu. To koncepcja mało znana, bo się w średniowieczu rozdzieliło serce od rozumu, a Kobiety zaczęto kształcić powszechniej dopiero w XIX wieku, więc któż by zaglądał do starych scholastycznych ksiąg.
O jakim dobru rodziny można pisać w przypadku końca rodziny? Hę?
Jak się ma dość jakiejś sytuacji, to się ją zmienia, a nie przerywa. Niby teoria ewolucji jest powszechnie znana, ale teoria rewolucji bardziej, a przecież nie ma złudzeń, jakie rewolucja daje wyniki, także dla dzieci (dzieci rewolucji). Rozpad rodziny jest przeżyciem, które się funduje dzieciom także. Rozpanoszyły się "niebieskie karty", ale ta praktyka jest eksperymentalna i nie wiadomo, czym się to skończy (podobnie jak dzieci z rodzin zastępczych wracają do domów dziecka, które jeszcze niedawno miały być zamykane.)
Jak się zawali system emerytalny, a już ledwo dycha, to zmarnowane życie będą mieli ludzi bez dzieci i żyjący osobno, a korzystać z życia będą małżonkowie zgodni z licznymi dziećmi. Nic nie trwa wiecznie.
Dlaczego nie pozwoli Ci odejść ? Bo doszliście do etapu gdy miłość to nie motylki, bo mąż Cię kocha. Problem, ze okazuje to niewłaściwie. Ty jak mu to okazujesz ?
Ja odnoszę wrażenie, że autorka chce się rozejść, nie interesuje ją naprawa związku.
Może nie czytałem uważnie i nie wiem czy to pytanie padło. KaraBoska: czy masz jakiegoś kolegę, przyjaciela, który Cie doskonale rozumie, z którym dobrze Ci się rozmawia, któremu możesz wszystko powiedzieć, on zawsze Ci doradzi ?
Moje małżeństwo trwa 20 lat. To a propos "motylków" Wszelkie teorie na temat związków są wręcz zabawne. 10 lat temu bardzo się przejmowałam i świadomie ratowałam wartości, które były dla mnie bardzo ważne. Raczej bez efektu. Teraz mi się po prostu już nie chce. Czy na moje posty odpowiadają osoby z podobnym stażem w małżeństwie?
Dlaczego nie pozwoli Ci odejść ? Bo doszliście do etapu gdy miłość to nie motylki, bo mąż Cię kocha. Problem, ze okazuje to niewłaściwie. Ty jak mu to okazujesz ?
Ja odnoszę wrażenie, że autorka chce się rozejść, nie interesuje ją naprawa związku.
Może nie czytałem uważnie i nie wiem czy to pytanie padło. KaraBoska: czy masz jakiegoś kolegę, przyjaciela, który Cie doskonale rozumie, z którym dobrze Ci się rozmawia, któremu możesz wszystko powiedzieć, on zawsze Ci doradzi ?
Kolegi nie mam, za to sporo koleżanek. Dlatego życie trwa i bywa nawet bardzo przyjemne:D
Nie rozumiem najazdu panów.
Po co tkwić w czymś, w czym się już tkwić nie chce? Nie ma nic gorszego od wypalonej miłości, odgrzewanej co i rusz, jak kotlet.
Autorka ma cały czas patrzeć na dobro rodziny, męża, dzieci?
Może dzieci też mają dość takiej sytuacji?Korzystaj z życia, ale nie marnuj go.
Coraz częściej tak myślę. Lada moment dzieci się usamodzielnią. Wtedy chyba już nic nnie nie powstrzyma.
[
Moje małżeństwo trwa 20 lat. To a propos "motylków" Wszelkie teorie na temat związków są wręcz zabawne. 10 lat temu bardzo się przejmowałam i świadomie ratowałam wartości, które były dla mnie bardzo ważne. Raczej bez efektu. Teraz mi się po prostu już nie chce. Czy na moje posty odpowiadają osoby z podobnym stażem w małżeństwie?
