Gdybym teraz był sam to właśnie tak bym się ustawił. Sam mieszkał, a miał przyjaciółki. Tak, tak -- przyjaciółki, bliskie, które znają mnie a ja znam je. I seks bym z nimi uprawiał.
Chcesz mieć harem - spryciarz. ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » seks z mało znanym mężczyzna
Strony Poprzednia 1 2 3 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Gdybym teraz był sam to właśnie tak bym się ustawił. Sam mieszkał, a miał przyjaciółki. Tak, tak -- przyjaciółki, bliskie, które znają mnie a ja znam je. I seks bym z nimi uprawiał.
Chcesz mieć harem - spryciarz. ![]()
Podobne tematy
Mysle , ze nie potrzebna jest , az tak doglebna analiza , moich pogladow .
To zycie zmienia ludzi .....Wybacz, nie chciałem Cię tutaj publicznie analizować, ale wybrałaś pewne rozwiązania, które wg mnie są dobrą drogą i chicałem takie rozwiązania bliżej poznać.
Po prostu piorytetem moim sa synowie i praca, nie zalezy mi na codzinnym sexie z kims innych absolutnie to nie dla mnie .
Nie jestem gotowa na ponowne zaangazowanie , mieszkanie z mezczyzna , spedzilam zycie z jednym mezczyzna , ktorego nigdy nie zdradzilam .
Po prostu zalezy mi na zwiazku bez zobowiazan( bo sowje fizjologiczne potrzeby mam.)
- bez planow
- bez korzystania z dobr materialnych
Strikte spotkania badz wyjazd na dwa dni , dla relaksu , owszem wsparcie w problemach w rozmowie itp.
Nie potrafilabym bym uprawiac sexu bez porozumienia emocjonalengo .
Jednak trudno jest znalesc mezczyzne , na taki uklad .
Nie mowie , ze nie zmienie zdania kiedys , na dzien dziesiejszy taki uklad by mi odpowiadal.
Powiem wam szczerze, że strasznie mnie ten wątek ubawił. I fakt z jakim zacietrzewieniem wypowiadają się różnej maści moralizatorzy jest w tym najlepszy. Jak żyję, tak jeszcze nie widziałem na oczy, aby taki moralizator (lub moralizatorka) był atrakcyjny seksualnie dla innego człowieka. No po prostu nie widziałem, ani nawet nie słyszałem o czymś takim. Ludzie atrakcyjni, wzbudzający sobą zainteresowanie płci przeciwnej (lub tej samej, co kto lubi) jakoś nie mają takich zapędów.
Już jakiś czas temu, w innym wątku o podobny wydźwięku, doszliśmy większą grupą osób do wniosku, że za tymi całymi "zasadami moralnymi" tudzież "wyższymi ideałami" kryją się najczęściej słabości, lęki, porażki i kompleksy.
I jak zaczną się szczegółowe pytania to i tutaj zacznie być podobnie - albo wykręty i zmiana tematu z powodu niemożności odpowiedzenia na postawione pytanie, albo ataki personalne. To taki stale powtarzający się schemat w tego typu wypadkach.
madamepucha - chcesz to korzystaj. Jeśli oboje jesteście singlami i wam obojgu taki układ pasuje, to pies z kulawą nogą trącał całą resztę ludzi i ich zazdrość, bo też by tak chcieli, ale nie mają z kim.
Wszyscy tutaj uważają podejście dziewczyny za już chyba "kur***wo, a nikt nie wspomina, ile ludzi żyje tak na co dzień, mając partnera lub kilku, nie będąc z nim/nimi w stałym związku. Czy od razu są to prostytutki? Kto daje Wam wszystkim prawo do osądzania kogokolwiek? Każdy żyje jak uważa i naprawdę nic Wam do tego, mili państwo.
Dziewczyna zapytała o czysty układ z singlem, gdzie i ona jest wolna, i posypała się na nią cała lawina moralnych batów. Totalna żenada, serio. Kto powiedział, że nie można spotykać się z kimś raz na jakiś czas dla chwil przyjemności?
Kolega ma rację, mnie też bawi, a raczej żenuje, poziom wypowiedzi wszystkich tych znawców tutaj, uważających się za jakieś autorytety.
yoghurt007 napisał/a:Powiem wam szczerze, że strasznie mnie ten wątek ubawił. I fakt z jakim zacietrzewieniem wypowiadają się różnej maści moralizatorzy jest w tym najlepszy. Jak żyję, tak jeszcze nie widziałem na oczy, aby taki moralizator (lub moralizatorka) był atrakcyjny seksualnie dla innego człowieka. No po prostu nie widziałem, ani nawet nie słyszałem o czymś takim. Ludzie atrakcyjni, wzbudzający sobą zainteresowanie płci przeciwnej (lub tej samej, co kto lubi) jakoś nie mają takich zapędów.
Już jakiś czas temu, w innym wątku o podobny wydźwięku, doszliśmy większą grupą osób do wniosku, że za tymi całymi "zasadami moralnymi" tudzież "wyższymi ideałami" kryją się najczęściej słabości, lęki, porażki i kompleksy.
I jak zaczną się szczegółowe pytania to i tutaj zacznie być podobnie - albo wykręty i zmiana tematu z powodu niemożności odpowiedzenia na postawione pytanie, albo ataki personalne. To taki stale powtarzający się schemat w tego typu wypadkach.
madamepucha - chcesz to korzystaj. Jeśli oboje jesteście singlami i wam obojgu taki układ pasuje, to pies z kulawą nogą trącał całą resztę ludzi i ich zazdrość, bo też by tak chcieli, ale nie mają z kim.
Wszyscy tutaj uważają podejście dziewczyny za już chyba "kur***wo, a nikt nie wspomina, ile ludzi żyje tak na co dzień, mając partnera lub kilku, nie będąc z nim/nimi w stałym związku. Czy od razu są to prostytutki? Kto daje Wam wszystkim prawo do osądzania kogokolwiek? Każdy żyje jak uważa i naprawdę nic Wam do tego, mili państwo.
Dziewczyna zapytała o czysty układ z singlem, gdzie i ona jest wolna, i posypała się na nią cała lawina moralnych batów. Totalna żenada, serio. Kto powiedział, że nie można spotykać się z kimś raz na jakiś czas dla chwil przyjemności?
Kolega ma rację, mnie też bawi, a raczej żenuje, poziom wypowiedzi wszystkich tych znawców tutaj, uważających się za jakieś autorytety.
Libidia, tu autorkę porównywał do prostytutki ??
Yoghurt, stwierdzenie :
"Jak żyję, tak jeszcze nie widziałem na oczy, aby taki moralizator (lub moralizatorka) był atrakcyjny seksualnie dla innego człowieka. No po prostu nie widziałem, ani nawet nie słyszałem o czymś takim. Ludzie atrakcyjni, wzbudzający sobą zainteresowanie płci przeciwnej (lub tej samej, co kto lubi) jakoś nie mają takich zapędów."
no bez komentarza.
Wynika z niego że zasadami kierują się tylko debile, słabeusze i to dodatku o powierzchowności quasimodo.
No oczywiście , jezeli ktoś chce udowodnić że nie jest wyrzutkiem powinien to udowodnić, w sposób który nakazałeś...
Jeśli nikomu tym nie szkodzisz to czemu nie. Tylko powiedz mu jak sprawy się mają i sama weź odpowiedzialność za to że nie będziesz mieć do niego pretensji o to że nie kocha, nie dzwoni, lub nie chce uprawiać więcej seksu.
Yoghurt, stwierdzenie :
"Jak żyję, tak jeszcze nie widziałem na oczy, aby taki moralizator (lub moralizatorka) był atrakcyjny seksualnie dla innego człowieka. No po prostu nie widziałem, ani nawet nie słyszałem o czymś takim. Ludzie atrakcyjni, wzbudzający sobą zainteresowanie płci przeciwnej (lub tej samej, co kto lubi) jakoś nie mają takich zapędów."
no bez komentarza.
Wynika z niego że zasadami kierują się tylko debile, słabeusze i to dodatku o powierzchowności quasimodo.
No oczywiście , jezeli ktoś chce udowodnić że nie jest wyrzutkiem powinien to udowodnić, w sposób który nakazałeś...
Yoghurt może zbyt rygorystycznie wrzucił moralizatorów do jednego wora, ale Ty, Drzazga, zupełnie nie zrozumiałeś sensu wypowiedzi.
Moralizatorów na forum jest pełno. To osoby, które za jedyne słuszne zasady uznają wyznawane przez siebie. Nazwijmy je, dla uproszczenia, tradycjonalnymi. Osoby te wiążą seks z miłością, nie wyobrażają sobie, ze można to robić nie będąc w związku itp. itd. Osoby te uważają, że inne zachowanie jest oznaką braku szacunku do samego siebie itp. Ale...te osoby uważają też, że cały świat obowiązują te same zasady. I uparcie wmawiają to osobom o innych zasadach.
Bo czym są zasady? Powiedzmy, że zasadą "moralizatorów" jest łączenie fizyczności z uczuciami. Ale np. moją zasadą może być radość życia we wszelkich jego przejawach, w tym cieszenie się fizycznością drugiej osoby bez angażowania w to głębszych uczuć. I kto, kiedy i jakim prawem powiedział, że zasady moralizatorów są lepsze od moich? Albo, że ja nie mam zasad, skoro nie przyjmuję zasad wyznawanych przez moralizatorów?
Osoby o tradycyjnym podejściu do seksu uparcie wmawiają osobom o moim podejściu do seksu, że się nie szanujemy, nie mamy zasad, że nasza postawa jest niewłaściwa, że jest gorsza od ich postawy. Stąd "moralizatorzy". Moje oczy jeszcze nie widziały, żeby jakaś osoba o moim podejściu do seksu wmawiała tradycjonaliście, ze powinien bzykać wszystko co popadnie, bo jak tego nie robi to nie szanuje siebie i praw natury... Dlaczego więc w druga stronę tolerancja i zrozumienie nie działają?
Albo ten nieszczęsny szacunek do siebie... Jakim prawem o tym czy ja siebie szanuję czy nie ma decydować sposób wybierania partnerów seksualnych? Albo jakim prawem mają o tym decydować inni? O tym czy siebie szanuję czy nie decyduję wyłącznie ja sama. To moje życie, moje wybory i dopóki nikogo nimi nie krzywdzę to nikomu nic do tego w jaki sposób podchodzę do spraw seksu. I uważam, że jest milion ważniejszych przejawów szacunku do siebie niż to, przed kim zdejmuje się majtki.
no bez komentarza.
Wynika z niego że zasadami kierują się tylko debile, słabeusze i to dodatku o powierzchowności quasimodo.
No oczywiście , jezeli ktoś chce udowodnić że nie jest wyrzutkiem powinien to udowodnić, w sposób który nakazałeś...
Drzazga, a Ty nie wiesz kiedy rozmowa traci sens i przypomina bicie głową w mur? Budują stereotypy i będą wszystko nimi tłumaczyć, bo tak wygodnie i na swoją modłę można przerobić.
No tak to już jest, kózka musi nóżkę złamać, żeby zrozumieć, że to jest niebezpieczne. Nijak jej tego inaczej nie da się wytłumaczyć.
To nie jest budowanie stereotypów, a wnioski postawione na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji tego forum. Co lepsze, nie jeden (i nie jedna) moralizator cechował się np chorą zazdrością wsteczną, o byłych partnerów towarzyszki/towarzysza. I co ich z tych zazdrości leczyło? Najczęściej skok w bok lub zakończenie związku i pójście do łózka z kimś innym. Jak słynna tutaj jedna userka, Marzena bodajże, która uważała, że jej mąż, kiedy był na studiach to się puszczał na lewo i prawo, bo miał AŻ DWIE partnerki seksualne zanim ją poznał. A ona czekała na tego jedynego. Tworzyła u niego wady, które obiektywnie zostały ocenione jako obojętne cechy przez resztę userów. No i oczywiście zdradziła, bo ona miała do tego święte prawo.
I nie był to jeden jedyny przypadek tutaj na forum. To się powtarza regularnie. Niezależnie od płci.
Dlatego to jest takie denerwujące. Bo ci ludzie krzyczą na lewo i prawo co jest dobre, a co złe i NAKAZUJĄ innym dostosowanie się do tych samych zasad....zasad, które permanentnie sami najczęściej łamią dobudowując sobie jakąś niezwykłą ideologię.
Z obserwacji poza forum, mogę jeszcze dodać, że takie osoby mają gigantyczne problemy z rozróżnieniem uczuć wyższych od popędu, gdyż tak silnie wiążą jedno z drugim. A im większa frustracja seksualna, tym większe zapędy do nawracania na jedynie słuszną drogę.
Drzazga - ja nie mówię o zasadach, ale o swoistym nawracaniu i piętnowaniu innowierców. Moralność jak dupa - każdy ma swoją. Póki nikomu nie dzieje się krzywda, nikt nie jest oszukiwany i mamiony obietnicami, to nikt nie ma prawa oceniać tego moralnie. Oboje, w pełni świadomie i za obopólną zgodą robią to, na co mają ochotę. Nie kłamią, nie oszukują, nie łamią prawa. A tu lecą z lewa i prawa pierdy o braku zasad, nieszanowaniu się, puszczaniu się itp, co jest po prostu obłudne i żenujące.
Youghurt, nie widzisz że Ty postępujesz dokładnie tak samo jak Ci których piętnujesz ??
Tak samo wyśmiewasz tych którzy mają inne zdanie (innowierców).
Określasz przynależność do mądrych, bez kompleksów, atrakcyjnych poprzez sposób postępowania taki jaki Ty wyznajesz.
Ci którzy postępują inaczej są godni wyśmiania.
Szykuj sobie moherowy beret.
Tylko inaczej.
np nałożony na lewa stronę ![]()
yoghurt007- Myślę, że masz rację. To się nazywa dysonans poznawczy. Podświadomość człowieka ma zadanie by go chronić. Czyli, jeśli dzieje się coś złego dla nas, widzimy jasno kto gdzie zadaje nam ból, co innego gdy sami zaczynamy robić coś źle. Podstępna podświadomość zaraz tworzy odpowiednią historię, która ma za zadanie ochronę nas przed poczuciem winy. Zakrzywiamy rzeczywistość, by móc żyć z naszymi kłamstwami. Od tej chwili: zdradzamy, bo mąż nas przestał adorować, pijemy- bo każdy ma prawo do alkoholu, wydajemy za dużo pieniędzy- bo przecież należy nam się w końcu jakaś przyjemność,
Uwaga! To niestety błędna droga. W końcu wpadamy w pętle tych kłamstw i nie wiemy, gdzie jest już prawda. Ciągle czujemy się nieszczęśliwi, choć "WYDAJE NAM SIĘ" że przecież robimy wszystko dobrze. Jeśli nie umie się żyć zgodnie z prawdą, to oszukuje się najbardziej samego siebie.
Droga autorko postu, mam nadzieję, że już dawno zrobiłaś to, o czym napisałaś, że masz chęć zrobić, i nie zagłębiasz się w wywody na temat czy to moralności, czy sumienia, czy czego tam jeszcze, o czym niektórzy się tu rozpisują.
Ja życzę Ci miłej zabawy i niesamowitych wrażeń ![]()
W sumie prosta typowa droga przez zycie....przygodny seks, niechciane dziecko, niechciany slub, rozwod, samotna matka z dzieckiem...W sumie jakie wrtosci pojawiaja sie w takim zyciu i jakie wartosci moga przekazac dalej? Ale gdzies czytalam, ze dzisisejsze pokolenie nie umie myslec logicznie, analitycznie i miec swiadomosci przyczynowo-skutkowej... Seks fajnie, DUZE POPARCIE, ale swiadomie i z kims, kto wykazuje choc odrobine swiadomosci. Ja tu widze totalne zacmienie umyslu.
