netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

180 odpowiedzi31 494 wyświetleniazałożony przez eine_gute_ehefrau, 08.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 181 z 181 ]

131

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
End_aluzja napisał/a:

wiesz co ewka?
coraz rzadziej wchodze na to forum na wątki inne niz kobiety na zakręcie
ale ty też stamtąd odeszłaś, bo miałaś dosyć dobrych rad, oceniania twojej postawy jako niewłaściwej, czy wskazywania, co powinnas zrobić i co by inny na twoim miejscu

trochę jest tak, że odmawia nam się prawa do:
własnego wyboru i decyzji
'żalu i dołów
a to powoduje, że nie odzywasz się, jak masz doła, bo od razu być usłyszała - bo żle zrobilaś, zostaw go, ja na twoim miejscu.., widzisz, to tylko potwierdza, że zrobiłaś źle... i tak dalej

i kiedy tu wchodzisz, bo jesteś silniejsza i miałabyś dzisiaj siłę zmierzyć się z oceną, to mi się smutno robi

bo powinnas tu wchodzić własnie wtedy, gdy masz doła i liczyc na to, że cię wesprzemy, a nie ocenimy

dlatego ewka- odzywaj się, jak ci źle
trzymaj się ciepło i powodzenia
mam nadzieję, że idziecie do przodu!;)

małżonek dalej tęsknym głosem rozmawia z tamtą?

czy mu mija?

Endi - zacznę od kryzysów. Chyba sa dwa rodzaje dołów - te wywołane przyczynami zewnetrznymi ( bo mi się kojarzy, bo żal, bo coś tam przywołało wspomnienia) i te wypływające z mojego wnętrza, sama się nakrecam. Dlatego staram się walczyć przynajmniej z tym na co mam wpływ czyli z tymi drugimi dołami. W związku z tym nie wiem czy mój M jeszcze wzdycha i tęsknym głosem przymila się do tej baby, bo po prostu przestałam szukać, dociekać i odpuściłam sobie wszelką inwigilację. jestem na etapie " po co mi to, decyzja czy zostać, czy odejść zależy tylko ode mnie". Ja chcę mieć wpływ na moje życie. Często sie mówi " masz takie życie na jakie zasłużyłeś". Uważam, że powinno się mówić "masz takie życie na jakie się godzisz".
Jeśli chodzi o to, że nie wypłakuję się na forum - w zeszłym tygodniu po prostu nie miałam czasu tu zaglądać, bo mój dól był właśnie spowodowany nadmiarem obowiązków, niemożnością ich ogarnięcia i słowem MUSZE dac rade. A poza tym wyjazdowy weekend u rodziny  i tak mi się źle zrobiło z żalu, że moja rodzina w rozsypce.Ale juz jest ok. I takich okresów OK jest coraz więcej (żebym tylko nie zapeszyła).
Nie boję sie ocen innych forumowiczów. pewnie, że nie jest to komfortowa sytuacja, gdy ktoś cię krytykuje i dokłada negatywnych emocji. Ale ja jestem z tych co chetnie wysłuchają, przemyślą i zrobia po swojemu.
Piszesz o szczęściu. Nie dzielę sie nim z moim M. To chyba jeszcze nie ten czas. W ogóle moimi uczuciami sie  z nim nie dzielę. Na razie. Może przyjdzie taki czas. Czytam forum, bo inne osoby, tak jak Ty sa o krok przede mną i to pomaga mi zrozumiec niektóre rzeczy.

132

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

to dobrze ewka
to dobrze, że odnajdujesz siebie i poczucie, jak wielki wpływ masz ty sama na swoje decyzje

eine gute frau
może trzeba walnąc prosto z mostu?
nie rościj sobie żadnych praw do zrozumienia tego co ja czuję i co kjest mi potrzebne
dowiodłeś, że nie masz o tym pojęcia
a jesli ja mówię, że potrzebuję prawdy, to znaczy, że potrzebuję prawdy
bo albo jesteś ze mną i godzisz się na moje radzenie sobie ze zdradą, albo wogóle nie próbujmy....

akcpetacja tego, co ty przeżywasz jest konieczna'nie ntylko twoja akceptacja, ale jego też

eine gute - ja wiem, że po trzech i pół roku to głupio zabrzmi..
ale ja miałam w głowie ( i cały czas mam) tekst przygoitowany na okolicznośc - okłąmał, złamał zasady, ukrył coś i tak dalej..i jestem bardzo bardzo przekonana, że tych słow bym uzyła
głownym rzeczownikiem w tym tekście jest słowo KONIEC

133

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
pati31 napisał/a:

Przestanie w koncu bolec , ale ta pusta luka jest gdzies w srodku , i co jakis czas daje o sobie znac .
Widzicie dziewczyny to tak jak ja
Rowniez bylam niezalezna , zawsze pracujaca dobrze zarabiajaca .
Na imprezach nigdy nie wieszalam sie na nim , raczej bylo odwrotnie .
Kochalam prawdziwie i madrze bez emocjonalnych zaburzen .
Bylam po romansie meza w szoku bo zostalam zaskoczona mocno kochajac , wierzac
On dodatkowo powiedzial mi kiedys ze , jak go zawiode to przestanie wierzyc w ludzi, a jednak on zawiodl.
Dodatkowo moj byly maz do dzisiejszego dnia jest  samotny i zly na mnie ze nie dalam mu sznasy
Moze gdybym widziala swoje bledy szanse , by dostal , ale nie mogl mi nic zarzucic. wiele czasu rozkrecajac jego firme , z kontaktami z francuzami  , znam dobrze angielski i francuzki .
Zawsze zorganizowana i chetna , zawsze usmeichnieta . mowilam ze jest miloscia mojego zycia ., bardzo go cenie jako czlowieka to madry mezczyzna z ogromna sila wewnetrzna , a jednak zawiodl.

Moja babcia mowila ze raz w zyciu kazdy mezczyzna sprobuje innej kobiety , twierdzila ze pospieszylam sie z rozwodem , bo C. to madry facet.
Do dzis mysle czy aby dobrze zrobilam ucianjac to byc moze nie bylo , by jak dawniej , ale moze by sie udalo przejsc przez burze.
Moze to byl jego kryzys osobisty , ktroy przechodzi kazdy , choc , ja nie mialam nigdy takiego , i powiedzenie nie, przychodzilo mi latwo.
Zaloje tej przyjzani bo rozumielismy sie bez slow , a teraz jest pustka , kiedy zabiera dzieci nawet nie patzre w jego strone , a widze jego smutne oczy i nowe zmarszczki wokol ust , przez ktore jest jeszcze bardziej pociagajacy ehhhhhhhhh to zycie
Sam teraz mowi ze jak baran sie nazre to i welna chce srac .......

Milego Dzionka
Spokojnej niedzieli ....

fajnie, że to piszesz pati
widzisz tutaj jest bardziej taki ukłąd
są kobiety, które dają szanse partnerom - i oprócz borykania się z włąsnymi lekami muszą borykac się z opinią niezaradnych, tchórzliwych, uczepionych męskich spodni zależnych sierot

i są takie, które odchodzą od zdrajców - i nigdy nie dzielą się refleksją, czy zrobiły dobrze, najlepiej, czy miały/mają wątpliwości

a ty piszesz, że mogło być różnie
i szacun za szczerośc i prawdę pati.


ja mam znajomego, który zdradzał i zona odeszła
a on mówi - między nami jest to coś, ta chemia to porozumienie
dopiero po wielu latach ona miała odwagę mi to powiedzieć
'ja jej tez
'że nie zapomnielismy
i że mogło potoczyć się różnie
i to, że potoczyło się tak, to jest jedna z mozliwości
'i czasami żal tych innych, które mogły się pojawić

134

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Gdybym wyczula choc cien wyrachowania w jego postepowaniu.
Gdybym widziala ze klamie z premedytacja, sprawa bylaby prosta jak konstrukcja cepa.

Ale widze szczery bol w jego oczach...

Dlatego tak trudno powiedziec KONIEC i byc na zimno konsekwentna... dla samej konsekwencji...

135

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

poczytaj mój dzisiejszy post w kobietach na zakręcie eine

136

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

To prawda , nie mozna dac sie poniesc nowoczesnej psychologii i haslom typu "szanuj sie , zyj dla siebie"!
Bedac w zwiazku trzeba brac pod uwage , wszystko , bo malzenstwo nie trwa rok dwa , ale cale zycie i rozne problemy nas spotykaja i spotykac beda .Zwlaszcza w tych czasach , ktore przez rozwinieta technologie sa super czasami do zdradzania .
Wszedzie sa reklamy kobiet , bisutow itp.
Wystarczy ze dana oosba jest ciut slabsza , ze ma ciut mniej instynktu samozachowawczego.
To prawda Endy laczylo nas cos wyjatkowego , potrafilismy wzrokiem sie znalesc w kazdym tlumie , wiedzialam ze dla mnie to jest to .