Ale tu nie ma znaczenia staż w małżeństwie, a jakie relacje się buduje między partnerami. Mogą latać motylki - kwestia do tego podejści i zadbania o to. Można mieć "na karku" (chodzi mi o staż) 10 lat, 20, 30, 40 - a być szczęśliwym, bo oboje pracują na to by tak było. A może być inaczej - może nikt nie pracować i wszystko kończy się rozwodem. Nie mniej to pójście na łatwiznę - niektórzy taką drogę wybierają. Walczyć w pojedynkę ciężka sprawa. Bo tu nie chodzi o walkę jako taką, a o zrozumienie problemu jaki jest. Jeżeli tego nie ma - cóż, walka może skończyć sie porażką.
KaraBoska napisał/a:[
Moje małżeństwo trwa 20 lat. To a propos "motylków" Wszelkie teorie na temat związków są wręcz zabawne. 10 lat temu bardzo się przejmowałam i świadomie ratowałam wartości, które były dla mnie bardzo ważne. Raczej bez efektu. Teraz mi się po prostu już nie chce. Czy na moje posty odpowiadają osoby z podobnym stażem w małżeństwie?Ale tu nie ma znaczenia staż w małżeństwie, a jakie relacje się buduje między partnerami. Mogą latać motylki - kwestia do tego podejści i zadbania o to. Można mieć "na karku" (chodzi mi o staż) 10 lat, 20, 30, 40 - a być szczęśliwym, bo oboje pracują na to by tak było. A może być inaczej - może nikt nie pracować i wszystko kończy się rozwodem. Nie mniej to pójście na łatwiznę - niektórzy taką drogę wybierają. Walczyć w pojedynkę ciężka sprawa. Bo tu nie chodzi o walkę jako taką, a o zrozumienie problemu jaki jest. Jeżeli tego nie ma - cóż, walka może skończyć sie porażką.
Oj, ma znaczenie! Ma bardzo duże znaczenie! Zobaczysz, bo na razie to tylko teoretyzowanie. Wiesz, myślałam że mnie to nie dotyczy, nie spotka. A jednak:)
.... Czy jako mężczyzna mnie rozumiesz? Czy to według Ciebie też takie gadanie kretynki?
Ja Cię rozumiem. Tylko dupek obnosi się z wewnętrznymi problemami relacji. Według mnie to manipulacja. Przestań gadać, zacznij działać.
53 2013-08-03 11:43:39 Ostatnio edytowany przez smallangel (2013-08-03 11:45:34)
smallangel napisał/a:KaraBoska napisał/a:[
Moje małżeństwo trwa 20 lat. To a propos "motylków" Wszelkie teorie na temat związków są wręcz zabawne. 10 lat temu bardzo się przejmowałam i świadomie ratowałam wartości, które były dla mnie bardzo ważne. Raczej bez efektu. Teraz mi się po prostu już nie chce. Czy na moje posty odpowiadają osoby z podobnym stażem w małżeństwie?Ale tu nie ma znaczenia staż w małżeństwie, a jakie relacje się buduje między partnerami. Mogą latać motylki - kwestia do tego podejści i zadbania o to. Można mieć "na karku" (chodzi mi o staż) 10 lat, 20, 30, 40 - a być szczęśliwym, bo oboje pracują na to by tak było. A może być inaczej - może nikt nie pracować i wszystko kończy się rozwodem. Nie mniej to pójście na łatwiznę - niektórzy taką drogę wybierają. Walczyć w pojedynkę ciężka sprawa. Bo tu nie chodzi o walkę jako taką, a o zrozumienie problemu jaki jest. Jeżeli tego nie ma - cóż, walka może skończyć sie porażką.
Oj, ma znaczenie! Ma bardzo duże znaczenie! Zobaczysz, bo na razie to tylko teoretyzowanie. Wiesz, myślałam że mnie to nie dotyczy, nie spotka. A jednak:)
Ja Cię nie neguje za to co chcesz zrobić. Czasami wykorzystuje się wszystkie możliwe środki by polepszyć życie we dwoje, a drugą strone to nie rusza, bo nie widzi w tym żadnego problemu. Ludzie wtedy idą na boki i szukają atrakcji - Ty tak nie robisz i to uważam, że jest w porządku.
Kiedy pierwszy raz wspomniałaś o rozwodzie? Dawno temu?
Ok mam już - doczytałam. 3 lata temu
.
Trzeba zmeinic prawo rozwód powinien być dawany od ręki
Kobietom na każde żądanie.