Od bzykania się zaczyna.. my, dorośli nazywamy współżycie bzykaniem, a potem się dziwimy że kolejna czternastolatka urodziła dziecko. Dlaczego się dziwimy, skoro sami kreujemy współżycie jako niezobowiązującą przygodę - jeśli oboje macie ochotę to czemu nie.. A temu nie, że współżycie to odpowiedzialność. Za siebie, za drugiego człowieka. A co jeśli kobieta zajdzie w ciążę? Przecież trzeba to przewidywać, nie mamy obecnie 100% środków antykoncepcyjnych, poza wstrzemięźliwością. Idźmy dalej - co z HIV i chorobami wenerycznymi? Czy takie ryzyko naprawdę się opłaca dla chwili przyjemności? Moim zdaniem nie. Żywo interesuje mnie sposób rozmawiania z nastoletnimi dziećmi o sprawach seksualności - czy one też słyszą "jak oboje macie ochotę to czemu nie"? A jeśli nie to kiedy to usłyszą, gdzie jest granica - czy dotyczy wieku czy dojrzałości?
Bardzo proszę mnie nie oskarżać o bycie moralizatorką, chciałam jedynie przedstawić swoją opinię i zadać kilka interesujących mnie pytań. Nikomu nie narzucam swojego zdania, ale uważam że jako dorosła część społeczeństwa powinniśmy chociaż częściowo brać na siebie odpowiedzialność za kreowanie pewnych postaw życiowych wśród młodych ludzi, bo przykład idzie nie tylko z domu rodzinnego.
Youghurt, nie widzisz że Ty postępujesz dokładnie tak samo jak Ci których piętnujesz ??
Oczywiście, że to widzę, ale jest pewna mała różnica - zaczynam tak robić jedynie w odpowiedzi na nawracanie. Poza tym, nie bronię tym ludziom mieć takiego zdania na ten temat. To ich sprawa. Ja jedynie piętnuję owo nawracanie.
Od bzykania się zaczyna.. my, dorośli nazywamy współżycie bzykaniem, a potem się dziwimy że kolejna czternastolatka urodziła dziecko. Dlaczego się dziwimy, skoro sami kreujemy współżycie jako niezobowiązującą przygodę - jeśli oboje macie ochotę to czemu nie.. A temu nie, że współżycie to odpowiedzialność. Za siebie, za drugiego człowieka. A co jeśli kobieta zajdzie w ciążę? Przecież trzeba to przewidywać, nie mamy obecnie 100% środków antykoncepcyjnych, poza wstrzemięźliwością. Idźmy dalej - co z HIV i chorobami wenerycznymi? Czy takie ryzyko naprawdę się opłaca dla chwili przyjemności? Moim zdaniem nie.
Wstrzemięźliwość nie jest stanem naturalnym dla człowieka. Wystarczy popatrzeć na przedstawicieli Kościoła Katolickiego. Czy żyją w celibacie? No nie. Nikt w to nie wierzy, bo prawda jest jednak inna. A jaki tam panuje odsetek różnej maści dewiacji? Można zgadywać, ale nie słyszałem nawet o ani jednej parafii, w której byłoby normalnie (czy to pod kątem seksualnym, czy uzależnień - w tym od władzy). Wystarczy też poczytać osoby, które będąc pod 30stkę nie zaznały jeszcze seksu. Śmiało można je nazwać dzikimi w kontaktach z ludźmi, a niejednokrotnie wręcz aspołecznymi.
Czy ryzyko się opłaca? Tak. Ryzyko zajścia w ciążę, czy zarażenia się jakąś chorobą jest niskie mimo wszystko - od tego są prezerwatywy. Większe ryzyko zarażenia się czymkolwiek niesie ze sobą zwykła przejażdżka komunikacją miejską. Poza tym umiejętnie wybrany partner to też większe bezpieczeństwo niż np spacer z nieznajomą osobą pod wpływem ładnych słówek. Bo jednak brak tego typu kontaktów (flirtu, seksu, pieszczot) powoduje brak umiejętności odróżnienia uczuć od popędu czy prawidłowej oceny sytuacji.
A co do ciężarnych 14stek to jest trochę odwrotnie. To nie dzieje się tam, gdzie o seksie się mówi, ale tam, gdzie jest on tematem tabu lub jest on patologią (gwałty rodzinne, seks jako sposób zapłaty itp). Bo tam, gdzie się mówi o seksie (pomijając ortodoksyjnych katolików), to mówi się także o zagrożeniach z tym związanych.
Od bzykania się zaczyna.. my, dorośli nazywamy współżycie bzykaniem, a potem się dziwimy że kolejna czternastolatka urodziła dziecko. Dlaczego się dziwimy, skoro sami kreujemy współżycie jako niezobowiązującą przygodę - jeśli oboje macie ochotę to czemu nie.. A temu nie, że współżycie to odpowiedzialność. Za siebie, za drugiego człowieka. A co jeśli kobieta zajdzie w ciążę? Przecież trzeba to przewidywać, nie mamy obecnie 100% środków antykoncepcyjnych, poza wstrzemięźliwością. Idźmy dalej - co z HIV i chorobami wenerycznymi? Czy takie ryzyko naprawdę się opłaca dla chwili przyjemności? Moim zdaniem nie. Żywo interesuje mnie sposób rozmawiania z nastoletnimi dziećmi o sprawach seksualności - czy one też słyszą "jak oboje macie ochotę to czemu nie"? A jeśli nie to kiedy to usłyszą, gdzie jest granica - czy dotyczy wieku czy dojrzałości?
Bardzo proszę mnie nie oskarżać o bycie moralizatorką, chciałam jedynie przedstawić swoją opinię i zadać kilka interesujących mnie pytań. Nikomu nie narzucam swojego zdania, ale uważam że jako dorosła część społeczeństwa powinniśmy chociaż częściowo brać na siebie odpowiedzialność za kreowanie pewnych postaw życiowych wśród młodych ludzi, bo przykład idzie nie tylko z domu rodzinnego.
Co do hiv i innych chorob , uprawiasz sex z takimi jaka sie sama reprezentujesz , prawda? , inaczej co druga zona powina miec hiv i inne choroby weneryczne.
Bo przeciez wierny maz to temat tabu .Zgadzam sie z z ponizszym 14 latki w ciazy to ostra pa-to-lo-gia
Libidia napisał/a:yoghurt007 napisał/a:Powiem wam szczerze, że strasznie mnie ten wątek ubawił. I fakt z jakim zacietrzewieniem wypowiadają się różnej maści moralizatorzy jest w tym najlepszy. Jak żyję, tak jeszcze nie widziałem na oczy, aby taki moralizator (lub moralizatorka) był atrakcyjny seksualnie dla innego człowieka. No po prostu nie widziałem, ani nawet nie słyszałem o czymś takim. Ludzie atrakcyjni, wzbudzający sobą zainteresowanie płci przeciwnej (lub tej samej, co kto lubi) jakoś nie mają takich zapędów.
Już jakiś czas temu, w innym wątku o podobny wydźwięku, doszliśmy większą grupą osób do wniosku, że za tymi całymi "zasadami moralnymi" tudzież "wyższymi ideałami" kryją się najczęściej słabości, lęki, porażki i kompleksy.
I jak zaczną się szczegółowe pytania to i tutaj zacznie być podobnie - albo wykręty i zmiana tematu z powodu niemożności odpowiedzenia na postawione pytanie, albo ataki personalne. To taki stale powtarzający się schemat w tego typu wypadkach.
madamepucha - chcesz to korzystaj. Jeśli oboje jesteście singlami i wam obojgu taki układ pasuje, to pies z kulawą nogą trącał całą resztę ludzi i ich zazdrość, bo też by tak chcieli, ale nie mają z kim.
Wszyscy tutaj uważają podejście dziewczyny za już chyba "kur***wo, a nikt nie wspomina, ile ludzi żyje tak na co dzień, mając partnera lub kilku, nie będąc z nim/nimi w stałym związku. Czy od razu są to prostytutki? Kto daje Wam wszystkim prawo do osądzania kogokolwiek? Każdy żyje jak uważa i naprawdę nic Wam do tego, mili państwo.
Dziewczyna zapytała o czysty układ z singlem, gdzie i ona jest wolna, i posypała się na nią cała lawina moralnych batów. Totalna żenada, serio. Kto powiedział, że nie można spotykać się z kimś raz na jakiś czas dla chwil przyjemności?
Kolega ma rację, mnie też bawi, a raczej żenuje, poziom wypowiedzi wszystkich tych znawców tutaj, uważających się za jakieś autorytety.
Libidia, tu autorkę porównywał do prostytutki ??
Yoghurt, stwierdzenie :
"Jak żyję, tak jeszcze nie widziałem na oczy, aby taki moralizator (lub moralizatorka) był atrakcyjny seksualnie dla innego człowieka. No po prostu nie widziałem, ani nawet nie słyszałem o czymś takim. Ludzie atrakcyjni, wzbudzający sobą zainteresowanie płci przeciwnej (lub tej samej, co kto lubi) jakoś nie mają takich zapędów."
no bez komentarza.
Wynika z niego że zasadami kierują się tylko debile, słabeusze i to dodatku o powierzchowności quasimodo.
No oczywiście , jezeli ktoś chce udowodnić że nie jest wyrzutkiem powinien to udowodnić, w sposób który nakazałeś...
nie slabeusze ,ale brzydcy ludzie ase-ksualni
yoghurt007 napisał/a:Powiem wam szczerze, że strasznie mnie ten wątek ubawił. I fakt z jakim zacietrzewieniem wypowiadają się różnej maści moralizatorzy jest w tym najlepszy. Jak żyję, tak jeszcze nie widziałem na oczy, aby taki moralizator (lub moralizatorka) był atrakcyjny seksualnie dla innego człowieka. No po prostu nie widziałem, ani nawet nie słyszałem o czymś takim. Ludzie atrakcyjni, wzbudzający sobą zainteresowanie płci przeciwnej (lub tej samej, co kto lubi) jakoś nie mają takich zapędów.
Już jakiś czas temu, w innym wątku o podobny wydźwięku, doszliśmy większą grupą osób do wniosku, że za tymi całymi "zasadami moralnymi" tudzież "wyższymi ideałami" kryją się najczęściej słabości, lęki, porażki i kompleksy.
I jak zaczną się szczegółowe pytania to i tutaj zacznie być podobnie - albo wykręty i zmiana tematu z powodu niemożności odpowiedzenia na postawione pytanie, albo ataki personalne. To taki stale powtarzający się schemat w tego typu wypadkach.
madamepucha - chcesz to korzystaj. Jeśli oboje jesteście singlami i wam obojgu taki układ pasuje, to pies z kulawą nogą trącał całą resztę ludzi i ich zazdrość, bo też by tak chcieli, ale nie mają z kim.
Wszyscy tutaj uważają podejście dziewczyny za już chyba "kur***wo, a nikt nie wspomina, ile ludzi żyje tak na co dzień, mając partnera lub kilku, nie będąc z nim/nimi w stałym związku. Czy od razu są to prostytutki? Kto daje Wam wszystkim prawo do osądzania kogokolwiek? Każdy żyje jak uważa i naprawdę nic Wam do tego, mili państwo.
Dziewczyna zapytała o czysty układ z singlem, gdzie i ona jest wolna, i posypała się na nią cała lawina moralnych batów. Totalna żenada, serio. Kto powiedział, że nie można spotykać się z kimś raz na jakiś czas dla chwil przyjemności?
Kolega ma rację, mnie też bawi, a raczej żenuje, poziom wypowiedzi wszystkich tych znawców tutaj, uważających się za jakieś autorytety.
nie ktorzy marza o tym............, ale to tylko sen.........
Wstrzemięźliwość nie jest stanem naturalnym dla człowieka. Wystarczy popatrzeć na przedstawicieli Kościoła Katolickiego. Czy żyją w celibacie? No nie. Nikt w to nie wierzy, bo prawda jest jednak inna. A jaki tam panuje odsetek różnej maści dewiacji? Można zgadywać, ale nie słyszałem nawet o ani jednej parafii, w której byłoby normalnie (czy to pod kątem seksualnym, czy uzależnień - w tym od władzy). Wystarczy też poczytać osoby, które będąc pod 30stkę nie zaznały jeszcze seksu. Śmiało można je nazwać dzikimi w kontaktach z ludźmi, a niejednokrotnie wręcz aspołecznymi..
Nikomu nie każę żyć w celibacie, stwierdzam jedynie fakt że wstrzemięźliwość jest obecnie JEDYNYM 100% środkiem antykoncepcyjnym. Nikogo nie oceniam pod wzlędem tego, czy już współżył czy nie - dla mnie bardziej dzicy są dewianci seksualni niż osoby zachowujące czystość - wystarczy wspomnieć o pedofilach, gwałcicielach i innych tego typu. Wolę już dzikiego katolika ![]()
Czy ryzyko się opłaca? Tak. Ryzyko zajścia w ciążę, czy zarażenia się jakąś chorobą jest niskie mimo wszystko - od tego są prezerwatywy. Większe ryzyko zarażenia się czymkolwiek niesie ze sobą zwykła przejażdżka komunikacją miejską. Poza tym umiejętnie wybrany partner to też większe bezpieczeństwo niż np spacer z nieznajomą osobą pod wpływem ładnych słówek. Bo jednak brak tego typu kontaktów (flirtu, seksu, pieszczot) powoduje brak umiejętności odróżnienia uczuć od popędu czy prawidłowej oceny sytuacji
Prezerwatywy nie są w 100% skuteczne ani w kwestii zapobiegania ciąży ani w kwestii ochrony przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Przypominam, że w prezerwatywach są mikropory, przez które mogą przenikać chociażby wirus HIV.
Większe ryzyko zarażenia się czym występuje w środkach komunikacji miejskiej? Katarem? Choroba weneryczna, czy HIV to nie przeziębienie..
Umiejętnie wybrany partner ok, ale mówimy o współżyciu z MAŁO ZNANĄ OSOBĄ, jak więc wybrać umiejętnie? Czyli lepiej iść z kimś do łóżka niż na spacer? Bo fajnie flirtuje? To jak w takim razie mamy prawidłowo ocenić sytuację w przypadku np koleżanki czy kolegi? Czy są z nami szczerzy? Flirtujemy tak? No ja akurat umiem odróżnić uczucia od popędu, ale widać nie każdy posiada tą umiejętność..
A co do ciężarnych 14stek to jest trochę odwrotnie. To nie dzieje się tam, gdzie o seksie się mówi, ale tam, gdzie jest on tematem tabu lub jest on patologią (gwałty rodzinne, seks jako sposób zapłaty itp). Bo tam, gdzie się mówi o seksie (pomijając ortodoksyjnych katolików), to mówi się także o zagrożeniach z tym związanych
Chyba że nazywa się współżycie bzykaniem, co "odczłowiecza" tą czynność, uwalnia od odpowiedzialności. U nas się nie mówi o współżyciu? Moim zdaniem mówi się, i to dużo - a nawet za dużo, zwłaszcza w kontekście niezobowiązującej przygody.
Co do hiv i innych chorob , uprawiasz sex z takimi jaka sie sama reprezentujesz , prawda? , inaczej co druga zona powina miec hiv i inne choroby weneryczne.
Bo przeciez wierny maz to temat tabu .Zgadzam sie z z ponizszym 14 latki w ciazy to ostra pa-to-lo-gia
Jaki jest faktyczny odsetek chorych - ja nie wiem i Ty nie wiesz. A czemu co druga żona? Kobiety nie zdradzają?