Nie tylko dla mnie - moj byly maz jest niesamowicie charyzmatycznym czlowiekiem przyciaga jak magnes inne kobiety , musial w koncu sie skusic .
Dostalam wscieklosci na mysl ze mogl mnie zdradzic , prszeciez sie starlam , przeciez kochalam itd itd.
To on podjal decyzje i on poniosl konsekwencje swojego dzialania badz kryzysu , ktory wzielam pod uwage dopiero teraz.
Po wielu dlugich dniach przemyslaen , analiz,
Szanuje odrebnosc innej osoby , rozumiem osobiste kryzysy i wewnetrzne szamotaniny , pokusy itd.
Zwlaszcza facet z peiniedzmi miewa tych pokus .
Wiem ze takiej wiezi juz nie zbuduje z nikim poniewaz cos takiego czystego przezywa sie raz , teraz jestem inna , teraz jestem jeszcze silniejsza , teraz staje sie coraz bardziej zimna ..........
Endy wiem ze gdybym zostala , wegetowalabym , funkcjonowalabym , ale zamknelabym sie na to co najwazniejsze , a bez tego zwiazku niema..............

137

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
pati31 napisał/a:

Przestanie w koncu bolec , ale ta pusta luka jest gdzies w srodku , i co jakis czas daje o sobie znac .
Widzicie dziewczyny to tak jak ja
Rowniez bylam niezalezna , zawsze pracujaca dobrze zarabiajaca .
Na imprezach nigdy nie wieszalam sie na nim , raczej bylo odwrotnie .
Kochalam prawdziwie i madrze bez emocjonalnych zaburzen .
Bylam po romansie meza w szoku bo zostalam zaskoczona mocno kochajac , wierzac
On dodatkowo powiedzial mi kiedys ze , jak go zawiode to przestanie wierzyc w ludzi, a jednak on zawiodl.
Dodatkowo moj byly maz do dzisiejszego dnia jest  samotny i zly na mnie ze nie dalam mu sznasy
Moze gdybym widziala swoje bledy szanse , by dostal , ale nie mogl mi nic zarzucic. wiele czasu rozkrecajac jego firme , z kontaktami z francuzami  , znam dobrze angielski i francuzki .
Zawsze zorganizowana i chetna , zawsze usmeichnieta . mowilam ze jest miloscia mojego zycia ., bardzo go cenie jako czlowieka to madry mezczyzna z ogromna sila wewnetrzna , a jednak zawiodl.

Moja babcia mowila ze raz w zyciu kazdy mezczyzna sprobuje innej kobiety , twierdzila ze pospieszylam sie z rozwodem , bo C. to madry facet.
Do dzis mysle czy aby dobrze zrobilam ucianjac to byc moze nie bylo , by jak dawniej , ale moze by sie udalo przejsc przez burze.
Moze to byl jego kryzys osobisty , ktroy przechodzi kazdy , choc , ja nie mialam nigdy takiego , i powiedzenie nie, przychodzilo mi latwo.
Zaloje tej przyjzani bo rozumielismy sie bez slow , a teraz jest pustka , kiedy zabiera dzieci nawet nie patzre w jego strone , a widze jego smutne oczy i nowe zmarszczki wokol ust , przez ktore jest jeszcze bardziej pociagajacy ehhhhhhhhh to zycie
Sam teraz mowi ze jak baran sie nazre to i welna chce srac .......

Milego Dzionka
Spokojnej niedzieli ....

Witaj...
Widze, ze duzo czasu juz minelo, skoro potrafisz myslec, ze mogloby wam sie udac... Wiec jesli, czemu nie zrobisz kroku... zaproszenie na kawe, lampke wina, wspolne kino z dziecmi... Zobacz, jak zareaguje. Masz tylko jedno zycie. Po co je tracic na zalowaniu, ze nic nie zrobilas, zeby je spedzic tak jak chcesz. Rozwod to tylko papier. Tak samo jak slub. Najwyzej nic sie nie zmieni, w najgorszym wypadku cie wysmieje. A moze zmieni sie wszystko...No chyba, ze juz sobie poukladal zycie. W takiej sytuacji nie warto.

Piszesz, ze nie widzialas swoich win...Ja tez nie widzialam, az pewnego dnia sobie je uswiadomilam. Tak jak Ty, za bardzo zylam zyciem swojego meza, a nie swoim, bylam zawsze pod reka, wyrozumiala, ciepla kochajaca, zawsze z wyciagnieta reka, zeby przypadkiem ON nie upadl. Tak bardzo bylam zajeta kochaniem, ze juz nie mialam czasu, zeby byc kochana. Dla mnie to byl cudowny zwiazek, czulam sie spelniona, mialam tyle milosci do oddania...Dawalam wiadrami, a w zamian otrzymywalam kropelki. Nie widzialm tego wyraznie..

I przyszla zdrada. Nie chce mi sie juz pisac, co stracilam....Bo im wiecej o tym mysle, tym bardziej do mnie dociera, ze paradoksalnie wcale nie tak duzo. Czy moj zwiazek faktycznie byl taki magiczny, nadzwyczajny, unikalny, wyjatkowy...? Niieeee... Raz go kochalam, raz nienawidzilam, raz mnie rozczulal do lez, innym raze wkurzal az do bolu...

I zdrada przyniosla haos...haos mysli, haos uczuc, haos pragnien...I haos trwal bardzo dlugo... Dopiero po prawie trzech latach haos zaczal sie uspokajac...a z haosu wylonila sie swiadomosc...Swiadomosc wlasnej siebie, swojej wartosci, swojego czlowieczenstwa. I nawet moj maz sam mowi, ze do konca zycia bedzie zalowal, ze mnie zdradzil, ale gdyby nie to, nigdy by sobie nie uswiadomil: swojej milosci do mnie, mojej wartosci dla niego, wartosci rodziny, wartosci tego, co ma. Ludzie czesto wypowiadaja slowa, ktore niby rozumieja, ale tak naprawde nie uswiadamiaja sobie ich znaczenia. Tak samo zdrada. Niby wiadomo, ze jest zla, ale dopiero po fakcie ludzie uswiadamiaja sobie jak bardzo. A pozniej tylko od nas zalezy, co zrobimy z ta swiadomoscia.

138

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
aga333 napisał/a:

Witaj...
Widze, ze duzo czasu juz minelo, skoro potrafisz myslec, ze mogloby wam sie udac... Wiec jesli, czemu nie zrobisz kroku... zaproszenie na kawe, lampke wina, wspolne kino z dziecmi... Zobacz, jak zareaguje. Masz tylko jedno zycie. Po co je tracic na zalowaniu, ze nic nie zrobilas, zeby je spedzic tak jak chcesz. Rozwod to tylko papier. Tak samo jak slub. Najwyzej nic sie nie zmieni, w najgorszym wypadku cie wysmieje. A moze zmieni sie wszystko...No chyba, ze juz sobie poukladal zycie. W takiej sytuacji nie warto.

Piszesz, ze nie widzialas swoich win...Ja tez nie widzialam, az pewnego dnia sobie je uswiadomilam. Tak jak Ty, za bardzo zylam zyciem swojego meza, a nie swoim, bylam zawsze pod reka, wyrozumiala, ciepla kochajaca, zawsze z wyciagnieta reka, zeby przypadkiem ON nie upadl. Tak bardzo bylam zajeta kochaniem, ze juz nie mialam czasu, zeby byc kochana. Dla mnie to byl cudowny zwiazek, czulam sie spelniona, mialam tyle milosci do oddania...Dawalam wiadrami, a w zamian otrzymywalam kropelki. Nie widzialm tego wyraznie..

I przyszla zdrada. Nie chce mi sie juz pisac, co stracilam....Bo im wiecej o tym mysle, tym bardziej do mnie dociera, ze paradoksalnie wcale nie tak duzo. Czy moj zwiazek faktycznie byl taki magiczny, nadzwyczajny, unikalny, wyjatkowy...? Niieeee... Raz go kochalam, raz nienawidzilam, raz mnie rozczulal do lez, innym raze wkurzal az do bolu...

I zdrada przyniosla haos...haos mysli, haos uczuc, haos pragnien...I haos trwal bardzo dlugo... Dopiero po prawie trzech latach haos zaczal sie uspokajac...a z haosu wylonila sie swiadomosc...Swiadomosc wlasnej siebie, swojej wartosci, swojego czlowieczenstwa. I nawet moj maz sam mowi, ze do konca zycia bedzie zalowal, ze mnie zdradzil, ale gdyby nie to, nigdy by sobie nie uswiadomil: swojej milosci do mnie, mojej wartosci dla niego, wartosci rodziny, wartosci tego, co ma. Ludzie czesto wypowiadaja slowa, ktore niby rozumieja, ale tak naprawde nie uswiadamiaja sobie ich znaczenia. Tak samo zdrada. Niby wiadomo, ze jest zla, ale dopiero po fakcie ludzie uswiadamiaja sobie jak bardzo. A pozniej tylko od nas zalezy, co zrobimy z ta swiadomoscia.

Widzisz...
Tylko czasami ta zadra na sercu jest na tyle mocna, ze chocby podswiadomie chcialo sie wrocic do partnera, to sama swiadomosc tego, co Nam zrobil na to nie pozwala.
Skoro jak sama mowisz dawalas wiadrami a dostawalas kropelki, to dlaczego zdradzil??? Malo mu tego bylo??? Czego tu zabraklo jemu akuratnie od Ciebie, ze musial "to" zrobic??? I odnoszac sie do tego, co podkreslilem z Twojej wypowiedzi, odpowiedz na tej podstawie sama sobie, dlaczego teraz tego kroku zaluje??? Mial przeca wszystko co najlepsze od Ciebie. A jednak poszedl "w tango".

