zagubiona_ napisał/a:Widzisz różnicę pomiędzy wstrzemięźliwością z wyboru a z przymusu? Bo ja widzę. Dla mnie ktoś, kto decyduje się zachować czystość np do ślubu to nie to samo co stado rozbuchanych żądzą żołnierzy.
Nie ma żadnej różnicy. Ochotnicy, którzy idą do wojska również zdają sobie z tego sprawę. I również się na to dobrowolnie godzą. Mało tego - są do tego szkoleni i mają bardzo duże wsparcie - czy to medyczne, czy psychologiczne. Czyli mają i odpowiednią wiedzę i pomoc, której nie mają owi "zachowujący wstrzemięźliwość do ślubu". Nie są także wystawieni na tyle pokus. Do tego wszystkiego, do wojska mogą iść osoby jedynie o odpowiednim profilu psychologicznym - czyli osoby niestabilne emocjonalne czy agresywne są wykluczone już na starcie. Na przykładzie wojska to po prostu świetnie widać. Bo mamy jedną, zwartą i widoczną grupę, w której łatwo dostrzec pewne prawidłowości, i która jest co i rusz prześwietlana pod różnym kątem. A uświadomię ci jeszcze, że mówimy tutaj raptem o okresach wstrzemięźliwości trwającej nie dłużej jak 6 miesięcy. A nie kilka lat. Natomiast nie jest możliwe zebranie i zaobserwowanie zmian ludzi zachowujących wstrzemięźliwość do ślubu, jak to wpływa na ich rozwój, dalszy związek i życie. Zatem wyciągnięcie jakichkolwiek wniosków jest niemożliwe, gdyż jedyne co możemy mieć to obserwację osób, które znamy, a którym zależy na zachowaniu wizerunku "czystych".
Ja znam jednego takiego faceta, o którym wspominałem, ale w jego życiu pierwsze skrzypce odgrywa mamusia. On sam nie potrafi podjąć żadnej decyzji o swoim życiu. Nie wiem czy to akurat ma jakikolwiek związek, ale tak jest w tym wypadku. Oczywiście dziewczyna go zdradzała, o czym wszyscy na około wiedzieli. On chyba też, bo już mu to wszyscy powtarzali. Jednak i tak pozwalał jej wracać...albo sam wybłagiwał jej powrót....tego na dobrą sprawę nikt nie wie, ale nie ma to znaczenia, bo jakby nie było, to taka postawa dobrze o nim nie świadczy.
Kiedyś poznałem także jedną dziewczynę. 20+ lat, wierząca, chcąca zachować dziewictwo dla tego jedynego. Poznała faceta...i poszła z nim do łóżka. Koleś oczywiście ją zdradzał. A i ona koniec końców wierna nie była. Często przez niego płakała, ale z uśmiechem na ustach dała się wykorzystywać. Z jeszcze większą radością dosiadała kochanka. Jak jej się ten zdradzający wykorzystywacz oświadczył, to oczywiście oświadczyny przyjęła. I gitara gra, bo o zdradach nikt z osób postronnych na dobrą sprawę nie wie, więc patrząc na nich z zewnątrz masz iście cukierkowy obraz. Choć realia są inne. Wiele podobnych wątków było także tutaj na forum, zwłaszcza z motywem mamy u steru, zazdrości, zaborczości. Także pytanie tylko jaka jest skala takich zachowań? Ja obstawiam, że jednak bardzo duża. A im mniejsze miasto/wieś, tym większa, bo w dużych aglomeracjach człowiek czuje się bardziej anonimowy.
Iść z kimś do łóżka, odbyć z kimś stosunek, uprawiać seks, współżyć...to jedno i to samo. Więc dalej nie wiem o co ci chodzi. Bo tu już zaczynasz pierdzielić takie farmazony, że ja nie wiem jak mam na to patrzeć, ani z której strony to czytać, bo "iść z kimś do łóżka" to dla ciebie co innego niż "współżyć z kimś nie będąc z nim w związku"..... Ktoś jest w stanie ten absurd logicznie wytłumaczyć?
zwykły facet napisał/a:Dlatego też nie jestem zwolennikiem chodzenia do łóżka z pierwszą lepsza panienką bo jej po prostu nie znam. Takie mam zasady
. Ryzyka oczywiście nigdy nie można wykluczyć ale można je zminimalizować. A co do stażu znajomości i tego co wiesz o partnerce to mnie akurat tłumaczyć nie musisz
.
Ja tam wychodzę z założenia, że jak ktoś ma coś do ukrycia przed tobą, to i tak to ukryje. Jak będzie chciał być szczery, grać w otwarte karty, to zrobi to niezależnie od stażu znajomości. Z pierwszą lepszą i ja bym nie poszedł, bo penisa na loterii nie wygrałem, aby go wtykać w każdą dziurę w płocie. Niemniej jednak - co kto lubi. Ja jestem pod tym kątem wybredny, chociaż faktycznie wystarczy niewiele, abym był...sztywny, że tak to ujmę.