14-latki w ciąży to nie patologia ale brak rzetelnej wiedzy o współżyciu, a zwłaszcza używanie określeń typu "seks", "bzykanie", "stukanko". Edukacja seksualna w szkole zaczyna się od przedstawienia środków antykoncepcyjnych. O świadomym wyborze, uczuciach i odpowiedzialności się nie mówi - i stąd się biorą nastoletnie matki.
Nikomu nie każę żyć w celibacie, stwierdzam jedynie fakt że wstrzemięźliwość jest obecnie JEDYNYM 100% środkiem antykoncepcyjnym. Nikogo nie oceniam pod wzlędem tego, czy już współżył czy nie - dla mnie bardziej dzicy są dewianci seksualni niż osoby zachowujące czystość - wystarczy wspomnieć o pedofilach, gwałcicielach i innych tego typu. Wolę już dzikiego katolika
Dewiacje są najczęściej efektem nieumiejętności rozładowania napięcia seksualnego w normalny, zdrowy sposób.
Prezerwatywy nie są w 100% skuteczne ani w kwestii zapobiegania ciąży ani w kwestii ochrony przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. Przypominam, że w prezerwatywach są mikropory, przez które mogą przenikać chociażby wirus HIV.
Większe ryzyko zarażenia się czym występuje w środkach komunikacji miejskiej? Katarem? Choroba weneryczna, czy HIV to nie przeziębienie..
Jakimi? Ano w zasadzie wszystkim po kolei. Autobusami i tramwajami także jeżdżą bezdomni, skrajni narkomani, nosiciele różnych pasożytów itp. Nie każda choroba weneryczna jest śmiertelna. A podchodząc do tego w taki sposób, to można dojść do wniosku, że oddychanie tlenem nas zabija. Alkohol również jest trucizną, od kawy odbarwiają się zęby itp. Pasy bezpieczeństwa i poduszki powietrzne mogą cię nawet zabić, a jakoś nie kłócisz się z sensem ich montowania w samochodach, prawda?
Co do "mikroporów" to mitologia zbudowana przez Kościół. Nie ma czegoś takiego. Prezerwatywa jest na tyle skuteczna, na ile jest umiejętnie stosowana przez użytkownika. Poczytaj sobie trochę na ten temat. Najlepiej WHO. Skuteczność prezerwatyw szacuje się na 78-95%, przy czym pozostałe 22-5% nie jest automatycznie zarażonych. Skuteczność jest różna, bo i różne są rodzaje prezerwatyw (nie ma tu rozróżnienia, czy są to prezerwatywy dla kobiet, czy mężczyzn, od jakich firm, z jakich materiałów zrobione i przy jakim rodzaju seksu używane). Zasadniczo, przy prawidłowym używaniu prezerwatyw ryzyko zarażenia wynosi jeden przypadek na 900 stosunków płciowych. I to przy założeniu, że wszystkie stosunki są z osobą zarażoną. Różnica wartości jest wynikiem tego, że nie każdy stosunek (w sensie bez zabezpieczenia) wiąże się z zarażeniem.
Umiejętnie wybrany partner ok, ale mówimy o współżyciu z MAŁO ZNANĄ OSOBĄ, jak więc wybrać umiejętnie? Czyli lepiej iść z kimś do łóżka niż na spacer? Bo fajnie flirtuje? To jak w takim razie mamy prawidłowo ocenić sytuację w przypadku np koleżanki czy kolegi? Czy są z nami szczerzy? Flirtujemy tak? No ja akurat umiem odróżnić uczucia od popędu, ale widać nie każdy posiada tą umiejętność..
Nie bez przyczyny to najczęściej młode kobietki stają się ofiarami, które potem płaczą "a mówił, że kocha". To brak doświadczenia w tym zakresie wystawia nas na niebezpieczeństwo. Poza tym być wybranym, a samemu wybrać to dwie różne sprawy.
Chyba że nazywa się współżycie bzykaniem, co "odczłowiecza" tą czynność, uwalnia od odpowiedzialności. U nas się nie mówi o współżyciu? Moim zdaniem mówi się, i to dużo - a nawet za dużo, zwłaszcza w kontekście niezobowiązującej przygody.
Mówi się tyle co nic tak naprawdę. Bo albo się piętnuje albo tworzy mity ala "orgazm w 30 sekund na 20 różnych sposobów".
Tak najlepiej niech nikt nie uprawia seksu bo od razu, ciaza, hiv i ekskomunika!
I znowu odwieczny problem kto ma rację
. Czy warto iść do łóżka na pierwszej randce,uprawiać nie zobowiązujący seks itp. Nikt nikogo nie jest w stanie przekonać a tematów i wątków na tym forum od groma
. A prawda jest taka. Niech każdy robi co chce bo to on będzie ponosił konsekwencje swoich działań
.
Dewiacje są najczęściej efektem nieumiejętności rozładowania napięcia seksualnego w normalny, zdrowy sposób.
Ale w zdecydowanej większości przypadków dotyczą osób, które pierwszy raz mają już za sobą.
Jakimi? Ano w zasadzie wszystkim po kolei. Autobusami i tramwajami także jeżdżą bezdomni, skrajni narkomani, nosiciele różnych pasożytów itp. Nie każda choroba weneryczna jest śmiertelna. A podchodząc do tego w taki sposób, to można dojść do wniosku, że oddychanie tlenem nas zabija. Alkohol również jest trucizną, od kawy odbarwiają się zęby itp. Pasy bezpieczeństwa i poduszki powietrzne mogą cię nawet zabić, a jakoś nie kłócisz się z sensem ich montowania w samochodach, prawda?
Owszem, nie każda Ch. W. jest śmiertelna, ale nadal uważam, że lepiej zarazić się katarem w autobusie niż np rzeżączką, bo nawet jeśli nie są śmiertelne to mogą chociażby zakłócać lub całkowicie zaburzyć płodność. Ja nie twierdzę, że tlen zabija, nie uważam, że wszędzie czyhają na mnie jakieś choroby - po prostu uważam, że powinno się unikać ewidentnych zagrożeń, a takim jest dla mnie współżycie z mało znaną osobą. Po prostu myślę, że jeśli ktoś chce iść do łóżka po dwóch randkach, to robił tak już wcześniej, z nieznaną mi ilością osób. Poza tym, jestem matką - nie chcę żeby moje dzieci z takiego rodzaju współżycia korzystały, bo zwyczajnie boję się o ich zdrowie.
Co do "mikroporów" to mitologia zbudowana przez Kościół. Nie ma czegoś takiego. Prezerwatywa jest na tyle skuteczna, na ile jest umiejętnie stosowana przez użytkownika. Poczytaj sobie trochę na ten temat. Najlepiej WHO. Skuteczność prezerwatyw szacuje się na 78-95%, przy czym pozostałe 22-5% nie jest automatycznie zarażonych. Skuteczność jest różna, bo i różne są rodzaje prezerwatyw (nie ma tu rozróżnienia, czy są to prezerwatywy dla kobiet, czy mężczyzn, od jakich firm, z jakich materiałów zrobione i przy jakim rodzaju seksu używane). Zasadniczo, przy prawidłowym używaniu prezerwatyw ryzyko zarażenia wynosi jeden przypadek na 900 stosunków płciowych. I to przy założeniu, że wszystkie stosunki są z osobą zarażoną. Różnica wartości jest wynikiem tego, że nie każdy stosunek (w sensie bez zabezpieczenia) wiąże się z zarażeniem.
Mikropory są, a tej akurat wiedzy nie wyniosłam z kościoła, tylko ze studiów (nie mających dla jasności żadnego związku z wiarą
). W ogóle nie napisałam nigdzie że jestem wierząca, więc proszę do tego się nie odnosić. WHO też bywa omylne, wolę korzystać z wielu różnych źródeł.
Nie bez przyczyny to najczęściej młode kobietki stają się ofiarami, które potem płaczą "a mówił, że kocha". To brak doświadczenia w tym zakresie wystawia nas na niebezpieczeństwo. Poza tym być wybranym, a samemu wybrać to dwie różne sprawy.
Moim zdaniem młode kobietki nie płaczą dlatego, że nie miały doświadczenia, a dlatego że generalnie kobiety mają inną konstrukcję psychiczną i czego innego oczekują od mężczyzn. Natomiast jeśli decyduję się na współżycie to jak dla mnie wybrałam, ale też zostałam przez kogoś wybrana prawda? No chyba że jegomościa zmusiłam do współżycia.
Mówi się tyle co nic tak naprawdę. Bo albo się piętnuje albo tworzy mity ala "orgazm w 30 sekund na 20 różnych sposobów".
A ja nadal uważam, że mówi się za dużo właśnie w kontekście seksu, niezobowiązującej przygody, przyjemności, mody itp. Bo to się sprzedaje. Popatrz na reklamy, filmy, współczesną kulturę. Współżycie nie istnieje - jest seks, czynność uwolniona od odpowiedzialności, szacunku, zrozumienia. A jak coś się stanie to pojawiają się krzyki "mój brzuch - moja sprawa". A czemu brzuch? Zanim się zajdzie w ciążę trzeba odbyć stosunek, a to też jest nasza sprawa..
... nie mamy obecnie 100% środków antykoncepcyjnych, poza wstrzemięźliwością. ....
Niektórym nawet wstrzemięźliwość nie pomogła, więc żadne tam 100%.
zagubiona_ napisał/a:... nie mamy obecnie 100% środków antykoncepcyjnych, poza wstrzemięźliwością. ....
Niektórym nawet wstrzemięźliwość nie pomogła, więc żadne tam 100%.
Słyszałem, że często najlepszym środkiem antykoncepcyjnym jest odpowiednie oświetlenie. Nie może być gry światłocieni ![]()
Ale w zdecydowanej większości przypadków dotyczą osób, które pierwszy raz mają już za sobą.
Nie jest to prawdą. Akurat brak inicjacji seksualnej nie ma tutaj większego znaczenia. Gdyby tak było, to dziewice/prawiczkowie nie odczuwaliby potrzeby seksu. Tymczasem coś, o co postulujesz jest generalnie niemożliwe. I wielce problematyczne. Zawsze pojawiają się te same problemy: dewiacje i agresja. Z tym samym problemem zmagają się katoliccy księża i z tym samym problemem zmagało się (i wciąż się zmaga) wojsko. Problem był na tyle ogromny, że w pewnym momencie nawet podawano środki na obniżenie popędu, które jednak łagodziły sytuację tylko w nieznacznym stopniu (a poza tym było niehumanitarne i zakazano takich praktyk). Coś, co ma być w twoim odczuciu plusem, w prawdziwym życiu poniosło kompletną i całkowitą porażkę.
Owszem, nie każda Ch. W. jest śmiertelna, ale nadal uważam, że lepiej zarazić się katarem w autobusie niż np rzeżączką, bo nawet jeśli nie są śmiertelne to mogą chociażby zakłócać lub całkowicie zaburzyć płodność. Ja nie twierdzę, że tlen zabija, nie uważam, że wszędzie czyhają na mnie jakieś choroby - po prostu uważam, że powinno się unikać ewidentnych zagrożeń, a takim jest dla mnie współżycie z mało znaną osobą. Po prostu myślę, że jeśli ktoś chce iść do łóżka po dwóch randkach, to robił tak już wcześniej, z nieznaną mi ilością osób. Poza tym, jestem matką - nie chcę żeby moje dzieci z takiego rodzaju współżycia korzystały, bo zwyczajnie boję się o ich zdrowie.
A ja uważam, że lepsza i bezpieczniejsza jest jednonocna przygoda w gumce niż owsiki czy świerzb złapane z tramwaju czy publicznej toalety. A zagrożenie i jednym i jednym istnieje. Czy mam zatem przestać korzystać z komunikacji miejskiej? A może mam nie zapinać pasów, albo wyrywać poduszki powietrzne z kierownic samochodów?
Mikropory są, a tej akurat wiedzy nie wyniosłam z kościoła, tylko ze studiów (nie mających dla jasności żadnego związku z wiarą
). W ogóle nie napisałam nigdzie że jestem wierząca, więc proszę do tego się nie odnosić. WHO też bywa omylne, wolę korzystać z wielu różnych źródeł.
Jednak WHO jest najbardziej miarodajne. Skoro prezerwatywy są skutecznym środkiem zapobiegającym i chorobom i ciąży, to twierdzenie czegoś odmiennego jest po prostu głupotą. Nigdzie o twojej wierze/niewierze nie pisałem. Jedynie KK ma interes w takich tezach.
Moim zdaniem młode kobietki nie płaczą dlatego, że nie miały doświadczenia, a dlatego że generalnie kobiety mają inną konstrukcję psychiczną i czego innego oczekują od mężczyzn. Natomiast jeśli decyduję się na współżycie to jak dla mnie wybrałam, ale też zostałam przez kogoś wybrana prawda? No chyba że jegomościa zmusiłam do współżycia.
Dają się nabrać, bo właśnie nie mają doświadczenia. A skoro ty nie widzisz różnicy w byciu poderwaną, a poderwaniem kogoś to rozmowa na ten temat nie ma większego sensu. Brak wiedzy, brak doświadczenia powoduje, że taką osobą można w odpowiednich warunkach (najczęściej umiejętnie zaaranżowanych) pokierować. I właśnie to jest niebezpieczne - postawa "chciałabym, ale się boję" i domysły oparte na wyobrażeniach.
A ja nadal uważam, że mówi się za dużo właśnie w kontekście seksu, niezobowiązującej przygody, przyjemności, mody itp. Bo to się sprzedaje. Popatrz na reklamy, filmy, współczesną kulturę. Współżycie nie istnieje - jest seks, czynność uwolniona od odpowiedzialności, szacunku, zrozumienia. A jak coś się stanie to pojawiają się krzyki "mój brzuch - moja sprawa". A czemu brzuch? Zanim się zajdzie w ciążę trzeba odbyć stosunek, a to też jest nasza sprawa..
Mieszasz pojęcia seksualności i erotyzmu z samym stosunkiem. I dorzucasz do tego jakieś wartości kompletnie z seksem nie związane, a związane ze związkiem w aspekcie emocjonalnym. To właśnie przez takie podejście, zamiast pójść i się pokróliczyć to buduje się sztuczne związki, bo przecież "tak trzeba", bo bez tego, to "nie szanuję siebie". Mało tego, przez to pojawiają się powoli wątki na forum pod tytułem "ja mam duże libido, a on nie - czy jestem z nim tylko dla seksu?" i inne tego rodzaju. Jesteśmy stworzeniami seksualnymi. A seks może, ale nie musi wiązać się z okazywaniem uczuć wyższych. Seks może, ale nie musi służyć prokreacji. A zatem, seks może być dobrą zabawą nie związaną z chęcią spłodzenia potomstwa czy założenia rodziny.
Nie jest to prawdą. Akurat brak inicjacji seksualnej nie ma tutaj większego znaczenia. Gdyby tak było, to dziewice/prawiczkowie nie odczuwaliby potrzeby seksu. Tymczasem coś, o co postulujesz jest generalnie niemożliwe. I wielce problematyczne. Zawsze pojawiają się te same problemy: dewiacje i agresja. Z tym samym problemem zmagają się katoliccy księża i z tym samym problemem zmagało się (i wciąż się zmaga) wojsko. Problem był na tyle ogromny, że w pewnym momencie nawet podawano środki na obniżenie popędu, które jednak łagodziły sytuację tylko w nieznacznym stopniu (a poza tym było niehumanitarne i zakazano takich praktyk). Coś, co ma być w twoim odczuciu plusem, w prawdziwym życiu poniosło kompletną i całkowitą porażkę.
Tak, ja wiem że w wojsku czy wśród księży występują różne skutki wstrzemięźliwości, dlatego jestem za zniesieniem celibatu wśród duchowieństwa. Ale nie uważam, żeby osoba, która jeszcze nie współżyła, była aspołeczna, dzika itp, jak to wcześniej napisałeś.