Ja zostalem zdradzony emocjonalnie i fizycznie; w Twojej wypowiedzi nt zwiazku widze siebie, ale... no wlasnie. I chocbym paradoksalnie chcial i mogl zostac w nim dalej, juz mnie tam nie bedzie. I nie potrzebna mi jest dzisiaj swiadomosc tego, ze moja partnerka na teraz zaluje tego kroku. Co wiecej, doskonale wiedziala o tym, ze ten "wyczyn" popelnila jej poprzedniczka. Miala wszystko jak na tacy... a i to dla niej bylo ZA malo. To czego zaluja???

139

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
pati31 napisał/a:

Wiem ze takiej wiezi juz nie zbuduje z nikim poniewaz cos takiego czystego przezywa sie raz , teraz jestem inna , teraz jestem jeszcze silniejsza , teraz staje sie coraz bardziej zimna ..........
Endy wiem ze gdybym zostala , wegetowalabym , funkcjonowalabym , ale zamknelabym sie na to co najwazniejsze , a bez tego zwiazku niema..............

Pati. Ja tez wiem ze taka wież mogłam mieć raz. Tak czułam. I wiedziałam ze to juz nie chodzi o to z kim. Ale jak.
Ale chce ci zupełnie szczerze i zupełnie otwarcie powiedzieć... Czuje sie otwarta. Spontaniczna. Tak jak pisałam gdzieś tam- otwieram sie na szczescie także z nim.
Jasne ze jest inaczej. Ale to zawsze z każdym byłby inny związek.

Moje zycie sie nie zmieniło przez zdradę. Ona nie zubozyla żadnej sfery mojego życia oprócz jednej. I reszta sobie płynęła. W szczęściu spełnieniu wyznaniach i pasji.
Ale ostatnio odnajduje sie także w tej pomiędzy nim a mna. Więc moze jest nadzieja??
Trzy lata pati. To fakt.
Ale kiedy słucham ciebie to wiem jedno. To zajęłoby mi trzy lata pewnie tak i tak. Tyle czasu potrzebowalam ja zeby zasklepila sie rana.
Dam ci znać co bedzie dalej:)

140

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Wiesz Bags, wiedza i swiadomosc to sa dwa rozne swiaty. O ile wiedze zdobywa sie bardzo szybko i systematycznie, o tyle do swiadomosci najczesciej sie dorasta i najczesciej przychodzi do nas nieoczekiwanie. To tak, jakby jakis trybik ulozyl sie we wlasciwym miejsce i otworzyl bezmiar logicznego wyjsnienia. 
Co do mojego meza. Niby wiedzial, ze zadna nie bedzie lepsza od jego zony, ale musial sobie to uswiadomic.
Co do Twojego zwiazku - nie pamietam historii, ale skoro ona zaluje, a ty nawet nie chcesz poswiecic temu krotkiej refleksji, to widocznie w twoim zwiazku zabraklo tego czegos, czemu warto poswiecac uwage. Albo jestes tak skoncentrowany na sobie, ze niezaleznie od argumentow, twoje musi byc na wierzchu i odejdziesz nieodwracajac sie za siebie chocby dla zasady.

141

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Aga. Na wątku kobiety na zakręcie pojawiła sie dyskusja. A co jeśli nasi mężowie. Ci ktorzy dostali szanse. Zrobili by cos znowu. To co byśmy zrobili?
Aga? A co ty byś zrobiła? Czy miałabys wątpliwości czy tez nie?

142

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
aga333 napisał/a:

Wiesz Bags, wiedza i swiadomosc to sa dwa rozne swiaty. O ile wiedze zdobywa sie bardzo szybko i systematycznie, o tyle do swiadomosci najczesciej sie dorasta i najczesciej przychodzi do nas nieoczekiwanie. To tak, jakby jakis trybik ulozyl sie we wlasciwym miejsce i otworzyl bezmiar logicznego wyjsnienia. 
Co do mojego meza. Niby wiedzial, ze zadna nie bedzie lepsza od jego zony, ale musial sobie to uswiadomic.
Co do Twojego zwiazku - nie pamietam historii, ale skoro ona zaluje, a ty nawet nie chcesz poswiecic temu krotkiej refleksji, to widocznie w twoim zwiazku zabraklo tego czegos, czemu warto poswiecac uwage. Albo jestes tak skoncentrowany na sobie, ze niezaleznie od argumentow, twoje musi byc na wierzchu i odejdziesz nieodwracajac sie za siebie chocby dla zasady.

Pierwsza zdrada w starym zwiazku, to byla z premedytacja - tak bym to nazwal - bo eksowa grala w Naszym zwiazku na dwa fronty.
Druga zdrada, emocjonalna dotyczy ukladu zwanego toksycznym trojkatem, gdzie "promotorem" tego wszystkiego byla moja tesciowa. Zapewne potrafisz sobie uzmyslowic fakt, jak czuje sie partner dla ktorego zona jest kim waznym a w druga strone jest on dla niej delikatnie mowiac piatym kolem u wozu. A gdy ta "figura geometryczna" rozrasta sie do rangi czworokata, dochodzi na koniec do zdrady fizycznej i "promotor" przymyka na to oko, to o jakim malzenstwie moze byc tu mowa?
Moje na wierzchu bylo tylko jedno - moja godnosc, ktora i tak zostala zmieszana z blotem i wrzucona do rynsztoka, wiadomo przez kogo.
Kolejne zdrady z premedytacja i zabawa moim kosztem.
Mialem zostac i ratowac to cos, co nosi nazwe malzenstwo - albo biale albo na papierku?
Ratowalem to, owszem przez dobre 7 miesiecy dla zasady, ze malzenstwo, to rzecz swieta - pomijajac fakt, ze jestem po slubie koscielnym - poswiecilem sie rowniez, majac mocne argumenty... by przynajmniej odejsc z klasa i pelna swiadomoscia, ze zrobilem wszystko co w mojej mocy i w solidnym wsparciu, ktore mialem za plecami. Tu na tym forum rowniez.
Jaka moglem miec gwarancje, ze nie bedzie repety i zyc w tym zaklamanym rodzinnym ukladzie dalej bezstresowo o "lepsze" jutro???
Wolalem odejsc nie ogladajac sie za siebie, bo juz nie bylo na co, by wykorkowal ten reanimowany przeze mnie trup pt malzenstwo niz w efekcie koncowym ja.
Paradoksalnie mowiac operacja sie udala ale "pacjent" zmarl. Zarzutow nie ma komu postawic, bo nie bylo "bledow w sztuce lekarskiej" smile

143

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Bags. Aga sie odniosła nie do przeszłości. Ale do tego ze napisałeś ze tu i teraz twoja partnerka żałuje tego kroku. I zapytała. Co ty z tym robisz.
Nie ocenia Twojej decyzji zostać odejść.
Widzisz Aga była pierwsza osoba ktora wsparła mnie na tym forum. Nasze historie są troche podobne. Choćby dlatego ze my jesteśmy te które dały szanse swoim związkom

Tylko ze my wychodzilysmy z innego startowego. Nasi mężowie zalowali chcieli z nami być i byli gotowi zmierzyć sie z oonsekwencjami zdrady. Nie obarczali wina za zdradę nas ani nikogo innego i zaakceptowali w pełni nasze prawo do emocji bólu żalu.
Ani Aga ani ja nie musialysmy " walczyć" o nich. Żadna z nas nie borykala sie z brakiem decyzji męża- ktora wybrać. Oni nie mieli wątpliwości.
To nie było pole startowe. Mąż mnie zdradził a ja chce zeby został chce ratować nasz związek.
To było pole startowe. Mąż mnie zdradził żałuje i błaga o szanse na bycie ze mna. Chce o mnie walczyć i ratować nasz związek.
Uważam ze to jest jedyna sytuacja w której warto Wogole zastanowić sie. Czy tego związku nie ratować. W każdej innej jest pozamiatane.

144

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
End_aluzja napisał/a:

Bags. Aga sie odniosła nie do przeszłości. Ale do tego ze napisałeś ze tu i teraz twoja partnerka żałuje tego kroku. I zapytała. Co ty z tym robisz.
Nie ocenia Twojej decyzji zostać odejść.
Widzisz Aga była pierwsza osoba ktora wsparła mnie na tym forum. Nasze historie są troche podobne. Choćby dlatego ze my jesteśmy te które dały szanse swoim związkom

Endi Ja wiem, ze z mojej rozmowy z Aga wyszla "konfrontacja" mojej przeszlosci z pytaniem Agi o terazniejszosc.
Moja partnerka nie zaluje i nie zalowala tego co bylo wczesniej.
U niej nie bylo rozkminki, chwili zadumy i dostrzezenia faktu, ze to maz jest teraz "na piedestale" a nie matka. Przeblyski tego byly w narzeczenstwie i tutaj winie siebie, ze w pewnym sensie nie naciskalem na zone, by sukcesywnie ale i zarazem stanowczo odcinala pepowine. Dalem jej "fory" by "oswoila" sie ze swiadomoscia bycia zona juz bez gry pierwszych skrzypiec w osobie matki.

