No i zajrzałam zdać relacje 
Badanie USG trwało gdzie pół godziny, bo maluszek nie chciał współpracować. Co prawda pokazał pięknie nóżki, rączki, twarzyczkę (nawet się uśmiechnął), oczka ze źrenicą, ale za Chiny ludowe nie chciał się ułożyć bokiem żeby można było sprawdzić długość noska i przezierność karkową (czy jakoś tak). Ani pukanie, ani stukanie, ani moje chodzenie nie pomagało. Potem jak już się obrócił to trzymał sobie rączkę na nosie. No ale w końcu się przez USG brzuszne udało się złapać.
Lekarz nawet płeć nam pokazał, ale nie chciał powiedzieć co będzie bo to jeszcze za wcześnie. Widzieliśmy siurka, ale jak poczytałam, to ponoć na tym etapie to wargi sromowe potrafią być tak spuchnięte, że na usg udają siurka. Także dalej nie wiemy. 
Ogólnie bobas rozwija się prawidłowo. Jest większy, więc termin porodu przesunął mi się według USG na 5 marca.
Pytałam lekarza czy już słyszy. Powiedział, że ono ma już wszystko wykształcone, teraz już tylko rośnie. Więc zakazałam mężowi przeklinać przy dziecku 
Apropo makreli wędzonej, to macie rację. Lekarz też powiedział, że wszystko co wędzone nie jest wskazana. Oczywiście jak raz zjem to się nic nie stanie, no ale żeby uważać.
Kąpać też mi się zabronił, ale powiem szczerze, że ciężko mi będzie z tego zrezygnować, bo lubię sobie z moim mężulkiem w wannie poleżeć.
Co do wagi to się miło zaskoczyłam. Bo od pierwszego ważenia przybyło 800g, ale spodnie ciążowe rurki sobie kupiłam. Bo przez te wzdęcia i zatrzymania wody, nie chcę się wbijać w stare ubrania. Chcę się czuć komfortowo. Z resztą wczoraj mnie na zakupach tak pięknie wydęło, że co najmniej końcówka 5 m-c.
Z resztą zakupy uważam za udane, bo kupiłam sobie właśnie te spodnie, bluzkę (która będzie dobra przez całą ciążę) i dwie pary butów na jesień.
Na ból kręgosłupa, kazał mi lekarz się oszczędzać i nie być zbyt aktywną. Basen tak, ale nie pływanie
I nie chodzić na obcasach.
Na koniec zakupów pokłóciłam się z mężem, bo zadzwonił facet, który chce kupić nasz samochód i mój mądry mąż powiedział, że to żona Panu pokaże, bo ja będę w pracy. A ja powiedziałam, że sama nic nie będę pokazywać. No i taka niemiła atmosfera wyszła.
PS. Ale wiecie co? Niby widziałam tego maluszka na monitorze, słyszałam jak bije serduszko, ale dla mnie to dalej jakaś abstrakcja. Lekarz dużo rzeczy pokazał: Jak się uśmiecha, jak się dziwi, jak trzyma sobie w rączce pępowinę. Ale nie było to dla mnie takie rozpływające doznanie. Nie wiem, chyba dopiero jak zacznie kopać dotrze do mnie, że tam na prawdę rośnie moje dziecko.