A ja uważam, że lepsza i bezpieczniejsza jest jednonocna przygoda w gumce niż owsiki czy świerzb złapane z tramwaju czy publicznej toalety. A zagrożenie i jednym i jednym istnieje. Czy mam zatem przestać korzystać z komunikacji miejskiej? A może mam nie zapinać pasów, albo wyrywać poduszki powietrzne z kierownic samochodów?
Nie chcemy zarazić się owsikami, owszem - ja myję ręce, nie wiem jak Ty. A tak w ogóle, ktoś z kim się prześpisz też może mieć owsiki
- ryzyko podwójne
. Ja nie każę Ci z niczego zrezygnować, po prostu napisałam że wolę złapać przeziębienie niż chlamydię czy inną CH. W., dlatego nie korzystam z przygodnego współżycia (a, przepraszam - seksu).
Jednak WHO jest najbardziej miarodajne. Skoro prezerwatywy są skutecznym środkiem zapobiegającym i chorobom i ciąży, to twierdzenie czegoś odmiennego jest po prostu głupotą. Nigdzie o twojej wierze/niewierze nie pisałem. Jedynie KK ma interes w takich tezach.
Ja nie twierdzę, że prezerwatywy nie są skutecznymi środkami w zapobieganiu ciąży czy chorobom, twierdzę natomiast że nie dają 100% pewności. To jest fakt, a nie głupota. I jeszcze - znam inne źródła, równie lub bardziej miarodajne niż WHO. Nie tylko KK ma interes w takich tezach jak się okazuje ![]()
Dają się nabrać, bo właśnie nie mają doświadczenia. A skoro ty nie widzisz różnicy w byciu poderwaną, a poderwaniem kogoś to rozmowa na ten temat nie ma większego sensu. Brak wiedzy, brak doświadczenia powoduje, że taką osobą można w odpowiednich warunkach (najczęściej umiejętnie zaaranżowanych) pokierować. I właśnie to jest niebezpieczne - postawa "chciałabym, ale się boję" i domysły oparte na wyobrażeniach.
Wiesz, ja też nie miałam doświadczenia, i jakoś nie uważam żebym dała się nabrać. Flirt czy pocałunki to dla mnie żaden "sprawdzian". Poza tym - osoby wchodzące w związek nie flirtują? Nie całują się zanim rozpoczną współżycie? Ten argument jest całkowicie bezzasadny i nie będę już o nim dyskutować.
Mieszasz pojęcia seksualności i erotyzmu z samym stosunkiem. I dorzucasz do tego jakieś wartości kompletnie z seksem nie związane, a związane ze związkiem w aspekcie emocjonalnym. To właśnie przez takie podejście, zamiast pójść i się pokróliczyć to buduje się sztuczne związki, bo przecież "tak trzeba", bo bez tego, to "nie szanuję siebie". Mało tego, przez to pojawiają się powoli wątki na forum pod tytułem "ja mam duże libido, a on nie - czy jestem z nim tylko dla seksu?" i inne tego rodzaju. Jesteśmy stworzeniami seksualnymi. A seks może, ale nie musi wiązać się z okazywaniem uczuć wyższych. Seks może, ale nie musi służyć prokreacji. A zatem, seks może być dobrą zabawą nie związaną z chęcią spłodzenia potomstwa czy założenia rodziny.
Ja niczego nie mieszam, po prostu dla mnie współżycie/stosunek to właśnie połączenie seksualności, erotyzmu i aspektu emocjonalnego. Bo jestem człowiekiem, a nie za przeproszeniem królikiem. Skoro już posiadam intelekt i świadomość to chcę z nich korzystać, żeby różnić się czymś od królika, psa czy kota. Ja nie jestem za budowaniem sztucznych związków, nie trzeba być w związku żeby współżyć, nie trzeba brać ślubu. Ale trzeba moim zdaniem osobę, z którą chcemy znać - no nie wyobrażam sobie odbyć stosunku z facetem, którego widziałam raz/dwa razy na oczy. To o wątku - no jeśli ktoś ma małe libido to chyba kobieta nie jest z nim tylko dla seksu? Bo tego seksu nie dostaje nieprawda?
No ja siebie nie postrzegam jako istoty seksualnej, seksualność jest częścią mnie. Mam więcej do zaoferowania
I też uważam, że współżycie nie musi służyć tylko prokreacji, ale też nie jest dla mnie zabawą, bo dla zabawy to ja mogę w karty zagrać.
A o seksie mówi się - teraz będzie przykład. Na ekrany kin wchodzi film "Do zaliczenia". Na plakacie reklamującym film jest młoda dziewczyna, trzymająca listę, na której wypisane są zwroty: "francuz", "lodzik", "sex", "dziewice są w cenie", "stracę cnotę bo mam na to ochotę". Plakaty wiszą m. in. na przystankach, więc są ogólnodostępne. I teraz - idę z moją siedmioletnią córką, uczennicą drugiej klasy, a ona czyta te napisy i pyta mnie "mamo, co to jest lodzik, francuz, co znaczy że dziewice są w cenie..". Co byś odpowiedział? Bardzo proszę, napisz, bo jestem ciekawa. Dlaczego moje dziecko jest bombardowane takimi zwrotami? Dlaczego musi patrzeć na takie obrazy - rozpusty seksualnej, bezmyślności, braku szacunku dla płci żeńskiej? I co, nadal twierdzisz że w Polsce temat sexu jest tematem tabu?
"mamo, co to jest lodzik, francuz, co znaczy że dziewice są w cenie..". Co byś odpowiedział? Bardzo proszę, napisz, bo jestem ciekawa.
"Jesteś jeszcze za mała aby Ci wytłumaczyć. Za parę lat Ci powiem."
Dlaczego moje dziecko jest bombardowane takimi zwrotami? Dlaczego musi patrzeć na takie obrazy - rozpusty seksualnej, bezmyślności, braku szacunku dla płci żeńskiej?
Jak dla mnie nie ma problemu. Niech każdy pisze i mówi co chce, byle innym krzywdy nie robił. Wolę seks na plakacie, niż psią kupę w piaskownicy.
kenobi mnie podobnie bardziej razi psia kupa w piaskownicy, czy porozbijane butelki na placach zabaw i nie tylko...
zagubiona_ - a co bym odpowiedział? Że to tylko film i jak będzie starsza to jej wytłumaczę/sama zrozumie.
Oczywiście, że nie ma 100% metody antykoncepcji czy zabezpieczenia przed chorobami. Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Nawet w odniesieniu do wstrzemięźliwości czy monogamii. Więc co - kompletnie zrezygnować z seksu?
Tak, ja wiem że w wojsku czy wśród księży występują różne skutki wstrzemięźliwości, dlatego jestem za zniesieniem celibatu wśród duchowieństwa. Ale nie uważam, żeby osoba, która jeszcze nie współżyła, była aspołeczna, dzika itp, jak to wcześniej napisałeś.
Ja nie postawiłem takiego znaku równości. Ja tylko napisałem do czego prowadzi przymusowy celibat na większą skalę.
No ja siebie nie postrzegam jako istoty seksualnej, seksualność jest częścią mnie. Mam więcej do zaoferowania smile I też uważam, że współżycie nie musi służyć tylko prokreacji, ale też nie jest dla mnie zabawą, bo dla zabawy to ja mogę w karty zagrać.
Czyli co - nie jesteś seksualna, ale jesteś seksualna? Masło maślane. A to czy masz coś więcej do zaoferowania....to raczej nikogo nie obchodzi. Bo podniecające nie jest to, czy jesteś osobą godną zaufania i słowną oraz oczytaną, ale podnieca twój seksapil i ciało. Ja takie teksty traktuję jako cienką wymówkę. Dlaczego? Ano dlatego, że ja akceptuję siebie. Akceptuję nie tylko swoje cechy psychologiczne, ale również akceptuję swoją fizyczność. Fizyczność, nad którą pracuję i którą się mogę pochwalić. Fizyczność, która jest pociągająca. Czy to coś gorszego niż owa wspomniana np słowność? Nie. Ale też nie stawiam tego ponad charakter. To są kwestie równoważne. Nie mogę zatem deprecjonować jednego lub też drugiego.
Ja nie jestem za budowaniem sztucznych związków, nie trzeba być w związku żeby współżyć, nie trzeba brać ślubu.
Ja to mówię od samego początku. Więc, o co ci tak naprawdę chodzi?
"mamo, co to jest lodzik, francuz, co znaczy że dziewice są w cenie..". Co byś odpowiedział? Bardzo proszę, napisz, bo jestem ciekawa.
"Jesteś jeszcze za mała aby Ci wytłumaczyć. Za parę lat Ci powiem."
Ale przecież ten plakat wisi na przystanku. Jest tak samo dostępny dla mnie jak i dla mojej siedmioletniej córki, więc treści w nim zawarte powinny być dostępne i jasne także dla niej, nie sądzisz?
kenobi napisał/a:Dlaczego moje dziecko jest bombardowane takimi zwrotami? Dlaczego musi patrzeć na takie obrazy - rozpusty seksualnej, bezmyślności, braku szacunku dla płci żeńskiej?
Jak dla mnie nie ma problemu. Niech każdy pisze i mówi co chce, byle innym krzywdy nie robił. Wolę seks na plakacie, niż psią kupę w piaskownicy.
A ja właśnie uważam, że takim postawieniem sprawy krzywdzi się moje dziecko, które od małego musi patrzeć na takie obrazki i teksty. Wiesz, ja z kolei już wolę psią kupę w piaskownicy, bo mogę ją stamtąd usunąć - za usunięcie plakatu nie wiem czy nie dostałabym mandatu.
zagubiona_ - a co bym odpowiedział? Że to tylko film i jak będzie starsza to jej wytłumaczę/sama zrozumie.
To samo co wyżej - skoro plakat wisi w miejscu dostępnym dla dzieci nie powinien zawierać takich treści. Nie chcę żeby ktoś obok mnie na przystanku palił, bo dbam o swoje zdrowie. I nie chcę, żeby moje dziecko czytało o lodziku czy sprzedaży cnoty, bo dbam o jego rozwój. No ale tu jestem w stanie odpuścić, facet to nie matka.
Oczywiście, że nie ma 100% metody antykoncepcji czy zabezpieczenia przed chorobami. Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Nawet w odniesieniu do wstrzemięźliwości czy monogamii. Więc co - kompletnie zrezygnować z seksu?
A czemu trzeba się zabezpieczać zachowując wstrzemięźliwość? (pomijam gwałt).
Czyli co - nie jesteś seksualna, ale jesteś seksualna? Masło maślane. A to czy masz coś więcej do zaoferowania....to raczej nikogo nie obchodzi. Bo podniecające nie jest to, czy jesteś osobą godną zaufania i słowną oraz oczytaną, ale podnieca twój seksapil i ciało. Ja takie teksty traktuję jako cienką wymówkę. Dlaczego? Ano dlatego, że ja akceptuję siebie. Akceptuję nie tylko swoje cechy psychologiczne, ale również akceptuję swoją fizyczność. Fizyczność, nad którą pracuję i którą się mogę pochwalić. Fizyczność, która jest pociągająca. Czy to coś gorszego niż owa wspomniana np słowność? Nie. Ale też nie stawiam tego ponad charakter. To są kwestie równoważne. Nie mogę zatem deprecjonować jednego lub też drugiego.
Ehh.. strasznie mnie irytuje fakt, że coraz mniejsza część naszego społeczeństwa potrafi czytać ze zrozumieniem.. Jestem człowiekiem, jestem osobą mającą intelekt, charakter, osobowość i wiele innych cech, a także seksualność. Seksualność mnie nie definiuje, jest tylko częścią mnie. Mnie podnieca w facecie inteligencja, elokwencja, empatia, umiejętność prowadzenia dyskusji - nie podnieca mnie jego ciało jako takie, bo co mi po tym ciele? Ja chcę mieć z kim rozmawiać, miło spędzać czas. Tobie widocznie wystarczy jak kobieta ma duże cycki i jędrną pupę.
Ja też akceptuję siebie, również swoją fizyczność, ale nie czyni mnie to zwierzęciem zapatrzonym na realizację swoich pragnień seksualnych. Podejrzewam, że tu nie osiągniemy konsensusu, bo ja jestem kobietą a Ty.. cóż.. mężczyzną ![]()
Płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Pisanie o podniecającej osobowości i elokwencji to jak pierdzenie w stołek. Można udawać, że to grzmi za oknem, ale jednak tak nie jest. Nie chodzi tu kompletnie o to, że ja niby wiem lepiej co na ciebie działa, bo nie wiem, ale o to, że mieszasz jedno z drugim. Kolejny raz z resztą. Prosty przykład - widzisz faceta na ulicy. I to jedno spojrzenie wystarczy, żeby wiedzieć czy ci się podoba, czy nie. To jedno spojrzenie wystarcza, aby ocenić czy ktoś jest atrakcyjny. Reszta, o której piszesz jest związana z cechami drugorzędnymi, które dla ciebie są ściśle powiązane właśnie z fizycznością. Prosty przykład - jak facet zacznie recytować encyklopedię to nie sprawi, że zwilgotniejesz. Ale jego bliskość, zapach, dotyk już tak. To nie jego elokwencja pieści twoje nagie ciało. To nie jego charakter cię wypełnia. No chyba, że dochodzisz nie od ruchu jego bioder, a od recytacji "Pana Tadeusza".
nie podnieca mnie jego ciało jako takie, bo co mi po tym ciele?
A to ja ci w takim razie naprawdę współczuje. To musi być naprawdę tragiczne uprawiać seks z osobą, której ciało na ciebie nie działa w żaden sposób.
Nie chcę żeby ktoś obok mnie na przystanku palił, bo dbam o swoje zdrowie.
Ale dlaczego twoje zdrowie ma być ważniejsze od czyjejś przyjemności/wygody? Skoro ci to przeszkadza to się przesuń. Nie musisz obarczać odpowiedzialnością za siebie innych.
I nie chcę, żeby moje dziecko czytało o lodziku czy sprzedaży cnoty, bo dbam o jego rozwój.
No, a jak ma się rozwijać w oderwaniu od rzeczywistości? Niemówienie o problemach nie sprawia, że one nie istnieją. A łatwiej rozmawiać o takich rzeczach z siedmiolatkiem jak zapyta, niż z piętnastolatkiem już (wstępnie) ukształtowanym przez grupę rówieśniczą.
Ja też akceptuję siebie, również swoją fizyczność, ale nie czyni mnie to zwierzęciem zapatrzonym na realizację swoich pragnień seksualnych.
Ale czemu sprowadzasz wszystko do skrajnych patologii?
Tobie widocznie wystarczy jak kobieta ma duże cycki i jędrną pupę.
Do seksu? Tak. Do związku? Nigdy.
A czemu trzeba się zabezpieczać zachowując wstrzemięźliwość? (pomijam gwałt).
A tego nie rozumiem? Przecież ja nic takiego nie napisałem.
Płeć nie ma tu żadnego znaczenia. Pisanie o podniecającej osobowości i elokwencji to jak pierdzenie w stołek. Można udawać, że to grzmi za oknem, ale jednak tak nie jest. Nie chodzi tu kompletnie o to, że ja niby wiem lepiej co na ciebie działa, bo nie wiem, ale o to, że mieszasz jedno z drugim. Kolejny raz z resztą. Prosty przykład - widzisz faceta na ulicy. I to jedno spojrzenie wystarczy, żeby wiedzieć czy ci się podoba, czy nie. To jedno spojrzenie wystarcza, aby ocenić czy ktoś jest atrakcyjny. Reszta, o której piszesz jest związana z cechami drugorzędnymi, które dla ciebie są ściśle powiązane właśnie z fizycznością. Prosty przykład - jak facet zacznie recytować encyklopedię to nie sprawi, że zwilgotniejesz. Ale jego bliskość, zapach, dotyk już tak. To nie jego elokwencja pieści twoje nagie ciało. To nie jego charakter cię wypełnia. No chyba, że dochodzisz nie od ruchu jego bioder, a od recytacji "Pana Tadeusza".