End_aluzja napisał/a:

Tylko ze my wychodzilysmy z innego startowego. Nasi mężowie zalowali chcieli z nami być i byli gotowi zmierzyć sie z oonsekwencjami zdrady. Nie obarczali wina za zdradę nas ani nikogo innego i zaakceptowali w pełni nasze prawo do emocji bólu żalu.
Ani Aga ani ja nie musialysmy " walczyć" o nich. Żadna z nas nie borykala sie z brakiem decyzji męża- ktora wybrać. Oni nie mieli wątpliwości.
To nie było pole startowe. Mąż mnie zdradził a ja chce zeby został chce ratować nasz związek.
To było pole startowe. Mąż mnie zdradził żałuje i błaga o szanse na bycie ze mna. Chce o mnie walczyć i ratować nasz związek.
Uważam ze to jest jedyna sytuacja w której warto Wogole zastanowić sie. Czy tego związku nie ratować. W każdej innej jest pozamiatane.

To jest wlasnie to, za co Ciebie i Was podziwiam, zarazem zazdroszczac Waszym mezom. Mi tego nie bylo dane doswiadczyc. Gdyby bylo inaczej, bylbym "wspolnikiem" w Waszym Teamie tu na forum.
U mnie bylo startowym pole position to, ze paradoksalnie zostalem zdradzony przez zone z matka a ja jak ten Don Kichot walczylem z zardzewialymi wiatrakami ratujac Nasz zwiazek. Gdzie mialem w miare jasne i klarowne sygnaly, ze Ona tego w pewnym sensie nie zaluje a wrecz przeciwnie doskonale sie bawi mna poprzez ten krok. Sam fakt wisienki na torcie w postaci zdrady fizycznej dobitnie potwierdzil ta regule, gdzie wrecz teatralne brylowanie z gachem bylo dla niej czyms normalnym. yikes
Zreszta mija pol roku od ostatniego wyskoku, w ktorym na pewno pojawily sie pierwsze rysy i pekniecia w Ich "zwiazku" a dalej jest wzgledem mnie to co bylo.
W tym calym kuriozum mojego zwiazku bez przyszlosci, pomijam fakt niedojrzalosci zony ale na zdrowy rozum kazdy sygnal z otoczenia nawet takiej osobie dalby do myslenia, ze jest cos nie halo. Ale tu znowu zostaje "niezniszczalny" filtr takich zachowan w postaci wyroczni, ktora wszystko puszcza plazem.  Wypowiedz Macochy przytoczona w moim watku oddaje perfekcyjnie stanowisko "eks" tesciowej o wyzszosci "dobra" coruni nad jej malzenstwem.

Abstrahując od wszystkiego, doszlo u mnie tez do ciezkiego naruszenia mojej godnosci osobistej, ktora na kim jak na kim, ale na zonie nie wywarla negatywnego wrazenia, a wrecz przeciwnie, dalo jej to kolejny argument na destrukcje mnie. Takiego obrotu sprawy sie nie spodziewalem po niej. Po kazdej innej osobie tak. Juz sam ten fakt dal mi do myslenia, ze jest to gwozdz do trumny a mimo to walczylem. I teraz ku zdziwieniu praktycznie wszystkich "wkreconych" przez moje dziewczyny osob temat, prawda obronila sie sama, kto tu jest kim.

P.S.
Cash wiem, ze mnie podczytujesz i "szpiegujesz" z ukrycia twierdzac, ze dalej wylewam zolc i swoje zale tu na forum. Nic bardziej mylnego. Potrafie o tym mowic juz bez tych "extrasow", gdzie jak zapewne tez zauwazyles, obracam ten caly cyrk w zart.
I w zadnym wypadku nie jest to moja forma zazdrosci wobec pozycji zwiazkowej End_aluzji i Jej podobnych dziewczyn na forum.

145

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Aga , Endy , Bags.
Rowniez zajelo mi 3 lata , ponad 3lata szukalam przyczyn, analizowalam , szukalam , pytalaam , odpowiadalam .
Moglabym napisac magisterke z psychologi .
Boje sie zrobic kroku w jego strone , boje sie przyszlosci , boje sie ze to sie powtorzy , na pewno juz bym nie wyszla za maz , wybralabym zycie na kocia lape.
Ma zal odebralam mu dom w Bieszczadach .

Niewiem czy zylam zyciem meza , on mi zarzucil ze klusek nigdy nie zrobilam?" to takie na poprawienie humoru.
Jest moim idealem , wszedzie gdzie wejdzie bije od  niego taki blask ma ta swoja sile w sobie .
Jest sam Aga333 z ta kochnaka zerwal kontakt dawno temu.
Boje sie bo wiem ze zdrada zmienia obojetnie czy zostanie sie z zdrajca czy nie i tak zmienia puntk widzenia.
Moja godnosc zostala tak poruszona , tak spadlam , bolalao tak mocno.
i strach ze mogloby sie to pwtorzyc nie pozwoli mi na zaden krok.

146

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
End_aluzja napisał/a:

Aga. Na wątku kobiety na zakręcie pojawiła sie dyskusja. A co jeśli nasi mężowie. Ci ktorzy dostali szanse. Zrobili by cos znowu. To co byśmy zrobili?
Aga? A co ty byś zrobiła? Czy miałabys wątpliwości czy tez nie?

Endi - druga zdrada to juz nie swiadomosc - to premedytacja, a ja nie jestem masochistka (nie jestem pewna pisowni tego slowa- przepraszam jesli pisz z bledem, ale nie mam czasu sprawdzic). Oczywiscie nie wiem na 100% jak bym zareagowala, czy bym wyszla nie ogladajac sie, czy bym jego wyrzucila, czy zostala bym pod jednym dachem. Jedno wiem - juz drugi raz nie widzialabym sensu, zeby cokolwiek odbudowywac. Do wszystkiego podchodze teraz bardzo racjonalnie i na zimno. To oczywiscie nie oznacza, ze nie ulegam emocjom. Wrecz przeciwnie. Zawsze bylam bardzo emocjonalna. Teraz jednak potrafie stanac troche z boku i spojrzec na sprawy jakby z zewnatrz. Piszac - zostalabym pod jednym dachem- mam na mysli doprowadzenie pewnych spraw do konca, takie bezemocjonalne posprzatanie po sobie. Zylabym obok niego. A potem zaczelabym ukladac sobie zycie od nowa. Nawet nie mam na mysli zwiazku, bo chyba nie mialabym na to ochoty. Ot po prostu zajecie sie soba, swoim zyciem, czerpanie radosci z zycia. Nawet nie jestem pewna, czy bylabym w stanie po raz kolejny przechodzic po nim zalobe.

Pati - oczywiscie punkt widzenia sie zmienia, moj tez sie zmienil. W moim przypadku zostawia wiecej miejsca dla mnie, mniej dla niego i juz on nie jest moim swiatem, a jest jedynie do niego zaproszony i to na tak dlugo, jak dlugo ma ochote tam zostac. Kiedy przestanie miec na to ochote, moje zycie bedzie toczyc sie dalej. Bede nadal go kochac, ten czas do zdrady i ten czas po, bo w obu znalazlam wiele wartosci, ale on juz bedzie tylko przeszloscia. Dzis jest terazniejszoscia i ciesze sie tym, i oby jak najdluzej.

Co do magii. Mysle, ze kazdy zwiazek ma swoja indywidualna magie. Ta magia nie znika, nawet po zdradzie, jest czescia przeszlosci. Bo ona byla i nie da sie jej zmienic. Jedynie po zdradzie czasem trudniej ja odnalezc. I tak naprawde tylko od nas zalezy, czy ja dostrzezemy i dopuscimy do siebie.

147

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Bags - sory ze to pisze. Ale zajrzalam do twojego watku. Moze sie nie zaglebialam w niego za bardzo - ale na pierwszy rzut odnioslam wrazenie, ze w waszym zwiazku czegos zabraklo - emocji, milosci...Moze to tylko sposob, w jaki wszystko opisales... Sory, u mnie nie bylo nikogo ani niczego poza nim. W twoim opisie zimna kalkulacja. Na czyms takim nie da sie budowac. Zawsze, wczesniej czy pozniej, znajdzie sie slabe ogniwo. Zycze ci, zeby strzala Amora ugodzila cie prosto w serce. Takaaa prawdziwa strzala....Wymiata

148

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
aga333 napisał/a:

Bags - sory ze to pisze. Ale zajrzalam do twojego watku. Moze sie nie zaglebialam w niego za bardzo - ale na pierwszy rzut odnioslam wrazenie, ze w waszym zwiazku czegos zabraklo - emocji, milosci...Moze to tylko sposob, w jaki wszystko opisales... Sory, u mnie nie bylo nikogo ani niczego poza nim. W twoim opisie zimna kalkulacja. Na czyms takim nie da sie budowac. Zawsze, wczesniej czy pozniej, znajdzie sie slabe ogniwo. Zycze ci, zeby strzala Amora ugodzila cie prosto w serce. Takaaa prawdziwa strzala....Wymiata

Milosc i emocje byly nawet te siegajace zenitu w pozytywnym i negatywnym aspekcie. Gdybym to wszystko opisal, to elaborat bylby na 3 str.
Przede wszystkim zabraklo tej prawdziwej empatii i to nie z mojej strony a wobec mnie.
Poza tym opisy masz po krotce wyzej i w historii moich postow.
 