Facetom wcale.
55 2013-08-03 12:04:14 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-08-03 12:47:49)
Trzeba zmeinic prawo rozwód powinien być dawany od ręki
Bzdura. To byłoby zachęcenie do podejmowania za szybkich i bezmyślnych decyzji o ślubie. I tak za często tak się zdarza.
Jedynie w wyjątkowych przypadkach mogłabym się z tym zgodzić, ale na pewno nie we wszystkich.
Moja wypowiedz nie tyczy się tego konkretnego przypadku (tematu wątku), napisałam tak ponieważ denerwuje mnie za duże uogólnianie tematu bez przemyślenia całej sprawy.
Myślę, że trwanie w nieszczęśliwym związku nie jest dobre... każdy ma prawdo do swojego szczęścia. Jednak nie można spisywać na straty wspólnie spędzonych lat (o ile jest możliwa poprawa relacji) ot tak...bo się coś popsuło, trzeba najpierw spróbować ratować związek...dopiero potem podejmować decyzje o ewentualnym rozstaniu.
KaraBoska napisał/a:.... Czy jako mężczyzna mnie rozumiesz? Czy to według Ciebie też takie gadanie kretynki?
Ja Cię rozumiem. Tylko dupek obnosi się z wewnętrznymi problemami relacji. Według mnie to manipulacja. Przestań gadać, zacznij działać.
Thanks. Krótko i treściwie. Nie rozumiem tylko, po co manipulacja?
AdrianDąbrowski napisał/a:Trzeba zmeinic prawo rozwód powinien być dawany od ręki
Kobietom na każde żądanie.
Facetom wcale.
Oczywiście. A Mężczyznom po uzasadnieniu.
N4VV napisał/a:KaraBoska napisał/a:.... Czy jako mężczyzna mnie rozumiesz? Czy to według Ciebie też takie gadanie kretynki?
Ja Cię rozumiem. Tylko dupek obnosi się z wewnętrznymi problemami relacji. Według mnie to manipulacja. Przestań gadać, zacznij działać.
Thanks. Krótko i treściwie. Nie rozumiem tylko, po co manipulacja?
Nie dlatego:
Nie chciałoby Ci się szukać nowej partnerki i nie chciałoby Ci się "docierać". Właśnie! To jest ten powód, którego szukałam.
Dlatego, że stałaś sie psychiczną spluwaczką. Piorunochronem odprowadzającym ładunki. Wiadrem na frustracje.
Piszesz, że ma w cholerę kasy - kupił by sobie kobietę. Jednak żadna kobieta, za żadną kasę nie będzie chciała pełnić roli, którą ty obecnie pełnisz.
A powyższe wydomniemałem sobie z tego:
Wciąż słyszę ile mu zawdzięczam i jaki jest dobry.
...
...tak jakoś tak idiotycznie wybrał i teraz te kłótnie są coraz częstsze.
...
udowadnianie mu, że jest się kimś lepszym niż sądzi, nie ma najmniejszego sensu
...
Kiedy wraca mąż, atmosfera od razu się zmienia, jest jakoś nerwowo, spokój pryska.
...
Co do mediacji, pewnie bym się wybrała, żeby uspokoić sumienie, może coś bym z tego wyniosła, ale mój mąż na pewno nie. Nie zaciągnę go tam żadną siłą.
...
Brakuje mi najbardziej spokoju i łagodności. Uśmiechu, a nie zrzędzenia od samego rana, brakuje mi serdeczności i dobrego milczenia.
...
...niedługo wróci mój mąż i jak zwykle zada pytanie zamiast "cześć" - "I co? Już Ci przeszło? Co na kolację?
...
...jestem odsuwana i uciszana jak natrętna mucha.
...
I najgorsze jest to, że mąż ma rację
...
Trzeba to najpierw usłyszeć. Mieszanka pogardy ze zniecierpliwieniem. Widzisz, "Ty wredna małpo" można powiedzieć serdecznie, z szerokim kpiącym uśmiechem - mieszanka żartu i ciepłych uczuć, można też powiedzieć "Moja Najdroższa" cedząc słowa, tonem zimnym i nieprzyjaznym.
Wciąż słyszę ile mu zawdzięczam i jaki jest dobry.