Ja nic nie mieszam, to że mam inne zdanie niż Ty i że może nie potrafisz zrozumieć mojego punktu widzenia nie oznacza że nie kojarzę pojęć. Ja Ci nie mówię jak masz myśleć, a przedstawiam swój, inny sposób widzenia seksualności człowieka. Ok, widzę faceta na ulicy, jest przystojny. Ale dla mnie to nie oznacza, że miałabym chęć się z nim przespać po dwóch spotkaniach. Właśnie mnie strasznie kręci to, jak facet ma coś do powiedzenia, jak prezentuje sobą coś więcej niż ładna buzia i fajne ciało. Dochodzenie z kolei to czysta fizjologia, więc tego bym nie mieszała - zadowolony?
A to ja ci w takim razie naprawdę współczuje. To musi być naprawdę tragiczne uprawiać seks z osobą, której ciało na ciebie nie działa w żaden sposób.
Ciało to nie wszystko. Na mnie działa naprawdę 100 innych rzeczy - powiedziałabym raczej że ciało mojego męża (więcej doświadczenia nie mam) podoba mi się w sensie określonych cech, np nie ma zarostu na klatce piersiowej. Natomiast działa na mnie jak jest czuły, w sensie bardziej emocjonalnym niż fizycznym.
Ale dlaczego twoje zdrowie ma być ważniejsze od czyjejś przyjemności/wygody? Skoro ci to przeszkadza to się przesuń. Nie musisz obarczać odpowiedzialnością za siebie innych.
No to już jest śmieszne po prostu. A z jakiej racji ktoś ma mnie truć? Przecież palenie powoduje szerego chorób, jak ktoś chce się truć proszę bardzo, ale na własny użytek. Ja nie mam ochoty wdychać dymu papierosowego i być biernym palaczem. I dlaczego niby ja mam się przesuwać? To nie ja jestem palaczem i nie ja truję swoim paleniem innych.
No, a jak ma się rozwijać w oderwaniu od rzeczywistości? Niemówienie o problemach nie sprawia, że one nie istnieją. A łatwiej rozmawiać o takich rzeczach z siedmiolatkiem jak zapyta, niż z piętnastolatkiem już (wstępnie) ukształtowanym przez grupę rówieśniczą.
Ja rozmawiam z moim dzieckiem. Przed chwilą pisałeś, że mam powiedzieć córce że jest za mała, a teraz że mam z nią rozmawiać bo potem będzie za późno - to jak jest? I przepraszam, ale dla mnie pokazywanie kobiety jako obiektu seksualnego, który jest tylko "do zaliczenia", której głównym celem jest zrobienie komuś "lodzika", to nie jest rzeczywistość a skrzywienie. i tego mojego dziecka uczyć nie będę.
Ale czemu sprowadzasz wszystko do skrajnych patologii?
Ja mam po prostu inne zdanie, nie sprowadzam niczego do patologii.
A tego nie rozumiem? Przecież ja nic takiego nie napisałem.
"Oczywiście, że nie ma 100% metody antykoncepcji czy zabezpieczenia przed chorobami. Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Nawet w odniesieniu do wstrzemięźliwości czy monogamii. Więc co - kompletnie zrezygnować z seksu?" - Twoje słowa.
"Oczywiście, że nie ma 100% metody antykoncepcji czy zabezpieczenia przed chorobami. Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Nawet w odniesieniu do wstrzemięźliwości czy monogamii. Więc co - kompletnie zrezygnować z seksu?" - Twoje słowa.
Tak, to moje słowa. Ale twoja jest teza, że jedynie wstrzemięźliwość gwarantuje wolność od chorób i spaczeń wszelakich, jakim np jest nadmierna rozwiązłość seksualna. A właśnie takiej gwarancji nigdy nie masz.
Ja mam po prostu inne zdanie, nie sprowadzam niczego do patologii.
Ależ robisz to. Z jednej strony ukazujesz monogamię i wstrzemięźliwość jako jedynie słuszną i bezpieczną drogę postępowania, a z drugiej odnosisz to do wręcz patologicznego postrzegania seksu jako zwierzęcego instynktu i ciężarnych nastolatek.
Przed chwilą pisałeś, że mam powiedzieć córce że jest za mała, a teraz że mam z nią rozmawiać bo potem będzie za późno - to jak jest?
Zapytałaś mnie, co ja bym powiedział swojej (hipotetycznej) córce. Na pewno nie starałbym się chować dziecka pod kloszem. A problemy pod tytułem trudnych rozmów mnie w zasadzie nie dotyczą. Na wszystko przychodzi odpowiednia pora.
No to już jest śmieszne po prostu. A z jakiej racji ktoś ma mnie truć?
To wciąż twój problem. Przeszkadza ci palacz, więc każesz mu się przesunąć. Bo tak. Bo tobie z tym źle. Ale jednocześnie nie przeszkadza ci tir przejeżdżający obok. Nie przeszkadza ci noszenie ciuchów wyprodukowanych w Chinach rączkami nieletnich i tak dalej i tak dalej. Ot taka natura człowieka. Już pomijam ten nieszczęsny przystanek, bo na przystankach i tak jest zakaz palenia, ale chodzi mi o pewną zasadę. Trzeba umieć szanować wolność nie tylko swoją, ale również i cudzą. Jak ktoś lubi się truć - niech to robi. Nie można nakazywać lub zakazywać pewnych zachowań - można co najwyżej przestrzegać. Ale to ten człowiek sam ma zdecydować.
Ciało to nie wszystko. Na mnie działa naprawdę 100 innych rzeczy - powiedziałabym raczej że ciało mojego męża (więcej doświadczenia nie mam) podoba mi się w sensie określonych cech, np nie ma zarostu na klatce piersiowej. Natomiast działa na mnie jak jest czuły, w sensie bardziej emocjonalnym niż fizycznym.
No i tu jest pies pogrzebany. Nie masz innych doświadczeń. Znasz z autopsji tylko jeden rodzaj seksu - jako wyrażenie emocji wobec partnera. Ale jak pisałem to już wcześniej - tak wcale być nie musi. I to nie oznacza od razu przedmiotowego traktowania ani człowieka, ani seksu jako takiego.
Ja nic nie mieszam, to że mam inne zdanie niż Ty i że może nie potrafisz zrozumieć mojego punktu widzenia nie oznacza że nie kojarzę pojęć.
Ależ potrafię zrozumieć. Jednakże podobnie jak nie ma niczego złego w twoim podejściu do seksu, tak też nie ma niczego złego w okazjonalnych kontaktach seksualnych z przygodnymi partnerami. O ile nie jest to powiązane z żadną formą patologii. I tyle.
Dobra, ta dyskusja zaczęła mnie męczyć - ja potrafię napisać "to moje zdanie", "tak myślę", a Ty próbujesz mi powiedzieć, że myślę źle. Dlaczego ma być akurat tak jak Ty to widzisz? Ja nie jestem jakąś dziką katoliczką, która we współżyciu widzi tylko zwierzęce rozpasanie. Ale uważam, że dorosły człowiek powinien postępować odpowiedzialnie, od tego jesteśmy podobno istotami wyższymi. Nie uważam, żeby fakt że miałam tylko jednego partnera jakoś ograniczał moje możliwości postrzegania spraw związanych ze współżyciem. Ja jestem w jednym związku i chcę w nim pozostać, ale czemu ktoś ma robić to samo? Świat jest wolny. To jest kwestia postrzegania osoby, która sypia z kim popadnie, no niech będzie - z tym, kto zrobił wrażenie swoim ciałem.. dla mnie to nie pasuje do osoby dojrzałej, która postępuje odpowiedzialnie. Współżycie to nie jest zabawa - mówiąc tak, jako osoba dorosła, wpływasz na młodzież, która organizuje sobie zabawę w słoneczko, bo czemu nie - przecież seks ma być przyjemny. Zaraz napiszesz że to patologia, ale tak nie jest - to jest codzienność, rzeczywistość o której pisałeś. Rzeczywistość, którą kreują dorośli - i to jest najbardziej smutne.
Co oznacza że nie wolno zakazywać lub nakazywać pewnych zachowań, a czymże więc jest prawo? Mamy go nie przestrzegać? Bo ono zawsze narusza czyjąś wolność. Ja nadal będę się kazała palaczowi przesunąć, bo nie pozwolę się truć. Ktoś chce palić - jego problem, nie pozwolę żeby to robił w mojej obecność, bo nie pozwolę się truć. Myśląc o tirach i dzieciach w Chinach o czym jeszcze miałabym myśleć? Zawsze będzie naruszana czyjaś wolność i tego nie zmienisz.
Zostawmy to na zasadzie "ja myślę tak a Ty tak" ok? Każdy ma prawo do własnego zdania. I skoro nie masz dzieci, z chęcią wróciłabym do tej dyskusji jak będziesz już ojcem. zobaczymy co wtedy będziesz miał do powiedzenia.
Ale uważam, że dorosły człowiek powinien postępować odpowiedzialnie, od tego jesteśmy podobno istotami wyższymi.
Jedyne co nas rozróżnia od innych zwierząt to zdolność do abstrakcyjnego myślenia. Nic więcej.
Ja jestem w jednym związku i chcę w nim pozostać, ale czemu ktoś ma robić to samo? Świat jest wolny. To jest kwestia postrzegania osoby, która sypia z kim popadnie, no niech będzie - z tym, kto zrobił wrażenie swoim ciałem.. dla mnie to nie pasuje do osoby dojrzałej, która postępuje odpowiedzialnie.
No i to jest ta skrajność, którą przedstawiasz cały czas. Monogamia vs. patologia. A przyjmujesz do wiadomości, że wolność seksualna nie oznacza od razu bzykania na prawo i ledwo "kogo popadnie" ?
Współżycie to nie jest zabawa - mówiąc tak, jako osoba dorosła, wpływasz na młodzież, która organizuje sobie zabawę w słoneczko, bo czemu nie - przecież seks ma być przyjemny. Zaraz napiszesz że to patologia, ale tak nie jest - to jest codzienność, rzeczywistość o której pisałeś. Rzeczywistość, którą kreują dorośli - i to jest najbardziej smutne.
To jest patologia. I to patologią, którą najwyżej znasz z brukowców. I do której próbujesz zaliczyć innych, którzy uprawiali seks nie będąc jednocześnie w związku. Swoją drogą widziałem sporo niezłego gówna w życiu, ale słoneczka jeszcze nigdy. Dużo częściej spotykane problemy (i to wciąż!) to np menstruacja, bo wieeeele dziewuch o pewnych rzeczach dowiadywało się albo od szkolnej pielęgniarki, albo od koleżanek. I wiem, że nic się nie zmieniło. Takie patologie biorą się właśnie z niemówienia o seksie lub przewartościowywania jego znaczenia.
Co oznacza że nie wolno zakazywać lub nakazywać pewnych zachowań, a czymże więc jest prawo? Mamy go nie przestrzegać? Bo ono zawsze narusza czyjąś wolność.
Prawo ma przede wszystkim gwarantować wolność. Kiedy dzieje się inaczej to nie służy ono ludziom, a jedynie tym, którzy aktualnie owo prawo ustanawiają.
Jedyne co nas rozróżnia od innych zwierząt to zdolność do abstrakcyjnego myślenia. Nic więcej..
Matko co za bzdura, spuszczę zasłonę milczenia. Odsyłam do książek!
No i to jest ta skrajność, którą przedstawiasz cały czas. Monogamia vs. patologia. A przyjmujesz do wiadomości, że wolność seksualna nie oznacza od razu bzykania na prawo i ledwo "kogo popadnie" ?.
Tak, bo ja, która jestem za odpowiedzialnym współżyciem, jestem nieźle rąbnięta, prawdziwa patologia ze mnie. Za to Ty jesteś oświecony, nowoczesny tak? To wytłumacz mi zatem czymże jest owa wolność seksualna.
To jest patologia. I to patologią, którą najwyżej znasz z brukowców. I do której próbujesz zaliczyć innych, którzy uprawiali seks nie będąc jednocześnie w związku. Swoją drogą widziałem sporo niezłego gówna w życiu, ale słoneczka jeszcze nigdy. Dużo częściej spotykane problemy (i to wciąż!) to np menstruacja, bo wieeeele dziewuch o pewnych rzeczach dowiadywało się albo od szkolnej pielęgniarki, albo od koleżanek. I wiem, że nic się nie zmieniło. Takie patologie biorą się właśnie z niemówienia o seksie lub przewartościowywania jego znaczenia. .
Jezu ale bełkot, jakie brukowce? To jest życie, a Ty wciąż udajesz, że tego nie ma. Ja nikogo nigdzie nie zaliczam, zaczniesz w końcu czytać ze zrozumieniem? Bo jeśli masz z tym problemy to lepiej w ogóle nie czytaj. Nie widziałeś słoneczka, może jeszcze nie wiesz co to jest? Nie rozśmieszaj mnie!! Rozejrzyj się wkoło - gdzie nie spojrzysz, na billboardach, w filmach, reklamach, programach dla dzieci oznaczonych +12 - roznegliżowane kobiety, odziane tylko w nie dość że skąpą to jeszcze wyzywającą bieliznę; nagminne deprecjonowanie odpowiedzialności (róbta co chceta, a potem się zobaczy) - młodzież na to patrzy i chłonie to. Bo jak ktoś jest za dojrzałym współżyciem, to jest albo dzikim katolikiem albo patologią. Jakie przewartościowywanie? To, co współżycie jest dla Ciebie czym, czysto fizyczną czynnością? A propos zmian - zmieniło się wiele, bo raz ze w szkole nie ma już pielęgniarek, a dwa że teraz "wiedzę" czerpie się z internetu, filmów czy programów TV.
Prawo ma przede wszystkim gwarantować wolność. Kiedy dzieje się inaczej to nie służy ono ludziom, a jedynie tym, którzy aktualnie owo prawo ustanawiają.
Ale farmazony
Gdzie Ty żyjesz? Widziałeś kraj, który gwarantuje wolność wszystkim? Czyli co, mam dać się zabić jakiemuś psycholowi, żeby nie ograniczać jego wolności tak? Pedofile też mogą robić co im się żywnie podoba, bo skoro chcą gwałicić dzieci to trzeba im pozwolić? Ogarnij się chłopie, ile Ty masz lat???
Matko co za bzdura, spuszczę zasłonę milczenia. Odsyłam do książek!
Sek dla przyjemności uprawiamy nie tylko my. Narzędzi używamy nie tylko my. Sny maja nawet głupie psy i każdy właściciel takiego czworonoga o tym wie. Zaawansowane/skomplikowane relacje w danej grupie społecznej mamy nie tylko my. Nawet coś takiego jak poczucie humoru występuje choćby u szympansów.
Tak, bo ja, która jestem za odpowiedzialnym współżyciem, jestem nieźle rąbnięta, prawdziwa patologia ze mnie. Za to Ty jesteś oświecony, nowoczesny tak? To wytłumacz mi zatem czymże jest owa wolność seksualna.