Pisalem w momencie apogeum zlosci na wszystko jak zwiazek szlag trafil...

149

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Zdrada boli tylko zdradzanych.

150

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
Marka Ragnos napisał/a:

Zdrada boli tylko zdradzanych.

Zgadzam sie

151

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
pati31 napisał/a:
Marka Ragnos napisał/a:

Zdrada boli tylko zdradzanych.

Zgadzam sie

Zdrada- tak.
Ale skutki tej zdrady już często dotykają obie strony.

152

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Mysle, ze gdyby tak bylo naprawde, wybaczenie i danie drugiej szansy nie mialo by sensu.

153

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
aga333 napisał/a:
pati31 napisał/a:

Przestanie w koncu bolec , ale ta pusta luka jest gdzies w srodku , i co jakis czas daje o sobie znac .
Widzicie dziewczyny to tak jak ja
Rowniez bylam niezalezna , zawsze pracujaca dobrze zarabiajaca .
Na imprezach nigdy nie wieszalam sie na nim , raczej bylo odwrotnie .
Kochalam prawdziwie i madrze bez emocjonalnych zaburzen .
Bylam po romansie meza w szoku bo zostalam zaskoczona mocno kochajac , wierzac
On dodatkowo powiedzial mi kiedys ze , jak go zawiode to przestanie wierzyc w ludzi, a jednak on zawiodl.
Dodatkowo moj byly maz do dzisiejszego dnia jest  samotny i zly na mnie ze nie dalam mu sznasy
Moze gdybym widziala swoje bledy szanse , by dostal , ale nie mogl mi nic zarzucic. wiele czasu rozkrecajac jego firme , z kontaktami z francuzami  , znam dobrze angielski i francuzki .
Zawsze zorganizowana i chetna , zawsze usmeichnieta . mowilam ze jest miloscia mojego zycia ., bardzo go cenie jako czlowieka to madry mezczyzna z ogromna sila wewnetrzna , a jednak zawiodl.

Moja babcia mowila ze raz w zyciu kazdy mezczyzna sprobuje innej kobiety , twierdzila ze pospieszylam sie z rozwodem , bo C. to madry facet.
Do dzis mysle czy aby dobrze zrobilam ucianjac to byc moze nie bylo , by jak dawniej , ale moze by sie udalo przejsc przez burze.
Moze to byl jego kryzys osobisty , ktroy przechodzi kazdy , choc , ja nie mialam nigdy takiego , i powiedzenie nie, przychodzilo mi latwo.
Zaloje tej przyjzani bo rozumielismy sie bez slow , a teraz jest pustka , kiedy zabiera dzieci nawet nie patzre w jego strone , a widze jego smutne oczy i nowe zmarszczki wokol ust , przez ktore jest jeszcze bardziej pociagajacy ehhhhhhhhh to zycie
Sam teraz mowi ze jak baran sie nazre to i welna chce srac .......

Milego Dzionka
Spokojnej niedzieli ....

Witaj...
Widze, ze duzo czasu juz minelo, skoro potrafisz myslec, ze mogloby wam sie udac... Wiec jesli, czemu nie zrobisz kroku... zaproszenie na kawe, lampke wina, wspolne kino z dziecmi... Zobacz, jak zareaguje. Masz tylko jedno zycie. Po co je tracic na zalowaniu, ze nic nie zrobilas, zeby je spedzic tak jak chcesz. Rozwod to tylko papier. Tak samo jak slub. Najwyzej nic sie nie zmieni, w najgorszym wypadku cie wysmieje. A moze zmieni sie wszystko...No chyba, ze juz sobie poukladal zycie. W takiej sytuacji nie warto.

Piszesz, ze nie widzialas swoich win...Ja tez nie widzialam, az pewnego dnia sobie je uswiadomilam. Tak jak Ty, za bardzo zylam zyciem swojego meza, a nie swoim, bylam zawsze pod reka, wyrozumiala, ciepla kochajaca, zawsze z wyciagnieta reka, zeby przypadkiem ON nie upadl. Tak bardzo bylam zajeta kochaniem, ze juz nie mialam czasu, zeby byc kochana. Dla mnie to byl cudowny zwiazek, czulam sie spelniona, mialam tyle milosci do oddania...Dawalam wiadrami, a w zamian otrzymywalam kropelki. Nie widzialm tego wyraznie..

I przyszla zdrada. Nie chce mi sie juz pisac, co stracilam....Bo im wiecej o tym mysle, tym bardziej do mnie dociera, ze paradoksalnie wcale nie tak duzo. Czy moj zwiazek faktycznie byl taki magiczny, nadzwyczajny, unikalny, wyjatkowy...? Niieeee... Raz go kochalam, raz nienawidzilam, raz mnie rozczulal do lez, innym raze wkurzal az do bolu...

I zdrada przyniosla haos...haos mysli, haos uczuc, haos pragnien...I haos trwal bardzo dlugo... Dopiero po prawie trzech latach haos zaczal sie uspokajac...a z haosu wylonila sie swiadomosc...Swiadomosc wlasnej siebie, swojej wartosci, swojego czlowieczenstwa. I nawet moj maz sam mowi, ze do konca zycia bedzie zalowal, ze mnie zdradzil, ale gdyby nie to, nigdy by sobie nie uswiadomil: swojej milosci do mnie, mojej wartosci dla niego, wartosci rodziny, wartosci tego, co ma. Ludzie czesto wypowiadaja slowa, ktore niby rozumieja, ale tak naprawde nie uswiadamiaja sobie ich znaczenia. Tak samo zdrada. Niby wiadomo, ze jest zla, ale dopiero po fakcie ludzie uswiadamiaja sobie jak bardzo. A pozniej tylko od nas zalezy, co zrobimy z ta swiadomoscia.

Tak aga masz 100% racji.
Zycie po zdradzie to proces... samo doskonalenia.
Ale qrewsko bolesny.
Chyba dlatego tyle w nas buntu i niezgody, bo my przeciez chcemy lekko, latwo i przyjemnie.

Jeszcze sie w tym nie odnajduje, jeszcze nie widze
ale juz wiem ze jestem w trakcie przemiany.

154

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Nie. Nie wiedziałam. Nie wiedziałam jak to sie skończy przez trzy lata. Szukałam w sobie odpowiedzi. Uczuć. Emocji. Chęci. I miłości.
Zawiesilam czas na kołku.
Ale powiem ci jedno. Im dłużej nie wiesz. Tym trudniej powiedzieć- chyba jednak nie... W końcu istnieje cos takiego jak reguła konsekwencji.
Dla mnie oczywiste było i jest jedno. Jakakolwiek niekojalnosc ze strony mojego męża sprawi ze odejdę. On tez o tym wie. A nawet jak nie wie to nieważne. Ja wiem.

155

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
End_aluzja napisał/a:

poczytaj mój dzisiejszy post w kobietach na zakręcie eine

Enda, poczytalam...
ale szczerze powiem ze nie wiem czy to wystarczy, ten kapital 20 lat.
A moze to nic nie znaczy poza tym ze nie ma zadnego znaczenia ?
Bo gdyby tak bylo ze jednak cos znaczy nie bylabym dzisiaj tu gdzie jestem.

Ogolnie na dzisiaj jestem na etapie - wszystko mi jedno.
Jest wogole taki etap ??

Wszystko mi jedno bo nie wierze...
w zwiazki, czyste, szczere, doskonale.
Takich po prostu nie ma.
Zycie odcina kupony, predzej czy pozniej.

Wiec czy zostane z nim, czy poszukam nowego szczescia
ktore po pewnym czasie udowodni to co udowodnilo stare szczescie.
Ze wszystko to gowno jest...

Dzisiaj mam na imie... ZWATPIENIE sad

156

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
End_aluzja napisał/a:

Nie. Nie wiedziałam. Nie wiedziałam jak to sie skończy przez trzy lata. Szukałam w sobie odpowiedzi. Uczuć. Emocji. Chęci. I miłości.
Zawiesilam czas na kołku.
Ale powiem ci jedno. Im dłużej nie wiesz. Tym trudniej powiedzieć- chyba jednak nie... W końcu istnieje cos takiego jak reguła konsekwencji.
Dla mnie oczywiste było i jest jedno. Jakakolwiek niekojalnosc ze strony mojego męża sprawi ze odejdę. On tez o tym wie. A nawet jak nie wie to nieważne. Ja wiem.

Nie. Ja wiem ze w kazdym momencie jestem zdolna powiedziec NIE.
Do puki nie bede pewna ze TAK.

Poinformowalam o tym zainteresowana osbe.

Co do nielojalnosci to jest po prostu oczywista oczywistosc.
Tez to wiem i wystarczy.