...
...tak jakoś tak idiotycznie wybrał i teraz te kłótnie są coraz częstsze.
...
udowadnianie mu, że jest się kimś lepszym niż sądzi, nie ma najmniejszego sensu
...
Kiedy wraca mąż, atmosfera od razu się zmienia, jest jakoś nerwowo, spokój pryska.
...
Co do mediacji, pewnie bym się wybrała, żeby uspokoić sumienie, może coś bym z tego wyniosła, ale mój mąż na pewno nie. Nie zaciągnę go tam żadną siłą.
...
Brakuje mi najbardziej spokoju i łagodności. Uśmiechu, a nie zrzędzenia od samego rana, brakuje mi serdeczności i dobrego milczenia.
...
...niedługo wróci mój mąż i jak zwykle zada pytanie zamiast "cześć" - "I co? Już Ci przeszło? Co na kolację?
...
...jestem odsuwana i uciszana jak natrętna mucha.
...
I najgorsze jest to, że mąż ma rację
...
Trzeba to najpierw usłyszeć. Mieszanka pogardy ze zniecierpliwieniem. Widzisz, "Ty wredna małpo" można powiedzieć serdecznie, z szerokim kpiącym uśmiechem - mieszanka żartu i ciepłych uczuć, można też powiedzieć "Moja Najdroższa" cedząc słowa, tonem zimnym i nieprzyjaznym.
Tak też metodą dedukcji prób i błędów, sprecyzujmy czego oczekujesz?
Tego, byś to Ty była w epicentrum zainteresowania męża, a on zapierdzielał jak motorek po orbicie wokół Ciebie? TAK?
No bo z jednej strony jak wiadomo "facet to świnia" - tak go teraz postrzegasz, a z drugiej "zaprojektowany by cieszyć" - tego zaś oczekujesz! Pod rygorem kastracji tudzież przypięcia go do krzesła elektrycznego i dołożenia do pieca na pełny gwizdek, bo przeca on inaczej postrzega Twój punkt widzenia.
Jak to mówią kara śmierci nie odstrasza morderców, bo muszą przecież coś zrobić, by oczyścić świat ze zła i uchronić przed tym innych.
Tylko co chłopina jest temu winny, że zgodnie z zaleceniami matki natury On jest INNY!!! ![]()
Różne są nasze cechy osobowości. Jedni z nas są bardziej emocjonalni, inni mniej. Ci pierwsi bardziej przeżywają konflikt na płaszczyźnie uczuć, drudzy ? faktów i logiki argumentów. Bardziej emocjonalni często podsycają, ?żywią? emocje i budują na nich oceny, oskarżenia, pretensje i wymówki. Słynne: "ty znowu, ty zawsze, ty nigdy..." powstają najczęściej na bazie emocji. Na emocjonalność może nakładać się szybkość reagowania. Jedni z nas reagują szybko i gwałtownie, ale już po chwili im ?przechodzi? i nie pamiętają urazy, natomiast u innych poczucie krzywdy, przykre uczucia i żale, zalegają długo. W poważnych sytuacjach, nawet latami. Jedni z nas są bardziej wojowniczy, drudzy ? ugodowi. Jedni bardziej towarzyscy, inni ? separatywni. Jednym z nas jest łatwiej, a innym trudniej podjąć rozmowę. ? On nie jest winny, tylko on jest inny ? On inaczej przeżywa niż ja. I ja tego nie zmienię. Mogę tylko zmienić mój własny sposób reagowania. Mamy wrodzone cechy osobowości, które są nam dane, ale i zadane równocześnie. W jednych poczucie zranienia zalega długo i trudno im zapomnieć, przebaczyć. Oni szczególnie powinni pamiętać, by ?urazy chętnie darować?. Wszystko są to cechy naszej osobowości, których predyspozycje przynosimy ze sobą na świat w genach.
