I ja chce do Was, ja tez!!
Tutaj Ania, 36 lat, mezatka (jeszcze) od 6 lat, razem od 8 lat. Jego zdrada, wniosek o separacje, na ktora on strasznie naciska, chce juz, teraz, kiedy dla mnie z bolu wysilkiem jest umycie zebow. Zgadzam sie na separacje, wiem, ze to koniec, bo dla niego to nie byla przelotna przygoda, on sie naprawde zakochal (zna ja i sa razem od 3 tygodni....). Potrzebuje wziac skads sile, zeby isc do tego adwokata, przeczytac ze zrozumieniem, naniesc swoje uwagi. Jest bardzo zle, a wszystko najgorsze jeszcze przede mna, chociaz nie wiem jak najgorsze moze byc jeszcze gorsze.
Mieszkamy razem i w najblizszym czasie nie mam szansy na zmiane tego, chociaz codzienne widzenie sie strasznie jatrzy rane, rozdapuje kiedy widze jego szczescie, caly czas na telefonie, ona wiecznie pisze, on odpisuje, dzwoni, a ja siedze zasmarkana i widze to wszystko. Nie ma litosci dla mnie, dla mojego bolu.
Przytulcie prosze, slonce swieci, a ja jestem w jakiejs ciemnej dziurze emocjonalnej (a zyciowej i finansowej ciemnej d....).Od rana zbieram sie zeby wyjsc na spacer ale nie mam sily, do tego wygladam jak zombie.
Ania