157

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Od pewnego czasu jestem tu i czytam nie wiem do ilu postów powinnam się podpiąć zdrada ...to chyba to!! Mój mąż zdradzał mnie przez całe życie a to dlatego że to wszystko moja wina ni powinnam byc bardziej wyrozumiała dla niego jak gdzies wychodził to często gęsto na 2...3 dni i ofcorse powinnam go witac chlebem i solą!!! za każdym razem były awantury teraz uczę się zrozumieć sama siebie choc jest to bardzo ciężki...wszystko wydawało mi się byc ok do póki znów się zaczeło w maju tamtego roku kłamstwa że nie zdążył na 7 autobusów z rzędu ....zaczełam mu przeglądać tel i oczom nie wierzyłam esy typu dziś chciałem się z Tobą kochać ale dla Ciebie są ważniejsze koleżanki było to wieczorem skopiowałam wszystkie sms do swojego tel  całą noc nie spałam trzęsąc sie i milion myśli przewijało mi sie w głowie... postanowiłam że nic nie będę mówić poczekam aż sytuacja się rozkręci....rano wstał jak gdyby nic przytulił mnie i powiedział że kocha!!!!!!!!!! no rzesz nieeeeeeeee wytrzymałam i mówię do niego czy mnie kocha czy kogoś jeszcze?? oczywiście wariata strugał wiec wyciągnełam tel i czytam mu eski do dziuni.....ojojojojjjjjj szlag go trafił że to wszystko moja wina ze wiecznie go sprawdzam rzucił tel ...póżniej szedł jak kuna w trawie co czułam nie spałam chyba tydzień miałam juz sny na jawie dosłownie, zachwiania emocjonalne chciłam umżeć..to co póżniej się działo zniszczyło mnie całkowicie moją psyche gdy w głowie sobie wszystko poukładałam to wracał prosił że się zmieni i co głupia idotka uwierzyła stałam się agresywna nerwowa znów jest z tamtą oj czy go kocham nieee boli mnie bardzo a w szczególności moja naiwność a dodam ze on cpa a ona mu wali sponsora i jest kullll .Mieszkamy razem bo musimy codziennie walcze z sobą mijamy się nie wchodzę mu w droge nosi mnie i niekiedy próbuje mnie wyprowadzić z równowagi licze sobie w myśli i ide dalej dziś usłyszałam że cieszy się że ma normalną kobiete to już nawet nie boli panuje nad sobą bynajmniej staram się  jak nie jestem z nim jestem bardzo spokojna wewnetrznie niech idzie w choler tylko on nie pójdzie bo pasuje mu taki układ weekendowy i wiszenie na tel jak tani garnitur.

158 Ostatnio edytowany przez RedBull (2013-10-10 15:00:03)

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

...mi przeszło szybko, po dwóch miesiącach...Z pewnością ogromny wpływ na to miało to ,że niedawno poznałem kogoś...dostałem od NIEJ tyle miłości i czułości, że ...wybaczyłem żonie....!
Zrozumiałem ,że dla tych emocji ludzie mogą stracić głowę i po prostu zdradzać...

159

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

REdbull - tak, te emocje.... zycze Ci wszystkiego najlepszego, zeby tylko te wielkie emocje okazaly sie po prostu trwale... bo z emocjami to tak juz czesto bywa ze one sa, wielkie, ogromne, ale czesto bardzo ulotne.... i dla nich wlasnie ludzie zdradzaja, burza rodziny i zycia innym, a tego robic nie warto i nie nalezy i ja tego NIGDY nie zrozumiem....

160

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Bo to ułomność, głupota ludzka, przerośnięty egoizm Kiedyśbyłam.
Brak umiejętności "patrzenia w przyszłość". Liczy się tylko "tu i teraz" + "jakoś to będzie".
Braki : doceniania (wielu rzeczy), widzenia szczęścia w małych rzeczach, szukania "czegoś" w swoim życiu.
Fajny topic smile

Wracając do tematu, zdrada zabiera/daje :

Negatywne uczucia : traci się wiarę w ludzi, zaufanie. Pojawia się dziwna pustka w środku. Cierpi dusza. Traci się pewność siebie. Pojawia się/zwiększa melancholijność, dziwne zawieszenia. Nastąpił "atak" na nasz sens do życia, na nasze zasady moralne ( czy warto je mieć? ).

Neutralne : zmienia postrzeganie świata, percepcję. " Otwiera oczy"

Pozytywne : uszlachetnia. Wzbogaca duchowo. Potrafi uaktywnić / zwiększyć działanie ośrodka emocji.

161

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
krych23 napisał/a:

Bo to ułomność, głupota ludzka, przerośnięty egoizm Kiedyśbyłam.
Brak umiejętności "patrzenia w przyszłość". Liczy się tylko "tu i teraz" + "jakoś to będzie".
Braki : doceniania (wielu rzeczy), widzenia szczęścia w małych rzeczach, szukania "czegoś" w swoim życiu.
Fajny topic smile

Wracając do tematu, zdrada zabiera/daje :

Negatywne uczucia : traci się wiarę w ludzi, zaufanie. Pojawia się dziwna pustka w środku. Cierpi dusza. Traci się pewność siebie. Pojawia się/zwiększa melancholijność, dziwne zawieszenia. Nastąpił "atak" na nasz sens do życia, na nasze zasady moralne ( czy warto je mieć? ).

Neutralne : zmienia postrzeganie świata, percepcję. " Otwiera oczy"

Pozytywne : uszlachetnia. Wzbogaca duchowo. Potrafi uaktywnić / zwiększyć działanie ośrodka emocji.

Krych smile heh tak tu i teraz i jakos to bedzie ale sie usmiechnelam jak Cie przeczytalam smile zwlaszcza ze teraz z Ludwiekiem to przerabiam bo sie okazuje ze sie chyba zakochal heh.

a wracajac do tematu i do tego co napisales - zgadzam sie ze wszystkim poza tym, ze zdrada zwieksza melancholijnosc - u mnie na odwrot. Czuje sie wypruta z emocji, w sensie kiedys to moze i bylam romantyczka.... teraz? mniej skrupulol, mniej rozczulania sie - zarown oand soba, nad innymi i nad zyciem....

162 Ostatnio edytowany przez krych23 (2013-10-10 21:54:53)

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
kiedysbylam napisał/a:

Krych smile heh tak tu i teraz i jakos to bedzie ale sie usmiechnelam jak Cie przeczytalam smile zwlaszcza ze teraz z Ludwiekiem to przerabiam bo sie okazuje ze sie chyba zakochal heh.

Why? smile
Po części każdy przechodzi ją inaczej. Ja mam "zawiechy" i wcale mi się to niepodoba...
Co do Ludwika - sprowadź go jak najszybciej na ziemię, bo będziesz miała problem. Ale chyba już masz tongue

163

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Posłuchajcie sobie "Kim" Eminema. Tylko nie róbcie tego przed czymś ważnym, bo robi duże wrażenie...

164

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Witam wszystkich od pewnego czsu jestem tu i jak czytam te posty daja mi mnustwo siły ...wiary w to ze dam rade niechce rozpisywac się co i jak bo można było by książke napisać zdradzana całe zycie az powiedziałam dość mieszkamy razem bo sytuacja tego wymaga jest bardzo cieżko czasami już nie daje rady wtedy wchodze tu.....od 2 tyg  nie rozmawiam jak już musze mijamy się z tym że on to typowy pustak uuuuuuu mnustwo "koleżaneczek" i rzecz jasna ta jedna na milion tez jest z tym że jest tak mniej wiecej raz na dwa tyg że mu się nudzi i wraca i wałki kręci że on sobie beze mnie nie da rady itp zamykam się w pokoju i słucham muzyki i cała się trzęse nasze życie to toksyczny związek tyle o ile można nazwac to związkiem !!! dla mnie moje dzieci i najbliżsii są najważniejsi a dla niego kumple ćpanie zabawa

165

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
ewka123 napisał/a:
eine_gute_ehefrau napisał/a:

Ja nie oczekuje ze bedzie jak kiedys.
Chce zeby przestalo bolec.

Enda, akurat Tobie nie mam co wybaczac smile
Sama lubie nazywac rzeczy po imieniu.
Ale w jednym zaprotestuje.
Nie rozpatruj tego w kategoriach ile co jest warte.
Sama siebie tym kaleczysz.
Nie stawiaj Waszych relacji naprzeciw zaistnialego qrestwa.
Nie podwazaj jej ( relacji ) wyjatkowosci bo ona nadal taka jest.
Wbrew temu co tu wymyslisz, jak bardzo zanegujesz buntujac sie przeciwko.
Fakt jest taki ze zadna kobieta nie zajela Twojego miejsca w zyciu, sercu Twojego faceta.
I twierdzisz ze latwiej byloby Ci zrozumiec, przyjac na klate, gdyby to byl romans, jakies wzniosle uczucie ??
Ale tylko pozornie.
Tez tak kiedys myslalam.
Ale doznanie zdrady zweryfikowalo dawne przekonania ( naiwne zreszta jak moje zycie przed smile )
Uwierz "nic tak nie boli jak widok odchodzacego od Ciebie w radosnych podskokach Twojego faceta, zakochanego w innej" - jest cudzyslow bo jest to cytat kobiety ktora to doswiadczyla, ktora tym uswiadomila mi ze jest bol i bol. Ze jest tragedia i tragedia. Rozumiesz ????
Nie usprawiedliwiam ! Bron Panie Boze. Jedynie uzmyslawiam.

A wiesz jak podbudowalam sie dodatkowo jako kobieta, kiedy tak bolesnie ale jednak doszlo do mnie ze sa nieszanujace sie szmaty, zwykle pizdodaje, ktore nie maja nic wiecej do zaoferowania ??
Czuje sie wyjatkowa, wartosciowa, lepsza... smile

Pisz Enda, pisz.
Tez to bede przerabiac az wszystko sobie poukladam.

