Wiesz Bubble, ja gdzieś w środku wiem, że jakąś robotę w końcu znajdę, pewnie spróbuję pociągnąć kolejny podyplom, lub jakiś rozsądny kurs i coś powinnam znaleźć. Zająć się dzieckiem też będę umiała. Nie wiem czy jeszczemężowi da się przemówić do rozumu. Skoro przed poświeceniem się rodzinie zwiał i teraz zabawia się na rowerku z tą szczotą Justyną, to nie podejrzewam, że kiedykolwiek będzie się poczuwał do odpowiedzialności. Owszem, będzie chciał go indoktrynować - zrobić z niego drugiego siebie. Już teraz na powitanie mówi 'cześć przyszły rowerzysto'. Już się zaczyna narzucanie swojego formatu. Dobra, powiesz, że to dopiero za parę lat, zgadza się. Nie wiem jak będzie. Ale ta samotność teraz... i kiedy ona odejdzie... Zajmuję się tym, co do mnie należy. Nie osiadam, przynajmniej na razie.
To co piszesz o Twoim byłym rzeczywiście optymizmem nie napawa... Mimo wszystko, zachowanie w stylu 'kocham ciebie, a w szczególności zawartość twojego portfela' raczej kojarzyło mi się z kobietami. Jeśli Twój były również od tej strony zostawi Cię na lodzie, to chyba już całkiem zwątpię... Mój jeszczemąż ma przynajmniej tyle przyzwoitości, że nie oczekuje ode mnie zwrotu kasy, jaką wsadził w mieszkanie (mieszkanie zawsze było moje, ale remontowaliśmy razem). Nie było tego jakoś szczególnie dużo, po latach amortyzacji nie wiem ile by to było warte, niemniej jeszczemąż nie rości sobie żadnych praw. Tak sobie teraz pomyślałam, że jak przyjdzie nam zmierzyć się z praktyczną stroną rozwodu/rozstania, to okrzepniemy. To te wszystkie tęsknoty, żale i miłości zostaną dosłownie zmiażdżone przez emocjonalne obciążenie dzieleniem życia 'sprawiedliwie' na pół.
Barbarka, u mnie też poprawa była tylko chwilowa. To znaczy postaram sie utrzymać fason. Zaraz sobie powiem 'koniec smęcenia'
i zabiorę się przynajmniej za jakieś brzuszki, no chyba że Krzyś mi na to nie pozwoli. Trzymaj się tam, Bubble ma rację, masz dużo siły, musisz tylko o tym stale pamiętać... i podtrzymywać mobilzację...
JEZUU CHRYSTE, JAK MI JEST DZISIAJ PARSZYWIE ŹLE!!