Paprotka - dwa miesiace to naprawde jeszcze malutko, takze i tak dobrze sobie radzisz. Ja po 2 miesiacach to w ogole nie dopuszczalam do swojej mysli i swiadomosci ze to naprawde koniec. Tzn wiedzialam ze koniec, ale nie dopuszczalam ze taki na zawsze... ehhh bylam wrecz pewna ze jeszcze chwilka, jeszcze dzien, tydzien, miesiac i wreszcie on zrozumie i bedzie ze mna chcial byc, bo na pewno ma jakies watpliwosci, musi miec.... NIE MIAL.
Nibynieja - dawno jakos Cie nie czytalam nigdzie, a jakos mi sie wlasnie kojarzysz z okresem mojej najwiekszej rozpaczy na forum
Nibynie ja, jestescie po rozwodzie juz? Rok i 2 miesiace - no wlasnie, to wszystko niestety trwa. Ale rozwalilas mnie, normalnie sie usmialam tym co napisalas - ze napierw napisal co u Ciebie a potem 'to spadaj' :DDD ha ha ha. no po prostu nie moge. jaki poziom intelektualny oni w ogole reprezentuja to naprawde strach sie bac.... Js tez sobie tak postanowilam juz i od poltora miesiaca mi sie udaje - ze chocby sie palilo i walilo, jesli od tego nie bedzie zalezec moje zycie, to sama z zadnego powodu do niego juz nie napisze. Ani z powodu narodzin dziecka, ani z powodu problemu z samochodem, a niz powodu mamy, zadnego. Odpisac odpisuje tylko na formalnosci. Choc ostatnio totalnie mi odpuscil i siedzi cicho i az znowu sie zastanawiam.
M. - piszesz, ze gdyby napisal do Ciebie co slychac, to wiedzialabys ze bylas dla niego wazna??
no kochana.... !! heh, gdybys byla dla niego wazna, albo ja dla swojego meza to by mnie nie zdradzal, a potem nie porzucal jak rzecz i nie zapominal w trybie mimo wszystko ekspresowym. T osamo u Ciebie. Alez my moze kiedys bylysmy dla nich wazne, tego juz sama nie wiem, ale teraz, lub ostatnie czasy nawet przed zdrada - wazne nie bylysmy i nie jestesmy, naprawde
przeciez trzeba kierwoac sie logika.... bo 1 sms to bys poczula sie wazniejsza? no wiec wlasnie jak Ci tutaj wszyscy tlumaczymy - o dupe rozbic te ich smsy raz czy dwa razy po rozstaniu.
Carphatia - wspolczuje jelitowki, obrzydlistwo, ale jak na wszystko - trzeba przezyc.
Misiek - tak, ja to ostatnio naprawde smieje sie ze zrobilam sie jakas taka 'spokojna' tak naprawde... w sensie jedyne co mnie martwi - to zdrowie mamy i moje wlasne, tak, na tym mi zalezy i to jest dla mnie wazne. REszta? jakos sie niczym nie przejmuje
Wczoraj to jechalam ze sklepu i normalnie pomyslalam sobie ze w sumie to ja nawet troche szczesliwa jestem.... tylko ze po chiwli pomyslalam ze chyba mam cos juz z glowa.... no bo co? mam prace, mam mieszkanie, ktore narazie spokojnie sobie sama oplacam, mam samochod - czyli jakies podstawy do normalnych warunkow bytowych, mam brata i kuzynke w anglii ktorzy sa dla mnie wazni, mam prau znajomych dobrych, mam kochana mame, kupilam sobie wczoraj wlasnie mase pierdol do mieskzania - ozdoby jesienne, kwiaty no i ogolnie mnie to ucieszylo i sprawilo radoche
stwierdzam, ze NIE CHCE tracic czasu na zale, nie jest wesolo i kolorowo, ale jestem jakas taka zadna zycia, nie wiem jak to opisac.... nie chce tracic an iminuty na smutki (co oczywiscie nie oznacza ze tego nie robie).
Jedyne czego sie boje, to ze zachartuje sie tak mocno i tak bardzo, ze bede radzic sobie tak dobrze sama, ze nei wiem jakiego faceta musialabym spotkac, zeby ze tak powiem ;'sprostal mi' i moim oczekwianiom. Nie, nie ze musi byc niewiaodmo kto, ale chodzi o to, ze zawsze bylam niezalezna itd, a teraz to juz w ogole i nie wiem czym musialby mnie taki facet przyciagnac do siebie, co takiego zaoferowac od siebie, zebym podjela ryzyko wejscia w jakis kolejny zwiazek.....
a tak w ogole to ide sluchajcie dzisiaj na mecz pilki noznej POLSKA - ANGLIA
) na Wembley :)o, kolejna rzecz ktora robie po raz 1 i to bez niego. Z nim nigdy na meczu akurat nie bylam. Idziemy w 8 osob znajomych, ale beda jaja podejrzewam
Mam nadzieje tylko ze nie dojdzie do zadnych rozrob, bo przeciez ma byc ok 18 tys Polakow tutaj w Londynie, no ale Anglikow bedzie jednak wiecej
Glowy do gory!