Wydaje mi się że zdrada fizyczna i emocjonalna boli tak samo osoby zdradzone. Ból i żal i uczucia są identyczne. Inny jest tylko stosunek zdradzającego.
Moj M zdradził mnie emocjonalnie. Zakochał się? Zauroczył? Nie wiem, jak zwał tak zwał. I myślę, że mój ból i żal wcale nie jest inny niz ten przeżywany przez szybki numerek męża czy partnera. Róznica jest może taka, że przy zdradzie fizycznej, która jest tylko szybkim numerkiem jest tak jak u Endi - facet uważa, że to nie miało znaczenia dla niego,że dalej kocha swoją żonę a tamto to przecież niewazne było bo się uczuciowo nie angazował, w jego mniemaniu relacja mąż - żona nie uległa zmianie.
Zdrada emocjonalna zmienia uczucia po obu stronach. Ja przestałam być ważna dla mojego M. Zmienił się jego stosunek do mnie, jego hierarchia ważności.

ja mam taka sama sytuacje Ewo ,a chyba bardziej skaplikowana moja zona wyprowadzila sie 2,5 mies temu z moim synem do mojego kolegi zarazem sasiada, mieszkanie jej tam nie odpowiadalo , zle sie czula ,przeprowadzila sie spowrotem 3 tyg temu mielismy probowac byc razem ,zamowila nowe drzwi ,mielismy robic remont , tu mi oznajmia ,ze ona chce zeby sasiad wprowadzil sie do niej , a ja zebym sie wyprowadzil , a oni kredyt splaca , historia moja dluga i skomplikowana. Pozdrawiam wszystkich i badzmy dzielni.

166

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Przez ostatnie dwa dni dużo czytałem tutaj na forum. Jest pouczające bo oparte na rzeczywistych zdarzeniach samych uczestników.
Ale w wielu kwestiach mam inne zdanie. Jestem osobą która lubi słuchać. Ja juz sie nasłuchałem i słucham w pracy i w domu. Mnie jak dotknęła zdrada to czytałem to co pani zona wypociła i w w duchu a może tez na głos w pracy płakałem. Ale przysięgam nigdy nie ukrywałem tego przed nikim , że żona mnie zdradziła a jak mówiłem to nikt mi nie wierzył. Tylko mówili Piotrek i ona?? NIE nie wierzę. A jednak było tak jak mówiłem. Chyba w podświadomości szukałem podpowiedzi/wsparcia. Na ogół jestem stanowczy i zawsze to ja innym podpowiadałem ale jak mnie dotknęła zdrada żony kompletnie nie umiałem sobie poradzić. Przede wszystkim starałem sie zrozumiec swój błąd. Pewnie jakieś nieporawidłowości znalazłem głownie mojej nieobecności bo tyrałem w pracy, ale nawet jak wracałem to tylko w domu. Ja nie mam żadnych kolegów z którymi szlajam się po Pub-ach tylko wracam do domu. Jedynie biegam i jeżdze rowerem ale o 6 rano wszyscy śpia a jak wracam to też czasem śpią. Ponadto jak wracam to moje pierwsze pytanie w domu jak minął dzień i czy moge w czymś pomóc?? Ale na ogół słyszałem , że wszystko OK i nie potrzeba mojej pomocy. W dodatku jak pamietam to zawsze jak cos było nie tak w domu to był telefon do mnie bez względu na porę. Kto mnie zna to wie, że potrafiłem zrobic w weekend grilla dla wszystkich dzieći z ulicy na której mieszkałem razem z moimi dziećmi. Tak bezinteresownie. Sasiadce mąż zginął to za każdym razem jak widziałem jej dzieci to lgnęły do nie jak do cukierka. Kupowałem im ubrania sportowe i namawiałem do gry w piłkę razem z moimi dziećmi. itp. Moja żona jak szła do ginekologa to prawie zawsze udawała się ze mną. Jeszcze dwa lata temu miała cytologie 1 mimo, że urodziła dwójkę dzieci a teraz wiem, że ginekologa zmieniła, ma jakieś grzybiczne zapalenie śluzówki macicy i cytologie 3. Moja córka miała również jakieś grzybiczne zapalenie śluzówki macicy ale ja zaraz wziąłem ją i jej chłopaka do ginekologa (zaprzyjaźnionego) i ten zrobił taki wykład chłopakowi mojej córki, że teraz zapomniała co to było. Również czasem wolałem jakimś upominkiem zamknąć wszystkim domownikom usta bo były dni , że byłem nie do życia i nie miałem ochoty na żadne rozmowy lub uwagi. Dzisiaj uchodzi ze mnie energia która mnie tak motywowała do pracy i stawiania czoła problemom. Ale jeżeli brac pod uwage wyżej poruszone problemy zdradzonych kobiet lub mężczyzn to trzeba brać pod uwagę dwie kwestię finansową i moralną. Jedni mając finanse będą je dzielić a inni ich nie mając będą o nie walczyć. Moralna to kwestia dzieci. jeden facet potrafi tak walczyc o swoje dziecko, że wybacza zdrade żony i dalej próbuje życ z piętnem rogacza a inny "zlewa" to dosłownie i jest mu obojętne jak potoczą się losy jego rodziny.

167

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

masz racje piter , my chcielibysmy akurat wybaczyc i zyc z " pietnem rogacza " inni roznoe ,ale nasze zony wybraly raczej swoje szczescie ,a nie naszych dzieci , a tym bardziej nasze . Trzymaj sie i inni takze

168

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
pati31 napisał/a:
operacja napisał/a:

Ja takiego sposobu szukam od dwoch lat.
Nie moge znalezc. Jedynie przyzwyczajam sie do zycia z mysla, ze malzenstwo nie jest cudowna rzecza.

Czasami poprostu zmuszam sie do normalnego zachowania, by dzieci myslaly, ze ich rodzina jest super.
Co dziwne, ja kocham mojego meza. Kocham go mimo zalu, bolu. Staram sie pokazac mu, ze jego starania bysmy odbudowali nasz zwiazek maja szanse powodzenia, ale tak naprawde w to watpie. Tak czesto dopada mnie przeogromny zal.
Ja zawsze mialam problem z samoocena, wiec teraz czuje sie tym bardziej nieatrakcyjna.
Odganiam te natretne mysli. Staram sie zmusic od odczuwania radosc z bliskosci z nim. Nie jest tak jak kiedys, ale bywa calkiem  niezle.

Operacjo moze warto popracowac nad niska samoocena?
Moze kiedy ona wzrosnie spojrzenie na meza , sie zmieni ??
Mysle ze warto to przemyslec ,jesli chcesz pisz na maila wysle Ci plan cwiczen profesjonalany)))

Pati czy ja tez moge prosic taki plan cwiczen ?? smile

169

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
ewka123 napisał/a:

Mój M naiwnie myslał, że odkreślimy grubą kreską i będzie jak dawniej.
Naiwniak.
Każdego dnia doświadcza tego, że juz nigdy nie będzie jak dawniej. Minęły 2 lata. Trudne i ciężkie dla mnie. Powoli wstaję z kolan. Ale z dnia na dzień odnoszę coraz większe wrażenie, że zdrada wyrządza więcej krzywdy zdradzającemu. Bo gdy minie "czar" okazuje się, że bezpowrotnie straciło się wiele ważnych rzeczy, które są juz nie do odzyskania. Nie ufam mojemu mężowi, nie jest już dla mnie najważniejszą osobą, troszczę się i dbam o niego, ale ja i moje jest teraz ważniejsze. Niektóre sfery zycia juz nie są NASZE, są tylko moje. Nie wiem, czy jeszcze kiedys powiem mu "kocham cię". Od tamtego czasu tego nie mówiłam i wiem jakie moga byc tego konsekwencje. Ale juz sie ich nie boję, bo zdrada i to co przezyłam dało mi wiarę w siebie.
Zdradzający sami sobie strzelają samobója.

To mi daje siłę, żeby walczyć o lepsze jutro moje i moich dzieci

170

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
cachmir napisał/a:
End_aluzja napisał/a:

są obszary, które mnie frustrują

owszem

ale w zasadzie zdrada przestała byc osią mojego zycia
przestała narzucac mi flirt na oczy, przez który patrzyłam na wszystko

To bardzo dobrze!
ja z kolei długo czułam do facetów okropny wstręt, może dlatego łatwiej mi było pozostać w starym zawodzie.
Czasami też miałam wrażenie,że dobrze im tak.
Patrzałam na ich twarz i myślałam w duchu
Chcecie zdradzać to chociaż hu..e za to płaćcie.

Ale to taka moja zemsta była, może nie do końca moralna

Witaj przykro mi to troche uslyszec,.
czy nie sadzisz , ze po niekad krzywdzilas sama siebie,.?
No i tez jesli chodzi o te strone zawodu to przeciez to cakiem nie takie latwe i nie do konca bezpieczne ..
nie balas sie , ze ktos Cie skrzywdzi??

171

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
agnes39 napisał/a:
eine_gute_ehefrau napisał/a:

Macie jakis pomysl jak sobie z tym bolem poradzic ?????

Od dwoch dni mam przeokrotnego dola.
Czuje ze nigdy nie wybacze !!!!
Przygniotlo mnie do ziemi.
Chce czuc inaczej wiec czemu nie czuje ??????????????