Nie uważam się za oświeconego. Niemniej jednak "odpowiedzialne" współżycie, to nie tylko takie w związku z tym jednym, jedynym partnerem. Seks jest ważnym aspektem związku, ale również nas samych. Odpowiedzialne współżycie będzie również oznaczało seks bez zobowiązań, o ile jest to świadomie podjęta decyzja z wybranym i akceptowanym przez siebie partnerem i w wybranym i akceptowanym przez nas miejscu oraz stosując odpowiednie (nam pasujące) metody antykoncepcji. Tylko i wyłącznie za obopólną zgodą. Bez kłamstwa dla osiągnięcia celu (seksu). Wolnością seksualną i odpowiedzialnym współżyciem nie będzie już np zrobienie loda kolesiowi na dyskotece, żeby stawiał piwo/drinki całą noc, bo to jest patologia. Podobnie jak patologią będzie wskakiwanie do łóżka wszystkim facetom, którzy wykazali jakiekolwiek zainteresowanie, aby podbudować swoją samoocenę. Tak samo patologią będzie nakłanianie seksem (lub najczęściej spłodzeniem dziecka) drugiej osoby do zbudowania związku. Tutaj jest wiele różnych niuansów, których najwyraźniej nie pojmujesz i wrzucasz wszystko do jednego worka.
Jezu ale bełkot, jakie brukowce?
Ano brukowce. Takie zachowania normą nie są. Częściej występują np zaburzenia odżywiania, narkotyki dla krótkoterminowych zysków (lepsze oceny) czy alkohol. Choć sam skończyłem liceum już parę ładnych lat temu, to mam informacje z pierwszej ręki, że ciągle tak jest. Ale o tym już się tak nie mówi.
Nie rozśmieszaj mnie!! Rozejrzyj się wkoło - gdzie nie spojrzysz, na billboardach, w filmach, reklamach, programach dla dzieci oznaczonych +12 - roznegliżowane kobiety, odziane tylko w nie dość że skąpą to jeszcze wyzywającą bieliznę
Jezusie, idąc na plażę to chyba wpadasz w niezłą panikę. Przecież tam w samych strojach kąpielowych! A faceci niejednokrotnie z mimowolnym wzwodem. Chryste Panie! ZAKAZAĆ! A na basenach? Bezwstydnicy, ot co! W nagości nie ma nic niewłaściwego. Tak jesteśmy stworzeni. A ciało człowieka też potrafi być piękne.
Czyli co, mam dać się zabić jakiemuś psycholowi, żeby nie ograniczać jego wolności tak?
A słyszałaś o czymś takim jak obrona konieczna? Możesz takiego delikwenta utłuc na amen w pacierzu i nikt ci nic nie zrobi. To nie jest ograniczanie jego prawa (czy wspomnianego pedofila), ale gwarancja twojej nietykalności i bezpieczeństwa.
Sek dla przyjemności uprawiamy nie tylko my. Narzędzi używamy nie tylko my. Sny maja nawet głupie psy i każdy właściciel takiego czworonoga o tym wie. Zaawansowane/skomplikowane relacje w danej grupie społecznej mamy nie tylko my. Nawet coś takiego jak poczucie humoru występuje choćby u szympansów.
I uważasz, że zwierzęta potrafią działać w oparciu o myślenie przyczynowo - skutkowe? Że mają uczucia wyższe? To ja naprawdę odsyłam do książek, najlepiej tych o behawioryźmie zwierząt.
Nie uważam się za oświeconego. Niemniej jednak "odpowiedzialne" współżycie, to nie tylko takie w związku z tym jednym, jedynym partnerem. Seks jest ważnym aspektem związku, ale również nas samych. Odpowiedzialne współżycie będzie również oznaczało seks bez zobowiązań, o ile jest to świadomie podjęta decyzja z wybranym i akceptowanym przez siebie partnerem i w wybranym i akceptowanym przez nas miejscu oraz stosując odpowiednie (nam pasujące) metody antykoncepcji. Tylko i wyłącznie za obopólną zgodą. Bez kłamstwa dla osiągnięcia celu (seksu). Wolnością seksualną i odpowiedzialnym współżyciem nie będzie już np zrobienie loda kolesiowi na dyskotece, żeby stawiał piwo/drinki całą noc, bo to jest patologia. Podobnie jak patologią będzie wskakiwanie do łóżka wszystkim facetom, którzy wykazali jakiekolwiek zainteresowanie, aby podbudować swoją samoocenę. Tak samo patologią będzie nakłanianie seksem (lub najczęściej spłodzeniem dziecka) drugiej osoby do zbudowania związku. Tutaj jest wiele różnych niuansów, których najwyraźniej nie pojmujesz i wrzucasz wszystko do jednego worka.
Aleś się czepił tej patologii ![]()
Jak odpowiedzialnym współżyciem może być seks bez zobowiązań? Wybrany i akceptowany przez nas partner - naprawdę jesteś w stanie to ocenić po dwóch spotkaniach? Ja rozumiem wszystkie niuanse, ale nie dam się określić osobą, która nie pojmuje pewnych pojęć. Ja tylko inaczej myślę. To, że Ty tego nie akceptujesz, to już Twój problem. Nie wiem czy zauważyłeś ale ograniczasz moją wolność!! ![]()
Ano brukowce. Takie zachowania normą nie są. Częściej występują np zaburzenia odżywiania, narkotyki dla krótkoterminowych zysków (lepsze oceny) czy alkohol. Choć sam skończyłem liceum już parę ładnych lat temu, to mam informacje z pierwszej ręki, że ciągle tak jest. Ale o tym już się tak nie mówi.
Proponuję odświeżyć wiedzę
Ryzykowne zachowania seksualne są tak samo "popularne", bo ten jak mówisz "seks bez zobowiązań" nie jest tak źle oceniany jak narkotyki czy alkohol. A powinien.
Jezusie, idąc na plażę to chyba wpadasz w niezłą panikę. Przecież tam w samych strojach kąpielowych! A faceci niejednokrotnie z mimowolnym wzwodem. Chryste Panie! ZAKAZAĆ! A na basenach? Bezwstydnicy, ot co! W nagości nie ma nic niewłaściwego. Tak jesteśmy stworzeni. A ciało człowieka też potrafi być piękne.
Tak, oczywiście, ja się zgadzam że ciało człowieka jest piękne, że tak się rodzimy i bla bla bla.. I plaża mnie nie przeraża (chociaż ostatnio coraz bardziej w sumie), bo kobiety tam będące noszą stroje kąpielowe z własnej woli i dobrze się z tym czują; nie jest to obraźliwe dla płci żeńskiej. Ale już reklama blachodachówki z seksowną, półnagą blondynką jest. Billboard z kobietą, która leży w wyzywającej pozie, w wyzywającej bieliźnie, także jest. Program, w którym kobieta jawi się bezmózgim obiektem seksualnym też jest obraźliwy i kreuje u dziewczynek przymus bycia zawsze ładną, dobrze ubraną i podobającą się chłopcom, jakby tylko na to było je stać. Wiesz co, nie dyskutujmy o tym, bo ja mówię z perspektywy matki siedmiolatki, a Ty nie masz takiego doświadczenia. Jak będziesz ojcem, tym bardziej dziewczynki, i będziesz jej musiał tłumaczyć tak trudne rzeczy, to mnie zrozumiesz. Gwarantuję.
A słyszałaś o czymś takim jak obrona konieczna? Możesz takiego delikwenta utłuc na amen w pacierzu i nikt ci nic nie zrobi. To nie jest ograniczanie jego prawa (czy wspomnianego pedofila), ale gwarancja twojej nietykalności i bezpieczeństwa.
Ale chroniąc moją nietykalność jednocześnie ograniczam jego wolność, czyż nie? Zaplątałeś się trochę. Obrona konieczna?? HAHA!! Wiesz ilu ludzi jest w więzieniu, bo skorzystali z tej formy obrony (słusznie)?
I uważasz, że zwierzęta potrafią działać w oparciu o myślenie przyczynowo - skutkowe? Że mają uczucia wyższe? To ja naprawdę odsyłam do książek, najlepiej tych o behawioryźmie zwierząt.
Szympansy na pewno tak. Jeszcze niektóre ptaki, bodajże kruki albo wrony, nie pamiętam w tym momencie.
Jak odpowiedzialnym współżyciem może być seks bez zobowiązań?
Ano wyobraź sobie, że może.
Proponuję odświeżyć wiedzę tongue Ryzykowne zachowania seksualne są tak samo "popularne", bo ten jak mówisz "seks bez zobowiązań" nie jest tak źle oceniany jak narkotyki czy alkohol. A powinien.
Powinien, nie powinien - NIE JEST. I tyle w temacie. A również narkotyki, alkohol czy inne używki nie są jednoznacznie i definitywnie "złe".
Program, w którym kobieta jawi się bezmózgim obiektem seksualnym też jest obraźliwy i kreuje u dziewczynek przymus bycia zawsze ładną, dobrze ubraną i podobającą się chłopcom, jakby tylko na to było je stać. Wiesz co, nie dyskutujmy o tym, bo ja mówię z perspektywy matki siedmiolatki, a Ty nie masz takiego doświadczenia. Jak będziesz ojcem, tym bardziej dziewczynki, i będziesz jej musiał tłumaczyć tak trudne rzeczy, to mnie zrozumiesz. Gwarantuję.
To działa w dwie strony. Facet ma być zadbany, dobrze ubrany i zbudowany i powinien zaspokoić każdą kobietę. Zawsze. Tylko co z tego? Niby masz coś poza fizycznością, ale jakoś tego nie widać. Takie rzeczy można traktować w dwójnasób - albo przykład do naśladowania, albo negowania. A można z tego również wyciągnąć tylko to, co jest pozytywne.
Co do bezmózgów - tak było, jest i będzie. Wojsko na ten przykład jest kreowane na pijaków i nierobów, a do tego najemników. Politycy na złodziei i tak dalej i tak dalej. Od ciebie zależy jak to wykorzystasz. A ów przymus bycia atrakcyjnym i zadbanym to akurat nie jest niczym złym. Jak patrzę na przechodniów na ulicy to mam wrażenie, że ów przymus jest jeszcze zbyt mały tak naprawdę.
Co do ojcostwa - mam o dekadę młodszą siostrę, której na dobrą sprawę musiałem zastępować rodziców, bo wiecznie w pracy. Także wiem doskonale o czym mówisz, ale twoja argumentacja jest bezsensowna - opiera się jedynie na uczuciach i chciejstwie. Chcąc ochronić dziecko za wszelką cenę tylko je krzywdzisz. To jest nadopiekuńczość, która sprawia, że taki osobnik jest potem kompletnie niezdolny do życia w społeczeństwie, które go otacza.
Ale chroniąc moją nietykalność jednocześnie ograniczam jego wolność, czyż nie? Zaplątałeś się trochę. Obrona konieczna?? HAHA!! Wiesz ilu ludzi jest w więzieniu, bo skorzystali z tej formy obrony (słusznie)?
Jeśli twoje pojęcie wolności ogranicza się jedynie do rozumienia anarchistycznego to gratuluję inteligencji i oczytania. A obrona konieczna ma też swoje granice. Jak je przekroczyli, to nie dziwota, że kiblują.
Szympansy na pewno tak. Jeszcze niektóre ptaki, bodajże kruki albo wrony, nie pamiętam w tym momencie
Aha, i to oznacza, że można jednoznacznie określić wszystkie zwierzęta tak? W temacie zwierząt może nie dyskutujmy - szczerze radzę poczytać o behawioryźmie, bo można się dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy, także takich że nie masz racji :P
Ano wyobraź sobie, że może.
Cóż za argumentacja, dziękuję za wyjaśnienia!
Powinien, nie powinien - NIE JEST. I tyle w temacie. A również narkotyki, alkohol czy inne używki nie są jednoznacznie i definitywnie "złe".
Nie są? Kurczę, my chyba naprawdę żyjemy w innych krajach.
A czemu na tym, że "seks bez zobowiązań" nie jest negatywnie oceniany kończysz swoją wypowiedź? Nie zastanawia Cię dlaczego tak jest i jaki to ma wpływ na dzieci i młodzież?
To działa w dwie strony. Facet ma być zadbany, dobrze ubrany i zbudowany i powinien zaspokoić każdą kobietę. Zawsze. Tylko co z tego? Niby masz coś poza fizycznością, ale jakoś tego nie widać. Takie rzeczy można traktować w dwójnasób - albo przykład do naśladowania, albo negowania. A można z tego również wyciągnąć tylko to, co jest pozytywne.
No widzisz, i tu leży pies pogrzebany. Ty uważasz, że facet ma być przystojnym ogierem, ja uważam że ma być odpowiedzialnym mężem i ojcem. Nie każdy może się pochwalić zgrabnym ciałem i ładną buzią, co wtedy? Nie nadaje się? Czyli to jaki ktoś jest, czy jest dobry, czuły, inteligentny, nie jest istotne? A, no przecież jak idziesz z kimś do łóżka na drugiej randce to wiesz najwięcej jak ma na imię, zapomniałam :P
Postrzeganie mężczyzn jest zupełnie inne - to Tobie wydaje się że od facetów wymaga się umiejętności łózkowych i bycia przystojnym. A chyba wiesz dobrze że tak nie jest. To płeć żeńska jest określana jako ta gorsza, to widać wszędzie - w pracy, w sklepie, w domu..
Co do bezmózgów - tak było, jest i będzie. Wojsko na ten przykład jest kreowane na pijaków i nierobów, a do tego najemników. Politycy na złodziei i tak dalej i tak dalej. Od ciebie zależy jak to wykorzystasz. A ów przymus bycia atrakcyjnym i zadbanym to akurat nie jest niczym złym. Jak patrzę na przechodniów na ulicy to mam wrażenie, że ów przymus jest jeszcze zbyt mały tak naprawdę.
Aha, więc skoro żołnierze czy politycy są określani negatywnie to nie ma nic złego w robieniu z kobiet Mało inteligentnych istot, stworzonych tylko po to, żeby zadowalać mężczyznę? Tak było, jest i będzie i Twoim zdaniem nic z tym nie można zrobić? Moim można. A bycie atrakcyjnym i zadbanym nie powinno wynikać z przymusu, tylko ze zdrowego podejścia do własnej osoby.
Co do ojcostwa - mam o dekadę młodszą siostrę, której na dobrą sprawę musiałem zastępować rodziców, bo wiecznie w pracy. Także wiem doskonale o czym mówisz, ale twoja argumentacja jest bezsensowna - opiera się jedynie na uczuciach i chciejstwie. Chcąc ochronić dziecko za wszelką cenę tylko je krzywdzisz. To jest nadopiekuńczość, która sprawia, że taki osobnik jest potem kompletnie niezdolny do życia w społeczeństwie, które go otacza.
Piękna opowieść o siostrze, ale jak chcesz mi powiedzieć że tłumaczyłeś jej zawiłości świata dorosłych to lepiej daj sobie spokój :P
Ja nie krzywdzę dziecka, nie jestem nadopiekuńcza. Moja córka (i synowie) nie będą nigdy niezdolni do życia w społeczeństwie - będą nauczeni odpowiedzialności i szacunku dla innych osób bez względu na to czy ktoś jest ładny, zadbany, dobry w łózku. Wartość człowieka określa się w naszym domu po jego zachowaniu, inteligencji, słowności i wielu innych cechach, które nie są dostrzegalne "gołym okiem". Przerażające jest jak interesowne i zapatrzone w powierzchowność są dzieci już w wieku pięciu lat, i to wszystko jest niestety winą rodziców i otoczenia. Dzięki temu, że uczę swoich dzieci szacunku do wszystkich, szanują one też samych siebie i mądrze zachowują się w kontaktach z innymi osobami.
gratuluję inteligencji i oczytania.
Dziękuję :)
Jeśli twoje pojęcie wolności ogranicza się jedynie do rozumienia anarchistycznego to gratuluję inteligencji i oczytania. A obrona konieczna ma też swoje granice. Jak je przekroczyli, to nie dziwota, że kiblują.