Na trudności we wzajemnym porozumieniu w małżeństwie warto popatrzeć nie tyle od strony, że ten drugi jest winny, ale także, że ja nie potrafię reagować z miłością. Dlatego nad cechami osobowości, które są dane i zadane, warto pracować. Na tkwiących w nich szansach budować porozumienie, a pracować nad skłonnościami, które to porozumienie utrudniają. Niech to nam pomoże nie tylko pokonać ciche dni, ale w ogóle popatrzeć na nowo na budowanie porozumienia w małżeństwie. Chodzi o to, że musimy przepracować w sobie w jaki sposób kształtujemy w sobie nasze pierwotne cechy osobowości. One nie są same w sobie ani dobre ani złe. Dobre lub złe jest dopiero to, co z nimi zrobimy. Jeżeli widzimy, że druga strona konfliktu ? mąż, czy żona ? podsyca, jak się nam zdaje swoje ?niedobre? skłonności, to popatrzmy na siebie: czy sami nie budujemy naszej postawy na własnych ?złych? skłonnościach. Jeżeli sami mamy skłonności do długiego trzymania uraz, zauważmy, że przeciąganie cichych dni nie jest naszą ?słuszną? decyzją, tylko raczej objawem własnej niedojrzałości osobowościowej. Zauważmy jednak, że jeżeli współmałżonkowi jest trudno i ?trzyma w sobie? dajmy mu spokój, tylko życzliwą postawa ułatwmy mu szybsze wydobycie się z tego zaułka. To jest problem odpowiedzialnej postawy każdego z nas za współmałżonka.
Warto, aby popatrzeć krytycznie na siebie. Przyjrzeć się swoim wadom i zaletom, szansom i zagrożeniem swojego temperamentu, swoich cech osobowości. Odkrycie słabości we własnym sposobie reagowania, odkrycie budowania własnych niestosownych reakcji na ?niewątpliwe winy? i ?złe cechy? współmałżonka, jest wystarczającym argumentem, by samemu pierwszemu dążyć do zgody, a nie wymuszać swoich racji. A jeżeli współmałżonek nie jest do tego jeszcze gotowy, to nie dlatego, że jest ?zły?, ale być może dlatego, że jest bardziej emocjonalny i ma predyspozycję do długiego trzymania w sobie przykrych emocji. Skłonność do długiego trzymania w sobie uczuć przy innej okazji może wykorzystać w bardzo dobry sposób, teraz jednak ma takie trudności z darowaniem urazy. To ode mnie zależy, czy pozwolę mu na to, czy też swoją wojowniczość wykorzystam w zły sposób, przeciwko niemu. Nie miejmy więc satysfakcji, jeżeli współmałżonek nas pierwszy przeprosi. To może być pozorne zwycięstwo, a może nawet własna porażka, bo nie udało się samemu pierwszemu wyjść ze swoich emocjonalnych i wojowniczych okopów. Niewątpliwie ten, kto pierwszy przeprasza, niezależnie od wagi win i błędów, wykazuje się pełniejszym przepracowaniem w sobie cech temperamentu. Impuls do przeproszenia może wynikać z własnych predyspozycji psychicznych, z pogłębionej dojrzałości osobowości przepraszającego. Ważne jest, byśmy naprawdę wrócili do siebie pojednani. I żeby to pojednanie było trwałe, a ono też zależy od własnych predyspozycji i pracowania nad nimi...
Babskie forum stworzone przez kobiety dla kobiet a i tak trzeba wysłuchiwać ,przepraszam, w tym przypadku wyczytywać "opierdziel" od mężczyzn...ot taki paradoks
![]()
może jakieś zmiany w regulaminie?
![]()
Babskie forum stworzone przez kobiety dla kobiet a i tak trzeba wysłuchiwać ,przepraszam, w tym przypadku wyczytywać "opierdziel" od mężczyzn...ot taki paradoks
![]()
może jakieś zmiany w regulaminie?
![]()
Skoro co i rusz się Nam na tym forum wyrzuca, że nie jesteśmy kobietami - a o tym może świadczyć roszczeniowa postawa autorki tegoż wątku, to może jednak pora czasem podpiłować Wam te pazurkowate szpony i ustawić do pionu... zachowując równowagę w przyrodzie i dyskusję na poziomie??? O równouprawnienie kiedyś walczyłaś!!! Nie sądzisz???
Pozytywka1985 napisał/a:Babskie forum stworzone przez kobiety dla kobiet a i tak trzeba wysłuchiwać ,przepraszam, w tym przypadku wyczytywać "opierdziel" od mężczyzn...ot taki paradoks
![]()
może jakieś zmiany w regulaminie?
