anulkaa, dziewczyny wyżej opisały najlepszy, działający sposób na schudnięcie bez efektu jojo.
1. Regularne małe posiłki- bez odmawiania sobie tego czy tamtego. Wszystko jest dla ludzi, człowiek potrzebuje i mięsa i warzyw i produktów zbożowych i słodkiego czasem też, na poprawę humoru
. Ale nie ogromnych talerzy, czy tabliczki czekolady dziennie. Kosteczka dziennie gorzkiej czekolady jest ok. Ma magnez, działa na mózg, jest zdrowa. Ale kosteczka, nie trzy Snickersy.
Dla mnie wszelkie diety Dukana, kapuściane, kopenhaskie itd. to BZDURA. Aby dieta działała, musi być zbilansowana, zdrowa i UWAGA! Powinna być z nami już całe życie. Na Dukanie całego życia nie przejedziesz, bo zrąbiesz sobie żołądek, wątrobę itd. A jak dietę skończysz, to zaraz znowu przytyjesz, bo efekt jojo. Chudnięcie to nie dieta, tylko zmiana całego życia i sposobu myślenia. Jeśli nie zmienisz nawyków i po kilkumiesięcznej diecie wrócisz do "swojego" jedzenia, to niestety, przytyjesz, może nawet bardziej niż przed dietą. Dlatego najlepsze jest zwykłe jedzenie, ale zróżnicowane i w mniejszych ilościach. Regularnie, np. 5 razy dziennie.
2. Nie jedzenie 2 godziny przed snem. Dlaczego 2 godziny przed snem, a nie "po 18"? Dlatego, że jeśli chodzisz spać o 1 w nocy a od 18 będziesz głodna, to nie ma bata, przed snem wszamiesz pół lodówki.
3. Picie dużej ilości wody. Wody, a nie słodzonej coli. Sok jeszcze ujdzie, bo ma w sobie jakieś witaminy, ale cola i inne oranżady to tylko cukier i barwniki, nic pożytecznego. Woda wypłukuje toksyny.
4. ĆWICZENIA! Jeśli zależy nam na lepszym efekcie to nie ma sensu zaczynać np. od 6 weidera. Dlaczego? Ano dlatego, że kobitka której aktywność ruchowa ogranicza się do wycieczki do kuchni/ łazienki ma tak słabą kondycję, że po 2 dniach padnie od zakwasów, wymęczy się, straci motywację i w końcu zaprzestanie ćwiczeń. Trzeba zacząć małymi kroczkami. Dla osób bez kondycji (czyli takich jak ja) polecam chodzenie. Po co jechać autem albo autobusem do pracy, skoro można iść pieszo? Zdziwicie się efektem po jakimś czasie, ile taki szybki marsz może dać! Już po dwóch- trzech miesiącach spadną z 3-4 kilogramy.
I załapiecie kondycję, a to pozwoli przejść do kolejnego etapu. Czyli ćwiczenia bardziej wymagające. I tu jest naprawdę meeega wybór. Można ćwiczyć w domu z Mel B, Chodakowską i innymi paniami, można biegać, można chodzić na fitness, siłownię, basen. No rozrywek co nie miara. Każdy znajdzie coś dla siebie. Najważniejsze- ćwiczyć regularnie. Nie musi być codziennie, ale kilka razy w tygodniu. Bez wymówek. Nie tylko zyskacie mięśnie, ale dodatkowo polepszy się stan skóry (elastyczność, jędrność), wydajność (wejście na 4 piętro przestanie powodować stan przedzawałowy), będziecie miały więcej energii, mniej odczuwać będziecie stres. Ale jak mówiłam, bez wymówek. Najlepiej opracować sobie plan ćwiczeń i potem się go trzymać.
5. Wyrzucić wagę. Serio mówię. Zaprzyjaźnić się za to z miarą krawiecką. Czemu? Ano dlatego, że mięśnie są cięższe od tłuszczu. I panie które autentycznie chudną po wejściu na wagę mogą się załamać, bo mimo takiej pracy wskazówka ani drgnie bądź też drgnie w zupełnie złym kierunku. I wtedy nachodzą wątpliwości, człowiek może się poddać, no bo po co cokolwiek robić, skoro efektów nie ma. A to po prostu tkanka mięśniowa zaczyna się pojawiać. Stąd też miara krawiecka. Mierzymy talię, biodra, udo, ramię, szyję, biust i wszystko ładnie zapisujemy. A po paru miesiącach znów mierzymy i porównujemy pomiar.
6. NIE OCZEKIWAĆ CUDÓW! Chudnięcie to proces bardzo długi i ciężki. Po tygodniu czy miesiącu efektów nie będzie. Szczególnie, że mówimy tu o całkowitej zmianie swojego życia, nawyków i podejścia. Efekt będzie po roku/ dwóch. W parę miesięcy nie schudniesz trwale 20 kg- może ci się udać, ale zaraz znów je przybierzesz. Na to potrzeba czasu, silnej woli i dużo pracy. I wytrwałości, przede wszystkim, bo łatwo nie będzie.
Tak łatwo o tym mówić, a jak ciężko wprowadzić to wszystko w życie 