Poczytaj sobie wcześniejsze wypowiedzi, zwłaszcza swoje. Bronisz wolności każdej jednostki mówiąc, że wolność musi być gwarantowana każdemu. Nie rozumiesz że to niemożliwe? To Ty myślisz anarchistycznie, chciałbyś żeby każdy mógł robić co mu się podoba, bo ma do tego prawo. My żyjemy w społeczeństwie i jakieś granice muszą istnieć. Nigdy nie będzie tak, że każdy będzie miał możliwość postępowania tak jak chce. Jeśli ja mam się przesunąć palaczowi i pozwolić żeby mnie truł, bo on ma na to ochotę, to mam także pozwolić mordercy mnie pokroić na kawałki, bo on tak chce. Tak wynika z Twojego rozumowania.
W poprzednim poście napisałeś "A słyszałaś o czymś takim jak obrona konieczna? Możesz takiego delikwenta utłuc na amen w pacierzu i nikt ci nic nie zrobi." A teraz piszesz, że jak przekroczę granice obrony koniecznej to nic dziwnego że pójdę siedzieć. To w końcu mogę kogoś utłuc na amen czy nie?
Aha, i to oznacza, że można jednoznacznie określić wszystkie zwierzęta tak?
Nie. Piszę jedynie, że również jesteśmy zwierzętami i różnimy się od nich bardzo nieznacznie. A na pewno nie bardziej niż reszta zwierząt między sobą. A sposobem bycia najbliżej nam do wirusów.
Nie są? Kurczę, my chyba naprawdę żyjemy w innych krajach.
Nie. Wiele leków opartych jest na narkotykach i ich pochodnych. Wiele narkotyków jest też nieodzownym składnikiem różnych kultur (w tym naszej). To, że Polska jest pod tym kątem zacofanym krajem, to nie znaczy, że reszta świata też taka jest. Czy wiesz, że marihuanę przepisuje się np chorym na stwardnienie rozsiane (tylko nie w Polsce rzecz jasna), bo to w zasadzie jedyna rzecz, która im pomaga? Czy wiesz, że prace nad tym są tak zaawansowane, że nawet stworzono sativex, aby uniknąć negatywnych skutków palenia (subs. smoliste itp)? Czy wiesz czemu żołnierze w czasie 2 wojny światowej wykonywali tak niebezpieczne, wyczerpujące i niesamowite zadania? Bo albo byli pijani (jednostki liniowe) albo, jak w przypadku protoplastów jednostek specjalnych, naćpani amfetaminą (Niemcy) lub benzedryną (Alianci). Nawet obecnie stosuje się różne medykamenty tego typu. Szczególnie w lotnictwie. I co - będziesz kłamać, bo 'narkotyki to zło zawsze i wszędzie' ? Czy podejdziesz do tego na zasadzie "jak nie będę o tym mówić, to nie będzie to istnieć" ?
Wiesz w ogóle skąd się wzięły bajki o krasnoludkach i czemu mają akurat kapelusze muchomorów?
Spotkałaś się z twórczością Witkacego, Boba Marley, Metallici ? Czy słyszałaś o nałogach np Winstona Churchilla? Tak naprawdę można wymieniać wręcz bez końca....
A czemu na tym, że "seks bez zobowiązań" nie jest negatywnie oceniany kończysz swoją wypowiedź? Nie zastanawia Cię dlaczego tak jest i jaki to ma wpływ na dzieci i młodzież?
Seks i nagość towarzyszyły nam od zarania dziejów. Pomijanie ich będzie wypaczaniem historii i kultury. A przy takim myśleniu to trzeba będzie wykastrować Dawida Michała Anioła. Przecież to jest nic jeno dobrze zbudowany facet z dyndającym pindolem. Tak apropos - wiesz, że jakże podziwiani Spartanie grzili się na potęgę między sobą i właśnie to było kluczem ich wysokiego morale i dyscypliny?
Pomijanie tego wszystkiego lub też bezrefleksyjna negacja jest po prostu niemądre i będzie wypaczaniem naszej kultury, naszych dokonań i naszej historii.
Piękna opowieść o siostrze, ale jak chcesz mi powiedzieć że tłumaczyłeś jej zawiłości świata dorosłych to lepiej daj sobie spokój
A jak ci się wydaję, skoro z nią spędzałem więcej czasu niż rodzice, to do kogo przychodziła?
Ty uważasz, że facet ma być przystojnym ogierem, ja uważam że ma być odpowiedzialnym mężem i ojcem. Nie każdy może się pochwalić zgrabnym ciałem i ładną buzią, co wtedy?
Jedno nie wyklucza drugiego. I przystojny ogier może być odpowiedzialnym ojcem i mężem. A co do ładnej buzi i zgrabnego ciała - to jest wszystko do wypracowania. Nawet jeśli cierpi się na różne choroby, to wciąż można zrobić wiele i zadziwiać - choćby tym, że się działa w tą stronę.
Dzięki temu, że uczę swoich dzieci szacunku do wszystkich, szanują one też samych siebie i mądrze zachowują się w kontaktach z innymi osobami.
Żyj dalej marzeniami. Tak będzie do czasu. Potem albo im coś odwali, albo w domu dalej będzie po staremu, a na zewnątrz będzie o 180 stopni inną osobą i nie ma szans, żebyś się na tym poznała. Dzieci to nie psy - nie wytresujesz ich pod swoje dyktando. W pewnym momencie pójdą inną drogą, która nie będzie ci na rękę. Będą popełniać różne błędy, a popełnianie niektórych może im się nawet spodobać. Jeśli tak nie będzie, to najlepszy znak, że z dziecka zrobiło się społeczne warzywo.
W poprzednim poście napisałeś "A słyszałaś o czymś takim jak obrona konieczna? Możesz takiego delikwenta utłuc na amen w pacierzu i nikt ci nic nie zrobi." A teraz piszesz, że jak przekroczę granice obrony koniecznej to nic dziwnego że pójdę siedzieć. To w końcu mogę kogoś utłuc na amen czy nie?
To zależy od okoliczności. Ale co do zasady, to tak - możesz.
Bronisz wolności każdej jednostki mówiąc, że wolność musi być gwarantowana każdemu. Nie rozumiesz że to niemożliwe?
Ależ jest to możliwe. To ty tutaj rozumiesz wolność jako anarchię, gdzie każdy może robić co mu się żywnie podoba. A tak właśnie nie jest. Są pewne granice porządku, których trzeba przestrzegać. Jednak nie jest to ograniczanie wolności, a właśnie jej zagwarantowanie.
Niniejszym dziękuję Ci za dyskusję, która dla mnie straciła jakikolwiek sens. Ja podaję rzeczowe argumenty a Ty mi jedziesz Winstonem Churchillem. To, że on i stu innych jarało trawę to co, ja też mam? To, że Naziści czy ZOMO-wcy ćpali na potęge to co, ok? Ja wychowuję społeczne warzywa? Ogranij się CHŁOPCZE, bo do mężczyzny Ci jeszcze baaaardzo daleko. Nie wmówisz mi że jestem złą matką, że moje dzieci i tak skończą jako ćpuny i puszczalskie niemoty, bo jak popróbują to im się spodoba.
Ty żyj sobie dalej marzeniami i proszę Cię, bardzo Cię proszę: nie zajkładaj rodziny, żeby tacy jak Ty się nie mnożyli.
Ja podaję rzeczowe argumenty
Nie podałaś ani jednego argumentu. Jedziesz cały czas na emocjach i inwektywach. Ciągle tylko słychać, że jest coś tam złe, bo twoje dziecko to, albo siamto. Dziewczyna w staniku na plakacie cie mierzi, ale na plaży już nie. Skąpo ubrane dziewczyny w filmie są złe, ale David Michała Anioła już zły nie jest i to jest ok. Dlaczego stosujesz takie podwójne standardy nagości i seksualności? A i takie mam pytanie - jak idziesz z dzieckiem na basen, to przeprowadzasz je z zamkniętymi oczami przez natryski czy jak? A może w ogóle nie chodzisz na basen, aby tylko twoje dziecko nie widziało nagości i nie pytało czemu niektóre cipki są owłosione, a inne mają tylko pasek, a jeszcze inne są całkowicie gołe?
Gdzie też te twoje argumenty jaka to wstrzemięźliwość jest słuszna i dobra? Jakoś to zniknęło jak ci podałem przykłady z realnego życia, czy też przykłady z tego forum, do czego prowadzi gloryfikacja seksu monogamicznego.
To, że on i stu innych jarało trawę to co, ja też mam? To, że Naziści czy ZOMO-wcy ćpali na potęge to co, ok?
Coś nie tak u ciebie z historią. A podobno masz coś w głowie....no ale już dobrze, wytłumaczę ci - Churchill był alkoholikiem. I nie mówiłem o ćpaniu na potęgę. Były to wspomagacze, które były stosowane w czasie zadania. Nawiasem mówiąc.....to Hitler był abstynentem. Ot taka ciekawostka. No i nic nie wspominałem o ZOMO - a o aliantach (Wielka Brytania, USA, Polska, Kanada itp - no wiesz, walczyliśmy z Niemcami w czasie 2 wojny światowej). ZOMO to Zmotoryzowane Obwody Milicji Obywatelskiej - taka formacja policyjna w czasach PRLu. Narkotyki mogą być zatem złe, ale dzięki nim dokonywano też rzeczy wielkich. Ty natomiast skupiłaś się jedynie na problemie narkomanii, a zapomniałaś o całej reszcie. Zapomniałaś, że tych samych substancji używa się w medycynie i lecznictwie. I podobnie jest z seksem. Skupiłaś się na patologicznej rozwiązłości zapominając, że seks jest przede wszystkim przyjemnością dwojga osób. I nie trzeba wiązać seksem z miłością, aby było i przyjemnie i bezpiecznie (czyli odpowiedzialnie).
Śmieszny jesteś wiesz?
Na emocjach sam jedziesz, bo nic więcej nie masz do powiedzenia. Nie widzisz różnicy między swobodnym noszeniem stroju kąpielowego a obraźliwym umieszczaniem półnagiej dziewczyny na plakacie reklamującym dachówki czy panele podłogowe - nie moja sprawa. Nie napisałam że nagość w sztuce jest "fe", ułożyłes sobie w głowie obraz mnie i uważasz, że wszystko o mnie wiesz. Inwektywy - sprawdź sobie w słowniku co znaczy to słowo ![]()
Moje dziecko nie zna słowa "cipka", są lepsze dla określenia pochwy; a czemu niektóre są owłosione wie już dawno.
Nie napisałam że wstrzemięźliwość jest słuszna i dobra, jak nie umiesz czytać to wróć do szkoły, napisałam że jest JEDYNYM 100% środkiem anty, może poproś mamę żeby Ci to przeczytała i wyjaśniła.
Historię znam bardzo dobrze i dlatego właśnie Churchill to dla mnie ktoś, komu nie poświęcę ani minuty swojego życia - taki był z niego polityk jak z koziej dupy trąba i czy był alkoholikiem czy nie to mnie gila w pięty. Hitler tym bardziej.
ZOMO-wcy geniuszu tak samo wychodzili na akcje będąc na haju, Twoje ironiczne wyjaśnienia nie robią na mnie wrażenia - rozpisuj się ile chcesz.
Twoje opinie nie są dla mnie w żadnym stopniu miarodajne, więc daruj sobie - szkoda Twojego czasu.
Post poniżej poziomu forum
Zagubiona nie czytalem uwaznie calego watku bo problem nie istnieje, mamy rownouprawnienie, bynajmniej ja traktuje kobiete jako partnera a nie jak kogos gorszego wiec sam watke taki sobie, masz ochote na sex z nieznajomym to najlepszego, jestes dorosla i wiesz czego chcesz pozdrawiam no i trzymaj sie cieplo
Nie widzisz różnicy między swobodnym noszeniem stroju kąpielowego a obraźliwym umieszczaniem półnagiej dziewczyny na plakacie reklamującym dachówki czy panele podłogowe - nie moja sprawa.
Ależ widzę doskonale. I jest to świetna reklama zorientowana do konkretnego odbiorcy. I nic więcej. Ty tu widzisz jakieś uprzedmiotowienie kobiety, co jest po prostu bzdurą wyssaną z palca. Półnaga kobieta ma jedynie przykuć uwagę faceta. I to nie pierwszego lepszego, ale budowlańca, który większość czasu spędza w męskim towarzystwie.
Nie napisałam że nagość w sztuce jest "fe"
Film też jest sztuką.
Moje dziecko nie zna słowa "cipka"
I nie mam pytań.
Historię znam bardzo dobrze
Widać było.
nie czytalem uwaznie calego watku
To może przeczytaj zanim zabierzesz głos. I zacznij stosować polskie znaki.
problem nie istnieje, mamy rownouprawnienie, bynajmniej ja traktuje kobiete jako partnera a nie jak kogos gorszego wiec sam watke taki sobie, masz ochote na sex z nieznajomym to najlepszego, jestes dorosla i wiesz czego chcesz
Dokładnie o to chodzi. Jednak zagubiona_ zdaje się tego nie rozumieć, że nie ma w tym niczego niewłaściwego, a sam problem jest wydumany, bo go na dobrą sprawę nie ma.
Albo dyskutujemy argumentami albo nie dyskutujemy wcale. Tekst taki jak ten pasuje do piaskownicy, nie do naszego forum. Mod. Vinnga
No i mamy standard "intelektualistów", którzy są "oczytani" i cechują się jakże wysoką moralnością...
Cóż, sami sobie wystawiacie świadectwo.
devil70 napisał/a:zagubiona przestan dyskutowac z tym patafianem, to idota a ty sie wkrecasz.
Jednak są jeszcze normalni ludzie na świecie, a już traciłam nadzieję
Nie trać nadziei, wielu za Tobą ![]()
Co do dyskusji... odezwali się na pierwszych stronach faceci- moraliści, którzy się oburzyli, że kobieta śmie przedmiotowo patrzyć na mężczyzn. Co, jak faceci patrzą tak na kobiety to norma, a jak kobieta ma taką perspektywę, to już dla was wielki szok i profanacja? To teraz widzicie, że takie spojrzenie na drugiego CZŁOWIEKA nie jest miłe- ani z jednej strony, ani z drugiej...
A co do kwestii "swobody seksualnej" w ogóle... To kompletna rozwiązłość jest ZAWSZE szkodliwa. I nie trzeba być religijnym fanatykiem, by to widzieć... Pewne zasady moralno-obyczajowe to nie jest zbędny wymysł, a BARDZO POTRZEBNE NARZĘDZIE ZACHOWANIA RÓWNOWAGI I PORZADKU SPOŁECZNEGO. Zezwierzęcajcie się dalej, a zobaczycie, jakie będą tego konsekwencje- społeczeństwo zwyrodniałe, stoczone przez choroby weneryczne, bez jakiejkolwiek trwałości czy spójności wewnętrznej. Nie będzie można nikomu zaufać, podstawowa jednostka tworząca społeczeństwo- rodzina- będzie zrujnowana, coraz więcej dzieci niechcianych i pochodzących z "wpadek", coraz więcej rodzin rozbitych, coraz więcej ludzi zaburzonych z powodu zniszczonego ogniska domowego w dzieciństwie- bo to ODBIJA SIĘ na dzieciach, czy tego chcecie, czy nie.
Prawda jest taka, że największa rozwiązłość i rozpusta charakteryzowała okresy schyłkowe imperiów, wystarczy zajrzeć do historii...
Moje dziecko nie zna słowa "cipka" - I nie mam pytań.
A co w tym złego? Wytłumacz proszę.
Historię znam bardzo dobrze - Widać było.
