Fragi cieszę się, że dobrze się bawiłaś
Mimo tych kilku chwil, momentów, myśli z nim związanych.
Osobiście póki co, nie mam weny na żadne wyjścia, spotkania ze znajomymi. Jeśli już do nich dochodzi, odruchowo zaglądam do telefonu, myślę..
Moja historia w zasadzie się kończy. Zaczynam to rozumieć.
Przedwczoraj poprosił mnie o spotkanie. Spotkanie na luzie. Nie wiem czemu się zgodziłam. Chyba poczułam, że chciałabym, żeby zobaczył we mnie inną kobietę. Lepszą, uśmiechniętą
Pospacerowaliśmy, nie wracałam do tamtego tematu. Prze chwilę znowu się zapomniał, poczuł się dobrze.
Kolejny dzień... znowu poprosił o spotkanie. Zadzwonił. Nie walczyłam o niego, nie chciałam z nią rywalizować. Powiedziałam mu wprost, zastanów się czy tego chcesz, czy będziesz się z tym czuł dobrze. Przecież masz dziewczynę. Wypowiedziałam te słowa, mimo tego, że serce bolało.
Tak, był pewny że chce się spotkać. Ostatni raz. W zasadzie też tego chciałam. Rozstać się w zgodzie. Tak jak mówiłam, żeby mnie dobrze wspominał, żeby czuł się dobrze w moim towarzystwie, żeby no właśnie...
2 godz przed spotkaniem, napisał, że jednak ma wątpliwości. Że to nie będzie chyba w porządku wobec niej. I że wierzy, że kiedyś nasze drogi znowu się zejdą. Kolejny szok. Odrzucił mnie. Ona znaczy dla niego więcej. Przestał walczyć o cokolwiek.
Potem łzy, samotny spacer, próba ogarnięcia się.
Jedyne co przyszło mi do głowy "nie daj się, pokaż, że to ty pociągasz za sznurki". Odpowiedziałam, że nie ma sprawy, tak będzie lepiej, ponieważ jestem gotowa na nową znajomość. Od dziś, od już, od teraz. Dobrze wiedział, ze mam na myśli osobę, z którą nic mnie nie łączyło poza rozmowami i że właśnie nadszedł moment, że pchnął mnie w ramiona kogoś innego. Do tamtej pory czuł się pewnie, bo wiedział, że jestem za słaba na cokolwiek. Reakcja? Kilka minut i prośba o to ostatnie spotkanie. Po którymś sms-ie się zgodziłam. Włożyłam sukienkę, odstawiłam się e.t.c Po co? Po to, żeby mu pokazać, że jestem piękna i niezależna. Podziałało. Oniemiał z wrażenia. Nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Skutek? Zaczęły się wyznania, teksty typu "nie oddam cię nikomu, rozumiesz?" Pomyślałam, qrcze jacy faceci są prości. Masakra.
Spotkanie trwało 4 godz. Siedzieliśmy w samochodzie nad rzeką do 2 w nocy. Cały czas rozmawialiśmy, pozwoliłam się przytulić, trzymał mnie za rękę. Myślałam.. idiotko!!!! Nie mogłam się oprzeć, nawet gdyby to miał być ostatni raz. Ale nadal pociągałam za sznurki.
I coraz delikatniej powtarzał, że chce być ze mną. Widziałam jak przestaje walczyć i robi mu się wszystko jedno co się stanie.
To chyba był ten moment, gdy oboje pękliśmy. Ile człowiek może znieść. Poczułam spokój, ulgę, że w końcu kończy się coś, co tak mną poniewierało. Było mi tak błogo, spokojnie (do dziś).
On chyba poczuł to samo. Nawet się przyznał. Przyznał się, że dopadło go dziwne uczucie, jakaś pustka ale pustka przyjemna. Że się wypalił.
Zapytał czy tak właśnie wygląda koniec..
Zrozumiałam. Ale wtedy czułam się podobnie. Odwiózł mnie do domu. Wróciłam, położyłam się do łóżka. Napisał jeszcze "zawsze będzie mi ciebie brakowało i zawsze będę o tobie pamiętał"
Koniec bajki prawda? 