![]()
Skoro co i rusz się Nam na tym forum wyrzuca, że nie jesteśmy kobietami - a o tym może świadczyć roszczeniowa postawa autorki tegoż wątku, to może jednak pora czasem podpiłować Wam te pazurkowate szpony i ustawić do pionu... zachowując równowagę w przyrodzie i dyskusję na poziomie??? O równouprawnienie kiedyś walczyłaś!!! Nie sądzisz???
Jaka roszczeniowa? Że chcę odejść? Bo, jak słusznie zauważyłeś, brakuje mi reagowania z miłością? Czy ja napisałam gdzieś, że nie jestem winna? Cały czas tak się czuję i chcę to wziąć na swoje barki. Nie rozumiem tego elaboratu. Kompletnie nie na temat.
Nie, nie sądzę . Wolę ulepszać świat w inny sposób.
Ustawianie do pionu i skracanie za długich pazurków- myślisz, że właśnie na to liczą te wszystkie Panie wylewające swoje smutki i żale?
.. Czy jako mężczyzna mnie rozumiesz? Czy to według Ciebie też takie gadanie kretynki?
Ja Cię rozumiem. Tylko dupek obnosi się z wewnętrznymi problemami relacji. Według mnie to manipulacja. Przestań gadać, zacznij działać.
Thanks. Krótko i treściwie. Nie rozumiem tylko, po co manipulacja?
Nie dlatego:
Nie chciałoby Ci się szukać nowej partnerki i nie chciałoby Ci się "docierać". Właśnie! To jest ten powód, którego szukałam.
Dlatego, że stałaś sie psychiczną spluwaczką. Piorunochronem odprowadzającym ładunki. Wiadrem na frustracje.
Piszesz, że ma w cholerę kasy - kupił by sobie kobietę. Jednak żadna kobieta, za żadną kasę nie będzie chciała pełnić roli, którą ty obecnie pełnisz.
Szokujące. To jedyny post, który mnie dotknął. Czyli uderzenie było celne. Nie było tak przez wiele długich lat. Ale jest. Są czasami przerwy, ale coraz krótsze i rzadsze. Nie można tego wytłumaczyć mniej okrutnie? Przestałam się podobać, znudziłam się, ale pies ogrodnika itp, itd? Rzeczywiście rozumiesz.
bags napisał/a:Pozytywka1985 napisał/a:Babskie forum stworzone przez kobiety dla kobiet a i tak trzeba wysłuchiwać ,przepraszam, w tym przypadku wyczytywać "opierdziel" od mężczyzn...ot taki paradoks
![]()
może jakieś zmiany w regulaminie?
![]()
Skoro co i rusz się Nam na tym forum wyrzuca, że nie jesteśmy kobietami - a o tym może świadczyć roszczeniowa postawa autorki tegoż wątku, to może jednak pora czasem podpiłować Wam te pazurkowate szpony i ustawić do pionu... zachowując równowagę w przyrodzie i dyskusję na poziomie??? O równouprawnienie kiedyś walczyłaś!!! Nie sądzisz???
Jaka roszczeniowa? Że chcę odejść? Bo, jak słusznie zauważyłeś, brakuje mi reagowania z miłością? Czy ja napisałam gdzieś, że nie jestem winna? Cały czas tak się czuję i chcę to wziąć na swoje barki. Nie rozumiem tego elaboratu. Kompletnie nie na temat.
Nie koniecznie musiał być na temat, a jeśli już skupiamy się na konkretach, to do Twojej osobisto - związkowej refleksji go napisałem. nic bardziej mylnego.
Nie, nie sądzę . Wolę ulepszać świat w inny sposób.
Ustawianie do pionu i skracanie za długich pazurków- myślisz, że właśnie na to liczą te wszystkie Panie wylewające swoje smutki i żale?
Pisałem ogółem sprowadzając temat "do meritum" Twojej osoby jakbyś raczyła zauważyć tłustym drukiem ![]()
Przytemperować te przedstawicielki płci pięknej, co to zbytnio się unoszą ................... (wpisz wedle uznania) na sugestie i kulturalną krytykę facetów.
Z wyrazami należytego szacunku...