Najlepsze jest to, że po każdym takim kontakcie z jej strony dochodziło do rozmowy, w wyniku której ja zdawałem sobie sprawę, że nadal mam do czynienia z niedojrzałą emocjonalnie egoistką, więc powtarzałem jej, że nie chcę mieć z nią kontaktu i żeby dała mi spokój. Ona zawsze na to: oczywiście, dobrze, nie będę pisała, uszanuję to. Mijały ok. 3 tygodnie... I się odzywa. Że za mną tęskni. Że o mnie myśli. Zaczyna tłumaczyć się z jakichś swoich błędów. Informuje mnie o rzeczach, które mnie kompletnie nie interesują.
Aha, i zawsze podczas tych rozmów ona wraca do naszego rozstania i wygarnia mi, co zrobiłem źle i co jest moją winą
powtarza po raz kolejny te wszystkie swoje pierdoły, chociaż ja odnoszę się do tego obojętnie i nie poruszam tematu rozstania. Zawsze jej mówię, że skoro jej było ze mną źle, to szanuję jej decyzję i niech będzie szczęśliwa z kimś innym. Nie wchodzę w dyskusję, bo to nie ma sensu. Ona żyje w jakimś dziwnym świecie w swojej głowie. W świecie, w którym ona jest księżniczką, a wszystko jej się należy i ma prawo tylko i wyłącznie oczekiwać i brać.
Trzymam się, mam swoje zajęcia, pasje, kilku dobrych znajomych, którzy o mnie dbają i nie pozwalają łapać zbytnio doła
Przestałem już analizować, co tamtej siedzi w głowie, bo nie zachowuje się dojrzale. Chciałem mimo wszystko dać jej szansę, czekałem z nadzieją, że może się ogarnie, dorośnie dziewczyna do związku - ale nie zapowiada się. Więc muszę się kategorycznie odciąć od niej, bo mi będzie tak cyklicznie rany rozdrapywać.