To tak jak ja  Gute Frau co się dzieje nie mam kompletnie żadnego pomysłu. I powiem Ci jak by mi ktos powiedzial, że juz nigdy go nie zobaczę , niewiele by mnie to obchodziło. Wzruszyłabym ramionami i poszla dalej...

faktycznie smutne,.
[przykro mi , ze tak u Ciebie wyszlo..wsumie chyba przezylam tez pare mega rozczarowan,,ktore mimo z zakonczyly sie jakis czas temu..wychodzi na to , ze wlanie wciaz jakimis juz nie wiem jak zbiegami okolicznosci dowiaduje sie jakis;,'nowych'rzeczy..
i to troszke , ze tak powiem dalo mi do myslenia..
w sumie poczawszy od roznego rodzaju etapow ktore przeszlam..po to o czym mowisz chyba nie jest mi do konca obce..lecz
z tym , ze ja mam jakby troche inaczej z ta miloscia..

172 Ostatnio edytowany przez Samotna79 (2014-07-17 23:27:48)

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Mnie zdrada złamała, zawsze byłam twardo chodząca po ziemi, w pracy i wkoło nie pokazywałam słabości, że coś jest nie tak. On był jedyną osobą, na którą się otworzyłam. Zabrał mi wszystko idąc do łóżka z inną. Zdrada odebrała mi wiarę w miłość w drugiego człowiek,  odebrała godność, poczucie ze jestem atrakcyjna i interesująca kobieta. Zdrada odebrała mi życie...nie chce mi się wstawać z łóżka...chce spać bo wtedy nie myślę...tyle, że nie mogę muszę żyć, funkcjonować na co dzień a czasami tak bardzo nie mam na to siły...kochałam a On to wszystko tak po prostu miał w dupie jakby to wszystko co przez te lata robiliśmy, mówiliśmy, przezywaliśmy nie istniało, jakbym Ja nie istniała...próbuję być z Nim ale jest ciężko...

173

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

czuję, się podobnie, jak zero wcale nie absolutne. Chcę Go kochać, ale są dni kiedy nie mogę patrzeć na Niego, zniszczył mnie, mój optymizm, moją radość, chęć działania. Staram się walczyć o siebie każdego dnia, o to, żeby w tej schizofrenii nie zwariować.To mnie zabija.Cały czas mam przed oczyma jego triumfatorkę, patrzącą na mnie wzrokiem zwycięzcy. Przegrałam, o ile mozna mówić tu o jakiejkolwiek grze, to Ona jest na piedestale, mimo, że On jest ze mną i szaleje z miłości do mnie. Ale ja muszę składać siebie, swoje wartości, ideały, które niestety " sięgnęły bruku".

174

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Ale smutny wątek.
Szczerze współczuję wszystkim zdradzonym.
Dziękuję Bogu, że mnie to nie dotknęło.

175

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Czuję się :
- upokorzona
- oszukana
- gorsza
- głupsza
- naiwna
- obolała
- słaba
- pogubiona
- zaniedbana
- przestraszona
- stara
- chora
- pusta w środku
- okradziona
- rozdygotana
- wściekła
- jak panna nikt
- jakby coś we mnie umarło
- jakby ktoś umarł
- jakbym miała żałobę
- jakbym na nic nie zasługiwała
- jakby nic się nie liczyło
- jakbym zrobiła coś złego

Wymieniać jeszcze??
Zdrada to największe gówno, jakie może zaistnieć w związku. To zabójstwo na miłości, zaufaniu, wierze w drugiego człowieka.
To podłość.
Więc zdradzaczu dobrze Ci radzę - chcesz się zabawiać to najpierw odejdź i nie marnuj nikomu życia.

176

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
Lexpar napisał/a:

Ale smutny wątek.
Szczerze współczuję wszystkim zdradzonym.
Dziękuję Bogu, że mnie to nie dotknęło.

Dokładnie Lexpar, mi też czytając łezka się zakręciła w oku i tak jak piszesz dziękować Bogu za brak zdrady w swoim życiu ja bym jeszcze dodała żeby się modlić aby ten stan był wieczny.

Ludzie, to co piszecie, czujecie jest nie do opisania bardzo Wam wszystkim współczuję, to bardzo przykre co Was spotkało,na samo moje wyobrażenie tego nachodzi mnie wielki żal i smutek. Dużo sił Wam życzę.

177

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
Samotna79 napisał/a:

On był jedyną osobą, na którą się otworzyłam. Zabrał mi wszystko idąc do łóżka z inną.

Czy ja wiem, u mnie było podobnie, prawdziwa miłość, jedność celów, wspólne wszystko.
A si rozeszliśmy na boki. Od początku uważałam i uważam że ta zdrada była dla nas szansą. Na poprawę tego co się zepsuło.


Samotna79 napisał/a:

Zdrada odebrała mi wiarę w miłość w drugiego człowiek,  odebrała godność, poczucie ze jestem atrakcyjna i interesująca kobieta. (...)...kochałam a On to wszystko tak po prostu miał w dupie jakby to wszystko co przez te lata robiliśmy, mówiliśmy, przezywaliśmy nie istniało, jakbym Ja nie istniała...próbuję być z Nim ale jest ciężko...

Tak jest ciężko!!! Wstawać, śmiać się, pracować, zajmować domem, chwilami te złe rzeczy się pojawiają przed oczami i mam napady paniki, nie mogę oddychać, ciemno w oczach, nogi miękkie.
Myślę że im więcej boli tym bardziej się uśmiecham, żeby zagłuszyć w sobie ból, im bardziej dopier3dalatym ja bardziej chce udowodnić sobie ze jest ok, dam rade.
Godzinami siedzę na forach, zabija czas, czytam, wspominam.
Mam niekontrolowane wybuchy płaczu z którymi sobie różnie radze.
Staram się mieć zaplanowane 24 godziny co do minuty, bo to wszystko we mnie wali co chwila.

Przede wszystkim martwię się przyszłością. Latami zarabialiśmy razem, latami dochodziliśmy do czegoś, a teraz...
Mam 40+ dwójkę dzieci i zaczynam z "zerem" od początku jak bym miała 20 lat.
Czyje się na 60+
Również próbuje się poukładać, bez lęku i bólu.
Nie chce myśleć o przyszłości, nie stać mnie na to żeby "przejąć" mieszkanie z kredytem, i już za chwile zostanę na przysłowiowym bruku. Przeraża mnie to.

178

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY
Betsy80 napisał/a:

Czuję się :
- upokorzona
- oszukana
- gorsza
- głupsza
- naiwna
- obolała
- słaba
- pogubiona
- zaniedbana
- przestraszona
- stara
- chora
- pusta w środku
- okradziona
- rozdygotana
- wściekła
- jak panna nikt
- jakby coś we mnie umarło
- jakby ktoś umarł
- jakbym miała żałobę
- jakbym na nic nie zasługiwała
- jakby nic się nie liczyło
- jakbym zrobiła coś złego

Wymieniać jeszcze??
Zdrada to największe gówno, jakie może zaistnieć w związku. To zabójstwo na miłości, zaufaniu, wierze w drugiego człowieka.
To podłość.
Więc zdradzaczu dobrze Ci radzę - chcesz się zabawiać to najpierw odejdź i nie marnuj nikomu życia.

Dodał bym zgwałcona emocjonalnie sad

179

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Solinka ja niestety, przynajmniej na razie, nie widzę w tym co zrobił żadnej szansy...moja historia ze względu na to co mnie spotkała lata temu jest może dodatkowo skomplikowana. Bo z powodu przeżyć z nastoletnich lat On był pierwszym facetem, z którym poczułam, że mogę coś stworzyć, dlatego Jemu zaufałam całą sobą i całą siebie oddałam tym bardziej bolało, że po tym wszystkim On mi to tak po prostu odebrał...Na razie powiedziałam ok spróbujmy ale jest źle, naprawdę źle...mam tak jak Ty wybuchy płaczu i nie umiem na to nic poradzić, wszystko jest takie nierealne teraz jakby to naprawdę nie było już moje życie, zresztą mnie już nie ma, nie wiem kto jest teraz ale to nie ja...

180

Odp: Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Samotna79 nie jesteś sama, jak chcesz to ja chętnie pogadam.
W każdej chwili.
Wymieńmy się na prv kontaktem.

Nikt nie zrozumie tego co czuje tylko osoba która to przeszła.
Mój M był dla mnie wszystkim mimo że tego nie okazywałam, nie umiałam okazywać uczuć, kto mnie miał tego nauczyć matka która mnie ciągle zostawiała, miałam 13 lat jak się wyprowadziła 2 klatki dalej do nowego narzeczonego.

Z nim pierwszy orgazm, z nim realizacja marzeń z dzieciństwa (matka moja jest alkoholiczką ojca nie znam) w nim moje pierwsze zakochanie.
Rozumieliśmy się bez słów, w pół słowa odgadywaliśmy co drugi myśli a jak byłam w ciąży z synem za kare (bo go nie chciał) mnie zdradził pierwszy raz. To że syn jest taki wspaniały to zasługa ciągle mnie przytulającej córki.
Jak widzę teraz jaki on z syna "zadowolony" to mnie taki wkór2w bierze że hej.

Posty [ 131 do 181 z 181 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak boli zdrada. Czyli wątek poglądowy dla ZDRAJCY

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026