Skąd ta pewność że jest inaczej?
zagubiona_ napisał/a:devil70 napisał/a:zagubiona przestan dyskutowac z tym patafianem, to idota a ty sie wkrecasz.
Jednak są jeszcze normalni ludzie na świecie, a już traciłam nadzieję
Nie trać nadziei, wielu za Tobą
Co do dyskusji... odezwali się na pierwszych stronach faceci- moraliści, którzy się oburzyli, że kobieta śmie przedmiotowo patrzyć na mężczyzn. Co, jak faceci patrzą tak na kobiety to norma, a jak kobieta ma taką perspektywę, to już dla was wielki szok i profanacja? To teraz widzicie, że takie spojrzenie na drugiego CZŁOWIEKA nie jest miłe- ani z jednej strony, ani z drugiej...
A co do kwestii "swobody seksualnej" w ogóle... To kompletna rozwiązłość jest ZAWSZE szkodliwa. I nie trzeba być religijnym fanatykiem, by to widzieć... Pewne zasady moralno-obyczajowe to nie jest zbędny wymysł, a BARDZO POTRZEBNE NARZĘDZIE ZACHOWANIA RÓWNOWAGI I PORZADKU SPOŁECZNEGO. Zezwierzęcajcie się dalej, a zobaczycie, jakie będą tego konsekwencje- społeczeństwo zwyrodniałe, stoczone przez choroby weneryczne, bez jakiejkolwiek trwałości czy spójności wewnętrznej. Nie będzie można nikomu zaufać, podstawowa jednostka tworząca społeczeństwo- rodzina- będzie zrujnowana, coraz więcej dzieci niechcianych i pochodzących z "wpadek", coraz więcej rodzin rozbitych, coraz więcej ludzi zaburzonych z powodu zniszczonego ogniska domowego w dzieciństwie- bo to ODBIJA SIĘ na dzieciach, czy tego chcecie, czy nie.
Prawda jest taka, że największa rozwiązłość i rozpusta charakteryzowała okresy schyłkowe imperiów, wystarczy zajrzeć do historii...
Pierwszy raz w tym wątku to napiszę - zgadzam się w zupełności ![]()
yoghurt łap banana i sp....
Z tym też się zgadzam
Ale jogurt i tak zna nas lepiej i wie że my dzicy katolicy ![]()
Nie ma czegoś takiego jak równouprawnienie seksualneczy wolny seks. Jest tylko semantyka. Ja seks z przypadkowym mężczyzna nazwę k....stwem, ktoś inny przygoda. Szkoda tylko że wyzwolenia seksualnie panowie na pański życiowe wybierają raczej skromne, ciche dziewczyny, najlepiej dziewice :Di=D, a wyzwolone cóż, zostają z refleksja "czemu byłam taka głupia". I to nie prawda że faceta nie obchodzi ile jego kobieta miała partnerów przed nim. Chyba ze to ma być jednorazowy numerek.
Nie ma czegoś takiego jak równouprawnienie seksualneczy wolny seks. Jest tylko semantyka. Ja seks z przypadkowym mężczyzna nazwę k....stwem, ktoś inny przygoda. Szkoda tylko że wyzwolenia seksualnie panowie na pański życiowe wybierają raczej skromne, ciche dziewczyny, najlepiej dziewice :Di=D, a wyzwolone cóż, zostają z refleksja "czemu byłam taka głupia". I to nie prawda że faceta nie obchodzi ile jego kobieta miała partnerów przed nim. Chyba ze to ma być jednorazowy numerek.
Właśnie. Kiedyś się w końcu znajdzie ten jedyny,którego dręczyć będzie myśl że ktoś był z jego kobietą przed nim.
odezwali się na pierwszych stronach faceci- moraliści, którzy się oburzyli, że kobieta śmie przedmiotowo patrzyć na mężczyzn.
Nie o to poszło. Płeć nie miała żadnego znaczenia. Chodzi o nazywanie czegoś słusznym, moralnie lepszym itp.
Zezwierzęcajcie się dalej, a zobaczycie, jakie będą tego konsekwencje- społeczeństwo zwyrodniałe, stoczone przez choroby weneryczne, bez jakiejkolwiek trwałości czy spójności wewnętrznej. Nie będzie można nikomu zaufać, podstawowa jednostka tworząca społeczeństwo- rodzina- będzie zrujnowana, coraz więcej dzieci niechcianych i pochodzących z "wpadek"
Szczerze mówiąc nie znam nikogo, z liberalnym podejściem do seksu, kto zaliczyłby wpadkę. Znam natomiast masę przypadków zaplanowanych wpadek.
A co do kwestii "swobody seksualnej" w ogóle... To kompletna rozwiązłość jest ZAWSZE szkodliwa.
Ale co znaczy "kompletna rozwiązłość" ? I gdzie ona się tak naprawdę zaczyna? Nikt tutaj nie mówił o bieganiu na golasa po mieście i ruchaniu wszystkiego co ma otwór. Sytuacja jest prosta. Dwoje dorosłych ludzi, podobających się sobie nawzajem, ale nie chcących się związać nie może uprawiać seksu, bo...?
Wróć do postu vinngi z 2 strony tego wątku. Ona bardzo dobrze i przejrzyście to wyjaśniła. Skoro seks definiuje wasz szacunek do człowieka, czy też siebie samych to wypadałoby współczuć.
zagubiona_ - powiedz mi, czyje to są słowa: " Ja nie jestem za budowaniem sztucznych związków, nie trzeba być w związku żeby współżyć, nie trzeba brać ślubu. " ? I jak one się mają do tej całej obrony seksu jedynie w związku z tym jedynym partnerem, co tak zawzięcie czynisz?
Właśnie. Kiedyś się w końcu znajdzie ten jedyny,którego dręczyć będzie myśl że ktoś był z jego kobietą przed nim.
A na ten temat była już dyskusja tutaj na forum. Bardzo ciekawa z resztą. I jak się okazuje...nikogo to za specjalnie nie obchodzi. Z wyjątkiem mocno zakompleksionych osobników, którym to przeszkadza jedynie jeśli druga strona miała tych partnerów więcej.
Yoghurt007 ile ty masz lat? To ty właśnie wyprodukowałeś tyle pstów jak mało kto na tym forum. Może to ty jesteś ten zakompleksiony i tylko na sile próbujesz przekonać innych ze jest inaczej.
Co do tych co preferują partnerki i partnerów mniej doświadczonych po prostu nie udzielają się na tym forum bo szkoda im czasu. Wolą pogłębiać edukację seksualna ze swoim czy swoją jedyną partnerką. Ci inteligentniejsi zrozumieją w pół słowa a tym mniej inteligentnym można i trzy lata tłumaczyć i tez mało. Dorosły zdrowy emocjonalnie facet nawet nie będzie rozważał kwestii przygodnego seksu choćby ze względu na szacunek zarówno do kobiety jak i siebie samego.
Dorosły zdrowy emocjonalnie facet nawet nie będzie rozważał kwestii przygodnego seksu choćby ze względu na szacunek zarówno do kobiety jak i siebie samego.
Padłem ze śmiechu. Naprawdę. Najfajniej mi się takich obserwowało w akcji. Z rodzinką - przykładny mężuś i ojczulek, ą, ę, full kulturka, kwiatuszki, serduszka no aż się rzygało tęczą momentami. Rodzinka znikała to lały się procenty i zaliczali dosłownie każdą w zasięgu wzroku. Nawet potrafili rozmawiać z żoneczką przez telefon i zapewniać o swojej miłości podczas gdy inna robiła im dobrze ustami. A widziałem takie akcje nie raz i nie dwa. I ich żony nie miały o tym bladego pojęcia. Żyły i najprawdopodobniej dalej żyją w przeświadczeniu o wierności i świętych zasadach mężów.
Sorry, ale rozmawiasz z facetem. Znam tą drugą stronę lustra. Dlatego też mam uczelnie na takich "świętojebliwych", tworzących pozory, zakłamanych ludzi. Im bardziej jest ktoś kryształowy, to pewny znak, że tym więcej ma do ukrycia. Takie rzeczy nie zawsze wychodzą na jaw, a niekiedy dopiero po nastu latach. Lub więcej.
Poznałem dwóch facetów, którzy nie uprawiali nigdy przygodnego seksu. Jeden był maminsynkiem, którego dziewczyna regularnie zdradzała, bo z nim na cokolwiek mogła liczyć jedynie po ślubie. Drugi był chorym, niezrównoważonym, zazdrośnikiem i tyranem, który każdego dnia poniżał i wyzywał swoją partnerkę. W jego życiu także mama grała pierwsze skrzypce. Nie rozumiem tej zależności - o ile w ogóle ona ma miejsce, bo równie dobrze może to być przypadek.
-edit- tak, ja też jestem zdrowy emocjonalnie. Jako, że miałem dostęp do broni, materiałów wybuchowych i dokumentów objętych tajemnicą państwową, to przeszedłem chyba wszystkie możliwe testy.
Skoro seks definiuje wasz szacunek do człowieka, czy też siebie samych to wypadałoby współczuć.
Nigdzie nie napisałam, że to jest jedyna rzecz, która definiuje mój szacunek do człowieka, więc nie włączaj mnie do tej kategorii pisząc do mnie "WY", która zresztą jest tylko twoim uproszczeniem, bo wątpię, by dla innych ludzi tu się wypowiadających był to jedyny wyznacznik. Nikt tu tego nie napisał, więc nie dopowiadaj sobie, ok?
Ale co znaczy "kompletna rozwiązłość" ? I gdzie ona się tak naprawdę zaczyna? Nikt tutaj nie mówił o bieganiu na golasa po mieście i ruchaniu wszystkiego co ma otwór. Sytuacja jest prosta. Dwoje dorosłych ludzi, podobających się sobie nawzajem, ale nie chcących się związać nie może uprawiać seksu, bo...?
Kompletna rozwiązłość zaczyna się na przypadkowych partnerach i instrumentalnym traktowaniu drugiego człowieka (jako jedynie narzędzia do zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych). To prowadzi do wypaczonego obrazu drugiego człowieka i do nadużyć. Zauważ, że tam, gdzie zasady obyczajowe są najbardziej rygorystyczne, tam jest najmniejszy wskaźnik zakażeń HIV i co za tym idzie zachorowań na AIDS. A nie w "postępowych" krajach, w których jest dostępny szeroki wachlarz środków i upowszechnienie wiedzy na te tematy. To tylko dowodzi nietrafności poglądu, że w krajach postępowych jest wyeliminowane lub ograniczone zagrożenie zachorowaniami.
Tak samo jest z ciążami. Bo co do tego, że ty akurat nie masz znajomych, wśród których były takie wpadki- to tylko twoje mniej lub bardziej wąskie grono znajomych, które nie jest żadnym wyznacznikiem. Zachodzenie w ciąże choćby nastolatek jest plagą współczesnych czasów, zresztą rozejrzyj się po pierwszym lepszym forum, a zorientujesz się, jak wiele jest tematów zakładanych przez zdesperowane nastolatki lub żony, które "wpadły" z kochankiem, a zobaczysz, że to wcale nie wymysł
Oczywiście, kiedyś również zdarzały się nastoletnie matki i tym podobne rzeczy- ale skala zjawiska była o wiele mniejsza, bo społeczeństwo było o wiele mniej rozseksualizowane od małego. Jak nie wierzysz- wklep sobie w google "wzrost liczby ciąż wśród nastolatek", "wzrost liczby dzieci pozamałżeńskich" itd.
Kiedy miałeś na to czas? Nie opuszczę forum. Użyj trochę tych materiałów wybuchowych będzie bąbowa zabawa. A co do spotykanych przez ciebie facetów -oni żyją w twoim świecie a do mojego to nawet nie wiesz jak trafić wiec pa skończyć dyskusje
Wypowiedź poniżej jakiegokolwiek poziomu. Mod. Vinnga
Jogurt, nie będę Cię cytować, bo szkoda tym razem mojego czasu. Wiesz, ja znam tych, co przechodzą takie testy jak Ty. Policjanci je przechodzą, żołnierze - i co z tego? Wiesz ilu z nich jest chorych psychicznie?
Powiem Ci tyle. Stworzyłeś sobie swój własny świat i wydaje Ci się, że wszyscy w nim żyjemy. Nie dopuszczasz do siebie myśli, że możesz się mylić. Masz słabo rozwinięty zmysł kojarzenia i logicznego myślenia. Nie pojmujesz szerszego kontekstu tylko skupiasz się na jednym wybranym zdaniu i na jego podstawie tworzysz sobie obraz człowieka, z którym rozmawiasz. Ja rozumiem, że jesteś boski, seksowny, ciacho po prostu i żadna nie potrafi Ci się oprzeć. Ale to nie oznacza, że nie masz szanować kobiet. Jakby do mnie ktoś wyskoczył z tekstem "pokróliczymy się" na drugiej randce to bym go zwyczajnie wyśmiała.
BTW. co do reklam - czemu perfum dla kobiet nie reklamuje półnagi mężczyzna??
Żonaci są z gruntu źli, bo Ty ich znasz. "nowocześni: są super, bo Ty tak mówisz. Wciąż tylko Ty i Ty...
Powtórzę CHŁOPCZE: dorośnij, a potem wróć dyskutować.
Piękny-nick, zgadzam się z Tobą tak jak z Agą, mam ponadto pytanie: jak pogrubiasz czcionkę? ![]()
Zauważ, że tam, gdzie zasady obyczajowe są najbardziej rygorystyczne, tam jest najmniejszy wskaźnik zakażeń HIV i co za tym idzie zachorowań na AIDS.
Czego muzułmańska Afryka i Bliski Wschód są doskonałym przykładem, nieprawdaż? To są bezspornie rejony o największym rygorze seksualnym. A jednak to właśnie tam kobiety są najgorzej traktowane, a rozprzestrzenianie się chorób jest największe - nie tylko wenerycznych. Więc ?
Co do wpadek - oczywiście, że nie jest to wymysł. Tego nie twierdziłem. Po prostu w moim środowisku, osób bardzo wyzwolonych seksualnie, takich przypadków nie ma. Znam natomiast przypadki zaplanowanych wpadek.
Co do nastoletnich mam...z jednej strony trąbi się jak wielki jest to problem, a z drugiej strony od ładnych paru lat przyrost naturalny jest ujemny. I to na takim poziomie, że takie Niemcy już sobie wyliczyły, że około roku 2050 staną się krajem muzułmańskim, bo imigranci staną się większością. Problem nastoletnich mam istniał zawsze. Tylko kiedyś nie było to tak postrzegane.
Kiedy miałeś na to czas?
Całe życie na walizkach, że tak to ujmę. Wieczne przeprowadzki, wyjazdy itp. A zdziwiłabyś się ile rzeczy można zobaczyć np na międzynarodowej imprezie turystycznej trwającej kilka tygodni. Grupa społeczna nie ma tu większego znaczenia tak naprawdę. To samo jest w środowisku dziennikarzy, żołnierzy, prawników, lekarzy, artystów (choć tutaj to na zdecydowanie większą skalę).
BTW. co do reklam - czemu perfum dla kobiet nie reklamuje półnagi mężczyzna??
Z tego samego powodu, dla którego mężczyźni nie reklamują kremów na zmarszczki.
Nie dopuszczasz do siebie myśli, że możesz się mylić.
Ale mylić w czym?
Zadałem konkretne pytanie, ale zamiast uzyskać jasną odpowiedź to lecą jakieś durne wycieczki osobiste.
Zadam to pytanie jeszcze raz:
Dlaczego dwoje dorosłych, atrakcyjnych dla siebie nawzajem osób, nie chcących się ze sobą związać, nie może pójść ze sobą do łóżka?
Strony Poprzednia 1 2 3 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » seks z mało znanym mężczyzna
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026